Miesięcznik informacyjno-szkoleniowy Stowarzyszenia Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących "Cross"
Adres redakcji:
00-216 Warszawa ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 412 18 80 e-mail: redakcja@cross.org.pl
Zapytaj o bezpłatną prenumeratę
Redaguje zespół w składzie:
Anna Baranowska - Redaktor naczelna
Wojciech Puchacz - Zastępca redaktor naczelnej
Małgorzata Soloch - Korekta
Opracowanie graficzne:
Studio Graficzne Novelart
Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o. ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa
Skład wersji internetowej
Novelart
Nakład:
900 egzemplarzy
Stowaryszenie CROSS w mediach społecznościowych
Miesięcznik dofinansowują Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Ministerstwo Sportu i Turystyki
ISSN 1427-728X
ROK XXIV
Nr 2 (247)
Luty 2026 r.
Od lewej: Michał Lańda, Błażej Bieńko, Piotr Garbowski, Jakub Twardowski i Piotr Mika prezentują nominacje na XIV Zimowe Igrzyska Paralimpijskie Mediolan – Cortina D’Ampezzo 2026
Znamy już nazwiska wszystkich polskich parasportowców, którzy wezmą udział w rywalizacji XIV Zimowych Igrzysk Paralimpijskich w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo. Oznacza to, że sportowe święto czterolecia i wielkie emocje, jakich dostarczą nam sportowcy z niepełnosprawnościami, są już bardzo blisko. Ich zmagania będziemy śledzić między 6 a 15 marca.
Uroczyste wręczenie nominacji zawodnikom i przewodnikom, członkom sztabów szkoleniowych i misji paralimpijskiej oraz złożenie przyrzeczenia odbyło się 17 lutego w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. W wydarzeniu wzięli udział m.in.: Maja Nowak − sekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Pełnomocnik Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych, Piotr Borys oraz Ireneusz Raś − sekretarze stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki, Tadeusz Tomaszewski − przewodniczący sejmowej Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki, Barbara Engel − zastępca prezesa PFRON, przedstawiciele ambasady Włoch oraz reprezentanci oficjalnych sponsorów i partnerów polskiej reprezentacji paralimpijskiej. W uroczystości uczestniczył także Adam Dzitkowski, członek zarządu Polskiego Komitetu Paralimpijskiego i prezes Związku Kultury Fizycznej „Olimp”.
To oni pojadą na XIV Zimowe Igrzyska Paralimpijskie Mediolan – Cortina D’Ampezzo 2026
Ceremonię otworzył Romuald Schmidt, sekretarz generalny Polskiego Komitetu Paralimpijskiego i szef misji paralimpijskiej. Po nim głos zabrali minister Maja Nowak, minister Piotr Borys i minister Ireneusz Raś, by wyrazić uznanie dla wysiłku parasportowców i życzyć im sukcesów we Włoszech.
Nominacje odebrała m.in. trzynastoosobowa grupa naszych reprezentantów: ośmioro zawodników i pięciu przewodników. Ostatecznie sportowców będzie jednak dziewiątka, a przewodników sześciu. Jeszcze w dniu ogłoszenia nominacji doszły nas słuchy, co zostało nazajutrz oficjalnie potwierdzone, że parabiathlonista Paweł Gil otrzymał dziką kartę i wystartuje z przewodnikiem Radosławem Koszykiem. Nie mógł on być zatem uwzględniany w składzie reprezentacji podczas uroczystości.
Znakomita większość naszych parasportowców, bo aż sześcioro z dziewięciorga, to osoby słabowidzące, z czego trzech zawodników − Piotr Garbowski, Błażej Bieńko i Paweł Gil − trenuje na co dzień w klubie „Podkarpacie” Przemyśl należącym do Związku Kultury Fizycznej „Olimp”. Na paraigrzyskach będzie z nimi również fizjoterapeuta Piotr Mika. Trenerem tej trójki jest Jakub Twardowski, jednocześnie przewodnik Piotra Garbowskiego:
− Pechowy był dla nas poprzedni rok, kiedy od grudnia do lutego ciągnęły się za nami przeziębienia − przyznał. − Przede wszystkim teraz zawodnicy są zdrowi. Błażej Bieńko świetnie się spisywał i dostał miejsce z puli przydzielonej naszemu krajowi. Dowiedzieliśmy się dzisiaj, że Paweł Gil zdobył dziką kartę i wystartuje w swoich drugich igrzyskach. Zabieramy więc dla niego strój, bo jest z nami w Jakuszycach i cały czas trenuje, a ślubowanie złoży już pewnie w wiosce paralimpijskiej.
Zawodnicy i przewodnicy, którzy odebralinominacje 17 lutego, to:
paranarciarze biegowi i parabiathloniści: Aneta Kobryń (przewodnik: Bartłomiej Puto), Błażej Bieńko (przewodnik: Michał Lańda), Piotr Garbowski (przewodnik: Jakub Twardowski), Krzysztof Plewa i Witold Skupień;
paranarciarze alpejscy: Oliwia Gołaś (przewodnik: Andrzej Stasik) i Michał Gołaś (przewodnik: Kacper Walas);
parasnowboardzistka Natalia Siuba--Jarosz.
Odbierający nominacje podpisali flagę Polskiego Komitetu Paralimpijskiego. Chorążymi naszej reprezentacji będą Aneta Kobryń z przewodnikiem Bartłomiejem Puto oraz Michał Gołaś z przewodnikiem Kacprem Walasem. Sportowcy i przewodnicy złożyli przyrzeczenie paralimpijskie, które w ich imieniu odczytał Witold Skupień. Ślubowanie sztabu szkoleniowego i misji odczytał Michał Kłusak. Wszyscy byliśmy też świadkami premiery znaczka Poczty Polskiej poświęconego IP Mediolan − Cortina d”Ampezzo 2026, który trafi do obiegu 6 marca.
Po uroczystości mogłam zapytać paralimpijczyków o przebieg przygotowań i nastroje przed wielkim sprawdzianem.
− Przygotowania jeszcze się nie skończyły − powiedział Piotr Garbowski, tegoroczny brązowy medalista Pucharu Świata w Kanadzie, który wystartuje na IP po raz trzeci. − Do 2 marca wszyscy trenujemy, najpierw na obozie w Jakuszycach, a potem przenosimy się do Szczyrbskiego Plesa [Szczyrbskiego Jeziora − przyp. red.], jako że są tam podobne warunki jak te, które będą we Włoszech. Nastawiam się na mocne bieganie na wszystkich moich dystansach, będziemy robić, co w naszej mocy, żeby wrócić z medalem. Konkurencja jest duża. Jeszcze niedawno startowało zazwyczaj około 15 zawodników, ale już na Pucharze Świata w Niemczech w naszej kategorii było ich ponad 30, co się do tej pory rzadko zdarzało. Jest duża konkurencja, przybyło rywali ze wschodu... Na igrzyskach może być jeszcze więcej startujących. Dyscyplina bardzo się rozwija, wszędzie to widać. W kategoriach sportowców na wózkach, np. u Krzyśka Plewy, startuje nawet 50 zawodników.
Taki stan rzeczy może być po części wynikiem budzącej kontrowersje decyzji IPC, o czym napomknął też trener Twardowski.
− Do rywalizacji sportowców niepełnosprawnych zostali przywróceni, pod narodową flagą, Rosjanie i Białorusini, czego nie ma w sporcie pełnosprawnych. Taka decyzja wydaje się niezrozumiała.
Piotr Garbowski składa pamiątkowy podpis na fladze Polskiego Komitetu Paralimpijskiego
Na swoje pierwsze igrzyska jedzie biathlonista Błażej Bieńko.
− Startuję już szósty sezon w zawodach międzynarodowych. Debiut na igrzyskach to ważny moment. Myślę, że jestem dobrze przygotowany. Mam zaplanowane wszystkie starty w biathlonie, a w biegach sprint klasykiem. Dobrze czuję się w krótszych dystansach. Planujemy też mój start w sztafecie, na pierwszej zmianie.
Michał Lańda, przewodnik Błażeja, również wypowiada się pozytywnie o jego przygotowaniu, ale i postawie sportowej.
− To będą moje drugie igrzyska, na pierwszych startowałem z Pawłem Gilem. Od tamtej pory poziom Błażeja bardzo wzrósł. Razem biegamy od mniej więcej roku. Bardzo dobrze się z nim pracuje, to chłopak zdyscyplinowany, ma charakter do biegania, jest ambitny, nie trzeba nad nim stać, żeby trenował. Nie mieszkamy za blisko siebie, w tym roku zgrupowań mieliśmy sporo, ale nawet kiedy jest w domu, to wiem, że trenuje i dąży do tego, aby być coraz lepszym.
Aneta Kobryń (dawniej Górska) startuje w narciarstwie biegowym.
− Będę biegła na wszystkich dystansach: sprint stylem klasycznym, 10 km stylem klasycznym oraz 20 km stylem dowolnym. Już polubiłam się z łyżwą, ale chyba klasyk jest bliższy mojemu sercu. Z Bartłomiejem Pluto trenujemy od sierpnia 2024 r., drugi sezon biegaliśmy razem w Pucharze Świata, ale igrzyska są jeszcze czymś więcej − powiedziała zawodniczka AZS AWF Warszawa, dwukrotna medalistka tegorocznego PŚ w Jakuszycach.
Niepełna jeszcze narciarsko-biathlonowa część reprezentacji z prezesem Adamem Dzitkowskim
Kciuki za całą reprezentację, ale pewnie najmocniej za swoich zawodników, trzyma prezes Adam Dzitkowski.
− Dobrze znam naszych chłopaków, są sprawdzeni w bojach i wiem, że dadzą z siebie wszystko. Pozostaje tylko życzyć im wspaniałych startów i tej odrobiny szczęścia, żeby odgonić pecha i kontuzje.
Zimowe paraigrzyska będzie można oglądać na antenie TVP Sport. Będziemy obserwować zmagania ponad 660 parasportowców rywalizujących w sześciu dyscyplinach: paranarciarstwie alpejskim i biegowym, parabiathlonie, parasnowboardzie, curlingu na wózkach i hokeju na sledgach. Warto oglądać wszystkich ale kibicować będziemy tylko reprezentantom Polski!
W 2026 r. mija równo pół wieku od pierwszych zimowych igrzysk paralimpijskich w 1976 roku w Örnsköldsvik, w których startowali także nasi reprezentanci. Na pierwsze medale musieliśmy poczekać jednak do 1984 r., do igrzysk w Innsbrucku, gdzie Polacy 13 razy stanęli na podium. To nasz rekord. Do tej pory zdobyliśmy łącznie 45 trofeów zimowych IP − 11 złotych, 6 srebrnych i 28 brązowych. W 2022 r. w Pekinie medalu niestety nie było.
Włochy goszczą zimowe igrzyska paralimpijskie po raz drugi. Poprzednie odbyły się 20 lat temu w Turynie i były do tej pory ostatnimi, z których reprezentacja Polski wróciła zimą ze złotym krążkiem. Może okażą się dla nas szczęśliwe, historia zatoczy koło i ponownie zdobędziemy w tym kraju złoty medal?
***
Kilka dni po uroczystości ślubowania kwestia udziału w IP we Włoszech sportowców Rosji i Białorusi znalazła swój finał w decyzji Mnisterstwa Sportu i Turystyki, jak i Polskiego Komitetu Paralimpijskiego o nieuczestniczeniu ich przedstawicieli oraz przedstawicieli misji paralimpijskiej − na znak protestu − w ceremonii otwarcia igrzysk. Polska nie jest w swoim sprzeciwie odosobniona.
Po Pucharze Świata w Kanadzie narciarze biegowi i biathloniści powrócili do domów na święta Bożego Narodzenia. Przerwa nie trwała długo. Ponieważ nie mają warunków do trenowana tam, gdzie mieszkają, już 27 grudnia przyjechali do Zakopanego, by realizować treningi na nartach. Zbliżał się wszakże termin drugiego etapu Pucharu Świata.
W okresie startowym bardzo ważne jest, aby zawodnik realizował trening specjalny, najprościej mówiąc − musi biegać na nartach. Już 5 stycznia czekał nas kolejny wyjazd na Puchar Świata, tym razem do Niemiec, do Notschrei. Miejscowość jest położona bardzo blisko granicy z Francją, więc mieliśmy przed sobą cały dzień podróży samochodem. Dojechaliśmy wieczorem, tak jak było w planie. Przed kolacją wybraliśmy się jeszcze na krótki 40-minutowy trucht, aby lekko rozluźnić nogi przed nadchodzącymi startami. Nazajutrz z samego rana udaliśmy się z Michałem Lańdą na trasy, aby rozpakować cały nasz sprzęt potrzebny do serwisu. Tego dnia były zaplanowane treningi oficjalne, są one wyznaczane w konkretnych godzinach, które później przekładają się na czas startów poszczególnych grup w dniach rywalizacji. Nasi biathloniści swój trening mieli o godzinie 12:30. Trasy leżą tam wysoko, w lesie, w większości przez cały dzień trwania zawodów oraz treningów spowijała je gęsta mgła. W Notschrei mieliśmy wziąć udział w trzech startach biathlonowych: 8 stycznia w biegu indywidualnym na 12,5 km, 10 stycznia w sprincie pursuit i 11 stycznia w biegu sprinterskim na 7,5 km.
Jakub Twardowski i Piotr Garbowski, PŚ Finsterau 2026
W pierwszym biegu Błażej Bieńko zajął bardzo dobre 5. miejsce z jednym tylko nietrafionym strzałem na 20. Paweł Gil chybił czterokrotnie, co w efekcie dało mu 7. lokatę. Bieg indywidualny wygrał Niemiec Nico Messinger z czystym kontem na strzelnicy. Kolejny dzień był wolny od zawodów, miał odbyć się jedynie trening oficjalny przed sobotnim startem. Niestety, z powodu bardzo złej pogody, a konkretnie silnego wiatru, IBU dla bezpieczeństwa go odwołało. W sobotę wiatr troszkę zelżał i udało się przeprowadzić sprint pursuit. Błażej Bieńko zajął 6. miejsce, strzelając na czysto, a Paweł Gil był siódmy, z dwoma niecelnymi strzałami. Ostatni dzień Pucharu Świata w biathlonie odbywał się pod znakiem startów na 7,5 km z dwoma strzelaniami. Błażej Bieńko, po bardzo dobrym biegu i tylko jednej karze na strzelnicy, zajął 5. miejsce. Paweł Gil również spudłował raz i zajął 7. miejsce.
Po szybkim lunchu i spakowaniu się tego samego dnia ruszyliśmy do Finsterau, gdzie miał odbyć się drugi etap Pucharu Świata w biegach narciarskich. Miejscowość leży blisko granicy z Czechami. W planie były trzy dystanse indywidualne oraz sztafeta. Do Finsterau zjechało ponad 200 zawodników z 25 państw. Do zawodów zostali także dopuszczeni narciarze z Białorusi i Rosji.
Od lewej: Błażej Bieńko, Michał Lańda, Jakub Twardowski, Piotr Garbowski, Paweł Gil, PŚ Finsterau 2026
W środę 14 stycznia odbył się bieg interwałowy na 10 km stylem dowolnym (zawodnicy startują co 30 sekund). Nasz najbardziej doświadczony reprezentant Piotr Garbowski zajął 14. miejsce, Błażej Bieńko 24., a Paweł Gil 25. miejsce. Bieg wygrał zawodnik z USA Jake Adicoff. Następnego dnia czekał nas bieg na 10 km stylem dowolnym i tym razem start był wspólny. Warunki panowały trudne, temperatura była dodatnia, a śnieg bardzo „wolny”. Piotr Garbowski zajął 16. lokatę, Błażej Bieńko 25., a Paweł Gil przybiegł jako 30. Bieg wygrał ten sam zawodnik z USA co wcześniej. Nazajutrz narciarze odpoczywali przed czekającym ich sprintem stylem klasycznym. W sobotnich eliminacjach spośród 40 startujących słabowidzących i niewidomych tylko ośmiu kwalifikowało się do finału. Piotr Garbowski w eliminacjach zajął dobre 10. miejsce, co, niestety, nie dało przepustki do ściągania się w stawce finałowej. Paweł Gil był 18., a Błażej Bieńko 19. Eliminacje wygrał Amerykanin Jake Adicoff, lecz tym razem ostatecznie triumfował Yu Shuang z Chin. Ostatni dzień to bieg sztafetowy open. Nasi zawodnicy ścigają się w nim na dystansie 4 x 2,5 km. Pierwsze dwie zmiany biegnie się stylem klasycznym, a dwie kolejne stylem dowolnym. W polskiej sztafecie na wystrzał ruszył Błażej Bieńko, który przybiegł na 7. miejscu z niewielką stratą do Rosjan, jako drugi pobiegł Piotr Garbowski, który wyprowadził nasz zespół na 3. miejsce. Kolejna zmiana to już styl dowolny, biegł ją Witold Skupień, zawodnik biegający bez kijów. Przebiegł 2,5 km na 4. miejscu. Sztafetę kończyła Aneta Kobryń, która była na mecie ósma. Bieg sztafetowy wygrali Rosjanie.
Tego samego dnia wyruszyliśmy w drogę do Polski, gdzie czekał nas trzeci etap Pucharu Świata, ale historyczny pierwszy Puchar Świata organizowany na naszej ziemi. Jednak o tym opowiem już innym razem.
„Prześledźcie każdy drobny ruch, nie traćcie chwil, wyostrzcie słuch”. Ten fragment tytułowej piosenki z popularnej sagi o Muminkach idealnie pasuje do rozgrywek showdownowych, bo przecież na słuchu i szybkiej analizie uderzeń bazują zawodnicy tej dyscypliny sportu. W Finlandii, tam właśnie, gdzie najpewniej leży kraina małych białych trolli, nasi showdowniści rozpoczęli nowy sezon turniejem międzynarodowym Pajulahti Games 2026.
Był to pierwszy międzynarodowy turniej w tym roku. Zagrało w nim 37 zawodników – 9 kobiet i 28 mężczyzn. Swoje drużyny wystawiły Finlandia, Estonia, Francja, Belgia, Niemcy, Włochy, Słowacja oraz Polska. Nasza reprezentacja składała się z pięciorga graczy oraz trenera kadry Szymona Borkowskiego i instruktora Sebastiana Michailidisa.
Kobiety rozgrywały mecze systemem „każdy z każdym”, najbardziej miarodajnym i sprawiedliwym, bo nie ma walki w grupach, które mogą prezentować różny poziom. Każda zawodniczka musiała skrzyżować rakietkę ze wszystkimi rywalkami i każdy mecz był równie ważny. W rywalizacji pań uczestniczyły nasze kadrowiczki Paulina Krupa i Katarzyna Stenka. Siłą rzeczy musiały rozegrać pojedynek także ze sobą. Ten okazał się jednostronny. Katarzyna pewnie pokonała swoją kadrową koleżankę 2:0 (12:2, 11:6), ale po meczu nie kryła zaskoczenia takim obrotem spraw. − Nie spodziewałam się tak szybkiego meczu. Zawsze męczyłam się, grając z Paulą, i nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio z nią wygrałam – skomentowała wynik „Rychu”.
Mario Chrenowsky ze Słowacji kontra Przemysław Knaź
Nasze zawodniczki czekały kolejne pojedynki, tym razem już z reprezentantkami innych państw. Panowie z kolei rozgrywali mecze pierwszej rundy w sześcioosobowych grupach. Polskę reprezentowali Szymon Budzyński, Przemysław Knaź i Krzysztof Sobiło.
Krzysztof rozpoczął turniej bardzo dobrze. Wygrał cztery z pięciu swoich starć. W pokonanym polu pozostawił go tylko Belg Chris Eilers, numer jeden obecnego rankingu sezonowego. Z awansu do kolejnej rundy mógł cieszyć się także Przemysław, który wygrał trzy mecze i uzyskał trzecią lokatę w grupie. Sztuka ta nie udała się niestety Szymonowi, który mimo ambitnej postawy i zaciętej walki (o rozstrzygnięciu wszystkich jego przegranych meczów decydował dopiero trzeci set), zajął w grupie piąte miejsce. Czekały go więc mecze o miejsca 17-20.
Ze sportową zawziętością do kolejnych spotkań podeszły nasze panie, które nie zamierzały oddać pola bez walki, i to pomimo stawki bardziej utytułowanych rywalek, którym, jak się później okazało, urwały sporo punktów. Dość powiedzieć, że w starciu z naszymi zawodniczkami trzech setów do rozstrzygnięcia pojedynków potrzebowały nawet takie showdownowe tuzy, jak Elvina Vidot z Francji, Jaana Pesari z Finlandii czy Mai-Li De Raeymaeker z Belgii. Może jeszcze nie udało się z nimi wygrać, ale wstydu nie było i waleczność dziewczyn pozwala patrzeć ze sporym optymizmem w przyszłość. Ostatecznie Katarzyna Stenka zameldowała się na szóstej pozycji, a Paulina Krupa była siódma.
W drugiej rundzie rozgrywek mężczyzn nasz duet zawodników z Przemyśla trafił do tej samej grupy. Niestety, razem z nimi trafił tam też prezentujący ostatnio dobrą formę Frank Bouilloux. Francuz pokonał naszych reprezentantów (2:0 Przemka i 2:1 Krzyśka), czego owocem była jego pierwsza lokata. O tym, który z Biało-Czerwonych wyjdzie z grupy, zdecydował pojedynek derbowy zakończony zwycięstwem popularnego „Prezesa” (2:0). Dzięki temu Sobiło mógł cieszyć się z awansu do najlepszej ósemki turnieju, a Knaziowi pozostała walka o miejsca 9-12. Tymczasem podrażniony brakiem awansu Szymon Budzyński nie zamierzał brać jeńców. Wygrał wszystkie swoje mecze grupowe, w pokonanym polu pozostawiając dwóch reprezentantów gospodarzy, Juhę Okarainena i Jariego Linnavouriego, oraz pochodzącego z Niemiec Andreasa Schmitza. Ostatecznie wygrał w grupie i zajął 17. miejsce.
Paulina Krupa w pojedynku ze zwyciężczynią turnieju – Hanną Vilmi
Ćwierćfinałowy pojedynek Krzysztofa Sobiły z doświadczonym Finem Arim Lahtinenem śmiało mógł aspirować do miana finału turnieju. Pierwszy set to fantastyczna gra naszego zawodnika, zwieńczona wygraną 12:6. W kolejnym Lahtinen zaprezentował bardzo silną i precyzyjną grę. Wygrał go aż 11:2 i kontynuował passę w kolejnym secie, w którym prowadził już 7:1. Wtedy trener naszej kadry wziął czas i razem z zawodnikiem zdecydowali o zmianie strategii. Decyzja ta okazała się strzałem w dziesiątkę, bo Krzysiek nie stracił już punktu i ostatecznie wygrał 12:7. Rozwścieczyło to rywala, który w czwartej odsłonie meczu grał bardzo siłowo, przez co udało mu się odskoczyć na prowadzenie 9:1. „Prezes” jednak nie zamierzał się poddać i doprowadził do wyniku 9:9. Tylko jeden gol dzielił więc naszego zawodnika od awansu do półfinału. Niestety, Lahtinen też o tym wiedział i nie miał zamiaru na to pozwolić. Strzelił bramkę i doprowadził do remisu w meczu 2:2. O wszystkim zadecydować miał zatem piąty set. W nim byliśmy świadkami niesamowitej walki punkt za punkt, bramka za bramkę, ale decydującego gola zdobył reprezentant gospodarzy. Fin wygrał tie-break 11:8 i to on zdobył awans do półfinału turnieju, a Krzysztof miał walczyć o miejsca 5-8. Po meczu Ari Lahtinen w takim komentarzu docenił grę swojego rywala:
Ćwierćfinałowy pojedynek Krzysztofa Sobiło z reprezentantem gospodarzy Arim Lahtinenem
− Ale to było spotkanie! Jestem cały mokry, jakbym dopiero co wyszedł spod prysznica! Z nikim nie grało mi się tak ciężko jak z Krzysztofem. To fantastyczny zawodnik i zawsze trudno mi się z nim gra. Ale dziś to była już przesada. Czuję się, jakby przejechał po mnie pociąg. Tak naprawdę to obaj zasłużyliśmy na grę w półfinale. Bardzo żałuję, że to nie był finał, bo właśnie tak powinien on wyglądać – powiedział.
Drugi z Polaków, Przemek Knaź, również trafił na reprezentanta Finlandii. Jouni Viitamaki, bardzo zły po odpadnięciu z walki o miejsca w strefie medalowej, postanowił wyładować swoją sportową złość właśnie na naszym reprezentancie. Rozprawił się z nim bardzo szybko, pewnie wygrywając 2:0 (11:4, 12:0). To z kolei rozzłościło Przemka, który postanowił wziąć odwet na swoim kolejnym przeciwniku, Luciano Florio z Włoch. Wygrał z nim 2:1, dzięki czemu ostatecznie zajął jedenastą lokatę. Po ćwierćfinałowej potyczce z Krzyśka Sobiły uszło powietrze. Lekko podłamany, przegrał z Francuzem Frankiem Bouilloux 0:2. Udało mu się jednak zmotywować na ostatni mecz, w którym musiał skrzyżować rakietki z Estończykiem Alisherem Hozanijazovem. Ten jednak okazał się lepszy od naszego zawodnika, wygrał z nim 2:1. Oznaczało to, że ostatecznie Sobiło zameldował się na ósmej pozycji.
Pierwszy tegoroczny turniej międzynarodowy za nami. Zdobyliśmy kolejne doświadczenie, które, miejmy nadzieję, wykorzystamy i które zaprocentuje w przyszłości. Nie odpoczywamy, trenujemy, bo już na przełomie lutego i marca czeka nas kolejne wyzwanie – Showdown Slovak Open 2026.
Kadra Polski w showdownie po zakończonych zawodach w Finlandii
Pajulahti Games 2026 14-17.01.2026 r., Nastola, Finlandia
Kobiety
1. Hanna Vilmi Finlandia 2. Jaana Pesari Finlandia 3. Mai-Li De Raymaeker Belgia (…) 6. Katarzyna Stenka Polska 7. Paulina Krupa Polska
Mężczyźni
1. Christoff Eilers Belgia 2. Pierre Bertrand Francja 3. Ari Lahtinen Finlandia (…) 8. Krzysztof Sobiło Polska 11. Przemysław Knaź Polska 17. Szymon Budzyński Polska
Z roku na rok liczba osób grających w kręgle klasyczne rośnie, co było widać podczas ostatniego Pucharu Polski osób niewidomych i słabowidzących. Na torach kręgielni w Gostyniu zameldowało się 109 zawodników i zawodniczek z 26 klubów zrzeszonych w Stowarzyszeniu „Cross”.
Zawody Pucharu Polski 2025 udało się rozegrać w styczniu obecnego roku po przesunięciach dokonanych w budżecie Stowarzyszenia. Zazwyczaj impreza przeprowadzana jest w grudniu, ale w 2025 roku w tym terminie odbyły się dawno niewidziane drużynowe mistrzostwa Polski.
Grupa 109 zawodników to nie lada wyzwanie logistyczne dla koordynatora, ale Joanna Staliś organizująca tego rodzaju imprezy od ponad 10 lat poradziła sobie doskonale. W pierwszych dwóch dniach rozgrywane były eliminacje, w których zawodnicy oddawali 120 rzutów. Najlepsza szóstka z każdej kategorii zyskiwała prawo startu w finałach. O ostatecznej lokacie decydowała suma 240 rzutów z eliminacji i finału.
Zawodnicy z kategorii B1. Stanisław Szczęsny (od lewej) i Dariusz Popławski z asystentkami w trakcie rzutów eliminacyjnych
Wśród pań w kategorii B1 Puchar Polski za 2025 rok zdobyła Barbara Szypuła reprezentująca „KoMar” Piekary Śląskie, która pokonała Renatę Domin i Karolinę Rzepę. Ta ostatnia zwyciężyła w eliminacjach, jednak w dniu finału do utrzymania tej pozycji zabrakło jej 59 p. Zwyciężczyni w grach finałowych uzyskała 471 p., co było najwyższym rezultatem wśród pań w kategorii B1.
Na podium kategorii B2 kobiet zobaczyliśmy dwie reprezentantki „Pionka” Włocławek oraz jedną „Omegi” Łódź. Pierwsze miejsce, zarówno w eliminacjach, jak i finale, zajęła Jadwiga Rogacka (odpowiednio 625 i 650 p.). Jej klubowa koleżanka Katarzyna Majewska (617 i 609 p.) była druga, zaś na ostatnim miejscu medalowym uplasowała się Jadwiga Szamal z Łodzi. Niestety, w tej kategorii, poza zwyciężczynią, pozostałe panie grały zazwyczaj w pobliżu 600 p., co nie jest dobrym prognostykiem na zbliżający się sezon. Na turnieju była to najliczniejsza kategoria kobieca, z listą startową 20 zawodniczek.
Zawodniczki i zawodnicy z kategorii B2 wraz z asystentami w trakcie walki o awans do gier finałowych
W kategorii B3 pań eliminacje wygrała Zofia Sarnacka, uzyskując 662 p., jednak w grach finałowych jej wynik odbiegał in minus od poprzedniego o prawie 90 p., co sprawiło, że spadła finalnie na drugie miejsce. Zdobywczynią Pucharu Polski została w tej kategorii Ewelina Woszuk, która zagrała w eliminacjach 646 p., a w finale 630. Podium dopełniła Bożena Wiechowska z Iławy.
W B1 mężczyzn prym wiódł, można powiedzieć − jak zwykle − Jan Zięba, który w grach eliminacyjnych uzyskał 603 p. zapewniające mu znaczącą przewagę nad konkurentami. Mimo że tym razem finał w jego wykonaniu był słabszy, bo zagrał tylko 525 p., to sumarycznie utrzymał zwycięską pozycje z przewagą ponad 100 p. nad kolejnymi graczami. Na drugim miejscu eliminacje zakończył zawodnik „Sudetów” Kłodzko Grzegorz Modrzyński z 512 p., który w grach finału nie powtórzył już tego wyniku. Zdobył 463 p., co wystarczyło na trzecią lokatę. Na drugim stopniu podium znalazł się natomiast Szczepan Polkowski z klubu w Iławie, który zagrał odpowiednio 493 i 502 p. W tym miejscu należy dodać, że w rozgrywkach finałowych Szczepan w drugiej swojej grze uzyskał bardzo wysoki jak na tę kategorię wynik 174 p. Była to najwyższa zdobycz punktowa z jednej gry w kategorii B1 mężczyzn.
Dekoracja zawodniczek z kategorii B1 i ich asystentów
W kategorii B2 mężczyzn do końca eliminacji nie było wiadomo, jak ukształtuje się pierwsza szóstka finalistów. W pewnym momencie sędziowie musieli liczyć „dziewiątki”, by ustalić kolejność w tabeli. Na szczęście (lub nieszczęście?) kwestię, kto z zawodników wejdzie do finału, rozstrzygnął Piotr Dynda, który niespodziewanie strącił aż 659 kręgli. Gdyby nie jego wynik, o wejściu do finału decydowałyby właśnie dziewiątki. W kategorii B2 mężczyzn po eliminacjach najwyżej w tabeli lokował się reprezentant nyskiego „Atutu” Wojciech Puchacz z wynikiem 685 p., co było sporym zaskoczeniem dla jego bezpośrednich rywali, przede wszystkim z Olsztyna. Niestety, w grach finałowych nie udało mu się powtórzyć takiego wyniku, głównie za sprawą dwóch bardzo słabych pierwszych gier. Ostatecznie był trzeci, a zdobywcą Pucharu Polski został Stanisław Stopierzyński z klubu „Warmia i Mazury”, który w finale uzyskał 714 p. i tym samym pokonał o 41 p. drugiego na podium Mieczysława Kontrymowicza. Z kronikarskiego obowiązku należy odnotować, iż najwyższy wynik z jednej gry w finale uzyskał Wojciech Puchacz, strącając 188 kręgli.
W kategorii B3 niekwestionowanym liderem był Krzysztof Paszyna reprezentujący klub „Podkarpacie” Przemyśl. Jako jedyny w eliminacjach i finale uzyskał wyniki powyżej 700 p. − odpowiednio 719 i 708 p. − dzięki czemu zdobył 50-punktową przewagę nad drugim wśród najlepszych Danielem Jarząbem z „Tęczy” Poznań (694 i 680 p.). Jako zdobywca trzeciego miejsca, po zaciętej walce do ostatniego rzutu, na podium stanął Rafał Chaberski z iławskiej „Moreny”, który, gdyby nie słabszy wynik w eliminacjach, mógł powalczyć o więcej. We wstępnym etapie rywalizacji uzyskał 649 p., ale na szczęście dla niego (i na nieszczęście dla rywali ze środka tabeli) w finałach zabrakło mu tylko trzech punktów do 700. Najwyższy wynik z jednej gry w finale uzyskał Krzysztof Paszyna, zdobywca 189 p.
Zdobywcy Pucharu Polski w kręglach klasycznych za rok 2025. Od lewej: Barbara Szypuła, Jan Zięba, Jadwiga Rogacka, Ewelina Woszuk, Krzysztof Paszyna i Stanisław Stopierzyński
Należy odnotować, że w każdej z trzech męskich kategorii na starcie zobaczyliśmy powyżej 20 zawodników, co bardzo cieszy.
Na zakończenie turnieju Joanna Staliś poprosiła wszystkich zgromadzonych o uczczenie minutą ciszy pamięć Krzysztofa Tarkowskiego − naszego kolegi z klubu „Hetman” Lublin, który zmarł kilka dni przed zawodami.
Zdobywcy pierwszych miejsc otrzymali okazałe puchary, a pozostali finaliści i finalistki − mniejsze puchary. Były także nagrody finansowe oraz upominki.
Tak licznie obsadzona impreza kręglarska to bardzo dobry prognostyk na kolejny sezon, który rozpoczniemy już za moment, również w Gostyniu, eliminacjami do indywidualnych mistrzostw Polski. Niewiele później będziemy walczyć w Sierakowie o tytuły mistrza Polski, a także mistrza Europy niewidomych i słabowidzących w kręglach klasycznych. Polska będzie bowiem po raz kolejny organizatorem rywalizacji Starego Kontynentu.
Listy rankingowe 2025 zawodników Stowarzyszenia „Cross” w dyscyplinach kręglarskich:
Wśród niewidomych i słabowidzących narciarzy jest grono takich, którzy posiadają także znaczące umiejętności strzeleckie i realizują się od dawna w biathlonie. Oczywiście, nie wszyscy podejmują trud połączenia tych dwóch dyscyplin sportowych w biathlon. Osoby uczestniczące w projektach ZKF „Olimp” od wielu lat mogą popróbować swych sił w tym sporcie podczas szkoleń wyjazdowych i treningów w klubach, a zimą − tak jak i w tym roku − powalczyć o cenne trofea. Biathlon przyciąga, ale wciąż stanowi wielkie wyzwanie.
W tegorocznym turnieju, odbywającym się w dniach 20-24 sierpnia, wzięło udział 65 zawodników z 19 klubów. Zawody były finansowane ze środków PFRON, Ministerstwa Sportu i Turystyki, Stowarzyszenia „Cross”, klubu „Pogórze” Tarnów oraz Gminy Tarnów. Wydarzenie objęli honorowym patronatem: Łukasz Smółka – Marszałek Województwa Małopolskiego, Jacek Hudyma – Starosta Powiatu Tarnowskiego, Andrzej Potępa – Starosta Powiatu Brzeskiego, Jakub Kwaśny – Prezydent Miasta Tarnowa, Tomasz Latocha – Burmistrz Miasta Brzeska oraz Grzegorz Kozioł – Wójt Gminy Tarnów. Dzięki ich wsparciu uczestnicy otrzymali cenne nagrody i trofea sportowe. W gronie darczyńców znaleźli się także Browar Okocim i Tarnowskie Wodociągi.
Turniej główny rozgrywany był w dwóch etapach: eliminacji (120 rzutów) oraz finałów (kolejnych 120 rzutów). Sumaryczny wynik tych 240 rzutów decydował o klasyfikacji i medalach.
Wśród pań grających w kategorii B1 triumfowała Karolina Rzepa z „Łuczniczki” Bydgoszcz z wynikiem łącznym 801 p. (eliminacje 373 p. i finał 428 p.), drugie miejsce należało do zawodniczki „Moreny” Iława Reginy Szczypiorskiej, która ugrała 785 p. (387 i 398 p.), a trzecie miejsce zajęła w turnieju Barbara Szypuła z „KoMaru” Piekary Śląskie, która w samych tylko eliminacjach zebrała 448 p. I tutaj zdarzyła się nietypowa sytuacja. Barbara z powodu kontuzji nie mogła zagrać w finale, a mimo to utrzymała się na podium! Wyprzedziła bowiem Martę Kanarek z „Pionka” Włocławek, która w eliminacjach uzyskała 210 p., a w finale 122 p., co dało w sumie 332 p. i czwarte miejsce. Barbara Szypuła w tej sytuacji zachowała się po koleżeńsku, dzieląc się z Martą Kanarek zdobytym trofeum − oddała jej swój medal. Postawa godna pochwały.
Aleksandra Jarząb w trakcie rzutów eliminacyjnych
Złoty medal w kategorii B2 kobiet zdobyła sztandarowa zawodniczka „Pionka” Włocławek Jadwiga Rogacka za swoje 1239 p. (608 i 631 p.). Srebro do „Omegi” Łódź powiozła Jadwiga Szamal (604 i 588 p., co dało łączny wynik 1192 p.). Brązowy medal należał do Ireny Zięby, która rzuciła za 1181 p. łącznie (586 i 595 p.). Poza podium uplasowała się Jolanta Krok-Sabaj z „Podkarpacia” Przemyśl, zawodniczka z najwyższym w tej kategorii wynikiem eliminacji (628 p.). Niestety, finałowa gra była już gorsza (540 p.) i nie wystarczyła na miejsce medalowe.
Panie z B3 stanęły na podium w kolejności: na pierwszym miejscu − Irena Curyło z „Pogórza” Tarnów, zdobywczyni 1329 p. (680 i 649 p.); na drugim miejscu − Elżbieta Ćwikła z „Warmii i Mazur” Olsztyn, która w eliminacjach zbiła 575 kręgli, w finale opanowała stres i zdobyła 610 p., a łącznie 1185 p.; na trzecim − Ewelina Woszuk z „Pionka” Włocławek. Zaledwie trzech punktów zabrakło Ewelinie do srebra, w eliminacjach zdobyła ich 600, w finale 582, a łącznie 1182 p. Bardzo dobra gra Bożeny Wiechowskiej („Morena” Iława) nie wystarczyła, niestety, na miejsce medalowe (578 i 566 p., łącznie 1144 p.), ale pokazała, że zawodniczka po chorobie wraca do formy i jeszcze nas zaskoczy. Brawo!
Jadwiga Szamal z asystentka Elżbietą Ćwikłą w trakcie gry
Nasi wszyscy panowie grający w B1 walczyli dzielnie, ale... Jan Zięba („Debiut” Kielce) dzięki zagranym 1203 p. − jak to on − wykosił konkurencję (565 i 638 p.). Srebro należało się Sylwestrowi Dołasińskiemu z „Łuczniczki” Bydgoszcz za wykulane 914 p. (481 i 433 p.). Brąz za swoje 770 p. wywalczył Krzysztof Tarkowski z „Hetmana” Lublin (381 i 389 p.) Czwarte miejsce zajął Tadeusz Sobura z „Debiutu” Kielce z wynikiem 704 p. (372 i 332 p.). Pomiędzy zawodnikami były więc znaczne różnice punktowe.
W kat B2 mężczyzn po emocjonującej walce wygrał z 1212 p. na koncie zawodnik „Podkarpacia” Przemyśl Mieczysław Sabaj (609 i 603 p.). O 7 p. mniej zagrał Ryszard Lewandowski („Pionek” Włocławek), który rzucił na poziomie 1205 p. (602 i 603 piny). Na trzecim miejscu podium stanął Władysław Szymański („Omega” Łódź), który wykulał łącznie 1187 p. (578 i 609 p). Poza podium znalazł się Marcin Siudowski („Pionek” Włocławek), lider eliminacji (614 p.), który w finale zagrał już tylko 531 p. (łącznie 1141 p.). Coś nie poszło po jego myśli, ale wiemy przecież, że potrafi dobrze zagrać.
Starty kategorii B3 mężczyzn, najbardziej nieprzewidywalne, budzą największe emocje. I tym razem oglądaliśmy fantastyczną rywalizację. Zwyciężył Władysław Wakuliński („Łuczniczka” Bydgoszcz). Po nie najlepszych eliminacjach (656 p.) finał przyniósł odbicie do 712 p., co łącznie dało 1368 p. Władek, ambitny i doświadczony zawodnik, nie zraził się początkowym niepowodzeniem i w finale jako jedyny przekroczył „siedemsetkę”. Walka o drugie i trzecie miejsce rozegrała się między Albertem Sordylem („Pogórze” Tarnów) i Danielem Jarząbem („Tęcza” Poznań). W eliminacjach lepszy był Daniel − 691 kręgli, a Albert − 674, w finale przewaga się odwróciła: Albert − 660 kręgli, a Daniel 636. Ostatecznie Albert z wynikiem 1334 p. zajął drugie miejsce. Danielowi brakło 7 p. do srebra i z wynikiem łącznym 1327 p. zdobył brąz. To 7 p. było tu chyba zmorą zawodników, bo Pawłowi Loncowi („Podkarpacie” Przemyśl) do brązowego medalu także zabrakło 7 p. (łącznie zdobył 1320 p.).
Ryszard Lewandowski (po lewej) i Mieczysław Sabaj walczą w finale
Jak to w Brzesku, rozegrano też tradycyjne konkurencje z przymrużeniem oka. Przede wszystkim turniej mikstów przyjaźni, w którym losowanym parom sumuje się wyniki z eliminacji, zawodnicy kategorii B1 otrzymują bonus 40 p., a kryterium przyznawania miejsc medalowych nigdy nie jest znane na wstępie. W przeszłości wygrywały zarówno miksty z najwyższą liczbą punktów bądź z końca tabeli, z największą liczbą rzutów zerowych, największą liczbą „dziewiątek”. W tym roku przedstawiciel Starosty Brzeskiego po prostu wylosował zwycięskie miksty. Wygrała para Aneta Dronia i Krzysztof Staniec, drugie miejsce zajęli Anna Urbańska-Betka i Jan Ochałek, a trzecie Elżbieta Ćwikła i Albert Sordyl. W klasyfikacji „dziewiątkobójca” z rzuconymi piętnastoma „dziewiątkami” zwyciężył Władysław Wakuliński. W klasyfikacji „najbardziej rozrzutny” triumfy święciła Marta Kanarek z wynikiem 83 „motywatorów” (czyli rynien).
Podium medalistów z kategorii B2
Po raz trzeci chętni zagrali sprinty. W sumie zgłosiło się 35 zawodników i zawodniczek, którzy oddawali po 40 rzutów. Z nich wyłoniono finalistów − po czterech w każdej kategorii. Grali oni pojedynki dwa razy po 10 rzutów. Za wygraną rozgrywkę zawodnik otrzymywał 1 p., w przypadku remisu pojedynek rozstrzygały „rzuty śmierci”, a wygrywający przechodził dalej w drabince. Wszyscy fantastycznie się bawili − doping publiczności, ogromne emocje, trudno to oddać słowami. Wyniki eliminacji także zaskakiwały. Na wyróżnienie zasługuje Aleksandra Jarząb (B2), która na 40 rzutów uzyskała 220 p., rewelacja! Nagrodami w sprintach były dwa zestawy kul do gry w kręgle klasyczne z akcesoriami, które zostały ufundowane przez zespół sędziowski i „Pogórze” Tarnów. Nagrody rozlosowano wśród zwycięskich sprinterek i sprinterów, którymi byli: Karolina Rzepa (B1), Jadwiga Rogacka (B2), Irena Curyło (B3), Jan Zięba (B1), Władysław Szymański (B2) i Daniel Jarząb (B3) − po jednym zestawie na panie i panów. W wyniku losowania kule trafiły do Karoliny Rzepy i Jana Zięby, który wygrał już tę nagrodę po raz drugi. Pozostali zwycięzcy sprintów otrzymali nagrody pocieszenia. Koordynator turnieju, Kazimierz Curyło, przygotował dodatkową atrakcję – zwiedzanie zabytkowego Browaru Okocim.
Duże brawa należą się zespołowi sędziowskiemu, z Maciejem Szydłowskim na czele, który godnie zastąpił Ryszarda Słowika i śp. Bogusława Kulkę. Brzeska kręgielnia ponownie okazała się miejscem wyjątkowym. Dyrektor Marek Dadej oraz menadżer Waldemar Pytka wraz z pracownikami stworzyli uczestnikom atmosferę prawdziwego domu sportu.
Dwudziesta pierwsza edycja turnieju w Brzesku pokazała, że kręgle niewidomych i słabowidzących to rywalizacja i emocje, ale też życzliwość i wzajemne wsparcie, że turniej jest wart kontynuacji. Mimo wszelkich trudności dla takich gości warto się starać!
Pełne wyniki turnieju Brzesko 2025 dostępne są TUTAJ
Realizacja projektu „Krok naprzód 2025” zakończyła się jakiś czas temu, ale... na ten rok szykuje się kolejna seria szkoleń sportowych, mamy nadzieję, że dla ich uczestników równie ciekawych i motywujących do aktywności. Zapraszamy na krótką relację z tego, co działo się podczas wyjazdów ubiegłorocznych, tym razem migawki z niektórych bardziej „ruchowych” dyscyplin. Pewnie niebawem w mediach elektronicznych Stowarzyszenia „Cross” pojawią się szczegóły dotyczące bieżącego naboru. Szkolenia, które dofinansowuje Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, cieszą się w naszym środowisku niesłabnącym powodzeniem, więc należy być czujnym i pospieszyć się ze zgłoszeniem chęci udziału.
Organizatorem mistrzostw osób niewidomych i słabowidzących było Stowarzyszenie „Cross”, a ich koordynatorem Wiesław Miech. W naszej wydzielonej rywalizacji wzięło udział 13 zawodników oraz trzech przewodników. Start i meta były zlokalizowane w okolicy ulic Bonifraterskiej i Konwiktorskiej, czyli niemal pod oknami siedziby Stowarzyszenia „Cross” i Polskiego Związku Niewidomych. Czas rozpoczęcia biegu wyznaczono na dość późne godziny wieczorne. Biegacze niewidomi i słabowidzący przyjechali z prawie całej Polski i w dniu zawodów zostali zakwaterowani w hostelu Helvetia w centrum Warszawy, gdzie mieli zapewniony nocleg z 26 na 27 lipca i śniadanie. Zaraz po przyjeździe udali się po odbiór pakietów startowych wydawanych w biurze zawodów. Jednak czasu do wieczora było dużo i należało coś jeszcze zjeść przed biegiem. W lokalu „Nowa Karafka” o 17:30 czekała na nich obiadokolacja zapewniona przez organizatora, a kiedy zaczął zbliżać się czas wyścigu, wszyscy udali się na ul. Konwiktorską 9 do siedziby PZN. Oddano im do dyspozycji salę, w której mogli się przebrać i przygotować do biegu. Była to doskonała lokalizacja, bo od linii startu i mety dzieliło ich zaledwie 300 metrów.
Bieg Powstania Warszawskiego 2025 i MP niewidomych i słabowidzących w biegu na 10 km. Od lewej: Mariusz Zacheja z przewodniczką Pauliną Pankiewicz oraz Katarzyna Tomczak z przewodnikiem Andrzejem Owsińskim (w drugim rzędzie)
Dla dystansu 10 km organizatorzy ustanowili limit 7500 miejsc, a godzinę biegu ustalili na 21:20. Zawodników wypuszczano na trasę w trzech turach, co 7 minut kolejna. Nasi biegacze ustawili się w dogodnych dla siebie strefach, aby walczyć o jak najlepsze czasy. Temperatura, pomimo wieczornej pory, była bardzo wysoka i od samego początku dawała się we znaki. W trakcie wyścigu przez chwilę pokropił deszcz, jednak nie przyniósł oczekiwanej ulgi − każdy, przekraczając metę, był zmęczony i mokry, ale od potu. W kategorii open na dystansie 10 km najszybszy był Tomasz Biskupski z czasem 31 minut i 43 sekundy, a wśród kobiet Joanna Konopko, która przybiegła do mety w 35 minut i 26 sekund. Wróćmy jednak na nasze podwórko.
Od lewej: Łukasz Wietecki, Paulina Pankiewicz (przewodniczka), Mariusz Zacheja, Katarzyna Tomczak
Nie musimy się wstydzić wyników. Wśród kobiet w kategorii T12 na pierwszym miejscu uplasowała się Marta Stramek z „Łuczniczki” Bydgoszcz, ustanawiając imponujący czas 00:43:07, a drugie miejsce przypadło jej koleżance klubowej Katarzynie Tomczak biegnącej po raz pierwszy z przewodnikiem Andrzejem Owsińskim (czas: 00:47:22). Jej przyjazd na tegoroczne mistrzostwa stał pod dużym znakiem zapytania z powodu braku przewodnika, ostatecznie udało się jej pokonać te problemy organizacyjne. W kategorii T11 pierwszy zameldował się na mecie Mariusz Zacheja z „Syrenki” Warszawa (00:48:34), biegnący z przewodniczką Pauliną Pankiewicz, zaś drugie miejsce wywalczył Michał Majchrzak z „Lajkonika” Kraków, prowadzony przez Joannę Tereszkiewicz, ten duet uzyskał czas 01:01:44. W kategorii T12 pierwszą lokatę, ze świetnym czasem 00:33:59, zdobył Łukasz Wietecki z „Łuczniczki” Bydgoszcz. Po biegu oświadczył, że jest zadowolony ze złamania 34 minut, ale czuje mały niedosyt, bo na pewnym etapie niepotrzebnie odrobinę zwolnił, dając tym samym odskoczyć przodującej grupie (Łukasz zajął wysoką 11. pozycję w kategorii open). Drugie miejsce w T12, także z bardzo dobrym czasem − 00:41:08, zdobył Tomasz Chmurzyński z „Łuczniczki” Bydgoszcz (srebrny medalista igrzysk paralimpijskich Atlanta 1996), a trzeci był, z niewiele słabszym rezultatem, bo 00:42:11, Damian Hortecki z SMP Chorzów.
Na zakończenie wydarzenia, kiedy dotarliśmy na Konwiktorską, nasz kolega i koordynator Wiesiek Miech podziękował wszystkim za udział w kolejnej udanej imprezie biegowej i pogratulował uzyskanych dobrych wyników. Organizację mistrzowskiego biegu na 10 km dofinansowało Ministerstwo Sportu i Turystyki.
Sport to rywalizacja, pot i dążenie do doskonałości. Ale w przypadku projektu „Wyzwania bez Widzenia” staje się czymś znacznie ważniejszym – narzędziem do przełamywania barier, budowania wspólnoty i udowadniania, że ograniczenia istnieją tylko w naszych głowach. Dolnośląskie Stowarzyszenie Aktywizacji Niepełnosprawnych („Do-SAN”) we współpracy z licznymi partnerami zrealizowało w ubiegłym roku serię niezwykłych zmagań sportowych, które połączyły zawodników z całej Polski, a odbywały się od nadmorskiej Ustki po górskie szczyty Boguszowa-Gorc.
Od lat miejscem wodowania kajaków jest przystań w Iławie, współpracująca z portem „Pod Omegą” oddalonym o około 300 metrów od wejścia do zatoczki przy wyspie Wielka Żuława. To właśnie za nią rozciągają się tory, na których rozgrywane są biegi kajakowe – osłonięte od silnych fal i zapewniające wystarczająco przestrzeni do dynamicznej rywalizacji.
Zanim pierwsze kajaki pojawiły się na linii startu, uczestnicy przeszli szkolenie z zasad bezpieczeństwa, prowadzone przez sędziego głównego Krzysztofa Królika. Oprócz omówienia trasy i sposobów zachowania się w razie wywrotki dobrano uczestnikom wyścigu sprzęt ratunkowy – kamizelkę, która musiała być właściwie dopasowana, założona i dokładnie zapięta. Indywidualnie podobierano także wiosła i uchwyty, tak aby każdy mógł trzymać je w optymalny sposób i wiosłować równo z partnerem. W kajaku w standardowym ustawieniu osoba niewidoma siedziała z przodu i narzucała rytm wiosłowania, a osoba lepiej widząca siedziała za nią i sterowała kajakiem, pilnując przy tym, by jej ruchy były zgrane z tempem partnera. Znakiem rozpoznawczym załóg podczas wszystkich biegów były przypisane im losowo czapeczki w różnych kolorach. Dzięki nim sędziowie i publiczność mogli z łatwością rozróżniać osady, nawet z dużej odległości. „Szlakowy” miał również z przodu na kamizelce numer startowy. Każdy uczestnik otrzymywał butelkę wody przed startem, aby móc spokojnie uzupełnić płyny po dotarciu na metę.
Zawodnicy i kibice po biegu na 500 m
Wsiadanie do kajaka i wysiadanie z niego wymaga sporej ostrożności, dlatego pomagali w tym wolontariusze i sędziowie. Zawody zabezpieczały dwie łodzie oraz zaprzyjaźnione jachty, a nad bezpieczeństwem kajakarzy czuwała ekipa WOPR. Ratownicy byli obecni przy starcie i płynęli wzdłuż toru aż do mety, gotowi w każdej chwili do natychmiastowej pomocy.
Na chwilę przed startem każdej serii zapadała zupełna cisza. Sędzia podnosił flagę startową wysoko nad głowę, a osady nieruchomiały w oczekiwaniu. Ustawienie kajaków w idealnej linii toru jest w tym momencie kluczowe. Po krótkiej chwili jednym zdecydowanym ruchem arbiter opuszczał flagę równocześnie z głośnym, wyraźnym dźwiękiem gwizdka. Ten podwójny sygnał – wizualny i dźwiękowy – oznaczał początek wyścigu, przerywał panującą ciszę i sprawiał, że każdy kajakarz, niezależnie od stopnia widzenia, mógł równo wystartować. Na mecie zawodnicy słyszeli długi, przeciągły sygnał gwizdka, a dodatkowo sędzia wywoływał komendę w rodzaju „Niebiescy stop!”, co oznaczało, że dana osada zakończyła swój bieg. Dzięki temu komunikatowi zarówno biorący udział w rywalizacji, jak i ekipy asekuracyjne od razu wiedzieli, że mogą opuścić tor lub skierować kajak do strefy zmian.
Zwycięzcy konkurencji mikst wraz z sędziami. Od lewej: Karolina Skirel, Krzysztof Królik, Klaudia Żelazowska, Tomasz Marciniak, Agnieszka Pokojska, Roman Jagodziński, Grzegorz Sikorski
Kibice obserwowali zmagania z innych jednostek pływających i kajaków rozsianych wokół torów, tworząc żywy krąg dopingu na wodzie. Ich okrzyki, gwizdy i oklaski towarzyszyły zawodnikom niemal przez cały dystans, dodając energii w decydujących momentach.
Po zakończeniu wszystkich biegów odbył się rejs wokół Wielkiej Żuławy – największej śródlądowej wyspy na jeziorze w Polsce. Był on dedykowany pamięci Stanisława Piaska – człowieka, który przez lata wspierał rozwój sportów wodnych wśród osób niewidomych i słabowidzących. Była z nami córka Stanisława, Jolanta Kopczyńska, która jest również sędzią zawodów kajakowych. Swoją obecnością uświetniła wydarzenie również Leonarda Pawłowska – wieloletnia przyjaciółka Stanisława, członkini zarządu klubu „Morena”, od lat sędziująca zawody i pomagająca przy ich organizacji.
Podczas rejsu i późniejszych rozmów na wodzie oraz w porcie powróciło wiele wspomnień i anegdot z dawnych obozów oraz zawodów kajakowych – opowieści o pierwszych startach, wymagających treningach i zabawnych sytuacjach na wodzie. Wspominano, jak Stanisław potrafił łączyć dyscyplinę z humorem i jak budował atmosferę przyjaźni, która przetrwała do dziś.
Najwięcej emocji dostarczyły biegi mikstów – konkurencja, w której w osadzie płyną mężczyzna i kobieta. Wymaga to doskonałego zgrania tempa, siły i techniki. Właśnie ta kategoria gromadzi najwięcej kibiców i obfituje w najbardziej widowiskowe finisze. Regulamin przewiduje, że mikst tworzą zawodnicy z tego samego klubu, ale dopuszcza się też starty poza konkurencją w parach mieszanych z różnych klubów lub w formie rekreacyjnej – wraz z przewodnikami. Tak było i tym razem.
Na zakończenie każdy z uczestników otrzymał pamiątkowy medal z wygrawerowanym napisem „Rejs ku Pamięci Stanisława Piaska”, będący wyrazem wdzięczności za Jego wieloletnią działalność.
Choć pogoda płatała figle, wszystkie zaplanowane biegi udało się przeprowadzić. Po emocjonujących wyścigach wielu zawodników wzięło udział w rekreacyjnym spływie po Małym Jezioraku, ciesząc się widokami i wspólnym przebywaniem. Po drodze można było zatrzymać się przy miejskiej fontannie i przejść symboliczny chrzest wodny, co stało się miłym akcentem kończącym sportowe zmagania.
Kajakarstwo to sport, ale też budowanie zaufania do partnera z kajaka, więzi i wiary w swoje możliwości. Jak mówił Jan Paweł II: „Człowiek jest wielki nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi” – a tegoroczne zmagania i osoba śp. Stanisława Piaska doskonale te słowa potwierdzają.
Zawody zorganizowało Stowarzyszenie „Cross” przy wsparciu finansowym Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz PFRON.
Rejs wokół wyspy Wielka Żuława. Na pierwszym planie Leonarda Pawłowska z synem Markiem
Zwycięzcy ogólnopolskich zawodów osób niewidomych i słabowidzących w kajakarstwie 25-28.07.2025 r., Iława
500 m kobiet
Regina Szczypiorska i Klaudia Żelazowska „Morena” Iława 04:08,90
500 m mężczyzn
Krzysztof Paszyna i Dariusz Mądro „Podkarpacie” Przemyśl 03:21,21
500 m mikst
Klaudia Żelazowska i Tomasz Marciniak „Morena” Iława 03:58,03
Rok 2025 był dla warcabowej kadry Stowarzyszenia „Cross” czasem pracy, wyjazdów i sportowych dowodów na to, że w naszym środowisku to, co wydawało się niemożliwe, potrafi bardzo szybko stać się po prostu codziennością. W warcabach stupolowych liczby i miejsca w tabelach są ważne, ale równie ważne jest to, co dzieje się obok: rozwój zawodników, ich konsekwencja w treningu oraz wartość, jaką niosą ich starty dla całej społeczności warcabowej w Polsce i na świecie.
W obozie wzięło udział 38 uczestników, którzy przyjechali z aż 12 klubów Stowarzyszenia „Cross”. Do wspólnych sportowo-turystycznych wyzwań stanęli członkowie „Syrenki” Warszawa, „Crossu Opole”, „Sudetów” Kłodzko, „Jutrzenki” Częstochowa, „Podkarpacia” Przemyśl, „Ikara” Lublin, „Zrywu” Słupsk, „Tęczy” Poznań, „Razem na Szlaku” Poznań, „Kormorana” Giżycko oraz dwóch klubów z Kielc − ŚKS i „Debiutu”. Wszyscy oni gościli w pensjonacie Gaborek.
Krynica-Zdrój także tego lata przywitała nas piękną, słoneczną pogodą, która utrzymywała się przez cały czas trwania obozu, dzięki czemu mogliśmy w pełni zrealizować program marszów nordic walking.
Już pierwszego dnia pobytu uczestnicy przeszli praktyczne szkolenie, po którym spacerowali z kijkami po Krynicy, aby poznać lepiej ukryte jej zakątki i najciekawsze miejsca. Mieli szczęście, bowiem akurat wtedy w mieście odbywały się mistrzostwa Europy strongmenów. To była gratka móc podziwiać zawodowych siłaczy z wielu krajów i ich sportowego ducha. Nietuzinkowe konkurencje „ludzi z żelaza” ciekawiły i budziły aplauz wszystkich kibiców. Kolejnego dnia do pokonania była już nieco trudniejsza trasa na zboczach Góry Krzyżowej, spoglądającej z wysokości na Krynicę-Zdrój. (Zimą działa tam wyciąg oblegany przez narciarzy żądnych wrażeń i dużej adrenaliny). Rozpoczęły się też zajęcia w sprawdzonej już kręgielni olbrzymiego czterogwiazdkowego hotelu Czarny Potok, bowiem wśród wielu atrakcji posiada on czterotorową kręgielnię chwaloną przez uczestników naszych obozów za jakość torów i oferowanych kul, podczas gdy w innych obiektach tego typu różnie z tą jakością bywało.
Uczestnicy obozu przed pensjonatem Gaborek
Podczas naszego pobytu szkoleniowego odbyliśmy piękny spacer do parku Słotwińskiego, który wziął nazwę od miejscowej leczniczej wody mineralnej Słotwinki, mającej działanie uspakajające. Jest on jednym z najstarszych w uzdrowisku, znajduje się w nim wiekowa pijalnia wód mineralnych, otwierana tylko przy wyjątkowych okazjach. W kompleksie tym znajduje się też jedyna w Krynicy tężnia, w której można przefiltrować sobie płuca i pogłębić oddech.
Następne dni upływały pod znakiem coraz trudniejszych tras dla „rozchodzonych” już kijkarzy. Wytrawny piechur Dzidek Mądry, instruktor na naszym obozie, wynajdywał coraz ciekawsze ich warianty, szczególnie dla osób lepiej i szybciej chodzących. Po grupie, w której byli między innymi Iwona Zielińska, Leszek Dorobek, Patrycja Suder, Dariusz Głuza, Celina Wiater, Grzegorz Jaros, Małgorzata Strelczuk, Halina Kurek, Ilona Nawankiewicz, Zbigniew Raczek czy Barbara Szalbierz, można się było spodziewać trudniejszych wejść, na bardziej wymagające szczyty. Niektórzy z nich zaliczyli nawet Jaworzynę Krynicką liczącą 1114 m wysokości. Grupę nieco słabszą wspierała nasza druga instruktorka Bożena Hanus, która z dużą troską czuwała nad swoimi podopiecznymi i dostosowywała trasy do ich możliwości. Duże słowa uznania należą się także naszej niezastąpionej przewodniczce Dominice Leśkiewicz, która będąc opiekunką swojej mamy, Basi, pomagała także innym uczestnikom.
Instruktor Dzidek Mądry (w czerwonej koszulce) z grupą nordicowców na treningu w krynickim Parku Zdrojowym
W drugiej połowie pobytu obozowicze zaliczyli marsz na Górę Parkową, do którego przymierzali się od pierwszego dnia. Część grupy weszła na nią od strony ulicy Puławskiego − trasą dłuższą, ale łagodniejszą, a druga część drogą krótszą, ale znacznie trudniejszą. Góra Parkowa jest szczególnym miejscem, była zawsze wizytówką uzdrowiska. Od czasów przedwojennych, kiedy w 1937 roku wybudowano tutaj linową kolej naziemną (pierwszą w Polsce), stanowi niesamowity punkt widokowy na Krynicę i przyległe tereny. Obecnie budowana jest na niej kilkunastopiętrowa wieża widokowa, z której widać będzie także daleką okolicę.
Poza Krynicą zaglądaliśmy z kijkami do okolicznych miejscowości, takich jak Muszyna i Tylicz. W Muszynie obozowicze wspinali się do nowo wyremontowanego zamku oraz na wieżę widokową w parku sensorycznym, z której rozciąga się piękny widok na okoliczne wzgórza i panoramę miasta. Ponadto park zachwyca unikalną roślinnością i pięknym drzewostanem oraz zaciekawia tablicami informacyjnymi, dzięki którym można było zdobyć sporą wiedzę o faunie i florze okolicy. Na trasie ze Szczawnika do Muszyny odkrywaliśmy, poza krajobrazami, piękne zabytkowe cerkiewki, które obecnie są najczęściej kościołami katolickimi. Po długim schodzeniu można było ochłodzić się smacznymi wodami mineralnymi wydobywanymi z okolicznych muszyńskich odwiertów.
Zajęcia w kręgielni
Także piękny Tylicz przyniósł wiele wrażeń estetycznych i duchowych. Znajdują się tu dwa piękne kościoły z różnych czasów oraz tylicka Golgota − jeden z nowszych zabytków tej miejscowości. W oddali widać było piękne stoki narciarskie, w zimie przyciągające narciarzy.
Podczas obozu nasi piechurzy przeszli wiele kilometrów z korzyścią dla zdrowia i tężyzny fizycznej. Chodzenie z kijkami jest doskonałą formą aktywności, przy której pracuje mnóstwo mięśni i wzmacnia się cały nasz organizm. Ten efekt obozowicze wzmacniali popijaniem krynickich wód leczniczych, takich jak Zuber, Jan, Józef czy Słotwinka.
Także grający w bowling robili spore postępy, o czym świadczyły coraz lepsze rezultaty i bite rekordy życiowe. Mogli więc być z siebie zadowoleni. Wielu z nich chwyciło przynętę i obiecywało, że po powrocie do domu będzie uczęszczać na zajęcia organizowane przez macierzyste kluby.
Ośrodek Gaborek zapewnił, jak zwykle, bardzo dobre warunki pobytu, w tym smaczne, urozmaicone posiłki. Piękne położenie pensjonatu na wzniesieniu stanowiło dodatkowy bonus, bo uczestnicy mogli podziwiać malownicze widoki na okoliczne góry i miasto wprost ze swoich okien, tocząc wieczorami ciekawe dyskusje na różne tematy.
Przez te blisko dwa lipcowe tygodnie panowała miła i koleżeńska atmosfera. Kadra imprezy w osobach Bożeny Hanus, Zdzisława Mądrego i niżej podpisanego starała się zapewnić wsparcie każdemu uczestnikowi obozu. A ci nie kryli zadowolenia i mówili, że jeśli będzie taka możliwość, chętnie zapiszą się na kolejny, za rok.
Pamięci Krzysztofa Tarkowskiego 25.10.1963-12.01.2026
Znaliśmy Go bardzo długo. Spełniał się w roli działacza sportowego, ale i zawodnika, z którym rywalizowaliśmy w kręgielniach bowlingowych, klasycznych, i nie tylko tam.
Ryszard Kożuch urodził się 5 lipca 1951 r. w Stargardzie Szczecińskim. Mając 11 lat, uległ wypadkowi, w którym stracił wzrok. Po nieudanym leczeniu w kraju wyjechał do Holandii, gdzie uczęszczał do sportowej szkoły integracyjnej. W połowie lat 60. zaczął z sukcesami trenować lekkoatletykę i karierę sportową w tej dyscyplinie kontynuował w kraju na początku lat 70. Specjalizował się w biegach sprinterskich oraz skoku w dal i trójskoku z miejsca. Reprezentował Polskę na najważniejszych imprezach międzynarodowych – igrzyskach paralimpijskich, mistrzostwach świata i Europy – gdzie osiągał doskonałe wyniki. Jego największe sukcesy to cztery medale wywalczone na igrzyskach paralimpijskich: złote w biegu na 60 m i w pięcioboju lekkoatletycznym (Montreal 1976) oraz brązowy w biegu na 60 m i srebrny w trójskoku (Arnhem 1980). Oprócz lekkiej atletyki uprawiał także pływanie i kajakarstwo.
Ryszard Kożuch
W latach 80. nawiązał kontakty ze środowiskiem osób z dysfunkcją wzroku uprawiających kolarstwo tandemowe w Holandii i Belgii, w czym pomogła Mu biegła znajomość języka niderlandzkiego, którego nauczył się w szkole. Startował za granicą w wyścigach tandemowych i pomimo braku spektakularnych sukcesów bardzo polubił tę dyscyplinę sportu oraz docenił jej walory dla osób niewidomych i słabowidzących. Zaszczepił ideę rozwijania kolarstwa tandemowego w Polsce i czynnie angażował się w ten proces, wykorzystując swoją wiedzę, autorytet oraz zdolności organizacyjne. Był aktywnym zawodnikiem, uczestnikiem wielu rekreacyjno-turystycznych imprez rowerowych, a jednocześnie członkiem komisji kolarskich Stowarzyszenia „Cross” i ZKF „Olimp”. Z inicjatywy Ryszarda i przy Jego pomocy organizacyjnej polscy niewidomi i słabowidzący zawodnicy startowali w kultowym wyścigu tandemowym Ronde van België, gdzie zaczynali od nauki, by z czasem sięgać po zwycięstwa w klasyfikacji indywidualnej i drużynowej. Wieloletni udział w tej prestiżowej imprezie jest doskonałą ilustracją systematycznego budowania sportowej potęgi polskich tandemów. Ryszard wniósł duży wkład w to dzieło również jako organizator Międzynarodowego Wyścigu Tandemowego o Puchar Prezydenta Miasta Poznania, który w latach 1998-2024 był uznaną marką w kalendarzu imprez parakolarskich.
Swoje pasje sportowe łączył z pracą w zawodzie masażysty. Pracował zarówno w placówkach medycznych, jak i w środowisku sportowców, gdzie wspierał m.in. kadrę narodową hokeja na trawie. Ryszard był postacią nietuzinkową i śmiało można powiedzieć, że pod wieloma względami wyprzedził swoją epokę. To, co dzisiaj, kiedy Polska jest nowoczesnym krajem w Unii Europejskiej, wydaje się łatwo osiągalne, dawniej, w latach PRL-u, wymagało nowatorskiego podejścia, innowacyjnych rozwiązań i odwagi. Niewidomy nastolatek z komunistycznej Polski, kształcący się na Zachodzie według standardów promujących samodzielność oraz aktywność fizyczną – to był naprawdę wyjątkowy przypadek w tamtych czasach. Ryszard w swoim życiu wielokrotnie udowadniał, że przesuwanie granic i przekraczanie barier, zarówno tych fizycznych, jak i mentalnych, to Jego specjalność. Obalał stereotypy i kwestionował utarte schematy, śmiało konfrontując się z napotykanymi trudnościami. Stworzył nowoczesny wizerunek osoby z niepełnosprawnością, czynnie uczestnicząc w procesie integracji społecznej, dbając o byt swojej rodziny. Samodzielnie dawał sobie radę w różnych okolicznościach, realizował ambitne cele i podejmował wciąż nowe wyzwania. Ryszard, pomimo braku wzroku, prowadził aktywne, ciekawe życie. Odnosił sukcesy w sporcie i pracy zawodowej, realizował swoje pasje i marzenia. Nie marnował czasu, który był Mu dany. Jego postawa i osiągnięcia budziły podziw i szacunek oraz były źródłem inspiracji dla innych osób. Przy tym był skromny, nie chwalił się i nie gwiazdorzył, nie robił nic na pokaz. Jego działania wynikały wprost z charakteru, osobowości, sposobu wychowania i wartości, którymi się w życiu kierował.
Absolutnym priorytetem była dla Niego rodzina, z którą łączyła Go bardzo silna więź. Najlepszym potwierdzeniem tego są słowa córki Ryszarda, Natalii, wypowiedziane podczas ceremonii pogrzebowej:
„Śmierć jest tylko przejściem z tego świata do innego. Tata zakończył swoją ziemską wędrówkę, która może być wspaniałym przykładem tego, że nie ma w życiu rzeczy niemożliwych. Był zawsze wytrwały i dążył do swoich celów, uczył mnie, jak małymi krokami osiągać to, o czym marzę. Nauczył mnie tego, że dom i rodzinę stawiamy zawsze na pierwszym miejscu. Wiele razy udowodnił, że spokój i opanowanie mogą uratować każdą trudną sytuację.
Tata był legendą w parasporcie oraz w kolarskim środowisku tandemów, dla sportowców był kawałkiem historii w ludzkim ciele. Tata nie widział przeszkód, rzadko rezygnował ze swoich marzeń z powodu niepełnosprawności. Widział oczami wyobraźni. Zwiedził świat, grał na instrumentach, osiągnął wyniki sportowe na światowym poziomie, przejechał całą Polskę na rowerze. Dla wielu osób był przykładem do naśladowania.
Odważnie przyjął wiadomość o chorobie i postanowił dzielnie z nią walczyć. Niestety, przegrał tę nierówną walkę, odchodząc szybko i niespodziewanie, bo przecież na śmierć nigdy nie ma dobrego momentu.
Trudno jest mi pogodzić się z tym, że już nigdy nie zobaczę Jego twarzy, uśmiechu, nie usłyszę pytania «Gdzie są moje okulary?» albo «Chodź mi coś przeczytać». Choć nie usłyszę już Jego głosu, wierzę, że czuwa nade mną. Trudno pogodzić się z Jego odejściem, ale wiem, że tam, gdzie teraz jest, odnalazł spokój i ukojenie. Tata na zawsze będzie obecny w naszych sercach”.
Makrocykl i struktura planu – od ogółu do szczegółu (cz. 2))
Kontynuujemy rozpoczęty w poprzednim odcinku temat planowania treningu w ujęciu „od dołu do góry” – od fundamentu tlenowego, przez siłę i wytrzymałość, aż po dynamikę i moc maksymalną. Wiosna już puka do drzwi, pora przygotować się na jej wyzwania.
Marzec i kwiecień. Czas na konkret
Wyszkoleni gracze znają już podstawy uderzeń opisanych w poprzednim numerze, dlatego trening techniczny musi skupiać się na poprawie precyzji, siły i szybkości zagrań. Trenerzy muszą zaplanować odpowiednie ćwiczenia i poświęcać jak najwięcej czasu na tego rodzaju trening. Gracz na każdych zajęciach powinien wykonywać jeden rodzaj uderzeń przynajmniej kilka razy, używając dwóch różnych metod:
z podziałem stołu na części (ich granice oznaczamy na ścianach bocznych): zawodnik ma trafiać w konkretną część stołu, z zastosowaniem różnego rodzaju uderzeń;
z użyciem specjalnie zaprojektowanego tzw. obrońcy. Jest to drewniany element treningowy ustawiany w polu bramkowym, którego zadaniem jest zastępowanie prawdziwego przeciwnika i pomoc w wyćwiczeniu uderzeń trafiających bezpośrednio do bramki.
Obrona
Najlepszym sposobem na trenowanie obrony z doświadczonymi graczami jest rozgrywanie meczów przeciwko trenerowi, który zna najsłabsze punkty swojego zawodnika. Jeśli poruszasz się zbyt dużo, podążając za ruchem piłki, trener może wykonywać krótsze podwójne lub wielokrotne strzały odbite, które trafiają w środek pola bramkowego. Do innego przydatnego ćwiczenia wykorzystuje się wspomnianego wyżej zaprojektowanego obrońcę, który „symuluje” reakcję przeciwnika. W ten sposób wytrenujesz szybkie zwroty piłki w przypadku, kiedy twoje strzały są mało precyzyjne.
I tu przechodzimy do jednoczesnego kształcenia umiejętności ataku i obrony. Fantastycznym narzędziem do tego rodzaju ćwiczeń jest trenażer, zwany potocznie strażnikiem. Jest to drewniana belka, która imituje prawdziwego zawodnika. Za jej pomocą możesz ćwiczyć wiele zachowań na stole. Na trenażerze ustawionym centralnie przed polem bramkowym ćwiczy się grę obronną. Po silnym uderzeniu piłką w strażnika ta wraca do nas ze zdwojoną siłą, dzięki czemu symulujemy uderzenia odbicia przeciwnika z kontry i możemy trenować odpowiednie ustawienie się w obronie. Im silniejsze uderzenie, tym mniej czasu będziemy mieć na prawidłową reakcję.
Poza przekazywaniem wskazówek zadaniem trenera jest także odpowiednie przygotowanie zawodnika do meczu
Innym przykładem użycia strażnika będzie ustawianie go w różnych odległościach względem jednej z band. Dzięki temu zmniejszamy sobie światło dojścia do bramki po jednej ze stron. Takie ćwiczenie ma na celu wytrenowanie precyzji uderzenia w konkretne punkty na stole. Oczywiście naszym zadaniem będzie trafienie w odpowiednie miejsce tak, żeby piłka minęła strażnika i trafiła do bramki. Dzięki temu ćwiczeniu podczas prawdziwego meczu jest dużo łatwiej zagrać wybrane uderzenie w taki sposób, aby piłka trafiła w konkretny punkt i zachowała się tak, jak to sobie zaplanowaliśmy, innymi słowy − aby zmyliła przeciwnika i trafiła do strzeżonej przez niego bramki.
Turnieje
Podczas meczu showdowna może się zdarzyć, że stracisz jasność umysłu z powodu braku doświadczenia i wytrenowania fizycznego. Dobry poziom sprawności fizycznej i samoświadomość mogą zaradzić tego typu sytuacjom. Rozpoznając ten stan, gracz może dostosować sposób gry do konkretnego rywala i znaleźć najlepszą taktykę, aby stawić mu czoła i z nim wygrać. Podczas ważnych meczów koncentracja jest punktem kluczowym.
Ten, kto dobrze wykorzystuje nogi, na pewno na tym zyskuje. Trener musi pomóc graczom poprawić ten aspekt, aby zwiększyć ich wydajność. Synergia między ramionami i nogami w showdownie jest bardzo ważna, ponieważ pozwala dodać uderzeniom więcej mocy i skuteczności. W grze w showdown, poza mięśniami naszych rąk, ważne są także inne partie mięśniowe, które powinniśmy mieć odpowiednio rozgrzane.
Trenażer, zwany strażnikiem, to świetne narzędzie do ćwiczenia zarówno ataku, jak i obronyn
Mecze
Na początku uprawiania showdowna tempo naszej gry będzie bardzo wolne, a użycie rakietki dość niezdarne. Jeśli jesteś początkującym zawodnikiem, powinieneś po prostu jeździć na turnieje, aby poczuć się pewniej w wykonywaniu uderzeń i nauczyć się skupiać na grze. Zawody są również bardzo dobrym sposobem na zdobycie doświadczenia i nauczenie się niektórych strategii, zarówno poprzez grę, jak i rozmowy z innymi, bardziej doświadczonymi showdownistami. Zadaniem szkoleniowca jest pomagać graczowi w osiągnięciu pewności siebie i ulepszeniu nastawienia do meczu. Szczególną uwagę trener powinien zwrócić na komunikację: uzgodnić, jak podejść do kwestii technicznych oraz podążać za stanem psychicznym i mową ciała grającego, aby zbudować jego poczucie bezpieczeństwa i pewności siebie.
Trener, rozmawiając z zawodnikiem w trakcie meczu, musi wiedzieć, ile informacji i w jaki sposób przekazać. Każdy zawodnik może oczekiwać innych wskazówek
Doświadczeni zawodnicy podchodzą do meczu z odpowiednim skupieniem, mają już także bardziej wyczulony słuch, co pomaga im korygować taktykę nawet bez pomocy instruktora. Nie oznacza to jednak, że trener w jakimś momencie staje się niepotrzebny. Nadal musi stopować gracza, gdy jest to konieczne, i pomagać mu, przekazując swoje spostrzeżenia: czy przeciwnik porusza się za dużo, ma nieprawidłowy chwyt rakietki lub obniża uwagę podczas konkretnych uderzeń. Powinien informować swojego zawodnika o każdym istotnym aspekcie mogącym wpłynąć pozytywnie na wynik meczu.
Wskazówki trenera muszą być zawsze zrozumiałe bez wsparcia ze strony zmysłu wzroku, bo także słabowidzący zawodnicy startują w goglach
Czy wystarczy stosować się do wskazówek zawartych w tym i wcześniejszych artykułach, aby osiągnąć sukces? Czy tak trenując, staniemy się mistrzami? Odpowiedź jest prosta: nie. Dlaczego? Bo opisane zasady i wskazówki to tylko niektóre narzędzia stosowane podczas treningu czy turnieju. Sukcesu nie da się osiągnąć bez systematyczności, zarówno w trenowaniu, jak i uczestniczeniu w zawodach. Chłodna głowa, analiza rozegranych meczów, poprawa błędów, rozmowy z innymi graczami, trenerami czy sędziami niewątpliwie również będą miały ogromny wpływ na nasz rozwój. Ważne, żeby twardo stąpać po ziemi i nie odfrunąć. Bo zbyt duża pewność siebie może nas bardzo łatwo zgubić.
Szacunek do rywala, bez względu na poziom, jaki prezentuje, to najważniejsza rzecz. Nie tylko w showdownie, lecz w każdym sporcie. I nigdy o tym nie należy zapominać.
Od lat 90. kręgielnie w Polsce przyciągają amatorów rywalizacji przy torach, głównie bowlingowych, ze wszystkich pokoleń. W przypadku wielu osób z dysfunkcją wzroku zarówno bowling, jak i kręgle klasyczne są bardzo ważną i lubianą dyscypliną sportu, jedną z niewielu, które udało się zaadaptować do możliwości osób niewidomych. Z uwagi na fakt, że w kręglach klasycznych niewidomy zawodnik pozostaje w statycznej pozycji przez dłuższy czas, narażony jest na większe przeciążenia. Dlatego uwagę skupimy na tej właśnie grupie graczy. W artykule prezentujemy ćwiczenia do wykonania w trakcie rozgrywek, jednak skorzystać z nich może każdy amator. Sezon na kręgle trwa cały rok, stąd propozycja ćwiczeń, które mają przede wszystkim odprężyć twoje przeciążone mięśnie i stawy.
Stretching dynamiczny to synonim popularnej rozgrzewki, która ma zaadaptować mięśnie i stawy do wysiłku fizycznego. Wykonuje się tu ćwiczenia rozciągające, w których stopniowo zwiększa się zakres i prędkość ruchu. Ogólnie polegają one na szybkim napinaniu mięśnia i powrocie do jego naturalnej pozycji. Ruchy wykonuje się płynnie, w wielu płaszczyznach i kierunkach, ze stopniowym zwiększaniem ich zakresu aż do maksymalnego. Któż z nas nie zna krążenia ramionami w przód i w tył z lekcji w-fu! Tego typu stretching stanowi doskonałą formę rozgrzewki przed treningiem właściwym, np. bieganiem, NW, pływaniem, jazdą na rowerze czy nartach, ale również przed treningiem siłowym.
Każda forma rozgrzewki powinna być dobrze przemyślana i zaplanowana pod kątem późniejszego treningu właściwego. Dzięki temu nasze ciało będzie lepiej przygotowane na czekające je wyzwania.
Rozgrzane, uelastycznione i odżywione podczas tych wstępnych ćwiczeń mięśnie oraz stawy adaptują narząd ruchu do nadchodzącego obciążenia, co minimalizuje ryzyko kontuzji. Rozgrzewka w formie stretchingu dynamicznego powinna trwać około 15 minut. W tym czasie należy wykonać 6-10 zaplanowanych ćwiczeń po 8-10 powtórzeń w serii. Przy wyborze ćwiczeń należy kierować się między innymi tym, które ruchy będą wykorzystywane w treningu właściwym. Jeśli więc będzie to bieganie, rozgrzewka z zastosowaniem stretchingu dynamicznego skupiona będzie na dolnych partiach mięśniowych. Natomiast przy treningu siłowym na górne partie ciała rozgrzewka dotyczyć będzie głównie obręczy barkowej i grzbietu.
Fot. 1 Marsz z wysoko uniesionymi kolanami
Stretching dynamiczny powiększa ruchomość stawów, a to przekłada się w efekcie na prawidłowość wykonywanych ćwiczeń i zmniejszenie ryzyka urazów. Ponadto podczas jego wykonywania rozszerzają się naczynia krwionośne, co gwarantuje odpowiednie zaopatrzenie mięśni w tlen, a w konsekwencji − ograniczenie zmęczenia podczas treningu właściwego.
Mimo że stretching dynamiczny jest formą rozgrzewki zalecaną przed treningiem, sam też wymaga rozgrzewki. Rozciąganie zimnych mięśni może prowadzić do kontuzji. Dlatego dobrze jest rozpocząć ten rodzaj stretchingu np. od szybkiego marszu przechodzącego w lekki trucht. Po takim rozruchu można dopiero bezpiecznie przejść do proponowanych ćwiczeń. Należy pamiętać jednocześnie, aby każde z nich w początkowej fazie wykonywać powoli i w niepełnym zakresie ruchu. Do pełnego możesz dojść dopiero po kilku powtórzeniach.
Na początek − wyciągnij się!
Tym ćwiczeniem możesz zacząć nie tylko swój dynamiczny stretching, lecz także powitać dzień. Możesz je wykonać bez przyborów, jak również z wykorzystaniem piłki lub kijów do NW. Unieś w górę piłkę lub kije trzymane w dłoniach, wspinając się jednocześnie na palce stóp. Możesz wykonać marsz w miejscu, przenosząc ciężar ciała z jednej nogi na drugą, z jednoczesnym sięganiem „nieba” wyciągniętymi dłońmi. Uzyskasz w ten sposób rozciągnięcie całego ciała.
Wspięcia palce − pięty
Kolejnym ćwiczeniem, będącym niejako kontynuacją poprzedniego, jest naprzemienny ruch wspięcia na palce ze wspięciem na pięty. Zacznij od powolnych ruchów w niepełnych zakresach i po paru powtórzeniach przejdź do maksymalnych. Jeśli masz problem z utrzymaniem równowagi, stań przy parapecie, futrynie, ścianie lub drzewie, jeśli ćwiczysz w terenie. Jeżeli masz kije do NW, możesz użyć ich do podparcia.
Fot. 2 Otwieranie bioder
Marsz z wysoko uniesionymi kolanami
Również przy tym ćwiczeniu możesz wykorzystać kije NW. Trzymane w obu dłoniach kije wyciągnij prosto przed siebie na wysokość pasa (patrz: Fot. 1 na poprzedniej stronie). Teraz na przemian sięgaj do nich kolanami. Wykonaj to ćwiczenie w miejscu lub w marszu. Staraj się stopniowo zwiększać zakres ruchu, podnosząc „poprzeczkę” nieco wyżej przy kolejnych powtórzeniach.
Przyciąganie pięty do pośladka
Podobnie jak poprzednie ćwiczenie, to również możesz wykonać stojąc lub idąc, z użyciem kijów lub bez. W pozycji stojącej zegnij kolano i przyciągnij piętę do pośladka. Złap ją dłonią i dociśnij. To samo powtórz na drugą nogę. W marszu w miejscu możesz podeprzeć się kijami NW i wykonać ruch pięty w kierunku pośladka raz jedną, raz drugą nogą.
Otwieranie stawów biodrowych
To ćwiczenie możesz wykonać w klęku podpartym lub stojąc. W pozycji stojącej dobrze jest asekurować się wspomnianymi kijami NW lub używając innego podparcia. Unieś kolano na wysokość bioder i zataczaj nim w powietrzu koła (Fot. 2 A) od małego do coraz większego, w kierunku na zewnątrz. Po 8-10 ruchach zmień nogę. Inną wersją tego ćwiczenia jest zataczanie kolanem tzw. ósemek. (Fot. 2 B)
Fot. 3 „Wiosłowanie”
„Wiosłowanie” z użyciem kijów NW
W pozycji stojącej chwyć kije NW w obie dłonie i wyciągnij ręce przed siebie. Wykonuj ruchy wiosłowania, zataczając coraz większe koła. (Fot 3 A i B)
Skręty tułowia i stawianie kijów za sobą
Stań swobodnie, kije trzymaj w dłoniach przed sobą. Przenieś kije do boku, wykonując przy tym skręt tułowia. Wróć do pozycji wyjściowej i wykonaj ćwiczenie na drugą stronę. (Fot. 4 A, B i C)
Pamiętaj, aby we wszystkich ćwiczeniach trzymać „mocny brzuch”, czyli napiąć mięśnie brzucha przez „przyklejenie” pępka do kręgosłupa. O tej zasadzie bezpieczeństwa dla naszego kręgosłupa będzie szerzej w kolejnych artykułach.
Fot. 4 Skręty tułowia w bok
To tylko przykładowe ćwiczenia z rozgrzewki, wykorzystujące stretching dynamiczny, przydatne chociażby przed spacerem czy marszem z kijami NW. Pamiętaj, że do swojego treningu możesz dopasować różne ćwiczenia, które będą odpowiednie do twojego wysiłku fizycznego. Stretching dynamiczny warto na stałe wprowadzić jako formę rozgrzewki przed treningiem właściwym. Jeśli jednak masz jakiekolwiek wątpliwości co do wyboru ćwiczeń, zawsze możesz się skonsultować ze specjalistą.
Anna Karaś − magister fizjoterapii, technik masażysta, terapeutka zajęciowa, nauczycielka masażu i wykładowczyni akademicka. Autorka i współautorka publikacji z zakresu masażu i terapii zajęciowej, aktywna uczestniczka i prelegentka wielu konferencji i sympozjów z zakresu masażu. Mieszka i pracuje w Szczecinie.
Tym razem proponuję kilka partii wielkiego Arona Nimzowitscha, które ilustrują bogactwo idei blokady.
Blokada kojarzy się z czymś statycznym. Niesłusznie. Wprawdzie obiekt należy zastopować, zablokować, a następnie zlikwidować, ale − jak zobaczymy − figura blokująca może zachowywać się bardzo elastycznie.
Obrona słowiańska A. Nimzowitsch − A. Nilsson Kopenhaga 1924
1.Sf3 Sf6 2.c4 c6 3.e3 d5 4.Ge2 Gf5 5.Sc3 e6 6.d4 Gd6 7.Hb3 Hb6 8.c5 Hb3 9.ab3 Gc7 10.b4 Sbd7 11.b5 Ke7 12.b4 a5 13.ba6 ba6 14.Sh4 Whb8 15.Sf5+ ef5 16.Wb1! Se4 17.Se4 fe4 18.Kd2 Wb7 19.Kc2 Sf6 20.Gd2 Se8 21.Wa1 Wba7 22.f3 f5 23.fe4 fe4 24.Wa2 Gd8 25.Wha1 Sc7 26.Ge1! Sb5 27.Gh4+! Ke8 28.Gd8 Kd8 29.Gb5 cb5 30.Kd2 Ke7 31.Ke2 Ke6 32.Kf2 Kd7 Białe stoją lepiej. Pionki a6 i d5 są słabościami. Jeśli jednak białe spróbują przerzucić natychmiast wieżę na linię „f”, nastąpi a6-a5 i czarne uzyskają kontrę. Dlatego w pozycji na diagramie nastąpiło:
33.Wa5! i dopiero teraz białe zaczynają przenikać królem na drugie skrzydło. 33…Kc6 34.Kg3 Kb7 35.Wf1 Kc6 36.Wf5 We7 37.h4 Waa7 38.h5 We6 39.Wf8 g6 Po 39...h6 40.Kh4 białe przedzierałyby się na skrzydle królewskim. 40.h6 g5 41.Wb8 Kc7 42.Wbb5 Wh6 43.Wa4 Wf6 44.Wba5 Kc8 45.Kg4 h6 46.Wa2 Waf7 47.Wa6 Wa6 48.Wa6 Wf2 49.g3 Wb2 50.Wh6 Wb3 51.Wd6 We3 52.Wd5 Wd3 53.b5 e3 54.Kf3 1-0
Kolejna partia została rozegrana w seansie gry jednoczesnej. Zapewne partner nie był zbyt silny, ale rozgrywka ma niewątpliwy walor szkoleniowy. Warto zobaczyć, jak wygląda idealnie wykonana blokada.
Obrona holenderska (?) Haage – A. Nimzowitsch Arnstadt 1926
1.d4 d6 2.e3 f5 3.Gd3 e5 4.de5 de5 5.Gb5+ c6 6.Hd8+ Kd8 7.Gc4 Gd6 8.Sf3 Sf6 9.Sc3 Znacznie lepsze jest 9.a4 z dalszym b3 i Gb2 lub Ga3. 9…Ke7 10.a3 Wd8 11.Gd2 b5 12.Ga2 a5 13.0–0 b4 14.Sb1 c5 15.Gc4 e4 16.Sg5 Ga6 17.Ga6 Wa6 18.ab4 ab4 19.Wa6 Sa6 20.c3 h6 21.Sh3 Sg4 22.g3 Se5 23.Kg2 g5 24.Gc1 b3 25.Sd2 c4 26.Sg1 Z każdym posunięciem pozycja białych staje się trudniejsza. Goniec na c1 nie ma posunięć, białe pola są słabe.
Debiut Zukertorta L. Van Vliet − A. Nimzowitsch Ostenda 1907
1.d4 d5 2.Sf3 c5 3.e3 e6 4.b3 Sf6 5.Gd3 Sc6 6.a3 Gd6 7.Gb2 0–0 8.0–0 b6 9.Se5! Gb7 10.Sd2 a6 11.f4 b5! 12.dc5! W zbiorze partii z turnieju posunięcie to jest opatrzone znakiem zapytania, gdyż „oddaje centrum”. Jednak zgodnie z przemyśleniami Nimzowitscha można było powiązać tę wymianę z figurowym opanowaniem centrum. 12…Gc5 13.Hf3 Sd7 14.Sc6 Gc6
15.Hg3 To i następne posunięcie są błędne. Należało grać 15.b4! Gb6 16.Sb3 He7 17.Sd4 Gb7 18.a4 Gd4 19.Gd4. I nie można 19...Hb4 20.Gh7+ Kh7 21.Hh5+ Kg8 22.Gg7 Kg7 23.Hg5+ Kh8 24.Wf3. Po prawidłowej reakcji białych pozycja byłaby bliska wyrównaniu. 15...Sf6 16.Wad1? a5! 17.Hh3 h6 18.g4 d4 19.e4 Hd7 Jeśli 20.g5, to 20…e5. 20.Wde1 e5!
Taki plan hamowania masy pionkowej stał się już typowy, dlatego warto się z nim zapoznać. 21.f5 Sh7 22.Sf3 He7 23.Hg3 Wfe8 24.h4 f6 25.Wa1 Hb7 26.Wfe1 Kf7 27.We2 Wh8 28.Kg2 Sf8 29.g5 hg5 30.hg5 Sd7 31.gf6 gf6 32.Sh4 Wag8 Czarne przegrupowały swe siły, odparły szturm pionkowy i wkrótce gra sprowadzi się do ataku na punkty e4 i g6. 33.Sg6 Wh5 34.Kf2 Sf8 35.Wg1 Wg5 36.Hh4 Wg1 37.Kg1 Sg6 38.Hh5 Kf8 39.fg6 Hg7 40.Wg2 Wh8 41.He2
W dniach 6-12 lipca 2025 r. reprezentacja polskich warcabistów uczestniczyła w turnieju Pucharu Świata FMJD w łotewskiej Rydze. Na starcie stanęło 109 zawodników, wśród których znalazło się wielu mistrzów i arcymistrzów. Była to doskonała okazja do rozegrania wymagających partii i zdobycia cennych doświadczeń. Poza zawodnikami z polskiej czołówki nasze barwy reprezentowali warcabiści „Crossu”: Leszek Stefanek, Barbara Wójcik, Józef Tołwiński, Mieczysław Kaciotys, Dorota Szela i Barbara Kacprzak. W tym numerze przyjrzymy się kilku ciekawym fragmentom partii rozegranych przez naszych zawodników. Zanim jednak do nich przejdziemy, zacznijmy od krótkiej retrospekcji.
Tomasz Kuziel (Polska) – Viktors Mateiko (Łotwa) Mistrzostwa Europy 2022
Warcaby to również sztuka umiejętnej obrony w pasywnej pozycji. Nie każda partia pójdzie od początku do końca po naszej myśli, więc w razie otrzymania gorszego ustawienia trzeba umieć się obronić. W widocznej poniżej pozycji to właśnie było zadaniem białych.
Ostatni ruch białych wygląda bezpiecznie, ale po głębszej analizie pozwala czarnym na zwycięski forsing. 35...7-11? Wygrywało 35...26-31! 36.27-21 19-24! 37.36x27 24-30 38.35x24 14-20 39.25x14 9x49, wykorzystując stworzone wolne tempo. 36.34-30? Białe dały drugą szansę czarnym ruch po ruchu! 36...11-16? Jednak czarne pozostały nieczułe na taktyczne rozwiązania. Tym razem można było przeprowadzić już natychmiastową kombinację: 36...23-29! 37.33x24 18-22 38.27x18 13x22 39.24x4 22-27 40.4x31 26x48 41.44-40 48-37 z wygraną końcówką. 37.42-37 2-8 38.30-24 19x30 39.25x34 14-19 40.38-32 8-12 41.43-38 15-20 42.33-29??
Do trzech razy sztuka? 42...20-25??Niestety nie! Od zwycięstwa do porażki… (Tym razem wygrywał prosty mostek: 42...20-24 43.29x20 23-28 44.32x14 13-19 45.14x23 18x49). 43.27-22! 18x27 44.29x7 3-8 45.32x21 16x27 46.7-1 I czarne poddały partię. Taktyka, taktyka, taktyka... 2-0
Ernests Lukstaraups (Łotwa) – Mieczysław Kaciotys (Polska) PŚ Riga Open 2025
Ciekawy forsowny wariant mógł zagrać przeciwnik Kaciotysa z 8. rundy. 33...19-24
47...17-22?? Remis ratowała taktyka: 47...4-9! 48.14x3 18-22 49.27x18 21-26 50.3x21 16x38 i białe piony są tak niekorzystnie ustawione, że nie ma szans na wygraną. Przykład: 51.18-13 38-43 52.30-25 43-48 53.37-32 48-43 54.32-28 26-31 i czarne zmierzają na drugą damkę, by zapewnić sobie punkt. 48.37-31 21-26 49.14-10! 26x28 50.10-5 22x31 51.5x26 Czarnym pozostało poddać partię. 2-0
Agris Strauja (Litwa) – Józef Tołwiński (Polska) PŚ Riga Open 2025
Józef doprowadził do solidnej, wygranej pozycji. Żeby dopiąć swego, należało dobrze zdiagnozować ustawienie. Dwa czarne piony 16 i 17 trzymają trzy białe: 36, 26 i 27. I tak należało to zostawić, a jednocześnie znaleźć plan z nieuniknioną groźbą. 37...18-22? i po 61 ruchach skończyło się remisem. Należało zagrać 37...18-23! Pion 23 świetnie izoluje białego 24! 38.43-38 9-14! 39.38-33 4-9! 40.25-20 (40.33-29 14-19 41.29x18 19x39 42.26-21 13x31 43.21x12 9-14 44.36x27 3-8 45.12x3 39-43 46.3x20 15x24) 40...14x25.
Leszek Stefanek (Polska) – Jurij Anikiejew (Ukraina) PŚ Riga Open 2025
W pierwszej rundzie mistrz Polski 2025 niewidomych i słabowidzących Leszek Stefanek zmierzył się z mistrzem świata 2023 Jurijem Anikiejewem. I ta partia pokazała, że również mistrzom świata zdarzają się błędy.
42...13-19? Duża niedokładność. Wygrywało: 42...24-29! 43.43-38 29x40 44.35x44 22-27! 45.39-33 10-14 46.44-39 14-20 47.39-34 20-24 48.33-28 13-19 i białe zostają bez ruchu. 43.34-30? Leszek nie znajduje swojej szansy na uratowanie cennego remisu. 43.39-33! 10-14 (43...22-28?? 44.33x22 17x28 45.35-30 24x35 46.34-29 23x34 47.32x5) 44.35-30 24x35 45.33-29 23-28 46.32x23 19x28 47. 29-24 28-33 48.34-30 35-40 49.30-25 40-44 50.24-19 14x23 51.43-39 33-38 52.39x50 38-43 53.25-20 i tej końcówki czarnym nie udałoby się wygrać. 43...23-29 44.30-25 29-33 45.39x28 22x33 46.32-27 10-14 47.37-32 33-39 48.43x34 24-29 49.34x23 19x37 50.35-30 37-41 51.30-24 41-47 i białe się poddały. 0-2