Nr 4 (73) Kwiecień 2011
ISSN 1427–728X
ROK IX
Nr 4 (73)
Kwiecień 2011 r.
miesięcznik
INFORMACYJNO-SZKOLENIOWY
STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ
SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH
I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”
Adres redakcji:
00–216 Warszawa
ul. Konwiktorska 9, tel.: 022 635 57 94
tel.kom. 668 764 654,
666 725 040
e–mail: redakcja@cross.org.pl
Redaguje zespół w składzie:
Teresa Dębowska
Redaktor naczelna
Anna Amanowicz
Zastępca redaktor naczelnej
Skład i opracowanie graficzne:
Wojciech Górski
Druk: Wydawnictwa Polskiego Związku Niewidomych Spółka z o.o
Miesięcznik dofinansowują:
Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych
Ministerstwo Sportu i Turystyki
Największy sukces lekkoatletów 2
Andrzej Szymański
Jak to w życiu sportowca jest... 7
Katarzyna Rogowiec
Dariusz Rutkowski, Adam Pawłowski, ?Joanna Pietkiewicz
Cichy bohater Biegu Piastów 17
Krzysztof Koc
(KAZ)
Anna Amanowicz
Nowa jakość sportu niepełnosprawnych 32
(TD)
Masażysta czy fizjoterapeuta? 35
Anna Amanowicz
(BWO)
Krzysztof Koc
Ryszard Bernard
Jan Sekuła
Kalendarium
Kwiecień - maj 2011
Stowarzyszenie „Cross”
3-12.04.2011 r., Chłopy, Mistrzostwa Polski kobiet w szachach
7-10.04.2011 r., Tomaszów Mazowiecki, Finał mistrzostw Polski w kręglach klasycznych
21-22.04.2011 r., Łapy, Bieg integracyjny na 15 km
30.04-8.05.2011 r., Zawoja, Półfinał mistrzostw Polski w szachach
6-8.05.2011 r., Warszawa. Ogólnopolski turniej w tańcu sportowym
8-15.05.2011 r., Dadaj , Półfinał mistrzostw Polski w warcabach (Polska Północna)
14-15.05.2011., Ostrołęka, Półmaraton
20-22.05.2011 r., Klimontów, Bieg integracyjny na 10 km
20-22.05.2011 r., Chorzów, Ogólnopolski turniej w tańcu sportowym
20-22.05.2011 r., Sielpia, Ogólnopolski turniej w showdown
21-28.05.2011 r., Szczawnica, Półfinał mistrzostw Polski w warcabach (Polska Południowa)
26-29.05.2011 r., Duszniki Zdrój, Ogólnopolski indywidualny turniej w brydżu sportowym
27.05-3.06.2011 r., Bośnia i Hercegowina, Mistrzostwa świata w kręglach klasycznych
30.05-10.06.2011 r., Jastrzębia Góra, Finał mistrzostw Polski w szachach
ZKF „Olimp”
29.04-3.05.2011 r., Biała Podlaska, Ogólnopolski wyścig kolarski
20-22.05.2011 r., Przemyśl, Puchar Polski w strzelectwie pneumatycznym
27-30.05.2011 r., Włochy, Międzynarodowy wyścig kolarski
Wokół sportu
Zapytałam znajomego młodego człowieka, sportowca amatora, czy uważa, że sport jest jasną stroną naszego życia. – Sport jest piękny, ale tylko wówczas, gdy na stadionach, w halach, na basenach i trasach nie toczy się bezpardonowa walka o zwycięstwo, ale trwa piękna i sprawiedliwa gra – odpowiedział. I dodał: – Gra, w której zwyciężają wszyscy startujący. Wszak każde miejsce zdobyte w wyścigu okupione jest miłością do uprawianej dyscypliny, ciężką pracą, nadzieją na dobry wynik. Piękno sportu najpełniej ujawnia się w gestach fair play. Mimo iż zmierzamy ku pełnej komercjalizacji, one co jakiś czas się pojawiają, utrwalając przekonanie, że nie tylko medale są ważne i dobre lokaty się liczą. Trzeba też podkreślić, że najpiękniejsze gesty odnotowuje się w sporcie osób niepełnosprawnych. I opowiedział mi takie oto zasłyszane zdarzenie.
Na olimpiadzie niepełnosprawnych w Seattle dziewięciu zawodników, wszyscy z niepełnosprawnością intelektualną, startowało w biegu na 100 metrów. Każdy z nich miał wolę uczestniczenia w nim i wygrania. Padł sygnał startowy! Wyścig się zaczął. I nagle, kilka metrów po starcie, jeden z młodych ludzi przewrócił się na bieżni, wykonał kilka kozłów i rozpłakał się. Pozostałych ośmiu usłyszało jego płacz. Zwolnili, obejrzeli się za siebie i, ku zdumieniu widowni, zatrzymali się. I zawrócili. Wszyscy! Dziewczyna z zespołem Downa usiadła obok pechowego biegacza, zaczęła go głaskać i zapytała? – Czy już jest lepiej? A potem cała dziewiątka wzięła się pod ręce i wspólnie pomaszerowała do linii mety. Publiczność na stadionie powstała i zaczęła klaskać. Oklaski trwały bardzo długo. Ci, którzy byli wówczas na stadionie, wspominają o tym do tej pory. Ze wzruszeniem.
Chyba nie trzeba pytać, dlaczego?
JAGA
Największy sukces lekkoatletów
Na lekkoatletycznych mistrzostwach świata niepełnosprawnych w Nowej Zelandii, rozegranych w trzeciej dekadzie stycznia tego roku, polska ekipa odniosła historyczny sukces. W klasyfikacji medalowej zajęliśmy piąte miejsce, zdobywając 25 medali, w tym 12 złotych. Tak dobrze nigdy nie było: 35 zawodniczek i zawodników (o liczbie startujących decydował IPC, czyli Międzynarodowy Komitet Paraolimpijski) oraz ich trenerzy nawet nie marzyli o tak udanym występie.
Na antypodach
Ekipa (zawodnicy plus pięciu trenerów, lekarz i dwóch masażystów) wyleciała do Christchurch – 400-tysięcznego miasta leżącego na wschodnim wybrzeżu Wyspy Południowej – w trzech grupach. To drugie co wielkości miasto w tym kraju. Rozsławił je Peter Snell, lekkoatleta, średniodystansowiec, startujący w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, trzykrotny mistrz olimpijski. Jego rekord świata na 800 m – 1:44,3 s – przetrwał 11 lat. Jednak dyscypliną dominującą na Wyspie Południowej (na Północnej z pewnością też) jest krykiet. Nowa Zelandia trzykrotnie organizowała u siebie mistrzostwa świata w tej dyscyplinie, śladowo uprawianej w kraju nad Wisłą.
Podróż do Christchurch trwała blisko 40 godzin. W połowie stycznia panuje tam typowo angielska pogoda. Jedyną różnicą między Wielką Brytanią a Nową Zelandią są powtarzające się w tym czasie trzęsienia ziemi. Sportowcy odczuli wstrząsy o sile do pięciu stopni w skali Richtera.
– To ciekawe przeżycie, doświadczyłem go po raz pierwszy – mówił Tomasz Hamerlak. – Wstrząs obudził mnie o 6 rano i trwał około 15 sekund. Łóżko obijało się o ściany, drżały szyby. Czułem, jakbym siedział w pralce automatycznej podczas wirowania. Serce szybciej biło i człowiek czuł się niepewnie.
Drużynę zakwaterowano w oddalonym o 20 km od stadionu College House. Każdy miał do dyspozycji jednoosobowy pokój. Na wyżywienie zawodnicy nie narzekali, było typowo brytyjskie, z kultowym śniadaniem, czyli sadzonymi jajami na bekonie.
– Organizacja mistrzostw – twierdzi trener Wojciech Kikowski – była wyśmienita. Na szóstkę! Jedyny mankament to dojazdy na stadion. Na autobusy trzeba było nieprzyzwoicie długo czekać.
Jak zdobywali medale?
W Chrischurch wystartowało blisko tysiąc niepełnosprawnych sportowców z 70 krajów: amputanci, wózkowicze, niepełnosprawni intelektualnie, osoby z porażeniami mózgowymi, inwalidzi wzroku. Już pierwszy dzień mistrzostw był dla Polaków szczęśliwy. Dwa złote medale zdobyli miotacze: Tomasz Blatkiewicz i Paweł Piotrowski. Tomasz (38 lat, jednostronne porażenie mózgowe) ustanowił w rzucie dyskiem rekord świata z wynikiem 53 m. To utytułowany zawodnik, na paraolimpiadzie w Atenach dwa razy stawał na najwyższym stopniu podium. Dwudziestopięcioletni Paweł pochodzi z Wrocławia i jest z zawodu introligatorem. Wygrywał w Atenach, drugi był w Pekinie, w kuli i oszczepie ma dwa tytuły mistrza świata. W Nowej Zelandii najpierw najdalej rzucił oszczepem – 42,20 m. Drugi złoty medal wywalczył w pchnięciu kulą – 13,77 m, trzeci w rzucie dyskiem – 38,65 m. Nikt z pozostałych członków naszej ekipy nie przywiózł do kraju aż trzech złotych krążków.
Trener Pawła, 74 letni Jacek Książyk przypomina, że jego podopieczny (po porażeniu mózgowym) rwał się do konkurencji biegowych. Trener przekonał go, iż większe szanse na stadionie ma jako miotacz…i miał rację!
Na mistrzostwach świata największe obawy miał Piotrowski przed startem w pchnięciu kulą. Trochę drżały mu nogi, kiedy do koła wchodził Rosjanin, który miał rekord życiowy lepszy od Polaka. Gdy stanął na najwyższym podium, z oczu popłynęły mu łzy. Tomek Blatkiewicz, oprócz złota w dysku, zajął trzecie miejsce w pchnięciu kulą. Pokonał go Egipcjanin Ia Abdelwareth – 15,58 m. Tomasz Rębisz
(37-latek ze „Startu” Koszalin) nie poprawił co prawda własnego rekordu świata w rzucie dyskiem (49,85 m), ale wynik 47,44 m zapewnił mu złoto. Mazurka Dąbrowskiego zagrano również dla 29-letniego Karola Kozunia, który wygrał konkurs pchnięcia kulą z wynikiem 11,58 m.Karol, chłopak z Sieradza, jako student trzeciego roku AWF uległ wypadkowi komunikacyjnemu. Jest sparaliżowany od pasa w dół. Dopiero od czterech lat trenuje w „Starcie” i odnosi sukcesy. W mistrzostwach świata sportowców z amputacjami i na wózkach, rozgrywanymi dwa lata temu, wywalczył złoto w oszczepie i srebro w kuli.
W MŚ w Christchurch brali również udział niepełnosprawni intelektualnie lekkoatleci z Towarzystwa Społeczno - Sportowego „Sprawni-Razem”. Wywalczyli pięć medali, w tym dwa złote. Na najwyższym podium stawały Arleta Meloch za 1500 m i Ewa Durska najlepsza w pchnięciu kulą.
Poniżej oczekiwań wypadli: Mirosław Pych, Tomasz Hamerlak, Krzysztof Smarszczewski, Marcin Awiżeń – tak przynajmniej twierdzili trenerzy.
Ucieszona ze srebrnego medalu w rzucie oszczepem była poruszająca się na wózku 33-letnia Lucyna Kornobys. Ma porażenie mózgowe i stwardnienie rozsiane. Pracuje w Cieplicach w szkole podstawowej. Jako nastolatka świetnie jeździła na nartach, jednak wypadek w 15. roku życia znacznie pogorszył jej stan zdrowia.
O 11 lat od niej starsza Renata Chilewska ze Szczecina zdobyła srebro w rzucie dyskiem (25,22 m). Siedem lat temu w Atenach zdobyła trzy medale różnego koloru, w Pekinie dwa brązowe – w oszczepie i kuli. Oprócz sportu zajmuje się wychowaniem dwóch dorastających synów.Najmłodszą naszą lekkoatletką była 19-letnia Marta Langner ze „Startu” Zduńska Wola. Skoczyła w dal 4,33 m, co dało jej srebrny medal (złoto zdobyła Litwinka L. Adomaitiene – skokiem 4,64 m pobiła rekord świata). Ma porażenie mózgowe prawostronne i uczy się w liceum dla pracujących. W Pekinie była piąta na 100 m i siódma na 200 m. Na lotnisku, po powrocie do Polski, o zawodach na południowej półkuli wypowiadała się z odrobiną nieśmiałości.
– Nie przypuszczałam, że tak pięknie wypadnę na tych mistrzostwach, że ustanowię rekord życiowy i przegram tylko z rekordzistką świata. Chciałabym lepiej wypaść w Londynie. Rzecz jasna, życzymy jej tego!
Rewelacyjne starty Mateusza i Łukasza
Obok Piotrowskiego i Blatkiewicza, najlepszymi polskimi lekkoatletami okazali się sprinter Mateusz Michalski oraz średnio- i długodystansowiec Łukasz Wietecki. Obydwaj mają znaczny stopień utraty wzroku.
Michalski niedawno ukończył 21 lat. Startuje w barwach „Startu” Gorzów Wielkopolski. Wysoki, przystojny i szybki chłopak. Na „setkę” nie dał szans sprinterowi z Azerbejdżanu, który ma rekord świata. Pobił go wynikiem 11,05 s. Na 200 m pokonał rywali, wpadając na metę w czasie 22,02 s.
Wietecki w ubiegłym roku był złotym medalistą ME na 800, 1500, 5000 i 10000 metrów. W Christchurch był bezkonkurencyjny na 800 m – 1:56,17s, na 1,5 km był drugi. Na Okęciu poprosiłem go, by opowiedział o swoich występach.
– Już przed MŚ czułem, że jestem formie – mówi Łukasz. – Miałem mocne końcówki biegów. Na 800 m pokonałem mistrza olimpijskiego z Pekinu Marokańczyka Abdelillacha Mamego o prawie sekundę. Na 1500 m popełniłem błąd na ostatnim wirażu. Chciałem wyprzedzić Mamego, ale odepchnął mnie łokciem i zostałem z tyłu. Na prostej już nie udało się go dojść. Mimo że trybuny nie zawsze były pełne, na stadionie panowała fajna atmosfera. Bardzo nas dopingowała nowozelandzka Polonia.
Ekipie towarzyszyło pięciu trenerów. Jeden z nich, Wojciech Kikowski ze Zduńskiej Woli, podzielił się swymi refleksjami z MŚ.
– Początek był trudny, bo mieliśmy kłopoty finansowe, ale dzięki prezesowi Longinowi Komołowskiemu i ludziom z PZSN „Start” udało się je pokonać. Po przyjeździe na miejsce też wkradło się odrobinę nerwówki. Okazało się bowiem, że niektóre ekipy, m.in. Ukraina, Anglia, były na antypodach od początku roku, czyli miały więcej czasu na aklimatyzację niż pozostałe drużyny.
Poziom imprezy był bardzo wysoki. Ustanowiono 57 rekordów świata, w tym dwa przez polskich sportowców – Piotrowskiego i Blatkiewicza (plus dwa rekordy Europy). Rewelacją był dla mnie Mateusz Michalski, „rozkręcił” się Wietecki, niespodzianką był start najmłodszej Marty Langner czy skoki wzwyż amputanta z jedną nogą Macieja Lepiato, który skoczył 202 cm. Pochwalić należy wszystkich za ambicję i walkę na bieżni, skoczniach czy rzutniach. Także tych, którym się nie powiodło. Piąte miejsce w klasyfikacji medalowej i dziewiąte w punktowej świadczy, iż świat nam nie odjechał, to raczej my zbliżyliśmy się do czołówki lekkoatletycznej. Bardzo ciepłe wspomnienia zachowamy dla naszej Polonii. Dzięki pani Ani, Dorocie, panu Mariuszowi i wielu innych, którzy nas wspierali na stadionie, zobaczyliśmy również kawałek pięknego kraju, jakim jest Nowa Zelandia.
Medaliści lekkoatletycznych mistrzostw świata niepełnosprawnych
21–30.01.2011 r., Christchurch (Nowa Zelandia)
Narząd ruchu (amputacje, paraplegia, „Les Autres”)
1. Maciej Lepiato („Start” Gorzów Wlkp.) złoty medal - skok wzwyż 2,02
2. Karol Kozuń („Start” Zduńska Wola)
złoty medal - pchnięcie kulą 11,58
3. Tomasz Rębisz („Start” Koszalin)
złoty medal - rzut dyskiem 47,44
4. Marcin Awiżeń („Start” Radom)
srebrny medal - bieg 800 m 1:53,97
5. Alicja Fiodorow („Start” Radom”)
brązowy medal - bieg 400 m 61,27
6. Ewa Zielińska („Start” Zielona Góra)
brązowy medal - skok w dal 3,62
Narząd wzroku (niewidomi i słabowidzący)
1. Mateusz Michalski („Start” Gorzów Wlkp.)
złoty medal - bieg 100 m 11,05
złoty medal - bieg 200 m 22,02
2. Łukasz Wietecki („Start” Gorzów Wlkp.)
złoty medal - bieg 800 m 1:56,17
srebrny medal - bieg 1500 m 3:59,52
Porażenia mózgowe
1. Paweł Piotrkowski („Start” Wrocław)
złoty medal - pchnięcie kulą 13,77
złoty medal - rzut dyskiem 38,65
złoty medal - rzut oszczepem 42,20
2. Tomasz Blatkiewicz („Start” Gorzów Wlkp.)
złoty medal - rzut dyskiem 53,00
brązowy medal - pchnięcie kulą 14,73
3. Marta Langner („Start” Zduńska Wola)
srebrny medal - skok w dal 4,33
4. Renata Chilewska („Start” Szczecin)srebrny medal - rzut dyskiem 25,22
5. Lucyna Kornobys („Start” Jelenia Góra) srebrny medal - rzut oszczepem 14,09
6. Mariusz Sobczak („Start” Zduńska Wola) brązowy medal - skok w dal 5,03
Niepełnosprawni intelektualnie
1. Arleta Meloch („Sprawni-Razem”)
złoty medal - bieg 1500 m 4:39,33
2. Barbara Niewiedział („Sprawni-Razem”) srebrny medal - bieg 1500 m 4:41,78
3. Ewa Durska („Sprawni-Razem”)
złoty medal - pchnięcie kulą 13,47
4. Karolina Kucharczyk („Sprawni-Razem”) srebrny medal - skok w dal 5,00
5. Krzysztof Kaczmarek („Sprawni-Razem”)
brązowy medal - pchnięcie kulą 12,72
6. Jacek Kołodziej („Sprawni-Razem”
brązowy medal - skok w dal 6,62
Klasyfikacja medalowa pierwszej szóstki
złote
srebrne
brązowe
razem
1. Chiny
21
22
15
58
2. Rosja
18
11
6
35
3. Wielka Brytania
12
9
17
38
4. Brazylia
12
9
7
28
5. Polska
12
7
6
25
6. USA
9
10
14
33
Jak to w życiu sportowca jest…
Jest już „za pięć dwunasta” przed najważniejszą imprezą tego sezonu w narciarstwie biegowym i biathlonie osób niepełnosprawnych, tj. mistrzostwami świata. Dużo wody w rzece jednak upłynęło, zanim będzie mi dane stanąć na starcie z rywalkami do tytułu mistrzyni roku 2011.
Treningi rozpoczęłam przed sezonem 2010-2011 trochę później niż zwykle, bo dopiero w sierpniu 2010 r. Stanęłam przed dylematem, czy naprawdę chcę kontynuować przygotowania do igrzysk paraolimpijskich w Soczi w 2014? Skąd wziął się dylemat? Żeby go przybliżyć, zacytuję fragment tekstu dziennikarza Macieja Kowalczyka.
„Już od wielu lat sport osób z niepełnosprawnością – jeśli mówimy o sporcie wyczynowym – nie ma nic wspólnego z rehabilitacją. Coraz bardziej skomplikowane i drogie są metody treningowe i sprzęt. Coraz więcej osób niepełnosprawnych uprawiających sport stawia sobie za cel dobry wynik na arenie międzynarodowej: zwycięstwo w mistrzostwach świata i igrzyskach. To zaś wymaga dziś takich samych środków przygotowawczych jak w sporcie sprawnych. Czasami uprawianie sportu przez osobę niepełnosprawną bywa droższe.
Sport osób niepełnosprawnych na świecie stał się na tyle ważnym czynnikiem budowania więzi społecznych, że wyodrębnił się – jak to widzimy na przykładzie sportu paraolimpijskiego – jako nowy towar marketingowy, posiadający własną markę. A jego tożsamość w wielu krajach stała się silna i samowystarczalna z finansowego punktu widzenia. Z drugiej strony – w Polsce – sport osób niepełnosprawnych nie cieszy się dużą popularnością. Jest przez media mało ceniony i w związku z tym rzadko pokazywany. W krajach ucywilizowanych stanowi całkiem nowy obszar eksploatacji. To, w jaki sposób media na świecie wykorzystują jego potencjał – może być tematem odrębnych rozważań. Podkreślić trzeba jedno. Wizerunek sportowca z niepełnosprawnością jest wizerunkiem człowieka, który pokonał samego siebie”.
Decyzja w końcu zapadła na „tak”. Powalczę o igrzyska. Zrezygnowałam z mojej dotychczasowej pracy, wymagającej ode mnie dyscypliny „w czasie i przestrzeni”. Postawiłam na pierwszym miejscu trening.
Po 4 miesiącach intensywnych ćwiczeń – głównie był to trening biegowy i nartorolki – ważyłam już 4 kg mniej, a mięśnie coraz rzadziej były „zaskoczone” wielogodzinnym wysiłkiem, mimo iż zdarzały się nawet 5-godzinne górskie marszobiegi. (Poza treningiem, czas poświęcałam także na poszukiwanie sponsora, najlepiej strategicznego – budżet roczny to kwota rzędu 100 tys. zł. Niestety, do tej pory go nie znalazłam, ale pracuję nad tym nieugięcie. Sport nauczył mnie, że nie można się poddawać zbyt szybko, że osiągnięcie każdego celu wymaga zachodu).
I oto przyszedł czas na sprawdzian pracy ostatniego roku. Nasz udział w Pucharze Świata rozpoczął się dopiero od II jego edycji, tj. zawodów w Szwecji (styczniowych startów w Finlandii, ze względów finansowych, nie udało się zrealizować).
Szwecja, Soleftea (13-20 lutego 2011 r.)
Połowa lutego, dla mnie pierwszy bieg sezonu. Świeży organizm dobrze zniósł 3 pętle, czyli 2,5 km w biegu biathlonowym na 7,5 km, mimo że temperatura (około –16 stopni) dawała się mocno we znaki. W dniu następnym już tak dobrze nie było – 3 okrążenia po 5 km techniką klasyczną, w biegu na 15 km, mięśnie zniosły dużo trudniej – dwa pierwsze okrążenia prowadziłam, ale na trzecim osłabłam. Zbyt ciężkie były podbiegi, a ich trzykrotne powtórzenie dało mięśniom mocno „w kość”. W wolny czwartek łydki nie dawały zapomnieć o zakończonych dwóch biegach. Dopiero zabiegi masażysty, Dawida Damiana, skutecznie mnie zrelaksowały.
W piątek,18 lutego, nadeszło kolejne starcie: 12,5-kilometrowy biathlon, bardzo ciężki. Coraz trudniej walczyć o wysoką pozycję. Po pierwsze – zbyt długo oddaję strzały, z uwagi na niedostosowanie systemu wspomagającego strzelanie w wiatrówce do moich potrzeb. Po drugie – 2,5 kilomerowa trasa, z dużą różnicą wzniesień i pięciokrotne jej powtórzenie, mocno dała się mięśniom we znaki. Po trzecie… ten mróz, –25 stopni! Istna katastrofa! Zdarzało się, że pomimo wcześniejszych zgłoszeń do startów, trenerzy wycofywali zawodników z biegów. Ba, z uwagi na niskie temperatury nie decydowali się w ogóle ich wystawiać. My cieszyliśmy się tym piątkiem, bo przyniósł nam 2 brązowe medale, które zdobył Kamil Rosiek (to jego pierwszy medal w międzynarodowej rywalizacji w narciarstwie biegowym i biathlonie) i ja.
W sobotę, 19 lutego, w parku w centrum miasta rozegrano ostatni bieg, sprinterski. W nocy nawieziono tam śniegu. Ta forma rozgrywek biegowych powoduje, że promocja naszego sportu jest większa. Tego dnia dałam z siebie wszystko – po raz drugi w życiu weszłam do biegu finałowego. Z każdym kolejnym biegiem byłam jednak słabsza i sprinty skończyłam na 4. pozycji.
Życie sportowca nie kończy się na jednym Pucharze Świata. Spakowaliśmy walizki i po wielogodzinnej podróży dotarliśmy do niemieckiego Finsterau, na drugą, a zarazem finałową edycję pucharowych zawodów.
Niemcy, Finsterau ( 21-27 lutego 2011 r.)
Na pierwszy dzień rozgrywek wyznaczono bieg pościgowy. Startowali tylko zawodnicy z niepełnosprawnością fizyczną (stojący) i zawodnicy z niepełnosprawnością sensoryczną (słabowidzący i niewidomi). Odbył się prolog (3,75 km) i bieg finałowy (2 x 3,75 km). Wygrałam! I to z przewagą blisko 1 min 40 sek. W Niemczech biegłam mocno. Według mojego pulsometru i poziomu max HR, finał pokonałam z intensywnością 92%. Czy dam radę mocniej? Tego nie wiem. Ale zawody pucharowe to dobre miejsce na testowanie. Na mistrzostwach świata lepiej po prostu wiedzieć, na co organizm stać.
Wieczorem, po biegu pościgowym, odbyła się ceremonia otwarcia. Bawarczycy znowu pobili innych organizatorów na głowę. Były tańce, walki krampusów i inne regionalne atrakcje. Duże wrażenie zrobił pokaz fajerwerków pod muzykę. Tylko te minusowe temperatury i wilgotność dawały się znowu we znaki.
Środa to dla mnie dzień wolny od biegania na nartach. Był to dobry czas, żeby pobiegać na nogach i podopingować Kamila i Roberta Wątora w ich biegu pościgowym. Wypadli bardzo dobrze, choć, niestety, medalu nie było. Robert zajął 7. miejsce, Kamil następne.
Wieczorem odbyła się ceremonia medalowa. Miło było słuchać Mazurka Dąbrowskiego i patrzeć na łopoczącą biało-czerwoną flagę. Zaraz po moim zejściu z podium poproszono mnie do kontroli dopingowej. Po raz pierwszy miała ona miejsce w takich okolicznościach, a nie zaraz po biegu – odebrałam to jako pewien zgrzyt.
Czwartek to dzień oficjalnego treningu biathlonowego. Zadawałam sobie pytanie, co zrobić z piątkowym startem? Czy męczyć się w biathlonie pościgowym 6 x 1 km, w którym moje szanse medalowe są niewielkie, czy raczej oszczędzić siły na sobotę i bieg na 15 km krokiem łyżwowym, w którym wygrałam we wtorek i wszystko wskazywało na możliwość wykonania kolejnego dobrego startu?
Jednak wystartowałam! Efekt końcowy to 4. miejsce. W piątek wieczorem w moim pamiętniku napisałam: „Jutro sobota, 26 lutego. Oby była dla mnie dobra w mojej rywalizacji na 15 km techniką łyżwową”.
I był to dobry dzień, nie tylko dla mnie, ale chyba dla każdego z naszej ekipy, kto startował w biegu długodystansowym. Swoje 3 okrążenia po 5 km wspominam jako kolejną próbę dla organizmu i sprawdzian umiejętności rozkładania sił. Startowaliśmy co 15 sek., mogłam więc kontrolować bieg rywalek. Oleksandra Kononova wystartowała 45 sek. przede mną, informację o jej biegu mogłam dostać tylko od trenera. Ale Annę Burmistrovą i Julię Batenkovą, które minęły mnie na 4. km, miałam w zasięgu wzroku. Starałam się nie stracić je z oczu, bo to dawało mi wiedzę, że utrzymuję tempo – nie pozwalałam im uciec. Pod koniec pierwszego okrążenia trener po raz pierwszy podał mi stratę w czasie realnym – 45 sek. do Oleksandry. Zapowiadał się dobry bieg. Muszę tylko utrzymać tempo.
Na początku ostatniego okrążenia, na zjeździe, po minięciu punktu pomiaru czasu na stadionie, zjeżdżałam w torach za Rosjaninem, biegającym w mojej klasie LW 5/7. On dopiero wystartował, ja byłam już zmęczona. Rosjanin przecinał opór powietrza i w ten sposób ja mocniej odpoczywałam. Nie udało mi się zbyt długo utrzymać za nim na podbiegu, ale 2/3 trasy pokonałam w jego świeżym tempie. I tak, zbierając wszystkie sekundy razem, pokonałam 15 km w czasie 44:37,9. Dwa razy podczas biegu Dawid Damian podawał mi napoje. Bez picia trudno walczyć. Podobnie, jak trudno walczyć bez informacji na trasie. Trener Witold Koperniak zajął pozycję w strategicznym miejscu i informował mnie o realnej stracie do najlepszej zawodniczki. Dodatkowym wsparciem w boju jest doping kibiców, a tych na trasie nie brakowało. Mieszkańcy Finsterau, trenerzy i zawodnicy, którzy nie startowali w biegu na długim dystansie, swoi i z innych krajów, mobilizowali okrzykami do wzmożonego wysiłku. Zwyciężyłam! Na tych 15 km zebrałam 1:min. 40,2 sek.
Nadszedł ostatni start w zawodach Pucharu Świata w Finsterau, 27 lutego 2011 r., niedziela – bieg biathlonowy 7,5 km (3 x 2,5 km + 2 strzelania). Finsterau przywitało nas opadami śniegu i mgłą. W ciągu dnia śnieg stawał się coraz bardziej płynny. Ale takie warunki okazały się korzystne dla mnie i dla Kamila. Mogliśmy ze spokojem i zwiększoną koncentracją oddawać strzały. Bieg biathlonowy zakończył się szczęśliwie dla Rośka i dla mnie – on zdobył brązowy medal (celne strzelania 2 x 5/5), ja – medal złoty (celne strzelanie 2 x 5/5). Wyjechaliśmy z Niemiec z czterema medalami. Szkoda tylko kryształowych kul. Niestety, nasza nieobecność na I edycji zawodów Pucharu Świata w styczniu, w fińskim Vuocatti, zaważyła, że znaleźliśmy się poza pierwszą trójką.
Od powrotu do Polski pracuję nad utrzymaniem formy i ogólnym rozwojem. W marcu zaliczam obóz za obozem, żeby na mistrzostwach świata (od 1-10 kwietnia) walczyć o medale, a może nawet zwycięstwo. Jak to dobrze, że mamy w Polsce takie miejsce jak Jakuszyce, gdzie mikroklimat pomaga pracownikom Stowarzyszenia Biegu Piastów w utrzymaniu tras biegowych w dobrym stanie.
A do mnie wciąż, jak bumerang, wracają pytania. Czy sport osób niepełnosprawnych jest rzeczywiście w swej istocie inny od sportu zdrowych? Czy nasze zmagania są mniej interesujące? A może w ogóle nikogo nie interesują, skoro media nawet nie próbują przekazywać relacji z najważniejszych zawodów? Ile czasu potrzeba na zmiany?
Katarzyna Rogowiec
W Polsce jedynymi rozgrywanymi zawodami dla osób niepełnosprawnych w narciarstwie alpejskim są mistrzostwa Polski, odbywane cyklicznie od 2004 r. Pozwalają na wyłonienie mistrzów Polski niepełnosprawnych w slalomie i slalomie gigancie, w trzech grupach startowych: niewidomi i słabowidzący, jeżdżący na stojąco oraz jeżdżący na siedząco. W każdej z tych grup przyznawane są komplety medali, oczywiście jeśli jest odpowiednia liczba startujących.
W przypadku osób niewidomych i słabowidzących – ze względu na ograniczone widzenie – przyznawane są 3 grupy startowe: B1, B2 oraz B3, zaś końcowy wynik uzyskuje się poprzez zastosowanie odpowiedniego przelicznika. Narciarstwo osób z dysfunkcją wzroku w swej istocie nie różni się od narciarstwa osób pełnosprawnych – zawody rozgrywane są na tych samych stokach, stosowane są standardowe bramki, ten sam sprzęt narciarski i pomiar czasu. Istotna różnica polega na tym, że zgodnie z przepisami, niewidomy lub słabowidzący narciarz musi jechać z przewodnikiem. W jeździe sportowej nie może być kontaktu fizycznego między zawodnikiem a przewodnikiem. W przypadku zawodnika słabowidzącego przewodnik musi jechać przed nim, podobnie w przypadku niewidomego, choć przepisy tego nie nakazują. Przewodnik oznakowany jest kamizelką z literą „G” (guide), która z przodu ma barwę pomarańczową, z tyłu natomiast może mieć kolor dostosowany do możliwości wzrokowych zawodnika.
W tym roku mistrzostwa odbyły się w ośrodku narciarskim „Czarna Góra” (26-27.02.2011), który pierwszy raz gościł niepełnosprawnych narciarzy – poprzednie edycje odbywały się w Szczyrku. Organizatorem zawodów, jak co roku, było Beskidzkie Zrzeszenie Sportowo-Rehabilitacyjne „Start” z Bielska-Białej, a sponsorem tytularnym Grupa EDF. Tegoroczne mistrzostwa nabrały prestiżu w środowisku niepełnosprawnych narciarzy, gdyż otrzymały homologację IPC (International Paralympic Committee). Oznacza to, że zawodnicy otrzymują punkty, dzięki którym mogą brać udział w Pucharze Europy oraz Pucharze Świata. Wśród uczestników znaleźli się zarówno zawodnicy walczący o przepustkę do igrzysk paraolimpijskich, jak również amatorzy tego sportu. O tytuły mistrzów rywalizowało 60 narciarzy, w tym 10 przewodników osób z dysfunkcją wzroku.
W tegorocznych mistrzostwach Stowarzyszenie „Cross” reprezentowane było przez zawodników Cross Ski Team, w którym są zgrupowani najlepsi narciarze naszego Stowarzyszenia. Większość z nich to uczniowie lub absolwenci (obecnie studenci) Dolnośląskiego Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego nr 13 dla Niewidomych i Słabowidzących we Wrocławiu. We wrocławskim ośrodku narciarstwo uprawiane jest (oczywiście rekreacyjnie) od końca lat dziewięćdziesiątych, kiedy to wspólnie z Akademią Wychowania Fizycznego we Wrocławiu zaczęto organizować obozy zimowe. Od 2005 roku jego ówcześni uczniowie zaczęli brać udział w zawodach, m.in. w mistrzostwach Polski, mistrzostwach Czech, startować w Norwegii. Reprezentowali wtedy Wojewódzkie Zrzeszenie Sportowe Niepełnosprawnych „Start”. Od ubiegłego roku narciarze związani z wrocławskim środowiskiem reprezentują „Cross”. Do narciarstwa podchodzą bardzo poważnie. Biorą udział w zgrupowaniach zimowych i letnich, podczas treningów (dwa razy w tygodniu) rozwijają zdolności motoryczne, doskonalą technikę i taktykę. Praca ta przyniosła już efekty w postaci dobrych rezultatów w roku 2010, osiąganych w kraju i za granicą (Norwegia, Czechy, Holandia).
Jak co roku, na tegorocznych mistrzostwach zawodnikom przyszło się zmagać ze slalomem oraz slalomem gigantem. Każda z konkurencji składała się z dwóch przejazdów, z których łączny czas decydował o miejscach na podium. Rano o godzinie 9 rozpoczęło się oglądanie trasy, start pierwszego przejazdu następował o 10. Zjazdy rozpoczynały panie niewidome i słabowidzące, następnie jeżdżące na stojąco, a na końcu jeżdżące na siedząco (na mono-ski). Wreszcie na trasy zjazdowe wjeżdżali panowie w kolejności identycznej jak w przypadku kobiet. Gdy ostatni zawodnik na mono-ski kończył przejazd, organizatorzy zamykali trasę, żeby przestawić tyczki. Start do drugiego przejazdu wyznaczony był na godzinę 12, po uprzedniej kontroli trasy. Scenariusz zawodów był podobny zarówno dla slalomu, jak i slalomu giganta. Kończył je uroczysty obiad i dekoracja zwycięzców. Na pochwałę zasługuje wysiłek organizatorów, jaki włożyli w przygotowanie tras dla konkurencji. Sprawił, że z tragicznie wyglądającego stoku, pełnego muld i z ubytkami śniegowymi, powstała iście alpejska trasa, na której można było się poczuć jak w Austrii. Szkoda tylko, że polskie stoki nie wyglądają tak na co dzień.
W klasyfikacji krajowej w slalomie gigancie kobiet tryumfowała grupa Cross Ski Team, której zawodniczki zajęły aż cztery spośród pięciu pierwszych miejsc. Najlepsza okazała się Magdalena Wierna (Cross Ski Team) z przewodniczką Izabelą Jaworską. Miejsce drugie zajęła Kaja Dobranowska („Start” Bielsko-Biała) z przewodnikiem Bartłomiejem Olszewskim, a tuż za nią na podium stanęła Anna Kosińska (Cross Ski Team) – ubiegłoroczna tryumfatorka – z przewodnikiem Dariuszem Rutkowskim. Ich klubowe koleżanki – Karolina Siuda z przewodnikiem Janem Puchałą oraz Beata Ożóg z przewodniczką Joanną Kozuba – zajęły kolejno czwarte i piąte miejsce.
Wśród mężczyzn bezkonkurencyjny był Maciej Krężel („Start” Katowice) z przewodniczką Anną Ogarzyńską, który zajął pierwsze miejsce w obu kategoriach (slalom i slalom gigant). Drugi w slalomie gigancie był Piotr Szymala („Start” Lublin) z przewodnikiem Leszkiem Szymalą, trzeci Rafał Kondraciuk (Cross Ski Team) z przewodniczką Agnieszką Czuczwarą. Kolejne miejsca poza podium zajęli: Michał Grochowski (Cross Ski Team) z przewodniczką Anną Mikodą (4.), oraz Dawid Suchodolski (Cross Ski Team ) z przewodnikiem Maciejem Migawą (5.).
Po slalomie gigancie nadszedł czas na slalom, w którym (z powodu upadku na treningu i kontuzji) nie wzięła udziału, niestety, zwyciężczyni slalomu giganta, Magdalena Wierna. Tego dnia zwycięstwo w klasyfikacji polskiej wywalczyła Anna Kosińska z Cross Ski Team (to jej trzecie kolejne zwycięstwo w slalomie w mistrzostwach Polski), drugie miejsce przypadło Karolinie Siuda (Cross Ski Team), trzecie Kai Dobranowskiej („Start” Bielsko-Biała), a czwarte Beacie Ożóg (Cross Ski Team).
Spośród panów po raz kolejny najlepszym okazał się Maciej Krężel („Start” Katowice).Tuż za nim był Stanisław Kosiński (Cross Ski Team) z przewodnikiem Adamem Pawłowskim i Tadeusz Sypień (Cross Ski Team) z przewodnikiem Krzysztofem Puchałą. Miejsce czwarte zajął Dawid Suchodolski (Cross Ski Team), piąte – Rafał Kondraciuk (Cross Ski Team), szóste – Michał Grochowski (Cross Ski Team), a siódme – Piotr Szymala („Start” Lublin).
Panie z Cross Ski Team walczyły głównie między sobą oraz zawodniczką „Startu” Bielsko-Biała. W klasyfikacji międzynarodowej slalom wygrała zawodniczka ze Słowacji, Petra Kozickova. Natomiast w kategorii panów pojawiło się sporo zawodników spoza klubu „Cross” – było to wielkie wyzwanie dla naszych asów, gdyż przyjechali doskonali narciarze ze Słowacji, w tym Jakub Krako – czołowy zawodnik Pucharu Świata, medalista igrzysk paraolimpijskich, oraz Maciej Krężel („Start” Katowice).
Zajęcie tak wysokich pozycji było możliwe tylko dzięki ciężkiej pracy. – Na te wyniki pracowaliśmy intensywnie przez cały rok – powiedział Tadeusz Sypień – także w okresie letnim. Dwa razy w tygodniu ćwiczyliśmy na treningach kondycyjno-technicznych we Wrocławiu.
Stanisław Kosiński: – Dzięki takim zawodom mogę realizować swoją pasję. Pomimo dużej bariery wzrokowej, jestem w stanie jeździć na nartach porównywalnie do kolegów z dobrym wzrokiem. Jazda za przewodnikiem w odległości około 2 m nie jest całkiem bezpieczna, dlatego przewodnik i zawodnik muszą sobie ufać, muszą do perfekcji opanować komunikację. Przewodnik, wyznaczając trasę, wie, że przy dużej prędkości, szczególnie podczas jazdy na slalomach, nie ma miejsca na pomyłki. Wszystkie komendy i znaki ostrzegawcze muszą być wcześniej uzgodnione. W tym sezonie na mistrzostwach Polski zdobyłem drugie miejsce w klasyfikacji polskiej w slalomie. Jednak nie zamierzam na tym poprzestać. Mam nadzieję, że uda mi się zwiększyć wydolność organizmu i wyeliminować drobne błędy, które pomimo wielu godzin spędzonych na stoku i tak się zdarzają. Myślę o reprezentowaniu Polski w Pucharze Europy.
Podsumowując zawody dla narciarzy z Cross Ski Team, można zaliczyć je do udanych (wyłączając przykry wypadek Magdy). Drużyna wywalczyła 2 złote, 2 srebrne i 3 brązowe medale. Mistrzostwa pokazały, że naszych narciarzy stać na jeszcze więcej. Trzeba jednak wiele potu na treningach wylać, by dogonić czołówkę światową. Wyniki zmobilizowały uczestników do intensywniejszych treningów, a atmosfera zawodów na długo zostanie w ich pamięci.
Czołowymi zawodnikami Cross Ski Team są:
Anna Kosińska – 14. pozycja w rankingu światowym IPCAS, przewodnik Dariusz Rutkowski
Stanisław Kosiński – 27. pozycja w rankingu światowym IPCAS, przewodnik Adam Pawłowski
Dawid Suchodolski – 29. pozycja w rankingu światowym IPCAS, przewodnik Maciej Migawa
Tadeusz Sypień przewodnik Wiktor Brusiewicz
W Cross Ski Team jest miejsce dla każdego, kto chce doskonalić swoje umiejętności narciarskie. Chętnych do ciężkiej pracy – zawodników i przewodników – prosimy o kontakt.
Chcielibyśmy podziękować tym, dzięki pomocy których sięgamy po sukcesy. Wierzymy, że dalsza współpraca pozwoli nam zakwalifikować się do upragnionych igrzysk paraolimpijskich.
Oto nasi PRZYJACIELE:
• Dolnośląski Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy nr 13 dla Niewidomych i Słabowidzących we Wrocławiu im. Marii Grzegorzewskiej,
• AZS Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu,
• Centralny Ośrodek Sportu AZS w Zieleńcu „Straszny Dwór”,
• Ośrodek Narciarski Nartorama w Zieleńcu,
• Winterpol Zieleniec,
• Ośrodek Narciarski „Czarna Góra”,
• Colo Sport - dystrybutor HEAD w Polsce,
• firma Bergson,
• Elephant Pro-Sport Sp.J. - przedstawiciel TOKO,
• BeyondX Polska - narciarska odzież zawodnicza,
• firma MAZUR SP.J - serwis i sprzęt narciarski,
• firma ski4you - sprzęt narciarski,
• firma Avanti - Wojciech Zaczyk Zieleniec - szkolenie i serwis narciarski,
• firma Firma HOLAN - sprzęt do komunikacji,
• firma Overlock - transport,
• firmy IM MOTION i HARFA-HARRYSON - sprzęt i serwis rowerowy.
VIII Mistrzostwa Polski w Narciarstwie Alpejskim Niepełnosprawnych
26-27.02.2011 r., Czarna Góra
Slalom gigant
Kobiety niewidome i słabowidzące
1. Magdalena Wierna
2. Kaja Dobranowska3. Anna Kosińska
Mężczyźni niewidomi i słabowidzący
1. Maciej Krężel
2. Piotr Szymala
3. Rafał KondraciukMężczyźni stojący
1. Andrzej Szczęsny
2. Michał Klos
3. Amadeusz IwanowskiMężczyźni siedzący
1. Rafał Szumiec
2. Jakub Rejmer
3. Piotr KorczSlalom
Kobiety niewidome i słabowidzące
1. Anna Kosińska2. Karolina Siuda
3. Kaja Dobranowska
Mężczyźni niewidomi i słabowidzący
1. Maciej Krężel2. Stanisław Kosiński
3. Tadeusz Sypień
Mężczyźni stojący
1. Andrzej Szczęsny2. Przemysław Kluz
3. Amadeusz Iwanowski
Mężczyźni siedzący
1. Rafał Szumiec
2. Dariusz Sobczak
3. Jakub Rejmer
Dariusz Rutkowski, Adam Pawłowski, Joanna Pietkiewicz
Niewidomy uczeń z Lasek, 18-letni Grzegorz Meller, spełnił jedno ze swoich marzeń – wystartował w masowym biegu narciarskim na 10 km podczas 35. edycji Biegu Piastów. Impreza tradycyjnie odbyła się w Szklarskiej Porębie-Jakuszycach – w polskiej stolicy biegów narciarskich, w pierwszy weekend marca.
Bieg Piastów należy do światowej ligi biegów Worldloppet i jest największą tego typu imprezą sportową w Polsce. Każdego roku biorą w nim udział zawodnicy z całego świata. W trwającej od czwartku do niedzieli imprezie uczestniczyło blisko 5 tysięcy osób. Mieli do wyboru trasy o różnej długości. Wytyczone w Górach Izerskich, charakteryzują się trudnymi zjazdami i długimi podbiegami. Większość z nich położona jest na wysokości od 800 do 1000 m.n.p.m.
W Jakuszycach pojawiliśmy się dzień przed biegiem, by poznać konfigurację trasy i spokojnie przetrzeć najtrudniejsze jej fragmenty. Wiele czasu poświęciliśmy na przećwiczenie zjazdów. Grzegorz bowiem, trenujący w Kampinoskim Parku Narodowym, przyzwyczajony był do niewielkich pagórków.
Debiutant zauważył komfort biegania w głębokich, ubitych torach narciarskich, które pozwalają zachować ciągły kierunek biegu. W przypadku osób niewidomych takie ułatwienie nabiera jeszcze większego znaczenia – mają wielką przyjemność biegania, gdyż nie muszą się skupiać na ciągłym korygowaniu kierunku.
Stanąłem na starcie jako przewodnik. Zależało mi na uczestnictwie Grzegorza, gdyż jestem jego nauczycielem wychowania fizycznego, a oprócz tego wielkim entuzjastą narciarstwa biegowego. Byłem dumny z pracy z tak zdolnym uczniem.
Przed startem rozmawialiśmy z pomysłodawcą Biegu Piastów, panem Julianem Gozdowskim. Ze względów bezpieczeństwa (niepełnosprawnym trudno biec na nartach w tłumie), na jego sygnał wystartowaliśmy 10 min. przed innymi zawodnikami. Czas biegu jest liczony „netto”, czyli od momentu przekroczenia bramki startowej do przekroczenia mety – Grzegorz nie zyskiwał więc przewagi w stosunku do innych zawodników.
W czasie biegu wszyscy dopingowali Grzesia, pozdrawiali go, gratulowali startu. Laskowski debiutant uzyskał czas 1:04,16, który uplasował go na 310 miejscu wśród 558 startujących osób. Wynik Grzegorza był pozytywnie zaskakujący. Niewidomy zawodnik ze wzruszeniem przyjął na mecie pamiątkowy medal.
Składamy podziękowania Towarzystwu Narciarskiemu „Biegówki”, które pomogło nam zorganizować wyjazd, przyjmując patronat nad startem Grześka. Sprzęt narciarski udostępniła wypożyczalnia nart „Moczydło” w Warszawie, a koszty podróży pokryła firma „nartynadachu.pl”. W starcie pomogło nam również Stowarzyszenie Biegu Piastów i ośrodek „Halny” w Szklarskiej Porębie.
Cała akcja miała charakter pilotażowy. Pomoc wielu organizacji daje nadzieję, że w przyszłym roku uda się zorganizować szkolenia narciarskie dla niewidomych, a na starcie pojawią się nowi zawodnicy.
Grzegorz Meller stał się cichym bohaterem 35. Biegu Piastów. Spełnił swoje marzenia i pokazał innym, że niewidomi mogą konkurować na równi z widzącymi. Mam nadzieję, że to wydarzenie zachęci innych niewidomych do szukania atrakcyjnych dla siebie form ruchu i spełniania swoich marzeń.
Krzysztof Koc
Oj działo się, działo!
Otwartymi mistrzostwami w Bydgoszczy niepełnosprawni wioślarze naszego kraju zakończyli tegoroczny sezon w wiosłowaniu na sucho. Wcześniej brali udział w Pucharze i mistrzostwach Polski, a niektórzy również w mistrzostwach Europy w Paryżu.
Finał Pucharu Polski w Centrum Olimpijskim
Pierwszą poważną imprezą był grudniowy finał Pucharu Polski, który tradycyjnie, tuż przed Wigilią, odbył się w Centrum Olimpijskim w Warszawie. Do decydującej rozgrywki zakwalifikowało się po 6 najlepszych zawodniczek i zawodników, wyłonionych z wcześniejszych eliminacji w Kaliszu i Gdańsku. W biegu kobiet zdecydowane zwycięstwo odniosła wioślarka sekcji niepełnosprawnych LOTTO/Bydgostii/WSG/Bank Pocztowy, a zarazem członkini bydgoskiej „Łuczniczki”, Barbara Grocholska-Borkowska, która w czasie 4 minut przepłynęła „na suchoÅh 1089 m. Drugie miejsce zajęła jej klubowa koleżanka Anna Rudnicka – 1006 m, trzecie warszawianka z UKS „Integracja 5Åh Angelika Biedrzycka – 970 m, czwarte kolejna bydgoszczanka Magdalena Siuda – 967 m. W biegu mężczyzn triumfował olsztynianin z klubu „Warmia i MazuryÅh Emil Stopierzyński, z najlepszym wynikiem w Polsce – 1299 m. Wyprzedził Krzysztofa Pikulskiego (LOTTO/Bydgostia) – 1267 m, lublinianina Pawła Wojdata, reprezentującego „Integrację 5Åh – 1265 m, oraz kolejnego wioślarza LOTTO/Bydgostii Tomasza Kwiatkowskiego – 1255 m.
Srebro w Paryżu
Kolejną imprezą były mistrzostwa Europy. Zawody rozegrane zostały 23 stycznia 2011 r. w stolicy Francji. Wzięli w nich udział reprezentanci LOTTO/Bydgostii, „Łuczniczki”, „Startu” Szczecin oraz PTW/Olimpijczyka Płock. Obrończyni tytułu sprzed roku z Essen, słabowidząca Barbara Grocholska-Borkowska (kat. LTA), tym razem musiała uznać wyższość wioślarki z Wielkiej Brytanii – Naomi Riches. Została wicemistrzynią Starego Kontynentu. Grocholska przepłynęła 1000 m w czasie 3.37,9, a złota medalistka – w 3.30,1. Trzecie miejsce zajęła Niemka Anka Molkenthin – 3.39,2, czwarte – druga z Brytyjek, Parn Relph – 3.40,8, a piąte, podobnie jak przed rokiem, Anna Rudnicka (narząd ruchu) – 3.56,5.
Bardzo mocną obsadę miał bieg mężczyzn w kategorii LTA. Dwukrotny wicemistrz Europy, słabowidzący Tomasz Kwiatkowski, nie zdołał obronić swojej pozycji. Mimo że uzyskał dobry wynik – 3.07,2, to tym razem wystarczył on tylko na 4. lokatę. Dwa czołowe miejsca zajęli wioślarze gospodarzy: Remmy Taranto, który jako jedyny „złamał” 3 minuty (2.59,4) i Marc Estewenon (3.03,3). Brąz przypadł Brytyjczykowi Ianowi Ronaldowi – 3.04,8.
W kategorii TA kobiet (ręce-tułów) srebrny medal przypadł Jolancie Pawlak („Start” Szczecin), zaś w AS (ręce) brąz uzyskał jej klubowy kolega Robert Studziżba. Na 4. pozycjach uplasowali się: w TA Michał Gadowski („Start” Szczecin), w AS Jerzy Kulik („Olimpijczyk” Płock), zaś w TA na 5. miejscu – Marek Szczepański („Start”). Trenerami poszczególnych zawodniczek i zawodników są: Andrzej Mazurowicz i Kazimierz Fiut (LOTTO/Bydgostia/WSG/Bank Pocztowy), Tomasz Kaźmierczak („Start”, trener koordynator kadry narodowej niepełnosprawnych), Wojciech Jankowski (PTW/Olimpijczyk)
Dominacja LOTTO/Bydgostii we Wrocławiu
Tydzień po mistrzostwach Europy odbyły się we Wrocławiu mistrzostwa Polski na ergometrze. Zdominowali je wioślarze LOTTO/Bydgostii/WSG/Bank Pocztowy, którzy zdobyli 4 złote i 2 srebrne krążki. W kategorii LTA (ręce-tułów-nogi) zwyciężyli: Barbara Grocholska-Borkowska i Krzysztof Pikulski, drugie miejsca przypadły Annie Rudnickiej i Tomaszowi Kwiatkowskiemu. W AS (ręce) wygrał Leszek Niewiarowski, zaś w TA (ręce-tułów) – Bartosz Grala, obaj debiutanci na wózkach.
Start w mistrzostwach kraju podsumował ich trener Andrzej Mazurowicz: – Cieszą miejsca i czasy w kategorii LTA. Swoje rekordy życiowe poprawili Rudnicka (3.55,3), Pikulski (3.03,7) i Kwiatkowski (3.05.0), zaś Borkowska, wicemistrzyni Europy z Paryża, nie była zmuszona do maksymalnego wysiłku. Wszyscy potwierdzili swoje aspiracje do reprezentacyjnej czwórki. Przed dwójką debiutantów wiosłujących w AS i TA jeszcze sporo pracy, aby myśleć o międzynarodowych sukcesach. Na starcie w tych kategoriach zabrakło kilku czołowych zawodników.
Wyniki MP na ergometrze:
Kobiety: AS:
1. Magdalena Stawiarz 7.17,7
(„Start” Szczecin)
LTA:
1. Barbara Grocholska-Borkowska 3.40,7
(LOTTO/Bydgostia/WSG/Bank Pocztowy)
2. Anna Rudnicka 3.55,3
(LOTTO/Bydgostia/WSG/Bank Pocztowy)
3. Angelika Biedrzycka 4.11,1
(„Integracja 5” Warszawa)
4. Joanna Czarnecka („Start” Szczecin) 4,35,4
Mężczyźni
AS:
1. Leszek Niewiarowski 5.42,5
(LOTTO/Bydgostia/WSG/Bank Pocztowy)
TA:
1. Bartosz Grala 4.46,8
(LOTTO/Bydgostia/WSG/Bank Pocztowy)
LTA:
1. Krzysztof Pikulski 3.03,7
(LOTTO/Bydgostia/WSG/Bank Pocztowy)
2. Tomasz Kwiatkowski 3.05.0
(LOTTO/Bydgostia/WSG/Bank Pocztowy)
3. Paweł Wojdat 3.05,2
(„Integracja 5” Warszawa)
4. Adrian Słoninka 3.08,2
(„Integracja 5” Warszawa)
5. Józef Ignaciak 3.13,5
(„Salwator” Kraków)
6. Marcin Giemza 3.17,9
(„Salwator” Kraków)
7. Piotr Błażejczyk („Start” Szczecin) 3.18,1
8. Robert Niesyczyński 3.23,2
(„Salwator” Kraków)
9. Paweł Wilga („Integracja 5”) 3.35,2
10. Łukasz Wodzyński (niezrzeszony) 3.48,8
11. Artur Żmuda (niezrzeszony) 4.03,0
12. Adrian Sławiński (niezrzeszony) 4.06,2
13. Sebastian Nogaj (niezrzeszony) 4.14,9
Mistrzostwa Bydgoszczy
Ostatnią imprezą, kończącą tegoroczny sezon halowy w wiosłowaniu „na sucho”, były
mistrzostwa Bydgoszczy. Honorowy patronat nad biegami objął Rafał Bruski, prezydent Bydgoszczy, który już wcześniej, jako wojewoda kujawsko-pomorski, wspierał regaty promocyjne niepełnosprawnych w Kruszwicy i Brdyujściu.
Zawody cieszyły się sporym zainteresowaniem. Na starcie stanęło aż 25 zawodniczek i zawodników z Krakowa, Lublina, Płocka, Szczecina, Torunia, Warszawy
i Bydgoszczy. Z trzech efektownych pucharów, ufundowanych przez prezydenta miasta, dwa trafiły w ręce reprezentantów miejscowej sekcji LOTTO/Bydgostii/WSG/Bank Pocztowy. W łączonej kategorii TA/LTA kobiet zwyciężyła Barbara Grocholska-Borkowska – 3.36,1, wyprzedzając Jolantę Pawlak („Start” Szczecin) – 4.05,6, Magdalenę Siudę (LOTTO/Bydgostia) – 4.10,5, Angelikę Biedrzycką („Integracja 5” Warszawa) – 4.114 oraz Magdalenę Chełmicką (LOTTO/Bydgostia) – 4.28,3.Drugi puchar odebrał klubowy kolega Grocholskiej, Krzysztof Pikulski (LTA). Bydgoszczanin uzyskał na 1000 m czas 3.03,9, wyprzedzając Pawła Wojdata („Integracja 5”) – 3.08,2, Tomasza Kwiatkowskiego (LOTTO/Bydgostia) – 3.13,0, Józefa Ignaciaka („Salwator” Kraków) – 3.19,8, Michała Rosińskiego (TKSON/AZSUMK Energa Toruń) – 3.21,5, Roberta Niesyczyńskiego („Salwator” Kraków) – 3.23,2, Michała Pikulskiego (LOTTO/Bydgostia) – 3.39,3, Pawła Wilgę („Integracja 5” Warszawa) – 3.42,8, Stanisława Korewo („Start” Szczecin) – 3.43,0, Mateusza Bąka – 3.48,0 i Jakuba Szusta (obaj „Salwator” Kraków) – 3.56,8.
Trzeci puchar trafił do Michała Gadowskiego ze „Startu” Szczecin, triumfatora łączonej kategorii TA/AS (3.53,8), który wyprzedził klubowego kolegę Marka Szczepańskiego – 4.00,8 i Daniela Dymka (PTW/Olimpijczyk Płock) – 4.06,2. Trzy następne miejsca zajęli wioślarze z kategorii AS: Jerzy Kulik (PTW/Olimpijczyk) – 5.03,3, Leszek Niewiarowski (LOTTO/Bydgostia) – 5.20,9 i Jakub Hartwich (TKOSN/AZS UMK Energa) – 6.55,9.
Wszyscy niepełnosprawni uczestnicy biegów otrzymali nagrody ufundowane przez firmę Doroty i Krzysztofa Sęk „Dorimex” oraz klub LOTTO/Bydgostię/WSG/Bank Pocztowy. Daleko idącą pomoc udzieliła też dyrekcja Ośrodka Szkolno-Wychowawczego im. L. Braille’a (zakwaterowanie, wyżywienie i transport).
Teraz już czas na zejście na wodę i dalsze przygotowania do sezonu letniego, w którym najważniejszą imprezą będą mistrzostwa świata w słoweńskim Bled. Tam tez osady będą rywalizować o kwalifikacje paraolimpijskie na Londyn 2012.
(KAZ)
Pływacy na „Prawym Brzegu”
W dniach 25-27 lutego 2011 roku odbyły się w Warszawie zimowe mistrzostwa Polski w pływaniu osób niepełnosprawnych. Imprezę zorganizował Polski Związek Sportu Osób Niepełnosprawnych „Start” wraz z Integracyjnym Stowarzyszeniem Rehabilitacyjno-Sportowym „Culani”, a finansowało Ministerstwo Sportu i Turystyki. Do zawodów zakwalifikowano ponad 100 pływaków z 17 klubów z całego kraju. Obowiązkowo obecni byli członkowie kadry paraolimpijskiej i narodowej. Konkurencje rozegrano na basenie ośrodka sportowego „Prawy Brzeg” przy ul. Jagiellońskiej. Sędzią głównym był Piotr Żłobicki, arbiter klasy międzynarodowej Polskiego Związku Pływackiego.
Dla większości zawodników start na MP był sprawdzianem przed głównymi występami zaplanowanymi na ten rok, czyli mistrzostwami świata niewidomych i słabowidzących w Turcji (3-10.2011) oraz mistrzostwami Europy osób niepełnosprawnych w Berlinie (3-10.07.2011).
– Większość z nas – mówi Joanna Mendak – jest obecnie w ciężkim treningu, mającym przynieść rezultaty dopiero na pływalniach Turcji i Niemiec. Dlatego w Warszawie mogłam spodziewać się słabszych wyników. Były rzeczywiście gorsze od moich rekordów życiowych, ale zadowalające. Dla mnie, jak wspomniałam, najważniejsze są w tym roku występy na zawodach międzynarodowych, przede wszystkim dlatego, że tam można zdobywać kwalifikacje na igrzyska paraolimpijskie. Podziękowania należą się organizatorom za bardzo sprawny przebieg zawodów – podkreśla nasza czołowa pływaczka. – Szczególne należą się panu Tadeuszowi Rodziewiczowi za trafny wybór pływalni przy Jagiellońskiej, za warunki hotelowe w luksusowym „Radissonie Blu” i za świetne jedzenie – doceniali to wszyscy zawodnicy.(Dodajmy, że dopisali sponsorzy: Radisson Blu, Warta D.C, „Galanteria Skórzana” Jan Cholewiński, Mares Sport-
Arena Bielsko Biała, Adam Drózd – loty nad Warszawą, Areoklub Warszawski, którzy ufundowali nagrody rzeczowe).W swojej kategorii (słabowidzący) Joanna niewiele ma konkurentek. Jest najlepsza. Przez ostatnie 2,5 roku trenowała z sekcją AZS-AWF Warszawa pod okiem Pawła Słomińskiego. Ostatnio zdecydowała się wrócić do rodzinnych Suwałk, pod skrzydła trenera Edwarda Deca, u którego zaczynała swoją przygodę z pływaniem. Pytam, co z dalszą nauką na warszawskiej AWF, a także o pozasportowe zainteresowania.
– Wybrałam fizjoterapię i jestem z tego bardzo zadowolona – mówi Joanna.– Nauka i pływanie pochłaniają cały mój czas. Dyscyplina, którą wybrałam, jest jedną z najbardziej czasochłonnych. Dwa treningi dziennie w wodzie plus zajęcia w sali oraz studia zajmują większą część dnia, ciężko znaleźć czas na inne zainteresowania. Kiedy mam chwilkę oddechu, nadrabiam zaległości w lekturze książek.
Grzegorz Polkowski swój występ na mistrzostwach Polski ocenia jako udany.
– Sumarycznie, takiej punktacji nie miałem od dwóch lat – mówi. – Dużo lepiej niż na ostatnich zawodach udało mi się popłynąć zarówno na 50 m grzbietem, jak i 100 dowolnym i 50 kraulem. Trochę gorzej wypadłem tylko na setce grzbietem. W klasyfikacji ogólnej w swojej grupie zdobyłem złoto i bardzo się z tego cieszę.Na dzień dzisiejszy Grzegorz nie ma właściwie konkurentów wśród niewidomych pływaków. Ale już zaczyna deptać mu po piętach Marcin Ryszka z Krakowa. Nadzieję rokują także młodzi.
– Ci, co prawda, jeszcze parę razy będą musieli wodę w basenie wymienić, nim nabiorą stosownego szlifu – śmieje się mistrz – ale jeśli wytrzymają i będą trzymali taką progresję, jak obecnie, to za parę lat, kto wie? Pyta pani o przygotowywania na Londyn? Igrzyska za rok. Teraz zbieramy punkty do klasyfikacji paraolimpijskiej i zajmujemy się tymi zawodami, które tuż przed nami, czyli MŚ niewidomych i słabowidzących w Turcji i ME osób niepełnosprawnych w Niemczech (Berlin).
Grzegorz jest studentem ostatniego roku na Wydziale Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Przed nim napisanie i obrona pracy magisterskiej. Ale żyć z czegoś trzeba! W październiku zeszłego roku Grzegorz podjął pracę masażysty w szpitalu pediatrycznym w Dziekanowie (ten zawód wyniósł ze szkoły średniej w Laskach). – Czasami udaje mi się łączyć moje dwie profesje – uśmiecha się. – Zdarza się bowiem, że podczas masażu uzupełniam dzieciakom wiedzę historyczną. Praca, nauka, basen – to całe moje życie. Na basenie ćwiczę jedenaście razy w tygodniu – dwa razy dziennie od poniedziałku do piątku i jeden raz w sobotę rano. Wolne pozostają tylko niedziele. To jedyny czas, kiedy autentycznie odpoczywam.
W mistrzostwach Polski w Warszawie brało udział 120 zawodników. To średnia frekwencja na tego typu zawodach. Startowało sześciu niewidomych pływaków i trzech słabowidzących. Pytam Waldemara Madeja, trenera naszych zawodników, jak ocenia tę imprezę? – Cieszy pojawienie się wśród niepełnosprawnych pływaków wielu młodych zawodników, najwięcej z takich klubów, jak „Start” Gdańsk, „Start” Wrocław. Natomiast młody narybek wśród niewidomych i słabowidzących przybywa właściwie tylko z Lasek, gdzie adepci pływania znajdują przyjazną atmosferą, sprzyjają im nauczyciele, wychowawcy oraz dyrekcja ośrodka. Kiedyś także ośrodek krakowski przysyłał na mistrzostwa ekipę zawodników z dysfunkcją wzroku, przyjeżdżali pływacy z Wrocławia. W tym roku nikt stamtąd się nie pojawił. Jeśli chodzi o osiągnięcia moich podopiecznych na ten czas, to są zadowalające, mimo iż mieliśmy stosunkowo mało treningów w wodzie. Na pływalni AWF był ostatnio duży ruch (remont pływalni), a ćwiczenia w basenie w Laskach to bardziej kąpiele niż trening. Grzegorz Polkowski wygrał punktację, uzyskując dobre wyniki na swoich dystansach. Bardzo duże postępy, jeśli chodzi o technikę pływania i wytrzymałość, poczynił niewidomy Marcin Ryszka, ćwiczący w Krakowie pod okiem trenera Kazimierza Woźnickiego, kiedyś opiekuna kadry Polski pełnosprawnych. Na wyróżnienie zasługują zawodnicy z dysfunkcją wzroku, którzy w tym roku doszli do kadry narodowej seniorów. Bardzo obiecujący jest 14-letni Krystian Kisiel. Ten młody chłopak robi wyniki, które nam się nie śniły w adekwatnym okresie Grzegorza Polkowskiego czy Damiana Pietrasika (notabene, wielka szkoda, że Damian zrezygnował z pływania). O sukcesie można już mówić w przypadku Dawida Głowackiego – na mistrzostwach osiągnął znaczący wynik na 50 m i 100 m stylem klasycznym. Ładnie wypadł 15-letni Kacper Kowalewski z Lasek. Ten zawodnik pływa wszystkimi stylami. To bardzo dobry, niestety, trochę leniwy zawodnik, potrafi jednak podczas rywalizacji maksymalnie się skoncentrować. Troszkę słabiej wypadła, szykująca formę na mistrzostwa świata w Turcji, Joanna Mendak.
Do Turcji wysyłamy pięciu pływaków: czterech niewidomych, w tym dwóch wspomnianych młodziaków, i Joasię jako słabowidzącą. Wysyłając Kisiela i Głowackiego do Turcji, chcemy ich zmotywować do dalszej pracy treningowej – wszak od wielkich imprez zaczynali nasi medaliści paraolimpijscy, zarówno Grzegorz (Sydney), jak i Damian (Ateny). I na dobre im to wyszło. Notabene ci dwaj młodzi zawodnicy, o których wspomniałem, już zostali rzuceni na szerokie wody, czyli na mistrzostwa otwarte Danii w Esbjergu, które odbyły się w pierwszej połowie marca tego roku. Przywieźli medale, osiągając w swoich grupach bardzo dobre wyniki. Krystian Kisiel na 50-metrowej pływalni zdobył złoto na dystansach 50 i 100 m stylem dowolnym i grzbietowym, Głowacki srebro na 50 i 100 m stylem klasycznym.
Świat idzie do przodu, dobrych zawodników przybywa. Jeśli popatrzeć na ranking światowy, Joanna Mendak (mistrzyni świata w 2010 r. na 100 m motylkiem) przoduje w rankingach, nasz as, Grzegorz Polkowski, zajmuje w nich 7-8 pozycję w swoich konkurencjach, Marcin Ryszka podobnie. To jest sygnał, że obaj zawodnicy będą musieli bardzo mocno pracować, by osiągnąć wyniki na światowym poziomie i zakwalifikować się do igrzysk. Mogę tylko obiecać, że wszyscy dołożymy starań, by w Londynie nie dać się zepchnąć na boczny tor.
Zimowe mistrzostwa Polski w pływaniu osób niepełnosprawnych
26-27.02.2011 r., Warszawa
Klasyfikacja generalna
Narząd wzroku
Kobiety
1. Joanna Menda (S12) 1648 p.
2. Aneta Wyrozębska (S12) 420 p.
Mężczyźni
1. Grzegorz Polkowski (S11) 1771 p.
2. Marcin Ryszka (S11) 1586 p.
3. Kamil Rzetelski (S12) 1141 p.
4. Dawid Głowacki (S11) 1069 p.
5. Marcin Wołoszyn (S12) 963 p.
Narząd ruchu
Kobiety
1. Katarzyna Pawlik (S10) 1987 p.
2. Paulina Woźniak (S9) 1773 p.
3. Anna Omielan (S10) 1694 p.
4. Oliwia Jabłoński (S10) 1644 p.
5. Katarzyna Sobczak (S9) 1445 p.
Mężczyźni
1. Krzysztof Paterka (S9) 1914 p.
2. Kacper Rozdziewicz (S9) 1466 p.
3. Piotr Meisner (S7) 1355 p.
4. Jacek Czech (S2) 1342 p.
5. Sebastian Matczak (S9) 1290 p.
Tekst: Anna Amanowicz
Zdjęcia: Tadeusz Rodziewicz
Warcaby
XI Puchar Warmii i Mazur w Warcabach 100-polowych
23-27.02.2011 r., Dadaj
1. Mikołaj Fiedoruk 15 p.
„Victoria” Białystok
2. Ewa Wieczorek 15 p.
„Victoria” Białystok
3. Edward Twardy 13 p.
„Sudety” Kłodzko
4. Ewa Spiczak-Brzezińska 13 p.
„Warmia i Mazury” Olsztyn
5. Andrzej Sargalski 11 p.
„Łuczniczka” Bydgoszcz
6. Barbara Gołębiewska-Fryga 10 p
„Cross Opole”
7. Maria Górna 10 p.
„Sudety” Kłodzko
8. Jerzy Gródecki 9 p.
„Warmia i Mazury” Olsztyn
9. Władysława Jakubaszek 9 p.
„Cross Opole”
10. Zdzisław Ratajczak 9 p.
„Warmia i Mazury” Olsztyn
Kręgle
Kręgle ruszyły
Komunikat o rozpoczęciu rozgrywek eliminacyjnych do indywidualnych mistrzostw Polski przyjęto z radością i nadzieją na dobry rok startowy. Tegoroczne perspektywy nie napawały optymizmem, ale determinacja zawodników i zapał działaczy Stowarzyszenia „Cross” zdają się być walcem nie do zatrzymania. Czy ktoś z wieloletnich pasjonatów aktywności sportowej może sobie wyobrazić życie bez udziału w zawodach i treningach? To pytanie raczej retoryczne. W powszechnym odczuciu naszego środowiska aktywność sportowa daje wielką satysfakcję i uznanie – w rodzinie, u sąsiadów i znajomych. Potwierdzeniem tej opinii jest frekwencja na obu kręglarskich półfinałach, która, pomimo skróconej i oszczędnościowej formuły, była imponująca. Zaskoczyła nawet samych koordynatorów: Joannę Staliś i Daniela Jarząba. Podejrzewam, że gdyby zawody były rozgrywane na biegunie północnym, to nawet zawodnicy kat. B1 stawiliby się w komplecie.
Wyniki rozgrywek nie imponowały, gdyż kręgielnia w Gostyniu zawsze była trudna. Ponadto eliminacje do MP to pierwsze w tym roku zawody sezonu i brakowało ogrania. Ale najważniejsze w nich jest miejsce na liście dziesiątki najlepszych w każdej kategorii. Zaskoczył rezultat Daniela Jarząba – 726 kręgli, który był jednocześnie rekordem tej kręgielni w kat. B3. Jak mówią, gospodarzowi to nawet ściany pomagają. Brawo Daniel! W tym roku są mistrzostwa świata i tam pokażesz, ile jesteś naprawdę wart.
Nowy sezon to też nowe problemy. Kilka lat temu Włodzimierz Sajdych wymyślił opatrunki medyczne. Naklejane na oczy zawodnikom kat. B1, miały rozwiązać problem podglądania przez optycznie nieszczelne gogle. I rozwiązały. Świadczyła już o tym tablica wyników. Zaklejanie oczu opatrunkami medycznymi nasi przedstawiciele zaproponowali Komisji Kręglarskiej IBSA – ma być wdrożone na tegorocznych mistrzostwach świata. Życie jednak sprawia niespodzianki. W Gostyniu jedna z zawodniczek przedstawiła zaświadczenie lekarskie, wskazujące, iż opatrunek powoduje u niej objawy alergiczne. Zaskoczyło to koordynatora Daniela Jarząba, gdyż regulamin MP nie przewidział takiej sytuacji. Rozwiązanie trzeba było jednak znaleźć, bo dobro zawodnika jest najważniejsze. W porozumieniu z Komisją Kręglarską, sędzią i obserwatorami opatrunek zastąpiono kompresem gazowym.
Osobiście zauważyłem, że z opatrunkami można sobie też „dać radę”. W naturalnym odruchu obronnym, podczas zaklejania oka opatrunkiem, zaciska się brew. Kiedy brew się podnosi, opatrunek ulega odklejeniu, i to w strefie przynosowej. Posmarowanie tej okolicy kremem lub choćby tylko sam pot ułatwią mu oddzielenie się od skóry. Gdyby moje oczy widziały, nie miałbym problemu z widzeniem przez utworzoną szczelinę deski nasadzenia, i to pomimo dodatkowo zakładanych gogli. A przecież tyle widzą niektórzy zawodnicy w kat. B2! Zderzenie znaczących resztek widzenia z odklejonym opatrunkiem to przekreślenie równych szans dla wszystkich. Nie wiem, czy sukces osiągnięty w ten sposób daje zawodnikowi właściwą satysfakcję, bo przecież po to są stworzone kategorie, aby toczyć uczciwą rywalizację. Słusznie zatem burzy się Agnieszka Kozłowska, której zakleja się protezy oczne, podczas, gdy ktoś inny, kto wyraźnie korzysta ze znaczących resztek wzroku, potrafi poradzić sobie i z opatrunkami, i z goglami. Granica widzenia między B1 i B2 jest płynna, ale jeśli dostaje się szansę grania w kategorii niższej, to powinno się to robić uczciwie. A może w przypadkach wątpliwych należałoby robić badania EEG? Okres między sezonami startowymi to dobry czas na podobne przemyślenia.
Jeszcze przed rozpoczęciem tegorocznych rozgrywek usłyszałem ciekawą propozycję od Włodzimierza Sajdycha, aby rozważyć granie w kat. B1 i B2 przy barierkach, podobnie jak w bowlingu. Myślę, że to dobry pomysł, gdyż w bowlingu stworzyłoby to zupełnie nową jakość. Na najbliższym treningu w Brodnicy mam zamiar wypróbować ten styl. Mariusz Podpora z Warszawy od jakiegoś czasu gra z jednej ręki i ma zupełnie niezłe rezultaty. Gdyby dostał możliwość wspomagania się barierką, byłby zapewne groźną konkurencją dla dzisiejszych liderów tej kategorii. Jak widać, tegoroczny sezon nie będzie nudny ani dla Komisji Kręglarskiej, ani dla zawodników. Jeśli dyscyplina może się rozwijać, to znaczy, że warto znosić trudniejsze warunki uczestnictwa w zawodach. Zawsze jest szansa na satysfakcję z gry i radość ze spotkania z przyjaciółmi.
Piotr Dudek
Finaliści mistrzostw Polski w 2011 w kręglach klasycznych
Kobiety
Kategoria B1
1. Mieczysława Stępniewska („Omega” Łódź) 463 p., 2. Agnieszka Kozłowska („Warmia i Mazury” Olsztyn) 376 p., 3. Barbara Szypuła („Karolinka” Chorzów) 357 p., 4. Ranata Basińska („Tęcza” Poznań) 350 p., 5. Edyta Siwek („Jutrzenka” Częstochowa) 345 p., 6. Regina Szczypiorska („Morena” Iława) 337 p., 7. Irena Henisz („Morena” Iława) 327 p., 8. Alicja Bury („Syrenka” Warszawa) 307 p., 9. Salomea Walkowiak („Pogórze” Tarnów) 268 p., 10. Karolina Rzepa („Łuczniczka” Bydgoszcz) 239 p.
Rezerwa: 1. Mariola Maćkowiak („Łuczniczka” Bydgoszcz) 233 p., 2. Bogumiła Kalatowicz („Łuczniczka” Bydgoszcz) 191 p.
Kategoria B2
1. Anna Barwińska („Omga” Łódź) 621 p., 2. Maria Kieloch („Morena” Iława) 580 p., 3. Anna Kowal („Podkarpacie” Przemyśl) 579 p., 4. Danuta Odulińska („Morena” Iława) 567 p., 5. Joanna Staliś („Atut” Nysa) 552 p., 6. Jadwiga Szymańska („Warmia i Mazury” Olsztyn) 552 p., 7. Irena Zięba („Karolinka” Chorzów) 529 p., 8. Alicja Pogorzelska („Victoria” Białystok), 529 p., 9. Maria Harazim („Karolinka” Chorzów) 515 p., 10. Jadwiga Szuszkiewicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 515 p.
Rezerwa: 1. Dorota Kurek („Ikar” Lublin) 496 p., 2. Halina Trela („Pogórze” Tarnów) 493 p.
Kategoria B3
1. Emilia Sawiniec („Hetman” Lublin) 561 p., 2. Maria Firlej („Cross Opole”) 559 p.,
3. Zofia Sarnacka („Warmia i Mazury” Olsztyn) 549 p., 4. Agnieszka Harla („Podkarpacie” Przemyśl) 534 p., 5. Elżbieta Kłos („KoMar” Piekary) 531 p., 6. Honorata Borawa („Łuczniczka” Bydgoszcz) 529 p., 7. Łucja Grochowska („Jutrzenka” Częstochowa) 506 p., 8. Anna Miszelska („Syrenka” Warszawa) 495 p., 9. Alicja Bielecka („Warmia i Mazury” Olsztyn) 494 p., 10. Alicja Tkaczyk („Morena” Iława) 486 p.Rezerwa: 1. Małgorzata Nowak („Tęcza” Poznań) 485 p., 2. Jolanta Krok-Sabaj („Podkarpacie” Przemyśl) 479 p.
Mężczyźni
Kategoria B1
1. Jan Zięba („Karolinka” Chorzów) 511 p., 2. Szczepan Polkowski („Morena” Iława) 455 p., 3. Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin) 431 p., 4. Sylwester Dołasiński („Bryza” Szczecin) 408 p., 5. Krzysztof Tarnowski („Hetman” Lublin) 387 p., 6. Wiesław Nastarowicz („Omega” Łódź) 385 p., 7. Piotr Dudek („Warmia i Mazury” Olsztyn) 380 p., 8. Tadeusz Kolbusz („Cross Opole”) 375 p., 9. Franciszek Kała („Jutrzenka” Częstochowa) 352 p., 10. Krzysztof Sadek („Tęcza” Poznań) 305 p.
Rezerwa: 1. Marek Zwolenkiewicz („Karolinka” Chorzów) 304 p., 2. Roman Nowicki („Tęcza” Poznań) 300 p.
Kategoria B2
1. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 681 p., 2. Stanisław Fortkowski („Pogórze” Tarnów) 631 p., 3. Wojciech Puchacz („Victoria” Białystok) 615 p., 4. Jan Smoła („Morena” Iława) 606 p., 5. Eugeniusz Barszczewski („Morena” Iława) 592 p., 6. Mieczysław Sabaj („Podkarpacie” Przemyśl) 575 p., 7. Władysław Wakuliński („Bryza” Szczecin) 565 p., 8. Stanisław Oduliński („Morena” Iława) 564 p.,
9. Benedykt Kubicki („Warmia i Mazury” Olsztyn) 560 p., 10. Mariusz Kozyra („Hetman” Lublin) 557 p.Rezerwa: 1. Rafał Gacek („Atut” Nysa) 551 p., 2. Grzegorz Nowak („Omega” Łódź) 547 p.
Kategoria B3
1. Daniel Jarząb („Tęcza” Poznań) 726 p., 2. Zbigniew Strzelecki („Karolinka” Chorzów) 689 p., 3. Grzegorz Kanikuła („Hetman” Lublin) 687 p., 4. Mieczysław Klimczak („Tęcza” Poznań) 658 p., 5. Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów) 656 p., 6. Rafał Chaberski (Warmia i Mazury” Olsztyn) 635 p., 7. Piotr Gniadek („Syrenka” Warszawa) 630 p., 8. Władysław Szymański („Omega” Łódź) 620 p., 9. Tomasz Ćwikła („Morena” Iława) 619 p., 10. Paweł Gniadek („Syrenka” Warszawa) 614 p.
Rezerwa: 1. Ireneusz Stankiewicz (Giżycko) 611 p., 2. Dominik Czyż („Warmia i Mazury” Olsztyn) 588 p.
Biegi
Maraton w Rzymie
Przed rozpoczęciem tegorocznego sezonu startowego dochodziły do grupy biegaczy ze Stowarzyszenia „Cross” niezbyt optymistyczne wieści, dotyczące kalendarza imprez w 2011 roku. Na szczęście formalności związane ze startem zawodników w rzymskim maratonie były tak zaawansowane, że został on zaakceptowany. Ósemka zawodników ze Stowarzyszenia „Cross” pojechała do Włoch.
Dbałość organizatorów rzymskiego maratonu o zawodników niepełnosprawnych może być wzorem dla innych. Wprowadzono wiele ułatwień i ulg, m.in. zwolniono ich z opłaty startowej, powołano specjalne biuro do ich obsługi.
W piątek w Pallazzo dei Congressi pobraliśmy numery startowe. Tu są biura i Expo maratonu. Spotkaliśmy tam Monikę Pudlis i Bogdana Króla z klubu IKS „Smok Orneta” Elbląg. To krajowa czołówka zawodników na wózkach. Ucieszyliśmy się ze spotkania. Sprawnie załatwiliśmy formalności i wróciliśmy metrem do domu pielgrzyma, gdzie nocowaliśmy.
W sobotę było zwiedzanie. Pogoda nam sprzyjała, było ciepło, wiał lekki wietrzyk. Trasa zwiedzania właściwie tradycyjna. Kilku kolegów przyjechało do Rzymu po raz pierwszy i trzeba było im pokazać to, co w pobliżu, i co najbardziej oblegane przez turystów: Hiszpańskie Schody, Fontannę di Trevi, Panteon, Plac Wenecki i Colosseum. Tyle wystarczy! Watykan zostawiliśmy na poniedziałek rano. Nogi już zmęczone, a maraton przecież następnego dnia.
W niedzielę (20.03.2011), przed ósmą, dojechaliśmy metrem do stacji Circo Massimo. Było chłodno i wietrznie. Odbyła się szybka sesja zdjęciowa i rozeszliśmy się do swoich depozytów, bo mieliśmy różne numery startowe. Wśród tysięcy zawodników czekaliśmy na start. O godzinie dziewiątej – zaskoczenie! Zamiast „Rydwanów ognia” Vangelisa, usłyszeliśmy „Final Countdown” zespołu Europe. Kilkanaście tysięcy zawodników ruszyło na piękną trasę rzymskiego maratonu.
Teraz trochę statystyki. Maraton ukończyło 12596 zawodników. To rekordowa liczba! Etiopka Firehiwot Dado Tufa (2:24:13), najlepsza z kobiet, ostatnie kilkaset metrów pokonała na boso. Tak jak jej rodak Bikila Abebe, zwycięzca igrzysk olimpijskich w Rzymie w 1960 r. Wśród mężczyzn najlepszy był Kenijczyk Dicson Chumba Kiptolo (2:08:45).
W maratonie wystartowało około 200 Polaków. Znakomicie zaprezentowała się Monika Pudlis, zajmując pierwsze miejsce w kat. wózki. Bogdan Król był siódmy. Bardzo dobry wynik uzyskał niedowidzący Jacek Ziółkowski (2:58:34) i debiutant w maratonie Patryk Łukaszewski (3:09:10). Jego wynik byłby znacznie lepszy, gdyby nie kontuzja kolana. Dobrze pobiegli: Mariusz Gołąbek (3:22:13) i Krzysztof Badowski (3:34:18). Pozostali startujący ze Stowarzyszenia „Cross” to: Michał Majchrzak, Grzegorz Małowiecki, Stanisław Seniuk i Wiesław Miech. Niestety, nie ma jeszcze oficjalnych wyników kategorii niewidomych T11 i niedowidzących T12/13. Podam je w następnym numerze.
Siedemnasty maraton w Rzymie i nasza przygoda dobiegły końca. Podsumowując, dla części zawodników był to udany start. Pozostali pobiegli na miarę swoich możliwości tego dnia.
Mariusz Gołąbek
Nowa jakość sportu niepełnosprawnych
Od kilku miesięcy obowiązuje nowa ustawa o sporcie. Uchwalona została 25 czerwca minionego roku, a 16 października weszła w życie. Zastąpiła dotychczas obowiązujące ustawy: o kulturze fizycznej i o sporcie kwalifikowanym.
Ustawa wprowadza nową definicję sportu, zgodną z przyjętą przez Unię Europejską. Artykuł 2 ustawy mówi:
"1. Sportem są wszelkie formy aktywności fizycznej, które przez uczestnictwo doraźne lub zorganizowane wpływają na wypracowanie lub poprawienie kondycji fizycznej i psychicznej, rozwój stosunków społecznych lub osiągnięcie wyników sportowych na wszelkich poziomach.
2. Sport wraz z wychowaniem fizycznym i rehabilitacją ruchową składają się na kulturę fizyczną”.
Nowa ustawa umacnia pozycję klubów oraz centralną pozycję narodowych federacji sportowych, zgodnie z zasadą: jedna federacja w jednym sporcie. Na dostosowanie swojej działalności do jej wymagań polskie związki sportowe będą miały dwa lata.
Ustawa o sporcie jest niezwykle ważnym aktem prawnym dla sportowców niepełnosprawnych. Po raz pierwszy zrównuje ich prawa z prawami sportowców pełnosprawnych. Obok określenia „olimpijczyk”, pojawiają się dwa dodatkowe pojęcia: „paraolimpijczyk” i „sportowiec głuchy”. Ruch olimpijski – tym razem ustawowo – otwiera się na sport niepełnosprawnych. W rozdziale 5. ustawy pt.” Narodowy ruch olimpijski” zapisy dotyczące Polskiego Komitetu Olimpijskiego stosuje się do Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego. W artykule 36. następnego rozdziału (Wspieranie sportu przez organa władzy publicznej) czytamy:
„1. Reprezentantom Polski:
1) na igrzyskach olimpijskich,
2) zakwalifikowanym na igrzyska olimpijskie odbywające się w 1984 r. w Los Angeles, którzy
wzięli udział w zawodach „Przyjaźń 84”,
3) zakwalifikowanym na igrzyska paraolimpijskie lub zawody sportowe osób niepełnoprawnych
odbywające się przed 1992 r., będące odpowiednikiem igrzysk paraolimpijskich,
4) zakwalifikowanym na igrzyska głuchych lub zawody sportowe odbywające się przed 2001 r.,
będące odpowiednikiem igrzysk głuchych,
– przysługuje świadczenie pieniężne ze środków budżetu państwa, zwane dalej
„świadczeniem”.
2. Świadczenie przysługuje osobie, która:
1) zdobyła co najmniej jeden medal na zawodach sportowych, o których mowa w ust. 1,
2) ukończyła 40. rok życia,
3) nie uczestniczy we współzawodnictwie sportowym organizowanym przez polski związek
sportowy,
[…]
11. Minister właściwy do spraw kultury fizycznej określi, w drodze rozporządzenia
wykaz zawodów sportowych osób niepełnosprawnych odbywających się przed 1992 r.,
będących odpowiednikiem igrzysk paraolimpijskich, oraz zawodów sportowych
odbywających się przed 2001 r., będących odpowiednikiem igrzysk głuchych, biorąc pod
uwagę rangę sportową tych zawodów”.
Nowa ustawa pociągnęła za sobą konieczność zmian w polskim sporcie, w tym także w sporcie niepełnosprawnych. Realizując zapisy ustawy, Ministerstwo Sportu i Turystyki wytyczyło dwa kierunki rozwoju sportu osób niepełnosprawnych. Są nimi:
sport wyczynowy,
sport powszechny.
Za sport wyczynowy odpowiedzialny jest w Ministerstwie Departament Sportu Wyczynowego, a sport powszechny jest w gestii Departamentu Sportu Powszechnego.
Rozwój sportu wyczynowego realizowany jest w ramach zadania „Wspieranie sportu kwalifikowanego”, które obejmuje następujące programy:
1. przygotowania do letnich igrzysk paraolimpijskich i letnich igrzysk głuchych,
2. przygotowania do zimowych igrzysk paraolimpijskich i zimowych igrzysk głuchych,
3. przygotowania do mistrzostw świata i Europy w dyscyplinach nieolimpijskich.
W ramach wyżej wymienionych programów MSiT dofinansowuje:
1. szkolenie centralne, w tym szkolenie w centralnych ośrodkach szkolenia sportowego w
dyscyplinach paraolimpijskich,
2. udział sportowców niepełnosprawnych w igrzyskach paraolimpijskich, igrzyskach głuchych,
mistrzostwach świata i Europy i innych imprezach mistrzowskich rangi międzynarodowej i
krajowej,
3. szkolenie trenerów, instruktorów, fizjoterapeutów, klasyfikatorów, wolontariuszy sportu osób
niepełnosprawnych,
4. promocję sportu osób niepełnosprawnych,
5. zakup sprzętu sportowego dla osób niepełnosprawnych,
6. umowy z trenerami kadry narodowej osób niepełnosprawnych.
Rozwój sportu powszechnego realizowany jest w ramach zadania: „Popularyzacja i wspieranie sportu dla wszystkich” i obejmuje:
1. organizowanie zajęć sekcji sportowych osób niepełnosprawnych,
2. organizowanie imprez sportowych dla osób niepełnosprawnych,
3. prowadzenie zajęć sportowych dla osób niepełnosprawnych,
4. organizowanie obozów sportowych dla osób niepełnosprawnych,
5. szkolenie trenerów, instruktorów, fizjoterapeutów, klasyfikatorów i wolontariuszy sportu osób
niepełnosprawnych,
6. promocję sportu osób niepełnosprawnych,
7. zakup sprzętu sportowego dla osób niepełnosprawnych.
Priorytetowo traktowane są, między innymi, inicjatywy mające na celu włączanie w działania społeczne osób niepełnosprawnych, w tym starszych, poprzez sport. W 2008 roku wprowadzony został program rekreacji ruchowej dla osób niepełnosprawnych w starszym wieku. Skierowany jest do osób po pięćdziesiątym roku życia. W jego ramach realizowane są zajęcia sportowe i sportowo-rekreacyjne w sekcjach sportowych oraz imprezy i obozy sportowo-rekreacyjne.
Sport osób niepełnosprawnych dofinansowany jest ze środków Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej oraz z budżetu państwa. Ze środków budżetowych finansowane są też: stypendia sportowe, nagrody dla zawodników i trenerów.
Nowa ustawa o sporcie zmienia też sytuację Stowarzyszenia „Cross”, gdyż punkt 1. artykułu 13. ustawy stwierdza, iż:
„1. Polski związek sportowy ma wyłączne prawo do:
1) organizowania i prowadzenia współzawodnictwa sportowego o tytuł Mistrza Polski oraz o Puchar Polski w danym sporcie,
2) ustanawiania i realizacji reguł sportowych, organizacyjnych i dyscyplinarnych we
współzawodnictwie sportowym organizowanym przez związek,
3) powołania kadry narodowej oraz przygotowania jej do igrzysk olimpijskich, igrzysk
paraolimpijskich, igrzysk głuchych, mistrzostw świata lub mistrzostw Europy,
4 ) reprezentowania tego sportu w międzynarodowych organizacjach sportowych”.
Z powyższych zapisów ustawy wynika, że aby działać na polu sportu wyczynowego, trzeba być związkiem sportowym. Stowarzyszenie taką procedurę już rozpoczęło. Jest ona jednak długa, skomplikowana i żmudna.
(TD)
Masażysta czy fizjoterapeuta?
Z mgr Jakubem Przeorem, fizjoterapeutą, rozmawia Anna Amanowicz.
- Jest Pan masażystą czy fizjoterapeutą?
– Jestem fizjoterapeutą. Jednym z działów fizjoterapii jest oczywiście masaż leczniczy. Cały świat prze do przodu, sport również, rozwija się także masaż. Zawód określany mianem „masażysta” jest niewystarczający dla współczesnego sportowca. Dziś fizjoterapeuci diagnozują i leczą jego urazy. Dzięki pracy na tkankach miękkich, stosując terapię manualną, kinezjotaping, fizjoterapeuta może zapobiegać kontuzjom, nawrotom i postępowi choroby, sprawiać, że organizm szybciej regeneruje się do kolejnego wysiłku. Tak więc na pani pytanie odpowiadam: będąc fizjoterapeutą, jestem również masażystą.
– Masażysta, fizjoterapeuta to dziś nieodłączny towarzysz sportowców wyczynowych, także niepełnosprawnych. Kiedy jego kontakt z zawodnikiem jest najbardziej pożądany: przed zawodami, w trakcie zawodów, podczas treningów?
– Najważniejsza jest ciągłość pracy z zawodnikami. Ona jest potrzebna po to, by można było dla każdego z nich wybrać optymalny czas na zabiegi. Każdy zawodnik inaczej reaguje na masaż. Żeby był skuteczny, masażysta musi dobrze poznać zawodnika, jego organizm i potrzeby. Jest wiele rodzajów masażu: segmentarny, relaksacyjny, izometryczny – stosowane są w zależności od potrzeb zawodnika, dobierane do dyscypliny sportowej, do mikrocyklu treningowego, a nawet do pory dnia. Wychodząc z tego założenia, masażysta powinien przez dłuższy czas pracować ze sportowcami, uczestniczyć w treningach, obozach, w zgrupowaniach – poznawać ciało zawodnika i przyzwyczajać go do zabiegów. Nie może być tak, że zawodnik, nigdy nie poddawany zabiegom, tuż przed zawodami domaga się masażu. To może przynieść odwrotny skutek. Ważna jest też wzajemna sympatia i akceptacja. Sportowcy muszą mieć komfort obcowania z inną osobą. Od tego też zależą ich sportowe wyniki. Optymalna sytuacja byłaby wówczas, gdyby do pracy z zawodnikami było gotowych wielu masażystów – można byłoby się wzajemnie dopasować, byłby wybór. Ktoś mógłby się poświęcić pracy z lekkoatletami, ktoś inny z pływakami czy siatkarzami. Powtarzam zatem raz jeszcze: tylko ciągła, systematyczna praca z zawodnikiem może przynosić efekty. A tej ciągłości nie ma. Z niepełnosprawnymi sportowcami pracuję z doskoku. Dużo lepiej jest w sporcie osób pełnosprawnych. Dla każdej dyscypliny jest powołana grupa fizjoterapeutów odpowiedzialna za nią. Ba, są zawodnicy, którzy, mając indywidualnych fizjoterapeutów, spędzają z nimi większość czasu w roku. Praca fizjoterapeuty rozpisana w Polskim Związku Lekkoatletycznym na 2011 rok opiewa na 200 dni. A jak to wygląda w sporcie niepełnosprawnych? Nie wiem, czy uzbiera się ich 10. Jakaż ogromna dysproporcja! Zostaje tylko nadzieja, że to się będzie zmieniać, że polski sport niepełnosprawnych w tej materii zacznie doganiać świat.
– Czym różni się podejście fizjoterapeuty do pacjentów od podejścia lekarza?
– Fizjoterapeuta ma podejście globalne, spędzamy z zawodnikami więcej czasu niż lekarze. Zajmujemy się nie tylko, na przykład, stłuczonym kolanem czy zerwanym mięśniem łydki pacjenta, ale całym jego ciałem. Stosując odpowiednie zabiegi, fizjoterapeuta może zapobiegać kontuzjom, sprawiać, że organizm regeneruje się szybciej do kolejnego wysiłku. Czy ich skutkiem jest lepszy wynik sportowy? Myślę, że tak. Bo przecież organizm staje się bardziej sprawny.
– Jak Pan trafił do sportu niepełnosprawnych?
– Całe życie byłem blisko sportu. Wcześniej uczestniczyłem w nim jako zawodnik (grałem w piłkę nożną), zaś po ukończeniu Wydziału Rehabilitacji Ruchowej na Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie podjąłem zawód fizjoterapeuty. Do sportu osób niepełnosprawnych trafiłem poprzez trenera Adama Zawiślaka – pracowałem z nim przy kadrze Polski w siatkówce na stojąco mężczyzn. Potem była siatkówka na siedząco, paraolimpiada w Pekinie, lekkoatletyka w Nowej Zelandii. Teraz rodzą się w głowie plany zdobycia uprawnień międzynarodowego klasyfikatora niepełnosprawności, by móc, prócz zabiegów fizjoterapeutycznych, wspomagać reprezentacje sportowców niepełnosprawnych jako klasyfikator. Nie jest nas dużo do pracy w tym sporcie, ja przynajmniej wiem tylko o czterech osobach, a przecież dyscyplin, które uprawiają sportowcy niepełnosprawni, trochę jest. W notes wpisane mam terminy zgrupowań, mistrzostwa świata i Europy w siatkówce na siedząco – dopasowuję do nich swoją pracę w gabinecie rehabilitacji. Przy innych dyscyplinach, np. w lekkoatletyce, pracuję z doskoku.
– Ostatnio był Pan z niepełnosprawnymi lekkoatletami na mistrzostwach świata w Christchurch w Nowej Zelandii?
– Tę grupę sportowców znam z paraolimpady w Pekinie, z mityngów w Polsce. Dobrze mi się z nimi pracuje. Wspólnie cieszyliśmy się z piątego miejsca w generalnej klasyfikacji medalowej, zdobytego w Christchurch. Na mistrzostwach nikt nie próżnował. Każdy dzień był wypełniony zabiegami i zawodami. Co prawda kontuzji poważnych nie było, ale ja cały czas miałem zajęcie – rano i wieczorem przy stole i zawsze w pełnej gotowości na stadionie.
Ledwie wyjechaliśmy z Nowej Zelandii, a tam całym Christchurch zatrzęsło. Przedsmak tego tragicznego trzęsienia ziemi poczuli uczestnicy mistrzostw. Podczas naszego pobytu były aż cztery wstrząsy. Jedno dość mocno wyczuwalne – rano, na przykład, trzęsły się nasze łóżka – trzy pozostałe minimalnie. W rejonie Christchurch ludzie często padają ofiarą tego kataklizmu, są na to przygotowani. Domy budują lekkie, niskie, drewniane. I te domy przeważnie się ostają. Gorzej jest z nowoczesną, wyższą zabudową w centrum miasta. Podczas lutowego trzęsienia ziemi ona najbardziej ucierpiała, zawaliła się też wieża kościoła. Po lżejszych wstrząsach w końcu 2010 roku mieszkańcy spodziewali się, że ziemia znów niedługo się zatrzęsie, tyle tylko, że naukowcy nie potrafili określić, kiedy trzęsienie nastąpi i jak będzie wielkie. Niektórzy ludzie, niepewni co się stanie, jeszcze podczas naszego tam pobytu przenosili do samochodów poduszki, koce, wodę, puszki z jedzeniem.
– Czy fizjoterapeuta mógłby udzielić jakichś rad sportowcom niepełnosprawnym?
– Wielu z nich ma stare kontuzje, nie leczone, tylko zaleczone. Często jest tak, że kontuzje są źle diagnozowane i spychane na dalszy tor – może samo przejdzie. A nigdy tak nie jest. Nie lekceważcie kontuzji! Bo ona kiedyś się odezwie i to w najmniej oczekiwanym momencie, być może dla was najważniejszym. Starą kontuzję czy odnowiony uraz bardzo ciężko się leczy. A kolejność powinna być taka: kontuzja – wyleczenie do końca – powrót do treningu. Rozumiem, że przeważnie jest presja czasu, presja wyniku, wybiera się coś kosztem czegoś. Sportowców pełnosprawnych w jakimś sensie usprawiedliwiają ogromne pieniądze, jakie dostają za wynik. W sporcie niepełnosprawnych nawet tego nie ma.
– Dziękuję za rozmowę.
Jakub Przeor
Mgr Rehabilitacji Ruchowej, absolwent krakowskiej AWF, certyfikowany terapeuta metody Mulligan Concept, zalożyciel Reh–Activ, współtwórca True Pilates Poland. Fizjoterapeuta z wieloletnim doświadczeniem w leczeniu dolegliwości kręgosłupa i urazów sportowych. Specjalista związany z Polskim Związkiem Lekkiej Atletyki (od 2010 r.), Polskim Związkiem Piłki Siatkowej (fizjoterapeuta męskiej reprezentacji Polski 2009 r.), Polskim Komitetem Paraolimpijskim (fizjoterapeuta kadry Pekin 2008 r.). Propagator treningu, opartego na stabilizacji głębokiej, konsultant współpracujący z firmami w zakresie terapii i profilaktyki bólów kręgosłupa, wynikających z siedzącego trybu pracy. Pasjonat sportu i podróży motocyklowych, były piłkarz.
Co to jest fizjoterapia ?
Fizjoterapia jest metodą leczenia, wykorzystującą zjawisko reaktywności organizmu na bodźce. W zależności od zastosowanego bodźca, rozróżnia się następujące działy fizjoterapii:
balneoterapię (naturalne czynniki, dostępne w uzdrowiskach),
klimatoterapię (bodźce klimatyczne),
hydroterapię (kąpiele wodne),
kinezyterapię (bodźce kinetyczne – ruch),
terapię manualną (bodźce mechaniczne i kinetyczne),
masaż leczniczy (bodźce mechaniczne),
fizykoterapia (sztucznie wytworzone bodźce – prąd elektryczny, światło).
Celem fizjoterapii jest usunięcie (jeśli jest to możliwe) procesów chorobowych, zapobieganie nawrotom i postępowi choroby, usuwanie dolegliwości, przywracanie sprawności. Główne cele fizjoterapii to: zwalczanie bólu, zwalczanie stanów zapalnych, usprawnianie czynności poszczególnych narządów; dodatkowo w przypadku narządu ruchu: zwiększanie siły mięśniowej, przywracanie prawidłowego zakresu ruchu, przywracanie prawidłowych stereotypów ruchowych, odtwarzanie propriocepcji, przywracanie odpowiedniej długości i elastyczności tkankom okołostawowym, stwarzanie optymalnych możliwości gojenia się struktur wewnątrz- i okołostawowych, a przy istniejących, niemożliwych do usunięcia zmianach chorobowych osiągnięcie możliwie najlepszego stanu funkcjonalnego oraz nauka oszczędnego korzystania z narządu ruchu.
W niektórych schorzeniach fizjoterapia stanowi podstawowy sposób leczenia, w innych jedynie uzupełniający. W chorobach narządu ruchu często stosuje się fizjoterapię równolegle z podstawowym sposobem leczenia jako terapię wspomagającą oraz po zakończeniu leczenia podstawowego, w celu osiągnięcia stanu funkcjonalnego maksymalnie zbliżonego do tego sprzed choroby.
(Źródło: Internet)
Dobry dotyk
„Do serca przytul psa, weź na kolana kota” – zachęcała przed laty jedna z popularnych piosenek kabaretowych. Ci, których do tego nie trzeba namawiać, bo na co dzień żyją z Mruczkami i Ciapkami, często opowiadają o tym, jak pozytywny wpływ na ich zdrowie mają bliskie kontakty ze zwierzakami. Czy kocie futerko może uśmierzyć bóle kości i stawów, a mruczenie ukoi nerwy i utuli do snu? Ile prawdy w opiniach kardiologów, że psy i koty obniżają nam ciśnienie krwi, poziom złego cholesterolu i trójglicerydów?
O terapeutycznych właściwościach zwierząt napisano już wiele. Zmniejszają poczucie samotności i izolacji, pozwalają zachować aktywność nawet osobom w podeszłym wieku. Głaskanie i przytulanie kota czy psa wycisza i relaksuje, ale także – zdaniem psychologów – pozwala nam zachować wrażliwość. Jesteśmy dłużej otwarci na innych ludzi, wraz z wiekiem nie stajemy się zgryźliwi. Lecznicze talenty czworonogów znajdują potwierdzenie w badaniach naukowych. Otóż kocie mruczenie – co dokładnie zmierzono – ma częstotliwość 20-150 Hz. Doświadczenia potwierdziły, że ekspozycja na takie właśnie drgania świetnie działa na kości: poprawia ich strukturę i zwiększa gęstość tkanki. Są także dowody na to, że stymulacja wibracjami z przedziału 50-150 Hz zmniejsza ból. Delikatne wibracje stosowane są przecież podczas masaży oraz w medycynie sportowej dla wzmocnienia mięśni i zapobiegania skurczom. Niskie częstotliwości – mówią lekarze – wpływają kojąco na ścięgna i poprawiają ruchomość stawów. Częstotliwość 100 Hz zmniejsza także duszność u pacjentów z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc. Warto więc sprawić sobie kota (o ile nie jesteśmy uczuleni na jego sierść, co się zdarza). Oczywiście żywego, bo opinie, że wystarczy samo jego futro, nijak się mają do prawdy. Podobnie zresztą jak wiara w to, że psi smalec jest panaceum na wszelkie dolegliwości. Na szczęście, policja ostatnio coraz skuteczniej wykrywa ludzi trudniących się okrutnym dla zwierząt procederem pozyskiwania tego „specyfiku”.
Nie każdy przepada za kotami z racji ich charakteru. To indywidualiści, chadzają własnymi ścieżkami i raczej one biorą nas w swe posiadanie, a nie odwrotnie. Ale równie wiele pożytków dla zdrowia możemy mieć z kontaktów z psem (pod warunkiem, że i on nie działa na nas alergicznie). Amerykańscy uczeni wykazali, że codzienny godzinny spacer z czworonogiem wpływa korzystniej na stan zdrowia jego właściciela niż gdyby ten szedł z innym człowiekiem. Po prostu taka przechadzka jest bardziej forsowna, bo zmusza nas, byśmy się włączyli w aktywność zwierzaka, co tylko wychodzi nam na dobre. Kardiolodzy potwierdzają, że posiadacze psów mają większą od innych szansę na dojście do siebie po chorobie wieńcowej. Pies zwiększa o 3 procent nadzieję na przeżycie ataku serca. Wiadomo, że ogromny wpływ na zdrowie ma samopoczucie psychiczne; 70 procent badanych rodzin przyznaje, że z psem ich życie domowe nabrało nowych treści, stało się weselsze. Posiadanie psa – radzą psycholodzy – podnosi w dziecku poczucie własnej wartości, towarzystwo zwierząt pomaga im lepiej znieść poważną chorobę lub nawet śmierć rodziców. Psy zmniejszają u uczniów stres przed egzaminami.
Niektóre rasy psów nadają się szczególnie do bliskiego kontaktu z człowiekiem. Tak powstała dogoterapia – profesjonalna metoda terapii oraz rehabilitacji z głównym udziałem psa i terapeuty. W Polsce tę metodę stosuje się od końca lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Psy biorące udział w dogoterapii są już od szczeniaka specjalnie szkolone. Pomagają skutecznie w rehabilitacji niepełnosprawnych dzieci cierpiących na autyzm, porażenie mózgowe czy nadpobudliwość. Psy doskonale się sprawdzają jako przewodnicy niewidomych i towarzysze osób starszych. Dzięki nim ludzie w podeszłym wieku widzą sens życia, czują się odpowiedzialni za swojego pupila, a więc ciągle jeszcze komuś potrzebni. Psy są dla nich także powodem do nawiązywania lub utrzymywania znajomości z innymi ludźmi. Życie towarzyskie „psiarzyÅh to stały element ich spacerów z czworonogiem.
Pies terapeuta może pomóc w wykonywaniu codziennych czynności: przyniesie gazetę z kiosku, poda pantofle, otworzy drzwi, a nawet potrafi wezwać pogotowie. Poza tym jest zawsze niezawodnym stróżem swego pana i jego domu. Zdrowe, zarówno dosłownie, jak i w przenośni, współżycie człowieka ze zwierzakiem, nie może, co oczywiste, polegać na traktowaniu go wyłącznie instrumentalnie. Ani pies, ani kot nie mogą być tylko „żywym lekarstwem” na nasze dolegliwości. Aby tak rzeczywiście było, trzeba je lubić i traktować jak współdomowników. I dobierać sobie partnerów, mając na uwadze również to, czy im będzie z nami dobrze. Dlatego brakiem rozsądku byłoby sprowadzenie do mieszkania w bloku psa wielkości cielaka lub rasy myśliwskiej, które wymagają dużo miejsca i przestrzeni do wybiegania się.
Na pewno osobie powyżej siedemdziesiątki nie powinno się (co często robią wnuki) fundować szczeniaka. Jest absorbujący, niezdyscyplinowany, nie potrafi zachować czystości, a zamartwianie się, że może przeżyć właściciela, będzie ogromnym stresem dla obdarowanego. Jeśli chcemy mieć psa, najlepiej wybrać dorosłego, choć jeszcze młodego (1,5 - 2-latka), spokojnego i łatwego w utrzymaniu. Dlatego wśród osób starszych najbardziej popularne są jamniki, ratlerki, yorki, pudle i pekińczyki, czyli tzw. psy kanapowe. Nie wymagają długich spacerów, są małe i można je ze sobą wszędzie zabrać. Psy ras średnich (foxteriery, sznaucery, beagle, spaniele) mają duży temperament, potrafią też wykorzystać słabość swoich właścicieli, co dla osób starszych może być uciążliwe. Lepsze są już psy duże, ale spokojne i ułożone, choć i takie mogą czasem mocno pociągnąć za smycz swego pana. Dla osób młodszych (choć te na ogół nie mają czasu na zajmowanie się zwierzakami, cedując ten obowiązek na innych członków rodziny), aktywnych i w średnim wieku najlepszym wyborem będą psy dziarskie, lubiące dalekie wędrówki po trudnych szlakach, bieganie i inne sporty. Rasy spełniające te warunki to: setery, retrievery, wyżły, owczarki niemieckie.
Wydaje się, że wybór kota jest łatwiejszy, w myśl zasady, że w nocy wszystkie są czarne. Ale i tu ras jest bez liku, a ich przedstawiciele różnią się kolorem oczu, długością sierści, timbrem mruczenia, wrodzonymi cechami charakteru. Jeżeli chcemy mieć kota dla siebie, a nie na pokaz (wystawy, rodowody, medale), najlepsze są dachowce: niewybredne (chyba, że je sami rozpuścimy), odporne, przyjazne i… tanie (za rasowe trzeba płacić, i to słono).
Zdaję sobie sprawę, że są to tylko tzw. rady ogólne. Biorą one w łeb, kiedy na widok jakiegoś psa czy kota odzywa się w nas przysłowiowy głos serca i mówi: ten, albo żaden. Tak było w moim przypadku, dzięki czemu od wielu już lat jestem posiadaczką krótkowłosej, białej suczki (wyrzuconej przez poprzednich właścicieli), choć po odejściu poprzedniej, długowłosej i czarnej, nie wyobrażałam sobie wzięcia innej.
Bywa też, że zwierzę wybiera nas. Z tej to przyczyny od jakiegoś czasu mam rudą kotkę, choć zarzekałam się, że absolutnie wystarcza mi „urzędujący” już wcześniej kocur. Kotka uciekła z poprzedniego domu i wybrała nasz. Tak więc korzystam teraz z terapeutycznych dobrodziejstw całej tej „hultajskiej trójki”.
(BWO)
Trening w domu
Dotrzymując obietnicy złożonej Państwu w ostatnim numerze, dziś zajmiemy się ćwiczeniami w domu. Aby zacząć, wystarczy chęć, chwila wolnego czasu, luźny strój oraz mata gimnastyczna lub kocyk.
Ćwiczenia ogólnorozwojowe można podzielić na trzy grupy: siłowe, kondycyjne i rozciągające. Siłowe oraz większość ćwiczeń siłowo-wytrzymałościowych mają za zadanie wzmacniać siłę mięśni. Idealnie nadają się do ujędrniania i modelowania ciała. Najczęściej stosuje się dynamiczne formy, kiedy mięśnie, pokonując opór, kurczą się. Dlatego na siłowni wykonujemy ćwiczenia z obciążeniami, w domu wystarczy zastosować ciężar własnego ciała. Inną formą ćwiczeń siłowych są ćwiczenia statyczne – polegają na utrzymywaniu takiej pozycji ciała, która wymusza napięcie mięśni. Ćwiczenia kondycyjnie poprawiają wydolność organizmu, w szczególności układu oddechowego i krążeniowego. Wykonując je, np. skacząc na skakance czy tańcząc przy szybkiej muzyce, pocimy się, a nasze tętno przyspiesza (serce uderza co najmniej do 130 uderzeń na minutę). Dzięki długotrwałym ćwiczeniom spalamy tkankę tłuszczową. Ćwiczenia kondycyjne polecam szczególnie tym, którzy chcą się pozbyć kilku fałdek w okolicach bioder. Ćwiczenia rozciągające poprawiają ruchomość stawów i uelastyczniają mięśnie. Są bardzo pomocne wówczas, gdy chcemy się zrelaksować i zapomnieć o codziennych stresach. Podczas domowego treningu można stosować każdy rodzaj ćwiczeń, a także je łączyć. Najważniejsza jednak jest systematyczność.
Ćwiczenia wzmacniające
1. Przysiady
To jedne z bardziej znanych ćwiczeń, niewiele osób jednak wie, jak je prawidłowo wykonywać. Poniżej krótka receptura.
Nogi ustaw na szerokość bioder, stopy skierowane lekko na zewnątrz. Ugnij kolana do kąta prostego (nie jest wskazane w tym ćwiczeniu przysiadać za nisko, aż do kąta ostrego). Następnie dynamicznie wyprostuj nogi. Dużym błędem, który wpływa na złe ustawienie w stawach, jest wykonywanie przysiadów na baczność, ze złączonymi nogami.
W tym ćwiczeniu wzmacniają się głównie mięśnie ud. Wersja dla bardziej zawansowanych to wyskoki z półprzysiadu, kiedy, zamiast prostować nogi do stania z obniżonej pozycji, wyskakujemy w górę; lądując miękko, schodzimy ponownie do przysiadu.
2. „Pompki”
To ćwiczenie wykonywane głównie przez panów, ale polecam je także paniom. Wzmacnia mięśnie ramion i mięśnie piersiowe. Różnorodne wersje tego ćwiczenia pozwolą dopasować poziom trudności do możliwości fizycznych ćwiczącego.
Wersja dla początkujących to pompki w staniu. Opieramy dłonie, np. o parapet, stajemy w pewnej odległości od niego. Im dalej, tym ćwiczenie będzie trudniej wykonywać. Ciało utrzymujemy wyprostowane - uginając ramiona, klatkę piersiową zbliżamy do parapetu, a następnie prostujemy ramiona do pozycji wyjściowej.
Kolejny wariant ćwiczenia to tzw. „pompki damskie”. Ćwiczenie wykonujemy klękając na podłodze. Opieramy dłonie przed sobą na podłodze. Robiąc pompki, uginamy tylko łokcie, ciało jest wyprostowane. Podczas ćwiczenia ciężar ciała opiera się na kolanach oraz ramionach. Im dalej cofnięte będą kolana, tym większą pracę wykonają mięśnie ramion.
Najtrudniejsza wersja ćwiczenia polega na uginaniu ramion w podporze, leżąc przodem. Dłonie i stopy to jedyne miejsce styku z podłożem, ciało jest maksymalnie wyprostowane. Węższe ustawienie ramion niż na szerokość barków wzmacnia mięsień trójgłowy ramienia, szersze ustawienie - mięśnie piersiowe.
3. „Brzuszki”
Prawidłowo wykonywane pełne „brzuszki” wzmacniają mięśnie brzucha, ale także mięśnie biodrowo-lędźwiowe i mięśnie przedniej partii ud.
Przy ugiętych kolanach (kąt ok. 90 stopni) wykonujemy skłon tułowia w przód, czyli wykonujemy przejście z leżenia do siadu, a następnie spokojnie kładziemy się na plecy. Nogi powinny pozostać nieruchomo. Jeśli mamy z tym problem, to należy wsunąć stopy pod tapczan, aby uzyskać stabilizację nóg. Ramiona można skrzyżować na piersiach lub spleść za głową, ale nie należy ciągnąć głowy w przód.
4. Statyczne wzmacnianie mięśni grzbietu i pośladków
W leżeniu przodem (na brzuchu) unosimy głowę i barki nisko nad podłogę, równocześnie unosimy nogi wraz z kolanami, opierając się o podłoże tylko częścią ciała w okolicy bioder. Wytrzymujemy w tej pozycji jak najdłużej. Nie należy unosić tułowia i nóg jak najwyżej, gdyż obciąża to kręgosłup. Wystarczy oderwać nogi jak i tułów lekko nad podłoże (ok. 10 cm), głowy nie należy odchylać w tył.
Początkujący powinni wykonywać 2-3 serie po 6-8 powtórzeń, stopniowo zwiększać po 2 powtórzenia, aż osiągną 20 powtórzeń. Następnie należy zwiększyć liczbę serii do czterech.
Ćwiczenia kondycyjne
Najczęściej ćwiczenia kondycyjne wykonuje się na przyrządach fitness, takich jak rowerki stacjonarne, bieżnie mechaniczne, ergometry wioślarskie.
Można jednak śmiało je zastąpić ciągiem ćwiczeń: bieg w miejscu, podskoki na palcach, bieg w miejscu z wysokim unoszeniem kolan, podskoki do rozkroku ze wznoszeniem i opuszczaniem ramion (tzw. pajacyki), bieg w miejscu z naprzemianstronnymi krążeniami ramion, podskoki z obustronnymi krążeniami ramion, bieg w miejscu ze zbliżaniem pięt do pośladków.
Do tych ćwiczeń wystarczy trochę miejsca w pokoju, a efekty będą zdumiewające. Kondycja poprawi się znacząco. Dla początkujących, którzy prowadzą siedzący tryb życia, proponuję na początek ćwiczyć przez 2-3 min, stopniowo zwiększając czas jednej sesji. Jeśli będziecie w stanie ćwiczyć bez przerwy przez 20 min, to będzie znak, że jesteście w dobrej formie.
Ćwiczenia rozciągające
Ćwiczenia rozciągające najlepiej wykonywać po treningu siłowym i kondycyjnym, ale stosuje się je również podczas rozgrzewki. W poprzednim numerze opisałem przykładowe ćwiczenia. W każdej pozycji wytrzymuj ok. 15-20 s, czując jak rozciągają się mięśnie.
Lewa noga wyprostowana, prawa ugięta w kolanie. Przenosimy prawą stopę na zewnątrz nogi wyprostowanej (krzyżujemy nogi), przyciągamy dłońmi prawe kolano do siebie, skręcając ciało w prawo. W ten sposób rozciągamy mięśnie pośladkowe prawej nogi. Potem powtarzamy ćwiczenie na drugą stronę.
Leżymy na boku, stopę górnej nogi chwytamy od wewnętrznej strony nogi (prawą nogę, prawą dłonią). Cały czas trzymając stopę, spróbujcie wyprostować nogę w górze. Powtórzcie ćwiczenie na drugą stronę. Ćwiczenie to rozciąga tylną część uda i podudzia.
Leżymy przodem, opierając dłonie przy barkach. Dzięki wyprostowywaniu ramion, wykonujemy jednocześnie skłon tułowia w tył. To ćwiczenie rozciąga mięśnie brzucha.
Dłoń połóż na karku, łokieć w górę. Drugą ręką ciągnij za łokieć w bok, rozciągając mięsień trójgłowy ramienia (triceps).
Opisane ćwiczenia to najprostsza recepta na domowy trening. Każdy niech dostosuje je do poziomu swoich możliwości. Systematyczny trening to klucz do sukcesu. Stopniowo zwiększamy obciążenie i liczbę wykonywanych powtórzeń, ale najważniejsza jest systematyczność. Lepiej przeznaczyć na ćwiczenia 20 minut codziennie, niż raz w tygodniu 2 godziny. Powodzenia i wytrwałości!
Krzysztof Koc
Gramy w szachy
Piękno kompozycji szachowej
Kompozycja stanowi odrębną dyscyplinę szachów. Ambicją autorów zadań matowych i studiów jest stworzenie takiej sytuacji na szachownicy, w której droga do celu będzie zaskakująca, oryginalna i jedyna. Chciałbym przedstawić Czytelnikom kilka „perełek” z ich twórczości.
R. Reti 1921 r.
Białe: Kh8, c6
Czarne: Ka6, h5
Białe zaczynają i remisują
Remis wydaje się być nieosiągalny – biały pionek nieuchronnie zginie, czarnego dogonić się nie da. A jednak... 1.Kg7 h4 2.Kf6 Kb6 Lub 2...h3 3.Ke7 h2 4.c7 3.Ke5! Król idzie w dwóch kierunkach – zbliża się do własnego pionka i goni jednocześnie czarnego wolniaka. Grozi 4.Kf4 3...h3 4.Kd6! h2 5.c7 i pionki dochodzą do hetmana jednocześnie.
Również i w następnej pozycji nie widać szans na uratowanie partii. Przegrywa zarówno 1.c8H? Gf5+ 2.Kc7 G:c8 jak i 1.Kd6? Gf5 2.Kc5 Kf4 3.Kb6 Gc8 4.Ka7 b5 itd. Aby zremisować, trzeba wygonić pionka z pola b7, oddając przy tym aż dwa tempa!
A. K. Saryczewowie 1928 r.
Białe: Kd7, c7
Czarne: Kf3, Gh7, b7
Białe zaczynają i remisują
1.Kc8! b5 (1...Ge4 2.Kb8) 2.Kd7! W porównaniu z pozycją wyjściową, piechur uciekł o dwie linie i w dodatku czarne są na posunięciu 2...b4 3.Kd6 Gf5 4.Ke5! Gc8 5.Kd4 b3 6.Kc3 i czarny pionek ginie.
Bondarenko, Makowin 1954 r. – zakończenie studium
Białe: Kd1, Gh1, d2, d4, e3, h4
Czarne: Ka1, a2, a3, e6, h5, h6
Białe zaczynają i wygrywają
1.Kc2 Czarnego króla nie można oczywiście wypuścić z narożnika, ale jak walczyć teraz z pionkiem – samobójcą? 1...e5 2.Ge4! Wymusza slalom czarnego piechura 2...ed4 3.Gd3! de3 4.Ge2! ed2 5.G:h5 d1H+ 6.G:d1 h5 7.Gg4! hg4 8.h5 g3 9.h6 g2 10.h7 g1H 11.h8G+!? Wygrywa rzecz jasna również dorobienie hetmana, ale trudno oprzeć się pokusie słabej promocji. Któż mógłby bowiem przypuszczać w pozycji wyjściowej, że mata może dać goniec czarnopolowy!
J. Fritz
Białe: Kh5, Ga8, a6, a7
Czarne: Ka5, Wa1, a2
Białe zaczynają i wygrywają
Proszę nie mylić nazwiska autora zadania ze znanym szachowym programem! Jindrich Fritz był znakomitym czeskim problemistą z ubiegłego wieku.
1.Gh1! To posunięcie nie jest trudno znaleźć – wszystkie inne przegrywają. Dorobienie hetmana sprawy jednak nie kończy 1...W:h1 2.a8H Wd1! Okazuje się, że hetman nie ma żadnego szacha, grozi natomiast 3...h1H+ 3.Hh1! W:h1 4.a7 Biały hetman pojawia się znowu na szachownicy (tym razem z szachem) i nietrudno policzyć, że po dowolnym odejściu wieży pionek h2 ginie.
Rinck 1908 r.
Białe: Kh1, Sd8, f6, h2
Czarne: Kd6, c3, f3, h3
Białe zaczynają i remisują
Jeden z czarnych wolniaków nieuchronnie osiągnie pierwszą linię. Biały skoczek okazuje się jednak niezwykle operatywny: 1.f7! Ke7 2.Se6! K:f7 3.Sg5+ Kf6 4.S:f3 c2 5.Sg1! Dorobienie hetmana lub wieży prowadzi do pata, a w przypadku ruchu królem nastąpi 6.Se2.
Czechower 1954 r.
Białe: Kg2, Wb8, Ga2, f2, h2
Czarne: Kh4, Gf4, c2, e4, g4
Białe zaczynają i remisują
1.Wb1! Wydaje się proste i wystarczające do remisu. Czarne mają jednak zamaskowane uderzenie taktyczne 1...cb1H 2.G:b1 e3! Białe stoją teraz przed wyborem: stracić gońca, czy pozwolić na promocję pionka. Ratunek nieoczekiwanie przynosi ta druga możliwość 3.G:f5! e2 4.Gg4! e1H 5.h3! i mimo ogromnej przewagi materialnej, czarne nie są w stanie przełamać systemu obronnego przeciwnika, np. 5...Hc1 6.Kf3! Hf1 7.Ke3 Hg2 8.Ke2 itd. Warto dodać, że nie wolno zamienić kolejności 4 i 5 posunięcia Po 4.h3? czarne grają najpierw 4...g4! i dopiero potem dorabiają hetmana. Król wychodzi wtedy na wolność
i partii białych nie da się uratować.
Rinck 1914 r. – zakończenie studium
Białe: Kg2, Wa2, Gh7, e7
Czarne: Kg4, We6, Sb6, d7
Białe zaczynają i wygrywają
Skazany na likwidację pionek e7 robi karierę: 1.We2! Nic nie daje 1.Wa6 W:e7 lub 1.f3+ Kf4 1...W:e2 2.Ge4! W:e4 3.f3+ i po zabiciu wieży białe dorabiają hetmana.
Tricki 1898 r.
Białe: Kd4, Gh4, Sg4
Czarne: Kh8, Gd6, c6, h7
Białe zaczynają i wygrywają
Przewaga białych tylko pozornie jest niewystarczająca do zwycięstwa 1.Sh6! Grozi 2.Gf6x Ponieważ 1...Kg7 2.Sf5+ prowadzi do straty gońca, odpowiedź czarnych jest wymuszona 1...Gf8 Po wtrąceniu 1...c5+ 2.Kd5 Gf8 3.Gf6+ Gg7 4.Ke6 gra toczy się jak w głównym wariancie 2.Gf6+ Gg7 3.Ke5! c5 Po 3...G:f6+ 4.K:f6 c5 5.Kf7 c4 6.Kf8 czarne dostają mata szybciej 4.Ke6! c4 5.Kf7! G:f6 6.K:f6 c3 7.Kf7 c2 8.Kf8 c1H 9.Sf7x
M. Matous 1996
Białe: Ka6, Wg3, Gg5, f7
Czarne: Kb8, Wf1, e2,
Białe zaczynają i wygrywają
1.Kb6! Po 1.We3 W:f7 2.W:e2 powstaje teoretycznie remisowa pozycja, choć wymaga od czarnych dokładnej gry w obronie. Ruch w partii nie daje przeciwnikowi żadnych szans 1...W:f7 Jedyne. Wtrącenie szacha 1...Wb1+ 2.Kc6 nie ma żadnego sensu, a po 1...e1H czarne dostają mata: 2.Gf4+ Kc8 (2...W:f4 3.Wg8+) 3.f8H+ Kd7 4.Wg7+ Ke6 5.Hf7x 2.Ge7! Mało skuteczne byłoby 2.We3 Kc8 3.W:e2 Kd7. Po ruchu gońcem otwiera się linia „gÅh i grozi 3.Wg8+, a na 2...Kc8 rozstrzyga 3.Kc6 Kb8 4.Wg8+ Ka7 5.Gc5+ Ka6 6.Wa8+ 2...Wf8! Ostatni trik czarnych – ósma linia zostaje przesłonięta, ale... 3.G:f8! e1H 4.Wg8! Powstała oryginalna pozycja. Czarne nie mają obrony przed matem lub stratą hetmana: 4...Hb1+ 5.Gb4x, 4...He8 5.Gd6+, 4...He3+ 5.Gc5+, 4...Kc8 5.Gb4+, 4...He6+ 5.Gd6+
Grigorjew 1931 r.
Białe: Ke7, h2
Czarne: Ka2, g7, h7
Białe zaczynają i wygrywają
Na szachownicy są tylko trzy pionki, a ile tkwi w niej subtelności! 1.h4! Wypuszcza wygraną 1.Kf7? g5 2.Kf6 (Lub 2.Kg7 Kb3 3.K:h7 Kc4 4.Kh6 g4 5.Kg5 Kd5 6.Kxg4 Ke6 7.Kg5 Kf7 8.Kh6 Kg8) 2...g4 3.Kg5 Kb3 4.K:g4 Kc4 5.Kg5 Kd5 6.Kh6 Ke6 7.K:h7 Kf7 i remis 1...h5! (1...h6? 2.h5) 2.Kf8! Nie wolno przesłonić diagonali a2-g8: 2.Kf7? g5! 3.hg5 h4 4.g6 h3 i biały pionek zamienia się w hetmana bez szacha 2...g6!? 3.Ke7! Znów jedyne. Po 3.Kf7? g5! czy 3.Kg7? g5! 4.hg5 h4 5.g6 h3 wygranej nie ma 3...Kb3 4.Kf6 Kc4 5.K:g6 Kd5 6.K:h5 Ke6 7.Kg6! Ke7 8.Kg7! i pionek dochodzi.
Na koniec małe ćwiczenie dla Czytelników:
L. Prokes 1939 r.
Białe: Kf6, Gh8, d4, g2
Czarne: Kh5, c4, d5, d5, f4
Posunięcie białych. Jaki będzie wynik partii?
Rozwiązanie:
Wydaje się, że czarny pionek ucieka i białe przegrywają, tymczasem wynik jest odwrotny: 1.Kf5! c3 2.Gf6 c2 3.Gg5! c1H 4.g4+! fg3 5.G:c1 Kh4 6.Ke6 g2 7.Ge3 z wygraną.
Ryszard Bernard
Podstawowym kryterium podjęcia decyzji o przejściu do gry pozycji klasycznych jest uzyskanie korzystnego, czyli ujemnego tempa. Jednak druga strona, mająca dokładnie tę samą liczbę temp dodatnich, jest zmuszona do prowadzeni walki mającej na celu „przełamanie” klasyki i następnie realizowanie przewagi tempowej w pozycjach otwartych. Rezultat tej walki bardzo często rzutuje na końcowy wynik partii. Zawodnicy, specjalizujący się w rozgrywaniu różnych typów pozycji, w których korzystne jest uzyskanie dodatniego tempa, muszą liczyć się z ryzykiem złapania w klasykę. Poniżej przykład partii, w której stoczono piękną walkę o typ pozycji.
Jurij Łagoda (Ukraina) – Aleksander Szwarcman (Rosja)
Mistrzostwa Świata 2007
1. 32-28 16-21 2. 34-29 21-26 3. 40-34 17-21 4. 45-40 11-16 5. 50-45 6-11 6. 37-32 26x37 7. 42x31
Białe zdobyły +4 tempa.
7… 21-26 8. 47-42 26x37 9. 42x31
Teraz już przewaga temp wynosi +8 dla białych.
9. .. 1-6 10. 48-42!?
Przy tak wysokim tempie białe zakładają prowadzenie gry otwartej, wzmacniając długie skrzydło. Jednak przedwczesne opuszczenie pola 48, złe ustawienie kamieni na długim skrzydle i brak kolumny 37-48, to słabości w pozycji białych, które mogą stanowić prowokację dla czarnych dążących do pozycji klasycznej.
10… 16-21!
Ten kamień zmierza na pole 26, gdzie będzie wykorzystywał brak kolumny 37-48 i podwieszenie kamieni na długim skrzydle.
11. 31-26 20-24!
Przygotowując się do klasyki, czarne zdobywają pole 24.
12. 26x17 12x21 13. 29x20 15x24
Po ostatnich wymianach tempo wynosi +4 dla białych, co w razie przejścia do klasyki będzie optymalną wartością dla czarnych.
14. 41-37 7-12 15. 46-41
Nie dopuszcza do 15… 18-23, na co białe przygotowały 16. 33-29 24x22 17. 32-28
15… 10-15!
Czarne przygotowują się do obrony pola 24, gdyż białe, mając dodatnie tempo, muszą rozpocząć walkę o przełamanie klasyki.
16. 36-31 21-26 17. 41-36 11-16
Czarne nie spieszą się z zajęciem pola 23 z powodu silnych kolumn na krótkim skrzydle białych, które są w stanie z łatwością rozbić klasykę, np.: 17… 18-23 18. 34-29! 23x34 19. 40x20 15x24 20. 39-34! I następnie 21. 34-29
18. 34-29
Walcząc o zmianę pozycji, białe nie mogły już dłużej czekać z atakiem. Po 18. 34-30 18-23 powstaje klasyka z dużą przewagą czarnych, z uwagi na podwieszone kamienie na długim skrzydle białych.
18… 5-10 19. 29x20 15x24 20. 40-34 10-15 21. 44-40 4-10!
Białe znów przygotowały kolumnę 34-45 i trzeba skupiać siły do obrony pola 24.
22. 49-44 6-11!
I znowu nie można zajmować pola 23 z powodu zgromadzonych na krótkim skrzydle sił do ataku.
23. 34-29
Ponownie białe, nie mogąc dłużej czekać, atakują, tracąc jednocześnie kolumnę 34-45.
23… 11-17 24. 29x20 15x24 25. 40-34 10-15 26. 34-29
Białe zrezygnowały z ustawiania kolejny raz kolumny 34-45, gdyż tym razem czarne są przygotowane do wejścia na 23, nie obawiając się ataków białych. Np.: 26. 44-40 18-23! 27. 34-29 23x34 28. 40x20 15x24 i nie można 29. 39-34? z powodu 29… 24-29 30. 34x23 17-22
26… 17-21! 27. 29x20 15x24
Wcześniejszym posunięciem 26… 17-21 czarne obroniły się przed konstruowaniem dalszych ataków ze strony białych. Nie można zagrać 28. 39-34, na co czarne odpowiedzą 28… 18-22 29. 28x17 24-29. Walka białych o przełamanie pozycji klasycznej została przegrana. Czarne wreszcie będą mogły zagrać na 23, uzyskując korzystniejszą klasykę.
28. 45-40 18-23 29. 40-34 12-18!
Czarne muszą brać pod uwagę możliwość kolejnego wybicia kamienia 23, dlatego są przygotowane do zagrania 18-23
30. 31-27 8-12 31. 34-30
Białe ostatecznie zrezygnowały z wybijania kamienia 23. W walce o obronę pola 24 dodatnie tempo przeszło na stronę czarnych i wynosi +2, jednak w obozie czarnych jest zachowana kolumna 3-14, co pozwoli im w dalszej części gry przejąć kontrolę pola 25 i w ten sposób zrekompensuje niekorzystne tempo.
31… 12-17 32. 30-25 2-8 33. 44-40 14-20!
Poniższą wymianę należy wykonać zanim kamień 40 znajdzie się na polu 30.
34. 25x14 9x20 35. 40-34 3-9 36. 34-30 20-25! 37. 28-22 17x28 38. 33x22 25x34 39. 39x30
Powstała nietypowa sytuacja, w której pozycję czarnych z tempem +4 należy ocenić jako lepszą. Główną słabością w pozycji białych jest bardzo ograniczona aktywność kamieni długiego skrzydła oraz centrum, i plan gry czarnych będzie polegał na utrzymaniu tego ograniczenia.
39... 23-9!!
Często posunięcie Gestema ma na celu wyrównanie symetrii, gdy przeciwnik wykonał już takie zagranie. W tym przypadku najważniejszym celem tego posunięcia było niedopuszczenie do uaktywnienia kamieni 38 i 42.
40. 30-25 18-23 41. 43-39 9-14!
Nie dopuszcza do 42. 39-33, po czym nastąpi 42… 23-28 43. 32x34 21x41 44. 36x47 24-30
42. 39-34 29x40 43. 35x44 23-29!
U białych pozostał jeden grający kamień, którym można zagrać na pole 40 i po odpowiedzi 19-23, należałoby partię poddać. Dlatego białe decydują się na poświęcenie kamienia.
44. 22-17 21x12 45. 32-28 29-34 46. 37-32 24-30 47. 27-22 12-18 48. 22-17 16-21 49. 32-27 21x43 50. 17-11 34-39
I białe poddały się, gdyż po biciu 51. 44x33 nastąpi 51… 43-48 52. 25x34 48x45, a po 51. 25x34 nastąpi 39x50 52. 11-6 50x11 53. 6x17 8-12 54. 17x8 13x2
Jan Sekuła



