stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 5 (146) Maj 2017

 

CROSS 5 2017

ISSN 1427-728X

ROK XV

Nr 5 (146)

Maj 2017 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ,

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 412 18 80

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Grażyna Wojtkiewicz

Korekta

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

 Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Nakład: 900 egzemplarzy

Miesięcznik dofinansowuje Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych 

 

 

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych

 

aaa

 

Spis treści

Polacy podbijają Finlandię 

Georgina Myler

Niespodziewane rozstrzygnięcia

Mieczysław Kaciotys

Gostyń na start

JS

Puchar Ziemi Lubelskiej poleciał do… Holandii

Leszek Stefanek

Mimo wszystko nabierają tempa

Mirosław Jurek

Wiadomości

Relikt czy przyszłość nauczania?

Dariusz Rutkowski

Na Żmudź, na Żmudź...

Andrzej Szymański

Włos się jeży

(BWO)

Trening personalny

Krzysztof Koc

Gramy w szachy

Ryszard Bernard

Gramy w warcaby

Damian Jakubik

Tanie latanie

Barbara Zarzecka

 

aaa

 

showdown

 

Polacy podbijają Finlandię

Pajulahti Games to rozgrywana
w Finlandii cykliczna, coroczna impreza sportowa dla zawodników niepełnosprawnych, w trakcie której organizowane są turnieje w różnych dyscyplinach, również w showdownie. W tym roku wzięło w niej udział blisko dwustu zawodników z dysfunkcjami z całej Europy.

W turnieju showdowna swoje reprezentacje wystawiło dziesięć krajów: Finlandia, Szwecja, Dania, Holandia, Estonia, Litwa, Rosja, Francja, Niemcy oraz Polska, a do rywalizacji stanęło łącznie blisko 50 osób: 16 zawodniczek oraz 32 zawodników. Polskę reprezentowali: Elżbieta Mielczarek (mistrzyni Polski), Krystian Kisiel (mistrz Polski), Adrian Słoninka (wicemistrz) oraz grający trener Łukasz Skąpski. Dodatkowo wspierał zawodników trener Lubomir Prask.

Na Pajulahti Games 2017 odbył się pierwszy w tym roku międzynarodowy turniej w showdownie. Zadaniem Elżbiety, Adriana i Krystiana było sprawdzenie swojej aktualnej formy oraz praktyczne przetestowanie wyuczonych zagrywek, serwów oraz technik defensywnych. Oczekiwano jednak również od nich, jako doświadczonych graczy, samodzielnego opracowywania taktyki na każdy mecz na podstawie posiadanej wiedzy o przeciwnikach i stylu gry prezentowanego przez rywali. Ponadto mieli oni za zadanie zdobyć możliwie najwięcej punktów w międzynarodowym rankingu IBSA, bo przełożą się one na liczbę reprezentantów Polski na zbliżających się mistrzostwach świata.

Turniej rozgrywany był na pięciu stołach. W kategorii kobiet 16 zawodniczek podzielono na cztery grupy, zgodnie z międzynarodowym rankingiem IBSA. Z każdej z grup do dalszego etapu przechodziły dwie zawodniczki, by stworzyć dwie kolejne czteroosobowe grupy. Panie startujące z trzecich i czwartych miejsc walczyły natomiast kolejno o miejsca od 9. do 12. oraz od 13. do 16. W dwóch grupach, utworzonych z zawodniczek z pierwszych i drugich lokat, do półfinału przechodziły po dwie najlepsze rozgrywające. Między zawodniczkami z trzecich i czwartych miejsc rozegrane zostały mecze o miejsca kolejno 5. i 6. oraz 7. i 8. Zwyciężczynie meczów półfinałowych przechodziły do finału, by walczyć o pierwsze miejsce, natomiast przegranym pozostawała potyczka o miejsce trzecie.

Wśród mężczyzn zawodnicy zostali podzieleni na 8 czteroosobowych grup. Sportowcy z pierwszych oraz drugich miejsc przechodzili do dalszego etapu, by walczyć o miejsca od 1. do 16., natomiast gracze z trzecich miejsc stworzyli dwie równoległe grupy walczące o miejsca od 17. do 24. Zwycięzcy tych grup spotkali się w meczu o miejsce 17., a para zajmująca drugie miejsce stoczyła pojedynek o miejsce 19. i analogicznie o miejsce 21. oraz 23. Podobnie o kolejne, niższe miejsca, walczyli zawodnicy, którzy w pierwszych grupach zajęli czwarte lokaty. Pierwsza szesnastka najlepszych została podzielona na cztery czteroosobowe grupy. Zwycięzcy każdej z tych grup trafili od razu do półfinału. Zawodnicy z drugich, trzecich oraz czwartych miejsc rozegrali mecze systemem pucharowym, tak samo jak w przypadku walki o cztery pierwsze miejsca.

W trakcie fińskiego turnieju polscy zawodnicy udowodnili swoją bardzo wysoką formę. Świadczą o tym niezbicie: pierwsze miejsce Elżbiety Mielczarek, czwarte Krystiana Kisiela, szóste Adriana Słoninki oraz dwudzieste pierwsze Łukasza Skąpskiego. Na szczególną uwagę zasługuje postawa Eli Mielczarek. Nasza najlepsza zawodniczka podczas całego turnieju straciła jedynie dwa sety – i ani jednego meczu! Z kolei młody zawodnik Krystian Kisiel stoczył wspaniały, emocjonujący, pięciosetowy pojedynek półfinałowy, a przegrał ostatecznie tzw. złotą bramką z przeciwnikiem z Estonii. Adrianowi Słonince zabrakło szczęścia i minimalną różnicą punktów nie dostał się do półfinału. Po każdym spotkaniu trenerzy wraz z zawodnikami dokonywali dokładnej pomeczowej analizy, która miała wyeliminować dostrzeżone błędy.

Międzynarodowy turniej w Finlandii podniósł poziom gry polskich zawodników. Zdobyli oni bezcenne doświadczenie oraz bardziej wymierne rezultaty w postaci doliczonych punktów w klasyfikacji generalnej IBSA.

Georgina Myler

Pajulahti Games 2017 – showdown

19-22.01.2017 r., Pajulahti, Finlandia

(pierwsza dziesiątka)

Kobiety

1.       Elżbieta Mielczarek – Polska

2.       Hanna Vilmi – Finlandia

3.       Jaana Pesari – Finlandia

4.       Elvina Vidot – Francja

5.       Heidi Torn – Finlandia

6.       Oksana Dobrovolskaja – Litwa

7.       Sabrina Schmitz – Niemcy

8.       Tove Knudsen – Dania

9.       Sirpa Tuovinen – Finlandia

10.  Ann Howalt – Dania

Mężczyźni

1.       Ari Lahtinen – Finlandia

2.       Minadaugas Dvylaitis – Litwa

3.       Teemu Ruohonen – Finlandia

4.       Krystian Kisiel – Polska

5.       Matthieu Juglar – Francja

6.       Adrian Słoninka – Polska

7.       Zygimantas Matusevicius – Litwa

8.       Juha Oikarainen – Finlandia

9.       Thibaut Le Brun – Francja

10.Alisher Hozanijazov – Estonia

 

aaa

 

szachy

 

Niespodziewane rozstrzygnięcia 

Na przełomie kwietnia i maja tego roku w gościnnym ośrodku wypoczynkowo-rehabilitacyjnym LeDan w Chłopach odbył się ogólnopolski turniej szachowy osób niewidomych i słabowidzących. Do nadmorskiej wsi letniskowej na Wybrzeżu Słowińskim zjechało aż 25 zawodniczek i 17 zawodników z 15 klubów.

Sędzią imprezy była arcymistrzyni Agnieszka Brustman. Tempo gry wynosiło 90 minut plus 30 sekund na posunięcie. Zawodnicy rozgrywali jedną partię szachów dziennie, więc czasu na spacery po malowniczej okolicy było pod dostatkiem.

Chłopy, położone w powiecie koszalińskim, w gminie Mielno, zachowały tradycyjny układ rybackiej osady, z domami pamiętającymi XIX wiek. Szachiści chętnie odwiedzali przystań rybacką. Kutry są tutaj wciągane na brzeg i w boksach rybackich sprzedaje się świeże ryby. Spore zainteresowanie wzbudzał ponadpięciotonowy obelisk wskazujący miejsce, w którym przebiega 16. południk. Czyste powietrze, spokój, szum morza, kilometry przepięknej plaży i sąsiedztwo lasów sprzyjały relaksowi po emocjonujących rozgrywkach. Pogoda też była wymarzona i niektórzy wrócili do domów opaleni na brąz. Dzięki organizatorce, pani Józefie Spychale, wszyscy mieli możliwość zwiedzenia z przewodnikiem przepięknych Ogrodów Tematycznych Hortulus w Dobrzycy, miejscowości leżącej kilkanaście kilometrów od Chłopów. Blisko 30 ogrodów rozciągających się na około 4 hektarach to nie lada atrakcja. Bogata roślinność i sposób aranżacji każdego ogrodu zapierały dech w piersiach.

Ośrodek LeDan, w którym odbywał się turniej, jest malowniczo położony wśród nadmorskich wydm i ma własne wyjście na plażę. Wielką zaletą był fakt, że wszyscy zawodnicy mogli korzystać z zabiegów i sprzętu rehabilitacyjnego. Nie można też nie wspomnieć o niepowtarzalnej smacznej domowej kuchni i szwedzkim stole. Dla każdego coś miłego…

Średni ranking uczestników turnieju to 1378 punktów FIDE. Co ciekawe, najmłodszą zawodniczkę, 10-letnią Vanessę Strzałkowską („Łuczniczka” Bydgoszcz), od najstarszego uczestnika, 80-letniego Stanisława Kwitowskiego („Tęcza” Poznań), dzieliło 70 lat różnicy!

Zawody zapowiadały się interesująco. Zdecydowanymi faworytami byli Teresa Dębowska („Syrenka” Warszawa) i Mieczysław Kaciotys („Jantar” Gdańsk), zawodnicy z najwyższym rankingiem FIDE i siłą gry. W pierwszej rundzie nie było niespodzianek, za to w drugiej zaskoczeniem dla wielu było zwycięstwo Alicji Jakimczuk z „Syrenki” Warszawa z dużo wyżej notowanym kolegą klubowym Jerzym Jagiełłą. Ta sama zawodniczka sprawiła kolejną niespodziankę w rundzie trzeciej, pokonując Zbigniewa Woronowicza („Zryw” Słupsk), który nie przyjął proponowanego przez nią remisu. Taka porażka boli... Z tej rundy należy odnotować jeszcze remis Mieczysława Kaciotysa z Józefą Spychałą („Tęcza” Poznań) i kolejne trzecie zwycięstwo Teresy Dębowskiej z Edwardem Skierą („Łuczniczka” Bydgoszcz).

Runda czwarta przyniosła nową sensację, której bohaterką był nie kto inny jak Alicja Jakimczuk. Zawodniczka po 72. posunięciu zmusiła Mieczysława Kaciotysa do poddania się. Kolejne łatwe zwycięstwo, po 36 posunięciach, odniosła Teresa Dębowska, tym razem nad Kazimierzem Bińkowskim („Omega” Łódź). Po czterech rundach reprezentantki warszawskiej „Syrenki” miały po komplecie punktów i zdecydowanie wyprzedzały pozostałych. Szwajcarski system rozgrywek skojarzył te zawodniczki do walki na pierwszej szachownicy. Białymi grała mniej utytułowana Alicja, która niespodziewanie pokonała swoją doświadczoną koleżankę i po piątej rundzie samodzielnie przewodziła stawce. Świadczy to o jej dobrej i konsekwentnej grze. Niestety, sytuacja losowa zmusiła Alicję Jakimczuk do przerwania udziału w tak dla niej dobrze zapowiadającym się turnieju. Całkiem spokojnie można przypuszczać, że gdyby do końca uczestniczyła w rozgrywkach, z pewnością by wygrała. Warto dodać, że po kolejnych dwóch rundach, w których już nie grała, wciąż znajdowała się na pierwszym miejscu.

Runda szósta przebiegła bez niespodzianek, w siódmej zaś spotkali się na pierwszym stole Mieczysław Kaciotys z Teresą Dębowską. Zapowiadała się ciekawa partia, być może decydująca. Wygrana Mieczysława Kaciotysa była małą niespodzianką i wydawało się, że powinien wygrać cały turniej, bo teoretycznie na drodze nie miał już trudnych przeciwników. W rundzie ósmej faworyt niespodziewanie przegrał jednak z Kazimierzem Bińkowskim i zaprzepaścił szansę na wygranie zawodów. Za to Teresa Dębowska pokonała Mariana Inglota („Podkarpacie” Przemyśl) i pozostała w grze o zwycięski laur. Runda dziewiąta odbyła się jednak bez Teresy Dębowskiej, która ze względów osobistych nieoczekiwanie musiała opuścić Chłopy i tym samym straciła swoją szansę. W tej właśnie rundzie Kazimierz Bińkowski pokonał Adama Tyszkiewicza z „Tęczy” Poznań i zapewnił sobie zwycięstwo w turnieju. Mieczysław Kaciotys pokonał natomiast klubowego kolegę Zygfryda Lorocha, lecz dało mu to dopiero 4. lokatę.

Ciekawy przebieg miała partia pomiędzy dwoma całkowicie niewidomymi zawodnikami – Edwardem Skierą i Zbigniewem Woronowiczem – którzy zajadle walczyli o miejsce na pudle. W pierwszej fazie gry lepiej na szachownicy wypadał Skiera, który miał przewagę figury. Ale Woronowicz to wojownik – po błędach swojego przeciwnika doprowadził do wygranej. Ostatecznie Zbigniew Woronowicz osiągnął, jak sam twierdził, największy życiowy sukces – zajął 2. miejsce. Na 3. pozycji uplasowała się Teresa Dębowska. Taką samą jak ona liczbę punktów mieli Mieczysław Kaciotys i Joanna Malcer (zawodniczka „Warmii i Mazur” Olsztyn), która pokonała Jana Łazukę („Łuczniczka” Bydgoszcz).

Turniej był ciekawy, obfitujący w emocje aż do ostatniej partii. Pani sędzia, arcymistrzyni Agnieszka Brustman, prowadziła go bardzo sprawnie. Wszyscy zawodnicy zachwalali przestronną i bardzo dobrze oświetloną salę gry, co w przypadku osób słabowidzących ma olbrzymie znaczenie. Na bardzo duże uznanie zasługuje organizatorka turnieju dofinansowanego ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz PFRON prezes Stowarzyszenia „Cross” Józefa Spychała, która otoczyła opieką wszystkich uczestników i stworzyła miłą atmosferę podczas całych zawodów.

Ogólnopolski turniej niewidomych i słabowidzących w szachach – najlepsza piętnastka

28.04-8.05.2017 r., Chłopy

1. Kazimierz Bińkowski („Omega” Łódź) 7,0 p.

2. Zbigniew Woronowicz („Zryw” Słupsk) 6,5 p.

3. Teresa Dębowska („Syrenka” Warszawa) 6,0 p.

4. Mieczysław Kaciotys („Jantar” Gdańsk) 6,0 p.

5. Joanna Malcer  („Warmia i Mazury” Olsztyn) 6,0 p.

6. Edward Skiera  („Łuczniczka” Bydgoszcz) 5,5 p.

7. Krystyna Perszewska („Jantar” Gdańsk) 5,5 p.

8. Józefa Spychała („Tęcza” Poznań) 5,5 p.

9. Jerzy Jagiełło („Syrenka” Warszawa) 5,5 p.

10. Adam Tyszkiewicz („Tęcza” Poznań) 5,5 p.

11. Alicja Jakimczuk („Syrenka” Warszawa) 5,0 p.

12. Elżbieta Jagieła („Podkarpacie” Przemyśl) 5,0 p.

13. Zygfryd Loroch („Jantar” Gdańsk) 5,0 p.

14. Henryk Gadzała („Hetman” Lublin) 5,0 p.

15. Jan Łazuka („Łuczniczka” Bydgoszcz) 5,0 p.

 

aaa

 

kręgle

 

Gostyń na start 

W czwartek przed czwartym weekendem kwietnia dało się zaobserwować wzmożony ruch na dworcach PKS w Poznaniu i Lesznie. Oto crossowscy kręglarze ruszyli zewsząd do Gostynia. Pierwszy w tym roku turniej organizowany przez Stowarzyszenie „Cross” za nami, a sezon kręglarski rozpoczęty! 

Sportowcy spragnieni gry w kręgle klasyczne przybyli licznie do zaprzyjaźnionego Gostynia, aby w doborowym gronie zainaugurować tegoroczne rozgrywki. Do rywalizacji stanęło 82 zawodników i zawodniczek. Tradycyjnie już w piątek odbyły się starty eliminacyjne. W każdej z kategorii toczyła się zacięta walka, bo do sobotnich gier finałowych zakwalifikować mogło się wyłącznie sześcioro najlepszych. Taka formuła startów obowiązywała po raz pierwszy, Komisja Kręglarska opracowała bowiem zmiany w zasadach gry. Co nowego? Główne założenia Ramowego Regulaminu Kręgli Klasycznych Stowarzyszenia „Cross” dotyczące rozgrywek finałowych są obecnie następujące:

1. Do wyniku finałowego liczonych jest 120 rzutów, w tym 60 z gry finałowej oraz dwie najlepsze gry z eliminacji.

2. W przypadku kręgielni większych niż czterotorowe przed rozpoczęciem gier finałowych następuje losowanie torów.

3. Gra finałowa w przypadku zawodników z kategorii B2 i B3 odbywa się na czterech torach – po 15 rzutów na każdym, w czasie do 8 minut na każdą z gier.

4. Zawodnicy z kategorii B1 w grze finałowej oddają również 60 rzutów, z tym że na dwóch torach – po 30 rzutów na każdym, w czasie do 15 minut na każdą grę.

5. Rzuty próbne zawodników z kategorii B2 i B3 odbywają się przed rozpoczęciem gry finałowej i trwają 5 minut lub stanowią 10 rzutów. O wyborze metody rozgrzewki decyduje sędzia.

6. Rzuty próbne zawodników z kategorii B1 odbywają się na każdym z dwóch torów, zawodnik oddaje 3 rzuty w czasie do 3 minut.

7. W przypadku remisów obowiązują zasady ogólne gry w kręgle.

8. Do gry finałowej kwalifikuje się 3, 4 lub 6 najlepszych zawodników i zawodniczek z poszczególnych kategorii. O liczbie zawodników w grze finałowej decyduje organizator turnieju, w zależności od możliwości technicznych kręgielni oraz możliwości czasowych przeprowadzenia gier.

Modyfikacje w przeprowadzaniu startów zostały przyjęte entuzjastycznie. – Zawsze to coś innego – mówili niektórzy zawodnicy.

Wśród mężczyzn w kategorii B2 zwyciężył Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) z łącznym wynikiem 704 p. Znany wszystkim kręglarzom zawodnik pokazał, że nieprzerwanie  jest w świetnej  formie i pozostaje w grze. Również niepokonany Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin) w kategorii B1 zdeklasował rywali wynikiem 621 p. W jego konkurencji jest nad czym myśleć. Jak radzi koordynator turnieju, trzeba zabrać się ostro do roboty i trenować, bo przepaść pomiędzy drugim a pierwszym miejscem była ogromna – około 250 kręgli. W kategorii B3 rywali pokonał Tomasz Ćwikła z klubu „Morena” Iława. Zwyciężył z wynikiem 728 p.

Wśród pań w kategorii B1 wygrała Regina Szczypiorska, również reprezentantka iławskiego klubu, a rezultat, który dał jej pierwszą lokatę, to 515 p. W kategorii B2 Anna Barwińska z łódzkiej „Omegi” zajęła czołowe miejsce z wynikiem 647 p. Panie pretendujące do podium w kategorii B3 dzieliły niewielkie różnice w punktacji. Jednak tą niepokonaną została Emilia Sawiniec z „Hetmana” Lublin, która uzyskała 667 p.

Zawody dofinansowane ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz PFRON – jak zawsze – objął patronatem burmistrz Gostynia. Dzięki życzliwemu wsparciu lokalnych władz można było zakupić nagrody rzeczowe dla wszystkich sześciu zwycięzców w kategoriach startowych. Nad sprawnym przebiegiem imprezy czuwała koordynator turnieju Joanna Staliś.

Miłym akcentem w trakcie rozgrywek i sporą niespodzianką dla wszystkich był romantyczny „finał” zawodniczki, która przyjechała na turniej jako Janina Szymańska, a wyjechała już jako Janina Matusiewicz. W sobotę, 22 kwietnia 2017 r., w Urzędzie Stanu Cywilnego w Gostyniu odbył się ślub Janki Szymańskiej i Kazimierza Matusiewicza. Młodej parze życzymy samych szczęśliwych chwil – na nowej drodze życia niech spotyka ich wszystko co najlepsze.

II Ogólnopolski Turniej Niewidomych i Słabowidzących w Kręglach – finaliści

20-23.04.2017, Gostyń

Kobiety

B1

1. Regina Szczypiorska („Morena” Iława) 515 p.

2. Karolina Rzepa („Łuczniczka” Bydgoszcz) 456 p.

3. Barbara Szypuła („KoMar” Piekary Śląskie) 389 p.

4. Irena Henisz („Morena” Iława) 376 p.

5. Salomea Walkowiak („Pogórze” Tarnów) 324 p.

B2

1. Anna Barwińska („Omega” Łódź) 647 p.

2. Aleksandra Jarząb („Tęcza” Poznań) 632 p.

3. Jadwiga Rogacka („Pionek” Włocławek) 626 p.

4. Janina Szymańska („Jutrzenka” Częstochowa) 618 p.

5. Jolanta Lewandowska („Pionek” Włocławek) 597 p.

6. Jadwiga Szamal („Omega” Łódź) 559 p.

B3

1. Emilia Sawiniec („Hetman” Lublin) 667 p.

2. Irena Curyło („Pogórze” Tarnów) 652 p.

3. Zofia Sarnacka („Warmia i Mazury” Olsztyn) 637 p.

4. Jolanta Krok-Sabaj („Podkarpacie” Przemyśl) 624 p.

5. Monika Grzybczyńska            („Omega” Łódź) 614 p.

6. Bożena Rudko  („Tęcza” Poznań) 551  p.

Mężczyźni

B1

1. Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin) 621 p.

2. Krzysztof Tarkowski („Hetman” Lublin) 419 p.

3. Sylwester Dolasiński („Łuczniczka” Bydgoszcz) 384 p.

4. Tadeusz Kolbusz („Cross Opole”) 343 p.

5. Artur Woszuk („Victoria” Białystok) 296 p.

6. Marek Ptasiński          („Syrenka” Warszawa) 255 p.

B2

1. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 704 p.

2. Mieczysław Sabaj („Podkarpacie” Przemyśl) 679 p.

3. Władysław Wakuliński („Łuczniczka” Bydgoszcz) 664 p.

4. Marcin Siudowski („Pionek” Włocławek) 619 p.

5. Grzegorz Nowak („Omega” Łódź) 615 p.

6. Stanisław Oduliński („Morena” Iława) 591 p.

B3

1. Tomasz Ćwikła („Morena” Iława) 728 p.

2. Mieczysław Klimczak („Tęcza” Poznań) 697 p.

3. Zbigniew Strzelecki  („Omega” Łódź) 687 p.

4. Daniel Jarząb („Tęcza” Poznań) 666 p.

5. Mariusz Szkudlarek („Podkarpacie” Przemyśl) 635 p.

6. Piotr Gniadek („Syrenka” Warszawa) 627 p.

JS

 

aaa

 

warcaby

 

Puchar Ziemi Lubelskiej poleciał do… Holandii

Holender Roep Bhawanibhiek zwyciężył w XIV Pucharze Ziemi Lubelskiej w Warcabach Stupolowych, który rozegrano w dniach 28 kwietnia – 4 maja 2017 roku w gościnnych salach hotelu Imperium w Firleju koło Lublina. Drugie miejsce wywalczył Leszek Stefanek („Hetman” Lublin), a trzecie Marcin Wocial („Diagram” Mińsk Mazowiecki).

Impreza w Firleju miała tradycyjnie charakter integracyjny. Od czterech lat wyniki turnieju zaliczane są do rankingu światowego. W zawodach zagrało aż 98 osób, w tym trzech Holendrów i dziesięcioro zawodników z Czech. Tym samym pobity został ustanowiony w roku ubiegłym (93 osoby) rekord frekwencji. Spośród uczestników 19 było klasyfikowanych w rankingu światowym.

Warcabistów z Holandii gościliśmy po raz pierwszy, ale to właśnie oni wydawali się głównymi faworytami (numery 1-3 na liście startowej). Obok nich apetyty na czołowe miejsca mieli też z pewnością Czesi – Petra Duskova i Lumir Gatnar – oraz kilku polskich zawodników, m.in. Marcin Wocial, Ryszard Romaszewski, Roman Lickiewicz, Józef Bajdak, Leszek Stefanek.

Zawody rozegrano systemem szwajcarskim na dystansie 9 rund. Tempo gry wynosiło 90 minut. Już początkowe rundy pokazały, że w tym roku w Firleju może być bardzo ciekawie. W pierwszym pojedynku zawodnik „Hetmana” Lublin Edward Wójcik wywołał nie lada sensację, remisując po dobrej grze z Ryszardem Romaszewskim, który już dwukrotnie stawał w Firleju na podium. W drugiej rundzie o podobnego kalibru niespodziankę postarał się Ryszard Walat („Podkarpacie” Przemyśl), bo urwał punkt Marcinowi Wocialowi. Po czterech rundach kompletem punktów legitymował się już tylko tercet panów „B”: dwaj Holendrzy MF Roep Bhawanibhiek i Bert Begeman oraz gracz „Hetmana” Lublin Józef Bajdak.

W kolejnej rundzie w derbach Holandii lepszy okazał się Bhawanibhiek. Bajdak trafił na Wociala i niestety poległ. Roep został samodzielnym liderem (10 p.). O punkt ustępowali mu Marcin Wocial oraz Leszek Stefanek, który pokonał kolegę z kadry „Cross” – Józefa Tołwińskiego.

Na półmetku turnieju, po piątej rundzie, tradycyjnie odbył się bankiet, czyli kolacja z oprawą muzyczną. Wszyscy, jak co roku, bawili się świetnie, ale prawdziwa zabawa była dopiero przed nami. Następnego dnia (2 maja) nie było zbyt dużo czasu na odpoczynek po nocnych pląsach. Szóstą rundę wyznaczono już na godzinę 9:30. Na pierwszych trzech stołach czekał nas mecz Polska – Holandia. W Dniu Flagi RP Polacy nie pękli i zremisowali z trudnym przeciwnikiem 3:3! Stefanek podzielił się punktami z Roepem, a Wocial z Begemanem. Największą niespodziankę sprawił świetnie dysponowany w tym turnieju Wojtek Woźniak („Jutrzenka” Częstochowa). Mistrz Polski niewidomych nie dał się pokonać znacznie wyżej notowanemu Janowi Terpstrze. Do czołowej trójki dołączył Ryszard Romaszewski po zwycięstwie z młodym Czechem Nicholasem Novelle.

Po południu – druga odsłona meczu z Holendrami i... znowu remis. Romaszewski nie sprostał wprawdzie Roepowi, ale na wysokości zadania ponownie stanął Wojtek Woźniak, remisując z Begemanem. Bohaterem meczu został tym razem Wacław Morgiewicz („Victoria” Białystok), który po ładnej kombinacji pokonał Terpstrę. Na dwie rundy przed końcem w komfortowej sytuacji znalazł się Roep (13 p.), który dzięki remisowi Stefanka z Wocialem zwiększył przewagę nad grupą pościgową do dwóch punktów. Za nim z 11 punktami znajdowali się Wocial, Stefanek, Morgiewicz i Bajdak (ten ostatni wygrał z bratem Marcina Łukaszem Wocialem).

Decydujące pojedynki miały odbyć się w kolejny świąteczny dzień – 3 maja. Rano drugi punkt urwał liderowi Wocial. W derbach „Hetmana” Stefanek zmusił do kapitulacji swojego odwiecznego rywala – Bajdaka – i tracił już do Holendra tylko punkt. Za Roepem i Stefankiem znalazło się 6 osób z 12 punktami: Wocial, Romaszewski, czeskie trio – Duskova, Gatnar i Novelle oraz niespodziewanie Leszek Żygowski („Łuczniczka” Bydgoszcz), który jako jedyny zdołał pokonać w tym turnieju Woźniaka.

W ostatniej rundzie czołowa ósemka rozstrzygnęła między sobą o kolejności miejsc na górze tabeli. Roep musiał wygrać z Novelle, aby być pewnym końcowego triumfu. Stefanek potrzebował wygranej z Żygowskim, żeby zająć drugi stopień podium. Obaj faworyci nie zaprzepaścili szansy i pewnie pokonali ostatnie przeszkody. Najciekawsza walka toczyła się o 3. miejsce. Gatnar grał z Romaszewskim, a Duskova z Wocialem. Polacy doprowadzili do obiecujących pozycji, ale nie potrafili, niestety, zrealizować przewagi. Obie partie zakończyły się remisami i cała czwórka uzbierała po 13 p. Dołączył do niej jeszcze Bajdak po zwycięstwie z Walatem i o kolejności na miejscach 3-7 musiała rozstrzygnąć punktacja pomocnicza. Tym razem najwięcej szczęścia miał pechowy zazwyczaj Wocial (pierwszy rezerwowy tegorocznego finału MP) i to on właśnie uzupełnił skład podium. Trzej pierwsi zawodnicy turnieju jako jedyni nie doznali goryczy porażki.

Wśród kobiet zwyciężyła oczywiście Petra Duskova. Wyprzedziła ona Helenę Poliniewicz z klubu „Podkarpacie” Przemyśl (16. miejsce – 12 p.). Trzecia była Petronela Dapkiewicz z „Jaćwinga” Suwałki (33. miejsce – 10 p.). Grały 33 kobiety, co stanowi ponad 33 proc. uczestników. Najlepszymi juniorami okazali się Czesi: Michal Vitek (12 lat, 17. miejsce) i Nicholas Novelle (14 lat, 18. miejsce). Najlepszą juniorką została również Czeszka – Frederikke Tomanova (13 lat, 39. miejsce). Najstarszym zawodnikiem turnieju był 87-letni Jan Samolej (DPS Popkowice), który zajął 59. miejsce. Najmłodsza uczestniczka to Sofia Sonia Iljinskaja (Czechy) – dziewięciolatka, 56. miejsce. Sonia popisała się piękną kombinacją w pojedynku ze Stanisławem Niećką („Tęcza” Poznań), wygrywając w ten sposób, wydawałoby się, przegraną partię. W Firleju zagrało 76 zawodników Stowarzyszenia „Cross”, reprezentujących 23 kluby. Najwyżej z nich sklasyfikowani zostali:

2. Leszek Stefanek  („Hetman” Lublin)

10. Wojciech Woźniak  („Jutrzenka” Częstochowa)

13. Jan Biskupski („Zryw” Słupsk)

14. Wacław Morgiewicz („Victoria” Białystok)

16. Helena Poliniewicz („Podkarpacie” Przemyśl)

19. Leszek Żygowski („Łuczniczka” Bydgoszcz)

20. Józef Tołwiński („Victoria” Białystok)

21. Ryszard Walat („Podkarpacie” Przemyśl)

22. Michał Czarski („Hetman” Lublin)

23. Stanisław Sroka („Kormoran” Giżycko)

Oprócz gospodarzy, „Hetmana” Lublin (7 osób), najliczniej reprezentowane były: „Syrenka” Warszawa i „Omega” Łódź (po 6 osób) oraz kluby z Kielc, Przemyśla i Częstochowy (po 5 osób). Normy na wyższe kategorie warcabowe wypełnili: Leszek Żygowski („Łuczniczka” Bydgoszcz) – II, Jerzy Rutkowski („Zryw” Słupsk) – III, Grażyna Szychowska („Omega” Łódź) – III, Teresa Stoińska („Tęcza” Poznań) – IV, Mirosław Pilipczuk („Tęcza” Poznań) – V, Stanisław Niećko („Tęcza” Poznań) – V, Adolf Jagiełło („Jantar” Gdańsk) – V. Najwyższymi zdobyczami punktowymi do rankingu krajowego mogą pochwalić się: Stanisław Sroka („Kormoran” Giżycko) – +32, Robert Sobczyk („Jutrzenka” Częstochowa) – +26, Antoni Niewiński („Victoria” Białystok) – +26, Ryszard Szachniewicz („Jaćwing” Suwałki) – +21, a także Edward Wójcik („Hetman” Lublin) – +19.

Mimo niezbyt sprzyjającej aury turniej w Firleju był jak zwykle bardzo udany. O jego atrakcyjności świadczy chociażby systematycznie rosnąca frekwencja. Może już w kolejnej, 15. edycji Pucharu, przekroczymy magiczną liczbę stu uczestników?

Zawody sędziował arbiter klasy państwowej Konrad Bieżyca, a koordynatorem dofinansowanej przez Ministerstwo Sportu i Turystyki imprezy był niestrudzony prezes „Hetmana” Lublin Michał Czarski.

 

Czołowa dziesiątka XIV Pucharu Ziemi Lubelskiej w Warcabach Stupolowych

28.04.-3.05.2017 r., Firlej

1. Roep Bhawanibhiek (Holandia) 16 p.

2. Leszek Stefanek („Hetman” Lublin) 15 p.

3. Marcin Wocial („Diagram” Mińsk Mazowiecki) 13 p.

4. Lumir Gatnar (Czechy) 13 p.

5. Józef Bajdak („Hetman” Lublin) 13 p.

6. Petra Duskova  (Czechy) 13 p.

7. Ryszard Romaszewski (UKS SW Jeziorany) 13 p.

8. Jan Terpstra (Holandia) 12 p.

9. Łukasz Wocial („Diagram” Mińsk Mazowiecki) 12 p.

10. Wojciech Woźniak („Jutrzenka” Częstochowa) 12 p.

Leszek Stefanek

 

kolarstwo

 

Mimo wszystko nabierają tempa

Zgrupowanie treningowe w Lloret de Mar, obóz w Lądku-Zdroju oraz wyścig po szosach Lubelszczyzny – Hetman Tandem Cup 2017 – oto najważniejsze etapy tegorocznej kolarskiej wiosny.

Po sukcesach na igrzyskach paraolimpijskich w Rio de Janeiro kolarze ZKF „Olimp” z optymizmem i nadzieją wkraczali w 2017 rok. Wydawało się, że paraolimpijskie medale zagwarantują zawodnikom kadry środki finansowe na poziomie adekwatnym do ich klasy sportowej, zapewnią dobre warunki realizacji programu szkolenia i pomogą osiągnąć satysfakcjonujące wyniki w nowym sezonie. Naprzeciw tym oczekiwaniom wyszło Ministerstwo Sportu i Turystyki, które w porównaniu z ubiegłym rokiem zwiększyło dofinansowanie na sport wyczynowy dla ZKF „Olimp”. Niestety, zarząd Związku miał w tym roku twardy orzech do zgryzienia, ponieważ pieniądze z ministerialnej dotacji podzielić trzeba było również pomiędzy biathlonistów – aspirujących dopiero do światowej czołówki.

Na obóz treningowy do Lloret de Mar (12-24 marca) poleciała zaledwie czwórka zawodników i trener. Koszty pobytu nie były zbyt wygórowane, wynosiły dziennie 25 euro za osobę. W obniżeniu wydatków na transport pomogli nam koledzy z ekipy kolarskiej TC Chrobry Scott Głogów, którzy bezinteresownie przewieźli nasze tandemy do Hiszpanii i z powrotem. Chociaż w wersji oszczędnościowej, to zgrupowanie okazało się bardzo udane. Zawodnicy wykonali dużą pracę treningową w doskonałych warunkach, co pozytywnie usposobiło ich do kolejnych wyzwań.

Następny obóz odbył się w terminie 31 marca – 14 kwietnia w Lądku-Zdroju, w ramach projektu „Strefa sportu”, współfinansowanego przez PFRON. Projekt ten, obejmujący dwa zgrupowania i sześć dwudniowych konsultacji, a przeznaczony dla dwunastu czołowych tandemów, okazał się ostatnią deską ratunku dla kolarstwa w okresie wiosennego przednówka. Uczestnicy zgrupowania korzystali z górzystych tras treningowych i bardzo dobrych warunków w hotelu Mir-Jan. Pracowali wytrwale nad podniesieniem poziomu przygotowania fizycznego. Treningi kształtujące siłę, wytrzymałość siłową i wytrzymałość specjalną miały doładować akumulatory przed sezonem startowym.

Pierwszym sprawdzianem formy zawodników był Hetman Tandem Cup 2017 – XX Międzynarodowy Kolarski Wyścig Tandemów o Puchar Marszałka Lubelszczyzny, który odbył się w terminie 29 kwietnia – 3 maja. Imprezę tę oprócz długiej
nazwy charakteryzuje również rekordowa (i to w skali światowej) liczba etapów – w tej edycji było ich aż sześć. W tym roku lubelska etapówka została umieszczona w międzynarodowym kalendarzu startów UCI (Międzynarodowa Federacja Kolarska), co zaowocowało udziałem zagranicznych gości z Białorusi, Niemiec i Ukrainy. Rywalizacja rozpoczęła się od wyścigu ulicznego w Lublinie. W kategorii kobiet na dystansie 52 km (20 okrążeń) zdecydowanie zwyciężył tandem Iwona Podkościelna – Aleksandra Tecław (KKT „Hetman” Lublin), drugie miejsce ze stratą ponad 12 minut zajęły ich koleżanki klubowe Marta Stramek i Monika Sawa, a trzecią lokatę reprezentantki Białorusi Yana Sivakova i Darya Cherkas, które osiągnęły metę 5 minut później. W wyścigu mężczyzn na 65 km (25 okrążeń) rywalizacja była bardziej wyrównana, a czołowa trójka przyjechała w jednakowym czasie w następującej kolejności: 1. miejsce Marcin Polak – Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin), 2. miejsce Przemysław Wegner – Artur Korc („Razem” Poznań), 3. miejsce Piotr Kołodziejczuk – Roger Głowacki („Warmia i Mazury” Olsztyn). Zwycięskie tandemy zdobyły żółte koszulki liderów klasyfikacji ogólnej wyścigu. Kolarki i kolarze wystartowali w nich następnego dnia.

Na drugim etapie, rozegranym na trasie Nałęczów – Wojciechów, kolejność w wyścigu kobiet (73 km) była identyczna jak na pierwszym, natomiast w rywalizacji mężczyzn (87,6 km) za tandemami Polak – Ładosz i Wegner – Korc finiszowali Białorusini Ivan Herasimchyk i Andrei Piashkun, ale nie spowodowało to zmian w klasyfikacji generalnej. Rozegrany w Bychawce trzeci etap – jazda indywidualna na czas na dystansie 10 km – przyniósł sporo emocji. W kategorii kobiet rozpoczęły się one już przed startem. Liderki nie mogły skorzystać ze swojego roweru i musiały jechać na pożyczonym, w dodatku w zwykłych butach zamiast kolarskich. Ta niedogodność nie przeszkodziła im jednak w kolejnym zwycięstwie. Natomiast wśród mężczyzn wyścig na czas wygrał tandem Wegner – Korc, wyprzedzając duet Polak – Ładosz oraz parę niemiecką Olaf Schulz – Franz Schiewer. Zawodnicy klubu „Razem” Poznań awansowali na pozycję lidera w klasyfikacji generalnej, lecz niezbyt długo cieszyli się z żółtych koszulek, ponieważ stracili je już na czwartym etapie, rozegranym na rundzie Bychawa – Stara Wieś – Leśniczówka – Bychawa o długości 70 km. Na czoło klasyfikacji powrócili Marcin Polak i Michał Ładosz, którzy wygrali ten odcinek. Wyprzedzili tandemy Wegner – Korc i Schulz – Schiewer. Panie ścigające się w Bychawie na dystansie 59 km ukończyły rywalizację w utartej już kolejności, co powtórzyło się na piątym etapie długości 56 km, który odbył się na trasie Ciecierzyn – Łagiewniki. W wyścigu mężczyzn na 68 km trzy czołowe składy: Polak – Ładosz, Wegner – Korc i Brzozowski – Bala (KKT „Hetman” Lublin) wypracowały sobie dużą przewagę nad kolejnymi tandemami i umocniły się na podium klasyfikacji ogólnej.

Ostatni etap, szósty, rozgrywany w formie kryterium ulicznego w centrum Lublina, przebiegał w trudnych warunkach atmosferycznych – w niskiej temperaturze i przy padającym deszczu. Liczne zakręty i śliska nawierzchnia były dużym wyzwaniem dla zawodników. Panie ukończyły ten etap w niezmienionej kolejności, natomiast w rywalizacji panów w pierwszej trójce znaleźli się Polak – Ładosz, Brzozowski – Bala oraz Kołodziejczuk – Głowacki. W klasyfikacji generalnej wyścigu wyniki były następujące:

Kobiety

1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek (KKT „Hetman” Lublin) 7:15:38  

2. Marta Stramek – Monika Sawa (KKT „Hetman” Lublin) 8:18:59

3. Yana Sivakova – Darya Cherkas (Białoruś) 9:22:07

Mężczyźni

1. Marcin Polak –  Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin) 7:58:11

2. Przemysław Wegner – Artur Korc („Razem” Poznań) 8:00:31

3. Adam Brzozowski – Tomasz Bala (KKT „Hetman” Lublin) 8:01:21

Andrzej Góźdź, organizator Hetman Tandem Cup 2017, może z satysfakcją uznać tegoroczną imprezę za bardzo udaną. Wyścig został rozegrany na ciekawych i wymagających trasach, stał na wysokim poziomie organizacyjnym i sportowym. Do pełni szczęścia zabrakło nieco lepszej obsady, szczególnie dał się odczuć brak silnych tandemów z krajów zachodniej Europy. Pozostaje mieć nadzieję, że to, czego nie udało się osiągnąć teraz, przyjdzie
za rok.

Mirosław Jurek

 

wiadomości

 

Biegi

Po raz 17. ku pamięci Waldka Kikolskiego

Pod koniec kwietnia w Łapach koło Białegostoku odbyły się mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących w biegu na 5 km. Rozegrano je w ramach XVII Biegu Ulicznego im. Waldemara Kikolskiego. Pamięć słynnego biegacza i paraolimpijczyka w tym roku uczciło około pięciuset zawodników. Ponad setka pobiegła w biegu głównym. W zawodach startowali również niepełnosprawni sportowcy z całej Polski.

Kim był Waldek Kikolski? Na igrzyskach paraolimpijskich w Atlancie (1996) i w Sydney (2000) zdobył złote medale w maratonie (startował tam także jego przyjaciel, bydgoszczanin Tomasz Chmurzyński). W swojej karierze zdobył siedem medali paraolimpijskich. Na królewskim dystansie Kikolski był również dwukrotnie mistrzem świata. Przyjaciele zawodnika wspominają, że Waldek już od dziecka lubił sport. Ganiał po łąkach, kopiąc z rówieśnikami futbolówkę. Przez pewien czas grał nawet w drużynie trampkarzy w łapskiej Pogoni, chociaż widział znacznie gorzej od kolegów. Nadrabiał to ambicją i zaangażowaniem. Jego kolegą z drużyny był sam Tomasz Łapiński – późniejszy reprezentant Polski, srebrny olimpijczyk z Barcelony (dziś futbolowy ekspert w TV).

Waldemar zmarł na początku maja 2001 roku po wypadku samochodowym w czeskich Trzanovicach. Niepełnosprawni biegacze wracali busem z zawodów we Włoszech. Cztery osoby zostały ciężko ranne. Wśród nich był Waldek. Zmarł po przewiezieniu do szpitala. Miał 34 lata. Dwa tygodnie później odszedł też jego kolega Darek Jurkowski. W tamtym wypadku ucierpiał również Tomasz Chmurzyński.

Mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących w biegu na 5 km

kwiecień 2017 r., Łapy

Niewidomi

1. Zbigniew Świerczyński („Warmia i Mazury” Olsztyn)

2. Mariusz Zacheja („Syrenka” Warszawa)

3. Adam Kruczkowski („Łuczniczka” Bydgoszcz)

Słabowidzący

1. Tomasz Chmurzyński („Łuczniczka” Bydgoszcz)

2. Paweł Petelski („Jantar” Gdańsk)

3. Zenon Dudka („Bractwo Biegaczy” Zielona Góra)

4. Krzysztof Badowski („Łuczniczka” Bydgoszcz)

Georgina Myler

 

aaa

 

edukacja

 

Relikt czy przyszłość nauczania? 

Tysiące wykształconych absolwentów, setki niewidomych sportowców i dziesiątki lat tradycji. Najbardziej „wysportowany” specjalny ośrodek szkolno-wychowawczy w Polsce, który od lat ściśle współpracuje ze Stowarzyszeniem „Cross”, obchodzi właśnie swój jubileusz!

W Dolnośląskim Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym nr 13 we Wrocławiu od zawsze dużą wagę przykładano nie tylko do ogólnej edukacji i rehabilitacji uczniów, lecz także do ich wychowania fizycznego. Dzięki wspólnym działaniom kadry szkolnej oraz działaczy naszego Stowarzyszenia udało się zorganizować niejeden obóz sportowy, zarazić bakcylem aktywności wielu młodych z dysfunkcją wzroku, a nawet wytrenować paru mistrzów świata! Jak się ma wrocławski ośrodek w przededniu swoich siedemdziesiątych urodzin?

Wielką zdobyczą edukacji było stworzenie specjalistycznych placówek przeznaczonych dla osób niepełnosprawnych. Z czasem jednak coraz częściej ich pozytywna rola była podważana, aż do pomysłów, aby je zamykać. Jednym z poważniejszych zarzutów stawianych temu modelowi nauczania była izolacja uczniów niepełnosprawnych od pełnosprawnych rówieśników oraz konieczność przebywania wychowanków spoza danej miejscowości w internacie. Współczesne trendy podążają w kierunku integracji, a następnie inkluzji. Czy jednak ośrodki szkolno-wychowawcze to przeżytek i relikt przeszłości? Jaka jest ich współczesna rola?

Z edukacji w ośrodku płynie kilka niezaprzeczalnych korzyści. Mała liczba uczniów w klasie bardzo ułatwia indywidualizację nauczania w otoczeniu wyspecjalizowanego grona pedagogów, prowadzących nie tylko zajęcia edukacyjne, lecz także rewalidacyjne. W szkołach ogólnodostępnych rzadko można się spotkać z pełnym dostosowaniem obiektu oraz środków i form, a czasem nawet treści nauczania, do możliwości osób niepełnosprawnych, podczas gdy placówki specjalne wyposażone są w często bardzo drogie specjalistyczne pomoce edukacyjne i rehabilitacyjne.

Ośrodek jest swoistym centrum informacji, wsparcia, rehabilitacji, a także zasobów sprzętowych, z nieporównywalnie większym budżetem na potrzeby uczniów z dysfunkcją wzroku niż szkoła ogólnodostępna. Zatem jeśli uda się spowodować zmniejszenie izolacji społecznej wychowanków takiej placówki, może się ona stać bardzo pomocnym miejscem realizacji procesu dydaktycznego. Bo czy dla integracji społecznej niezbędna jest wspólna nauka? Czy proces nauczania i uczenia się nie może być realizowany w specjalistycznym ośrodku, a poszerzanie kontaktów społecznych nie może odbywać się poza szkołą? Integrację pozalekcyjną i pozaszkolną cechuje dobrowolność udziału – wszyscy jej uczestnicy w każdej chwili mogą z niej zrezygnować lub brać udział czasowo, jeśli mają na dalsze kontakty ochotę. Nie towarzyszy jej stres wynikający z niepowodzeń szkolnych. Organizatorowi zdecydowanie łatwiej jest modyfikować metody rozwiązywania problemów i wspólnego osiągania celów, niż nauczycielowi realizującemu określony program.

Pedagodzy zgodnie twierdzą, że to dobrze, iż współistnieją różne formy edukacji dziecka z dysfunkcją wzroku. Decyzję o wyborze szkoły dla dziecka z orzeczeniem podejmują rodzice lub opiekunowie. Niech jednak będzie ona podyktowana rzetelną wiedzą i chęcią stworzenia dziecku optymalnych warunków, a nie modą i emocjami. Niestety, często zdarza się, że dziecko powraca do ośrodka ze względu na nieprzystosowanie szkoły ogólnodostępnej do potrzeb ucznia z dysfunkcją wzroku. Jedną z placówek utworzonych dla dzieci niewidomych, słabowidzących oraz z niepełnosprawnościami sprzężonymi jest specjalny ośrodek we Wrocławiu.

Trochę historii

W 1945 roku wśród repatriantów przybyli do Wrocławia nauczyciele z Zakładu Dzieci Niewidomych we Lwowie, którzy postanowili kontynuować tu swoją pracę. W ciągu dwóch lat pozyskali budynek przy alei Kasztanowej 3a. Przeprowadzono w nim remont, odnowiono uratowane z wojennej zawieruchy meble, zabezpieczono pomoce naukowe pochodzące z przedwojennej niemieckiej szkoły i tak, w 1947 roku, powstał Państwowy Dom Dzieci Niewidomych. Placówka kilkakrotnie zmieniała swoją nazwę. W 1948 roku przyjęto nazwę Publiczna Szkoła Podstawowa Specjalna nr 42 dla Niewidomych, w 1951 zmieniono ją na Państwowy Zakład Dzieci Niewidomych. Z biegiem lat oferta szkoły poszerzała się. Powstało przedszkole, a w 1954 zasadnicza szkoła zawodowa o kierunkach szczotkarstwo i dziewiarstwo. Kolejną ważną datą był rok 1971, kiedy placówka zyskała nazwę Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy Dzieci Niewidomych. W 1972 roku przy zabytkowym budynku szkoły stanęła nowo wybudowana sala gimnastyczna. Od tego czasu w placówce kwitła działalność sportowa i rekreacyjna. W 1988 roku miało miejsce szczególne wydarzenie dla całej społeczności – uzyskano zgodę Ministerstwa Edukacji Narodowej na nadanie ośrodkowi imienia Marii Grzegorzewskiej.

Przez pierwsze lata istnienia ośrodek miał jedną siedzibę, przy alei Kasztanowej 3a.
Zmieniło się to jednak w latach 80., kiedy na ul. Zagłębiowskiej powstała filia dla najmłodszych dzieci (internat, a następnie szkoła), a w 1990 roku przy ul. Jastrzębiej 24 powstał internat dla dzieci klas V-VIII szkoły podstawowej. W 1990 roku utworzono szkołę średnią kończącą się maturą – liceum zawodowe dla niewidomych o specjalności masaż, a rok później – o specjalności pracownik administracyjno-biurowy. W 1992 roku działalność ośrodka poszerzono o wczesną rewalidację dzieci w wieku 0-6 lat.

Ponieważ zabytkowe budynki ośrodka z racji swoich lat wymagały stałych remontów i adaptacji, po długich staraniach, zainicjowanych przez Wrocławskie Stowarzyszenie Przyjaciół Dzieci Niewidomych, w 1997 roku podjęto ostateczną decyzję o budowie nowej siedziby. W tym samym roku został wmurowany kamień węgielny pod nowoczesny kompleks edukacyjny przy ulicy Kamiennogórskiej 16. Zmiana dotychczasowej siedziby – choć jeszcze wtedy odległa – stała się faktem. Z centrum Wrocławia przenieśliśmy się w nowe, dość oddalone od centrum miejsce.

Nowe obiekty oddawano etapami. Pierwszy zakończył się 1 września 2003 roku. Do nowych budynków zostały przeniesione: szkoła podstawowa, gimnazjum, internaty dla tych szkół oraz Zespół Wczesnego Wspomagania Rozwoju. W tym czasie ośrodek miał dwie znacznie od siebie oddalone siedziby. Niestety, warunki do prowadzenia lekcji wychowania fizycznego oraz wszelkich zajęć sportowych były bardzo słabe. Pokoje w internacie zaadaptowano na siłownię, salę gimnastyczną i korekcyjną, a do ćwiczeń wykorzystywano długie korytarze (niejeden kwiatek stojący na parapecie ucierpiał podczas meczów w piłkę…). Uczniowie i nauczyciele wf. z zazdrością spoglądali na miękką salę dostosowaną do potrzeb wczesnego wspomagania.

W lutym 2008 roku zakończył się drugi etap rozbudowy. Na ulicę Kamiennogórską przeniesiono szkoły ponadgimnazjalne wraz z internatem, a budynek przy ulicy Kasztanowej przestał być siedzibą ośrodka. Choć był stary i wysłużony, miał swój klimat, a każdy, kto w nim przebywał – wychowanek czy pracownik – wspomina go z rozrzewnieniem.

Ostatnim etapem była budowa kompleksu sportowego – z basenem, salą gimnastyczną, salami do ćwiczeń siłowych i zajęć korekcyjnych oraz boiskami. Wreszcie doczekaliśmy się. Ładne, nowoczesne obiekty zachęciły do organizacji pierwszego Dnia Sportu, który obecnie odbywa się cyklicznie.

Współczesność

Struktura ośrodka, który obecnie nosi nazwę Dolnośląski Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy nr 13 dla Niewidomych i Słabowidzących im. Marii Grzegorzewskiej, przedstawia się dziś następująco:

– Zespół Wczesnego Wspomagania Rozwoju Dziecka Niewidomego i Słabowidzącego;

– Szkoła Podstawowa Specjalna nr 122 dla Uczniów Niewidomych i Słabowidzących;

– Gimnazjum Specjalne nr 60 dla Uczniów Niewidomych i Słabowidzących;

– Zasadnicza Szkoła Zawodowa Specjalna nr 16 dla Uczniów Niewidomych i Słabowidzących, kierunki: kucharz, mechanik monter maszyn i urządzeń, rękodzielnik wyrobów włókienniczych;

– Liceum Ogólnokształcące Specjalne nr XXXII dla Uczniów Niewidomych i Słabowidzących;

– Technikum Specjalne nr 17 dla Uczniów Niewidomych i Słabowidzących, kierunek: masażysta;

– Szkoła Policealna Specjalna nr 18 dla Uczniów Niewidomych i Słabowidzących, kierunek: masażysta;

– Szkoła Specjalna Przysposabiająca do Pracy – dla uczniów z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym lub znacznym oraz dla uczniów z niepełnosprawnościami sprzężonymi.

Przyszłość na sportowo

 Od roku szkolnego 2017/2018 nastąpią zmiany w funkcjonowaniu placówki. Nie będzie już gimnazjum, tylko ośmioklasowa szkoła podstawowa, a zamiast zasadniczej szkoły zawodowej powstanie szkoła branżowa. Wrocławski ośrodek od zawsze wspierał sport i rekreację i w związku z tradycjami sportowymi oraz bardzo dobrym zapleczem nowością w ofercie będą oddziały mistrzostwa sportowego w liceum oraz w szkole podstawowej. Sukcesy odnoszą wrocławscy pływacy i lekkoatleci, a także drużyny goalballa. Zacieśnienie współpracy ośrodka ze Stowarzyszeniem „Cross” pozwoliło na rozwój i sukcesy naszych wychowanków w dość nietypowych dla osób z dysfunkcją wzroku dyscyplinach sportu. Wrocław jest kolebką narciarstwa alpejskiego niewidomych i słabowidzących i właśnie absolwenci ośrodka stanowią większość w kadrze Polski Stowarzyszenia „Cross” w narciarstwie alpejskim. Na wysokim poziomie stał taniec sportowy realizowany we współpracy ze Stowarzyszeniem. To właśnie w nowym wrocławskim ośrodku zapoczątkowano, a następnie rozpowszechniono showdown, to z Wrocławia wywodzą się czołowi zawodnicy Polski w tej dyscyplinie, bardzo wysoko notowani w rankingu światowym. Także w kadrze piłki nożnej osób niewidomych występowali wychowankowie ośrodka, którzy brali udział w meczu pokazowym podczas Euro 2012. Uczniowie byli uczestnikami organizowanych przez Stowarzyszenie „Cross” młodzieżowych obozów sportowych, gdzie poza doskonaleniem techniki wybranych dyscyplin brali udział w zawodach. Uczestniczyli także w projektach pozasportowych Stowarzyszenia, między innymi doskonalili język angielski. Obecnie wspólnie ze Stowarzyszeniem pedagodzy rozwijają nordic walking oraz narciarstwo biegowe. Ta ścisła współpraca, a także otwarcie oddziałów mistrzostwa sportowego stanowią doskonałą okazję do przygotowania zawodników do udziału w jakże prestiżowej imprezie, jaką są igrzyska paraolimpijskie.

Wychodzimy na zewnątrz

Jak ośrodek realizuje integrację pozaszkolną? Zaprasza do siebie! Takie działania ułatwia współpraca z uczelniami wyższymi – Akademią Wychowania Fizycznego we Wrocławiu oraz Dolnośląską Szkołą Wyższą – a także z zaprzyjaźnionymi szkołami. Wychowankowie często biorą udział w imprezach artystycznych poza ośrodkiem, rywalizują w zawodach sportowych z pełnosprawnymi zawodnikami, uczestniczą w dużej liczbie projektów realizowanych także z organizacjami pozarządowymi. Wycieczki, rajdy, spływy integracyjne – to codzienność.

Rok 2017 jest dla wszystkich uczniów i pracowników ośrodka szczególny. Dyrekcja wraz z całą społecznością DSOSW nr 13 we Wrocławiu serdecznie zaprasza absolwentów, rodziców i przyjaciół na obchody jubileuszu 70-lecia istnienia ośrodka, które odbędą się 20 października 2017 roku. W ramach obchodów zaplanowano mszę świętą, która odbędzie się 17 października 2017 roku, a trzy dni później w Centrum Kultury Wrocław-Zachód rozpocznie się część oficjalna. Bardzo ważnym wydarzeniem tego dnia będzie uroczystość nadania ośrodkowi sztandaru. Drugą część obchodów jubileuszu stanowić będzie spotkanie w murach ośrodka przy ul. Kamiennogórskiej 16, połączone z jego zwiedzaniem. Organizatorzy planują wystawy, galerie, pokaz slajdów i filmów dokumentalnych o placówce, a także poczęstunek i możliwość wpisania się do księgi pamiątkowej. Zainteresowanych czekają również występy wychowanków ośrodka w centrum handlowo-rozrywkowo-rekreacyjnym – Magnolia Park. Wieczorem, około godziny 20.00, goście bawić się będą na balu jubileuszowym.

Dariusz Rutkowski

Wszelkie informacje dotyczące jubileuszu znajdują się na stronie ośrodka http://www.oswdn.pl/, a informacji na temat balu udziela sekretariat szkół ponadgimnazjalnych, tel. 71 337 25 26.

 

aaa

 

turystyka

 

Na Żmudź, na Żmudź... 

Tak blisko znajdują się te urocze miejsca od północno-wschodniej granicy Rzeczypospolitej, że wstyd tam nie zawitać, choćby na kilka dni. Krajobrazy, przyroda, historycznie interesujące dla rodaków okolice i niewygórowane ceny – oto atuty wycieczki do zachodniej Litwy, czyli na Żmudź.

Zacznijmy od Sienkiewicza

Na tę żmudzką wyprawę wybrałem się pierwszego sierpnia, w dwa auta, w towarzystwie pięciu dam. Gdy właścicielka apartamentu w Kłajpedzie, matka dwojga dzieci, z trzecim w drodze, zobaczyła naszą gromadę – rzekła po rusku i po angielsku: „Toż pan przywiózł do nas cały harem!”.

I z tym haremem na początku podróży wpadłem do Taurogów, leżących nad rzeką Jurą – dopływem Niemna. Miasteczko liczy 30 tysięcy dusz, a jego nazwa pochodzi od żyjącego ongiś na tych terenach tura – tauras, rzecz jasna mającego rogi – ragas. Henryk Sienkiewicz uwiecznił tę miejscowość w „Potopie”. Otóż w tauroskiej warowni Bogusław Radziwiłł (1620–1669) więził Oleńkę Billewiczównę. Nie zostało nic z klimatu tamtych czasów, gdyż w połowie XIX wieku warownię przebudowano na styl neorenesansowy. Szkoda zachodu na zwiedzanie tego zabytku.

Kiedy jechaliśmy na północny zachód – w stronę Kłajpedy – dziwiły nas dwie rzeczy: puste i dobre jakościowo drogi oraz puste pobocza – żadnych autostopowiczów.

Połąga, kurort spokojny

Połąga to taki litewski Sopot, tylko mniej zatłoczony, nie tak drogi, żaden celebrycki i normalniejszy od polskiego kurortu. Na molo, podobnym jak nasze sopockie, słychać – oczywiście oprócz litewskiego – rosyjski, niemiecki, angielski i, rzecz jasna, polski.

Połąga ma już setki lat, u zarania była wioską pięknie położoną nad Bałtykiem. W roku 1422, kiedy wojny z Zakonem Krzyżackim ustały, znalazła się w granicach Litwy. To nawet nie był port morski, tylko małe parafialne miasteczko. Na początku XIX wieku zaczęła się kariera uzdrowiskowa tego miejsca. W końcu XIX stulecia rodzina Tyszkiewiczów zbudowała neoklasycystyczny pałac i 80-hektarowy ogród botaniczny. Rośnie tu ponad 300 gatunków drzew i krzewów. Jest wspaniała fontanna, są lotne piaski wydm, a na Górze Biruty znajduje się neogotycka kaplica. Sam pałac Tyszkiewiczów jest odrestaurowany i od 1963 roku mieści się w nim Muzeum Bursztynu (Gintaro Muziejus). Odwiedziło je już kilka milionów ludzi. Czegóż tam nie ma wśród 25 tysięcy eksponatów! Naturalne bryły jantaru o wadze kilku kilogramów i przepiękne rękodzieło: naszyjniki, korale, kunsztowne artystyczne wyroby.

Istną perełką tego uzdrowiska jest wielokilometrowa piaszczysta plaża, pustawa w sezonie. Nie spotka się tu tłumów jak nad „polskim” Bałtykiem, manewrujących pomiędzy parawanami, tłuściochów leżących na każdym metrze kwadratowym i wszędobylskiej dzieciarni budującej zamki z piasku. Jest przestrzeń i kultura. Nikt nie rzuca mięsem ani żadnym śmieciem.

Na molo, może trochę mniejszym niż te w Sopocie, Kołobrzegu czy Międzyzdrojach, wielojęzyczny tłum przechadza się majestatycznie, obserwując zanurzające się w falach Bałtyku rodzinki: od dziadków 70-letnich po trzyletnie dzieci. A temperatura wody – 18 stopni. Tyle co powietrza.

Na głównym deptaku – kawiarnie, restauracje. Obsługująca nas kelnerka mówi tak dobrze po angielsku jak ja. Ale dogadujemy się. Zamawiam porcję kołdunów (pierogi z mięsem podobne do pielmieni) z kuflem piwa za 6 euro. Da się wytrzymać. W końcu to prestiżowy kurort.

Okno na świat, czyli Kłajpeda

Ten port u wylotu Mierzei Kurońskiej na Bałtyk założył zakon finlandzki i biskup kuroński w 1252 roku. Nazwano go Memelburg. W dwa lata od założenia osiedle otrzymało prawa miejskie. Próbowali je zdobyć Sambowie i Żmudzini, ale im się nie udało. Miasto pozostało niemieckie – jeszcze nie krzyżackie. Żmudzini zamieszkiwali na przedmieściach i utrzymywali się ze służby u rodzin niemieckich i pracy najemnej. W roku 1328 Memelburgiem zawładnęli Krzyżacy, a w 400 lat później Szwedzi. Od 1871 roku miastem rządziło Cesarstwo Niemieckie. Po I wojnie światowej, w 1923 roku Memel, czyli Kłajpedę, włączono do Litwy. Stała się ona wtedy oknem na świat niepodległego państwa. Mieszkali tu jednak w większości Niemcy, czyli wyznawcy luteranizmu. Hitler, który doszedł do władzy w 1933 roku, uważał Kłajpedę i okręg kłajpedzki (według nazewnictwa niemieckiego Memel) za terytorium III Rzeszy, okupowane przez Litwę. W marcu 1939 roku włączył te ziemie do Niemiec. W styczniu 1945 roku prawie wszyscy niemieccy mieszkańcy ewakuowali się z Wehrmachtem na Zachód.

W 70 lat po wojnie Kłajpeda liczy 210 tysięcy mieszkańców i jest największym (i jedynym) portem handlowym i rybackim Litwy. Co ciekawe, 30 procent jej ludności stanowią Rosjanie. I to się sprawdziło w momencie poszukiwania apartamentu w centrum miasta. Dopomogły nam sympatyczne panie władające właśnie rosyjskim. Uprzedziły też, że trudno będzie dojechać na miejsce, na starówkę, bo właśnie 1 sierpnia w ich mieście jest „prazdnik morja”, czyli po naszemu – święto morza.

Starówka (przy ujściu rzeki Dane) ma zabudowę typowych hanzeatyckich niemieckich miast portowych. Niestety, nie wszystkie zabytki po zniszczeniach z końca wojny odbudowano, ale większość jest odrestaurowana. Muzeum morskie i akwarium mieści się w starej pruskiej twierdzy Kopgalis. Imponuje tu szczególnie zbiór muszli i koralowców. W akwarium zobaczymy m.in. ptaki i ssaki morskie z mórz i oceanów świata. Możemy też obejrzeć pokazy tresury delfinów.

A po drugiej stronie mierzei, na cyplu zwanym Smiltyne, znajduje się Muzeum Mierzei Kurońskiej. Tym razem odpuszczamy sobie muzeum i płyniemy siedem minut promem z Kłajpedy na półwysep. Podróż kosztuje 10 euro od pojazdu i dodatkowo 1 euro od osoby. Ale sobie liczą!

Wydmy jak góry

Za wjazd do Parku Narodowego Mierzei Kurońskiej płacimy 20 euro od samochodu. I jedziemy na południowy zachód wąską, krętą asfaltówką, wśród porośniętych sosenkami wydm. Mierzeja Kurońska ma 90 kilometrów długości (szerokości od 400 m do nawet 4 kilometrów), z czego 50 km znajduje się na Litwie. Reszta w obwodzie kaliningradzkim, czyli królewieckim. Tam rządzą Rosjanie, a nie Unia Europejska. Park Narodowy Mierzei Kurońskiej ma prawie 270 kilometrów kwadratowych. Plaże i piaski zajmują jedną czwartą powierzchni, park powstał zresztą w celu ochrony krajobrazu wydmowego. Większość wydm osiąga ponad 50 metrów wysokości. Najwyższa, na południe od Nidy, liczy 67 metrów. Z góry rozciąga się na zachód widok na Morze Bałtyckie, na wschód – na Zalew Kuroński, szeroki u ujścia Niemna na 34 kilometry.

I dojeżdżamy do Nidy nad Zalewem Kurońskim, tuż przy rosyjskiej granicy. A tam błoga cisza. Jest co prawda trochę turystów, ale rozpraszają się po tej niby-
-wiosce, a raczej spokojnym kurorcie wśród drewnianych chat rybackich.

Część odwiedza dom Tomasza Manna (dla literackich ignorantów to ten od „Buddenbrooków” i „Czarodziejskiej góry”, laureat literackiej Nagrody Nobla). W 1929 roku pisarz zbudował tu dom na szczycie wydmy, z którego mógł oglądać szerokie ujście Niemna do Zalewu Kurońskiego. Dzisiaj pogięte od wiatrów sosny zasłaniają tamten pejzaż.

Aby coś zjeść, przed wdrapaniem się na gigantyczne wydmy warto zajść do wędzarni ryb. To niewielki kiosk ze stołami i drewnianymi ławami. Z wnętrza wydobywa się dym z wędzenia, aż łzawią oczy. A potem niebo w gębie – i lekka pustka w portfelu. Sumy, szczupaki, flądry, śledzie, dorsze, węgorze… Do tego wspaniały czarny chleb i takie sobie lokalne piwo. Pojedliśmy, to wspinamy się na piaskowe góry.

Ze dwa kilometry spaceru po płaskim terenie nad zalewem, a potem wspinaczka po 140 drewnianych stopniach. Co jakiś czas – ławeczka dla uspokojenia serca. Siedzę i obserwuję. Przeważa rosyjski. Dobrze zbudowane damy lezą w szpileczkach po schodach na piaszczyste pagórki. Pot spływa po pulchnych buziach wraz z mocnym makijażem. Towarzyszą im mężczyźni dobrze zbudowani, prawie każdy z wystającym brzuszkiem. Po pół godzinie wdrapują się na 67-metrowy szczyt i wydobywają z siebie jedno zdanie: „Nu, daszli”.

A z tej góry rajski widok. Zachwyt wśród pań i panów. Wysiadają wydmy łebskie. Tu czuje się przestrzeń i kosmos. Piaski, skarłowaciałe od wiatrów sosenki, po prawej morze lekko słone, po lewej słodki zalew, a na południe zagrodzona granica obwodu kaliningradzkiego i pozostały obszar mierzei. Nie wiem, jak ona tam wygląda, bo to już inna strefa polityczna i militarna.

Pogoda dopisywała, słońce świeciło, więc nic nie stało na przeszkodzie, by zanurzyć się w Bałtyku. Fale, piasek, słońce i, co najważniejsze, pustawa plaża. Jakiż to luksus nie deptać po ciałach bliźnich, jak to ma miejsce 100 km na zachód, na Helu, w Łebie czy Sopocie.

Na Kowno

To drugie co do wielkości miasto na Litwie (400 tysięcy mieszkańców), ale jako pierwsze w 1408 roku otrzymało prawa miejskie. Leży w kleszczach dwóch rzek: Wilii i Niemna. Nad Wilią górują resztki zamku z XV wieku, raptem dwie baszty. To najstarszy architektoniczny zabytek tego miasta.

Kilkaset metrów spacerem i jesteśmy przed XVI-wiecznym ratuszem, rynkiem z gotyckimi kamienicami oraz archikatedrą świętych Piotra i Pawła. Centrum starówki jest zagospodarowane, ale przedmieścia zapuszczone, z blokowiskami z epoki sowieckiej.

Kiedy opuszcza się Kowno, warto jeszcze zajrzeć do Rumszyszek (Rumsiskes), półtoratysięcznego miasteczka nad brzegiem tzw. Morza Kowieńskiego, czyli zalewu na Niemnie. Dominuje tam zespół klasztorny, a siostry, które w nim mieszkają, mówią po polsku. Na obrzeżach osady znajduje się skansen etnograficzny. Na powierzchni 175 ha zgromadzono obiekty ze wszystkich regionów Litwy – chaty chłopskie, gospodarcze budynki, młyny, warsztaty rzemieślnicze, kapliczki i krzyże przydrożne, małe drewniane kościółki.

Żegnamy się ze Żmudzią i jedziemy na Suwalszczyznę. Na kartacze za złotówki. Ale to już inny rozdział.

Andrzej Szymański

 

aaa

 

zdrowie

 

Włos się jeży 

Blondyni mają ich najwięcej – nawet 140 tysięcy. Bruneci nieco mniej – około 105 tysięcy. Najmniej rudzi – zaledwie 90 tysięcy. Mowa o włosach na głowie. Rosną nam one w stałym tempie 1-1,5 cm na miesiąc. Każdego dnia wypada przeciętnie 50-100 włosów. Jeśli więcej – co łatwo zauważyć na grzebieniu lub szczotce – należy się zastanowić dlaczego. Piękne, lśniące włosy są naszą ozdobą, matowe i łamliwe – bywają udręką.

O tym, jak są w naszym życiu ważne, świadczyć mogą chociażby liczne metafory im poświęcone. Takie na przykład, jak: „włos ci z głowy nie spadnie” (zapewnienie o bezpieczeństwie), „zwyciężył o włos” (wygrał małą przewagą), „wyrywać sobie włosy z głowy” (objaw rozpaczy), „dzielić włos na czworo” (być zbyt drobiazgowym), „włosy stanęły dęba” (objaw strachu lub wielkiego zdziwienia), „długie włosy – krótki rozum” (złośliwy przytyk) i wiele innych. Mamy o nich wzmianki także w biblijnych przekazach: legendarny Samson stracił swoją moc po tym, jak Dalila podstępnie obcięła mu włosy. Zajmują miejsce w socjologii kultury: świadczą o przynależności do określonej grupy etnicznej lub subkultury, np.: plerezy u bikiniarzy w latach 50. ubiegłego wieku, afro, dredy, golenie na łysą pałę czy „czub” u skinów i hiphopowców itp.

Włos – tłumaczą dermatolodzy – to zrogowaciały wytwór naskórka. Zbudowany jest z twardego, nierozpuszczalnego w wodzie białka – keratyny, w której skład wchodzi m.in. siarka. Włosy wyrastają z zagłębień skóry zwanych mieszkami. Do ich podstawy przyczepiony jest mięsień, który pozwala ssakom jeżyć sierść. Włos składa się z łodygi, korzenia, pochewki, brodawki oraz opuszki zwanej cebulką. Zawiera pigment – melaninę – oraz ceramidy i związki mineralne. On sam jest martwy, ale mieszek, z którego wyrasta, jak najbardziej żyje. Na skórze głowy mamy ich około 150 tysięcy. Na całym ciele – około 2 mln. Od mieszków zaczyna się większość problemów z wypadaniem włosów. Rosną one poprzez podział i różnicowanie komórek w cebulkach. Pierwsza faza wzrostu trwa najdłużej, nawet do kilku lat. W tym czasie włos stale rośnie. Potem jest okres przejściowy: w ciągu dwóch do trzech tygodni włos obumiera. Trzecia faza trwa kilka miesięcy. Wtedy stary włos jest wypychany przez nowo rosnący i wypada. Choć wydaje się nam, że ten proces trwa stale, to naprawdę znacząca większość włosów (80-85 procent) jest w trakcie fazy wzrostu. Teoretycznie może ona trwać od sześciu do ośmiu lat – na tyle długo, by włosy osiągnęły ponad 1 m długości. Rekord należy do Chinki Xie Liuping, która przez 31 lat wyhodowała włosy mierzące 5,627 m. Podobne rekordy zdarzają się u Hindusów. U naszej rasy ten czas jest krótszy. W odróżnieniu od niektórych innych ssaków człowiek ma wymianę włosów niesynchroniczną, co oznacza, że wypadają one i odrastają na bieżąco i nie wszystkie naraz.

Włosy mogą się nam przerzedzać z wielu powodów. W przypadku mężczyzn mają na to wpływ zaburzenia hormonalne. W wyniku łysienia androgennego tworzą się u nich zakola nad skroniami, a coraz rzadsze włosy z tyłu głowy tworzą tonsurkę. Jeśli, co się zdarza, występuje łojotok, powoduje to zapalenie skóry i często utratę wszystkich włosów. Ten proces można zahamować, stosując leki obniżające hormony androgenne oraz blokujące łojotok. Podobny typ łysienia zdarza się także u kobiet z powodów hormonalnych. Wywołuje go naturalny hormon steroidowy powstający z cholesterolu w nadnerczach.

Znacznie poważniejsze choroby prowadzące do utraty włosów wiążą się z nadaktywnością naszego układu odpornościowego. Pod wpływem ataków z jego strony naskórek ulega przebudowie i mieszek włosowy obumiera. Na to nie ma, niestety, ratunku. Z kolei w tzw. łysieniu plackowatym mechanizmy immunologiczne atakują komórki barwnikowe przy mieszku. Ulega on częściowemu zniszczeniu. W tej chorobie pojawiają się włosy nazywane przez dermatologów wykrzyknikowymi. Schorzenie leczy się sterydami. Kolejnym zagrożeniem dla naszych włosów są grzybice, które je niszczą, ale nie wnikają do mieszka. Są grzyby żyjące jakby w środku łodygi włosa oraz takie, które oplatają ją z zewnątrz, powodując jej złamanie. Kolejny wróg włosów to łupież. Z jego powodu, jak podają statystyki, cierpi co trzecia kobieta i co drugi mężczyzna Są różne rodzaje łupieżu, m.in. suchy (przy atopowym zapaleniu skóry, wysuszeniu jej złą pielęgnacją, nadmiernym myciem), tłusty, łojotokowy (tworzy grube łuski, które zrywamy (często wraz z włosami), azbestowy (łuski są poprzyklejane do skóry głowy jak blacha, pod takim „betonem” wszystko ginie). Choroby zatykające mieszki leczy się najczęściej za pomocą sterydów połączonych z kwasem salicylowym. Aby takie przypadłości nie powstawały, do pielęgnacji włosów warto używać produktów łączących w sobie działanie oczyszczające i nawilżające, dzięki którym skóra na głowie zyskuje naturalną równowagę. Zdarza się też wypadanie włosów indukowane samoistnie. Bywają osoby, szczególnie dzieci, które cierpią na trichotillomanię, czyli niekontrolowane wyrywanie sobie włosów. Potem często je zjadają, a w ich żołądku tworzy się kulka, jak u kota. Do wypadania włosów mogą się też przyczyniać alergie, m.in. na szampon lub hennę, czyli barwnik roślinny. Są też łysienia uwarunkowane genetycznie: włos od samego początku jest słabszy niż normalny. Na stan naszych włosów wpływają czynniki cywilizacyjne, np. używki, stres, nieodpowiednia dieta. Stąd najwięcej łysiejących można spotkać w krajach wysoko rozwiniętych. Potwierdziły to badania przeprowadzone w Japonii, gdzie skala łysienia zwiększyła się wraz ze wzrostem popularności fast foodów. Odsetek łysiejących mężczyzn w ciągu prawie 20 lat wzrósł tam aż o 200 procent.

Wypadanie włosów nasila się z wiekiem – u mężczyzn już po 30-40 roku życia, u kobiet nieco później, w okresie menopauzy. Ten proces może opóźnić hormonalna terapia zastępcza. Jednak po 50-60 roku życia większość z nas stopniowo traci włosy lub robią się one coraz słabsze. Ratunkiem może być ich przeszczep. W ciągu zaledwie dziesięciu lat liczba zabiegów transplantacji włosów wzrosła na całym świecie aż o 64 procent. Rocznie najwięcej wykonuje się ich w Azji. Szacuje się, że rynek przeszczepów wart jest już 2,5 mld dolarów. Co roku na całym świecie przeprowadza się ponad milion zabiegów rekonstrukcji owłosienia. W ponad 80 procentach pacjentami są mężczyźni. Kiedyś był to temat tabu, dziś mówi się o nim równie otwarcie jak o wygładzeniu zmarszczek czy powiększaniu biustu.

W Polsce ten rynek dopiero się rozwija. Mamy na razie 40 klinik oferujących różne metody rekonstrukcji włosów, z czego prawie połowa wykonuje zabiegi chirurgicznej transplantacji. Pod względem ich liczby kraje Unii Europejskiej zajmują dziś piąte miejsce na świecie. Postęp w medycynie sprawia, że sam zabieg jest coraz mniej inwazyjny i coraz bardziej skuteczny. Ostatnią rewolucją jest zastosowanie robota, który przeszczepia włosy (mamy już takie urządzenia w Polsce). Coraz głośniej mówi się też o zastosowaniu komórek macierzystych w tej terapii.

Z badań kanadyjskich antropologów wynika, że na pierwszym miejscu najbardziej łysiejących nacji są Czesi – niemal połowa mężczyzn częściowo lub całkowicie traci włosy. Polska plasuje się na ósmym miejscu rankingu, zaraz za nami są: Holandia, Rosja i Kanada. Najmniejszy odsetek łysiejących jest w Chinach. O tym, jak ważne jest dla naszej psychiki to, co nam rośnie na głowie, świadczyć mogą wyniki sondy przeprowadzonej na przełomie ubiegłego i bieżącego roku w jednej z naszych klinik dermatologicznych. Okazuje się, że przerzedzające się włosy oraz łysina to najczęstsze źródło kompleksów Polaków. Aż 42 proc. panów deklaruje, że przez nią tracą pewność siebie (niektórzy, chcąc sobie podnieść samopoczucie, twierdzą, że łysi są bardziej sexy). U blisko 31 proc. już niewielkie zakola i tzw. wysokie czoło wywołują silny stres. Znacznie mniejszy niepokój budzą dodatkowe kilogramy, oponka na brzuchu i problemy z uzębieniem. Na szarym końcu są zmarszczki i siwizna.

Wygląd włosów świadczy o stanie naszego zdrowia i odżywiania. Jeśli organizm ma jakieś niedobory, to zaczyna w pierwszej kolejności „oszczędzać” właśnie na włosach. Służy im wszystko to, co jest zalecane w zdrowej diecie: białko (mleko i jego przetwory, jajka, bo zawierają siarkę wchodzącą w skład budulca włosów), żelazo (rośliny strączkowe, szczególnie ciecierzyca, mięso wołowe, kasza gryczana, suszone morele), witamina B6 (otręby i płatki owsiane), biotyna (soja, orzechy włoskie i ziemne, jajka, rośliny strączkowe), witaminy A i C (biorą udział w produkcji sebum skóry głowy, które natłuszcza włosy, działa przeciwbakteryjnie i przeciwgrzybiczo), witamina E (orzechy), kwasy omega-3 (tłuste ryby morskie, siemię lniane, orzechy włoskie, olej rzepakowy, tran, wodorosty), miedź i cynk (produkty zbożowe, mięso, sery, orzechy i pestki, drożdże piekarskie, nasiona roślin strączkowych, kakao, pestki słonecznika i dyni, orzechy laskowe i migdały). Ważne jest prawidłowe nawadnianie organizmu, najlepiej wodą, bo napoje słodzone zaburzają wchłanianie witamin i minerałów.

Włosy nie tylko nas zdobią – mogą też zdradzać nasze sekrety. Japońscy badacze odkryli, że mieszki włosowe kryją w sobie zapis 24-godzinnego cyklu dobowego, który określa nasze senne zwyczaje. Jeśli ktoś chciałby udowodnić, że zarwaliśmy noc, wystarczy jeden włos wyrwany ze skóry głowy lub brody. Może on także podważyć nasze alibi, bo woda z kranu i napoje butelkowane, które pijemy, pozostawiają ślad w strukturze włosów. Inny, gdy przebywamy na przykład na południu Polski, a inny – nad morzem. Jeśli rzadko myjemy włosy, a byliśmy na przykład w Krakowie, z naszej głowy możemy odczytać, jak duży był tam akurat smog. Sebum, wydzielane przez pory skóry, absorbuje bowiem siedem razy więcej zanieczyszczeń z powietrza niż gołe ciało. Jeśli więc przebywamy w regionach szczególnie zanieczyszczonych, warto ochraniać swoją głowę jakimś nakryciem, a włosy myć częściej niż zwykle. Najlepiej – radzą eksperci – w wodzie o temperaturze 38 stopni C, czyli w letniej, której właściwie nie czujemy. Gorąca kąpiel szkodzi skórze głowy i włosom. Podobnie jak pocieranie ich ręcznikiem – powoduje to mechaniczne uszkodzenie włókna włosa. Po umyciu najlepiej owinąć głowę turbanem. Tak robią fryzjerzy, których w ramach zabiegów pielęgnacyjnych należy odwiedzać od czasu do czasu.

BWO

(Na podstawie dodatku do „Gazety Wyborczej” – „Tylko Zdrowie”, grudzień 2016 i kwiecień 2017)

Sprostowanie

W moim poprzednim tekście „Sprytny pasożyt” („Cross” nr 4/2017) chochlik drukarski zmienił wyraz w zdaniu, wypaczając jego sens. Zamiast „Obie płcie (zarażone toksoplazmozą – BWO) wykazywały natomiast wyraźnie obniżoną skłonność do podejmowania groźnego w skutkach ryzyka” winno być: „wyraźnie podwyższoną skłonność”.

Przepraszamy.

 

aaa

 

ruszajmy się

 

Trening personalny 

Jesteś sportowcem, ćwiczysz samodzielnie, ale chciałbyś poprawy wyników? A może dopiero zaczynasz przygodę z aktywnością i poszukujesz przewodnika, który wprowadzi Cię w świat fitnesu? Wiele osób z różnymi oczekiwaniami coraz częściej decyduje się na współpracę z osobistym trenerem. Czy warto?

Trening personalny to indywidualny trening prowadzony przez trenera, ukierunkowany na osiągnięcie wyznaczonego celu. Najczęściej przed trenerem personalnym stawiane są cele zdrowotne, sportowe i wizerunkowe. Treningi odbywają się systematycznie (stała współpraca) lub sporadycznie i mają zwiększyć wiedzę i umiejętności ćwiczącego w zakresie samodzielnego treningu. Założenia treningów mogą być najróżniejsze: od poprawy siły i sprawności, zwiększenia wydolności (kondycji) organizmu, przez poprawę sylwetki, spalenie tkanki tłuszczowej, po rozbudowę masy mięśniowej czy powrót do sprawności po urazie. Program treningowy dobierany jest indywidualnie i uwzględnia posiadaną sprawność fizyczną, wiek, budowę ciała, stan zdrowia i ma być jak najbardziej efektywny dla danej osoby. Trener powinien również odpowiednio motywować swojego klienta, czuwać nad poprawnością ruchów, pomagać mu i towarzyszyć, umilać czas na siłowni, doradzać w kwestiach nie tylko treningu, lecz także diety i trybu życia. Takie treningi polecane są początkującym adeptom sportu, bo ćwicząc bez wiedzy i doświadczenia, mogą zrobić sobie krzywdę lub nie osiągać pożądanych rezultatów. Współpraca ze specjalistą przyda się także zaawansowanym, stałym bywalcom siłowni, w celu zwiększenia efektów pracy treningowej, których samodzielnie nie są już w stanie uzyskać.

Zapotrzebowanie na tego typu zajęcia jest coraz większe. Ludzie chcą ćwiczyć profesjonalnie i uzyskiwać jak najlepsze rezultaty. Dodatkowo coraz więcej osób stać na to, by pracować indywidualnie z trenerem i mieć go na wyłączność. Jedyną wadą takich zajęć jest dużo większy koszt, jaki trzeba ponieść, jeśli porównać go z treningiem samodzielnym albo kosztami zajęć grupowych. Warto się jednak dobrze zastanowić, czy z takich usług nie skorzystać. Dzisiaj nie trzeba być gwiazdą z pierwszych stron gazet czy topowym biznesmenem, by mieć osobistego trenera. Klasa średnia, szczególnie z dużych miast, bardzo chętnie korzysta z tego typu usług. Wraz z tym zapotrzebowaniem pojawiło się więcej trenerów – nie tylko na siłowniach i w fitness klubach, lecz również prowadzących zajęcia w terenie, w domu klienta albo udzielających porad i tworzących zestawy ćwiczeń on-line.

Jakie korzyści daje nam trening personalny i czy warto w niego inwestować? Przede wszystkim trzeba wyraźnie zaznaczyć, że nasze zdrowie, ale również sprawność fizyczna, dobry wygląd i samopoczucie to coś, na czym nigdy nie warto oszczędzać. Indywidualny nadzór trenera sprawi, że trening będzie najbardziej efektywny, czyli najszybciej osiągniemy cel, i najbezpieczniejszy. Każdy jest inny, różnie reaguje na wysiłek fizyczny i nie wszystkie ćwiczenia zawsze są odpowiednie dla danej osoby. To trener ze swoją wiedzą i doświadczeniem czuwa nad odpowiednim ich dopasowaniem, intensywnością i prawidłowym wykonaniem. Trener to fachowiec, który nierzadko zapewnia nam kompleksową opiekę. Posiada wiedzę treningową, często również rehabilitacyjną, z dietetyki, regeneracji powysiłkowej, metodyki ćwiczeń z różnych dyscyplin sportowych i najlepiej poprowadzi nas do świetnej formy. Dodatkowo dużą zaletą takiego trenowania jest to, że trener musi dopasować się do naszego planu dnia i trenować wtedy, kiedy my mamy czas i w miejscu, które wyznaczymy. To świetne rozwiązanie dla osób poświęcających dużo czasu pracy, mających napięty i nieregularny harmonogram dnia – po prostu dla wszystkich zabieganych. Nie musimy zaprzątać sobie głowy planowaniem treningu i czasochłonnym poszukiwaniem wiedzy, tylko dostajemy wszystko podane na talerzu. Dzięki obecności trenera uzyskamy jeszcze coś, czego nie jesteśmy w stanie wypracować sami – dodatkową motywację. Już sama jego obecność sprawia, że zaczynamy bardziej się angażować. Poza tym instruktor odpowiedzialny będzie za urozmaicanie treningu, zmienianie metody, tak byśmy nie odczuwali znużenia psychicznego i nie zniechęcali się do wysiłku. Zawsze będzie dbał o dobrą atmosferę podczas zajęć i umilanie czasu.

Ważne jest, żeby trafić pod opiekę dobrego fachowca, który przede wszystkim nie zrobi nam krzywdy, dopasuje intensywność do sprawności i możliwości. Jaki powinien być dobry trener personalny? Warto porozmawiać z kimś, kto ćwiczył już u danej osoby, oczywiście pamiętając, że każdy jest inny i stawia sobie inne cele i być może trener, który komuś innemu zupełnie nie przypadł do gustu, dla nas będzie idealny. Jednak sprawdzony trener, którego klient osiągnął wyznaczony cel, będzie najczęściej polecany. Tylko jest jeden szkopuł: często ci najbardziej popularni mogą być mało dostępni. Warto więc, abyśmy sami wiedzieli, na co zwrócić uwagę podczas rozmowy i pierwszych zajęć.

Dobry instruktor fitnessu powinien być wizytówką swoich usług, dlatego w tym przypadku warto zwrócić uwagę, jak wygląda, czy sam jest sprawny i jak się porusza. Trener od razu powinien złapać ze swoim klientem dobry kontakt. Powinny cechować go otwartość, pewność siebie, profesjonalizm. Dobry znak, jeśli skupia się na swoim podopiecznym, jego potrzebach, celach oraz możliwościach. Dzięki temu możesz mieć pewność, że odpowiednio Cię poprowadzi, a nie tylko umili czas rozmową. Warto również zapytać o jego kwalifikacje, czym się zajmował, jakie specjalistyczne studia i kursy skończył itp. Wiadomo, że dyplomy to nie wszystko, ale zawsze świadczą o tym, że dana osoba kształci się i poszerza swoją wiedzę. Warto również zapytać, w czym najbardziej się specjalizuje, jakie dyscypliny sportu są mu najbliższe i jaki rodzaj treningu preferuje. Pozwoli nam to zorientować się, czy jest to osoba, która będzie w stanie nam pomóc w realizacji naszych potrzeb. Trzeba zapytać, jak wyglądają treningi, dłuższe plany treningowe i współpraca z trenerem.

Na pierwszym treningu warto zwrócić uwagę, jak pracuje nasz trener. Czy ma przygotowany plan treningu, czy zwraca uwagę na sposób wykonywania ćwiczenia, czy cały czas utrzymuje z Tobą kontakt, czy tłumaczy, co dają poszczególne ćwiczenia i ile czasu będziemy musieli pracować, by uzyskać pożądany efekt. Warto zastanowić się, czy trening jest ciekawy i urozmaicony i przede wszystkim, czy poziom intensywności nam odpowiada. A z drugiej strony, czy trening nie jest przegadany i wszystkiego się dowiemy, ale nawet się nie zmęczymy. Świetnie, kiedy Twój trener jest towarzyski i dobrze Ci się z nim rozmawia, ale przede wszystkim ważne, czy potrafi motywować do pracy i czy trening daje efekty.

Polecam takie rozwiązanie wszystkim początkującym, którzy chcą samodzielnie ćwiczyć i na początku wykupią kilka zajęć z trenerem. To tak jak z nauką jazdy na nartach – warto, żeby prawidłowej jazdy nauczył nas instruktor i kiedy osiągniemy zadowalający nas poziom techniki, jeździmy samodzielnie. Dzięki takim zajęciom poznamy swoje ciało, nauczymy się kontrolować ruchy, zdobędziemy wiedzę, jak powinien wyglądać prawidłowo skonstruowany trening, jak tworzyć plan treningowy i przede wszystkim nauczymy się prawidłowego wykonywania ćwiczeń – czy to na urządzeniach, czy bez nich. Dzięki temu bezpiecznie i efektywnie będziemy mogli pracować samodzielnie. Po jakimś czasie warto wrócić do treningu personalnego i zweryfikować, czy wszystko robimy poprawnie, skonsultować swoje plany i sposoby na ich osiągnięcie. Nie należy być powściągliwym w poszukiwaniu wiedzy, trzeba pamiętać, że to my płacimy i wymagamy od trenera odpowiedzi z zakresu wszelkich nurtujących nas kwestii, dlatego warto ze spotkania wyciągnąć dla siebie jak najwięcej. To samo dotyczy osób, które długo trenują, mimo to nie osiągają znaczących postępów. Działają często schematycznie i potrzebują kogoś, kto z boku spojrzy na ich trening i podpowie, odświeży pewne kwestie, pokaże inne podejście, nowe ćwiczenia, inne metody. Dzięki zajęciom z trenerem polepszą swój warsztat i nauczą się czegoś nowego.

Osoby trenujące amatorsko lub profesjonalnie, aby osiągnąć lepsze rezultaty, potrzebują fachowego poprowadzenia. Trener personalny to nie tylko ten z siłowni. Trenerzy specjalizują się w każdej dyscyplinie, np. bieganiu, kolarstwie, grach zespołowych, podnoszeniu ciężarów, kulturystyce, fitnessie, modelowaniu sylwetki itp. Niektórzy z nas potrzebują stałego wsparcia i przede wszystkim motywacji. Wtedy trener personalny cały czas pracuje z taką osobą, prowadząc jej wszystkie treningi, ustalając dietę, kontrolując itp. Trenerzy często świadczą dodatkowe usługi, np. masaż sportowy lub relaksacyjny, i kompleksowo dbają o klienta, o jego zdrowie i samopoczucie.

Dbanie o zdrowie i sprawność fizyczną staje się normą. Społeczeństwo dostrzega w zdrowym trybie życia ogromną wartość. Coraz więcej ludzi jest świadomych i ćwiczy dla siebie. To świetny czas, by dać się porwać temu dobremu kierunkowi i stać się fit. Jako społeczeństwo bogacimy się, pracujemy coraz więcej i mamy coraz mniej wolnego czasu. Wiele osób chce uzyskać jak najlepsze efekty jak najszybciej. Wygląda na to, że trening personalny będzie się popularyzował.

Wszyscy powinni dbać o zdrowie i sprawność fizyczną – to jedna z najważniejszych kwestii społecznych. Warto poszukać motywacji i przede wszystkim inwestować w siebie.

Krzysztof Koc

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

Walka ciężkich figur

Pozycje z samymi tylko ciężkimi figurami na szachownicy zaliczane są do pogranicza gry środkowej i końcowej. Rządzą się swoimi prawami. Oto elementy decydujące o losach partii przy takim układzie sił:

Król

Ciężkie figury mogą błyskawicznie stworzyć matowy atak. Znana zasada włączania w końcówce króla do akcji tu oczywiście nie obowiązuje. Król powinien być w bezpiecznym miejscu, pod ochroną piechoty. Wyjątki od tej reguły są bardzo rzadkie i dotyczą tylko sytuacji, w których bierki przeciwnika są prawie całkowicie sparaliżowane.

W. Topałow (2803) – V. Anand (2642)

Nanjing 2010

Białe: Ke1, Hd1, Wg1, a2, d4, e3, f2, f4, h3

Czarne: Kg8, Hb1, We8, a7, c7, d5, f7, g7, h6

Na szachownicy są tylko cztery ciężkie figury, a osłona pionkowa białego króla wydaje się solidna. Ale to tylko pozory. Konieczność obrony i pionków, i króla przerasta możliwości białych 26...Wb8 27.Ke2 Hf5!? Czarne nie chcą sprzedać inicjatywy za pionka. Po 27...H:a2+ 28.Kf3 Wb2 29.Hf1 a5 30.Hg2 g6 31.f5 białe uzyskiwały kontrszansę 28.Wh1 Wb2+ 29.Kf3 h5! 30.a4 Białym powoli zaczyna brakować ruchów. Po 30.Wh2 Anand podaje taką możliwość 30...h4! 31.Kg2 Wb1, np. 32.Hg4 He4+ 33.Hf3 Wg1+ itd. 30...He4+ 31.Kg3 h4+! Rozbija pionkową osłonę króla 32.K:h4 W:f2 33.Hg4 Po 33.Wg1 H:e3 34.W:g7+ K:g7 35.Hg4+ Kf8 nie ma wiecznego szacha 33...Wg2 i białe skapitulowały, gdyż matowe groźby wymuszają oddanie hetmana.

M. Łowcki – K. Tartakower

Mistrzostwa Polski, Jurata 1937

Białe: Kg1, He1, Wg5, a2, b2, d5, g2, h2

Czarne: Kh8, Hd6, Wf8, b7, e5, g7, h7

Czarne bardzo precyzyjnie wykorzystały słabą pozycję białego króla i brak furtki w pozycji roszady 31...Hb6+ 32.Kh1 Hb5 33.Kg1 Hc5+ 34.Kh1 Hc4 35.Kg1 Hd4+ 36.Kh1 Wszystkie ruchy białych były wymuszone 36...He4! Ale nie 36...Hf4? 37.h4! Nic nie daje 36…Hd3 37.Kg1 37.Hc1!? Jeśli 37.Hg1, to 37…He2 z nieuchronnym Wf1. Po 37.Hd1 Hf4 ginęła wieża 37...Hd3! Na narzucające się 37...He2? była obrona 38.Wf5! 38.Kg1 Hd4+ 39.Kh1 Hd2! 0-1

M. Carlsen – W. Kramnik

Partia błyskawiczna 2016

Białe: Kg1, He3, We1, a2, b2, c3, d4, f2, g2, h2

Czarne: Kg7, Hd7, Wa8, a7, b7, c6, d5, f7, g6, h7
1.He7 Wd8 Wyboru nie ma. Siódmą linię trzeba koniecznie chronić. Białe muszą teraz znaleźć dalszy plan gry. Ponieważ na szachownicy są tylko cztery ciężkie figury, mistrz świata postanowił włączyć jeszcze do akcji króla. Wymaga to oczywiście odpowiednich przygotowań 2.h4 h5 3.We3 b6 4.He5+ Ponieważ biały król będzie próbował maszerować po polach h2-g3-f4, białe muszą kontrolować tę przekątną 4…Kg8 5.Kh2 a5 6.f3 a4 7.Kg3!? b5 8.Kf4!? Hd6? Czarne nie wytrzymały napięcia. Wymiana hetmanów prowadzi do przegranej wieżówki. Należało zagrać 8…Wf8!? z groźbą f7-f6 w niektórych wariantach 9.H:d6 W:d6 10.We8+ Kg7 11.Ke5 Wd7 12.a3 i białe łatwo wygrały.

Wolny pion

W poprzednich artykułach szkoleniowych podkreślałem już, że przy samych tylko ciężkich figurach wolny, daleko zaawansowany pionek jest bardzo silnym atutem. Pionka blokować musi ciężka figura, co jest równoznaczne z wyłączeniem jej z gry. Wolniak praktycznie jest nie do zdobycia, gdyż podejście do niego królem jest samobójstwem.

T. Petrosjan – W. Korcznoj

Ciocco 1977 (6. partia meczu)

Białe: Kg2, Hd5, Wd6, We4, a2, c6, f2, g3, h4

Czarne: Kg8, Hc7, Wc8, Wf8, a6, b5, f7, g7, h6
28.g4! Białe rozpoczynają atak pionkowy na króla. Czarne figury, zajęte blokadą wolniaka c6, nie mogą przyjść na pomoc monarsze 28...Kh7 Na 28...Wfd8 natychmiast rozstrzygało 29.Wd7!, np. 29...W:d7 30.cd7 Wf8 31.We8 29.We2 Kh8 30.g5 h5 Lub 30...hg5 31.hg5 Wfe8 32.Wd2 Kg8 33.g6! ze zwycięskim atakiem 31.Wd2 Wfe8 32.Hf3 g6 33.Wf6?! W niedoczasie białe grają niedokładnie. Szybciej wygrywało 33.W2d5! (aby przesłonić dużą przekątną) z ideą 34.Hf6+ Kg8 35.Wd7 33...He7? Lepsze 33...We7, chociaż nie zmieniało to wyniku: 34.Wdd6 Kg7 35.Hd5 Wf8 36.Wd7 W:d7 37.cd7 Hd8 38.W:a6 itd. 34.Wd7 He1 Lub 34...He4 35.H:e4 W:e4 36.c7 Wee8 37.Wf:f7 35.W:g6 He5 i nie czekając na 36.H:h5x, czarne skapitulowały.

A. Antunes (2530) – R. Bernard (2345)

Benasque 1995

Białe: Kg1, Hc3, Wc5, Wd1, a2, d5, f2, g2, h3

Czarne: Kg8, Hd6, Wd8, We5, a6, b7, f7, g6, h5

Tu wolniak jest mniej zaawansowany, ale i tak czarny hetman jest zmuszony do pasywnej blokady. Białe mają niewielką przewagę. Ich najbliższe posunięcia mają na celu uniemożliwienie przeciwnikowi wykorzystania przewagi pionkowej na skrzydle hetmańskim 28.a4! Wde8 29.Wc8 Kh7 30.W:e8 W:e8 31.a5! Od tego momentu białe grają praktycznie z pionkiem więcej. Blokada pionka d5 jest jednak solidna i muszą szukać drugiego obiektu ataku 31...We7 32.Hd4 Wd7 33.Wd3! Przygotowanie ruchu g2-g4 33...Wc7 34.g4! h4 Po 34...hg4 35.hg4 Kg8 36.Wh3 król czarnych znalazłby się w niebezpieczeństwie. Teraz jednak pojawił się slaby pionek na h4 35.g5 Kg8 36.H:h4 Wc1+!? Obiektywnie lepsza była pasywna gra 36...Wc5 37.Hd4 W:a5 38.We3 Hd7, ale w niedoczasie postawiłem wszystko na jedną kartę. Hetman pozwala ruszyć wolniakowi naprzód, ale włącza się za to do ataku na króla 37.Kg2 He5 38.Hg3? Po tej zbyt asekuracyjnej odpowiedzi szanse się niespodziewanie wyrównują. Należało zdecydować się na odważne 38.d6! z takim możliwym wariantem: 38…He1 39.Hd4! (39.d7? Hf1+) 39...Hh1+ 40.Kg3 Wg1+ 41.Kh4 We1 42.f4 We4 43.Hf2 i biały król czuje się bezpiecznie 38...He1 39.Hb8+ Kg7?! Dokładniejsze było 39...Kh7 40.We3 Hf1+ 41.Kg3 Wc2. Król stojący na g7 ułatwia białym wymianę hetmanów 40.We3 Hh1+ 41.Kg3 Hg1+ Można było przejść do równej wieżówki 41...H:d5 42.He5+ H:e5+ 43.W:e5 42.Kf3 Hh1+ Po 42...H:g5 druga wersja wieżówki też była remisowa: 43.He5+ H:e5 44.W:e5 Kf6 45.We2 Wd1 46.Ke4 Wa1 47.Wb2 Wa4+ 48.Kf3 W:a5 49.W:b7 itd. Wolałem jednak forsować remis natychmiast przez wieczny szach.

A. Gipslis – K. Urban

Berlin 1991

Białe: Kh1, Hf1, Wd1, b5, d6, g2, h3

Czarne: Kg8, He4, Wb3, g7, h6

W tej pozycji kontratak czarnych okazał się niewystarczający do uratowania pół punktu: 1…W:h3+ 2.Kg1 He3+ 3.Hf2 Wh1+ 4.K:h1 H:f2 Czarne zdobyły hetmana, ale jest on bezradny w walce z białą piechotą 5.d7 Hh4+ 6.Kg1 Hd8 7.Wd4! Przesłania przekątną a7-g1 (7.b6? H:b6+). Grozi teraz nieuchronny marsz drugiego wolniaka 7...Kf7 8.b6 Ke6 9.b7 Ke7 i najprościej wygrywało 10.We4+ Kf6 11.Wb4.

Aktywność figur

Tutaj nie ma specjalnych różnic z innymi układami sił na szachownicy. Pozycyjna przewaga, polegająca np. na opanowaniu wolnej linii czy ataku na słabości pionkowe, daje szansę na zwycięstwo.

P. Prohaszka (2329) – M. Neubauer (2477)

Szentgotthard 2010

Białe: Kh1, Hb2, Wg1, Wh5,  a4, c3, d4, e3, f4, h2

Czarne: Kh8, Hd7, Wa7, Wf7, a5, b7, c6, e6, g7, h6
Białe zwyciężyły, prowadząc aktywną grę na obu skrzydłach. Obiektem ataku były słabe pionki i czarny król 30.Hg2! Grozi 31.W:h6+ 30...Wf6 31.c4! Przygotowanie ataku na czarne pionki i kontrola ważnego pola d5 31…b6? Prowadzi do straty pionka. Lepsze 31...Wa8, na co białe rozpoczęłyby atak na punkt e6: 32.We5 z dalszym He4 32.c5! Wb7 Próba kontrataku przez wyrobienie wolniaka nie przynosi sukcesu: 32...b5 33.ab5 cb5 34.c6 Hc7 35.W:b5 a4 36.Wgb1! a3 37.Wb8+ Kh7 38.W8b7 a2 39.He4+ Wf5 40.W:c7 ab1H+ 41.H:b1 W:c7 42.d5! itd. Po 32...bc5 33.W:c5 Wa6 34.Wgc1 ginął pionek c6 33.cb6 W:b6 34.W:a5 Hb7? Pozwala efektownie zakończyć grę, ale pozycja była już i tak nie do uratowania 35.Wa8+! Kh7 36.Wb8! 1-0

R. Kasimdżanov (2687) – F. Vallejo Pons (2702)

Wijk aan Zee 2009

Białe: Kg1, Hd1, Wb1, Wf1, a4, d4, e3, f2, g2, h2

Czarne: Kg8, Hd7, Wa8, Wf8, a6, c6, e7, f7, g6, h7
22.Hc2 Podobnie jak w poprzedniej partii, białe wykorzystały słabości pionkowe na skrzydle hetmańskim 22...Wab8 23.Hc4 a5 24.Hc5 Hc7 25.Wb5! Wa8 Czarne figury skazane są na pasywność 26.Hc3 Wfc8 27.Wc5 Grozi 28.d5 27...e6 28.Wc1 Wa6 29.h4 h5 30.Wb1 Waa8 31.g3 Zgodnie z zasadą „nie spieszyć się”, przed ostatecznym szturmem na piechotę białe zabezpieczają króla 31...Wa6 32.Kg2 Ha7 Po 32...Wa7 nastąpiłoby 33.e4 z następnym d4-d5 33.Wbb5! Czarne muszą ponieść straty 33...Kh7 34.W:a5 W:a5 35.W:a5 Hb7 36.Wc5 Hb1 37.Hc2! Przejście do wieżówki jest najprostszym sposobem realizacji przewagi 37…H:c2 38.W:c2 Wa8 39.Wa2 Kg7 40.a5 Wa6 41.Kf3 Kf6 42.Kf4 Ke7 43.Kg5 e5 44.de5 c5 45.Kf4 c4 46.Ke4 1-0

Jeśli na szachownicy nie ma w ogóle piechoty (np. w końcówce wieżowej pionki obu partnerów jednocześnie doszły do pola przemiany), to przeważnie wygrywa strona będąca na posunięciu. Wystarczy kilka szachów, aby zamatować przeciwnika albo zdobyć przewagę materialną. Bardziej finezyjne sposoby wygrywania znaleźć można tylko w studiach:

H. Rinck

(zakończenie studium)

Białe: Kg5, Hc5, Wc7

Czarne: Kd8, Hb8, Wd7

Jedynym wygrywającym posunięciem jest ciche 1.Kh6! i czarne wpadają w zugzwang, np. 1...W:c7 2.Hf8+; 1...H:c7 2.Hf8x; 1...Ha8 2.Hf8+ 1…Ke8 2.Wc8+. W przypadku 1…Wh7+ 2.W:h7 Hh2+ 3.Kg6 szachy się szybko kończą. Nie prowadzi do celu z tą samą ideą 1.Kh5?, bo 1…Wd5+! z remisem.

Ryszard Bernard

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w warcaby

Poniższe dwie partie pochodzą z finałowych rozgrywek mistrzostw Polski niewidomych i słabowidzących w warcabach stupolowych. Warto prześledzić posunięcia faworytów na desce.

Leszek Stefanek – Mikołaj Fiedoruk

1. 33-29 19-24
Pasywny ruch.

2. 39-33 14-19 3. 44-39 17-21 4. 50-44 21-26 5. 32-28 20-25 6. 29x20 25x14

Oddanie białym tempa bez walki.

7. 34-30 11-17 8. 40-34 6-11 9. 44-40 1-6 10. 30-25 17-22 11. 28x17 11x22 12. 31-27 22x31 13. 36x27 19-23 14. 37-32 14-20 15. 25x14 10x19 16. 49-44

Nie należało się spieszyć z odsłanianiem damkowych pól – bo i po co?

16… 5-10 17. 41-37 10-14 18. 35-30 7-11 19. 33-28 14-20 20. 30-25 11-17 21. 25x14 19x10 22. 28x19 13x24 23. 46-41 10-14 24. 40-35 9-13 25. 44-40 13-19 26. 39-33

Korzystniej łączyć swoje siły ruchem.

26…. 38-33 4-9 27. 34-30 8-13 28. 33-28 18-23

Pozycja klasyczna, czarne mają 4 tempa więcej, jednak lepiej rozwinięte oba skrzydła. Słabość białych to przeciążone długie skrzydło. Jeszcze sporo gry przed nami.

29. 43-39 12-18 30. 48-43

Ruch złotym pionem w pozycji klasycznej jest zawsze sporym ryzykiem. Zazwyczaj gracze zostawiają piona 48 do końcowej fazy gry.

30… 17-21

To posunięcie zamknęło aktywność długiego skrzydła białych.

31. 30-25 14-20 32. 25x14 9x20 33. 39-34 2-8 34. 34-30 20-25 35. 38-33 25x34 36. 40x20 15x24 37. 43-39 3-9 38. 45-40 9-14 39. 40-34 8-12 40. 34-30 23-29??

Bardzo duży błąd – i białe błyskawicznie przegrały przez nietrudną kombinację. Oczywiście należało zagrać: 40... 12-17 41. 28-22. Typowe zagranie 41. 39-34 i czarne mogą zastosować książkowe tymczasowe poświęcenie, by zyskać pozycyjną przewagę.

41… 24-29! 42. 33x24 17-22 43. 28x17 21x12 44. 42-38 6-11. Trzeba oddać zyskanego piona.

45. 24-20 14x25 46. 41-36 11-17 47. 38-33 17-22 48. 36-31 22-28 49. 33x22 16-21 50. 27x16 18x38 51. 34-29 23x34 52. 30x39. Pozycja wydaje się lepsza dla czarnych, ale białe powinny znaleźć remis.

Wracając do zagrania 28-22: następuje 41... 17x28 42. 33x22 24-29 43. 39-33 29x38 44. 42x33 14-20 45. 33-28 20-24 46. 41-36 6-11 47. 47-42. Za pomocą charakterystycznej w tej pozycji kombinacji czarne mogą próbować szukać ratunku.

47… 26-31 48. 37x6 16-21 49. 27x16 18x47.

41. 28-22 29x38 42. 32x43 21x32 43. 37x28 18x27 44. 28-23 19x28 45. 30x17

27-31 46. 17-12 28-32

Białe wygrały.

2:0

Leszek Stefanek – Ryszard Suder

1. 33-29 19-23 2. 39-33 14-19 3. 44-39 10-14 4. 29-24

Najczęściej gra się jeszcze 4. 50-44 i później następuje wybicie 29-24.

4… 20x29 5. 33x24 19x30 6. 34x25 14-19 7. 40-34 5-10 8. 34-30

Białe niepotrzebnie kierują się na bandę.

8… 10-14 9. 32-28 23x32 10. 37x28 17-22 11. 28x17 11x22 12. 31-26 12-17 13. 36-31 7-12 14. 41-36 1-7 15. 50-44 19-23

Należało szukać związania w rogatkę.

16. 44-40 13-19 17. 30-24 19x30 18. 25x34 8-13

Białe nieco pasywnie ustawiły swoją pozycję. Nasuwało się, by zagrać teraz 19. 38-32 z groźbą zajścia na pole 27 i związania przeciwnika w rogatkę.

19. 46-41 7-11 20. 41-37 2-8 21. 34-29 23x34 22. 40x29 14-19 23. 37-32
Niepotrzebny ruch. Czarne wstawiają bardzo mocnego klina.

23… 22-27 24. 32x21 16x27 25. 31x22 18x27 26. 42-37 11-16 27. 38-32 27x38 28. 43x32

Cóż można było innego zagrać, klin był zbyt silny i trzeba było go wymienić.

28… 12-18 29. 37-31 19-24 30. 29x20 15x24

W tej pozycji jakże trudno przewidzieć, że czarne przegrają. Jedyna ich słabość to odstający pion na polu 6. Białe mają jednak mało aktywną grupę pionów na lewej bandzie.

31. 47-42 8-12 32. 42-38 13-19 33. 38-33 9-13 34. 45-40 4-9 35. 40-34 9-14 36. 34-30 18-23 37. 33-28 12-18 38. 31-27 38… 3-9??

Zamiast szansy na zwycięstwo czarne same wybrały realną groźbę porażki.
W przypadku prawidłowego zagrania to białe walczyłyby z trudem o remis.

38... 24-29 39. 39-34 29x40 40. 35x44 23-29.

Ucieczka z pozycji klasycznej i przejście do ataku na centralnego piona 28.

41. 49-43 3-9 42. 30-25 29-34 43. 43-39 34x43 44. 48x39 19-24 45. 39-33 14-19.

Białe mają kilka możliwości:

a) 46. 44-39. Szybko przegrywa z powodu uderzenia Filipek: 46… 24-29 47. 33x24 19x30 48. 25x34 18-22 49. 27x18 13x44;

b) 46. 44-40 24-29 47. 33x24 19x30 48. 25x34 18-22 49. 27x18 13x33;

c) 46. 36-31 9-14 47. 44-40 18-23 48. 27-22 23-29 49. 22x11 29x36 50. 11-7. Wydaje się najlepszą opcją.

Wracając do partii:

39. 39-34! 14-20 40. 30-25 9-14 41. 34-30 16-21?

W przypadku ruchu:

41... 23-29 42. 28-23 19x37 43. 30x8.

Ostatnia deska ratunku.

43… 17-22 44. 8-2 22x31 45. 36x27 37-41 46. 27-21! 16x27 47. 2-16.

Dzięki poświęceniu białe pozbawiły czarne szans na remis.

42. 27x16 18-22?? 43.32-27

Znana groźba.

43… 23x21 44. 16x9 14x3 45. 25x23

Koniec.

2-0

Damian Jakubik

 

aaa

 

kultura

 

Tanie latanie

Najtańszy bilet lotniczy kosztował ją cztery grosze, za cztery złote wyskoczyła na wędrówkę po archipelagu szwedzkim, a za dwadzieścia (oczywiście w tę i z powrotem) – poleciała na przedłużony weekend do Marrakeszu. O takich właśnie, niewiarygodnie niskobudżetowych wyprawach opowiada Marzena Filipczak w swojej książce „Lecę dalej. Tanie podniebne podróże”.

W tym wyjątkowym przewodniku opisanych jest dwanaście wycieczek, na które autorka wybrała się w 2010 i 2011 r. dzięki promocjom upolowanym w tanich i regularnych liniach lotniczych. Znajdziemy tu także wiele cennych porad praktycznych dla początkujących amatorów tanich lotów.

Autorka cierpliwie tłumaczy, że nie każdemu zwiedzanie świata według jej koncepcji może się podobać. Bo owszem – takie wyprawy są na kieszeń przeciętnego Kowalskiego, ale nie zawsze są na jego nerwy. Tu nie ma miejsca ani na eleganckie walizeczki, ani na sztywny plan działania. To raczej szwendanie się po świecie z wytartym plecakiem, kombinowanie, spontaniczne, odważne decyzje. To nieprzyjemności, zburzony spokój, brak wygód. Czasem na przesiadkę trzeba poczekać kilka godzin, innym razem – koczować na lotnisku całą noc. Podczas tanich wypraw nie śpi się w ekskluzywnych hotelach, ale pod namiotem, folią budowlaną, w darmowych domkach. Nie każdy to lubi. Ale ten, kto lubi, kto szuka przygód, kogo kusi nieznane, na pewno znajdzie w przewodniku Filipczak inspirację. Choć książka jest już nieco „przeterminowana”, wiele z podanych wskazówek jest wciąż aktualnych. Autorka sprzedaje triki na tańsze bilety, patenty na pakowanie bagażu, podpowiada, jak dostać się z lotniska w ciekawe miejsca itp.

Czasem trafienie na tani bilet to kwestia szczęścia, ale zazwyczaj trzeba się nieźle nagimnastykować, by go upolować. Mnie kilka lat temu udało się znaleźć lot do Rzymu za 58 zł w tę i z powrotem i muszę przyznać, że był to jeden z lepszych wyjazdów. A więc: szukajcie, a znajdziecie!

Barbara Zarzecka

Książka Marzeny Filipczak „Lecę dalej. Tanie podniebne podróże”, wydana w 2016 r., dostępna jest w DZdN przy ul. Konwiktorskiej 7 w wersji audio (w formatach Daisy, Czytak, mp3). Czyta autorka.