Nr 5 (50) maj 2009
CROSS
ISSN 1427–728X
ROK VII
Nr 5 (50) Maj 2009 r.
MIESIĘCZNIK INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”
Adres redakcji:
00–147 Warszawa
ul. Andersa 1/59 tel.: 022 635 13 83
e–mail: redakcja@cross.org.pl
Redaguje zespół w składzie:
Teresa Dębowska
Redaktor naczelna
Anna Amanowicz
Zastępca redaktor naczelnej
Skład i opracowanie graficzne:
Wojciech Górski
Druk: Zakład Nagrań i Wydawnictw Związku Niewidomych Spółka z o.o
Miesięcznik dofinansowuje:
Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych
Ministerstwo Sportu i Turystyki
Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych
Drodzy Czytelnicy!
Zakończyły się mistrzostwa Polski w kręglach klasycznych - przeczytajmy, jak oceniają je zawodnicy. Przed kręglarzami teraz mistrzostwa Europy, czas dla nich bardzo gorący; gorący też dla organizatorów tej międzynarodowej imprezy, która odbywać się będzie w Tomaszowie Mazowieckim. Odpowiedzialni za nią dwoją się i troją, by nadać mistrzostwom właściwą rangę i oprawę. Opowiada o tym Włodzimierz Sajdych.
Napłynęły do redakcji zapytania, jak można zostać instruktorem sportu osób niepełnosprawnych. Próbują na nie odpowiedzieć Natalia Morgulec-Adamowicz i Bartłomiej Molik z Wydziału Rehabilitacji warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego, oraz Marek Rybiński z Wyższej Szkoły Edukacja w Sporcie.
Zapewne już w maju niektórzy turyści ruszą w teren. Zachęcamy do wypadów w Bieszczady. O tym, jak jest pięknie w tej części naszego kraju i co tam warto zwiedzić, można przeczytać w dziale „Turystyka”. Prezentujemy także Szlak Papieski w Tatrach, jeden z ciekawszych krajobrazowo w naszych górach. Przejście nim to okazja do przypomnienia sobie osoby Jana Pawła II, którego czwartą rocznicęśmierci obchodziliśmy w kwietniu tego roku. Nawiązując do tej rocznicy, prezentujemy też książkę „Nowe cuda” - zbiór wspomnień różnych osób z osobistych spotkań z Janem Pawłem II.
Wiosna zmusza nas do ruchu. Ćwiczmy, biegajmy, poprawiajmy kondycję. Zaprawiajmy się do letnich sportowych wyzwań. Korzystajmy ze wskazówek Grażyny Janczak, autorki działu „Ruszajmy się”.
Teresa Dębska
Kalendarium Maj 2009
Stowarzyszenie „Cross”
8-10.05.2009 r., Sulejów - Ogólnopolski turniej tańca „Syrenka 2009”
9-17.05.2009 r., Chłopy - Mistrzostwa Polski kobiet w szachach
9-18.05.2009 r., Szczawnica - Finał mistrzostw Polski w warcabach
14-17.05.2009 r., Bocheniec - Turniej piłki nożnej
14-17.05.2009 r., Duszniki Zdrój - VI Indywidualne Mistrzostwa Polski w Brydżu
16-17.05.2009 r., Ostrołęka - Mistrzostwa Polski w półmaratonie
17-26.05.2009 r., Chłopy - Międzynarodowy turniej szachowy kobiet
23-31.05.2009 r., Szczyrk - Finał mistrzostw Polski kobiet w warcabach
29-31.05.2009 r., Chorzów - Ogólnopolski turniej bowlingowy „O Puchar Śląska”
25.05-1.06.2009 r., Kraków - Ogólnopolski turniej tańca
30.05-6.06.2009 r., Murzasichle - I Międzynarodowy Turniej Warcabowy „O Puchar Tatr”
ZKF „Olimp”
9-10.05.2009 r., Zamość - Integracyjny wyścig kolarski
15-17.05.2009 r., Pruszków - Integracyjny wyścig kolarski (konkurencje torowe)
19-25.05.2009 r., Belgia - Udział w międzynarodowym wyścigu kolarskim „Tour of Belgium”
21-22.05.2009 r., Anglia - Udział w międzynarodowych zawodach w kolarstwie torowym „Paralympic Track World Cup”
23-24.05.2009 r., Francja - Udział w międzynarodowym wyścigu kolarskim z cyklu „European Para-Cycling Cup”
Wojciech Kopczyński, Andrzej Szymański, Anna Amanowicz
Kręgle klasyczne w Europie i Polsce
Czesława Konieczna
Czesława Konieczna
Anna Amanowicz
Mirosław Jurek
Mirosław Jurek
Mirosław Jurek
Natalia Morgulec - Adamowicz, Bartosz Molik
Marek Rybiński
Andrzej Szymański
Piotr Sęk
Ryszard Bernard
Jan Sekuła
Grażyna Janczak
Kręgle
Zawodnicy o mistrzostwach Polski
Tegoroczne X Mistrzostwa Polski w Kręglach Klasycznych (2–5.04.2009 r.) odbywały się na wyremontowanej kręgielni w Tomaszowie Mazowieckim. W trakcie rywalizacji wyłoniono reprezentację kraju na zawody międzynarodowe. Oprócz stałych bywalców, wielokrotnych medalistów MP i osób utytułowanych, znaleźli się w niej debiutanci. Zawody były również sprawdzianem dla organizatorów z Tomaszowa przed zbliżającymi się mistrzostwami Europy, których będą po raz drugi gospodarzem.
Za dobre rozwiązanie organizacyjne większość zawodników uważa wcześniejsze ustalenie bloków i drabinki startowej. Możliwość pobrania jej z internetu na tydzień przed zawodami znacznie ułatwia zawodnikom planowanie dnia i wprowadza większy spokój, tak bardzo potrzebny dla dobrego przygotowania się do startu.
Debiutantem w kadrze jest Jan Smoła ñ trzeci w grupie B2. ñ Osiągnięte 656 punktÛw to mÛj rekord życiowy na tej kręgielni ñ mÛwi. ñ Jestem z tego bardzo zadowolony. Wpływ na niezły wynik miała dobra pogoda, ktÛra umożliwiała relaks w plenerze ñ była to miła alternatywa dla ciągłego siedzenia na kręgielni. Do najlepszych jeszcze mi trochę brakuje, ale rÛżnice są coraz mniejsze. Szansę rewanżu będę miał w dniach od 1 do 7 czerwca, podczas najbliższych mistrzostw Europy.
Po raz trzeci nasz kraj będzie tam reprezentował Szczepan Polkowski. W Tomaszowie był rÛwnież trzeci w B1.
Ð M—wi się: do trzech razy sztuka. Jaki masz nastr—j przed finałem? Ð pytamy zawodnika.
– Tytuł najlepszej osady kajakarskiej wśród zawodników kręgli klasycznych mamy już wygrany (Szczepan pływa w jednej osadzie z Janem Smołą – przyp. red.), resztę musimy sami wywalczyć. Jak każdy sport, także ten wymaga wyrzeczeń. Trenuję od siedmiu lat. Wiąże się to z koniecznością dojeżdżania na kręgielnie do Olkusza i Jaworzna. Czasami chciało by się wystartować jeszcze w innych zawodach, np. strzelaniu, gdzie mam przyzwoite wyniki, ale to pochłania czas, a ja wolę nie sprawdzać poziomu tolerancji mojej rodziny. Szkoda, że tegoroczne mistrzostwa przypadły na okres postu, umknęła mam przez to szansa bardziej radosnego świętowania sukcesów.
Zwyciężczyni kategorii B1 – Regina Szczypiorska ñ była już na mistrzostwach świata. Jak zwykle skromna, swoim sukcesem dzieli się z koleżanką klubową Agnieszką Kreńską. ñ Z Agą startujemy wspÛlnie już od kilku lat. W znacznej mierze moje sukcesy są efektem jej pracy jako osoby ustawiającej. Znamy się i rozumiemy bez słÛw. Podczas zawodÛw szło mi bardzo dobrze. Byłam skoncentrowana na swoim starcie. Nie pytałam o wyniki konkurentek. Nie przeszkadzał mi nawet żywiołowy doping, jaki miała startująca na sąsiednim torze Miecia z ÑOmegiî ŁÛdź. Mam nadzieję, że na ME, gdzie ustawiają koledzy z B3 i trenerzy, będzie podobnie.
W finale B1 wystartowało 10 zawodników z najlepszymi rezultatami z półfinałów. Wygrał Zdzisław Koziej z ÑHetmanaî Lublin. Był faworytem w swej grupie, choć nigdy jeszcze nie stanął na najwyższym podium. Dwa razy był wicemistrzem kraju, a w początkach kariery klasyfikowany był na odległych miejscach.
Ð Zaskoczyła mnie bardzo miła atmosfera na widowni, choć rywalizacja sportowa była bardzo zacięta Ð m—wi Zdzisław Koziej. Ð W finale miałem doskonałego ustawiacza Lutka Plutę, kt—ry dokładnie kierował mną na kręgielni. Mam do niego pełne zaufanie. Dzięki jego wskaz—wkom wygrałem mistrzostwo kraju i pokonałem barierę 500 punkt—w. Przed zawodami nie przypuszczałem, że zostanę najlepszym w B1. Pomogła mi też lubelska drużyna, kt—ra trzymała za mnie kciuki i gorąco kibicowała.
Kozieja perfekcyjnie przygotował trener kadry narodowej Paweł Ciesielski. Co miesiąc na zgrupowaniach ćwiczyli postawę, technikę rzutu, ułożenie ręki itp. Mistrz Polski twierdzi, że bez tego przygotowania nigdy nie osiągnąłby sukcesu. Skromnie tylko nie dodał, iż jest tytanem pracy i nigdy nie traci wiary w siebie.
Alicja Bury z Warszawy zajęła czwarte miejsce wśród dziesięciu finalistek grupy B1. Zważywszy na dość długą przerwę w treningach i startach ze względu na sytuację rodzinną, wynik ją zadowolił. Największe osiągnięcie kręglarskie Alicji to III miejsce na mistrzostwach Europy w 2003 r. właśnie w Tomaszowie. Była też mistrzynią Polski, wicemistrzynią, zdobyła kilka brązowych medali, w domu stoi kilkanaście pucharów.
– Kiedy ja zaczynałam ćwiczyć w 2003 r., to wszyscy całkowicie niewidomi zawodnicy docierali do finału, bo startowało wówczas 6,7,8 osób – mówi. – Pocieszające jest, że coraz więcej kręglarzy z grupą B1 pojawia się na zawodach. Dzięki temu jest większa rywalizacja, więcej emocji. W Tomaszowie „czuję” teren i kręgielnia jest mi dobrze znana, bo startowałam i trenowałam tu wielokrotnie. To miejsce jest dla niewidomych przyjazne – nie ma barier, trudnych wejść ani zejść. Po remoncie ośrodek prezentuje się okazale. Na pewno nie powstydzimy się nim przed zagranicznymi gośćmi. We czwórkę (piąty był mój pies przewodnik) byłyśmy zakwaterowane w miłym domku nad samą Pilicą, oddalonym o 5 minut drogi od kręgielni. Mistrzostwa były doskonale zorganizowanie – nie było żadnych opóźnień, potknięć, niedociągnięć. I pogoda dopisała. A zakończenie mistrzostw oceniam jako imponujące – grano hymn, były przemówienia, a wieczorem bankiet z tańcami. Cały pobyt w Tomaszowie był bardzo udany. Tyle tylko, że człowiek dobrze widzący to ze wszystkim sam sobie daje radę. Osoby całkowicie niewidome potrzebują przewodnika. Daje się to odczuć szczególnie w przerwach między treningiem a zawodami, czy wieczorem, po zawodach. Im trudno sobie taki czas dobrze zagospodarować. Kręcą się więc koło swojego domku, ale na dalszy spacer nie mają szans. Podczas półfinałów, gdzie jest dużo osób, zawsze można sobie znaleźć towarzystwo. Gorzej jest podczas finałów, do których kwalifikuje się przecież niewielu zawodników. Jednym słowem, osoba niewidoma z przewodnikiem spędza czas przyjemniej, lepiej bawi się także sportem. Bo sportem trzeba się bawić, znajdować w nim przyjemność. Trenowanie i starty na siłę, w nerwach – to strata czasu i zdrowia.
Rozmawiali: Wojciech Kopczyński, Andrzej Szymański i Anna Amanowicz
X Mistrzostwa Polski w Kręglach Klasycznych
2–5.04.2009 r., Tomaszów Maz.
Kobiety
B1
1. Regina Szczypiorska 479
„Morena” Iława
„Morena” Iława
2. Edyta Siwek 437
„Jutrzenka” Częstochowa
„Jutrzenka” Częstochowa
3. Mieczysława Stępniewska 396
„Omega” Łódź
„Omega” Łódź
B2
1. Anna Barwińska 661
ãOmegaÓ Ł—dź
ãOmegaÓ Ł—dź
2. Joanna Staliś 630
„Atut” Nysa
„Atut” Nysa
3. Jadwiga Szuszkiewicz 589
„Warmia i Mazury” Olsztyn
„Warmia i Mazury” Olsztyn
B3
1. Irena Curyło 627
„Pogórze” Tarnów
„Pogórze” Tarnów
2. Jolanta Sabaj 582
„Podkarpacie” Przemyśl
„Podkarpacie” Przemyśl
3. Alicja Bielecka 580
„Warmia i Mazury” Olsztyn
„Warmia i Mazury” Olsztyn
Mężczyźni
B1
1. Zdzisław Koziej 526
„Hetman” Lublin
„Hetman” Lublin
2. Jerzy Milczak 493
„Omega” Łódź
„Omega” Łódź
3. Szczepan Polkowski 477
„Morena” Iława
„Morena” Iława
B2
1. Mieczysław Kontrymowicz 681
ãWarmia i MazuryÓ Olsztyn
ãWarmia i MazuryÓ Olsztyn
2. Władysław Wakuliński 678
„Bryza” Szczecin
„Bryza” Szczecin
3. Jan Smoła 655
„Morena” Iława
„Morena” Iława
B3
1. Daniel Jarząb 681
„Tęcza” Poznań
„Tęcza” Poznań
2. Zbigniew Strzelecki 661
Warszawa
Warszawa
Kręgle klasyczne
w Europie i Polsce
Kręglarstwo klasyczne niewidomych (Nine Pin Bowling) uprawiane jest w Europie od lat 60-tych ubiegłego wieku. Pierwsi zainteresowali się grą Niemcy, niedługo potem trafiła do byłej Jugosławii. W Czechach kręgle pojawiły się w latach 70-tych, w kolejnym dziesięcioleciu zagościły na dobre na Słowacji. Polacy grają od 1980 roku.
Z końcem lat 80-tych działacze ze Słowacji zwrócili się do państw europejskich o ujednolicenie zasad kręglarskich. Dokonano tego w 1996 r. w Koszycach w obecności przedstawicieli 6 państw (Polskę reprezentowali: Czesława Konieczna i Krystian Thiele), tam też nastąpił podział na kategorie sportowe B1, B2, B3. Rok później – na generalnej konferencji IBSA w Casablance - zatwierdzono opracowane zasady kręglarskie, a kręgle jako nową dyscyplinę sportową przyjęto do międzynarodowej organizacji niewidomych.
W 1998 r. (26-31 maja) odbyły się w Koszycach pierwsze kręglarskie mistrzostwa Europy. Polskę reprezentowali członkowie jedynej sekcji kręglarskiej, działającej przy „Starcie” w Katowicach. Byli to uczniowie Zakładu Rehabilitacji Zawodowej Inwalidów Wzroku w Chorzowie – prekursorzy tej dyscypliny w naszym kraju. Zawodnicy z Chorzowa, trenujący pod kierunkiem Czesławy Koniecznej i Krystiana Thiele, po raz pierwszy wystartowali w zawodach w 1992 roku. Dariusz Kois zajął wówczas piąte miejsce w swojej kategorii sportowej. Największym sukcesem w tamtych latach było pierwsze miejsce i zdobycie pucharu na międzynarodowym turnieju w Wolfem w Niemczech w 1995 roku. Radosław Kolański (B3) przywiózł złoto, Danuta Leśniek (B1) srebrny medal.
W roku 2002 chorzowska grupa sportowców i jej działacze otrzymali zaproszenie do udziału w mistrzostwach Europy.
W tym czasie kręglarstwo przyjmowało się już w klubach sportowych zrzeszonych w Stowarzyszeniu „Cross”. Tu prekursorem był Włodzimierz Sajdych.
Z inicjatywy Czesławy Koniecznej, Krystiana Thiele i Włodzimierza Sajdycha dwie grupy sportowe ze „Startu” i „Crossu” zostały połączone, tworząc reprezentację Polski na V Mistrzostwa Europy, odbywające się w Trstenie na Słowacji. W trakcie narady technicznej Włodzimierz Sajdych, z upoważnienia prezydium „Cross”, zaproponował zorganizowanie mistrzostw Europy w naszym kraju.
• VI Mistrzostwa Europy odbyły się w Tomaszowie Mazowieckim w roku 2003.
• I Mistrzostwa Świata w Kręglach Klasycznych w Koszycach na Słowacji miały miejsce w 2007 r.
• X Jubileuszowe Mistrzostwa Europy w 2008 roku rozegrano w Budapeszcie. Nasi zdobyli tam najwyższe laury – srebrne i brązowe medale indywidualnie i drużynowo.
• Organizatorem XI Mistrzostw Europy jest Polska. Zawody odbywać się w dniach 1-7 czerwca bieżącego roku na kręgielni w Tomaszowie Mazowieckim.
Czesława Konieczna
Przed mistrzostwami Europy
Z Włodzimierzem Sajdychem, dyrektorem komitetu organizacyjnego mistrzostw Europy w kręglach klasycznych, rozmawia Anna Amanowicz
Ð Mistrzostwa Polski to końcówka cyklu przygotowań kręglarzy do europejskiej imprezy, która odbędzie się w dniach 1–7 czerwca w Tomaszowie Mazowieckim. Czy możemy już zaprezentować czytelnikom skład naszej reprezentacji na mistrzostwa Europy?
– Zgodnie z regulaminem, kobiety złote medalistki mistrzostw oraz „złoci i srebrni” kręglarze weszli w jej skład automatycznie. Pozostałe osoby wytypował Paweł Ciesielski, trener kadry Polski. Skład imienny reprezentacji wygląda następująco:
Mężczyźni:
B1 – Zdzisław Koziej, Jerzy Milczak, Szczepan Polkowski, Jan Zięba
B2 – Mieczysław Kontrymowicz, Władysław Wakuliński, Jan Smoła, Stanisław Fortkowski
B3 – Daniel Jarząb, Zbigniew Strzelecki, Grzegorz Kanikuła, Albert Sordyl
Kobiety:
B1 – Regina Szczypiorska, Edyta Siwek
B2 – Anna Barwińska, Joanna Staliś
B3 – Irena Curyło, Jolanta Sabaj
Polska ekipa liczyć będzie w sumie 22–25 osób.
– Jakie kraje będą uczestniczyć w mistrzostwach?
– Zaproszenia zostały wysłane do wielu państw. Do dnia dzisiejszego potwierdziły swój udział (poza Polską): Niemcy, Słowacja, Czechy. Rumunia, Węgry, Słowenia, Chorwacja. Liczymy jeszcze na Serbię i ewentualnie Czarnogórę. Mamy też nadzieję, że zgłosi się Ukraina i Mołdawia, z którymi próbujemy nawiązać osobiste kontakty. Przymierzamy się do przyjęcia 220 osób, ale może być ich więcej.
– Jak TomaszÛw przygotowuje się do przyjęcia gości?
– Prezydent miasta zadeklarował wszechstronną pomoc. Jesteśmy po rozmowach z jego przedstawicielem, Leszkiem Dąbrowskim. On będzie koordynował prace związane z nagłośnianiem imprezy na terenie Tomaszowa, umożliwi nam kontakty ze szkołą, której chcemy powierzyć przygotowanie programu artystycznego na rozpoczęcie mistrzostw. Miasto ułatwi nam też zamówienie transportu i przewożenie zawodników ze Spały (będą tam zakwaterowani w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich) na teren tomaszowskiej kręgielni. Miejscowy Ośrodek Sportu i Rekreacji przygotował już specjalną stronę internetową, informującą o ME, a lokalne radio FAMA wyemitowało wywiady z organizatorami imprezy. Bieżące informacje o mistrzostwach będzie można znaleźć również na stronie internetowej Stowarzyszenia „Cross”.
– Zawody odbywać się będą w obiekcie, który, mam nadzieję, nie odbiega od standardów światowych.
– Tomaszowska kręgielnia jest świeżo odremontowana – odpowiada najwyższym normom. Podobnie jest z toaletami i umywalniami. Wymieniono ogrodzenie terenu – stare i brzydkie betonowe na estetyczne metalowe. Starą bramę też zastąpiono nową – na rozsuwaną i chowaną. Kończą się prace nad unowocześnieniem szatni z natryskami, dokonuje się ostatnich retuszy pędzlem. Kosztem części parkingu założono nowe trawniki, posadzono drzewa, krzewy i kwiaty. Jednym słowem – odświeża się otoczenie obiektu, powiększa jego część rekreacyjną. Myślimy też o postawieniu telebimu na zewnątrz kręgielni, żeby ludzie, którzy przyjdą oglądać zawody, nie tłoczyli się w hali.
Podczas pobytu na MP obserwowaliśmy z jaką dbałością personel ośrodka pielęgnuje sadzonki, zrasza je, użyźnia ich podłoże, żeby tylko pięknie urosły. Po zorganizowaniu ogródków przy kawiarni, by mogła przyjąć jak najwięcej gości, i położeniu dywanika asfaltowego na drodze do kręgielni – do końca maja wszystko będzie „zapięte na ostatni guzik”. A jeśli jeszcze pogoda w czerwcu dopisze – impreza uda się na sto dwa.
Czesława Konieczna zwizytowała też ośrodek w Spale, miejsce zakwaterowania wszystkich ekip. Obejrzała halę lekkoatletyczną, gdzie nastąpi otwarcie mistrzostw, i inne obiekty, w których będą przebywać goście. Sylwester Kubicki, odpowiedzialny za przebywanie tutaj zawodników, zapewnił ją, że wszystko będzie przygotowane na pobyt dobry i wygodny.
Za stan techniczny kręgielni, której kierownikiem jest Karol Turoboś, odpowiada tomaszowski OSiR. Oczywiście my, jako organizatorzy, musimy także wyznaczyć osobę, która na bieżąco będzie potrafiła poradzić sobie z problemami technicznymi. Dla przykładu – poprawić mechanizm nastawczy, gdy kręgle się zawieszą, wyczyścić tor, jeśli podłoże na rozbiegu czy deska nasadzenia ulegną zawilgoceniu. W bowlingu kule mają różne rozstawienia otworów na palce. Tam jest pożądane, by zawodnik miał swoją jedną, a nawet dwie kule do rzutów, dopasowane do własnych dłoni i ciężaru. W kręglach klasycznych kule są standardowe, jednakowe dla wszystkich bez względu na ciężar ich ciała. One są już w kręgielni. Sprawdzone i wyważone czekają na rzuty.
– Z jakich środków pokrywane są koszty związane z organizacją ME?
– Z finansami, jak zwykle, jest krucho. Ministerstwo Sportu, które dało pieniądze na wyposażenie ekipy, wskazało, by na pozostałe wydatki poszukać innego źródła finansowania. Jest zatem problem, czy koszty nas nie przerosną. Do tej pory, jak pomnę, nasza mobilizacja w tym względzie zawsze kończyła się sukcesem. Tak zapewne będzie i teraz. Spore pieniądze pochłonie opieka medyczna. Trzeba ją zabezpieczyć na kręgielni, a także nawiązać kontakty ze szpitalem – mogą być wszak skręcenia, stłuczenia i inne urazy. Wszystkich zawodników należy przebadać pod względem okulistycznym, by kategorie nadane zawodnikom w kraju zamieszkania były zgodne z międzynarodowymi. Musimy też powołać zespół sędziowski, zatrudnić protokolantów, sekretarzy.
– Kto z ramienia Stowarzyszenia „Cross” odpowiada za organizację ME?
– Ja – z woli prezydium – zostałem powołany na dyrektora komitetu organizacyjnego mistrzostw. Za przygotowanie reprezentacji odpowiada trener Paweł Ciesielski, Zdzisław Mądry kontaktuje się z mediami, Czesława Konieczna odpowiada za oprawą artystyczną i wizualną zawodów, a Andrzejowi Sargalskiemu przypadł obowiązek czuwania nad zakwaterowaniem, wyżywieniem i transportem.
Członkami komitetu organizacyjnego są również Piotr Dukaczewski – prezes Stowarzyszenia i Przemysław Warszewski – dyrektor biura.
Chcemy też powołać komitet honorowy oraz zespół, który zająłby się przygotowaniem materiałów informacyjnych i gadżetów. Dmuchamy w gwizdek coraz mocniej, by jego głos pierwszego dnia mistrzostw zabrzmiał dźwięcznie i donośnie. I żeby go nic nie zagłuszyło.
– Dziękuję za rozmowę.
Wioślarstwo
Znalazł okno na świat
Tomasz Kwiatkowski, 24–letni absolwent Ośrodka Szkolno–Wychowawczego im. Louisa Braille’a w Bydgoszczy, w ostatnich dniach stycznia 2009 roku zdobył w Rzymie tytuł wicemistrza Europy w wiosłowaniu na ergometrze.
Kiedy przed laty Tomasz zauważył, że traci wzrok, był w wielkim dołku. Nie widział dla siebie miejsca w życiu. Teraz ma już swoje okno na świat – wiosłowanie.
Najpierw ergometr
– Zergometrempierwszy raz spotkałem się w ośrodku, do ktÛrego trafiłem w 2004 roku, rozpoczynając naukę w zasadniczej szkole zawodowej ñ wspomina Tomasz. ñ Byłem wÛwczas w głębokim dołku psychicznym. Traciłem wzrok (zwyrodnienie barwnikowe siatkÛwki ñ przyp. KAZ) i nie mogłem się z tym pogodzić. Pomysł na ergometr miał jeden z wychowawcÛw internatu, ktÛry w ten sposÛb postanowił Ñrozruszaćî niewidomych wychowankÛw. Wypożyczył go z wioślarskiego klubu Lotto/Bydgostii. Każdy chętny mÛgł sprÛbować swoich sił. Pewnego dnia trafiło i na mnie. Usiadłem na ergometr i Ñna dzień dobryî zaliczyłem blisko 1000 m w czasie 4 minut. W drugiej prÛbie pokonałem już magiczny kilometr.
Z każdym dniem, z każdymi zajęciami Tomasz przekonywał się, że potrafi wiosłować, że jest w internacie najlepszy. Potem przyszły pokazowe starty niepełnosprawnych sportowców podczas zawodów w Bydgoszczy, Toruniu czy Włocławku. Tam wszyscy byli zwycięzcami, lecz Kwiatkowski zawsze pokonywał największy dystans. Niewidomi i słabowidzący sportowcy z „Louisa” trafili też na przystań Lotto/Bydgostii, gdzie troskliwą opieką otoczył ich doświadczony trener Andrzej Mazurowicz.
– Jego fachowe wskazówki, opracowany i realizowany program zajęć sprawiły, że poczyniłem dalsze postępy – podkreśla Tomek.
Krajowy dominator
Z biegiem czasu niepełnosprawni włączyli się do rywalizacji o Puchar Polski na ergometrze. W 2007 roku, we Wrocławiu, po raz pierwszy rozdane zostały medale mistrzostw kraju na tym przyrządzie. W każdej z tych imprez triumfował Tomasz. Od 3 lat nie ma sobie równych.
– Niewiele jednak brakowało, abym przed dwoma laty przestał wiosłować. Przez własną głupotę. Umywalka spadła mi na nogę i rozcięła ścięgno Achillesa. Gips. PÛł roku przerwy. Obawiałem się, że nie zdołam się wykurować. UpÛr i intensywna rehabilitacja dały jednak pozytywne efekty. WrÛciłem do wiosłowania.
Tomasz, mieszkający w Piątkach nieopodal Lipna, musiał zdecydować się na przeprowadzkę do Bydgoszczy. Dzięki przychylności dyrekcji ośrodka, zamieszkał ponownie w internacie.
– Nie było przecież szans, abym codziennie dojeżdżał na treningi – zauważa. – Nie ukrywam jednak, że początkowo trudno było mi zaaklimatyzować się ponownie. Byłem bliski rezygnacji. Rozmowy z wychowawcą i trenerem Mazurowiczem sprawiły, że wrÛciłem. I teraz wiem, że to była dobra decyzja.
Pierwszy wyjazd życia
W ostatnich dniach stycznia Tomasz wraz z utytułowaną dwójką paraolimpijczyków – Jolą Pawlak i Piotrem Majką, pod okiem ich szkoleniowca Tomasza Kaźmierczaka ze Szczecina, pojechał do Rzymu, na mistrzostwa Europy na ergometrze.
– To był mój, jak na razie, wyjazd życia. Pierwszy raz poza granice naszego kraju, pierwszy raz leciałem samolotem – mówi z przejęciem Tomek. – Mam nadzieję, że nie ostatni. Bardzo obawiałem się tego występu. W kraju nie miałem sobie równych. Trzeci raz z rzędu wygrałem Puchar Polski, poprawiłem rekordy kraju na 1000 m (3:07,8 ñ przyp. KAZ) i 4 minuty (1252 m ñ przyp. KAZ). Teraz też nie chciałem zawieść, choć bardzo obawiałem się, czy nie zje mnie trema.
Nie zjadła. ãKwiatekÓ spisał się na medal, srebrny medal. Poprawił przy tym o 0,3 sekundy rekord kraju na 1000 m. Przegrał jedynie z wioślarzem gospodarzy, a wyprzedził m.in. Irlandczyka, Francuza i plejadę Włoch—w.
– Radość oczywiście była wielka, nie tylko ze względu na mÛj sukces. DwÛjka trenera Kaźmierczaka też spisała się świetnie, zdobywając w swoich kategoriach złote medale. Mogliśmy zatem w doskonałych humorach udać się na zwiedzanie stolicy Włoch. Miałem okazję zobaczyć Colosseum, byłem w Watykanie: na Placu św. Piotra, w Bazylice, przy grobie Jana Pawła II. A wszystko dzięki wioślarstwu.
Czas na osadę
Przed rokiem w Pekinie wioślarstwo zadebiutowało na paraolimpiadzie. Z tego też względu zrodził się pomysł utworzenia przy Lotto/Bydgostii stosownej sekcji. Zarząd klubu zaakceptował to, zwłaszcza że w planach było utworzenie osady niepełnosprawnych: czwórki ze sternikiem, złożonej z dwóch wioślarek i dwóch wioślarzy. W takiej osadzie mogą wiosłować co najwyżej dwie osoby z dysfunkcją wzroku, a pozostałe z narządu ruchu. Kwiatkowski miał być filarem tej czwórki.
– Niestety, mieliśmy ogromne problemy ze skompletowaniem osady – wspomina Tomasz. – Brakowało nam dziewczyn. Myśleliśmy, że uda nam się stworzyć osadę wspólnie z grupą niepełnosprawnych z Warszawy. Byliśmy nawet razem na zgrupowaniu w Kręglu. Ich trener miał jednak inną wizję. I nic z tego nie wyszło. Obecnie podjęliśmy współpracę z ekipą ze Szczecina, w której trenuje dwójka zawodników z niepełnosprawnością ruchową . Dołączyła do nas słabowidząca Basia, jest Sebastian i sternik Marcin. Powstała realna szansa na utworzenie tak upragnionej czwórki.
Tomasz ma nadzieję, że dopiero stoi u progu wspaniałej kariery. Medal z Rzymu, szansa na zbudowanie osady sprawiły, że ze zdwojoną energią przystępuje do kolejnych treningów.
– Mam nadzieję, że tym razem, wspólnie z ekipą ze Szczecina, pod wodzą trenera Mazurowicza, uda nam się stworzyć czwórkę ze sternikiem, która skutecznie powalczy na międzynarodowej arenie. Naszym celem na ten sezon jest udany start w mistrzostwach świata w Poznaniu. Zapewne jeszcze nie na medal. Miejsce w czołowej ósemce byłoby już wielkim osiągnięciem.
Wcześniej osadę czekają zgrupowania w Kręglu, starty kontrolne we Włoszech i Niemczech. A dalej?
Ð Jak każdy sportowiec, marzę o igrzyskach paraolimpijskich. Może za 3 lata pojadę do Londynu?
(KAZ)
Kolarstwo
Kręcimy na Olimp
W 2008 roku na igrzyskach paraolimpijskich w Pekinie polscy kolarze tandemowi osiągnęli wielkie sukcesy: Andrzej Zając i Dariusz Flak zdobyli złoty medal w wyścigu ze startu wspólnego, a Krzysztof Kosikowski i Artur Korc wywalczyli III miejsce w wyścigu na czas. Stali czytelnicy „Crossa” wiedzą o tym doskonale, lecz zapewne są też tacy, dla których jest to informacja całkiem nowa.
Wydawało się, że czas zaszczyt—w i podniosłych uroczystości z udziałem bohater—w pekińskich igrzysk dobiegł już końca. Jednak tuż po powrocie z kolarskiego zgrupowania na Cyprze nasi znakomici zawodnicy znowu mieli okazję do założenia reprezentacyjnych garnitur—w i zaprezentowania swoich medali. Miało to miejsce 25 marca w podwarszawskim Pruszkowie, w dniu otwarcia mistrzostw świata w kolarstwie torowym. Sceneria do tej prezentacji była wymarzona Ð piękna hala ãBGŻ ArenaÓ wypełniona widzami, obecność czołowych kolarzy torowych świata oraz wielu VIP-—w z kręgu polityki i sportu, przygotowane kamery telewizyjne i obiektywy fotoreporter—w.
Tegoroczne mistrzostwa świata w Pru- szkowie to zawody kolarskie o najwyższej randze z dotychczas zorganizowanych w Polsce i wielkie święto sympatyków tej dyscypliny. Jak to się stało, że kolarze tandemowi znaleźli się w samym centrum tych wydarzeń? Autorką tego pomysłu jest pani Małgorzata Zdziennicka, reprezentująca Bank BGŻ i jednocześnie zarząd Polskiego Związku Kolarskiego. Bank BGŻ jest od kilku lat sponsorem PZKol. i ma wielkie zasługi w rozwoju polskiego kolarstwa. Bankowcy dostrzegli medalowe sukcesy naszych paraolimpijczyków w Pekinie i postanowili uhonorować ich zaproszeniem na kolarską galę do Pruszkowa, a jednocześnie wesprzeć finansowo Związek Kultury Fizycznej „Olimp”. W tym celu podczas mistrzostw świata zainicjowana została akcja „Kręcimy na Olimp”. Wewnątrz toru umieszczono trenażery kolarskie, na których jeździli zaproszeni goście. Przejechane przez nich kilometry były symbolicznie przeliczane na złotówki, które Bank BGŻ zobowiązał się przekazać na konto ZKF „Olimp”. Akcję „kręcenia” na trenażerach zainaugurował wiceprezydent Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI) Peder Pedersen, do którego dołączyli medaliści paraolimpijscy Andrzej Zając i Krzysztof Kosikowski. Kolejnymi uczestnikami akcji byli ich tandemowi partnerzy: Dariusz Flak i Artur Korc oraz gwiazdy sportu i mediów, m.in. Ryszard Szurkowski, Jacek Wszoła, Andrzej Supron, Karol Strasburger i Tomasz Zubilewicz. Chętnych do zasilenia konta „Olimpu” było bardzo wielu i w efekcie przez cały wieczór udało się wyjeździć na trenażerach 5 tys. złotych. Czek na taką kwotę został uroczyście wręczony Andrzejowi Zającowi przez prezesa zarządu Banku BGŻ, pana Jacka Bartkiewicza. Akcja „Kręcimy na Olimp” była kontynuowana w trakcie kolejnych dni trwania mistrzostw świata, m. in. przez pracowników Banku BGŻ. Dzięki ich wysiłkom ZKF „Olimp” wzbogacił się o kolejne 5 tys. złotych. Znaczenia tego przedsięwzięcia nie można jednak mierzyć tylko i wyłącznie wynikiem finansowym. Akcja była wielką promocją kolarstwa osób niepełnosprawnych i być może początkiem ich drogi na „sportowy Olimp”.
Kolarskie przygotowania
W nowy sezon tandemowy peleton wkracza w silnym składzie – z medalistami igrzysk paraolimpijskich w Pekinie i z kilkoma utalentowanymi debiutantami. Nowością jest struktura organizacyjna – w 2009 roku całość zadań dotyczących kolarstwa osób z dysfunkcją wzroku będzie realizował Związek Kultury Fizycznej „Olimp”, który przez kilka lat stopniowo przejmował te obowiązki od Stowarzyszenia „Cross”.
Można odnieść wrażenie, że kolarze wraz z przyrodą obudzili się z zimowego snu, ale to tylko pozory. W rzeczywistości bohaterowie minionego sezonu nie spoczęli na laurach i od początku 2009 roku ciężko pracują. Zima i początek wiosny to bardzo ważny etap w rocznym cyklu szkolenia kolarzy. Jest to okres budowania solidnej podstawy przyszłej formy – czas „ładowania akumulatorów”, z których korzystać się będzie później w sezonie startowym. Dla kolarza szosowego najważniejszą cechą motoryczną jest wytrzymałość, a w jeździe na tandemie przydaje się również przygotowanie siłowe. W styczniu i lutym zawodnicy trenowali w miejscu zamieszkania według indywidualnych planów – kształtowali siłę i wytrzymałość ogólną oraz specjalną. Treningi sprawności ogólnej prowadzone były głównie w formie pływania, zespołowych gier sportowych, narciarstwa oraz zajęć w siłowni. W treningu sprawności specjalnej dominowała jazda na rowerze, uzupełniana ćwiczeniami na trenażerach kolarskich. W lutym zawodnicy kadry wykonali badania okresowe w Centralnym Ośrodku Medycyny Sportowej w Warszawie. W marcu przyszła pora na solidną dawkę treningów rowerowych i budowę dużej bazy kilometrowej. W tym celu najlepsi polscy kolarze tandemowi pojechali na zgrupowanie do Limassol na Cyprze (8-23.03.2009). Zastali tam doskonałe warunki dla treningów: słoneczną pogodę, temperaturę około 20 stopni Celsjusza, urozmaicone trasy treningowe (teren płaski, pagórkowaty i górski), dobre szosy oraz małe natężenie ruchu samochodowego. Dwutygodniowy pobyt w takich warunkach pozwolił na regularną, systematyczną pracę i stopniowe zwiększanie obciążeń treningowych bez niespodziewanych przerw czy zakłóceń spowodowanych niekorzystnymi warunkami pogodowymi. Jednym słowem, zawodnicy mogli wykonać dużą pracę treningową, minimalizując ryzyko chorób i kontuzji. Na cypryjskich szosach przejechali ponad 1200 kilometrów. Kolejne zgrupowanie, w którym uczestniczyli kolarze, odbyło się od 2 do 11 kwietnia w Polanicy Zdroju i tam w tandemowym peletonie pojawiło się aż siedem kobiet (trzy tandemy damskie i jeden mikst). Panie zostały przyjęte przez kolegów z entuzjazmem i szybko zaaklimatyzowały się w kolarskiej grupie. Wszyscy mamy nadzieję, że to dopiero początek damskiej ekspansji, która doprowadzi do medalowych sukcesów Polek na najpoważniejszych imprezach światowych. W Kotlinie Kłodzkiej panowała niemal cypryjska pogoda. Dzięki temu treningi odbywały się w sprzyjających warunkach i na rowerowych licznikach naszych zawodników przybyło kolejne 700 kilometrów. Podczas gdy aura w Polanicy dopisała idealnie –kompletnie zawiedli drogowcy. Na okolicznych szosach trafiały się odcinki kiepskiej nawierzchni, bardzo łatwo można było „złapać gumę”. Mechanik Jerzy Stawiński miał dużo pracy, trenując szybką wymianę kół. W tej konkurencji na pewno należy już do światowej czołówki i wciąż się doskonali. Józef Plichta, niezawodny koordynator zgrupowania w Polanicy, nie obiecuje na przyszłość autostrad, ale ma nadzieję, że do sierpniowego wyścigu „O Puchar Starosty Kłodzkiego” (15-16.08) drogowcom uda się naprawić newralgiczne odcinki szos. Zanim kolarze powrócą do Polanicy, czeka ich wiele ważnych startów. Pierwsze zawody międzynarodowe w 2009 roku planowane są dość wcześnie: 21-22.05 w Manchester Puchar Świata na torze, 23-24.05 w Correze (Francja) i 6-7.06 w Gippingen (Szwajcaria) Puchar Europy na szosie. Zwieńczeniem pierwszej części sezonu będą szosowe mistrzostwa Polski w Borku Wielkopolskim (25-27.06). Dalsze plany zdradzę trochę później.
Mirosław Jurek
Inauguracja sezonu kolarskiego
W Ciechanowie (18–19.04.2009) odbyła się pierwsza tegoroczna impreza dla kolarzy z dysfunkcją wzroku. Zawodnicy jeżdżący na tandemach wystartowali w zawodach integracyjnych wspólnie z kolarską młodzieżą z kategorii junior i junior młodszy, w ramach I serii Pucharu Polski w kolarstwie szosowym, zorganizowanej przez MKS „Jurand” Ciechanów (na zlecenie Polskiego Związku Kolarskiego). Impreza była wspólna, lecz zawodnicy z poszczególnych kategorii ścigali się w osobnych wyścigach. W sobotę rozegrano jazdę indywidualną na czas. Każdy z 17 startujących tandemów wyruszał na trasę 10-kilometrowego wyścigu samotnie, w minutowych odstępach, a o pozycji zajętej w klasyfikacji decydował czas uzyskany na mecie. Zwyciężyli faworyci – Krzysztof Kosikowski i Artur Korc, brązowi medaliści igrzysk paraolimpijskich w Pekinie w tej konkurencji. Drugie miejsce zajęli ich koledzy klubowi z OKS „Warmia i Mazury” Olsztyn: Piotr Łożyński i Piotr Czopek, a na trzeciej pozycji uplasował się tandem Andrzej Zając – Dariusz Flak („Cross” Opole).
W niedzielę odbył się wyścig ze startu wspólnego na dystansie 85 kilometrów, który dostarczył dużo więcej emocji niż sobotnia „czasówka”. W pierwszej fazie wyścigu zaatakował duet Damian Szumigaj – Sylwester Matusiak, zyskując około 1 minuty przewagi nad peletonem, który jednak dogonił uciekinierów. Bardzo aktywnie, ale pechowo, jechała para Kosikowski – Korc. Olsztynianie „złapali gumę” i po wymianie koła próbowali dogonić rywali. Ci jednak okazali się bezwzględni i znacznie zwiększyli tempo. Utworzyła się czołówka złożona z pięciu tandemów, które zgodnie współpracując, dojechały do mety. Na finiszu najszybszy był złoty tandem z Pekinu. Mistrzowie wyprzedzili Przemysława Wegnera i Arkadiusza Garczarka (KN „Razem” Poznań) oraz Damiana Szumigaja i Sylwestra Matusiaka (IKS „Fizjotech” Warszawa). Na wyróżnienie zasłużyli również pozostali uczestnicy ucieczki - Piotr Łożyński i Piotr Czopek (4 miejsce) oraz debiutanci Mariusz Mazur i Janusz Pytlak (5 miejsce).
Wiadomości
Strzelectwo
Turniej w Pradze
Tegoroczny wyjazd polskiej reprezentacji strzeleckiej na turniej do Czech był mniej udany pod względem sportowym niż ubiegłoroczny. Na zawodach rozegranych w Pradze, w gronie 42 zawodnik—w, najlepiej spisał się Jerzy Załomski, kt—ry uzyskał trzecią lokatę. Dziesiąte miejsce zajął Jerzy Sypień, trzynaste Stanisław Piasek, dwudzieste sz—ste J—zef Plichta. W kategorii kobiet czwartą lokatę wywalczyła Krystyna Has, tuż za nią zawody ukończyła Magda Dudowicz.
Do rewizyty, a zarazem pierwszych oficjalnych zawodów w międzynarodowej obsadzie, dojdzie w dniach od 24 do 27 czerwca br. w Radkowie na Ziemi Kłodzkiej. W ramach Pucharu Polski w strzelectwie z broni laserowej, oprócz czołówki krajowej, weźmie udział ośmioosobowa reprezentacja Czech, z Martinem Adamkiem (piąty zawodnik MŚ) na czele, i dwóch Słowaków. Jednym z nich będzie Emil Garaj – brązowy medalista ME.
Wojciech Kopczyński
Biegi
Rzymski falstart
W niedzielne przedpołudnie 22 marca br. grupa biegaczy ze Stowarzyszenia „CROSS” – Ryszard Sawa, Jacek Sawa, Stanisław Spólnik, Wiesław Miech, Krzysztof Badowski, Mariusz Gołąbek – wyruszyła z kilkunastominutowym spóźnieniem na trasę maratonu w Rzymie. Zawinił nasz „owczy pęd”. Jak większość biegaczy, wysiedliśmy bowiem z metra przy Colosseum. Tamci brali udział w minimaratonie i do
startu mieli jeszcze wiele czasu – my, niestety, nie! Jedyny przytomny, Jacek, przewodnik Ryśka, od początku radził, żeby dojechać do stacji Circo Massimo, bo stamtąd najbliżej do depozytu rzeczy. Ale, stało się!
startu mieli jeszcze wiele czasu – my, niestety, nie! Jedyny przytomny, Jacek, przewodnik Ryśka, od początku radził, żeby dojechać do stacji Circo Massimo, bo stamtąd najbliżej do depozytu rzeczy. Ale, stało się!
Zaczynamy szybki marsz, żeby dotrzeć na właściwe miejsce. Niestety, wszystko tam zastawione wysokim płotem, pilnie chronione przez organizatorów. Zero możliwości wciśnięcia się na skróty. Kiedy rozważam to później, zaliczam to na plus organizatorów. Ale póki co, mijają cenne minuty, zanim udaje nam się dotrzeć do celu. Już wiemy, że nie zdążymy stanąć na „kresce” na czas. Słyszymy „Rydwany ognia” Vangelisa, utwór grany przed startem maratonu, gdy my dopiero zbliżamy się do depozytu. Oddajemy tam ciuchy. Jest słonecznie, ale chłodno i wietrznie. Każdy samodzielnie podejmuje decyzję, jak pobiegnie ubrany.
Parę fotek i po kilku minutach ruszamy na trasę maratonu, czyli 42,2 km do pokonania wśród wielu zabytkowych budynków i historycznych miejsc. Tempo „biegu z widokami” zależne od możliwości każdego z maratończyków. Po pierwszej piątce doganiamy innych zawodników, ściskamy sobie „łapy” z Wieśkiem i dalej podążamy już indywidualnie. Rysiek biegnie z Jackiem, więc „spoko”, Krzysiek i Staszek też sobie poradzą. Mijamy Plac św. Piotra, Schody Hiszpańskie, Fontannę di Trevi. Jest pięknie, słonecznie i rześko. Spore odcinki trasy w Wiecznym Mieście wyłożone są brukową kostką, która daje się we znaki nogom. Chociaż na trasie prawie 12 tysięcy zawodników, organizacja biegu jest bez zarzutu. Punkty odżywcze i odświeżania bardzo dobrze zaopatrzone. Wreszcie jest Circo Massimo po prawej. Do obiegnięcia Colosseum i przed nami finiszowy baner. Kolejny długi bieg za mną – na szyi pamiątkowy medal i wielka satysfakcja. Wiem, że każdy z kolegów klubowych pokona tę trasę na miarę możliwości. Nie jesteśmy już młodzieniaszkami, ale trzymamy się mocno!
Po maratonie bez trudu odnajdujemy się w umówionym miejscu. Po odpoczynku w hotelu jedziemy na wieczorne zwiedzanie miasta. W poniedziałek docieramy do miejsca spoczynku „naszego Papieża” – tam chwila zadumy, modlitwy i refleksji. Wokół tłumy. Ze słów kardynała Dziwisza wynika, że od jakiegoś czasu w Watykanie zastanawiają się nad miejscem w Bazylice św. Piotra, gdzie po beatyfikacji przeniesiony zostanie Jan Paweł II. Tak wielu ludzi przybywa na jego grób.
Rzym żegna nas pięknym słonecznym popołudniem. W drodze na lotnisko jeszcze raz podziwiamy panoramę miasta. W zanadrzu wiele wrażeń i inspiracji dla każdego z nas.
Mariusz Gołąbek
Szachy
Półfinał mistrzostw
Polski w szachach
Polski w szachach
Odbył się w Centrum Kongres—w i Rekreacji ãOrle GniazdoÓ w Szczyrku, w dniach 26.03 Ð 4.04.2009 r. Turniej rozegrano systemem szwajcarskim, na dystansie 9 rund, tempem: 30 posunięć na 1,5 godz. + 1 godz. na dokończenie partii. Rozgrywki, w kt—rych wzięło udział 32 zawodnik—w, sędziowali: Rafał Gunajew (sędzia gł—wny) i Andrzej Migala (asystent sędziego gł—wnego).
Zwycięzcą półfinału został Jacek Stachańczyk z klubu „Jutrzenka” Dąbrowa Górnicza. Do finału mistrzostw Polski awansowało pierwszych sześciu zawodników:
1. Jacek Stachańczyk 7,5 p.
„Jutrzenka” Dąbrowa G.
„Jutrzenka” Dąbrowa G.
2. Piotr Kulpiński 6,5 p.
„Atut” Nysa
„Atut” Nysa
3. Dawid Falkowski 6 p.
„Jutrzenka” Dąbrowa G.
„Jutrzenka” Dąbrowa G.
4. Bartosz Pawelec 6 p.
„Ikar” Lublin
„Ikar” Lublin
5. Michał Wolański 6 p.
„ Łuczniczka” Bydgoszcz
„ Łuczniczka” Bydgoszcz
6. Jacek Ruszczycki 6 p.
„Lajkonik” Kraków
„Lajkonik” Kraków
W czerwcowym finale mistrzostw Polski w Jastrzębiej Górze zagrają ponadto:
– pierwsi czterej zawodnicy z ubiegłorocznego finału: Piotr Dukaczewski, Rafał Gunajew, Ryszard Suder i Tadeusz Żółtek
– dwaj zawodnicy z najwyższym rankingiem: Tadeusz Lipski i Marcin Chojnowski.
Koźmińska 2009
W dniach 3ñ5.04.2009 r. w Warszawie odbył się drużynowy turniej szachowy juniorÛw ÑKoźmińska 2009î
Wyniki drużynowe
1. „Jutrzenka” Dąbrowa G. 29 p.
2. Warszawa Koźmińska 19,5 p.
3. „Nadzieja” Kraków 13 p.
...
Startowało 6 drużyn
Wyniki indywidualne
1. Krzysztof Cichoń 5 p.
2. Elżbieta Sobótka 5 p.
3. Krzysztof Polmański 5 p.
4. Karol Janota 5 p.
5. Robert Niesyczyński 5 p.
6. Weronika Sobótka 5 p.
7. Karol Urbaniak 4 p.
8. Sylwester Skrzypkowski 4 p.
9. Grzegorz Burbeło 4 p.
10. Katarzyna Kleba 3,5 p.
...
Startowało 36 zawodnik—w i zawodniczek.
Warcaby
W dniach 28.03 – 4.04.2009 r. odbyły się półfinały mistrzostw Polski w warcabach stupolowych: strefy A (Polska południowa) – w Murzasichlu i strefy B (Polska północna) – w Dadaju. Z każdego z półfinałów do finału mistrzostw Polski awansowało po pięciu zawodników:
Strefa A (Polska południowa)
1. Krzysztof Furtak 18 p.
„Hetman” Lublin
„Hetman” Lublin
2. Michał Czarski 17 p.
„Hetman” Lublin
„Hetman” Lublin
3. Iwona Flak 17 p.
„Hetman” Lublin
„Hetman” Lublin
4. Zenon Sitarz 17 p.
„Podkarpacie” Przemyśl
„Podkarpacie” Przemyśl
5. Marian Pisany 16 p.
„Cross Opole”
„Cross Opole”
Strefa B (Polska północna)
1. Ryszard Biegasik 16 p.
„Victoria” Białystok
„Victoria” Białystok
2. Mikołaj Fiedoruk 15 p.
„Victoria” Białystok
„Victoria” Białystok
3. Zygmunt Siluk 14 p.
„Warmia i Mazury” Olsztyn
„Warmia i Mazury” Olsztyn
4. Ryszard Suder 14 p.
„Warmia i Mazury” Olsztyn
„Warmia i Mazury” Olsztyn
5. Mirosław Grabski 14 p.
Grudziądz
Grudziądz
W finale zagra ponadto ubiegłoroczny mistrz Polski – Jan Sekuła i wicemistrz – Leszek Stefanek.
Edukacja
Jak zostać instruktorem sportu osób niepełnosprawnych
W ostatnich latach zauważalny jest dynamiczny rozwój sportu niepełnosprawnych. Coraz większa popularność różnych dyscyplin sportu zmusza do podwyższenia jakości prowadzonych zajęć rekreacyjnych i sportowych, przeznaczonych dla osób niepełnosprawnych. Ten proces jest widoczny w wielu krajach, w tym w Polsce. Istotnym elementem poprawiającym jakość prowadzonych zajęć miało być uporządkowanie procesu kształcenia specjalistów prowadzących zajęcia – instruktorów sportu osób niepełnosprawnych. Pomimo określenia szczegółowych zasad kształcenia kadry, wiele osób ma problemy z uzyskaniem klarownych informacji na temat możliwości doskonalenia swoich kwalifikacji. W związku z tym podjęliśmy próbę wyjaśnienia aktualnych przepisów, które precyzują możliwości prowadzenia zajęć sportowych dla osób niepełnosprawnych.
Na początku należy podkreślić, iż istnieją inne możliwości kształcenia dla os—b niepełnosprawnych niż dla absolwent—w kierunk—w fizjoterapii oraz wychowania fizycznego. Obecne przepisy w Polsce nie przewidują kształcenia trener—wsportu osÛb niepełnosprawnych,a jedynie instruktorÛw tego sportu.
Ustawa o kulturze fizycznej z dnia 18 stycznia 1996 r. (art. 44) wyznacza ministra właściwego do spraw kultury fizycznej i sportu do ustalania kwalifikacji, stopni i tytułów zawodowych w dziedzinie kultury fizycznej oraz szczegółowych zasad i trybu ich uzyskiwania. Minister edukacji narodowej i sportu w rozporządzeniu z 2002 roku określił możliwości uzyskania tytułu instruktora sportu osÛb niepełnosprawnych oraz specjalności, w ktÛrych ten tytuł można uzyskać (tab. 1). Zgodnie z rozporządzeniem, tytuł instruktora sportu osÛb niepełnosprawnych może otrzymać osoba, ktÛra:
1) ukończyła studia wyższe na kierunku fizjoterapia i uzyskała ocenę bardzo dobrą z przedmiotu obejmującego zagadnienia sportu os—b niepełnosprawnych,
2) ukończyła studia wyższe na kierunku wychowanie fizyczne lub na kierunku fizjoterapia ze specjalnością instruktorską, w wymiarze 80 godzin w danej dyscyplinie sportu osób niepełnosprawnych,
3) posiada tytuł trenera lub instruktora dyscypliny sportu oraz ukończyła specjalistyczny kurs w wymiarze co najmniej 60 godzin.
Tabela 1.
Specjalności instruktorów sportu osób niepełnosprawnych
1. Badminton
2. Biathlon
3. Bilard
4. Boccia*
5. Goalball*
6. Gry zespołowe – piłka siatkowa na stojąco, piłka siatkowa na siedząco, rugby na wózkach, koszykówka na wózkach, koszykówka, piłka nożna
7. Jeździectwo
8. Judo
9. Kolarstwo
10. Kajakarstwo
11. Kręglarstwo
12. Lekka atletyka
13. Łucznictwo
14. Łyżwiarstwo szybkie
15. Łyżwiarstwo figurowe
16. Narciarstwo biegowe
17. Narciarstwo zjazdowe
18. Pływanie
19. Podnoszenie ciężarów
20. Strzelectwo
21. Szachy
22. Szermierka na wózkach
23. Taniec na wózkach
24. Tenis stołowy
25. Tenis, tenis na wózkach
26. Wioślarstwo
27. Żeglarstwo
* specjalności instruktora sportu osób niepełnosprawnych, ktÛre nie mają odpowiednikÛw w specjalnościach instruktora dyscypliny sportu
Oznacza to, że jeśli nie jest się studentem fizjoterapii lub wychowania fizycznego, to tytuł instruktora sportu osób niepełnosprawnych można uzyskać, mając tytuł trenera lub instruktora dyscypliny sportu, a następnie kończąc specjalistyczny kurs w wymiarze co najmniej 60 godzin, organizowany przez:
• szkoły wyższe (np. Akademie Wychowania Fizycznego),
• zakłady kształcenia nauczycieli, prowadzące kształcenie na kierunkach: wychowanie fizyczne, fizjoterapia lub turystyka i rekreacja,
• jednostki, które uzyskały zgodę na prowadzenie specjalistycznych kursów od ministra właściwego do spraw kultury fizycznej i sportu.
Aby uzyskać tytuł instruktora dyscypliny sportu, nie mając ukończonych studiÛw wyższych na kierunku wychowanie fizyczne lub turystyka i rekreacja, należy posiadać co najmniej średnie wykształcenie oraz ukończyć specjalistyczny kurs instruktorÛw w danej dyscyplinie sportu (w wymiarze min. 150 godzin, na co najmniej dwÛch sesjach szkoleniowych) i zdać egzamin końcowy.
Wspomniane rozporządzenie z 2002 roku nie precyzuje kilku ważnych spraw, na przykład nie odpowiada na pytanie, jakie szkolenie powinna przejść osoba, kt—ra chce ubiegać się o tytuł instruktora sportu osób niepełnosprawnych ze specjalnością gry zespołowe, a nie ma ukończonych studiÛw wyższych na kierunku wychowanie fizyczne lub turystyka i rekreacja. Czy powinna ubiegać się o tytuł instruktora dyscypliny sportu we wszystkich wymienionych grach zespołowych (piłka siatkowa na stojąco, piłka siatkowa na siedząco, rugby na wÛzkach, koszykÛwka na wÛzkach, koszykÛwka, piłka nożna) czy tylko w wybranych? Kolejny problem stanowią wymieniane w rozporządzeniu specjalności: goalball i boccia. W jakiej dyscyplinie należy uzyskać tytuł instruktora dyscypliny sportu, aby potem ubiegać się o tytuł instruktora sportu osób niepełnosprawnych ze specjalnością goalball lub boccia? Dyscypliny te nie znajdują się w wykazie dyscyplin i dziedzin sportu, w ktÛrych mogą działać polskie związki sportowe oraz w ktÛrych można uzyskać tytuł instruktora dyscypliny sportu.
Co ciekawe, rozporządzenie dopuszcza możliwość zwolnienia zawodnika, który osiągnął wyniki o szczególnym znaczeniu dla sportu polskiego, z konieczności posiadania wykształcenia (potrzebnego osobie, która nie ma ukończonych studiów wyższych na kierunku wychowanie fizyczne lub turystyka i rekreacja do uzyskania tytułu instruktora dyscypliny sportu), na jego wniosek, przedstawiony wraz z opinią właściwego polskiego związku sportowego. Można zatem przypuszczać, że zawodnik niepełnosprawny (bez studiÛw wyższych na kierunku wychowanie fizyczne lub turystyka i rekreacja), ktÛry osiągnął wyniki o szczegÛlnym znaczeniu dla sportu polskiego i uzyska od ministra właściwego do spraw kultury fizycznej i sportu zwolnienie z wymogu posiadania wykształcenia, może otrzymać tytuł instruktora dyscypliny sportu, a po ukończeniu specjalistycznego kursu (w wymiarze co najmniej 60 godzin) tytuł instruktora sportu osÛb niepełnosprawnych. Pojawia się pytanie, jak tę możliwość zastosować w stosunku do wybitnych zawodnikÛw goalballa i bocci? KtÛry polski związek sportowy byłby właściwy do zaopiniowania ich wniosku do ministra właściwego do spraw kultury fizycznej i sportu?
Czy osoba niepełnosprawna może zostać instruktorem sportu niepełnosprawnych?
Teoretycznie, jeśli osoba niepełnosprawna nie ukończyła studiów wyższych na kierunku fizjoterapia, wychowanie fizyczne lub turystyka i rekreacja, to może ubiegać się o tytułu instruktora dyscypliny sportu, a następnie ukończyć specjalistyczny kurs (w wymiarze co najmniej 60 godzin) i otrzymać tytuł instruktora sportu osób niepełnosprawnych. Praktycznie zależeć to będzie od rodzaju niepełnosprawności i specjalności, w ktÛrej chciałaby uzyskać tytuł (tab.1). Przykładowo, osoba z amputacją lewego przedramienia i wykształceniem co najmniej średnim prawdopodobnie będzie mogła uczestniczyć w szkoleniu na instruktora dyscypliny sportu badminton, a pÛźniej po ukończeniu specjalistycznego kursu uzyska tytuł instruktora sportu osób niepełnosprawnych ze specjalnością badminton. Problem może pojawić się w przypadku osoby poruszającej się na wÛzku, ponieważ praktycznie może ona nie mieć możliwości ukończenia kursu na instruktora dyscypliny sportu badminton z powodÛw zarÛwno organizacyjnych (np. bariery architektoniczne w obiekcie, w ktÛrym odbywa się szkolenie), jak i merytorycznych (brak odpowiednio przygotowanej kadry szkolącej, ktÛra umiałaby odpowiednio zaadaptować program kursu), czego konsekwencją jest rÛwnież brak możliwości uzyskania tytułu instruktora sportu osób niepełnosprawnych ze specjalnością badminton.
Obowiązujące rozporządzenie wymaga gruntownych poprawek, kt—re sprecyzują warunki otrzymywania tytułu instruktora sportu osób niepełnosprawnych oraz możliwość szkolenia zawodowego osÛb, ktÛre nie ukończyły studiÛw wyższych na kierunku wychowanie fizyczne lub turystyka i rekreacja, w tym przede wszystkim osÛb niepełnosprawnych (np. byłych zawodnikÛw, ktÛrzy po zakończeniu kariery sportowej mogliby wykorzystać swoją wiedzę i doświadczenie do rozwijania i popularyzowania sportu osÛb niepełnosprawnych).
W ostatnich miesiącach konsultowany jest nowy projekt ustawy o sporcie. W proponowanej wersji ustawy nie zamieszczono informacji na temat instruktora sportu osÛb niepełnosprawnych. Brak jest rÛwnież informacji na temat kształcenia trenerÛw sportu niepełnosprawnych. Być może te kwestie będą regulowały odpowiednie rozporządzenia. Środowisko nauczycieli akademickich, związanych ze sportem niepełnosprawnych, przekazało Ministerstwu Sportu i Turystyki swoją opinię w sprawie utrzymania tytułu instruktora sportu osÛb niepełnosprawnych.
Uzyskanie tytułu instruktora należy umożliwić zar—wno specjalistom wychowania fizycznego, jak i fizjoterapii (rehabilitacji). W przypadku student—w wychowania fizycznego konieczne byłoby wprowadzenie zajęć specjalizacyjnych, ukierunkowanych na specyfikę pracy z osobami z wybranymi grupami dysfunkcji. Studenci rehabilitacji, według nowych standard—w nauczania, uczestniczą w zajęciach Aktywności Ruchowej Adaptowanej oraz Sportu Niepełnosprawnych. Dodatkowo, w celu podwyższenia kwalifikacji, wskazane wydaje się nastawienie kształcenia tej grupy student—w na wiedzę związaną z teorią treningu sportowego. Takie dwukierunkowe szkolenie specjalist—w wychowania fizycznego i fizjoterapii pozwoli w najbliższym czasie na uzupełnienie wciąż skromnej grupy specjalist—w sportu niepełnosprawnych. Należy wyraźnie podkreślić, iż środowiska akademickie są przygotowane do kształcenia instruktor—w sportu os—bniepełnosprawnych zarÛwno na kierunkach wychowanie fizyczne, jak i rehabilitacja (fizjoterapia).
Istotnym problemem jest umożliwienie kształcenia osób niepełnosprawnych na instruktorów sportu osób niepełnosprawnych. Osoby z różnymi rodzajami dysfunkcji powinny mieć zagwarantowaną możliwość kształcenia i prowadzenia zajęć sportowych na różnych poziomach zaawansowania. Takie rozwiązania istnieją w innych krajach Unii Europejskiej i powinny być wprowadzane również w Polsce.
Natalia Morgulec–Adamowicz,
Bartosz Molik
Bartosz Molik
Wydział Rehabilitacji AWF Warszawa
Uczelnia w Wiśle
Wyższa Szkoła Edukacja w Sporcie jest uczelnią zawodową, licencjacką. Kształci przyszłych nauczycieli wychowania fizycznego, trenerów, menedżerów sportu, menedżerów imprez sportowych, specjalistów odnowy biologicznej, specjalistów aktywnego wypoczynku. Posiada trzy Instytuty Sportu i Rekreacji: w Warszawie, we Wrocławiu i nowo otwarty instytut w Wiśle, gdzie pierwsza grupa studentów rozpoczęła studia w bieżącym roku akademickim.
Uczelnia w Wiśle działa w oparciu o Ośrodek Polskiego Związku Sportu Niepełnosprawnych „Start”, który dysponuje tutaj doskonałą bazą sportową i bardzo dobrym zapleczem odnowy biologicznej. Obiekt jest przyjazny dla sportowców i studentów niepełnosprawnych – zniwelowane są wszelkie bariery architektoniczne. Władze ośrodka potrafią stworzyć doskonały i serdeczny klimat nauki i treningu studentom – sportowcom niepełnosprawnym i ich koleżankom i kolegom, nie posiadającym dysfunkcji fizycznych. Dzięki specjalistycznej kadrze wykładowców EWS–u w Wiśle, dobrze przygotowanych do pracy ze wszystkimi studentami, uczelnia integruje obie społeczności. Aktualnie studiuje tu tylko dwóch sportowców niepełnosprawnych – jeden z nich jest medalistą ostatnich igrzysk paraolimpijskich z Pekinu – ale do komisji rekrutacyjnej zgłaszają się kolejne osoby z dysfunkcjami, które chcą podjąć studia.
W ubiegłym roku powołaliśmy Beskidzkie Centrum Kształcenia Kadr Kultury Fizycznej, które, zgodnie z rozporządzeniem ministra sportu, przygotowuje kadry trenerskie, instruktorskie i menedżerskie na stosownych specjalistycznych kursach. Uczelnia może nadawać tytuły instruktorów sportu niepełnosprawnych praktycznie we wszystkich dyscyplinach sportu – szczegółowo określa to wyżej wspomniane rozporządzenie z 2002 r.
Pierwsze kursy instruktorskie ruszą już jesienią 2009 roku. Uczelnia ma przygotowane autorskie programy kształcenia na tych kursach i aktualnie przyjmujemy zgłoszenia od wszystkich chętnych do współpracy z Beskidzkim Centrum Kursów.
W maju 2009 r. startujemy z promocyjnym państwowym Kursem Menedżera Sportu, organizowanym pod patronatem burmistrza Wisły, Andrzeja Molina. Osoby niepełnosprawne są mile widziane. Absolwenci kursu menedżera uzyskają państwowy „Dyplom Menedżera Sportu” i certyfikat w języku angielskim, honorowany we wszystkich krajach Unii Europejskiej (absolwenci naszych kursów instruktorskich uzyskują podobny certyfikat w języku angielskim dla instruktorów). Z uwagi na tę działalność, uczelnia ma zagwarantowane przez ministra uprawnienia państwowe. Szczegóły o kursie menedżerskim na
www.kursymenedzerskie.pl
Zapraszamy na nasze strony internetowe:
Główna strona uczelniana :
www.ews.edu.pl
Strona Centrum Kurs—w :
www.kursyews.pl
Osoby, które nie będą mogły podjąć trudu trzyletnich studiów w EWS–ie, zapraszamy do Centrum Kursów, gdzie będą mogli uzyskać uprawnienia instruktorskie lub menedżerskie. Odpowiemy na wszelkie pytania, dotyczące możliwości studiów lub udziału w kursach:
wsews@wp.pl
rektorat@ews.edu.pl
Nabór na rok akademicki 2009/2010 już się rozpoczął – do EWS przyjmujemy bez egzaminów wstępnych. Mamy szeroko rozbudowany system stypendiów dla studentów.
Zapraszamy!
Marek Rybiński
Kluby
Pieszo, konno, na nartach
W Lublinie są trzy kluby crossowskie. Ten najstarszy, zwany Klubem Sportowym Niewidomych i Słabowidzących „Hetman” Lublin, powstał w 1995 roku. Trzy lata później część członków „Hetmana” założyła własną organizację – Integracyjny Klub Aktywnej Rehabilitacji „Ikar”. W 2005 roku powołano Kolarski Klub Tandemowy „Hetman”. Nas interesuje ten najstarszy.
Nazwano go tak, gdyż klub zakładała grupa szachist—w, z Andrzejem G—ździem, Zdzisławem Wojcieszynem, Marianem Kowalczykiem na czele. Po 14 latach z pierwszego składu zarządu nie ma już nikogo. Dzisiaj prezesuje klubowi Ð od 2003 roku Ð 46Ðlatek Michał Czarski, zastępcą jest Lucjan Fiuta, sekretarzem Sławomir Tolak, a członkami: Krzysztof Furtak, Mariusz Kozyra, Eugeniusz Łusiak i Beata Chraścina.
– „Hetmana”, którego pierwszym prezesem był Zbigniew Nastaj, a potem do 2003 roku Andrzej Góźdź, zakładała trzydziestka pasjonatów sportowych, głównie szachistów – mówi Michał Czarski. – Jednak największą popularnością cieszyły się i cieszą górskie rajdy turystyczne, zainaugurowane w 1998 roku. To właśnie Michał, który był wtedy wiceprezesem, powołał do życia górskie rajdy piesze.
W gy miły bracie
Odbyło się ich do tej pory szesnaście. Na pierwszy, do Szczawnicy i w Pieniny, pojechało niewielu. Na kolejne pięciodniowe wypady, od Bieszczadów po Karkonosze, zabierało się nawet pięćdziesięciu inwalidów wzroku, łącznie z przewodnikami. Przez pierwsze trzy lata rajdy odbywały się jeden raz w sezonie. Potem – już jesienią i wiosną. „Hetmanowcom” tak się spodobały wędrówki wierchami i dolinami, że zaczęli organizować je także w okresie zimowym. W Zębie, Bukowinie Tatrzańskiej, Międzybrodziu Żywieckim uczyli się jazdy na nartach.
Krzysztof Furtak, 43–latek – warcabista, brydżysta i masażysta w jednej osobie – cztery lata temu nauczył się podstaw narciarskiego rzemiosła. – Parę osób z naszego klubu już potrafi ładnie zjeżdżać z trudniejszych stoków. Nawet nasz prezes wykazał dużo silnej woli i sportowej zaciętości, bowiem po trzech dniach przygotowań odważył się skorzystać z wyciągu – opowiada Furtak.
Ostatnie dwa rajdy odbyły się w Górach Świętokrzyskich i Bieszczadach. Połączono je z nauką jazdy konnej. I proszę, jaki szeroki wachlarz turystycznych wrażeń zapewnia członkom klubu kierownictwo. Nic więc dziwnego, że jest więcej chętnych niż miejsc. Zupełnie odwrotnie niż na początku górskich eskapad. Oczywiście takie obozy nie są tanie. W 60 procentach finansuje je PFRON, a reszta to opłaty uczestników lub fundusze klubowe.
Nie nudzą się
Na dobrą sprawę inwalidzi wzroku z „Hetmana” , a jest ich 80, nie mają prawa się nudzić. Sezon trwa cały rok. Z trudem wystarcza urlopu wypoczynkowego na turnieje, rajdy, treningi. Prawie wszyscy pracują zawodowo – najwięcej rzecz jasna w Lubelskiej Spółdzielni Niewidomych im. M. Sękowskiego przy ulicy Głowackiego 35. I tam „Hetman” ma swą siedzibę, za którą zresztą niemało płaci. Zarząd spółdzielni, na miarę swych możliwości, skromnie pomaga klubowi, wyposażając go w stroje sportowe, upominki firmowe, drobne dotacje czy też delegując pracownika na zawody sportowe. Jeżeli trafią się jakieś dodatkowe pieniądze, to z trudem zdobyte i „wychodzone” przez prezesa: od Urzędu Miasta i Marszałkowskiego czy też nielicznych firm. W „Hetmanie” działa kilka sekcji. Jedne są silne i liczne, inne istnieją na papierze, jak choćby szachowa czy tańca sportowego. W 1999 roku Czarski wraz z Furtakiem pojechali na turniej warcabowy w celach wyłącznie rekonesansowych. Poznali zasady, notacje, zakupili sprzęt i zaczęli treningi na 100–polowej planszy.
O sukcesach mówi opiekun i trener sekcji, 49–letni Leszek Stefanek:
– W warcaby 100–polowe gra u nas około 20 osób mających licencję Polskiego Związku Warcabowego. Bez fałszywej skromności mogę powiedzieć, że jesteśmy potęgą w tej dyscyplinie od 2006 roku. W kolejnych trzech latach w indywidualnych mistrzostwach Polski zdobywałem srebrne medale, a drużyna trzy lata temu zdobyła wicemistrzostwo kraju, w roku ubiegłym i obecnym stanęła na najwyższym podium. Bardzo dobrymi warcabistami są Michał Czarski i Krzysztof Furtak. W zeszłym roku zadebiutowała w naszej drużynie Iwona Flak, pochodząca spod Przemyśla, wielokrotna mistrzyni kraju wśród kobiet. Wcześniej, z drużyną „Podkarpacie” Przemyśl, Iwona sześciokrotnie zdobywała najwyższy tytuł w drużynowych mistrzostwach Polski – kończy wyliczanie pan Leszek.
Jedną z pierwszych powołanych sekcji była sekcja brydżowa. Dziś licytuje garstka, bo tylko 10 zawodników, z umiarkowanymi sukcesami. W ubiegłym roku w Tleniu zostali trzecią drużyną w kraju na drużynowych mistrzostwach Polski, podobnie jak trzy lata temu. Sekcja kręglarska i bowlingowa ma dwie gwiazdy: Agnieszkę Wierzejską i Zdzisława Kozieja. W zeszłym roku, na mistrzostwach Europy w kręglach klasycznych w Budapeszcie, Agnieszka zdobyła brązowy medal w klasyfikacji drużynowej i była piąta indywidualnie w grupie B3. Na krajowych kręgielniach praktycznie do zeszłego roku była niepokonana. Na chwilę przerwała rzucanie kulą, gdyż wkrótce zostanie szczęśliwą mamusią.
Głuchoniewidomy Zdzisław Koziej ma 51 lat i od 2006 roku w grupie B1 odnosi sukcesy na arenie krajowej i europejskiej. Jest członkiem kadry narodowej w kręglach klasycznych, na ME w Budapeszcie zdobył brązowy medal, a z drużyną – srebrny. Zdobywa też wiele medali w bowlingu. W półfinałach MP w bowlingu aż dziewięciu zawodników „Hetmana” wywalczyło miejsce w finale, a w kręglach klasycznych – siedmiu. Aby ocenić ten wyczyn, należy podkreślić, że w Lublinie nie ma kręgielni klasycznej i na dobrą sprawę zawodnicy trenują, zamiast w miejscu zamieszkania, na krajowych zawodach. Na MP, rozegranych na początku kwietnia w Tomaszowie Mazowieckim, poza Koziejem, doskonale spisali się: Mariusz Kozyra (IV miejsce) i Krzysztof Tarkowski (V miejsce).
Jest nadzieja, że niebawem do czołowych dyscyplin dołączy strzelectwo laserowe. Dopiero co „Hetman” zakupił w Czechach komplet sprzętu: karabin, pistolet, laptop, symulator dźwięku i oprogramowanie. Tylko patrzeć, jak i tu posypią się sukcesy.
Oprócz uczestnictwa w imprezach wyjazdowych, „Hetman” organizuje też u siebie, w Lublinie, zawody sportowe. Do tej pory odbyło się osiem turniejów brydża sportowego, pięć turniejów warcabowych „O Puchar Ziemi Lubelskiej”, cztery zawody „O Puchar Niepodległości” w bowlingu.
Moi rozmówcy są optymistycznie nastawieni co do przyszłości klubu.
M. Czarski: Życzyłbym sobie, by trafiało do nas więcej aktywnych inwalidów wzroku, z których moglibyśmy wkrótce zrobić przyzwoitych sportowców, by działali z większym entuzjazmem w nowych sekcjach.
L. Stefanek: W klubie jestem trzy lata i obserwuję ciągły rozwój. Dbamy o swój wizerunek w mediach, w lubelskim radiu i prasie samorządowej, możemy się pochwalić własną stroną internetową. Życzmy, by więcej młodych do nas zaglądało, choćby ze szkoły przy ulicy Hirszfelda czy Wyścigowej.
Z. Koziej: To prawda, co powiedział kolega. Powinniśmy więcej zachęcać młodych do udziału w imprezach, wstępowania do sekcji.
K. Furtak: „Hetman” nie miał spektakularnych porażek, a jeżeli były konflikty, to wychodziliśmy z nich wzmocnieni. Głównie dzięki ludziom, którzy nie załamywali się, ufali sobie i współpracowali. No i dzięki prezesowi, który jest tytanem pracy, pracuje zawodowo, zbiera fundusze, pisze wnioski, organizuje zawody sportowe, startuje w nich, trenuje. Jak on to robi – nie wiem.
Michał Czarski pochodzi spod Chełma, ukończył szkołę zawodową. Od 1980 roku pracuje w lubelskiej spółdzielni niewidomych jako pracownik produkcji. Ukończył zaocznie liceum ekonomiczne. Sportem zajmuje się od młodych lat, do trenowania namówił go Sławek Podleśny. Grał w piłkę toczoną i bramkową, goalballa w drużynie mistrza Polski. Z sukcesami trenuje w klubie warcaby stupolowe, brydż sportowy, bowling oraz, jak czas pozwala, kajakarstwo, strzelectwo, taniec sportowy. Z grupą turystyczną wędruje po szlakach górskich. Interesuje się filmem, muzyką, zbiera płyty, nagrania, był współwłaścicielem sklepów muzycznych w Lublinie. Żonaty, ma dwoje dzieci.
Tekst i zdjęcia: Andrzej Szymański
Turystyka
„Mam szałas na połoninie...”
Bieszczady to region z dziką przyrodą, mnóstwem zieleni, szumem lasów i górskich potoków. W leśnych ostępach spotkać można jelenia szlachetnego czy brunatnego niedźwiedzia. Nazwa Bieszczadów pochodzi od nieznanego słowa bieszczad i oznacza nie tyle góry, co górskie pogranicze (granica Polski, Rusi i Węgier).Ten skrawek Polski ma niezwykle bogatą historię. Przez wieki było to kulturowe pogranicze polsko–rusko–węgierskie, a także katolicko–prawosławne. Już przed wiekami wędrowali tędy kupcy korzystający ze szlaków handlowych przecinających Karpaty. Do 1340 roku osadnictwo w Bieszczadach rozwijało się powoli. Po tym roku, kiedy wygasła dynastia Romanowiczów i we władanie przejął Bieszczady Kazimierz Wielki, rozpoczęła się energiczna akcja osadnicza, prowadzona przez rody szlacheckie, głównie Balów i Kmitów. Przez następne trzy wieki dawały się tutaj we znaki słynne na całą Rzeczpospolitą zajazdy szlacheckie. W czasie rozbiorów cały teren dostał się pod panowanie austriackie.
Zimą 1914/15 Bieszczady znalazły się w centrum działań wojennych, związanych z I wojną światową. W górach toczyły się ciężkie walki pomiędzy wojskami ruskimi i austro–węgierskimi. W 1918 roku granica oddzieliła polskie Bieszczady od południowych stoków Karpat. Okupacja hitlerowska w tym regionie była mniej dotkliwa niż na pozostałym obszarze kraju. Najsmutniejszą kartą historii Bieszczadów były lata 1945–47, kiedy na tych terenach trwały walki z Ukraińską Powstańczą Armią. Po budzącej liczne kontrowersje, także wśród historyków, akcji „Wisła”, w latach pięćdziesiątych podjęto tutaj intensywną akcję osadnictwa – powstał mit polskiego dzikiego Zachodu. Osiedlali się w Bieszczadach ludzie „skłóceni ze światem”, postacie barwne, ciągnęli entuzjaści pionierskiego życia i zwykli włóczędzy, szukający miejsca wolnego od rygorów cywilizacji. Do dziś jest to jeden z najsłabiej zaludnionych regionów kraju.
Rejon Bieszczadów to obszar o kształcie nieregularnego klina skierowanego na południowy–wschód, o rozciągłości równoleżnikowej ok. 60 km i południkowej ok. 50 km. W rzeczywistości geograficznie do Polski należy część Bieszczadów Zachodnich. Główną rzeką jest San, którego długość na opisywanym obszarze wynosi 163 km. Niewielkie skrawki wschodniej części Bieszczadów należą do dorzecza Dniestru, a więc zlewiska Morza Czarnego.
Do pieszych wędrówek najlepiej nadaje się zachodnia, mniej uczęszczana część Bieszczadów. Góry są tu niższe, w całości pokryte lasami. Tutaj najłatwiej zobaczyć z bliska jelenia czy nawet żubra, można błądzić po zarośniętych ścieżkach, gdzie nie stanęła jeszcze noga człowieka, najeść się do syta jagód czy malin, popić wodą z jaru, słowem – posmakować bieszczadzkiej przygody.
Miłośnikom przeszłości proponuję chwilę zadumy wśród łanów bieszczadzkich pokrzyw, znaczących miejsca niegdysiejszych zagród, i pod chylącymi się do upadku kamiennymi przydrożnymi krzyżami, na pustych pagórkach, z których dobiegał kiedyś głos cerkiewnych dzwonów. Osoby interesujące się architekturą sakralną oraz architekturą drewnianą powinny skierować się w północno–wschodnie rejony Bieszczadów, gdzie zachowało się najwięcej cerkiewek. Tu także najłatwiej natknąć się na pozostałości dawnego budownictwa wiejskiego, na tradycyjne drewniane chałupy kryte strzechą. Zabytkowe cerkwie znajdują się także na przeciwległym skraju Bieszczadów – w dolinie Osławy.
Zwolennicy wypoczynku nad wodą znajdą nad jeziorami Solińskim i Myczkowskim raj dla swoich pasji. Będą mogli tu wędkować, uprawiać sporty wodne, pływać stateczkiem spacerowym oraz kąpać się w czystej wodzie jezior.
W Bieszczadach warto odwiedzić większe miasta regionu i zapoznać się z ich historią. W Sanoku polecam obejrzeć zamek z galerią obrazów Zdzisława Beksińskiego oraz największy w Polsce skansen, w którym zgromadzono kilkadziesiąt zabytkowych obiektów, m.in. kościoły, przydrożne kapliczki, ule. W Lesku trzeba udać się do XVI–wiecznej synagogi i na żydowski cmentarz. Eksponaty fauny i flory regionu zgromadzono w Muzeum Bieszczadzkiego Parku Narodowego w Ustrzykach Dolnych. Nie można ominąć klasztoru nazaretanek. Od 28 września 1955 r. do 26 września 1956 r. był tam internowany prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński. Polecam także wycieczkę pieszą z Komańczy do Jeziorek Duszatyńskich, wokół których utworzony jest rezerwat krajobrazowy „Zwięzło”. Niezapomnianą przygodą jest przejazd kolejką wąskotorową na trasie Majdan–Balnica. Trasa biegnie wśród pięknych krajobrazów. Trzeba tylko uważać na grasujących w tych okolicach zbójników bądź bieszczadzkich kowbojów. Goszcząc w tym regionie, trzeba koniecznie zdobyć szczyt Tarnicy, najwyższe wzniesienie polskich Bieszczadów (1346 m n. p. m.), skąd rozciąga się wspaniała panorama. Na południowym wschodzie widać Karpaty ukraińskie, z najwyższą w całych Bieszczadach górą Pikuj (1409 m n. p. m.).
„Mam szałas na połoninie, piękniejszy niż w mieście dom…”. Ten fragment znanej piosenki niech będzie zaproszeniem do odwiedzenia tego „egzotycznego” regionu Polski. Każdy może tu przeżyć niesamowite przygody, zachować piękne wspomnienia. Kto raz zasmakuje w bieszczadzkim klimacie, będzie chciał smakować go często.
Piotr Sęk
Papieskie szlaki
Pomysłodawcą utworzenia sieciSzlaków Papieskich na terenie całej Polski jest Urszula Własiuk, obecnie prezes Fundacji Szlaki Papieskie. Nazwą tą objęte są trasy gÛrskie i kajakowe, ktÛrymi turystycznie wędrował ks. Karol Wojtyła. Za podstawę ich wytyczenia posłużyły wspomnienia osÛb wędrujących z pÛźniejszym papieżem, książeczki GOT, wpisy do ksiąg parafialnych i inne podobne dokumenty. O tworzeniu SzlakÛw Papieskich została powiadomiona Stolica Apostolska. Biskup Stanisław Dziwisz napisał w liście z 8.05.2003 r.: ÑPrzekazałem Ojcu Świętemu te informacje. Przyjął je z wdzięcznością, jako dowÛd wielkiej życzliwości i realizacji jego prośby:Pilnujcie mi tych szlaków”.
Góry, a szczególnie Tatry, były w życiu Jana Pawła II istotnym elementem jego tożsamości. „Tu z wyjątkową mocą zdaje się przemawiać błękit nieba, zieleń lasów i pól, srebro jezior i rzek. Tu śpiew ptaków brzmi szczególnie znajomo, po polsku”. Papież spenetrował Tatry gruntownie i wszechstronnie. Szukając Boga, słyszał go najpełniej w górach, a krzyż wieńczący Giewont był częstym i ulubionym jego przystankiem. „Ten krzyż na Giewoncie jest jakby uwieńczeniem wielkiej świątyni Tatr, świątyni Podhala, a poniekąd to i świątyni całej naszej Ojczyzny. Ten krzyż i te świątynie ja noszę w pamięci i serca nie stracę. On tak bardzo wrósł w tę ziemię, w te góry i tych ludzi”.
Przebieg Szlaku Papieskiego w Tatrach jest następujący: Polana Chochołowska – Dolina Jarząbcza – Diabliniec (1241) – Przysłop Miętusi (1187) – Dolina Małej Łąki – Przełęcz w Grzybowu (1311) – Polana Strążyska – Czerwona Przełęcz (1303) – Zameczki – Przełęcz Białego (1305) – Polana, Kalatówki, Hotel Górski PTTK (1198) – Kuźnice – Jaszczurówka – Cyrhla – Psia Trawka – Polana Waksmundzka – Gęsia Szyja (1490) – Rusinowa Polana – Palenica Białczańska – Rusinowa Polana – Wodogrzmoty Mickiewicza – Morskie Oko.
Ze względu na przepisy Tatrzańskiego Parku Narodowego, trasa nie jest oznaczona w terenie jako Szlak Papieski. Ale nie jest to konieczne, bo jak mawiają g—rale ãcałe Tatry są Świętoojcowe.Ó Przemierzył je kardynał Wojtyła pieszo i na nartach wzdłuż i wszerz. Ale taternictwa nie uprawiał. Bardzo cenił zimową turystykę na deskach. Jego ulubione okolice narciarskie to rejon Doliny Chochołowskiej, Hali Kondratowej, Gąsienicowej, Polany Rusinowej. Na nartach zjeżdżał z Nosala i Kasprowego Wierchu.
Karol Wojtyła bywał w Tatrach od 1932 r., początkowo z bratem Edmundem i ojcem. Najwięcej czasu na cieszenie się tymi górami miał za czasów posługi kapłańskiej w archidiecezji krakowskiej. Przyjeżdżał wtedy do Zakopanego sam, z grupą przyjaciół lub z młodzieżą, a zatrzymywał się zwykle w „Księżówce”, u sióstr urszulanek szarych na Jaszczurówce, albo u znajomych księży. To w Tatrach w 1952 r., podczas wyprawy z grupą młodzieży na Polanę Chochołowską, narodził się pomysł, żeby ks. Karola Wojtyłę nazywać Wujkiem.
Wspomina Władysław Gąsienica–Trzebunia: – Jako młody chłopak jeździłem z chłopakami na nartach z Nosala. Pewnego późnego popołudnia zobaczyliśmy starszego pana, który uważnie zsuwał się ze stoku. A my krzyknęliśmy: – Dziadku, tylko się nie połamcie! I śmignęliśmy na krechę koło starszego narciarza. Po nartach służyłem do mszy świętej. I nogi pode mną się ugięły: tym starszym narciarzem był biskup Karol Wojtyła. Myślałem, że spojrzy na mnie surowo, a Wojtyła uśmiechnął się i powiedział: – Widzisz, jestem cały i zdrowy.
W czasie swej pierwszej pielgrzymki do Polski w 1979 r. papież zapragnął lecieć śmigłowcem na Turbacz i nad Tatrami. Niestety, silna burza uniemożliwiła ten zamiar. W homilii wygłoszonej w Nowym Targu Jan Paweł II mówił tego dnia o poszanowaniu przyrody tatrzańskiej, apelował o nieniszczenie jej piękna.
W trakcie drugiej pielgrzymki do ojczyzny (23.04.1983 r.) przebywał w Dolinie Chochołowskiej i Dolinie Jarząbczej. Wszedł niespodziewanie do bacówki, rozmawiał z bacami o wypasie owiec w Tatrach, a oni podarowali mu oscypek i kawałek bryndzy. Rok później przewodnicy tatrzańscy ufundowali tablicę pamiątkową odsłoniętą na ścianie schroniska, informującą o pobycie tutaj Ojca Świętego. W 1989 r. tablica upamiętniła również spotkanie w schronisku Jana Pawła II z Lechem Wałęsą i jego rodziną.
Sześć lat później papież był także po drugiej stronie Tatr – na Słowacji. Odwiedził wówczas Lewoczę, historyczne miasto na Spiszu. Odbył lot nad słowackimi Tatrami.
W Zakopanem, 6 czerwca 1997 r., papież powiedział: „Niech krzyż na Giewoncie przypomni o naszej chrześcijańskiej godności i narodowej tożsamości, o tym kim jesteśmy, dokąd zmierzamy, gdzie są nasze korzenie. Krzyż patrzy w stronę Zakopanego i Krakowa, dalej w kierunku Warszawy i Gdańska. Ogarnia całą naszą ziemię od Tatr po Bałtyk”.
W 2002 r. papieski śmigłowiec zatoczył pożegnalny krąg nad jego ukochanymi Tatrami, a nad Giewontem zniżył się jak tylko to było możliwe. Na szczycie górale zapalili watry. W kilka godzin po śmierci Ojca Świętego ratownicy tatrzańscy zawiesili na krzyżu na Giewoncie flagi papieskie z żałobnym kirem.
Zapewne niewielu z nas pamięta o tym, że Polskie Towarzystwo Turystyczno–Krajoznawcze obdarzyło w 1983 r. Karola Wojtyłę swoją najwyższą godnością – Członka Honorowego PTTK, a papież tytuł ten przyjął.
Zachęcamy naszych Czytelników – turystów, by w swoich planach wędrówek po górach uwzględnili Szlak Papieski. To trasa bardzo urozmaicona. Można powiedzieć, że wytyczył ją sam Jan Paweł II. Wędrówka jego śladami to – w oderwaniu od codziennych obowiązków – okazja do przypomnienia sobie i przyswojenia wartości, których on był wyrazicielem.
Opracowała: AMA
Źr—dło: internet (wykorzystano fragmenty tekst—w
Kultura
Świadectwo świętości
W czwartą rocznicę śmierci Jana Pawła II ukazała się w księgarniach pozycja „Nowe cuda” (druga część książki zatytułowanej „Cuda”) – zbiór świadectw, które w ostatnich latach opublikowane zostały w „Totus Tuus” – organie prasowym, patronującym procesowi beatyfikacji i kanonizacji papieża Polaka. Z całego świata ludzie piszą o cudach uzdrowienia, o wsparciu, jakiego do dziś doznają od czasu osobistego z nim spotkania. Są zamieszczone w książce niezwykłe, bardzo dojrzałe i wzruszające listy dzieci do Ojca Świętego i wspomnienia znanych osób o nim, jest obszerny wywiad z Sewerynem Krajewskim. I jest niespodzianka – do książki dołączono płytę, na której ten znakomity piosenkarz śpiewa wiersze Karola Wojtyły.
Każdy z nas przechowuje w pamięci jakieś zdarzenia, słowa, gesty, związane z naszym Papieżem. W sposób szczególny wspominają go sportowcy. To grono osób, któremu Ojciec Święty, sam zapalony piłkarz, narciarz, namiętny kajakarz i turysta, poświęcał wiele czasu. Dobrze orientując się w wynikach osiąganych przez Polaków na światowych arenach, na audiencjach grupowych i prywatnych składał sportowcom życzenia i gratulacje, dla nich wygłaszał przepiękne homilie. To były niezapomniane spotkania. Jedno z nich (3 kwietnia 1981 r. w Watykanie) wspomina Ryszard Kożuch, złoty medalista w lekkiej atletyce na igrzyskach paraolipijskich w Toronto, który razem z dwunastoma polskimi paraolimpijczykami został zaproszony do Rzymu na zawody sportowe: „Papież rozmawiał z każdym, a nie było to takie proste, ponieważ na prywatnym placyku w Watykanie było nas, sportowców, ponad ośmiuset. Kiedy stanął przede mną, kiedy ściskał mnie za rękę, powiedział: – O, widzę solenizanta. Rzeczywiście! Był to dzień moich imienin!”. Jadwiga Polasik, złota szpadzistka na igrzyskach paraolimpijskich w Sydney 2000 roku, nie kryje wzruszenia na wspomnienie prywatnego spotkania w Watykanie, podczas którego miała okazję pokazać Ojcu Świętemu swoje medale. A on je oglądał z ogromnym zainteresowaniem, jak ojciec dumny z osiągnięć córki. Jeden ze znanych sportowców tak opowiadał: „Nigdy nie zapomnę jego serdecznego, ciepłego spojrzenia, którym potrafił ogarnąć każdego z nas w grupie kilkudziesięciu osób. Nie wiem, jak to sprawił, że słowa, które wówczas wypowiedział, odczytałem osobiście, pewny, że kierował je bezpośrednio do mnie – ich treść przystawała do mojej życiowej sytuacji w tamtej chwili”. Te trzy relacje to są również świadectwa niezwykłości osoby naszego Papieża.
Ksiądz Sławomir Oder, postulator, napisał we wstępie do książki: „Jaki obraz Jana Pawła II wyłania się z tych świadectw? To, co najbardziej w nich uderza, to poczucie, że Karol Wojtyła wszedł w życie każdego człowieka, a specyfiką tego spotkania jest trwające poczucie bliskości. Do biura Postulatora docierają świadectwa ludzi uzdrowionych duchowo, wyzwolonych z nałogów, uleczonych z ran moralnych. Ktoś opowiada o pojednaniu rodziny, ktoś inny dziękuje za znalezienie swojej „drugiej połowy”. Nie brakuje podziękowań za znalezienie pracy czy mieszkania. Bardzo dużo świadectw dotyczy urodzin dzieci, których przyjście na świat przypisywane jest modlitwie wstawienniczej Jana Pawła II. Czytając te listy i ja sam zadaję sobie pytanie, kim dla mnie jest ten Papież?”
To pytanie nieobce jest na pewno każdemu z nas. Może lektura tej wartościowej i optymistycznej książki, bardzo wzruszającej, pomoże nam na nie odpowiedzieć? Może jej treści pogłębią nasze poczucie wdzięczności za przykład wielkiego człowieczeństwa i wielkiego chrześcijaństwa? Bardzo zachęcam do jej przeczytania.
AMA
NOWE CUDA – Wydawnictwo św. Stanisława BM archidiecezji krakowskiej. Wybór i opracowanie świadectw – Aleksandra Zapotoczny – 2009 r.
Szkolenie
Gramy w szachy
Lustrzane pozycje
Znane są w praktyce turniejowej przypadki, gdy na szachownicy powstają takie same pozycje z odwróconymi kolorami. Strona grająca czarnymi jest wówczas o jeden ruch opóźniona, co nie przeszkadza jej realizować ten sam plan gry.
Obrona sycylijska
B. Spasski – E. Geller
6 partia meczu, Suchumi 1968
1.e4 c5 2.Sc3 d6 3.g3 Sc6 4.Gg2 g6 5.d3 Gg7 6.f4 Sf6 Częściej grywane jest tu 6...e6 z dalszym ustawieniem skoczka na e7, co umożliwia zagranie w przyszłości f7–f5 7.Sf3 0–0 8.0–0 Wb8 9.h3 b5 10.a3 a5 11.Ge3 b4 12.ab4 ab4 13.Se2 Gb7 14.b3 Wa8 15.Wc1 Wa2 16.g4
Białe planują atak na króla: f4–f5:g6 z otwarciem linii „f”, przerzut hetmana na h4 i skoczka na g5 z kombinowanym atakiem na punkty h7 i f7. Czarne mają do dyspozycji drugie skrzydło – naciski na pionka c2 i wtargnięcie figurami po linii „a”. Jak zwykle w takiej walce planów zwycięża ten, kto szybciej i lepiej połączy realizację własnych zamierzeń z profilaktyką wobec gróźb partnera 16...Ha8 17.He1 Ha6 18.Hf2 Możliwe było natychmiastowe 18.f5, natomiast 18.Hh4? napotykało na ripostę 18...S:e4 lub 18...W:c2! 19.W:c2 H:d3 18...Sa7? Skoczek zmierza na a3, ale jest to zbyt wolne. Sądzić należy, że czarne nie doceniły siły ataku przeciwnika. Prawidłowe było 18...Sd7 lub 18...Wa8 19.f5! Sb5 20.fg6 hg6 21.Sg5 Sa3 22.Hh4 Wc8 23.W:f6! ef6 24.Hh7+ Kf8 Wydaje się, że ofiara jakości nie była poprawna... 25.S:f7! Zaskakujące, rozstrzygające posunięcie. Na25...K:f7 nastąpi 26.Gh6 Wg8 27.Sf4 i przed groźbami białych nie ma obrony, np.: 27...W:c2 28.Wf1! (Mniej przekonywające jest 28.H:g6+?! Ke7) z dalszym H:g6+ lub g4ñg5 25...W:c2 26.Gh6! W:c1+ Jeśli 26...W:e2, to 27.H:g7+ Ke8 28.Sg5! Kd8 (28...fg5 29.Wf1) 29.Hf7. Po 26...G:h6 27.S:h6 Ke8 wygrywa 28.Sg8! Kf8 29.Sf4! W:c1+ 30.Kh2 i mat jest blisko 27.S:c1 K:f7 Lub 27...G:h6 28.S:h6 Ke8 29.Sg8 Kf8 30.Se7! 28.H:g7+ Ke8 [28...Ke6 29.g5] 29.g5 Dobre było rÛwnież 29.e5 G:g2 30.e6 29...f5 [29...fg5 30.G:g5] 30.H:g6+ Kd7 Nie zmieniało wyniku 30...Kd8 31.Hf7 Wc7 32.Hf8+ Kd7 33.H:f5+ Kc6 34.g6 31.Hf7+ Kc6 32.ef5+ i czarne poddały się, gdyż po 32... Kb6 białe przechodzą do wygranej końcÛwki: 33.G:b7 H:b7 34.H:b7+ K:b7 35.f6.
Kilkanaście lat później angielski arcymistrz skopiował grę Spasskiego, mając czarne bierki...
Partia angielska
B. Schneider – N. Short
Solingen 1986
1.c4 e5 2.Sc3 Sc6 3.g3 g6 4.Gg2 Gg7 5.Sf3 f5 6.d3 Sf6 7.0–0 d6 8.Wb1 0–0 9.b4 a6 10.a4 h6 11.b5 ab5 12.ab5 Se7 13.Gb2 Ge6 14.Wa1 Wc8 15.Wa7 b6 16.Hc2 g5
Uwzględniając zmianę kolorów, pozycja różni się od poprzedniego diagramu tylko umiejscowieniem białego hetmana. W dalszym ciągu gry posunięcia się wprawdzie nie powtarzają, ale obie strony realizują plan z poprzedniej partii 17.Wfa1 f4 18.Sd2! W porÛwnaniu z pierwowzorem, białe grają lepiej ñ skoczek na polu e4 wzmacnia obronę krÛla 18...fg3 19.hg3 He8 20.Sce4 Sg4 21.Sf1 Sf5 Skoczek zmierza na d4 22.e3 Hg6 23.Wb7 Komentując partię, am. Short zalecał białym najpierw 23.He2 i dopiero po 23...h5 ñ 24.Wb7 z ideą zdwojenia wież na ÑsiÛdemceî 23...Sh4!? Ciekawa ofiara figury, prowadząca do bardzo skomplikowanej pozycji. Alternatywą było 23...h5 i dalej h5ñh4 24.gh4 gh4 25.f3 Słabe było 25.Kh1? h3 26.G:h3 Hh5 27.Kg2 H:h3+!, ale można było sprÛbować 25.He2 h3 26.G:h3! z trudną do oceny pozycją 25...W:f3 26.He2 Nie można oczywiście 26.G:f3??, bo S:e3+ 26...Wf7 Czarne chcą włączyć do ataku rÛwnież i drugą wieżę 27.Sh2 Wcf8 Ciekawe było 27...h3 28.Gf3 Wcf8!? 29.G:g4 h5! 28.Waa7?? Jeszcze jeden dowÛd, że w szachach łatwiej atakować niż się bronić. Prawidłowe było 28.Wf1! h3 29.W:f7 W:f7 30.Gf3 h5 z ostrą grą 28...h3! 29.W:c7 Nie ratowało 29.G:h3 S:e3+ 30.Gg2 Gh3 ani 29.Gf3 S:h2+ 30.K:h2 W:f3 29...W:c7 30.W:c7 Sf2! i białe skapitulowały (31.Hf1 S:e4).
Oto podobny, bardziej dobitny przykład:
Przyjęty gambit hetmański
Stajcic (Jugosławia) – R. Bernard
Porąbka–Kozubnik 1989
1.d4 d5 2.Sf3 Sf6 3.c4 dc4 4.g3?! Niezbyt udana próba przejścia do struktur partii katalońskiej. Lepsze 4.e3 lub 4.Sc3 4...c5 5.Gg2 Sc6 6.Ha4 cd4 7.S:d4 H:d4! Wstęp do forsownego wariantu, dającego czarnym przewagę 8.G:c6+ Gd7 9.G:d7+ H:d7 10.H:c4 Po wymianie hetmanÛw czekały białe kłopoty z odebraniem pionka
10...Wc8 11.Hf4 Sd5 12.Hd2 Hh3!
10...Wc8 11.Hf4 Sd5 12.Hd2 Hh3!
Białe tracą możliwość roszady w krótką stronę, a na skrzydle hetmańskim król też nie będzie bezpieczny 13.Sc3 S:c3 14.bc3 Hg2 15.Wf1 Hc6 Brać pionka nie wolno: 15...H:h2? 16.Hd5 z groźbą Wh1 16.Gb2 e6 17.0–0–0 Ge7 Po 17...Gb4 18.Kb1 nie wolno 18...G:c3? 19.G:c3 H:c3, bo 20.Hd7+ 18.f4 Wstęp do przerzutu wieży na trzecią linię 18...Gf6 Po natychmiastowym 18...0ñ0 nie podobało mi się 19.Hd7 z groźbą wymiany hetmanÛw 19.Wf3 0–0 20.Kb1 Wfd8 21.Wd3 h6 22.c4!? W:d3 Do straty figury prowadziło 22...H:c4? 23.G:f6 W:d3 24.ed3 23.ed3 G:b2 24.H:b2 Hf3 25.Hd2 b5!? 26.cb5 Wb8 27.a4?! Więcej szans na obronę dawało 27.Ka1, ale białe mają nadzieję na kontrszansę po wyrobieniu wolniaka 27...a6 28.Kb2 ab5 29.a5 b4 30.Wa1 Hd5 31.He3 Jeśli 31.a6, to Hd4+ 32.Kb1 b3 33.a7 Wa8 i biały pionek wkrÛtce ginie. Zasługiwało natomiast na uwagę 31.d4!? Obaj partnerzy byli jednak w niedoczasie i stąd niedokładności w grze 31...Wa8 [31...b3!] 32.Hb6?! Należało oddać pionka i szukać ratunku w końcÛwce po 32.He4 W:a5 33.H:d5 W:d5 32...H:d3 33.Hc5 Jeżeli 33.H:b4, to Hd8 z groźbą Wb8 33...Wd8 34.Hc2 Hd4+ 35.Kb1 b3! 36.H:b3 He4+ 37.Hc2 Lub 37.Kb2 Wd2+ 38.Ka3 Wd3 37...Wd1+ i białe poddały się.
Byłem bardzo zadowolony z tej partii, zwłaszcza z wymyślenia ruchu 12...Hh3!, który według mojego rozeznania był silną „nowinką”. Kiedyś, przeglądając jednak materiały poświęcone obronie Grunfelda, natrafiłem na taki tekst pojedynku:
J. Nogueiras – M. Moraza
Saloniki (olimpiada) 1984
1.d4 Sf6 2.Sf3 g6 3.c4 Gg7 4.Sc3 d5 5.Gf4 c5 6.dc5 Ha5 7.cd5 S:d5 8.H:d5 G:c3+ 9.Gd2 G:d2+ 10.H:d2 H:c5 11.Wc1 Hf5 12.Sd4 Hd7 13.Hh6!
Pozycja wydała mi się dziwnie znajoma…13...H:d4? 14.W:c8+ Kd7 15.Wc3! Ke8 Z krÛlem w centrum czarne nie mają żadnych szans 16.e3 He5 17.f4 Ha5 18.Hg7 Wf8 19.Gb5+! Sd7 20.He5 Hb6 21.Hc7 Wd8 [21ÖH:b5?? 22.Hc8+] 22.H:b6 ab6 23.Ke2 e5 24.fe5 Można było zdobyć figurę po 24.Wd1 ef4 25.ef4 Ke7 26.Wc7, ale w tej pozycji białe mają duży wybÛr drogi do wygranej 24...Ke7 25.Wc7 Ke6 26.W:b7 S:e5 27.W:b6+ Kd5 28.b4 Wc8 29.Wd1+ Ke4 30.Wd4+ Kf5 31.Gd7+ S:d7 32.W:d7 g5 33.h3 f6 34.a4 h5 35.Wd5+ Ke4 36.Wd4+ Ke5 37.Wbd6 Wc3 38.Wd3 Wc1 39.Wd1 Wc4 40.W1d5+ Ke4 41.Wd4+ W:d4 42.W:d4+ Ke5 43.b5 1–0
Przeglądając partie, w tej wersji debiutowej znaleźć można inne, ciekawe lustrzane pojedynki, pozwalające wzbogacić komentarz do mojej gry:
H. Sonntag – S. Grimm
Niemcy 2004
1.d4 Sf6 2.c4 g6 3.Sc3 d5 4.Sf3 Gg7 5.Gf4 c5 6.dc5 Ha5 7.cd5 S:d5 8.H:d5 G:c3+ 9.Gd2 G:d2+ 10.H:d2 H:c5 11.Wc1 Hf5 12.Sd4 Hd7 13.Hh6! Sc6 14.Sc6 bc6 15.Hg7 Wf8 16.Hc3 Gb7 17.e3 0–0–0 Aż do tego momentu partia toczy się identycznie jak moja. Trwa jednak krÛcej, gdyż czarne wkrÛtce popełniły gruby błąd 18.Gb5 Kb8 19.Ge2 Hd5 20.0–0 Wd6 21.Ha3 Hd2? 22.Wfd1! H:e2 23.W:d6 c5 24.H:c5 Wc8 25.Wd8! 1–0
A. Zajcew Ð G. Szilagyi
Albena 1970
1.d4 Sf6 2.c4 g6 3.Sc3 d5 4.Sf3 Gg7 5.Gf4 c56.dc5 Ha5 7.cd5 S:d5 8.H:d5 G:c3+ 9.Gd2 G:d2+ 10.H:d2 H:d2+ 11.S:d2 0ñ0 12.e3 Ge6 13.Gb5! Wc8 14.Wc1 b6 [14...G:a2? 15.b3] 15.b3 bc5 Czarne odzyskały wprawdzie materiał, ale kłopoty się nie skończyły 16.Ke2 Gd5 17.f3 Gc6 Lub 17...a6 18.Ga4 i czarnym trudno jest bez straty pionka zakończyć rozwÛj figur 18.G:c6! [18.W:c5? G:f3+] 18...W:c6 19.Wc4 Sd7 20.Whc1 a5 [20...Wb8 21.b4] 21.Se4 Wac8 22.Wa4 f5 23.Sd2 Wa8 24.b4! Wb8 25.ba5 Wb2 26.Wb1 W:b1 27.S:b1 Wa6 28.Sd2 Kf7 29.Kd3 Se5+ 30.Kc3 Ke6 31.f4! Sg4 32.Kc4 S:e3+ Jeden piechur zginął, aby drugi mÛgł maszerować dalej 33.Kb5 Wa8 34.a6 Kd5 35.a7 c4 36.Kb6 c3 37.Sb3 1–0
G. Grigore Ð H. Odiejew
Rumunia 1994
1.d4 Sf6 2.c4 g6 3.Sc3 d5 4.Sf3 Gg7 5.Gf4 c5 6.dc5 Ha5 7.cd5 S:d5 8.H:d5 G:c3+ 9.Gd2 Ge6!?
To zaskakujące posunięcie też nie przynosi wyrównania szans, ale wymaga od białych bardzo dokładnej gry 10.H:b7 Nic nie daje 10.G:c3 H:c3+ 11.bc3 G:d5 10...G:d2+ 11.S:d2 0ñ0 12.b4! Słabe jest 12.H:a8?! Wd8 13.b4 (Po 13.Wd1 Gd5; czy 13.0ñ0ñ0 H:c5+ 14.Kb1 Wc8 czarne wygrywają) 13...H:b4 14.Wd1 W:d2 15.W:d2 Hb1+ 16.Wd1 Hb4+ z remisem przez wieczny szach 12...Ha4 13.e3!? Wd8 Po 13...Sd7 14.a3! Wad8 15.Ha6 Hc2 16.Hd3 H:d3 17.G:d3 S:c5 18.Gc2 białe zostają z przewagą materialną w końcÛwce 14.Gc4! Sc6 Nie można 14...W:d2?, bo 15.G:e6+ñ 15.G:e6 fe6 [15...Wab8 16.Gb3!] 16.b5 Sa5 17.H:e7 W:d2 Rozpaczliwa prÛba skomplikowania gry 18.H:e6+ Kg7 19.He7+ Kg8 20.K:d2 Wf8 21.f4 Sc4+ 22.Kd3 Sb2+ 23.Ke2 H:b5+ 24.Kf3 We8 25.Hf6 Sc4 26.Wad1! W:e3+ 27.Kf2 We2+ 28.Kg3 We3+ 29.Kh4 He8 30.Wd8 1–0
Zdarzają się też i lustrzane pozycje, w kt—rych dodatkowe tempo paradoksalnie ogranicza możliwości. W jednym z wariant—w obrony sycylijskiej po 1.e4 c5 2.Sf3 e6 3.d4 cd4 4.S:d4 Sf6 5.Sc3 Sc6 6.S:c6 bc6 7.e5 Sd5 8.S:d5 cd5 9.Gd3 białe planują gońcami i hetmanem atakować pozycje roszady czarnych (0ñ0, Gf4, Hg4 itd.):
Dobrą reakcją czarnych na te zamiary jest ruch 9...Ga6!? z wymianą białopolakÛw (10.G:a6 Ha5+). Lustrzana pozycja może powstać w partii angielskiej po ruchach 1.c4 e5 2.Sc3 Sc6 3.Sf3 Sf6 4.e3 d5 5.cd5 S:d5 6.a3?! S:c3 7.bc3e4 8.Sd4 S:d4 9.cd4 Gd6 Dodatkowe tempo białe straciły na ruch a2ña3, ktÛry żadnych korzyści nie przynosi, uniemożliwia natomiast zagranie 10.Ga3...
Ryszard Bernard
Gramy w warcaby
W dniach od 14 do 21 marca br. rozegrano w Dźwirzynie X Drużynowe Mistrzostwa Polski w Warcabach Stupolowych. Do końca trwała zacięta walka w gronie drużyn, kt—re walczyły o medale, jak r—wnież w gronie drużyn walczących o utrzymanie się w lidze. Często zawodnicy teoretycznie słabsi wzbijali się na wyżyny swoich możliwości, rozgrywając partie na r—wnorzędnym poziomie z faworytami. Poziom gry w naszym środowisku bardzo się podni—sł i kr—tkie chwile dekoncentracji kosztowały porażkę prawie wszystkich rutynowanych zawodnik—w. Jedynie mistrzyni Polski kobiet, Iwona Flak, nie dała się pokonać, uzyskując najlepszy indywidualny wynik Ð 20 p. z 11 rund.
Prześledźmy partię z tego turnieju, kt—rej analiza pozwoli nam uzupełnić wiadomości o ãrogatceÓ oraz poznać zasady gry w pozycjach otwartych z silnym centrum.
Bronisław Jarecki
(„Podkarpacie” Przemyśl) –
Michał Czarski („Hetman” Lublin)
1. 32-28 18-23 2. 34-29 23x32 3. 37x28 20-25 4. 40-34 14-20 5. 42-37
Czarne grożą założeniem rogatki i nie można było grać 5. 41-37, na co czarne mają bardzo dobrą odpowiedź 5... 19-23 6. 28x19 13x24
5... 17-22 6. 28x17 12x21 7. 37-32 19-24
Taka rogatka, z dwoma „nie pracującymi” kamieniami na linii głównej, jest w teorii oceniana jako „nieekonomiczna”. Gdyby kamienie 5 i 10 znajdowały się na krótkim skrzydle, możliwości czarnych w walce o centrum znacznie by wzrosły. Poza tym układ czarnych kamieni w tej pozycji nie pozwala na utrzymanie rogatki.
8. 32-28 13-18 9. 41-37
Można było grać 9. 38-32 z planem uwolnienia 10. 34-30
9... 21-26 10. 47-42 18-22?
Lepsze było 10... 16-21 z dalszym planem 11... 18-22 12. 28x17 21x12. Po ewentualnej odpowiedzi białych 11. 37-32 26x37 12.42x31 21-26! Czarne zmuszają przeciwnika do odwrotu i likwidują groźbę uwolnienia białych z rogatki. Po 13. 31-27 kamień na 27 może być obiektem ataku.
11.28x17 11x22
Zajmując pole 22 należy brać pod uwagę możliwości uwolnienia się przeciwnika z rogatki. W tym przypadku takie możliwości są, np.: 12. 38-32! I dalej 13. 33-28 lub 13. 34-30 25x23 14. 33-28 22x33 15. 39x30
12. 31-27? 22x31 13. 36x27
Ryzykowne wybicie, dające czarnym możliwość gry na słaby kamień 27
13... 7-12 14. 38-32 12-18?
Utrzymać rogatki już nie można. Należało koncentrować siły do ataku kamienia 27, grając np.: 9-13, 13-18, 6-11 itd.
15. 32-28 6-11 16. 37-32 11-17 17. 34-30 25x23 18. 28x30
W większości przypadków, podobnie jak w tym przykładzie, uwolnienie z rogatki daje lepszą pozycję z uwagi na lepsze opanowanie centrum.
18... 17-22 19. 46-41 22x31 20. 41-36 9-13
Lepsze było 20... 31-37, nie dopuszczając do dominacji białych w centrum.
21. 36x27 4-9 22. 33-28!
Białe nie pozwalają na wymianę 22... 18-22, po której czarne mogłyby grać na ich osłabione długie skrzydło.
22... 10-14 23. 30-25!
Związanie, kt—re przejściowo utrudnia rozw—j długiego skrzydła.
23... 20-24 24. 43-38 1-7 25. 42-37 7-12 26. 39-33 14-20 27. 25x14 9x20
W pozycji czarnych słabością są bandowe kamienie 16 i 26 oraz opóźniony w rozwoju kamień 5. Aby kamienie bandowe mogły brać udział w grze, należało szukać szansy w sprowadzeniu pozycji do klasyki, ale i w tym przypadku możliwości czarnych są mniejsze, z powodu braku kamieni do ustawienia „olimpika”.
28. 44-40 5-10?
Nie ma już czasu na wprowadzenie do gry odstającego kamienia. Możliwości wyr—wnania należało szukać w wariancie: 28... 13-19 29. 40-34 18-23 30. 45-40 12-18
29. 40-34 20-25 30. 45-40 15-20
Lepsze 30... 10-14 i 31... 14-19, ale i w tym przypadku białe mają przewagę.
31. 50-45 10-15 32. 34-29 13-19 33. 49-43 8-13 34. 40-34
Białe ustawiają kolumnę w celu wybicia przeciwnika z centrum.
34... 24-30 35. 35x24 19x39 36. 43x34!
W tej pozycji bicie do przodu zwiększa nap—r na pozycję czarnych.
36... 20-24 37. 29x20 15x24 38. 34-29!
W celu dalszego zepchnięcia do obrony.
38... 3-8 39. 29x20 25x14 40. 45-40 13-19 41. 48-43 19-24!
W walce przeciw silnej centralnej pozycji białych zajęcie pola 24 mocno ogranicza działania strony przeważającej.
42. 43-39 8-13 43. 39-34 2-8 44. 40-35 14-20 45. 34-29
45... 20-25?
Czarne wymieniają kamień 24, który nie dopuszczał do uaktywnienia bardzo silnych kolumn białych. Remisu należało szukać mimo wszystko po 45... 13-19 46. 35-30 24x35 47. 29-23 18x29 48. 32x2 20-24 49. 2x30 35x24 i w końcówce z damkami brak kamienia u czarnych rekompensuje złe ustawienie białych kamieni.
46. 29x20 25x14 47. 28-23
Do szybkiej wygranej prowadziło 47. 33-29!
a) 47... 14-19 przegrywa natychmiast: 48. 29-24 19x30 49. 35x24 X;
b) 47... 13-19 48. 35-30 i nie można 48... 8-13 z powodu 49. 30-25, a po
48... 14-20 następuje 49. 28-23 19x28 50. 32x23 z wygraną;
c) 47... 14-20 48. 28-23! Nie można 48. 35-30 na co czarne grałyby 48... 20-24! 49. 29x20 18x23 50. 28x19 13x35 z remisem 48... 16-21 49. 27x16 18-22 50. 38-33 z wygraną
47... 18x29 48. 33x24 12-18 49. 35-30 18-23 50. 30-25 8-12 51. 38-33
Wygrywało 51. 24-20 26-31 52. 20x7 31x33 53. 7-1 23-28 54. 32x23
51... 12-17 52. 33-28 26-31 53. 28x14 31x42 54. 10-4 17-21 55. 4x18 42-47 56. 24-19 47-15 57. 19-14 21-26 58. 14-9?
Niepotrzebna ofiara kamienia 32. Należało grać 58. 18-4 59. 14-10 i 60. 10-5 X
58... 15-10 59. 9-4 10x46
W tej końc—wce plan wygranej białych związany jest z przeprowadzeniem kamienia 27 do damki. Wcześniej damką z 18 należy wykonać manewr 18-29, 29-47, 47-36. Jeżeli czarne zwolnią wcześniej linię główną, do damki należy przeprowadzić kamień 25. W partii było inaczej.
60. 4-15 46-19 61. 15-47 19-35 62. 47-20
Lepsze było 62.18-23 i kamień 27 ma wolną drogę do damki. Jeżeli czarne odpowiedzą 62... 35-44, to z kolei kamień 25 przechodzi do damki.
62... 35-8 63. 20-14 8-21 64. 18-34? (Przeoczenie) 21x5
I zgodzono się na remis. Wygrywało 64. 27-22 21-8 65. 14-3 i następnie 66. 22-17
Jan Sekuła
Zdrowie
Zielnik
Kto z nas nie pamięta herbatki z suszonych malin, podawanej przez mamę lub babcię, kiedy byliśmy przeziębieni? Naparu z mięty, gdy bolał nas brzuch? Okładów z liści babki na stłuczone kolano? Syropu z podbiału lub sosny, kiedy męczył nas kaszel?
Lecznicza moc zi—ł znana jest od niepamiętnych czas—w. Znaleziono je w osobistym ekwipunku Oetziego Ð ãczłowieka z loduÓ, kt—rego zamarznięte 5300 lat temu szczątki odkopano niedawno w południowym Tyrolu. W starożytnych egipskich papirusach można przeczytać, jak i na jakie dolegliwości stosowano aloes, anyż, miętę, mak, tymianek, piołun, koper włoski, cebulę i wiele innych popularnych roślin. Pierwsi zielarze, nie mając aparatury do badania substancji w nich zawartych, wiedzę na ich temat czerpali z obserwacji przyrody. Dzięki Indianom z Peru, na przykład, wprowadzono do medycyny skuteczny lek na malarię Ð chininę. Obserwując chore lamy, obgryzające korę chinowca, Indianie doszli do wniosku, że może ona także pom—c ludziom.
Na początku XIX wieku chemicy, z których wielu było również aptekarzami, podjęli próby uzyskiwania z roślin tzw. związków czynnych w stanie czystym. Efektem było wyodrębnienie m. in. opium i morfiny z maku, atropiny (używanej często w okulistyce jako środek do rozszerzania źrenic w czasie badań) z pokrzyku wilczej jagody, kwasu salicylowego (podstawowy składnik powszechnie dziś używanej aspiryny) z kory wierzbowej. W późniejszych latach zajęto się naparstnicą, znaną w medycynie ludowej jako środek na opuchliznę. Okazało się, że może ona leczyć niektóre dolegliwości serca. Na bazie ekstraktu z tej rośliny powstało wiele medykamentów stosowanych w kardiologii.
Do początków ubiegłego wieku leki roślinne były podstawą lecznictwa. Gdy na rynek farmaceutyczny wkroczyła chemia, nalewki i odwary z ziół odesłano do domowych „babcinych” apteczek. Obecnie zielarstwo przeżywa znów swój renesans. Być może dlatego, że preparaty roślinne bywają często bardziej skuteczne niż „przemysłowe” tabletki. Bywa też, że powodują mniejsze od nich skutki uboczne dla organizmu chorego.
Jak rośliny leczą? Zawierają one tzw. metabolity, które umożliwiają im przetrwanie i rozmnażanie się. Dzięki nim mogą odstraszać zwierzęta roślinożerne lub bronić wstępu na swoje terytorium innym roślinom (np. orzech włoski wytwarza związek hamujący wzrost „intruzów” w jego otoczeniu). Zidentyfikowano dotąd ponad 200 tysięcy wspomnianych metabolitów i to one stanowią bazę wielu leków pozyskiwanych z roślin. Ziołowe preparaty farmaceutyczne mogą być w formie tabletek, kapsułek, wyciągów płynnych i suchych, olejków eterycznych, nalewek. Ponad połowa medykamentów na aptecznych półkach jest pochodzenia roślinnego, choć nie wszystkie pachną i smakują tak jak podawane nam w dzieciństwie herbatki ziołowe.
Warto wiedzieć, że zanim roślina w formie leku trafi do apteki, musi przejść wiele badań i prób. Najpierw biorą ją „na warsztat” chemicy i przygotowują z niej wyciągi. Są one testowane w szkle (in vitro) i w żywym organizmie (in vivo). Chodzi o stwierdzenie aktywności biologicznej rośliny i wykluczenie jej właściwości toksycznych. Bywa, że z dziesięciu tysięcy badanych związków chemicznych wybiera się tylko jeden. Następnie testuje się je klinicznie na grupach ochotników lub na zwierzętach. Jeśli wyniki są pozytywne, specjaliści szukają właściwej postaci leku (czy będzie w kapsułce, w płynie czy w maści). Kiedy zostanie już wytworzony, musi uzyskać zezwolenie na dopuszczenie go do handlu. Jak widać, proces przemiany rośliny w lekarstwo jest długi: znawcy przedmiotu mówią, że może trwać nawet 15 lat.
Polska jest zielarskim potentatem: z naszego kraju pochodzi ponad jedna piąta światowej produkcji ziÛł. Ich lista i zastosowania zapełniłyby ogromną księgę. Na rynku zresztą znajdziemy wiele popularnych wydawnictw traktujących na ten temat. Możemy się z nich dowiedzieć, że są zioła przeciwzakrzepowe (np. arnika, bez czarny, dziurawiec), przeciwzapalne (m. in. krwawnik, lawenda, mięta pieprzowa), przeciwmiażdżycowe (cebula, czosnek, głÛg), przeciwbiegunkowe (owoc borÛwki czernicy, marchew), przeczyszczające (kruszyna pospolita, prawoślaz lekarski, kwiat śliwy, tarniny), wykrztuśne (np. koper włoski, żywokost lekarski, babka lancetowata). Jemioła, o ktÛrej wiemy głÛwnie to, że można się pod nią bezkarnie całować w czasie świąt Bożego Narodzenia, skutecznie obniża ciśnienie krwi i reguluje pracę układu krążenia. Mniszek lekarski ñ pospolity chwast, zwany potocznie mleczem lub dmuchawcem, stosowany jest z powodzeniem w chorobach wątroby, woreczka żÛłciowego, nerek i w profilaktyce cukrzycy. BorÛwka czarna, znana u nas jako czarna jagoda, leczy niektÛre zaburzenia widzenia: wspomaga regenerację pigmentu siatkÛwkowego, poprawiając zdolność przystosowania się wzroku do ciemności. Czosnek, cynia zwyczajna i wrotycz pospolity skutecznie zwalczają pasożyty przewodu pokarmowego.
Terapia roślinna daje dobre rezultaty w leczeniu powszechnej choroby naszej cywilizacji jaką jest otyłość. Odpowiednio dobrane mieszanki zi—ł w formie herbatek poprawiają przemianę materii, ograniczając odkładanie się tkanki tłuszczowej. Zioła mają ogromne zastosowanie w kosmetologii. Używa się ich m. in. do produkcji szampon—w, odżywek, krem—w. Wiadomo, że łopian, pokrzywa, tatarak, dziewanna to wrogowie łupieżu. Brzoza, lipa, skrzyp ñ wzmacniają włosy, zapobiegając łysieniu. Oczar, miłorząb japoński, lipa są składnikami wielu kremÛw pielęgnujących naszą skÛrę.
Mimo tych „stu pociech z ziół”, ich miłośnicy powinni pamiętać, że podobnie jak leków syntetycznych, nie należy nadużywać preparatów roślinnych. Niektóre z nich, w połączeniu z innymi farmaceutykami, jakie przyjmujemy, mogą bowiem powodować przykre dla zdrowia interakcje. Na przykład dziurawiec potrafi zmniejszyć wchłanianie innych leków, m. in. przeciwdepresyjnych, przeciwmigrenowych, doustnych środków antykoncepcyjnych. W przypadku ziół silnie działających, wymagających ścisłego dawkowania (należą do nich m. in. wilcza jagoda, szalej, arnika, konwalia, sasanka, naparstnica, wilczomlecz), należy zawsze omówić ich stosowanie z lekarzem.
Historia medycy ny
naturalnej jest ciągle otwarta na odkrycia nowych leczniczych właściwości ziół. Parę lat temu natrafiono w korze i igłach cisa na pewien alkaloid, który znajduje zastosowanie w leczeniu nowotworów. Naukowcy wzięli na warsztat kory innych drzew: platanu, sosny japońskiej i kasztanowca. Być może uda się z nich uzyskać substancję wzmacniającą odporność w walce z HIV i nowotworami. Niedawno z pewnego grzyba, który rośnie w zimnych lasach na Północy, wyodrębniono cyklosporynę, która zapobiega odrzucaniu przeszczepów przez organizm człowieka. Kto wie, czy za jakiś czas nie dowiemy się o odkryciu nowych leków na wiele ciężkich i beznadziejnych dotąd chorób?
(BWO)
Ruszajmy się
Sprintem do ładnej sylwetki
Ponieważ zagościła wiosna, tytułowe hasło ma nas zmobilizować do działania. Na pewno będziemy chcieli, żeby tego dokonać szybko, stąd „sprint”. Program, który przedstawię, szybko i skutecznie rzeźbi ciało biegacza, poprawia jego kondycję i ułatwia sam bieg.
Od jakiegoś czasu nastała w Polsce moda na bieganie. Organizuje się biegi wiosenne, jesienne, maratony i półmaratony. Powstają ścieżki biegowe, ułatwiające dobre przygotowanie się do startu. Lecz na nic to wszystko, jeżeli nie będziemy w dobrej formie biegowej. Po tym programie nabierzesz jeszcze większej ochoty na bieganie. Biegać możesz sam lub z przyjacielem, albo z grupą ludzi.
Zapraszam do ćwiczeń
1. Wypady skrzyżne (pracują nogi, pośladki, barki i plecy).
Stań w rozkroku na szerokość bioder i oprzyj na nich ręce. Prawą nogą wykonaj krok w tył i w lewo, i ugnij kolana. Przejdź do stania na lewej nodze, a prawe kolano unieś w przód do wysokości biodra. Jednocześnie wznoś pionowo wyprostowane w górę lewe ramię. Powtarzaj ćwiczenie 10 razy, a następnie ćwicz w przeciwną stronę. Wykonaj tyle samo powtórzeń (ćwiczy prawe ramię i lewe kolano).
2. Przysiad i skręt (pracują nogi, pośladki, barki i tułów).
Stań w rozkroku na szerokość bioder. Ręce wyciągnij w przód na wysokość barków. Dłonie zwrócone wnętrzem do dołu. Uginaj kolana do kąta prostego, mocno wypinając pośladki w tył. Wyprostuj kolana i ponownie ugnij je do kąta prostego. Wyprostuj kolana i wykonaj skręt górnej części tułowia w lewo. Ręce podążają za tułowiem. Skieruj tułów na wprost i wykonaj skręt w przeciwną stronę. Wróć do pozycji wyjściowej. W ten sposób wykonałeś jedno powtórzenie. Powtarzaj całą sekwencję ruchów przez 1 minutę. Nie spiesz się! Wykonuj dwa ugięcia kolan i dwa skręty tułowia (w prawo i lewo).
3. Uginanie łokci (pracują mięśnie trójgłowe ramienia, tj. tricepsy).
Usiądź na stopniu schodów i oprzyj dłonie na jego krawędzi obok bioder. Łokcie skieruj w tył, a palce dłoni do przodu. Przestaw stopy do przodu (im dalej je wysuniesz, tym trudniejsze będzie ćwiczenie). Wyprostuj łokcie i zsuń pośladki ze stopnia. Wyprostuj lewe kolano. Trzymając tak nogę, ugnij łokcie w tył, ale nie na boki, opuszczając biodra przed stopniem. Wyprostuj łokcie i zrób 5–6 powtórzeń. Kolejne 5–6 powtórzeń wykonaj z wyprostowaną prawą nogą. W ten sposób skompletujesz jedną serię.
4. Marsz z przyciąganiem pięty do pośladka (rozciąganiu ulegają mięśnie przodów ud i bioder).
Stań ze złączonymi nogami i zrób krok do przodu prawą nogą. Stań na niej, ugnij lewe kolano i przyciągnij piętę do pośladka, wytrzymaj tak 2–3 sekundy, jednocześnie mocno napinając lewy pośladek. Wykonaj krok w przód lewą nogą i powtórz ćwiczenie, przyciągając prawą piętę do pośladka. Całość powtarzaj przez 1 minutę.
5. Skręty tułowia z wytrzymaniem (pracuje brzuch, a rozciąganiu ulegają mięśnie pleców).
Stań w rozkroku na szerokość barków. Unieś w bok ugięte do kąta prostego łokcie na wysokość barków. Ustaw przedramiona równolegle do podłoża. Wciągnij brzuch, utrzymując nogi i biodra nieruchomo. Obróć górną część tułowia w lewo najdalej jak potrafisz i wytrzymaj 1–2 sekundy. Powtórz ćwiczenie w przeciwną stronę. W ten sposób skompletujesz jedno powtórzenie. Wykonaj 10 powtórzeń.
6. Ślizgi boczne (pracują pośladki, a rozciąganiu ulegają mięśnie po wewnętrznej stronie ud).
Stań ze złączonymi nogami i oprzyj ręce na biodrach. Zrób krok w bok prawą nogą i ugnij prawe kolano. Następnie, odpychając się prawą stopą, przejdź do stania na lewej nodze, zbliżając prawą nogę do lewej, kolana lekko ugięte. Ponownie wykonaj krok w bok prawą nogą i ugnij prawe kolano do kąta prostego. Wytrzymaj 2–5 sekund. Wykonaj ten ruch przeciwną nogą. Powtarzaj przez 1 minutę. Przez kolejną minutę ćwicz w przeciwną stronę.
Przedstawione powyżej ćwiczenia nie należą do łatwych, ale mają wysoką skuteczność i dlatego warto ich się nauczyć i wykonywać. Dobra kondycja przyda się nie tylko w biegach, ale podczas wędrówek w górach i długich wycieczek. Powodzenia!
Grażyna Janczak



