stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 8 (137) Sierpień 2016

CROSS

ISSN 1427-728X

ROK XIV

Nr 8 (137)

Sierpień 2016 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 635 57 94

tel. kom. 668 764 654,
666 725 040

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Grażyna Wojtkiewicz

Korekta

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

 Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa 

Nakład: 900 egzemplarzy

Miesięcznik dofinansowujePaństwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych 

 

 

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych

 

aaa

 

Spis treści:

Rio de Janeiro – miasto igrzysk

Monika Maniak-Iwaniszewska

Oni zapracowali na Rio

Mirosław Jurek

Biało-czerwoni podbijają Koprivnicę

Bożena Polak

Lato na rozbiegu

Wojciech Puchacz 

Tylko dla twardzieli

Georgina Myler

Walkerzy na podium mistrzostw

Mariusz Gołąbek

Wiadomości

Łaciate

BWO

Bieganie po schodach 

Krzysztof Koc

Gramy w szachy

Ryszard Bernard

Gramy w warcaby

Damian Jakubik

Gruzja od kuchni 

Barbara Zarzecka

 

aaa

 

paraolimpiady

 

Rio de Janeiro – miasto igrzysk  

Drugie co do wielkości miasto Brazylii. Słynie ze swych piaszczystych plaż (m.in. Copacabana, Ipanema), olbrzymiego posągu Chrystusa Odkupiciela na górze Corcovado, ale przede wszystkim z obchodzonego hucznie widowiskowego karnawału.

Położone jest w południowo-wschodniej części państwa, w zatoce Guanabara nad Atlantykiem, między urwistymi wzgórzami: Pao de Acucar – Głową Cukru, która wznosi się 396 m n.p.m., oraz Corcovado – Garbatą Górą ze statuą Chrystusa. Do miasta należą wyspy Governador i Paquetá oraz leżące na jego terenie jeziora Tijuca, Marapendi, Jacarepaguá i Rodrigo de Freitas.

Rio to miasto kontrastów. Z jednej strony może zaliczać się do najnowocześniejszych metropolii świata, z drugiej – znajdują się w nim dzielnice biedy (favelas) z problemami przestępczości narkotykowej, wysokim wskaźnikiem zabójstw i walczącymi między sobą gangami.

XV Letnie Igrzyska Paraolimpijskie odbędą się w Rio de Janeiro w dniach 7-18 września 2016 r. pod patronatem Międzynarodowego Komitetu Paraolimpijskiego (IPC). Pierwszy raz w historii igrzyska trafiły do Ameryki Południowej. Organizatorzy przewidują udział 4350 sportowców reprezentujących 179 krajów świata, którzy będą startować w 528 konkurencjach. Po raz pierwszy w programie igrzysk pojawi się kajakarstwo i triathlon. Program letnich igrzysk paraolimpijskich Rio 2016 obejmuje 22 sporty (w nawiasie podano organizacje/federacje zarządzające poszczególnymi sportami):

1.    Boccia (BISFed)

2.    Goalball (IBSA)

3.    Jeździectwo (ujeżdżenie) (FEI)

4.    Judo (IBSA)

5.    Kajakarstwo (ICF)

6.    Kolarstwo (szosowe i torowe) (UCI)

7.    Koszykówka na wózkach (IWBF)

8.    Lekkoatletyka (IPC)

9.    Łucznictwo (WA)

10.  Piłka nożna 5-osobowa (IBSA)

11.  Piłka nożna 7-osobowa (CP-ISRA)

12.    Piłka siatkowa (na siedząco) (WPV)

13.    Pływanie (IPC)

14.    Podnoszenie ciężarów (powerlifting) (IPC)

15.    Rugby na wózkach (IWRF)

16.    Strzelectwo (IPC)

17.    Szermierka na wózkach (IWAS)

18.    Tenis na wózkach (ITF)

19.    Tenis stołowy (ITTF)

20.    Triathlon (ITU)

21.    Wioślarstwo (FISA)

22.    Żeglarstwo (IFDS)

Wioska paraolimpijska w części mieszkalnej składa się z 21 siedemnastopiętrowych budynków tworzących 5 kompleksów mieszkaniowych. Apartamenty składają się z 2-5 sypialni. Niższe piętra w każdym budynku przystosowane są dla osób poruszających się na wózkach.

Areny sportowe igrzysk zgrupowane są w czterech strefach: Barra, Maracană, Copacabana i Deodoro.

W Barra, w niedalekiej odległości od wioski paraolimpijskiej, znajduje się Riocentro oraz Park Olimpijski. Riocentro to starszy obiekt, poddany modernizacji na potrzeby igrzysk. Tu rozgrywane będą zawody w podnoszeniu ciężarów, tenisie stołowym i piłce siatkowej na siedząco. W Parku Olimpijskim odbędą się zawody w koszykówce na wózkach, rugby na wózkach, tenisie na wózkach, pływaniu, bocci, judo, piłce nożnej 5-osobowej, kolarstwie torowym. Bezpośrednio przy Parku Olimpijskim znajdują się budynki mediów IBC i MPC (przekazy telewizyjne, centrum dla dziennikarzy). Również w Barra, nad samym morzem – w Pontal, będą ścigać się kolarze szosowi.

W rejonie Copacabana usytuowano żeglarstwo, kajakarstwo, wioślarstwo i triathlon.

Strefa Deodoro – to obiekty militarne. Tam odbędą się zawody w strzelectwie sportowym, szermierce na wózkach, jeździectwie i piłce nożnej 7-osobowej.

W strefie Maracană – na słynnym odrestaurowanym stadionie Maracană  zaplanowano ceremonie otwarcia i zamknięcia igrzysk. Na Stadionie Olimpijskim zostaną przeprowadzone zawody lekkoatletyczne, natomiast w Sambódromo (miejsce pokazów samby) – zawody łucznicze.

Zakończyły się już kwalifikacje paraolimpijskie. Wszystkie działania związane z udziałem naszej reprezentacji w igrzyskach przebiegają zgodnie z harmonogramem, zakończył się proces akredytacji, zgłoszeń sportowych, rejestracji wstępnej ekipy. Zawodnicy są przebadani, w większości profilaktycznie zaszczepieni. Trwa wyposażanie w oficjalne stroje z kolekcji olimpijskiej firmy 4F.

Na igrzyskach paraolimpijskich w Rio de Janeiro Polska będzie reprezentowana przez 91 sportowców niepełnosprawnych walczących w 13 sportach: jeździectwo, kajakarstwo, kolarstwo (szosowe, torowe), lekkoatletyka, łucznictwo, pływanie, podnoszenie ciężarów, strzelectwo, szermierka na wózkach, tenis na wózkach, tenis stołowy, wioślarstwo, żeglarstwo. To rekord w historii, jeśli chodzi o spektrum dyscyplin, w których wystartują nasi sportowcy. Szans medalowych tradycyjnie upatrujemy między innymi w kolarstwie, lekkoatletyce, pływaniu, tenisie stołowym i kajakarstwie, które debiutuje w programie igrzysk. W sportach tych reprezentanci zajmują czołowe lokaty na światowych listach rankingowych.

 

Planowana liczba kompletów medali do zdobycia w poszczególnych sportach
(liczba konkurencji) oraz planowana liczba uczestników
w podziale na mężczyzn i kobiety.

Sport

Konkurencje mężczyzn

Konkurencje kobiet

Konkurencje mieszane

Razem

Liczba miejsc planowanych

dla mężczyzn

Liczba miejsc planowanych

dla kobiet

Liczba startujących

zawodników ogółem

Boccia

0

0

7

7

80*

28*

108

Goalball

1

1

0

2

60

60

120

Jeździectwo (ujeżdżenie)

0

0

11

11

22*

56*

78

Judo

7

6

0

13

84

48

132

Kajakarstwo

3

3

0

6

30

30

60

Kolarstwo (torowe i szosowe)

28

20

2

50

150

80

230

Koszykówka na wózkach

1

1

0

2

144

120

264

Lekkoatletyka

95

82

0

177

660

440

1100

Łucznictwo

3

3

3

9

80

60

140

Piłka nożna (7-os.)

1

0

0

1

64

0

64

Piłka nożna (5-os.)

1

0

0

1

112

0

112

Piłka siatkowa (na siedząco)

1

1

0

2

96

96

192

Pływanie

80

71

1

152

340

280

620

Podnoszenie ciężarów

10

10

0

20

100

80

180

Rugby na wózkach

0

0

1

1

94*

2*

96

Strzelectwo sportowe

3

3

6

12

100

50

150

Szermierka na wózkach

8

6

0

14

54

34

88

Tenis na wózkach

2

2

2

6

72*

32*

104

Tenis stołowy

16

13

0

29

174

102

276

Triathlon

3

3

0

6

30

30

60

Wioślarstwo

1

1

2

4

48

48

96

Żeglarstwo

0

0

3

3

65*

15*

80

Łącznie

264

226

38

528

2659*

1691*

4350

 

 

 

Kwalifikacje paraolimpijskie Rio 2016

Sport

Mężczyźni

Kobiety

Razem

1.

Jeździectwo

0

1

1

2.

Kajakarstwo

2

1

3

3.

Kolarstwo

4

4

8

4.

Lekkoatletyka

20

11

31

5.

Łucznictwo

2

1

3

6.

Pływanie

4

4

8

7.

Podnoszenie ciężarów

4

3

7

8.

Strzelectwo

2

0

2

9.

Szermierka na wózkach

6

3

9

10.

Tenis na wózkach

2

0

2

11.

Tenis stołowy

7

6

13

12.

Wioślarstwo

1

1

2

13.

Żeglarstwo

1

1

2

Razem

55

36

91

 

Skład reprezentacji Polski na Igrzyska Paraolimpijskie Rio 2016

Misja paraolimpijska  

Łukasz Szeliga – prezes PKPar

Eugeniusz Grabowski – wiceprezes PKPar

Wojciech Kudlik – przedstawiciel DSW MSiT

Monika Maniak-Iwaniszewska – szef Misji Paraolimpijskiej

Romuald Schmidt – zastępca szefa Misji Paraolimpijskiej

Marcel Jarosławski – członek Misji,  administrator

Robert Kamiński – członek Misji, administrator

Zenon Jaszczur – członek Misji, administrator

Michał Pol – attaché prasowy

Andrzej Folga – szef Misji Medycznej

Kolarstwo: Anna Duzikowska, Anna Harkowska, Renata Kałuża, Iwona Podkościelna, Marcin Polak, Arkadiusz Skrzypiński, Przemysław Wegner, Rafał Wilk, Artur Korc – pilot, Michał Ładosz – pilot, Natalia Morytko – pilot, Aleksandra Tecław – pilot, Mirosław Jurek – trener, Jakub Pieniążek – trener

Lekkoatletyka: Ewa Durska, Alicja Fiodorow, Lucyna Kornobys, Karolina Kucharczyk, Joanna Mazur, Arleta Meloch, Barbara Niewiedział, Katarzyna Piekart, Sabina Stenka-Szymańska, Renata Śliwińska, Anna Trener-Wierciak, Tomasz Blatkiewicz, Krzysztof Ciuksza, Michał Derus, Adrian Imianowski, Robert Jachimowicz, Aleksander Kossakowski, Rafał Korc, Karol Kozuń, Maciej Lepiato, Mirosław Madzia, Łukasz Mamczarz, Mateusz Michalski, Daniel Pek, Paweł Piotrowski, Janusz Rokicki, Mariusz Sobczak, Maciej Sochal, Lech Stoltman, Bartosz Tyszkowski, Łukasz Wietecki, Michał Stawicki – przewodnik, Sylwester Lepiarz – przewodnik, Jerzy Jankowski – kierownik, Zbigniew Gryżboń – trener, Wojciech Kikowski – trener, Jacek Szczygieł – trener, Mariusz Żabiński – trener, Kazimierz Żuromski – trener, Zbigniew Lewkowicz – trener, Dariusz Niemczyn – trener

Łucznictwo: Milena Olszewska, Adam Dudka, Piotr Sawicki, Ryszard Pacura – trener

Paraujeżdżenie: Karolina Karwowska na koniu Emol, Natalia Kozłowska – trener,

Ireneusz Kozłowski – luzak konia i właściciel, Jarosław Karcz – weterynarz

Pływanie: Karolina Hamer, Oliwia Jabłońska, Joanna Mendak, Paulina Woźniak, Patryk Biskup, Jacek Czech, Wojciech Makowski, Kamil Rzetelski, Przemysław Czech – administrator, Edward Dec – trener, Wojciech Seidel – trener

Podnoszenie ciężarów: Małgorzata Hałas-Koralewska, Justyna Kozdryk, Marzena Zięba, Grzegorz Lanzer, Wawrzyniec Latus, Mariusz Tomczyk, Marek Trykacz, Mariusz Oliwa – trener

Strzelectwo sportowe: Filip Rodzik, Szymon Sowiński, Marek Marucha – trener

Szermierka na wózkach: Renata Burdon, Marta Fidrych, Marta Makowska, Adrian Castro, Jacek Gaworski, Michał Nalewajek, Dariusz Pender, Grzegorz Pluta, Kamil Rząsa, Marek Gniewkowski – trener, Sebastian Koziejowski – trener-technik, Zbigniew Rybak – trener-technik

Tenis na wózkach: Kamil Fabisiak, Tadeusz Kruszelnicki, Rafał Helbik – trener

Tenis stołowy: Dorota Bucław, Katarzyna Marszał, Dorota Nowacka, Natalia Partyka, Karolina Pęk, Krystyna Siemieniecka, Patryk Chojnowski, Rafał Czuper, Piotr Grudzień, Rafał Lis, Maciej Nalepka, Marcin Skrzynecki, Krzysztof Żyłka, Marek Biernat – trener, Elżbieta Madejska – trener, Andrzej Ochal – trener

Wioślarstwo (1K+1M): Jolanta Majka, Michał Gadowski, Tomasz Kaźmierczak – trener

Żeglarstwo (1K+1M): Monika Gibes, Piotr Cichocki, Grzegorz Prokopowicz – trener

Kajakarstwo: Kamila Kubas, Mateusz Surwiło, Jakub Tokarz, Renata Klekotko – trener, Michał Starczewski – trener

Monika Maniak-Iwaniszewska

Polski Komitet Paraolimpijski

 

aaa

 

kolarstwo

 

Oni zapracowali na Rio  

Paraolimpiada w Brazylii, która przez ostatnie lata była odległym i niemal mitycznym celem, teraz zbliża się wielkimi krokami i lada moment stanie się faktem.

Anna Harkowska (klasa WC5) oraz tandemy: Anna Duzikowska i Natalia Morytko, Iwona Podkościelna i Aleksandra Tecław, Marcin Polak i Michał Ładosz oraz Przemysław Wegner i Artur Korc to przedstawiciele ZKF „Olimp” tworzący kolarską reprezentację Polski na igrzyska paraolimpijskie w Rio de Janeiro. Do ekipy obsługującej polskich zawodników Komitet Paraolimpijski powołał współpracujących z „Olimpem”: fizjoterapeutkę Magdalenę Ignasiak, trenerów Mirosława Jurka i Mariana Kowalskiego oraz mechanika Jerzego Stawińskiego.

Przygotowania do igrzysk wchodzą w decydującą fazę i obejmują zarówno działania sportowe, jak i organizacyjne. W lipcu kadra kolarska wzięła udział w dwóch międzynarodowych imprezach będących ostatnią okazją do konfrontacji z zagranicznymi rywalami przed  startem w Rio. W dniach 9-10 lipca nasza reprezentacja ścigała się w zawodach Para-cycling European Cup rozegranych na Słowacji w Dolinie Vrátnej, w sąsiedztwie miejscowości Terchová. Ta duża wieś ma długą i bogatą historię, datowaną od 1580 roku, której częścią jest postać Juraja Jánošíka urodzonego w Terchovej w 1688 roku. Pomnik legendarnego zbójnika, usytuowany na skraju wsi u wlotu Doliny Vratnej, ładnie komponuje się z górskim krajobrazem i jest jedną z atrakcji turystycznych oferowanych licznym gościom odwiedzającym ten rejon. To urokliwe miejsce, położone we wschodniej części Małej Fatry w Centralnych Karpatach Zachodnich, jest zapewne lepiej znane narciarzom i amatorom pieszych wędrówek niż kolarzom, ale z wyłączeniem zawodników „Olimpu”, którzy jeżdżą tu regularnie od wielu lat.

Tegoroczne zawody rozegrano według tradycyjnej formuły: w pierwszym dniu odbył się wyścig ze startu wspólnego na dystansie 54 km (6 rund o długości 9 km), a dzień później jazda na czas na dystansie 11 km. Mimo że dystanse nie są długie, słowackie wyścigi zaliczają się do najtrudniejszych w Europie ze względu na wymagający, górski charakter tras. Polskie tandemy w takich warunkach radzą sobie bardzo dobrze, czego potwierdzeniem były wyniki. W rywalizacji mężczyzn w obu konkurencjach pierwsza trójka była identyczna – najlepszy był duet Marcin Polak – Michał Ładosz, drugie miejsce zajęli Przemysław Wegner i Artur Korc, na trzeciej pozycji dwukrotnie finiszowali Słowacy Vladislav Janovjak i Jan Gallik. Na podium nie udało się stanąć tandemowi w składzie Piotr Kołodziejczuk – Łukasz Dudko, który zajął 5. miejsce w wyścigu ze startu wspólnego i 4. w jeździe na czas. Nasze zawodniczki nie miały zagranicznych przeciwniczek i rywalizowały między sobą. Dwukrotnie zwyciężyły Iwona Podkościelna i Aleksandra Tecław, które pokonały Annę Duzikowską i Natalię Morytko. Polki za zajęcie dwóch czołowych lokat otrzymały punkty rankingowe UCI, lecz nie dostąpiły zaszczytu dekoracji na podium zwycięzców. Organizatorzy od lat nadają wyścigom formułę open, już na starcie pozbawiając kobiety szans na zdobycie nagród, co niechlubnie wyróżnia słowacki Puchar Europy wśród innych międzynarodowych imprez parakolarskich. Na otarcie łez dziewczętom pozostał minikoncert kapeli góralskiej, który towarzyszył ceremonii dekoracji. Rangi temu wydarzeniu dodaje fakt, że w 2013 roku tradycja muzyki z Terchovej została wpisana na listę reprezentatywną niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Po powrocie ze Słowacji kadra odbyła badania okresowe w Centralnym Ośrodku Medycyny Sportowej w Warszawie. Zawodnicy zostali też zaszczepieni przeciwko takim chorobom, jak: WZW typu A i typu B, błonica, krztusiec, tężec i dur brzuszny. Niestety, do tej pory nie wymyślono jeszcze szczepionki przeciw obecnemu w Brazylii wirusowi Zika, przenoszonemu przez komary. Osobom, które wybierają się na igrzyska, fachowcy od chorób tropikalnych zalecają stosowanie repelentów, w których skład wchodzą: 20-50% DEET, 20% pikardyna lub IR 3535® oraz środków owadobójczych do impregnacji ubrań i moskitier. Być może ostrzeżenia o zagrożeniach zdrowotnych czyhających na uczestników igrzysk w Rio de Janeiro są przesadzone, ale jak głosi znane porzekadło – lepiej dmuchać na zimne.

Kolejnym i już ostatnim przed igrzyskami zagranicznym startem była III seria Pucharu Świata, rozegrana w terminie 15-17 lipca w Hiszpanii, a dokładniej – w Kraju Basków. Na liście startowej zawodów znalazło się 274 uczestników z 34 krajów. Centralnym punktem imprezy było Bilbao, lecz poszczególne wyścigi rozgrywano także w okolicznych miejscowościach. Zawody rozpoczęły się w mieście Vitoria-Gasteiz wyścigami na czas, które zakończyły się dużym sukcesem polskiej reprezentacji. Pasmo zwycięstw rozpoczęli kolarze ręczni z PZSN „Start” – Renata Kałuża, która wygrała w klasie WH3, oraz Rafał Wilk, który nie dał szans rywalom w klasie MH4. Zawodnicy „Olimpu” byli jeszcze skuteczniejsi. Zdobyli w tej konkurencji dwa złote i dwa srebrne medale. Anna Harkowska wygrała w klasie WC5, uzyskując na dystansie 14,08 km czas 19:55,27 – lepszy o ponad minutę od zdobywczyni drugiego miejsca, reprezentantki Argentyny Marieli Analii Delgado. Trzy kolejne medale zdobyły tandemy – dwa panów i jeden pań. W wyścigu mężczyzn podium wyglądało następująco:

1. Marcin Polak – Michał Ładosz (Polska) 33:46,28

2. Przemysław Wegner – Artur Korc (Polska) 34:32,10

3. Carlos Garcia Gonzalez – Noel Martin Infante (Hiszpania) 34:34,47

Zwycięzcy tego wyścigu uzyskali na dystansie 28,16 km imponującą średnią prędkość 50,031 km/h, która świadczy o wysokim poziomie rywalizacji. Bardzo szybko pojechały też tandemy żeńskie ścigające się na dystansie 21,12 km, a kolejność w ich wyścigu była następująca:

1. Katie-George Dunlevy – Eve McCrystal (Irlandia) 27:53,65

2. Iwona Podkościelna – Aleksandra Tecław (Polska) 28:30,78

3. Odette Van Deudekom – Kim Van Dijk (Holandia) 28:45,92

Następnego dnia w wyścigach handbików ze startu wspólnego, które odbyły się w Elorrio, Renata Kałuża i Rafał Wilk kontynuowali swoją zwycięską passę, zdobywając złote medale i zapewniając sobie zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Przed taką samą szansą stanęła Anna Harkowska w sobotnim wyścigu na dystansie 60 km, rozegranym w miejscowości Mungia, lecz niestety jej nie wykorzystała. Przegrała decydujący finisz z Argentynką Delgado, a zdobycz punktowa uzyskana za 2. miejsce wystarczyła do zajęcia drugiej lokaty w klasyfikacji końcowej Pucharu Świata. To cenne trofeum wywalczył natomiast tandem Przemysław Wegner – Artur Korc, który serię udanych tegorocznych startów pucharowych przypieczętował 3. miejscem w wyścigu ze startu wspólnego. Rywalizacja tandemów na dystansach 70 km (kobiety) i 90 km (mężczyźni) odbywała się w wyjątkowym upale, który jednak nie przeszkodził naszym zawodnikom w osiągnięciu dobrych rezultatów.

Kobiety 

1. Adamantia Chalkiadaki – Argyro Milaki (Grecja)

2. Josefa Benitez Guzman – Beatriu Gomez Franquet (Hiszpania)

3. Iwona Podkościelna – Aleksandra Tecław (Polska)

Mężczyźni 

1. Ignacio Avila Rodriguez – Joan Font Bertoli (Hiszpania)

2. Marcin Polak – Michał Ładosz (Polska)

3. Przemysław Wegner – Artur Korc (Polska)

Polskie tandemy wywalczyły sobie miejsce na podium także w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata: Przemysław Wegner i Artur Korc zwyciężyli, zaś Iwona Podkościelna i Aleksandra Tecław oraz Marcin Polak i Michał Ładosz zajęli trzecie lokaty. W ostatniej konkurencji hiszpańskich zawodów – sztafecie handbików – drużyna w składzie Renata Kałuża, Rafał Szumiec i Rafał Wilk zajęła 3. miejsce. W klasyfikacji medalowej polska reprezentacja (połączone siły zawodników ZKF „Olimp” i PZSN „Start”) z dorobkiem 12 krążków (6 złotych, 3 srebrne, 3 brązowe) zajęła zaszczytne 1. miejsce w gronie 26 sklasyfikowanych krajów.

Powtórzenie tego sukcesu w Rio de Janeiro jest mało prawdopodobne, lecz niewątpliwie polscy parakolarze będą zaliczani do grona faworytów w walce o medale. Przed zawodnikami „Olimpu” ostatnia faza przygotowań – zgrupowania w Zieleńcu i Pruszkowie. A potem trzymajmy za nich kciuki. 

Mirosław Jurek

 

aaa

 

kręgle

 

Biało-czerwoni podbijają Koprivnicę  

Dwanaście medali dla Polaków – cztery złote, trzy srebrne i pięć brązowych – oto bilans 16. Mistrzostw Europy Niewidomych i Słabowidzących w Kręglarstwie Klasycznym w Koprivnicy w Chorwacji. 17-osobową reprezentację Polski tworzyli zawodnicy Stowarzyszenia „Cross”. ME odbywały się od 23 do 29 maja 2016 r.

Przygotowania i ostateczne szlifowanie formy reprezentanci rozpoczęli 16 maja na bardzo dobrej technicznie sześciotorowej kręgielni w Tomaszowie Mazowieckim. Zawodnicy wyjątkowo sumiennie podchodzili do treningów, co owocowało coraz stabilniejszą grą. Po sześciodniowym zgrupowaniu nadszedł dzień wyjazdu na najważniejszy start w całym sezonie.

Najlepsi polscy niepełnosprawni kręglarze na ME wyruszyli z Tomaszowa Mazowieckiego 22 maja. Miasto pożegnało ich pięknym słońcem, które zabrali ze sobą do pogodnej Koprivnicy. Ogromna wiara w sukcesy drużynowe i indywidualne pomagała znosić daleką i męczącą drogę. W uciążliwościach podróży wspierali zawodników kierowcy – Marcin i Paweł, którzy od kilku lat są również wiernymi kibicami i pomocnikami graczy. Piętnaście godzin jazdy nie odebrało jednak ciekawości obejrzenia położonej blisko hotelu areny zmagań. Lśniące tory i błyszczące kule rozbudziły jeszcze bardziej chęć rywalizacji i walki o cenne trofea.

W dniu przyjazdu ogłoszono konkurencje, rozdano numery startowe i wyznaczono godziny startów. Było już późno, gdy wszyscy spotkaliśmy się w biało-czerwonych, reprezentacyjnych strojach na naszej krótkiej, ale bardzo uroczystej odprawie technicznej. I zaczęło się… Wpatrzona we flagę narodową załoga złożyła uroczystą przysięgę. Po podniosłym otwarciu mistrzostw swoimi startami rozpoczęły rywalizację pełne wiary, waleczne zawodniczki z kat. B1, a wśród nich Mieczysława Stępniewska. Polka od pierwszych rzutów nie ustępowała bardzo dobrze grającym rywalkom. Mimo wszystko dominowała Chorwatka Petra Desa, co nie było zaskoczeniem. Bardzo dobrze przygotowana Mieczysława grała nie tylko o wynik indywidualny, lecz także o bardzo ważny rezultat dla drużyny kobiecej, w skład której wchodziła. Pomimo momentów zwątpienia udało się Mieci osiągnąć założony cel, a wynik 536 p. przyniósł wielką radość i dobrą wróżbę dla polskiej reprezentacji.

W kolejnym bloku wystąpiła druga zawodniczka naszej drużyny kobiecej, Maria Harazim z kat. B2. Chociaż bardzo małe trybuny mieściły tylko po kilku kibiców z każdego państwa, wspaniały doping dodawał Marii skrzydeł i ostatecznie osiągnęła wynik 664 p. – kolejny bardzo dobry rezultat dla drużyny, jak i na miarę finału indywidualnego. Znakomity wynik 684 p. dołożyła do drużynowego koszyka również Emilia Sawiniec z kat. B3. Bardzo lekkim, lecz zdecydowanym stylem rzutu poradziła sobie z dość specyficznymi torami i bardzo śliskimi kulami, osiągając swój rekord życiowy. Na mistrzostwa nie można chyba wymarzyć sobie nic lepszego niż poprawienie swojej życiówki. Wynik, który panie uzyskały w drużynie – 1884 p. – zapewnił im brązowy medal. Każda zawodniczka dała z siebie sto procent – a nawet więcej. Radości nie było końca, bo oto pojawił się pierwszy zdobyty na tych mistrzostwach medal, a ciche marzenie trenerów się spełniło.

Starty kolejnych zawodników były nie mniej emocjonujące. Regina Szczypiorska z kat. B1 wprawiła niejednego w osłupienie, uzyskując na pierwszym torze fenomenalny wynik: 150 kręgli. Skończyła grę z wynikiem 497 p., czym zapewniła sobie udział w ścisłym finale. Ogromny stres towarzyszył młodziutkiej, startującej po raz drugi na mistrzostwach Karolinie Rzepie. Tory na tej kręgielni bardzo wyłapywały rotację, dlatego też rzuty Karoliny, bardzo lekkie, ze specyficzną rotacją, niestety nie dały zadowalającego wyniku. Jest to zawodniczka o dużym potencjale i ogromnej woli walki, które z pewnością wykorzysta na następnych mistrzostwach. Indywidualny start Jadwigi Dudek z kat. B2 przyniósł nam wszystkim oraz jej samej wiele satysfakcji. Jadwiga do gry podeszła bardzo skoncentrowana, co pozwoliło jej na powtarzalność rzutów i bardzo dobrą komunikację z trenerem. Świetna gra przyniosła rewelacyjny wynik 672 p., który był rekordem życiowym i trzecim wynikiem eliminacji w kat. B2. Dobrą grę, również w B2, zaprezentowała Anna Barwińska, zbijając 649 kręgli. Niestety, o 4 kręgle za mało do wymarzonego finału. Do wejścia do ścisłych rozgrywek finałowych nie zabrakło natomiast punktów Zofii Sarnackiej z kat. B3. Bardzo równa gra przy dobrej koncentracji dała zawodniczce wynik 644 kręgli.

W pierwszym dniu rozpoczęła się również rywalizacja drużynowa mężczyzn. Rozgrywki zaczął Szczepan Polkowski. Zawodnik z kat. B1 bardzo dobrze zapunktował dla drużyny. Ciążąca mu długo presja startowa wreszcie odpuściła, a wynik Szczepana – 554 p. – był spełnieniem oczekiwań. Nasz najmniejszy wzrostem, ale wielki duchem Zdzisław Koziej w pięknym stylu wypracował drużynie jeszcze większą przewagę nad innymi ekipami, osiągając wynik 609 kręgli.

Przyszedł następny dzień mistrzostw, a z nim kolejne dobre wyniki naszych zawodników. Rozpoczął Władysław Wakuliński z kat. B2. Przy bardzo mocno obsadzonym bloku, z doświadczonymi i grającymi na wysokim poziomie zawodnikami (Rumun, Serb, Chorwat, Niemiec, Słoweniec), Wakuliński zdobył 664 p., co pozwalało nam utrzymać pierwszą pozycję w konkurencji. Największy „Misiaczek” w drużynie – Mieczysław Kontrymowicz – choć nie czuł się do końca komfortowo na torach chorwackiej kręgielni, walczył jak lew. Bardzo dobry wynik 696 p. zapewnił mu grę w finale, a drużynie dał kolejne cenne punkty. Wynik drużyny dopełnili mężczyźni z kat. B3, w tym Grzegorz Kanikuła, który uzyskał 686 p. W tym roku niestety zabrakło mu kilku oczek do finału. Za to Albert Sordyl nie pozwolił wykluczyć się z grona najlepszych, osiągając wynik 713 kręgli. Mimo bardzo dobrej gry całej drużyny (3922 p.) musieliśmy w tym roku uznać wyższość Słoweńców (3952 p.), którzy zdecydowanie zasłużyli na złoty medal. Rewelacyjnie grający Marjan Żalar, kilkakrotny mistrz Europy, osiągnął wynik 736 p. Radość ze srebrnego medalu była ogromna, ponieważ byliśmy zdecydowanie lepsi od gospodarzy (3887 p.) oraz silnych w tym roku Niemców (3866 p.).

Chociaż po tych pięknych chwilach głosy mocno ochrypły, doping biało-czerwonych nie milkł na trybunach ani na chwilę, kiedy grę rozpoczynał kolejny zawodnik – Marek Zwolenkiewicz z kat. B1. Nasz debiutant uzyskał bardzo dobry wynik 495 p., szkoda tylko, że nie wystarczyło ich na grę w finale. Bardzo miłym akcentem dnia był również indywidualny start „Fortka”, czyli Stanisława Fortkowskiego. Równa i zdecydowana gra przyniosła mu jego najlepszy wynik sezonu – 700 kręgli. Pomimo trapiących go ostatnio problemów osobistych udowodnił, że jest zawodnikiem na bardzo wysokim poziomie i będzie walczył w finale z najlepszymi. Do najmniej udanych startów trzeba zaliczyć grę Zbigniewa Strzeleckiego z kat.B3, tegorocznego mistrza Polski, który swoją techniką nie pokazał się niestety z najlepszej strony; uzyskał wynik 634 p.

Po dwóch pierwszych dniach mistrzostw mieliśmy dwa medale drużynowe (srebro i brąz), a sześć kobiet i pięciu mężczyzn zakwalifikowało się do finałów indywidualnych. Kolejny dzień rozgrywek to konkurencja miksty tandem. W każdej kategorii wystartowały po dwie pary mikstowe. Jako pierwsi do walki w eliminacjach przystąpili zawodnicy z kat. B1: Regina Szczypiorska i Szczepan Polkowski, ubiegłoroczni mistrzowie świata, oraz Mieczysława Stępniewska i Zdzisław Koziej. Pary pomyślnie przeszły eliminacje z bardzo dobrymi wynikami i rozpoczęły pojedynki. Niestety, obydwie odpadły w ćwierćfinałach. W rywalizacji kat. B2 wystartowali Maria Harazim i Stanisław Fortkowski oraz ubiegłoroczni brązowi medaliści – Jadwiga Dudek i Mieczysław Kontrymowicz. Po burzliwych eliminacjach na wysokim poziomie, które przeszli pomyślnie, rozpoczęli pojedynki. Po rozstawieniu w drabince nie trafili na siebie, więc nie byli zmuszeni do eliminowania się nawzajem. Mikst Dudek – Kontrymowicz miał pecha w ćwierćfinale, ponieważ po pierwszym pojedynku, przy takiej samej liczbie strąconych kręgli, 107. punkt przyznano chorwackiej parze, gdyż miała więcej zbitych dziewiątek. W rewanżu nasza para już nie odpuściła i przy remisie 1:1 rozegrano rzuty zwycięstwa (jeden rzut oddaje kobieta, jeden mężczyzna). Tutaj też dał znać o sobie pech: nasz tandem przegrał jednym kręglem. Druga para mikstowa w kat. B2 gładko przeszła ćwierćfinały (2:0 z Węgrami). Następni do pokonania byli Chorwaci, którzy niestety pierwszy pojedynek wygrali. Drugi przy dużej kontroli wygrali Polacy. I znowu o wyniku przesądziły rzuty zwycięstwa. Nie zważając na ogromną presję, nasz tandem pokazał pełnię swoich umiejętności: dzięki wygranej z Chorwatami zakwalifikował się do wielkiego finału. W decydującej rozgrywce Maria i Stanisław mierzyli się z kolejnym chorwackim tandemem, a o wygranej znów musiały decydować rzuty zwycięstwa. Niestety, tym razem ulegli przeciwnikom 10:12. Pomimo tej porażki wszyscy byli zachwyceni srebrnym medalem pary Harazim – Fortkowski, ponieważ przełamali oni passę brązowego medalu dla Polski w kategorii B2.

Tyle samo emocji zapewnili widzom zawodnicy z kategorii B3. Po eliminacjach obydwa miksty – Emilia Sawiniec i Albert Sordyl oraz Zofia Sarnacka i Grzegorz Kanikuła – walczyły w ćwierćfinałach. Pojedynki były bardzo wyrównane. Emilia z Albertem wygrali swoją rozgrywkę ze Słoweńcami 2:0. Mniej szczęścia mieli Zofia z Grzegorzem, którym do remisu zabrakło jednej dziewiątki. Ku wielkiemu zaskoczeniu swój pojedynek mikstowy 2:0 przegrali gospodarze Markesic i Dumencic, bardzo utytułowani zawodnicy. Za to Emilia i Albert szli jak burza, kolejne wygrane dały im przepustkę do finału. Pomimo wielkiej chęci wygranej, podsycanej dodatkowo pragnieniem zemsty za wyeliminowanie naszego mikstu w pierwszej rundzie, Emilia z Albertem ulegli mistrzowskiej grze Rumunów 2:0. Wszyscy cieszyliśmy się ze srebrnego medalu naszego tandemu z B3.

Po dużych emocjach powodowanych przez dynamiczne pojedynki mikstów wieczorem relaksowaliśmy się, spacerując po bardzo zadbanej Koprivnicy. Na świeżym powietrzu mogliśmy dobrze wypocząć przed następnym dniem rywalizacji.

Od wczesnych godzin porannych walkę finałową toczyli zawodnicy z kat. B1, wśród nich Szczepan Polkowski. Po eliminacjach zajmował 5. miejsce, jednak w finale trochę zabrakło mu do utrzymania tej bardzo dobrej pozycji. Wynik (554 + 521 p.) dał Polkowskiemu w ogólnej klasyfikacji 6. lokatę. To ogromny sukces tego zawodnika. Z zapartym tchem mogliśmy oglądać wyśmienitą grę Zdzisława Kozieja. Rywalizacja pomiędzy Niemcem, Słoweńcem i Polakiem przez całe 120 rzutów była bardzo zacięta. Grali niezwykle równo, więc liczył się każdy rzut. Na ostatnim torze najlepiej finiszował jednak nasz „Generał”, jego wynik 163 p. nie pozostawił żadnych złudzeń rywalom: tytuł podwójnego mistrza Europy należał do Zdzisława Kozieja.

W kolejnym bloku finałowym rywalizowały kobiety w kat. B1, a wśród nich Mieczysława Stępniewska (czwarty wynik w eliminacjach) oraz Regina Szczypiorska (wynik szósty). Od początku obydwie zawodniczki radziły sobie świetnie. Poza Chorwatką grającą bardzo wysoko, wszystkie pięć zawodniczek szło łeb w łeb. Regina Szczypiorska znów cieszyła oko naszych kibiców, grając na torze 150 p., co bardzo pomogło jej osiągnąć rewelacyjny wynik 532 kręgli, na wagę brązowego medalu. Pokazała, jak spokojnie trzeba walczyć do samego końca. Grającej obok Mieczysławie Stępniewskiej zabrakło trochę szczęścia, by sięgnąć po brązowy krążek mistrzostw. Dobre, choć delikatne rzuty w końcówce gry skutkowały małą liczbą spadających kręgli. Zabrakło jej tylko 9, aby cieszyć się z pozycji medalowej. Wiara mimo to nie gasła wśród naszych zawodników. Inicjatywę przejęły teraz panie z kat. B2 – Maria Harazim i Jadwiga Dudek. Jadwiga, pomimo kilku kręgli straty po eliminacjach (do liderki, Rumunki Livii Herciu oraz ubiegłorocznej mistrzyni, Chorwatki Zeljki Peski) – prym wiodła od początku gry. Z wielką gracją dyktowała warunki, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Koncentracja, jaką prezentowała w eliminacjach i utrzymywała w grze finałowej, była godna mistrzyni. Szalała na torach do ostatnich rzutów, nie wiedząc, że złoto ma już zapewnione. Jadwiga Dudek osiągnęła swój nowy rekord życiowy – 696 p., który zagwarantował jej złoty medal. Radość zawodniczki i całej reprezentacji była ogromna: tytuł mistrzyni Europy w dwóch konkurencjach (Single Event 672 p. i Individual 696 p.) w kat. B2 kobiet zdobyła Polka – Jadwiga Dudek.

W tym samym czasie grała Maria Harazim, która w niewielkim stopniu ustępowała przeciwniczkom. Walka Maryli do ostatnich rzutów była fenomenalna. Zabrakło jednak 3 kręgli do brązowego medalu, a wynik w finale (675 p.) zapewnił jej bardzo dobre 4. miejsce, chociaż najmniej lubiane przez zawodników. Mniej emocji dostarczyli mężczyźni z kat. B2 – Mieczysław Kontrymowicz i Stanisław Fortkowski. Kontrymowicz przystąpił do walki z wielkim apetytem na obronę tytułu mistrzowskiego, niestety przeszkodziły mu w tym, jak określił, „warunki klimatyczne panujące na kręgielni”. Grał w godzinach popołudniowych, gdy temperatura w obiekcie była dość wysoka. Wynik 677 p. w finale nie do końca był zadowalający dla byłego mistrza: dał tylko 5. miejsce. Również Fortkowski nie był zadowolony z osiągniętych w finale 664 p. Powtarzalność, jaką prezentował zawodnik, była niesamowita, jak również to, co spadało z tych rzutów, było zadziwiające. Piątki i szóstki z „dużej ulicy” nie dały niestety oczekiwanego rezultatu. Po raz kolejny mogliśmy się przekonać, że w kręglarstwie potrzebne jest również szczęście. Mieliśmy rozbudzone apetyty po starcie kobiet z B2, niestety, wśród mężczyzn musieliśmy uznać wyższość Słoweńców, Serbów i Rumunów.

Koniec mistrzostw zbliżał się wielkimi krokami, ale tego, jak wielkie emocje czekają nas podczas ostatnich startów, nikt się nie spodziewał. Obydwie nasze zawodniczki z kat. B3 zakwalifikowały się do najlepszej szóstki mistrzostw. Zofia Sarnacka (644 + 633 p.) utrzymała 5. miejsce, jakie zajmowała po eliminacjach. Jest to jej duży sukces, choć sama zawodniczka odczuwała mały niedosyt po starcie. Drugą startującą była Emilia Sawiniec, która wielu zaskoczyła swoją sportową postawą i bardzo dobrą grą. Walcząc obok najlepszych zawodniczek, kilkakrotnych mistrzyń: Chorwatki Ruży Markeśić, Rumunki Claudii Boanda oraz Słowenki Mariji Fras – chyba sama nie wierzyła, że może sprostać wyzwaniu. Przez całe 120 rzutów kontrolowała tylko swoją grę, co przyniosło wielkie zaskoczenie, szczęście i łzy radości po ostatnim rzucie. Walka z bardzo doświadczoną Słowenką została rozstrzygnięta w ostatnich rzutach. Radość była ogromna: Emilia Sawiniec została drugą wicemistrzynią Europy w konkurencji Single Event! Niewiele zabrakło do drugiego brązowego medalu, wynik 684 + 672 p. to zaledwie 3 kręgle za mało.

Po wielkich wzruszeniach przyszedł czas na ostatniego finalistę naszej reprezentacji – Alberta Sordyla z kat. B3. Wśród dwunastu zawodników, którzy wchodzili do finału, Albert plasował się w połowie stawki. Założeniem było utrzymanie tego miejsca lub przeskoczenie chociaż o jedno oczko do góry. W tej finałowej szóstce walczyli o medale bardzo dobrzy i utytułowani zawodnicy. Koncentracja i spokój, jakimi charakteryzował się Albert na tych mistrzostwach, były ogromne i pozwoliły mu walczyć na równi z mistrzami. Na ostatnich dwóch torach (190, 180 p.) grał rewelacyjnie i doping na trybunach nie milkł, a z jego przeciwników zaczęło uchodzić powietrze. Ostatni rzut, jaki wykonał z wielkim spokojem równocześnie z Levente Ordok z Rumunii, okazał się zwycięski. Tu wreszcie szczęście nas nie opuściło i Albert Sordyl wywalczył drugie wicemistrzostwo Europy z wynikiem 713 + 728 p. Zdobył dwa brązowe medale, którymi w tej kategorii mogliśmy się cieszyć po raz pierwszy w historii! To było cudowne zakończenie tych mistrzostw Europy. Radość i duma, jaka nas wszystkich rozpierała, była nie do opisania. W ostatnich dwóch dniach podczas dekoracji czterokrotnie rozbrzmiewał Mazurek Dąbrowskiego, który z dumą i łzami w oczach śpiewała cała reprezentacja Polski. Zdobyliśmy dwanaście medali: cztery złote, trzy srebrne i pięć brązowych – tyle samo co gospodarze mistrzostw. Kolejna w rankingu medalowym Słowenia miała ich 10.

Tym sposobem zdobyliśmy chorwacką Koprivnicę. Wróciliśmy z dużym dorobkiem medalowym, bogatsi o nowe doświadczenia i z nadzieją na przychylność i pomoc klubów Stowarzyszenia „Cross”, PZKręgl. i Ministerstwa Sportu i Turystyki w rozsławianiu sukcesu zwycięskiej drużyny na całą Polskę.

Mistrzostwa Europy to już wspomnienia, wielka satysfakcja i duma wszystkich zawodników, trenerów – Bożeny Polak i Izydora Jóźwika oraz prezes sekcji osób z niepełnosprawnością przy PZKręgl. Czesławy Koniecznej.  

Bożena Polak

 

aaa

 

Lato na rozbiegu

 

Początek tegorocznych wakacji był czasem zmagań kręglarzy klasycznych. Już po raz czwarty w Pucku odbył się ogólnopolski turniej kręglarski niewidomych i słabowidzących. Dzięki dofinansowaniu z Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz programowi PFRON „Wspólny start” zawody trwały cztery dni.

W turnieju uczestniczyło ponad sto osób z aż 21 klubów z całej Polski. Zgłoszeń było znacznie więcej, jednak Joanna Staliś, koordynator zawodów, zmuszona była narzucić klubom limit miejsc, tak by wśród innych celów turnieju można było zrealizować ten podstawowy, którym jest upowszechnianie kręglarstwa wśród osób niewidomych.

Turniej trwał o jeden dzień dłużej niż w poprzednich latach, co umożliwiło zorganizowanie dwóch etapów rozgrywek. Po trzydniowych eliminacjach czterech najlepszych zawodników z każdej kategorii rozegrało dodatkową grę finałową. Do finału dostało się wielu reprezentantów Polski z Sekcji Niepełnosprawnych przy PZKręgl, którzy miesiąc wcześniej wywalczyli 12 medali na mistrzostwach Europy IBSA w Chorwacji. Niestety w większości przypadków ich gra finałowa nie miała wiele wspólnego z tym, co pokazali na arenie europejskiej.

Wśród kobiet najsłabiej wypadły zawodniczki kategorii B3. Żadna z nich w swoich grach nie przekroczyła progu 600 punktów. Zwyciężczynią tej kategorii została Alicja Bielecka z olsztyńskiego klubu „Warmia i Mazury”, której obie gry były w zasadzie identycznie (580 i 581 p.). W kategorii B2 w grze finałowej Maria Kieloch z „Moreny” Iława pokonała utytułowaną rywalkę Annę Barwińską z łódzkiej „Omegi”. Tylko te dwie panie miały wynik finału z szóstką na początku. Z kolei reprezentantka „Omegi” Łódź w kategorii B1, Mieczysława Stępniewska, pokazała plecy trzem rywalkom z Iławy. Suma jej dwóch gier – 917 p. – nie pozostawiła złudzeń iławskiemu trio.

Gry mężczyzn również przyniosły sporo emocji. Klasą sam dla siebie był Jan Zięba, który od tego roku reprezentuje klub „Ikar” Lublin. Jak pokazują osiągane rezultaty, transfer mu służy. Gra eliminacyjna z wynikiem 592 p. i finałowa z 530 p. musiały się podobać publiczności. Ich suma była wyższa o 350 p. od wyniku drugiego zawodnika w kategorii B1 – Stanisława Chmury z Przemyśla. W tym miejscu nasuwa się pytanie, jak nazwać zwycięzcę kategorii B1, skoro „Marszałkiem” jest jego odwieczny rywal Zdzisław Koziej?

W przypadku zawodników z kategorii B2 można powiedzieć, że tylko Mieczysław Kontrymowicz zagrał na swoim poziomie. Wynik z eliminacji (638 p.) dawał mu drugie miejsce, jednak w decydującej grze reprezentant „Warmii i Mazur” Olsztyn uzyskał rezultat 660 p. i pokonał rywali. Pozostali finaliści kategorii B2 zawiedli na całej linii. Gry były bardzo słabe, by nie rzec, że ich występ nie zasługiwał na finał. Gdyby takie rezultaty osiągnęli w eliminacjach, nie mogliby liczyć na dalsze starty. Co ważne, w grze finałowej brali udział niedawni uczestnicy mistrzostw Europy w Chorwacji. Miejmy nadzieję, że to był tylko jednorazowy wypadek przy pracy.

Niewiele lepiej wypadły prezentacje najsilniejszej kategorii mężczyzn – B3. Finałowe gry nie przyniosły zmian w tabeli końcowej, chociaż rywalizacja była zacięta do ostatniego rzutu. Niektórzy zawodnicy mówili nawet, że kręgle chyba są „przylepione do podłoża”. Patrząc na szczegóły rezultatów, można by powiedzieć, że coś jest na rzeczy, bo zwycięzca w tej kategorii, Albert Sordyl, na zdobytych 1355 p. tylko pięć razy zbił wszystkie kręgle.

W tym roku na zwycięzców czekały puchary, dyplomy oraz nagrody rzeczowe w postaci elektronicznych gadżetów. Dodatkowo wśród wszystkich uczestników turnieju rozlosowano atrakcyjne nagrody rzeczowe i finansowe.

Po pasjonujących meczach Puck żegnał zawodników burzą i deszczem, które przerwały uroczystą kolację i tańce na świeżym powietrzu. Co ciekawe, byli również tacy, którzy bardzo długo cieszyli się niezwykłą sytuacją. Między innymi Janusz Jeleń z iławskiego klubu, który mówił, że w deszczu jeszcze nigdy nie tańczył.

Impreza była wyjątkowa pod wieloma względami. Uczestnikom udało się znaleźć w Pucku sposób na panujące w całym kraju upały, bo amatorów kąpieli słonecznych i wodnych w bardzo ciepłej puckiej wodzie nie brakowało. Rozgrywki kręglarskie w tym roku przeplatane były meczami EURO 2016 trzymającymi w napięciu aż do ostatnich minut. Szczególnie emocjonujący był sobotni mecz Polska – Szwajcaria. Zaraz po wręczeniu turniejowych pucharów i nagród wszyscy uczestnicy zasiedli przy radioodbiornikach i przed telewizorami, aby kibicować biało-czerwonym. Rzuty karne, które dały nam awans do 1/8 finału, porównywano do rzutów w kręgle – bo kręglarz stoi w podobnej odległości od kręgli co piłkarz od bramki. I teoretycznie wiadomo, jak potoczy się kula czy piłka, ale obie potrafią sprawić niespodziankę.

IV Ogólnopolski Turniej Niewidomych i Słabowidzących w Kręglach Klasycznych

22-26.06.2016 r., Puck

Kobiety

B1

1. Mieczysława Stępniewska („Omega” Łódź) 917 p. (443 + 474)    

2. Regina Szczypiorska („Morena” Iława) 863 p. (450 + 413)   

3. Agnieszka Smoła („Morena” Iława) 748 p. (380 + 368)

B2

1. Maria Kieloch    („Morena” Iława) 1212 p. (593 + 619)

2. Anna Barwińska („Omega” Łódź) 1183 p. (580 + 603)

3. Jolanta Lewandowska („Pionek” Włocławek) 1067 p. (585 + 552)  

B3

1. Alicja Bielecka („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1161 p. (580 + 581)

2. Monika Grzybczyńska („Omega” Łódź) 1155 p. (556 + 599) 

3. Zofia Sarnacka („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1130 p. (587 + 543)

Mężczyźni

B1

1. Jan Zięba („Ikar” Lublin) 1122 p. (592 + 530)

2. Krzysztof Tarkowski („Hetman” Lublin) 778 p. (369 + 409)

3. Stanisław Chmura („Podkarpacie” Przemyśl) 772 p. (386 + 386)

B2

1. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1298 p. (638 + 660)    

2. Władysław Wakuliński („Łuczniczka” Bydgoszcz) 1240 p. (639 + 601)     

3. Jan Smoła („Morena” Iława) 1227 p. (621 + 606)

B3

1. Albert Sordyl („Podkarpacie” Przemyśl) 1355 p. (677 + 678)

2. Zbigniew Strzelecki („Karolinka” Chorzów) 1342 p. (659 + 683)

3. Mieczysław Klimczak („Tęcza” Poznań) 1298 p. (649 + 649)  

Wojciech Puchacz

 

aaa

 

triathlon

 

Tylko dla twardzieli

Przepłynąć niemal pół kilometra w Brdzie, pokonać ponad 20 kilometrów rowerem, a na końcu przebiec jeszcze dystans liczący trochę ponad
5 kilometrów – oto wyzwanie, które podjęli uczestnicy Bydgoszcz Triathlon.

W tym roku po raz pierwszy w zmaganiach tych wzięli udział zawodnicy z dysfunkcją wzroku, rywalizujący jednocześnie między sobą w I Mistrzostwach Polski Osób Niewidomych i Słabowidzących w Triathlonie. Dziesiątka śmiałków, w tym trójka członków bydgoskiego klubu „Łuczniczka”, wraz ze swoimi przewodnikami postanowiła zmierzyć się z tą niezwykle wymagającą dyscypliną.

Sobota 9 lipca, godzina 7:30. Oczom mieszkańców Bydgoszczy ukazuje się niecodzienny widok. Kolumna 10 rowerów typu tandem przemierza ulice miasta. To niewidomi uczestnicy Bydgoszcz Triathlon zmierzają na miejsce startu, które znajduje się przy hali sportowo-widowiskowej „Łuczniczka”. Gorąco witani przez organizatorów, kierują się do swojej strefy zmian. Tu zostawiają rowery oraz sprzęt i odzież, niezbędne w zmaganiach.

Pierwszym etapem zawodów jest 475-metrowy odcinek Brdy, który należy przepłynąć wpław. O 8:55 rozlega się pierwszy wystrzał oznaczający, że niewidomi triathloniści rozpoczęli swoje zmagania. Przy ogłuszającym aplauzie publiczności oraz pozostałych uczestników Bydgoszcz Triathlon dziesiątka śmiałków rusza do boju. Z podobnie entuzjastycznym odbiorem spotykają się oni na całej trasie. Uczestnicy są pod ogromnym wrażeniem determinacji, z jaką ich niewidomi i słabowidzący rywale pokonują kolejne metry i kilometry.

Drugi etap to 22-kilometrowy odcinek, który należy pokonać rowerem. Ogromną sensację wzbudzają pojazdy, jakimi poruszają się niewidomi triathloniści wraz ze swoimi przewodnikami. Tandemy są ogromnym zaskoczeniem nie tylko ze względu na swój niecodzienny wygląd, lecz także z uwagi na prędkość, którą są w stanie rozwinąć. W tej fazie zmagań niewidomi zawodnicy bez najmniejszych problemów rywalizują z osobami pełnosprawnymi, uzyskując niesamowite czasy.

Ostatni etap – ponad 5-kilometrowy odcinek – należy pokonać już na własnych nogach. W odczuciu wielu uczestników to najtrudniejszy fragment całej trasy. Trzeba pamiętać, że zawodnicy przystępują do biegu bardzo już zmęczeni. Niewidomi zawodnicy Bydgoszcz Triathlon jakby o tym nie pamiętają i ruszają z ogromną determinacją.

O zaciętości współzawodnictwa niech świadczy fakt, że dwóch pierwszych triathlonistów rywalizujących w ramach mistrzostw osób niewidomych i słabowidzących wbiegło na metę w odstępie 6 sekund. Przez ostatnie 1,5 kilometra trasy trwał morderczy pojedynek, w którym Łukasz Skąpski (reprezentujący „Łuczniczkę” Bydgoszcz) wraz ze swoim przewodnikiem próbowali dogonić Michała Grochowskiego reprezentującego klub „Sudety” Kłodzko. Dopiero na mecie okazało się, że ogromny wysiłek obu zawodników włożony w ten morderczy pościg i ucieczkę nie zmienił niczego w końcowej klasyfikacji, ponieważ Michał startował w kategorii B2 (osoby słabowidzące), a Łukasz w kategorii B1 (osoby niewidome). Satysfakcja obu zawodników była jednak ogromna, udowodnili sobie bowiem, że są zdolni do przełamywania własnych słabości.

Zmagania pierwszych mistrzostw Polski na dystansie 1/8 Ironman ukończyło
8 niewidomych i słabowidzących zawodników. Teraz mogą oni z dumą o sobie powiedzieć: jesteśmy triathlonistami!

To historyczne wydarzenie nie odbyłoby się jednak bez Krzysztofa Badowskiego, wiceprezesa klubu „Łuczniczka” Bydgoszcz, który był inicjatorem i koordynatorem mistrzostw w triathlonie. To on w zeszłym roku po raz pierwszy wziął udział w Bydgoszcz Triathlon i po jego ukończeniu rozpoczął rozmowy z organizatorami, których efektem była tegoroczna impreza. Miejmy nadzieję, że wieści o tym sukcesie obiegną całą Polskie i że za rok na linii startu zamelduje się znacznie więcej śmiałków z dysfunkcją wzroku chcących zmierzyć się z tą morderczą dyscypliną.

Mistrzostwa zorganizował ZKF „Olimp” w ramach projektu „Sport bez granic 2016”, dofinasowanego przez PFRON. 

Georgina Myler

I Mistrzostwa Polski Osób Niewidomych i Słabowidzących w Triathlonie

08-10.07.2016 r., Bydgoszcz

1/8 Ironman (475 m – pływanie, 22,5 km – rower, 5,25 km – bieg)

T11 (zawodnik i pilot)

1. Łukasz Skąpski – Adam Pawlak („Łuczniczka” Bydgoszcz) 01:15:05

2. Paweł Król – Jacek Pawlikowski („Lajkonik” Kraków) 01:24:30

3. Józef Grochowski – Wojciech Kubiak („Sudety” Kłodzko) 01:32:49

T12 (zawodnik i pilot)

1. Michał Grochowski – Łukasz Golak („Sudety” Kłodzko) 01:14:59

2. Sławomir Jeżowski – Kamil Zawiślak („Syrenka” Warszawa) 01:21:59

3. Krzysztof Badowski – Marcin Dormowicz („Łuczniczka” Bydgoszcz) 01:22:16

 

aaa

 

nordic walking

 

Walkerzy na podium mistrzostw  

Park Zdrojowy w Polanicy w sobotę 2 lipca całkowicie opanowali nordicowcy. Padł rekord frekwencji. Ponad 500 startujących bardzo pozytywnie zaskoczyło organizatorów i włodarzy miasta.

Podczas zawodów zaplanowano rozegranie drugich górskich mistrzostw Polski osób z dysfunkcją wzroku. Część zawodników Stowarzyszenia „Cross” biorących udział w imprezie uczestniczyła wcześniej w obozie nordic walkingowym. Obóz odbywał się w Polanicy-Zdroju i Lądku-Zdroju w dniach 18-30.06. 2016 r. Został zorganizowany w ramach projektu „Krok naprzód”, dofinansowanego przez PFRON oraz Ministerstwo Sportu i Turystyki. Przez dwa tygodnie uczestnicy mogli poznawać technikę uprawiania NW w teorii, a potem w praktyce przerobić ją na treningach i wędrówkach. Koordynator zadania Józef Plichta znakomicie dobrał miejsca zakwaterowania. Ośrodek Karolinka w Polanicy i hotel Mir-Jan w Lądku w pełni odpowiadały potrzebom uczestników i założeniom zgrupowania. Pobliskie leśne dukty i szlaki turystyczne umożliwiały prowadzenie urozmaiconych treningów pod okiem kadry instruktorskiej, której przewodził Dariusz Rutkowski – instruktor narciarstwa i nordic walkingu, trener i przyjaciel aktywnych osób z dysfunkcją wzroku. Po dwóch tygodniach ćwiczeń można już było porównać indywidualne postępy z materiałem nagranym przez instruktora krótko po przyjeździe. Część obozowiczów z końcem zgrupowania zmieniła rezerwacje biletów tak, by mieć możliwość startu w odbywających się tutaj zawodach.

Już w piątek po południu Park Zdrojowy w Polanicy zaczął się zmieniać w arenę zmagań sportowych. Otwarto biuro zawodów i oznaczono trasę marszu. Zawodnicy z „Crossu” po kolacji wybrali się na obchód wyznaczonej trasy. Zwracali uwagę na miejsca szczególnie niebezpieczne i utrudniające rywalizację osobom mającym problemy ze wzrokiem. Dariusz Rutkowski przekazał ich uwagi organizatorom, z którymi był w stałym kontakcie. Następnego dnia z satysfakcją można było stwierdzić, że sugestie zostały wzięte pod uwagę, a przebieg trasy skorygowano. Nawierzchnia była zmienna, odcinki chodnika i kostki przeplatały się z szutrowymi alejkami parku. Wybór miejsca, bardzo ważny dla promocji miasta i reklamodawców, nie w pełni odpowiadał preferencjom zawodników. Każdy startujący musiał zdecydować, czy idzie bez „bucików”, czy z nimi. (Końcówki kijków do NW „ubiera się” w tzw. buciki – nakładki z twardej gumy – aby zwiększyć przyczepność do podłoża).

Wraz z gorączką przygotowań nadeszła upalna sobota – dzień startu. Jeszcze ostatnie sprawdzanie sprzętu, odbiór numerów startowych i wreszcie o 11:30 wspólne wyjście na miejsce biegu. Start zawodników z dysfunkcją wzroku wyznaczono na godzinę trzynastą. Od dziesiątej ruszyły: półmaraton, „dycha” i bieg na 5 km. Trasę zawodów stanowiła 2,5-kilometrowa pętla. Zawodnicy Stowarzyszenia „Cross” mieli pokonać ją dwukrotnie, a niektórzy startujący nawet osiem razy. Niezliczona ilość kroków i zakrętów... A temperatura cały czas w górę. Przed startem naszą rozgrzewkę poprowadziła Alicja Pogorzelska, instruktorka gimnastyki na obozie NW. Nie odpuszczała całe dwa tygodnie, tym bardziej tuż przed zawodami. Tylko pozazdrościć jej gibkości i znajomości tak różnorodnych ćwiczeń.

Wybija trzynasta – i park jest nasz! Zawodnicy startują w trzech grupach: słabowidzący mężczyźni, po nich słabowidzące kobiety, a za nimi kobiety niewidome z przewodnikami. W trakcie wolontariusze informują o trudnościach na trasie – np. podejściach i zejściach obok schodów, podają dalszy kierunek trasy, a sędziowie oceniają technikę marszu każdego zawodnika. Ułatwiają im to numery startowe przypięte do koszulek z przodu i na plecach. Za niesportowe zachowanie spotkać może kara: upomnienie, dodatkowy karny czas marszu albo dyskwalifikacja. Na walkerów czekają dwa stanowiska z wodą i sokiem – jakże potrzebne w tym upale!

Po pierwszej pętli w K12 prowadzi Małgorzata Adamiak z Łodzi (20:20). Ma nad drugą Moniką Łojbą z Wrocławia 2,5 minuty przewagi. Trzecia jest Basia Wentowska z Gdańska (pół minuty do Moniki). Za nią jeszcze trzy panie, wciąż z szansami nawet na drugie miejsce, bo pierwsze pozostaje raczej poza ich zasięgiem. To: Joanna Staliś z Nysy (23:44), Elżbieta Wydrych z Kłodzka (24:13) i Anna Kondzioła z Kielc (24:27). Ale czy mają jeszcze siłę, by przyspieszyć, dogonić i wyprzedzić rywalki? Kilkanaście kobiet podąża za nimi z większymi już stratami. Pozytywnie zaskakują panie niewidome. Ruszyły ostatnie, a już na pierwszej pętli wyprzedzają sporo słabowidzących zawodników. Widać, że przygotowały się do zawodów. Prowadzi Ewa Bosek (21:55). Powinna utrzymać przewagę, ma doświadczenie w NW. Druga jest Wioleta Zarzecka (23:07), trzecia Jolanta Nowacka z „Crossu Opole” (23:48). Poza podium znajduje się Katarzyna Wiśniewska (24:06). W tej grupie będzie się działo!

W stawce mężczyzn słaboowidzących można wymienić co najmniej dziesięciu pretendujących do miejsca na podium. Ostro ruszyli i słychać głośny stukot kijków na parkowych chodnikach. Po pierwszej pętli prowadzi Mariusz Gołąbek (16:36). Pół minuty za nim Jerzy Skwirut. Trzeci jest Michał Grochowski (17:55). Sześć sekund za nim czwarty Dawid Suchodolski. Ostro idą! Ze stratą niecałej minuty za czwartym zawodnikiem są: Mieczysław Kaciotys, Józef Plichta, Jan Klon, Tadeusz Wilic i Władysław Szymański. Zdzisław Mądry i Zbigniew Raczek kawałek za nimi. Pozostali panowie już z większymi stratami. Na podium nie wejdą, ale do mety dojdą na pewno.

Po kilkunastu minutach metę przy budynku uzdrowiska Wielka Pieniawa pierwszy mija Gołąbek (34:20). Drugi na kresce pojawia się Skwirut (35:35). Trzecie miejsce zajmuje Grochowski z czasem 37:08. Ale nie obyło się bez przygód. Sportowo i elegancko zachował się Józek Plichta („Sudety” Kłodzko). Był trzeci na mecie, ale zapewne dlatego, że dwóch zawodników po pierwszej pętli źle skręciło, zmyliła ich zerwana taśma zagradzająca ścieżkę. Grochowski i Suchodolski przeszli kawałek, zanim się zorientowali, co się stało, i wrócili na trasę. Po zawodach złożyli protest. Konsultacja zawodników z sędziami sprawiła, że Józek zgodził się na korektę czasu. Z czasem 37:33 spadł poza podium na czwarte miejsce.

W kategorii T12 startował jedyny niewidomy zawodnik, Michał Szcześniak z „Syrenki” Warszawa (na obozie najlepszy technicznie). Jego rezultat 53:01 dał mu 15. miejsce. Upadek przydarzył się Mietkowi Kaciotysowi z „Jantara” Gdańsk, który pomimo to ambitnie walczył i był piąty (37:36). Kolejni to: Suchodolski (37:38, AZS DSW Wrocław), Szymański (38:13, „Omega” Łódź), Wilic (38:33), Mądry (40:41, „Jutrzenka” Częstochowa) i dziesiąty – Klon (41:57, Krajna).

Ze stawki słabowidzących pań Adamiak przybiega na metę pierwsza (41:31). Łojba, tak jak mówiła, źle znosi upał. Na drugiej pętli traci kolejne minuty, ale nie miejsce; jest druga. Trzecią lokatę wychodziła Wentowska. Sześć sekund za nią czwarta jest Kazberuk z „Viktorii” Białystok. Piąta mija kreskę Staliś (47:37, „Atut” Nysa). – Super pomysł i zawody! Mogłam sprawdzić się w nowej dyscyplinie – cieszy się szefowa nyskiego klubu, która w przeszłości miała spore osiągnięcia w kręglarstwie, ale teraz większość czasu zabiera jej papierkowa robota w organizacji – Zawody były, jak dla mnie, trafione w dziesiątkę! – dodaje. Kolejne w tej grupie są: Wydrych (48:37, „Sudety” Kłodzko), Kondzioła (50:02, „Cross Kielce”), Ewa Wieczorek (50:54, „Victoria” Białystok), Lidia Piechowicz (53:01, „Razem na szlaku”), pierwszą dziesiątkę zamknęła Dorota Tkaczyk (54:00, „Cross Kielce”).

Niewidoma Ewa Bosek jest dzisiaj poza zasięgiem rywalek. Była pierwsza z czasem 44:23. Drugą pętlę zdecydowanie szybciej przeszła Wiśniewska. Wyprzedza na trasie Nowacką i na ostatnich metrach Zarzecką! Jedenaście sekund przewagi plasuje ją na drugim miejscu. Zarzecka jest trzecia z czasem 47:01.

Ostatni crossowicze docierają do mety, gdy słońce jest jeszcze wciąż wysoko. Nareszcie – już po! Pić, pić, pić… Punkt z napojami cieszy się sporym wzięciem. Później, po odpoczynku, można zjeść grochówkę.

– To nasz pierwszy start i doświadczenie w zawodach NW – mówią Marta Buczon i Maria Kochanowicz. – W tym upale wyzwaniem było już samo pokonanie pięciu kilometrów. Mamy zamiar kontynuować treningi u siebie, w Warszawie – deklarują zawodniczki „Syrenki”.

– Fajna trasa i rywalizacja! – ocenia imprezę zadowolona Bożena Rudko. – Nie wiem jak, ale straciłam groty w kijkach! – podsumowuje swoje pierwsze doświadczenie z nordic walkingiem zawodniczka „Tęczy” Poznań.

Pamiątkowe medale dostali wszyscy, którzy ukończyli zawody. Wyniki można odnaleźć na stronie: http://pucharpolskinw.pl/pucharpolskinw/. W muszli koncertowej odbyła się dekoracja triumfatorów poszczególnych dystansów, w wielu kategoriach wiekowych. Mistrzowie ze Stowarzyszenia „Cross” zostali nagrodzeni pamiątkowymi pucharami i medalami jako ostatni. Tę uroczystą część zawodów zamknęła gwałtowna zmiana pogody – burza. Mistrzostwa zakończył oficjalnie podczas kolacji koordynator imprezy Józef Plichta.

Podziękowania należą się przewodnikom: Dariuszowi Rutkowskiemu, J. Nowackiemu, G. Bosce, E. Garncarzowi, L. Piechowiczowi, J. Zarzeckiemu. Wzorowo zachowała się Wiesława Mocha z Ciechocinka, pomagając koleżance, która zasłabła na trasie!

II Górskie Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Nordic Walkingu (5 km)

01-03.07.2016 r., Polanica-Zdrój

Kobiety

K11

1. Ewa Bosek („Łuczniczka” Bydgoszcz) 44:23

2. Katarzyna Wiśniewska (AZS DSW Wrocław) 46:50

3. Wioleta Zarzecka („Morena” Iława) 47:01

K12

1. Małgorzata Adamiak („Omega” Łódź) 41:31

2. Monika Łojba (AZS DSW Wrocław) 46:15

3. Barbara Wentowska („Jantar” Gdańsk) 46:57

Mężczyźni

T12

1. Mariusz Gołąbek („Jantar” Gdańsk) 34:20

2. Jerzy Skwirut    („Podkarpacie” Przemyśl) 35:35

3. Michał Grochowski (AZS DSW Wrocław) 37:08

Mariusz Gołąbek

aaa 

 

wiadomości

 

Warcaby

Pobierowskie rozgrywki

W dniach 2-9 czerwca 2016 r. do nadmorskiej miejscowości Pobierowo zjechali miłośnicy gry w warcaby. Zawody miały dosyć dobrą obsadę, na czele z kilkoma finalistami tegorocznych mistrzostw Polski. W turnieju startowało 29 zawodników i 15 zawodniczek Stowarzyszenia „Cross”.

Wśród faworytów byli reprezentanci klubów „Victoria” Białystok i „Atut” Nysa, którym gospodarze – „Jutrzenka” Częstochowa – próbowali odebrać jak najwięcej punktów. Pierwsza runda przebiegła bez większych niespodzianek, lecz w drugiej pojawiły się już nieoczekiwane rozstrzygnięcia – Ewa Wieczorek zremisowała z Romanem Januszewskim, a Maria Górzna wygrała z Mikołajem Fiedorukiem. W trzeciej rundzie zaskoczył remis Marii Górznej z Krzysztofem Pichlakiem i niewiele zabrakło, aby Wojciech Woźniak wygrał z Ryszardem Pawłowskim (błąd w samej końcówce). Czwartej rundy też nie ominęły niespodziewane rozstrzygnięcia. Ryszard Biegasik postarał się i urwał Janowi Sekule punkt, Maria Górzna pokazała ponownie, że nie bez przyczyny została finalistką mistrzostw Polski kobiet – i pokonała Ryszarda Pawłowskiego. Remisami zakończyły się potyczki Mikołaja Fiedoruka z Czesławem Paduszyńskim oraz Tadeusza Lacha z Szymonem Rękawkiem. W piątej rundzie nie było już żadnych sensacji, a w szóstej również obyło się bez większych niespodzianek, jedynie porażka Krzysztofa Pichlaka była odrobinę zaskakująca. Siódma runda przebiegła zgodnie z przewidywaniami, a w ósmej na pierwszym stole miał miejsce pojedynek klubowy i podział punktów, a na drugim Krzysztof Pichlak przyłożył się i urwał punkt Ryszardowi Biegasikowi. W dziewiątej rundzie Mikołaj Fiedoruk odebrał punkt Janowi Sekule, a Edward Podczasik zremisował z Ewą Wieczorek.

Cały turniej wygrał Jan Sekuła, a wśród kobiet triumfowała Ewa Wieczorek. Kilku osobom udało się wypełnić normę na wyższą kategorię.

Przez cały czas dopisywała pogoda, więc po wyczerpujących partiach można było chodzić na długie spacery plażą. Organizatorzy w trakcie turnieju zainicjowali ognisko, a uroczyste zakończenie odbyło się ostatniego dnia wieczorem, przy muzyce na żywo.

Impreza została dofinansowana przez Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz PFRON. Sędziowali Zdzisław Porochnicki i Marcin Sobieraj. Koordynatorem była Jolanta Maźniak.

Ogólnopolski turniej w warcabach stupolowych

2-9.06.2016 r., Pobierowo

1. Jan Sekuła („Atut” Nysa) 15 p. (82)

2. Ryszard Biegasik („Victoria” Białystok) 13 p. (83)

3. Edward Podczasik („Atut” Nysa) 13 p. (79)

4. Ewa Wieczorek („Victoria” Białystok) 13 p. (77)

5. Mikołaj Fiedoruk („Victoria” Białystok) 12 p. (77)

6. Ryszard Pawłowski („Kormoran” Giżycko) 12 p. (77)

7. Krzysztof Pichlak („Jutrzenka” Częstochowa) 12 p. (74)

8. Wojciech Woźniak („Jutrzenka” Częstochowa) 11 p. (76)

9. Maria Górzna („Sudety” Kłodzko) 11 p. (75)

10. Tadeusz Lach („Atut” Nysa) 11 p. (73)

Wojciech Woźniak

 

Brydż

Kiedyś musi być ten pierwszy raz

Nie „Warmia i Mazury” Olsztyn, wieloletni dominator, lecz „Atut” Nysa sięgnął po drużynowe mistrzostwo Polski w brydżu sportowym osób niewidomych i słabowidzących za rok 2016. W turnieju rozegranym w dniach 16-19 czerwca w hotelu Akor w Bydgoszczy wzięło udział 7 drużyn, wywodzących się z Olsztyna, Przemyśla, Warszawy, Nysy (dwie), Lublina oraz miasta gospodarzy. Zdecydowanym faworytem była ekipa „Warmii i Mazur”, kolekcjoner tytułów. A jednak kiedyś musi być ten pierwszy raz, gdy pasmo sukcesów zostaje przerwane. W Bydgoszczy po mistrzowski tytuł sięgnęła ekipa z Nysy, grająca w składzie: Jerzy Marszałkowski, Jerzy Zawór, Andrzej Kużdżał, Marek Benda. Wyprzedziła „Hetmana” Lublin (Michał Czarski, Ryszard Budniak, Krzysztof Furtak, Lucjan Fiuta) oraz „Warmię i Mazury” Olsztyn (Piotr Łożyński, Jerzy Czeszewski, Zdzisław Ratajczak, Ryszard Suder). Obrońcy tytułu brązowy medal wydarli rzutem na taśmę, podczas ostatniej sesji. W turnieju nie powiodło się też gospodarzom. Drużyna „Łuczniczki” Bydgoszcz, srebrni medaliści sprzed roku, tym razem musiała zadowolić się 6. miejscem.

Drużynowe mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących w brydżu sportowym

16-19.06.2016 r., Bydgoszcz

1. „Atut” Nysa 131 p.

2. „Hetman” Lublin 130 p.

3. „Warmia i Mazury” Olsztyn 118 p. 

5. „Podkarpacie” Przemyśl 113 p.

6. „Syrenka” Warszawa 105 p.

7. „Łuczniczka” Bydgoszcz 80 p.

8. „Atut” Nysa II 74 p.

Imprezę sędziowaną przez Jana Szczukę, a koordynowaną przez Ewę Sargalską dofinansowały PFRON oraz Ministerstwo Sportu i Turystyki.

KAZ

 

Szachy

Rozgrywki w Świętokrzyskiem

W dniach 13-22 lipca Suchedniów gościł uczestników i uczestniczki ogólnopolskiego turnieju szachowego. Impreza, zorganizowana pod auspicjami Stowarzyszenia „Cross” i dofinansowana przez Ministerstwo Sportu i Turystyki, miała charakter integracyjny. W grupie 22 miłośników królewskiej gry znalazło się grono 15 crossowskich zawodników. Organizatorem wydarzenia był krakowski klub „Lajkonik”, a jego koordynatorem Barbara Juszkiewicz. Rozgrywki sędziował Tomasz Stefaniak, który w mistrzowski sposób czuwał nad przebiegiem zawodów. Areną rozgrywek i miejscem pobytu zawodnikówbył hotel „Paradiso”.

Klasyfikacja zawodników Stowarzyszenia „Cross”

1. Jacek Ruszczycki (KKSz Kraków) 5,5 p

2. Stanisław Niećko („Tęcza” Poznań) 5,5 p.

3. Józef Żełajtys (Gdynia) 5,5 p.

4. Bernard Olejnik („Łuczniczka” Bydgoszcz) 5 p.

5. Józef Korycki („Lajkonik” Kraków) 4,5 p.

6. Mieczysław Juraszewski 4,5 p.

7. Edward Skiera („Łuczniczka” Bydgoszcz) 4,5 p.

8. Bogusław Kaczorowski („Łuczniczka” Bydgoszcz) 4 p.

9. Henryk Gadzała 4 p.

10. Józef Jaworski 3,5 p.

11. Jadwiga Szymczyk 3 p.

12. Leonarda Liszewska („Atut” Nysa) 2,5 p.

13. Jolanta Janyst 2 p.

14. Anna Gajlikowska 1 p.

15. Antoni Gastoł 0 p.

Zwycięzców turnieju uhonorowano pucharami. Zawody przebiegały w miłej, koleżeńskiej atmosferze, chociaż partie były zacięte. Po emocjach gry rozmowom i wspomnieniom okraszanym humorem nie było końca. A sprzyjały im grillowe biesiady oraz trzy wspaniałe wycieczki zorganizowane przez niezastąpioną panią Basię Juszkiewicz. Były to półdniowe eskapady do Muzeum Henryka Sienkiewicza w Oblęgorku – bogatego w pamiątki po pisarzu, w Góry Świętokrzyskie – na Świętą Katarzynę oraz do Starachowic, gdzie w Muzeum Hutnictwa z podziwem oglądaliśmy wielki piec do wytopu surówki. Sam Suchedniów leży na obrzeżach Puszczy Świętokrzyskiej. Jest tu urokliwy kościół z pięknymi freskami i barwnymi witrażami przedstawiającymi dwunastu apostołów. W PRL-u działała w mieście znana na całą Polskę duża fabryka wózków widłowych. Stąd, z Ziemi Świętokrzyskiej, pochodził Witold Gombrowicz – znakomicie grający w szachy, których był miłośnikiem.

Stanisław Niećko

 

Biegi

Memoriał Zofii Morawskiej

W dniu 19.06.2016 r. odbył się pierwszy charytatywny bieg w Laskach – Memoriał Zofii Morawskiej. Głównym celem imprezy było pozyskanie środków na wsparcie działalności tutejszego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Dzieci Niewidomych im. Róży Czackiej. Zofia Morawska (1904-2010) całe życie poświęciła pracy na rzecz osób niewidomych. W laskowskim ośrodku pełniła m.in. funkcję skarbnika, pozyskiwała środki, przychylność sponsorów i darczyńców. Za swoje zasługi została uhonorowana Orderem Orła Białego.

Bieg główny miał dystans 3,3 km. Pętla wytyczona była wokół ośrodka, część trasy biegła alejkami i ścieżkami w jego w obrębie, część leśnymi drużkami Kampinoskiego Parku Narodowego. Limit czasu wynosił 90 minut. Wyznaczoną pętlę można było pokonać dowolną ilość razy, a za każde przebyte okrążenie sponsor płacił określoną kwotę na działalność placówki.

W biegu głównym wzięło udział 405 zawodników. Wystartowali również niewidomi uczniowie z Lasek, którzy chcieli w taki aktywny sposób wesprzeć swoją szkołę. Na memoriał przybyły całe rodziny. Dzieci również mogły rywalizować – w dodatkowych biegach, które w zależności od dystansu i wieku zawodników nosiły nazwy: Bieg Wiewiórki, Bieg Rysia i Bieg Wilka. Na imprezie można było skosztować domowych wypieków, lodów, a po biegu posłuchać koncertu wychowanków szkoły muzycznej w Laskach.

Memoriał Zofii Morawskiej okazał się wspaniałą rodzinną imprezą. Cel został osiągnięty, łącznie udało się przebiec ponad 1100 okrążeń. Mamy nadzieję, że kolejne edycje biegów charytatywnych będą odbywać się w Laskach regularnie.

Krzysztof Koc 

 

Spartakiada

Aktywny Dzień Dziecka

Uczniowie szkoły podstawowej i gimnazjum dla niewidomych w Laskach oraz grupa uczniów ze szkoły podstawowej i gimnazjum w Izabelinie święto dzieci spędzali razem, na sportowo. W dniu 01.06.2016 na gminnych obiektach sportowych „Ryś” w Laskach odbyły się zmagania w czwórboju lekkoatletycznym.

Organizatorem imprezy był Ośrodek Szkolno-Wychowawczy dla Dzieci Niewidomych w Laskach. Celem Integracyjnej Spartakiady Lekkoatletycznej było przede wszystkim aktywne spędzenie Dnia Dziecka przez młodzież szkolną. Przygotowania do zawodów mają duży wpływ na rozwój sprawności fizycznej uczestników, a w szczególności rozwój predyspozycji lekkoatletycznych uczniów. Podczas imprezy propagowano zdrowy styl życia i rozbudzano zamiłowania sportowe dzieci i młodzieży. A co równie ważne – młodzi niewidomi i ich pełnosprawni rówieśnicy mieli szansę się integrować, z korzyścią dla środowiska lokalnego gminy Izabelin. Spartakiada była poza tym okazją dla studentów fizjoterapii do przećwiczenia umiejętności zawodowych w praktyce.

Uczniowie rywalizowali w kategoriach wiekowych w 4 konkurencjach: bieg sprinterski na dystansie 60 m, rzut piłeczką palantową lub pchnięcie kulą (dla gimnazjalistów), skok w dal i bieg średni (wytrzymałościowy) od 200 do 1000 m – w zależności od kategorii wiekowej. We wszystkich konkurencjach wspólnie rywalizowali uczniowie niewidomi i pełnosprawni. Funkcję sędziów i przewodników pełnili studenci Akademii Wychowania Fizycznego pod kierunkiem swoich prowadzących – dr hab. prof. AWF Izabeli Rutkowskiej i dr. Grzegorza Bednarczuka. W spartakiadzie wzięło udział 70 uczniów, w tym 50 niepełnosprawnych, oraz 50 studentów AWF.

Zawodnicy byli podzieleni na 20 kategorii ze względu na wiek i stopień utraty wzroku. Chłopcy i dziewczęta startowali w konkurencjach wspólnie, ale oceniani byli oddzielnie. Medale dla najlepszej trójki w każdej kategorii wręczała dyrektor szkoły podstawowej i gimnazjum dla niewidomych pani Dorota Gronowska. Atmosfera była radosna, piknikowa. Pomiędzy konkurencjami dzieci odpoczywały na trawie, uzupełniały energię, jedząc truskawki i cukierki, którymi zostały obdarowane, nawiązywały znajomości z rówieśnikami i studentami. Uczniowie, zachwyceni imprezą, z niecierpliwością czekają na kolejny Dzień Dziecka „na sportowo”. Dla wielu były to pierwsze zawody w życiu i pierwsze medale. 

Krzysztof Koc

 

aaa 

 

zdrowie

 

Łaciate

Każdy z nas ma jakieś znamiona, choćby piegi lub pieprzyki. Bywa, że niektóre z nich, zarówno te widoczne, jak i ukryte, dodają nam wdzięku i seksapilu. Nie da się tego, niestety, powiedzieć o plamach odbarwionej skóry. Jej „łaciaty” wygląd raczej nikogo nie oczaruje; gorzej, jest powodem frustracji osób dotkniętych tym defektem kosmetycznym. Nazywa się go bielactwem.   

Kiedyś kojarzono bielactwo z trądem, bo w początkowym stadium tej choroby też odbarwia się skóra. Do dziś pokutuje niesłuszne przekonanie, że możemy się zarazić, podając rękę osobie z plamami odbarwionej skóry. Bielactwo nie jest zakaźne. Wiemy już coraz więcej na temat mechanizmów powstawania tej choroby powodującej utratę pigmentu w skórze. Produkujące go komórki – melanocyty – z jakiegoś powodu źle funkcjonują. Różne teorie próbują wyjaśnić dlaczego. Jedni twierdzą, że to układ odpornościowy niszczy własne komórki, byłaby to więc choroba z autoagresji. Inni sugerują, że melanocyty ulegają zaprogramowanej śmierci pod wpływem nieznanych bodźców, jednym słowem – popełniają samobójstwo. Jeszcze inni są zdania, że to miejscowe tracenie pigmentu przez skórę jest wynikiem wyjątkowo silnego działania wolnych rodników – cząsteczek niszczycieli, które rozbijają w ciele DNA czy uszkadzają białko. Niektórzy badacze wiążą zanik melanocytów z tym, że na zakończeniach nerwowych są miejscowo wydzielane jakieś substancje, które zaburzają gromadzenie pigmentu w skórze. Melanocyty produkują wprawdzie pigment skóry, ale „sprzedają” go dalej. Ten barwnik zasysają inne komórki skóry – keramocyty. Jeśli z jakichś powodów przerwie się połączenie między „fabryką” a „sklepem” – skóra pozostanie biała.

Dr n. med. Andrzej Szmurło z warszawskiej kliniki Nova Derm w wywiadzie na temat bielactwa („tylkozdrowie”, sierpień 2015) zgadza się z teorią autoagresji, ale jedynie w przypadku, gdy pacjent przypomina albinosa. To choroba genetyczna, w której także włosy i oczy nie mają barwnika. Przy klasycznym bielactwie, gdy skóra jest zarówno odbarwiona, jak i normalna, doktor skłania się raczej do zaburzeń w pracy układu nerwowego: czasami jasne plamy skóry wręcz wydają się biegnąć wzdłuż nerwów. Najbardziej widoczne i najczęstsze są tam, gdzie skóra najbardziej pracuje: jest rozciągana czy podatna na uszkodzenia. Plamy bielacze pojawiają się często wokół oczu i ust, na dłoniach, w zagięciach, fałdach skóry. Zdarza się, że w miejscu jej uszkodzenia zaczyna się tworzyć biała plama (to tzw. objaw Koebnera). Można mieć pierwsze plamy już w dzieciństwie albo dopiero w wieku dojrzałym. Wyraźne skłonności do bielactwa są dziedziczne. Ale nie u każdego dziecka, którego rodzice mają tę przypadłość, także się ona pojawi. Podobnie zresztą jak nie u wszystkich osób stosujących popularne leki na serce – beta-blokery – skóra zacznie tracić pigment. Lekarze mówią, że w tym przypadku związek z bielactwem nie został udowodniony: są to jedynie opinie samych pacjentów.

Bielactwo to nie jest jedno miejscowe odbarwienie skóry, czyli pojedyncza zmiana. Najczęściej jest ich kilka w różnych częściach ciała. Proces chorobowy nie jest gwałtowny, ale postępuje latami. Odbarwiona skóra zajmuje coraz większą powierzchnię, w końcu dominuje nad częścią „kolorową”.

Wbrew panującym opiniom, że skóra bez pigmentu jest bardzo wrażliwa – zachowuje się ona zupełnie normalnie. Nie ulega żadnym zmianom. Jest nawet mniej podatna na ryzyko rozwoju czerniaka. Ale jest wrażliwa na poparzenia słoneczne – w tym przypadku brak barwnika ma znaczenie. Dlatego lekarze zalecają używanie mocnych filtrów, żeby się nie poparzyć.

Bywa, że bielactwo towarzyszy innym chorobom, na przykład niedoczynności tarczycy typu Hashimoto, atopowemu zapaleniu skóry, cukrzycy, łysieniu plackowatemu. Stres może nasilić, a nawet wywoływać zmiany bielacze. Odbarwienia leczy się najtrudniej na dłoniach, wokół oczu i ust. Te na tułowiu są łatwiejsze do usunięcia. Wbrew powszechnej opinii, która głosi, że z bielactwem nikt jeszcze nie wygrał, dermatolodzy podejmują leczenie przynoszące pozytywne efekty. Im się je wcześniej rozpocznie i im ubytek pigmentu jest mniejszy, tym lepiej. Są trzy metody terapii: pierwsza to miejscowe leczenie przeciwzapalne sterydami lub kremem zawierającym substancję hamującą aktywność układu odpornościowego; druga polega na naświetlaniu lampami UVB. Pobudza ono do tworzenia się nowych melanocytów pod warunkiem, że kontakt z lampami odbywa się trzy razy w tygodniu co najmniej przez rok; trzecia metoda to przeszczep skóry. Można przeszczepiać na naskórek same wyhodowane wcześniej melanocyty pacjenta. Pionierską metodę autoprzeszczepu opisał swego czasu w Gdańsku prof. Waldemar Placek. Jest stosowana i przynosi spektakularne efekty. Sam profesor jest zdania, że jak się ktoś zaprze, to każde bielactwo da się wyleczyć. Jego koledzy dermatolodzy są bardziej wstrzemięźliwi w tej mierze. – Nie ma osób, u których leczenie w ogóle nie działa – mówią. – Choć poprawa nie zawsze jest spektakularna. Są duże różnice osobnicze. Można kogoś wyleczyć raz na zawsze, a można tylko na jakiś czas.

Nie ma u nas, niestety, profilaktyki bielactwa. Chyba że uznać za nią ograniczanie stresu u osób, u których powoduje on wyraźne nasilenie choroby. Koszty leczenia nie są refundowane, choć w znacznym stopniu obciążają kieszeń pacjenta. Naświetlanie lampą, dla przykładu, to 20-25 zł za jeden seans, co w skali miesiąca czyni ok. 200 zł. Można kupić taką lampę, ale kosztuje ona kilkanaście tysięcy złotych. Ważne więc, by nie czekać, aż się nam plamy bielacze rozrosną, tylko szybko wybrać się do dermatologa. Im więcej melanocytów jest zachowanych w skórze, tym szybciej będzie je można repigmentować. U jednych pigment pojawia się od brzegów plamy, stopniowo wypełniając jej środek, u innych – skóra nabiera barwnika od środka plamy. Powstają ciemne punkty, te przechodzą w gwiazdki i powoli wypełniają zmianę.

W naszym klimacie u osób z bielactwem odbarwień skóry, zwłaszcza zimą, prawie nie widać. Wrażenie skóry w łaty powstaje latem, kiedy normalnie skóra się opala, a odbarwiona – nie. Ten defekt kosmetyczny w równym stopniu przytrafia się mężczyznom, jak i kobietom. Tyle że te ostatnie przeżywają z tego powodu ogromny stres. Wyjątkiem musi być kanadyjska modelka Chantelle Winnie, której „łaty” nie przeszkodziły w karierze. Projektanci mody zatrudniają ją na pokazy i do kampanii reklamowych. Bielactwo wykryto u niej, gdy miała cztery lata. W szkole rówieśnicy przezywali ją „zebra” i „krowa”. Jako nastolatka miewała myśli samobójcze. Dziś wspiera osoby z bielactwem.

Makijażyści twierdzą, że osoby „łaciate” mogą sobie poprawić samopoczucie, stosując kosmetyki, które są w stanie z powodzeniem zatuszować odbarwienia skóry. Nawet takie, w których mamy do czynienia z dużym kontrastem między odbarwieniem a skórą normalną. Dawniej też były dostępne tego typu produkty, ale znacznie cięższe, mogły dawać tzw. efekt maski. Teraz, patrząc na osobę z wykonanym dobrze makijażem, nie będziemy w stanie stwierdzić, że ma ona jakieś odbarwienia na skórze.

BWO

 

aaa

 

ruszajmy się

 

Bieganie po schodach

Schody – można je spotkać wszędzie. Niektórzy uważają ich istnienie za przekleństwo, inni za przykrą konieczność. Ale są ludzie, którzy kochają schody i szukają miejsc, gdzie jest ich wybitnie dużo. W dobie chorób cywilizacyjnych wysiłek wkładany w chodzenie po schodach może być dla niektórych ostatnią szansą na zdrowie i świetną formę.

To, co jest najbardziej wymagające dla naszego ciała, działa najefektywniej. Powszechnie uważa się, że chodzenie i bieganie po schodach spala najwięcej kalorii – czyli daje najlepsze rezultaty u tych, którzy chcą zgubić zbędne kilogramy. Ponadto świetnie wzmacnia mięśnie, szczególnie nóg – bardzo mocno rzeźbi i ujędrnia uda i pośladki. Jest to sposób dużo bardziej skuteczny od biegania (joggingu) i dlatego trening może trwać krócej.

Wszystkim zalecam zrezygnować z windy. Pobudzanie organizmu zwykłym codziennym wejściem na drugie czy trzecie piętro może mieć duże znaczenie dla naszego zdrowia. Jeżeli po takim wejściu masz zadyszkę, to dobrze, to znaczy, że dla Twojego organizmu to był znaczący wysiłek.

Dużą zaletą takiej aktywności jest jej dostępność. Nie ma znaczenia czy to schody uliczne, czy domowe, na każdych trzeba pokonać siłę grawitacji i wnieść swój ciężar do góry. Oczywiście warto ćwiczyć na świeżym powietrzu, najkorzystniejsze byłyby schody na jakiejś górce w parku, ale warunki nie powinny być przeszkodą. Klatka schodowa może mieć swoje zalety, szczególne zimą i jesienią, gdy jest zimno i pada.

W zależności od tego, jaki rodzaj treningu wybierzemy, bieganie po schodach może być specyficznym treningiem siły biegowej, formą treningu siłowo-wytrzymałościowego, mocno pobudzającym treningiem wydolnościowym, fitnessem, a nawet formą rehabilitacji ruchowej. Intensywne ćwiczenia sprawią, że trening przyniesie efekty metaboliczne w dość krótkim czasie, a zapasy energii wyczerpiemy szybko. Mimo że podczas treningu spalamy głównie zapasy cukrów (glikogen mięśniowy), to tak bardzo pobudzamy metabolizm, że spalanie tłuszczu będzie trwało jeszcze długo po treningu. Posiłek, który po nim zjemy, w całości zostanie spożytkowany na uzupełnienie spalonej w mięśniach energii (zamieniony w glikogen mięśniowy).

Kolejna zaleta to rozwijanie partii ciała, na których wyglądzie zależy większości dbających o figurę osób. Fitness obfituje w propozycje ćwiczeń na uda i pośladki oraz brzuch i podsuwa różne ich zestawy. Prawda jest taka, że jedną z najskuteczniejszych form ruchu wzmacniających te partie jest właśnie bieganie oraz ćwiczenia z wykorzystaniem rzędu stopni – popularnych schodów.

Bieganie i chodzenie po schodach mogą stać się formą rehabilitacji. Taki ruch wzmacnia mięśnie stabilizatory stawów, między innymi: biodrowych, kolanowych i skokowych. Dlatego jest to świetny sposób na zapobieganie kontuzjom, nie tylko biegaczy. Przy urazach ortopedycznych mogą skrócić czas rekonwalescencji. Należy jednak wprowadzać je na wskazanie lekarza lub fizjoterapeuty, chodzi o to, by mieć pewność, że po kontuzji lub urazie ciało jest gotowe na podjęcia takiego wzmacniania. Zbyt wczesne udanie się na schody może odnowić kontuzję. W rehabilitacji kluczowe są takie zalety ćwiczeń na schodach, jak: wzmacnianie mięśni w całym zakresie ruchów, poprawa stabilizacji w stawach, rozwijanie siły oraz poprawa kontroli nerwowo-mięśniowej.

Bardziej obciążające układ ruchu jest schodzenie lub zbiegania w dół. Początkujący mogą z tego zrezygnować i na dół zjeżdżać windą. Gdy mięśnie wzmocnią się w sposób ekscentryczny, a ciało nauczy stabilizować ruch, do treningu można włączyć również spokojne zbieganie lub schodzenie. Podczas schodzenia mamy do czynienia ze skurczem ekscentrycznym – przyczepy mięśniowe oddalają się od siebie wbrew kierunkowi działania siły mięśnia, który kurcząc się, próbuje ten ruch powstrzymać lub spowolnić. Skurcze takie, mimo że częściej mogą powodować urazy mięśniowe, są jednak bardzo skutecznym środkiem wzmacniania siły mięśniowej. Ważna przy schodzeniu jest stabilizacja stawów i odpowiednia technika, by zachować linię biodro-kolano-stopa (to znaczy, że kolano nie powinno podczas kontaktu nogi z podłożem – kiedy działa na nie największa siła – wyprzedzać stopy, tylko znaleźć się w linii prostopadłej nad stopą. Ruchy ekscentryczne przy złej technice i dużym obciążeniu mogą prowadzić również do urazów stawowych.

W ostatnim czasie o bieganiu po schodach robi się głośno nie tylko w kontekście uzupełnienia treningu. Stało się ono odrębną dyscypliną. Zawody są rozgrywane w różnych miejscach, najczęściej w wieżowcach, na całym świecie. Formuła jest różna – od podbiegów na czas do zawodów ze startu wspólnego, kiedy to grupka zawodników przeciska się w wąskich korytarzach i próbuje jak najszybciej wbiec na samą górę budynku. 

Trening

Treningi różnią się od siebie w zależności od postawionego celu i ogólnej sprawności osoby trenującej. Początkujący najczęściej wybierają budynek 10-, 20-piętrowy i wykonują 1-3 wbiegnięcia na górę, co nie zajmuje im nawet 20 minut. Aby efekt był lepszy, stosuje się różne warianty biegu oraz ćwiczenia pomocnicze. 

Biegi

Bieg co jeden stopień – polega na równym wbieganiu krótkimi krokami, za każdym kolejnym krokiem pokonuje się jeden stopień. Należy pracować nad szybkością i rytmiką ruchów oraz obszerną pracą ramion. 

Bieg co drugi stopień – bardziej siłowa odmiana podbiegu. Każdy krok należy stawiać co dwa stopnie, np. prawa noga na drugi stopień, lewa na czwarty, prawa na szósty itd. Podczas tego podbiegu należy skupić się na rytmie i odpowiedniej technice stawiania stopy na jej środkową i przednią część, czyli śródstopie. 

Bieg co trzeci lub więcej stopni. To praca nad siłą w czystej postaci. Biec należy długimi susami przypominającymi wieloskoki, każdy krok to maksimum włożonej siły – należy odbić się na tyle mocno, by pokonać trzy, cztery lub więcej stopni za każdym razem. 

Bieg dwa kroki na każdym stopniu. Ćwiczenie polega na pokonywaniu stopnia zawsze tą samą nogą, a druga jest dostawiana do pierwszej (np. prawa na pierwszy stopień, lewa na pierwszy stopień, prawa na drugi, lewa na drugi). Tym samym sposobem możemy również biec bokiem. Jako pierwsza wbiega wtedy noga bliżej stopnia. 

Bieg skipem A. Podczas pokonywania stopni (najlepiej co drugi) unosimy kolana jak najwyżej (tak, by ruch w biodrze był jak najobszerniejszy), przynajmniej do kąta prostego.  

Podskoki

Na palcach, obunóż, co jeden stopień (podobny ruch, jak podczas skakania na skakance). Wzmacniamy łydki – staramy się, by ruch w stawie skokowym był jak najobszerniejszy. 

Na jednej nodze co jeden stopień. To samo ćwiczenie, ale stopnie pokonuje się tylko na jednej nodze. Powtarzamy tyle samo razy, skacząc na drugiej nodze. 

Co drugi stopień tzw. żabkami. Wykonujemy przysiad, dotykając dłońmi stopnia powyżej nóg i z przysiadu energicznym wyprostem nóg pokonujemy dwa stopnie, schodząc od razu do przysiadu (wersja dla wytrenowanych to podskoki co trzy stopnie). 

Podskoki z wysokim unoszeniem kolan – co dwa, trzy lub cztery stopnie. Skaczemy mocnymi, energicznymi susami, w czasie lotu unosząc jak najwyżej kolana. Po pokonaniu możliwej dla siebie odległości następuje kolejne odbicie (bez zatrzymania). 

Ćwiczenia ogólnorozwojowe

Marsz wypadami. Wchodzić należy jedną nogą (przynajmniej o trzy stopnie) tak, by kolano nogi z przodu znalazło się nad stopą. Następnie, prostując przednią nogę (staramy się cały ciężar przenieść na nogę wykroczną, czyli tę z przodu), unosimy się do góry i jednocześnie przestawiamy drugą nogę o kolejne trzy stopnie do kolejnego wypadu. Ważne jest, by zrobić to stabilnie, z zachowaniem równowagi, bez podpierania się nogą tylną po drodze. 

Marsz wypadami z dostawieniem. To łatwiejsza wersja. Po wykonaniu wypadu w przód na trzeci schodek – dostawiamy tylną nogę. Następnie zaczynamy drugi krok. Można zrobić dziesięć powtórzeń na jedną nogę lub zmieniać nogę co każdy krok. 

Wspinaczka – polega na wchodzeniu po schodach w podporze. Wersji tego ćwiczenia jest bardzo dużo. Polega ono na przeniesieniu ciężaru ciała na ramiona oparte przynajmniej o trzy schodki wyżej niż nogi. Z tej pozycji przestawiamy o dwa schodki równocześnie prawą rękę i prawą nogę, następnie znowu o dwa schodki lewą rękę i lewą nogę. To samo ćwiczenie możemy wykonać na krzyż, bez bujania ciałem: opieramy się na lewej nodze i prawej ręce (która jest o trzy schodki wyżej). Prawą nogę i lewą rękę równocześnie należy przenieść o dwa stopnie, następnie lewą nogę i prawą rękę o kolejne dwa. Najtrudniejsza wersja tego ćwiczenia w obu wariantach to przenoszenie nogi na schodek, na którym znajduje się ręka – w tym przypadku ramię i nogę należy przenieść nie o dwa, tylko o trzy stopnie wyżej. Zaawansowani mogą wykonywać również wspinaczkę w dół (mocne obciążenie dla ramion!). 

Ugięcia ramion w podporze – wzmacniające górną partię ciała i stabilizujące tułów. Ćwiczenie potocznie zwane pompkami na schodach może zyskać nową jakość. Mniej zaawansowani lub ze słabo rozbudowanymi górnymi mięśniami mogą wykonywać pompki w podporze, z nogami w dół. Nogi opieramy przed schodami, a ramiona na wysokości kilku stopni, tak by ciało tworzyło linię prostą od stóp do barków, a wyprostowane ramiona skierowane były prostopadle w dół (dłonie dokładnie pod barkami). Wykonujemy ugięcia ramion w stawach łokciowych tak, by klatką znaleźć się w pobliżu stopnia schodów. Wersja dla zaawansowanych to pompki z głową w dół. Ciało należy ułożyć zupełnie odwrotnie. Wyprostowane ramiona na dole, a stopy na podwyższeniu kilku stopni (im wyżej, tym ciężej). Pamiętać należy o zachowaniu linii prostej ciała, wciągnięciu brzucha, niepogłębianiu lordozy lędźwiowej i dłoniach dokładnie pod barkami. W tej wersji w każde ugięcie ramion będziemy potrzebowali włożyć więcej siły. Trzecia wersja tego ćwiczenia to ugięcia ramion w podporze tyłem, czyli tzw. pompki francuskie. Wykonujemy podpór tyłem (plecami w stronę schodów) z dłońmi na podwyższeniu, a nogami opartymi przed schodami; uginamy ramiona tak, jakbyśmy chcieli usiąść stopień poniżej, a następnie prostujemy je, unosząc wyprostowane ciało do góry. Wersja dla początkujących: po ugięciu ramion należy usiąść całym ciężarem na schodku, czyli wykonać przejście z siadu do podporu i odwrotnie.

Trening dla osoby początkującej na schodach o 20 stopniach może wyglądać następująco:

1. Trzy wejścia i zejścia marszem w górę i w dół – rozgrzanie ciała.

2. Jedno wbiegnięcie po dwa kroki na stopniu na prawą nogę i jedno na lewą nogę, zejście marszem.

3. Jedno wejście – dowolna wspinaczka, spokojne zbiegnięcie truchtem.

4. Jedno wejście wypadami, zejście marszem.

5. Dwa podbiegi co jeden stopień, zbiegnięcie truchtem.

6. Dwa podbiegi co drugi stopień, zbiegnięcie truchtem.

7. Dwa podbiegi co trzeci stopień, zbiegnięcie truchtem.

8. Podskoki obunóż o jeden stopień, zejście marszem.

9. Podskoki jednonóż – po dziesięciu stopniach zmiana nogi.

10. Podskoki obunóż co dwa stopnie.

11.  Dwa szybkie dowolne wbiegnięcia, zbiegnięcie truchtem.

12. Wejście na górę co drugi stopień – skłon do nogi wyprostowanej z przodu za każdym krokiem; zejście tyłem co drugi stopień – noga tylna wyprostowana, śródstopie oparte o krawędź stopnia, pięta maksymalnie w dół (rozciąganie mięśni łydki).

13. Pompki (rodzaj odpowiednio do możliwości) – 10 powtórzeń, po czym od razu maksymalnie szybkie wbiegnięcie na górę i zbiegnięcie truchtem. Powtórzyć dwa razy.

14. Pompki francuskie (rodzaj zależnie od możliwości) – dziesięć powtórzeń, po czym od razu maksymalnie szybkie wbiegnięcie na górę i zbiegnięcie truchtem. Powtórzyć 2 razy.

15. Trzy wejścia i zejścia marszem dla uspokojenia ciała.

Na koniec należy poświęcić 3-5 minut na rozciąganie statyczne pośladków, przedniej i tylnej partii uda, bioder i brzucha oraz łydek. W treningu pokonujemy schody 26 razy w górę i w dół, co daje nam łączną wysokość 520 stopni. Cały trening nie powinien zająć 30 minut, nawet przy wolnym tempie. Sprawni uwiną się w 20 minut (razem z rozciąganiem). Taki trening należy powtarzać trzy razy w tygodniu (co drugi dzień) i stopniowo zwiększać liczbę i szybkość pokonywania schodów. Jego efekty zauważycie bardzo szybko.

Intensywne krótkie wysiłki mają wiele zalet. Na bieganie po schodach powinni uważać ludzie otyli, z problemami kardiologicznymi i po urazach. Jeżeli czujecie się słabo lub coś was boli, to natychmiast przerwijcie trening. Jestem jednak pewny, że szybko przekonacie się, że intensywne wysiłki są przyjemne, z czasem wręcz uzależniające. Po nich będziecie pełni energii, szczęśliwi i gotowi do działania. Powodzenia!

Krzysztof Koc

 

aaa 

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

Izolowany pionek w końcówce

Powszechnie zalecanym sposobem walki z izolowanym pionkiem w centrum  jest przejście do końcówki. W tym stadium gry izolak traci swoje zalety i staje się słabością. Pozbawiony dynamiki, jest obiektem ataku. Końcówki dla strony z izolowanym pionkiem są zwykle gorsze. Ale gorsze to wcale nie znaczy przegrane:

S. Flohr – J.R. Capablanca

Moskwa 1935

Białe: Kc1, Sd4, a2, b2, e3, f2, g2, h2

Czarne: Ke7, Ge6, a6, b7, d5, f7, g7, h7 

Znajomość tej końcówki jest niezbędna dla zrozumienia typowych sposobów gry obu stron. Sytuacja jest idealna dla białych. Na szachownicy pozostały tylko pasywny goniec i silny skoczek.

Capablanca pokazał aktualny do dzisiaj właściwy plan obronny  24.Kd2 Biały król maszeruje na pole d4. Następuje zamiana ról – wolniaka blokuje (i atakuje) król, aby ze skoczkiem wywrzeć maksymalny nacisk na pionka d5 24...Kd6 25.Kc3 b6! Wstęp do właściwego rozstawienia pionków. Jest to zgodne z regułą kubańskiego eksmistrza świata: jeśli w końcówce masz gońca, piechotę ustawiaj na polach odmiennych od jego barwy. Szczególnie ważne będą pionki na polach b6 i f6, które uniemożliwiają białemu królowi wtargnięcie na piątą linię 26.f4 Gd7 27.Sf3 f6! 28.Kd4 a5! 29.Sd2 Gc8 30.Sb1 Ge6 31.Sc3 Kc6 Obie strony postawiły bierki na optymalnych pozycjach. Czarne zamierzają chodzić królem po polach d6 i c6. Aby wygrać, białe muszą wyrobić drugą słabość 32.a3 h6 33.g3 h5?! Wątpliwe posunięcie.  Analitycy wykazują, że jedynym sposobem wygrywania jest ustawienie białych pionków na f5 i g4, skoczka zaś na f4. Wtedy czarne wpadają w zugzwang i nie są w stanie wybronić pól d5, e6 i h5. Być może Capablanca chciał utrudnić takie ustawienie i stąd pomysł postawienia pionka na h5. Była to jednak niepotrzebna profilaktyka, gdyż białe nie są w stanie dojść do f4-f5. Można to zagrać tylko przy skoczku na h4, ale odpowiednie manewry gońca nie pozwolą skoczkowi zająć tego pola  34.b4 ab4 35.ab4 Kd6 36.b5!? Pole c6 zostało królowi odebrane. Na 36....Gf7 nastąpi 37.f5! Ale czarne mają jeszcze ruchy pionkami oraz możliwość ataku punktu b5 36...g6 37.Sa4 Kc7 38.Sc3 Kd6 39.f5! Jedyna szansa 39...gf5! W przypadku błędnego 39...G:f5?! czarne traciły pionka: 40.S:d5 Gd7 41.S:f6 G:b5 42.Sd5 Kc6? 43.Se7+ 40.Se2 Ostatnia nadzieja białych to dotarcie skoczkiem na f4 z ewentualnym zagraniem później e3-e4 40...Gd7?! Niedokładność, która na szczęście nie wypuszcza remisu. Białe mają dwa dodatkowe tempa pionkiem h2. Należało wymusić utratę jednego z tych temp: 40...Gg8 41.Sf4 Gf7 42.h3 Ge8 i przejść do pozycji z partii, ale już z pionkiem na h3  41.Sf4 Ge8 42.S:d5 G:b5 43.S:b6 Gc6 Teraz głównym celem manewrów czarnych będzie niewpuszczenie skoczka na f4  44.Sc4+ Ke6 45.Sb2 Grozi 46.Sd3 45...Gb5 46.Sd1 Ge2 47.Sf2 Gf1 Goniec kontroluje oba pola d3 i h3, skąd skoczek mógłby dotrzeć na f4 48.Sd3 G:d3! Pionkówka jest remisowa, ale wymaga od czarnych bardzo dokładnej gry 49.K:d3 Biały król grozi pomaszerować na f4 i postawić czarne w zugzwang 49...Ke5! Przegrywa 49...Kd5? 50.Kd2! np. 50...Ke4 51.Ke2 Kd5 (51…h4 52.gh4 f4 53.h5!)  52.Kf3 Ke5 53.h3 Kd5 54.Kf4 Ke6 55.h4! lub 50...Ke5 51.Ke1! Kd5 52.Kf2  50.Ke2 Ke4 51.h3 Jeśli 51.Kf2, to 51…h4! 52.gh4 f4 i czarne zdążą wymienić pionka e3,  gdyż po 53.h5 bicie na e3 jest z szachem!  51...Kd5 52.Kf3 Ke5 i zgodzono się na remis, gdyż białym do zwycięstwa brakuje jednego dodatkowego tempa: 53.h4 Kd5 54.Kf4 Ke6.

J. Awerbach

(1954)

Białe: Kd4, Gf3, b4, c3, e3, f4, h4

Czarne: Kd6, Gf7, a6, b5, d5, f5, h5 

Ten przykład ilustruje sposób wygrywania poprzez zugzwang. Czarne przegrywają nie tylko wskutek izolaka, ale również z uwagi na dodatkowe słabości na f5 i h5. Białe zwyciężają poprzez doprowadzenie do pozycji na diagramie, ale przy ruchu czarnych. Wtedy czarne znajdą się w zugzwangu i będą musiały wpuścić króla na c5 lub e5 albo stracić pionka 1.Ge2 Ge8 Król musi stać na d6. Do obrony piechoty czarne mają tylko gońca. W przypadku 1...Gg6 wygrywa 2.Gd3 Gh7 3.Gb1 Gg6 4.Ga2 Gf7 5.Gb3 Ge6 (lub 5…Gg8) 6.Gd1 Gf7 7.Gf3 i na ruchu są czarne) 2.Gd3 Gg6 Jeśli 2...Gd7, to 3.Gc2 Ge6 (3...Gc8 4.Gd1) 4.Gd1 Gf7 5.Gf3 3.Gc2 Gh7 4.Gb3 Gg8 5.Gd1 Gf7 6.Gf3 z wygraną.

A. Wojtkiewicz (2570) – A. Halifman (2645)

Rakvere 1993 

Białe: Kd2, Gg2, a3, b2, e3, f4, g4, h3

Czarne: Ke7, Ge6, b6, b7, d5, f6, g7, h6

Ta końcówka jest przykładem doskonałej techniki polskiego arcymistrza 29.Kc3 Kd6 30.a4! Niezwykle ważne i subtelne posunięcie. W przypadki szablonowego 30.Kd4? b5! 31.Gf1 Gd7 32.Kc3 Kc5 (czarne chcą wymusić ruch b2-b4, aby odebrać pole b4 królowi) 33.b4+ Kd6 34.Kd4 b6 czarne ratowały remis, gdyż lepiej jest dla nich mieć drugiego słabego pionka na b5 niż na b7. Biały goniec nie może wówczas jednocześnie atakować pionków b5 i d5, co pozwala uniknąć zugzwangu 30...g5 31.Kd4 Gf7 32.Gf3 Ge6 33.f5! Wstęp do zwycięskiej operacji wymagającej policzenia bardzo długiego wariantu. Białe grają całkowicie wbrew zasadom – całą piechotę ustawiają na białych polach!  Chcą w ten sposób ograniczyć nieprzyjacielskiego gońca, by potem rozstrzygnąć grę ruchem e3-e4 33...Gf7 34.b4 Ge8 35.b5! Gf7 36.Gd1 Przed zagraniem e3-e4 goniec zmierza na przekątną a2-g8. 36...Gg8 37.Gb3 Gf7 38.e4 Gg8 39.Ga2 Gf7 40.G:d5! G:d5 41.ed5 Przy gońcach taka pozycja była nie do przebicia, pionkówka natomiast jest wygrana 41...Kc7 42.Kc3! Król zmierza na b4 z dalszym planem  a4-a5 42...Kd6 43.Kc4 Ke5 Po 43...Kd7 mm. Dworecki podaje taki wygrywający wariant: 44.Kb4 Kd6 45.a5 ba5+ (lub 45...K:d5 46.a6 ba6 47.ba6 Kc6 48.Ka4! b5+ 49.Ka5) 46.K:a5 K:d5 47.Kb6 Kc4 48.K:b7 K:b5 49.Kc7 i rozstrzyga marsz króla na drugie skrzydło  44.a5! ba5 45.Kc5 a4 46.d6 b6+ 47.Kc6 a3 48.d7 a2 49.d8H a1H 50.Hd6+ Ke4 51.K:b6 Białe szybko zrealizowały przewagę w końcówce hetmańskiej 51...Kf3 52.Kb7 Kg2 53.Hd3 Hc1 54.b6 Hc5 55.Hb3 Kh2 56.Hf3 Hd4 57.Hc6! K:h3 58.Kc8 Hb4 59.b7 Hf8+ 60.Kd7 K:g4 61.Hc8 1–0

S. Flohr – V. Pirc

Podebrady 1936 

Białe: Kc2, Gb3, Sd4, a2, b2, e3, f3, g2, h2

Czarne: Ke7, Ge6, Sc5, a6, b7, d5, f7, g7, h7

W tej końcówce czarne popełniły wiele błędów w obronie 29.Kc3 Kd6? Jak wykazała cytowana partia Flohr – Capablanca, w takich typowych  pozycjach skoczek nie wygrywa z gońcem. Należało więc wybrać 29...S:b3 30.Gc2! Obecność dodatkowych lekkich figur zmienia trochę sytuację. Można tu zastosować współczesną ocenę, że szanse białych na wygraną są mniej więcej takie same jak szanse czarnych na remis 30...g6?! Jak wiadomo, czarne pionki powinny stać na czarnych polach. Należało więc zagrać 30...h6  31.a4?! Dokładniejsze było 31.b4! Sd7 32.Gd3 nie pozwalające na ruchy b7-b6 i a6-a5 31…Gd7?! Czarne nie wykorzystują okazji. Prawidłowe było  31...b6! 32.b4 Sb7 33.Gd3 a5!  Również wariant 31...a5!? 32.b4 ab4+ 33.K:b4 b6 34.S:e6 fe6 35.Kb5 Sd7 36.f4 Kc7 dawał duże szanse na remis 32.a5! Se6 33.b4 Sc7 Po 33...S:d4 34.K:d4 decydowała słabość  nie tylko punktu d5, ale i b7 34.Gd3 Ge8 35.f4 Gd7 Czarne trzymają się pasywnej strategii.  Zasługiwało na uwagę 35...h6 lub 35...f6 próbujące choć na jednym skrzydle ustawić piechotę na czarnych polach 36.Ge2 Se8 37.Sb3 Gc6 (37…h5!?) 38.g4 Sf6 39.Sc5 Se8 40.g5 Czarne pionki pozostaną już na zawsze na „złych” białych polach 40...Sc7 (40...f6 41.h4) 41.Gd3 Se8 Po 41...Se6 42.S:e6 fe6 43.Kd4 białe łatwo wygrywały poprzez ruch e3-e4 lub marsz pionka h2  42.Sb3 Gd7 43.Sd4 Sc7 44.Ge2 Gc8 45.h4 Po małych manewrach białe przystępują do konkretnej realizacji przewagi. Najpierw pionek h2 maszeruje do pola h6, co przyniesie dodatkowe motywy taktyczne związane z jego promocją 45...Gd7 46.h5 Se8 47.h6 Ke7 48.Gf3 Ge6 (48...Kd6!?) 49.Sb3 Sc7 50.Sc5 Gc8 Nie ratowało 50...Sb5+ 51.Kd2 Sd6 52.Kd3 z atakiem na pionka d5, np. 52…Kd8 53.Kd4 Sf5+ 54.Ke5 S:e3 55.S:b7+ Ke7 56.Sc5 itd. 51.Ge2 Kd6 52.Gd3 Se8 53.e4! de4 54.G:e4 Sc7 Strat materialnych nie da już się uniknąć: 54...Kc7 55.Kd4 Sd6 56.Ke5 Se8 57.Gd5 Sd6 58.Kf6 itd. 55.S:b7+ G:b7 56.G:b7 Se6 57.G:a6 S:f4 58.Gc4 i czarne poddały się.

W końcówkach wielofigurowych gra ma bardziej złożony charakter. Strona z  izolakiem czasami może zrekompensować słabość pionka aktywnością figur. Częściej jednak izolak ginie w obecności wielu bierek albo też konieczność jego obrony powoduje straty w innej części szachownicy.

B. Spasski (2590) – N. De Firmian (2475)

Londyn 1984 

Białe: Kg1, Wd2, Wd4, Gf1, a2, b3, f4, g3, h2

Czarne: Kg7, Wd7, We1, Gg8, a7, d5, f6, g6, h6

W tej pozycji białe nie mają pionka na linii sąsiadującej z izolakiem, ale jest on trwale zablokowany i wymaga obrony. Pierwszy etap planu białych to maksymalny nacisk na punkt d5 35.Kf2 Wa1 36.Gg2 Kf8 Czarne pośrednio bronią pionka – poprzez atak na punkt a2. Białe znajdują jednak sposób na zwiększenie nacisku: wieża z d4 skierowana zostaje do ataku z boku izolaka, a na pole d4 wkracza biały król   37.Wa4! Ge6 38.Ke3! g5 39.Kd4 gf4 40.gf4 We1 41.Wa5 Pionka d5 nie ma już jak bronić 41...Kf7 42.G:d5 Wf1 43.Ke4 f5+ 44.Ke3 We7 45.G:e6+ W:e6+ 46.Kd3 W:f4 47.W:a7+ Kf6 48.Kc2 Wf1 49.b4 i białe zrealizowały przewagę pionka.

L. Szamkowicz – G. Kasparow

Malta (ol) 1980

Białe: Kg1, Wd1, Wf1, Se5, a3, b2, d4, f2, g2, g3

Czarne: Kg8, Wb8, Wd8, Gb7, a7, b6, e6, f7, g7, h7

W tej partii realizacja przewagi pozycyjnej była znacznie dłuższa i wymagała małej „pomocy” przeciwnika 22...Wbc8 23.Wd2 Wieża musi bronić pionka i trzeba oddać czarnym linię „c” 23...f6 24.Sf3 Lepiej wyglądało 24.Sg4 z dalszym Se3 24...Wc4 25.Wfd1 h5 Białe figury są sparaliżowane wskutek konieczności obrony pionka d4, czarne szukają drugiej słabości 26.Se1 Ge4! 27.f3 Gf5 28.Kf2 Wd5 29.Ke3 g5 30.Wa1 Wb5 31.b4!? Wd5 32.Waa2 Białe stworzyły nową linię obrony 32...Wc3+ 33.Ke2 Gb1 34.Wab2 Gg6 35.Sc2 Wd7 W niedoczasie czarne nie spieszą się z forsowaniem wydarzeń 36.Wa2 Wc4 37.b5? Błąd kosztujący pionka. Stało się to akurat w momencie, gdy była okazja znacznie poprawić swoją sytuację 37.d5! e5 (Słabe 37...W:d5 38.W:d5 ed5 39.Se3 Wd4 40.Wd2!) 38.Se3 Wc3 39.a4 i przewaga czarnych znacznie zmalała 37...Kg7 38.Ke3 Wd5 39.Wb2 Po  39.a4 mogło nastąpić 39...G:c2 40.Wd:c2 Wd:d4 39...Ge8! 40.Kf2 W:b5 41.W:b5 G:b5 42.d5! Ten ruch jest spóźniony, ale daje jedyną szansę na uaktywnienie figur 42...ed5 43.Se3 Wc5 44.S:d5 Po wymianie wież 44.W:d5? W:d5 45.S:d5 Kf7 w końcówce lekkofigurowej szans na remis nie było żadnych 44...Gc4 45.Sc3 Ge6 46.Se4 Wa5 47.Wd3 Gf5! 48.Ke3 Wa4 49.Wc3 G:e4 50.fe4 Kf7 51.Wd3 b5 52.Kf3 Ke6 53.Ke3 a6 54.Wc3 Wc4! 55.Wd3 Końcówka pionkowa po wymianie wież jest przegrana dla białych: 55.W:c4 bc4 56.Kd4 f5 57.K:c4 fe4 58.g4! hg4 59.Kd4 Kf5 60.g3 e3! 61.K:e3 Ke5 62.Kd3 Kd5 63.a4 a5. Po wykonaniu 55.Wd3 białe skapitulowały, nie czekając na wariant 55...Wc2 56.Kf3 g4+.

R. Bernard – K. Socha

Prabuty 1979 

Białe: Kg1, Wa1, Wf1, Ge2, Sb3, Sd4, a2, b2, c3, f2, g2, h2

Czarne: Kg8, Wa8, Wf8, Gd6, Gd7, Se7, a7, b7, d5, f7, g7, h7

16.Gf3 Wstęp do ataku na izolaka 16…Wac8 17.Wad1 Wfd8 18.Sc2! Gc6 19.Se3 Kf8 20.g3 Złe było 20.S:d5? G:d5 21.G:d5 S:d5 22.W:d5, bo G:h2+. Teraz już grozi zabicie na d5 20...Gc7 21.Sd4 Gb6 22.Wd2 Wd6 23.Wfd1 Wcd8 24.Gg2 g6 25.Sdc2 W tej trudnej pozycji czarne, nie chcąc wpuścić skoczka na b4, popełniły duży błąd 25...a5? Wymiana „dobrego” gońca 25…G:e3 26.S:e3 była pozycyjną kapitulacją, ale po prawidłowym 25...W6d7 26.Gh3 f5 27.Gg2 Kf7 czarne trzymały obronę 26.Sc4! Ga4 27.S:d6  1-0 

Ryszard Bernard

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w warcaby

W tegorocznym półfinale mistrzostw Polski osób niewidomych i słabowidzących byliśmy świadkami fascynującego boju, który zakończył się remisowo, mimo że obaj gracze mieli szanse na zwycięstwo.

Edward Twardy – Jan Sekuła

Półfinał MP „Cross”, 17.04.2016 r., Krynica-Zdrój

1. 32-28 17-21 2. 34-29 21-26 3. 40-34 16-21 4. 45-40 11-16

Już widać intencje obu graczy. Białe grają do centrum, a czarne okrążają.

5. 50-45 6-11 6. 29-24

Można i tak: 6. 37-32 26x37 7. 42x31 21-26 8. 47-42 26x37 9. 42x31 11-17 10. 41-37. Białe mają solidną pozycję i przygotowują się do opanowania centrum.

6... 20x29 7. 33x24 19x30 8. 34x25

Zdecydowanie aktywniej 8… 35x24.

8… 11-17 9. 39-33 14-19 10. 44-39 10-14 11. 28-23

Pasywny ruch, należało kontynuować:

11. 35-30 5-10 12. 30-24 19x30 13. 25x34. Czarne stoją aktywniej w centrum.

11... 18x29 12. 33x24 19x30 13. 25x34 12-18 14. 38-33 7-12 15. 31-27 21x32
16. 37x28 14-19 17. 34-29 17-22 18. 28x17 12x21 19. 36-31 26x37 20. 41x32 15-20 21. 46-41 5-10 22. 41-37 10-15 23. 42-38 19-24

Czarne złapały przeciwnika w półrogatkę. Zważywszy na niewyprowadzone piony (45, 40, 35) z krótkiego skrzydła białych oraz kontrolę pola 26, półrogatka wydaje się dawać przewagę czarnym. Dalszy plan czarnych to umocnić się na długim skrzydle białych. Natomiast białe powinny próbować opanować centrum.

24. 32-28 21-26 25. 40-34 16-21 26. 38-32 18-22

Takie wymiany są często spotykane przy grze z półrogatką. Cel czarnych to osłabić wymianami centrum białych.

27. 28x17 21x12 28. 32-28 13-18 29. 43-38 9-13 30. 38-32 18-22 31. 28x17 12x21
32. 32-28 4-9 33. 49-43 13-18 34. 43-38 9-13 35. 38-32 8-12 36. 37-31

Najprawdopodobniej należało podjąć próbę opanowania centralnego pola, np.:

36. 47-42 2-8 37. 37-31 26x37 38. 42x31 21-26 39. 31-27. Choć czarne mają też duże szanse na zaciśnięcie pierścienia wokół centrum białych: 39… 13-19 40. 48-42 20-25 41. 29x20 15x24. Z lepszą pozycją po stronie czarnych.

36... 26x37 37. 32x41 3-8 38. 45-40 1-7 39. 48-43 21-26 40. 34-30??  

Błąd, który mógł zadecydować o końcu partii! Należało zagrać zaskakujący ruch: 40... 13-19! Po czym białe nie mogą grać spodziewanego 30-25 z powodu prostej groźby: 41. 30-25 26-31 42. 25x23 8-13 43. 29x20 18x49. Po wymuszonym ruchu 41. 40-34 czarne łatwo zdobywają piona: 41… 18-23 42. 29x18 12x32. Wciąż nie można 30-25, ponieważ grozi ruch na większość: 43. 30-25 32-37 44. 25x23 37x46.

40… 26-31 41. 30x19 13x24 42. 40-34 8-13 43. 41-37 31x42 44. 47x38 2-8 45. 38-32 13-19 46. 43-38 18-23 47. 29x18 12x23 48. 34-30 20-25 49. 39-34 15-20 50. 28-22 7-11 51. 32-27 8-13 52. 38-32 11-16 53. 33-28 

Szybki remis można było osiągnąć w wariancie: 53... 23-29 54. 34x14 25x34 55. 14x25 34-39. I obie strony zakończyłyby rywalizację w polubowny sposób, np.: 56. 28-23 39-43 57. 23-18 43-49 58. 18x9 16-21 59. 27x16 49x4 60. 16-11, remis.

53… 13-18 54. 22x13 19x8 55. 30x19 23x14 56. 34-29

Z groźbą 2 za 2 ruchem 35-30.

56… 14-19 57. 29-23 8-13 58. 23x14 20x9 59. 28-23 9-14 60. 32-28 14-20 61. 28-22 20-24 62. 22-17?

Wygrywało: 62. 23-19! 24-29 63. 19x8 29-33 64. 8-3 33-39 65. 3-9, grożąc 27-21 – i trzeba oddać piona. Dalej mogło być: 65… 16-21 66. 27x16 39-44 67. 22-17 44-49 68. 9-31 49-38 69. 31-48. Białe spokojnie robią dwie następne damki, po czym bez problemu wygrywają.

62... 25-30 63. 23-19 13-18 64. 19-14 30-34 65. 14-10 34-39

Partia zakończyła się remisem.

1-1

W następnej zaprezentowanej partii zawodnik w pełni niewidomy wywołał sensację, remisując na turnieju w Gnieźnie z byłem mistrzem Polski. Wynik, a przede wszystkim gra Wojtka potwierdza, że zawodnicy ze Stowarzyszenia „Cross” zrobili w ostatnich latach duże postępy i mogą skutecznie rywalizować w turniejach otwartych.

Wojciech Woźniak – Łukasz Kosobudzki

8. Turniej o Drzwi Gnieźnieńskie, 26.05.2016 r., Gniezno

1. 32-28 16-21

Debiut Rozenburga – wariant zaostrzający grę.

2. 38-32 21-26 3. 43-38 18-22 4. 31-27 22x31 5. 36x27 19-23 6. 28x19 14x23
7. 41-36

Można było nie spieszyć się z tym ruchem. Bezcelowa gra na bandy rzadko kończy się dobrze.

7… 10-14 8. 34-30

Ponownie białe kierują się w stronę boków warcabnicy, oddając przy tym centrum.

8… 12-18 9. 30-25 7-12 10. 40-34 1-7 11. 44-40 20-24 12. 33-28 14-19 13. 49-43 24-29

Czarne agresywnie wtargnęły na pozycję wroga.

14. 39-33 5-10 15. 33x24 19x39 16. 28x19 13x24 17. 43x34 10-14

Po tej wymianie białe otrzymały nieaktywne krótkie skrzydło.

18. 38-33 8-13 19. 42-38 13-19 20. 47-42 2-8 21. 50-44 8-13 22. 44-39 17-22

Tym ruchem czarne pozwolą białym wyprowadzić opóźnionego piona z pola 46.

23. 46-41 22x31 24. 36x27 11-17 25. 41-36 17-22 26. 34-30 22x31 27. 36x27 18-23 28. 33-28 6-11

Odważny ruch. Czarne zniszczyły sobie olimpika (połączenie pionów 6 i 11), tak ważnego w klasycznych pozycjach. Lepsze wydaje się: 28... 13-18 29. 37-31 26x37
30. 42x31 9-13 31. 39-33 7-11. Pozycja czarnych jak z książki. Dzięki olimpikowi utrzymują one groźbę uderzenia królewskiego.

29. 38-33 11-16 30. 42-38 7-11

Białe pozostawiły sobie olimpika (45 i 40) w klasycznej pozycji, jednak z powodu nadmiaru temp + 5 w stosunku do czarnych muszą szukać rozbicia na swoim długim skrzydle.

31. 39-34 14-20

W przypadku np. 31... 12-18 białe mogą szybko sprowadzić partię do nieco gorszej, ale remisowej dla nich końcówki: 32. 34-29 23x34 33. 40x20 15x24 34. 28-23 19x39 35. 30x10 4x15 36. 38-33 39x28 37. 32x12 11-17 38. 12x21 26x17.

32. 25x14 9x20 33. 30-25 4-9 34. 25x14 9x20 35. 34-30 3-9 36. 27-22

Lepiej: 36. 30-25 9-14 37. 48-43 24-29 38. 33x24 20x29 39. 43-39 15-20 40. 40-34 29x40 41. 35x44 (utrzymuje możliwość ponownego sformowania olimpika). Czarne muszą być uważne, by nie paść ofiarą uderzenia królewskiego: 41… 20-24 42. 44-40 11-17??

Klasyczne uderzenie królewskie: 43. 27-21 16x27 44. 32x21 23x34 45. 40x7. Wróćmy do głównego wariantu:

36... 24-29 37. 33x24 20x29 38. 40-34 29x40 39. 45x34 15-20 40. 38-33?

Po tym ruchu białe tracą przewagę na rzecz czarnych. Korzystniej: 40. 48-42, grożąc 22-18. Czarne najpewniej zagrałyby na to: 40… 11-17 41. 22x11 16x7 42. 37-31 26x48 43. 30-25 48x30 44. 35x15 9-14 45. 25-20 14x25 46. 15-10. Czarne będą musiały się mocno pilnować i grać dokładnie, by nie przegrać.

40... 11-17 41. 22x11 16x7 42. 28-22 20-24 43. 32-27 7-11 44. 48-43

44. 37-31 26x37 45. 48-42 37x48 46. 22-18 13x31 47. 33-29 24x33 48. 30-25 48x30 49. 35x4. Chociaż czarnych pionków jest dużo, to stoją one w centrum, co pozwoli białym łatwo zremisować.

44... 23-28 45. 43-38

Białe zdecydowały się na poświęcenie:

45… 28x17 46. 34-29 12-18 47. 29x20 9-14 48. 20x9 13x4 49. 30-24 19x30 50. 35x24 17-22 51. 24-19 22x42 52. 38x47

Czarne mają piona więcej, ale jak to wykorzystać w obliczu nieuniknionego przerwania białych?

52… 11-17 53. 33-28 26-31 54. 28-23 18x29 55. 19-13 29-34 56. 13-8 34-40
57. 8-3 17-22 58. 3-26 31-36 59. 26-37 40-44 60. 37-46 44-50.

Czarne osiągnęły znaczną przewagę w grze końcowej, jednak niewystarczającą do wygrania partii.

1-1 

Damian Jakubik

 

aaa

 

kultura

 

Gruzja od kuchni

„Jeśli komuś się wydaje, że się kiedyś najadł do syta i że dwudniowe wesele kuzyna Miecia w Iławie w 1997 r. było najbardziej spektakularną biesiadą, w jakiej zdarzyło mu się uczestniczyć, to od razu wiadomo, że ten ktoś nigdy nie był gościem na gruzińskiej suprze, czyli uczcie”. Marcin Meller i jego żona Anna Dziewit-Meller byli nie raz i opisali to w książce „Gaumardżos! Opowieści z Gruzji”.

Nie jest to typowy przewodnik ani zbiór reportaży, to raczej mieszanka wspomnień, anegdot, faktów i ciekawostek. Sami autorzy przyrównują ją do gruzińskiego szaszłyka – i to porównanie pasuje jak ulał. Wszystkiego jest w niej po trochu. Może ktoś powie, że to chaotyczne, ale taka też jest Gruzja: kolorowa, lecz nieuporządkowana. Tu czas się sączy, płynie powoli, jak wino. Toasty zamieniają się w długie przemowy, parominutowe spotkania wydłużają się do kilku dni, a na umówioną godzinę nikt nigdy nie przychodzi punktualnie.

Ale mimo to, a może właśnie dlatego, Gruzja według Mellerów jest wspaniała – gościnna, towarzyska, beztroska. Pełna pysznego jedzenia, dobrego wina i mocnej czaczy (gruzińskiego bimbru). W tym kraju nikt nie nałoży ci na talerz jednego kotleta, nikt nie poczęstuje tylko kawą i ciastkiem – musi być na bogato.

„Gaumardżos” to lekka lektura, pełna żartów, dygresji, dykteryjek. Niestety, ze szkodą dla książki audiobook czytany jest przez autorów. Meller wybrał tylko kilka fragmentów, może sam czuł, że nie ma zbytnich predyspozycji do bycia lektorem. – Dykcję to ja mam telewizyjną – przyznał w jednym z wywiadów radiowych. Jego żona radzi sobie lepiej, jednak mimo wszystko nie jest profesjonalną lektorką. Jej kobiecy głos szczególnie przeszkadzał mi we fragmentach napisanych przez Mellera.

Niemniej książkę polecam, szczególnie tym, którzy jeszcze nie byli w Gruzji. Jako wstęp do podróży. Bo to, że Gruzję odwiedzić warto, powszechnie wiadomo.

Barbara Zarzecka