Lipcowy weekend na Słowacji na długo zapadnie w pamięć kibicom i zawodnikom parakolarstwa tandemowego. Do malowniczego Púchova zjechaliśmy z jasnym celem: pojechać jak najlepiej. To, co wydarzyło się na słowackich szosach przez kolejne dwa dni, przerosło jednak nasze najśmielsze oczekiwania.
Znając Púchov doskonale z lat ubiegłych – gdy sam startowałem w roli pilota kadrowego – wiedziałem, że czeka nas piekielnie trudna, ale i wspaniała przeprawa. Do rywalizacji w Pucharze Europy przystąpiliśmy w mocnym, zgranym składzie: Katarzyna Orzechowska z pilotką Karoliną Karasiewicz w rywalizacji kobiet oraz trzy męskie załogi – Marek Torla z pilotem Kamilem Zawistowskim, Karol Kopicz z Wojciechem Sykałą oraz Marcin Polak ze mną. Dla mnie osobiście wyprawa ta potoczyła się w zupełnie nieoczekiwany sposób. Zamiast stać wyłącznie przy trasie ze stoperem i bidonami w dłoni, tuż przed samym wyjazdem musiałem przepakować torbę, wskoczyć w strój kolarski i chwycić za kierownicę. Zastąpiłem Adama Woźniaka jako pilot utytułowanego Marcina Polaka.
Sobotni poranek 18 lipca przesycony był gęstą atmosferą wyścigowego napięcia. Do wyścigu ze startu wspólnego stanęło kilkanaście załóg z całego kontynentu, a także reprezentacje z tak odległych kierunków, jak Turcja czy Zjednoczone Emiraty Arabskie. Trasa wokół Púchova nie wybaczała błędów – runda zaczynała się selektywnym podjazdem, przechodziła w zdradliwy, mocno pofalowany odcinek, by wreszcie rzucić zawodników na długą, miejscami niezwykle stromą ściankę i zakończyć się zawrotnym zjazdem.
Plan taktyczny zrealizowaliśmy z chirurgiczną precyzją. Niemal od razu po starcie do ataku ruszyli Marek Torla z Kamilem Zawistowskim, błyskawicznie odrywając się od peletonu. Zadaniem pozostałych dwóch męskich załóg było kontrolowanie tempa w grupie zasadniczej – nie dawaliśmy zmian, kasowaliśmy próby pościgów i pozwalaliśmy naszym uciekinierom budować bezpieczną przewagę. W międzynarodowej stawce zaczęła się nerwowość, a kolejne tandemy powoli traciły kontakt.
Gdy wjechaliśmy w najtrudniejszą część głównego podjazdu, tempo rywali zdołała utrzymać już tylko mocna załoga ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Nie zamierzaliśmy jednak czekać na rozwój wypadków. Wraz z Marcinem Polakiem poszliśmy mocno na stromiźnie. Efekt był natychmiastowy – duet z Emiratów pękł i został w tyle. Na czele wyścigu uformowała się czysto polska koalicja: z przodu jechali Marek z Kamilem, a tuż za nimi my, Karol z Wojtkiem oraz fenomenalnie dysponowane dziewczyny – Kasia z Karoliną. Po chwili połączyliśmy siły, by stworzyć biało-czerwony pociąg, który z kilometra na kilometr deklasował resztę stawki. Równe, mocne tempo trzech męskich tandemów okazało się z czasem zbyt bezwzględne nawet dla naszych dziewczyn, które rozsądnie odpuściły koło, by nie ryzykować „odcięcia prądu”. Kasia i Karolina kontynuowały wyścig solo na znakomitej, czwartej pozycji open, z bezpieczną przewagą nad zagranicznymi rywalami.
Drugie i trzecie okrążenie zamieniły się w pokaz siły polskiego kolarstwa. Choć z tyłu nikt już nam nie zagrażał, na trasie nie było mowy o rekreacji. Umówiliśmy się, że traktujemy ten start z pełną powagą i trzymamy wysokie tempo do samej kreski, jakby za naszymi plecami wciąż toczył się wściekły pościg.
Objazd trasy przed startem wspólnym. Od lewej: Wojciech Sykała i Karol Kopicz, za nimi Kamil Zawistowski i Marek Torla
Wszystkie trzy męskie załogi prezentowały niezwykle wyrównany, wysoki poziom. Próby rozerwania grupy na stromych podjazdach drugiego okrążenia kończyły się fiaskiem – nikt nie chciał odpuścić ani na metr. Prawdziwe fajerwerki zaczęły się na trzeciej rundzie. Mocne tempo od samego dołu wzniesienia i bezwzględne poprawienie w końcówce przyniosły efekt: Marek z Kamilem wysunęli się na prowadzenie, zyskując kilkanaście metrów przewagi, a Karol z Wojtkiem zostali z tyłu na 15-20 metrów.
O wszystkim zadecydował jednak zjazd. Tandemy, ze względu na swoją masę, osiągają na zjazdach potężne prędkości, a różnice niweluje się błyskawicznie. Karol z Wojtkiem po profesorsku wykorzystali ten fragment, „dospawali się” do czołówki i na długiej prostej prowadzącej do Púchova znowu jechaliśmy razem, zmieniając się na prowadzeniu przy prędkościach przekraczających 70 km/h.
Na dwa kilometry przed metą czekał nas techniczny sprawdzian – ostry, ciasny zakręt i bezpośrednio po nim wjazd na rondo. Jako doświadczeni kolarze wiedzieliśmy, że w tym miejscu nie ma sensu podejmować zbędnego ryzyka i kłaść na szali zdrowia. Pokonaliśmy rondo płynnie, a o wszystkim rozstrzygnął czysty sprinterski pojedynek na ostatniej prostej.
Finisz był niesamowity. Zwycięstwo wydarli Marek Torla z Kamilem Zawistowskim, o centymetry wyprzedzając Karola Kopicza z Wojtkiem Sykałą, a Marcin Polak i ja przecięliśmy kreskę na trzecim miejscu. Chwilę później, na kapitalnej czwartej pozycji open, zameldowały się Kasia Orzechowska i Karolina Karasiewicz. Cztery pierwsze miejsca w klasyfikacji generalnej wyścigu i podwójny triumf w kategoriach kobiet i mężczyzn – to był bezdyskusyjnie polski nokaut!
Po sobotnim wyczerpującym wyścigu w niedzielę przyszła pora na jazdę indywidualną na czas. Profil czasówki wydawał się prosty, ale wymagał perfekcyjnego rozłożenia sił. Trasa liczyła 14 kilometrów. Była to długa prosta z nawrotem po 7 kilometrach, jednak w połowie dystansu organizatorzy zafundowali zawodnikom solidny, sztywny podjazd, który bezlitośnie weryfikował regenerację po sobocie.
Katarzyna Orzechowska z Karoliną Karasiewicz na 1. miejscu podium wyścigu ze startu wspólnego
Zgodnie z regulaminem kolarze startowali w kolejności odwrotnej do wyników z dnia poprzedniego, co oznaczało, że polskie załogi zamykały stawkę, walcząc w bezpośrednim kontakcie „korespondencyjnym”.
Wśród kobiet Katarzyna Orzechowska i Karolina Karasiewicz nie pozostawiły złudzeń rywalkom. Pojechały perfekcyjnie technicznie i z ogromną mocą, dzięki czemu zdeklasowały konkurencję i pewnie sięgnęły po zwycięstwo etapowe. W rywalizacji mężczyzn sekundowa rozgrywka trzymała w napięciu do samego końca. Tym razem najlepiej trasę rozegrali Karol Kopicz z Wojtkiem Sykałą, którzy fenomenalnie przejechali drugą część dystansu po nawrocie i wywalczyli pierwsze miejsce. Drugi czas wykręcili Marek Torla z Kamilem Zawistowskim, a na najniższym stopniu podium zameldował się Marcin Polak wraz ze mną.
Gdy sędziowie zsumowali punkty i czasy z obu dni zmagań, obraz polskiej dominacji dopełnił się ostatecznie:
Kobiety
miejsce w klasyfikacji generalnej: Katarzyna Orzechowska − Karolina Karasiewicz
Mężczyźni
miejsce: Marek Torla − Kamil Zawistowski
miejsce: Karol Kopicz − Wojciech Sykała
miejsce: Marcin Polak − Tomasz Bala
PE w Púchovie przyniósł nam czysto sportowy sukces. Ale przypomniał mi także, dlaczego kolarstwo tandemowe potrafi być tak piękną dyscypliną. Trasa wyścigu wiodła przez niezwykle urokliwe zakątki, a słowaccy kibice stworzyli fantastyczną atmosferę. Mieszkańcy okolicznych wiosek całymi rodzinami wylegli przed swoje posesje, głośno dopingowali każdą przejeżdżającą załogę i bili brawo od pierwszego do ostatniego tandemu. Organizacja zawodów – dokładnie tak, jak zapamiętałem to ze swoich startów w kadrze przed laty – stała na najwyższym poziomie. Gospodarze zadbali o każdy detal, a zwieńczeniem rywalizacji była tradycyjna, wspólna biesiada z nieograniczonym dostępem do zimnej lanej kofoli – narodowego przysmaku naszych południowych sąsiadów, który po setkach spalonych kalorii smakuje lepiej niż jakikolwiek napój izotoniczny na świecie.
Kolejny złoty medal tandemu Katarzyna Orzechowska – Karolina Karasiewicz, tym razem w jeździe indywidualnej na czas
Wyjeżdżaliśmy ze Słowacji z kompletem pucharów, uśmiechami na twarzach i poczuciem perfekcyjnie wykonanej roboty. Cztery medale na cztery możliwe – lepiej tego wyjazdu po prostu nie dało się zaplanować.
Jako trener i zawodnik w jednym wiem już na pewno: Púchov na stałe wpisuje się w nasz kalendarz startowy. Za rok wrócimy tam w jeszcze liczniejszym, jeszcze mocniejszym składzie!
Dwa finały oraz mecz o trzecie miejsce – tak ułożył się dla biało-czerwonych tegoroczny łotewski turniej. Mało tego, wszyscy nasi showdowniści uplasowali się w dziesiątce najlepszych!
Turniej międzynarodowy Amber of Liepaja 2026 to kolejny zaliczony etap z showdownowego planu rozgrywek. Do nadbałtyckiej Lipawy przyjechało 36 zawodników – 12 kobiet i 24 mężczyzn. Swój udział potwierdziły: Łotwa, Francja, Finlandia, Litwa, Czechy, Słowacja, Belgia, Estonia, Wielka Brytania, Pakistan oraz Polska. Rozdzielna rywalizacja kobiet i mężczyzn odbywała się na czterech stołach, pod okiem 8 sędziów międzynarodowych. Polskę reprezentowali: Paulina Krupa, Katarzyna Stenka, Weronika Szynal, Przemysław Knaź, Filip Liszewski, Adrian Słoninka i Krzysztof Sobiło. Obecni byli również trener kadry Szymon Borkowski oraz instruktor Sebastian Michailidis.
W pierwszej rundzie turnieju panie rozgrywały mecze w dwóch grupach sześcioosobowych, a panowie w czterech. System nam sprzyjał, bo cała nasza siódemka awansowała. Wśród pań pierwsze miejsce, z kompletem zwycięstw, zajęła Weronika. Kasia i Paula wygrały po trzy mecze. Sytuacja była o tyle ciekawa, że zarówno w grupie A, jak i B mieliśmy aż trzy zawodniczki właśnie z takim dorobkiem punktowym. Do rozstrzygnięcia potrzebne było przeliczenie małych punktów, po którym reprezentujące nas dziewczyny wylądowały na czwartych pozycjach i mogły cieszyć się z awansu do najlepszej ósemki turnieju.
Jeśli chodzi o naszych panów, to Adrian, Przemek i Filip doznali po jednej porażce, a dzięki wygraniu czterech meczów również zdobyli awans – Filip z pierwszego, a Adrian i Przemek z drugiego miejsca. Trudny początek zawodów miał Krzysiek, który wygrał tylko dwa starcia, ale na szczęście wystarczyło to na czwarte miejsce w grupie i awans do kolejnej rundy.
– To nie był mój dzień. Strasznie ciężko mi się grało w każdym meczu. Mam nadzieję, że jutro obudzę się w formie i pokażę pełnię swoich możliwości – relacjonował na gorąco Krzysiek.
Tymczasem los (a właściwie system) chciał, że w kolejnej rundzie do jednej z czteroosobowych grup trafiło aż trzech naszych zawodników – Adrian, Filip i Krzysiek. Jedynie Przemek mógł odetchnąć, że nie będą go czekały derbowe pojedynki. Było zatem wiadomo, że nie ma szans, aby wszyscy Polacy awansowali do jednej ósmej finału. Ostatecznie Filip wygrał wszystkie swoje mecze i zajął pierwsze miejsce w grupie, Adrian był drugi, a Krzysiek trzeci. Warto podkreślić, że każdy z nich bez problemów uporał się z doświadczonym Jelle Steuerem z Belgii. Z kolei Przemek trafił do grupy z faworytem turnieju i liderem gospodarzy Denissem Marcinkevicsem, kolejnym z Łotyszy Nikolajsem Osipovsem oraz Słowakiem Timotejem Tarkosem. Zaczął świetnie, bo bardzo pewnie pokonał Tarkosa 2:0, później, po bardzo zaciętym meczu, uległ Osipovsowi 1:2, a następnie przegrał z Marcinkevicsem 0:2. Na szczęście Deniss pokonał wszystkich swoich grupowych rywali, a Timotej wygrał z Nikolajsem, dzięki czemu cała ta trójka zawodników miała po jednym punkcie. W małych punktach najlepszy bilans notował Przemek, co przekładało się na awans do najlepszej ósemki turnieju!
Doświadczenie górą! Zwycięski pojedynek Krzysztofa Sobiły z Francuzem Samuelem De Jabrunem
Ćwierćfinały kobiet to starcie naszych showdownistek – Weroniki i Kasi – oraz mecz Pauli i Mai-Li De Raeymaeker z Belgii. Polski pojedynek lepiej rozpoczęła Kasia, która pierwszego seta wygrała 12:10. W drugim, po wyrównanym początku, zwycięstwem cieszyła się Weronika (11:6). Dwie kolejne odsłony to pokaz siły „Szynszyli”, która pokonała rywalkę 12:1 oraz 11:3 i mogła przygotowywać się do półfinału. „Rychowi” pozostała walka o miejsca 5-8, tak jak Pauli, która większy opór stawiła tylko w pierwszym secie, wygranym ostatecznie przez Belgijkę 11:7, podobnie jak kolejne (12:2 i 11:3).
Męskie pojedynki jednej czwartej finału, może poza meczem Filipa, który nie pozostawił nawet najmniejszych złudzeń Franckowi Boulloux z Francji (12:6, 11:5, 11:6), to istna sinusoida emocji wykreślona przez Adriana i Przemka.
Najpierw „Słoń” zmierzył się z reprezentantem Estonii Alisherem Hoshanijazovem. Prowadził już 2:0 (11:7, 11:8), kiedy Estończyk włączył wyższy bieg i doprowadził do remisu 2:2 (11:8 i 11:8). W niezbędnym zatem piątym secie byliśmy świadkami długich wymian piłki i walki punkt za punkt. Walki zakończonej, na szczęście dla nas, pozytywnie, bo Adrian wygrał 11:8 i cały mecz 3:2! Z kolei Przemek zaczął pojedynek tak, jakby na niego nie przyszedł. Nathan Van Driessche z Belgii wygrał bowiem pierwszego seta aż 11:0. „Knaziu”, nieprzyzwyczajony do takich wyników, nie zamierzał pozostawać dłużny rywalowi i dwa kolejne sety rozstrzygnął na swoją korzyść 11:9 i 11:9. Czwarty set to istna wojna nerwów, w której obaj zawodnicy naprzemiennie odskakiwali sobie na kilka punktów, żeby później dać się dogonić rywalowi. Ostatecznie Nathan zakończył go wynikiem 13:11. Zatem czekał nas kolejny piąty set na tym turnieju. W nim, niestety, Przemek miał problemy z ręką i w pewnym momencie poprosił nawet o pięciominutową przerwę medyczną. Kontuzja okazała się przeszkodą nie do pokonania, o czym świadczy przegrana 1:11 i ostatecznie w całym meczu 2:3. Trzeba jednak oddać Przemkowi, że mimo urazu walczył do końca. Prawdziwy twardziel!
Półfinałowe pojedynki rozpoczęły się od meczu Weroniki z reprezentującą Francję Fidan Faure-Mayol. I był to bardzo jednostronny pojedynek, bo nasza zawodniczka ekspresowo rozprawiła się z rywalką, wygrywając 3:0 (11:3, 11:3, 11:4). Jeśli chodzi rywalizację mężczyzn, system sparował dwóch naszych graczy – Adriana i Filipa. Mecz dużo lepiej rozpoczął Liszewski, który zwyciężył dwa pierwsze sety 12:6 i 12:7. Nie spodobało się to Słonince, który nie zamierzał pozwolić na zamknięcie meczu w trzech setach. Zgarnął dwie kolejne jego części 11:6 i 11:1, czym doprowadził do tie-breaka. A w nim wojnę nerwów znów wygrał bardziej doświadczony Adrian, który pokonał młodszego kolegę 11:7 i przetarł sobie drogę do finału. Filipowi pozostała zatem gra o brąz.
Finałowy pojedynek pomiędzy Weroniką Szynal a Mai-Li De Reaymaeker z Belgii
W walkach o miejsca poza strefą medalową Krzysiek zwyciężył w swojej grupie, nie przegrawszy żadnego meczu, dzięki czemu ostatecznie zameldował się na dziewiątej pozycji. Z kolei Przemek, zmagający się z kontuzją ręki, nie był w stanie grać na sto procent, przez co najpierw musiał uznać wyższość Fina Vaino Rihtiego, a następnie Estończyka Alishera Hozanijazova (obydwa pojedynki przegrane 0:2). Walczył jednak na tyle, na ile był w stanie, za co należą mu się słowa uznania, i zakończył występ z ósmą lokatą. W meczach o miejsca 5-8 nasze panie również zagrały z zacięciem. Najpierw Paula w trzecim secie wyrwała zwycięstwo reprezentantce gospodarzy Algiji Teraudzie (11:6, 6:12, 11:9). Z kolei Kasia, po równie zaciekłym boju, musiała uznać wyższość Słowaczki Tatiany Blattnerovej, której ostatecznie uległa 1:2 (9:12, 11:8, 8:11). Porażka boli, tym bardziej że mecz zakończył się golem, którego nie było, ale sędzia nie był skłonny do zmiany swojej decyzji. Taki bywa sport, że czasem rozjemcy widzą więcej, niż ma to miejsce w rzeczywistości. Będąca na fali Blattnerova w meczu o piątą lokatę pokonała Paulę 2:0 (11:4, 12:5), a podrażniona wcześniejszą porażką Kasia wygrała w spotkaniu o siódme miejsce z Teraudą 2:1 (11:7, 6:12, 11:2).
Kobiece podium. Od lewej: Weronika Szynal (Polska), Mai-Li De Raeymaeker (Belgia), Fidan Faure-Mayol (Francja)
Męskie podium. Od lewej: Adrian Słoninka (Polska), Deniss Marcinkevics (Łotwa), Nathan Van Driessche (Belgia)
O brązowy medal zagrało dwóch młodych i dobrze rokujących zawodników – Filip Liszewski oraz Nathan Van Driessche z Belgii. Dużo lepiej wszedł w mecz drugi z wymienionych, który rozstrzygnął na swoją korzyść dwa pierwsze sety 11:8 i 11:4. Taki stan rzeczy rozsierdził Filipa, który w trzecim secie nie dał dojść do słowa rywalowi i wygrał 11:4. Czwarta odsłona była pokazem siły i umiejętności obu graczy, bo przez długi czas na tablicy wyników utrzymywał się rezultat remisowy. Ostatecznie na swoją korzyść rozegrał mecz Van Driessche, wygrywając 13:10 i młody Belg cieszył się z pierwszego medalu w swojej karierze.
Najważniejsze rozgrywki turnieju Amber of Liepaja 2026 rozpoczęły się od finału kobiet, gdzie naprzeciw siebie stanęły Weronika Szynal oraz Mai-Li De Raeymaeker. Warto wspomnieć, że dwie poprzednie edycje turnieju zakończyły się triumfem naszej zawodniczki, która po cichu liczyła na hattricka. Los jednak chciał inaczej, bowiem od początku spotkanie pod swoją kontrolą miała Mai-Li, która konsekwentnie starała się jak najdłużej utrzymywać przy piłce. Dzięki temu pewnie wygrała 3:0 (12:6, 12:5, 11:6) i otrzymała złoty medal w rywalizacji kobiet.
W męskim finale mieliśmy powtórkę z zeszłego roku, bo naprzeciw siebie stanęli Adrian Słoninka i Deniss Marcinkevics.Ten mecz również okazał się dosyć szybki i nie obfitował w zbyt wiele bramek. Reprezentant gospodarzy skupił się na nabijaniu naszego zawodnika, ciułając punkt po punkcie. To wystarczyło, by Łotysz wygrał wszystkie trzy sety, a co za tym idzie, całe spotkanie w stosunku 3:0 (12:3, 11:5, 11:7). Puchar dla najlepszego zawodnika pozostał zatem na łotewskiej ziemi. Warto jednak podkreślić bardzo sportowe zachowanie trenera Marcinkevicsa – Artursa Korjaksa (jednocześnie zawodnika na tym turnieju), który po meczu podszedł do mnie, jako coacha Słoninki, by przeprosić za przebieg meczu. Oto, co powiedział:
– Nie podobał mi się sposób, w jaki Deniss wygrał z Adrianem. To nie o to w tym wszystkim chodzi. Uważam, że powinno się grać czysto i przede wszystkim skupić się na wbijaniu bramek, a nie zdobywać punkty na błędach przeciwnika. Takie nabijanie od rękawicy, na które bardzo ciężko znaleźć sposób, nie jest do końca fair. I podczas meczu namawiałem Denissa do zmiany stylu gry, ale on się uparł, że skoro to działa, to nie będzie nic zmieniał w swojej grze i wygra właśnie w taki sposób. Nie podpisuję się pod tym, przepraszam za niego – skomentował po meczu Korjaks.
Turniej na Łotwie zakończyliśmy z dwoma srebrnymi medalami i bardzo dobrymi miejscami wszystkich zawodników. Teraz czas na rozgrywki krajowe, czyli wrześniowe mistrzostwa Polski. Jesienią, już w październiku, odbędzie się najbardziej wymagający turniej sezonu – IBSA World Masters 2026.
Amber of Liepaja 2026 22-26.07.2026 r., Lipawa, Łotwa
Kobiety
1. Mai-Li De Raeymaeker Belgia 2. Weronika Szynal Polska 3. Fidan Faure-Mayol Francja (…) 6. Paulina Krupa Polska 7. Katarzyna Stenka Polska
Mężczyźni
1. Deniss Marcinkevics Łotwa 2. Adrian Słoninka Polska 3. Nathan Van Driessche Belgia 4. Filip Liszewski Polska (…) 8. Przemysław Knaź Polska 9. Krzysztof Sobiło Polska
Choć lipiec większości z nas kojarzy się z okresem wypoczynku, zarówno tego czynnego, jak i biernego, strzelcy pneumatyczni udowadniają, że ta dyscyplina to aktywność całoroczna. Najlepsi zawodnicy, którzy wcześniej brali udział w rundach Pucharu Polski, tym razem stanęli w szranki na znanym sobie obiekcie w stolicy województwa kujawsko--pomorskiego, aby walczyć w mistrzostwach Polski.
Zawody odbyły się w terminie 23-26 lipca.Strzelnica „Zawiszy” Bydgoszcz wielokrotnie gościła strzelców z dysfunkcją wzroku, zarówno kadrę narodową podczas konsultacji szkoleniowych, jak również innych uczestników ogólnopolskich imprez. Tym razem w mieście nad Brdą czuć było jeszcze atmosferę finałów XXXII Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży w Strzelectwie Sportowym.
Program intensywnego tygodnia turniejowego zawodników z dysfunkcją wzroku był złożony. Zawody poprzedziły krótkie konsultacje psychologiczne poprowadzone przez doświadczone trenerki Annę Sieroń oraz Maję Cybulską. To bardzo ważny element przygotowania, a często zaniedbywany przez strzelców. W tym momencie mogący mieć szczególne znaczenie, bo rezultaty uzyskane podczas mistrzostw Polski miały być czynnikiem decydującym o kwalifikacji zawodników do tegorocznych mistrzostw świata.
Rywalizację, która ruszyła 24 lipca, rozpoczęto od postawy stojącej. Dzięki klimatyzowanej strzelnicy zawodnicy, pomimo panującego na zewnątrz upału, ukończyli ją bez przeszkód, a niektórzy zanotowali nawet bardzo obiecujące rezultaty. Wśród pań prowadziła po kwalifikacjach Barbara Moskal („Podkarpacie” Przemyśl), dla której uzyskane 570,3 p. to, co prawda, nienajwyższy wynik sezonu, ale pokaz stabilizacji poziomu sportowego. Pułap 540 p. (oznaczający uzyskiwanie średnio wartości 9,0 na strzał) pokonały także Barbara Matyka (540,7 p., „Podkarpacie” Przemyśl) oraz Katarzyna Orzechowska (548,4 p., „Warmia i Mazury” Olsztyn). U panów, zgodnie z prawidłami panującymi w naszym sporcie, poziom wyników był średnio nieco niższy. Najwyższą wartość, bo 566 p., zanotował Bogusław Rutkowski („Warmia i Mazury” Olsztyn), zaś kolejni – Grzegorz Kłos („Łuczniczka” Bydgoszcz) i Filip Fred („Warmia i Mazury” Olsztyn) – odpowiednio 534,3 p. oraz 532 p.
Dużo więcej emocji przyniósł finał rozgrywany w klasycznej formule olimpijskiej (i jednocześnie paralimpijskiej) – dwie serie pięciostrzałowe, a następnie 14 strzałów pojedynczych, gdzie co dwa strzały eliminowany jest zawodnik z najniższą sumą wyniku.
W grupie pań najszybciej z finałem pożegnała się Ksenia Borko („Warmia i Mazury” Olsztyn), za nią Ewa Pochwat („Jutrzenka” Częstochowa), a tuż za podium uplasowała się Ewa Bosek („Łuczniczka” Bydgoszcz). W strefie medalowej znalazły się zatem te same panie, które zajmowały czołowe lokaty w kwalifikacjach. Po niefortunnym strzale o wartości 5,7 p. pierwszą z tej grupy, która opuściła rywalizację i zdobyła ostatecznie brązowy medal, była Katarzyna Orzechowska (asystent: Filip Fred). W pojedynku między zawodniczkami „Podkarpacia” swoją dominację potwierdziła dwukrotna mistrzyni świata i mistrzyni Europy 2025 Barbara Moskal, która wraz z asystentką Katarzyną Moskal stanęła na najwyższym stopniu podium. Ze srebrnego medalu mogła cieszyć się Barbara Matyka (asystent: Bogdan Konieczny).
Rywalizacja w postawie stojącej podczas mistrzostw Polski
W grupie panów mieliśmy okazję być świadkami kilku niespodziewanych rozstrzygnięć. Z finałami pierwsi żegnali się Jarosław Czapski („Morena” Iława), Stanisław Szczęsny („Pionek” Włocławek) i Tomasz Doległo („Morena” Iława), którzy zajęli odpowiednio lokaty 8., 7. i 6. Na miejscu 5. rywalizację zakończył zaś nestor naszej dyscypliny Eugeniusz Barszczewski („Warmia i Mazury” Olsztyn), który pomimo ogromnego doświadczenia uległ młodszym adeptom strzelectwa, od lat czerpiącym korzyści z jego podpowiedzi. Jak to się mówi, uczeń przerósł mistrza. Tuż za podium uplasował się Wojciech Muszczak („Jutrzenka” Częstochowa), czym udowodnił po raz kolejny, że przygodę z naszym sportem można zacząć w każdym wieku. Na etapie 22. strzału doszło do pierwszego rozstrzygnięcia medalowego, bo na miejscu 3. rywalizację zakończył Grzegorz Kłos (asystentka: Jolanta Szapańska). Podobnie jak u pań również tutaj walka o najcenniejszy medal rozegrała się pomiędzy kolegami klubowymi, tym razem reprezentantami „Warmii i Mazur” Olsztyn. W tym pojedynku, pomimo dwóch słabszych prób w strzałach numer 23 i 24, zdobyta na przestrzeni finału przewaga pozwoliła na zwycięstwo Filipowi Fredowi (asystentka: Katarzyna Moskal), a z nieznaczną stratą rywalizację zakończył ze srebrem Bogusław Rutkowski (asystentka: Ksenia Borko). Kolejny dzień zawodów okazał się festiwalem wysokiej dyspozycji najwytrwalej trenujących zawodników. I tu, co ciekawe, zdecydowanie lepsi okazali się panowie!
MP 2026, rywalizacja w postawie leżącej
Niemniej bardzo równy poziom zanotowały trzy panie walczące o powołanie na mistrzostwa świata. W kwalifikacjach zwyciężyła Barbara Moskal (616,5 p.) z najlepszym wynikiem w tym sezonie, dalej z sumą 615,3 p. z drugiego miejsca do finału awansowała Barbara Matyka. Pewny awans, na stabilnym poziomie 612 p., zapewniła sobie także Katarzyna Orzechowska. Finał miał charakter zbliżony do wyścigu kolarskiego – od samego początku dwie zawodniczki − Moskal i Orzechowska − postanowiły zorganizować „ucieczkę”, w efekcie czego goniący je „peleton” nie miał szans rywalizować o inny medal niż brązowy. Jako pierwszą w rywalizacji finałowej pożegnaliśmy Marlenę Szewczyk („Sudety” Kłodzko), po niej Ewę Bosek i Jolantę Szapańską (obie „Łuczniczka” Bydgoszcz). Na 5. miejscu strzelanie zakończyła Renata Tomaszewska („Cross Opole”), która została wyeliminowana przez młodziutką Ksenię Borko różnicą zaledwie 0,1 p. Ksenia jednak miała zbyt dużą stratę, aby zawalczyć o medal i po 20 strzałach zajęła 4. miejsce. W międzyczasie Moskal i Orzechowska niemal bezbłędnie trafiały w środek tarczy, zwiększając przewagę punktową nad rywalkami. Po 22. strzale, na etapie rozstrzygnięcia 3. miejsca, różnica pomiędzy drugą i trzecią zawodniczką wynosiła przeszło 8 punktów! Ostatecznie na najniższym stopniu podium stanęła Barbara Matyka (asystent: Bogdan Konieczny). Pozostałe dwie panie na koniec rywalizacji różniło 1,2 p. Ze świetną sumą 246,8 p. zwyciężyła Barbara Moskal (asystentka: Katarzyna Moskal), a z łącznym wynikiem 245,6 p. na drugim stopniu podium stanęła Katarzyna Orzechowska (asystent: Filip Fred).
Jeżeli opis dotychczasowej rywalizacji i osiągane rezultaty nie zrobiły jeszcze na czytelnikach wrażenia, to proszę o uwagę, ponieważ to, czego dokonali panowie w postawie leżącej, wymaga odnotowania w kronikach strzelectwa pneumatycznego osób z dysfunkcją wzroku w naszym kraju. W tej rywalizacji bowiem padły nowe rekordy Polski, zarówno w konkurencji podstawowej, jak i finale. Kiedy na tablicy wyników pojawiła się suma 626,2 p., niektórzy myśleli, że to błąd, inni jednak rozpoczęli owację na stojąco w uznaniu efektu wytężonej pracy reprezentanta Polski i klubu „Łuczniczka” Bydgoszcz, gdyż nowym rekordzistą Polski został Grzegorz Kłos! Fenomenalnie spisał się także inny członek naszej kadry, brązowy medalista mistrzostw Europy 2025 Bogusław Rutkowski, którego wynik to 622,2 p. Oprócz nich jeszcze jeden z panów złamał barierę 620 p. i z wynikiem 620,2 p. pewnie wszedł do finału, a był nim Filip Fred. Tak wysoki poziom zapowiadał ciekawą rywalizację medalową.
Medalistki MP w strzelectwie pneumatycznym 2026, postawa stojąca. Od lewej: Barbara Matyka, Barbara Moskal, Katarzyna Orzechowska z asystentami
Kto liczył na fajerwerki, ten się nie rozczarował. Pierwsi z finałami pożegnali się Jarosław Czapski, Stanisław Szczęsny, Tomasz Doległo i Eugeniusz Barszczewski, który chyba upodobał sobie 5. lokatę tegorocznych mistrzostw. Na etapie rozstrzygania miejsca 5. różnica do lidera wynosiła, uwaga, 19,1 p. na dystansie zaledwie 18 strzałów! Kolejnym, który musiał uznać wyższość rywali, był Filip Fred. Ten najmłodszy w stawce zawodnik potwierdził swój potencjał oraz zrozumienie prawideł rządzących dyscypliną strzelecką. Na najniższym stopniu finałowego podium, z sumą 225 p. z 22 strzałów i ze stratą zaledwie 1,6 p. do drugiej lokaty, stanął Wojciech Muszczak (asystentka: Elżbieta Muszczak). Jeżeli tak wyśrubowany rezultat kończy się 3. miejscem, to jak strzelali najlepsi? Wicemistrzem Polski został świeżo upieczony rekordzista naszego kraju Grzegorz Kłos (asystentka: Jolanta Szapańska). Sumarycznie jego rezultat to 247,3 p., co stanowi wynik zbliżony do dotychczasowego rekordu Polski. Jednak to nie on, a Bogusław Rutkowski (asystentka: Ksenia Borko) sięgnął wyżyn możliwości i koncertowo poprowadził swoje strzelanie do samego końca, dzięki czemu zanotował kosmiczne 248,6 p.! Tak wysokiego wyniku nie uzyskał do tej pory nikt na świecie podczas rejestrowanych strzelań. Czy można sobie lepiej wyobrazić ostatni etap przygotowań przed zbliżającymi się mistrzostwami świata? Po takich zawodach łatwo już było sformować ostateczny skład reprezentacji Polski na MŚ w Changwon w Korei Południowej.
Rekordowe podium 2026 w postawie leżąc mężczyzn. Od lewej: Gerzegorz Kłos, Bogusław Rutkowski, Wojciech Muszczak z asystentkami
Powołani mają teraz czas na regenerację i treningi w klubach, po czym rozpoczną ostatni etap przygotowań podczas zgrupowania kadry narodowej w Starachowicach (26.08-4.09), aby już 7 września wylecieć do Korei. O efektach pracy naszych strzelców z pewnością napiszemy na łamach miesięcznika „Cross”, a także w mediach społecznościowych ZKF „Olimp”.
W połowie lipca do Sierakowa zawitały trzyosobowe klubowe teamy kręglarskie, by walczyć o tytuł drużynowego mistrza Polski osób niewidomych i słabowidzących. Po dłuższej przerwie w poprzednich latach była to druga z rzędu okazja do takiej rywalizacji.
Aby zwiększyć liczbę drużyn, w tym roku, podobnie jak na ostatnich mistrzostwach Europy, poza obowiązkowym zawodnikiem z kategorii B1 skład dopełniali gracze B2 i B3 lub dwóch zawodników B2. Osobom z kategorii B2 dodawano trzyprocentowy handicap liczony od uzyskanego wyniku. Do rywalizacji pań stanęły trzy pełne teamy oraz trzy niepełne, podczas gdy w turnieju mężczyzn wystąpiło aż sześć pełnych ekip i cztery niepełne. W tym gronie zabrakło ubiegłorocznego mistrza Polski, czyli drużyny „Hetmana” Lublin. Każdy ze startujących oddawał po 120 rzutów dla zespołu.
Aby wzbogacić program zawodów, przed startami drużynowymi odbyły się sprinty. To nowa konkurencja, która w tym roku po raz pierwszy została rozegrana na mistrzostwach Europy w Sierakowie. Zwycięzców poznajemy bardzo szybko. Pary zawodników oddają dwa razy po 15 rzutów i lepsza osoba z pary przechodzi systemem pucharowym dalej, aż do rozstrzygnięcia w grach o pierwsze i trzecie miejsce. To doskonały trening przed głównym startem, a jednocześnie walka o każdy punkt. Wielokrotnie o wygranej rozstrzygały nawet trzy rzuty zwycięstwa, zdarzało się również, że faworyci przegrywali jednym lub dwoma punktami z goniącym ich przeciwnikiem.
W sprintach 2026 triumfowali:
Kobiety B1 Barbara Szypuła „KoMar” Piekary Śląskie B2 Katarzyna Majewska „Pionek” Włocławek B3 Agnieszka Pokojska „Morena” Iława Mężczyźni B1 Grzegorz Modrzyński „Sudety” Kłodzko B2 Jan Smoła „Pionek” Włocławek B3 Władysław Wakuliński „Łuczniczka” Bydgoszcz
W kolejnym dniu odbyły się już starty 4 x 30 rzutów liczonych dla drużyny oraz indywidualnie, z tym że tylko sześć pierwszych osób z danej kategorii otrzymywało prawo do gry dnia następnego, w ramach rywalizacji indywidualnej (również 120 rzutów).
Zawodnicy kategorii B1 walczą, wspierani przez asystentów, o wygraną w finale rozgrywki indywidualnej
W drużynówce kobiet mieliśmy czytelną sytuację. Pełne drużyny wystawiły kluby „Morena” Iława (dwie) oraz „Pionek” Włocławek i praktycznie między nimi toczył się bój o zwycięstwo. Drużynowym mistrzem Polski 2026 kobiet niewidomych i słabowidzących w kręglach klasycznych została pierwsza drużyna Iławy w składzie: Regina Szczypiorska, Magdalena Palmar i Agnieszka Pokojska. Zwyciężczynie zdobyły 1820 p. i pokonały 17 punktami drugą drużynę Iławy. Na trzecim miejscu, z wynikiem 1687 p., zameldowały się panie z Włocławka. Spośród niepełnych drużyn żeńskich najlepiej zaprezentowały się i zajęły czwarte miejsce reprezentantki „Hetmana” Lublin − Beata Chraścina i Elżbieta Malinowska.
Starty drużyn męskich po pierwszych kilku blokach nie wskazywały jednoznacznie, kto zdobędzie mistrzostwo Polski. Faworytem była drużyna „Łuczniczki” Bydgoszcz za sprawą świetnej gry Władysława Wakulińskiego, który zdobył 760 p., a także Sylwestra Dołasińskiego, który wprawdzie nie zajął pierwszego miejsca w B1, ale uzyskał 483 p. W tym momencie szanse na podium miały również drużyny „Atutu” Nysa, „Pionka” Włocławek, „Moreny” Iława, jak i „Karolinki” Chorzów. Konkurencja wymaga, aby każdy gracz trzymał poziom. Mocne starty Teodora Radzimierskiego i Marka Halickiego z klubu w Chorzowie (zdobyli w sumie ponad 1400 p.) niewiele dały, bo słabszym ogniwem ich drużyny był Jerzy Czarnociński (B1), który uzyskał tylko 227 p. i został okrzyknięty „królem rynien” (61 na 120 rzutów). Nawet jego koledzy, analizując start Jerzego, przyznali, że trzeba naprawdę się postarać, by na 30 rzutów trafić 27 razy w rynnę i zdobyć w trzech rzutach 17 p. Podobnie było w przypadku drużyny z Włocławka, której wystarczyłoby, aby zawodnik z B1 rzucił 383 p. i „Atut” Nysa pożegnałby się z medalem. Wydawało się to banalne, jednak Stanisław Szczęsny nie podołał wyzwaniu i zdobył tylko 367 p. Team „Atutu” miał w tej sytuacji dużo szczęścia, bo żaden z jego zawodników nie wygrał w swojej kategorii, a i tak zdobył srebro dzięki dobrym, równym rzutom.
Drużynowym mistrzem Polski mężczyzn, z wynikiem 1790 p., został skład „Łuczniczki” Bydgoszcz. O 44 p. mniej uzyskali reprezentanci „Atutu” Nysa, od których z kolei o 15 p. mniej zagrała trójka z Włocławka. Zaraz za podium w kolejności znalazły się pełne drużyny „Moreny” Iława oraz „Karolinki” Chorzów. Niespodziankę w ostatecznej klasyfikacji sprawiła niepełna drużyna „Warmii i Mazur” Olsztyn, która wystawiła tylko dwóch zawodników z kategorii B2, uzyskała 1424 p. i pokonała kompletną drużynę „Jutrzenki” Częstochowa.
Turnieje drużynowe pokazują, że w klubach trzeba mieć oraz szkolić zawodników i zawodniczki ze wszystkich kategorii. Pozwala to na wystawienie pełnej drużyny. Nawet gdy początkujący gracz spali się na starcie, to jego bardziej doświadczeni koledzy wyciągną wynik.
Starty zespołowe pozwoliły wyłonić po 6 najlepszych osób z każdej kategorii, które stanęły na torach w finałach indywidualnych.
Rywalizację indywidualną pań wygrała Regina Szczypiorska, która uzyskała 520 p. i pokonała Karolinę Rzepę oraz Monikę Neubert. Co ciekawe, panie z drugiego i trzeciego miejsca uzyskały ten sam wynik, czyli 503 kręgle, o zajętym miejscu zdecydowały zatem „dziewiątki”, których Karolina miała aż pięć, Monika zaś jedną.
Kategoria B2 kobiet na torach podczas finału w klasyfikacji indywidualnej
W B2 kobiet bezapelacyjnie wygrała Katarzyna Majewska. Swoją drugą grę zakończyła z wynikiem 202 p. i ostatecznie pokonała rywalki z bardzo dużą przewagą, przy wyniku 729 kręgli. Był to jednocześnie najwyższy rezultat wśród kobiet. Na drugim stopniu podium stanęła Magdalena Palamar, a na trzecim Aleksandra Jarząb.
Zwyciężczynią kategorii B3 została Elżbieta Malinowska reprezentująca „Hetmana” Lublin (682 p.). O 20 kręgli mniej strąciła Ewelina Woszuk, a na trzecim miejscu, z wynikiem 633 p., znalazła się Bożena Wiechowska.
Zwycięzcą kategorii B1 mężczyzn został zdobywca 522 p. Sylwester Dołasiński. Wynik 502 p. widniał przy nazwisku drugiego na podium Tadeusza Kolbusza, który pokonał trzema punktami Szczepana Polkowskiego, ten zaś o dwa punkty wyprzedził czwartego Grzegorza Modrzyńskiego. Różnica między drugim a czwartym miejscem to zaledwie 5 p.
Niekwestionowanym zwycięzcą w B2 był Teodor Radzimierski. Pokazał cztery bardzo równe gry w przedziale 182-190 p. i uzyskał łącznie 737 p. Pokonał on tym samym Mieczysława Kontrymowicza, który przez swoją ostatnią słabszą grę na poziomie 162 p. wypadł o 18 p. gorzej. Na trzecim miejscu niespodziewanie pojawił się, z wynikiem 708 p., Ryszard Lewandowski. Tuż za podium, nie przekroczywszy 700 p., znaleźli się Jan Smoła, Stanisław Stopierzyński i Dariusz Pilipczuk.
Dekoracja zwycięskich drużyn kobiecych DMP
W B3 klasą sam dla siebie, można powiedzieć, dzień po dniu, był Władysław Wakuliński, który tym razem uzyskał o zaledwie jeden punkt mniej niż w startach drużynowych, czyli 759. Ze stratą ponad 40 kręgli do zwycięzcy drugie miejsce zdobył Daniel Jarząb, który pokonał jednym punktem Krzysztofa Paszynę. Panowie ścierali się do ostatniego rzutu, jednak Krzysztof w swojej ostatniej grze nie dał rady wyciągnąć więcej niż 166 p. Tuż za podium, z wynikiem poniżej 700 p., znaleźli się Rafał Chaberski, Michał Ciborski i Marek Halicki.
W zasadzie po raz pierwszy udało się zorganizować zawody, w których można było zagrać aż trzykrotnie. Starty dzień po dniu pokazały jednak, że mało kto jest w stanie utrzymać równą formę lub jeszcze ją podnieść. Dlatego na duże brawa zasługują przede wszystkim dwie osoby: Władysław Wakuliński, który w obu dniach uzyskał bardzo wysokie wyniki (760 i 759 p.) oraz Katarzyna Majewska, która jako jedyna rzuciła w jednej grze powyżej 200 p.
Koordynatorka zadania Joanna Staliś wręczyła zdobywcom podium w sprintach, a także w startach indywidualnych okolicznościowe puchary, a zdobywcom pierwszych trzech miejsc w rywalizacji drużynowej MP okazałe puchary oraz karty podarunkowe ufundowane przez Stowarzyszenie „Cross” − organizatora turnieju.
Mistrzostwa mogły odbyć się dzięki dofinansowaniu przekazanemu przez PFRON.
Tegoroczne zmagania o Puchar Polski w bowlingu przypominały aurę, jaka panowała wtedy w Opolu − było i gorąco, i dynamicznie. Podczas turnieju odbywającego się między 30 lipca a 2 sierpnia br. bowlingowcy z dysfunkcją wzroku zaprezentowali fantastyczny poziom sportowy oraz niesamowity hart ducha.
Pierwszym etapem rywalizacji były eliminacje rozgrywane systemem zmiennych torów − trzy gry po jednej stronie podajnika, następnie trzy gry na torze po jego drugiej stronie. Wynik łączny z sześciu gier pozwolił utworzyć tabele wyników, na podstawie których skojarzone zostały pary do finałowych pojedynków. W finale A konkurowali zawodnicy z miejsc 1-4, a w finale B z miejsc 5-8. Dzięki temu większa liczba graczy miała możliwość kontynuowania walki, poprawy miejsca w tabeli końcowej turnieju oraz swojego rankingu. Wszyscy awansujący z kategorii B1 znów rzucali w sześciu grach, natomiast w kategoriach B2 i B3 finaliści rozgrywali pojedynki systemem pucharowym, a każdy z nich składał się z trzech gier w systemie cross-line. Do eliminacji przystąpiła setka zawodników, którzy reprezentowali dwadzieścia trzy kluby zrzeszone w Stowarzyszeniu „Cross”.
W kategorii B1 kobiet z bardzo dobrej strony pokazała się przedstawicielka klubu „Podkarpacie” Przemyśl Aleksandra Sipiora (najlepszy wynik z jednej gry − 162 p.). Wygrała ona eliminacje ze sporą przewagą nad dwiema reprezentantkami „Łuczniczki” Bydgoszcz – Katarzyną Świątek i Renatą Domin. Jako czwarta do finału weszła Barbara Szypuła („KoMar” Piekary Śląskie). W kategorii B2 kobiet formę do walki o najwyższe lokaty potwierdziły Jadwiga Rogacka („Pionek” Włocławek), Danuta Odulińska oraz Magdalena Palamar (obie z „Moreny” Iława). Tym razem zwycięsko z tej rywalizacji wyszła Danuta Odulińska (184 p. w jednej z gier). Do finału A dostała się też Aleksandra Wawrzyniak („Pionek” Włocławek). Po raz kolejny do walki o finał kategorii B3 kobiet włączyła się znów obecna w kręgielniach Honorata Kaznowska z „Łuczniczki” Bydgoszcz, która awansowała z czwartego miejsca. Eliminacje wygrała tym razem Jolanta Pazurkiewicz („Warmia i Mazury” Olsztyn), wyprzedziwszy kolejno koleżankę klubową Zofię Sarnacką oraz Elżbietę Malinowską („Hetman” Lublin). Różnica pomiędzy drugim a czwartym miejscem w tej grupie to zaledwie 4 punkty.
Eliminacje w B1 mężczyzn najlepiej przeszedł Sylwester Dołasiński („Łuczniczka” Bydgoszcz), pokonawszy o zaledwie jeden punkt Mariusza Podporę (SMP Chorzów) oraz o 7 punktów Andrzeja Gowina („Jutrzenka” Częstochowa). Jako czwarty w finale zameldował się Szczepan Polkowski („Morena” Iława). Jak zwykle nie zawiodła oglądających rywalizacja w B2 mężczyzn, która wywołała sporo sportowych emocji i przyniosła solidne wyniki. Z dobrej strony pokazało się dwóch Stanisławów: Poświatowski („Jaćwing” Suwałki) z najlepszym wynikiem 204 p. z jednej gry (łącznie 1021 p.) oraz Stopierzyński („Warmia i Mazury” Olsztyn), który uzyskał nawet 210 p. z gry, a łącznie 1002 p. Oprócz wspomnianej dwójki skład finału A uzupełnili wg kolejności Władysław Szymański („Omega” Łódź) i Piotr Dynda („Podkarpacie” Przemyśl). Pewnym zaskoczeniem był brak w tym gronie doświadczonego Mieczysława Kontrymowicza („Warmia i Mazury” Olsztyn), który przegrał finał 14 punktami. W ostatniej z kategorii mężczyzn − B3 − bardzo dobry występ eliminacyjny zaliczył Krzysztof Paszyna z „Podkarpacia” Przemyśl (najlepsza gra − 209, łącznie 1049 p.). Kroku starał się mu dotrzymać Dominik Czyż („Warmia i Mazury” Olsztyn) i także uzyskał wynik ponadtysiącpunktowy (1031 p.). Do finału awansowali również Cezary Dybiński („Warmia i Mazury” Olsztyn) oraz Michał Ciborski („Jutrzenka” Częstochowa).
System pucharowy sprawia, że już na początku finałowej walki tworzą się ciekawe i wyrównane pary rywali. Każdy pojedynek ma ogromne znaczenie, a o awansie do kolejnej rundy decyduje dyspozycja zawodników w bezpośrednim starciu.
Walka wciąż trwa. Marek Betka analizuje swój rzut na tablicy wyników
Finały rozpoczęły się od startu kategorii B1 mężczyzn. Tabela końcowa nie przypominała tej z eliminacji. Bardzo dobra gra Mariusza Podpory (178 p. w najlepszej grze) zaowocowała zdobyciem przez niego pucharu. Za jego plecami trwała zacięta rywalizacja o drugą lokatę pomiędzy Szczepanem Pol- kowskim a Andrzejem Gawinem, zakończona ostatecznie zwycięsko przez pierwszego z wymienionych różnicą zaledwie 2 punktów. Największym przegranym stał się zwycięzca eliminacji Sylwester Dołasiński, który ostatecznie spadł poza podium.
U pań z B1 Aleksandra Sipiora utrzymała dobrą dyspozycję z eliminacji, co pozwoliło jej cieszyć się ze zwycięstwa. Na drugi stopień podium wskoczyła Barbara Szypuła, na trzeci Katarzyna Świątek, a poza podium znalazła się Renata Domin.
Zawodnicy z kategorii B1 w trakcie rzutów
W kategoriach B2 i B3 zarówno kobiet, jak i mężczyzn rozgrywkę finałową rozpoczęli zawodnicy grupy B. Pierwsze pojedynki wśród pań od razu zwiastowały spore emocje. Rywalizacja pomiędzy koleżankami klubowymi „Warmii i Mazur” Olsztyn Krystyną Krajewską oraz Ewą Wiśniewską zakończyła się remisem, zatem w tym przypadku musiały zdecydować „rzuty zwycięstwa” (zawodniczki rozgrywały ostatnie trzy ramki). Pierwsze starcie nie przyniosło rozstrzygnięcia (remis po 34) i potrzebne było jeszcze jedno. Wojnę nerwów wygrała Krystyna Krajewska, która pokonała rywalkę 9 do 8. Zwycięstwo Krystyny w drugim pojedynku z Beatą Chraściną („Hetman” Lublin) pozwoliło jej cieszyć się z piątego miejsca. W B3 z dobrej strony dała się poznać nowa zawodniczka klubu „Cross Opole” Małgorzata Bułka, która wprawdzie przegrała pierwszy pojedynek z Małgorzatą Kowalczyk („Ikar” Lublin), ale wygrała drugi, z Kornelią Żubkowską z „Łuczniczki” Bydgoszcz, i zajęła ostatecznie siódmą pozycję. Wśród mężczyzn z B2 w finale B przyszło tym razem zagrać Mieczysławowi Kontrymowiczowi, który wygrał obydwa pojedynki i uplasował się na piątym miejscu. Emocji nie brakowało natomiast podczas startu kategorii B3. Pierwsze pojedynki powygrywali niedawni koledzy klubowi z „Warmii i Mazur” Olsztyn – Zbigniew Wiśniewski oraz Krzysztof Huszcza (obecnie „Jaćwing” Suwałki). Ich bezpośrednie spotkanie na wagę piątej lokaty zakończyło się ostatecznie wygraną Krzysztofa zaledwie dwoma punktami przewagi.
Dekoracja zawodniczek z kategorii B2
W ostatnim bloku Pucharu Polski nastąpił finał A w kategoriach B2 oraz B3 kobiet i mężczyzn. W kategorii B2 dwa zdecydowanie wygrane pojedynki Danuty Odulińskiej sprawiły, że wywiozła z Opola puchar. W finale mężczyzn w pierwszych grach rywali pokonali dwaj Stanisławowie, zatem obaj stanęli na torach w bezpośredniej walce o puchar. Wygrał ją 13 punktami Stanisław Poświatowski. W kategorii B3 pań dwukrotnie triumfowała nad rywalkami Honorata Kaznowska, dzięki czemu mogła na ceremonii medalowej unieść puchar w górę (przypomnijmy − weszła do finału z 4. miejsca). Wśród mężczyzn żadnych złudzeń nie zostawił rywalom Krzysztof Paszyna.
Tegoroczny turniej zostanie zapamiętany nie tylko ze względu na wyśmienite rzuty, grę w duchu fair play, ale i niezwykle wymagające warunki. Letnia fala upałów dała się we znaki wszystkim uczestnikom, a sytuację dodatkowo skomplikowała jednodniowa awaria klimatyzacji w kręgielni. Mimo sauny na torach gracze wykazali się pełnym profesjonalizmem i dowiedli, jak zawsze, że w sporcie nie ma barier nie do pokonania. Wielkie gratulacje dla wszystkich zawodników i organizatorów.
Zdobywcy Pucharu Polski na 2026 rok. Od lewej: Krzysztof Paszyna, Honorata Kaznowska, Danuta Odulińska, Aleksandra Sipiora, Stanisław Poświatowski i Mariusz Podpora
Wydarzenie zostało zorganizowane przez Stowarzyszenie „Cross” we współpracy z Sekcją Niewidomych i Słabowidzących przy Polskim Związku Kręglarskim, a wsparte dofinansowaniem przez Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Ministerstwo Sportu i Turystyki.
Brydż ma tę niezwykłą właściwość, że człowiek jedzie na turniej z przekonaniem, że będzie przede wszystkim grał w karty, a wraca z głową pełną historii. Z Ustronia Morskiego wróciliśmy właśnie z bagażem wspomnień pełnym rozmów, śmiechu, udanych rozdań i tych mniej, które jeszcze długo będziemy analizować przy kolejnej kawie.
W dniach 6-10 sierpnia odbył się kolejny Puchar Polski w brydżu sportowym, który tym razem gościł w malowniczym Ustroniu Morskim. Naszym domem na kilka dni stał się Ośrodek Leczniczo-Rehabilitacyjny Klimczok. Nadmorska lokalizacja, wakacyjna atmosfera i przede wszystkim chęć sportowej rywalizacji sprawiły, że przy brydżowych stołach pojawiła się rekordowa liczba 19 par. To powód do ogromnej radości, bo każdy kolejny duet to nie tylko większa konkurencja, lecz także nowe znajomości, nowe doświadczenia i kolejne historie, które zostają z nami na długo.
Przez trzy dni rywalizacji każda para rozegrała 78 rozdań – po 26 każdego dnia. Dla osoby, która nie zna brydża, może to być tylko liczba. Dla brydżysty 78 rozdań oznacza 78 okazji do podjęcia decyzji i setki momentów, w których trzeba było zachować koncentrację, zaufać partnerowi, przewidzieć zamiary przeciwników i zrobić wszystko, aby trzynastoma kartami wypracować jak najlepszy wynik. Były decyzje trafione, odważne zagrania, niespodziewane zwroty akcji i oczywiście te momenty, po których pozostawało tylko westchnąć: „Przecież to było do wygrania!”.
Trzy dni, różne emocje
Tegoroczny Puchar Polski wymagał od zawodników umiejętności zmiany sposobu myślenia. Rywalizowaliśmy zarówno na maksy, jak i na impy, a każdy z tych sposobów rozgrywania turnieju stawia przed zawodnikami inne wymagania. Na maksy liczył się praktycznie każdy punkt. Nawet niewielka różnica w liczbie wziętych lew mogła zdecydować o wyniku rozdania, a w konsekwencji o miejscu w całym turnieju. Trzeba więc było walczyć o wszelkie możliwości poprawienia rezultatu, ale jednocześnie zachować rozsądek i właściwie ocenić ryzyko. W grze na impy sytuacja wygląda nieco inaczej – tutaj większe znaczenie ma wynik rozdania w porównaniu z tym, co wydarzyło się przy drugim stole. Czasami opłaca się zaryzykować, innym razem lepiej wybrać rozwiązanie bezpieczne. I czasami trzeba mieć szczęście, bo przecież nawet najlepszy zawodnik nie może sam wybrać kart, które znajdą się w jego ręce.
Zwycięzcy i piękna niespodzianka
W tym roku Puchar Polski wywalczyli Tomasz Stopierzyński i Zbigniew Wyziński, którzy zakończyli turniej z dorobkiem 57 p. Drugie miejsce zajęli Jerzy Czeszewski i Waldemar Orłowski, którzy zdobyli 54 p., natomiast na trzecim miejscu uplasowali się Emilia Wieczorek i Jan Biskupski z wynikiem 52 p. Trzecie miejsce ma szczególny smak, ponieważ Emilia i Jan zagrali ze sobą po raz pierwszy. W brydżu stworzenie dobrej pary wymaga przecież wzajemnego poznania, zaufania, znajomości systemu i sposobu myślenia partnera. Tymczasem oni po raz pierwszy usiedli razem przy stole i po 78 rozdaniach stanęli na podium. To niewątpliwie jedna z najciekawszych historii tego turnieju i być może początek nowej bardzo udanej współpracy.
Zawodnicy w trakcie rozgrywki brydżowej
Gra, która naprawdę potrafi zmęczyć
Ktoś, kto nigdy nie grał w brydża sportowego, może zastanawiać się, jak można zmęczyć się podczas siedzenia przy stole. To przecież nie bieganie, skakanie ani podnoszenie ciężarów. Tymczasem cały dzień gry może być bardziej wyczerpujący niż długi bieg.
Przy stole cały czas pracują pamięć i wyobraźnia. Trzeba być skoncentrowanym, pamiętać własne karty, śledzić licytację, zapamiętywać karty, które już zostały zagrane, analizować i przewidywać zachowanie przeciwników, a jednocześnie pozostawać w stałym kontakcie z partnerem. Wszystko to odbywa się pod presją czasu i wyniku. Po 26 rozdaniach dziennie nawet najbardziej doświadczony brydżysta ma więc prawo poczuć, że jego szare komórki zasłużyły na odpoczynek.
Wymarzone miejsce na turniej
Na szczęście Ustronie Morskie pozwala doskonale połączyć sportową rywalizację z chwilą wytchnienia. Bliskość Bałtyku jest dużym atutem. Po zakończonym dniu gry można było wyjść na spacer, poczuć morski wiatr, porozmawiać z innymi uczestnikami i choć na chwilę przestać analizować, czy w dwunastej lewie należało zagrać asa czy jednak inną kartę. Bo morze zupełnie nie interesuje się brydżem − po prostu szumi. Czasami właśnie tego najbardziej potrzeba.
Przez te kilka turniejowych dni gościł nas ośrodek Klimczok należący do Polskiego Związku Niewidomych, położony w spokojnej części Ustronia Morskiego, w sąsiedztwie sosnowego lasu i niedaleko morza. Zapewniono nam bardzo dobre warunki zarówno do gry, jak i wypoczynku, a dostosowanie ośrodka do potrzeb osób niewidomych i słabowidzących sprawiło, że wszyscy mogliśmy czuć się tam swobodnie i bezpiecznie.
Karty na stole, strategia w głowach
Różne światy przy jednym stole
Brydż jest wyjątkowym sportem również dlatego, że nie pyta o wiek, kondycję fizyczną czy ograniczenia. Przy jednym stole mogą spotkać się osoby o zupełnie różnych doświadczeniach i możliwościach.
Brydż daje osobom niewidomym i słabowidzącym okazję do pełnoprawnego sportowego współzawodnictwa, a jednocześnie stwarza przestrzeń do poznawania nowych ludzi i budowania relacji. To szczególnie ważne w naszym środowisku. Po kilku dniach okazuje się, że wynik rywalizacji jest tylko częścią całej historii. Równie ważne są rozmowy przy kawie, wspólne spacery, żarty po zakończonej sesji, nowe znajomości i spotkania ze starymi przyjaciółmi. Wszystkich nas cieszy rekordowa liczba 19 par. To znak, że chce nam się spotykać, grać i rozwijać. Każdy nowy duet to szansa na kolejne brydżowe niespodzianki.
Były zwycięstwa, były trudne momenty, były zapewne i takie rozdania, które każdy z nas najchętniej wymazałby z pamięci. Ale właśnie z takich chwil składa się prawdziwy sport. Nie zawsze wszystko wychodzi, nie każdą kartę zagramy idealnie, nie każde rozdanie wygramy. Najważniejsze, żeby po nieudanym rozdaniu nie odłożyć kart na zawsze, tylko spróbować jeszcze raz. Bo po jednym turnieju zawsze przychodzi następny i być może teraz zagramy idealnie. A jeśli nie, pozostanie nam to dobrze znane zdanie, które chyba najlepiej oddaje charakter naszej dyscypliny: „Przecież to było do wygrania!”. I właśnie dlatego wrócimy.
Zwycięskie podium i obsługa wydarzenia. Od lewej: Ewa Miszczak (koordynatorka), Tomasz Stopierzyński, Zbigniew Wyziński, Waldemar Orłowski, Emilia Wieczorek, Jan Biskupski, Jerzy Czeszewski, Krzysztof Lipowski (sędzia)
Dziękujemy wszystkim zawodnikom za udział, sportową walkę, emocje, uśmiechy i wspólnie spędzony czas. Szczególne podziękowania kierujemy do gospodarzy ośrodka Klimczok za gościnność, życzliwość i stworzenie nam znakomitych warunków do rywalizacji i odpoczynku. Do zobaczenia przy stole – oby z jeszcze większą liczbą par!
Organizację Pucharu Polski niewidomych i słabowidzących w brydżu sportowym dofinansował PFRON w ramach realizacji projektu Stowarzyszenia „Cross” pn. „Tylko dla mistrzów 2026”.
Na malowniczą ziemię mazurską zawitało 46 zawodników z 16 klubów sportowych osób niewidomych i słabowidzących, aby rywalizować w ogólnopolskim turnieju w warcabach stupolowych, organizowanym przez Stowarzyszenie „Cross”. Około dwadzieścioro, czyli niemal połowa stawki, to uczestnicy tegorocznego projektu szkoleniowego „Krok naprzód”. Impreza rozpoczęła się 9 sierpnia i trwała dziewięć dni.
Tradycyjnie już wszyscy uczestnicy − tym razem 22 kobiety i 24 mężczyzn − zostali zakwaterowani w gościnnym Hotelu Europa w Giżycku, położonym tuż nad brzegiem jeziora Kisajno, które od lat stanowi idealne tło dla sportowych zmagań niewidomych i słabowidzących warcabistów.
Do sędziowania zaproszono w tym roku Magdalenę Pawłowską, jedną z czołowych sędzi Polskiego Związku Warcabowego. Jej doświadczenie i profesjonalizm zapewniły wysoki poziom nadzoru nad przebiegiem partii. Funkcję sędziego rundowego powierzono Damianowi Jakubikowi – znanemu zawodnikowi i szkoleniowcowi, który swoją obecnością dodatkowo podniósł rangę zawodów. Przygotowanie wydarzenia koordynował Andrzej Gasiul z tutejszego klubu „Kormoran”, który czuwał również nad tym, aby przebiegało ono sprawnie.
Przy planszy Jan Rejnart (po lewej) z asystentką Grażyną Rejnart oraz Adam Miłkowski, reprezentanci klubu „Kormoran” Giżycko
Po kolacji w dniu przyjazdu wszyscy warcabiści zostali zaproszeni na odprawę techniczną. Sprawdzono listę uczestników, omówiono zasady turnieju, harmonogram rund oraz kwestie organizacyjne. Atmosfera była jednocześnie spokojna i pełna oczekiwania. Niektórzy zawodnicy przyjechali, aby sprawdzić swoją obecną formę. W tej grupie znalazło się nawet dwóch członków kadry narodowej, którzy chcieli wykorzystać turniej jako etap przygotowań do Pucharu Świata. Niestety, wydarzenie to zostało przełożone, ale obecność reprezentantów Polski w Giżycku podniosła sportowy poziom turnieju i mobilizowała pozostałych uczestników.
Pierwsze starcie z 9 przewidzianych rund zaplanowano na kolejny dzień po odprawie. Zawodnicy rozpoczęli zmagania w atmosferze pełnej koncentracji i sportowej ambicji. Mazurski klimat, spokojne otoczenie jeziora oraz profesjonalna organizacja stworzyły idealne warunki do gry.
Zwycięzcy turnieju. Od lewej: Tomasz Kuziel (1. miejsce), Joanna Malcer, Piotr Rogalski (3. miejsce), Wacław Morgiewicz (2. miejsce). Dalej obok: koordynator Andrzej Gasiul, Joanna Dzienis – prezes Hotelu Europa, Wojciech Chodakowski – dyrektor ZAZ w Giżycku, sędziowie – Magdalena Pawłowska i Damian Jakubik
Pierwsza runda upłynęła bez większych zaskoczeń. Jedynym niespodziewanym wynikiem był remis Wacława Morgiewicza spowodowany zapewne niedyspozycją zdrowotną. Druga tura również przebiegła bez żadnych nieoczekiwanych rozstrzygnięć, za to już w trzeciej zanotowano dwa zaskakujące zakończenia − Joanna Malcer zremisowała z mniej wprawionym Pawłem Płóciennikiem, natomiast Mirosława Zielińska musiała uznać wyższość Mariana Hermuły. Jego dobra passa przeniosła się również na czwartą rundę, bo zremisował z bardziej doświadczoną Bożeną Dalecką. Doszło również do pojedynku na szczycie między kadrowiczami. Po błędzie w remisowej końcówce Wojciech Woźniak przegrał z Tomaszem Kuzielem. Piąta kolejka nie przyniosła większych niespodzianek, podobnie jak szósta, w której jedynym zaskoczeniem był remis Antoniego Ignatowskiego z Tomaszem Kuzielem. Po kolejnym rozstawieniu pionów kadrowicz i autor tej relacji przegrał partię z Piotrem Rogalskim. Ósma runda przebiegła zgodnie z przewidywaniami, ale już w ostatniej turze gry nie zabrakło emocji. Dostarczyły ich pojedynki na pierwszych stołach. Nikt zapewne nie spodziewał się porażki Antoniego Ignatowskiego z Piotrem Rogalskim. Pozostałe partie w większości kończyły się remisami.
Na turniejowym podium stanęli:
Tomasz Kuziel 17 p. „Łuczniczka” Bydgoszcz
Wacław Morgiewicz 13 p. „Victoria” Białystok
Piotr Rogalski 13 p. „Jantar” Gdańsk
Za największą niespodziankę zawodów uznano świetny występ Piotra Rogalskiego, który wywalczył trzecie miejsce, prezentując przy tym bardzo dobrą grę przez cały turniej. Tytuł najlepszej zawodniczki zdobyła Joanna Malcer z klubu „Warmia i Mazury” Olsztyn. Warcabiści uczestniczący w szkoleniach „Krok naprzód” pokazali, że zdobyta wiedza była dla nich realnym wsparciem podczas rywalizacji. Wszystkie rundy rozgrywano w przyjaznym, koleżeńskim klimacie. Sędziowie poprowadzili zawody na najwyższym poziomie i błyskawicznie rozwiązywali wszelkie sytuacje sporne.
Organizator zadbał również o integrację uczestników i przygotował kolację przy grillu oraz ognisko, a także rejs statkiem po jeziorze Kisajno. Pogoda dopisała, więc nawet w tym aspekcie zawodnicy nie mieli powodów do narzekań. Impreza została dofinansowana przez PFRON oraz MSiT.
W dniach 10-18.08.2026 r. w Hotelu Groman w Sękocinie Starym miał miejsce ogólnopolski turniej szachowy niewidomych i słabowidzących. W zawodach wzięło udział 40 reprezentantów 13 klubów Stowarzyszenia „Cross”.
Rozegrano dziewięć zaciętych rund na dużej, jasnej sali, co było wielkim atutem. Ponadto hotel zapewnił nam bardzo dobre warunki pobytu i wyśmienite jedzenie.
Turniej rozpoczął się bez niespodzianek, faworyci nie zawiedli i zgodnie z przewidywaniami wygrywali. W drugiej rundzie doszło do dwóch ciekawych pojedynków, w których numer jeden w stawce Marian Kowalczyk z „Tęczy” Poznań pokonał Stanisława Kosińskiego z „Jutrzenki” Częstochowa, a Karol Nowak z ŚKS Kielce Krzysztofa Zemłę z „Pionka” Bielsko-Biała. W pojedynku kobiet Teresa Dębowska z „Syrenki” Warszawa wygrała z Danutą Krupecką-Bakalarz z ŚKS Kielce.
W trzeciej rundzie miało miejsce spotkanie na szczycie, w którym Teresa Dębowska zremisowała, po ciekawej walce, z Karolem Nowakiem. W innym interesującym pojedynku Marian Kowalczyk pokonał Antoniego Niedźwiedzia z „Pionka” Bielsko-Biała. Zacięty bój stoczyli także Karol Cis z ŚKS Kielce z Bożeną Chudobą z „Tęczy” Poznań, zakończony zwycięstwem pierwszego z wymienionych.
Na pierwszym planie: Eugenia Wewersowicz („Victoria” Białystok) w rozgrywce z Markiem Konopką („Jantar” Gdańsk)
Czwarta runda to następny pojedynek liderów, tym razem Teresa Dębowska kontra Marian Kowalczyk. Tu również padł remis i sprawił, że na prowadzeniu znalazło się dwóch zawodników − Karol Nowak i Marian Kowalczyk. W innych wartych uwagi partiach Antoni Niedźwiedź pokonał Karola Cisa, a Karol Nowak Sebastiana Pawłowskiego z „Łuczniczki” Bydgoszcz.
W piątej rundzie nastąpiło starcie Mariana Kowalczyka z Karolem Nowakiem, które również przyniosło remis. W tej sytuacji do prowadzącej dwójki dołączyła Teresa Dębowska, po wygranej z Bożeną Chudobą. W bardzo ważnych spotkaniach, jak się później okazało, mających wpływ na końcową tabelę, Antoni Niedźwiedź przegrał ze Stanisławem Kosińskim, a Krzysztof Zemła wygrał z Karolem Cisem.
Szósta runda to przede wszystkim zwycięstwa Teresy Dębowskiej z Antonim Niedźwiedziem oraz Karola Nowaka z Karolem Cisem w derbowym pojedynku Kielczan. Poza tym Marian Kowalczyk pewnie pokonał Jana Makucha z „Beskidka” Żywiec, a Stanisław Kosiński Stefana Turzyńskiego z „Jantaru” Gdańsk.
Siódma runda przyniosła kolejne zwycięstwa turniejowej wielkiej trójce. Teresa Dębowska wygrała ze Stanisławem Kosińskim, Karol Nowak z Antonim Niedźwiedziem, a Marian Kowalczyk z Markiem Konopką z „Jantaru” Gdańsk. Ósma runda wyłoniła praktycznie pierwszą trójkę turnieju, której nikt już nie był w stanie zagrozić. Marian Kowalczyk pokonał Karola Cisa, Teresa Dębowska Krzysztofa Zemłę, a Karol Nowak Bożenę Chudobę.
Ostania runda to walki korespondencyjne przeciwników pierwszej trójki, ponieważ poszczególne miejsca na podium przydzielone zostały na podstawie wartościowania. Czołówka zakończyła rundę zgodnymi zwycięstwami: Karol Nowak ze Stanisławem Kosińskim, Marian Kowalczyk z Krzysztofem Zemłą, a Teresa Dębowska z Sebastianem Pawłowskim.
Barbara Szalbierz („Razem na Szlaku” Poznąń) podczas gry z Janem Makuchem („Beskidek” Żywiec)
Turniej wygrała Teresa Dębowska przed Karolem Nowakiem i Marianem Kowalczykiem. Wszyscy uzyskali po 8 p., a minimalne różnice w wartościowaniu ustaliły kolejność miejsc. Ta trójka praktycznie od samego początku nie miała sobie równych i wszystko wygrywała, poza remisami ustalonymi w pojedynkach bezpośrednich. Pozostałych przewyższała o klasę, o czym świadczy 2,5 p. różnicy między trzecim a czwartym zawodnikiem.
Czwarte miejsce zajął Stanisław Kosiński, któremu być może dobrze zrobiła zmiana przynależności klubowej na „Jutrzenkę” Częstochowa, bo osiągnął jeden z najlepszych swoich wyników w ogólnopolskich turniejach niewidomych. Piąte miejsce Krzysztofa Zemły to także duży sukces tego zawodnika. Grał bardzo solidnie i umiał ustawić przeciwnikom trudne pozycje. Cały czas utrzymywał się w czołówce. Szósty Antoni Niedźwiedź, jak zwykle, grał bardzo pewnie i był trudnym rywalem nawet dla najlepszych. Zadomowił się już na dobre w dziesiątce najlepszych graczy turniejów Stowarzyszenia „Cross”.
Triumfatorzy turnieju w Sękocinie z obsługą wydarzenia. Od lewej: Leszek Bakalarz – sędzia główny, Krzysztof Zemła („Pionek” Bielsko-Biała”), Karol Nowak (ŚKS Kielce), Marian Kowalczyk („Tęcza” Poznań), Teresa Dębowska („Syrenka” Warszawa), Antoni Niedźwiedź („Pionek” Bielsko-Biała), Jerzy Hanus - koordynator
Poziom sportowy rozgrywek był średni. Umiejętności zawodników wykazywały zróżnicowanie, dlatego niektóre partie nie dostarczały spodziewanych emocji. Marek Konopa podniósł kategorię szachową na III.
Impreza przebiegała w miłej i koleżeńskiej atmosferze, nie zanotowano żadnych protestów. Nie było również nieoczekiwanych komplikacji zdrowotnych wśród grających. Zawody bardzo sprawnie przeprowadził sędzia główny Leszek Bakalarz, a kadrę uzupełnili Bożena i Jerzy Hanusowie. Organizację turnieju wsparły środki pozyskane z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.
Dziesięcioro najlepszych zawodników turnieju szachowego niewidomych i słabowidzących 10-`8.08.2026 r., Sękocin Stary
1. Teresa Dębowska „Syrenka” Warszawa 8 p.
2. Karol Nowak ŚKS Kielce 8 p.
3. Marian Kowalczyk „Tęcza” Poznań 8 p.
4. Stanisław Kosiński „Jutrzenka” Częstochowa 5,5 p.
5. Krzysztof Zemła „Pionek” Bielsko-Biała 5,5 p.
6. Antoni Niedźwiedź „Pionek” Bielsko-Biała 5 p.
7. Bożena Chudoba „Tęcza” Poznań 5 p.
8. Karol Cis ŚKS Kielce 4,5 p.
9. Sebastian Pawłowski „Łuczniczka” Bydgoszcz 4,5 p.
Każde wyjście na kije opiera się na sprawdzonym schemacie. Niezależnie od tego, czy to twój pierwszy czy sto pierwszy trening, ta zasada pozostaje niezmienna. Zawsze należy pamiętać o trzech kluczowych elementach: rozgrzewce, właściwym marszu oraz końcowym rozciąganiu (stretchingu). W trzecim odcinku porad poświęconym NW omówimy te etapy, przypomnimy ćwiczenia już prezentowane i zaproponujemy zupełnie nowe.
Rozgrzewka
Temat rozgrzewki poruszyliśmy już w numerze 8/2025, w artykule „Czas się rozgrzać!”. Przypomnijmy, że jej głównym celem jest przygotowanie organizmu do ruchu oraz ochrona przed urazami. Przed wyjściem w trasę musimy zaadaptować stawy i mięśnie do specyficznego wysiłku – w końcu nordic walking angażuje aż 90 procent naszych mięśni.
Rozgrzewkę przeprowadzamy na świeżym powietrzu, korzystając z już odpowiednio dobranych kijów. Dzięki temu płynnie przejdziemy do właściwego treningu, bez zbędnego rozpraszania się podczas regulowania sprzętu. Ważne, aby na kije były założone gumowe nakładki (tzw. buciki). Zapewni to bezpieczeństwo nam oraz współćwiczącym, ponieważ na tym etapie sprzęt służy przede wszystkim do podparcia i asekuracji. Ponieważ ćwiczymy na zewnątrz, wszystkie pozycje wykonujemy na stojąco. Na miejsce rozgrzewki najlepiej wybrać trawę lub piasek, a unikać twardego asfaltu.
Fot.1. Rozgrzewka stóp
Od początku łap balans Już podczas rozgrzewki warto kłaść nacisk na kluczowe dla nordic walkingu aspekty i wprowadzać ćwiczenia równoważne oraz koordynacyjne. Rozgrzewkę najlepiej zacząć od ćwiczeń uruchamiających drobne stawy i przechodzić stopniowo do coraz większych partii ciała. Warto sięgnąć do wspomnianego artykułu (nr 8/2025) i wykonać opisane tam sekwencje: od wstępnego wyciągania sylwetki, aż po dynamiczny ruch przetaczania stóp z palców na pięty. Znajdziesz tam również ćwiczenia mobilizujące stawy kolanowe i biodrowe, takie jak marsz z wysokim unoszeniem kolan. Całość przygotowania bioder i góry ciała idealnie dopełnią kolejne techniki z tamtego numeru:
Otwieranie bioder: ćwiczenia polegające na zataczaniu kolanami kół lub ósemek (Fot. 2 A i 2 B).
Wiosłowanie: ruch imitujący wiosłowanie, który świetnie mobilizuje całą obręcz barkową (Fot. 3).
Skręty tułowia: rotacje połączone ze stawianiem kijów za sobą (Fot. 4).
Wszystkie te elementy, jak i zaproponowane poniżej ćwiczenia doskonale przygotują stawy i kręgosłup do dynamicznego etapu treningu. Oto dodatkowe ćwiczenia:
Wiercenie dziury w ziemi: Ustaw jedną stopę na palcach i wykonuj krążenia w stawie skokowym (po 10 razy w obu kierunkach na każdą nogę).
Palce na siebie / od siebie w staniu jednonóż (Fot. 1): Stań stabilnie na jednej nodze, asekurując się wciśniętymi w podłoże kijami. Unieś drugą nogę lekko nad ziemię i dynamicznie przyciągaj palce „na siebie” oraz obciągaj „od siebie”, a następnie przejdź do krążeń. Ćwicz przez 40 sekund na stronę.
Młynki na nadgarstki: Chwyć kije oburącz i wykonuj dynamiczne młynki w przód i w tył.
Wypychanie ramion: Unieś kije na wysokość klatki piersiowej i energicznie wypychaj je w przód.
Bukiet kwiatów: Chwyć jeden kij jedną ręką jak bukiet (20 cm powyżej grota) i przełóż za plecy, przekręcając górą do dołu. Drugą ręką chwyć go od dołu na wysokości lędźwi. Wykonuj ruchy w górę i w dół (jak wycieranie pleców ręcznikiem) przez 40-60 sekund, po czym zmień układ rąk.
Skłony w przód (opad tułowia): Opuść tułów do kąta 90 stopni względem nóg (Fot. 2 A). Podczas ruchu mocno napnij mięśnie brzucha, aby zabezpieczyć odcinek lędźwiowy.
Skłony w bok (Fot. 2 B): Oprzyj kije na barkach za głową. Stojąc w szerokim rozkroku, wykonuj skłony w bok (6-10 razy na stronę).
Ciało jest już w pełni gotowe do efektywnego i bezpiecznego marszu, zatem − ruszamy!
Fot. 2 A i B − skłony
Marsz
Podczas marszu stosuj wszystkie wskazówki, które otrzymałeś od trenera lub instruktora. Jeśli w pewnym momencie zgubisz koordynację, rytm albo przestaniesz czuć moment odbicia – bez wahania wróć do podstaw. Zacznij od początku: najpierw swobodnie ciągnij kije za sobą (tzw. drag), następnie dodaj dynamiczne wbicie kija w podłoże, a na koniec skup się na odepchnięciu z paska (rękawiczki). Pamiętaj również, aby środek ciężkości ciała był lekko wysunięty do przodu. Taka sylwetka nadaje naturalny pęd i bezpośrednio optymalizuje prędkość chodu.
Wyznacz sobie bezpieczną trasę o długości 1 do 3 kilometrów i ruszaj w drogę. W trakcie marszu pilnuj, aby kije były prowadzone blisko ciała. Unikaj szerokiego rozstawiania rąk i wykonywania ruchów na boki (w żargonie: tzw. robienia na drutach). Może to stworzyć poważne zagrożenie dla innych – na przykład dla rowerzystów, u których niefortunne wbicie kija w szprychy może doprowadzić do wypadku.
Warto wykonać kilka ćwiczeń polegających na przyspieszaniu i zwalnianiu marszu:
Wężyk: Na sygnał skręć w bok i przyspiesz, po czym wróć do naturalnego tempa i powtórz manewr w drugą stronę.
Slalom: Idealny do marszu w grupie. Osoba z końca stawki przyspiesza, wymija uczestników, wychodzi na prowadzenie i wraca do równego tempa.
Omijanie przeszkód: Wykorzystaj gałęzie leżące na drodze. Przenieś oba kije za przeszkodę, oprzyj się na nich, postaw stopę za przeszkodą i dynamicznie ją omiń.
Marsz w terenie górzystym
Schodzenie z góry: Odchyl sylwetkę lekko w tył. Kijami pracuj z przodu, stabilizując kroki i odciążając kolana.
Wchodzenie pod górę: Pochyl tułów w przód, patrz na szczyt. Wbijaj kije mocniej i bardziej z przodu. Skróć krok i zwiększ jego częstotliwość.
Wsparcie dla osób z dysfunkcją wzroku
Wygodnym rozwiązaniem są specjalne szelki (uprząż piersiowa) łączące osobę niewidomą lub słabowidzącą z przewodnikiem (Fot. 3). Zapewniają one pełne bezpieczeństwo i swobodę rękom, co pozwala na poprawną pracę kijami. Przewodnik idzie 50-100 cm z przodu, a elastyczna taśma natychmiast przekazuje bodźce informujące o zmianie kierunku czy tempa.
Fot. 3. Marsz w uprzęży
Stretching
Po zakończonym marszu należy dokładnie rozciągnąć wszystkie zaangażowane w wysiłek mięśnie. Ponieważ nordic walking aktywizuje niemal całe ciało, kluczowe jest zadbanie zarówno o dolne, jak i górne partie. Do wykonania tych ćwiczeń możesz wykorzystać kije, ale świetnie sprawdzi się również napotkana w parku ławka lub drzewo (Fot. 4).
Fot. 4. Po marszu − stretching
Warto sięgnąć do artykułów „Zrób sobie więcej miejsca w ciele” (5/2025) oraz „Szachista z kolanem biegacza” (6/2025), gdzie szczegółowo są opisane i zilustrowane ćwiczenia rozciągające dolne partie. W pierwszej kolejności rozciągnij mięśnie czworogłowe ud (Fot. 2, nr 5/2025), biodrowo--lędźwiowe (Fot. 2 i 3, nr 6/2025) oraz mięsień brzuchaty łydki i grupę kulszowo-goleniową (Fot. 1 B, nr 5/2025). Przy ławce możesz doskonale rozciągnąć także głębokie mięśnie pośladków i nóg, wykonując znaną z jogi pozycję gołębia (nr 3/2026, Fot. 2). Na koniec zadbaj o górne partie ciała: stań w szerokim rozkroku, wyciągnij wyprostowane ręce przed siebie, szeroko rozstawione kije oprzyj o ziemię i opuść tułów w dół, pozwalając mu swobodnie „zawisnąć”. W ten sposób wspaniale rozciągniesz mięśnie piersiowe oraz zmobilizujesz piersiowy odcinek kręgosłupa.
Ważnym elementem jest również rozciąganie tricepsa. Możesz wykorzystać technikę opisaną w artykule „Żeby kręglarz nie trafił do kręgarza. Cz. 1” (Fot. 1 B) lub wykorzystując powyżej opisane ćwiczenie „bukiet kwiatów”: chwyć złączone kije jedną dłonią i przełóż je za plecy od góry, kierując łokieć pionowo w górę. Drugą ręką złap kije od dołu na wysokości lędźwi i delikatnie pociągaj je w dół, pogłębiając rozciąganie. Następnie zmień strony.
Pamiętaj o zasadach stretchingu: utrzymuj każdą pozycję przez 15-30 sekund bez pulsowania i przy zachowaniu głębokiego, spokojnego oddechu. Dbaj o łagodne wchodzenie i wychodzenie z pozycji – rozciągaj się tylko do granicy lekkiego dyskomfortu, a nie bólu.
Świadomy trening NW to znacznie więcej niż zwykły spacer z kijami – to przemyślany proces, w którym każdy etap ma swoje znaczenie. Pominięcie rozgrzewki naraża organizm na kontuzje, zaniedbanie techniki w trakcie marszu odbiera treningowi efektywność, a brak rozciągania na koniec obciąża mięśnie i wydłuża czas regeneracji. Traktując te trzy elementy jako nierozerwalną całość, zyskujesz pewność, że każda minuta spędzona na trasie przynosi ci maksymalne korzyści dla zdrowia, kondycji i samopoczucia. Pamiętaj o tym schemacie podczas każdego wyjścia i czerp pełną radość z bezpiecznego, prawidłowego maszerowania.
Słyszę dychę! Część 3. Kontuzjogenna pozycja leżąca?
Aby w pełni domknąć tematykę strzelecką, nie sposób nie wspomnieć o pozycji leżącej – charakterystycznej dla parabiathlonu niewidomych i słabowidzących. W tym artykule przyjrzymy się bliżej specyfice treningu oraz przeciążeniom biomechanicznym, z którymi zmagają się zawodnicy strzelający w tym ustawieniu.
Choć ogólny kierunek przygotowań – z mocnym naciskiem na wzmacnianie mięśni głębokich tułowia (core) – pozostaje wspólny dla wszystkich dyscyplin strzeleckich, program treningowy musi uwzględniać subtelności wynikające ze specyfiki konkretnych postaw. Cechą wyróżniającą strzelectwo laserowe jest brak odrzutu broni. Choć eliminuje to ryzyko urazów dynamicznych, długotrwałe utrzymywanie statycznej sylwetki wciąż stanowi ogromne obciążenie dla układu ruchu.
Podobnie jak w pozycji stojącej (omawianej w poprzednich numerach) brak kontroli wzrokowej zmusza zawodnika do opierania się wyłącznie na czuciu głębokim oraz sygnałach dźwiękowych w słuchawkach. W efekcie sportowiec podświadomie szuka dodatkowej stabilizacji, nadmiernie usztywniając stawy i wywołując silne, utrwalające się napięcie mięśniowe. Poniżej przedstawiamy analizę wyzwań biomechanicznych oraz najczęstsze przeciążenia występujące podczas strzelania w leżeniu.
Główne obszary przeciążeń mięśniowych
Problemy biomechaniczne u niewidomych strzelców oddających strzały w pozycji leżącej skupiają się w czterech kluczowych strefach:
Odcinek szyjny i kark
Aby precyzyjnie namierzyć cel za pomocą dźwięku, zawodnik musi stabilnie oprzeć głowę na poduszce policzkowej kolby i dbać jednocześnie o idealne przyleganie słuchawek. Praca ta mocno obciąża część zstępującą mięśnia czworobocznego, dźwigacz łopatki, mięśnie płatowate oraz podpotyliczne. Objawia się to wzmożonym napięciem, bólem promieniującym do rąk oraz napięciowymi bólami głowy. U osób z dysfunkcją wzroku to odruchowe napinanie karku jest szczególnie silne ze względu na wytężanie słuchu, w które podświadomie angażowane są mięśnie szyi.
Obręcz barkowa i klatka piersiowa
Utrzymanie pozycji leżącej wymaga asymetrycznego podparcia ciała na łokciach, przez co ciężar karabinu oraz tułowia spoczywa na stawach i mięśniach, wymuszając silną fiksację łopatek. Z biegiem czasu mięśnie piersiowe (większy i mniejszy) ulegają przykurczowi, natomiast mięśnie równoległoboczne i czworoboczny pozostają w stanie ciągłego rozciągnięcia. Prowadzi to do tzw. zamkniętej klatki piersiowej z wysuniętymi do przodu barkami, upośledza prawidłowy ruch łopatki po żebrach i wywołuje dolegliwości bólowe między łopatkami.
Odcinek lędźwiowo-krzyżowy kręgosłupa
Uniesienie klatki piersiowej na stanowisku strzeleckim wymusza przeprost w dolnej części pleców (hiperlordozę), co staje się szczególnie dolegliwe przy słabych mięśniach głębokich tułowia (core). W proces ten zaangażowane są głównie prostownik grzbietu, mięsień czworoboczny lędźwi oraz biodrowo-lędźwiowy. Typowymi objawami są tępy ból w dolnej części pleców odczuwalny po zejściu ze stanowiska, ucisk na stawy kręgosłupa oraz ograniczenie ruchomości miednicy.
Kończyna podporowa
Ręka podtrzymująca karabin wykonuje potężną pracę statyczną. Intensywnie pracują tu mięsień dwugłowy ramienia, ramienno-promieniowy oraz zginacze nadgarstka i palców. Skutkuje to miejscowym niedokrwieniem tkanek, drżeniem mięśni utrudniającym celowanie oraz zwiększa ryzyko powstawania stanów zapalnych w pochewkach ścięgnistych.
Praktyczny zestaw ćwiczeń kompensacyjnych
W treningu kluczowe jest stosowanie prostych ćwiczeń równoważących długie leżenie na macie. Trening służy dwóm celom: budowaniu stabilnego tułowia bez jego niepotrzebnego usztywniania oraz rozruszaniu zastygłego karku i barków. Ponieważ jako zawodnik z dysfunkcją wzroku możesz nie widzieć wykonywanych ruchów, w trakcie ćwiczeń ważny może się okazać dokładny opis biomechaniczny oraz dotyk trenera wskazujący mięsień, który ma w danej chwili pracować.
I. Wzmocnienie mięśni głębokich (core)
Są to znane już i przytaczane na łamach czasopisma ćwiczenia: martwy robak i deska na przedramionach („Cross” nr 5/26).
Ćwiczenie 1: Martwy robak (dead bug)
Połóż się na plecach z uniesionymi, ugiętymi w kolanach nogami (kąt 90 stopni) i rękami skierowanymi do sufitu. Mocno dociskaj dolną część pleców do maty i powoli prostuj jedną nogę nad podłogą, opuszczając przeciwległą rękę za głowę. Świetną wskazówką proprioceptywną jest podłożenie pod plecy złożonego ręcznika – trener próbuje go lekko pociągnąć, a twoim zadaniem jest docisnąć plecy tak, aby go nie oddać.
Ćwiczenie 2: Deska na przedramionach (plank)
Zamiast biernie „wisieć” przez około 10-15 sekund na stawach, intencjonalnie napinaj pośladki i próbuj przyciągnąć łokcie w stronę stóp, bez przesunięcia ich po podłodze. Uczy to silnej stabilizacji bez wstrzymywania oddechu.
Fot. 1 A, B, D − sposoby wykonania „drugiego podbródka”, czyli tzw. szuflady; C − masaż karku „tak − nie” piłeczkami
II. Rozluźnienie i mobilizacja
A) Kark i szyja
Ćwiczenie 3: Szuflada (retrakcja szyi)
W pozycji siedzącej lub leżącej cofaj głowę w płaszczyźnie poziomej, czyli rób tzw. drugi podbródek (Fot. 1 A). Należy wydłużać szyję, unikając jej odchylania w tył (czyli unoszenia brody w górę). Pozycję należy utrzymać przez 3-5 sekund.
Ćwiczenie to − w celu ułatwienia wizualizacji − można wykonać w pozycji siedzącej z szalikiem lub ręcznikiem złożonym po dłuższym boku (Fot. 1 B) lub z piłką (Fot. 1 D). Górną krawędź ręcznika lub szalika należy ułożyć w miejscu, gdzie kończy się głowa, a zaczyna szyja. Ruch polega na cofaniu głowy i podbródka (jak przy wsuwaniu szuflady). Trzymaj oba końce szalika w dłoniach i napieraj szyją na materiał.
Ćwiczenie 4: Rozluźnianie karku piłeczkami
Do rozluźnienia spiętej podstawy czaszki doskonale sprawdza się leżenie na plecach z podwójną piłeczką (duoball) pod karkiem i wykonywanie powolnych, delikatnych ruchów głową w kierunkach na „tak” i „nie” (Fot. 1 C). Taki duoball można wykonać samodzielnie, umieszczając dwie piłki do tenisa w pończosze, którą na końcu związujemy.
B) Kręgosłup lędźwiowy
Ćwiczenie 5: Otwieranie stawów kręgosłupa i masaż lędźwi
W pozycji leżenia na plecach przyciągnij kolana do brzucha (Fot. 2 A) i obejmij je rękami. Na wydechu mocniej dociągaj kolana do klatki piersiowej. Kołysząc się na boki (Fot. 2 B), możesz rozmasować odcinek lędźwiowy.
Fot. 2. Masaż lędźwi – kołyska na boki
III. Otwarcie klatki piersiowej i uruchomienie łopatek
Ćwiczenie 6: Świecznik (aniołek) na macie
Połóż się na plecach, nogi zegnij w stawach biodrowych i kolanowych, a stopy oprzyj na podłodze. Pozycja ta wyrównuje pogłębioną lordozę w odcinku lędźwiowym kręgosłupa. Ręce ugięte w łokciach pod kątem prostym są ułożone na macie (pozycja „świecznik” – Fot. 3 A).
Fot. 3. Ćwiczenie „świecznik”
Powoli przesuwaj ręce w górę i w dół po macie, dbając o to, aby dłonie i łokcie nie traciły z nią kontaktu, a łopatki ściągały się w dół (Fot. 3 B). Odmianą tego ćwiczenia jest tzw. orzeł lub aniołek – w tej wersji ręce pozostają wyprostowane w łokciach.
Ćwiczenie 7: Unoszenie ramion w leżeniu
W leżeniu na brzuchu (Fot. 4) unoś same ramiona z czołem opartym o matę, układając ręce kolejno w litery: Y (1 D), T (1 C)oraz W (1 A, B), co skutecznie wzmacnia osłabioną taśmę tylną.
Fot. 4. Unoszenie ramion ułożonych w literę T, Y i W
Warto przypomnieć zasady treningu. Ćwiczenia stabilizujące wykonujemy na początku treningu lub osobno, w inne dni, aby zmęczone mięśnie nie drżały i nie destabilizowały pozycji podczas strzelania. Jeśli trener jest obecny, daje wskazówki poprzez dotknięcie dłonią miejsca, które ma podjąć pracę. Każda seria powinna kończyć się uspokajającym, głębokim oddechem do brzucha, który wycisza organizm i zdejmuje nadmierne napięcie.
Odpowiednio dobrane ćwiczenia kompensacyjne, wykonywane z dbałością o detale i zakończone głębokim oddechem wyciszającym, pozwalają zachować zdrowie układu ruchu. Dzięki temu będziesz mógł/mogła skupić się wyłącznie na precyzji słuchowej i czerpaniu pełnej satysfakcji ze strzelania, a sport pozostanie dla ciebie źródłem rozwoju i sukcesów, a nie przewlekłego bólu.
Anna Karaś − magister fizjoterapii, technik masażysta, terapeutka zajęciowa, nauczycielka masażu i wykładowczyni akademicka. Autorka i współautorka publikacji z zakresu masażu i terapii zajęciowej, aktywna uczestniczka i prelegentka wielu konferencji i sympozjów z zakresu masażu. Mieszka i pracuje w Szczecinie.
Rozpatrywany przez nas układ sił w kilku przypadkach awansował nawet do rangi wariantu debiutowego. Znaleźli się zarówno teoretycy, jak i praktycy, którzy wzbogacili wiedzę na temat tych wariantów. Poniżej rekompensata laskerowska w wykonaniu dwóch wybitnych graczy.
Partia hiszpańska J. Timman − A. Jusupow Montpellier 1985
Zaproszenie do komplikacji. 11.Gd5 Zdecydowanie najostrzejsza kontynuacja. Inne możliwości to: 11.Ge3; 11.c4; 11.Sc3. 11...Gd5 12.Sc3 Gc4 13.Wd8+ Wd8 14.He3! 14.He1 Sb4 14… b4
Czarne uzyskały już wszystko, co było można. Teraz białe muszą pokazać, jaką siłę mają pozostałe ich figury. Dużą sztuką jest umiejętność łączenia koordynacji figur z gaszeniem inicjatywy partnera. 22.Sd3! 22.Hd1 0-0 23.Ha1 Wd8= 22...Gb6! 22...Ge723.Sf4 23.Sb4
Są to bardzo ciekawe pozycje, ale jednocześnie bardzo trudne do grania i bez wątpienia dla poszukiwaczy przygód.
Warto też zobaczyć, jak ma się rzecz w końcówce. Okazuje się, że lepiej mieć skoczka niż gońca. Skoczek kontroluje większą liczbę pól obu kolorów przy prowadzonym pionku. Kiedy król strony „hetmańskiej” jest oddalony, można nawet powalczyć o wygraną.
W tym numerze zapraszam czytelników na przegląd ciekawych pozycji z moich tegorocznych partii. Choć na co dzień nie jestem już tak aktywnym zawodnikiem jak dawniej i znacznie więcej czasu poświęcam pracy trenerskiej oraz promocji warcabów, wciąż z ogromną przyjemnością siadam do planszy. Szczególnie upodobałem sobie turnieje rapid, określane w Polsce jako gra szybka lub aktywna. Partie rozgrywane tempem 15 minut plus 5 sekund za każdy wykonany ruch dostarczają mi mnóstwo frajdy, ale też ciekawych wyzwań i materiału do późniejszych analiz. Po powrocie z takich jednodniowych turniejów mam swój mały rytuał – siadam przed komputerem i z pamięci odtwarzam wszystkie rozegrane potyczki, a następnie dokładnie je analizuję, szukając zarówno popełnionych błędów, jak i niewykorzystanych możliwości czy interesujących wariantów, które pozostały za kulisami pojedynku. Właśnie efektami tej gry oraz późniejszych analiz chciałbym podzielić się na kolejnych stronach tego numeru.
Większość przytoczonych partii, poza drugą (Reszka − Krygier), która rozegrana została w tempie 3 minuty plus 2 sekundy za ruch, była rozgrywana tempem 15 minut plus 5 sekund za ruch na zawodnika.
Z Hugo Frankiem, naszym polskim mistrzem świata do lat 13, rozegrałem świetną partię, w której doprowadziłem do wygranej pozycji, jednak chwilę wcześniej wybrałem nie tę kontynuację i pozycja stała się remisowa, chociaż wciąż bardzo ciekawa. 1.33-28? Ponownie zły wybór, tym razem jednak przegrywający. Gra szybka i brak czasu w końcówce to generatory pomyłek, dzięki czemu potyczki bywają naprawdę interesujące. 1...17-22? Na moje szczęście, przeciwnik również przeoczył wygrywającą taktykę. 1...24-29!! 2.28x19 18-23 3.19x28 8-13 4.34x23 12-18 5.23x12 17x8 6.26x17 11x35 Wydaje się proste, a tak niewidoczne − połączenie uderzenia obcasem i uderzenia Philippe’a. 2.28x30 22-28 3.26x17 11x22 4.32x23 18x29 5.27x7 2x11 6.34x23 25x45 7.31-27 45-50? Tu nie trzeba było się spieszyć ze stawianiem damki: 7...11-17. 8.38-33! 15-20 9.33-28 50x31 10.36x27 20-24
Otrzymana końcówka pięć na pięć jest całkowicie wygrana dla białych − gdyby tylko w ciągu sekund, jakie zostały, znaleźć właściwy motyw... 11.42-38? Wygrywało: 11.37-31 8-12 (11...11-17 12.31-26!) 12.42-38 12-17 13.38-33! 24-30 14.43-39 30-35 15.39-34 17-21 16.33-28 21x32 17.28x37 16-21 18.23-18. 11...11-17 12.38-32 17-21 13.23-18 6-11 14.37-31 8-12 15.18x7 11x2 16.31-26 24-30 17.26x17 30-34 18.27-22 34-40 19.43-39 40-45 20.32-28 2-8 21.22-18 i zgodziliśmy się na remis.
Jakub Stacewicz – Damian Reszka MP w grze szybkiej 2026
Ładne poświęcenie wykorzystał przeciwko mnie Kuba Stacewicz. Oczywiście, liczyłem tę żertwę, ale przed atakiem 34-29 byłem przekonany, że skoro przed nim nie działa, to po nim też nie będzie działała. Okazało się inaczej...
1.34-29! 10-15 2.29x20 15x24 3.31-27 8-12? Powinienem był ponowić obliczenia i zagrać prowadzące do remisu: 3...7-12 4.27-22 18x27 5.43-39 17-22 6.28x17 12x21 7.33-28 24-29 8.39-33 9-13 9.33x24 21-26=. 4.27-22 18x27 5.43-39! 17-22 6.28x8 3x12 7.39-34 12-18 8.34-29 18-22 9.29x20 19-23 10.33-29 23x34 11.30x39 22-28 I białym wszystko zgadza się co do pojedynczego tempa: 12.20-15 28-32 13.35-30 32x34 14.30x39 27-32 15.47-42 7-12 16.25-20 14x25 17.15-10 9-14 18.10x19 12-17 19.19-14 17-21 20.14-10 21-26 21.10-5
Mateusz Stańczuk – Damian Reszka MP w grze szybkiej 2026
Na koniec tego odcinka zapraszam do obszernej analizy partii w pozycji klasycznej. Takie potyczki pokazują, jak trudnym, skomplikowanym i wymagającym jest ten typ centralnego związania.
1...18-22 2.27x18 13x33 3.38x20 15x24 4.39-33 Narzucać mógł się aktywny ruch z groźbą: 4.32-28?. Czyhała na niego piękna pułapka: 4...14-20! 5.25x23 21-27 6.30x19 17-22 7.28x17 27-31 8.36x27 8-13 9.19x8 3x41 i mimo dwóch pionów straty pozycja czarnych jest wygrana. 4...8-13 5.44-40 13-18 6.43-38 18-23 7.33-28 9-13 8.36-31 3-9 9.31-27 13-18
Kolejna pozycja klucz. W partiach rozgrywanych tempem przyspieszonym szczególnie ważna jest praca na czasie przeciwnika. W tym momencie analizowałem dwa ruchy: 40-34 i 38-33. Szybko policzyłem, że ten drugi przegrywa, więc ułożyłem gotową odpowiedź na ten pierwszy.
10.40-34 10.38-33? 23-29! 11.42-38 18-23 12.48-43 9-13 13.43-39 4-10 14.27-22 10-15 15.22x11 16x7 16.28-22 7-12 17.22-17 12-18 18.17-11 21-27 19.32x21 26x6 z wygraną czarnych. 10...9-13? I mimo że zaplanowałem ruch 17-22, to... błysk czy jakieś zaćmienie i... zagrałem co innego. Nie potrafię tego do teraz zrozumieć. Po 10...17-22 11.28x17 21x12 12.34-29 24x33 13.38x29 23x34 14.30x39 19-24 pozycja jest odrobinę lepsza dla czarnych. 11.38-33 4-10 12.42-38 10-15 13.48-43 17-22 14.28x17 21x12 15.33-28
I jeszcze jedna kluczowa sytuacja. Dobrze już wiedziałem, że w tej partii dojść może do jednej z najbardziej teoretycznych pozycji klasycznych.
15...24-29? Mimo że ten ruch nie jest błędem wpływającym na wynik (przy założeniu idealnej gry), to jest ruchem wymagającym dużej precyzji w dalszej części partii. Tu powinienem był doliczyć wariant: 15...15-20! 16.43-39 (16.38-33?? 23-29 17.34x23 18x49) 16...24-29 17.39-33 29x40 18.35x44 20-24 19.44-39! 24x35 20.39-34. Czarne zachowały o piona więcej, ale nie mają jak wygrać. Bardzo częsta dla pozycji klasycznych sytuacja, zwłaszcza jeśli przeważająca strona straci kontrolę nad punktem 24 (27). 20...12-17 21.33-29 18-22 i na przykład: 22.27x20 19-24 23.28x30 35x31=. 16.43-39 29x40 17.35x44 15-20 18.44-40 20-24 19.40-35
I stało się. Powstała legendarna wręcz pozycja Waldouby, przedstawiona w 1912 roku do analiz w jednej z paryskich kawiarni przez Senegalczyka z Legii Cudzoziemskiej, analizowana i publikowana we francuskich czasopismach przez kolejne 15 lat. Obowiązkowo znać ją musi każdy szanujący się warcabista. Ja znam na pamięć każdy jej wariant. Dlatego tym bardziej nie wiem, jak ją przegrałem...
19...12-17? Pozycja Waldouby to pozycja klasyczna z jednym tempem różnicy. Słynie z przepięknej ofiary trzech kamieni, a grać należy wyłącznie 19...24-29! − i czarne są w stanie uratować remis zarówno po ataku 39-33, jak i wymianie 39-34. W tym miejscu zaproszę do samodzielnego przepracowania tej pozycji, a jej rozwiniętą analizę pokażę w kolejnym numerze.
20.38-33! 23-29? Bardziej wymagającą dla przeciwnika obroną jest: 20...26-31 21.37x26 23-29 22.28-23 19x37 23.30x10 29x38 24.10-4 z trudniejszą do wygrania końcówką. 21.28-23! 29x38 22.23x21 26x17 23.32x43 i chwilę później ze wstydem podałem przeciwnikowi rękę w geście poddania. 2-0
Turniej warcabowy niewidomych i słabowidzących, Giżycko 2026