stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacychstowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 6 (51) czerwiec 2009

ISSN 1427–728X
ROK VII
Nr 6 (51) Czerwiec 2009 r.
 

miesięcznik

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”


Adres redakcji:
00–147 Warszawa
ul. Andersa 1/59 tel.: 022 635 13 83
e–mail: redakcja@cross.org.pl
Redaguje zespół w składzie:
Teresa Dębowska
Redaktor naczelna
Anna Amanowicz
Zastępca redaktor naczelnej
Skład i opracowanie graficzne:
Wojciech Górski
Druk: Wydawnictwa Polskiego Związku Niewidomych Spółka z o.o
Miesięcznik dofinansowuje:
Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych
Ministerstwo Sportu i Turystyki
 
Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych
 
 
Drodzy Czytelnicy!
Gościem czerwcowego numeru miesięcznika jest Ryszard Rodzik, od kwietnia bieżącego roku urzędujący prezes Polskiego Związku Sportu Niepełnosprawnych „Start”. Nowemu szefowi największej polskiej organizacji sportowej niepełnosprawnych życzymy, by podczas czteroletniej kadencji mógł zrealizować wszystkie plany, koncentrujące się na rozwoju sportu, rehabilitacji, turystyki i wypoczynku w środowisku osób z różnymi dysfunkcjami. Nasze łamy zawsze będą otwarte na propagowanie inicjatyw, które tym celom posłużą.
Cieszymy się bardzo, że Ministerstwo Sportu i Turystyki uznało Stowarzyszenie „Cross” za prowadzące przygotowania do paraolimpiady Londyn 2012. Wioślarze z Bydgoszczy i Szczecina już ruszyli do boju, debiutując na międzynarodowej arenie, we włoskim Gavirate. W strzelectwie, warcabach, szachach i piłce nożnej też sporo się dzieje – relacjonujemy o tym na gorąco.
Metody medyczne pobudzające aktywność sportową są zabronione. Doping może szkodzić zdrowiu, czasami wywoływać kalectwo, a nawet śmierć. A jednak od czasu do czasu dochodzą wieści, że jest stosowany. Piórem Wojciecha Gawrońskiego wprowadzamy ten drastyczny temat na nasze łamy. Ku przestrodze!
Jako że sezon urlopowy za pasem, Grażyna Janczak wypunktowała uwagi, których stosowanie spowoduje, że nasze wakacje będą atrakcyjne i … bezpieczne.
A my do tych uwag dołączamy życzenia fantastycznego wypoczynku – oczywiście ze sportem w tle!
 
Teresa Dębska
 
 

Kalendarium Maj 2009

 

 

 Stowarzyszenie „Cross”

 

 

1-7.06.2009 r., Tomaszów Maz. - XI Mistrzostwa Europy w Kręglach

1-12.06.2009 r., Jastrzębia Góra - Finał mistrzostw Polski w szachach

4-7.06.2009 r., Duszniki Zdrój - VI Indywidualne Mistrzostwa Polski w Brydżu

4-7.06.2009 r., Sieraków - I Puchar Prezydenta Słupska w Kręglach
7-13.06.2009 r., Ryn - Ogólnopolski turniej szachowo-warcabowy „O Puchar Mazur”
11-14.06.2009 r., Rzeszów - Turniej kwalifikacyjny do mistrzostw Polski w bowlingu (Strefa A)
12-13.06.2009 r., Wrocław - Ogólnopolski turniej tańca
12-14.06.2009 r., Kraków - Turniej piłki nożnej
19-21.06.2009 r., Przemyśl - Turniej piłki nożnej

19-26.06.2009 r., Szwecja - Mistrzostwa świata juniorów w szachach

20-27.06.2009 r., Rowy - Ogólnopolski turniej szachowo-warcabowy osób w starszym wieku
21.06-5.07.2009 r., Sielpia - Obóz sportowo-rekreacyjny dla dzieci i młodzieży
24.06-7.07.2009 r., Olsztyn - Kajakarski obóz szkoleniowy
26-28.06.2009 r., Kruszwica - Udział w regatach wioślarskich
27-28..06.2009 r., Ciechanów - Mistrzostwa Polski w biegu na 15 km
27.06-4.07.2009 r., Szczyrk - Klasyfikacyjny turniej szachowy kategorii II i III
 

 

 

ZKF „Olimp”

 

 

5-7.06.2009 r., Chrzypsko Wielkie - Integracyjny wyścig kolarski

6-7.06.2009 r., Szwajcaria - European Para-Cycling Cup

18-21.06.2009 r., Poznań - Kolarski wyścig szosowy „O Puchar Prezydenta Poznania”

18-21.06.2009 r., Augustów - Drużynowe mistrzostwa Polski w strzelectwie

25-28.06.2009 r., Borek Wlkp. - Mistrzostwa Polski w kolarstwie szosowym
 

 

 

 

 

Spis treści:
Kryzys nas jeszcze nie dotknął
Barbara W. Olszewska
Mistrzostwa na stu polach
Liliana Laske-Mikuśkiewicz
Zawody w Radkowie
Wojciech Kopczyński
Strzelanie śrutowe - coś nowego!
Piotr Dudek
Wioślarze płyną na „Londyn 2012”
Ryszard Koch
Wioślarze w Gavirate
Gramy na powietrzu
Andrzej Szymański
Pasjonat sportu
Andrzej Szymański
Wiadomości
Doping a wspomaganie w sporcie:
fakty i mity
Wojciech Gawroński
Gramy w szachy
Ryszard Bernard
Gramy w warcaby
Jan Sekuła
Mleko krzepi
Uwagi na wakacje i urlopy
Grażyna Janczak
 

gość numeru

Kryzys nas jeszcze nie dotknął

 
Z Ryszardem Rodzikiem, od kwietnia br. prezesem Polskiego Związku Sportu Niepełnosprawnych „Start”, rozmawia Barbara W. Olszewska
 
Ð Dotarcie do Waszej warszawskiej siedziby na Filtrowej to nie lada wyzwanie nie tylko dla niepełnosprawnych: czwarte, wysokie piętro, brak windy i oznakowań, ułatwiających orientację osobom z dysfunkcją wzroku. Co z hasłem „Bez barier”, które Związek realizuje przecież od lat w swojej sportowej działalności?
– Swego czasu chcieliśmy własnym sumptem zbudować windę w kamienicy, ale jej mieszkańcy nie wyrazili na to zgody. Więc choć lokal jest naszą własnością, a widoki z okien na Warszawę urokliwe, niedawno wystąpiliśmy do Urzędu Miasta o przydzielenie, w ramach wynajmu, innej siedziby. Najlepiej na parterze, a jeśli wyżej, to z niezbędnymi udogodnieniami. Czekamy na propozycje.
Planowana przeprowadzka będzie spektakularnym posunięciem nowego prezesa. A jakie zadania ñ sobie i Związkowi ñ wyznacza Pan na najbliższe cztery lata kadencji?
– Ze sportem niepełnosprawnych jestem związany od 28 lat. Terenem moich działań były dotąd głównie Białystok i województwo podlaskie: byłem m. in. wiceprezesem tamtejszego „Startu” i trenerem, inicjowałem koszykówkę na wózkach, ostatnio angażowałem się w lekkoatletykę. Od listopada ubiegłego roku pełniłem obowiązki prezesa Związku w stolicy. Nasze i moje plany nie będą więc jakąś rewolucją, lecz kontynuacją działań z lat ubiegłych: lepszą i bardziej skuteczną. W poprzedniej kadencji PZSN „Start” koncentrował się na rozwijaniu powszechnej kultury fizycznej, sportu, rehabilitacji, turystyki i wypoczynku w środowisku osób niepełnosprawnych, głównie z uszkodzonymi narządami ruchu oraz wzroku. Jednym z priorytetów było tworzenie warunków do systematycznego szkolenia w różnych dyscyplinach sportu. Zorganizowaliśmy 2668 imprez sportowych, rekreacyjnych i turystycznych, w których uczestniczyło ponad 109 tysięcy osób. Sportowcy zrzeszeni w „Starcie”, w latach 2004–2008, zdobyli w igrzyskach paraolimpijskich, mistrzostwach świata i Europy 373 medale, w tym 115 złotych. W Pekinie, z 30 medali polskiej ekipy, 28 wywalczyli sportowcy „Startu”. Jeśli chcemy się rozwijać i nadal „błyszczeć”, musimy stworzyć jak najlepsze warunki treningu zawodnikom i opiekującym się nimi trenerom. Chodzi o odpowiednią bazę sportową i warunki zakwaterowania podczas obozów i zawodów, dostosowane do wymagań niepełnosprawnych. Choć w tej mierze sporo już zrobiono, to wciąż za mało, by mówić o pełnej satysfakcji. Wiadomo, że dobra opieka medyczna nad zawodnikami pozwala im osiągać lepsze wyniki. Tymczasem od momentu, gdy odpowiedzialność za nią przeszła z ministerstwa sportu do resortu zdrowia, a tam – w ramach oszczędności finansowych – dokonano centralizacji usług, nasi sportowcy muszą jeździć do Centrum Medycyny Sportowej w Warszawie. Będziemy zabiegać o to, by mogli się badać i leczyć w przychodniach w miejscu zamieszkania.
Następna ważna sprawa to szkolenie kadry trenerów i instruktorów do pracy z niepełnosprawnymi. Brakuje wciąż w pełni profesjonalnych ludzi, którzy by się tym zajmowali.
Niezbyt zachęcające są, jak powszechnie wiadomo, zarÛwno ich zarobki, jak i fakt, że dotąd nie uporządkowano statusu zawodowego trenerÛw i instruktorÛw sportu niepełnosprawnych.
– Tak, to prawda, choć sprawa jest dyskutowana co najmniej od trzydziestu lat. Jest szansa, że znajdzie w końcu szczęśliwy finał. W konsultowanej obecnie nowej ustawie o sporcie nie ma już podziału na sport dla zdrowych i niepełnosprawnych. Jest jeden sport, w którym zamyka się ruch olimpijski i paraolimpijski. Można więc sądzić, że status zawodowy trenerów obu grup zostanie zrównany, a kryteria ich kształcenia i wynagrodzenia za pracę będą jasne. Zgłosiliśmy już nasze uwagi, zastrzeżenia i propozycje do nowej ustawy. Na jej ostateczny kształt, a potem rozporządzenia wykonawcze, pewnie jeszcze trochę poczekamy. Ostry sprzeciw wielu związków budzi m. in. propozycja ograniczenia kadencji ich prezesów oraz liczby członków zarządów. Dla nas akurat nie jest to najważniejsze. Osobiście wiążę z nową ustawą duże nadzieje na poprawę sytuacji w sporcie niepełnosprawnych, co może przyciągnąć do niego więcej młodych ludzi, a w dalszej perspektywie przysporzyć sukcesów paraolimpijskich. Póki co staramy się sami coś robić w tej mierze. Jesienią w Wiśle odbędzie się tygodniowy kurs dla blisko stu osób trenujących z niepełnosprawnymi. Chcemy zapewnić ciągły dopływ wykwalifikowanej kadry. Marzy nam się również utworzenie kilku stałych ośrodków szkoleniowych dla zawodników.
Dotychczasowa praca naszych trenerów i instruktorów miała raczej społeczny charakter. Ich wynagrodzenie miesięczne oscylowało w granicach 300–400 zł, co na pewno nie sprzyja pełnemu zaangażowaniu się w sprawę. Próbujemy to zmieniać. Ostatnio zwiększyliśmy uposażenie tych ludzi w terenie: w zależności od kwalifikacji i stażu pracy, mogą zarobić od 1000–2000 złotych brutto.
Finansowo wspiera Was Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz PFRON. Ale czy w dobie kryzysu te środki wystarczą, by w pełni usatysfakcjonować zarówno trenerów, jak i zawodników? Zawodnicy, traktowani jako amatorzy, nie otrzymują rekompensat finansowych za czas spędzony na zgrupowaniach i zawodach. Stypendia państwowe otrzymują tylko medaliści z górnej półki.
– Na razie, szczęśliwie, kryzys nas jeszcze nie dotknął. Staramy się, profilaktycznie, bronić przed jego skutkami. Zachęcamy nasze kluby w terenie, by wykazywały więcej inicjatywy w pozyskiwaniu środków na działalność od lokalnych samorządów. Wszystkie wnioski, jakie w tej sprawie będą zgłaszane do naszej centrali, zaopiniujemy pozytywnie. Zabiegamy o to, by finansowo były honorowane nie tylko medalowe lokaty naszych sportowców, ale również zajmowane przez nich miejsca, powiedzmy, do szóstego lub nawet ósmego, na międzynarodowych, liczących się imprezach. Może uda się to załatwić przed kolejną paraolimpiadą w Londynie.
Poprzednia, w Pekinie, nie była zbytnio nagłośniona w naszych mediach, a wiadomo, że promocja w dzisiejszych czasach to więcej niż połowa sukcesu – wiąże się ze zwiększeniem zainteresowania opinii publicznej, pozyskaniem sponsorów. Co Związek zamierza zrobić w tej sprawie?
– Choć nadal trudno jest się nam przebić do telewizji, będziemy próbować. Na razie, tytułem eksperymentu, chcemy wyjść z propagowaniem sportu niepełnosprawnych na tzw. ulicę. Lada moment, na razie tylko w Warszawie, pojawią się billboardy z logo „Startu”. Umieszczone na nich zdjęcia niepełnosprawnych osób uprawiających sport, często szokujące, by bardziej zwracały uwagę, przez miesiąc będą „atakowały” wyobraźnię przechodniów na ulicach, pasażerów w tramwajach i w metrze. Jeśli akcja skończy się sukcesem, powtórzymy ją w innych miastach.
     Dziękuję za rozmowę.

 

 

Na początek


warcaby

Mistrzostwa na stu polach

 
Wielu ludziom warcaby kojarzą się z relaksacyjną grą towarzyską, nie wymagającą większego wysiłku. I mogą takie być, jeśli nie zależy nam na osiągnięciu sportowego sukcesu. W przeciwnym wypadku potrzebna jest zdolność analitycznego myślenia, samozaparcie i trening. Trzeba umieć przewidzieć ruchy przeciwnika, znaleźć luki w jego pozycji i już na kilka posunięć wcześniej wiedzieć, jak zagrać, aby być lepszym od niego. Dlatego też na twarzach zawodników biorących udział w XIII Finale Mistrzostw Polski w Warcabach Stupolowych Niewidomych i Słabowidzących widać było powagę i skupienie.
 
Gra systemem kołowym oznacza, że każdy będzie grał z każdym. Cztery godziny miały wystarczyć na rozegranie jednej partii. Ð Do tej pory zawodnicy dysponowali jedną godziną mniej, jednak poziom gry z roku na rok jest coraz wyższy - mówi Jan Kotek, sędzia główny imprezy. – A tak już jest, że im zawodnik jest lepszy, tym więcej wariantów widzi i więcej czasu potrzebuje na podjęcie decyzji. Każdy kamień trzeba przecież uwzględnić w kombinacji, bo właśnie on może okazać się decydujący. Wszystko, co jest na desce, należy przeliczać. Jest to trudne. Leon Miklosik, sędzia szachowy i warcabowy dodaje, że rywalizacja jest bardzo poważna i zabrać komuś pionka jest wielką sztuką. – Warcabiści widzący są dobrzy, ale jakby zatrzymali się w rozwoju. Tymczasem niewidomi wciąż robią ogromne postępy. Pytam sędziego, co cechuje dobrego warcabistę? – Odporność na stres. Wielogodzinne napięcie wytrzymują jedynie ludzie o niezwykle silnym systemie nerwowym.
Do Murzasichla na mistrzostwa przyjechało 12 zawodników, reprezentujących sześć klubów Stowarzyszenia „Cross”. Zmierzyli się ze sobą najlepsi z najlepszych. Widać, że gra daje im wiele przyjemności. Można powiedzieć, że turniej był zdominowany przez dwóch zawodników: reprezentanta klubu „Cross” Opole, trzykrotnego mistrza Polski – Jana Sekułę i trzykrotnego wicemistrza – Leszka Stefanka z „Hetmana” Lublin. Ich pozycja liderów była niezagrożona, wiadomo było, że jeden z nich musi wygrać. Leszek Stefanek swój pierwszy turniej rozegrał w 1981 roku. I choć nie odniósł w nim żadnego sukcesu, warcaby wciągnęły go na tyle, że nabrał ochoty do dalszej gry. – Jestem kibicem sportowym we wszystkich dziedzinach i bardzo lubię związane ze sportem emocje. Tak samo emocjonuję się swoją grą, jak i kolegÛw. Dzięki warcabom poznaję ciekawych ludzi, zwiedzam nowe miejsca. Grając, jednocześnie wypoczywam. Warcaby są sportem, ale i sztuką. Można przegrać turniej, ale być zadowolonym z jednej partii, z jakiejś udanej kombinacji. Zawody w Murzasichlu na pewno do końca życia będzie wspominał z nostalgią. Zajął na nich pierwsze miejsce.
Jan Sekuła pozycji mistrza tym razem nie obronił. Zremisował o jeden raz za dużo. Najpierw z Zenonem Sitarzem, później ze Stefankiem. Pierwszego przeciwnika w pełni nie docenił i pozwolił sobie na odrobinę luzu. Chwila nieuwagi kosztowała go utratę zwycięstwa. Pan Jan należał do czołówki polskich warcabistów jeszcze nim wystąpiły jego kłopoty ze wzrokiem. – Gdy zaczęły mi się odklejać siatkÛwki, lekarze przekonali mnie do rezygnacji z gry. Do warcabÛw wrÛciłem w 2005 roku po pięcioletniej przerwie dzięki Jerzemu Gorczyńskiemu, prezesowi ÑCrossî Opole, ktÛry zlecił mi prowadzenie szkolenia dla instruktorÛw i jednocześnie zaprosił do klubu. Od tej pory pracuję w opolskim klubie jako instruktor warcabowy, co sprawia, że sam też utrzymuję się na pewnym poziomie. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się wrÛcić do gry w środowisku widzących, choć nie będzie to proste. Tam startuje się przede wszystkim z ludźmi młodymi, zdrowymi, są trzy rundy dziennie. Ja, grając, posługuję się wzrokiem. Jednak przy schorzeniach oczu zmęczenie przychodzi o wiele szybciej.
Być może marzenie pana Jana się spełni. Jak zdradził mi sędzia główny, jest propozycja ze strony Polskiego Związku Warcabowego, by w przyszłym roku Stowarzyszenie „Cross” wystawiło drużynę na mistrzostwa Polski. Jan Kotek wierzy, że w starciu z pełnosprawnymi niewidomi będą grać jak równi z równymi. Czy niewidomi w ogóle różnią się czymś od pełnosprawnych warcabistów? – Na ich turniejach na pewno jest głośniej. Jest stukot kamieni, przekazywanie ruchÛw, czego nie można zrobić zwykłym szeptem. Są też zawodnicy nie tylko słabowidzący, ale jednocześnie Ñprzygłuchawiî ñ dodaje żartobliwie. Nie da się jednak ukryć, że każda cząstka wzroku jest w tej grze ogromnym ułatwieniem. Choć nie widząc też można osiągnąć w warcabach sukces, czego najlepszym przykładem jest Dariusz Radecki z ÑVictoriiî Białystok, jedyny na turnieju zawodnik całkowicie niewidomy, ktÛry zajął trzecie miejsce.
Dla Iwony Flak udział w turnieju był doskonałym treningiem przed mistrzostwami kobiet w Szczyrku. Tutaj jednak nie odniosła sukcesu. – Lubię grać z mężczyznami ñ mÛwi. ñ Mają większą siłę gry, mogę się wiele od nich nauczyć.
Pani Iwona jest kilkakrotną mistrzynią Polski w warcabach. W „Hetmanie” Lublin gra od 2001 roku. Wcześniej należała do klubu przemyskiego. Wiele zawdzięcza Tadeuszowi Niemczakowi. – Gdy zachęcał mnie do gry, stwierdziłam, że ze mnie zawodniczki nie będzie. Bardzo lubiłam grać w warcaby, ale 64-polowe. ”wczesny trener, pan Mazur, już po dwÛch zajęciach powiedział: ÑSłuchajcie, za rok zrobimy z niej mistrzynięî. I tak się też stało
Mistrzostwa Polski w warcabach stupolowych zostały dofinansowane ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. – Zwycięzcy wyjadą stąd z pucharami, przewidziano też skromne nagrody pieniężne ñ mÛwi koordynator imprezy, Jan Nafalski. ñ Cały czas pozostajemy w elektronicznym kontakcie z Polskim Związkiem Warcabowym. Na zakończenie przygotowaliśmy jeszcze tzw. Ñblitzaî, czyli turniej błyskawiczny. Zawodnik będzie miał 10 minut na rozegranie partii. Jest to bardzo pouczająca zabawa, gdyż wyrabia szybką ocenę sytuacji, zmusza do błyskawicznych reakcji.
Pod koniec mistrzostw wyczuwa się, że zawodnicy są już nieco zmęczeni kilkudniowym wysiłkiem. Nie brakuje jednak humoru. Wszyscy chwalą dobrą atmosferę i możliwość przebywania z ludźmi, z którymi się zaprzyjaźnili.
 
XIII Finał Mistrzostw Polski w Warcabach Stupolowych Niewidomych i Słabowidzących
 
 1       Leszek Stefanek          21 p.
        „Hetman” Lublin
 2           Jan Sekuła    20 p.
            ãCrossÓ Opole
 3           Dariusz Radecki     12 p.
            ãVictoriaÓ Białystok
 4           Ryszard Suder   11 p.
               
ãWarmia i MazuryÓ Olsztyn
 5           Mirosław Grabski          10 p.
               
ãCrossÓ Grudziądz
 6    Mikołaj Fiedoruk         10 p.
        „Victoria” Białystok
 7        Ryszard Biegasik      10 p.
           
ãVictoriaÓ Białystok
 8        Michał Czarski         9 p.
           
ãHetmanÓ Lublin
 9        Marian Piasny           8 p.
           
ãCrossÓ Opole
10        Iwona Flak     8 p.
           
ãHetmanÓ Lublin
11        Krzysztof Furtak     7 p.
           
ãHetmanÓ Lublin
12        Zenon Sitarz 6 p.
           
ãPodkarpacieÓ Przemyśl
Liliana Laske-Mikuśkiewicz
 
Na początek


strzelectwo

­Zawody w Radkowie

 
W dniach 24-27.04.2009 w Radkowie odbył się III Puchar Polski w Strzelaniu z użyciem symulatora komputerowego. Gospodarzem zawod—w, kt—re odbywały się r—wnocześnie na dw—ch stanowiskach, był klub ãSudetyÓ Kłodzko. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, zyskały one rangę międzynarodowych. Opr—cz czoł—wki polskich zawodnik—w, wystartowali w nich utytułowani Czesi
i Słowacy. Łącznie do rywalizacji przystąpiło 50 zawodnik—w. Ponieważ była piękna pogoda i w dodatku malownicze otoczenie, wszyscy mogli żałować, że nie uprawiają terenowej dyscypliny strzeleckiej, jaką jest TRAP. W tym sporcie, uprawianym w plenerze, zawodnik ma czas (w przerwach między zestrzeleniami kolejnych wyrzucanych z maszyny rzutek) na oglądanie otoczenia.
 
W strzelaniu z użyciem symulatora czuły i wymagający sprzęt komputerowy ma specyficzne wymagania. Lubi ciemność
w pomieszczeniach, w kt—rych od czasu do czasu płata zawodnikom psikusy. Podnosi to dramaturgię zawod—w, czasami jest denerwujące, zwiększa jednak autentyzm strzelania. Broń strzelająca ostrą amunicją też potrafi się zaciąć. Na szczęście, choć jest to stresujące dla sędziego i organizator—w, nie zaskakuje strzelających systematycznie zawodnik—w.
Spotkanie w Radkowie, w tym z zagranicznymi sąsiadami, dla jednych było możliwością poznania nowych ludzi, dla innych – okazją do wspomnień. W kontaktach
z Czechami Eugeniusz Barszczewski udowodnił, że umie powiedzieć dużo więcej niż powtarzane w reklamach zdanie: „Moja babiszka pochrazi z Chrzanowa”. Zasób słów wystarczył nawet do wspólnego odśpiewania czeskiej piosenki.
Równie towarzyscy okazali się Słowacy. Ich czołowy zawodnik Emil od kilkunastu lat trenuje strzelanie z broni ostrej w klubie Lokomotiva Vrutky. Ma międzynarodowe osiągnięcia, a jednak zachowuje skromność. Jego klub liczy około 20 sportowców, w zdecydowanej większości zdrowych. Emil mówił, że dobrze widzący koledzy prowadzą biuro i całą dokumentację. Słowak strzela z ostrej amunicji – z takimi symulatorami, jak w Radkowie, spotkał się pierwszy raz. Na co dzień ma indywidualnego trenera (jest nim emerytowany policjant Iwan), który jest zarazem jego przyjacielem. Podczas strzelania Emil prosił, żeby nie podawać mu ustnych komend – w prawo, w lewo, góra, dół – tylko pokazywać pozycję promienia laserowego na plecach. Tak się strzela u nich i na międzynarodowych zawodach. Myśl, że strzelanie można połączyć z masażem pleców, bardzo spodobała się niektórymi polskim zawodnikom: „To fajna sprawa! Nie ma bariery językowej, nie ma problemów ze słyszeniem, tylko klep, klep po pleckach i zrelaksowany zawodnik wie dokładnie, gdzie ma strzelać. A jak coś źle idzie, to na karę nie trzeba długo czekać – poklepywanie można wzmocnić”.
 
Kobiety
 
Pistolet:                     Karabin
1. Magdalena              1. Magdalena 
    Dudowicz                    Dudowicz
2. Czesława Bury          2. Elżbieta Jagiełło
3. Jaromira Nyvltova   3. Bożena Kruk
 
 
Mężczyźni
 
Pistolet                     Karabin
1. Jerzy Sypień           1. Jerzy Załomski
2. Jerzy Załomski       2. Jerzy Sypień
3. Marian Inglot 3. Kazimierz
                                       Chodorek
Wojciech Kopczyński
 
Na początek
 
 

Strzelanie śrutowe – coś nowego!

 
 
Rozwój strzelectwa w naszym środowisku datuje się od momentu zakupienia symulatorów laserowych rodem z czeskiej Ostrawy. W miarę przybywania zestawów, wzrastała liczba osób zainteresowanych sportem, uznawanym wcześniej za niedostępny dla niewidomych. Niestety, ten rodzaj strzelania nie jest zarejestrowany jako dyscyplina sportowa w IBSA – uprawiany jest w zasadzie w Polsce i w Czechach. Dodatkowo w obu tych krajach zawody odbywają się na podstawie różnych regulaminów (np. w Czechach strzela się z broni krótkiej oburącz, z odległości 3/25 m, u nas z jednej ręki, z odległości 8/8 m).
 
Zgodnie z regulaminem IBSA, strzelanie niewidomych to strzelanie z broni śrutowej. W tym wypadku w tarczę, zamiast promieni lasera, uderza wyrzucany przez strumień powietrza pocisk śrutowy. Broń ta, w odr—żnieniu od stosowanej przez sportowc—w zdrowych, jest naprowadzana na cel przez specjalny optyczno-dźwiękowy celownik.
W dniach 24-26 kwietnia br. w Chorzowie rozegrano turniej strzelecki, którego organizatorem był klub „Karolinka”, koordynatorem Bożena Duś, a patronem całości Czesława Konieczna. Towarzyszyło mu szkolenie, którego celem było pokazanie podobieństw i różnic pomiędzy strzelaniem na symulatorze a strzelaniem z profesjonalnej broni śrutowej. Odbył się również pokaz strzelania z broni ostrej.
Sprzęt śrutowy przywieźli do Chorzowa światowej rangi zawodnicy: Pavol Kovac ze Słowacji i Martin Adamek z Czech. Demonstrowane zestawy strzeleckie składały się z wiatrówki, celownika optyczno-dźwiękowego, kulochwytu z tarczą naprowadzającą i lampy oświetlającej. Zagraniczni goście szczegółowo wyjaśniali budowę broni, teorię strzelecką oraz zasady bezpieczeństwa. Po indywidualnym instruktażu, każdy z uczestników szkolenia mógł oddać 10 strzałów – z pozycji siedzącej – do tarczy oddalonej o 10 metrów. Niewidomym pomagali asystenci z grona uczestników, którzy wcześniej poznali stosowne zasady. Gołym okiem widać było, jak rośnie zainteresowanie nowym dla nas sposobem strzelania. Pavol i Martin zasypywani byli coraz bardziej szczegółowymi pytaniami, dotyczącymi budowy broni, sposobu prowadzenia zawodów rangi międzynarodowej, w tym mistrzostw świata. Nie brakło również chętnych do przymierzania specjalnego ubioru i obuwia. Zaspokajano ciekawość, gdzie można nabyć sprzęt i ile to kosztuje (zakup wymaga co prawda sporych kwot, jednakże służy on przez wiele lat, dzięki czemu samo strzelanie nie jest takie drogie).
Oprócz rywalizacji w strzelaniu z wiatrówki śrutowej, zostały przeprowadzone zawody z symulatora laserowego. Dzięki temu można było zorientować się, jakie są zasadnicze różnice w oddawaniu strzałów z obu broni. W broni laserowej zawodnik słyszy, w miarę naprowadzenia na cel, skokowo zmieniające się dźwięki, są podobne do świergotu o coraz wyższej tonacji. Natomiast w broni śrutowej tonacja dźwięku zmienia się w sposób ciągły. Są więc to dwie różne „melodie”. Ponadto broń śrutowa jest znacznie cięższa. Ta, z której strzelaliśmy, ważyła około 6 kg. Przy strzelaniu, zwłaszcza z pozycji stojącej, wymagana jest zatem dobra kondycja fizyczna. Chociażby z tego względu trening na symulatorze laserowym niekoniecznie musi przekładać się na wyniki w strzelaniu zgodnym z zasadami IBSA.
W tej sytuacji wydaje się, iż nie ma większego uzasadnienia dla dalszego inwestowania w zestawy laserowe, na które wydano już naprawdę duże pieniądze. Środki trzeba skierować na zakup sprzętu śrutowego. Kapitałem, który już mamy, jest posiadanie sojuszników i przyjaciół wśród zawodników z Czech i Słowacji. Oni gotowi są służyć mam pomocą i wieloletnim doświadczeniem. Pomoc ta dotyczy zarówno doradztwa przy zakupie sprzętu i prowadzenia dalszych szkoleń, jak i organizowania zawodów. Ich zdaniem, rozgrywki mogłyby odbyć się w Polsce nawet w tym roku. Nasi południowi sąsiedzi gotowi są użyczyć na zawody swojej broni. Jak poinformowała nas Czesława Konieczna, już na ten rok zaplanowane są dalsze dwa szkolenia dla strzelców i ich asystentów.
Entuzjazm naszych południowych sąsiadów udzielił się wszystkim uczestnikom szkolenia. Na uroczystej kolacji padła rezolucja skierowana do władz naszego Stowarzyszenia, aby podjęło działania aktywujące nową dyscyplinę sportu w naszym środowisku. Rezolucja ta trafiła na dobry grunt, gdyż – zgodnie z moją wiedzą – już zaplanowano zakup jednego lub nawet dwóch firmowych śrutowych zestawów strzeleckich. Przedstawiciele kilku klubów również żywo interesowali się sposobem pozyskania broni.
Aktywując tę dyscyplinę w środowisku osób z dysfunkcją wzroku, mamy szansę wejścia do światowej rodziny strzeleckiej i włączenia się do działań, mających na celu wprowadzenie jej na listę dyscyplin paraolimpijskich. Południowi sąsiedzi, pomagając nam, bardzo na to liczą. Liczą również na Węgrów, którzy, tak jak my, podjęli pracę nad wdrażaniem u siebie strzelectwa śrutowego dla niewidomych. Można mieć nadzieję, iż w ślad za rozwojem strzelectwa laserowego szybko rozwinie się strzelectwo śrutowe, które cieszy się dużym zainteresowaniem wśród naszych członków. Tym samym spełni się marzenie Czesławy Koniecznej, propagatorki strzelectwa, organizatorki pokazów tej dyscypliny i szkoleń. 
Piotr Dudek

Na początek


wioślarstwo

Wioślarze płyną na „Londyn 2012Åh

 
 
Z nieznacznym opóźnieniem, lecz z dużą przyjemnością informujemy Czytelników, że Ministerstwo Sportu i Turystyki, w wyniku naszych zeszłorocznych aktywnych działań na rzecz przygotowań do pekińskiej paraolimpiady, jak i podpisania z Polskim Związkiem Towarzystw Wioślarskich umowy o współpracy w zakresie sportu osób niepełnosprawnych, uznało Stowarzyszenie „Cross” za prowadzące przygotowania do Paraolimpiady Londyn 2012.
 
Bazę dla przygotowań stanowi przystań Warszawskiego Towarzystwa Wioślarskiego, sala ergometr—w w Zespole Szk—ł Integracyjnych Nr 75 w Warszawie oraz obiekty Ośrodka SzkolnoÐWychowawczego dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących w Warszawie.
Stolica stanowi punkt konsultacyjny, do którego już w zeszłym roku przyjeżdżali zawodnicy z Krakowa, Włocławka i Lublina. W tym miejscu należy wspomnieć jeszcze o ośrodku krakowskim, prowadzącym treningi na łodziach, i ośrodku bydgoskim, który w bieżącym roku podjął skuteczną współpracę ze „Startem” Szczecin. W ostatnim czasie dochodzą nas również sygnały o dobrze zapowiadającym się ośrodku wrocławskim.
W tym miejscu pragniemy Państwu przedstawić kilka istotnych zapisów
z Porozumienia Stowarzyszenia „Cross” z Polskim Związkiem Towarzystw Wioślarskich (w imieniu obu organizacji podpisali je – 19 listopada 2008 r. – Piotr Dukaczewski i Ryszard Stadniuk), które pozwoliło na podjęcie długofalowych przygotowań do Paraolimpiady Londyn 2012. 
(Ö) W ramach realizowanego
Porozumienia
strony widzą możliwość podjęcia zadań w zakresie:
¥ szkolenia i doszkalania kadr na potrzeby wioślarstwa osób niepełnosprawnych,
          tworzenia materiałÛw popularyzatorskich,
          tworzenia pomocy szkoleniowych,
          wzajemnego udostępniania własnych środkÛw przekazu publicznego,
          obopÛlnego promowania się w wystąpieniach zewnętrznych,
          wspÛlnego prezentowania dorobku na konferencjach, naradach i w środkach masowego przekazu,
          zainteresowania wioślarstwem osÛb niepełnosprawnych, instytucji i osÛb spoza swojego terenu działania,
          uświadamiania społeczeństwa o pozytywnych wartościach wioślarstwa dla poprawy zdrowia i rehabilitacji osÛb niepełnosprawnych,
          pozyskiwania w sposÛb zorganizowany środkÛw na rozwijanie sportu wyczynowego, powszechnego i turystyki wioślarskiej,
          planowego pozyskiwania sprzętu wioślarskiego i środkÛw jego transportu dla potrzeb osÛb niepełnosprawnych,
          działań na rzecz wyposażania zawodnikÛw w indywidualny specjalistyczny sprzęt osobisty (ergometry wioślarskie),
          konstrukcji kalendarza sportowego wioślarstwa halowego i klasycznego,
          wypracowania kryteriÛw powoływania zawodnikÛw do reprezentacji narodowej, kadry narodowej, paraolimpijskiej i konsultacji szkoleniowych,
          powoływania do życia nowych klubÛw i sekcji wioślarskich,
          w miejscowościach, gdzie funkcjonują kluby wioślarskie, PZTW podejmie starania o udostępnienie przystani organizacjom zajmującym się osobami niepełnosprawnymi. (Ö) 
Porozumienie jest w swojej treści nowatorskie i jednocześnie może służyć jako wzór dla innych stowarzyszeń, które wymagają fachowego wsparcia w przygotowaniach paraolimpijskich, czego najlepszym dowodem były fatalne wyniki polskiej reprezentacji narodowej w Pekinie. Na ich tle medal „crossowych” zawodników, zdobyty na tandemach, należał do wyjątkowych.
O ile sprawa wioślarstwa klasycznego dotyczy obecnie ograniczonej liczby ośrodków, to w niedalekiej perspektywie otwiera się bogaty w imprezy ogólnopolskie jesienno-zimowo-wiosenny sezon wioślarstwa halowego – z Pucharem Polski, mistrzostwami Polski i mistrzostwami Europy. Podajemy kilka najważniejszych terminów, które warto zanotować: 
  16.11.2009 r. , Kalisz ñ Puchar Polski w Wioślarstwie Halowym (eliminacje)
  28.11. 2009 r., Gdańsk ñ Puchar Polski w Wioślarstwie Halowym (eliminacje)
          4ñ6.12 2009 r., Warszawa ñ ÑMikołajki na ergometrachî
          20ñ21.12. 2010 r., Warszawa ñ Puchar Polski w Wioślarstwie Halowym (finał)
          30ñ31.01.2010 r., Wrocław ñ Mistrzostwa Polski
          20ñ21.02. 2010 r., Francja ñ Mistrzostwa Europy.
Rozwój wioślarstwa halowego – sportu bezpiecznego, widowiskowego i wyjątkowo zdrowego – jest możliwy jedynie w przypadku posiadania wyszkolonej kadry instruktorskiej. Jak zamierzamy to osiągnąć? O tym napiszemy w kolejnym artykule.
    Ryszard Koch

Na początek
 

Wioślarze w Gavirate

 
W Gavirate nieopodal Mediolanu, czwórka ze sternikiem, w której wiosłowało dwóch reprezentantów „Crossu”, a jeden był rezerwowym, zadebiutowała na międzynarodowej arenie. Na ten dzień (2.05.2009 r.) niepełnosprawni wioślarze z Bydgoszczy i Szczecina czekali z niecierpliwością, a zarazem niepewnością. Wypadł bardzo optymistycznie, gdyż osada uzyskała czwarty i trzeci czas regat, tracąc do medalistów paraolimpiady z Pekinu nieco ponad 20 sekund.
 
Woda to zupełnie inna bajka
Trójka bydgoskich wioślarzy z dysfunkcją wzroku: Tomasz Kwiatkowski, Sebastian Budny i Łukasz Sowiński, pierwszy raz zeszła na wodę przed ponad rokiem, na zgrupowaniu w Kręglu.
To był dramat – wspomina Kwiatkowski, który miał już wówczas na koncie dwa tytuły mistrza Polski i rekordy kraju w wiosłowaniu na ergometrze. – Woda to zupełnie inna bajka.
Pierwsze zejście na ósemce odbywało się w ulewnym deszczu i przy dużej fali.
Nic więc dziwnego, że towarzyszyły nam strach i obawa przed wywrotką łodzi – dodaje Budny.
Kwiatkowski, choć umie pływać, poczuł się pewniej, kiedy dostał kapok.
Nie prezentowaliśmy się, niestety, najlepiej. Znacznie korzystniejsze wrażenie sprawiali zawodnicy z Warszawy czy Lublina.Nie było jednak mowy o rezygnacji. Wręcz przeciwnie, była pełna mobilizacja.
Pierwsze pozytywne efekty przyszły dwa miesiące później, w ostatnich dniach czerwca 2008 roku. Na torze regatowym w Brdyujściu bydgoska czwórka ze sternikiem, jeszcze niekompletna, wystartowała pokazowo podczas regat o Puchar Prezydenta Miasta Bydgoszczy.
Dołączyła do nas Agnieszka Sandomierz, inwalidka narządu ruchu, a czwÛrkę uzupełniła Małgosia, była zawodniczka – opowiada Andrzej Mazurowicz, trener LOTTO/Bydgostii/WSG/Bank Pocztowy, z 50-letnim doświadczeniem w pracy z wioślarzami, który postanowił podjąć współpracę z niepełnosprawnymi (zainicjowaną przez Kazimierza Fiuta – przyp. redakcji).
Czas nie był rewelacyjny, lecz nadal był zapał i chęć do dalszej pracy – zauważa Mazurowicz. – Po paraolimpiadzie w Pekinie, ścisłą wspÛłpracę i pomoc w tworzeniu mocnej osady zapowiedział Tomasz Kaźmierczak, trener czołowej dwÛjki podwÛjnej (Jolanta Pawlak, Piotr Majka) w kategorii TA (ręce, tułÛw). I tak też się stało. Nadal jednak były kłopoty z pozyskaniem do osady wioślarki ze schorzeniem narządu ruchu. Niezawodna, na szczęście, była nasza Małgosia, zawsze gotowa do uzupełnienia osady podczas treningu
W Bydgoszczy do nowego sezonu systematycznie przygotowywali się Kwiatkowski i Budny. Na początku marca dołączyła do nich Barbara Grocholska (wszyscy ze schorzeniem narządu wzroku). W Szczecinie „nie zasypiali gruszek w popiele” Piotr Błażejczyk i Joanna Czarnecka – inwalidzi narządu ruchu. W sezonie zimowym Kwiatkowski, zwany popularnie „Kwiatkiem”, został wicemistrzem Europy i mistrzem kraju na ergometrze. Błażejczyk wicemistrzem. Wszyscy spotkali się 21 kwietnia, ponownie na zgrupowaniu w Kręglu, mając do dyspozycji najnowocześniejszą łódź i wiosła – sprzęt zakupiony przez Polski Komitet Paraolimpijski, którym dysponowali uczestnicy rywalizacji w Pekinie.
Tym razem nie przyjechaliśmy uczyć się podstaw wiosłowania czy trzymania balastu. Naszym celem było zgrywanie czwórki – zauważa „Kwiatek”. – Niestety, rozchorowała się Joasia, ktÛra też nie czuła się zbyt pewnie w osadzie. Pierwszy nasz wyjazd na międzynarodowy sprawdzian do Włoch stanął pod dużym znakiem zapytania.
Gorączkowe poszukiwania następczyni Joasi zakończyły się sukcesem. Wróciła do osady, awaryjnie, Agnieszka. Piotr, Tomasz, Sebastian i Basia, wraz ze sternikiem Jarkiem Szychowskim, przez 10 dni, dwa razy dziennie, intensywnie trenowali przy sprzyjającej aurze na Zalewie Koronowskim. Z Agnieszką, która zastąpiła Sebastiana, odbyli wspólnie dwa treningi.
Nie jest źle. Agnieszka nie zapomniała wiosłować – ocenił Mazurowicz przed wyjazdem do Gavirate.
Do mistrzów niedaleko
Na miejsce regat wioślarze wraz z trenerami dotarli po blisko 20–godzinnej podróży. Zamieszkali w przytulnym hotelu tuż przy torze regatowym, gdzie, a jakże, spotkali pracującą tam Polkę. Po krótkim odpoczynku trenerzy zajęli się uzbrajaniem łodzi, wioślarze udali się na badania medyczne. Niestety, Agnieszka, mimo dużego uszczerbku na zdrowiu, nie otrzymała klasyfikacji medycznej. Zabrakło jednego punktu. Podobny przypadek zanotowano też w drugiej osadzie Rosji. Organizatorzy, na szczęście, zezwolili obu osadom na start. Ale poza konkursem. Była zatem okazja, by przez dwa dni, w czterech biegach, zmierzyć się i sprawdzić swoje umiejętności z mistrzami paraolimpiady z Pekinu – z osadą Włoch oraz brązowymi medalistami Wielkiej Brytanii, a także osadą Rosji. Na dodatek w różnych warunkach atmosferycznych.
W pierwszym dniu zawodów, przy dużym, przeciwnym wietrze i wysokiej fali, bydgoska osada uzyskała trzeci czas, a w finale czwarty. Za Wielką Brytanią, Włochami i Rosją. Nazajutrz, już przy przepięknej słonecznej i bezwietrznej pogodzie, było odwrotnie. W biegu o tory nasi uzyskali czwarty wynik, w finale trzeci, wyprzedzając Rosję.
Zanotowaliśmy bardzo obiecujący występ, choć doskonale wiemy, że jeszcze daleko nam do doskonałości – podsumował Mazurowicz. – Do czołowych dwÛch osad, w pierwszym dniu zawodÛw, kiedy na torze panowały trudne warunki, straciliśmy ponad 40 sekund. Z Rosją walczyliśmy do ostatnich metrÛw, przegrywając rÛżnicą 7 sekund. Nazajutrz było znacznie lepiej. Od faworytÛw byliśmy wolniejsi już tylko o 20 sekund, a przy tym Rosję wyprzedziliśmy o 0,6 sekundy. Cieszy uzyskany na 1000 m czas 3.54,90, smuci brak kwalifikacji Agnieszki. Zostaliśmy zdekompletowani, a już w ostatnich dniach maja mamy zaplanowany kolejny start w niemieckim Ratzeburgu, pÛźniej w Monachium, a z końcem czerwca czekają nas w Kruszwicy kwalifikacyjne biegi o prawo reprezentowania naszego kraju w mistrzostwach świata w Poznaniu. Przed nami pilne wyzwanie ñ szybko uzupełnić skład!
(KAZ)

Na początek


piłka nożna

Gramy na powietrzu

 
Footsal, czyli piłka halowa, wychodzi z zamkniętych pomieszczeń na otwarte boiska. No, może nie całkiem, ale zaczyna. Po raz pierwszy rozegrano taki turniej futbolu w Bocheńcu (15–16 maja), w ośrodku „Wierna”. Ten ãzapyziałyÓ niegdyś, za komuny, ośrodekwczasowy modernizuje się w prywatnych rękach. Jest tu nie tylko porządne boisko piłkarskie, ale i do siatkówki, a nawet tenisa. Jest też basen z podgrzewaną wodą i wyznaczone piaszczyste miejsce do siatkówki plażowej. No i niewygórowane ceny. Jurek Hanus, członek prezydium Stowarzyszenia „Cross”, jest odpowiedzialny za rozwój footsalu w kraju nad Wisłą. To on wystąpił do władz o zorganizowanie turnieju w Bocheńcu: – W pięknym miejscu, położonym wśród żywicznych lasów świętokrzyskich – roztaczał uroki swej ziemi.
 
Pomysły na ligę
Do Bocheńca zawitało na futbolowy turniej siedem drużyn. Przyjechały z Kielc (kierownik Jerzy Hanus, asystent Ryszard Jankowski), Dąbrowy Górniczej (Dariusz Januszewski), Przemyśla (Paweł Jacek w zastępstwie Macieja Bilińskiego), Lublina (Tomasz Filipowicz), Wrocławia (Andrzej Marciniak), Bydgoszczy (Miłosz Szypura i Jan Gurzyński), Krakowa (Mateusz Stawarz).
Siedem teamów, w każdym pięciu zawodników, plus trzech rezerwowych oraz kierownicy, trenerzy, sędziowie. W sumie grało, spało, konsumowało blisko 80 „dusz”. Nie można też zapomnieć o kibicach: żonach, narzeczonych, kolegach.
W poprzednim turnieju (pisałem o nim w numerze 7/2008 „Crossa”) w Obornikach zagrało sześć ekip. W Bocheńcu, rzecz jasna, wystąpił gospodarz, czyli zespół Kielc. Pierwszego wieczoru, na spotkaniu kierowników ekip, Jerzy Hanus rzucił pomysł, podchwycony bez głosu sprzeciwu: – A może by tak zorganizować dla słabowidzących chłopaków rozgrywki ligowe? Wyłonić osiem zespołów i raz w miesiącu (nauka w szkołach trwa dziewięć miesięcy) zagrać w każdym z ośrodków szkolno-wychowawczych? Stworzyć przejrzysty regulamin rozgrywek i wystartować od 2010 roku?
Może to i dobry pomysł, lecz kiedy w grę wchodzi nie tylko piłka, ale też pieniądze, to może zacząć skromniej. Od czterech czy sześciu zespołów, by w serii turniejów wyłonić mistrza Polski. „Crossowi” odpadło strzelectwo (przejęło je Stowarzyszenie „Olimp”) i warto to miejsce wypełnić piłką nożną. To przecież dyscyplina bardzo popularna w placówkach szkolnych. Grają w nią setki młodzieży słabowidzącej.
Dariusz Januszewski „pociągnął” temat. – Grali, grają i będą grać. Warto im w tym pomóc. Zorganizujmy na początek choćby jeden obóz piłkarski. Ustalmy program szkolenia, zaprośmy trenerów, zwiększmy częstotliwość rozgrywek. Ci młodzi ludzie coraz lepiej kopią piłkę. Wiedzą, o co chodzi, nie gubią się na boisku, jak rok temu – mówił trener z Dąbrowy.
Inny aspekt uprawiania tej dyscypliny zauważają lekarze. Jest to sport kontaktowy, wymagający krótkotrwałych zrywów do piłki, są upadki, przypadkowe uderzenia. Część zawodników gra w okularach. Łatwo o kontuzje. Nauczyciele ze szkoły dla słabowidzących na Koźmińskiej w Warszawie są przeciwni uprawianiu tej dyscypliny przez młodzież. Podobnie jest w Bydgoszczy. Tego samego zdania są okuliści. Ostra walka na boisku może dla niektórych skończyć się odklejeniem siatkówki i utratą wzroku. Toteż lekarze muszą wyrazić zgodę na uczestnictwo podopiecznych w każdych zawodach. I to czynią. Zdrowie jest na pierwszym miejscu.
Przegląd drużyn
W listopadowym turnieju w Obornikach triumfował Przemyśl, przed Bydgoszczą i Dąbrową Górniczą. Za nimi był Kraków, Wrocław i Lublin. W Bocheńcu po raz pierwszy zagrali piłkarze z Kielc. Ponieważ w tym mieście nie ma ośrodka szkolnego dla niewidomych i słabowidzących, Jurek Hanus musiał polegać nie tylko na swym nosie, co raczej na znajomościach. Przed laty prowadził przy okręgu Klub Rodziców i Przyjaciół Dzieci Niewidomych. Przypomniał sobie o podopiecznych, teraz uczących się w szkołach masowych województwa świętokrzyskiego, i ściągnął ich na turniej. Poznawali się dopiero na boisku i uczyli zespołowej gry.
Drużyna z Przemyśla wystąpiła bez trenera – Macieja Bilińskiego. W tym czasie rozgrywał on ważny mecz w trzecioligowej drużynie „Karpaty” Krosno. Jurek Szczęch, obecnie student zarządzania, marketingu i informatyki, trzy lata gra w przemyskiej ekipie futbolistów. I spokojnie godzi naukę ze sportem. W turnieju został uznany za najlepszego zawodnika.
Jan Gurzyński i Miłosz Szypura (absolwenci AWF) prowadzą zajęcia w bydgoskim ośrodku szkolnym, w ramach nadobowiązkowego SKS. Mówią, że trudno utrzymać im młodzież w sekcji, gdyż po skończeniu szkoły „odpływają w siną dal”.
Zresztą podobnie jest w Lublinie. Tomasz Filipowicz pracuje jako wychowawca w internacie placówki na Hirszfelda i prowadzi zajęcia sportowe: – Z podstawowego składu przyjechała tylko dwójka, w tym Ewa Bilewicz. Trzech chłopaków grających w goalballa wyjechało na zgrupowanie w Wiśle. Marek Mościcki, ten najlepszy, szykuje się do występu na mistrzostwach Europy w Portugalii – mówi trener. – Przyjechaliśmy tu po naukę. Czysto rekreacyjnie i relaksowo. Mam nadzieję zbudować dobry zespół w ciągu dwóch lat.
No i relaksowo ukończyli rozgrywki na ostatnim miejscu. Jedynej dziewczyny w turnieju – Ewy, nie oszczędzali rywale. Nieźle ją „skopał” wrocławianin. Pani Bilewicz samarytańsko mu wybaczyła, nie wyrażając chęci rewanżu.
Zawodnicy z Dąbrowy Górniczej rozchorowali się przed wyjazdem. Ale zjawił się Jakub Terefinko, prawie zawodowiec. Ten uczeń gra w swoim mieście w amatorskiej II lidze footsalu. Raz w tygodniu mecz, trzy razy trening.
– Na Górnym Śląsku jest sporo drużyn footsalu, występujących w ligach amatorskich, zresztą podobnie jak u nas w Zagłębiu – mówi rezolutny 19–latek. – Dla niektórych drużyn barierą nie do przejścia jest wpisowe – 1,5 tysiąca złotych i własne stroje piłkarskie.
Nie mają przeciwników
Ciekawy eksperyment rozpoczęli Mateusz Stawarz (magister AWF i instruktor piłki nożnej) oraz Piotr Stefański – prezes krakowskiego Stowarzyszenia Rodziców i Przyjaciół Dzieci Niewidomych „Nadzieja” z ulicy Tynieckiej. Otóż stworzyli oni piłkarską drużynę, składającą się z całkowicie niewidomych młodziaków. Grają w zespole też słabowidzący, ale muszą zakładać na oczy gogle. Przepisy są identyczne jak w footsalu, tylko piłka jest dźwiękowa (dostali ją z Brazylii). Na bramce stoi pełnosprawny człowiek, a wspomagają futbolistów tak zwani naprowadzacze, stojący za linią boczną i bramkową. Piłka nożna niewidomych jest dyscypliną paraolimpijską, tylko my w Polsce dopiero zaczynamy w nią grać. Krakowiacy wyjeżdżają wkrótce do Niemiec, by rozegrać mecz z chłopakami zza Odry. Nad Wisłą nie mają konkurentów… bo są jedyni w kraju.
Oj, rozwija się ta dyscyplina w Polsce! Po turnieju w Bocheńcu odbędą się następne: 29–30 maja w Dąbrowie Górniczej, 12–14 czerwca w Krakowie i 19–20 czerwca w Przemyślu. Czyli „żadna drużyna nie traci nadziei, póki piłka w grze”, jak mawiał legendarny trener Kazimierz Górski.
 
Ogólnopolski turniej piłki nożnej
Kielce 2009
1. Dąbrowa Górnicza   16 pkt
2. Przemyśl         14 pkt
3. Bydgoszcz       10 pkt
4. Wrocław         9 pkt
5. Kraków   6 pkt
6. Kielce     6 pkt
7. Lublin     0 pkt
 
Jerzy Szczęch – najlepszy zawodnik
Przemyśl
Piotr Kownacki Ð najlepszy strzelec
(12 goli) Dąbrowa G—rnicza
Adrian Ligocki Ð najlepszy bramkarz
Dąbrowa G—rnicza
tekst i zdjęcia Andrzej Szymański

Na początek

 

 

sylwetki

Pasjonat sportu

 
Kiedy oglądałem fotografię sprzed niemal dziesięciu lat z mistrzostw Polski niepełnosprawnych w LA w Białej Podlaskiej, dostrzegłem na niej Zdzisława Kozieja. Wśród dziewięciu zawodników startujących na pięć kilometrów, drugi z prawej, najmniejszy ze stawki, z numerem 133, to był on. Wtedy czterdziestolatek. Obok ruszał przyszły zwycięzca biegu, Waldek Kikolski. Nie wiedziałem wtedy, że Koziej jest głuchoniewidomy.
 
Obydwaj pochodzili z małych miejscowości we wschodniej Polsce. Kikolski z Moniek, Koziej z Rozkopaczewa, położonego między Ostrowem Lubelskim a Ludwinem, na pograniczu Pojezierza ŁęczyńskoÐWłodawskiego.
– Kiedy zaczynałem startować w mistrzostwach Polski i w biegach maratońskich, poznałem Waldka – mówi Koziej. – Jakoś przypadliśmy sobie do gustu, kolegowaliśmy się. On mi dawał różne praktyczne rady, bo wtedy był znanym długodystansowcem, a ja początkującym zawodnikiem. W dodatku on miał niedużą wadę wzroku, a ja prawie sam się nie poruszałem. Mogłem tylko biegać z przewodnikiem.
Chore dzieciństwo
Rozkopaczew to wioska nad jeziorem Motycze, o nieregularnej linii brzegowej i piaszczystym dnie. Zdzisio w czwartym roku życia zachorował na grypę. Potem przyszły komplikacje. Doszło do zapalenia opon mózgowych, zaatakowany został słuch, wzrok. Chorował cztery lata. Opuszczał lekcje, jeździł do sanatoriów. Lekarze namawiali go do ruchu, do uprawiania sportu. – Będziesz się lepiej rozwijał – mówili.
W Rozkopaczewie do dziś żyją jego siostra i brat. Ona pracuje w Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej. On uprawia i zbiera zioła. No i jeszcze mamusia w podeszłym wieku. Zdzisław opuścił rodzinną wieś, ale w spadku dostał 10–arową działkę, by mógł się pobudować.
– A gdzie mi tam domek postawić? Na to trzeba moc pieniędzy – mówi Koziej.
Gdy skończył 19 lat, ruszył w świat. Na początku do Lublina. W Fabryce Samochodów Ciężarowych rozrabiał farby na lakierni. Choroba dawała się we znaki, więc zatrudnił się w inwalidzkiej spółdzielni „Ogniwo”. Po 10 latach przeniósł się na Głowackiego, do spółdzielni niewidomych. To był rok 1989. Wzrok miał słabiutki, ledwo co słyszał. Na co choruje? Na zwyrodnienie barwnikowe siatkówki – ma lunetowe pole widzenia zawężone do 4 stopni: – Widzę mlekowato, nie dostrzegam chodnika. Ma 80–procentowy ubytek słuchu. Wspomaga się aparatem słuchowym. Pierwszy dostał w 1984 roku, jak miał 26 lat: – Kiedy byłem mały, nie słyszałem na wiosce ptaków śpiewających. Aparat dał mi nowe życie. Wtedy po raz pierwszy usłyszałem, jak rechoczą żaby w stawie. Musiałem upewnić się u ludzi, że one wydają takie skrzeczące odgłosy.
Bieganie…
…zaczęło się w szkole średniej. Na parokilometrowych dystansach plasował się w środku stawki. Gdy zaczął pracować w Lublinie, trudniej było trenować. Sam nie dawał rady. Zaczepiał więc na ulicach biegaczy i prosił o pomoc. Nikt mu nie odmówił. A potem poznał Roberta Wojewódzkiego. – Chciałem pokazać na moim przykładzie, że człowiek słabowidzący i słabosłyszący może uprawiać sport i odnosić sukcesy – mówi Zdzisław.
Po pracy jechał trolejbusem do klubu „Start”, przebierał się i z Robertem truchtali nad Zalew Zembrzycki i z powrotem. W obie strony 20 km. Punktualnie o 17. był w domu. Potem wybierał się z żoną na zakupy. Ale bliziutko. Tylko dwa kilometry, bo na większy wysiłek nie było go już stać.
   Trudno się dziwić. Tygodniowo z przewodnikiem pokonywali 120 km. Przez całe lata biegania, oprócz Wojewódzkiego, miał innych kompanów. Dwóch Krzyśków – studentów KUL, a na końcu Stasia Tarentowicza. Solidne przygotowania dały rezultaty. W 1989 roku przebiegł półmaraton w Brzeszce w 1 godz. 26 min. W warszawskim maratonie, trzy lata później, zszedł poniżej trzech godzin (2,57). Maratony to dla niego „pestka” Przebiegł ich pięć i cztery supermaratony. Na Zamojszczyźnie popularne były (nie wiem czy teraz) biegi stukilometrowe. Do pokonania nie jednego dnia, ale w ciągu czterech. Pierwszy etap to 35 km, drugi 20 km, trzeci 30 km i ostatni 15 km. Wielki wysiłek dla organizmu.
– Mój najlepszy wynik to 7 godz. 22 min. Na mecie byłem bardzo wyczerpany. Mimo doskonałego obuwia – adidasów z amortyzatorami, miałem poobcierane stopy – wspomina maratończyk.
W ciągu 17 lat w zawodach długodystansowych pokonał w sumie ponad tysiąc kilometrów. Nie liczy tych na mistrzostwach Polski niewidomych. Na 1500 m, 5000 m i 10000 m zdobył (w grupie B1) 19 złotych, 8 srebrnych i 4 brązowe medale.
– Bardzo wspierał mnie Waldek Kikolski, dzielił się doświadczeniami z treningów. Szkoda, że takiej klasy maratończyk i mądry człowiek tak nagle od nas odszedł – mówi Zdzisław.
Pora na kręgle
Od dwóch lat Koziej nie biega. Pociągnęła go inna dyscyplina – kręgle klasyczne. Znaczy to, że uspokoił się i zaczął szanować swe lata. Na początku za bardzo nie wiedział, o co w tej grze chodzi. Namówił go Michał Czarski, prezes Klubu Sportowego Niewidomych i Słabowidzących „Hetman” Lublin.
– Znałem go jako pracowitego i skromnego człowieka – opowiada Czarski. – Przez długi czas grał w goalballa, biegał maratony. Ma bardzo dobrą koordynację ruchową, więc pomyślałem, że w kręglach klasycznych może osiągać sukcesy. Ale nie przewidziałem, że aż takie!
Koziej tak dumał: bieganie, gdy o przewodników coraz trudniej, gdy organizm się starzeje i gdy coraz bardziej bolą kolana – to nie najlepszy pomysł. A w kręgle można grać nawet po sześćdziesiątce. Jak pomyślał, tak zrobił.
Początki nie zniechęcały go. Zosia Szatałowicz – kadrowiczka, korygowała jego postawę, uczyła rzucać kulami. Wszystko musiał obrajlowić: jak trzymać kulę, jak podchodzić do deski. Zakulał (czyli rzucał) raz, drugi, dziesiąty i udawało się strącać coraz więcej kręgli. Ponieważ bardzo sumienie podchodził do treningów, na rezultaty nie musiał długo czekać. Na dobre trenuje od 2002 roku. Pierwsze starty – w 2003. Nie minęły dwa lata, gdy na mistrzostwach kraju zaczął odnosić sukcesy. A w 2007 roku trener Paweł Ciesielski powołał go do kadry narodowej w kręglach klasycznych.
W półfinałach MP w Gostyniu w roku 2009 po raz pierwszy pokonuje najlepszego w B1 – Janka Ziębę. – W czasie zawodów zaistniała następująca sytuacja – opowiada Koziej. – Mój przewodnik (podawacz), Lucjan Fiuta, zapytał głównego sędziego, czy Zdzisław może startować w swoich goglach. Sędzia i komisja kręglarska, po ich obejrzeniu, dopuściła mnie do startu. Po wykonaniu rzutów i ogłoszeniu wyników okazało się, że zająłem I miejsce w kategorii B1. Złożono protest, że mój występ w goglach nie był zgodny z regulaminem krajowym, a jedynie międzynarodowym, i mój wynik został anulowany. Nie zdyskwalifikowano mnie, ale sędzia główny zapytał, czy zgodzę się ponownie wystartować zgodnie z krajowym regulaminem, czyli z oczami zaklejonymi plastrami okulistycznymi. Zgodziłem się. Ponownie wystartowałem, osiągając wynik o jeden kręgiel mniej niż startowałem w goglach. Za moją postawę zostałem wyróżniony nagrodą fair-play. Gdy zakończyłem rzuty, otrzymałem od kibiców gromkie oklaski. Wszyscy zaśpiewali mi „Sto lat”. Te zawody utkwiły mi głęboko w pamięci i zawsze je mile wspominam – kończy Zdzisław. 
Awans do kadry Polski jest dla niego kolejnym wyzwaniem. Co miesiąc jeździ na zgrupowania sportowe. Kilkudniowe, tygodniowe. Trener Ciesielski uczy go techniki rzutu, koryguje błędy.
Pierwszy raz Zdzisław Koziej za granicą wystartował w mistrzostwach świata w Koszycach w roku 2007. Choć w B1 byli koledzy z Polski lepsi od niego w rankingach, to okazał się na tyle silny, że pokonał ich wszystkich i niewiele brakowało, a dostałby się do finału. Dokonał tego w 2008 roku na Mistrzostwach Europy w Kręglach Klasycznych w Budapeszcie. Zdobył brąz, a drużyna zajęła drugie miejsce. Wielki sukces!
W kwietniu 2009 wygrał w swej grupie mistrzostwa Polski.
Zdzisławowi „stuknęło” pół wieku. Mimo dotkliwej niepełnosprawności, odnalazł się i w sporcie, i w życiu. Ma rodzinę – żonę i syna. Pracuje. Koledzy z „Hetmana” mówią o nim: koleżeński, rzetelny, pracowity. Jak zaczyna coś robić, nie zraża się przeciwnościami. Ociera pot z czoła i ciągnie dalej sportowy i życiowy wózek.
Andrzej Szymański

Na początek


wiadomości

Biegi

Maraton w Wiedniu
17 kwietnia 2009 r. sześciu zawodnikÛw ze Stowarzyszenia Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących ÑCrossî wyruszyło pociągiem z Warszawy do Wiednia, by wziąć udział w XXVI maratonie wiedeńskim. Zamieszkali w trzy- gwiazdkowym hotelu ÑDUNAJî, położonym w pobliżu starej odnogi Dunaju i blisko linii startu. Obiekt pod każdym względem dostosowany jest do potrzeb osÛb niewidomych i poruszających się na wÛzkach.
W sobotni poranek – krótki trening. Na początek na dwóch energometrach, ustawionych przy ścieżce spacerowej. Zaraz potem wyjazd po numery startowe. Expo znajdowało się w pobliżu stadionu narodowego, więc wszyscy udali się tam, by zobaczyć z bliska piękny obiekt. Około godziny 14 – zwiedzanie miasta. Dostanie się do jego centrum było bardzo proste, wszystko bowiem jest tutaj świetnie oznakowane. Stacje metra łatwo dostępne, na każdej windy i informacje dla niewidomych.
W niedzielę, po skromnym śniadaniu, wyjazd na miejsce startu, zlokalizowane w pobliżu siedziby ONZ oraz naszego hotelu. W tym dniu jednocześnie odbywał się maraton, czyli 42,195 km, półmaraton, ćwierćmaraton i bieg Coca–Coli na 1 km. Z Polski we wszystkich biegach wystartowało 186 osób, a w samym maratonie – 100 biegaczy.
Przed startem odżywki, pamiątkowe zdjęcia i rozgrzewka. Rozlegają się dźwięki słynnego walca „Nad pięknym modrym Dunajem” i spiker ogłasza pełną gotowość do biegu. Zawodnicy poszczególnych biegów ruszają po kolei, jako ostatni – maratończycy. Na początek podbieg na most, pod którym płynie Dunaj. Widok przepiękny. Trasy prowadzą głównymi ulicami Wiednia. Zawodnicy mogli zobaczyć największe jego zabytki. Przebiegali obok najstarszego w Europie wesołego miasteczka, po parku przy stadionie i Expo. Słonko nie szczędziło swych promieni i każdy, kto ukończył maraton, był pięknie opalony. Meta maratonu znajdowała się na Starym Mieście – tam były zdjęcia i pomiar czasu każdego zawodnika. Niektórzy biegacze przed trybunami robili pompki, akrobacje, wymyślne figury. Inni byli poprzebierani w barwne stroje.
Nasi zawodnicy byli zadowoleni z ukończenia maratonu. Pobiegli na poziomie czasów z początku sezonu biegowego. Najlepszy wynik uzyskał Piotr Szymczak z Łodzi – 4.13,06, drugi był Sławek Jeżowski – 4.14,57, trzeci Wiesiek Miech – 4.20,07. Piotr po raz pierwszy uczestniczył w takim wyjeździe. Młody sportowiec uważnie słuchał cennych rad starszych kolegów, dotyczących różnych form treningów i rozkładu sił na poszczególnych etapach biegu.
Każdy zawodnik otrzymał piękny zielony medal z datą i nazwą zawodów, dodatkowo przyozdobiony trzema cyrkoniami. Ogółem we wszystkich biegach wystartowało 29 054 osób (w maratonie 6338 zawodników) z 66 krajów.
Wieczór po powrocie do hotelu był piękny, więc kolację podano na molo. Potem krótki spacer, by mięśnie nie zastygły. Wieczorem ostatnie spotkania i omówienie wrażeń biegowych, pakowanie. Rano powrót do kraju.
Teresa Picheta
 
Mistrzostwa Polski
w biegu na 5 km
Dwa w jednym, czyli Bieg Pamięci Waldka Kikolskiego i I Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących na dystansie 5 kilometrów były sportowym wydarzeniem w Łapach k. Białegostoku w sobotę, 25 kwietnia b.r. Stąd właśnie pochodził ten utytułowany, nieżyjący już słabowidzący paraolimpijczyk. Startujący w biegu zawodnicy ze Stowarzyszenia „Cross” po raz kolejny uczcili jego pamięć.
Po latach posuchy, wśród biegaczy pojawili się nowi zawodnicy: dwie kobiety w kategorii B2 – Ewa Kuryło i Anna Ostrowierch, oraz Jan Lesik. Dzielnie na trasie walczyli: Wiesław Miech i Henryk Groszkowski (dla tego kolarza bieg to urozmaicenie treningu). „Czapki z głów” dla Zygmunta Grzelaka, Jana Michalika i Mariana Dąbrowskiego za ich sportową wytrwałość podczas biegu. Czołowe miejsca w mistrzostwach Polski w poszczególnych kategoriach zajęli:
 
Kobiety B2
1.Ewa Kuryło
2. Anna Ostrowierch
 
Mężczyźni B2
1. Tomasz Chmurzyński
2. Mariusz Gołąbek
3. Sławomir Jeżowski
 
Mężczyźni B1
1. Zbigniew Swierczyński
2. Ryszard Sawa
3. Grzegorz Powałka
 
Mamy nadzieję, że mistrzostwa Polski na tym dystansie na stałe wejdą do kalendarza imprez biegowych Stowarzyszenia „Cross”, a postawa i udział kobiet z naszego środowiska będą zachętą dla innych pań do aktywności sportowej i próbowania swych sił na trasach biegowych.
Mariusz Gołąbek
 
Słoneczny „CRACOVIA
MARATON”
Już wczesny poranek, 26 kwietnia 2009 roku, wskazywał, że w czasie maratonu będzie ciepło i coraz cieplej. W ubiegłym roku cały czas padał deszcz, teraz nadarzała się okazja, by zobaczyć coś podczas biegu. Błonia, barbakan, brama i ulica Floriańska, krakowski Rynek, okolica Wawelu i spory odcinek nad Wisłą – wspaniale prezentowały się w pełnym słońcu. Na starcie stanęło ponad dwa tysiące zawodników z wielu państw. Wśród nich także kilku biegaczy ze Stowarzyszenia „Cross”, przybyłych prosto po zawodach w Łapach: Ewa Kuryło, Tomasz Chmurzyński, Ryszard Sawa, Sławomir Jeżowski, Franciszek Kąkol, Zbigniew Świerczyński, Mariusz Gołąbek. W Krakowie byli już Tomasz Lesik i Stanisław Spólnik. Każdy chciał zająć jak najlepsze miejsce w swojej kategorii. Organizacyjnie bieg był bez zarzutu, były punkty odżywcze, z wodą i odświeżanie. Tego dnia było to ważne, bo ubytek wody i energii przy takiej pogodzie był znaczny. Wolontariusze na punktach dziarsko się uwijali. W Nowej Hucie był nawrót i biegacze mijali się. Można było zobaczyć w biegu najlepszych i pozostałych – cały wielobarwny szpaler maratończyków.
Fajnie, że bieganie u nas przyjęło się. My wypadamy na miarę swoich możliwości. Niektórzy z nas poczuli w nogach sobotni bieg w Łapach. Jednak wszyscy go ukończyli. Wielkie gratulacje i słowa uznania dla Ewy Kuryło za pokonanie maratonu. Tak trzymać! I do spotkania na kolejnych zawodach. Może i Ty dołączysz do nas? Ruszajmy się – namawiam i zapraszam.
Mariusz Gołąbek
Ostrołęcki półmaraton
Stowarzyszenie Kultury Fizycznej Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących „Cross” podczas XV Międzynarodowego Półmaratonu Kurpiowskiego zorganizowało mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących w półmaratonie (9–10 maja b.r.).
Uczestnicy zostali zakwaterowani w hotelu MOSiR w Ostrołęce w pokojach 2, 3–osobowych z pełnym węzłem sanitarnym. Panowało zdziwienie, że za udział w imprezie o randze mistrzowskiej zawodnicy muszą z własnej kieszeni pokrywać wpisowe. Na szczęście, dzięki staraniom Wiesława Miecha, koordynatora biegu, wpisowe zostało zmniejszone o połowę.
W mistrzostwach udział wzięła rekordowa liczba naszych biegaczy. Na trasę, liczącą 21 km 097 m, biegnącą ulicami miasta, wyruszyło 17 zawodników i 5 przewodników z pięciu klubów. Na linii startu i mety zgromadziła się liczna widownia, by dopingować 168 zawodników. Organizatorzy i w tym roku ufundowali nagrody pieniężne dla pierwszych trzech zawodników w kat. B1 i B2. Rywalizacja była bardzo zacięta, ponieważ w kat. B2 o główną nagrodę rywalizowało dwóch paraolimpijczyków z Pekinu – Tomek Chmurzyński i Ihar Barysionak z Białorusi. Tomek nie pozwolił sobie jednak odebrać zwycięstwa.
 
Mistrzami Polski zostali:
Kat. B2     
I miejsce    Tomasz Chmurzyński   1.20,57
II miejsce     Mariusz Gołąbek    1.29,05
III miejsce          Krzysztof Badowski            1.32,54
                                       
Kat. B1
I miejsce    Zbigniew Świerczyński 1.38,45
II miejsce     Grzegorz Powałka 2.01,15
III miejsce          Ryszard Sawa        2.05,43
Tym razem starsi koledzy nie dali się wyprzedzić naszej biegającej młodzieży, „depczącej im po piętach”. Trzech pierwszych zawodników w kat. B1 i B2 zostało uhonorowanych nagrodami przez organizatorów. Dzięki dyrektorowi MOSIRU, po dekoracji i przy udziale licznie zgromadzonej publiczności, wręczono naszym puchary za zdobycie tytułów mistrza i wicemistrzów Polski w kat. B1 i B2.
Teresa Picheta
 
Lekka atletyka
Memoriał w Białymstoku
W tym roku minęło 8 lat od tragicznej śmierci Waldemara Kikolskiego, zawodnika, trenera, działacza, lubianego przez wszystkich człowieka. Dla uczczenia jego pamięci organizowany jest w Białymstoku lekkoatletyczny miting integracyjny. W tym roku (01.05.2009) na stadionie MOSiR odbył się już siÛdmy z kolei. Podczas jego otwarcia przybliżono sylwetkę i osiągnięcia sportowe jednego z najlepszych słabowidzących sportowcÛw w Polsce i na świecie, ktÛry podczas swojej kariery cały czas reprezentował ÑStartî Białystok.
Na stadionie obecni byli najbliżsi członkowie rodziny Waldka, mama i siostra, oraz Ryszard Rodzik, prezes zarządu PZSN „Start”, a także przedstawiciele władz miasta. W mitingu wystartowało 183 zawodników, w tym 68 sportowców niepełnosprawnych, wielu członków kadry narodowej i paraolimpijskiej. W programie przewidziano biegi na 100, 200, 400 i 800 metrów i bieg memoriałowy, główny – na 5000 m.
Pozostałe konkurencje to: pchnięcie kulą, rzut dyskiem, skok w dal, skok wzwyż.
W biegu memoriałowym im. Waldemara Kikolskiego wystartowało 15 osób. Drugie miejsce w tej grupie zajął Łukasz Wietecki.
Miting otworzył sezon lekkoatletyczny na Podlasiu.
 
Spośród grupy niepełnosprawnych sportowców najwartościowsze wyniki uzyskali:
 
Biegi  
100 m
Marta Langner               kl.T37   14,72
Zduńska Wola
Natalia Jasińska             kl.T37   14,96
Grudziądz
Mateusz Michalski         kl.T12   11,07
Gorzów Wlkp.
200 m
Marta Langner               kl.T37   30,76
Zduńska Wola
Mateusz Michalski         kl.T12   22,08
Gorzów Wlkp.
400 m
Marcin Awiżeń                 kl.T4     53,34
Radom
5000 m  
Łukasz Wietecki               kl.T13    15:48,38
Gorzów Wlkp.
Rzut oszczepem    
Paweł Piotrowski             kl.F36    41.42 m 
Wrocław
Rzut dyskiem      
Paweł Piotrowski             kl.F36    38.21 m
Wrocław
Tomasz Blatkiewicz         kl.F37    55.98 m
Gorzów Wlkp.
Daria Kobiesz                   kl.F40    21.30 m
Wisła
Pchnięcie kulą
Paweł Piotrowski                  kl.F36           13.35 m
Wrocław
Tomasz Blatkiewicz             kl.F37           14.30 m
Gorzów Wlkp.
Janusz Rokicki                     kl.F58          15.11 m
Cieszyn
Krzysztof Smorszczewski   kl.F56           11.37 m
Białystok
Kalendarz imprez dla kadry LA
Wykaz najważniejszych zawodów objętych kalendarzem imprez w roku bieżącym, w których wystartują zawodnicy kadry narodowej:
 
1. Miting lekkoatletyczny
Słubice, 15–17.05.2009 r.
2. Międzynarodowe zawody w lekkiej atletyce
Manchester, 22–25.05.2009 r.
3. Mistrzostwa Polski juniorów
Wisła, 22–24.05.2009 r.
4. Międzynarodowe zawody w lekkiej atletyce
Holandia (Emmeloord), 28.05–1.06.2009 r.
5. Mistrzostwa Europy IBSA
Rodos, 04–14.06.2009 r.
6. Mistrzostwa Polski seniorów
Kozienice, 19–21.06.2009 r.
7. Miting lekkoatletyczny
Zduńska Wola, 04–06.09.2009 r.
 
Rok 2009 jest drugim, w którym władze IPC (International Paralympic Committee) nie podjęły decyzji o zorganizowaniu mistrzostw Europy dla sportowców z uszkodzeniami narządu ruchu (paraplegia, porażenia, niedowłady, amputacje). Jest to poważny problem dla zawodników i szkoleniowców, ponieważ po pierwsze – nie ma rywalizacji sportowej z najlepszymi zawodnikami, po drugie – nie ma możliwości wywalczenia nagród „Za wybitne osiągnięcia sportowe” (czyli za medale) i w konsekwencji otrzymania stypendium.
Z kalendarza imprez IPC wynika, że najważniejsza impreza w lekkiej atletyce – mistrzostwa świata – odbędzie się w roku 2010, w nietypowym dla nas okresie – na przełomie stycznia i lutego. Mamy nadzieję, że dotychczasowe doświadczenia pozwolą na optymalne przygotowanie naszej ekipy do tych prestiżowych zawodów.
Maciej Skupniewski      
Kolarstwo
Majowe potyczki kolarzy
Przez kilka dekad XX wieku najpopularniejszą majową imprezą sportową w Polsce był kolarski Wyścig Pokoju. Imprezie tej towarzyszyło niewiarygodne wręcz zainteresowanie widzów i mediów. Na trasie wyścigu kolarzy dopingowały tysiące kibiców, a TV i radio transmitowały na żywo przebieg rywalizacji. Nazwiska polskich zwycięzców Wyścigu Pokoju: Stanisława Królaka, Ryszarda Szurkowskiego i Stanisława Szozdy znała cała Polska. Ci sportowcy bili rekordy popularności.
Czasy się zmieniły, Wyścigu Pokoju już nie ma, lecz maj to nadal miesiąc obfitujący w wiele imprez kolarskich.
Podczas trzech kolejnych majowych weekendów kolarze tandemowi uczestniczyli w wyścigach szosowych w Białej Podlaskiej i w Zamościu oraz w konsultacji na torze w Pruszkowie. W terminie 1–3 maja Andrzej Góźdź zorganizował już XII wyścig „O Puchar Marszałka Lubelszczyzny”, tym razem w Białej Podlaskiej. Silna stawka startujących zawodników, cztery etapy o łącznej długości 216 kilometrów oraz regulamin wyścigu, premiujący bonifikatami czasowymi trzy czołowe lokaty na mecie i na lotnych premiach poszczególnych etapów spowodowały, że rywalizacja była ciekawa i emocjonująca od początku do końca imprezy.
I etap – jazdę indywidualną na czas na dystansie 5 km wygrała para: Piotr Łożyński – Piotr Czopek (OKS „Warmia i Mazury” Olsztyn) przed tandemami Andrzej Zając – Dariusz Flak („Cross” Opole) i Krzysztof Kosikowski – Artur Korc (OKS „Warmia i Mazury” Olsztyn). II etap (długości 50 km) ponownie wygrał tandem Łożyński – Czopek, umacniając się na pozycji lidera; kolejne miejsca zajęły pary: Zając – Flak i Przemysław Wegner – Arkadiusz Garczarek („Razem” Poznań). Etap ten rozegrany został również jako kryterium na punkty „O Puchar Wójta Gminy Rokitno”, w którym klasyfikacja była następująca: I Wegner – Garczarek, II Adrian Juszczyk – Dariusz Nowak (Warszawski Klub KFSiTNiS), III   Kosikowski – Korc. Na najdłuższym (91 km) III etapie nastąpiła śmiała i skuteczna ucieczka zawodników z „Razem” Poznań, którzy zajęli trzy pierwsze miejsca na mecie w kolejności: Bogdan Wardak – Tomasz Bala, Bartosz Zakrzewski – Władysław Gładysiak i Przemysław Janczura – Henryk Kiszka. W efekcie poznańskiego ataku przewaga liderów wyścigu: Łożyńskiego i Czopka nad duetem Wardak – Bala zmalała do zaledwie 3 sekund. Pozostali faworyci stracili wysokie lokaty i mieli spore straty czasowe, co zapowiadało wielkie emocje na ostatnim etapie. IV etap, o długości 70 km, był popisem tandemu Kosikowski – Korc, który wygrał po brawurowej ucieczce, wyprzedzając pary Juszczyk – Nowak i Zając – Flak. W klasyfikacji punktowej etapu „O Puchar Wójta Leśnej Podlaskiej” na podium stanęli: Krzysztof Kosikowski – Artur Korc, Adrian Juszczyk – Dariusz Nowak i Piotr Kołodziejczuk – Paweł Czarnecki (OKS „Warmia i Mazury” Olsztyn). Zwycięstwo na ostatnim etapie zagwarantowało tandemowi Kosikowski–Korc awans z szóstego na pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej wyścigu. Drugie miejsce zajęli: dwójka Łożyński – Czopek, trzecie – Zając – Flak.
Wyścig w Zamościu (9–10.05.2009) miał charakter integracyjny i odbywał się przy okazji drugiej serii Pucharu Polski Polskiego Związku Kolarskiego Kobiet w kategorii elity, juniorek i juniorek młodszych, oraz mężczyzn w kategorii juniorów i juniorów młodszych. W sumie w zawodach wzięło udział ponad 200 uczestników. Wyścigi kolarzy niewidomych i słabowidzących składały się z dwóch oddzielnie klasyfikowanych etapów:
jazdy na czas na dystansie 20 km,
jazdy ze startu wspólnego na dystansie 88 km.
Wyścigi odbywały się przy dobrej, ale wietrznej pogodzie, na ciekawych i dość wymagających trasach w okolicach Zamościa. W jeździe na czas zdecydowanie wygrał tandem Krzysztof Kosikowski – Artur Korc (OKS „Warmia i Mazury” Olsztyn) przed parami Andrzej Zając – Dariusz Flak („Cross” Opole) i Przemysław Wegner – Arkadiusz Garczarek („Razem” Poznań). Jednak w wyścigu ze startu wspólnego zwycięzcy „czasówki” nie zmieścili się na podium (zajęli IV miejsce). Wyścig był bardzo emocjonujący i obfitował w wiele prób ucieczek. Wysokie tempo jazdy wytrzymały tylko cztery tandemy, które wyraźnie wyprzedziły pozostałych rywali. Z czołowej grupy najszybciej finiszowała para Zając – Flak przed dwójkami Wegner – Garczarek i Szumigaj – Matusiak (IKS „Fizjotech” Warszawa). Na wyróżnienie za ambitną jazdę zasłużył tandem Mariusz Mazur – Janusz Pytlak. W rywalizacji zespołów kobiecych padł remis: jazdę na czas wygrała para Ewa Wiśniewska – Joanna Czerwińska (OKS „Warmia i Mazury” Olsztyn), natomiast w wyścigu ze startu wspólnego zwyciężył tandem Marta Skowron – Natalia Korc (IKS „Fizjotech” Warszawa).
Wyścigi były bardzo potrzebnym elementem przygotowań kadry przed planowanymi w drugiej połowie maja startami w Belgii i we Francji. Były też sprawdzianem aktualnej formy zawodników. Próba ta wypadła zadowalająco, co pozwala z optymizmem oczekiwać pierwszej międzynarodowej konfrontacji z zagranicznymi rywalami.
Dłużej na zagraniczne starty muszą poczekać zawodnicy specjalizujący się w kolarstwie torowym. Planowany wyjazd kolarzy na Puchar Świata do Manchesteru został odwołany. W terminie 15–17.05 torowcy uczestniczyli w konsultacji na torze w Pruszkowie, której celem były kontrolne starty i treningi. To był debiut tandemowców na obiekcie o nazwie „BGŻ Arena”. Hala jest wspaniała! Drewniany tor ma szybką nawierzchnię z syberyjskiej sosny oraz geometrię, pozwalającą na bezpieczną jazdę. Podczas startów i treningów na Arenie najlepiej zaprezentowały się tandemy: Adrian Juszczyk – Dariusz Nowak oraz Emil Stopierzyński – Łukasz Tunkiewicz (OKS „Warmia i Mazury” Olsztyn).
Mirosław Jurek
Szachy
Mistrzostwa juniorów
W położonym wśród lasów, 25 kilometrów od Kielc Ośrodku „Wierna” w Bocheńcu odbyły się kolejne mistrzostwa młodych szachistów i szachistek, które wyłoniły mistrza i mistrzynię Polski juniorów na rok 2009. Zawody rozegrano systemem szwajcarskim na dystansie 9 rund. Turniej sędziował Leszek Bakalarz. Koordynatorem imprezy był Jerzy Hanus z Kielc.
 
Mistrzostwa Polski niewidomych
i słabowidzących juniorów w szachach
30.04–8.05.2009 r., Bocheniec
1. Piotr Renkowski    8,5p.
„Warmia i Mazury” Olsztyn
2. Adam Czajkowski       7,5 p.
Warszawa
3. Robert Niesyczyński 6 p.
    „Nadzieja” Kraków
4. Patryk Ulandowski      6 p.
    „Łuczniczka” Bydgoszcz
5. Krzysztof Cichoń     5,5p.
„Jutrzenka” Dąbrowa G.
6. Paweł Kardasz      5p.
ãJantarÓ Gdańsk
7. Elżbieta Sobótka   5p.
„Jutrzenka” Dąbrowa G.
8. Karol Urbaniak      5p.
Warszawa
9. Aleksandra Kotek 4p.
„Cross” Opole
10. Kacper Basiak         3,5p.
 
„Zryw“ Słupsk
...
Startowało 15 osób
Mistrzostwa kobiet
Po wielu latach szachowe rozgrywki kobiece o mistrzostwo Polski opuściły Wągrowiec. Tym razem odbyły się w małej miejscowości Chłopy, w pięknie położonym tuż przy brzegu morza Ośrodku „Ledan”. Wzięło w nich udział 20 zawodniczek. Turniej rozegrany został systemem szwajcarskim na dystansie 9 rund. Sędzią głównym był Marak Maćkowiak, a jego asystentem – Barbara Ryszkiewicz.
Z przyczyn osobistych w mistrzostwach nie zagrała aktualna mistrzyni Polski, Anna Stolarczyk. Pod jej nieobecność tytuł tegorocznej mistrzyni Polski wywalczyła Teresa Dębowska, wicemistrzynią została Krystyna Perszewska, a trzecie miejsce zajęła Józefa Spychała – znakomita organizatorka turnieju.
Mistrzostwa Polski niewidomych
i słabowidzących kobiet w szachach
9–17.05.2009 r., Chłopy
 
1. Teresa Dębowska    9 p.
Warszawa
2. Krystyna Perszewska     6,5 p.
„Jantar” Gdańsk
3. Józefa Spychała   6 p.
„Tęcza” Poznań
4. Joanna Malcer      5,5 p.
„Warmia i Mazury” Olsztyn
5. Alicja Jakimczuk   5 p.
Warszawa
6. Iwona Teske         5 p.
„Karolinka” Chorzów
7. Irena Wójcik         5 p.
„Łuczniczka” Bydgoszcz
8. Jadwiga Szymczyk        5 p.
„Jantar” Gdańsk
 9. Dagmara Kowalczyk     5 p.
„Cross” Opole
10. Elżbieta Jagieła 4,5 p.
„Podkarpacie” Przemyśl
...
Startowało 20 zawodniczek
Warcaby
Warcabowe półfinały kobiet
Eliminacjami do finału mistrzostw Polski w warcabach stupolowych, zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet, są dwa półfinały. W półfinale A gra Polska południowa, w półfinale B – Polska północna. Z każdego półfinału do finału wchodzi po pięciu zawodników czy zawodniczek.
Tegoroczne półfinały kobiece odbyły się prawie równocześnie.
Polska północna rozegrała swoje eliminacje w dniach od 16 do 23 kwietnia w ośrodku „Pacyfik” w Augustowie. Uczestniczyło w nich 46 osób z 10 klubów Stowarzyszenia „Cross”. Sędzią głównym turnieju był Leszek Łysakowski z Gniezna. Pierwsze pięć miejsc w rozgrywkach zajęły:
1. Ewa Grabska (Grudziądz), 2. Petronela Dapkiewicz („Jaćwing” Suwałki), 3. Barbara Kacprzak (Warszawa), 4. Jolanta Kozłowska („Victoria” Białystok), 5. Krystyna Pękała („Zryw” Słupsk).
Polska południowa rozpoczęła swoje rozgrywki dwa dni później – od 18 kwietnia. Trwały do 25 kwietnia. Ich miejscem był ośrodek „Giewont” w Murzasichlu.
Zawody sędziowali: Jerzy Gorczyński (sędzia główny) oraz Stanisław Mazur i Jan Sekuła (asystenci sędziego głównego). Wzięło w nich udział 35 zawodniczek z 9 klubów. Koordynatorem imprezy był Jan Nafalski.
Do finału mistrzostw Polski awansowały: 1. Jadwiga Mróz („Cross” Opole),
2. Irena Ostrowska (“Cross” Opole), 3. Jolanta Pich („Podkarpacie” Przemyśl), 4. Helena Poliniewicz („Podkarpacie” Przemyśl), 5. Barbara Wójcik („Hetman” Lublin).
VI Puchar Ziemi Lubelskiej
w Warcabach
Odbył się w Firleju w dniach od 30 kwietnia do 30 maja 2009 r. Wzięło w nim udział 50 warcabistów. Czołowe miejsca zajęli:
1. Jan Sysel 17 p.
2. Władysław Daliga         15 p.
3. Józef Tołwiński     13 p.
4. Karel Henc 13 p.
5. Leszek Stefanek  13 p. 
6. Andrzej Sosnowski         12 p.
7. Józef Bajdak         11 p.
8. Zenon Sitarz         11 p.
9. Krzysztof Furtak   11 p.
10. Michał Czarski    11 p.
Turniej sędziował Konrad Bieżyca.
Wyprawy
Kolejna góra zdobyta
Paweł Urbański miał lat trzynaście (ur.15.04.1982 r.), kiedy w wyniku choroby stracił wzrok. To zdeterminowało jego dalsze życie. Jest pierwszą osobą niewidomą z Polski i trzecią na świecie, która otrzymała pełne stypendium w jednej ze Szkół Zjednoczonego Świata (United Word College) w Norwegii. Tam narodziła się jego wielka pasja – wspinaczka wysokogórska. Niewidomy alpinista postawił sobie za cel zdobycie siedmiu najwyższych szczytów na siedmiu kontynentach, składających się na tzw. Koronę Ziemi. Do tej pory uczestniczył w czterech wyprawach:
Aconcagua (2007 r.) – dojście do 5600 m n.p.m.
Kilimandżaro (2008 r.) – zdobyty szczyt
Elbrus (2008 r.) – dojście do 5100 m n.p.m.
Góra Kościuszki (2009 r.) – zdobyty szczyt.
 
W sobotę, 18 kwietnia tego roku, wyruszył z Polski na swoją kolejną wyprawę, tym razem na Spitsbergen w Norwegii. Wspinaczkę rozpoczął 23 kwietnia, wrócił do bazy w Longyearbyen ostatniego dnia tego miesiąca. Spitsbergen to najwyższa wyspa w archipelagu Svalbard na Morzu Arktycznym. Ma powierzchnię około 39 tys. km kw. Jest górzysta – w najwyższym miejscu ma wysokość 1717 m n.p.m. – i w przeważającej części jest pokryta lodowcami. – Ten wyjazd traktuję treningowo – mówił Paweł Urbański. – Chciałbym doświadczyć ekstremalnej zimy – lodu, śniegu, niskich temperatur. Na Spitsbergenie panują warunki zbliżone do tych na Antarktydzie (a tam do zdobycia góra Vinsona, którą alpinista ma zamiar pokonać w 2010 r.) Będzie ze mną dwóch świetnych partnerów: Wojtek Moskal, znakomity polski polarnik i naukowiec, oraz Wojtek Ostrowski, filmowiec, zakochany w Antarktydzie.
Internauci mogli śledzić tę niecodzienną wyprawę na profilu Pawła w serwisie mikroblogowym BLIP.pl. Alpinista nagrywał kilkuzdaniowe informacje o niej za pomocą telefonu komórkowego, a te trafiały automatycznie na profil mikroblogu. Oto kilka z takich gorących relacji:
– Wylądowaliśmy na Spitsbergenie. Była noc – 20 stopni poniżej zera, jasno jak w dzień. Pogoda jest OK., ale zaczął padać śnieg.
– Byliśmy wczoraj na lodowcu.
– Po drodze minęliśmy kilka reniferów. Wieczorem robi się zimo, tak z minus 25 stopni.
– Witam! Wyprawa zakończona sukcesem – 50 km przez sześć dolin, jeden lodowiec i dwie przełęcze. Wróciliśmy cali i szczęśliwi, tuż przez północą. Było super! Pozdrowienia. 
Paweł Urbański ma powody do dumy! Tym bardziej że celem nadrzędnym jego wypraw jest zwrócenie uwagi na dwa ogólnoświatowe zagrożenia: zmianę klimatu i kryzys energetyczny, a także na internet jako platformę interakcji w wielu sprawach, które dotyczą problemów całego świata.
AMA

Na początek


edukacja

Doping a wspomaganie w sporcie:

fakty i mity

 
Wśród sportowców istnieje przekonanie, iż w celu poprawy sprawności konieczne jest stosowanie środków wspomagających. Wielu zawodników wiąże to z nadzieją na przekroczenie granic zdolności wysiłkowej. Środki wspomagające (w niektórych przypadkach uznane za dopingowe) mają zastąpić braki w procesie treningowym i pomóc uzyskać lepszy wynik na zawodach – w tym tkwi główna przyczyna ich popularności.
 
Wiele patologii współczesnego sportu związanych ze stosowaniem dopingu znajduje, niestety, także naśladowców wśród osób niepełnosprawnych, uprawiających sport wyczynowo. Z tego względu niezwykle ważne jest zaznajomienie wszystkich zaangażowanych w proces szkoleniowy ze współczesnymi poglądami na ten temat. Pełna świadomość niebezpieczeństw, wynikających ze stosowania rozmaitych środków, może zapobiec przede wszystkim utracie zdrowia sportowców. Ale również obalić krążące mity o „tajemnych środkach” i tym samym uniknąć niepotrzebnych wydatków finansowych.
Pojęcie dopingu odnosi się do sportowcÛw zażywających środki zwiększające sprawność fizyczną i psychiczną. Ciekawa jest etymologia tego słowa. OtÛż słowo Ñdopeî pojawiło się po raz pierwszy w słowniku angielskim w 1889 roku i pod tym pojęciem rozumiano mieszaninę z opium, podawaną koniom podczas wyścigÛw. Ponoć pochodzi z dialektu szczepu Kaffir w południowo-wschodniej Afryce ñ Ñdopî określał narkotyczny płyn, stosowany jako środek odurzający w czasie uroczystości religijnych. PÛźniej nazywano tak rÛwnież pobudzające napoje. Inne źrÛdła donoszą, że termin Ñdopingî pochodzi od holenderskiego słowa Ñdoopî, co miało oznaczać ñ płyn otrzymany z wywaru korzeni i ziÛł, wzmocniony dosypanym prochem strzelniczym. Mieszaninę tę zażywali emigranci holenderscy w Ameryce. Stosowanie tego odurzającego napoju określano słowem (Ñdoopingî) doping.
W praktycesłowa Ñwspomaganieî i Ñdopingî są stosowane zamiennie, co dezorientuje i dodatkowo usprawiedliwia nadużycia etyczne. RozrÛżnienie pomiędzy tymi pojęciami może sprawić wiele kłopotÛw. RÛżnorodność środkÛw i metod stosowanych przez zawodnikÛw ñ zarÛwno w dopingu, jak i wspomaganiu zdolności wysiłkowych ñ spowodowała pomieszanie pojęć i Ñszum informacyjnyî.
Zgodnie z definicją MKOL, sformułowaną przed laty, za doping uważa się: Ñpodanie lub zastosowanie przez sportowcÛw jakiejkolwiek substancji, ktÛra jest obca dla organizmu, lub jakiejkolwiek fizjologicznej substancji, użytej w nieprawidłowej dawce (lub niefizjologiczną drogą), w zamiarze podwyższenia w sztuczny, czyli nieuczciwy sposÛb, zdolności wysiłkowej podczas zawodÛwî. Ponieważ jednak nie wszyscy sportowcy i ich opiekunowie postępują zgodnie z zasadami etyki, określonymi przez MKOL, obecnie definicja ta okazała się mało ścisła i nie odpowiada wymaganiom rzeczywistości.Ponadto ciągle pojawiają się nowe leki i substancje oraz manipulacje, wykraczające poza tę klasyczną definicję dopingu.
Jednym ze sposobów zwiększenia skuteczności walki z łamaniem obowiązujących przepisów przez nieuczciwych zawodników były próby uproszczenia klasycznej definicji dopingu, przy równoczesnym uporządkowaniu klasyfikacji stosowanych środków. Podjęła się tego powołana do życia w 1999 r. organizacja WADA (World Antydoping Agency), według której, zgodnie z przyjętym w 2004 roku standardem (The 2004 Prohibeted List. International Standard.), dopingiem jest:
Użycie środka (substancji lub metody), która jest potencjalnie szkodliwa dla zdrowia zawodników i/lub może wpływać na zwiększenie ich zdolności wysiłkowej.
Obecność w organizmie zawodników zabronionych substancji lub potwierdzenie ich użycia i/lub stwierdzenie zastosowania zabronionych metod.
Uzupełnieniem tej definicji jest lista zabronionych substancji i metod uznanych za dopingujące. Lista ta ma charakter otwarty i jest na bieżąco uzupełniana przez wprowadzanie coraz to nowych środków (patrz: strona internetowa WADA http://www.wada–ama.org).
Najważniejszym kryterium, które decyduje o wpisaniu danego środka na listę, jest przede wszystkim bezpieczeństwo zawodników. Na liście umieszczane są bowiem takie środki farmakologiczne i metody dopingowe, którychnegatywne skutki   dla zdrowia sportowcÛw zostały bezsprzecznie potwierdzone badaniami naukowymi.
Działania WADA dają podstawy do skuteczniejszego wykrywania stosowanych przez sportowców środków i wykluczania ze współzawodnictwa tych, którzy postępują niezgodnie z obowiązującymi przepisami. W konsekwencji oczywiste stają się także kryteria uczciwej rywalizacji w sporcie.
Współczesne zrozumienie wspomagania (obejmuje także stosowanie środków uznanych za dopingujące), zaproponowane przez prof. Williamsa, porządkuje stosowanie środków przez zawodników, ponieważ za wspomaganie uznaje wszystkie (legalne i nielegalne) Ñsubstancje wprowadzane do organizmu (lub techniki pokrewne, stosowane dla zwiększenia poboru tych substancji), w celu zwiększenia siły fizycznej, sprawności mechanicznej, poprawy odporności psychicznej, przede wszystkim poprzez zadziałanie na korzyść jednego lub więcej procesÛw, wpływających na rozwÛj wymienionych cechî. WyrÛżnia on pięć rodzajÛw wspomagania; biomechaniczne, psychologiczne oraz najistotniejsze z medycznego punktu widzenia ñ żywieniowe, farmakologiczne i fizjologiczne.
Należy zwrócić uwagę, że większość środków wspomagających, stosowanych w celu podniesienia sprawności, już znajduje się na liście środków i metod zabronionych, uznanych przez WADA za dopingowe. Przede wszystkim są to substancje farmakologiczne i fizjologiczne, chociaż może to dotyczyć także niektórych suplementów żywieniowych dostępnych w powszechnej sprzedaży.
Z przedstawionego podziału wynika, że wspomaganie niektórymi środkami może być zabronione (substancje i metody uznane za dopingujące) oraz dozwolone (pozostałe, które nie znalazły się na liście). Kwestią otwartą pozostaje natomiast, które z dozwolonych środków są skuteczne we wspomaganiu zdolności wysiłkowych. Jest ich, niestety, kilka, i to tylko w wybranych wysiłkach fizycznych.
Wojciech Gawroński
Zakład Medycyny Sportowej AWF Kraków

Na początek


szkolenie

Gramy w szachy

Dynamika współczesnych szachów
Partie współczesnych arcymistrzów charakteryzują się ogromną bojowością. Niezależnie od sytuacji na szachownicy, partnerzy z dużą agresją walczą o inicjatywę. Strona broniąca się dąży nie tylko do neutralizacji gróźb przeciwnika, ale również i do kontrataku przy każdej nadarzającej się okazji. Partie mają bardzo dynamiczny i skomplikowany charakter. Różnicę między szachami współczesnymi a tymi sprzed kilkudziesięciu lat – widać w poniższych dwóch przykładach:
Obrona królewsko-indyjska
M. Botwinnik – M. Matulovic
Palma de Mallorca 1967
1.d4 Sf6 2.c4 c5 3.d5 d6 4.Sc3 g6 5.e4 Gg7 6.Gd3 0-0 7.h3 e6 8.Sf3 ed5 9.ed5 We8+ 10.Ge3 Sh5 Po 10…Gh6 11.0-0! białe uzyskiwały za pionka dużą przewagę rozwojową 11.0-0 Sd7 12.Gg5 Białe prowokują ruch f7-f6, pÛźniej zaś f6-f5, aby ograniczyć aktywność gońca c8 12…f6 13.Gd2 Grozi 14.g4 13…f5 14.Gg5 Gf6 15.G:f6 Sd:f6 16.We1 W:e1+ 17.H:e1 Gd7 18.Hd2 Hf8 19.We1 We8 20.W:e8 H:e8 21.a3 Po wymianie wież białe otwierają Ñna wszelki wypadekî linię Ñbî. Korzyści z niej nie będzie, ale w tym momencie trudno to było przewidzieć 21…Kg7 22.b4 b6 23.bc5 bc5 24.g3 h6 25.Hc2 Hc8 26.Kh2 Kf7 27.Hd2 Kg7 Do tej pory gra miała manewrowy charakter i trudno było znaleźć w ruchach białych jakiś konkretny plan. Kolejne posunięcie jest już jednak wstępem do dalszego ograniczenia czarnych figur 28.Sg1 Z zamiarem zagrania f2-f4, co, poza trwałym zamknięciem białopolaka, odbierze jeszcze czarnym pole e5 28…He8 29.f4 Kf8 30.Kg2 Sg8 Czarne przez cały czas grają wyczekująco, nie szukając najmniejszej kontrgry 31.Sf3 Hb8 32.Sh4  Powoli wzmacniany jest nacisk na pionki f5 i g6 32…Se7 33.Hc2 Kf7 34.Se2 Hd8 35.Sf3 Sf6 36.Hb2 Ha5 37.Sc3 Sc8 38.Sh4 Se7 39.Kf2 Sc8? Ta niedokładność bardzo ułatwia białym zadanie. Jedyny sposÛb powiększenia przewagi to dojście do g3-g4. Przy silnej obronie punktÛw f5 i g6 byłoby to trudne do zrealizowania.
 
 
40.g4! Se7 41.g5! Ten wysunięty pionek sprzyjać będzie kombinacyjnym motywom na punktach f5 i g6 oraz po diagonali a1-h8 41…Sfg8 42.Se2 h5 Po ewentualnym 42Öhg5 43.fg5 drugi biały skoczek włączyłby się do ataku przez pole f4 43.Kf1 Przedwczesne było 43.Hh8, bo H:a3 z atakiem na białego gońca 43…Gc8 44.Sg3 Gd7 45.Ge2 Ha4 46.Kf2 Ge8?! Ofiara skoczka na g6 prędzej czy pÛźniej była nieuchronna, ale ruch czarnych pozwala na jej przeprowadzenie z pełnym komfortem 47.S:g6! S:d5 Niewiele zmieniało 47ÖS:g6 48.S:f5 lub 47ÖK:g6 48.Hh8 48.S:h5 Słabsze było 48.cd5 K:g6 i zaatakowany jest pionek f4 48…Sde7 49.Hg7+ i na ruch przed matem czarne skapitulowały.
 
Obrona królewsko-indyjska
A. Charitonow – S. Mamediarow
Mistrzostwa świata juniorów, Halkidiki 2003
 
1.d4 Sf6 2.c4 g6 3.Sc3 Gg7 4.e4 d6 5.Sf3 0-0 6.Ge2 Gg4 7.0-0 Sfd7 8.Ge3 c5 9.d5 Sa6 10.Hd2 We8 11.h3 G:f3 12.G:f3 Sc7 13.Ge2 a6 14.a4 e6 15.Wab1 ed5 16.ed5 Powstała podobna struktura pionkowa jak w poprzedniej partii. Czarne nie mają wprawdzie problemÛw z białopolakiem, ale dały białym przewagę pary gońcÛw. Gra ma jednak zupełnie odmienny przebieg. Czarne rozpoczynają aktywną ryzykowną akcję 16…Hh4!? Tu hetman nie czuje się bezpiecznie, ale o wszystkim decydują konkretne warianty i co najważniejsze ñ czarne nie bronią się, ale same stwarzają groźby 17.Gg4   Przygotowuje 18.Gg5. Na natychmiastowe 17.Gg5? nastąpiłoby 17ÖG:c3! 18.bc3 W:e2! 19.H:e2 H:g5 20.W:b7 We8 21.Hc2 Hd8 z przewagą czarnych 17…W:e3!? Ciekawa, choć niezupełnie poprawna ofiara jakości. Alternatywa była jednak niezbyt atrakcyjna - przyznanie się do niepowodzenia i powrÛt hetmana na d8 lub e7 18.H:e3 Gd4 19.Hd2 f5 20.Ge2 Se5 Czarne stanęły bardzo aktywnie w centrum, ale bezpośrednich grÛźb jeszcze nie ma. Białe szukają więc kontrszans na skrzydle hetmańskim 21.b4! PrÛba odrzucenia gońca d4 poprzez 21.Gd3? (z ideą 22.Se2) prowadziła do porażki po 21ÖSf3+! 22.gf3 Hg3+ 23.Kh1 H:h3+ 24.Kg1 Ge5 25.f4 Hg4+ 26.Kh1 G:f4 21…Se8 Po 21Öb6 22.a5! lub 21Öcb4 22.W:b4 b6 23.a5! otwierała się rÛwnież dla białej wieży droga na b7. Ruchem w partii czarne zamierzają oddać pionka, ale zająć skoczkiem silną blokadową pozycję na d6: 22.bc5 dc5! 23.W:b7 Sd6 z dalszym f5-f4. Białe czekają więc z zabiciem na c5 do momentu odejścia skoczka z e8  22.a5 Sf6 Jeśli 22Öf4, to 23.Se4 23.bc5 G:c524.W:b7 Wf8 Czarne kierują wszystkie siły na białego krÛla.
 
 
25.Wb3? Przełomowy moment w partii. Białe całkowicie przestawiają się na obronę. Według komentującego partię am. Davida Kinga, poprawność ofiary można było podać w wątpliwość po oddaniu jakości: 25.Wc7 f4 26.W:c5! dc5 27.f3 i białe zostawały z pionkiem więcej w bezpiecznej pozycji  25…g5 26.Sa4 Se4 27.He1 Gd4 28.Gf3 Sg3 Możliwe było także 28ÖS:f2 29.W:f2 g4 z bardzo silnym atakiem 29.Hd2 g4 To jest znacznie silniejsze od 29ÖS:f1 30.Gd1 gh3 31.gh3 Groził zabawny mat po 31Öh2 31…Kh8 Z planem włączenia do ataku wieży po linii Ñgî 32.Kg2 He4+ 33.f3 Hh4 34.We1 Wg8 35.Kh2 Sf1+ (36.W:f1 Hg3+ 37.Kh1 H:h3+ itd.) 0 – 1
 
Obrona francuska
Z. Jefimienko – R. Waganian
Bundesliga 2005
1.e4 e6 2.d4 d5 3.Sc3 de4 4.S:e4 Sd7 5.Sf3 Sgf6 6.S:f6+ S:f6 7.c3 c5 8.Se5 a6  W niektÛrych wariantach nieprzyjemny jest dla czarnych wypad gońca na b5, np.: 8ÖSd7? 9.Gb5 Gd6 10.Hg4 9.Ge3 cd4 10.G:d4 Hc7 11.Gd3 Gc5 12.G:c5 H:c5 13.He2 b6?! Solidniejsze było 13ÖSd7, likwidując forpocztę białych na e5 14.0-0-0! Teraz czarnemu krÛlowi trudno będzie znaleźć bezpieczne miejsce na szachownicy 14ÖGb7 15.Whg1 Ke7!? Po 15Ö0-0 czarne obawiały się 16.g4! Wad8 17.g5 Sd5 18.Wg4 z groźbą 19.G:h7+ 16.f4 Whd8 17.Wde1?! Dokładniejsze było zajęcie tego pola drugą wieżą 17Öb5 18.f5 b4 19.fe6 bc3?! Lepsze 19Öfe6 20.ef7 cb2+ 21.Kb1 Gd5! Niedobre 21ÖKf8, bo 22.G:h7! 22.H:b2? Po 22.Sc6+ Kf8! 23.S:d8 G:a2+! 24.K:a2 Ha5+ 25.Kb1 Ha1+ 26.Kc2 Ha4+ partia mogła się zakończyć wiecznym szachem. Niewielką przewagę białym zapewniało jednak 22.He3! z wymianą hetmanÛw.
 
22ÖKd6? Czarne też rewanżują się błędem. Po prawidłowym i narzucającym się 22…Kf8 z groźbą Wab8 białe znalazłyby się w defensywie 23.Sc4+! Prawdopodobnie to silne posunięcie czarne przeoczyły bądź nie doceniły. Po 23ÖG:c4? 24.G:c4 trudno znaleźć dobrą radę: 24ÖH:c4? 25.He5+ Kd7 26.He7+ z dalszym Wc1 lub 24ÖWab8 25.Gb3 23ÖKc6 24.Ka1 Wab8 25.Hc3 G:c4 26.H:c4 Wd5 Ta część partii rozgrywana była w dużym obustronnym niedoczasie 27.H:a6+ Kd7 28.Ha4+ Kd6 29.Hf4+ We5 30.Gc4 Sd7 31.Wd1+ Ke7 32.Wge1? Natychmiast wygrywało 32.f8H+! W:f8 33.Hg4, ale taką możliwość trudno jest zauważyć przy braku czasu do namysłu 32ÖKf8! 33.W:e5 S:e5 34.Hd4 Ale nie 34.Gb3? Hc3+ 35.Kb1 W:b3+ z remisem 34ÖH:d4+ 35.W:d4 S:c4 36.W:c4 K:f7 37.We4?! Lepsze 37.a4 Ke6 38.Ka2 Kd5 39.Wc7 z łatwą wygraną 37ÖKf6? Dużo problemÛw technicznych stwarzało białym 37ÖWd8 38.We2 (inaczej 38ÖWd1+ z dalszym Wd2+ i W:g2) Wa8! 38.We2?! h5?! 39.a3 g5 40.Ka2 h4 41.a4 Kf5 42.Ka3 Kg4 43.a5 h3 44.g3 Kf3 45.Wa2 Ke4 46.a6 Kd5 47.a7 Wa8 48.Kb4 1 ñ 0
Częstym zjawiskiem jest gra daleka od szablonu i sprowadzenie partii do nietypowego układu sił na szachownicy, co utrudnia ocenę pozycji i znalezienie właściwego planu.
Obrona rosyjska
M. Adams – W. Kramnik
Sofia 2005
1.e4 e5 2.Sf3 Sf6 3.S:e5 d6 4.Sf3 S:e4 5.d4 d5 6.Gd3 Sc6 7.0-0 Ge7 8.c4 Sb4 9.Ge2 0-0 10.Sc3 Gf5 11.a3 S:c3 12.bc3 Sc6 13.We1 We8 14.cd5 H:d5 15.Gf4 Wac8 16.Gg3 Gf6 17.Sd2 Ha5 18.Hc1
 
 
18ÖG:d4!? 19.cd4 S:d4 20.Gc4 Sc2!  Słabsze było 20…W:e1+? 21.H:e1 Sc2 z uwagi na 22.He7! z silnym atakiem, np.: 22…S:a1 23.G:f7+ Kh8 24.Ge5 H:d2 25.G:g7+ K:g7 26.Ge8+ Kh6 27.Hf8+ Kg5 28.f4+ K:f4 (28...H:f4 29.He7+) 29.Hh6+ Ke5 30.H:d2 W:e8 31.He2+ Ge4 32.Hh5+ z zabraniem jeszcze wieży na e8 21.W:e8+ W:e8 22.Wb1 We1+ 23.H:e1 S:e1 24.W:e1 Kf8 25.Sf3 Powstała bardzo niejasna pozycja. Prawdopodobnie czarne w tym momencie powinny pÛjść na wariant z szybkim wyrobieniem dwÛch wolniakÛw: 25ÖH:a3 26.G:c7 Hc5 27.Gb8 f6. Do podobnej pozycji doszło w partii pÛźniej, ale w znacznie gorszej dla czarnych wersji  25Öf6 26.Wd1 Hc5 27.Gf1 Ke8 28.Sd4 Gd7 29.Wd3! a5 30.h3 b5 31.Sb3! H:a3 32.G:c7 a4 33.Gd6 Hb2 34.Sc5 a3? Prowadzi do straty pionkÛw, ale czarne mają już kłopoty: 34ÖGc8 35.We3+ Kd8 36.Sd3 itd. 35.We3+!   Białe figury koordynują teraz swoje działanie 35ÖKf7 Jeśli 35ÖKd8, to 36.We7 Gf5 37.Wf7 Gg6 38.Wb7 Gf5 39.Wb8+ Gc8 40.G:b5 z wygraną 36.Sd3 Hb1 Na 36ÖHa2 białe też grałyby 37.G:a3 37.G:a3 Ge6 38.Sf4 b4 39.G:b4 H:b4 40.S:e6 g6 41.g3 1 ñ 0
 
Partia szkocka
J. Lautier ñ A. Bielawski
Biel 1992
1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.d4 ed4 4.S:d4 Sf6 5.S:c6 bc6 6.e5 Se4  Rzadko grywane posunięcie. Zwykle czarne odpowiadają 6…He7 7.Hd4?! Wątpliwa reakcja. Lepsze 7.Hf3 Sg5 8.Hg3, 7.Ge3 lub 7.Sd2 7Öf5 8.f3?! Czarne uzyskują teraz przewagę. Należało grać 8.ef6 8ÖGc5 9.Hc4 d5 10.Ha4 Po 10.ed6 czarne grałyby Gf2+ 11.Ke2 S:d6 12.H:c6+ Gd7 i biały krÛl ma kłopoty, ale i w partii będzie podobnie 10Ö0-0! 11.H:c6 Po 11.fe4 fe4 czarne uzyskiwały też silny atak na krÛla 11ÖHh4+ 12.g3 S:g3 13.hg3 H:g3+ 14.Kd2 H:f3! 15.H:c5 H:h1 16.Hf2 Hh6+ 17.Kd1 f4 18.Hf3 c6 19.Gd2
 
Pod względem materialnym na szachownicy panuje równowaga. Czarne mają jednak jasny plan gry – marsz wolnych pionków sprzed króla, białe natomiast z dużymi trudnościami wprowadzają swoje siły do akcji 19Ög5! 20.Sc3 g4 21.Hg2 Hh4 22.Ge1 Hg5 23.Hh1 g3 24.Gd3 h5 25.S:d5 g2 Nieźle wyglądało rÛwnież 25ÖGg4+ 26.Kc1 f3+ 26.Se7+ Kf7 27.Hg1 Gg4+ 28.Kc1 f3+ 29.Kb1 H:e7 Po uzyskaniu przewagi materialnej losy partii są przesądzone. Czarne muszą tylko uważać, by nie dopuścić przeciwnika do kontrgry 30.He3 Ke8 31.Gf2 Gf5 32.Gc4 Wd8 33.a3 h4 34.Ka2 Ge6 35.He4 G:c4+ 36.H:c4 h3 37.Gh4 Hd7 38.Wd1   W nadziei na 38ÖH:d1?? 39.He6x 38Ög1H 39.W:d7 K:d7 40.e6+ Kc7 41.e7 Wc8 42.ef8H W:f8 43.Hb4 Hg8+ 44.b3 Wf7 45.Gf2 Hg6 46.Hc4 Kb7 i czarne wkrÛtce wygrały.
Partia angielska
G. Kasparow – W. Sałow
Barcelona 1989
1.Sf3 Sf6 2.c4 b6 3.Sc3 c5 4.e4 d6 5.d4 cd4 6.S:d4 Gb7 7.He2  Częściej grywa się tu 7.f3, ale białe chcą rozwinąć gońca na g2 7ÖSbd7 8.g3 Wc8 9.Gg2 a6 10.0-0 Hc7?! Lepsze było natychmiastowe 10Öe6 11.b3 e6 12.Sd5!? Hb8? Należało przyjąć ofiarę: 12Öed5 13.ed5+ Kd8 14.Gb2 z trudną do oceny pozycją 13.Wd1 g6 14.Gg5 Gg7  Jeśli teraz 14Öed5, to 15.ed5+ Ge7 16.Sc6 G:c6 17.dc6 Se5 18.f4 z rozstrzygającym atakiem 15.G:f6 S:f6  Lub 15ÖG:f6 16.S:f6+ S:f6 17.e5! G:g2 18.ef6 z groźbą 19.S:e6 16.S:b6 Wd8? Konieczne było 16ÖWc7, chroniąc dodatkowo siÛdmą linię.
 
 
17.e5! Począwszy od tego momentu, białe rozwijają inicjatywę „jednym tchem” stwarzając groźby każdym kolejnym posunięciem  17ÖG:g2 Na 17Öde5 nastąpiłoby z dużą siłą 18.Sc6 G:c6 19.G:c6+ Ke7 20.c5! 18.ef6 G:f6 19.S:e6! fe6 Jeżeli 19ÖG:a1, to 20.S:d8+ Ge5 21.c5! 20.H:e6+ Ge7 21.c5! To jest jeszcze silniejsze od przejścia do dużo lepszej końcÛwki po 21.We1 Hb7 22.H:e7+ H:e7 23.W:e7+ K:e7 24.K:g2 21ÖGb7 Na 21Ödc5 wygrywało 22.W:d8+ H:d8 23.K:g2 22.We1 Hc7 23.c6! G:c6 Lub 23ÖGc8 24.Sd5! 24.Wac1 Wd7 25.S:d7 H:d7 26.Hc4! Znacznie słabsze było 26.W:c6?! H:e6 27.W:e6 Kd7 28.W:e7+ K:c6 i białe czekała jeszcze długa realizacja przewagi 26ÖGb7 Lub 26ÖGb5 27.He4 z groźbami 28.Wc8+ i 28.a4 27.Hc7 Wf8 28.Hb8+ Kf7 29.Wc7!   1 - 0
Ryszard Bernard

Na początek
 

Gramy w warcaby

 
W partiach otwartych pojawia się wiele zasad i niuansw, dotyczących planu gry, w zależności od konkretnych plusw i minusw w pozycjach partnerw. Prześledźmy partię z tegorocznych Drużynowych Mistrzostw Polski, na przykładzie ktrej będzie można poznać pewne bardziej oglne wskazwki do ewentualnego wykorzystania w wielu podobnych przypadkach.
 
Czesław Paduszyński (Kielce) Ð
Leszek Stefanek („Hetman” Lublin)
1. 35-30 20-25 2. 40-35 19-23 3. 45-40 14-19 4. 50-45 10-14
Rozegrany przez czarne debiut daje białym dużo swobody. Najczęściej gra się wariant 1. 35-30 20-25 2. 40-35 14-20 3. 45-40 20-24 4. 33-29 24x33 5. 38x29
5. 32-28 23x32 6. 37x28 5-10 7. 42-37?
Prawidłowo 7. 30-24 19x30 8. 35x24. Likwidując kolumnę czarnych, białe uzyskiwały pełną swobodę gry. Po zagraniu w partii, czarne mogły wykorzystać nierozwinięte długie skrzydło białych w następujący sposób: 7… 17-21 8. 31-26 (inaczej nastąpi 8… 21-26) 8… 18-23 9. 26x17 23x32 10.37x28 12x21 z lepszą pozycją czarnych.
7Ö 18-23 (niedokładne zagranie) 8. 37-32!
To proste zagranie sprawiło, że kamienie czarnych na długim skrzydle straciły na aktywności. Poza tym czarne nie mają możliwości powstrzymania przed wejściem z dużą siłą do gry kamieni krótkiego skrzydła białych. Po 8… 14-20 lub 15-20 białe mają korzystne uproszczenie 9. 30-24
8Ö17-21 9. 47-42 21-26 10. 41-37 11-17 11. 30-24!
Skupione maksymalnie siły na krótkim skrzydle trzeba było uruchomić
11Ö 19x30 12. 35x24 13-19?
To posunięcie prowadzi do gorszej pozycji czarnych. Napór białych jest duży i nie widać możliwości przejęcia inicjatywy przez czarne. Do w miarę wyrównanej gry prowadził wariant po 12… 13-18 13. 28x19 14x23 14. 33-28 9-14 15. 28x19 14x23 16. 34-29 23x34 17. 40x29
13. 24x13 8x19
 
 
Słabością w pozycji czarnych jest osłabione centrum, mała aktywność długiego skrzydła oraz bandowy kamień 25, który jest przyczyną zagrożeń kombinacyjnych ze strony białych. Białe mają dwie drogi kontynuowania gry: 1) wymienić kamień 23 14. 34-29 23x34 15. 40x29 i przejść do otwartej pozycji z silnym centrum, lub: 2) podjąć plan związany z zajęciem pola 22 i zagrożeniem zabrania kamienia 23, wykorzystując kolumnę 34-40-45. Na przykład: 14.31-27 i czarne nie mogą wykonać wielu posunięć z powodu licznych zagrożeń. Na ewentualne 14… 17-21, białe odpowiedzą 15. 27-22 z groźbą 22-18 15… 12-17 16. 22x11 6x17 17. 34-30 25x34 18. 40x18 1-6 i odzyskanie kamienia jest możliwe za cenę pogorszenia pozycji.
14. 34-30 25x34 15. 40x18 12x23
Wymiana ta jest bardziej korzystna dla czarnych, gdyż pozbawia ich słabego kamienia 25 i likwiduje zagrożenia kombinacyjne związane z tym kamieniem.
16. 31-27 17-21 17. 44-40 9-13 18. 49-44 4-9 19. 40-34
Można było od razu wymienić centralny kamień 19. 33-29 23x34 20. 40x29 i przejąć kontrolę nad centrum.
19Ö 7-11 20. 44-40 2-8 21. 34-29
Białe wymieniają kamień 23, celem uzyskania aktywności na swoim krótkim skrzydle.
21Ö 23x34 22. 40x29 1-7 23. 45-40 19-24!
W tej sytuacji, gdy białe dominują w centrum, jednym ze sposobów uzyskania kontrgry jest sprowadzenie pozycji do klasyki. W tym celu zdobycie pola 24 jest bardzo ważne.
24. 29x20 15x24 25. 39-34
Groziła kombinacja 24-29 i 26-31
25Ö 7-12 26. 37-31! 26x37 27. 42x31
Wymiana ta ma na celu uwolnienie białych od ograniczeń klasyki i ponowne przejęcie inicjatywy. W dalszym planie białych jest zagranie 28. 31-26 i po ewentualnej wymianie białe uzyskałyby przewagę pozycyjną i swobodę w wyborze dalszego planu gry.
27Ö 21-26?
Lepsze było 27… 11-27 lub 10-15
28. 43-39?
Była możliwość odzyskania kontroli w centrum po 28. 34-29! 26x37 29. 29x20 14x25 30. 32x41. Powstałaby otwarta pozycja, z dużymi możliwościami u białych z powodu dominacji w centrum.
28Ö 26x37 29. 32x41 10-15 30. 41-37 14-20 31. 37-32 11-17!
 Czarne zapobiegają ewentualnym pró bom uwolnienia się białych od klasyki
i przygotowują kombinację.
32. 46-41 20-25!
 
 
Czarne przygotowały kombinację. Należało obowiązkowo zagrać 33. 34-29, stawiając czarne w trudnej sytuacji, gdyż nie mają dobrej odpowiedzi, aby tę kombinację utrzymać.
33. 41-37? 25x30 34. 34x25 24-29 35. 33x24 17-22 36. 27x7 8-12 37. 7x18 13x35 38. 37-31 35-40 39. 31-27 40-44 40. 48-43 9-14?
Strata czasu. Damkę można było postawić na 49 i po 41. 32-28 odpowiedzieć 16-21 42. 27x16 49-35 X
41. 32-28!
I damki postawić nie można.
41Ö 16-21 42. 27x16
I damki dalej postawić nie można! 1) 42… 44-49 43. 24-19 14x32 44. 38x27 49x21 45. 16x27 z remisem. 2) 42… 44-50 43. 16-11! 50x22 Bicie kamieniem nie zmienia sytuacji 44. 38-32! 6x17 45. 32-27 22x31 46. 36x27 3-8 47. 43-38 8-13 48. 38-33 14-19 (48… 13-18 przegrywa z powodu 49. 33-28) 49.33-28 19x30 50.25x34 13-19 z remisem. W partii było:
42Ö 44-50 43. 38-33? 50-45
I białe poddały się wobec gróźb 45-29 lub 45-1 z dalszym 6-11.
Jan Sekuła
 
Na początek


zdrowie

Mleko krzepi

 
 
 Swego czasu straszono nas, że pomidory są rakotwrcze, a masło zabjcze dla naszego organizmu. Kolejne dekady przynoszą nowe ãrewelacjeÓ na temat tego, czym się odżywiamy. Ostatnio źle zaczęto mwić o mleku, obwiniając je o liczne choroby, jakie może powodować. ãŚmierć w kartonieÓ, ãtoksyczna zupaÓÐ to tylko bardziej łagodne epitety, jakimi niektrzy lekarze, a za nimi media, obdarzają ten znany od wiekw produkt. Specjaliści od żywienia i dietetycy mają na ten temat zgoła odmienne zdanie. Nagonka na mleko Ð tłumacząÐ to wynik działań koncernw farmaceutycznych, zainteresowanych produkcją i zbytem ãzdrowia w pigułkachÓ. W anty-mlekowej reklamie mogą też mieć udział tzw. fundamentaliści żywieniowi Ð przeciwnicy produktw odzwierzęcych.
 
Mleko ma niemal każdy z nas w lod—wce. Chętnie jadamy też jego pochodne i przetwory: sery, twarogi, kefiry, jogurty, pijemy mleczno-owocowe koktajle, nie stronimy od lod—w. I słusznie. Mleko bowiem to prawdziwa ãbombaÓ mineralno-witaminowa. Zawiera wszystkie niezbędne dla organizmu składniki: wapń, białko, magnez, potas, witaminy z grupy B oraz rozpuszczalne w tłuszczach A, D i E. Spożywanie mleka w zalecanych przez dietetyków ilościach pokrywa niemal w 100 procentach zapotrzebowanie organizmu na wapń. Ten zaś podstawowy budulec naszych kości zapobiega tzw. osteoporozie, która mówiąc potocznie, robi z kości sito. Warto wiedzieć, że wapń z mleka krowiego jest najlepiej przyswajalny przez nasz organizm (w ponad 30 proc.), trzykrotnie lepiej niż czerpany z produktów roślinnych. Litr mleka od krasuli dostarcza ok. 1,2 g wapnia. Najnowsze zalecenia jego spożycia w diecie mówią o 1300 mg na dobę. Tabletki z wapniem są o wiele droższe od mleka i jego przetworów, ponadto przyswajają się o wiele gorzej i mogą obciążać nasze nerki.
Mleko – o czym wiadomo nie od dziś – wpływa pozytywnie na zdrowie i urodę. Zawarta w nim witamina A reguluje proces widzenia, pomaga zachować młody wygląd i sprężystość skóry, podobnie jak witamina B2 (ryboflawina), uczestnicząca w biochemicznych przemianach w siatkówce oka. Jej niedobór powoduje zmiany skórne: tzw. zajady, łojotok, zmiany w obrębie rogówki i jamy ustnej. Witamina B12, przyswajana przez nas z mleka, pomaga w budowie czerwonych krwinek, które transportują tlen i składniki odżywcze do wszystkich tkanek. Mleko wspomaga odchudzanie, wspiera bowiem redukcję tłuszczu bez uszczerbku masy mięśniowej, poprawia pamięć, wzmacnia nasz system immunologiczny (białka, cynk). Badania przeprowadzone wśrÛd kobiet pokazują, że te z nich, ktÛre po okresie menopauzy spożywają dwie szklanki niskotłuszczowego mleka dziennie oraz dodatkowo piją napoje fermentowane, są mniej podatne na raka piersi. Inne badania, na tysiącach ludzi, potwierdzają, że mleko obniża też ryzyko choroby wieńcowej serca i zawału, a także cukrzycy typu II u mężczyzn. Urolodzy są zdania, że wypijanie ponad litra mleka dziennie może zapobiegać powstawaniu kamieni nerkowych. Korzyści z picia mleka można by jeszcze długo wyliczać. Czy jednak wszyscy tolerują tę Ñkrynicę zdrowiaî jednakowo dobrze?
Naukowcy mówią, że mleko jest bardzo dobrze przyswajane przez organizm, zwłaszcza mieszkańców Europy Północnej i Środkowej (a więc i Polski). Są oni genetycznie przystosowani do jego spożywania. Znacznie częściej reakcje alergiczne wśród nas wywołuje spożywanie łososia, truskawek, czekolady, białka jaj, selera, orzechów, migdałów. W Polsce alergia na białko mleka krowiego występuje u 2,7 proc. niemowląt karmionych sztucznie i 1,8 proc. karmionych naturalnie. Ponad 90 proc. dzieci wyrasta z tej przypadłości po piątym roku życia. Około 15 proc. dorosłych mieszkańcÛw naszego kraju może mieć rÛżne objawy nietolerancji cukru mlekowego, tzw. laktozy. Jej objawy to luźny stolec, wzdęcia, skurcze brzucha. Ale ci mogą jeść produkty mleczne fermentowane: jogurty i kefiry, bo zawierają one enzymy neutralizujące laktozę. Alergia na krowie mleko tylko wyjątkowo dotyka sędziwych ludzi (może ich uczulać kazeina). Ale i oni mają do wyboru produkty mleczne, ktÛre jej nie posiadają. Warto na koniec pamiętać, że mleka ñ co dotyczy nas wszystkich ñ nie należy pić w czasie zakażeń bakteryjnych i gorączki. Bakterie bowiem uwielbiają mleko i rozwijają się wtedy jeszcze bardziej.
Na pytanie, czy lepsze jest mleko prosto od krowy, pasteryzowane, czy UHT, specjaliści żywieniowi odpowiadają: – Mleko prosto od krowy jest niezbyt bezpieczne, ponieważ istnieje możliwość zakażenia drobnoustrojami chorobotwÛrczymi. Natomiast mleko po obrÛbce cieplnej jest produktem o najwyższej jakości i wartości odżywczej, a zawarte w nim białko staje się bardziej przyswajalne przez nasz organizm.Procesy pasteryzacji i UHT zabijają bakterie, nie niszcząc cennych składnikÛw mleka. Dodatkowo ma ono wydłużony termin przydatności. Możemy więc je pić bez obaw. Tylko ile?
W piramidzie zdrowego żywienia zaleca się, aby codziennie spożywać co najmniej dwie pełne szklanki mleka lub tyle samo kefiru i jogurtu, oraz 1–2 plasterków serów (głównie żółtych, bo te, wbrew powszechnym opiniom, mają więcej wapnia od białych). To są zalecenia ogólne, które należy modyfikować w zależności od naszego wieku i statusu zdrowotnego. Według Instytutu Żywności i Żywienia, aby pokryć dzienne zapotrzebowanie na wapń dzieci poniżej 12. roku życia, a także dorosłych, trzeba pić 3ñ4 szklanki mleka dziennie, młodzieży 4ñ5 szklanek, natomiast kobiet ciężarnych i karmiących ñ 5ñ6 szklanek. Te ilości możemy zmniejszyć, jeśli spożywamy regularnie inne produkty nabiałowe. Osobom dorosłym i młodzieży zaleca się picie mleka o obniżonej zawartości tłuszczu (1,5 ñ 2 proc.), zawiera ono bowiem zbliżoną do mleka pełnotłustego ilość witamin A, D i E, a dostarcza tyle samo białka, wapnia i witamin z grupy B.
Doc. dr hab. n. med. Małgorzata KozłowskañWojciechowska z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, przewodnicząca Rady Promocji Zdrowego Żywienia Człowieka, w jednym z wywiadów prasowych („Wysokie Obcasy“ z 8 listopada 2008 r.) daje, wsparty wiedzą i praktycznym doświadczeniem – swoim i innych naukowców – solidny odpór wszystkim autorom „nagonki” na mleko. – Na szczęście wśrÛd lekarzy ñ mÛwi ñ jest ich nie więcej niż 2ñ3 procent. Problem polega na tym, że ostatnio takie ekstremalne stanowiska nagłośnia się w mediach, bez zastanowienia nad konsekwencjami. Przypomnę: mleko to klej łatający dziury w naszych kościach. Aż 99 proc. wapnia jest zmagazynowane w zębach i kościach, 1 procent krąży we krwi, dzięki niemu funkcjonują: serce, nerki, płuca, narządy wewnętrzne. Gdy tego procenta we krwi brakuje, organizm wysysa go z kości, tworzą się dziury. Jeśli do tego dołożymy statystyki, że Polacy z roku na rok piją mniej mleka, jedzą mniej produktÛw mlecznych i dostarczają organizmowi tylko połowę jego dziennego zapotrzebowania na wapń, a do tego mają niewystarczającą ilość witaminy D, to za chwilę będziemy mieć epidemię osteoporozyî.
Pani profesor bije więc na alarm i przytacza znane porzekadło: ÑLepiej pić mleko i łamać narty, niż pić napoje orzeźwiające i łamać nogiî. Co, jak się wydaje, powinniśmy sobie wziąć do serca i rozumu, nie tylko w sezonie zimowym.
BWO

 

 

Na poczatek


ruszajmy się

Uwagi na wakacje i urlopy

 
Wkrótce rozpocznie się sezon urlopów i wakacji. Czas odpoczynku, swobody i beztroski. Wielu z Was wyjedzie poza swoje miejsce zamieszkania. Najprawdopodobniej będziecie spędzać czas nad wodą i pływać. Apeluję o odpowiedzialność za siebie i innych.
 
Korzystajcie tylko z kąpielisk strzeżonych przez ratownik—w Ð dotyczy to jezior i morza. Tylko tam możemy czuć się bezpiecznie. Nie wypływajcie poza strefę dozwoloną, a najlepiej zawsze z kimś.
Nigdy nie skaczcie do zbiornika wodnego, który jest za płytki. To może skończyć się tragedią. Najpierw sprawdźcie jego głębokość tam, gdzie macie zamiar skakać na głowę. Uraz kręgosłupa szyjnego grozi wózkiem inwalidzkim do końca życia, a nawet śmiercią, ponieważ mogą zostać porażone mięśnie oddechowe i zatrzymana akcja oddechowa. Niezwykle poważnym skutkiem jest paraliż rąk i nóg, co wyłącza samodzielne poruszanie się na wózku (uniemożliwia napędzanie go dłońmi), uzależnia od osób trzecich. Jeżeli będziecie pływać w basenach, to skaczcie na głowę tylko po głębokiej jego stronie, by nie dotknąć głową dna. Zapamiętajcie o tym na całe życie. Upominajcie lekkomyślnych kolegów, byście nie czuli się współodpowiedzialnymi za nieszczęście.
Bądźcie aktywni i przeznaczcie czas urlopu na podreperowanie swojej kondycji fizycznej. Wybierajcie aktywność, która jest Wam szczególnie bliska i którą lubicie uprawiać.
Oto formy aktywności, które możecie odbywać z kolegami lub koleżankami:
 
Bieg lub nordic walking (kto uważnie czytał miesięcznik, ten wie, jak to robić).
Spacery w dobrym i miłym towarzystwie.
Pływanie.
Gry zespołowe: piłka nożna, siatkówka, koszykówka, kozłowanie piłki i bieganie za nią.
Ćwiczenia w domu (ale zdecydowanie lepiej na powietrzu).
Marszobieg, czyli bieg przeplatany marszem i ćwiczeniami.
Jazda na rowerze w grupie (najprzyjemniejsze są przejażdżki w gronie kolegów, po lesie, po parku i terenach rekreacyjnych). Aby móc jeździć po szosie, musicie mieć kartę rowerową. Jest ona wymagana od uczniów szkół. Zdecydowanie przyjemniej jest jechać rowerem po terenach atrakcyjnych przyrodniczo, ale jeżeli ma się ochotę zadać sobie szczególnego trudu, to można jeździć i po plaży, albo terenie piaszczystym. Możecie też urządzać sobie coś w rodzaju crossa – jeździć z górki i pod górkę, w poprzek stoku, po trenie grząskim. To wszystko będzie zależeć od Waszej formy danego dnia. Zawsze pamiętajcie o zabraniu ze sobą pompki do roweru i łatek do zalepiania dziur w dętce. Jeżeli planujecie wieczorny powrót do domu, nie zapominajcie o zamontowaniu do roweru świateł.
Spływ kajakowy (jego organizator zadba o sprzęt i wiosła, ale potrzebna będzie karta pływacka – nie zapomnijcie o niej).
Wycieczki w góry. Przed wycieczką skompletujcie odpowiedni sprzęt: odzież, kurtkę przeciwdeszczową, termos na gorącą herbatę, kubeczek (bo można za darmo dostać wrzątek w schroniskach). Ważną sprawą jest obuwie. Musi być odpowiednio wysokie i dobrze przytrzymywać nogę w kostce (jak zimowe), mieć dobrą podeszwę (czyli wibram). Plecak trzeba zabrać taki, by zmieściły się w nim wszystkie potrzebne rzeczy – najlepiej ze stelażem i pasem biodrowym, który pozwala na odciążenie pleców w czasie długiego marszu. Zawsze zakładajcie dwie skarpetki (jedna cieńsza, druga może być grubsza), to pozwoli uniknąć otarć na stopach i nieprzyjemnych pęcherzy z osoczem. Jeżeli już taka rzecz się przydarzy, zdezynfekujcie igłę z nawleczoną nitką i pęcherz, a potem przekłuwajcie pęcherz tak, jakbyście chcieli go przeszyć. Następnie odetnijcie końce nitki i zwiążcie je ze sobą, to pozwoli na powolne wypływanie osocza. Kiedy pęcherz już będzie pusty, przetnijcie nitkę i wyciągnijcie ją. Pęcherz pozostanie niezdarty, a może nawet przylgnie na swoje miejsce. Zapamiętajcie ten sposób, jest niezawodny i skuteczny, możecie też go poradzić znajomym lub wykorzystać, pomagając przy otarciach innym.
Wymienione formy aktywności fizycznej pomogą Wam odzyskać równowagę ducha i ciała, skutecznie poprawić kondycję. Bo najlepszą formą wypoczynku jest aktywny wypoczynek.   
Życzę dobrych wyborów, pełnego odpoczynku i znakomitej zabawy. Nabywajcie sił, abyście wrócili wypoczęci do dalszej pracy, czy nauki. Powodzenia!
Grażyna Janczak

 

Na początek