stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 9 (138) Wrzesień 2016

CROSS

ISSN 1427-728X

ROK XIV

Nr 9 (138)

Wrzesień 2016 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 635 57 94

tel. kom. 668 764 654,
666 725 040

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Grażyna Wojtkiewicz

Korekta

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

 Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Nakład: 900 egzemplarzy

Miesięcznik dofinansowuje

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

 

 

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych

 

aaa

 

Spis treści

 

 

Polacy mistrzami Europy

Stanisław Niećko

Polska drużyna najlepsza w Europie

Witalis Sapis

Nieustająco popularyzować królewską grę

Marta Michnowska

Przepis na sukces

Anna Baranowska

Niepokonana Anna Stolarczyk

Alicja Jakimczuk

Polska Liga Showdown

Marek Fabiszewski

Łukaszewski najlepszy

Mariusz Gołąbek

Czas mistrzów wioseł

Wojciech Kopczyński

Sezon rozpoczęty

Wojciech Puchacz

Wracamy do kulania w Poznaniu

Wojciech Puchacz

Wiadomości

Jubileuszowe kajakowanie

Wojciech Kopczyński

Ogórki i martwa natura

BWO

Trzymaj pion

Krzysztof Koc

Gramy w szachy

Ryszard Bernard

Gramy w warcaby

Damian Jakubik

Powinniśmy pamiętać

Barbara Zarzecka

 

aaa

 

szachy

 

Polacy mistrzami Europy  

W Warszawie rozegrano I Drużynowe Mistrzostwa Europy Niewidomych i Słabowidzących w Szachach. Patronat nad tym wysokiej rangi wydarzeniem sportowym sprawowało Międzynarodowe Stowarzyszenie Szachistów Niewidomych (IBCA). Gospodarzem mistrzostw było Stowarzyszenie „Cross”. Miejscem rozgrywek w dniach 23.07-02.08.2016 r. było Centrum Szkoleniowo-Konferencyjne KZRS „Samopomoc Chłopska”.

Mistrzostwa uroczyście otworzył prezes IBCA Ludwig Beutelhoff, który życzył wszystkim interesujących partii, satysfakcji z gry, nawiązania nowych oraz odnowienia i podtrzymania więzi przyjaźni pomiędzy szachistami z różnych krajów. Trzeba uznać to przesłanie za szczególnie ważkie w kontekście współczesności pełnej napięć i uprzedzeń. Ciepło i serdecznie powitała też gości prezes Stowarzyszenia „Cross” Józefa Spychała, po czym chwilą ciszy uczczono pamięć zmarłego w tym roku wybitnego polskiego szachisty Rafała Gunajewa, mistrza Polski.

W otwarciu uczestniczyło wiele osób reprezentujących instytucje i organizacje ważne dla  środowiska szachowego, m.in.: arcymistrzyni Agnieszka Brustman, a także senator RP Bogusława Orzechowska. Gościom i zawodnikom odczytano również list Prezesa Zarządu PFRON – Roberta Kwiatkowskiego. Funkcje sędziów sprawowali panowie Rafał Siwik – sędzia główny, Zygmunt Wielecki i pani Małgorzata Napierała. W mistrzostwach uczestniczyło trzynaście drużyn z dwunastu krajów – Polska, jako gospodarz mistrzostw, wystawiła dwa zespoły. Zwyciężyła drużyna Polski I, która wygrała wszystkie mecze i zdobyła komplet 18 punktów.

W zespole Polski I grali, według kolejności szachownic: arcymistrz Marcin Tazbir, Marek Maćkowiak, Adam Czajkowski, Ryszard Suder, mistrz Tadeusz Żółtek.

W zespole Polski II grali: Bartosz Pawelec, Marcin Chojnowski, Sylwester Barnowski, Zdzisław Żarow, Andrzej Sargalski.

Trenerem obu polskich drużyn jest Witalis Sapis. Nasz szkoleniowiec aktywnie obserwował poczynania swoich zawodników, przeżywał każdą partię, analizował porażki – na szczęście nieliczne. Z poszczególnych rund, bez opóźnień, drukowano biuletyn turniejowy z rozstrzygnięciami wszystkich partii. A te – jak to w bojach o najwyższe tytuły – były bezkompromisowe. Każdy grał ostro, nie bojąc się ryzyka, a rzadkie remisy nie były efektem układania się zawodników, tylko wynikiem wyczerpania sił i pomysłów na dalszą walkę. Symptomatyczne było spotkanie derbowe Polska I – Polska II, gdzie również walczono do upadłego, a Bartek Pawelec nie mógł łatwo przełknąć remisu z Markiem Maćkowiakiem. I trudno doprawdy dociec, dlaczego gra ta niesie tak wielki ładunek emocji. Na nic się zdaje konstatacja, że z tym samym przeciwnikiem możemy kiedyś wygrać kolejną partię. Osobnym zagadnieniem jest poziom mistrzostw w warszawskim Wawrze. Gdy wziąć pod uwagę wysokie rankingi grających, już można oceniać, że poziom był wysoki, a niektóre partie to prawdziwe perełki.

W trakcie turnieju zawodników odwiedziła Małgorzata Wypych posłanka RP, która z zainteresowaniem obserwowała rozgrywki szachistów z dysfunkcją wzroku i zadeklarowała wsparcie środowiska niepełnosprawnych sportowców. Organizatorzy zafundowali uczestnikom wystawnego grilla. Było to możliwe dzięki ulokowaniu zawodów w hotelu z zielonym, cichym parkiem pozwalającym na odpoczynek i relaks po wyczerpujących godzinach gry. Cała okolica Wawra, oddalonego 10 km od centrum Warszawy, to oaza ciszy i spokoju. A na spotkaniu zaśpiewał Marek Maćkowiak, znany w środowisku z inklinacji do gitary. Nie śpiewał jednak długo, bo oszczędzał wenę twórczą na partie szachowe. Z ekip zagranicznych szczególnie Francuzi i Hiszpanie nawiązali ciepłe relacje z Polakami. Francuzi – za przyczyną wielkiej serdeczności i otwartości ich szachisty Bernarda Sojki, świetnie mówiącego po polsku.

Pierwszego sierpnia rozegrano ostatnią, dziewiątą, rundę i po południu zakończono mistrzostwa.  Uroczystość zaszczyciło wiele osobistości: prezydent IBCA Ludwig Beutelhoff oraz Stephen Hilton – sekretarz generalny tej organizacji, zastępca prezesa PFRON Teresa Hernik, podsekretarz stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki Jan Widera, prezes  PZN Anna Woźniak-Szymańska, prezes PZSzach Tomasz Delega oraz Robert Pudło z Wydziału Realizacji Programów PFRON.

Z uwagi na przypadającą w tym dniu 72. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego chwilą ciszy uczczono poległych bohaterów.

Sędzia zawodów Rafał Siwik ogłosił wyniki – jakże radosne dla Polaków! Zwycięzcom wręczono dyplomy, medale i puchary. Gratulacjom nie było końca. Prezydent IBCA oficjalnie zamknął mistrzostwa, a prezes Józefa Spychała podziękowała zawodnikom, sponsorom i osobom uczestniczącym w organizacji imprezy, po czym zaprosiła wszystkich na bankiet pożegnalny. Zgodnie z polskim zwyczajem stoły się uginały. Gwar rozmów i śmiech wypełniły przestronną bankietową salę i dopiero późnym wieczorem przyszedł czas na serdeczne pożegnania. Uczestnicy rozchodzili się z nadzieją i myślą o następnych spotkaniach szachowych.

W podsumowaniu wręcz narzuca się stwierdzenie, że mistrzostwa były wielkim sukcesem sportowym i organizacyjnym. Sukces sportowy jest dziełem szachistów i ich trenera Witalisa Sapisa. Sukces organizacyjny to w głównej mierze zasługa prezes Stowarzyszenia „Cross”, pani Józefy Spychały. Cała „szachownica” problemów do rozwiązania, niemałych przecież z uwagi na rangę imprezy, spoczęła przede wszystkim na jej barkach. Pomocą było niewątpliwie sprawne ramię i zmysł organizacyjny szefa biura „Crossu” Przemysława Warszewskiego. Spisali się na piątkę, wszelkim problemom dając mata na desce.

Stanisław Niećko

 

aaa

 

szachy

 

Polska drużyna najlepsza w Europie

I Drużynowe Mistrzostwa Europy Niewidomych i Słabowidzących w Szachach odbyły się w Warszawie w dniach 23.07-2.08.2016 r. Choć kwestia, czy rzeczywiście były to pierwsze DME, była szeroko dyskutowana, jest faktem historycznym, że były to pierwsze mistrzostwa uznane przez IBCA i rozegrane pod auspicjami tej organizacji.

Choć Centrum Szkoleniowo-Konferencyjne KZRS „Samopomoc Chłopska” na ul. Odrębnej, w którym odbyły się zawody, nie tak łatwo znaleźć, to jego położenie poza miastem miało swoje zalety, gdyż zapewniało szachistom ciszę i spokój.

W rozgrywkach uczestniczyło jedenaście ekip zagranicznych i dwie polskie, bowiem gospodarze skorzystali z prawa wystawienia dodatkowej drużyny. Ponieważ w turnieju nie mogli brać udziału Jacek Stachańczyk i Piotr Dukaczewski, do pierwszej drużyny awansowali kolejni zawodnicy, zgodnie z wynikami osiągniętymi na mistrzostwach Polski: z czwartej pozycji Ryszard Suder i z pozycji szóstej Tadeusz Żółtek. Podstawę składu stanowili zaś: arcymistrz Marcin Tazbir – aktualny mistrz Europy, Marek Maćkowiak – wicemistrz Polski, Adam Czajkowski – brązowy medalista mistrzostw Polski. Skład ten dawał nam trzecie miejsce w rankingu i stawiał w roli jednego z faworytów – obok Rosji i Ukrainy. Drugą polską drużynę tworzyli: Bartosz Pawelec, Marcin Chojnowski, Sylwester Barnowski, Zdzisław Żarow i Andrzej Sargalski.

Pierwsza runda nie przyniosła wielkich niespodzianek. Pewne zwycięstwa odnieśli faworyci, a jedynie Francja urwała pół punktu Hiszpanii. Nasza pierwsza drużyna gładko wygrała z Bułgarią, a druga poniosła porażkę z Rosją. Jedynie Marcin Chojnowski stawiał zacięty opór, który zapewne przyniósłby mu zasłużony remis, gdyby nie niedoczas, w którym podstawił skoczka.

Drugie maksymalne zwycięstwo zapewniło nam pozycję lidera, choć oczywiście na tak wczesnym etapie gry trudno było przypuszczać, że już jej nie opuścimy. Niestety, w tej rundzie doszło do nieprzyjemnego incydentu. Mający grać z Markiem Maćkowiakiem Gintaras Grybas odmówił gry na drugiej sali turniejowej, na której rozgrywali swe pojedynki gracze mający problemy z poruszaniem się i korzystający z pomocy asystentów. Sędzia nie wykazał się zdecydowaniem i kierownictwo naszej ekipy postanowiło ustąpić i sprowadzić Marka na główną salę gry. Nadszarpnęło to niestety zdrowie naszego zawodnika i przez następne kilka dni nie mógł on dojść do siebie. Przyjemniejsze oczywiście było zwycięstwo naszej drugiej drużyny z Holandią, zawdzięczane wygranym Marcina Chojnowskiego i Zdzisława Żarowa. Cuda działy się natomiast w partii Bartosza Pawelca. Po fatalnie rozegranym debiucie Bartek został bez dwóch pionów, później jednak stwarzał przeciwnikowi coraz to nowe problemy i ten zaczął się gubić. W wygranej już pozycji Bartek forsował remis powtórzeniem pozycji ze względu na ogromny niedoczas.

Kolejne bezapelacyjne zwycięstwo, tym razem ze zdekompletowaną – zapewne przez zamieszanie panujące w kraju – drużyną Turcji, powiększyło naszą przewagę punktową nad rywalami. Zakładając, iż bezpośrednia walka pomiędzy Polską, Rosją i Ukrainą będzie bardzo wyrównana, należało uzyskiwać jak najwyższe wyniki z pozostałymi rywalami, gdyż w przypadku równej liczby punktów meczowych decydowały tzw. małe punkty. Pierwszym ważnym rozstrzygnięciem było minimalne zwycięstwo Rosji nad Ukrainą. O wyniku meczu zadecydowała partia Suslov – Kolpakov, w której białe mogły forsownie wygrać, ale zadowoliły się wzięciem jakości i wygrały tylko dzięki „pomocy” przeciwnika.

Wielką niespodziankę sprawiła druga nasza drużyna, remisując z Hiszpanią. Do interesującej sytuacji doszło w partii Barnowski – Clemente Llamero. Otóż grający białymi zareklamował, że przeciwnik przekazał mu posunięcie 38...Hxa4, a wykonał 38...Ha7. Podobne nieporozumienia występują w wielu partiach grywanych na dwóch szachownicach. Sędzia stwierdził, że obowiązuje zasada „postawiona stoi” i nakazał pozostawienie posunięcia wykonanego na szachownicy. Ta interpretacja przepisów wydaje się jak najbardziej prawidłowa.

Tak jak się spodziewaliśmy, mecz z Rosją był bardzo zacięty i o wyniku zadecydowały niuanse. Eksperyment debiutowy Marcina przyniósł mu ogromną przewagę czasową, ale pozycja z każdym posunięciem stawała się coraz bardziej podejrzana. Zaproponowany przez niego remis został jednak przyjęty. Remisem przez powtórzenie posunięć zakończyła się też partia Tadeusza Żółtka, który musiał wejść do składu ze względu na niedyspozycję Marka Maćkowiaka. Remisowa okazała się też partia Ryszarda Sudera, który cały czas musiał bronić gorszej pozycji. Udało mu się jednak wykorzystać niezdecydowanie przeciwnika i zablokować pozycję. Bohaterem meczu został Adam Czajkowski, który pokonał ryzykownie grającego Yurija Meshkova. Dobra passa nie opuszczała drugiej drużyny, w tej rundzie wygrana z Turcją. Znów z dobrej strony pokazali się Chojnowski i Żarow.

Piąta runda okazała się decydująca o tytule. Mając dwa punkty więcej od Rosji i Ukrainy, mogliśmy spokojniej prowadzić mecz. O ile jednak partia Sudera rzeczywiście była dość spokojna, to na innych szachownicach już tak prosto nie było. Tazbir poświęcił figurę i wydawało się, że więcej niż remis nie będzie w stanie wyciągnąć. Żółtek dość szybko wpadł w wielkie kłopoty, a Czajkowski co prawda wygrał piona, ale przeciwnik uzyskał groźną inicjatywę. W miarę upływu czasu sytuacja nieco się poprawiła. Żółtek niestety partię przegrał, ale Tazbir znalazł sposób na przeprowadzenie zwycięskiego ataku na pozbawionego osłony pionowej króla przeciwnika. Wydawało się, że mecz zakończy się remisem, ale przeciwnik Czajkowskiego nie znalazł właściwej kontynuacji, stracił inicjatywę i nie udało mu się obronić końcówki bez piona. To zwycięstwo dawało nam przewagę czterech punktów nad Ukrainą i Rosją, co przy pozostałych czterech rundach i przewidywalnych przeciwnikach wydawało się nie do utracenia. Na dodatek o sensację postarała się Hiszpania, która pokonała Rosję, załamaną porażką z nami.

Skończyła się, niestety, dobra passa drugiej drużyny, jak się później okazało – na dobre. Nasz drugi zespół minimalnie przegrał z Litwą, a zadecydowała porażka Bartosza Pawelca, który w ogromnym niedoczasie popełnił decydujący błąd.

Po zwycięstwie nad Rosją i Ukrainą pokonanie Hiszpanii nie wydawało się już takie trudne. Z jednej strony swych szans na wygraną nie wykorzystali Maćkowiak i Czajkowski (jedyny remis Adama w turnieju), ale z drugiej - pojawiła się wygrana Sudera mimo jego nieco gorszej pozycji. Druga drużyna w miarę sprawiedliwie zremisowała z Chorwacją, choć niewątpliwie liczyliśmy na więcej.

Mecz z Niemcami okazał się dużo trudniejszy, niż się wydawało. Marcinowi nie udała się próba skomplikowania gry i w nieco gorszej pozycji zaproponował remis, który skwapliwie został przyjęty. Marek zaś od samego początku partii wpadł w poważne tarapaty i szybko stało się jasne, że przegra. W dodatku Adam cały czas nie mógł uzyskać więcej niż cień przewagi, a i Ryszard nie dostał zbyt wiele szans na wygraną. Widmo porażki oddaliło się, gdy przeciwnik Adama nie zdecydował się na wzięcie piona z szachem. Zamiast tego dopuścił do przegranej końcówki pionowej. Przeciwnik Ryszarda też zaczął grać bardzo nerwowo i ostatecznie dał się pokonać.

Starcie dwóch naszych drużyn odbywało się w sytuacji, gdy remis dawał już matematycznie pierwsze miejsce w turnieju naszej pierwszej drużynie. Chojnowski szybko jednak poświęcił figurę i choć czarne nie miały jeszcze zakończonego rozwoju, szans na atak nie uzyskał. Choć trzeba powiedzieć, że Czajkowski niezbyt precyzyjnie realizował swą przewagę i musiał matować gońcem i skoczkiem. Na dodatek Żarow w równej pozycji zagrał nie tą figurą na e4 i ją stracił.

Mecz z Chorwacją nie okazał się wcale taki łatwy, jak by sugerował wynik. Przeciwnik Marcina grał bardzo dobrze pierwszą część partii i osiągnął przewagę, ale niefrasobliwym marszem piona „e” wypuścił jednak nie tylko przewagę. Sytuacja Marka również nie wyglądała różowo, szczęśliwie przeciwnik i tu nie wykorzystał swoich szans. Co prawda bardzo pewnie wygrał Adam i być może przeciwnicy zaczęli zbyt dużo ryzykować, chcąc tę stratę nadrobić.

Zwycięstwo Polski wydaje się miażdżące, ale analizując poszczególne mecze, można dojść do wniosku, że w co najmniej kilku przypadkach dopisało nam szczęście. Z drugiej strony mieliśmy niewątpliwie poważny atut w postaci arcymistrza Marcina Tazbira, który wygrywając rywalizację na pierwszej szachownicy, pomagał drużynie poczuć się pewniej. Znakomite zawody rozegrał też Adam Czajkowski, który osiągnął prawie stuprocentowy rezultat. Obaj wygrali swe szachownice. Bliski tego był też Ryszard Suder, tak więc i jego wynik był bardzo dobry. Trudniej ocenić wyniki Marka Maćkowiaka (ze względu na problemy zdrowotne) i Tadeusza Żółtka (ze względu na niewielką liczbę rozegranych partii), choć niewątpliwie również oni wnieśli swój wkład w końcowy sukces.

W drugiej drużynie niewątpliwie najlepszy był Marcin Chojnowski, który potrafił wykorzystać swoje doświadczenie z innych imprez. Całkiem nieźle radził sobie też Zdzisław Żarow.

I Drużynowe Mistrzostwa Europy Niewidomych i Słabowidzących w Szachach

27.07-02.08.2016 r., Warszawa

Klasyfikacja końcowa

1. Polska I 18 p. (29,0)

2. Ukraina 14 p. (27,0)

3. Rosja 14 p. (26,5)

4. Hiszpania 13 p. (21,0)

5. Niemcy 9 p. (20,5)

6. Litwa 9 p. (19,5)

7. Bułgaria 7 p. (17,5)

8. Polska II 7 p. (15,0)

9. Turcja 7 p. (12,5)

10. Chorwacja 6 p. (12,5)

11. Francja 5 p. (12,5)

12. Holandia 5 p. (12,0)

13. Wielka Brytania 3 p. (8,5)

 

Wyniki Polaków

Marcin Tazbir 7 p. z 8 partii

Adam Czajkowski 8,5 p. z 9

Ryszard Suder 7 p. z 9

Marek Maćkowiak 4 p. z 6

Tadeusz Żółtek 2,5 p. z 4

Marcin Chojnowski 4,5 p. z 8

Zdzisław Żarow 3,5 p. z 8

Bartosz Pawelec 3 p. z 8

Sylwester Barnowski 1 p. z 6

Andrzej Sargalski 1 p. z 2

 

Na szachownicach zwyciężyli:

I Marcin Tazbir 7 p. z 8 partii

II Yuri Meshkov (Rosja) 7,5 p. z 9

III Adam Czajkowski 8,5 p. z 9

IV Evgeniy Suslov (Rosja) 7,5 p. z 9

 

Rezultaty poszczególnych partii

I runda

1

7

 

Polska II

0,0 - 4,0

Rosja

 

1

 

1

2116

Bartosz Pawelec

0 - 1

Stanislav Babarykin

2372

1

 

2

1983

Marcin Chojnowski

0 - 1

Yuri A. Meshkov

2350

2

 

3

1889

Sylwester Barnowski

0 - 1

Alexey Pakhomov

2338

3

 

4

1849

Zdzisław Żarow

0 - 1

Evgeniy Suslov

2221

4

2

2

 

Ukraina

4,0 - 0,0

Chorwacja

 

8

3

9

 

Bułgaria

0,0 - 4,0

Polska I

 

3

 

1

2185

Rasim Nizam

0 - 1

Marcin Tazbir

2524

1

 

2

1951

Aleksandar Todorov

0 - 1

Marek Maćkowiak

2161

2

 

3

1710

Yordan Kirilov Georgiev

0 - 1

Adam Czajkowski

2151

3

 

4

1510

Gabriela Ilieva

0 - 1

Ryszard Suder

2142

4

4

4

 

Niemcy

4,0 - 0,0

Holandia

 

10

5

11

 

Francja

0,5 - 3,5

Hiszpania

 

5

6

6

 

Litwa

4,0 - 0,0

Wielka Brytania

 

12

Pauzowała Turcja.

 

II runda

1

1

 

 

Rosja

3,0 - 1,0

Niemcy

 

4

2

5

 

Hiszpania

0,5 - 3,5

Ukraina

 

2

3

3

 

Polska I

4,0 - 0,0

Litwa

 

6

 

1

2524

Marcin Tazbir

1 - 0

Boris  Rositsan

2091

1

 

2

2161

Marek Maćkowiak

1 - 0

Gintaras Grybas

2012

2

 

3

2151

Adam Czajkowski

1 - 0

Anatolijus Novikovas

1856

3

 

4

2142

Ryszard Suder

1 - 0

Evaldas Slusnys

1888

4

4

8

 

Chorwacja

1,5 - 2,5

Turcja

 

13

5

10

 

Holandia

1,0 - 3,0

Polska II

 

7

 

1

1899

Rick Van Loy

½ - ½

Bartosz Pawelec

2116

1

 

2

1897

Sergio Harnandan

0 - 1

Marcin Chojnowski

1983

2

 

3

1890

Louis Van Duuren

½ - ½

Sylwester Barnowski

1889

3

 

4

1590

Alaettin Gundogmus

0 - 1

Zdzisław Żarow

1849

4

6

12

 

Wielka Brytania

0,0 - 4,0

Bułgaria

 

9

Pauzowała Francja.

 

III runda

1

2

 

Ukraina

1,5 - 2,5

Rosja

 

1

2

13

 

Turcja

0,0 - 4,0

Polska I

 

3

 

1

1375

Emre Ev

- / +

Marcin Tazbir

2524

1

 

2

1827

Unal Donmez

0 - 1

Adam Czajkowski

2151

3

 

3

1781

Mumin Aksu

0 - 1

Ryszard Suder

2142

4

 

4

0

Levent Vural

0 - 1

Tadeusz Żółtek

2148

5

3

4

 

Niemcy

2,5 - 1,5

Litwa

 

6

4

7

 

Polska II

2,0 - 2,0

Hiszpania

 

5

 

1

2116

Bartosz Pawelec

1 - 0

Manuel Palacios Perez

2163

1

 

2

1983

Marcin Chojnowski

0 - 1

Manrique Agustin Fernandez

2147

2

 

3

1889

Sylwester Barnowski

0 - 1

Roberto Clemente Llamero

2162

3

 

4

1849

Zdzisław Żarow

1 - 0

Oscar Saez Gabikagogeaskoa

2042

5

5

9

 

Bułgaria

3,5 - 0,5

Francja

 

11

6

10

 

Holandia

3,0 - 1,0

Chorwacja

 

8

Pauzowała Wielka Brytania.

 

IV runda

1

1

 

Rosja

1,5 - 2,5

Polska I

 

3

 

1

2372

Stanislav Babarykin

½ - ½

Marcin Tazbir

2524

1

 

2

2350

Yuri A. Meshkov

0 - 1

Adam Czajkowski

2151

3

 

3

2338

Alexey Pakhomov

½ - ½

Ryszard Suder

2142

4

 

4

2221

Evgeniy Suslov

½ - ½

Tadeusz Żółtek

2148

5

2

9

 

Bułgaria

0,0 - 4,0

Ukraina

 

2

3

5

 

Hiszpania

2,5 - 1,5

Niemcy

 

4

4

13

 

Turcja

1,0 - 3,0

Polska II

 

7

 

1

1375

Emre Ev

- / +

Bartosz Pawelec

2116

1

 

2

1827

Unal Donmez

0 - 1

Marcin Chojnowski

1983

2

 

3

1781

Mumin Aksu

1 - 0

Sylwester Barnowski

1889

3

 

4

0

Levent Vural

0 - 1

Zdzisław Żarow

1849

4

5

6

 

Litwa

4,0 - 0,0

Holandia

 

10

6

11

 

Francja

2,5 - 1,5

Wielka Brytania

 

12

Pauzowała Chorwacja.

 

V runda

1

3

 

Polska I

2,5 - 1,5

Ukraina

 

2

 

1

2524

Marcin Tazbir

1 - 0

Sergey Grigorchuk

2267

1

 

3

2151

Adam Czajkowski

1 - 0

Sergej Wassin

2298

2

 

4

2142

Ryszard Suder

½ - ½

Oleg Tuka

2429

3

 

5

2148

Tadeusz Żółtek

0 - 1

Vladyslav Kolpakov

1944

5

2

5

 

Hiszpania

2,5 - 1,5

Rosja

 

1

3

7

 

Polska II

1,5 - 2,5

Litwa

 

6

 

1

2116

Bartosz Pawelec

0 - 1

Boris Rositsan

2091

1

 

2

1983

Marcin Chojnowski

1 - 0

Gintaras Grybas

2012

2

 

4

1849

Zdzisław Żarow

½ - ½

Anatolijus Novikovas

1856

3

 

5

1835

Andrzej Sargalski

0 - 1

Evaldas Slusnys

1888

4

4

4

 

Niemcy

2,5 - 1,5

Bułgaria

 

9

5

11

 

Francja

1,5 - 2,5

Turcja

 

13

6

8

 

Chorwacja

2,5 - 1,5

Wielka Brytania

 

12

Pauzowała Holandia.

 

VI runda

1

3

 

Polska I

3,0 - 1,0

Hiszpania

 

5

 

1

2524

Marcin Tazbir

1 - 0

Manuel Palacios Perez

2163

1

 

2

2161

Marek Maćkowiak

½ - ½

Agustin Fernandez Manrique

2147

2

 

3

2151

Adam Czajkowski

½ - ½

Roberto Clemente Llamero

2162

3

 

4

2142

Ryszard Suder

1 - 0

Gavril Draghici Flutur

2094

4

2

6

 

Litwa

0,5 - 3,5

Rosja

 

1

3

2

 

Ukraina

2,5 - 1,5

Niemcy

 

4

4

8

 

Chorwacja

2,0 - 2,0

Polska II

 

7

 

1

2099

Hinko Cajzler

1 - 0

Bartosz Pawelec

2116

1

 

2

1834

Milan Prpic

0 - 1

Marcin Chojnowski

1983

2

 

3

1836

Branko Began

1 - 0

Zdzisław Żarow

1849

4

 

4

1621

Novica Drazetic

0 - 1

Andrzej Sargalski

1835

5

5

12

 

Wielka Brytania

1,0 - 3,0

Turcja

 

13

6

10

 

Holandia

1,5 - 2,5

Francja

 

11

Pauzowała Bułgaria.

 

VII runda

1

4

 

Niemcy

1,5 - 2,5

Polska I

 

3

 

1

2266

Oliver Mueller

½ - ½

Marcin Tazbir

2524

1

 

2

2241

Mirko Eichstaedt

1 - 0

Marek Maćkowiak

2161

2

 

3

2123

Thorsten Mueller

0 - 1

Adam Czajkowski

2151

3

 

4

2068

Frank Schellmann

0 - 1

Ryszard Suder

2142

4

2

13

 

Turcja

0,5 - 3,5

Ukraina

 

2

3

1

 

Rosja

2,5 - 1,5

Bułgaria

 

9

4

5

 

Hiszpania

2,5 - 1,5

Litwa

 

6

5

11

 

Francja

1,5 - 2,5

Chorwacja

 

8

6

12

 

Wielka Brytania

2,5 - 1,5

Holandia

 

10

Pauzowała Polska II.

 

VIII runda

1

3

 

Polska I

3,0 - 1,0

Polska II

 

7

 

2

2161

Marek Maćkowiak

½ - ½

Bartosz Pawelec

2116

1

 

3

2151

Adam Czajkowski

1 - 0

Marcin Chojnowski

1983

2

 

4

2142

Ryszard Suder

½ - ½

Sylwester Barnowski

1889

3

 

5

2148

Tadeusz Żółtek

1 - 0

Zdzisław Żarow

1849

4

2

1

 

Rosja

4,0 - 0,0

Turcja

 

13

3

2

 

Ukraina

3,0 - 1,0

Francja

 

11

4

8

 

Chorwacja

0,5 - 3,5

Hiszpania

 

5

5

4

 

Niemcy

4,0 - 0,0

Wielka Brytania

 

12

6

9

 

Bułgaria

4,0 - 0,0

Holandia

 

10

Pauzowała Litwa.

 

IX runda

1

3

 

Polska I

3,5 - 0,5

Chorwacja

 

8

 

1

2524

Marcin Tazbir

1 - 0

Hinko Cajzler

2099

1

 

2

2161

Marek Maćkowiak

1 - 0

Milan Prpic

1834

2

 

3

2151

Adam Czajkowski

1 - 0

Branko Began

1836

3

 

4

2142

Ryszard Suder

½ - ½

Novica Drazetic

1621

4

2

7

 

Bartosz Polska II

0,5 - 3,5

Ukraina

 

2

 

1

2116

Pawelec

0 - 1

Sergey Grigorchuk

2267

1

 

2

1983

Marcin Chojnowski

½ - ½

Sergej Wassin

2298

2

 

3

1889

Sylwester Barnowski

0 - 1

Igor Shepelev

2021

4

 

4

1849

Zdzisław Żarow

0 - 1

Vladyslav Kolpakov

1944

5

3

1

 

Rosja

4,0 - 0,0

Wielka Brytania

 

12

4

5

 

Hiszpania

3,0 - 1,0

Bułgaria

 

9

5

6

 

Litwa

3,5 - 0,5

Francja

 

11

6

10

 

Holandia

3,0 - 1,0

Turcja

 

13

Pauzowały Niemcy.

Witalis Sapis

 

aaa

 

szachy

 

Nieustająco popularyzować królewską grę

O pierwszych drużynowych ME niewidomych w szachach, swojej wizycie w Warszawie, planach sportowych i zawodowych opowiada Stephen Hilton, sekretarz generalny międzynarodowej organizacji szachowej niewidomych IBCA.

Marta Michnowska: – Jak ocenia Pan przebieg I Mistrzostw Europy Niewidomych i Słabowidzących w Szachach, obserwując poziom rozgrywek i organizację wydarzenia?

Stephen Hilton: – Muszę przyznać, że rywalizacja podczas mistrzostw stała na wysokim poziomie. Samo wydarzenie było chyba dla wszystkich sporą niewiadomą, bo to nowa impreza w naszym kalendarzu. Nikt nie był do końca pewien, czy się powiedzie. Organizacja przedsięwzięcia przez Stowarzyszenie „Cross” okazała się świetna, a dodatkowo włożony w nią trud wspaniale wynagrodził sukces Polaków odniesiony w turnieju.

– Jakie jest kolejne najbardziej oczekiwane wydarzenie w kalendarzu szachowych imprez IBCA?

– Następnym dużym wydarzeniem będzie olimpiada szachowa w Macedonii w 2017 roku. Jestem pewien, że ta impreza stanie się równie wielkim sukcesem.

– Czy to była Pańska pierwsza wizyta w Polsce?

– Nie, ale po raz pierwszy miałem przyjemność zwiedzić warszawskie Stare Miasto i spędzić tam wspaniałe popołudnie i uroczy wieczór. Widziałem linię wyznaczającą dawny mur getta, odwiedziłem jeden z kościołów, by ofiarować modlitwę za mojego brata i spacerowałem parkowymi alejami poniżej zabytkowej części miasta. Udało mi się również kupić parę pamiątkowych drobiazgów dla rodziny. Wycieczkę zakończyliśmy przemiłą kolacją w jednej z restauracji na Rynku Starego Miasta. Ten dzień zachowam jak skarb – na zawsze.

– Co jest aktualnie najważniejszym celem IBCA?

– By pozyskać więcej członków z krajów Afryki, obu Ameryk i Azji. Stworzyliśmy funpage organizacji na Facebooku, by rozszerzyć nasze pole oddziaływania. Dochodziły do nas głosy zainteresowania z tych miejsc. Członkowie stowarzyszenia to głównie Europejczycy. Ja chciałbym więcej reprezentantów z innych kontynentów, by pokazać całemu światu, że niewidomi i słabowidzący mogą grać i grają w szachy na bardzo wysokim poziomie. Reprezentanci IBCA współzawodniczyli w olimpiadach FIDE jako jedna z trzech drużyn poza ekipami narodowymi od 1994 r., zawsze dając dobry pokaz umiejętności. Bardzo istotny wydaje mi się fakt, że szachy są jedną z niewielu dyscyplin sportowych, w której osoby z niepełnosprawnością mogą rywalizować na równym poziomie. To szczególnie ważne z marketingowego punktu widzenia, co również powinny brać pod uwagę zwykłe federacje szachowe.

– Jakie plany w swojej szachowej karierze wyznaczył sobie Stephen Hilton, sekretarz generalny IBCA?

– Wciąż chcę grać tak dużo, na ile pozwolą mi moje możliwości! Niemniej jednak praca dla IBCA jest dla mnie ogromnie ważna – jestem niezwykle związany z organizacją emocjonalnie. Nadal chcę promować szachy niewidomych I słabowidzących na całym świecie.

– A więc powodzenia! Dziękuję za rozmowę.

 

aaa

 

szachy

 

Przepis na sukces

Z początkiem roku trenerem kadry polskich niewidomych szachistów został Witalis Sapis. O jego doświadczenia w pracy trenerskiej oraz o refleksje po mistrzostwach Europy pytała Anna Baranowska.

Anna Baranowska: – Szkoleniowcem polskich niewidomych szachistów został Pan niedawno. Jakie są Pana wcześniejsze doświadczenia jako zawodnika i trenera?

Witalis Sapis: – Szachami zajmuję się już ponad 35 lat. Na początku byłem zawodowym szachistą, później zająłem się sędziowaniem i trenowaniem. Od ponad 20 lat trenuję klub Solny Grzybowo (wcześniej pod nazwą Solny Zieleniewo). Moja zawodniczka Julia Antolak zdobyła brązowy medal na mistrzostwach Europy juniorów, w tym roku mamy brązowy medal drużynowych mistrzostw Europy do lat 18. Nasza drużyna grała w ekstralidze, teraz co prawda spadliśmy, ale w przypadku młodzieży tak to się dzieje, że zawodnicy kończą swoje występy w juniorach i trzeba zaczynać z nowymi.

– Czy spodziewał się Pan złotego medalu, kiedy kompletował Pan nasze drużyny?

 – Prawdę powiedziawszy, nie myślałem, że pójdzie aż tak dobrze. Trochę bardziej liczyłem na srebro, jeszcze bardziej na brąz. Najważniejsze były mecze z Rosją i Ukrainą, udało się je wygrać i to zadecydowało. Umiejętności były, ale przy wyrównanym poziomie czołówki dobrze jest mieć trochę szczęścia, czasem decyduje dyspozycja dnia. Rosja, Ukraina, Hiszpania czy Niemcy to dobre drużyny. To jest sport i możliwe, że gdybyśmy teraz, od razu, rozegrali kolejne mistrzostwa, wynik byłby już nieco inny.

 – Który mecz był najtrudniejszy?

– Niełatwe były mecze z Ukrainą i Rosją, które wygraliśmy minimalnie, bardzo trudne było starcie z Niemcami. Długi czas zapowiadało się, że przegramy albo co najwyżej zremisujemy. Szybko przegrał Maćkowiak, co jakby ustawiło ten mecz, partie Sudera i Czajkowskiego długo wyglądały na remisowe. Jednak wygraliśmy.

– Czy zdarzyły się jakieś ciekawe, niekonwencjonalne partie?

– Zawsze jakieś ciekawe są. Przykładowo w meczu Rosja – Bułgaria grający białymi Babarykin, jeden z najlepszych zawodników, przegrał w bardzo ciekawej partii. Co prawda w swojej długoletniej pracy wiele widziałem i trudno mnie czymś absolutnie zaskoczyć, no ale ta rozgrywka była naprawdę interesująca.

– Mając duże doświadczenie szachowe, jak ocenia Pan grę zawodników z dysfunkcją wzroku – gdzie plasują się teraz, jeśli chodzi o umiejętności?

– To na pewno jest duże utrudnienie, kiedy się nie widzi czy widzi słabo, bo w tym środowisku przeważają jednak zawodnicy słabowidzący, całkowicie niewidomych jest niewielu. Jeśli porównać – najlepszy pełnosprawny zawodnik w Polsce ma ranking 2700, średnia w czołówce to jakieś 2300. Tu – na mistrzostwach Europy – gdyby uśrednić, rankingi są nieco niższe. Wyjątkiem jest może Marcin Tazbir (ranking ponad 2500), który równie dobrze radzi sobie w rozgrywkach pełnosprawnych zawodników, a wada wzroku pozwala mu dodatkowo startować także w turniejach osób niewidomych. Ma tytuł arcymistrza – przynajmniej ja wśród niewidomych drugiego takiego nie znam.

– Jak, według Pana, powinien wyglądać trening, żeby przynosił sukcesy?

– Podstawą jest praca zawodników, indywidualna i na treningach klubowych. Oczywiście, aby wspomóc ten rozwój, potrzebne są zgrupowania, co najmniej jedno lub dwa w roku, ale bez samodzielnej pracy trudno jest tylko na zgrupowaniach wypracować wzrost poziomu gry. Z kolei starty muszą być połączone z przemyślanym treningiem. Same starty wiele nie dadzą, za to wskażą problemy, podpowiedzą, jak ukształtować indywidualny trening, żeby przynosił efekty.

– Życzę więc takich efektów dalszej pracy trenerskiej, jakie widzieliśmy na podium mistrzostw Europy. Dziękuję za rozmowę.

 

aaa

 

szachy

 

Niepokonana Anna Stolarczyk  

W dniach 29 czerwca – 12 lipca 2016 roku odbył się finał XXVIII Mistrzostw Polski Kobiet Niewidomych i Słabowidzących w Szachach. Nasze najlepsze szachistki gościł ośrodek wczasowo-rehabilitacyjnym Wielspin w malowniczym Wągrowcu.

Już drugi raz finał rozgrywany był systemem kołowym na dystansie 9 rund. Prawo do gry w turnieju miały zeszłoroczne medalistki (Teresa Dębowska, Józefa Spychała i Joanna Malcer), Anna Stolarczyk – szachistka z najwyższym rankingiem ELO wśród kobiet (1990) oraz zawodniczki, które w majowym półfinale wywalczyły prawo gry. Niestety, nie obyło się bez zmian. Z przyczyn osobistych nie dojechały aż cztery czołowe szachistki, a skład finału uzupełniły zawodniczki rezerwowe. Turniej sędziowali Marek Maćkowiak i Małgorzata Napierała.

Dla grających w szachy było jasne, że los pierwszego miejsca jest niemal przesądzony. Pod nieobecność Teresy Dębowskiej (12 złotych, 5 srebrnych i 1 brązowy medal mistrzostw Polski kobiet) faworytka była właściwie jedna. Od wielu lat wśród kobiet w szachach dominuje Anna Stolarczyk z „Tęczy” Poznań. Nieugięta, niepokonana, waleczna, z olbrzymim potencjałem, młoda i piękna – tak można by w skrócie opisać zawodniczkę. W tym roku również pokazała klasę. Już w pierwszych dwóch rundach zapewniła sobie zwycięstwo w turnieju, szybko pokonując swoje najgroźniejsze przeciwniczki: Józefę Spychałę z poznańskiej „Tęczy” i Alicję Jakimczuk z „Syrenki” Warszawa. W pierwszej partii Józefa Spychała miała też szansę na wygraną. W końcówce partii pojawiały się jeszcze nadzieje na remis, jednak obrany przez zawodniczkę plan gry i strata kilku temp zadecydowały na korzyść przeciwniczki. W następnych rundach Anna Stolarczyk nie oddała prowadzenia i z kompletem punktów zdobyła 13. złoty medal i tytuł mistrzyni Polski na rok 2016.

Losy drugiego miejsca nie były wiadome aż do ostatniej rundy. O srebrny krążek walczyły Józefa Spychała i Alicja Jakimczuk. Przed 9. rundą o punkt więcej miała zawodniczka z Wielkopolski i w razie jej przegranej obie panie miałyby równą liczbę punktów. W takiej sytuacji decydujący byłby wynik bezpośredniego pojedynku. Wieloletnie doświadczenie zaprocentowało i od początku aż do końca partii przewaga była po stronie pani Józefy. Na uwagę zasługuje fakt, że świetny wynik 8 p. udało jej się uzyskać mimo łączenia roli zawodniczki z zadaniami organizatora imprezy. Był to już jej 13. srebrny medal w szachowych mistrzostwach Polski kobiet, a w sumie 23. (poza srebrnymi – 1 złoty i 9 brązowych). Brązowy medal Alicji Jakimczuk jest jej pierwszym trofeum w finale mistrzostw Polski.

Największą niespodzianką mistrzostw było wysokie 4. miejsce Barbary Gołębiowskiej–Frygi z „Atutu” Nysa. Nieoczekiwanie pokonała ona w 6. rundzie rywalkę ze stolicy. Odwaga, ambicja i duch walki zasłużyły na nagrodę. Grała od początku zdecydowanie i do przodu, wytrzymała presję gry z teoretycznie silniejszą przeciwniczką, wykorzystała jej błąd i dzięki temu zwycięstwu zapewniła sobie tak wysokie miejsce. W tej partii sprawdziła się zasada, że nie gra się z rankingiem, a z człowiekiem i w grze wszystko jest możliwe.

Miejsce 5. przypadło Elżbiecie Jagiele z „Podkarpacia” Przemyśl. Zawodniczce tej w tym roku zabrakło szczęścia. W kilku partiach nie udało jej się zrealizować przewagi, z którą wychodziła z początkowej fazy gry. 6. miejsce zdobyła wielokrotna medalistka mistrzostw Polski Krystyna Perszewska z „Jantara” Gdańsk. Kolejne miejsca przypadły Leonardzie Liszewskiej, Wiktorii Marzec, Władysławie Jakubaszek i Emilii Milewskiej – najstarszej zawodniczce mistrzostw.

Zmagania upływały w miłej atmosferze, a duch walki i rywalizacji nie przenosił się poza szachownice. Zawodniczki po rundzie mogły relaksować się, pływając w basenie, ćwicząc w siłowni bądź odprężać się, leżąc na fotelu z masażem. Na pożegnanie zorganizowano ognisko.

Podczas majowego półfinału pojawiły się nowe zawodniczki grające w szachy. Przygodę z królewską grą rozpoczęły utytułowane warcabistki. Miejmy nadzieję, że uda im się rozwinąć jeszcze bardziej umiejętności gry, zachwycić pięknem kombinacji i precyzją w liczeniu wariantów, by w następnym finale któraś z nich mogła stanąć na podium.

Finał XXVIII Mistrzostw Polski Kobiet Niewidomych i Słabowidzących w Szachach

29 .06-12.07.2016 r., Wągrowiec

1. Anna Stolarczyk („Tęcza” Poznań) 9 p.

2. Józefa Spychała („Tęcza” Poznań) 8 p.

3. Alicja Jakimczuk („Syrenka” Warszawa) 6 p.

5. Barbara Gołębiowska-Fryga („Atut” Nysa) 5,5 p.

6. Elżbieta Jagieła („Podkarpacie” Przemyśl) 5 p.

7. Krystyna Perszewska („Jantar” Gdańsk) 4,5 p.

8. Leonarda Liszewska („Atut” Nysa) 4 p.

9. Wiktoria Marzec („Cross Opole”) 1,5 p.

10. Władysława Jakubaszek („Cross Opole”) 1 p.

11. Emilia Milewska („Cross Opole”) 0,5 p.

Alicja Jakimczuk

 

aaa

 

showdown

 

Polska Liga Showdown  

Grają, liczą punkty, poprawiają wyniki i… dobrze się bawią. Spełniło się marzenie Łukasza Skąpskiego, obecnego trenera polskiej reprezentacji w showdown – ruszył ogólnopolski cykl turniejów za stołem.

Pomysł Polskiej Ligi Showdown „Nie Tylko dla Mistrzów 2016” narodził się w środowisku bydgoskim, dlatego organizatorem rozgrywek jest tamtejszy klub „Łuczniczka”. Dyrektorem projektu, dofinansowanego przez Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, jest Łukasz Skąpski, a pomagają mu Georgina Myler, Tomasz Chmurzyński i Krzysztof Badowski.

Na dobry początek

Inauguracyjny turniej cyklu odbył się w dniach 20-22 maja w salach hotelu Akor na ul. Ludwikowo w Bydgoszczy. Zawodnicy z dysfunkcją wzroku stworzyli dziewięć drużyn, w tym dwie gospodarzy. Przyjechały zespoły z kolebki polskiego showdown, czyli z Wrocławia, a także ze Słupska, Warszawy, Olsztyna, Lublina, Lasek i mieszany team chorzowsko-częstochowski.

Rywalizację wśród kobiet wygrała wielokrotna mistrzyni Polski Elżbieta Mielczarek (Wrocław), która w finale pokonała niespełna 15-letnią wicemistrzynię Patrycję Bożek z Lublina. Na podium znalazła się też Joanna Pożarycka (Olsztyn). Rywalizacja panów zakończyła się natomiast sporą niespodzianką. W decydującym meczu wicemistrz Polski Krystian Kisiel pokonał mistrza Adriana Słoninkę (obaj gracze z Wrocławia). Trzeci był Roland Świstek (Bydgoszcz II). Dyplom za udany debiut oraz nagroda specjalna trafiły do Grzegorza Świtała (Warszawa), a dyplom za waleczność powędrował do Sebastiana Kraśniewskiego (Bydgoszcz II).

– Wszystko zostało dopięte na ostatni guzik i wszystko zagrało – opowiada z perspektywy czasu Łukasz Skąpski, pomysłodawca i szef Polskiej Ligi Showdown. – To były długotrwałe przygotowania – od pomysłu do jego realizacji – i w pewnym momencie tu, w klubie, podśmiewano się ze mnie, że tak skaczę nad tym, tak dopieszczam, że tak się tym przejąłem. Ale to jest tak naprawdę moje dziecko. To była moja ambicja, marzenie od dawna, żeby taką ligę stworzyć. Takiej ligi w Polsce brakowało – opowiada organizator i koordynator przedsięwzięcia. – A co do pierwszego turnieju... Wspaniała współpraca z ludźmi z klubu, m.in. z Georginą Myler, która zajęła się papierologią, usiadła, naganiała tych wszystkich ludzi, zbierała podpisy – dodaje z wdzięcznością Łukasz. A sama Georgina Myler, wywołana do tablicy, tłumaczy: – Tu musi wszystko się zgadzać w papierach, każda pieczątka, podpis, każdy grosz musi być rozliczony. To jest projekt realizowany za pieniądze PFRON – objaśnia skrupulatnie.

Zasady

Ile ekip, ilu zawodników? W pierwszym turnieju startowało dziewięć teamów, w tym dwa z Bydgoszczy – przywilej przysługujący organizatorowi. W kolejnych wydarzeniach za każdym razem planowana jest właśnie taka liczba zespołów. Oznacza to rywalizację 27 zawodników, bowiem jedna ekipa składa się z trzech graczy: dwóch zawodników i jednej zawodniczki. Mężczyźni rywalizują ze sobą, kobiety ze sobą. Punkty naliczane są osobno w każdej grupie i, co najważniejsze, w kategorii drużynowej.

Jak tę nową możliwość rywalizacji odbierają sami uczestnicy? – To dla nich niesamowicie fascynujące, wszyscy byli i są mocno podkręceni – opowiada równie podekscytowany Łukasz Skąpski. – Początkowo nie dotarło do zawodników, że jest to cykliczna impreza, że będzie można zdobywać punkty, poprawiać wynik z każdym turniejem, że są atrakcyjne nagrody. Dopiero po tym pierwszym turnieju, gdy się żegnaliśmy, ludzie zrozumieli, że to jest coś fajnego, coś pięknego się dzieje. Zaczęli się przejmować, zaczęło się liczenie punktów, sprawdzanie tabel – dodaje koordynator przedsięwzięcia.

Co dalej?

W kolejnym, drugim turnieju, który odbył się również w Bydgoszczy, Łukasz Skąpski oprócz tego, że pełnił funkcję organizatora, sam wziął udział w rozgrywkach. Mógł poczuć emocje rywalizacji za stołem do showdown. – Dlaczego byłem zawodnikiem? – pyta jakby sam siebie.
– Już od lat siedzę w showdownie, to był mój konik. Niestety, nie mam gdzie grać, no to powiedziałem sobie: stworzę ligę. Przyznaje jednak, że łączenie funkcji organizatora i zawodnika jest bardzo trudne. – W jednej chwili mam iść na mecz, a tu przychodzi sędzia i mówi: „a tu zabrakło tego, wydrukuj to”. Ja na to: „o czym ty, człowieku, do mnie mówisz?” – śmieje się na zakończenie.

Cykliczne turnieje to świetna okazja dla całej showdownowej ekipy do zapoznania się, zżycia, wymiany doświadczeń. Okazuje się, że wielbiciele tej gry nie mieli wcześniej możliwości, żeby spotykać się w tak szerokim gronie. A tu, chociażby w pokoju sędziowskim, słychać uwagi zawodników, wymianę zdań, analizowanie taktyki. – Gracze mówili o swoich ulubionych uderzeniach, sprawdzali swój sprzęt. Gdy na ułamek sekundy stół się zwalniał, od razu podchodziła do niego jakaś grupa i coś tam sobie tłumaczyła – relacjonuje Skąpski.
– Sędziowie, którzy na co dzień są instruktorami w swoich klubach, bardzo chętnie udzielali rad, podpowiadali zawodnikom. Do mnie zresztą też podchodzili – dodaje – bo niektórymi zawodnikami opiekuję się w kadrze. Jednym słowem: atmosfera tych zawodów jest wspaniała.

Wszystkie następne turnieje rozgrywane będą według tych samych reguł. I choć zasady się nie zmieniają, to uczestnicy tak. Drużyn w lidze jest dziesięć, a zawodnicy w poszczególnych ekipach rotują. Podstawowa zasada głosi, że jeden zawodnik nie może wystąpić więcej niż trzy razy w całym cyklu. Założeniem przedsięwzięcia jest bowiem propagowanie dyscypliny i udział w rozgrywkach jak największej liczby zawodników z całego kraju. W sumie w pierwszej edycji ligi zaplanowano sześć turniejów. Cztery odbędą się w Bydgoszczy, a dwa pozostałe w Rowach (9-11 września, przeniesiony z Olsztyna) i we Wrocławiu (30 września – 2 października). – O zamianie Olsztyna na Rowy zadecydowały sprawy techniczne, mogłoby zabraknąć nam stołów do sprawnego przeprowadzenia zawodów – objaśnia koordynator i tłumaczy, że dostarczenie na miejsce sprzętu byłoby zbyt kosztowne. Tymczasem w Rowach wyposażenie znajduje się na miejscu.

Piąty i szósty turniej odbędą się ponownie w Bydgoszczy (14-16 października i 4-6 listopada). Po ostatnim nastąpi podsumowanie całego cyklu, zwycięzcom wręczone zostaną statuetki za osiągnięcia drużynowe i indywidualne. Ale na razie piłka wciąż jest w grze!

Polska Liga Showdown 2016

Klasyfikacja drużynowa 1. turnieju

1. Wrocław 44 p.

2. Lublin 35 p.

3. Olsztyn 26 p.

4. Bydgoszcz I 23 p.

5. Bydgoszcz II 22 p.

6. Warszawa 22 p.

7. Laski 20 p.

8. Słupsk 13 p.

9. Górny Śląsk 11 p.

Klasyfikacja drużynowa 2. turnieju

1. Bydgoszcz I 34 p.

2. Wrocław 30 p.

3. Lublin 29 p.

4. Przemyśl 29 p.

5. Olsztyn 25 p.

6. Warszawa 25 p.

7. Laski 24 p.

8. Górny Śląsk 11 p.

9. Bydgoszcz II 9 p.

Klasyfikacja generalna po 2 z 6 turniejów

1. Wrocław 74 p.

2. Lublin 64 p.

3. Bydgoszcz I 57 p.

4. Olsztyn 51 p.

5. Warszawa 47 p.

6. Laski 44 p.

7. Bydgoszcz II 31 p.

8. Przemyśl 29 p.

9. Górny Śląsk 22 p.

10. Słupsk 13 p.

Marek Fabiszewski

 

aaa

 

biegi

 

Łukaszewski najlepszy

Na starcie półmaratonu w Ciechocinku pojawili się w komplecie słabowidzący zawodnicy ze ścisłej kadry biegaczy Stowarzyszenia „Cross”: Patryk Łukaszewski, Paweł Petelski i Jacek Ziółkowski. Na tych mistrzostwach nie mieli sobie równych. Pozostali zawodnicy mogli się tylko przekonać, ile im do nich brakuje.

Nasi kadrowicze mają już na koncie spore tegoroczne osiągnięcia. W czerwcu we włoskim Grosseto podczas mistrzostw Europy niepełnosprawnych Patryk Łukaszewski zdobył w grupie T13 srebrny medal w biegu na 5 km (16:16,34). Paweł Petelski na tym dystansie był czwarty w grupie T12 (19:12,76). Na mistrzostwach Polski niepełnosprawnych, które w lipcu odbywały się w Słupsku, Łukaszewski zwyciężył na 10 km (32:50,88), drugi był Ziółkowski (39:10,16), a trzeci Petelski (39:58,36). Ten sam dystans niewidomy Zbigniew Świerczyński przebiegł w czasie 46:16,64. Kolejnego dnia w biegu na 5 km pierwszy w T12 był Ziółkowski (19:24,71), a Petelski drugi (19:34,14). Świerczyński (T11) uzyskał czas 22:10,43.

Zbyszek Świerczyński, ubiegłoroczny mistrz wśród niewidomych, nie mógł wystartować na mistrzostwach w Ciechocinku. W rywalizacji wzięło udział tylko dwóch zawodników z grupy T11: Mariusz Zacheja i Grzegorz Powałka. Zabrakło Adama Kruczkowskiego i Rafała Machnikowskiego z „Łuczniczki” Bydgoszcz. Nie dopisały również słabowidzące zawodniczki – to zbyt długi dystans jak na początek ich biegowej przygody. Z czasem nabiorą doświadczenia i apetytu na dystanse dłuższe niż 10 km.

W półmaratonie w Ciechocinku biegacze z „Crossu” startowali po raz pierwszy. Impreza, w tym roku rozbudowana o biegi towarzyszące i nordic walking, miała swój mały jubileusz – piątą edycję biegu. Na liście startowej półmaratonu znalazło się kilkaset nazwisk, wśród nich utytułowany chodziarz, obecnie biegacz i propagator aktywności ruchowej Robert Korzeniowski. Organizatorzy chętnie gościli naszych biegaczy w uzdrowisku i na zawodach. Startujący spotkali się w piątek po południu w ośrodku Amazonka. Wieczorem Wiesław Miech, koordynator mistrzostw, przeprowadził odprawę techniczną i przekazał najistotniejsze informacje o zawodach. Pogoda nie sprzyjała spacerom po uzdrowisku, więc na przechadzkę wybrali się tylko nieliczni. Tutejszy zadbany park następnego dnia miał być miejscem startu.

Pogoda w sobotę okazała się całkiem łaskawa dla biegaczy. Do wyboru były dwa dystanse: dycha i półmaraton. Spiker zaprezentował faworytów i zaproszonego gościa – Roberta Korzeniowskiego, mistrza olimpijskiego w chodzie sportowym. Nie omieszkał też wspomnieć o zawodnikach z dysfunkcją wzroku. Odliczamy i punkt jedenasta zaczyna się półmaraton. Trasa płaska, częściowo przebiegała przez park zdrojowy, obok tężni i ulicami Ciechocinka. Słabowidzący Patryk Łukaszewski biegł znakomicie. Mimo że do zwycięzcy imprezy – Pawła Ochala z Bydgoszczy – stracił prawie pięć minut, jest drugi w open! Jego czas: 1:13:16. Znakomity występ naszego „towaru eksportowego”! Potem w grupie słabowidzących długo, długo nic. Dopiero po kilkunastu minutach metę mija Tomasz Chmurzyński. Za nim trzech zawodników walczy o najniższy stopień podium. To Petelski, Ziółkowski i Gołąbek. Po trzecim kilometrze odpada Ziółkowski z „Syrenki”. Dwójka z „Jantara” blisko siebie. Po 9. kilometrze Petelski odsadza Gołąbka i zyskuje kilkanaście metrów przewagi. Gdyby bieg kończył się w tym momencie, byłby trzeci. Jednak po 10. kilometrze źle skręca. Zauważa to Gołąbek.

Trzeba grać fair play. Gołąbek odruchowo zatrzymuje się i wrzeszczy za Petelskim kilka razy. Czeka, aż ten zawróci i razem kontynuują bieg. Po jakimś czasie Gołąbek jest na prowadzeniu. Na 16. kilometrze jego przewaga wynosi 14 sekund. Za nim Petelski, Ziółkowski dwie minuty później. Temperatura i duża wilgotność utrudniają bieganie. Mimo kryzysów Gołąbek jest trzeci na mecie. Dwadzieścia cztery sekundy po nim Petelski. Za nimi kolejno dobiegają: Jacek Ziółkowski („Syrenka” Warszawa) i Zenon Dudka (Zielona Góra). Dalej z większymi stratami: Piotr Szymczak („Omega” Łódź), Wojciech Debner („Łuczniczka” Bydgoszcz), Sławomir Jeżowski („Syrenka” Warszawa), Krzysztof Badowski („Łuczniczka” Bydgoszcz) i Stanisław Spólnik („Lajkonik” Kraków).

W grupie niewidomych (T11) są tylko dwaj zawodnicy z warszawskiej „Syrenki”. Bieg kończą bez żadnych sensacji. Znacznie młodszy Mariusz Zacheja jest pierwszy. Grzegorz Powałka drugi na mecie. Szkoda, że nie wykorzystali okazji, by powalczyć o jak najlepszy czas biegu.

Wyścig ukończyło 313 osób. Po odpoczynku, kiedy na metę dobiegł ostatni zawodnik, rozpoczęto dekoracje. Uroczystość odbyła się w parku zdrojowym. Najlepsi odebrali pamiątkowe puchary. Gratulacje dla zawodników za wspólną rywalizację. Za miesiąc spotkamy się w Zamościu i Krynicy-Zdroju na kolejnych zawodach.

Organizację tegorocznych mistrzostw Polski w półmaratonie dofinansował PFRON.

Zwycięzcy mistrzostw Polski niewidomych i słabowidzących w półmaratonie

6.06.2016 r., Ciechocinek

T12

1. Patryk Łukaszewski („Syrenka” Warszawa) 1:13:15

2. Tomasz Chmurzyński („Łuczniczka” Bydgoszcz) 1:25:50

3. Mariusz Gołąbek („Jantar” Gdańsk) 1:29:21

T11

1. Mariusz Zacheja („Syrenka” Warszawa)   1:59:57

2. Grzegorz Powałka („Syrenka” Warszawa) 2:03:38

Mariusz Gołąbek

 

aaa

 

kajakarstwo

 

Czas mistrzów wioseł

Po kilkunastu latach do swojej kolebki wróciły mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących w kajakach płaskodennych. Po raz kolejny Centrum Sportu i Rekreacji w Iławie gościło zawodników z dysfunkcją wzroku.

Pierwsze zawody kajakarskie, początkowo rozgrywane na czterystumetrowym dystansie w okolicy wsi Wieprz koło Siemian, nie miały rangi mistrzostw – walczono w nich o Puchar Prezesa „Cross”. Oprócz sportowej rywalizacji chodziło również o reklamę dla nowej wtedy dyscypliny. Tu zbierano doświadczenia organizacyjne, które pozwoliły wypracować obecnie znaną formę wyścigów. Następnie, już jako mistrzostwa Polski, zawody zawitały do centrum Iławy, na Mały Jeziorak. Odbywały się na specjalnie na tę okazję ręcznie rozstawianym torze. Choć zdarzały się inne lokalizacje, np. w 2014 r. mistrzostwa odbyły się w Ostródzie, to przychylność miasta Iławy i zaangażowanie organizatorów tworzyły dobry klimat do organizowania mistrzostw Polski właśnie tutaj.

Tak było również obecnie podczas ich 13. edycji. Aby 43 zawodników z 9 klubów mogło rywalizować w komfortowych warunkach, organizatorzy wzbogacili istniejącą infrastrukturę sportową o wiele udogodnień dla osób z dysfunkcją wzroku. Na mającym pięć lat torze wioślarskim dodano 40 większych boi. Aby łatwiej było rozpoczynać rywalizację, na starcie zainstalowano linkę ze znacznikami torów. Dodatkowo przy pomocy dwóch 150-konnych motorówek przeholowano pomost wioślarski, dzięki czemu zawodnicy schodzili do kajaków prawie z poziomu wody, od miejsca noclegów do bazy startowej mieli tylko około 350 m, a z miejsca zmian kajaków do startu 400 m, a więc tyle, by rozgrzać mięśnie, ale ich nadmiernie nie zmęczyć. Wybór kierunku, w jakim płynęły kajaki, też nie był przypadkowy. Po próbach okazało się, że lepiej jest płynąć, mając słońce za plecami. Dzięki temu słabowidzący – np. Magda Pęszyńska czy Jurek Potęga – mogli dostrzec oznaczenie toru i płynęli dokładnie wzdłuż wytyczonych linii.

Zawody były rozgrywane podczas jednego dnia, co wymusiło na organizatorach przyjęcie formuły rywalizacji czasowej, normalnie w sportach wodnych nie stosowanej. Aby uniknąć wpływu wiatru i zmieniających się warunków na wyniki, stosuje się zazwyczaj system eliminacji, przy okazji odnotowując czasy. Jego wprowadzenie zmusiłoby zawodników do kilku startów w ciągu dnia, a w najgorszej sytuacji byliby uczestnicy finałów biorący udział w różnych konkurencjach. Dlatego nawet przy mniejszych funduszach na organizację optymalne byłoby wydłużenie rywalizacji do dwóch dni: pierwszy dzień eliminacje, drugi – finały. Spokojniejsze głowy mieliby również organizatorzy, bo nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której warunki pogodowe skutecznie torpedują ich starania. W trakcie całej rywalizacji zdarzyło się tylko jedno spłynięcie z toru zakończone protestem, rozpatrzonym zgodnie z dokładnie omówionym wcześniej regulaminem. Nie było głosów sprzeciwu na mecie. Tu o rzetelny pomiar czasu dbało trzech sędziów, a końcówka rywalizacji była nagrywana.

Pierwsze na starcie wyścigu na 500 m pojawiły się panie. Medalu z ubiegłego roku broniły Grażyna Kamińska i Małgorzata Kasprzycka, zawodniczki z klubu „Morena” Iława. Skutecznym startem Grażyna Kamińska zgłosiła swoje dodatkowe aspiracje medalowe. Uprzedzając fakty – zrealizowała je w 100 procentach, zadając kłam słowom piosenki Ryszarda Rynkowskiego, że „dziewczyny lubią brąz”. Grażyna woli złoto. Drugie miejsce zajęły Katarzyna Majewska i Elżbieta Pietrakiewicz z „Omegi” Łódź przed Elżbietą Ekiert i Danutą Odulińską, również z „Moreny” Iława.

Po paniach przyszedł czas na panów na tym samym dystansie. Dwie rozegrane serie zakończyły się małą niespodzianką. Najlepszy czas uzyskała startująca poza konkurencją mieszana osada Piotr Dudek („Pionek” Włocławek) i Mieczysław Kaciotys („Jantar” Gdańsk). Zawody wygrali Dariusz Mądro i Piotr Dynda z „Podkarpacia” Przemyśl. 10 sekund stracili do nich Sebastian Michailidis i Dominik Łysiak z „Ikara” Lublin, którzy o 3 sekundy wyprzedzili Tomasza Ćwikłę i Tomasza Marciniaka z iławskiej „Moreny”.

Przed przerwą obiadową odbyły się jeszcze starty w konkurencjach mikst na 500 m. Jako pierwsi pokonali metę Grażyna Kamińska i Tomasz Ćwikła z „Moreny”, niespełna sekundę za nimi byli Katarzyna Majewska i Władysław Szymański z „Omegi” Łódź, którzy dopłynęli przed Agnieszką i Janem Smołą
z „Moreny”.

Rywalizację zakończyły popołudniowe starty na najdłuższym, 1000-metrowym dystansie. U pań pierwsze na metę przypłynęły Grażyna Kamińska i Małgorzata Kasprzycka, drugie były Katarzyna Majewska i Elżbieta Pietrakiewicz przed Elżbietą Ekiert i Danutą Odulińską. Podium pań było więc takie samo jak na dystansie o połowę krótszym. Panowie nie chcieli tworzyć takiej reguły. Co prawda tak jak na krótszym dystansie wygrali Dariusz Mądro i Piotr Dynda (na mecie żartowali, że mogą płynąć drugi tysiąc), to w tym wyścigu wyprzedzili osadę „Ikara” Lublin w składzie Paweł Wojdat – Mateusz Dakter i reprezentację Iławy – Janusz Jeleń – Jan Smoła. W klasyfikacji ogólnej z wynikiem 95 p. zwyciężyła „Morena” Iława, która zajęła też pierwsze miejsce w klasyfikacji drużynowej, zdecydowanie wyprzedzając swoich najsilniejszych rywali: „Omegę” Łódź (36 p.) i „Podkarpacie” Przemyśl (20 p.). Zwycięzcy zostali uhonorowani medalami i statuetkami ufundowanymi przez firmę „Szkłomal” z Lubawy. Wręczali je burmistrz Stanisław Kieruzel i właściciel ośrodka Leśna Zbigniew Bączek Organizację kajakarskich mistrzostw Polski dofinansowało Ministerstwo Sportu i Turystyki.

XIII Indywidualne Mistrzostwa ­­Polski Stowarzyszenia „Cross” w Kajakarstwie

29-31.07.2016 r., Iława

500 m kobiet

1. Grażyna Kamińska – Małgorzata Kasprzycka („Morena” Iława) 3:56,46

2. Katarzyna Majewska – Elżbieta Pietrykiewicz („Omega” Łódź) 4:28,11

3. Elżbieta Ekiert – Danuta Odulińska („Morena” Iława) 4:49,27

500 m mężczyzn

1. Dariusz Mądro – Piotr Dynda („Podkarpacie” Przemyśl) 3:30,52

2. Sebastian Michailidis – Dominik Łysiak („Ikara” Lublin) 3:41,13

3. Tomasz Ćwikła – Tomasz Marciniak („Morena” Iława) 3:44,11

mikst 500 m

1. Grażyna Kamińska – Tomasz Ćwikła („Morena” Iława) 3:38,97

2. Katarzyna Majewska – Władysław Szymański („Omega” Łódź) 3:39,11

3. Agnieszka Smoła – Jan Smoła („Morena” Iława) 3:40,46

1000 m kobiet

1. Grażyna Kamińska – Małgorzata Kasprzycka („Morena” Iława) 8:21,94

2. Katarzyna Majewska – Elżbieta Pietrykiewicz („Omega” Łódź) 8:47,5

3. Elżbieta Ekiert – Danuta Odulińska („Morena” Iława) 9:12,90

1000 m mężczyzn

1. Dariusz Mądro – Piotr Dynda („Podkarpacie” Przemyśl) 7:09,84

2. Paweł Wojdat – Mateusz Daktera („Ikar” Lublin) 7:28,53

3. Janusz Jeleń – Jan Smoła („Morena” Iława) 7:29,45

Wojciech Kopczyński

 

aaa

 

­bowling

 

Sezon rozpoczęty

Opolski turniej bowlingowy już na stałe zapisał się w kalendarzu imprez Stowarzyszenia „Cross”. Dzięki dofinansowaniu z Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz funduszom PFRON pochodzącym z programu „Wspólny start” turniej odbył się po raz trzeci. W tym roku o miano najlepszych w Opolskiem walczyło 71 zawodników i zawodniczek z 18 klubów zrzeszonych w Stowarzyszeniu.  

Nie od dziś wiadomo, że w rankingach można być mistrzem świata lub odwrotnie – zamykać tabelę wyników, a na każdym turnieju i tak liczy się dyspozycja dnia. Stare sportowe przysłowie mówi, że nazwiska same nie grają. Gdyby oceniać wyniki bez śledzenia turniejowych wydarzeń na miejscu, można by powiedzieć, że obyło się bez niespodzianek. Dużo ich nie było, ale parę – na pewno. Pozytywnie zaskoczył Dariusz Mirecki z klubu „Cross Radom”, który zajął pierwsze miejsce w kategorii B2 mężczyzn. Sięgając pamięcią wstecz, trudno przypomnieć sobie imprezę, w której Darek zająłby tak wysoką pozycję. Należą mu się ogromne brawa za występ, który poza pierwszą grą był równy i bardzo udany. Średnia 155 kręgli nie jest może ogromnym wyczynem, ale 17 strików to już coś. O tym, że liczy się dyspozycja dnia, może świadczyć dopiero 5. miejsce Piotra Dyndy z przemyskiego „Podkarpacia”, ubiegłorocznego zwycięzcy tej kategorii.

W tym roku nie zawiódł wielokrotnie stający na podium Albert Sordyl. W swojej kategorii B3 wygrał z dużą przewagą – zdobył 1081 p. (w tym 30 strików!) i poprawił ubiegłoroczny wynik o 32 p. Złośliwy powiedziałby, że gdyby grał w turnieju „Zając”, czyli Zbigniew Strzelecki, to Albert nie miałby tak łatwego zadania. Dyskusja pozostanie otwarta, tak samo jak bez odpowiedzi jest pojawiające się często podczas tych rozgrywek pytanie, dlaczego nie ma zawodników najliczniejszego (przynajmniej według dokumentów) klubu, którego barwy reprezentuje wspomniany wielki nieobecny. Małym zaskoczeniem w kategorii B1 mężczyzn mogło być zwycięstwo Stanisława Chmury z „Podkarpacia” Przemyśl. Wyprzedził on ubiegłorocznego zwycięzcę turnieju – Krzysztofa Tarkowskiego z Lublina.

Ciekawostką może być fakt, że w Opolu panie w dwóch kategoriach na trzy pokonały mężczyzn. Tylko Zofia Sarnacka z „Warmii i Mazur” nie była lepsza od zawodnika z równorzędnej kategorii startowej. Jej 916 p. nieco odbiegało od 1081 p. Alberta Sordyla. W pozostałych dwóch kategoriach – B1 i B2 – to panie pokazały, jak się gra. I tak Jadwiga Dudek z „Pionka” Włocławek z 946 p. wzięła górę nad zwycięzcą w kat. B2 Dariuszem Mireckim, a Karolina Rzepa z „Łuczniczki” Bydgoszcz z rezultatem 686 p. zdeklasowała Stanisława Chmurę, który uzyskał zaledwie 550 p. Osoby oglądające grę Karoliny nie mogły przejść obojętnie obok jej kolejnych rzutów. Z każdą grą widać było, jak dwudziestokilkuletnia reprezentantka bydgoskiego klubu zwiększa przewagę nad całą grupą B1, a zbicie 9 strików nie pozostawia wątpliwości, że bydgoszczanka po prostu jest niekwestionowaną liderką tej kategorii. W krótkiej rozmowie po grze Karolina Rzepa przyznała, że nie jest do końca zadowolona ze swoich rzutów. Jak mówiła, dla niej minimum to 700 p., a kilku zabrakło. Zapytana o najbliższe cele, jakie chciałaby osiągnąć w bowlingu, zdradziła z uśmiechem, że są takie dwa. Po pierwsze – zdobyć 800 p., a po drugie – pokonać „Generała”, czyli Zdzisława Kozieja z Lublina. Obserwując Karolinę na kręgielni, biorąc pod uwagę jej młody wiek i to, że w kręgle gra dopiero od sześciu lat, zaś pasje kręglarskie musi łączyć z ciężką pracą masażystki, można powiedzieć chyba tylko jedno: „Generale, uważaj!”.

Tegoroczny turniej odbywał się pod patronatem marszałka województwa opolskiego, którego pełnomocnik była gościem podczas zakończenia turnieju i wręczania pucharów, dyplomów i nagród rzeczowych. W tym roku pojawiły się też losowane nagrody niespodzianki, o których zwycięzcy będą zapewne pamiętać przynajmniej do przyszłorocznej imprezy.

Turniej w Opolu był pierwszym z pięciu, jakie Stowarzyszenie „Cross” zorganizuje do końca roku. Czekają nas jeszcze wyjazdy i rywalizacja w Tarnowie, Bydgoszczy, Rzeszowie i Częstochowie. Należy również zarezerwować sobie czas na turniej „Beskidy” w Bielsku-Białej.

III Ogólnopolski Turniej Bowlingowy Niewidomych i Słabowidzących

14-17.07.2016 r., Opole

Kobiety

B1

1. Karolina Rzepa  („Łuczniczka” Bydgoszcz) 686 p.

2. Jolanta Nowacka („Cross Opole”) 512 p.

3. Magdalena Rataj („Łuczniczka” Bydgoszcz) 494 p.

B2

1. Jadwiga Dudek („Pionek” Włocławek) 946 p.

2. Mirosława Malcherek („Łuczniczka” Bydgoszcz) 803 p.

3. Natalia Matuszek („Podkarpacie” Przemyśl) 757 p.

B3

1. Zofia Sarnacka  („Warmia i Mazury” Olsztyn) 916 p.

2. Łucja Grochowska-Pilzek („Jutrzenka” Częstochowa) 847 p.

3. Emilia Sawiniec („Hetman” Lublin) 802 p.

Mężczyźni

B1

1. Stanisław Chmura („Podkarpacie” Przemyśl) 550 p.

2. Krzysztof Tarkowski („Hetman” Lublin) 525 p.

3. Grzegorz Lisicki („Pionek” Włocławek) 483 p.

B2

1. Dariusz Mirecki („Cross Radom”) 935 p.

2. Mariusz Kozyra („Hetman” Lublin) 890 p.

3. Dariusz Malinowski („Cross Opole”) 882 p.

B3

1. Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów) 1081 p.

2. Władysław Szymański („Omega” Łódź) 953 p.

3. Paweł Lonc („Podkarpacie” Przemyśl) 881 p.

 

aaa

 

kręgle

 

Wracamy do kulania w Poznaniu

W dniach 4-8 sierpnia 2016 roku, po czterech latach przerwy, do poznańskiej kręgielni Czarna Kula zawitało prawie sześćdziesięcioro zawodników i zawodniczek z 16 klubów zrzeszonych w Stowarzyszeniu „Cross”. Dzięki środkom z Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz PFRON możliwe było zorganizowanie w 2016 roku aż pięciu turniejów w kręglach klasycznych, co stworzyło szanse na dodatkową rywalizację – w sercu Wielkopolski.

Mniejsza niż zakładano liczba uczestników pozwoliła organizatorom na przeprowadzenie rozgrywek w dwóch etapach. Po rozegraniu w czwartek i piątek gier eliminacyjnych, w sobotę pierwszą czwórkę z każdej kategorii, poza B1 kobiet (startowały tylko trzy panie), czekał finał. Wiele osób miało nadzieję, że sobotnie gry przyniosą zmiany w końcowych wynikach, jednak nic takiego nie nastąpiło. Wprawdzie w kategorii B2 mężczyzn Paweł Stefański z „Tęczy” Poznań miał szansę wyprzedzić nieco słabiej grającego w tym dniu Stanisława Fortkowskiego z „Pogórza” Tarnów, jednak wynik 604 p., jaki osiągnął Paweł, po cichu ucieszył chyba jego bezpośredniego rywala.

Na słowa uznania i zasłużone pierwsze miejsce w kategorii B2 kobiet zapracowała Anna Barwińska z „Omegi” Łódź. Jej gra eliminacyjna (680 p., w tym aż 7 dziewiątek) oraz gra finałowa (656 p.) dały w sumie najlepszy plon wśród wszystkich zawodniczek. Nieco gorzej zagrała po rocznej przerwie zwyciężczyni kategorii B3 kobiet – Irena Curyło z Tarnowa. Rzucała równo jak pod linijkę, uzyskując w eliminacjach 626 p., a w finale 628 p. Miejmy nadzieję, że poznański występ Ireny to początek powrotu do formy.

Klasą sam dla siebie był Albert Sordyl z „Pogórza” Tarnów. Jako jedyny zagrał dwie gry na równym poziomie przekraczającym 700 punktów. W pierwszej grze zbił 717 kręgli (w tym 12 dziewiątek), a w drugiej 710 (w tym 10 dziewiątek). Na trzecim torze w trakcie finału było o włos od sensacji i rekordu. Otóż po 15 rzutach Albert miał 103 p., na trzy rzuty przed końcem 182 p. Niestety, nieustanne „środki” nie dały mu szansy na uzyskanie okrągłego wyniku 200 p. Zabrakło raptem pięciu kręgli. Wprawdzie trzy lata temu w Tarnowie Podgórnym, w trakcie mistrzostw Polski par, Albert uzyskał wynik 200 p., a Zbigniew Strzelecki nawet 201 p. z jednej gry, ale dwie setki na poznańskiej kręgielni smakowałyby jeszcze lepiej ze względu na znacznie bardziej wymagającą technicznie kręgielnię.

Niewątpliwym wrogiem wszystkich zawodników i zawodniczek były pojawiające się bardzo często w trakcie gry „środki”. Niestety nie dawały one zbyt wielu punktów, a po kilku takich „precyzyjnych”, nieco nieudanych trafieniach, wielu grających zaczynało szukać upragnionej „dużej ulicy”. Takie poszukiwania zwykle kończyły się niepowodzeniem i niejednokrotnie irytacją. Zawodnikom brakowało pomysłu na grę. Gdyby przeanalizować wyniki finałów, to widoczna byłaby reguła gorszej drugiej rozgrywki. Wśród panów tylko Stanisław Fortkowski poprawił swój wynik, i to zaledwie o 4 p. Tylko dwóm paniom udało się osiągnąć lepsze niż w eliminacjach rezultaty, były to Regina Szczypiorska (+28 p.) i Emilia Sawiniec (+34 p.).

Pod rozwagę warto wziąć pomysł, by gry eliminacyjne dawały tylko kwalifikację do gier finałowych. Liczenie rezultatów bez sumowania punktów z eliminacji i finałów mogłoby podnieść nieco poziom rywalizacji, motywować do walki aż do ostatnich rzutów i skutkować znaczącą zmianą miejsc podczas dekoracji.

Na zakończenie turniej podsumowała prezes Stowarzyszenie „Cross” Józefa Spychała, która wręczyła zwycięzcom puchary, medale, dyplomy oraz nagrody rzeczowe.

Klasyfikacja finalistów turnieju

Kobiety

B1

1. Regina Szczypiorska  („Morena” Iława) 476 + 504 – 920 p.

2. Jolanta Nowacka („Cross Opole”) 441 + 423 – 864 p.

3. Irena Henisz („Morena” Iława) 213 + 246 – 459 p.

B2

1. Anna Barwińska („Omega” Łódź) 680 + 656 – 1336 p.

2. Janina Szymańska („Warmia i Mazury” Olsztyn) 644 + 630 – 1274 p.

3. Aleksandra Jarząb („Tęcza” Poznań) 634 + 575 – 1209 p.

4. Teresa Madej („Omega” Łódź) 533 + 555 – 1088 p.

B3

1. Irena Curyło („Pogórze” Tarnów)  626 + 628 – 1254 p.

2. Emilia Sawiniec („Hetman” Lublin) 603 + 637 – 1240 p.

3. Monika Grzybczyńska („Omega” Łódź) 592 + 578 – 1170 p.

4. Zofia Sarnacka  („Warmia i Mazury” Olsztyn) 581 + 567 – 1148 p.

Mężczyźni

B1

1. Krzysztof Tarkowski („Hetman” Lublin) 483 + 437 – 920 p.

2. Wiesław Nastarowicz („Omega” Łódź) 481 + 380 – 861 p.

3. Tadeusz Kolbusz („Cross Opole”) 444 + 346 – 790 p.

4. Sylwester Dolasiński („Łuczniczka” Bydgoszcz) 392 + 378 – 767 p.

B2

1. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 676 + 645 – 1321 p.

2. Stanisław Fortkowski („Pogórze” Tarnów) 649 + 622 – 1271 p.

3. Władysław Wakuliński („Łuczniczka” Bydgoszcz) 626 + 630 – 1256 p.

4. Paweł Stefański („Tęcza” Poznań) 622 + 604 – 1226 p.

B3

1. Albert Sordyl („Podkarpacie” Przemyśl) 717 + 710 – 1427 p.

2. Daniel Jarząb („Tęcza” Poznań) 701 + 656 – 1357 p.

3. Mieczysław Klimczak („Tęcza” Poznań) 679 + 639 – 1318 p.

4. Władysław Szymański („Omega” Łódź) 658 + 603 – 1261 p.

Wojciech Puchacz

 

aaa

 

wiadomości

 

Bowling

Panie pobiły panów

Trzy panie: niewidoma Karolina Rzepa, słabowidzące Jadwiga Dudek i Honorata Borawa uzyskały najlepsze wyniki w rozegranym w bydgoskiej kręgielni Broadway ogólnopolskim turnieju bowlingowym o Puchar Łuczniczki, sfinansowanym przez Stowarzyszenie „Cross”. Z zaproszenia na turniej, zaplanowany w dniach 12-15 sierpnia, skorzystało ponad 50 zawodniczek i zawodników z całej Polski. Zawody zdominowały panie, które we wszystkich trzech kategoriach – B1, B2 i B3 – uzyskały lepsze wyniki od panów.

W kategorii B1 triumfowała mistrzyni kraju, zawodniczka „Łuczniczki” Bydgoszcz Karolina Rzepa. Popularna Karolcia „wykulała” w sześciu grach 769 p., a w jednej z nich zaliczyła aż 187 p. W rywalizacji mężczyzn zwycięzca, Krzysztof Tarkowski z „Hetmana” Lublin, uzyskał 623 p.

W kategorii B2 kobiet Jadwiga Dudek („Pionek” Włocławek) zwyciężyła z wynikiem 1088 p., zaś najlepszy wśród mężczyzn – Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) – zdobył 999 p. A zatem płeć piękna ponownie okazała się lepsza.

Wyższą dyspozycję pań potwierdziła również zawodniczka gospodarzy Honorata Borawa grająca w kategorii B3. Zwyciężyła z wynikiem 1067 p., podczas gdy w rywalizacji mężczyzn Dominikowi Czyżowi zabrakło do tysiąca 5 p. Wszyscy triumfatorzy to reprezentanci Polski, którzy przygotowywali się do mających się rozpocząć 20 sierpnia w Łodzi mistrzostw świata w singlach.

Zaskoczeniem w kategorii B2 mężczyzn były słabe wyniki Janusza Jelenia z „Moreny” (5. miejsce – 826 p.), a w kategorii B3 Krzysztofa Huszczy z „Warmii i Mazur” (miejsce 7. – 795 p.). Kręgielnia Broadway okazała się za to szczęśliwa dla małżeństwa Wiśniewskich z Olsztyna. Ewa i Zbigniew zajęli drugie miejsca.

O sprawną organizację, medale i puchary zadbała koordynator turnieju Ewa Sargalska, zaś profesjonalne sędziowanie zapewnił Maciej „Dziadek” Maćkiewicz.

Turniej zakończył się spotkaniem podsumowującym w hotelu Akor, był więc czas, aby wymienić wrażenia z imprezy, a także doskonalić umiejętności taneczne.

Czołowe trójki bydgoskiego turnieju

Kobiety

B1

1. Karolina Rzepa  („Łuczniczka” Bydgoszcz) 769 p.

2. Jolanta Nowacka („Cross Opole”) 505 p.

3. Regina Szczypiorska („Morena” Iława) 453 p.

B2

1. Jadwiga Dudek („Pionek” Włocławek) 1088 p.

2. Ewa Wiśniewska („Warmia i Mazury” Olsztyn) 822 p.

3. Mirosława Malcherek („Łuczniczka” Bydgoszcz) 754 p.

B3

1. Honorata Borawa („Łuczniczka” Bydgoszcz) 1067 p.

2. Jolanta Pazurkiewicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 945 p.

3. Marianna Dorociak („Morena” Iława) 788 p.

Mężczyźni

B1

1. Krzysztof Tarkowski („Hetman” Lublin) 623 p.

2. Tadeusz Kolbusz („Cross Opole”) 553 p.

3. Artur Woszuk („Victoria” Białystok) 365 p.

B2

1. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 999 p.

2. Stanisław Stopierzyński („Warmia i Mazury” Olsztyn) 939 p.

3. Arkadiusz Gęstwiński  („Łuczniczka” Bydgoszcz) 894 p.

B3

1. Dominik Czyż („Warmia i Mazury” Olsztyn) 995 p.

2. Zbigniew Wiśniewski („Warmia i Mazury” Olsztyn) 979 p.

3. Jacek Nogaj („Cross Radom”) 923 p.

KAZ

 

Szachy / warcaby

Rowy 2016

Między 17 a 24 sierpnia br. w nadbałtyckich Rowach rozegrano turnieje szachowy oraz warcabowy niewidomych i słabowidzących. Organizatorem imprezy był klub „Zryw” Słupsk, który na lokum dla zawodników i rozgrywek wybrał ośrodek wypoczynkowy Lazur-Bis. Opiekę organizacyjną nad imprezą sprawowało Stowarzyszenie „Cross”. Zawody dofinansowało Ministerstwo Sportu i Turystyki. 

Rowy – mała nadmorska miejscowość, dawniej wioska rybacka – swym klimatem od dawna przyciąga szachistów i warcabistów. I chodzi tu nie tyle o słoneczną aurę, co o kameralną atmosferę, ciszę i spokój, które tu panują. W Rowach w nieodległej przeszłości odbywały się szachowe mistrzostwa świata seniorów, w których grali legendarni: Smysłow, Tajmanow, Chołmow, Bagirow i inne historyczne dla szachów postaci. Rowieński turniej Stowarzyszenia „Cross” ma już też swoją niekrótką historię. Kiedyś szachowa brać spotykała się corocznie w nieistniejącej już romantycznej Fregacie, powracającej dziś tylko we wspomnieniach.

Tegoroczny turniej szachowy sędziowali Witalis Sapis i Brunon Studziński, a warcabowy – Sylwia Dęga-Zamrzycka oraz Anna Chylewska-Sroka.

Klasyfikacja końcowa turnieju szachowego

1. Sylwester Barnowski 7 p.

2.Tadeusz Traczyk 6,5 p.

3. Andrzej Sargalski 6 p.

4. Rajmund Filipiak 5,5 p.

5. Stanisław Niećko 5,5 p.

6. Stanisław Huzarski 5,5 p.

7. Roman Staruch 5 p.

8. Roman Kulik 5 p.

9. Józef Wyrzykowski 4,5 p.

10. Tadeusz Gryglewicz 4,5 p.

Klasyfikacja końcowa turnieju warcabowego

1. Tomasz Kuziel 14 p.

2. Mieczysław Kaciotys 13 p.

3. Mikołaj Fiedoruk 13 p.

4. Zygmunt Myszka 13 p.

5. Edward Twardy 12 p.

6. Roman Januszewski 12 p.

7. Wojciech Woźniak 12 p.

8. Ryszard Szachniewicz 11 p.

9, Ewa Wieczorek 11 p.

10. Ryszard Pawłowski 11 p.

Stanisław Niećko

 

aaa

 

rekreacja

 

Jubileuszowe kajakowanie  

Każdy Polak, który odbył podstawowy kurs geografii wie, że Mazury to Kraina Tysiąca Jezior. Uroki tego regionu coraz powszechniej znają i odkrywają również obcokrajowcy, którzy na łodziach wioślarskich od kilku lat, w coraz liczniejszych grupach, odwiedzają nasze akweny. Dzięki organizowanym od 1993 roku przez Stowarzyszenie „Cross” obozom utrzymana jest równowaga: jedna grupa Duńczyków lub Niemców i jedna – na całe szczęście większa, bardziej kolorowa i roześmiana – polskich kajakarzy.  

Większy niż na innych wodach spokój, przy większej niż gdzie indziej bliskości dzikiej przyrody niewątpliwie zastanawia. Baza wodna i sprzętowa jest coraz lepsza, a opinie o zaangażowaniu samorządów w dbałość o czystość jezior całkowicie prawdziwe. Jednak część osób, z sobie tylko znanych powodów, woli stare, standardowe szlaki: lato nad morzem, zima w górach. A potem narzekają na tłok i drożyznę.

Dwudziesty piąty crossowski obóz rozpoczął się w Siemianach i zgromadził prawie komplet zapisanych uczestników. Zjawili się starzy bywalcy, wśród których zabrakło jedynie Henia Szumińskiego. Choć wcześniej planował przyjazd, nie mógł już na spływ przyjechać. Znany wielbiciel obozów „Crossu” zawsze podkreślał, że aktywny wypoczynek w kajaku jest lepszy niż turnus w sanatorium – stymuluje dopływ świeżej krwi i odmładza o kilka lat. Jako mieszkaniec gór był prawie na wszystkich spływach i obozach, tworząc ich niepowtarzalny klimat.

Równowaga między młodością a doświadczeniem, w połączeniu z nowoczesnym, ergonomicznym sprzętem pozwalały w sposób bezpieczny i zorganizowany przemierzać duże odległości. Piętnasto-, osiemnasto- czy nawet dwudziestokilometrowe trasy nie robiły na nikim wrażenia. Większość o własnych siłach, nie wychodząc z kajaka, odwiedziła wszystkie najbardziej atrakcyjne miejsca. Tacy weterani jak Grzegorz Pietrakiewicz mieli tyle sił, aby nie tylko pływać na przedzie, lecz jeszcze wspomagać innych, oczywiście nie wyłącznie dobrą radą, ale przy wodowaniu, cumowaniu i kąpielach. Tylko niektórzy, w tym głównie pielęgniarka i nieliczni kontuzjowani, korzystali z gościnności ratownika i wozili się na łodzi asekuracyjnej. Prawie zawsze jednak podczas dwunastu pogodnych i bezdeszczowych dni większość kajaków była na wodzie.

Była wycieczka na tutejsze pole biwakowe Krupówki, połączona ze zwiedzaniem Jeziora Płaskiego. Wstęp do rezerwatu przyrody – ze względu na strefę ciszy – jest całkowicie zakazany miłośnikom łodzi motorowych. Kilka malowniczych wysepek, zbyt małych, by do nich cumować, czerwone dachy domów w Jeżwałdzie i woda aż po horyzont stworzyły idealny klimat do żeglugi, zwłaszcza przy spokojnym wietrze. Z różnych stron opływaliśmy wysepki Rybackie Kępy, płynąc na groblę łączącą Wieprz z Bukowcem. Tu społeczność lokalna zorganizowała plażę, boisko, plac zabaw i strefę rekreacyjną. Ze szczególnym upodobaniem nasi kajakarze korzystali z dwóch ostatnich atrakcji. Możliwość pokołysania się w hamaku, rozegrania partii boule czy, jak za młodzieńczych lat, konkurs skoków z huśtawki wzbudzały ogólne zainteresowanie. Ku radości małego, chyba ośmioletniego chłopca – tu młodość wygrała z rutyną. Tadek Bus, Szymon Rękawek i Jurek Vonrobert z uśmiechem zaakceptowali drugą pozycję ex aequo. Obserwując doping i zaangażowanie zawodników, można było domniemywać, że staliśmy się świadkami narodzin nowej konkurencji sportowej.

Od Wieprza (o ile przeniesie się kajaki przez groblę) jest tylko ruch wiosłem do Hawajów, jednak mniej problematyczne jest opłynięcie wysp Lipowej i Bukowca i między Gierczakami i wyspą Zieloną (najdłuższa trasa). Pływaliśmy na ten płytki, zasłonięty od wiatru kawałek plaży. Po drodze do Iławy odwiedziliśmy jeszcze kilka rozlewisk, zatoczek, jeziora Widłąg, Iławskie, Mały Jeziorak.

A gdzie te pozostałe 990 jezior? Są, ale skrzętnie pochowane pośród lasów. Po raz pierwszy zostały one odkryte – w ramach zajęć fakultatywnych – z rowerów. Oczywiście nie wodnych, a górskich. W sześcioosobowych grupach, nadal pod opieką ratownika wodnego, który w zasłoniętym drzewami terenie nie tracił orientacji, odbyło się kilka wycieczek. Ze względu na brak tandemów były one dostępne tylko dla osób lepiej widzących. Zainteresowanie powszechnym udziałem było jednak tak duże, że szybko pojawiły się pomysły, jak przezwyciężyć braki sprzętowe. Jazda leśnymi drogami publicznymi czy szlakami, których sporo zorganizowało nadleśnictwo, nie stwarzała problemów. Może czasami tylko „sypki grunt” spowalniał tempo. Trochę skarżyła się na to Ewa Szlachtowska, która celowo nie używała słowa „piasek”, bo komandor obozu Stanisław Piasek nie tylko nie utrudniał, ale wręcz przeciwnie – ułatwiał jazdę. Zajęcia były tak układane, aby przygotowujący się do zawodów miłośnicy pływania czy rowerzyści mogli w pełni rozwijać swoje zainteresowania. Podczas wojaży objechano najgłębsze w rejonie (38 m głębokości) jezioro Urowiec. Dojeżdżając do Jeziora Jasnego, odwiedzano figurkę Białego Chłopca. Po raz pierwszy odkryto dla uczestników obozu Jezioro Czarne oraz położone 18 km od Siemian Jezioro Witoszewskie. Pierwsze i ostatnie z wymienionych nie są objęte zakazem kąpieli, mają piaszczyste dno i bardzo przezroczystą wodę. Chętnie korzystały z nich panie, bo zyskiwały efekt jedwabistej skóry bez stosowania kosmetyków. Cykliści odwiedzili jeszcze jeziora Osa, Czerwica, Januszewskie, Plajtki. Władek Szymański, Lech Mystkowski czy Tadeusz Bus jeździli samodzielnie i mogliby listę odwiedzonych miejsc jeszcze wydłużyć. Niemniej kilka ciekawych i nieodkrytych pozostało na przyszły rok.

Obozy to nie tylko wysiłek fizyczny. Układ kalendarza sprawił, że termin spływu zgrał się z Dniami Siemian. Tu o rozrywkę dbały gwiazdy polskiej estrady, ale i sami uczestnicy. Swój talent i stary śpiewnik ujawnił wreszcie Lech Mystkowski. Wspomagali go Tadeusz Geryc czy gościnnie, z obozu żeglarskiego, Robert Kopczyński i Cezary Królik. Przy dobrej kuchni, na którą składały się kiełbaski z grilla lub nieśmiertelne placki ziemniaczane, ogniska trwały dłużej niż na poprzednich obozach.

Po jednodniowej przeprawie spływ wzdłuż najdłuższego w Polsce jeziora zakończył się w Iławie. Opłynięcie wyspy Wielka Żuława, zapoznanie się z torem regatowym, wizyta w centrum miasta na Małym Jezioraku połączona z prysznicem pod fontanną to jego ostatnie akcenty. Wśród zadowolonych uczestników zgodnie królowały pożegnania „do następnego roku” i przekonanie, że taka impreza nie powinna się skończyć na dwudziestej piątej edycji.

Zgodnie ze statutem na pierwszej dużej ogólnopolskiej imprezie, czyli mistrzostwach Polski w kajakarstwie, które odbyły się tuż po obozie, wybrano Komisję Kajakarską będącą organem doradczym zarządu Stowarzyszenia „Cross”. Zebrani uznali, że pracy, zwłaszcza związanej z promocją, jest tak dużo, że należy wybrać sześcioosobowy skład komisji. Biorąc pod uwagę liczbę klubów reprezentowanych w zawodach, faktycznie jest to ważne zadanie. Były lata, że startowało aż jedenaści zespołów, ostatnio dziewięć, ale zdarzały się też takie, kiedy było ich tylko cztery.

Skład Komisji Kajakarskiej

Stanisław Piasek („Morena” Iława) – przewodniczący

Grzegorz Pietrakiewicz („Omega” Łódź) – zastępca przewodniczącego

Mieczysław Kaciotys („Jantar” Gdańsk) – sekretarz

Jan Lis („Warmia i Mazury” Olsztyn), Dariusz Mądro („Podkarpacie” Przemyśl), Szymon Rękawek („Syrenka” Warszawa) – członkowie

Wojciech Kopczyński

 

aaa

 

zdrowie

 

Ogórki i martwa natura

Lato nazywane bywa sezonem ogórkowym. Ma to oznaczać zastój w życiu publicznym i leniuchowanie w prywatnym. To ostatnie nie dotyczy dobrych gospodyń, które zwykle już w sierpniu zaczynają robić zapasy na zimę. Prym wiodą oczywiście kiszonki z warzyw (m.in. z kapusty, fasolki szparagowej, buraków, pomidorów), wśród których na pierwszym miejscu jest ogórek.

Pasuje on do wielu potraw zimnych i gorących, jest przysmakiem nawet niejadków (pobudza apetyt). Delektując się walorami smakowymi kiszonych ogórków, na ogół nie zdajemy sobie sprawy z tego, że działają one także jak lek. Zawierają bowiem bakterie probiotyczne, które korzystnie wpływają na florę bakteryjną naszych jelit. Ważne, by po wyjęciu ogórków ze słoika nie zmywać z nich białego nalotu, gdzie gromadzą się wspomniane bakterie. Z tych samych powodów warto jeść ogórki ze skórką.

– Jedzenie kiszonych ogórków czy kapusty poprawia pewność siebie i pozwala ludziom odczuwać mniejszy lęk społeczny – dowodzą amerykańscy uczeni. Opinię, którą można by potraktować jako dowcipną kryptoreklamę tych warzyw, oparli na badaniach blisko tysiąca studentów. W ankiecie dotyczącej jedzenia pytali ich m.in. o typy pokarmów spożywanych w ciągu ostatniego miesiąca. Okazało się, że osoby, w których diecie często i regularnie pojawiały się kiszonki, z naturalnymi probiotykami, odczuwały mniejszy lęk związany z relacjami międzyludzkimi w porównaniu z tymi, którzy nie lubią takich potraw. Pozytywny wpływ kiszonek był najbardziej widoczny u osób neurotycznych, mających niską odporność na stres i skłonność do stanów lękowych. Te obserwacje potwierdziły też badania na zwierzętach. Kiedy podano im pewne rodzaje bakterii probiotycznych, na przykład kwas mlekowy (obecny w kiszonych ogórkach), wydawały się mniej niespokojne. Prawdopodobnie kiszonki, zmniejszając przepuszczalność jelit oraz ich stany zapalne, zwiększają jednocześnie produkcję neuroprzekaźnika zwanego GABA. Może on naśladować działanie niektórych leków przeciwlękowych.

Bezspornym faktem jest, że wytworzony w trakcie fermentacji ogórków kwas mlekowy ma dobroczynny wpływ na przewód pokarmowy: wzmacnia perystaltykę jelit i przywraca prawidłową mikroflorę jelitową po antybiotykoterapii. A o swoją mikroflorę trzeba dbać, bo odpowiada za przyswajanie składników pokarmowych, steruje układem odpornościowym i naszą wagą. Jelita zamieszkuje wiele gatunków bakterii, większość z nich jest nam przyjazna. Łatwo jednak zaburzyć ten układ sił, jedząc fast foody i słodycze. Ogórek wprowadza nam do jelit sojuszników.

Podobnie działa, gdy jest surowy. Ogórki to aż 97 procent wody, więc spożywane, uzupełniają jej niedobory w naszym organizmie. Zawarty w nich błonnik zapobiega zaparciom. W ogórkach jest też sporo witaminy K i potasu, dlatego jako moczopędne są polecane przez lekarzy osobom z chorobami nerek i nadciśnieniem. Mówi się też, że oczyszczają organizm, bo wypłukują z niego toksyny. Są alkalizujące, czyli odkwaszają. Zawierają też kukurbitacyny, związki, które posiadają właściwości przeciwnowotworowe, szczególnie w przypadku raka prostaty i tarczycy. Mają niewiele kalorii, są więc polecane osobom odchudzającym się. Świeży ogórek jest też ceniony w kosmetyce. Sporządzona z niego maseczka łagodzi podrażnienia, zmiękcza skórę, nawilża, tonizuje i odświeża. Kiedy lekko przypieczemy sobie skórę na słońcu, plastry ogórka pomagają ją leczyć.

Panuje opinia, że nie należy łączyć w surówce świeżego ogórka z pomidorem, bo to zabija w nim witaminę C. To prawda, że „zabiera” on ją ze wszystkich warzyw, ale żeby to nastąpiło, musi z nimi długo poleżeć, bo dopiero po pewnym czasie uaktywniają się enzymy odpowiedzialne za stopniowy rozkład witaminy C. Takiego działania „antywitaminowego” nie ma ogórek kiszony i konserwowy. Ten ostatni, z powodu octu, z jakim jest łączony, może podrażnić błonę śluzową żołądka. Co nie znaczy, że należy go skreślić z jadłospisu – wszystko, co jemy z umiarem, na pewno nam nie zaszkodzi.

 Poeta Konstanty Ildefons Gałczyński w jednym z purnonsensowych wierszyków na pytanie: „Dlaczego ogórek nie śpiewa?” odpowiedział, że „prawdopodobnie nie może”. Ma za to tyle innych przymiotów smakowo-zdrowotnych, że jak widać, bywa natchnieniem dla mistrzów słowa, podobnie jak dla artystów malarzy martwych natur częstym modelem są gruszki i jabłka.

Przeciętny Polak spożywa w ciągu roku około 14 kg jabłek. Jeszcze niedawno jadał ponad 20 kg. Tendencję spadkową spożycia tych owoców obserwuje się w całej Europie – na 1 mieszkańca przypada 15 kg jabłek rocznie. Specjaliści ds. żywności tłumaczą mniejsze zainteresowanie najbardziej „narodowym”, jak dotąd, owocem Polaków tym, że mamy teraz nieograniczony dostęp do innych, choćby cytrusów. Warto jednak pamiętać, że w przeciwieństwie do nich jabłko ma wprawdzie niewiele witaminy C, za to zawiera cenne związki pektynowe – m.in. błonnik, który odgrywa kluczową rolę w przeciwdziałaniu chorobom przewodu pokarmowego. Błonnik wspomaga pracę jelit i pomaga w trawieniu. To ważne szczególnie dla osób prowadzących siedzący tryb życia. Jabłko to również źródło składników mineralnych i antyoksydantów.

 Jeszcze więcej niezbędnych dla nas związków mają gruszki. Dietetycy wespół z lekarzami dopatrzyli się aż szesnastu powodów, dla których warto je jeść. (Jesień to sezon na te owoce). Gruszki znacznie bardziej niż ogórki pomagają w utrzymaniu równowagi psychicznej. Średniej wielkości owoc zawiera miedź w ilości równej 15 proc. dziennego zapotrzebowania. Ten minerał jest niezbędny dla zdrowia naszego centralnego układu nerwowego. Jony miedzi uczestniczą w przewodzeniu sygnałów nerwowych między synapsami, co wpływa na zdolność uczenia się i zapamiętywania. Zawarta w gruszkach kwercetyna to przeciwutleniacz chroniący przed chorobą Alzheimera. Ma ona także właściwości przeciwnowotworowe, szczególnie istotne w profilaktyce raka przełyku. Z kolei błonnik z gruszek wiąże w przewodzie pokarmowym tzw. wtórne kwasy żółciowe, których nadmiar zwiększa ryzyko wystąpienia nowotworu jelita grubego. Kwas hydroksycynamonowy obecny w tych owocach zapobiega rozwojowi guzów płuc i żołądka.

Gruszki powstrzymują zwyrodnienie plamki żółtej, najczęstszą przyczynę utraty wzroku po 65. roku życia. Wzmacniają serce. Średniej wielkości owoc zawiera ponad 200 mg potasu, który warunkuje prawidłową pracę mięśni, w tym serca. Gruszkowe przeciwutleniacze zapobiegają uszkodzeniom tętnic, a witamina K reguluje krzepnięcie krwi. Dzięki sporej ilości pektyn gruszki obniżają poziom cholesterolu. Zwalczają kamienie żółciowe (czyni to zawarty w nich kwas jabłkowy). Wzmacniają kości, ponieważ są bogate w bor – minerał pomagający organizmowi zatrzymać wapń. Jedzenie tych owoców jest więc świetną profilaktyką osteoporozy. Podobnie zresztą jak niedoczynności tarczycy, gdyż jako jedne z nielicznych owoców zawierają jod niezbędny do wytwarzania hormonów tego gruczołu. Są dobrym źródłem kwasu foliowego, który jest niezbędny do prawidłowego rozwoju płodu i zapobiega wadom wrodzonym.

Średniej wielkości gruszka dostarcza do 30 g błonnika, w tym pektynę. Ta zapobiega wzdęciom, zaparciom, usprawnia trawienie i chroni przed bolesnymi hemoroidami. Liczne flawonoidy i karotenoidy obecne w tych owocach mają silne właściwości przeciwzapalne, łagodzą bóle brzucha. Zaprzecza to opiniom, jakoby gruszki, w przeciwieństwie do jabłek, były ciężkostrawne. I choć są słodkie, okazuje się, że zmniejszają ryzyko cukrzycy. Poprawiają bowiem wrażliwość na insulinę, co przeciwdziała rozwojowi cukrzycy typu 2. Sok lub napar z gruszek z miodem łagodzą bóle gardła, leczą zapalenie strun głosowych i pomagają oczyścić drogi oddechowe z nadmiaru śluzu. Polecane się osobom w okresie dojrzewania – z uwagi na wysoką zawartość witamin, minerałów oraz składników wzmacniających układ odpornościowy, które sprzyjają walce z trądzikiem młodzieńczym, wypryskami i infekcjami skórnymi.

Wygląda na to, że gruszki są dobre na wszystko. Być może dlatego, że jak żartują poniektórzy, choć rosły w rajskim ogrodzie obok jabłoni, nie skusiły węża? Australijscy naukowcy doszli do wniosku, że sok z gruszek przyspiesza metabolizm alkoholu i nieznacznie obniża jego poziom we krwi. Z innych badań wynika, iż kumaryna zawarta w wódce żubrówce odstrasza komary. Tak więc najlepszym napojem na jesienne spotkania towarzyskie w plenerze jest żubrówka z sokiem gruszkowym, zakąszana ogórkami małosolnymi.

BWO

 

aaa

 

ruszajmy się

 

Trzymaj pion

Bóle pleców, kręgosłupa mogą mieć wiele przyczyn. Najczęściej są skutkiem niewłaściwego trybu życia. Co robić, by nie dopuścić do poważnych zaniedbań?

Mała aktywność fizyczna sprawia, że mięśnie odpowiedzialne za stabilizację i utrzymywanie kręgosłupa robią się coraz słabsze. Ich funkcje przejmują mięśnie szkieletowe, odpowiedzialne za ruchy w stawach. Często kończy się to bolesnymi napięciami mięśni karku, okolic łopatek lub miednicy. Dodatkowo długotrwałe przebywanie w jednej pozycji – szczególnie siedzącej, przy biurowej pracy – prowadzi do obciążania jednego odcinka kręgosłupa. Mięśnie się skręcają, napinają i słabną, dochodzi do przykurczów. Brak aktywności, która znosi zbytnie miejscowe napięcia, wzmacnia mięśnie głębokie i rozciąga przykurczone, prowadzi stopniowo do zwyrodnienia kręgosłupa. Niewłaściwe wykonywanie czynności, np. schylanie się po przedmioty, dźwiganie w niewłaściwy sposób, zła pozycja siedząca lub leżąca połączone ze słabymi i przykurczonymi mięśniami, mogą doprowadzić do urazu, dyskopatii lub innych schorzeń. Najczęściej o kręgosłup nie dbamy latami, bagatelizujemy niewielkie objawy, a jak zaczyna coś pobolewać, nie szukamy przyczyny bólu, tylko sięgamy po tabletkę lub maść. Gdy ból jest na tyle silny, że nie jesteśmy w stanie normalnie się poruszać, udajemy się do lekarza i słyszymy, że musimy ustawić się w kolejce do operacji. Okazuje się, że dyskopatia jest na tyle zaawansowana, że tylko operacja przyniesie efekty. Co zrobić, by uniknąć takiego scenariusza? Oto kilka rad.

Nie bagatelizuj bólu. Gdy się pojawi, połóż się na podłodze na plecach i odczekaj, aż minie. Następnie zacznij działać, gdyż w 95 procentach przypadków bóle powrócą.

Zacznij się ruszać. Umiarkowana codzienna aktywność fizyczna wzmacnia centrum ciała i przeciwdziała nadwadze, ponieważ zbytni ciężar może zniszczyć kręgosłup. Najbardziej wskazana forma ruchu to pływanie – środowisko wodne rozluźnia mięśnie, a kręgosłup jest odciążony.

Zadbaj o prawidłowe ustawienie podczas pozycji siedzącej, w której przebywasz – w samochodzie, za biurkiem, przy stole, przed telewizorem. Siedź wyprostowany i całą długością kręgosłupa przylegaj do oparcia, kąt w stawie biodrowym i kolanowym – 90 stopni. Rób częste przerwy, w których na chwilę wstajesz od komputera.

Zadbaj o komfort snu, o odpowiedni materac. Średnio człowiek śpi 8 godzin na dobę (w łóżku spędzamy 1/3 życia), warto więc zainwestować w materac dobrany do naszej masy ciała. Nie za duża, odpowiednio dobrana poduszka uchroni także przed bólem karku i szyi.

Wyrabiaj prawidłowe nawyki w życiu codziennym – podnoszenie z przysiadu, wciąganie brzucha, ściąganie łopatek, patrzenie na wprost.

Stosuj ćwiczenia wzmacniająco-rozciągające i stabilizujące kręgosłup – opracowane specjalnie dla Ciebie (kiedy masz już problemy) lub skorzystaj z uniwersalnych ćwiczeń wzmacniająco-rozciągających.

A oto propozycja – zestaw kilku kompleksowych ćwiczeń, które przeciwdziałają bólom i urazom kręgosłupa. Nie są to ćwiczenia rehabilitacyjne czy lecznicze, przy dolegliwościach należy skonsultować się z lekarzem i rehabilitantem w celu ustalenia indywidualnych ćwiczeń na daną dolegliwość.

Pozycja deski. To pozycja, w której wzmacniamy mięśnie wzdłuż całego kręgosłupa. Schylamy się, opieramy się na palcach stóp i dłoniach. Ręce wyprostowane, dłonie pod barkami Tworzymy linię prostą od czubka głowy do stóp. Ważne, by mięśnie były aktywne, biodra nie opadały w dół ani nie unosiły się zbyt wysoko, brzuch wciągnięty – tak jakbyśmy chcieli pępkiem dotknąć kręgosłupa. Wytrzymujemy w tej pozycji dłuższą chwilę, ale gdy nie jesteśmy w stanie wytrzymać w prawidłowej pozycji, od razu przerywamy ćwiczenie. Następnie wykonujemy tę samą pozycję, ale opierając się na całych przedramionach (łokcie na ziemi pod barkami)

Deska boczna. Wykonujemy pozycję deski, ale na jednej ręce i bokiem do podłogi. Należy skrzyżować nogi dla lepszej stabilizacji tak, by opierać się na zewnętrznej krawędzi buta nogi dolnej i wewnętrznej nogi górnej. W tej pozycji wytrzymujemy od kilkunastu do kilkudziesięciu sekund. Zmieniamy stronę, a ćwiczenie powtarzamy, schodząc niżej na łokieć i opierając się na całej długości przedramienia.

Wznosy bioder. W leżeniu tyłem (na plecach) stopy ustawiamy blisko pośladków. Zachowując stabilne centrum, wznosimy biodra, aż utworzy się linia prosta od kolan do szyi. Zatrzymujemy się kilka sekund i spokojnie opuszczamy. Powtarzamy 10-20 razy.

Skręty dolnej części ciała. Pozycja w leżeniu tyłem, nogi ugięte, kolana razem. Kładziemy ugięte nogi raz na jedną, raz na drugą stronę – utrzymując kolana w linii bioder; jednocześnie skręcamy dolną część pleców i rozciągając bok, staramy się „przyklejać” kręgosłup do podłogi.

Wyprost nogi w górę. Nadal pozycja w leżeniu tyłem. Łapiemy nogę pod kolanem i staramy się, by kolano znalazło się dokładnie nad biodrem; druga noga prosta – aktywnie przyklejona do podłogi. Wykonujemy kilka wyprostów nogi w stawie kolanowym, najlepiej do pełnego wyprostowania nogi ku górze. Tyle samo powtórzeń na drugą nogę.

Przyciąganie do klatki piersiowej ugiętej nogi. W leżeniu tyłem wykonujemy trzy warianty ćwiczenia. Łapiemy za goleń nogi ugiętej i przyciągamy ją w stronę klatki przez kilka, kilkanaście sekund; w tym samym czasie nogę wyprostowaną i plecy wciskamy w podłoże. Kilka powtórzeń raz na jedną, raz na drugą stronę. Następnie przyciągamy obie nogi jednocześnie. Trzecia wersja to założenie stopy na kolano nogi ugiętej, z odwiedzeniem kolana w bok. Takie przyciągnięcie kolana spowoduje rozciągnięcie mięśni pośladkowych.

Brzuszki – w wersji nie obciążającej kręgosłupa. Nie wolno pogłębiać lordozy lędźwiowej w czasie ćwiczeń. Nogi ugięte, stopy blisko pośladów. Unosimy tylko górną część pleców, rękami sunąc po podłodze w stronę stóp. Po kilkunastu powtórzeniach robimy drugą wersję – ze stopami uniesionymi na wysokość kolan, które znajdują się równo nad biodrami.

Pozycja niska Klappa (ukłon japoński). Jedna z lepszych pozycji odciążających i rozciągających mięśnie kręgosłupa. Klęk, stopy wyciągnięte wzdłuż podłogi. Siadamy na stopach, kolana lekko na bok. Wykonujemy skłon tułowia w przód, zbliżając ciało do podłogi i wyciągając ręce maksymalnie w przód – ważne, żeby w tej pozycji biodra zostały na stopach. Wyciągamy kręgosłup, ramiona ciągną w przód, równocześnie maksymalnie cofamy biodra. W tej pozycji możemy pozostać nawet całą minutę. Na wyciągniętych plecach wykonujemy następnie skręt, wsuwając maksymalnie jedną rękę w bok, pod pachę drugiej, nadal wyciągniętej w przód. Po kilkunastu, kilkudziesięciu sekundach to samo robimy na drugą stronę. Trzeci wariant to rozciągnięcie boku. Wyciągamy ponownie ramiona w przód, a następnie dłońmi przesuwamy po podłodze lekko w prawo (przy czym ręce nadal ciągną w przód) i rozciągamy lewy bok; biodra cały czas dociśnięte na stopach. To samo w drugą stronę. Kończymy ponownie na wprost.

Ćwiczenia w klęku podpartym. Ustawiamy kolana dokładnie pod biodrami, a dłonie pod barkami. Pierwsze ćwiczenie to tak zwane kocie grzbiety. Podczas wydechu wyginamy kręgosłup w łuk, rozciągając mięśnie górnej części pleców. Podczas wdechu ściągamy łopatki i wypychamy klatkę w dół, a biodra w górę. Pogłębiamy lordozę lędźwiową. 20 zmian pozycji w rytm oddechu. W pozostałych ćwiczeniach zachowujemy linię prostą kręgosłupa i napięte mięśnie głębokie. Unosimy prawą nogę maksymalnie w tył i w górę na wysokość biodra. Równocześnie lewą rękę maksymalnie w przód i w górę na wysokość barków. Wydłużamy ciało od lewej dłoni do prawej stopy. Stawiamy dłoń i kolano ponownie do klęku podpartego. To samo na drugą stronę. Powtarzamy po około 10 razy na stronę. Kolejne ćwiczenie w klęku podpartym: uginamy ramiona i opuszczamy klatkę piersiową do ziemi – otwieramy klatkę piersiową, jednocześnie utrzymujemy linię prostą pleców, przy biodrach maksymalnie cofniętych (ramiona jak do damskiej pompki, przy zachowaniu linii prostej). Następnie wyciągamy proste ramiona maksymalnie w przód, ciągnąc klatkę piersiową w dół, a biodra w tył i w górę. Zostajemy w tej pozycji przez około 30 sekund.

Leżąc na plecach, uginamy prawą nogę i stopę układamy obok lewego kolana. Lewa ręka łapie prawe kolano i ciągnie je do ziemi po lewej stronie. Prawe ramię wyciągnięte nad głowę, przyklejone do ziemi. Wykonujemy po 5 skrętów na każdą stronę, z kilkusekundowym pogłębieniem pozycji.

Wypady. Wykonujemy długi wykrok i uginamy nogę z przodu tak, by kolano z przodu ugięło się do kąta prostego i znalazło się w linii nad stopą. Noga z tyłu wyprostowana. Wyciągamy ramiona maksymalnie w górę, tułów wyprostowany. Dłonie ciągną w górę, a biodra w dół, nogi są aktywne. Wzmacniamy i rozciągamy kręgosłup, jednocześnie rozciągając brzuch. Następnie rękę przeciwną do nogi z przodu kładziemy obok stopy nogi wykrocznej, po jej wewnętrznej stronie. Drugą rękę wyciągamy maksymalnie w górę, skręcając plecy, rozciągając pośladek i otwierając klatkę piersiową.

Na koniec siadamy w siadzie skrzyżnym, plecy proste. Wykonujemy skłon w przód. Następnie prostujemy tułów, lewa ręka w górę i skłon boczny w prawo. To samo na drugą stronę. Prostujemy ciało, łapiemy się za głowę i wykonujemy skłon w przód, rozciągając kark. Następnie prawą ręką łapiemy za lewą część głowy i pomagamy pogłębić skłon szyi w prawo.

Po ćwiczeniach warto położyć się dla relaksu na plecach i chwilę głęboko oddychać. Czasami ból pleców może mieć podłoże psychiczne, spowodowane stresującym trybem życia. Warto poświęcić 20-30 minut dziennie na te ćwiczenia, aby cieszyć się długo sprawnością i dobrym samopoczuciem. Zachowując wszystkie przytoczone zasady, powinniśmy na dobre pożegnać się z bólem pleców.

Krzysztof Koc

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

Polska mistrzem Europy!

W rozegranych w Warszawie pierwszych drużynowych mistrzostwach Europy niewidomych zdecydowane zwycięstwo odniosła reprezentacja Polski w składzie: Marcin Tazbir, Marek Maćkowiak, Adam Czajkowski, Ryszard Suder i Tadeusz Żółtek. Polacy zdeklasowali rywali, zapewniając sobie złoty medal już na dwie rundy przed końcem rozgrywek. A oto przykłady twórczości naszych mistrzów.

Obrona sycylijska

A. Czajkowski (2151) – J. Mieszkow (Rosja – 2350)

1.e4 c5 2.Sf3 a6 3.Sc3!? Dobre jest również 3.c3 i 3.c4, natomiast mniej dokładne 3.d4 cd4 4.S:d4 Sf6 5.Sc3 e5 6.Sb3 Gb4 daje czarnym dobrą grę dzięki szybkim naciskom na punkt e4 3...g6 Solidniejsze było 3...d6, 3…e6 lub 3...Sc6 z przejściem do głównych wariantów obrony sycylijskiej 4.d4 cd4 5.H:d4! Sf6 6.e5 Sc6 7.Hh4 Sh5 8.Ge3 Sg7 Czarne mają problemy z zakończeniem rozwoju: 8...Gg7? 9.g4 9.Gd3 Se6 10.0-0-0 Energiczniejsze było 10.Sd5! np. 10…Ha5+ 11.b4! H:d5 12.Gc4 i hetman nieoczekiwanie ginie na środku szachownicy 10...Ha5 11.Gc4 b5 12.Gb3 b4?! Zbyt optymistyczne. Lepsze 12...Gg7 13.Sd5 Wb8 14.Whe1 Gg7 Przewaga pozycyjna białych jest już wyraźna 15.g4 h5 Po 15...0-0 16.S:e7+ ginął pionek 16.g5 Wb7 17.He4 Sc5 Po 17...0-0 18.Sf6+! ef6 (Lub 18...Kh8 19.G:e6 fe6? 20.H:g6) 19.gf6 Gh8 20.Wg1 białe uzyskiwały rozstrzygający atak 18.Hc4?! Pozwala czarnym zakończyć rozwój. Lepiej wyglądało 18.G:c5 H:c5 19.Sf6+ G:f6 20.ef6 e6 21.Ga4 18...S:b3+ 19.H:b3 0–0 20.Sh4 Kh7 Po 20...G:e5 21.f4 Gg7 22.f5 białe uzyskiwały silny atak, ale ten wariant był dla czarnych zdecydowanie lepszy 21.f4 d6 22.ed6 Ge6? Błąd, ale również i po stosunkowo lepszym 22...ed6 23.f5 sytuacja czarnych była nie do pozazdroszczenia.

23.f5! Pozycja czarnych szybko się rozsypuje. W dalszym toku gry nasz junior nie dał eksmistrzowi świata żadnych szans 23...gf5 Po 23…G:f5 24.S:f5 gf5 25 de7 S:e7 rozstrzygało 27.Gb6! 24.g6+! fg6 25.S:g6 Wf7 Jeśli 25...K:g6, to 26.Sf4+ 26.Sgf4 G:d5 27.W:d5 Hd8 28.Se6 Hg8 29.d7 Sd8 30.Sg5+ Kh8 31.S:f7+ H:f7 32.Gd4 e6 33.Hg3!? G:d4 Lub 33...ed5 34.G:g7+ H:g7 35.We8+ 34.W:d4 W:d7 35.He5+ Kh7 36.W:d7 H:d7 37.Hf6 Sf7 38.W:e6 i czarne poddały się.

M. Tazbir (2524) – B. Rositsan (Litwa – 2091)

Białe: Kd2, We1, Wh1, Gf1, Sd4, a2, b2, e3, f3, g2, h2

Czarne: Kg8, We5, We8, Gb7, Sf6, a7, b6, d5, f7, g7, h7

Ta partia zadecydowała o zwycięstwie Polski w meczu z mistrzami świata.

Białe bardzo precyzyjnie obnażyły słabość izolowanego pionka 21.Gb5 W8e7 22.g4 Wc7?! Umożliwia białym korzystne wymiany. Lepsze 22...a6, np. 23.Gc6 g6 24.G:b7 W:b7 i czarne zostają ze skoczkiem, a nie z pasywnym gońcem 23.Wc1 W:c1 24.W:c1 Kf8 25.g5 Se8 26.f4 We4 27.G:e8! W:e8 28.Wc7 We7 29.W:e7 K:e7 30.Sf5+ Kf8 31.Kc3 Białe figury dominują na szachownicy – los partii jest przesądzony 31…Gc8 32.Sd6 Ge6 33.Kd4 g6 Niczego nie zmieniało 33...Ke7 34.Sb5 a5 35.Sc7 Kd6?! 36.Se8+ 34.Sb5 Ke7 35.Ke5 d4 (35…a5 36.Sc7) 36.ed4 G:a2 37.S:a7 Gc4 38.Sc8+ 1-0

G. Grybas (Litwa – 2012) – M. Maćkowiak (2161)

Białe: Kg2, Wc1, Wf1, Ga1, Sd4, a2, b3, f2, f4, g3, h5

Czarne: Kg8, Wa8, Wf8, Gg4, Gg7, a7, b7, c6, f7, g6, h7

Czarne pewnie zrealizowały przewagę pozycyjną 22...Wad8!? Po 22...G:h5 23.f3 Wad8 24.S:c6!? bc6 25.G:g7 K:g7 26.g4 G:g4 27.fg4 Wd2+ 28.Wf2 białe miały duże szanse na remis w końcówce wieżowej 23.f3 Gc8 24.Wfd1 gh5 25.Se2?! Białe pozbawiają przeciwnika pary gońców, ale za cenę oddania linii. Dokładniejsze było z tą samą ideą 25.Sc2, aby w niektórych wariantach odbić na a1 skoczkiem i kontrolować linię „d” 25...W:d1 26.W:d1 G:a1 27.W:a1 Wd8! 28.Kf2 Gf5 29.Ke3? Strata tempa. Lepsze 29.Ke1 Wd3 30.Wd1! i nie wolno 30...W:f3? bo 31.Wd8+ Kg7 32.Sd4 i czarne tracą figurę 29...Wd3+ 30.Kf2 Kg7 31.b4 Ge6 32.a3 Gd5 33.Sg1 Wd2+ 34.Ke3 Wb2 Obie białe figury skazane są na obronę pionków. Aktywny pozostaje tylko król, który bez wsparcia niewiele może zdziałać 35.f5 Kf6 36.Kf4 Wc2 37.g4 hg4 38.fg4 h6 39.Sh3 Wc3 40.Sg1 Po 40.g5+? hg5+ 41.S:g5 Wc4+ ginął skoczek 40...b6 Powstała pozycja pełnego zugzwangu u białych. Każdy ruch prowadzi do strat materialnych lub mata 0-1

Obrona francuska

M. Tazbir (2524) – S. Grigorczuk (Ukraina – 2267)

1.e4 e6 2.d4 d5 3.Sc3 Gb4 4.e5 c5 5.a3 G:c3+ 6.bc3 Se7 7.Hg4 0-0 Drugim ostrym odgałęzieniem wariantu jest 7...Hc7 8.H:g7 Wg8 9.H:h7 cd4 10.Se2 Sbc6 11.f4 Gd7 12.Hd3 dc3 8.Sf3 Sbc6 9.Gd3 f5 10.ef6 W:f6 11.Hh5 Grywano tu także 11.Gg5 Wf7 12.G:e7 W:e7 13.Hh4 g6 14.0-0 z wyrównanymi szansami 11...h6 12.Se5 c4 Silny atak dawało białym 12…cd4 13.cd4 S:d4 14.Sg4 13.Ge2 Ciekawie wyglądało 13.Sg4, np. 13...cd3 14.S:f6+ gf6 15.cd3 lub 13...Wf8 14.Gg6 Sf5 15.0-0 z trudną do oceny pozycją 13...Hc7 14.Sg4 Wf5 15.Hh4 Ha5 16.Gd2 Wf8 Po dokładniejszym 16...Wf7!? 17.Hg3 Kh8 18.Se5 Wf6 pozycję obronną czarnych przebić byłoby trudniej 17.Hg3 Kh7 18.Hd6 Wd8 Zasługiwała na uwagę ofiara pionka 18...e5!? 19.S:e5 (19.S:h6? Wf6) 19...Gf5 i czarne uzyskują kontrgrę 19.Hf4 Gd7? Bezpieczniejsze było 19...Sg6 20.Hg3 Wf8 20.S:h6!? Intuicyjna ofiara figury. Białe niewiele ryzykują – mają praktycznie zapewniony remis przez wieczny szach 20...gh6? Automatyczne posunięcie, które prowadzi do porażki. Wtrącenie 20...Wf8! 21.Hh4 gh6 22.H:h6+ Kg8 przynosiło zysk ważnego tempa i dawało znacznie więcej możliwości obronnych 21.H:h6+ Kg8 22.h4 Białe planują wprowadzić do ataku wieżę 22...Wf8 23.Hg5+ Kh8 Niewiele zmieniało 23...Kh7 24.Wh3 Sf5 25.Gg4 Sce7 26.Hh5+ Kg7 27.G:f5 S:f5 28.Gf4 i atak jest rozstrzygający 24.Hh6+ Kg8 25.Wh3 Grozi 26.Wg3, a ponadto wieża broni pionka c3, więc do ataku może włączyć się czarnopolowy goniec 25…Sf5 26.Hg5+ Kh8 27.Hh5+ Kg8 28.Hg5+ Kilka szachów dla zyskania czasu do namysłu 28...Kh8 29.Gg4! Wg8?! Szybko przegrywa, ale i po 29...Sce7 30.Gf4 Ge8 31.G:f5 S:f5 32.g4 pozycja była do poddania 30.Hf6+ Wg7 31.G:f5 Hd8 Po 31...ef5 32.Wg3 Wag8 nastąpiłoby 33.Wg6! z groźbą 34.Wh6x 32.Hh6+ i czarne poddały się. Jeśli 32...Kg8, to 33.Gg6 e5 34.Wg3 Hf6 35.Gh7+ Kf7 36.Wf3.

Obrona królewsko-indyjska

S. Wassin (Ukraina – 2298) – A. Czajkowski (2151)

1.d4 Sf6 2.Sf3 g6 3.g3 Gg7 4.Gg2 0-0 5.0-0 d6 6.c4 Sc6 7.h3 e5 8.Ge3 ed4 9.S:d4 Se5 10.b3?! Bezpieczniej wyglądało 10.Sd2 c5 11.S4f3 10...d5! Czarne przechwytują inicjatywę 11.c5 Po innych odpowiedziach białe też miały kłopoty: 11.cd5 S:d5 12.Gd2 c5 lub 11.Sc3 c5 12.Sc2 d4 13.Gf4 S:c4 11...Se4 12.Hc2?! Tu hetman wpada pod dodatkowe uderzenia. Lepiej było bronić pionka ruchem 12.Hc1 12...Sc6 13.Wd1 Sb4?! Niedokładność. Dzięki małej kombinacji można było zdobyć pionka: 13...S:d4 14.G:d4 G:d4 15.W:d4 S:f2! 16.Sc3 (Nie wolno 16.K:f2? Hf6+, a jeśli 16.W:d5, to S:h3+ 17.Kh2 He7 18.G:h3 G:h3 19.K:h3? He6+) 16...S:h3+ 17.G:h3 G:h3 18.W:d5 He7 itd. 14.Hc1 He7 15.a3 Sc6 16.Wa2?! Prowadzi do straty materiału. Prawidłowe było 16.b4, np. 16…S:d4 17.G:d4 G:d4 18.W:d4 Hf6 (Teraz nie przechodzi 18...S:f2? 19.K:f2 Hf6+ 20.Hf4) 19.He3 16...S:d4 17.G:d4 G:d4 18.W:d4 S:c5 19.W:d5 Jeśli 19.G:d5, to 19…c6 20.b4 Se6 21.G:e6 G:e6 19...S:b3 20.Hc3 c6 21.We5 Hd6 22.Wb2 Sd4 Realizacja przewagi nie jest łatwa z uwagi na konieczność obrony pionków hetmańskiego skrzydła 23.We4 Sb5 24.Hc1 Gf5 (24...S:a3? 25.Wd2!) 25.Wh4 G:b1?! Lepsze 25...Hf6 26.a4 Sd6 26.W:b1 He7 27.a4 Lub 27.Hh6 f5 28.Gd5+ Kh8! 29.H:g6? H:h4 27...Sd6 28.Wd4 Wfd8 29.Hc5 Wac8 Z zamiarem zagrania b7-b6 i c6-c5 30.a5 Wd7?! Błąd w niedoczasie. Należało grać 30...Hc7! 31.g4? Tutaj białe mogły wyrównać szanse po 31.H:a7 Sb5 32.W:d7 H:d7 33.Hb6 31...Sb5 32.H:e7 W:e7 33.Wd2 a6 Teraz pionki są już bezpieczne i wolniak może ruszyć naprzód 34.Wb3 c5 35.e3 c4 36.Wb4? Lepsze 36.Wb1 c3 37.Wc1 Kg7 38.Wd5, ale rezultatu partii to nie zmieniało 36...c3 37.Wc2 Wd7 38.Kf1 Wd2 39.Wc1 Nie ratowało 39.G:b7 W:c2 40.G:c8 Wb2 41.Wc4 c2 42.Kg2 Sa3 czy też 39.W:d2 cd2 40.Ke2 Wd8 39...Wcd8 40.Ke1 Wb2 41.Wc4 Wdd2 42.W1:c3 We2+ 43.Kd1 S:c3+ 44.W:c3 W:f2 0–1

G. Draghici (Hiszpania – 2094) – R. Suder (2142)

Białe: Kg1, Wa1, Wf1, Gc3, Ge2, Sb5, Sf3, a5, b6, f2

Czarne: Kf8, Wa8, Wh6, Ge7, Gf5, Sc6, Sf6, b7, d5, f7, g5

Partia zakończyła się niespodziewanie szybko 26...Se4 27.Gb2 Gc5 Zasługiwało na uwagę 27...Gg4 28.Sfd4 Gd7 29.S:c6? Białe zapomniały, że w szachach bicie nie jest obowiązkowe. Konieczna była trwała blokada na punkcie d4 29...Sg3! i wobec nieuchronnego mata białe skapitulowały.

A. Czajkowski (2151) – B. Began (Chorwacja – 1836)

Białe: Kg1, He2, Wa1, Gb2, Gf3, a2, b3, c4, d4, f2, g3, h3

Czarne: Kg8, Ha5, Wf8, Gd6, Sg6, a7, b7, c6, f5, f7, g7, h7

Białe rozstrzygnęły grę bezpośrednim atakiem na króla 19.h4 Wd8 Po 19...h6 mogło nastąpić 20.c5 Gc7 21.h5 Sh8 22.He3 z następnym d4-d5 20.h5 Sf8 21.h6 gh6 22.c5 Gb8 23.He7 Hc7? Konieczne było 23...Sg6! 24.Hf6 (24.H:b7? Hd2!) 24…We8! 25.H:f5 (25.d5?! Ge5) 25...Hd2 i sytuacja robi się niejasna 24.Hf6 Sd7 25.H:h6 f6 26.We1 Sf8 27.H:f6 1–0

Ryszard Bernard

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w warcaby

W poniższych dwóch partiach, rozegranych na turniejach crossowskich, zastosowano popularne warianty pochodzące z debiutu francuskiego.

Jan Sekuła – Mikołaj Fiedoruk

Ogólnopolski Turniej w Warcabach Stupolowych

08.06.2016 r., Pobierowo

1. 34-30 20-25 Debiut francuski

2. 32-28

2. 30-24 19x30 3. 35x24 Białe błyskawicznie stawiają klina w celu zaostrzenia gry. Czarne mogą odejść z pola 18, uniemożliwiając białym odbicie swojego klina wymianą 2 za 2 po ataku 14-19. Można to zrobić w następujący sposób: 3… 18-22 4. 33-29 14-20 i cała gra przed nami – z ciekawymi wariantami.

2... 25x34 3. 39x30 17-21

Najczęściej gra się tu: 3... 16-21. Czarne wyprowadzają słabego piona z pola 16.

W przypadku próby związania 4. 31-26 czarne powinny wtargnąć 4… 21-27, wykorzystując niepełną kolumnę 28-39 u białych.

Wielu zawodników grających białymi pionkami dało się złapać w pułapkę czarnych i po kilku ruchach traciło centralnego piona z pola 28. Dalej partie kontynuowano zwykle tak: 5. 37-32.

Jeśli w tym miejscu zaatakować w drugą stronę: 5. 37-31 18-23 6. 31x22 23x32
7. 38x27 17x39 8. 44x33, to z powodu bandowych pionów białych 26 i 31 pozycja jest lepsza u czarnych. Oczywiście nie można: 5.44-39?? 27-32 6. 38x27 19-24 7. 30x19 14x21.

Wracając do ruchu 5. 37-32, później następuje: 5… 11-16 6. 32x21 16x27 7. 30-25 broniące przed groźbą 19-24. Czarne powinny teraz zaatakować centralnego piona białych ruchem 7… 18-23 8. 42-37 23x32 9. 37x28 7-11 10.44-39 19-24.

Uciekając przed prostą groźbą, czarne jednocześnie ograniczają centrum białych z dwóch stron.

Na pozór spokojnie wyglądająca pozycja przy nieostrożnej grze białych może się okazać dla nich zabójcza: 11. 40-34 11-16.

Nie można w tym miejscu zagrać
12. 47-42?? z powodu pouczającej kombinacji 12… 17-22 13. 28x17 12x21 14. 26x17 27-32 15. 38x27 24-30 16. 35x24 14-20
17. 25x14 9x47.

Następny ruch białych przypieczętował stratę piona: 12. 50-44? 17-21 13. 26x17 12x21 14. 41-37. Wyjście pionkiem na pole wroga też prowadzi do materialnej straty: 14. 28-23 24-29 15. 33x24 14-20 16. 25x14 9x18. W tym wariancie porażka również jest nieunikniona: 14. 44-40 14-20 15. 25x14 9x20.

Po ruchu 14, jeśli się pośpieszyć: 14... 27-32 15. 38x27 21x23, białe w łatwy sposób odbijają piona. 16. 25-20 14x25 17. 34-30 25x34 18. 39x28. Należy więc zachować cierpliwość: 14... 24-30 15. 35x24 14-20 16. 25x14 9x40 17. 45x34 27-32 18. 38x27 21x23.

Wracając do głównego wątku w partii, czarne po ruchu 3… 17-21 wybrały inny schemat gry.

4. 44-39 19-23 5. 28x19 14x23 6. 50-44 21-26?

Niepotrzebny ruch ułatwiający białym rozwój ich długiego skrzydła. Pionek na polu 21 jest w tym stadium gry aktywniejszy niż bandowy pion na 26.

7. 33-28!

Rozwijając swoje skrzydło, białe zyskują również sporo temp w rozwoju pozycji.

7… 23x32 8. 37x28 26x37 9. 41x32 16-21

Słuszna decyzja. Jeśli nadarza się okazja, piona z pola 16 należy wprowadzać do gry.

10. 39-33 21-26 11. 44-39 11-17 12. 46-41 6-11 13. 41-37 1-6 14. 37-31

Wydaje się, że można było w tym czasie pomyśleć o rozwoju swojego krótkiego skrzydła. Ta wymiana nic wymiernego nie wnosi do gry, a osłabia jedynie długie skrzydło białych. Korzystniej było zagrać: 14. 40-34 10-14 15. 34-29 5-10 16. 45-40 14-19 17.40-34 itd.

14... 26x37 15. 42x31 10-14 16. 47-42

Białe mają aż 10 temp więcej niż przeciwnik. Czarne muszą zareagować i same zacząć wymieniać piony do przodu.

16… 17-22 17. 28x17 11x22 18. 49-44 14-19 19. 40-34 15-20 20. 45-40 20-25 21. 30-24 19x30 22. 35x24

Białe stawiają klina. Po opanowaniu tego centralnego pola białe powinny próbować

umocnić się w centrum.

22… 13-19 23. 24x13 8x19

Słuszna decyzja czarnych. Klin białych nie był możliwy do zdobycia, więc czarne wymieniły go i same będą dążyły do opanowania centrum.

24.32-27 5-10

Gdyby czarne miały piona na polu 16, pozycję tę nazwalibyśmy półrogatką.

W przypadku braku tego piona trudno mówić tu o półrogatce, gdyż tak naprawdę białe nie wiążą zasadniczo czarnych pionów na ich krótkim skrzydle. Jak tylko nadarzy się okazja, czarne wtargną na pole 28. W przypadku, gdyby miały piona na polu 16 i dały się złapać w półrogatkę, takie wtargnięcie na pole wroga byłoby niemożliwe z powodu prostej groźby kombinacyjnej.

25. 42-37 10-14 26. 37-32 2-8 27. 48-42 9-13 28. 40-35 4-10

Gracze podciągają swoje piony.

29. 34-30 25x34 30. 39x30

Białe budują swoją pozycję w kształt przypominający podkowę.

30… 19-23 31. 31-26 22x31 32. 26x37

Częściej gra się wymianę do przodu, z próbą zaciśnięcia pierścienia wokół centralnych pionów przeciwnika: 32. 36x27.

Dalej mogło być np.: 32… 14-19 33. 44-39 10-14 34. 39-34 12-17 35. 33-29 z planem podchwycenia przeciwnika.

32... 6-11 33. 44-39 11-17 34. 37-31 7-11 35. 32-27 13-19 36. 39-34 8-13 37. 33-29 Białe próbują podchwycić pozycję przeciwnika, ale centrum czarnych wygląda bardzo solidnie.

37... 17-22 38.38-33 12-17 39.43-39 22-28 40.33x22 17x28

Czarne wtargnięciem w centrum rozerwały pozycję białych na pół. Interesująca sytuacja: czarne rządzą w centrum, a białe próbują ograniczyć przeciwnika z dwóch skrzydeł. Wkrótce się przekonamy, czyj plan zwycięży.

41. 30-25 10-15 42. 31-26

Lepiej przetrzymać przeciwnika w tym niewygodnym położeniu: 42. 35-30 3-8 43. 42-37 8-12 44. 31-26 14-20 45. 25x14 19x10 46. 36-31 10-14 47. 27-22 18x36 48. 29x16 28-32 49. 37x28 36-41 i partia powinna zakończyć się remisem.

42... 3-8 43. 26-21

Czarne w tej sytuacji zdecydowały się na zrobienie kombinacji, która dawała im przewagę w grze końcowej.

43… 28-32 44. 27x38 11-17 45. 21x3 23-28 46. 3x20 15x44 47. 25-20 44-49? Czarne za łatwo pozwoliły białym przedostać się do damki. Partia cały czas toczyła się w rytmie remisowej gry, ale był to moment, w którym to czarne wypuściły szansę na zwycięstwo. Należało zagrać: 47... 19-24 48. 20x29 44-49. Białe są zmuszone oddać co najmniej jednego piona, a do damki mają jeszcze bardzo daleko. W tej końcówce czarne będą miały szansę wygrać partię.

48. 20-15 49x21 49. 15-10 21-3 50. 10-4 19-24 51. 42-38 28-32 52. 38x27 24-29
53. 34x12

Remis. Z perspektywy wypuszczonych szans dla białych to aż remis, a dla czarnych – tylko remis.

1-1

 

Józef Tołwiński – Ryszard Suder

VI Puchar Polski Stowarzyszenia „Cross” w Warcabach Stupolowych

10.08.2016 r., Suwałki

1. 34-30 20-25 2. 32-28 25x34 3. 39x30

Partia rozpoczęła się podobnie jak poprzednia – debiutem francuskim.

3… 17-22 4. 28x17 12x21 5. 31-26 7-12
6. 26x17 12x21

Drugie bicie na krótkim skrzydle częściej wykonuje się do przodu 11x22, aktywnie walcząc o centrum.

7. 36-31 1-7 8. 31-26

Takimi atakami białe oddają tylko tempa czarnym. Konsekwencje takiego zachowania będzie widać w rozwoju obu wojsk.

8… 7-12 9. 26x17 11x22 10. 37-32 19-23 11. 41-37 14-19 12. 46-41 10-14

Czarne wyprzedzają przeciwnika o 4 tempa. Ponadto rozwinęły już swoje krótkie skrzydło, a skrzydło białych wciąż stoi nieruszone. Przewaga pozycyjna jest niewątpliwie po stronie czarnych.

13. 32-28 23x32 14. 37x17 12x21 15. 44-39 19-23 16. 41-37 5-10 17. 30-25

Kolejny ruch na bandę to kolejna strata ruchu.

17… 14-19 18. 50-44 10-14 19. 33-29 23x34 20. 39x30 6-11 21. 44-39 11-17
22. 39-33 8-12

Lepiej nie czekać i od razu aktywniej walczyć o centrum, np.: 17-22 lub 19-23.

23. 33-29 17-22 24. 38-33 12-17

Czarne mają dobre perspektywy, ale niepotrzebnie przesuwają piony z tyłu.

25. 43-38 22-27 26. 29-24?

Bardzo słaby ruch. To związanie pozycji nie ogranicza zbytnio czarnych. Poza tym

czarne i tak zamierzają atakować długie skrzydło białych.

26… 17-22 27. 49-44 21-26 28. 24-20? 15x24 29. 33-28 22x33 30. 38x20

 

Niestety, tą wymianą białe utwierdziły na dobre swoje bandowe piony. Na ich długim skrzydle do obrony flanki pozostały do tego zaledwie 4 piony na polach: 47, 48, 42, 37.

30… 18-23 31. 42-38?

W warcabach znana jest prosta zasada: nie graj skrzydłem, które masz słabe. Białe, niestety, postępują odwrotnie.
31… 2-7 32. 48-42 7-11 33. 44-39 11-17 34. 39-34 17-21 35. 34-29 23x34 36. 40x29 19-23 37. 29x18 13x22 38. 45-40 27-31
39. 40-34 31-36 40. 34-29??

Nietrudna kombinacja pogrążyła białe piony. Należało grać: 40. 20-15 i dalej mogło być np.: 40… 22-28 41. 38-33 28x39
42. 34x43 21-27 43. 43-38 27-31 44. 38-33 16-21 45. 33-29 21-27 46. 30-24 27-32! Standardowe poświęcenie w takich pozycjach 47. 37x28 31-37 48. 42x31 26x37 i białe, oddając otrzymanego piona, powinny zremisować. 49. 15-10 14x5 50. 28-22.

40... 9-13! 41. 20x27 21x43

Pozycja jest dla białych przegrana ze względu na dużą odległość białych pionów do damki i dwóch strażników na polach 3 i 4.

42. 29-23 43-48 43. 30-24 48-34 44. 23-19 34-48 45. 19-13 26-31 46. 37x26 48x9
47. 24-20 9-22

0-2

Damian Jakubik

 

aaa

 

kultura

 

Powinniśmy pamiętać

„25 października. Maciek był w szkole. Dzwonek do drzwi. W korytarzu stoją Janusz Majer, wtedy prezes klubu wysokogórskiego w Katowicach, z żoną. Głowy spuszczone, nie patrzą na mnie. Już wiedziałam. Przyjęłam tę informację ze spokojem. Nie potrafiłam się rozpłakać. Usiadłam na kanapie, oni coś mówili, a ja nie wiem co. Byłam zdrętwiała. Jurek nie żyje? Jak to? Przecież zawsze obiecywał: «Nie martw się, ja wrócę»” – ten fragment najnowszej książki o Jerzym Kukuczce przejmuje mnie najbardziej. Muszę przerwać lekturę, by uspokoić emocje, uciszyć burzę w mojej głowie. Jak to? Naprawdę myślał, że góry potraktują go łaskawie? Mimo tego, że prawie na każdej wyprawie ktoś tracił życie lub przynajmniej zdrowie? Ciężkie odmrożenia nierzadko kończące się amputacją, halucynacje wywoływane przez chorobę wysokościową i bardzo często, zbyt często – śmierć. Obrzęk płuc, obrzęk mózgu, wychłodzenie, przysypanie przez lawinę albo roztrzaskanie się o skały. To przytrafiało się jego kolegom. Czy naprawdę wierzył, że jemu nic złego się nie stanie? A może wspinał się z pełną świadomością, że kiedyś lina może się urwać? Ile trzeba mieć w sobie odwagi i ile pasji?!

Arcybiskup Damian Zimoń podczas mowy pogrzebowej powiedział: „Góry wzywają ludzi, którzy pragną w życiu wartości duchowych”. Nieważne, czego Kukuczka szukał na takich wysokościach, ale na pewno nie sam cel był dla niego najważniejszy, a droga do niego. Jak pisał w książce „Mój pionowy świat”: „szczęście przeżywa się, gdy wszystko pozostaje jeszcze przed tobą, kiedy wiesz, że do celu masz jeszcze kilkaset, kilkadziesiąt metrów, gdy jesteś tuż przed...”

Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście” to fascynujący portret człowieka uparcie dążącego do realizowania swoich marzeń, wyjątkowo silnego mężczyzny, który wydawał się światu niezniszczalny. Autorzy – Dariusz Kortko i Marcin Pietraszewski, na podstawie pamiętnika Jurka i rozmów z jego żoną i kolegami, stworzyli bardzo szczegółowy szkic, który czyta się z zapartym tchem, a po lekturze ma się wrażenie, że tak właśnie należało to napisać. Bez patetyzmu, bez oceniania, z szacunkiem, empatią, wyważoną delikatnością. Pięknie.

„Czytam tę książkę i widzę jego portret jak we śnie. Łzy cisną się do oczu same. Pozostały mi tylko piękne wspomnienia i pamięć, która trwa bez końca” – pisze żona himalaisty. I to chyba jedyne, co nam pozostało. Wanda Rutkiewicz (która zresztą zginęła trzy lata później) powiedziała kiedyś: „Nie powinniśmy ośmielać się oceniać tych, którzy szukają niebezpieczeństw w najwyższych górach świata, i żądać, by powiedzieli, jaki sens ma to, co robią. Gdy płacą najwyższą cenę za swoją pasję, po prostu powinniśmy o nich pamiętać”.

Barbara Zarzecka

Książka „Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście” Dariusza Kortki i Marcina Pietraszewskiego, wydana w 2016 r. przez Agorę, dostępna jest również w wersji elektronicznej (epub i mobi).