Szeroko reprezentowane europejskie kraje, wielkie emocje, niesamowite zwroty akcji i… − i kończy się tak jak zawsze w wykonaniu biało-czerwonych: tytuł drużynowych mistrzów Europy w showdownie ponownie w rękach naszych zawodników! I to nie jest jedyny medal, jaki naszym showdownistom zawieszono na szyjach!
IBSA Showdown European Championships 2026 to najważniejszy turniej obecnego sezonu. Wydarzenie odbyło się tym razem w Polsce, w Krakowie. Brało w nim udział 77 zawodników – 29 kobiet i 48 mężczyzn. Swoje reprezentacje wystawiło 17 państw: Łotwa, Finlandia, Włochy, Słowacja, Czechy, Niemcy, Szwajcaria, Bułgaria, Francja, Belgia, Litwa, Słowenia, Holandia, Dania, Wielka Brytania, Portugaliaoraz gospodarz mistrzostw − Polska. Zawodnicy rywalizowali w kategoriach: kobiety, mężczyźni i w drużynie. Turniej rozgrywany był na sześciu stołach i sędziowany przez 13 arbitrów międzynarodowych, w tym przez przedstawicielkę naszego kraju Anetę Parobczak.
W koszulce z orzełkiem wystąpiło aż 13 graczy: Dominika Czuj, Paulina Krupa, Elżbieta Mielczarek, Katarzyna Pietruszyńska, Katarzyna Stenka, Monika Szwałek, Weronika Szynal, Szymon Budzyński, Krystian Kisiel, Przemysław Knaź, Filip Liszewski, Krzysztof Sobiło i Adrian Słoninka. Reprezentującym nas zawodnikom towarzyszył trener polskiej kadry Szymon Borkowski oraz instruktorzy Sebastian Michailidis i Ariel Kiresztura.
Pierwsze dwa dni po przyjeździe reprezentacji były przeznaczone na treningi oraz klasyfikację medyczną. Na szczęście wszyscy polscy sportowcy pozytywnie ją przeszli i mogli w pełni skupić się na przedturniejowych przygotowaniach, w tym m.in. przymierzyć się do stołów oraz sprawdzić akustykę sal. Ta okazała się bardzo dobra, co zwiastowało wyrównane i sprawiedliwe warunki podczas meczów. Od samego przyjazdu odnosiło się wrażenie, że organizatorzy stanęli na wysokości zadania i wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Rozpromowanie imprezy wśród lokalnych mediów było ogromne. Praktycznie każdego dnia odbywały się briefingi prasowe, a na meczach można było zobaczyć kamery telewizyjne. Ponadto ze wszystkich sal meczowych prowadzone były transmisje na żywo, dzięki czemu mogliśmy obejrzeć każdy rozegrany mecz.
Adrian Słoninka z trenerem Szymonem Borkowskim podczas jednego z meczów krakowskich mistrzostw Europy
Początek rozgrywek upłynął pod hasłem zawodów drużynowych. Po raz pierwszy mieliśmy w trakcie ME sytuację, że przez cały dzień odbywały się tylko mecze drużyn. W pierwszej rundzie nasz zespół spotkał się w grupie z reprezentacjami Czech oraz Słowenii i obie potyczki zakończyły się bardzo wysokimi wygranymi biało-czerwonych. Najpierw pokonaliśmy południowych sąsiadów 31:12, żeby w drugim meczu wręcz rozgromić Słoweńców 31:6! Dzięki zdobyciu kompletu punktów Polska ekipa mogła cieszyć się z bezpośredniego awansu do ćwierćfinału, w którym miała zmierzyć się ze zwycięzcą meczu Słowenia – Holandia. Potyczka ta padła łupem jej grupowych rywali (31:23), zatem ponownie stoczyła walkę z drużyną z Bałkanów. I nie było w niej żadnej niespodzianki, bowiem Polacy pewnie wygrali ten mecz 31:9. Półfinał dla biało-czerwonych!
W rozgrywce półfinałowej naprzeciw polskiej drużyny stanęła bardzo mocna reprezentacja Francji, która w ćwierćfinale uporała się z Litwą 31:25. Już od samego początku Francuzi ustawili poprzeczkę bardzo wysoko, dość powiedzieć, że prowadzili już 23:17. Wtedy jednak fantastyczne wejścia zanotowała niezawodna trójka naszych reprezentantów − Elżbieta Mielczarek, Krystian Kisiel i Adrian Słoninka − która do końca meczu straciła łącznie tylko trzy punkty! Dzięki temu to my fetowaliśmy zwycięstwo 32:26 i mogliśmy stanąć do wielkiego finału, by bronić tytułu. A w nim mieliśmy stoczyć walkę z reprezentacją Belgii.
Belgowie, tak jak nasza kadra, przez cały turniej nie przegrali żadnego meczu. W myśl zasady, że zwycięskiego składu się nie zmienia, trener Szymon Borkowski desygnował do najważniejszego meczu troje tych samych zawodników. Spotkanie to jednak od samego początku nie układało się po naszej myśli. Praktycznie przez cały czas na prowadzeniu byli rywale. Grali bardzo mądrze i świetnie w obronie, przez co bardzo trudno było trafiać do ich bramek. W końcu wydawało się, że sprawa złotego medalu jest rozstrzygnięta, bo Polska przegrywała już 26:30. Belgów od najcenniejszego krążka dzielił tylko jeden punkt − tylko albo... aż jeden! Bo przy stole zameldował się Krystian Kisiel, który wiedział, że nie ma już miejsca na najmniejszy nawet błąd, że wszystko jest w jego rękach. W rozgrywce z Nathanem Van Driessche udało mu się doprowadzić do stanu 29:30, po czym przed naszym zawodnikiem stanął najbardziej doświadczony gracz rywali – Christoff Eilers. Krystian serwuje i… gol! 31:30 dla Polski! Teraz to nam brakowało jednego punktu do mistrzostwa. Eilers broni kolejny serw Kisiela i przygotowuje akcję. Popełnia jednak błąd: przy uderzeniu piłki podnosi rakietkę i wybija piłkę na aut! 32:30 dla biało-czerwonych i koniec meczu! Polska ponownie z tytułem drużynowego mistrza Europy!
Kolejne dni upłynęły na rozgrywkach indywidualnych. Pierwsza runda zakończyła się bardzo dobrze dla większości naszych zawodników, bo 10 na 13 z nich awansowało do kolejnego etapu. Spośród panów, z kompletem zwycięstw, w następnej rundzie zameldowali się Adrian Słoninka i Filip Liszewski, a z drugich miejsc weszli Krystian Kisiel, Przemysław Knaź i Krzysztof Sobiło. Sztuka ta nie udała się tylko Szymonowi Budzyńskiemu, który fazę grupową zakończył na piątej pozycji i pozostała mu walka o miejsca 33-40. W rywalizacji pań z kompletem zwycięstw do kolejnej rundy awansowały Monika Szwałek i Weronika Szynal. Na drugich miejscach w swoich grupach uplasowały się Elżbieta Mielczarek i Katarzyna Pietruszyńska. Trzecią lokatę zajęła Dominika Czuj, co również dawało awans do kolejnej rundy. Paulina Krupa i Katarzyna Stenka zajęły w swoich grupach piąte miejsce, więc pozostała im walka o najwyższą wśród lokat 21-24.
Czesko-polski bój pomiędzy Ivą Karaskovą a Katarzyną Stenką
Druga runda rozgrywek mężczyzn to nadal faza grupowa, tym razem w grupach składających się z trzech zawodników. W nich niepokonani okazali się Słoninka, Kisiel i Liszewski. Na drugich miejscach, również z awansem do kolejnego etapu, zameldowali się Knaź i Sobiło, dzięki czemu panowie w komplecie stawili się w najlepszej szesnastce turnieju! Niestety, w tej części czterech naszych reprezentantów musiało zagrać ze sobą. Najpierw Przemysław Knaź mierzył się z Filipem Liszewskim. Bardzo dobre dwa pierwsze sety rozegrał Knaź (11:5 i 11:9) i do zwycięstwa potrzebował jeszcze jednego wygranego seta. Filip nie zamierzał jednak się poddawać i to jego łupem padł kolejny set, który wygrał 11:5. Czwarty set był bardzo wyrównany, panowie zdobywali punkt za punkt, jednak ostatecznie wygrał go Knaź 11:9 i to on z tej dwójki awansował do ćwierćfinału. Kolejne polskie derby to Adrian Słoninka kontra Krzysztof Sobiło. Do rozstrzygnięcia tego boju potrzebne było rozegranie aż pięciu setów. Ostatecznie tie-breaka wygrał „Słoń” (12:8) i zameldował się w najlepszej ósemce turnieju. Krzysztofowi i Filipowi pozostała walka o miejsca 9-16. Krystian Kisiel jako jedyny za swojego rywala nie miał kolegi z reprezentacji. Musiał za to skrzyżować rakietkę z Włochem Andreą Lazzarinim. Nie dał mu cienia szansy, bo pewnie wygrał 3:0 (11:8, 11:7, 12:8) i dołączył do Przemka oraz Adriana.
Na szczęście rozgrywki jednej szesnastej finału oszczędziły naszym paniom derbowych pojedynków, przyniosły za to wiele emocji. Najpierw Dominika Czuj mierzyła się z reprezentantką Finlandii Hanną Vilmi. Dwa pierwsze sety padły łupem Vilmi w stosunku 11:6. Nasza zawodniczka nie myślała oddać pola bez walki, wygrała kolejnego seta 12:8 i czekała nas czwarta odsłona meczu. Ta okazała się bardzo zacięta, bo najpierw Finka prowadziła 6:2, po czym „Doma” doprowadziła do remisu 10:10, ale niestety, padła wtedy zwycięska bramka dla Vilmi. W innym meczu naszych pań Weronika Szynal mierzyła się z reprezentantką Litwy Oksaną Dobrovolskają. Niestety, ta okazała się zbyt silna i pokonała Weronikę 3:0, której, tak jak Dominice, pozostała walka o najlepsze miejsce w przedziale 9-16. Natomiast bardzo gładko ze swoją rywalką poradziła sobie Elżbieta Mielczarek, która 3:0 pokonała Włoszkę Pierę Folino (11:3, 11:3, 11:4). Za to dużo bardziej zmienne boje toczyły ze swoimi rywalkami Monika Szwałek i Katarzyna Pietruszyńska. Pierwsza z nich stanęła naprzeciw innej reprezentantki Włoch − Soni Tranchino. Pojedynek rozstrzygnął dopiero piąty set (7:11, 11:6, 11:13, 12:6, 11:8), który padł łupem Szwałek i zapewnił jej zwycięstwo oraz awans do kolejnej rundy turnieju. Równie zacięty mecz rozegrała popularna „Pietrucha”, która stanęła naprzeciw Słowenki Jany Fuhrer. Tu również trzeba było grać maksymalną liczbę setów i tak samo w decydującym z nich lepsza okazała się reprezentantka biało-czerwonych! Kasia także wygrała 3:2 (4:12, 12:5, 11:6, 5:11, 11:2) i wraz z koleżankami świętowała awans do najlepszej ósemki turnieju.
Mecze ćwierćfinałowe polskich zawodników rozpoczął Adrian Słoninka, który zmierzył się z młodym i zdolnym reprezentantem Bułgarii – Hakanem Osmanem. „Słoniu” udowodnił jednak, że doświadczenie ma przewagę nad młodością. Pewnie wygrał mecz 3:1 (11:7, 11:5, 5:11, 11:6) i wszedł do strefy medalowej! Z kolei Przemysław Knaź mierzył się z obecnym mistrzem świata, Łotyszem Denissem Marcinkevicsem. Pomimo bardzo ambitnej postawy naszego zawodnika nie udało mu się znaleźć sposobu na wyżej notowanego rywala, któremu ostatecznie uległ 0:3 (6:11, 6:12, 3:12). Takim samym wynikiem zakończył się mecz Krystiana Kisiela, który stanął naprzeciw pochodzącego z Belgii Christoffa Eilersa. Walczył ambitnie, ale to Eilers ostatecznie wygrał mecz 3:0 (13:10, 11:8, 12:8) i uzyskał awans. Zarówno Krystianowi, jak i Przemkowi pozostała walka o pozycje 5-8.
Kobiece podium mistrzostw Europy 2026. Od lewej: Hanna Vilmi (Finlandia), Elvina Vidot (Francja), Elżbieta Mielczarek (Polska)
Emocji bratobójczego pojedynku dostarczył nam tym razem ćwierćfinał pań, w którym rakietki skrzyżowały Elżbieta Mielczarek i Monika Szwałek. Zawodniczki przyzwyczaiły nas do wspólnych pięciosetowych meczów, co zaserwowały widzom również tym razem! Pierwszego seta, po bardzo wyrównanej grze, wygrała Ela 13:11. Dwa kolejne zapisała sobie na koncie Monika (11:6 i 11:8). Czwarta odsłona okazała się lepsza dla Mielczarek, która wygrała 12:6. A tie-break? Fantastyczna walka o każdy punkt, w której szala zwycięstwa przechylała się raz na jedną, raz na drugą stronę. Z tego pojedynku zwycięsko wyszła Ela (13:11). Mecz godny finału! Bardziej jednostronne było spotkanie Katarzyny Pietruszyńskiej z Oksaną Dobrovolskają, w którym „Pietrucha” nie dała swej przeciwniczce nawet cienia nadziei i wygrała bezapelacyjnie 3:0 (12:8, 11:2, 12:10). Dwie reprezentantki Polski zameldowały się w rozgrywkach półfinałowych!
W męskim półfinale, naprzeciw Adriana Słoninki stanął Słowak Ladislav Brada, który zdecydowanie lepiej wszedł w mecz, bo dwa pierwsze sety rozstrzygnął na swoją korzyść (12:7 i 11:3). Nasz reprezentant odrobił jednak stratę i wygrał dwie kolejne odsłony meczu (12:7, 11:5). Do wyłonienia finalisty potrzebny był zatem piąty set. Ten był bardzo wyrównany i do końca mieliśmy nadzieję, że nasz zawodnik wyjdzie z meczu z tarczą. Niestety, ostatecznie seta wygrał Brada (11:8) i cały mecz 3:2. Adrian musiał pożegnać się z marzeniem walki o złoto ME, czekał go pojedynek o brązowy medal.
Męskie podium mistrzostw Europy. Od lewej: Deniss Marcinkevics (Łotwa), Ladislav Brada (Słowacja), Adrian Słoninka (Polska)
Dwie polskie reprezentantki w półfinale również dostarczyły nam silnych przeżyć. Katarzyna Pietruszyńska chciała pomścić koleżankę z kadry i wygrać z Finką Hanną Vilmi. Ta jednak okazała się dla niej za mocna i pokonała „Pietruchę” 3:1 (11:4, 7:11, 1:12, 1:12). Elżbieta Mielczarek mierzyła się z Francuzką Elviną Vidot. Nasza zawodniczka zdecydowanie lepiej rozpoczęła spotkanie i wygrała dwa pierwsze sety, odpowiednio 11:6 i 16:14. Vidot nie podłamała się jednak i wrzuciła wyższy bieg, by wygrać dwie kolejne odsłony meczu 15:13 i 11:7. Zatem tie-break! W nim byliśmy świadkami istnej wojny nerwów, bowiem żadna z zawodniczek nie zamierzała odpuścić. Walczyły o każdy punkt! Ostatecznie z awansu do finału mogła cieszyć się Francuzka, która wygrała piąty set 14:11 i cały mecz 3:2. W perspektywie była więc walka Eli o trzecie miejsce.
W starciu o brązowy medal Adrian Słoninka zmierzył się z Christoffem Eilersem. I od samego początku jasne było, że nie będzie to mecz do jednej bramki. Pierwszego seta zgarnął Adrian 11:9, żeby w kolejnym ulec Belgowi 7:12. W trzecim znów lepszy był nasz reprezentant, który teraz wygrał 12:8. Na początku czwartej części meczu Eilers poprosił o czas medyczny, bo odnowiła mu się kontuzja ręki. Po upływie regulaminowych pięciu minut zdecydował się jednak kontynuować grę. I choć widać było, że walczy nie tylko z Adrianem, ale także z ogromnym bólem, wciąż nie zamierzał tego meczu przegrać. Długie i szybkie wymiany doprowadziły do stanu 9:9! Wojnę nerwów wygrał jednak „Słoniu”, który zdobył zwycięską bramkę i ustalił wynik seta na 12:9, a całego meczu na 3:1. Brązowy medal ME dla Słoninki!
− Cieszę się ze złotego medalu drużynowego, a teraz potrzeba jeszcze więcej treningów, a może uda się zdobyć złoto indywidualnie. Bo niedosyt jest. Żałuję, że nie udało mi się wygrać w półfinale, bo naprawdę było o włos, dosłownie o włos, żeby przejść dalej. Taki jest jednak sport – powiedział po meczu drugi indywidualny wicemistrz Europy Adrian Słoninka.
W meczu o trzecie miejsce kobiet naprzeciw siebie stanęły dwie Polki – Elżbieta Mielczarek i Katarzyna Pietruszyńska. „Pietrucha” walczyła bardzo ambitnie, ale Ela potwierdziła swoją klasę i nie pozostawiła złudzeń koleżance, wygrywając mecz 3:0 (12:4, 12:2, 11:7). Brązowy medal zawisł zatem na szyi Mielczarek!
Międzynarodowy zespół sędziowski mistrzostw Europy w showdownie 2026
Po meczu uwagę wszystkich skupiła jednak Kasia, która zapowiedziała koniec swojej showdownowej kariery.
– To był mój „last dance” na showdownowej arenie międzynarodowej. Podjęłam bardzo dla mnie trudną decyzję o zakończeniu kariery. Chcę się teraz skupić na dwóch innych dyscyplinach, które uprawiam, czyli blind tenisie i blind futbolu. Doba jest za krótka, żeby pogodzić uprawianie trzech dyscyplin sportowych na wysokim poziomie. Będzie mi brakować ludzi i tej turniejowej atmosfery, ale takie jest życie. Choć nie mówię „żegnajcie”, ale „do zobaczenia!” – powiedziała Pietruszyńska.
Pojedynek o brązowy medal – Christoff Eilers (Belgia) kontra Adrian Słoninka
Nasza kadra nie ma wiele czasu na odpoczynek, bo już w drugiej połowie lipca czekają showdownistów kolejne zawody międzynarodowe – rozgrywany na Łotwie turniej Amber of Liepaja 2026. Z kolei na następne widowisko rangi mistrzowskiej musimy poczekać do czerwca 2027 roku, kiedy to rozegrane zostaną mistrzostwa świata w Uzbekistanie.
Zapis rezultatów ME 2026 w showdownie dostępny jest TUTAJ
Mistrzostwa Europy IBSA w Showdownie 2026 6-9.07.2026 r., Kraków
Klasyfikacja drużynowa
1. Polska (Elżbieta Mielczarek, Monika Szwałek, Weronika Szynal, Krystian Kisiel, Filip Liszewski, Adrian Słoninka; trener: Szymon Borkowski) 2. Belgia 3. Francja 4. Czechy 5. Litwa 6. Finlandia 7. Słowacja 8. Słowenia 9. Włochy 10. Łotwa 11. Holandia 12. Bułgaria
Kobiety
1. Elvina Vidot Francja 2. Hanna Vilmi Finlandia 3. Elżbieta Mielczarek Polska 4. Katarzyna Pietruszyńska Polska (…) 7. Monika Szwałek Polska 9. Weronika Szynal Polska 14. Dominika Czuj Polska 22. Katarzyna Stenka Polska 23. Paulina Krupa Polska
Mężczyźni
1. Ladislav Brada Słowacja 2. Deniss Marcinkevics Łotwa 3. Adrian Słoninka Polska (…) 6. Krystian Kisiel Polska 8. Przemysław Knaź Polska 9. Filip Liszewski Polska 14. Krzysztof Sobiło Polska 33. Szymon Budzyński Polska
Niedziela, 28 czerwca 2026 roku. W dniu, w którym w Słubicach pada historyczny polski rekord temperatury – 40,5 stopnia Celsjusza – spotykamy się w Hotelu Turkus w Białymstoku na kolejnym zgrupowaniu kadry warcabowej Stowarzyszenia „Cross”. Tak jak przed rokiem i dwa lata temu wyjazd na zbliżający się międzynarodowy turniej poprzedzamy kilkoma dniami wspólnej pracy. Rekordowy upał mógł zapowiadać, jak gorący czas czeka mnie i zawodników przy warcabnicach.
Każdego dnia trenowaliśmy w dwóch jednostkach – przedpołudniowej i popołudniowej. Naszym celem było szlifowanie gry z wykorzystaniem analiz partii kadrowiczów. Bardzo dobrego i aktualnego materiału dostarczyły niedawno rozegrane w Rowach finały mistrzostw Polski kobiet i mężczyzn słabowidzących i niewidomych. Szukaliśmy niewykorzystanych możliwości, poprawialiśmy błędy i zastanawialiśmy się, jak uniknąć ich w kolejnych pojedynkach. Dzięki temu uczyli się zarówno doświadczeni reprezentanci, jak i zawodnicy, którzy w kadrze znaleźli się w tym roku po raz pierwszy.
Wolnego czasu nie mieliśmy wiele, ale kto trochę go wygospodarował, mógł zobaczyć Pałac Branickich, Rynek Kościuszki czy białostocką bazylikę archikatedralną. Inni wybierali spacery, bo dobra gra w sporcie umysłowym także wymaga dobrej kondycji. Łatwo się o tym przekonać, zwłaszcza pod koniec wielogodzinnej, wyczerpującej partii. Białystok nie został wybrany przypadkowo. Stąd było bliżej do głównego celu naszej podróży – Rygi, gdzie od 5 do 10 lipca rozgrywano Riga Open 2026, trzygwiazdkowy turniej Pucharu Świata FMJD.
Do Rygi ruszyliśmy busem. Siedem godzin spokojnej i bezpiecznej podróży minęło sprawnie. Zameldowaliśmy się w hotelu Radisson Blu Daugava, malowniczo położonym nad Dźwiną. Licząca 1020 kilometrów rzeka jest drugą, po długiej na 1047 kilometrów Wiśle, najdłuższą rzeką wpływającą do basenu Morza Bałtyckiego. Przez leżący najbliżej hotelu Most Kamienny można było przejść do ryskiej starówki. Z okien i najbliższej okolicy obserwowaliśmy panoramę miasta. Przy nabrzeżu stał ogromny, luksusowy statek wycieczkowy, uwagę przyciągała też ryska wieża radiowo-telewizyjna. Mierząca 368,5 metra konstrukcja jest najwyższą budowlą w krajach bałtyckich.
Ryga to miasto, którego historia jest bliska również Polsce. W 1581 roku znalazła się pod panowaniem Rzeczypospolitej Obojga Narodów i pozostawała w granicach polsko-litewskich Inflant do zajęcia przez Szwedów w 1621 roku. Niedaleko stolicy Łotwy, pod Kircholmem, w okolicach dzisiejszego Salaspils, hetman Jan Karol Chodkiewicz odniósł w 1605 roku jedno z najwspanialszych zwycięstw w historii polskiego oręża, rozbijając znacznie liczniejszą armię szwedzką. Spacer po mieście pozwalał więc dotknąć historii, w której polskie ślady są nadal widoczne.
Kolejnego dnia po przyjeździe potwierdziliśmy udział naszych zawodników i odebraliśmy przygotowane upominki. W samo południe udaliśmy się na rozpoczęcie zawodów prowadzone przez Vladislavsa Vesperisa, prezydenta Łotewskiej Federacji Warcabowej. Głos zabrał między innymi zastępca przewodniczącego Rady Miasta Rygi Māris Sprindžuks. Na pianinie przygrywał Artur Nikulin, znany ukraiński pianista mieszkający w Rydze, a przy tym miłośnik warcabów. Po otwarciu przedstawiono kojarzenia, a o godzinie 15:00 zasiedliśmy do pierwszej rundy.
Istotną zmianą względem wcześniejszych edycji była intensyfikacja programu. Poza pierwszym dniem i dniem przerwy codziennie rozgrywano po dwie rundy. Czas gry skrócono do 60 minut oraz 30 sekund dodawanych za ruch, co podąża za trendem widocznym między innymi w Chinach. Zawodnik miał więc na partię około półtorej godziny. Wydaje się dużo, lecz dla osób słabowidzących i niewidomych nie była to komfortowa pula. Odczytywanie pozycji i kontrolowanie ustawienia bierek w ich przypadku trwa dłużej. Zdarzyły się również pojedyncze porażki przez przekroczenie czasu.
Frekwencja robiła ogromne wrażenie. W zawodach wystartowało aż 123 graczy, w tym 41 kobiet. Skład kadry Stowarzyszenia „Cross” tworzyło siedmioro reprezentantów: Andrzej Jagieła z „Podkarpacia” Przemyśl, Mieczysław Kaciotys z „Jantaru” Gdańsk, Ewa Wieczorek z „Victorii” Białystok, Michał Ciborski z „Jutrzenki” Częstochowa, Barbara Kacprzak z „Syrenki” Warszawa, Dominik Kasperczyk z „Atutu” Nysa oraz Grażyna Skonieczna, również reprezentującą warszawską „Syrenkę”. Nasi zawodnicy bardzo sympatycznie zaznaczali swoją obecność. Przed rozpoczęciem partii przeciwnicy otrzymywali od nich pamiątkowe magnesy z polską flagą. Mały gest, a wywoływał wiele uśmiechów i pomagał nawiązywać międzynarodowe znajomości. Pamiątki szybko stały się znakiem rozpoznawczym naszej ekipy i dobrze wpisywały się w przyjazną atmosferę zawodów.
Po dziewięciu rundach najwyżej z naszych reprezentantów uplasował się Andrzej Jagieła. Zawodnik z 58. numerem startowym zdobył 9 p. i zajął 64. miejsce. Mieczysław Kaciotys (92. numer startowy) wywalczył 8 p. i 91. lokatę. Ewa Wieczorek (numer 71.) zgromadziła 7 p. i zajęła 98. miejsce, a w osobnej klasyfikacji kobiet była 26. Tyle samo punktów zdobył Dominik Kasperczyk, który z ostatnim przed turniejem numerem startowym (122.) zakończył zmagania na 103. pozycji. Michał Ciborski (numer 73.) zdobył 6 p. i był 108., natomiast Grażyna Skonieczna, startująca z numerem 123., również uzyskała 6 p., co dało jej 115. pozycję oraz 36. miejsce wśród kobiet. Barbara Kacprzak (104. numer startowy) z 5 p. zajęła 120. miejsce i była 39. w klasyfikacji pań.
Już same kojarzenia pokazywały wartość turnieju. Michał Ciborski w pierwszej rundzie trafił na dwukrotną mistrzynię świata Natalię Sadowską, a Mieczysław Kaciotys dzień później grał z Ewą Schalley-Minkiną. Z tą drugą zawodniczką wiąże się moja osobista warcabowa historia. Mój były trener, śp. Ryszard Jędrzejewski, prowadził wcześniej wyłącznie zajęcia szachowe. W 1997 roku trafił jednak na rozgrywane w Mińsku Mazowieckim mistrzostwa świata kobiet w warcabach stupolowych. Ewa została tam wicemistrzynią świata, a następnie pokonała Olgę Kamyshleevą w dodatkowym meczu o prawo do walki o tytuł. Do pojedynku z 16-krotną mistrzynią świata Zoją Golubevą nie doszło z powodu braku sponsorów. Sukces Ewy sprawił, że trener Jędrzejewski zainteresował się warcabami, a za jego sprawą zacząłem grać również ja, piszący te słowa. Na pierwszą polską mistrzynię świata czekaliśmy do 2016 roku, kiedy Natalia Sadowska zdobyła tytuł w Karpaczu.
Andrzej Jagieła przed partią z jednym z młodych uczestników turnieju w Rydze
W środę 8 lipca uczestnicy Riga Open odpoczywali od partii klasycznych, lecz warcabnice bynajmniej nie opustoszały. Tego dnia rozegrano mistrzostwa świata w blitzu, które mogliśmy obserwować w wolnych chwilach. Najwięcej powodów do radości mieli gospodarze. Zwyciężył łotewski arcymistrz Guntis Valneris, mistrz świata w grze klasycznej z 1994 roku, który zdobył 17 p. Drugie miejsce, z 16 p., zajął aktualny mistrz świata Jan Groenendijk, a trzeci, również z 16 p., był zaledwie 17-letni Holender Matheo Boxum. Młody zawodnik po raz kolejny udowodnił, że już teraz potrafi skutecznie rywalizować z absolutną światową czołówką.
Ogromnego sukcesu bliska była Natalia Sadowska. Polka grała znakomite zawody, po ośmiu z jedenastu rund miała 14 p. i prowadziła z przewagą aż dwóch punktów. Wtedy przyszły dwie zupełnie niespodziewane porażki z rzędu. Zwycięstwo w ostatniej rundzie pozwoliło Natalii skończyć turniej z 16 p. i zdobyć tytuł wicemistrzyni świata. Złoto, z 17 p., zdobyła Ukrainka Viktoriya Motrichko, a brąz, z dorobkiem 15 p., jej rodaczka Vasylysa Kutsenko. Niedosyt pozostał, ale srebrny medal mistrzostw świata jest rezultatem znakomitym i kolejnym wielkim osiągnięciem polskich warcabów.
Polska ekipa, w tym przewodnicy i koordynator wyjazdu na turniej w Rydze
Po dniu błyskawicznych emocji wróciliśmy do gry klasycznej. Turniej zakończył się w piątek, 10 lipca. Zwyciężył aktualny mistrz świata, Holender Jan Groenendijk, zdobywając 14 p. Wśród kobiet wszystkie medalistki zgromadziły po 12 p., a o kolejności zdecydowały wartościowania. Pierwsze miejsce sensacyjnie zajęła zaledwie 12-letnia Łotyszka Alise Misane, która wyprzedziła mistrzynię świata Viktoriyę Motrichko i Natalię Sadowską. Misane zachwyca już od dwóch lat, lecz nie jest jedyną nadzieją gospodarzy. W zawodach wystąpiła liczna grupa znakomicie wyszkolonych młodych Łotyszy, którzy już dziś stanowią o sile kraju w kategoriach młodzieżowych i mogą w przyszłości uczynić go największą warcabową potęgą świata.
Krótko po zakończeniu rozgrywek ruszyliśmy busem do Polski. Do Białegostoku dotarliśmy około godziny 23:00, a po noclegu każdy ruszył dalej w Polskę. Za organizację, koordynację i bezpieczeństwo zgrupowania oraz wyjazdu odpowiadali niezastąpieni Andrzej Gasiul i Wacław Morgiewicz. Dziękuję im za ogrom pracy, a zawodnikom za walkę i wielkie emocje. Wybrane partie wraz z analizami będzie można obejrzeć w kąciku warcabowym na końcu numeru. A co dla mnie najważniejsze, wszyscy uczestnicy spokojnie i bezpiecznie wrócili do swoich domów. Gorący czas nad Dźwiną dobiegł końca, ale zdobyte doświadczenie i wspomnienia pozostaną z nami na długo.
W dniach 6-14 czerwca odbyły się drużynowe mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących kobiet w warcabach stupolowych. Miejscem imprezy, kolejny rok z rzędu, był pensjonat Linne w Jastrzębiej Górze, która wpisała się już w kalendarz kobiecych drużynówek.
Trudno się temu dziwić. Malownicze klify, Lisi Jar, latarnia morska w Rozewiu oraz bliskość Bałtyku sprawiają, że zawodniczki mogą tonować silne warcabowe emocje przez kontakt z naturą. Każdego dnia panie rozgrywały tylko jedną rundę, przed południem, dzięki czemu popołudnia mogły przeznaczać na spacery, a nawet wycieczki do pobliskich miejscowości.
Koordynatorem mistrzostw był Jerzy Dzióbek z klubu „Jantar” Gdańsk, a funkcję sędziego głównego pełnił Mirosław Grabski. Przed rozpoczęciem zawodów wylosowano numery startowe i ustalono kojarzenia na cały turniej. Początkowo do rywalizacji miało przystąpić osiem drużyn Stowarzyszenia „Cross”, ale niestety w ostatniej chwili z udziału wycofał się zespół „Zrywu” Słupsk. Organizatorzy próbowali znaleźć drużynę mogącą uzupełnić stawkę, jednak ze względu na bardzo krótki czas okazało się to trudne. Do gry przystąpiło ostatecznie siedem teamów, co oznaczało, że w każdej rundzie jedna reprezentacja miała wolny los. Dla zawodniczek był to dodatkowy czas na odpoczynek.
Istotną zmianą podczas tegorocznych mistrzostw był powrót do wcześniejszego systemu kontroli czasu gry. Po każdym wykonanym ruchu zawodniczkom znów dopisywana była jedna minuta. W ostatnich latach w imprezach crossowskich dodawano trzydzieści sekund za ruch, argumentując, że zawodnicy mają zbyt dużo czasu na namysł i partie trwają za długo. Warto wspomnieć, że w oficjalnych mistrzostwach i Pucharze Świata w warcabach stupolowych obowiązuje jeszcze bardziej rozbudowany system. Każdy zawodnik otrzymuje na początku gry 90 minut na pierwsze 45 posunięć, po ich wykonaniu zegar automatycznie dolicza dodatkowe 30 minut, a następnie do końca partii po każdym ruchu dopisywane jest jeszcze 30 sekund. Powrót do dodawania minuty został więc z entuzjazmem przyjęty przez uczestniczki, ponieważ pozwala spokojniej analizować pozycje i ogranicza liczbę partii przegrywanych z powodu niedoczasu.
Za faworytów mistrzostw uchodziły drużyny z Nysy, Warszawy i Przemyśla. Do walki o czołowe lokaty mogły włączyć się również Gdańsk i Kłodzko. W trzyosobowych zespołach (plus zawodniczka rezerwowa) liczy się nie tylko siła najlepszej reprezentantki, lecz przede wszystkim równa i stabilna gra całego teamu.
Ważnym elementem drużynowych mistrzostw Polski jest również taktyczne ustawienie składu przed każdą rundą. Kapitanowie zespołów decydują, która przedstawicielka zagra na pierwszej, drugiej bądź trzeciej desce. Może to mieć ogromne znaczenie dla końcowego wyniku meczu. Drużyny starają się odgadnąć taktykę przeciwnika i tak zarządzić składem, aby uzyskać jak najkorzystniejsze kojarzenia. Czasami opłaca się „poświęcić” słabszą zawodniczkę i wystawić ją przeciwko liderce rywalek, licząc na punkty zdobyte na pozostałych deskach. Innym razem dochodzi do pojedynków najsilniejszych warcabistek obu drużyn. Taka taktyczna gra stanowi jeden z najciekawszych elementów turniejów drużynowych.
Runda 6. Po lewej Teresa Bonik i Lidia Potrykus („Jantar” Gdańsk), po prawej Jolanta Olszewska i Ewa Ogonowska („Warmia i Mazury” Olsztyn) tuż przed rozpoczęciem swoich partii. Obie reprezentantki Gdańska odniosły zwycięstwo
Udział siedmiu teamów w mistrzostwach sprawił, że nieco mniej emocji towarzyszyło walce o utrzymanie w najwyższej klasie ośmiu drużyn. Nieobecny zespół „Zrywu” Słupsk został sklasyfikowany na ostatnim miejscu i nie zagra w przyszłym roku w finale. Szkoda, ponieważ walka o każde miejsce, zarówno medalowe, jak i o utrzymanie, zawsze dodaje takim mistrzostwom dodatkowych wrażeń.
Warto również podkreślić ogromny wysiłek, jaki w ostatnich tygodniach wykonują czołowe zawodniczki. Dobrym przykładem jest Dorota Szela z „Podkarpacia” Przemyśl. Po półfinale MP w Krynicy-Zdroju uczestniczyła kolejno w Pucharze Polski w Darłówku, finale mistrzostw Polski kobiet w Rowach, turnieju w Wałbrzychu i wreszcie w DMP kobiet w Jastrzębiej Górze. W ciągu niespełna dwóch miesięcy rozegrała aż 38 partii turniejowych. Taki wynik świadczy o znakomitym przygotowaniu sportowym, jak i o doskonałej kondycji psychicznej i fizycznej. Co równie ważne, we wszystkich tych imprezach Dorota plasowała się w ścisłej czołówce.
Już pierwsza runda przyniosła kilka interesujących pojedynków. „Atut” Nysa rozgromił „Sudety” Kłodzko 6:0, a „Syrenka” Warszawa wygrała mocno z „Warmią i Mazurami” Olsztyn 5:1. Ciekawie było również w spotkaniu „Jantaru” Gdańsk z „Podkarpaciem” Przemyśl, które zakończyło się remisem 3:3. Szczególnie interesujący okazał się pojedynek kapitanek i czołowych zawodniczek tegorocznych mistrzostw Polski – Doroty Szeli i Barbary Wentowskiej. Ich partia, swego rodzaju rewanż po indywidualnych mistrzostwach Polski, zakończyła się remisem. W tej rundzie pauzował debiutujący w mistrzostwach drużynowych zespół Elbląga.
W drugiej rundzie pauza przypadła Warszawie. „Podkarpacie” Przemyśl oraz „Sudety” Kłodzko odniosły wysokie zwycięstwa, po 5:1, odpowiednio nad Olsztynem i Elblągiem. Najwięcej emocji dostarczył jednak mecz Nysy z Gdańskiem. Dla „Jantaru” był to prawdopodobnie najważniejszy pojedynek turnieju, ponieważ remis lub zwycięstwo znacznie przybliżały drużynę do medalu. O losach spotkania zdecydowała partia Barbary Wentowskiej z Haliną Kasperczyk. Gdańszczanka, po grze ze zmiennym szczęściem (najpierw strata piona, następnie przewaga materialna i wypracowana wygrywająca pozycja), w końcówce popełniła błąd i partia zakończyła się remisem. W efekcie cały mecz wygrała ekipa z Nysy.
W trzeciej rundzie pauzowały „Sudety” Kłodzko. Na uwagę zasługiwał remisowy mecz pomiędzy Warszawą i Przemyślem, którego wynik zadowalał obie drużyny. Nysa bez większych problemów pokonała Olsztyn 5:1. Największą niespodzianką był remis beniaminka z Elbląga z „Jantarem” Gdańsk. Sensację wywołała natomiast porażka Teresy Bonik z 84-letnią Marią Zielińską. Jak się później okazało, były to jedyne punkty zdobyte przez elbląską zawodniczkę w tym turnieju (nie licząc punktu za pauzę).
Grająca białymi Beata Bazylewicz („Syrenka” Warszawa) kontra Barbara Wentowska („Jantar” Gdańsk) przed meczem decydującym o brązowym medalu
Czwarta runda również przyniosła wiele emocji. Tym razem „odpoczywał” team „Podkarpacia” Przemyśl. „Atut” Nysa pokonał „Syrenkę” Warszawa 5:1 i już w tym momencie bardzo zbliżył się do złotego medalu. Panie z Elbląga odnotowały pierwsze zwycięstwo drużyny po pokonaniu Olsztynianek 4:2. Niezwykle ważny dla układu tabeli był mecz „Sudetów” Kłodzko z „Jantarem” Gdańsk. Spotkanie zakończyło się remisem, choć Gdańszczanki były o włos od zwycięstwa. Teresa Bonik, grająca z Ireną Wnuk, nie wykorzystała sprzyjającej końcówki z przewagą dwóch pionów i zaledwie zremisowała partię. Dla „Jantaru” był to kolejny rezultat oddalający spełnienie marzenia o miejscu medalowym.
W piątej rundzie pauzował Gdańsk. Doszło do pojedynku dwóch prowadzących drużyn – Nysy i Przemyśla. W meczu odnotowano remis, przy czym wszystkie trzy partie zakończyły się podziałem punktów. Warszawa aż 6:0 pokonała Elbląg i zrobiła kolejny krok w stronę podium. Kłodzko zwyciężyło Olsztyn 5:1 i zachowało jeszcze teoretyczne szanse na medal.
Kapitanki medalowych drużyn DMP kobiet 2026. Od lewej: Dorota Szela („Podkarpacie” Przemyśl – srebrna drużyna), Halina Kasperczyk („Atut” Nysa – złota drużyna), Grażyna Skonieczna („Syrenka” Warszawa – brązowa drużyna)
Szósta runda była niezwykle istotna dla końcowej klasyfikacji. Przerwę w grze miała Nysa. Przemyśl pokonał Elbląg 6:0, zdobywając niezwykle cenne małe punkty. Gdańsk wygrał z Olsztynem 5:1, a najdłuższą partię mistrzostw, rozstrzygniętą pokojowo, rozegrały Barbara Wentowska i Joanna Melcer. Mecz Warszawy z Kłodzkiem zakończył się zwycięstwem „Syrenki” 5:1. Już po tej rundzie „Nysa” miała zapewniony kolejny tytuł mistrzowski, natomiast walka o dwa pozostałe medale jeszcze się toczyła.
W ostatniej rundzie pauzował Olsztyn. Nysa tylko przypieczętowała złoty medal, pokonawszy Elbląg do zera. Przemyśl wygrał z Kłodzkiem 4:2 i zapewnił sobie srebro. O brąz walczyły Gdańsk i Warszawa. Gdańszczanki potrzebowały najwyższego zwycięstwa (6:0), by wskoczyć na podium. Najpierw Teresa Bonik szybko wygrała z Barbarą Kacprzak, ale kluczowa okazała się jednak partia Lidii Potrykus z Grażyną Skonieczną. Po ambitnej walce zawodniczka Gdańska musiała uznać wyższość bardziej doświadczonej rywalki. Partię przegrała dopiero w końcówce, gdy na planszy obie miały po trzy piony. W innej partii Barbara Wentowska wygrała z Beatą Bazylewicz. Mecz zakończył się wygraną drużyny znad Bałtyku 4:2. Wynik ten przesądził zatem o zdobyciu brązowego medalu przez Warszawę. „Jantar” Gdańsk zakończył mistrzostwa tuż za podium, przegrawszy medal minimalnie gorszym bilansem małych punktów.
Znów przekonaliśmy się, że w trzyosobowych zespołach nie może być słabego ogniwa. Nawet jedna niespodziewana porażka lub niewykorzystana szansa na zdobycie punktu może mieć ogromny wpływ na końcową klasyfikację. Drużynę warcabową można porównać do łańcucha – o jego wytrzymałości decyduje nie najsilniejsze, lecz najsłabsze ogniwo. O medalach decydują nie tylko efektowne zwycięstwa liderek, lecz przede wszystkim równa i solidna gra całego zespołu, od pierwszej do ostatniej deski.
Tegoroczne DMP kobiet nie dostarczyły może aż tylu emocji co półfinał i finał mistrzostw Polski czy drużynowe rozgrywki czteroosobowe. Mniejsza liczba drużyn oraz rozstrzygnięcie kwestii spadku przed startem turnieju sprawiły, że w tabeli było nieco spokojniej. Nie oznacza to jednak, że zabrakło sportowej walki. O końcowej kolejności decydowały często pojedyncze punkty, niewykorzystane okazje i błędy popełnione w końcówkach partii. To właśnie takie momenty pokazują, że warcaby stupolowe są dyscypliną wymagającą nie tylko umiejętności, lecz także wyjątkowej koncentracji, cierpliwości i odporności psychicznej.
Na zakończenie małe wyjaśnienie dla czytelników. Jeśli ktoś odniesie wrażenie, że zespołowi „Jantaru” Gdańsk poświęciłem nieco więcej miejsca, to może mieć rację. Wynika to z dwóch faktów. Po pierwsze, właśnie ta drużyna dostarczała wielu zwrotów akcji i do ostatniej rundy liczyła się w walce o medal. Po drugie, jako zawodnik „Jantaru”, siłą rzeczy jej występy śledziłem z bijącym sercem. Mam jednak nadzieję, że sympatia klubowa nie odebrała mi obiektywnego spojrzenia na całe mistrzostwa.
Drużynowe mistrzostwa Polski kobiet niewidomych i słabowidzących w warcabach stupolowych 6-14.06.2026 r., Jastrzębia Góra
1. „Atut” Nysa: Halina Kasperczyk, Barbara Gołębiowska-Fryga, Władysława Jakubaszek (35 małych punktów) 12 p. 2. „Podkarpacie” Przemyśl: Dorota Szela, Teresa Borowiec, Teresa Jurczak (30) 10 p. 3. „Syrenka” Warszawa: Grażyna Skonieczna, Barbara Kacprzak, Beata Bazylewicz, Alicja Jakimczuk (rezerwowa) (28) 8 p. 4. „Jantar” Gdańsk (26) 8 p. 5. „Sudety” Kłodzko (22) 6 p. 6. „Elcross” Elbląg (14) 4 p. 7. „Warmia i Mazury” Olsztyn (13) 1 p.
Minione tygodnie stały pod znakiem niezwykle emocjonującej rywalizacji parakolarskiej na najwyższym krajowym poziomie. Tandemy wzięły udział w dwóch monumentalnych wydarzeniach, które połączyły w sobie głęboki szacunek do historii dyscypliny z bezwzględną sportową walką o ułamki sekund. Zawodnicy mierzyli się najpierw z technicznymi łukami kultowego Toru Poznań, by niedługo później przenieść batalię na mordercze, pofałdowane szosy Mazur Zachodnich. Oglądaliśmy test wydolności fizycznej połączony z pokazem absolutnego wzajemnego zaufania niewidomych zawodników i ich pilotów.
Pierwsza odsłona zmagań w ramach Pucharu Polski oraz mistrzostw Polski w jeździe na czas parami rozegrała się na słynnym Torze Poznań. Ten legendarny obiekt, który kojarzy się przede wszystkim z ogłuszającym rykiem silników potężnych samochodów wyścigowych oraz motocykli, raz po raz zamienia się w elitarną, niezwykle szybką trasę kolarską. Tor charakteryzuje się perfekcyjną, gładką jak stół nawierzchnią asfaltową oraz doskonale urozmaiconym profilem obfitującym w techniczne zakręty. Specyfika tego miejsca sprawia, że kolarze mogą w pełni skupić się na generowaniu ogromnych prędkości, ponieważ jedyne realne niebezpieczeństwo, jakie na nich czyha, to co najwyżej uślizg koła na ostrzej profilowanych łukach.
Głównym i najważniejszym celem tego wyjątkowego weekendu (22-23.05.2026) było uczczenie pamięci Ryszarda Kożucha – postaci absolutnie pomnikowej dla polskiego sportu osób z niepełnosprawnościami. Był on niezwykle zasłużonym parakolarzem, wybitnym działaczem oraz niestrudzonym propagatorem sportu wśród osób niewidomych i słabowidzących. Jego odejście po długiej, heroicznej walce z chorobą nowotworową pozostawiło ogromną pustkę w środowisku, którą zawodnicy postanowili wypełnić tym, co Rysiek kochał najbardziej – czystą, bezkompromisową rywalizacją. Na linii startu stawiła się absolutna elita krajowego parakolarstwa, a jedynym minusem był brak dwóch mocnych męskich składów, co jednak nie odebrało widowisku dramaturgii.
Memoriał Ryszarda Kożucha (start wspólny)
Wyścig rozpoczął się specyficznie. Zawodnicy ruszyli na trasę dopiero w godzinach wieczornych, kiedy sportowe samochody ostatecznie opuściły nitkę toru. Kolarze z dużym zadowoleniem przyjęli fakt tak późnego startu, ponieważ popołudniowe słońce zaczęło już powoli odpuszczać. Warunki atmosferyczne i tak były ekstremalne, bo temperatura powietrza wciąż nieubłaganie sięgała 30 stopni Celsjusza.
Od samego wystrzału startowego w rywalizacji mężczyzn narzucone zostało potężne tempo. Bardzo szybko od głównej grupy odskoczyły cztery zdeterminowane tandemy. W tyle pozostał peleton, który początkowo notował niewielką stratę, jednak z okrążenia na okrążenie różnica systematycznie się powiększała. Po pokonaniu czterech pełnych pętli na czele wyklarowała się mocna trójka uciekinierów, która na długo przed planowaną metą zaczęła bezpardonowo rozgrywać ten wyścig między sobą. Kibice oglądali niesamowity festiwal taktyczny – mnóstwo dynamicznych ataków, naprzemienne próby solowych ucieczek i nieustanne szachowanie się nawzajem. Żadna z prób nie wskazała jednoznacznie faworyta. Aż do ostatnich stu metrów. Po wyjściu z finałowego zakrętu jako pierwsi do potężnego sprintu ruszyli Marcin Polak z pilotem Michałem Sosińskim. Wydawało się, że to oni sięgną po złoto, jednak tuż przed samą linią mety, rzutem na taśmę, niesamowitym zrywem wyprzedzili ich Marek Torla z pilotem Kamilem Zawistowskim (KKT „Hetman” Lublin), by przypieczętować swoje spektakularne zwycięstwo.
Podium MP 2026 w jeździe na czas parami. 1. miejsce: Marek Torla z Kamilem Zawistowskim oraz Marcin Polak z Michałem Sawickim; 2. miejsce: Karol Kopicz z Wojciechem Sykałą oraz Jakub Juźwiak z Jakubem Baranowskim; 3. miejsce: Jakub Żubkowski z Miłoszem Szypurą oraz Łukasz Śmiech z Grzegorzem Lemieszkiem
Zmagania kobiet rozegrały się w drugiej grupie i miały dramatyczny przebieg. Załogi musiały sprostać kosmicznemu tempu narzuconemu przez męskie tandemy oraz potwornemu, duszącemu upałowi. Te ekstremalne warunki zebrały swoje żniwo – u jednego z duetów pojawiły się potężne, paraliżujące skurcze mięśni, które wykluczyły ten skład z walki o najwyższe lokaty. Tę sytuację perfekcyjnie wykorzystały Ewa Podlińska z pilotką Roksaną Sochaczewską („Omega” Łódź). Zawodniczki zdecydowanie wysunęły się do przodu, narzuciły własne mocne tempo i nie oglądając się za siebie, dojechały do mety z potężną przewagą nad resztą stawki.
Mistrzostwa Polski w jeździe na czas parami
Kolejny dzień powitał parakolarzy bezchmurnym niebem, które zwiastowało rosnące wyzwania fizyczne, bo słupki rtęci powędrowały jeszcze bardziej w górę. Sobotnia jazda indywidualna na czas w parach miała być absolutnym sprawdzianem dojrzałości taktycznej. Tego typu rywalizacja wymaga od zawodników gigantycznej wydolności, ale przede wszystkim rzadkiej umiejętności perfekcyjnego rozłożenia sił na dystansie oraz sprawnego i sprawiedliwego dzielenia pracy na zmianach – co było zadaniem podwójnie trudnym na tak krętej trasie.
Dekoracja pań podczas MP w kolarstwie szosowym Ostróda 2026. 1. miejsce: Dominika Putyra z Karoliną Karasiewicz; 2. miejsce: Patrycja Kuter z Dorotą Przęzak; 3. miejsce: Katarzyna Orzechowska z Barbarą Cywińską
Wyścig ten odbywał się w formule rywalizacji klubowej. Oznaczało to, że tytuł oficjalnego mistrza Polski wędrował bezpośrednio do reprezentacji danego klubu. Do pokonania było aż 10 pełnych okrążeń, co złożyło się na morderczy 40-kilometrowy dystans pokonywany w pełnym słońcu.
W kategorii kobiet tytuł mistrzyń Polski wywalczył doskonale współpracujący klubowy team „Omegi” Łódź, który tworzyły Ewa Podlińska z pilotką Roksaną Sochaczewską w parze z drugą świetną załogą – Izabelą Strulak z pilotką Anną Rząsowską.
W męskiej niesamowicie zaciętej rywalizacji, w której o wyniku zdecydowały ułamki sekund, absolutnie najszybsze okazały się w połączonych siłach tandemy Marek Torla z pilotem Kamilem Zawistowskim oraz Marcin Polak z pilotem Michałem Sosińskim, reprezentujące KKT „Hetman” Lublin.
Mistrzostwa Polski w jeździe na szosie
Miesiąc po poznańskich zmaganiach krajowa rywalizacja niewidomych i słabowidzących parakolarzy przeniosła się na Pojezierze Mazurskie, do Ostródy. Szlaki rowerowe tego regionu są świetnym miejscem dla miłośników aktywnego wypoczynku. Ostróda to malownicze miasto położone w sercu Mazur Zachodnich. Została założona w XIV wieku przez Krzyżaków, po których pozostał gotycki zamek. Do największych atrakcji miasta należą także: Kanał Elbląski, przepiękny bulwar nad Jeziorem Drwęckim z mariną i molo, plaże miejskie oraz wyciąg do nart wodnych. To właśnie w tutejszym amfiteatrze odbyła się widowiskowa dekoracja zwycięzców wyścigu ze startu wspólnego oraz uroczyste zakończenie mistrzostw. Biskupiec, położony dumnie wśród mazurskich jezior, również szczyci się bogatą historią sięgającą XIV wieku. Do jego największych skarbów należy zabytkowy rynek z klasycznymi kamienicami, na którym odbyła się uroczysta dekoracja triumfatorów jazdy indywidualnej na czas. Biskupiec jest często nazywany „Bramą Mazur”, ponieważ leży na kluczowej trasie prowadzącej z Olsztyna w kierunku Krainy Wielkich Jezior Mazurskich.
Wyścigi odbywały się w dniach 24-28 czerwca w kilku strategicznych lokalizacjach na trasie Biskupiec – Ostróda. Harmonogram mistrzostw Polski obejmował dwa dni startowe − czwartkową jazdę indywidualną na czas (13,3 km) i niedzielny wyścig ze startu wspólnego (63,6 km).
Szosowe MP, start wspólny mężczyzn. 1. miejsce: Piotr Kołodziejczuk i Marcin Białobłocki; 2. miejsce: Maciej Wójcik i Michał Podlaski; 3. miejsce: Karol Kopicz i Wojciech Sykała
Jazda indywidualna na czas (MP)
To nie był łatwy wyścig. Wysoka temperatura i wymagająca, pofałdowana trasa miały ogromny wpływ na końcowe wyniki. Start odbył się w samo południe, kiedy słońce paliło najmocniej, a temperatura powietrza dochodziła do 35 stopni Celsjusza. Pomimo tak trudnych warunków pogodowych, zawodnicy dali z siebie wszystko.
Rywalizacja kobiet rozegrała się pomiędzy czterema mocnymi tandemami i miała imponujący, trzymający w napięciu przebieg. Pagórkowaty teren wokół Biskupca błyskawicznie zaczął generować widoczne różnice czasowe. Reprezentujące znakomity poziom Dominika Putyra z pilotką Karoliną Karasiewicz („Syrenka” Warszawa) do półmetka notowały kilkusekundową stratę względem jadących rewelacyjnie liderek. Dzięki gigantycznej determinacji, doskonałemu zgraniu sprzętowemu i idealnemu rytmowi jazdy strata ta została w drugiej części dystansu w całości odrobiona, co ostatecznie zadecydowało o ich spektakularnym zwycięstwie. Drugie miejsce zajęły Patrycja Kuter i Dominika Przęzak (niestowarzyszone). Warto również wspomnieć o kapitalnej postawie kolejnego duetu, który tworzyły Katarzyna Orzechowska z pilotką Barbarą Cywińską („Warmia i Mazury” Olsztyn). Ta zaciekle walcząca o podium dwójka wykazała się niesamowitym hartem ducha, świetną komunikacją na trasie oraz głęboką wiarą w zdobycie upragnionego krążka.
W wyścigu mężczyzn złoty medal zdobyli Marcin Polak i pilot Adam Woźniak (KKT „Hetman” Lublin), srebro wywalczyli Piotr Kołodziejczuk i pilot Marcin Białobłocki („Warmia i Mazury” Olsztyn), a brąz Karol Kopicz i pilot Wojciech Sykała („Omega” Łódź).
Wyścig ze startu wspólnego (MP)
Kolejna konkurencja MP i znowu ekstremalnie trudne warunki − upał i pełne słońce! A do pokonania dwie długie rundy z dojazdem, obfitujące w ciężkie, selektywne wzniesienia.
Tandemy męskie i żeńskie ruszyły razem, kiedy start honorowy płynnie zapoczątkował oficjalną walkę. W momencie rozpoczęcia rywalizacji ostrej przeważająca część męskich tandemów natychmiast wyszła na prowadzenie, dyktując mocne warunki. Już wymagający, stromy podjazd na samym początku rundy zadecydował o rozstrzygnięciu całego wyścigu. Peleton szybko podzielił się na mniejsze grupy.
Na trasie stało wielu fantastycznie reagujących kibiców i miłośników kolarstwa, którzy swoim głośnym dopingiem napędzali zawodników na podjazdach. W męskiej ucieczce dnia znakomitą dyspozycją i bezbłędną współpracą wykazali się Piotr Kołodziejczuk z Michałem Białobłockim („Warmia i Mazury” Olsztyn), którzy zerwali rywali z koła i samotnie pędzili w stronę mety, aby zdobyć upragniony złoty medal. Za ich plecami trwała zaciekła pogoń. Ostatecznie srebrny medal zdobyli reprezentanci UKS Laski − Maciej Wójcik z pilotem Michałem Podlaskim, a brązowy krążek, po pięknej walce na trasie, przypadł duetowi, który tworzyli Karol Kopicz i Wojciech Sykała („Omega” Łódź).
W rywalizacji pań duet Dominika Putyra − Karolina Karasiewicz („Syrenka” Warszawa) dzięki doskonałej dyspozycji i mądrości taktycznej przez cały czas utrzymywał się w ścisłej czołówce. Dziewczyny, pomimo wymagających warunków, nie dawały za wygraną i dały pokaz doskonałej wydolności, siły fizycznej oraz gigantycznej determinacji, by sięgnąć po kolejny złoty medal. Srebro ponownie wywalczył tandem Patrycja Kuter − Dorota Przęzak, a swój drugi brązowy medal odebrały Katarzyna Orzechowska i Barbara Cywińska („Warmia i Mazury” Olsztyn).
Wyjątkowe wyścigi mistrzostw Polski oraz Pucharu Polski rozegrane zostały w atmosferze przyjaźni, sportowej solidarności i szacunku wobec rywali. Pamięć o Ryszardzie Kożuchu i duch prawdziwej sportowej walki nie umierają.
V Mistrzostwa Stowarzyszenia „Cross” Osób Całkowicie Niewidomych w Szachach odbyły się w Sztutowie koło Gdańska w dniach 15-23 czerwca 2026 roku.
Podczas turniejów osób niewidomych i słabowidzących zachowuje się wszystkie przepisy królewskiej gry określone przez FIDE (Międzynarodową Federację Szachową) i Polski Związek Szachowy, z uwzględnieniem szczególnych przepisów wynikających ze specyfiki graczy z dysfunkcją wzroku. Turniej osób całkowicie niewidomych jest wyjątkową odmianą tych zawodów, bo do udziału dopuszcza się jedynie takich szachistów, którzy rzeczywiście nic nie widzą, zatem w przebiegu partii zupełnie nie posługują się wzrokiem. W przypadku mogących pojawić się w tej kwestii wątpliwości osoba „podejrzewana” o posiadanie resztek wzroku musi grać z opaską na oczach lub w goglach. I takie trzy przypadki grających, co do których były podejrzenia o poczucie światła, odnotowaliśmy w tegorocznym turnieju.
Niewidomi szachiści spotkali się w Sztutowie, w dniach 15-23 czerwca br. Do rywalizacji przystąpiło dziewiętnastu uczestników, w tym cztery zawodniczki. Turniej został rozegrany systemem szwajcarskim na dystansie 7 rund, a tempo gry ustalono po 90 minut na gracza plus 30 sekund na ruch. Sędzią głównym był Wiesław Libura, który turniej z udziałem osób całkowicie niewidomych prowadził po raz pierwszy. W poczynaniach arbitra widać było klasę sędziowską i wielką kulturę osobistą. Nie musiał na szczęście rozstrzygać poważniejszych problemów, jako że wszystkie partie toczyły się w sportowej, zazwyczaj spokojnej atmosferze. Głównym zadaniem sędziego podczas rund były zatem jedynie apele do niektórych zawodników, by ciszej podawali posunięcia.
W Hotelu Alga jak zawsze − komfortowe warunki do gry
Mistrzem Stowarzyszenia „Cross” został, już po raz trzeci z rzędu, Zygmunt Myszka z klubu „Zryw” Słupsk, wicemistrzem Adam Słowik z „Jantaru” Gdańsk, a trzecie miejsce zajął Krzysztof Zemła z „Pionka” Bielsko-Biała. Zwycięzcy otrzymali puchary i medale ufundowane przez Stowarzyszenie „Cross”. Najlepiej spośród pań zagrała Elżbieta Jagieła z klubu „Podkarpacie” Przemyśl i to ona otrzymała puchar ufundowany przez klub „Jantar” Gdańsk.
Aż czworo uczestników turnieju − Liudmyla Krasivska, Barbara Kusowska, Henryk Młyński i Jakub Franczek − uzyskało normę na czwartą kategorię szachową. Dużym plusem był start nowych, młodych szachistów – Jakuba Franczka oraz Igora Sobierajskiego. To bardzo dobry sygnał, bo od lat zwraca się uwagę na potrzebę odmłodzenia tej dyscypliny oraz zachęcania nowych osób do aktywności sportowej. Udział szachowej młodzieży pozwala wierzyć, że szachy potrafią zainteresować kolejne pokolenie zawodników. Warto podkreślić, że młodzi sportowcy doskonale odnaleźli się w wymagających realiach turnieju. Jakub Franczek uzyskał bardzo dobry wynik punktowy, a Igor Sobierajski z powodzeniem rywalizował z bardziej doświadczonymi przeciwnikami. Dla nich sam start w mistrzostwach był nie tylko okazją do sprawdzenia swoich umiejętności, ale i możliwością zdobycia cennego doświadczenia w rywalizacji z wielokrotnymi medalistami i graczami posiadającymi znacznie większy turniejowy staż. Integracja młodszych i starszych uczestników, wspólne analizy partii oraz wzajemna pomoc poza salą gry tworzą wyjątkową atmosferę, która jest jednym z największych atutów mistrzostw Stowarzyszenia „Cross”.
Zwycięzcy turnieju. Od lewej: Adam Słowik, Zygmunt Myszka, Krzysztof Zemła
W wolnym czasie szachiści udali się do muzeum hitlerowskiego obozu koncentracyjnego. Ciekawą atrakcją były most na Wiśle Królewieckiej, gdzie kręcono jeden z odcinków serialu „Czterej pancerni i pies”, a także przejazd kolejką wąskotorową. Wspaniała letnia pogoda sprzyjała lubiącym piesze wędrówki. Cały ośrodek był do dyspozycji uczestników zawodów, a serwowane posiłki zadowoliły chyba nawet najbardziej wymagających. Niebagatelnymi atrakcjami były możliwość korzystania z basenu na świeżym powietrzu i kręgielni, która znajduje się na terenie obiektu.
Koordynatorem imprezy był Jerzy Dzióbek z klubu „Jantar” Gdańsk. Nad tym, by zawodnikom w czasie gry niczego nie brakowało, czuwała niezawodna w takich sytuacjach Czesława Marciocha. Turniej mógł odbyć się dzięki dofinansowaniu ze środków PFRON oraz Ministerstwa Sportu i Turystyki.
V Mistrzostwa Stowarzyszenia „Cross” Osób Całkowicie Niewidomych w Szachach 15-23.06.2026 r., Sztutowo
1. Zygmunt Myszka „Zryw” Słupsk 6 p. 2. Adam Słowik „Jantar” Gdańsk 5 p. 3. Krzysztof Zemła „Pionek” Bielsko-Biała 5 p. 4. Tomasz Sokół „Tęcza” Poznań 5 p. 5. Jerzy Dzióbek „Jantar” Gdańsk 4,5 p. 6. Elżbieta Jagieła „Podkarpacie” Przemyśl 4 p. 7. Henryk Młyński „Jantar” Gdańsk 4 p. 8. Edward Skiera „Łuczniczka” Bydgoszcz 3,5 p. 9. Krystyna Perszewska „Jantar” Gdańsk 3,5 p. 10. Józef Grochowski „Sudety” Kłodzko 3,5 p. 11. Liudmyla Krasivska „Sudety” Kłodzko 3,5 p. 12. Kazimierz Hanuszkiewicz „Elcross” Elbląg 3,5 p. 13. Jakub Franczek „Łuczniczka” Bydgoszcz 3,5 p. 14. Józef Skowronek „Jantar” Gdańsk 3 p. 15. Igor Sobierajski „Jantar” Gdańsk 3 p. 16. Barbara Kusowska „Jantar” Gdańsk 3 p. 17. Ireneusz Kaczmarek „Pionek” Bielsko-Biała 2,5 p. 18. Piotr Leśniewski „Jantar” Gdańsk 2 p. 19. Rafał Ziółkowski „Jantar” Gdańsk 2 p.
W dniach 25-29.06.2026 r. w pensjonacie Willa Scandia w Dusznikach-Zdroju odbyły się XXV Indywidualne Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Brydżu Sportowym. Czołowi zawodnicy ostatecznie potwierdzili swoją mocną pozycję.
W trakcie trzydniowych zmagań rozegrano 63 rozdania, podzielone na 21 minisesji. W zawodach uczestniczyły 24 osoby z dwunastu ośrodków, w tym aż 13 pań. Turniej rozegrano na zapis maksymalny.
Pierwsza sesja, rozgrywana w nieznośnym upale przekraczającym 33 stopnie Celsjusza, przyniosła dość niespodziewane wyniki. Zwyciężyła w niej wprawdzie Ewa Miszczak z warszawskiej „Syrenki”, ale dwie kolejne lokaty zajęli nieoczekiwanie przedstawiciele „Podkarpacia” Przemyśl: Tadeusz Bielski i Teresa Jurczak. W pierwszej piątce znaleźli się jeszcze Teresa Mystkowska z „Syrenki” Warszawa i Jerzy Czeszewski ze „Zrywu” Słupsk. Zaskakująco daleko, bo poza pierwszą dziesiątką, pozostawali utytułowani zawodnicy „Warmii i Mazur” Olsztyn Tomasz Stopierzyński i Jerzy Suder, a także Zbigniew Wyziński z warszawskiej „Syrenki”.
Na sali rozgrywek
Jednak już drugiego dnia do pogoni za czołówką przystąpili olsztyniacy. Sesję wyraźnie wygrał Tomasz Stopierzyński, który osiągnął ponad 70 procent wyniku maksymalnego, przed Ryszardem Suderem, Jerzym Czeszewskim, Leszkiem Mystkowskim z „Syrenki” Warszawa i Janem Biskubskim ze „Zrywu” Słupsk. Chyba tylko upał i chwilowa dekoncentracja zawodników spowodowały rozbieżność wyników w takim oto rozdaniu:
N: pik − A, W, 9, 5; kier − K, 2; karo − 5; trefl − A, D, W, 10, 9, 8
Żadna z par grających na linii N − S nie potrafiła wylicytować gry premiowej. A tylko trzy duety zagrały końcówkę w bez atu i wzięły po wiście kierowym z ręki W: 13 lew − Zbigniew Wyziński, 12 lew – Bernard Olejnik („Warmia i Mazury” Olsztyn). Tymczasem 60 procent z tego rozdania uzyskała zawodniczka, która wzięła tylko 10 lew. Jak to zrobiła? Nie możemy w żaden sposób do tego dojść.
Upał raczej nie sprzyjał spacerom, ale ci, którzy wyszli w sobotni wieczór do parku zdrojowego, zostali nagrodzeni widokiem kolorowych fontann tryskających wodą w rytm muzyki Fryderyka Chopina. Według gospodarzy fontanna dusznicka powstała już w XIX wieku i jest najwyżej tryskającym wodotryskiem w Polsce.
Od lewej stoją: Ewa Stępek, Roman Kierznowski, Ewa Miszczak, Tomasz Stopierzyński, Leszek Mystkowski, Alicja Adamek, Stanisława Szymańska, Renata Kucharska, Katarzyna Ciućka i Krzysztof Lipowski
Po drugim dniu zmagań stawce przewodził Tomasz Stopierzyński, przed Ewą Mistrzak. W czołówce znajdowali się: Leszek Mystkowski, Jerzy Czeszewski, Jan Biskupski i Ryszard Suder. Ten ostatni przystąpił do szturmu dopiero w trzecim dniu rozgrywek i po kilku minisesjach wysunął się na pierwsze miejsce. Okupował je z małymi zmianami aż do ostatniej, 21. minirundy. Trzy końcowe rozdania okazały się dla niego fatalne, bo spadł na czwarte, niemedalowe miejce po tym, jak uzyskał zaledwie 20 procent w trzech ostatnich rozdaniach. Wyniki trzeciej sesji według kolejności od najlepszego zawodnika: Ryszard Suder, Jan Biskupski, Stanisława Szymańska („Podkarpacie” Przemyśl), Leszek Mystkowski i Alicja Adamek (Wałbrzych).
Tytuł zdobył Tomasz Stopierzyński, który awansował z drugiego miejsca w roku ubiegłym. Podsumowania turnieju i uhonorowania zwycięzców w imieniu koordynatora Józefa Plichty dokonała Katarzyna Ciućka, członkini zarządu klubu „Sudety” Kłodzko, w asyście sędziów turnieju − Romana Kierznowskiego i Krzysztofa Lipowskiego. Zwycięzca otrzymał puchar, całe podium medale oraz nagrody pieniężne w postaci bonów ufundowanych przez Stowarzyszenie „Cross”. Dodatkowo właścicielka pensjonatu Ewa Stępek podarowała medalistom dwuosobowe vouchery na pobyt weekendowy w wybranych pensjonatach w Dusznikach-Zdroju, Kudowie-Zdroju lub Kłodzku. Zawody zostały dofinansowane z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w ramach projektu Stowarzyszenia „Cross” „Tylko dla mistrzów 2026” oraz ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki.
XXV Indywidualne Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Brydżu Sportowym 25-29.06.2026 r., Duszniki-Zdrój
1. Tomasz Stopierzyński „Warmia i Mazury” Olsztyn 2. Ewa Miszczak „Syrenka” Warszawa 3. Leszek Mystkowski „Syrenka” Warszawa 4. Ryszard Suder „Warmia i Mazury” Olsztyn 5. Jan Biskupski „Zryw” Słupsk 6. Jerzy Czeszewski „Zryw” Słupsk 7. Bernard Olejnik „Warmia i Mazury” Olsztyn 8. Stanisława Szymańska „Podkarpacie” Przemyśl 9. Tadeusz Bielski „Podkarpacie” Przemyśl 10. Andrzej Majcher „Zryw” Słupsk
Najlepsze zawodniczki
1. Ewa Miszczak „Syrenka” Warszawa 2. Stanisława Szymańska „Podkarpacie” Przemyśl 3. Renata Kucharska „Jantar” Gdańsk 4. Alicja Adamek „DoSaN” Wałbrzych
Tradycji stało się zadość – kręgielnia Miejskiego Ośrodka Kultury, Sportu i Rekreacji w Pucku znów na kilka dni stała się centrum polskiego kręglarstwa klasycznego osób z dysfunkcją wzroku. Zawodnicy z całej Polski rywalizowali o puchary i punkty do krajowego rankingu. Poziom sportowy oraz atmosfera na trybunach udowodniły, że sport nie zna barier, a precyzja i waleczność uczestników mogą zaimponować każdemu.
Ogólnopolski turniej niewidomych i słabowidzących w kręglach klasycznych w Pucku to stała i wyczekiwana impreza z kalendarza startów Stowarzyszenia „Cross”. Dzięki dofinansowaniu ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Ministerstwa Sportu i Turystyki sportowcy mieli zapewnione doskonałe warunki zarówno w samej kręgielni, jak i w goszczącym ich Domu Żeglarza. Nad przebiegiem tegorocznej rywalizacji czuwali koordynatorka zawodów Joanna Staliś oraz sędzia główny Eugeniusz Bernat.
Na torach zobaczyliśmy reprezentantów klubów z całego kraju. Rywalizacja toczyła się, jak zawsze, w trzech kategoriach startowych, odpowiednio do stopnia dysfunkcji wzroku. W tym roku zawody podzielone były na dwie części. Faza eliminacyjna dawała awans do gier finałowych, jednak nie liczyła się teraz, inaczej niż w poprzednich latach, suma dwóch startów. Wystarczyło uzyskać wynik kwalifikujący do gry w czwórce najlepszych zawodników. Zapis wszystkich wyników, jakie uzyskali gracze podczas turnieju, można prześledzić po zeskanowaniu kodu QR zamieszczonego pod artykułem.
W kategorii B1 kobiet zwyciężyła reprezentantka „Pionka” Włocławek Agnieszka Smoła z wynikiem 447 kręgli, która pokonała pięcioma punktami Reginę Szczypiorską oraz trzecią na podium Barbarę Szypułę, która uzyskała w finale 430 p. Czwartą zawodniczką z prawem startu w finale była Monika Neubert.
Zawodnicy z kategorii B2 i B3 w trakcie pierwszych rzutów turniejowych
W kategorii B2 kobiet pierwsze miejsce, za najlepszy w grupie wynik 631 p., zdobyła zawodniczka klubu „Morena” Iława Magdalena Palamar. Ze stratą dziewięciu kręgli do zwyciężczyni na drugim miejscu uplasowała się Irena Zięba, a trzecia wśród najlepszych, z wynikiem 581 kręgli, była Beata Chraścina. W finale wystartowała również Jadwiga Szamal z Łodzi.
Wśród pań w kategorii B3 złoty medal wywalczyła reprezentantka olsztyńskiego klubu „Warmia i Mazury” Zofia Sarnacka, zdobywając 601 p. − o jeden punkt więcej od grającej tym razem w kategorii B3 Katarzyny Majewskiej. Na najniższym stopniu podium uplasowała się Anna Barwińska, której także niewiele brakowało do liderki, bo tylko trzech punktów. W finale oglądaliśmy również Elżbietę Malinowską, która uzyskała 560 p. W tym miejscu warto dodać, że wszystkie panie w rzutach finałowych zdobyły więcej punktów niż w eliminacyjnych.
Dekoracja zwyciężczyń w kategorii B1 i ich asystentów
Wśród panów walczących w grupie startowej B1 zwyciężył Tadeusz Kolbusz z klubu „Atut” Nysa, który zagrał na poziomie 530 p. Na drugim miejscu, z wynikiem 498 p., uplasował się Szczepan Polkowski. Skład podium dopełnił w Pucku tym razem Grzegorz Modrzyński, który w finale zdobył 483 p. W czwórce najlepszych walczył również Sebastian Szymański, który ostatecznie strącił 454 kręgle.
W B2 mężczyzn podium zapełnili przedstawiciele dwóch klubów − z Olsztyna oraz Włocławka. Pierwsze miejsce zajął Mieczysław Kontrymowicz, który wcześniej, w eliminacjach, uzyskał najwyższy wynik tej kategorii mężczyzn, zdobywając 702 p. W finale Mieczysław zdobył 681 p. i tym samym pokonał o 14 p. drugiego w stawce Ryszarda Lewandowskiego. Na ostatnim stopniu podium, z wynikiem 659 kręgli, stanął Stanisław Stopierzyński. Poza medalową trójką znalazł się tym razem Jan Smoła (636 p.).
W finale kategorii B3 najlepszy występ i 705 p. odnotował Władysław Wakuliński z „Łuczniczki” Bydgoszcz. Drugie miejsce należało do Krzysztofa Paszyny, który uzyskał 677 p., zaś na trzecim miejscu, z bardzo dużą stratą do rywali, uplasował się Zbigniew Strzelecki (585 kręgli). Cóż, tym razem za podium, z wynikiem 559 punktów, stał Dariusz Mądro.
Ceremonia medalowa kategorii B1 mężczyzn
Zawodnicy zgodnie podkreślali, że granie w Pucku różniło się w porównaniu do poprzednich lat. Zapewne za sprawą lekkiego liftingu kręgielni polegającego na wymianie kręgli, naciągających je sznurków oraz drobnych naprawach mechanizmów znajdujących się w automatach.
Kiedy opadły już sportowe emocje, a ostatnie kręgle zostały uprzątnięte z torów, w powietrzu wciąż unosił się duch zdrowej, sportowej rywalizacji. Zawodnicy ze Stowarzyszenia „Cross” opuścili Puck nie tylko z pucharami i świeżymi punktami w rankingu, lecz przede wszystkim z bagażem niezapomnianych wspomnień i motywacją do dalszych treningów.
Wydarzenie to na stałe wpisało się już w sportowy krajobraz miasta, a gościnność puckiego MOKSiR-u oraz Domu Żeglarza znów była wielka. Jedno jest pewne: zameldujemy się tu za rok.
Gratulujemy wyników wszystkim uczestnikom i z niecierpliwością czekamy na kolejną edycję turnieju!
Pełne wyniki turnieju kręglarskiego w Pucku 2026 dostępne są TUTAJ
Rozpoczęło się lato, a wraz z nim wyjazdy w piękne zakątki Polski na aktywny wypoczynek. W dniach 2-12 czerwca 2026 r. odbył się pierwszy z pięciu tegorocznychogólnopolskich obozów sportowych, jakie zaplanowało Stowarzyszenie „Cross”. Ten, zorganizowany w Mielnie, zapewniał zajęcia z nordic walkingu oraz aqua aerobiku i przeznaczony był dla grupy 30 osób niewidomych i słabowidzących wraz z przewodnikami. Został on zorganizowany przy wsparciu Ministerstwa Sportu i Turystyki w ramach programu PUSON 2026..
Mielno to popularny kurort w województwie zachodniopomorskim, położony między Bałtykiem a jeziorem Jamno. Posiada status uzdrowiska i słynie z szerokich, piaszczystych plaż gwarantujących możliwość błogiego leniuchowania, a nadmorska promenada i liczne ścieżki pieszo-rowerowe zachęcają do aktywnego wypoczynku. Niewielka odległość od Koszalina to dodatkowy atut miejscowości.
Silna grupa nordicowców w trakcie treningu nad brzegiem jeziora Jamno w Mielnie
Na uczestników obozu czekała Willa Alexander, w której można było poczuć się jak w dworku szlacheckim. Fontanna i szpaler pachnących róż przed wejściem, na ścianach korytarzy i pokoi przepiękne obrazy, do tego ogromne lustra w złoconych ramach oraz kanapy i fotele w częściach wspólnych. A za budynkiem sosnowy lasek obsadzony kwitnącymi właśnie rododendronami. Wygodnie urządzone pokoje, basen, strefa spa i liczne miejsca wypoczynkowe w ogrodzie zapowiadały udany pobyt.
Był to obóz sportowy, zatem przygotowany został także ciekawy program wypełniony aktywnościami ruchowymi. Codziennie odbywały się marsze nordic walking i aqua aerobic. Uczestnicy zostali podzieleni na grupy, zależnie od umiejętności i kondycji fizycznej, więc instruktorzy mogli dostosowywać wymagania do ich możliwości. Zapału nie brakowało, więc każdego dnia odbywały się poprzedzone rzetelną rozgrzewką kilkukilometrowe marsze po mieleńskich ścieżkach: promenadą, brzegiem morza czy wzdłuż jeziora. Bardzo ciekawa okazała się leśna ścieżka edukacyjna. Uczestnicy, dla bezpieczeństwa swojego, a także innych osób, nosili podczas zajęć kamizelki odblaskowe. Po nordicowych wycieczkach świetnym relaksem były zajęcia w basenie. Gimnastyka wodna sprawiała, że w dorosłych na nowo budziło się dziecko i nie było końca zabawom z materacami, kółkami i „makaronami”. Bardzo dużym zainteresowaniem cieszyły się ćwiczenia aquacyclingu, czyli „jazda” na specjalnych rowerach stojących w basenie. Po wyjściu z wody można było wygrzać się w saunie.
Uczestnicy obozu podczas wyjazdowego treningu po drugiej stronie jeziora Jamno. Piękne pamiątkowe zdjęcie zrobione w czasie oczekiwania na powrotny tramwaj wodny do Mielna
Ciekawym urozmaiceniem okazały się rejs tramwajem wodnym po jeziorze Jamno i piesza wycieczka do wioski o tej samej nazwie. Kapitan hydrobusu uraczył turystów niezwykle interesującą opowieścią o historii akwenu i leżących wokół miejscowości.
Pogoda dopisywała, więc amatorzy opalania mogli złapać nieco słońca na pobliskiej plaży. Były też zajęcia integracyjne przy ognisku i w jadalni, gdy zdarzył się deszcz. Na jednych z nich każdy uczestnik prezentował krótki wierszyk, żarcik lub piosenkę, a w zamian losował sobie drobny upominek. W ten sposób obozowicze wrócili do domu z jakąś pamiątką.
Koordynator Wojciech Puchacz dwoiłsię i troił, żeby wszyscy byli zadowoleni. Natychmiast reagował na zgłaszane sprawy i szybko starał się je pozytywnie rozwiązać. Obóz na pewno spełnił oczekiwania uczestników. Każdy znalazł coś dla siebie, od intensywnych zajęć, po chwilę odpoczynku i wytchnienia na plaży. Niewidomi i słabowidzący uczestnicy z pewnością poprawili kondycję, miło spędzili czas, nawiązali nowe znajomości. Dlatego odjeżdżając, już pytali o kolejne wyjazdy.
Nordic walking, choć wydaje się prostą formą rekreacji, wymaga precyzyjnego opanowania techniki, aby w pełni wykorzystać jego potencjał prozdrowotny. Fundamentalną zaletą nordic walkingu jest odciążenie aparatu ruchu przy równoczesnym zaangażowaniu ponad 90 procent mięśni całego ciała. Aby zamienić zwykły spacer w pełnowartościowy i bezpieczny trening, naukę warto podzielić na cztery proste etapy.
Zanim jednak ruszysz „z kopyta”, włóż odpowiednie obuwie. Idealne buty do nordic walkingu powinny posiadać podeszwę elastyczną w jej przedniej części, która ułatwia zginanie stopy i zapobiega przeciążeniom piszczeli, a także ściętą i zaokrągloną piętę zapewniającą gładkie lądowanie. Ważna jest również umiarkowana amortyzacja, która chroni stawy bez utraty stabilności i energii przy odbiciu. Niski drop butów [buty niemal płaskie − przyp. red.] wymusza naturalną postawę ciała oraz usprawnia pracę łydki i ścięgna Achillesa, podczas gdy ich szeroki przód gwarantuje palcom swobodę niezbędną do efektywnego wybicia.
Przygotowanie biomechaniczne: środek ciężkości do przodu
Kluczem do sukcesu jest zachowanie naturalnej biomechaniki chodu, przy jednoczesnym dynamicznym włączeniu pracy kończyn górnych. Proces ten najlepiej realizować etapowo. Najpierw przesuwamy środek ciężkości ciała lekko w przód i stopniowo wprowadzamy kolejne fazy nauki ruchu: od noszenia kijów (carry), przez ich ciągnięcie (drag) i wbicie (plant), aż po finalne efektywne odepchnięcie (push). Podstawą jest zachowanie sylwetki lekko pochylonej do przodu oraz naprzemiennego, płynnego ruchu rąk i nóg.
Punktem wyjścia do opanowania prawidłowej techniki jest świadoma praca nad postawą ciała. Aby zainicjować ruch, delikatnie przesuń środek ciężkości w przód. Lekkie pochylenie całej wyprostowanej sylwetki – generowane ze stóp, a nie ze zgięcia w pasie – naturalnie wymusza ruch postępowy i nadaje marszowi dynamiczny charakter.
Ćwiczenie pomocnicze Wyobraź sobie, że stoisz prosto i sztywno, z rękami opuszczonymi wzdłuż tułowia. Zacznij powoli pochylać się do przodu. Naturalną reakcją obronną będzie dynamiczny wykrok, który uchroni cię przed upadkiem. To doskonały dowód na to, jak kontrolowane wychylenie środka ciężkości nadaje krokom naturalny, swobodny pęd.
W pozycji wyjściowej chwyć kije w połowie ich długości, ustaw je równolegle do podłoża i rusz przed siebie naturalnym krokiem. Na tym etapie kije nie służą jeszcze do odpychania. W tej wstępnej fazie, nazywanej carry („nieś kije”), koncentrujemy się na pracy obręczy barkowej, przy jednoczesnym rozluźnieniu górnych partii ciała. Kije pełnią tu rolę wskaźnika prawidłowej trajektorii ruchu i powinny przez cały czas poruszać się równolegle do ziemi. Ręce pracują naprzemiennie, a ruch wahadłowy wyprowadzany jest z ramion (stawów barkowych). Unikaj sztucznego, nadmiernego zginania rąk w łokciach – to częsty błąd, który natychmiast burzy poziome ustawienie kijów. Faza ta idealnie przygotowuje ciało do naturalnej, naprzemiennej pracy rąk i nóg.
Ćwiczenie koordynacyjne „wahadło” (Fot. 1). Ćwiczenie wykonaj w marszu lub w staniu. Rozluźnij ramiona i pozwól im na swobodny, wahadłowy ruch z barku w przód i w tył, pilnując, aby kije trzymane w połowie długości stale zachowywały poziomą orientację.
Fot. 2. „Ciągnij kije”
Krok 2. Izolacja i rytm: ciągnięcie kijów(drag)
Gdy ruch naprzemienny staje się płynny, czas na fazę drag („ciągnij kije”). Wsuń dłonie w paski rękawiczek, ale nie zaciskaj ich na rękojeści – pozwól kijom swobodnie wisieć. Zacznij maszerować, ciągnąc je za sobą po ziemi (Fot. 2). Na dystansie około 10-30 metrów kończyny górne pozostają celowo „przyklejone” do tułowia i nie uczestniczą w ruchu. Pozwala to na wyizolowanie pracy nóg i bioder oraz oswojenie się z ciężarem ciągniętego sprzętu. Po przejściu tego odcinka pozwól ramionom na samoistne, naturalne włączenie się do ruchu chodu. Kończyny górne zaczynają wówczas balansować, a osoba ćwicząca powinna skupić uwagę na ich naprzemiennej, płynnej pracy (prawa ręka wysuwa się w przód równocześnie z lewą nogą).
Jeśli zgubisz rytm lub naprzemienność ruchów, zacznij ćwiczenie od początku lub wykonaj poniższe ćwiczenie w parze zwane „cześć”.
Ćwiczenie korygujące w parach: „cześć”. Dobierz sobie parę. Stańcie naprzeciwko siebie. Podawajcie sobie dłonie jak na powitanie, dołączając do tego wykrok przeciwną nogą. Ćwiczenie wykonujcie dynamicznie i naprzemiennie: prawa ręka z lewą nogą, a następnie lewa ręka z prawą nogą (Fot. 3).
Fot. 3. Ćwiczenie w parach: „cześć”
Krok 3. Kontakt z podłożem: wbicie kija(plant)
Utrzymując wcześniejszy rytm marszu, zwróć szczególną uwagę na moment, w którym grot styka się z podłożem. Naturalnym rozwinięciem tego elementu jest faza plant, czyli kontrolowane wbicie kija. Kije powinny stykać się z podłożem pod kątem ostrym, celując mniej więcej w połowę długości kroku (Fot. 4). Gdy poczujesz kontakt z podłożem, zaakcentuj go poprzez kontrolowany docisk otwartej dłoni do paska rękawiczki, a nie poprzez gwałtowne zaciśnięcie jej na rękojeści. Kluczową regułą anatomiczną na tym etapie jest dbałość o to, aby kończyny górne podczas wyprowadzania ruchu w przód oraz w tył pozostawały maksymalnie wyprostowane w stawach łokciowych. Pozwala to na zachowanie długiej dźwigni i chroni stawy przed przeciążeniami dynamicznymi. Pokonując w ten sposób próbny dystans (np. 500 metrów), stale kontroluj swoją postawę. Pamiętaj, że ruch powinien wynikać z czystego wahadła w stawie ramiennym, a nie z pracy bicepsa czy przedramienia.
Fot. 4. Ustawienie i kąt wbicia kija. Kij powinien być zawsze ustawiony pod skosem do tyłu i tworzyć z podłożem kąt ostry około 60 stopni. Nigdy nie wbijaj kija pionowo przed sobą! Taki błąd drastycznie hamuje ruch postępowy, generuje niebezpieczne siły zwrotne i przeciąża stawy łokciowe oraz barkowe
Krok 4. Dynamika i napęd: faza odepchnięcia(push)
Ostatnim, najbardziej zaawansowanym elementem uczenia się techniki nordic walkingu jest faza push (odepchnięcie). To właśnie ten moment decyduje o prozdrowotnym charakterze tej dyscypliny, bo właściwe odepchnięcie pozwala przenieść ciężar ciała na kij, dając wyraźny impuls napędowy w przód i realnie odciążając stawy kończyn dolnych oraz kręgosłup. Wprowadzenie tej fazy wymaga pewnego chwycenia za rękojeść w początkowej fazie ruchu, aby wygenerować mocne wybicie. Jednak esencją fazy push jest otwieranie dłoni z tyłu (jak na Fot. 4).W momencie gdy ręka z kijem mija linię bioder, musimy całkowicie puścić rękojeść, rozluźniając dłoń. Odpychamy się wówczas od paska rękawiczki za pomocą palców. Taki ruch pozwala maksymalnie wydłużyć dźwignię, zwiększyć zasięg ramienia i zapobiega nadmiernemu napięciu mięśniowemu przedramienia.
Integracja techniki w marszu ciągłym
Opanowanie pojedynczych elementów technicznych to jedno, ale prawdziwym wyzwaniem jest ich harmonijne połączenie na dłuższym dystansie (np. podczas dwukilometrowego treningu). Aby zintegrować cały ruch w płynną całość, warto wdrażać ukierunkowane ćwiczenia koordynacyjne.
Synchronizacja góry i dołu
Pełna płynność marszu wymaga precyzyjnego zgrania pracy rąk i nóg. W miarę postępów kluczowym elementem staje się cykliczny ruch dłoni. Polega on na mocnym zaciskaniu palców na rękojeści kija w fazie przedniej (wypchnięcie) oraz na całkowitym ich zwalnianiu i otwieraniu dłoni w fazie tylnej (odepchnięcie i luźne puszczenie kija).
Świadome przetaczanie stopy to fundament prawidłowej techniki. Ruch ten powinien rozpoczynać się od wyraźnego, stabilnego postawienia pięty, biec przez jej zewnętrzną krawędź, aż po dynamiczne odbicie z wielkiego palca. Warto zaakcentować tę końcową fazę, wyobrażając sobie marsz po piasku i energiczne „grzebnięcie” palcami. Ta aktywna praca dolnej części ciała idealnie współgra z ruchem ramion, co w naturalny sposób pozwala wydłużyć krok i zwiększyć efektywność marszu.
Aby skutecznie zautomatyzować ten proces, naukę warto wdrażać stopniowo i asymetrycznie. Trening rozpoczynamy od koncentracji na pracy jednej strony ciała, by po chwili przenieść uwagę na drugą. Dopiero po opanowaniu tego etapu łączymy ruchy w płynny, naprzemienny marsz, który można z powodzeniem praktykować na dłuższych dystansach kondycyjnych.
Prawidłowa technika NW to nie kwestia machania kijami, lecz zrozumienie fizyki ruchu. Przesunięcie środka ciężkości w przód, zachowanie długich dźwigni prostych rąk oraz rytmiczne naprzemienne zaciskanie i otwieranie dłoni pozwala na zaangażowanie ponad 90 procent mięśni naszego ciała. Metodyczne, etapowe przejście przez cztery fazy (carry, drag, plant, push) gwarantuje, że marsz stanie się bezpieczny, wysoce efektywny i naturalny oraz przyniesie maksimum korzyści zdrowotnych.
W pierwszej części porad dla uprawiających strzelectwo przyjrzeliśmy się biomechanicznym realiom strzelectwa dźwiękowego. Wiemy już, że brak kontroli wzrokowej zamienia ciało zawodnika w żywy statyw, w którym receptory stopy, napięcie mięśni głębokich oraz słuch tworzą precyzyjne sprzężenie zwrotne. Wiemy także, jak ogromną cenę płaci aparat ruchu za wielogodzinne utrzymywanie asymetrycznej pozycji i walkę z ciężarem broni – od chronicznego napięcia podpotylicznego, przez zespół ciasnoty podbarkowej, aż po wyłączenie struktur miednicy.
Samo niwelowanie skutków tych przeciążeń za pomocą stretchingu i regeneracji to jednak dopiero połowa sukcesu. Aby skutecznie zapobiegać bólom i chronicznemu zmęczeniu, musimy uderzyć w źródło problemu. Prawdziwym kluczem do mistrzowskiej powtarzalności strzałów jest zbudowanie tarczy ochronnej w postaci niezachwianego fundamentu motorycznego.
W tym artykule przejdziemy od teorii i regeneracyjnego „resetu” do aktywnego działania. Przedstawiamy specjalistyczny program treningowy, który koncentruje się na trzech filarach biomechaniki strzeleckiej: propriocepcji, stabilizacji centralnej oraz antyrotacji. Zamiast budować klasyczną siłę dynamiczną, skupimy się na nauce przeciwstawiania się siłom zewnętrznym i asymetrycznym obciążeniom. Przeanalizujemy, jak aktywować głęboki gorset mięśniowy (core), zanim zostanie pociągnięty spust, oraz jak zablokować niepożądane rotacje tułowia, które zakłócają sygnał dźwiękowy w słuchawkach.
Zasięg treningu
Ćwiczenia na równowagę i stabilizację nie mogą nadmiernie męczyć układu nerwowego przed samym strzelaniem. Dlatego powinny być one wykonywane na początku treningu lub w dni wolne od strzelania. Podczas każdego ruchu kluczowy jest wydech przeponowy, przez który mięśnie brzucha i miednicy zaciskają się automatycznie niczym gorset. Należy unikać bezdechu. Cały program powinien być stosowany 2-3 razy w tygodniu jako osobna jednostka treningowa lub jako specjalistyczna rozgrzewka.
Filar I. Propriocepcja i balans Celem tego bloku jest stabilizacja stóp i miednicy, aby maksymalnie ograniczyć kołysanie ciała.
Aktywacja trójnogu podparciaZanim przystąpisz do ćwiczenia, zlokalizuj na swojej stopie trzy kluczowe punkty podparcia: nasadę palucha, nasadę małego palca oraz guz piętowy. Tworzą one tak zwany trójnóg podparcia.
Docisk punktowy: Stań boso i naprzemiennie dociskaj wspomniane punkty do podłoża.
Dodatek ruchowy: Utrzymując stabilny docisk tych punktów, dołącz płynne ruchy głowy w różnych kierunkach.
Unoszenie łuku stopy: W kolejnym kroku spróbuj unieść wewnętrzny łuk stopy, dbając o to, by nie podwijać przy tym palców. Wyobraź sobie, że pod twoją stopą znajduje się mały, miękki owoc (np. agrest), którego nie chcesz zgnieść. Wykonaj 3 serie po 10 powtórzeń. Przy każdym powtórzeniu zatrzymaj ruch uniesienia na 5 sekund.
Stanie jednonóż na poduszce sensorycznej Przyjmij pozycję stojącą na jednej nodze, najpierw na stabilnym podłożu, a potem w wersji trudniejszej, na dysku sensorycznym. Ramiona uniesione do pozycji strzeleckiej. Dla bezpieczeństwa ćwicz blisko ściany. Wykonaj 3 serie po 30-45 sekund na każdą nogę.
Jaskółka (waga dynamiczna; Fot. 1 C, „Cross” nr 12/2025) Wykonaj pochylenie tułowia w przód z jednoczesnym uniesieniem jednej nogi w tył, aż znajdzie się ona w pozycji równoległej do podłoża. Ćwiczenie to doskonale stabilizuje miednicę. Wykonaj 3 serie po 6-10 powtórzeń na nogę, z zatrzymaniem w pełnym wyproście na 5 sekund.
Filar II. Stabilizacja centralna(core) Ten etap wzmacnia głęboki gorset mięśniowy wokół kręgosłupa. Szczegółową technikę tych ćwiczeń znajdziesz w artykułach „Stabilizacja centralna – fundament bezpiecznego ruchu” („Cross” nr 4/2026 i 5/2026).
Włącz do planu treningowego ćwiczenia „martwy robak” oraz „pies-ptak” (nr 5/2026). Uzupełnij je o plank boczny w podporze na przedramieniu. Aby utrudnić to ćwiczenie i zaangażować taśmy skośne, dodaj rotację: powoli sięgaj górną ręką (z lekkim ciężarkiem) pod klatkę piersiową, a następnie wykonaj zdecydowany wyprost ramienia w górę (Fot. 1). Wykonaj 3 serie po 30-45 sekund na każdą stronę.
Fot.1. Plank boczny z unoszeniem ciężaru
Filar III. Trening antyrotacyjnyUczy ciało stawiać opór asymetrycznemu ciężarowi broni i przeciwdziałać rotacjom kręgosłupa.
Pallof press Stań bokiem do gumy oporowej zamocowanej na wysokości klatki piersiowej (Fot. 2). Chwyć gumę oburącz przy mostku i powoli wyciskaj ramiona przed siebie, walcząc z siłą, która próbuje skręcić tułów w stronę punktu zaczepienia. Wykonaj 3 serie po 10-12 powtórzeń na stronę. Ćwiczenie możesz modyfikować poprzez przejście do klęku jednonóż (lepsza stabilizacja miednicy), unoszenie rąk nad głowę lub zatrzymanie izometryczne na 20-30 sekund.
Fot. 2. Pallof press w pozycji stojącej oraz w klęku jednonóż
Spacer farmera jednorącz (Fot. 3) Maszeruj precyzyjnie po linii prostej, trzymając ciężki odważnik (kettlebell lub hantel) tylko w jednej dłoni. Aby utrzymać głowę prosto, połóż na niej woreczek z piaskiem. Aby zapobiec unoszeniu barków (wędrowaniu ramion do góry), załóż na ramiona taśmę oporową, a jej oba końce chwyć w dłonie. Twoim zadaniem jest utrzymanie idealnie pionowej sylwetki oraz równej linii barków i bioder, bez bocznego pochylania się. Wykonaj 3 serie po 20-40 metrów na każdą stronę.
Fot. 3. Spacer farmera jednorącz
Integracja strzelecka. Zwieńczeniem programu jest ćwiczenie łączące wszystkie wypracowane cechy, początkowo w klęku jednonóż (Fot. 4), docelowo − w pełnej pozycji strzeleckiej – stojąc. Przyjmij pozycję klęku jednonóż, opierając kolano nogi zakrocznej na poduszce sensorycznej. Trzymając atrapę broni lub prosty kijek, w tej łatwiejszej, przygotowującej pozycji odtwórz pozycję strzelecką i wykonaj poniższe ćwiczenie. Zamknij oczy i wykonaj trzy głębokie oddechy, dbając o zachowanie idealnego pionu tułowia. Na koniec ostatniego wydechu otwórz oczy i sprawdź, czy broń wciąż jest wycelowana w wybrany punkt na ścianie. Dla lepszego odczucia tego ćwiczenia przewieś przez kijek woreczek z piaskiem. W momencie, gdy kij zmieni pozycję, poczujesz, jak woreczek się przesuwa. Kolejnym etapem tego treningu jest wykonanie powyższego ćwiczenia w pozycji stojącej.
Powyższe ćwiczenie to najwyższy stopień połączenia pamięci mięśniowej z kontrolą oddechu.
Fot. 4. Integracja strzelecka
Wprowadzenie ukierunkowanego treningu stabilizacji i antyrotacji to kluczowy krok w ewolucji każdego strzelca dźwiękowego. Zamiast walczyć z fizycznym zmęczeniem i bólem, zyskujemy narzędzia, które zamieniają nasze ciało w precyzyjny, powtarzalny i odporny na przeciążenia mechanizm. Pamiętajmy, że w strzelectwie bezwzrokowym to nie siła mięśni powierzchownych, ale niezłomność głębokiego gorsetu i nienaganna propriocepcja decydują o celności. Regularna praca nad fundamentem motorycznym pozwoli nam odzyskać pełną kontrolę nad postawą, wyciszy mikroruchy ciała i sprawi, że każdy strzał oddamy z pozycji absolutnej stabilności. Zbudujmy swój żywy statyw na solidnych podstawach i pozwólmy, by intuicyjna pamięć mięśniowa pracowała na nasz sukces na osi strzeleckiej.
Lekka figura w walce z pionkami w końcówce (cz. 1)
Tego typu końcówki nie są skomplikowane, ale często wymagają odpowiedniej techniki i znajomości elementarnych pozycji. Przy pionkach na różnych skrzydłach dalekosiężny goniec jest wyraźnie lepszy od skoczka. Ma w dodatku jeszcze jedną ważną zaletę – może wykonywać wyczekujące posunięcia. Wadą gońca jest „zły róg” przy skrajnym pionku. Obie lekkie figury mają zresztą duże problemy w walce z bandowymi piechurami. W tym odcinku rozpatrzymy proste sytuacje.
W. Eingorn – A. Bielawski Mistrzostwa Ukrainy, Kijów 1986
Białe: Kg6, Sc6, h4 Czarne: Kb5, Se6
W partii rozstrzygnął podobny motyw w bardziej złożonej wersji: 1.Sd4+! Sxd4 2.Kf6! Takie ustawienie króla najbardziej ogranicza skoczka. Wypuszczało wygraną 2.h5? Se6 3.h6 Sf8=. 2…Sc2 3.h5 Se3 4.Kg5! Znowu taka sama pozycja króla wobec skoczka. 4…Sc4 5.h6 1-0
T. Markowski (2546) – J. Miesbauer (2390) Drużynowe mistrzostwa Czech 2020
Białe: Ka5, Gb7, g4, h3 Czarne: Ke5, f6, h4
Pozycja nietrudna do wygrania. Jedyna szansa dla czarnych to wymiana pionków f6 i g4, czemu łatwo zapobiec: 59.Gc8! Kf4 60.Kb5 Kg3 61.Kc4 Kxh3 62.g5+. Nastąpiło jednak 59.Kb5? f5! 60.Gg2 Po 60.gxf5 Kxf5, z uwagi na „zły róg” h8, pozycja jest teoretycznie remisowa. Nic nie dawało 60.g5 f4 61.g6 Kf6 62.Ge4 f3 63.Gxf3 Kxg6. Po 60.Gg2 białe miały jeszcze nadzieję na wariant 60...fxg4? 61.hxg4 Kf4 62.Gh3! Kg3 63.g5 Kxh3 64.g6 z wygraną. 60...Kf4! i zgodzono się na remis: 61.Gf3 fxg4 62.hxg4 Kxf3 63.g5 h3=.
K. Dąbrowska – A. Lissowska Półfinał MP kobiet, Gołdap 1987
Białe: Kg2, g3, h4 Czarne: Kg4, Gd6, h5
Bez pionków g3 i h4 pozycja jest prosto remisowa. Teraz grozi jednak zapatowanie białego króla i wymuszenie ruchu g3-g4, co pokazuje wariant 1.Kg1? Kh3! 2.Kh1 (2.Kf2 Kh2 i biały król nie dotrze już do ratującego pola h1) 2...Gc5! 3.g4 hxg4 itd. W partii białe zagrały prawidłowo 1.Kh2! Kf3 2.Kh1 Kf2 3.Kh2 z remisem.
Y. Hoch Studium 1977
Białe: Kf5, Gb8 Czarne: Kc1, b7, g2
Białe remisują dzięki aktywnej grze gońca na obu skrzydłach: 1.Ga7! Po 1.Gh2? b5 2.Ke4 b4 3.Kd3 b3 czarne wygrywały. 1...b5 2.Ke4 Tylko w tę stronę! Przegrywało 2.Kf4? b4 3.Kf3 b3 4.Gd4 g1H! 5.Gxg1 b2. 2...b4 3.Kd3 b3 Nie zmieniało wyniku 3...Kb2 4.Gd4+! Kb3 5.Ke2 Kc4 6.Ge3 b3 7.Kd2 Kb4 8.Kc1 Ka3 9.Kb1=. 4.Kc3 b2 5.Ge3+ Kb1 6.Kb3 Ka1 7.Ka3! Ale nie 7.Gd4? g1H 8.Gxg1 b1H+. 7...b1H 8.Gd4+ Hb2+ 9.Gxb2+ Kb1 10.Gd4 z remisem.
N. Gulijev (2528) – D. Kollars (2618) Mistrzostwa Europy, Vrnjačka Banja 2023
Białe: Kf6, e7, h6, h5 Czarne: Ke8, Gd3, h7
Czarne muszą zlikwidować białe pionki. Nic nie daje 79…Ge2, bo 80.Kg7. Wygrywa wyczekujące 79...Gc2 Teraz biały król musi się oddalić od pionka h5. 80.Ke6 Gd1 81.Kf6 Gxh5 82.Kg7 Gg6 83.Kf6 Kd7 i białe się poddały (róg h1 jest „dobry”).
Na sali gry mistrzostw Stowarzyszenia „Cross” całkowicie niewidomych w szachach, Sztutowo 2026
Wariant z partii M. Vukic (2460) – I. Raicevic (2350) Nisz 1993
Białe: Ka5, Sh2, a6 Czarne: Ka7, h3
Białe wygrają, jeśli skoczek opuści blokadę i zdąży zamatować czarnego króla. Wynik partii zależy od posunięcia, które teraz wykonają czarne. Remisuje tylko ruch 1...Ka8! 2.Kb6 Kb8 3.Sf1 Ka8 4.Se3 h2 5.Sd5 h1H 6.Sc7+ Kb8 7.a7+ Kc8 8.a8H+ Hxa8. Przegrywa 1..Kb8? 2.Kb6 Ka8 3.Sf1 Kb8 4.a7+ Ka8 5.Se3 h2 6.Sd5 h1H 7.Sc7x
Pozycja szkoleniowa
Białe: Kd6, b7 Czarne: Kf4, Sb8, g4
Remis przy posunięciu białych.
1.Kc7 Sa6+ Lub 1...g3 2.Kxb8 g2 3.Kc8=. 2.Kb6 Sb8 3.Kc7 (3.Ka7? Sd7) 3...Sa6+ 4.Kb6 Skoczek nie jest w stanie poświęcić się za pionka b7. Ciągły atak króla gwarantuje białym remis. Przy białym pionku na centralnych liniach taka obrona nie jest możliwa i czarne wygrywają.
E. Chis – M. Ivanka Sinaia 1977
Białe: Kc4, g6, g4 Czarne: Kg7, Sb1, a7
Takie pozycje są wygrane, jeśli skoczek zdąży ustawić się za swoim wolnym pionkiem. W pozycji na diagramie czarnym sprzyjał fakt, że pionek stoi na pozycji wyjściowej i możliwy jest ruch a7-a5: 1...Sa3+ Błędem byłoby 1...Sd2+? 2.Kb5=. 2.Kb4 Lub 2.Kc5 Kxg6 3.Kc6 Sc4 4.Kb5 Se5 5.Ka6 Sc6 6.Kb5 a5. 2...Sc2+! 3.Kb5 Sd4+ 4.Ka6 Sc6 5.Kb7 a5! z wygraną.
W. Cieszkowski – W. Bagirow Lwów 1978
Białe: Kb5, b3, c4 Czarne: Kg3, Sd3, c5
Gdyby zamiast skoczka stał goniec na b4, wynik gry byłby przesądzony. W partii, mimo dobrej pozycji skoczka, białym udało się uratować: 56.b4! cxb4 57.Ka4! Kf4 58.c5! Ke5 59.c6 Kd6 60.Kb3 Kxc6 61.Kc4 Kb6 62.Kxd3 Kb5 63.Kc2 Ka4 64.Kb2 Remis!
Na sali gry mistrzostw Stowarzyszenia „Cross” w szachach, Węgierska Górka 2026
W tym numerze kącik analiz jest niejako przedłużeniem relacji z przygotowań kadry i wyjazdu na turniej Riga Open 2026. Nie będę więc powtarzał tego, co zostało już opisane na wcześniejszych stronach miesięcznika. Tutaj skupimy się na najciekawszych momentach z partii naszych reprezentantów, którzy mierzyli się z pełnosprawnymi zawodnikami, w tym również z graczami należącymi do światowej czołówki. Rywalizacja w tak silnej stawce, przy relatywnie szybkim tempie gry (60 minut plus 30 sekund za ruch na zawodnika), była dla osób słabowidzących i niewidomych niemałym wyzwaniem, ale jednocześnie dostarczyła wielu wartościowych pozycji do wspólnej analizy.
Michał Ciborski (Polska) – Natalia Sadowska (Polska) Riga Open 2026, 1. runda
Dość solidnie, z równą pozycją, wyszedł z debiutu Michał w partii przeciwko dwukrotnej polskiej mistrzyni świata. Być może presja urosła jeszcze bardziej wobec ważnych decyzji w grze środkowej.
1.29-24 20x29 2.33x24 19x30 3.35x24 (Często w kontrze do klina przeciwnika wybiera się plan okrążenia: 3.34x25 13-19 4.35-30 8-13 5.40-35 17-22 6.37-31). 3...23-28 4.34-30?? 28-32! 5.37x28 17-21 6.26x17 11x35 Uderzenie Philippe’a przedwcześnie zakończyło ten pojedynek.
MF Yuriy Bobkov, przeciwnik Ewy z pierwszej rundy, to bardzo silnie grający zawodnik z Ukrainy. Skutecznie związał krótkie skrzydło mistrzyni Polski. Próba wyjścia z niego okazała się niemożliwa. 1.34-29? 24x33! 2.39x28 25x34 3.40x29 23x34 I tu partia się kończy wobec braku taktycznych możliwości odbicia piona: 4.44-40? (lub 4.44-39? 12-17! 5.39x30 18-22 6.27x18 13x33) 4... 12-17! 5.40x29 18-23 6.29x18 13x42
Pojedyncze wtrącenie. Jako pouczającą ciekawostkę przytoczę końcówkę naszej polskiej mistrzyni, która w remisowym ustawieniu padła ofiarą ważnej, choć ukrytej idei. Należy o takich możliwościach pamiętać.
1...49-27?? Do remisu prowadziło schowanie damki za piony: 1...49-21 2.33-28 21-3 3.28-22 19-23 4.1x34 14-20 5.25x14 3x25 6.22-18 15-20 7.18-13 20-24 8.37-31 24-29 9.34x23 25x26=. 2.1-23! Dość niewidoczna w końcówkach niespodzianka w postaci poświęcenia damki! 2...19x28 3.33x31
Austeja Daujotaite (Litwa) – Michał Ciborski (Polska) Riga Open 2026, 2. runda
Uderzenie Philippe’a to motyw przewodni pierwszych rund Michała. Tym razem jednak nasz zawodnik w roli oprawcy, a nie ofiary.
1...24-29!? 2.33x24 2.34x23? 18x29 3.33x24 19x30 4.35x24 16-21 5.27x18 13x35 prowadzi do zabrania piona 24 przez czarne. 2...19x30 3.35x24 18-22 4.27x7 8-12 5.7x18 13x35 6.45-40! 35x44 7.50x39 Pion 24 jest narażony na utracenie, ale przy idealnej obronie nie da się go zabrać. 7...14-20 8.34-29 9-13 9.32-28 4-9 10.38-32?
Po błędzie białego klina nie sposób 24 uratować. Trzeba było zagrać 10.28-23! 9-14 11.39-34 3-8 12.38-32 z lepszą pozycją dla białych. 10...9-14 11.42-38 14-19 12.39-34 19x39 13.43x34 Mimo piona przewagi u Polaka partia zakończyła się remisem.
Barbara Kacprzak (Polska) – Hugo Kask (Estonia) Riga Open 2026, 6. runda
I znów uderzenie Philippe’a! Tym razem w wykonaniu Barbary Kacprzak z nietrudnym, ale efektownym wykorzystaniem zasady bicia większości. W ostatnim posunięciu czarne zagrały: 7-11? 1.27-22! 18x27 2.32x21 16x27 3.25-20! 14x34 4.40x16 I Basia spokojnie tę partię z estońskim przeciwnikiem wygrała.
Bardzo ciekawie potoczył się pojedynek Ewy z Grażyną. Kolejny raz w tym roku Grażyna zagrała agresywnie, dzięki czemu otrzymała solidną, centralną pozycję. 1.37-31 7-11 2.40-34 14-20 3.25x14 9x20 4.34-30 18-23 5.30x19 13x24 6.41-37 20-25 7.38-32 12-18 8.45-40?? 8-12? Grażyna mogła więc szybko wygrać, wykorzystując znaną ideę na większość: 8...23-29! 9.32x21 29x49. 9.48-42 3-8? Tu można było bronić się już tylko kontrkombinacją: 9...2-8! 10.31-27 22x31 11.33x2 11-16 12.36x27 3-9 13.2x30 25x45. 10.31-27! 22x31 11.33x13 8x19 12.36x27 i z pionem więcej Ewa zdobyła dwa punkty.
Linda Eglite (Łotwa) – Mieczysław Kaciotys (Polska) Riga Open 2026, 5. runda
W efektowny sposób Mieczysław Kaciotys wykorzystał niedokładności rywalki w końcówce. Pomógł sobie, doprowadzając do trudnej dla białych pozycji sześć na sześć.
1.35-30 24x35 2.25-20 23-28 3.31-27?! 3.20-15 28x30 4.15-10 32-38 5.10-5 19-24 6.5-46 remisowało, ale wymagało znajomości bardzo trudnych, technicznych końcówek.
3...28x30 4.27x18 32-37 5.20-15 37-41 6.15-10 19-2+4 7.10-5?? Białe nie doceniły siły słupka na głównej linii! (7.18-13 41-46 8.10-4=) 7...41-46! 8.18-13 17-22! 9.5-10 46x5 10.13-9 5-14! 11.9x29 30-34 12.29x40 35x44
Andrzej Jagieła (Polska) – Jakov Shaus (Izrael) Riga Open 2026, 3. runda
Przed niesamowitą szansą stanął w 3. rundzie nasz najlepszy reprezentant w Rydze − Andrzej Jagieła. Przez większą część partii miał lepszą pozycję, a w pewnym momencie mógł kombinacyjnie ograć legendarnego zawodnika, trenera i autora książek Jakova Shausa.
1.21-17 11x22 2.28x17 8-12 3.17x8 13x2 4.33-28 9-13 5.39-33 2-8 6.26-21 8-12 7.48-42 18-23 8.28-22 23-29 9.33-28 29-34?? 10.38-33? W przypadku 10.21-17!! 12x21 11.22-18 13x33 12.38x9 czarne mogłyby zatrzymać zegar. 10...24-30 11.35x24 19x30 12.21-16? Punkt ratował trudny wariant: 12.33-29 34x32 13.25x34 5-10 14.34-30 14-19 15.30-25 19-24 16.22-17 12-18 17.21-16 10-14 18.16-11 18-22 19.17x37 6x17=. 12...12-17! 13.22x11 6x17 14.42-38 30-35 i kilka ruchów później Andrzej złożył broń.
Dominik Kasperczyk (Polska) – Anna Radionova (Łotwa) Riga Open 2026, 6. runda
Kiedy powstawał ten artykuł, męskiej tabeli przewodził Leszek Stefanek − zawodnik z największymi szansami na zdobycie kolejnego w karierze tytułu mistrza Polski. W bardzo ładny sposób Leszek pokonał reprezentanta bydgoskiej „Łuczniczki” Tomka Kuziela.