Baner

Nr 6 (183) Czerwiec 2020

Miesięcznik informacyjno-szkoleniowy Stowarzyszenia Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących "Cross"

Adres redakcji:

00-216 Warszawa
ul. Konwiktorska 9,
tel.: 22 412 18 80
e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

  • Marta Michnowska - Redaktor naczelna
  • Anna Baranowska - Zastępca redaktor naczelnej
  • Barbara Zarzecka - Korekta

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

Skład, druk, oprawa i kolportaż:

EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Skład wersji internetowej

Mirosław Liszewski

Nakład:

1000 egzemplarzy

Miesięcznik dofinansowują Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Ministerstwo Sportu i Turystyki

ISSN 1427-728X

ROK XVVIII

Nr 6 (183)

Czerwiec 2020 r.

Okładka miesięcznikia nr. 4. 2020
Na okładce: Tadeusz Milewski – człowiek legenda, sportowiec, działacz, założyciel Stowarzyszenia „Cross” i jego prezes. Zmarł 10 maja 2020 r.

Zapraszamy na szkolenia sportowe!

Chciałbyś poprawić sprawność, technikę i poziom sportowy w swojej dyscyplinie? A może nadeszła pora, by zacząć przygodę ze sportem? Sprawdź, co proponujemy, i zapisz się na interesujące Cię szkolenie. Gwarantujemy, że będzie to czas aktywny i przyjemny.

Stowarzyszenie „Cross” zaprasza pełnoletnie osoby z orzeczonym znacznym lub umiarkowanym stopniem niepełnosprawności wzroku na szkolenia z zakresu sportu osób niepełnosprawnych. Celem wspólnych wyjazdów jest aktywizacja społeczna i zwiększenie samodzielności uczestników. Szkolenia są realizowane w ramach projektu „Krok Naprzód 2020”, który współfinansuje Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

Chętni mogą wybierać spośród ośmiu dyscyplin sportu, takich jak: kręgle klasyczne, bowling, szachy, warcaby, showdown, nordic walking, biegi i brydż sportowy. Przewidziane jest jedno szkolenie w każdej z wymienionych dyscyplin.

Planowane terminy i miejsce szkoleń:
Warcaby 31.07-14.08.2020, Suwałki
Biegi 10-24.08.2020, Szklarska Poręba
Kręgli klasyczne 30.08-13.09.2020, Puck
Szachy 26.09-10.10.2020, Sarbinowo
Bowling 4-18.10.2020, Zakopane

W każdym szkoleniu przewidziano udział 40 uczestników, w tym 32 niewidomych i słabowidzących. W uzasadnionych przypadkach istnieje możliwość przyjazdu z przewodnikiem – taką potrzebę należy zgłosić koordynatorowi danego szkolenia. Uwaga! Liczba miejsc dla przewodników jest ograniczona. Termin nadsyłania zgłoszeń upływa na 30 dni kalendarzowych przed planowaną datą rozpoczęcia szkolenia. Prosimy o przemyślany wybór, ponieważ można wziąć udział w tylko jednym szkoleniu. Koszt udziału w projekcie „Krok naprzód 2020” wynosi 600 zł od uczestnika. Uczestników kwalifikuje komisja rekrutacyjna. Pod uwagę brane będą wyłącznie zgłoszenia kompletne i poprawne pod względem formalnym. Szczegółowe informacje i niezbędne formularze zgłoszeniowe można znaleźć na stronie internetowej Stowarzyszenia „Cross” www.cross.org.pl.

Uwaga! W związku z dynamiczną sytuacją epidemiczną w Polsce terminy planowanych szkoleń mogą ulec zmianie. Komunikaty w tej sprawie również będą publikowane na stronie internetowej Stowarzyszenia. Prosimy o regularne czytanie zamieszczanych tam informacji, a w razie wątpliwości – kontakt mailowy lub telefoniczny.

Serdecznie zapraszamy do uczestnictwa!

Odszedł założyciel naszej organizacji

10 maja 2020 r. zmarł Tadeusz Milewski. Z głębokim żalem zyjęliśmy wiadomość o śmierci jednego z pomysłodawców, założycieli i pierwszego prezesa Stowarzyszenia „Cross”. Pożegnaliśmy nie tylko zasłużonego działacza, lecz także wspaniałego człowieka.

Urodził się 13 grudnia 1938 roku w Białymstoku. Ukończył Akademię Wychowania Fizycznego w Warszawie, a także podyplomowe studia z zakresu tyflopedagogiki na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Lekkoatleta, trener i działacz. Treningi zaczynał w klubie Budowlani, później reprezentował Gwardię Olsztyn. W latach 1958-71 był członkiem kadry narodowej w biegach średnich i długich. Dziewięć razy reprezentował Polskę na spotkaniach międzynarodowych. Na mistrzostwach Polski w 1966 roku zdobył brązowy medal w biegu na 5 km. Cztery lata wcześniej bronił biało-czerwonych barw w meczu przeciwko Grecji, gdzie zajął drugie miejsce w biegu na 1500 m. Po wypadku komunikacyjnym w 1972 r. stracił jedno oko i odtąd posługiwał się resztkami wzroku. Jako paraolimpijczyk zdobył brązowy medal w rzucie dyskiem na igrzyskach w Toronto w 1976 roku.

Mężczyzna w ciemnych okularach i marynarce
Nestor polskiego sportu niepełnosprawnych

Pełnił wiele funkcji społecznych, przez szereg lat był nieprzerwanie związany ze środowiskiem osób niewidomych, dla którego organizował imprezy turystyczne, a następnie ruch sportowy. Integrował środowisko niepełnosprawnych. W 1975 roku został kierownikiem okręgu Polskiego Związku Niewidomych w Olsztynie i funkcję tę pełnił przez ponad 40 lat. W 1989 roku stanął na czele grupy inicjatywnej powołanej dla utworzenia ogólnopolskiego stowarzyszenia sportowego niewidomych i słabowidzących. Kiedy w 1991 roku powstało Stowarzyszenie Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących, przez osiem lat był jego prezesem. Za swojej kadencji rozpoczął organizację rehabilitacyjnych obozów sportowych, rozwijał szachy, warcaby i kolarstwo tandemowe. Był pomysłodawcą nadania Stowarzyszeniu nazwy „Cross”. Od zawsze był związany z Olsztyńskim Klubem Sportowym „Warmia i Mazury”. W październiku 1993 roku z jego inicjatywy, przy wsparciu kilku innych działaczy, powstał Warmińsko-Mazurski Sejmik Osób Niepełnosprawnych. Był jego prezesem nieprzerwanie przez 27 lat. Brał udział w tworzeniu, budowie i rozwoju ośrodka mieszkalno-rehabilitacyjnego dla niewidomych „Labirynt” przy ulicy Paukszty w Olsztynie. Kilka lat temu rozpoczął akcję renowacji słynnego olsztyńskiego Stadionu Leśnego. Był również wieloletnim członkiem zarządu Warmińsko-Mazurskiego Związku Lekkiej Atletyki, wiceprezydentem Polskiej Federacji Związków Stowarzyszeń Osób Niepełnosprawnych, wiceprezydentem Międzynarodowego Stowarzyszenia Szachistów Niewidomych, członkiem zarządu Krajowej Rady Osób Niepełnosprawnych.

W 2002 roku został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. W 2013 r. Prezydent RP Bronisław Komorowski odznaczył Go Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski za działalność społeczną i zawodową. Otrzymał tytuł Człowieka Roku 2010, nadawany przez kapitułę Polskiego Związku Niewidomych. W 2011 roku odebrał Statuetkę św. Jakuba, nagrodę prezydenta Olsztyna, w dziedzinie „organizacja pozarządowa”.

Uroczystości pogrzebowe odbyły się 14 maja. Tadeusz Milewski spoczął na cmentarzu komunalnym przy ulicy Poprzecznej w Olsztynie.

Cześć Jego pamięci!

AB

Do góry

Nie wszyscy Go kochali

O znajomości z Tadeuszem Milewskim, o współpracy i wzajemnej przyjaźni opowiada prezes iławskiego klubu „Morena” Stanisław Piasek.

Tadeusza poznałem w roku 1980, kiedy przyjechał do mojej szkoły, aby uzgodnić trasę spływu kajakowego po Jezioraku w ramach rajdu mazurskiego, od lat organizowanego dla niewidomych. Widziałem Go już wcześniej, gdy zwyciężał w biegu na 1500 m w obsadzie krajowej na żużlowej bieżni stadionu Jezioraka. Później jeszcze usłyszałem, że na paraolimpiadzie Toronto 76’ wywalczył brązowy medal w rzucie dyskiem. Kontaktowaliśmy się częściej, gdy po przejściu na rentę zostałem wybrany do władz Okręgu Warmińsko-Mazurskiego PZN. Tadeusz pełnił wówczas funkcję prezesa okręgu, ale z pasją zajmował się kończeniem budowy ośrodka rehabilitacyjno-mieszkalnego przy ulicy Paukszty w Olsztynie. Bywał tam codziennie, by doglądać prac wykończeniowych i rozwiązywać bieżące problemy. Było to ogromne przedsięwzięcie. Jakim sposobem udało się zakończyć pierwszy etap budowy w czasie, kiedy na półkach sklepowych królował tylko ocet, to chyba wiedział tylko On sam. Wszystko było nowatorskie, a pomysłodawca dążył do tego, aby stworzyć wzorcowy ośrodek dla osób niepełnosprawnych. Przekonałem się o tym, gdy opracowywaliśmy jego statut i regulamin zasiedlenia. Trzeba było przejrzeć kilkaset podań, aby wytypować osoby najbardziej kwalifikujące się do zamieszkania. Były to bardzo trudne decyzje. Bo jak tu porównać dramatyczne losy niewidomych z całej Polski chętnych do zamieszkania w ośrodku?

W budynku utworzono nie tylko mieszkania, lecz także: stołówkę, sklep, część rehabilitacyjną, kaplicę (której początkowo nie było w planie). Wydzielono również 60 miejsc na organizację turnusów rehabilitacyjnych, szkoleń i zawodów sportowych, dlatego mógł się tam rozgrywać międzynarodowy turniej szachowy o Puchar Grunwaldu.

Tadeusz nie chciał na tym poprzestać, zamierzał doprowadzić do sfinalizowania drugiego etapu – z salą gimnastyczną i pływalnią. Chętnie korzystał z pomocy władz i osób dobrze widzących, ale twierdził: „co innego pomoc, a co innego decyzje” – te pozostawiał niewidomym. Doprowadziło to do konfliktów personalnych, ale udało nam się obronić prezesa Milewskiego mimo sprzeciwu Zarządu Głównego PZN i prezesa Madzi. Tadeusz utrzymał nie tylko swoje dotychczasowe funkcje, został również wybrany na przewodniczącego Sejmiku Osób Niepełnosprawnych. Miał zawsze czas dla niewidomych. Nazywaliśmy Go czule: „ojciec dyrektor”.

Nawa kościoła z wystawioną dtumną
Ostatnie pożegnanie Tadeusza Milewskiego

Kiedy po transformacji pojawiła się szansa powołania organizacji pozarządowej, Tadzio zebrał grupę inicjatywną i utworzyliśmy Stowarzyszenie Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących, na którego czele, jako prezes, stanął On sam. Wymyślił również nazwę „Cross”, która się bardzo dobrze przyjęła, a później również nazwę „Olimp” dla naszego związku kultury fizycznej. Początki Stowarzyszenia były bardzo trudne, to wszyscy wiemy, ale systematycznie rozwijaliśmy skrzydła. Organizowaliśmy coraz liczniejsze zawody krajowe w różnych dyscyplinach, jak również międzynarodowe typu olimpiada szachowa. To On, jako przewodniczący Sejmiku Osób Niepełnosprawnych, zauważył, że powstałe kluby sportowe niepełnosprawnych mają na terenie województwa warmińsko-mazurskiego utrudniony dostęp do funduszu Urzędu Marszałkowskiego. Z tego też powodu zainicjował powołanie Warmińsko-Mazurskiej Federacji Sportu Osób Niepełnosprawnych, do której przystąpiło 10 klubów. Wybrano zarząd, nakreślono program działania, podzielono środki. Kluby zaproponowały własne kalendarze imprez, a zwieńczeniem ich sportowej działalności była wojewódzka spartakiada osób niepełnosprawnych, która wciąż się odbywa.

Jako absolwent warszawskiej AWF Tadeusz miał zrozumienie dla działalności sportowej w ogóle, a jako osoba szczątkowo widząca rozumiał także w tym zakresie ludzi z dysfunkcją wzroku. Już w latach 80. organizował i prowadził bardzo znane i udane rajdy po Mazurach, kończące się wspólnym zlotem piechurów, kajakarzy i cyklistów. W swoim „okresie crossowskim” poprowadził też kilka spływów kajakowych. Miał szczególne predylekcje do lekkoatletyki. Nie mógł przeboleć, że pięknie położony często używany w czasach Jego startów Stadion Leśny w Olsztynie popada w ruinę. Tu przecież Józef Szmidt ustanowił rekord świata w trójskoku z wynikiem 17,03 m, jako pierwszy na świecie przekroczył granicę 17 m, a jego wyczyn został pobity dopiero po ośmiu latach. W odbudowę włączył się – jak zwykle z pasją – Tadeusz. Poruszył w tym celu niebo i ziemię. Zorganizował wielką imprezę, na którą zaprosił Józefa Szmidta. Wypuszczono symboliczne 1703 baloniki – po 40 latach! Były władze, które składały obietnice pomocy, niestety, na razie bez pokrycia. W tym okresie okręg olsztyński PZN należał do najbardziej aktywnych i finansowo stabilnych w kraju. Panowała w nim bardzo serdeczna atmosfera, udawały się wspólne imprezy, rajdy, wycieczki. Dyrektor Milewski dbał również o pracowników i działaczy kół terenowych. Nie zapominał o wyróżnieniach dla nich, włącznie z odznaczeniami państwowymi. Sam także w roku 2013 w Pałacu Prezydenckim został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, a Piotr Łożyński i ja Krzyżami Kawalerskimi Orderu Odrodzenia Polski. Dbał również o finanse kół i lokale do działalności, był częstym gościem w terenie. W 2010 roku postanowiłem nie kandydować do władz wojewódzkich PZN (po 25 latach) i zająć się wyłącznie iławskim klubem „Morena”, lecz wciąż utrzymywaliśmy kontakt, dzięki Federacji.

Grób z wieńcami
Grób Tadeusza na cmentarzu w Olsztynie

Jak udawało Mu się realizować te wszystkie pomysły? Jak mógł bez reszty oddać się pracy społecznej? Jak to było w ogóle możliwe? Myślę, że najważniejsze było wsparcie, jakie otrzymywał od przyjaciółki życiowej, Bożeny Kosk. Była Jego wierną towarzyszką przez 40 lat. Była przy Nim w czasie licznych podróży i eskapad po świecie, które niezwykle ukochał.

Z czasem wiek dał o sobie znać. W 2018 roku, po przebytej operacji wszczepienia endoprotezy, Tadeusz potrzebował intensywnej rehabilitacji. W czasie jednego z pobytów w szpitalu zarząd Okręgu postanowił mu „podziękować”. Zdrowia Mu to na pewno nie dodało. Widząc to, członkowie Federacji postanowili zaprosić Go na spartakiadę do Elbląga, gdzie na posiedzeniu zarządu zgodził się pełnić funkcję prezesa aż do wyboru nowych władz, czyli do marca 2019 roku. Na spotkaniu ogólnym, w obecności reprezentacji ośmiu klubów województwa, wręczyliśmy Mu list gratulacyjny z podpisami uczestników i drobnymi upominkami. Ja ofiarowałem Tadeuszowi taki oto wierszyk:

Remedium

Uśmiech to najpiękniejsza ozdoba twarzy
Niech nigdy z oblicza Twego nie znika
Obojętnie, co się kiedyś wydarzy
Aby radość mogła serca przenikać

A empatia, która w nim istnieje
Opromieni wszystko dookoła
I umocni też naszą nadzieję
Że zawiść pokonać jej nie zdoła

Pomagałeś wszystkim wokoło
Ja również na Ciebie mogłem liczyć
To przecież nie jest za mało
By Cię do mych przyjaciół zaliczyć

Do swych przyjaciół zaliczył Tadeusza również na mszy pogrzebowej arcybiskup Edmund Piszcz. Żegnał Go w katedrze św. Jakuba w obecności – jak na warunki pandemii – bardzo licznego grona przyjaciół, kolegów, członków PZN. Był poczet ze sztandarem Okręgu. Nad otwartym grobowcem pożegnali Go: w imieniu władz Olsztyna prezydent Piotr Grzymowicz, a z ramienia władz samorządowych i sejmiku wojewódzkiego Julian Osiecki, który zaproponował, aby ośrodkowi mieszkalno- -rehabilitacyjnemu na ulicy Paukszty nadać imię Tadeusza Milewskiego. W imieniu Polskiego Czerwonego Krzyża żegnał Go były prezes Andrzej Karski. Cały grobowiec tonął w kwiatach, były wieńce od wojewody, Urzędu Marszałkowskiego Województwa Warmińsko-Mazurskiego, Urzędu Miasta Olsztyna, Stowarzyszenia „Cross”, „Olimpu”, Federacji oraz Okręgu PZN w Olsztynie. Wyróżniał się szczególnie wieniec Bożeny: w kształcie serca, cały z czerwonych kwiatów. Arcybiskup powiedział, abyśmy pamiętali o Jego dokonaniach i uczynkach.

Sądzę, że najlepszym sposobem na uczczenie Tadeusza przez nasze środowisko będzie ustanowienie w którejś z dyscyplin turnieju albo liczących się zawodów o memoriał Tadeusza Milewskiego. Był nieustającym źródłem nieprzebranych pomysłów, a Jego działania to nieprzemijająca wartość dla naszego środowiska – i memoriał będzie o tym przypominał.

Śpieszmy się kochać dobrych ludzi, aby pamięć o nich zbyt szybko nie odeszła.

Stanisław Piasek

Do góry

Był niezwykłym człowiekiem

W swoim tekście Stanisław Piasek obszernie wspomina Tadeusza Milewskiego. Nic dodać, nic ująć. Ale czuję potrzebę, by dorzucić coś od siebie i od innych. Ceniących Go ludzi nie brakowało.

Znałem Go ponad trzydzieści lat, a znajomość zawarliśmy, kiedy pracowałem jako redaktor w „Pochodni”. Odwiedzałem biuro okręgu warmińsko-mazurskiego PZN, którego był szefem. Uczestniczyłem w kilku imprezach turystycznych: kajakowych czy rowerowych, które organizował. A potem, gdy wymyślił i uruchomił Stowarzyszenie „Cross”, nasze kontakty stały się jeszcze częstsze, bo sporo pisałem do naszego miesięcznika.

Lubiliśmy się. Mnie podobały się Jego pomysły, niespożyta energia i społecznictwo. On doceniał moją ciekawość dziennikarską i zaangażowanie w zbieraniu materiałów, w relacjonowaniu imprez, w których uczestniczyli niewidomi sportowcy.

Zdjęcie mężczyzny w garniturze

Ostatni wywiad przeprowadziłem z Nim jesienią 2016 roku i zatytułowałem „Pan Tadeusz – sportowiec i działacz”. Zapytałem, jak po 25 latach widzi nasze Stowarzyszenie. Odpowiedział: „Cieszę się jego sukcesami, martwię kłopotami. Ale nie ma od tej organizacji odwrotu”. A potem dodał ożywiony: „Wiesz, często wspominam turystyczne wyrypy z ludźmi z »Crossu«. Pamiętam taki spływ trzema rzekami na Litwie, spod granicy łotewskiej do Niemna. Dzikie rzeki, zero infrastruktury turystycznej, mokro, zimno. A wszyscy zadowoleni!”.

O Jego śmierci dowiedziałem się w sposób niespodziewany. Uruchomiłem komputer i zacząłem przeglądać pocztę. Pierwszą informację dostałem od przyjaciela mieszkającego od 30 lat w Kanadzie – Radka Dramowicza: „Tadeusz Milewski nie żyje”. Znał Go, ponieważ urodził się i długie lata mieszkał w Olsztynie. Przysłał mi wycinek z olsztyńskiego wydania „Gazety Wyborczej”. Na pierwszej kolumnie zamieszczono zdjęcie Pana Tadusza, obok tytuł: „Tadeusz Milewski nie żyje. Zmarł człowiek marzący o reaktywacji Stadionu Leśnego”. Napisano również, że był społecznikiem, człowiekiem wielkiej energii i pasji. Oraz znanym lekkoatletą. Biegał na średnich dystansach, m.in. na Stadionie Leśnym. Na tym pięknie położonym obiekcie w roku 1960 Józef Szmidt pobił rekord świata w trójskoku wynikiem 17,03 m i otrzymał honorowe obywatelstwo Olsztyna.

Mężczyzna przemawia z mikrofonem, obok stoi kobieta
Józefa Spychała z Tadeuszem Milewskim podczas obchodów 25-lecia Stowarzyszenia

Tadeusz był pomysłodawcą odszukania „olsztyniaków 1945”, czyli najstarszych mieszkańców stolicy województwa. A prezydent Olsztyna Piotr Grzymowicz napisał o Nim: „Człowiek niespożytej energii i niezwykłej wrażliwości społecznej. Znałem Tadeusza od bardzo wielu lat. Łączyła nas sportowa przeszłość i bardzo częste zawodowe kontakty związane z jego aktywną działalnością na rzecz osób z niepełnosprawnościami. Do swej życiowej mety dobiegł zasłużony mieszkaniec Olsztyna, a dla wszystkich, którzy znali Tadeusza bliżej, przyjaciel i mentor w sprawach wymagających wrażliwości, serca i pasji”.

Andrzej Szymański

Do góry

Grzesiek i Piotrek dobiegli do mety

Kiedy 21 lutego na Cmentarzu Wawrzyszewskim żegnaliśmy maratończyka Sławka Jeżowskiego, nie przypuszczałem, że kostucha tak szybko upomni się o kolejnych znajomych biegaczy.

Grzegorz Powałka przyszedł wtedy na pogrzeb z przewodniczką Danusią Kosson. Zamieniliśmy kilka słów, wspominał ciepło Sławka. Grzesiek startował w miarę regularnie, ale od jakiegoś czasu już na krótszych dystansach. W ostatnią niedzielę lutego pobiegł 5 kilometrów w podwarszawskiej Wiązownie. Jego przewodnikiem był Heniek Groszkowski. Na początku maja dowiedziałem się, że Grzesiek, w poważnym stanie, leży w szpitalu na Barskiej. Miał nowotwór dróg żółciowych, węzłów chłonnych... Zadzwoniłem do Niego, żeby zapytać o stan zdrowia. Słabym, stłumionym głosem wyszeptał: „Nie jest najlepiej, ale wiesz co, Andrzej? Ja już pogodziłem się z odejściem”. Miał mieć jeszcze robione jakieś badania w szpitalu na Banacha. I tutaj odszedł kilka dni później, 16 maja 2020 r. Miał tylko 58 lat. 25 maja w kościele parafialnym na Wólce Węglowej pożegnała Go prawie setka przyjaciół z maskami na twarzy. Nad grobem, stojąc nad urną, przemówił wzruszony Henryk Groszkowski: – Żegnam Cię w imieniu klubu „Syrenka” i przyjaciół z Lasek. Znaliśmy się ponad pół wieku. Biegaliśmy razem po Kampinosie. Byłeś młodszy, więc gdy się zmęczyłeś, brałem Cię na barana i tak docieraliśmy do internatu. Grzesiu, odpłynąłeś w maju, to piękny czas, wiosenny, ale dziś dla nas smutny. Maj to miesiąc Matki Bożej Królowej Polski, która na tamtym świecie będzie się Tobą opiekować. Sto lat temu urodził się Jan Paweł II i on też w niebie zaopiekuje się Tobą. Znajdziesz tam ścieżki do biegania… Trudno uwierzyć, że jeszcze trzy miesiące temu razem biegaliśmy. Żegnaj i śpij w pokoju.

Kobieta i mężczyzna z numerami startowymi
Grzegorz Powałka z Danutą Kosson

Szlochając, przemówiła też Paulina Pankiewicz, która znała Grześka od kilku lat. Biegali razem, trenowali. – To był bardzo ciekawy, otwarty człowiek. Pracował w gabinecie rehabilitacyjnym, był masażystą. Mimo że był prawie 20 lat starszy ode mnie, to doskonale się rozumieliśmy. Byliśmy w końcowym etapie naszego wspólnego projektu nazwanego „Widoki psychogeograficzne”. Chodziliśmy po Warszawie. On, niewidomy, opowiadał mi, jak sobie wyobraża niektóre miejsca w stolicy: plac Konstytucji, plac Zbawiciela, Halę Koszyki, Łazienki. Jestem po Akademii Sztuk Pięknych. Nagrywałam Jego wyobrażenia, układałam tekst i potem rysowałam. Taki zestaw miejsc na mapie miasta. Projekt był przygotowany, premiera w marcu, ale wiadomo, co się stało w tamtym miesiącu – pandemia. Nie zapomnę naszych treningów na Agrykoli, potem spacerów w parku Łazienkowskim. Spotkania kończyliśmy gorącą kawą albo herbatą. Smutno…

Biegi długie zaczął uprawiać w 2000 r. Na mistrzostwach Polski Grzegorz zajmował medalowe miejsca w kategorii niewidomych na 5, 10, 15 i 20 kilometrów. Biegał półmaratony i maratony w Polsce, ale też za granicą, m.in. w Berlinie, Luksemburgu, Wiedniu, Pradze, Rzymie… W Zamościu wielokrotnie mierzył się z dystansem 100 kilometrów.

Niemal w tym samym czasie co Grzegorz, zaledwie niecałą dobę wcześniej, odszedł inny kolega biegacz, którego znałem od lat 80. ubiegłego wieku – Piotrek Jankowski. Dopadł Go zawał w jego mieszkaniu w Legionowie. Miał 70 lat i do niedawna jeszcze biegał. Wiesiek Miech mówił o Nim, że „był jak ten wół”, nie do zajechania w swych startach w maratonach i półmaratonach, z powodzeniem mierzył się z dystansem 100 kilometrów. Znali się dobrze z Grzegorzem, razem startowali. Tak się złożyło, że za granicą Piotrek biegał prawie we wszystkich tych samych maratonach co Grzesiek, a w Berlinie był nawet Jego przewodnikiem – od samego startu do mety. Był osobą słabowidzącą, więc wiele razy pomagał w ten sposób swoim niewidomym kolegom. Można było na Niego liczyć w wielu różnych sytuacjach, nigdy nie odmawiał pomocy. Piotr Jankowski spoczął 18 maja 2020 r. na cmentarzu w Legionowie.

Mężczyzna podczas biegu
Piotr Jankowski dobiega do mety na zamojskiej starówce

Może teraz obydwaj, gdzieś tam, w niebiosach, łykają kolejne kilometry?

Andrzej Szymański

Do góry

Spokojnie, pandemia minie

Czasu na rozmowy mieliśmy ostatnio jak nigdy. Poprosiliśmy zatem o wypowiedź kilkoro naszych utytułowanych sportowców. Przypominamy ich największe sukcesy, pytamy o założenia treningowe i starty w 2020 roku.

Świat dopadła pandemia koronawirusa i misternie ułożone kalendarze tegorocznych imprez sportowych nadzwyczaj szybko przestały być aktualne. A jeśli ten stan zawieszenia potrwa dłużej? Odłożyć sport na lepsze czasy czy mimo wszystko trenować, może na zapas? Oto, co na ten temat sądzą crossowscy mistrzowie w pięciu różnych dyscyplinach sportowych.

ADRIAN SŁONINKA – showdown

  • 2016 – Włochy, mistrzostwa Europy – złoty medal w drużynie;
  • 2017 – Szwecja, mistrzostwa świata – złoty medal w drużynie i brąz indywidualnie;
  • 2018 – Warszawa, mistrzostwa Europy – srebrny medal w drużynie i brąz indywidualne; w tym samym roku na klubowych mistrzostwach świata w blind footballu – złoto;
  • 2019 – Włochy, mistrzostwa świata – złoty medal w drużynie i złoto indywidualnie.

Pięciokrotny triumfator mistrzostw Polski w showdownie.

— Uprawiam tę dyscyplinę od 10 lat. Jestem również zawodnikiem drużyny Śląsk Wrocław Blind Football. Obie te dyscypliny trafiły do Polski w tym samym czasie, za sprawą trenera Lubomira Praska. W ciągu ostatnich czterech lat drużyna i ja zebraliśmy na koncie znaczące sukcesy. W tegorocznym kalendarzu znalazło się kilka prestiżowych turniejów showdowna, na których można było zdobywać punkty do europejskiego rankingu, ale obecna sytuacja wyklucza starty. O całkowitym zawieszeniu treningów nie ma mowy.

Mężczyzna z medalem na szyi i pucharem
Adrian Słoninka

Gdy w Polsce zaczęła się rozwijać pandemia, byliśmy zszokowani. Nikt z nas nie wiedział, co będzie dalej i jak długo to potrwa. Dopiero co wróciliśmy z zawodów w Pradze, na których spotykaliśmy się z zawodnikami z całej Europy. A już od 8 marca nakaz pozostawania w domu. Nasz trener, Lubomir Prask zareagował błyskawicznie. Skonsultował nasze plany treningowe z fizjoterapeutą kadry lekkiej atletyki Piotrem Bursiewiczem i każdy z nas otrzymał zestaw indywidualnych ćwiczeń. Mogliśmy też rozmawiać w grupie przez internet i omówić poszczególne założenia treningowe. Dla mnie to było bardzo ważne. Brak dostępu do siłowni i stołu, na którym w normalnych warunkach zwykle trenujemy, zmusił nas do zakupu kilku sprzętów treningowych. Mam nadzieję, że pandemia prędzej czy później minie i wrócimy do zwykłych treningów!

BARBARA MOSKAL – strzelectwo pneumatyczne

  • 2018 – Francja, Puchar Świata – złote medale w postawie stojąc i leżąc;
  • 2019 – MP w strzelectwie pneumatycznym – dwa złote medale; Puchar Świata, Chorwacja – złoty medal w postawie stojąc; mistrzostwa świata, Sydney – złoty medal w postawie stojąc (rekord świata).

(Na pytania odpowiada mama Barbary, oczywiście po konsultacji z córką).

Kobieta z pucharem
Barbara Moskal

— Na ten rok plany były duże. Najpierw mistrzostwa kraju w marcu, we Wrocławiu. Zanim wybuchła epidemia, mieliśmy zgrupowania w Kosakowie i Bydgoszczy. Potem zaplanowane były wyjazdy: na Puchar Hanoweru oraz na mistrzostwa Europy w Słowenii. W październiku i listopadzie czekały nas drużynówki, miksty, trzy postawy i Puchar Polski. Już wiemy, że Hanower odwiedzimy dopiero za rok, a mistrzostwa Europy odbędą się pod koniec listopada. Szkoda, że Basia nie może jeździć na treningi do klubu, do Przemyśla. Trenujemy w domu, na sucho, bez śrutu. Mamy w laptopie wgrany program treningowy, diodę umieszczoną w odległości 10 metrów, i strzelamy, to znaczy Basia strzela. Fakt, w tym czasie nikt nie może korzystać z kuchni, bo 10 metrów od diody ciągnie się z dużego pokoju przez kuchnię i korytarz. Ale wszyscy domownicy przyzwyczaili się do intensywnych treningów Basi. Aby wzmocnić postawę strzelecką, wykonuje jeszcze odpowiednie zestawy ćwiczeń z muzyką relaksacyjną

Nie odstawiamy w żadnym wypadku karabinka. Ćwiczymy i mamy nadzieję, że już niedługo wszystko wróci do normy, bo jak mówi córka – nie ma to jak prawdziwe strzelanie ze śrutem!

JADWIGA ROGACKA – kręgle, bowling, kajakarstwo

W ciągu 18 lat kariery sportowej zdobyła:

– w bowlingu:
  • 2009 – ME, Finlandia – srebro i brąz;
  • 2011 – MŚ, Malezja – 4. miejsce;
  • 2013 – ME, Czechy – złoto;
  • 2015 – World Games, Korea – srebro i dwa razy brąz;
  • 2016 – otwarte mistrzostwa Japonii – złoto i dwa razy brąz;
  • 2017 – MŚ, Japonia – dwa razy brąz;

Rywalizuje również ze zdrowymi bowlingowcami w drugoligowym Sportbowling Włocławek.

– w kręglarstwie klasycznym:
  • 2008 – ME, Węgry – brąz;
  • 2012 – ME, Słowenia – trzy razy brąz;
  • 2013 – ME, Serbia – brąz;
  • 2014 – ME, Polska – brąz w parach;
  • 2015 – MŚ, Słowenia – trzy razy srebro;
  • 2016 – ME, Chorwacja – dwa razy złoto;
  • 2018 – ME, Rumunia – dwa razy złoto;
  • 2019 – ME, Chorwacja – złoto i srebro.
– w kajakarstwie:
  • 2002-2012 – w tym okresie zawsze zdobywała któreś z trzech czołowych miejsc w mistrzostwach Polski w K2 kobiet i K2 mikst. W parze z Mieczysławem Kontrymowiczem w K2 mikst zdobyła trzy lata z rzędu złoto.

— W kwietniu planowano półfinały i finały MP w kręglach i bowlingu. Potem miały być konsultacje i dwa grupowania przed mistrzostwami Europy w kręglach. Odwołano je. Nie odbędą się ME w kręglach w Tarnowie Podgórnym. Kolejny termin to listopad 2020. Odwołano MŚ w bowlingu, które miały mieć miejsce w lipcu w Korei Południowej. Szef wyszkolenia Polskiego Związku Kręglarskiego Andrzej Łoszyk przekazał kadrowiczom wskazówki dotyczące treningów w domu. Można ćwiczyć na sucho rozbieg, bo w kwarantannie warto popracować nad bardzo ważną tzw. pamięcią mięśniową. Przeczekuję pandemię. Poza gotowaniem i sprzątaniem nie ma specjalnie co robić, jest za to dużo czasu, by zadbać o swoją kondycję fizyczną.

Kobieta na kręgielni
Jadwiga Rogacka

EWA WIECZOREK – warcaby

W warcaby gra od 2002 roku. Jej pierwszy turniej to mistrzostwa Polski kobiet niewidomych i słabowidzących w Olsztynie. Kolejne zawody miały miejsce rok później i na nich po raz pierwszy stanęła na podium, zajęła trzecie miejsce. A dalsze lata to pasmo sukcesów w rywalizacji kobiet na arenie krajowej i międzynarodowej, m.in. brązowy medal ME 2010, złoty medal ME 2013, srebrny medal ME 2015.

Kobieta z pucharem
Ewa Wieczorek

— Jestem dumna z trzeciego miejsca na MP niewidomych i słabowidzących [2012 rok – przyp. red.]. Zmagałam się tam z 11 mężczyznami i pokonałam 9 spośród najlepszych. O porażkach staram się nie pamiętać. Nigdy nie udało mi się nawet zremisować z Jankiem Sekułą i Leszkiem Stefankiem, ale myślę, że jeszcze wiele przede mną. Z początkiem 2020 było wiele planów. Szkolenia, zagraniczne wyjazdy z kadrą, między innymi na mistrzostwa 50+ w Izraelu, turnieje klasy mistrzowskiej i inne o mniejszej randze, ale jakże ważne w utrzymaniu formy. W związku z obostrzeniami sanitarnymi pozostało nam trenować i rozgrywać partie towarzyskie online. Tylko jak długo?

ALEKSANDRA TECŁAW – pilotka tandemowa, kolarka

Jej największym sukcesem jest złoto Igrzysk Paraolimpijskich Rio de Janeiro 2016, zdobyte w parze z Iwoną Podkościelną w wyścigu tandemów ze startu wspólnego.

— Stawiam je na równi z tęczową koszulką mistrza świata, którą miałam sposobność nosić trzy razy. Po zmianie partnerki naszym największym sukcesem jest brązowy medal mistrzostw świata, także ze startu wspólnego, wywalczony zaledwie po trzech miesiącach wspólnych treningów.

Sezon 2020 miał być kolejnym sezonem olimpijskim. W przypadku Tokio – tak jak wtedy, kiedy przygotowywałam się do Rio – także postawiłam wszystko na jedną kartę. Zrezygnowałam z pracy zawodowej i oddałam się życiu „zawodowca”, czyli trening, regeneracja, sen i odpowiednia dieta. Spokój i skupienie są niezwykle ważne w uzyskaniu najwyższej formy czterolecia. Plany były ogromne. Poczyniliśmy już pierwsze kroki w przygotowaniach. Były wyścigi torowe i pierwsze obozy szosowe. Niestety brutalnie przerwane okropną pandemią. Wraz z nią zmienił się cały świat. Wiele reprezentacji narodowych miało bardzo ograniczone możliwości trenowania. Uważam, że sprawiedliwie się stało, że igrzyska zostały przełożone na kolejny rok. Mimo że rozum mówił „to najlepsze rozwiązanie”, to serce płakało z nieszczęścia. Życie sportowca do lekkich nie należy. A moje całe życie to sport. Miałam 12 lat, kiedy zaczęłam trenować kolarstwo. Wyrzeczenia. Przygotowania. Reżim okołotreningowy. Miesiące poza domem. Tęsknota. Wiele rzeczy, które składają się na wyniki. Pandemia dała mi coś, czego nie doświadczyłam przez ostatnie 20 lat – spokój i czas w domu. Mimo zamknięcia, ograniczeń i niezrealizowanych planów psychicznie czuję się kilkakrotnie silniejsza. Ten czas traktuję jako dar. Bardziej doceniam wszystko, uczę się pokory.

Dwie kobiety na rowerze
Aleksandra Tecław (na pierwszym planie)

W tym momencie to, kiedy zacznie się sezon, nie ma znaczenia. Bardziej boję się o bliskich, którzy są w grupie ryzyka. Mam babcię, którą się zajmuję. Teraz nie mogę jej nawet odwiedzić, żeby nie ryzykować przeniesienia na nią nieświadomie wirusa. Sezon kiedyś się zacznie, bo wymuszą to świat i ludzie. Będzie na pewno dziwny i trudny. Nikt nie wie tak naprawdę, na jakim poziomie „się obudzi”, na jakim poziomie będzie konkurencja. Myślę, że będzie wiele niespodzianek. Nie pozostaje nam nic innego, jak czekać i cieszyć się czasem, w którym możemy robić inne rzeczy niż te, które były do tej pory naszą codziennością. Dla mnie nie ma życia bez roweru, więc na pewno coś wymyślę, żeby na nim pojeździć (śmiech). W domu mam rolkę i trenażer, mam też rower górski i szosowy, więc tam, gdzie można, na pewno sobie pokręcę.

Notował Andrzej Szymański

Do góry

Czytaj, biegaj i walcz

Czas pandemii Covid-19 jest szczególnie trudny dla sportowców. Nie wiadomo, kiedy powróci możliwość rywalizacji i jak będzie ona wyglądać. Wielu zastanawia się eraz, co robić, trenować czy odpoczywać. Również niektórym biegaczom z naszego środowiska trudno jest w tym okresie znaleźć wystarczającą motywację do treningu. Zawody były jakimś celem, sprawdzianem postępów, była rywalizacja. Mimo całej tej sytuacji nie należy się poddawać. Zawsze trzeba walczyć, choć cele nieraz wydają się odległe. Wie o tym najlepiej Michał Majchrzak.

Na rynku mamy sporo poradników, w których można znaleźć wiele wskazówek dotyczących trenowania czy też samej motywacji do działania. Można też korzystać z różnego rodzaju porad i filmów dostępnych w internecie. Najlepsze podpowiedzi otrzymamy jednak od naszych najbliższych kolegów biegaczy, a siły do działania warto poszukać w wydanej w tym roku autobiografii Michała Majchrzaka. Książka „W ciszy i w ciemności. Życie z Zespołem Ushera” jest idealną – zwłaszcza teraz – lekturą dla każdego. To historia życia autora, który pomimo swojej niepełnosprawności nie cofał się przed napotykanymi przeszkodami i zrealizował już wiele swoich marzeń i celów. Książka składa się z czterech części. W pierwszej Michał opisuje swoje życie, w drugiej pasję sportową, w trzeciej nakreśla sytuację osób z dysfunkcją wzroku i słuchu w Polsce i na świecie. Ostatnia część książki to krótki poradnik, jak należy się zachowywać wobec osób z niepełnosprawnością wzroku i słuchu.

Biegnący mężczyzna
Michał Majchrzak podczas zawodów

Michał ma głęboki niedosłuch i powoli, lecz nieubłaganie traci wzrok. Jego historia jest pełna optymizmu i wiary w lepsze jutro. Kiedy się urodził, wszystkim wydawało się, że jest zdrowym dzieckiem, ale już niebawem okazało się, że jest niemalże głuchy. Jego niedosłuch sięgał prawie 90 procent. Jako kilkulatek nosił już aparat słuchowy, który wtedy był jeszcze bardzo niewygodny dla użytkowników. Wiele czasu musiał poświęcić na naukę mówienia, na ciągłe wizyty u logopedy. I mając zaledwie kilka lat, ciężko pracować nad swoim rozwojem – o wiele ciężej niż jego rówieśnicy. Mimo przeszkód nauka szła mu bardzo dobrze i udało mu się nawet ukończyć wymarzone studia na Uniwersytecie Jagiellońskim. Kiedy w pewnym momencie życia przyzwyczaił się już do swojej niepełnosprawności, los zadał mu kolejny potężny cios. Miał 20 lat, był na pierwszym roku studiów. I wtedy zauważył, że przed oczami, w polu widzenia, pojawiły się czarne kropki. W pierwszej chwili w ogóle się tym nie przejął. Był nawet przekonany, że tak jak te czarne punkty się pojawiły, tak same w końcu znikną. Początkowo więc nikomu nie mówił o swoim problemie, myśląc, że to nic takiego. Jednak z czasem czarnych kropek było więcej. Szczególnie były widoczne, kiedy Michał patrzył na jasne obiekty albo gdy świeciło słońce. Z czasem pojawiło się wrażenie, jakby ciągle padał śnieg. Sytuacja się pogarszała i Michał wybrał się do studenckiej poradni okulistycznej. Okazało się, że siatkówka oka jest uszkodzona i z czasem pole widzenia będzie coraz węższe. Taka diagnoza była prawdziwym szokiem, bo nie dość, że jest osobą niedosłyszącą, to teraz jeszcze ma tracić powoli swój wzrok. Podczas pobytu w szpitalu jeden z lekarzy skojarzył jego niedosłuch z niedowidzeniem i orzekł, że Michał cierpi na zespół Ushera. I wtedy chłopak całkowicie się załamał, nie wiedział, co zrobić ze swoim życiem. W tak trudnej sytuacji dobrym lekarstwem na wszystkie bolączki i poprawę samopoczucia staje się często pasja, w tym przypadku padło na sport. Pewnego dnia Michał założył buty do biegania i wyszedł z domu na swój pierwszy trening. I wtedy wszystko się zmieniło, a Michał zaczął żyć na nowo. O jego wielkiej miłości do sportu możemy przeczytać w drugiej części książki.

Mężczyzna na starcie biegu
Podczas czteroetapowego Biegu Pokoju Pamięci Dzieci Zamojszczyzny w 2017 roku

Majchrzak biega od ponad 15 lat. Na swoim koncie ma udziały w wielu imprezach sportowych. Zawsze godnie i z honorem staje na starcie jako reprezentant Stowarzyszenia „Cross”. Michał przebiegł w swoim życiu kilkanaście maratonów. Pierwszy zaliczył w Krakowie w 2007 r. Bieg ten był dla niego bardzo trudny. Klika razy mierzył się na trasie z tzw. ścianą, czyli kryzysem maratończyka. Po trzydziestym kilometrze mógł już tylko maszerować. Choć na mecie był skrajnie wyczerpany i miał wszystkiego dość, to i tak wówczas wiedział, że bieganie jest tym, co chce robić w życiu. Pomimo trudu i bólu nie poddał się i już myślał o kolejnych wyzwaniach biegowych. Solidna praca nad kondycją sprawiła, że naszemu koledze udało się zdobyć kilka medali na mistrzostwach Polski niewidomych i słabowidzących. Michał z sukcesem ukończył także kilka ultramaratonów, w tym Bieg Rzeźnika, czyli ponad 80 km w Bieszczadach, na niełatwej trasie, wymagającej od zawodnika ogromnego przygotowania. Jest także miłośnikiem górskich wędrówek, kilkakrotnie startował w górskim marszobiegu na orientację. Gdy wzrok mu się pogorszył, na górskie wymarsze zaczął wybierać się ze swoim zaprzyjaźnionym przewodnikiem. Przebiegnięcie pięciu, dziesięciu, a nawet stu kilometrów nie stanowi dla niego żadnego problemu. Michał nie boi się trudnych wyzwań, o czym świadczy choćby wielokrotny udział w czteroetapowym Biegu Pokoju Pamięci Dzieci Zamojszczyzny, podczas którego zawodnicy pokonują dystans 100 km. Jego wielkim marzeniem jest wstąpić kiedyś do Seven Continents Club, organizacji zrzeszającej biegaczy, którzy ukończyli maratony na wszystkich kontynentach. W chwili obecnej Michał ma zaliczonych wiele maratonów w Europie, m.in. w Rzymie, Berlinie i Wiedniu, ale też jeden w Afryce (Marrakech Marathon), i jeden maraton w Ameryce Północnej, w Nowym Jorku. Marzy jeszcze o zdobyciu Korony Maratonów Świata (The Abbott World Marathon Majors), w której skład wchodzą największe maratony świata w miastach: Berlin, Londyn, Boston, Nowy Jork, Chicago i Tokio. Jednym z najważniejszych wydarzeń sportowych był dla niego maraton w Nowym Jorku w 2018 roku. Na maraton do Ameryki pojechał już kilka lat wcześniej. Pech chciał, że warunki atmosferyczne nie pozwoliły organizatorom na przeprowadzenie zawodów i imprezę odwołano. Michał długo nie mógł się z tym pogodzić. Szczęśliwie jego marzenie spełniło się kilka lat później dzięki prężnie działającej organizacji Achilles International, która zrzesza niepełnosprawnych biegaczy z całego świata. Michał nazywa maraton nowojorski biegiem życia. Barwny opis tej amerykańskiej przygody możemy odnaleźć na kartach jego książki.

Drugą pasją Michała jest rower. Na dwóch kółkach przejechał wiele tysięcy kilometrów. Podczas studiów przemierzył całe Alpy i Bawarię. Początkowo podróżował wraz ze swoim przyjacielem na zwykłym rowerze, ale gdy wzrok się pogarszał, kolarstwo w pojedynkę stawało się coraz mniej bezpieczne. Wówczas, żeby nie rezygnować ze swojej pasji, przesiadł się na tandem. Michał dostał się do projektu 80 Rowerów Stowarzyszenia Travelling Inspiration i objechał na tandemie całą Polskę. Zaliczył także wiele wypraw zagranicznych. Kiedyś nawet wystartował w triathlonie, i to z dużym sukcesem.

Mężczyzna z łożonymi do góry rękami. W tle tłum ludzi.
Na mecie maratonu nowojorskiego, 2018 rok

Więcej o bogatym życiu Michała Majchrzaka możemy przeczytać w jego autobiografii. Michał, choć jest osobą słabosłyszącą i słabowidzącą, realizuje swoje plany życiowe i marzenia. Jego książka „W ciszy i w ciemności. Życie z Zespołem Ushera” jest dla wszystkich, ale w szczególności dla osób z wadą słuchu, wzroku oraz dla ich rodzin. Jest to także wyjątkowa lektura dla każdego biegacza, bowiem ciekawie opisane historie biegowe Michała i jego walka z licznymi kryzysami sportowymi z pewnością zmotywują czytelnika do działania. Michał jest nie tylko znakomitym sportowcem, ale, jak się okazuje, także świetnie pisze, dlatego jego książkę czyta się z prawdziwą przyjemnością.

Jacek Ziółkowski

Do góry

Szkoła online

Rok 2020 zapadnie wszystkim w pamięć. W miejsce spotkań – izolacja, kwarantanna, utrudnione zakupy, zdalna praca i zdalna edukacja. Jednym słowem – pandemia. Tak trudnej sytuacji obecne pokolenia doświadczają pierwszy raz. Większość Polaków nie pamięta wojny, a młodzież nawet stanu wojennego czy wielkiej powodzi 1997 r. Wszyscy przywykliśmy do normalności ostatnich 20 lat. Ale nie zawsze tak było. Teraz też nie wiadomo, czy i kiedy będzie jak dawniej. I czy tak jak dawniej będzie jeszcze wyglądała edukacja.

Epidemie dziesiątkowały społeczeństwa od zarania dziejów. W VI wieku dżuma Justyniana Wielkiego zabiła około 25 milionów ludzi. Roznosiły ją szczury, które podróżowały w ładowniach statków kupieckich. W stolicy imperium bizantyjskiego, Konstantynopolu, w szczytowym momencie epidemii umierało nawet 10 tysięcy osób dziennie. Po raz kolejny dżuma, zwana inaczej czarną śmiercią, dziesiątkowała Europę w latach 1346-1350. Szacuje się, że w tym okresie zmarło około 50 milionów ludzi, czyli 50-60 procent populacji Europy. Ale wielkie epidemie to nie tylko dawne czasy. W Chinach w XIX wieku z powodu dżumy zmarło około 12 mln ludzi. W XX wieku najwięcej ofiar pochłonęła grypa zwana hiszpanką. W latach 1918-1919 spowodowała śmierć około 30 mln ludzi, choć niektóre źródła mówią nawet o 100 milionach. Epidemie to nie tylko odległe kraje. Ostatnia w Polsce i jedna z ostatnich w Europie epidemia ospy prawdziwej wybuchła latem 1963 r. we Wrocławiu. Co prawda w jej wyniku na szczęście zmarło tylko kilka osób, ale mogło być gorzej…

Wydawało się, że w XXI wieku, kiedy medycyna poczyniła tak wielkie postępy, o epidemiach będziemy się uczyć tylko na lekcjach historii. Tymczasem 12 marca 2020 roku z powodu pandemii COVID-19 zostały zamknięte wszystkie szkoły w Polsce, a 25 marca regularna edukacja została przywrócona w formie zdalnego nauczania.

Zdalne nauczanie albo edukację na odległość definiuje się jako takie prowadzenie procesu kształcenia, w którym w istotny sposób uwzględnia się znaczący dla tego procesu brak bezpośredniego kontaktu ucznia z nauczycielem i innymi uczniami. W tej specyficznej organizacji kształcenia kluczowe znaczenie mają:

  • specjalnie przygotowane materiały i pomoce dydaktyczne do wykorzystania w procesie uczenia się,
  • odmienne niż w tradycyjnym kształceniu szkolnym sposoby komunikowania się ucznia z nauczycielem,
  • specyficzne metody monitorowania przez nauczyciela procesu uczenia się, a także inne sposoby kontaktowania się uczniów między sobą,
  • odpowiednia obsługa tego kształcenia i odpowiednie administrowanie nim.

Według Ministerstwa Edukacji Narodowej nauczanie zdalne to nie tylko wykorzystywanie w pracy platform edukacyjnych, komunikatorów oraz prowadzenie lekcji online. To także praca z e-podręcznikiem, nagrywanie i przesyłanie uczniom plików dźwiękowych, wykorzystywanie materiałów opracowanych przez Centralną Komisję Egzaminacyjną (materiały dla ósmoklasistów i maturzystów), ORE (Ośrodek Rozwoju Edukacji), portal internetowy lektury.gov.pl, korzystanie z bibliotek cyfrowych POLONA, serwisu audiowizualnego Ninateka, w tym Muzykoteki Szkolnej. Strony przydatne w nauczaniu przedmiotów humanistycznych zostały przygotowane we współpracy z Instytutem Pamięci Narodowej, a nauczyciele nauk przyrodniczych mogą korzystać ze scenariuszy lekcji opracowanych przez Centrum Nauki Kopernik.

Ulica zalana przez wodę
Powódź we Wrocławiu

Wszystkie te założenia były bardzo dobre, ale szybko okazało się, że nauczanie zdalne to wielkie wyzwanie dla wszystkich: uczniów, nauczycieli i rodziców.

Przed jakimi problemami stanęli?

  1. Do nauczania na odległość niezbędny jest komputer albo telefon oraz dostęp do internetu (w przypadku uczniów z dysfunkcją wzroku często ze specjalistycznym oprogramowaniem). Szybko okazało się, że w wielu domach jest jeden komputer i kilka osób, które w tym samym czasie muszą z niego korzystać.
  2. Młodszym dzieciom oraz niektórym osobom z niepełnosprawnościami niezbędna była pomoc rodziców, którzy niejednokrotnie w tym samym czasie musieli pracować zdalnie.
  3. W pierwszych dniach nauki przepustowość aplikacji internetowych nie sprostała obciążeniu, system się zawieszał, dzienniki elektroniczne nie działały i przez wiele godzin nie można było wysłać żadnych wiadomości. Na szczęście po kilku dniach sytuacja się poprawiła.
  4. W wielu domach sprzęt komputerowy był stary, internet działał wolno, a zdarzało się nawet, że komputera i internetu nie było w ogóle. W tej sytuacji niektóre szkoły wyszły naprzeciw potrzebom, np. w Dolnośląskim Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym nr 13 we Wrocławiu uczniowie i nauczyciele mogli wypożyczyć sprzęt szkolny
  5. Wielu spośród wychowanków ośrodków szkolno-wychowawczych mieszkających w internatach nie miało w czasie zdalnego nauczania podręczników i zeszytów ćwiczeń. Kiedy wyjeżdżali do domu 12 marca, nie mogli przewidzieć, że przerwa w chodzeniu do szkoły potrwa do końca roku szkolnego, więc wzięli tylko to, co było im potrzebne na tamtą chwilę.
  6. Po prawie trzech miesiącach edukacji zdalnej okazało się także, że w Polsce kilkuset uczniów „zaginęło”. Nie ma z nimi żadnego kontaktu, nie odbierają telefonów, nie uczestniczą w lekcjach.
Pusty tramwaj
Strefa wydzielona dla kierowcy w środkach komunikacji publicznej

Nagła konieczność przejścia na nauczanie zdalne była wielkim wyzwaniem dla nauczycieli. Z relacji pedagogów ośrodka wynika, że większość początkowych działań była improwizowana. Mało kto miał doświadczenie w prowadzeniu edukacji na odległość. – W całej Polsce nie było ani przygotowanych wcześniej materiałów, ani doświadczeń, ani zasobów sprzętowych i niezawodnych platform edukacyjnych. Wszyscy eksperymentowaliśmy i staraliśmy się w nowej sytuacji stworzyć naszym uczniom możliwie najlepsze warunki edukacji. Sukcesywnie udostępniane przez różne portale publikacje i materiały ułatwiały przekazywanie wiedzy merytorycznej, ale w przeważającej większości nie były przygotowane pod kątem potrzeb uczniów z niepełnosprawnościami. Wszyscy wybieraliśmy te, które były dobre merytorycznie i choć trochę dostępne w odbiorze dla naszych wychowanków. W naszej pracy uwzględniamy ich specjalne potrzeby edukacyjne. Część tych potrzeb poznajemy w trakcie pracy z uczniami, poza tym opieramy się na zaleceniach poradni psychologiczno-pedagogicznej. Nasza praca wymaga indywidualnego podejścia do każdego ucznia, z uwzględnieniem konieczności realizacji obowiązującej podstawy programowej i perspektywy nadchodzącej matury – mówią wrocławscy nauczyciele. Od początku nauki zdalnej nieocenionym narzędziem okazał się dziennik elektroniczny. Stał się on pierwszym komunikatorem w kontakcie nauczyciela z uczniem, a także nauczyciela z rodzicami czy dyrekcji szkoły z kadrą pedagogiczną.

Nauczanie zdalne jest wyzwaniem także dla uczniów. Dla wielu z nich (i to nie tylko z problemami wzrokowymi) bardzo męczące jest wielogodzinne siedzenie przed ekranem komputera, dla uczniów słabowidzących tym bardziej. Niewidomi również mają problemy, szczególnie w sytuacji, kiedy sprzęt jest przestarzały, brakuje specjalistycznego oprogramowania albo treści dostępne w internecie są niedostosowane do ich potrzeb. W wielu szkołach początkowo nie było możliwe nauczanie online. Nauczyciele wysyłali materiały do samodzielnej pracy, a ich podopieczni musieli je przeczytać, wykonać zadania, rozwiązać testy itp. W rezultacie wiele godzin spędzali przy komputerze. Dla wielu uczniów korzystniejsze i atrakcyjniejsze są lekcje online, podczas których słuchają, dyskutują, otrzymują nowe treści, ale nie muszą cały czas pracować wzrokiem.

Zrzut ekranu z platformy RVP VOD
Platforma z materiałami audiowizualnymi VOD

Co o edukacji zdalnej sądzą uczniowie?

— W szkole używamy dziennika elektronicznego. Aplikacja jest przejrzysta, łatwo można wszystko znaleźć. Korzystają z niego nauczyciele tych mniej angażujących przedmiotów. Wysyłają nam tam zadania, a raczej polecenia do nich, prosząc najczęściej o wysłanie zdjęcia lub skanu w określonym czasie. Jedyny jej mankament to to, że do wiadomości uczniowie nie mogli załączać żadnych plików i trzeba było wysyłać je na maila nauczyciela. A jak wiadomo, skrzynka może się zapchać, brakuje kropki w adresie czy jest problem z serwerami danej platformy i już musimy się liczyć z niemiłą rozmową z nauczycielem w stylu „A gdzie się zadanko podziało?”. Teraz jest już lepiej, można wysyłać załączniki poprzez OneDrive. Gdy wreszcie pojawił się Teams, praca się usystematyzowała. Każdy przedmiot ma swój osobny „Zespół”, „Chat” i „Kalendarz”. Dzięki temu nic się nie gubi ani nie miesza. Nareszcie jest opcja wysyłania plików, zdjęć oraz oczywiście prowadzenia lekcji online. Możliwość kliknięcia przycisku „podnieś rękę” uławia wypowiadanie się i pozwala uniknąć zamieszania podczas lekcji. Nauczyciele najczęściej wstawiają nam przypominajki o spotkaniu czy też zadaniu domowym, a wszystko to można łatwo i szybko znaleźć.

Zrzut ekranu z platformy E-dziennik
E-dziennik

Ogólnie zaletą nauczania online jest oczywiście swoboda na lekcji. Jeśli nauczyciel nie prosi o włączenie kamerek, a tak jest podczas zdecydowanej większości spotkań, to wystarczy wyciszyć mikrofon i można jeść, tańczyć, śpiewać, spać, wyjść do toalety. Przyznam się, trochę wstydliwie, że jeszcze nigdy tak dużo nie ściągałam na testach. Wymówki w rodzaju „Internet i mikrofon mi nie działają, więc nie mogłem wysłać zadania i się odezwać” są powszechne wśród wielu moich znajomych. Oszczędzamy masę czasu na dojazdy, wiele lekcji internetowo się nie odbywa, więc w naszych harmonogramach jest o wiele więcej luzu – opowiada jedna z uczennic.

— Popularną aplikacją jest także Zoom. Służy wyłącznie do prowadzenia lekcji online, ale do żadnych notatek robionych na czacie później wrócić, niestety, nie można. Żeby dołączyć do lekcji, trzeba dostać od nauczyciela kod i hasło spotkania (wysłane na jakąś inną platformę). Kiedy nauczyciel nie ma wykupionego pakietu premium, po 45 minutach aplikacja automatycznie przerywa spotkanie. Wiele razy dochodziło do sytuacji, że połączenie kończyło się w pół słowa. Wielkim plusem tej platformy jest możliwość udostępniania ekranu przez nauczyciela i pisania bezpośrednio na tym udostępnianym fragmencie. Często przydaje się funkcja „Breakout rooms”, która pozwala podzielić uczniów na mniejsze grupy, a potem obserwować efekty pracy w podgrupach – dodaje ktoś inny.

Jeszcze jedną, trochę mniej popularną aplikacją jest Disscord, w której również można udostępniać ekran, są duże i przejrzyste czaty, z podziałem na grupy. Nie ma żadnych przypominajek i podobnie jak w Zoomie wszystko należy pamiętać. Disscord przy swojej prostocie również jest skuteczny. Minusem dla niektórych użytkowników jest to, że można zobaczyć, czy ktoś na komputerze używa w tym samym czasie jakiejś innej aplikacji, np. w coś gra.

Nauczanie zdalne dla wielu uczniów to także problem z motywacją. Nie wszyscy są na tyle systematyczni, żeby wstawać rano, siadać do komputera, uczestniczyć w lekcji, wykonywać przesłane zadania. Czasem się tylko logują i… spędzają miło czas poza zajęciami szkolnymi.

Uczniowie chwalą sobie jednak to, że nie tracą czasu na dojazdy, że łatwiej jest zdobyć dobrą ocenę, że mają więcej czasu na przygotowanie się. I nawet jeżeli nie będzie ich na lekcjach, to nie będą mieć wpisanej nieobecności. W zdalnym nauczaniu nie można ucznia nie klasyfikować (klasyfikacja dotyczy uczęszczania do szkoły). W zdalnym nauczaniu nie ma uczęszczania, jest obecność.

Okres pandemii okazał się szczególnie trudny dla tegorocznych ósmoklasistów oraz maturzystów. Pierwotne terminy zostały odwołane i ostatecznie, po długim oczekiwaniu, MEN podało nowe.

W nieco inny sposób z wyzwaniami metodycznymi mierzą się nauczyciele zajęć praktycznych oraz rehabilitanci. Chcąc przekazać schemat struktury ruchu, można np. użyć opisu słownego. Oto autorski przykład prostego ćwiczenia z orientacji przestrzennej, mającego utrwalać kierunki: prawo-lewo, przód-tył (pracujemy na układzie sześciopunktu brajlowskiego):

  • stoimy na dużym znaku brajlowskim (np. jeden kafelek na podłodze to jeden punkt),
  • z punktu do punktu robimy zawsze jeden krok,
  • stoimy w punkcie 3,
  • robimy jeden krok do przodu na punkt 2,
  • robimy jeden krok do przodu na punkt 1,
  • robimy jeden krok w prawo na punkt 4,
  • robimy jeden krok do tyłu na punkt 5,
  • robimy jeden krok do tyłu na punkt 6,
  • robimy jeden krok w lewo na punkt 3.

Powtarzamy ćwiczenie trzy razy. Instrukcje można modyfikować na wiele sposobów, zmieniając kierunek ruchu.

Dwie osoby na nartach
A jeszcze niedawno byliśmy na ParaSki4Europe. Damian Ziółkowski z przewodnikiem Dariuszem Rutkowskim

Wiadomości można przekazywać także w formie quizów i łamigłówek. Autorskie rozwiązanie poniżej:

Wyobraźmy sobie, że dostaliśmy wskazówki do odnalezienia skarbu. Tym skarbem będzie hasło. Spróbujmy je odszyfrować. Hasło jest zapisane w systemie brajla, który uczeń naszego ośrodka powinien choć trochę znać. (Schemat sześciopunktu i alfabet Braille’a można znaleźć na stronie: www.brajl.pl). Będzie nam potrzebna umiejętność zapisu liter brajlowskich za pomocą liczb, które odzwierciedlają położenie wypukłych punktów w literze, np. litera „z” zapisana punktami ją tworzącymi to: 1356, z kolei litera „a” to 1 itd. Pytania związane są ze sportem, a odpowiedzi na nie to liczby. Przykładowe pytanie: Ile części ma mecz piłkarski? Odpowiedź: dwie. Czyli poszukiwaną liczbą jest 2. Teraz możemy przystąpić do poszukiwań liczb. Będzie do tego potrzebny dostęp do internetu, gdzie znajdziecie potrzebne informacje. Poniżej przykład sposobu odgadywania trzech liter. Do każdej litery przypisane są pytania. Należy na nie odpowiedzieć. Odpowiedziami są liczby. Liczby pokazują punkty tworzące literę w brajlu.

Litera pierwsza:

  1. Ile osób bierze udział w grze (tenis, tenis stołowy, badminton) podczas rozgrywki singlowej? Odpowiedź to liczba ….
  2. Ilu zawodników gra w jednej drużynie w siatkówce plażowej? Odpowiedź to liczba ….
  3. Ile osób gra w tym samym czasie razem w obu drużynach (suma wszystkich osób) podczas gry deblowej w tenisie stołowym, tenisie ziemnym, badmintonie? Odpowiedź to liczba ….
  4. Ilu zawodników jednej drużyny jest w tym samym czasie na lodzie podczas meczu hokeja (nie licząc ich bramkarza!). Odpowiedź to liczba ….

Litera druga:

  1. Ilu bramkarzy jednej drużyny jest w tym samym czasie na boisku w meczu piłki ręcznej? Odpowiedź to liczba ….
  2. Ilu zawodników jednej drużyny goalballa jest na boisku? Odpowiedź to liczba ….
  3. (To pytanie może okazać się nieco trudniejsze, wymaga uwagi) Ilu zawodników jednej drużyny piłki siatkowej jest na boisku w czasie, kiedy ta drużyna zagrywa? (Wskazówka: w czasie zagrywki jeden zawodnik jest poza boiskiem). Odpowiedź to liczba ….

Litera trzecia:

  1. W piłce nożnej liczba zawodników jednej drużyny jest liczbą dwucyfrową (powyżej 10). Jaka jest druga cyfra w tej liczbie? Odpowiedź to cyfra ….
  2. Ile skoków wykonuje skoczek narciarski w jednym konkursie, bez wliczania skoków próbnych i kwalifikacyjnych? Odpowiedź to liczba ….
  3. Ile skoków maksymalnie może wykonać skoczek (wzwyż lub o tyczce) na jednej wysokości, przy założeniu, że nie udało mu się skoczyć i strącał poprzeczkę? Odpowiedź to liczba ….

W odpowiedzi proszę podać same odgadnięte liczby. A może komuś uda się z liczb uzyskać znaki brajlowskie i odszyfrować hasło?

Grupa młodzieży na sali gimnastycznej
Dziś uczniowie tęsknią za szkolnymi zawodami

Poza zaproponowanymi ćwiczeniami i quizami można prezentować uczniom nagrane wcześniej filmy lub wykorzystywać te zamieszczone w sieci. A jeśli są odpowiednie do tego warunki techniczne, w przypadku zajęć praktycznych i rehabilitacyjnych również sprawdzą się zajęcia prowadzone online.

Wszystkie te metody nie zastąpią jednak kontaktu osobistego. Zarówno relacje nauczyciel – uczeń, jak i uczeń – uczeń są niezbędnym warunkiem prawidłowego rozwoju i wykształcania umiejętności społecznych. Izolacja dla nikogo nie jest dobra. Wszak na niej opiera się system penitencjarny. Może przed zbliżającymi się wakacjami zabrzmi to dziwnie, ale wielu uczniów i nauczycieli tęskni za szkołą. Wszyscy z niepokojem śledzimy doniesienia o przebiegu pandemii. Niestety nie wiemy, czy rozprzestrzenianie wirusa uda się ograniczyć. Nadal nie ma opracowanej szczepionki, choć cały świat nad nią pracuje. Czy uczniowie wrócą we wrześniu do szkół? – to wielka niewiadoma.

Dariusz Rutkowski

Do góry

Nie tylko pojemność

Kiedy powstały pierwsze komputery, jednym z problemów, które trzeba było rozwiązać, było przechowywanie danych do późniejszego wykorzystania albo archiwizacji. Mowa tu o danych cyfrowych, które zapisywane są za pomocą impulsów elektrycznych jako zera i jedynki, czyli w systemie binarnym. Jak radziliśmy sobie z tym na przestrzeni lat?

Bit i bajt

Prawdopodobnie wszyscy spotkaliśmy się z takimi pojęciami jak bit i bajt, np. przy okazji kupowania kart pamięci, pendrive’ów, dysków twardych itp. Również przepustowość, czyli prędkość łącza internetowego, podaje się w bajtach (B) lub w bitach (b) na sekundę, czyli B/s, Bps lub b/s, bps. Czasem mocno się dziwimy, gdy podpisujemy umowę z operatorem, w której widnieje np. 250 Mb/s, a potem, kiedy pobieramy dane, wyciągamy ledwo 30 MB/s. Nieporozumienie bierze się stąd, że operatorzy podają wartości w bitach na sekundę (małe „b”), a nasze komputery podczas pobierania lub wysyłania danych podają przeważnie wartość w bajtach na sekundę (duże „B”). Jaka jest między nimi różnica?

Jeden bit to jednostka w informatyce, która oznacza albo 0, albo 1 – może obrać tylko jedną z tych dwóch wartości. Bajt natomiast składa się z 8 bitów i dzięki kombinacji zer i jedynek w każdym 8-bitowym zbiorze możemy uzyskać 256 różnych stanów. W dużym uproszczeniu można stwierdzić, że 1 bajt to jeden znak (np. litera w tekście dokumentu Worda). Mając tę wiedzę, wróćmy do naszego łącza internetowego. Łatwo teraz zauważymy, że jeśli operator podaje przepustowość łącza na poziomie 250 Mb/s (250 megabitów na sekundę), to w praktyce musimy podzielić tę liczbę przez 8 i wtedy wyjdzie około 30 MB/s (30 megabajtów na sekundę). Czyli wszystko się zgadza.

Rysunek człowieka z walizkami różnej wielkści

Jednostki wielkości

Kolejnymi oznaczeniami, z którymi się spotykamy, są jednostki wielokrotności typu kilo, mega, giga, tera. Są to najczęściej wykorzystywane przedrostki w informatyce i mają one oddawać wielkości danych. I tak: 1 kilobajt to 1024 bajty, 1 megabajt to 1024 kilobajty, 1 gigabajt to 1024 megabajty i 1 terabajt to 1024 gigabajty.

Końcówka „24” bierze się stąd, że 1024 to inaczej 2 do potęgi 10 (w systemie binarnym), ale użytkownicy i producenci sprzętu wszystkie te wartości zaokrąglają do 1000, żeby łatwiej się liczyło. Stąd potem pewne nieścisłości, gdy na przykład kupujemy dysk o pojemności 1 TB. Kiedy nasz komputer wyświetla pojemność tego dysku, okazuje się, że mamy 940 GB, czyli brakuje jakby 60 gigabajtów. W rzeczywistości komputer przelicza jednostki na 1024 i… ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka.

Od dyskietki do CD

Gdy w latach 90. ubiegłego wieku komputery zaczęły trafiać pod strzechy, ludzie pracowali na nich głównie z danymi tekstowymi lub grali w proste gry. Do zapisywania danych używano dyskietek. Pierwsze dyskietki miały rozmiar 5,25 cala i pojemność 360 kilobajtów danych, czyli 360 tys. znaków, co można by przeliczyć na jakieś dwie kilkusetstronicowe książki. Później pojawiły się twarde dyskietki 3,5-calowe o pojemności 1,44 MB. Jednak dane to nie tylko tekst, ale również zdjęcia, muzyka, filmy, gry itp. Zaledwie jeden utwór muzyczny zajmował około 40 MB pamięci. Musiały powstać nośniki, na których można by przechowywać muzykę. Popularne stały się płyty CD. Najczęściej miały one pojemność 700 MB i można było zapisać na nich 80 minut muzyki w dobrej jakości cyfrowej. Pod koniec lat 90. powstały płyty DVD, które fizycznie wyglądały tak samo jak CD, ale w najpopularniejszej wersji miały 4,7 GB i mieściły dwugodzinny film w jakości DVD (czyli na obecne czasy dość kiepskiej). Następnie na potrzeby przemysłu filmowego powstał standard Blue-ray, który pozwalał zapisać 25 GB na nośniku wyglądającym jak płyty CD i DVD. Z kompaktami problem jest jednak taki, że trzeba mieć urządzenie do ich odtwarzania i do nagrywania na nie danych. Poza tym jak już zapiszemy coś na płycie CD lub DVD, to nie można potem tego skasować i wykorzystać nośnika ponownie do innych treści. Do takich wielokrotnych nagrań służą specjalne płyty CD-RW.

Rysunek dyskietki i płyty dvd

Pamięci typu flash

Na przełomie wieków zaczęły pojawiać się pierwsze aparaty cyfrowe, które z czasem niemal wyparły analogowe. By można było zapisywać cyfrowe zdjęcia, potrzebny był nośnik jednocześnie w miarę kompaktowy i pojemny. Przykładowe zdjęcie w rozdzielczości 2 Mpix (dwóch megapikseli), czyli w rozdzielczości Full HD, zajmowało ok. 1-2 MB. (Teraz zdjęcie w rozdzielczości 4K zajmuje około 4 MB i musi być zrobione aparatem 8 Mpix). Producenci aparatów wymyślili więc karty pamięci. Na samym początku prawie każda marka fotograficzna chciała mieć swój standard, żeby nabywcy jej aparatów byli skazani również na produkowane przez nią karty pamięci. Do dziś borykamy się z efektami tych działań, ale na szczęście możemy kupić czytniki kart, które mają kilka slotów różnej wielkości. Ostatecznie na rynku zwyciężył jeden standard – SD (Secure Digital) – i to z nim mamy do czynienia w smartfonach, aparatach, odtwarzaczach muzyki itp.

Różne rodzaje kart pamięci

Dzisiejsze karty pamięci mają różne pojemności, na rynku dostępne są nośniki od 8 GB do 2 TB. Jeśli chodzi o fizyczne wymiary takich kart, to mamy standardowe SD, które możemy spotkać np. w aparatach i kamerach cyfrowych, oraz microSD, wykorzystywane w smartfonach. Być może dziwi nas fakt, że karty o tej samej pojemności miewają różne ceny. Często bierze się to stąd, że nośniki te poza pojemnością mają równie ważny, jeśli nie istotniejszy parametr, jakim jest prędkość odczytu i zapisu. Wyobraźmy sobie sytuację, że mamy kartę pamięci o pojemności 32 GB z prędkością zapisu Class 2 (2 MB/s) i chcemy zapisać ją całą danymi. W przybliżeniu operacja taka zajmie nam 16000 sekund, czyli jakieś 4,5 godziny. W przypadku karty 32 GB z prędkością zapisu Class 10 (10 MB/s) cała operacja trwałaby około 50 minut. A taka różnica w prędkości ma znaczenie.

Jeśli chodzi o nazewnictwo, możemy spotkać karty:

  • SD – z maksymalną pojemnością do 2 GB (system plików FAT);
  • SDHC (SD High Capacity) – od 4 GB do 32 GB (system plików FAT32);
  • SDXC (SD eXtended Capability) – od 64 GB do 2 TB (system plików exFAT).

W praktyce korzystamy dziś z kart typu SDHC i SDCX.

Na kartach SDHC możemy spotkać również oznaczenia klas, które mówią nam o tym, jaka jest maksymalna prędkość zapisu danej karty. Na przykład:

  • Class 2 – do 2 MB/s,
  • Class 4 – do 4 MB/s,
  • Class 6 – do 6 MB/s,
  • Class 10 – do 10 MB/s.

W kartach typu SDXC mamy prędkości:

  • UHS1 – do 10 MB/s,
  • UHS3 – do 30 MB/s.

Producenci podają również oznaczenia dotyczące zapisu wideo na kartach typu SD. I tak:

  • V6 (Class 6) – zapis w jakości do Full HD (tryb wideo 1080p),
  • V10 (Class 10, UHS1) – zapis Full HD i odtwarzanie dużych plików w jakości HD,
  • V30 (UHS 3) – zapis w rozdzielczości 4K,
  • V60 – zapis w rozdzielczości 8K,
  • V90 – zapis w rozdzielczości 8K.
Zdjęcie karty pamięci wraz z opisem oznaczeń

Są jeszcze oznaczenia na kartach do telefonów z systemem Android. Od wersji 6.0 system Google pozwala instalować i uruchamiać gry i aplikacje na kartach pamięci. Oznaczenia A1 oraz A2 gwarantują, że karta będzie nadawała się do zapisu i odczytu losowych wartości w naszym smartfonie, gdzie często operujemy na małych plikach, ale też często po nich przeskakujemy, uruchamiając aplikacje czy instalując gry.

Pamięć USB

Kolejną grupą nośników, które wyparły dyskietki i płyty, są popularne pendrive’y. Małe, proste w obsłudze, do działania nie wymagają żadnych dodatkowych urządzeń poza gniazdem USB. Zgromadzone na nich dane można wielokrotnie kasować i zapisywać nowe. Podpinamy je do naszych komputerów, telewizorów, konsol, odtwarzaczy wideo, telefonów czy innego rodzaju urządzeń. Tutaj, podobnie jak w przypadku kart pamięci, mamy do czynienia z parametrami takimi jak pojemność oraz prędkość zapisu i odczytu. Nie mamy natomiast żadnych klas czy kategorii. Producenci powinni podawać oprócz pojemności również interfejs, czyli jaki rodzaj standardu USB jest obsługiwany, oraz maksymalną prędkość odczytu i zapisu danych. Jeśli chodzi o interfejs, obowiązującym standardem jest USB w wersji 3.1, a wtyczka wygląda tak jak znane popularne uniwersalne gniazdo USB. Możemy również spotkać pendrive’y z wtykiem USB typu C. Mają one zazwyczaj lepsze parametry, natomiast musimy mieć zgodne z tym standardem urządzenie, by można było z nich korzystać. Przy zakupie pendrive’a warto zwrócić uwagę na to, aby USB było przynajmniej w wersji 3.0, a prędkość zapisu – im wyższa, tym lepsza. Jeśli nie chcemy się denerwować za każdym razem, gdy kopiujemy jakieś dane z komputera, niech ma przynajmniej 30 MB/s. Prędkość odczytu jest mniej ważna, gdyż w przypadku tego typu nośników jest i tak zazwyczaj kilkakrotnie wyższa niż prędkość zapisu, więc będzie wystarczająca. W przypadku pendrive’ów mamy do wyboru różne kształty i rozmiary, niektóre modele będą odporne na kurz i wodę, inne mogą mieć dodatkowe zabezpieczenia biometryczne czy możliwość szyfrowania. Te wszystkie parametry mają oczywiście wpływ na cenę, ale czasem warto trochę dopłacić.

Gniazdo USB wykorzystuje się także do podłączenia przenośnego 2,5-calowego dysku zewnętrznego. Duża trwałość takiego dysku i jego pojemność – nawet do 4 TB – pozwala na bezpieczne przechowywanie kopii zapasowych i danych, które nie mieszczą się na dysku twardym naszego komputera.

Mirosław Liszewski

Do góry

Nie trzeba dużo

Pandemia dała się nam wszystkim we znaki. Kwarantanna, różne ograniczenia, zamknięte boiska, hale sportowe, siłownie, baseny, które dla wielu były codziennością… Nie są to normalne warunki, nie mówiąc już o realizacji naszych sportowych aktywności. Nie możemy mimo to odpuścić, nie możemy się poddać, bo im dłuższa przerwa, tym większe straty i tym trudniejszy powrót do formy. Musimy znaleźć alternatywny sposób na ruch, dobrać inne ćwiczenia niż wówczas, gdy mogliśmy normalnie poćwiczyć czy pograć.

Niedogodności nie mogą być powodem, dla którego mielibyśmy zrezygnować z naszych zdrowych nawyków, z aktywności, która nie tylko poprawia nastrój w tych ciężkich czasach, rozładowuje stres, lecz także dodaje nam zdrowia, buduje – co wielokrotnie udowodniono – tak ważną odporność.

Niewiele osób ma w domu siłownię, dostęp do zaawansowanych urządzeń fitness czy kosztownego profesionalnego sprzętu, który ułatwia wykonywanie ćwiczeń. Poza tym wszyscy wiemy, że to nie wyposażenie, ale nasze chęci i determinacja gwarantują realizację zadań i najszybsze postępy. Wielokrotnie widziałem całe domowe siłownie łokczy urządzenia, które tylko zbierały kurz lub robiły za suszarnię. Oczywiście, mogą być one bardzo pomocne, ale absolutnie nie są niezbędne i niezastąpione, abyśmy mogli zadbać o ciało i zdrowie.

Liczni specjaliści, trenerzy, fizjoterapeuci przekonują, że jednym z najlepszych i najprostszych „urządzeń” do kształtowania całego naszego ciała i budowania jego sprawności jest po prostu… nasze ciało. Są tysiące ćwiczeń z obciążeniem własnym, które bazując na prawidłowym współdziałaniu jego elementów, mogą kształtować dowolną jego część. Odpowiedni ich dobór oraz poprawne wykonywanie mogą wzmacniać, uelastyczniać, rozbudowywać, ale i wysmuklać. Podniesienie sprawności ogólnej, zrównoważony i harmonijny rozwój pozwolą nam w przyszłości dowolnie wybierać formy ruchowe. Będziemy mogli zagrać w piłkę z dziećmi czy kolegami, w tenisa czy badmintona, ale i przepłynięcie kilkuset metrów czy pokonanie leśnego toru przeszkód nie będzie dla nas dużym wyzwaniem.

Chciałbym zaproponować kilka ćwiczeń, które można wykonywać, wykorzystując wyłącznie własne ciało. Ich efekt wzmocnimy, jeśli sięgniemy po drobny, popularny sprzęt sportowy. Będzie to wyposażenie łatwo dostępne, którego można użyć w wielu ćwiczeniach, a co najważniejsze, wyposażenie jest bezpieczne w warunkach domowych, pozwalające ćwiczyć na niewielkiej przestrzeni.

Przenoszenie ramion w leżeniu przodem.

Sprzęt: ciężarki 1,5 kg, mata, guma do ćwiczeń (siła naciągu dostosowana do naszych możliwości i ćwiczenia). Ćwiczenie można wykonać samymi ramionami, z ciężarkami w dłoniach oraz naciągając gumę, co zupełnie zmienia obciążenie i aktywuje dodatkowe mięśnie. Ćwiczenie wzmacnia i uelastycznia ważne mięśnie otaczające górny odcinek kręgosłupa oraz zapewnia prawidłowy zakres pracy naszych łopatek. Obejmuje grupę mięśni często zaniedbywaną nawet przez sportowców, a bardzo istotną dla pracy obręczy barkowej i stabilizacji kęgosłupa.

  • W leżeniu przodem (czyli na brzuchu) unosimy ramiona i prostujemy w łokciach nad lekko uniesioną głową. Utrzymując ramiona równolegle nad podłożem, zginamy łokcie w kierunku bioder i następnie prostujemy je do pozycji wyjściowej. Ruch powtarzamy wielokrotnie, zależnie od możliwości.
  • W tym samym ćwiczeniu dokładamy ciężarki – w dłonie lub na nadgarski. Ciężar dostosowujemy do naszych możliwości, tak aby zrobić minimum kilkanaście powtórzeń. Ćwiczenie to można wykonać przy prostych łokciach.
  • W tym samym ułożeniu w wyprostowanych ramionach rozciągamy gumę, prowadząc ramiona łokciami w kierunku bioder. Jej siłę dostosowujemy oczywiście do naszych możliwości. Na rynku można nabyć zestaw 3-4 gum, które mają różną siłę oporu, i stosować je do różnych ćwiczeń czy dla różnych osób. W ćwiczeniach z gumą ważny jest pewny sposób mocowania gumy lub pewne trzymanie jej przez współćwiczącego.
Mężczyzna leżący na macie z rękami w górze
Przenoszenie ramion

Unoszenie tułowia z leżenia na plecach (tzw. brzuszki).

Sprzęt: ciężarki lub piłka lekarska, mata. Jedno z najpopularniejszych ćwiczeń na mięśnie brzucha, które przez odpowiednie ułożenie ramion, dodatkowy ciężar czy odpowiednie przyłożenie ciągniętej gumy zdecydowanie wzmacnia swój efekt.

  • W leżeniu tyłem zginamy nogi (kąt prosty w kolanach), a stopy wsuwamy pod coś ciężkiego, np. fotel, sofę, regał. Z dłońmi splecionymi na karku lub, dla utrudnienia, z ramionami wyprostowanymi nad głową wielokrotnie unosimy stopniowo tułów, kończąc, gdy tułów osiągnie ustawienie pionowe względem podłoża. W tym ćwiczeniu ważna jest płynność i to, aby odrywając plecy od podłoża, unosić odcinek lędźwiowy na końcu.
  • W tym samym ułożeniu wykonujemy wznosy z ciężarkami lub piłką w dłoniach. Pamiętamy, aby zminimalizować ruch ramion w przód, pozostają one cały czas wyprostowane nad głową, a obciążenie powinno znajdować się za głową.

Przysiad.

Sprzęt: ciężarki, guma. Najpopularniejsze ćwiczenie na mięśnie ud i pośladki. Poprzez małe modyfikacje z użyciem sprzętu możemy jednocześnie z udami wzmacniać łydki czy obręcz barkową.

  • Stajemy wyprostowani, nogi ustawione na szerokość barków z palcami skierowanymi lekko na zewnątrz. Uginając nogi, obniżamy pozycję do uzyskania kąta prostego w kolanach. Tułów pozostaje wyprostowany, unikamy pochylania się. Z ciężarem własnego ciała możemy to ćwiczenie powtarzać wielokrotnie.
  • To samo ćwiczenie wykonujemy po założeniu gumy, której naciąg stanowić będzie dodatkowe obciążenie. Stajemy na gumie, ustawiając nogi jak w wersji podstawowej. W skłonie tułowia zakładamy sobie drugi koniec gumy na szyję i barki i prostujemy się. Ćwicząc, wykorzystujemy napięcie jako dodatkowe obciążenie. W warunkach domowych ta wersja dobrze zastępuje przysiady z obciążeniem na sztandze.
  • W wersji aktywującej obręcz barkową, z gumą lub bez, dodatkowo bierzemy do rąk ciężarki odpowiednie do naszych możliwości i liczby przysiadów, które wykonamy. W momencie obniżania pozycji jednocześnie unosimy do boku wyprostowane ramiona, aż znajdą się nad głową. Przy tej prostej modyfikacji do przysiadu dołączamy mocną pracę barków i umożliwiające ją stabilizujące napięcie tułowia.
Mężczyzna robiący przysiad z rękami w górze
Przysiad

Jak widać, aby rozpocząć trening, potrzebna jest tylko niewielka przestrzeń i chęci. Nasze ciało jest wspaniałym narzędziem do wykonywania różnorodnych ćwiczeń, które wzmocnią mięśnie i stawy i zbudują naszą sprawność. Przykłady ćwiczeń pokazują, jak łatwo przy użyciu drobnego sprzętu fitness wzmocnić czy wzbogacić ich oddziaływanie. Niepotrzebne są wysokie nakłady finansowe, aby realizować prozdrowotny plan. Wystarczy zapał, kilka gadżetów wielorakiego zastosowania i dokładność w wykonywaniu ćwiczeń zapewniająca ich efektywność i bezpieczeństwo.

Jako podstawowy domowy sprzęt polecam:

  • matę do ćwiczeń, na początek im grubsza, tym lepsza;
  • zestaw obciążników o różnej masie, mogą to być woreczki, ciężarki zapinane na rzepy, hantelki;
  • zestaw gum o różnej sile, pozwalający wykonywać ćwiczenia izolowane (na małe partie mięśni), jak i generujące dużą siłę, aby angażować duże segmenty lub całe ciało;
  • piłkę lekarską 2 kg, najlepiej z uchwytami;
  • dmuchaną piłkę fitness – do ćwiczeń wzmacniających i rozciągających.

Ćwiczmy regularnie, przynajmniej dwa razy w tygodniu, co kilka dni, aby pozwolić na odpowiednią regenerację, a na efekty nie będzie trzeba długo czekać.

Tomasz Damszel

Do góry

Gramy w szachy

Zdjęcie mężczyzny przy szachownicy
Ryszard Bernard

Końcówki pionkowe – temat rzeka

Przed trzema laty w artykule „Sekrety końcówek pionkowych” opisałem dwa ważne pojęcia: opozycję i manewr trójkąta. Nie wyczerpuje to oczywiście zagadnienia. Tego typu zakończenia stwarzają bowiem (obok wieżówek) okazję do wielu pomyłek. Warto więc poznać ich głębsze tajemnice.

Posunięcia widłowe króla

W szkole uczą, że najkrótszą trasę między dwoma punktami tworzy linia prosta. W szachach jednak nie zawsze się to sprawdza. Król może iść do celu po linii łamanej i nie straci przy tym żadnego tempa. Na przejście z pola e8 do e1 po linii prostej potrzeba siedmiu ruchów, ale jeśli na przykład wybierzemy trasę e8-d7-c6-b5-b4-c3-d2-e1, to tracimy tyle samo. Mamy więc możliwość wyboru najbardziej korzystnej dla nas drogi. Świetnym tego przykładem jest słynne studium R. Retiego:

R. Reti
(studium, 1921)

Białe: Kh8, c6. Czarne: Ka6, h5

Białe są wprawdzie na posunięciu, ale ich sytuacja wygląda beznadziejnie. Pionka h5 dogonić nie można, pionek c6 stoi na straconej pozycji. A jednak… Biały król rozpoczyna marsz w kierunku obu pionków jednocześnie (ten manewr czasami nazywają pogonią za dwoma zającami): 1.Kg7 h4 Do przestawienia posunięć prowadzi 1…Kb6 2.Kf6 h4 2.Kf6! Kb6 Jeśli 2…h3, to 3.Ke7 h2 (2…Kb6 3.Kd7) 4.c7 3.Ke5! Grozi złapanie pionka po 4.Kf4. Czarne nie mają wyboru 3…h3 4.Kd6 h2 5.c7 h1H 6.c8H z remisem.

Pogoń za dwoma zającami zakończyła się dla białych sukcesem dzięki pozycji czarnego króla. Mała zmiana sytuacji i wynik jest już inny:

Białe: Kh8, c6. Czarne: Ka7, h5

1.Kg7 h4 2.Kf6 Kb8! 3.Ke5 h3 4.Kd6 Kc8! (4...h2? 5.Kd7) i białe przegrywają.

W praktyce turniejowej posunięcia widłowe występują zazwyczaj w pojedynczym wymiarze:

Białe: Kd7, f4. Czarne: Kd5, a5

1.Ke7! Teraz na 1...a4 nastąpi 2.f5 i pionki dochodzą jednocześnie do pola przemiany 1...Ke4 2.Ke6! Posunięcie widłowe – król zbliża się do własnego pionka i do nieprzyjacielskiego piechura 2...K:f4 3.Kd5 Remis.

Rysunek pionów szahcowych

Swoboda wyboru trasy dla króla jest bardzo pomocna przy „wyścigach” z nieprzyjacielskim monarchą. Możemy wybrać taką drogę, która przeszkodzi mu w dotarciu do celu. Manewr ten nazywany jest odpychaniem plecami:

W. Schlage – C. Ahues
Berlin 1921

Białe: Kf7, a6. Czarne: Kb2, a7

Partia zakończyła się remisem po posunięciach 1.Ke6 Kc3 2.Kd6? Kd4 3.Kc6 Ke5 4.Kb7 Kd6 5.K:a7 Kc7. Wystarczyło jednak jedno odepchnięcie czarnego króla, by z łatwością wygrać: 1.Ke6 Kc3 2.Kd5! Kd3 (Wymuszona strata tempa w marszu do pola c7. Niczego nie zmieniało 2...Kb4 3.Kc6 Ka5 4.Kb7 Kb5 5.K:a7 Kc6 6.Kb8) 3.Kc6 Kd4 4.Kb7 Kd5 5.K:a7 Kc6 6.Kb8 itd.

Białe: Kg4, b6. Czarne: Kc2, b7

Pozycja jest dla białych przegrana, mimo że są na posunięciu. Przegrywa „aktywna” obrona 1.Kf4 Kd3 2.Ke5 Kc4 3.Kd6 Kb5 4.Kc7 Ka6. Pozostaje więc tylko nadzieja, że po zabraniu pionka b6 biały król zdąży zająć opozycję na b4. Ale po 1.Kf3 w nadziei na 1...Kc3? 2.Ke2 Kc4 3.Kd2 Kc5 4.Kc3 K:b6 5.Kb4= czarne odepchną króla 1…Kd3! 2.Kf2 Kd4 3.Ke2 Kc5 4.Kd3 K:b6 i na b4 nie zdąży (5.Kc4 Ka5 -+).

Rysunek pionów szahcowych

Nadmienić trzeba, że odpychanie plecami ma charakter uniwersalny i występuje również w innych typach prostych końcówek, np. król i pionek przeciwko królowi i wieży.

Zapasowe tempo

Możliwość rozpoczęcia pojedynku jest ważnym przywilejem w szachach. Statystyki wielu milionów partii wykazują, że białe wygrywają częściej niż czarne, bo zaczynając grę, mają jakby tempo więcej. W sytuacjach, gdy obie strony grożą matem, wygrywa ten, kto jest na posunięciu. Widać wtedy, jak ważne jest, aby być tym pierwszym. Ale w końcówkach występuje też bardzo rzadkie zjawisko zugzwangu i w konkretnej pozycji strona będąca na posunięciu najchętniej by z tego przywileju zrezygnowała. Czasami zugzwang jest obustronny – kto jest na ruchu, ten przegrywa. To zjawisko dość często występuje właśnie w pionkówkach. Wówczas o wyniku partii może zadecydować posiadanie zapasowego tempa:

Białe: Kc5, b4, h2. Czarne: Ka4, b5, h6

Gdyby zdjąć z szachownicy pionki z linii „h”, mielibyśmy typowy przykład obustronnego zugzwangu: zaczynający przegrywa. Obecność białego pionka na pozycji wyjściowej (przy czarnym piechurze na h6) przynosi białym zwycięstwo niezależnie od tego, kto jest na ruchu. Biały pionek może bowiem pójść do przodu o jedno lub o dwa pola. Daje to możliwość przerzucenia ruchu na partnera. Jeśli mają rozpocząć białe, przerzucają posunięcie na partnera po 1.h3! h5 2.h4. Przy ruchu czarnych po 1…h5 wygrywa 2.h4. Zapasowe tempo przyniosło tu zwycięstwo

Tutaj też możliwość pójścia pionkiem a2 na a4 w jednym skoku lub na raty daje gwarancję wygranej bez względu na to, kto zaczyna. Przy ruchu białych rozstrzyga 1.a4! Kb8 2.a5 Ka8 3.b6 ab6 4.ab6 Kb8 5.b7 Kc7 6.Ka7, jeśli rozpoczynają czarne, trzeba po 1…Kb8 zagrać 2.a3! Ka8 3.a4 Kb8 i dalej jak w poprzednim wariancie.

Białe: Ka6, b5, a2. Czarne: Ka8, a7

M. Euwe – V. Pirc
6. partia meczu, Bled 1949

Białe: Kg4, a4, b2, d4, g2. Czarne: Kg6, a5, b6, d5, h6

W tej partii zapasowe tempo pozwoliło białym zdobyć opozycję 52.g3 h5+ Lub 52...Kf6 53.Kh5 Kg7 54.g4 Kh7 55.g5 hg5 56.K:g5 Kg7 57.Kf5 itd. 53.Kh4 Kh6 54.g4 hg4 55.K:g4 Kg6 56.Kf4 Kf6 Przy białym pionku na b3 byłby remis… 57.b3! i czarne skapitulowały, gdyż tracą pionka d5. Dalej mogło nastąpić: 57..Ke6 58.Kg5 Ke7 59.Kf5 Kd6 60.Kf6 Kc6 61.Ke5 b5 62.Ke6! (ale nie 62.ab5+? K:b5 63.K:d5 Kb4=) 62... ba4 (62…b4 63.Ke5) 63.ba4.

Białe: Kg5, a4, b3, c4, f4. Czarne: Ke6, a5, b7, c7, f5

Tutaj czarnym nie pomogą zapasowe tempa pionkami, bo biały król ma ich więcej – może w nieskończoność chodzić po polach g6 i g5, czekając, aż piechota wyczerpie swoje możliwości: 1.Kg6 c6 2.Kg5 b6 3.Kg6 b5!? 4.Kg5! Ale nie 4.ab5? cb5 5.cb5 c4! 6.bc4 (6.b6 Kd6 7.bc4 a4) 6…a4 i wygrywają czarne 4...bc4 5.bc4 i pionek f5 ginie.

Rysunek pionów szahcowych

Oddalony wolny pionek

Przy wolniakach u obu stron lepiej mieć wolnego piechura bardziej oddalonego od pozostałych kolegów. W takiej bowiem sytuacji król strony przeciwnej, likwidując wolniaka, znajdzie się daleko od swoich wojsk:

Białe: Kc1, a2, g4. Czarne: Kc3, c4, g5

Obie strony mają wolne pionki, ale biały wolniak jest bardziej oddalony od pozostałej piechoty na drugim skrzydle. Kiedy znikną z szachownicy pionki z linii „a” i „c”, biały król będzie miał bliżej do reszty armii 1.a4+! K:a4 2.K:c4 Ka3 Czarne zyskują trochę czasu, bo białe muszą jeszcze zlikwidować dwa pionki. Dodatkowym argumentem jest fakt, że czarne pionki na drugim skrzydle są bliżej pola przemiany i mają duże szanse być szybsze w wyścipionku gach o promocję 3.K:c5 Kb3 4.K:c6 Kc3 5.Kd5 Kd3 6.Ke5 Ke3 7.Kf5 Kf2 8.K:g5 K:g2 Wydaje się, że czarne wygrywają: 9.K:f4? K:h3 10.Kg5 Kg3 11.f4 h3 12.f5 h2 13.f6 h1H, ale… 9.Kg4! Okazuje się, że giną oba czarne pionki 9...Kh2 10.K:h4 Kg2 11.Kg4 itd.

Rysunek pionów szahcowych

Na motywach partii W. Lombardy – R. Fischer
Nowy Jork 1960

Białe: Kc3, a3,f3, g2, h3. Czarne: Kb5, c4, c5, c6, f4, g5, h4

Czarne łatwo wygrywają, bo wyrobiły oddalonego wolniaka na linii „a” 1...b6! Po błędnym 1...b5? 2.Kd2 Kb3 3.Kd3 lub 1... Kd5? 2.Kd3 b6 3.c4+ Kd6 4.Kd4 a5 5.Kc3! partia kończyła się remisem 2.Kb2 a5 3.ba5 ba5 4.Kc2 a4 5.Kb2 a3+ Teraz obydwa pionki giną, ale rozstrzyga pozycja króli 6.K:a3 K:c3 7.Ka4 Kd3 8.Kb4 Ke3 9.Kc5 Kf3 10.Kd6 K:g3 11.Ke5 Kg4 itd.

Białe: Kc2, b4, c3, f4, g3, h5. Czarne: Kc4, a6, b7, f5, g7, h6

Pamiętać należy, że oddalony wolny pionek jest tylko jednym z elementów pozycji i nie wygrywa

Rysunek piona szachowego

automatycznie. W pozycji na diagramie czarne mają „gorszego” wolniaka, ale bardzo aktywnego króla. Pozycja ma charakter obustronnego zugzwangu – zaczynający przegrywa: 1.a3 Kb3 2.Kd2 Kb2-+ czy 1.Kd1 Kb2! 2.a4 c3-+ lub 1... Kb4 2.Kb2+- czy też 1...Kd3 2.a4 Kd4 3.Kc2 Kc5 4.Kc3+- ze znanym już nam dalszym scenariuszem.

Przełomy pionkowe

Jest to bardzo efektowna sytuacja na szachownicy. Pionek lub pionki jednej ze stron poświęcają się, aby ich kolega mógł zostać hetmanem:

Białe: Kh1, a5, b5, c5. Czarne: Kh3, a7, b7, c7

Mamy tu powszechnie znany i często cytowany przykład zwycięskiego przełomu. Białe na posunięciu – wygrywają, bo oddały dwa pionki, aby trzeci mógł dojść do ósmej linii: 1.b6! ab6 Lub 1…cb6 2.a6! ba6 3.c6 2.c6! bc6 3.a6 itd.

A jak ocenić sytuację przy ruchu czarnych? Okazuje się, że wtedy pozycja jest remisowa! 1…b6! Jedyny ruch zapobiegający grożącemu przełomowi (1…a6? 2.c6! i 1…c6? 2.a6!) 2.ab6! Białych ratuje uproszczenie pozycji poprzez wymianę dwóch pionków 2…ab6 3.cb6! cb6 4.Kg1 Kg3 5.Kf1 Kf3 6.Ke1 i czarne wprawdzie zdobywają pionka b5, ale białe stawiają wówczas króla na b3, zdobywają opozycję i remisują.

J. Capablanca – E. Lasker
Londyn 1913 (symultana)

Białe: Kd3, a2, g5, h5. Czarne: Ke5, a6, d4, f5, h7

Czarne mają przewagę materialną, ale po 1.h6! wygrywają białe, gdyż nie ma obrony przed przełomem 2.g6! hg6 3.h7 (1…Ke6 2.g6 Kf6 3.gh7).

W pionkówkach trzeba zawsze pamiętać o możliwości przełomu!

Białe: Kf4, a3, b2, c2, g4. Czarne: Kf6, a4, b5, h6

Wygrywa 1.b4! Ke6 Lub 1...ab3 2.cb3 z dalszym a3-a4 2.Ke4 Kf6 3.c4 bc4 4.b5 Ke6 5.Kd4 itd. Po nieostrożnym 1.b3?? b4! 2.ab4 a3 (2.ba4 ba3) zwyciężają czarne…

Ryszard Bernard

Do góry

Sprostowanie

Do majowego numeru „Crossa” wkradł się błąd. Autorem tekstów z pierwszych stron magazynu, „Para- Ski4Europe” oraz „Stara przyjaźń nie rdzewieje”, poświęconych narciarstwu zjazdowemu, jest oczywiście dr Dariusz Rutkowski, znany trener i pasjonat desek, a także nordic walkingu. Za pomyłkę przepraszamy!

Redakcja

Gramy w warcaby

Kobieta przy warcabnicy
Natalia Sadowska (autorka rubryki)

W poprzednim artykule rozpoczęliśmy analizę partii z półfinałów 44 Mistrzostw Polski w Warcabach Stupolowych, rozgrywanych pod koniec lutego. Mamy to szczęście, że wszystkie partie zostały opublikowane, a zatem wybór do analizy jest naprawdę spory. Tym razem przyjrzymy się bliżej dwóm partiom. Pierwsza z nich to nieustanne zwroty akcji, właściwie co kilka ruchów, a pion więcej wcale nie oznacza wystarczającej przewagi, która zapewni nam dwa punkty na koniec partii. Druga rozgrywka to przykład partii znanego wszystkim debiutu Kellera, gdzie to białym udało się w piękny sposób okrążyć przeciwnika. Czasem wystarczy jeden błąd, aby zaprzepaścić całą swoją przewagę oraz pozycję, na którą pracowaliśmy przez połowę partii. Zapraszam zatem do szczegółowych analiz.

Marcin Grzesiak – Karol Dudkiewicz
Półfinały MP 2020

1.34-29 19-23 2.40-34 14-19 3.45-40 10-14 4.50-45 5-10 5.29-24 20x29 6.33x24 19x30 7.34x25 Ten debiut mieliśmy okazję oglądać już kilka razy. Bardzo modny ostatnimi laty. 7…15-20 8.38-33 13-19 9.42-38 8-13

34 2-8 11.44-39

Białe: 49, 48, 47, 46, 45, 43, 41, 40, 39, 38, 37, 36, 35, 34, 33, 32, 31, 25. Czarne: 1, 3, 4, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 16, 17, 18, 19, 20, 23

Istnieją różne kontynuacje tego wariantu, większość możemy znaleźć w książce Aleksandra Getmańskiego „Kurs debiutów”. Mimo niepozornie wyglądającego debiutu potrafi on być bardzo zawiły i dość skomplikowany w dalszej części partii.

11…17-21 11...10-15 12.47-42 17-21 13.34-29 23x34 14.39x30 Większość zawodników w ten właśnie sposób rozpoczyna ów debiut.

12.34-30 11-17 13.39-34 6-11 14.32-28 23x32 15.37x28 18-22 Czarne postanowiły od początku zaostrzyć grę. Co wcale nie oznacza, że był to dobry wybór. 15...10-15 16.41-37 21-26 17.37-32 26x37 18.32x41 17-21 Czarne powinny cierpliwie budować czystą pozycję i w odpowiednim momencie wejść do klasyki.

16.31-26 Już na tym etapie można powiedzieć, że białe kontrolują oba skrzydła.

16…13-18??

Białe: 49, 48, 47, 46, 45, 43, 41, 40, 38, 36, 35, 34, 33, 30, 28, 26, 25 Czarne: 1, 3, 4, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 14, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22

Partia dopiero się rozpoczęła, a czarne już tracą piona! Ogromne przeoczenie doświadczonego zawodnika.

17.34-29! Czarne nie są w stanie jednym ruchem rozwiązać swoich problemów i zasłonić wszystkie dziury. Wymiana dwa za dwa również nie pomoże w tym wypadku.

17…20-24 18.29x20 10-15 19.30-24 19x30 20.35x24 4-10 Prawdopodobnie jest to najlepsza z tych najgorszych kontynuacja czarnych. Przynajmniej pozostawiają białe w mało komfortowym położeniu

Rysunek pionów warcabowych

21.48-42 18-23 22.28x19 14x23 23.33-28 Trzeba przyznać, że białe podeszły dość panicznie do pozycji z pionem więcej. Nie zawsze powinniśmy wymieniać co się da i czekać, aż na planszy zostanie pięć na sześć pionów. Należy mimo wszystko trzymać się równej pozycji i zachowywać spokój. 23.41-37 8-13 24.40-34 13-18 25.33-29 23...22x33 24.38x18 12x23 Białe skazują się od początku na pasywną grę, licząc na to, że zysk kamienia tak czy siak zapewni im dwa punkty.

25.41-37 7-12 26.42-38 12-18

Białe: 49, 47, 46, 45, 43, 40, 38, 37, 36, 26, 25, 24, 20 Czarne: 1, 3, 8, 9, 10, 11, 15, 16, 17, 18, 21, 23

27.37-31 Mamy już wystarczająco dużo pionów na bandzie... Może czas powalczyć o centrum? 27.37-32 8-12 28.36-31 1-6 29.46-41 9-13 30.41-36 21-27 31.32x21 16x27 32.31x22 17x28 33.40-34 I w kolejnym ruchu uwalniamy nasze piony z mało komfortowej pozycji poprzez wymianę dwa za dwa do tyłu. 33…11-17 34.34-29 23x34 35.24-19 13x24 36.20x40 Teraz z pewnością można odetchnąć z ulgą i doprowadzić partię do końca z naszą przewagą materialną.

27...8-12 28.40-34 1-6 29.45-40 18-22 30.40-35 3-8 31.31-27 I znowu do tyłu i do tyłu... 31.46-41 10-14 32.41-37 22-27 33.31x22 17x28 34.26x17 11x22 35.35-30 8-13 36.36-31 6-11 37.34-29 23x34 38.30x39 11-17 39.38-32 13-18 Cierpliwość, moi drodzy – czyli to, co w naszym sporcie jest najważniejsze i co ciągle słyszałam na drodze swojej kariery sportowej. W kluczowych momentach partii należy zachować spokój i przeliczyć najlepsze dla nas warianty, zwłaszcza że mamy już sporą przewagę.

31...22x31 32.26x37 17-22 Oczywiście nadal mamy przewagę, ale widzimy, że pozycja do gry nie jest przyjemna, a nasze problemy na prawym skrzydle wciąż nie są rozwiązane.

33.37-31 22-28?

Białe: 49, 47, 46, 43, 38, 36, 35, 34, 31, 25, 24, 20. Czarne: 6, 8, 9, 10, 11, 12, 15, 16, 21, 23, 28

Czarne wpadają na kombinację. Należało grać: 33...10-14 34.43-39 12-18 35.34-30 11-17 36.31-26 23-28.

34.31-26? Białe jednak nie zauważają dość prostej, chociaż nieco ukrytej kombinacji i zagrywają pasywny ruch. Uderzenie i jego konsekwencje prezentowałyby się następująco: 34.38-33! 28x19 35.20-14 9x20 36.25x5. Białe mają damkę i tylko piona mniej, ale czarne nie są w stanie szybko złapać damki, więc partia powinna skończyć się dwoma punktami dla białych. 36…11-17 37.35-30 15-20 38.43-39 12-18 39.49-44 20-25 40.39-34 8-12 41.5-10 17-22 42.46-41 12-17 43.31-26 – i czarne są już bardzo bliskie kapitulacji.

Rysunek piona warcabowego

34...10-14 35.26x17 11x22 36.46-41 6-11 37.41-37 11-17 38.37-31 17-21 39.31-26 To już kolejny ruch na bandę, nic niewnoszący do naszej pozycji. 39.43-39 21-27 40.38-33 12-18 Białym powinno zależeć na jak największym ograniczaniu pola manewru przeciwnika. Dając mu dużą przestrzeń do gry oraz centrum, stwarzamy możliwość przedarcia się na naszym długim skrzydle lub znaczne jego osłabienie.

39...22-27 40.26x17 12x21 Pozycja białych zaczyna wyglądać coraz mniej optymistycznie i już nawet zapominamy, że mamy o jeden kamień więcej. Przewaga topnieje co kilka ruchów...

41.47-41 28-32 42.43-39 32x43 43.39x48 23-28

Białe: 49, 48, 41, 36, 35, 34, 25, 24, 20. Czarne: 8, 9, 14, 15, 16, 21, 27, 28

Proszę zwrócić uwagę, że doszło do sytuacji, w której z lewej strony planszy mamy cztery piony przeciwko czterem, a na drugim skrzydle cztery czarne piony wiążą pięć białych pionów. Zatem białe poprzez swoją niepewną i pasywną grę nie wykorzystały danej im w 13. ruchu niespodzianki.

44.41-37 To kolejny błąd. Białe zapewne wciąż nie są świadome, że ich pozycja już nie jest lepsza. Pion przewagi niestety nie został wykorzystany w należyty sposób. Czas na szukanie remisu. 44.49-43 8-12 45.34-29 12-18 46.48-42 21-26 47.29-23 28x30 48.35x24 14-19 49.24x31 26x39 50.20-14 9x20 51.25x14 Z czystym remisem.

44...28-32! 45.37x28 27-31 46.36x27 21x23 Czarne rozbiły to, co należało rozbić, i już nawet remis nie do końca je interesuje. Niby dlaczego? Realnie patrząc na pozycję, białym zostały dwa piony do gry, a czarnym... trzy!

Rysunek pionów warcabowych

47.49-43 16-21 48.43-38 23-28 49.34-29?? Niesamowite! Przez ten ruch białe już praktycznie zaprzepaściły swoje szanse na remis. 49.35-30 21-27 50.38-33 28x39 51.34x43 8-13 52.48-42 14-19 53.42-37 19-23 54.24-19 13x35 55.20-14 9x20 56.25x14 Białe tak właśnie powinny się bronić. Po wielu błędach partia zakończyłaby się remisem. 49...21-27 50.29-23 50.24-19! Białe miały jeszcze ciekawą większość jako ostatnią deskę ratunku. 50…15x42 51.19x10 42-47 52.10-5 27-32 53.5-19 9-13 54.19-30 Pozycja jest ciężka, czarne dążą do kolejnych damek, ale nadzieja na remis jeszcze jest.

50...28x30 51.35x24 8-13 52.38-33 14-19 53.33-28 19x30 54.25x34 15x24

BBiałe: 48, 34, 28. Czarne: 9, 13, 24, 27

Co ciekawe, białe w tym momencie się poddały (patrz powyższy diagram). Zapewne widząc kamień mniej na planszy (grały przecież całą partię z pionem więcej), postanowiły oddać 2 punkty i jak najszybciej uciec w miejsce, gdzie nikt ich nie zobaczy. Ale zaraz, zaraz, do wygranej czarnym jeszcze dość daleko! Sprawdźmy najlepszą kontynuację. 55.48-43 9-14 56.43-39 27-31 57.28-22 31-37 58.22-17 37-41 59.17-11 41-47 60.11-7 13-19 61.7-1 14-20 62.34-30 24x35 63.39-34 I mimo pozycji cztery na dwa czarnym nie będzie łatwo udowodnić, że jest to wygrana.

Partia to piękny przykład, iż warcaby to nie tylko to, co dzieje się na planszy, lecz przede wszystkim to, co dzieje się w naszych głowach. Psychologia zajmuje w naszym sporcie zdecydowanie pierwsze miejsce. Brawo dla Karola Dudkiewicza, który po tej rozgrywce nabrał jeszcze więcej sił, a udowodnił to, wygrywając swoją grupę!

0-2

Marcin Wocial – Tomasz Marczuk
Półfinały MP 2020

1.34-29 17-22 2.40-34 11-17 3.45-40 6-11 4.50-45 1-6 5.31-26 16-21

Białe: 49, 48, 47, 46, 45, 44, 43, 42, 41, 40, 39, 38, 37, 36, 35, 34, 33, 32, 29, 26 Czarne: 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 15, 17, 18, 19, 20, 21, 22

No i mamy bardzo lubiany przez warcabistów, zarówno tego młodszego, jak i starszego pokolenia, debiut Kellera. Jeden z najagresywniejszych, z ogromną liczbą wariantów i podwariantów. Prawdopodobnie trzeba by poświęcić mu całą książkę, aby ująć wszelkie jego gałęzie.

6.32-28 6.29-24 19x30 7.35x24 20x29 8.34x23 18x29 9.33x24 13-18 10.38-33 9-13 11.33-29 14-20 12.29-23 20x29 13.23x34 Powyższy wariant to ostatnimi laty hit. Nazywany jest nowym Kellerem i mimo niepozornie wyglądającej pozycji ma on w sobie bardzo dużo zawiłości oraz niespodzianek. Dokładnie rozpisany jest oczywiście w książce Aleksandra Getmańskiego o debiutach.

6...19-23 7.28x19 14x23 W partii została wybrana najpopularniejsza kontynuacja. W bazie znajdziemy na ten temat zapewne setki partii.

8.35-30 8.29-24 20x29 9.33x24 10-14 10.24-19 13x24 11.34-29 23x34 12.39x10 5x14 13.37-32 To również ciekawy wariant, zasługujący na uwagę. Schemat jest podobny do wariantu, który został przedstawiony w 6. ruchu. Białe starają się okrążać czarne i zmuszać je do robienia słabości na krótkim skrzydle.

8...10-14 9.30-24 23-28! Jeszcze kilka lat temu wszyscy zaczynali od wstawiania standardowego klina 21-27, ostatnio jednak odkryto więcej plusów tego właśnie wyjścia. Białym nie jest tak łatwo dobrać się do przeciwnika, a klin daje mu większe możliwości kombinacyjne.

10.37-31 5-10 11.42-37 20-25 12.24-20 15x24 13.29x20 10-15 14.34-29 15x24

Białe: 49, 48, 47, 46, 45, 44, 43, 41, 40, 39, 38, 37, 36, 33, 31, 26, 15 Czarne: 2, 3, 4, 6, 7, 8, 9, 11, 12, 13, 17, 18, 19, 21, 22, 25, 28

15.29x20 14-19 16.20-15

16…25-30 Ciekawy ruch, ograniczający przeciwnika na jego krótkim skrzydle. 16...21-27 17.40-34 9-14 18.34-29 3-9 19.44-40 19-23 20.47-42 23x34 21.40x29 25-30 22.37-32 28x37 23.41x21 22-28 24.33x22 18x16 Przykładowy wariant, prowadzący do rozwiązania agresywnej pozycji.

17.40-34 30-35 18.37-32 28x37 19.31x42 22-28! 20.33x22 17x28 21.26x17 11x22 Czarne nie są zainteresowane spokojną grą. Atakują białe w centrum, przejmując najważniejsze pola oraz zdobywając dużą przewagę tempową.

Rysunek piona warcabowego

22.41-37 6-11 23.36-31 11-17 24.46-41 9-14 25.41-36 17-21 W tym momencie dobrze widać, że pozycja czarnych jest bez żadnych zastrzeżeń. Planem białych będzie zatem jedynie okrążanie.

26.31-26 3-9

Białe: 49, 48, 47, 45, 44, 43, 42, 39, 38, 37, 36, 34, 26, 15 Czarne: 2, 4, 7, 8, 9, 12, 13, 14, 18, 19, 21, 22, 28, 35

Nie chwalę tego ruchu, gdyż złoty pion jest zawsze złotym pionem i wyciąganie go bez większej potrzeby nie jest poprawne. Najpierw upewnijmy się, czy nie mamy innego ruchu w zapasie. 26...19-23 27.26x17 12x21 28.38-33 13-19 29.44-40 35x44 30.49x40 21-27 31.40-35 8-13 32.47-41 7-12 33.35-30 3-9 34.45-40 2-8 35.30-24 19x30 36.34x25 Możliwa kontynuacja po najlepszych ruchach obu stron.

27.26x17 12x21 28.38-33 7-12 29.42-38 21-27 Ten manewr jest też swego rodzaju określaniem się, można było przeczekać cierpliwie kilka ruchów, jak w wariancie: 29...12-17 30.48-42 8-12 31.45-40 21-26 32.34-29 17-21 33.38-32 2-7 34.32x23 19x28. Ciekawa pozycja, z przewagą czarnych.

30.47-42 18-23 31.44-40 35x44 32.49x40 Białe stoją dużo bardziej z tyłu, ale ich siłą są kolumny oraz, jak na razie, kontrola obu skrzydeł. Czarne nie mogą zostać jedynie w centrum, muszą zawalczyć o skrzydło, inaczej zostaną okrążone.

32…13-18 33.40-35 8-13?

Białe: 48, 45, 43, 42, 39, 38, 37, 36, 35, 34, 33, 15 Czarne: 2, 4, 9, 12, 13, 14, 18, 19, 22, 23, 27, 28

Ten ruch niesie ze sobą dwie poważne konsekwencje. Po pierwsze, przeciążamy długie skrzydło, na którym i tak nie mamy żadnej swobody ruchu. Po drugie, w tym momencie walka o zajęcie długiego skrzydła białych będzie bardzo trudna (bądź nawet niemożliwa), gdyż tracimy możliwość zbudowania ważnej kolumny 8-12-17. 33...12-17 34.37-31 2-7 35.34-30 9-13 36.45-40 17-21 37.40-34 21-26 38.33-29 26x37 39.42x31 7-11 40.38-33 28-32 41.30-24 19x30 42.34x25 23x34 43.39x30 18-23 I jak widać po długim wariancie – czarne w końcu przebiłyby się przez mur białych postawiony w centrum.

Rysunek piona warcabowego

34.35-30! Sytuacja po jednym ruchu obróciła się o sto osiemdziesiąt stopni. Czarne przespały najważniejszy moment w partii, grając lekkomyślnie 8-13 i do wyrównania pozycji jest daleka droga.

34…2-7 35.45-40 12-17 36.37-31!

Białe: 48, 43, 42, 40, 39, 38, 36, 34, 33, 31, 30, 15. Czarne: 4, 7, 9, 13, 14, 17, 18, 19, 22, 23, 27, 28

Prawe skrzydło pod kontrolą, czas zająć lewe.

36…7-11 Pozycja czarnych ciągle się pogarsza. 36...7-12 37.31-26 14-20 38.15x24 9-14 39.40-35 28-32 40.30-25 19x30 41.35x24 32-37 42.42x31 27-32 43.38x27 23-29 44.34x23 18x49 45.27x20 12-18 Czarne są w stanie zrobić damkę, ale mają aż cztery kamienie mniej. Jest to duża strata, ale prawdopodobnie była to dla nich jedyna szansa na szukanie remisu. 46.20-15 49-16 itd., z trudną grą.

37.40-35 11-16 W tym momencie, mimo pozornego centrum, pozycja czarnych jest już przegrana.

38.31-26 28-32 39.30-25 16-21? Podwieszenie piona to już akt desperacji. Teraz z pozycji czarnych nie da się już nic skleić. Można było próbować: 39...23-28 40.34-29 19-23 41.29-24 27-31 42.26x37 32x41 43.36x47 16-21 44.33-29 23x34 45.39x30 21-27 46.42-37 27-32 47.38x27 22x42 48.48x37. I mimo piona mniej pozycja jest jeszcze do gry.

40.35-30! 23-28 41.33-29 19-23 42.29-24 14-19 43.24-20

Białe: 48, 43, 42, 39, 38, 36, 34, 30, 26, 25, 20, 15. Czarne: 4, 9, 13, 17, 18, 19, 21, 22, 23, 27, 28, 32

Wszystko ułożyło się co do tempa. Wystarczyło przeczekać, a czarne same muszą oddawać nam swoje piony.

43…32-37 44.42x31 28-32 45.30-24 45.39-33 23-28 46.33-29 19-23 47.20-14 9x20 48.25x14 Szybkie wykończenie przeciwnika było na wyciągnięcie ręki.

45...19x30 46.20-14 9x20 47.15x35 4-10 48.25-20 10-14 49.20x9 13x4 Dalsza część partii to już tylko rozpaczliwa gra czarnych, które czekają na odpowiedni moment do poddania się. 50.34-29 23x34 51.39x30 18- 23 52.30-24 4-9 53.35-30 23-28 54.24-19 28-33 55.38x29 32-38 56.43x32 27x38 57.29-23 21-27 58.19-14 9x20 59.23-18 22x13 60.31x11 Gratulujemy ładnego okrążenia, które, jak wiemy z poprzednich lekcji, wcale nie jest prostym zadaniem. 2-0

Natalia Sadowska

Mężczyzna przy warcabnicy
Zwycięzca grupy A Karol Dudkiewicz podczas gry
Do góry