stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 3 (144) Marzec 2017

CROSS 3 2017

ISSN 1427-728X

ROK XV

Nr 3 (144)

Marzec 2017 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ,

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9,

tel.: 22 635 57 94

tel. kom. 668 764 654, 666 725 040

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Grażyna Wojtkiewicz

Korekta

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

 Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Nakład: 900 egzemplarzy

 

 

Miesięcznik dofinansowuje

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

 

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych

 

aaa

 

Spis treści

Najlepsi biathloniści w Polsce

Piotr Sęk

Młodzi na biegówkach

Dariusz Rutkowski

Asy refleksu

Agnieszka Król-Jaśkiewicz

Wiadomości

Szkolimy niewidomych animatorów turystyki

Andrzej Szymański

Kwadryga ze srebrną Irenką        

Andrzej Szymański

Perły Andaluzji: Granada

Stanisław Niećko

Wokół brzucha

BWO

Ćwiczenia stabilizacyjne

Krzysztof Koc

Gramy w szachy

Ryszard Bernard

Gramy w warcaby

Damian Jakubik

Opowieść o tajemniczej Lady
Barbara Zarzecka

 

aaa

 

biathlon

 

Najlepsi biathloniści w Polsce

Niegdyś Ośrodek Biathlonowy w Kościelisku-Kirach gościł czołowych zawodników Europy i świata – czempionów, od juniorów po seniorów. Dziś cieszy się popularnością amatorów zimowego strzelania na biegówkach, którzy mogą korzystać ze szlaku.

W dniach 16-19 lutego br., w pięknej zimowej scenerii na tle Tatr, w biathlonowym centrum szkoleniowym rywalizowali na dostępnej trasie niewidomi i słabowidzący.

Związek Kultury Fizycznej „Olimp” przy współudziale przemyskiego klubu „Podkarpacie” zorganizował w Zakopanem II Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Biathlonie. Patronat honorowy nad zawodami objął burmistrz Zakopanego Leszek Dorula. Imprezę dofinansowało Ministerstwo Sportu i Turystyki.

Tym razem w rywalizacji na śniegu udział brali zawodnicy w różnym wieku. Mistrzostwa Polski w biathlonie po raz pierwszy przeprowadzone zostały w kategorii juniorów, natomiast seniorzy walczyli po raz drugi, gdyż I Mistrzostwa Polski w Biathlonie odbyły się w Białce Tatrzańskiej w marcu 2016 r.

Przed samymi startami sportowcy mieli szansę sprawdzić się jeszcze raz na tatrzańskich trasach i wyeliminować ostatnie niedociągnięcia podczas treningu z profesjonalistami. W dniu 16 lutego 2017 r. pod okiem trenera kadry Kazimierza Cetnarskiego odbył się trening narciarski, z kolei szkolenie strzeleń biathlonowych przeprowadzone zostało przez trenera pułkownika Zbigniewa Sebzdę. Aura dopisała – mróz był niewielki, a śniegu dużo.

Na pierwszy ogień poszli sprinterzy. Zawody na krótkim dystansie odbyły się
17 lutego, zarówno w kategoriach kobiet, jak i mężczyzn: seniorki, juniorki i juniorzy walczyli na dystansie 6 km z dwoma strzeleniami, seniorzy na dystansie 7,5 km, również z dwoma strzeleniami. Zawodnicy nie mieli wiele czasu na regenerację, kolejne starty odbyły się już następnego dnia. 18 lutego w biegu indywidualnym w kategorii kobiet i mężczyzn wystartowali: seniorki, juniorki i juniorzy na dystansie 10 km z czterema strzeleniami, natomiast seniorzy na dystansie 12,5 km – także z czterema strzeleniami.

Sędzią głównym mistrzostw był Kazimierz Cetnarski. Zawody toczyły się w miłej i sportowej atmosferze. Ceremonia wręczenia medali odbyła się na terenie Ośrodka Biathlonowego Kościelisko-Kiry, natomiast dyplomy i upominki rzeczowe rozdano najlepszym w miejscu zakwaterowania – w Willi Izydor w Zakopanem- Kościelisku.

Zarówno pierwszy, jak i drugi dzień mistrzostw Polski filmowany był przez Telewizję Polską. Reportaże z zawodów zostaną wyemitowane w TVP1 w marcu. Zachęcamy do oglądania.

II Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Biathlonie

16-19.02.2017 r., Zakopane

Sprint

Seniorki

1. Magdalena Dereń („Podkarpacie” Przemyśl)

2. Georgina Myler („Łuczniczka” Bydgoszcz)

3. Grażyna Wydrych („Sudety” Kłodzko)

Juniorki

1. Patrycja Bożek (UKS Laski)

2. Dorota Niewiadomska (UKS Laski)

3. Aneta Górska (UKS Laski)

Seniorzy

1. Piotr Garbowski („Podkarpacie” Przemyśl)

2. Bogdan Konieczny („Podkarpacie” Przemyśl)

3. Zbigniew Żygłowicz („Podkarpacie” Przemyśl)

Juniorzy

1. Dawid Nowakowski (UKS Laski)

2. Paweł Gil („Podkarpacie” Przemyśl)

3. Paweł Nowicki (UKS Laski)

Bieg indywidualny

Seniorki

1. Magdalena Dereń („Podkarpacie” Przemyśl)

2. Georgina Myler („Łuczniczka” Bydgoszcz)

3. Grażyna Wydrych („Sudety” Kłodzko)

Juniorki

1. Dorota Niewiadomska (UKS Laski)

2. Aneta Górska (UKS Laski)

3. Patrycja Bożek (UKS Laski)

Seniorzy

1. Piotr Garbowski („Podkarpacie” Przemyśl)

2. Bogdan Konieczny („Podkarpacie” Przemyśl)

3. Stanisław Spólnik („Lajkonik” Kraków)

Juniorzy

1. Dawid Nowakowski (UKS Laski)

2. Paweł Nowicki (UKS Laski)

3. Paweł Gil („Podkarpacie” Przemyśl)

Piotr Sęk

 

aaa

 

narciarstwo/biathlon

 

Młodzi na biegówkach 

Zima jest porą roku, którą nie wszyscy lubią. Jeśli ktoś jednak uprawia sporty zimowe, to czeka na nią z utęsknieniem. Amatorzy szaleństw na śniegu ze Stowarzyszenia „Cross” dobrze wykorzystali ten czas, by przed topieniem marzanny i zakończeniem sezonu nacieszyć się możliwością uprawiania sportów zimowych.

Najczęściej wymienianymi sportami zimowymi są narciarstwo, saneczkarstwo, snowboard i łyżwiarstwo. Ten ostatni coraz częściej możemy zaliczyć do dyscyplin całorocznych, bo coraz więcej powstaje krytych lodowisk, a łyżwy można zamienić na rolki lub wrotki i cieszyć się także w lecie bardzo podobnym sportem. Co do saneczkarstwa, to najczęściej potrzebujemy górki ze śniegiem, czasem można załapać się na kulig. Najpopularniejszym sportem zimowym pozostaje jednak narciarstwo. Możemy podzielić je na narciarstwo zjazdowe, biegowe oraz skoki narciarskie. Skoki narciarskie są bardzo popularne – ale do kibicowania. Nie uprawia się ich rekreacyjnie, tak więc dostępne są jedynie grupie zawodników. Narciarstwo zjazdowe i snowboard wymagają odpowiednich warunków: śniegu, gór – najlepiej z wyciągami. Poza nielicznymi stokami, na których wybudowano specjalne hale (np. stok Langraf w Holandii), narciarstwo zjazdowe i snowboard uprawia się na świeżym powietrzu. I tu niestety kapryśna aura powoduje, że w niektórych rejonach Polski bardzo krótko można cieszyć się pokrywą śnieżną umożliwiającą korzystanie z przyjemności sportów zimowych.

Jednym z łatwiejszych do opanowania oraz bezpieczniejszych rodzajów narciarstwa jest narciarstwo biegowe. W odróżnieniu od zjazdowego nie potrzeba gór, wyciągów i uprawiać je można w zasadzie wszędzie – wystarczy trochę śniegu i odpowiedni sprzęt, do którego zaliczamy narty biegowe, buty oraz kijki. W narciarstwie biegowym wyróżniamy dwa style, do których stosuje się nieco inny sprzęt. Różni je sposób prowadzenia nart. W stylu klasycznym używa się dłuższych nart i krótszych kijków, a narty prowadzone są równolegle do siebie po odpowiednio przygotowanych torach. Styl łyżwowy to krótsze narty i dłuższe kijki, a narty prowadzi się po dość szerokiej trasie w sposób podobny do jazdy na łyżwach lub na rolkach. Narciarstwo biegowe można uprawiać sportowo, rekreacyjnie i turystycznie. Każdy może znaleźć dla siebie to, co najbardziej lubi. Połączenie narciarstwa biegowego ze strzelaniem to biathlon. W przypadku dysfunkcji wzroku stosuje się w tej dyscyplinie modyfikacje umożliwiające udział zawodnikom słabowidzącym i niewidomym. Narciarz z dysfunkcją wzroku porusza się w towarzystwie przewodnika. W przypadku biathlonu broń kulowa zamieniana jest na broń laserową, którą naprowadza się na cel sygnałem dźwiękowym płynącym ze słuchawek.

Zaznajomieniu m.in. młodzieży niewidomej z narciarstwem biegowym i biathlonem służył obóz sportowy zorganizowany w Kościelisku przez Józefa Plichtę w dniach 5-16 lutego 2017 roku. Wzięły w nim udział reprezentacje trzech ośrodków szkolno-wychowawczych – z Lasek, Bydgoszczy i Wrocławia. Pięknie położony ośrodek był miejscem wypadowym na treningi narciarskie, wycieczki (zakwaterowanie było bardzo blisko przepięknej Doliny Kościeliskiej), a także na zwiedzanie Zakopanego. Nie jest to standardem przy naszej kapryśnej aurze, ale wspaniale dopisała pogoda i warunki śniegowe. Podczas całego obozu uczestnicy mogli podnosić swoje umiejętności techniczne w stylu klasycznym narciarstwa biegowego. Na początku ćwiczenia wykonywane były na płaskim fragmencie stoku. Bardziej zaawansowani narciarze pokonywali prawie kilometrową pętlę, najlepsi dojeżdżali do dwuipółkilometrowej trasy i na niej doskonalili swoje umiejętności, zarówno w stylu klasycznym, jak i łyżwowym.

Jedną z większych atrakcji obozu była codzienna możliwość nauki oraz doskonalenia strzelania z karabinu laserowego, standardowo wykorzystywanego w biathlonie. Dla większości początki strzelania były dość trudne, jednak w miarę treningu skuteczność była coraz większa, a zielone światełko, które zapalało się po trafieniu w cel – pojawiało się coraz częściej.

Uczestnicy dzielnie ćwiczyli, a tu nagle wiadomość: odbędą się zawody – indywidualne i drużynowe w biegach narciarskich o Puchar Prezes „Crossu’” oraz zawody w strzelaniu z karabinu laserowego. Dopiero teraz rozpoczął się trening! Wszyscy mocno zmotywowani, chcieli jak najlepiej wypaść. W zawodach drużynowych startowały czteroosobowe teamy uczniowskie reprezentujące swój ośrodek szkolno-wychowawczy. Na obozie rozpoczynali przygodę z nartami biegowymi i strzelaniem.

Przyszedł wieczór, 13 lutego, i pierwsze zawody – w strzelaniu. W pierwszej kolejności startowali reprezentanci ośrodków, po nich wszyscy chętni. W zawodach, tak jak w biathlonie, należało oddać pięć strzałów. Każdy z nich był celny lub chybił – zapalał zielone lub czerwone światełko – jak w biathlonie. Dla uatrakcyjnienia odległość od środka tarczy wyrażona było punktami. Wartość maksymalna – 10 punktów na każdy strzał, czyli łącznie 50. Najlepszy wynik uzyskał Adam Skalski z Wrocławia – 44 punkty. Jednak najwięcej emocji dostarczyły zawody drużynowe. Pierwsze miejsce zdobyła drużyna z Bydgoszczy w składzie: Mateusz Olendrzyński, Piotr Klimczak, Bartosz Katafiasz, Jakub Żubkowski – wystrzelali 87 punktów, drugie – drużyna z Wrocławia w składzie: Paweł Hejna, Izabela Dawidowicz, Adam Skalski, Andrzej Klepsz – 74 punkty, a trzecie – drużyna z Lasek: Patrycja Bożek, Paweł Nowicki, Hubert Bożek i Dawid Nowakowski – 69 punktów.

Zawody strzeleckie – karabinek laserowy

13.02.2017 r., Kościelisko

Klasyfikacja indywidualna

1. Adam Skalski  (Ośrodek Wrocław) 44 p.

2. Bogdan Konieczny („Podkarpacie” Przemyśl) 40 p.

3. Józef Plichta („Sudety” Kłodzko) 37 p.

4. Monika Łojba („Sprint” Wrocław) 32 p.

5. Bartosz Katafiasz (Ośrodek Bydgoszcz) 32 p.

6. Jerzy Skwirut („Podkarpacie” Przemyśl) 29 p.

7. Piotr Klimczak (Ośrodek Bydgoszcz) 29 p.

8. Mateusz Olendrzyński (Ośrodek Bydgoszcz) 26 p.

9. Patrycja Bożek (Ośrodek Laski) 25 p.

10. Dawid Suchodolski („Sprint” Wrocław) 24 p.

Klasyfikacja drużynowa – zwycięzcy

1. Ośrodek Bydgoszcz 87 p. (Mateusz Olendrzyński 26 p., Piotr Klimczak 29 p., Bartosz Katafiasz 32 p., Jakub Żubkowski 0 p.)

2. Ośrodek Wrocław 74 p. (Paweł Hejna 20 p., Izabela Dawidowicz 10 p., Adam Skalski 44 p., Andrzej Klepsz 0 p.)

3. Ośrodek Laski 69 p. (Patrycja Bożek 25 p., Paweł Nowicki 0 p., Hubert Bożek 21 p., Dawid Nowakowski 23 p.)

Nie mniej emocjonujące były zawody w narciarstwie biegowym o Puchar Prezes „Crossu”. Rozegrano je 14 lutego, w Walentynki. Na blisko kilometrowej pętli startowały sztafety reprezentujące trzy ośrodki. Każdy z zawodników musiał pokonać stylem klasycznym cztery pętle. Piękna pogoda sprzyjała zarówno startującym, jak i kibicom. Trasa wydawała się łatwa, jednak podbieg, jak i zjazd były technicznie nie najłatwiejsze. W zawodach bezkonkurencyjna okazała się sztafeta z Lasek w składzie: Paweł Nowicki, Patrycja Bożek, Hubert Bożek i Jacek Urbański, która uzyskała czas 1:21:05. O drugie miejsce rozegrała się pasjonująca walka, ostatecznie wywalczyła je sztafeta z Wrocławia w składzie: Paweł Hejna, Izabela Dawidowicz, Adam Skalski i Andrzej Klepsz. Drużyna znad Odry uzyskała czas 1:30:21. Trzecie miejsce zajęła sztafeta z Bydgoszczy w składzie: Mateusz Olendrzyński, Michał Chmielak, Jakub Żubkowski, jej czas to 1:31:11 (startowało trzech zawodników).

Zawody w narciarstwie biegowym – styl klasyczny

14.02.2017 r., Kościelisko

Klasyfikacja drużynowa – zwycięzcy

1. Ośrodek Laski 1:21:05 (Paweł Nowicki 16:53, Patrycja Bożek 22:17, Hubert Bożek 20:35, Jacek Urbański 21:20)

2. Ośrodek Wrocław 1:30:21 (Paweł Hejna 20:35, Izabela Dawidowicz 23:29, Adam Skalski 24:11, Andrzej Klepsz 22:06)

3. Ośrodek Bydgoszcz 1:31:11(Mateusz Olendrzyński 20:11, Michał Chmielak 21:57, Jakub Żubkowski 23:15)

Czas na obozie zleciał nam bardzo szybko. Dopiero co przyjechaliśmy, a już trzeba było wracać. Bardzo dobra atmosfera, nowo nawiązane przyjaźnie – pożegnaniom nie było końca. Obóz na dobre przekonał młodzież do biegówek i do zimy. Wszyscy chcący doskonalić narciarstwo biegowe mogą w lecie uprawiać nordic walking, a będą jeszcze lepiej przygotowani na przyszłoroczny obóz. Tegoroczni uczestnicy już deklarowali chęć wzięcia udziału w grudniowych mistrzostwach Polski. I oczywiście w kolejnym obozie. Liczyli także na to, że przyjadą koleżanki i koledzy z jeszcze większej liczby ośrodków.

Dariusz Rutkowski

 

aaa

 

showdown

 

Asy refleksu

Mylnie nazywają go ping-pongiem lub cymbergajem dla niewidomych. Aby rozegrać mecz w tej konkurencji, potrzebny jest specjalnie obandowany stół z pionowym ekranem rozdzielającym blat na dwie połowy, a tym samym zawodników od siebie. To showdown – dynamicznie rozwijająca się dyscyplina sportowa dla osób niewidomych i słabowidzących.

Na przeciwległych końcach stołu umieszczone są bramki. Do odbijania piłki używa się drewnianej rakietki. Piłka jest wykonana z tworzywa sztucznego i wypełniona śrutem. Kiedy w czasie gry toczy się po stole, przy uderzeniu wydaje dźwięk, dzięki czemu zawodnik zna jej położenie. Ręce graczy chronią rękawice. Set kończy się zdobyciem 11 punktów przez jednego z zawodników lub 2 punktów przewagi przy równowadze. Gra się do dwóch lub trzech wygranych setów, w zależności od rangi meczu. Showdown jest bardzo dynamiczny i widowiskowy, wymaga od zawodników dużej sprawności fizycznej, refleksu i dobrego słuchu. Mimo to w sporcie tym nie ma ograniczeń wiekowych.

Historia showdownu jest już całkiem długa. Dyscyplina powstała w roku 1960, jej twórcą był Kanadyjczyk Joe Lewis. Wkład w rozwój tego sportu miał również Patrick York z USA. W Polsce showdown pojawił się w 2010 roku, a prekursorem działań przy stole meczowym był Lubomir Prask (trener kadry showdown do końca 2015 r.), który poprowadził polskich zawodników na sam szczyt osiągnięć. Świadczą o tym zdobyte przez nich trofea – puchary i medale, m.in. z mistrzostw świata i mistrzostw Europy.

Z początkiem 2016 r. pieczę nad kadrą przejął Łukasz Skąpski z Bydgoszczy. Jest on doświadczonym zawodnikiem i od początku funkcjonowania tej dyscypliny na arenie krajowej znajduje się w kadrze Polski. W roku 2017 nowy trener zainicjował zmiany w prowadzeniu rozgrywek showdownowych w Polsce. Zgodnie z nowymi zasadami w skład kadry showdownistów wchodzi dziesięciu najlepszych mężczyzn i sześć najlepszych kobiet biorących udział w mistrzostwach Polski.

– W Polsce dyscyplina ta cieszy się coraz większą popularnością – mówi Mirosław Mirynowski, opiekun sekcji showdown z ramienia Stowarzyszenia Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących „Cross”. – Pomimo to boryka się z trudnościami, przede wszystkim dlatego, że jest to sport nietypowy, skierowany tylko do osób niewidomych i słabowidzących – przyznaje koordynator.
– Największym problemem jest bardzo mała liczba wykwalifikowanej kadry sędziowskiej i trenerskiej oraz brak szkoleń w tym zakresie, co ma negatywny wpływ na poziom organizowanych zawodów – dodaje działacz ze Słupska. Nie ma on jednak wątpliwości, że gdyby udało się przezwyciężyć te trudności, to showdown mógłby się stać jedną z najszybciej rozwijających się dyscyplin wśród osób niewidomych i słabowidzących w Polsce. Konkurencja ta funkcjonuje coraz lepiej w klubach sportowych zrzeszonych w Stowarzyszeniu „Cross”.

Rokrocznie w Polsce odbywają się showdownowe półfinały strefy północnej i południowej. W ubiegłym roku odbyły się one w Ustce i Przemyślu. Z zawodów rozegranych na północy awansowało 6 mężczyzn i 5 kobiet, a z południa – 7 mężczyzn i 3 kobiety. Oprócz osób biorących udział w półfinałach bezpośredni awans zapewniony mieli kadrowicze. W 2016 roku finał odbył się w Bydgoszczy, wzięło w nim udział 20 kobiet i 20 mężczyzn. Wyniki prezentują się następująco:

W roku 2016 pierwszy raz odbyły się drużynowe mistrzostwa Polski w showdownie, rozegrano je w Ustce. W historycznych zawodach zwyciężyła drużyna z Wrocławia w mieszanym składzie: Adrian Słoninka, Łukasz Byczkowski i Monika Szwałek. Drugie miejsce zajęła drużyna Olsztyn I w składzie: Joanna Pożarycka, Mariola Parobczak i Tadeusz Sobczak. Na trzeciej pozycji uplasował się zespół z Przemyśla w składzie: Przemysław Knaź, Daniel Kuźniar i Ewa Ćwiek.

Drużynowe mistrzostwa Polski w showdownie

20-23.10.2016 r., Ustka

Wyniki indywidualne

Kobiety

1. Joanna Pożarycka

2. Mariola Parobczak

3. Monika Szwałek

4. Ewa Ćwiek

5. Katarzyna Chochel

6. Felicja Nędza

Mężczyźni

1. Łukasz Byczkowski

2. Adrian Słoninka

3. Przemysław Knaź

4. Ariel Kiresztura

5. Łukasz Skąpski

6. Daniel Kuźniar

7. Tadeusz Sobczak

8. Paweł Ejzenberg

9. Jan Pożarycki

10. Michał Kalczyżewski

11. Eugeniusz Olszewski

12. Zbigniew Brzóska

13. Mirosław Mirynowski

14. Jan Biskupski

15. Mieczysław Harkowiak

16. Sylwester Dołasiński

Wyniki drużynowe

1. Wrocław 240 p.

2. Olsztyn I 216 p.

3. Przemyśl 140 p.

4. Słupsk I 92 p.

5. Olsztyn II 84 p.

6. Słupsk II 69 p.

7. Bydgoszcz 60 p.

 Świetnym pomysłem na promocję tego sportu były zorganizowane przez klub „Łuczniczka” Bydgoszcz zawody w ramach projektu „Nie tylko dla mistrzów”, które cieszyły się dużym zainteresowaniem. W sierpniu 2016 roku po raz pierwszy słupski klub „Zryw” wraz ze Stowarzyszeniem „Cross” zorganizowali w nadmorskich Rowach dwutygodniowy ogólnopolski obóz szkoleniowy dla osób niewidomych i słabowidzących chcących spróbować gry w showdown. Podczas zgrupowania można było poznać zasady gry od podstaw, jak również udoskonalić swoje umiejętności. Ze względu na popularność, jaką cieszył się obóz, w roku 2017 planowana jest kontynuacja tych szkoleń. Rosnąca liczba imprez udowadnia, że showdown nie jest tylko rozrywką dla niewidomych, jak wcześniej zakładano, lecz sportem aspirującym do tego, aby w niedalekiej przyszłości stać się dyscypliną paraolimpijską.

Agnieszka Król-Jaśkiewicz

Indywidualne mistrzostwa Polski Stowarzyszenia „Cross” w showdownie

01-04.12.2016 r., Bydgoszcz

Mężczyźni:

  1. Krystian Kisiel („Sprint” Wrocław)
  2. Adrian Słoninka („Sprint” Wrocław)
  3. Łukasz Byczkowski („Sprint” Wrocław)
  4. Roland Świstek („Łuczniczka” Bydgoszcz)
  5. Ariel Kiresztura („Zryw” Słupsk)
  6. Adam Wołczyński („Sprint” Wrocław)
  7. Przemysław Knaź („Podkarpacie” Przemyśl)
  8. Łukasz Skąpski („Łuczniczka” Bydgoszcz)
  9. Wojciech Łuc („Podkarpacie” Przemyśl)

10.Mateusz Papierski (UKS Laski)

11.Tomasz Winkler („Sprint” Wrocław)

12.Tadeusz Sobczak („Warmia i Mazury” Olsztyn)

13.Paweł Ejzenberg („Warmia i Mazury” Olsztyn)

14.Wacław Karczewski („Okej” Lublin)

15.Grzegorz Szydło („Podkarpacie” Przemyśl)

16.Sylwester Dołasiński („Łuczniczka” Bydgoszcz)

17.Zbigniew Murawski („Łuczniczka” Bydgoszcz)

18.Dariusz Konopa („Zryw” Słupsk)

19.Sławomir Cywka („Karolinka” Chorzów)

20.Daniel Kuźniar („Podkarpacie” Przemyśl)

Kobiety

  1. Elżbieta Mielczarek („Sprint” Wrocław)
  2. Patrycja Bożek (UKS Laski)
  3. Joanna Pożarycka („Warmia i Mazury” Olsztyn)
  4. Monika Szwałek („Sprint” Wrocław)
  5. Agnieszka Bardzik (UKS Laski)
  6. Patrycja Kaza („Syrenka” Warszawa)
  7. Nicola Perec („Sprint” Wrocław)
  8. Natalia Wójcik („Podkarpacie” Przemyśl)
  9. Ewa Ćwiek („Podkarpacie” Przemyśl)

10.Paulina Krupa („Syrenka” Warszawa)

11.Jolanta Szapańska („Łuczniczka” Bydgoszcz)

12.Klaudia Sasin („Syrenka” Warszawa)

 

aaa

 

wiadomości

 

Biathlon

Finsterau 2017

W dniach 09-15 lutego 2017 r. w Finsterau w Niemczech odbyły się mistrzostwa świata niepełnosprawnych w biathlonie. W grupie niewidomych i słabowidzących Polskę reprezentowali zawodnik przemyskiego klubu „Podkarpacie” Piotr Garbowski i jego asystent Janusz Penar. W biegu na 12,5 km zajęli oni 11. miejsce z czasem 42:11,2, a w biegu na dystansie 15 km 9. miejsce z czasem 53:24,5. Nad przygotowaniami do startu naszego zawodnika czuwał trener kadry narodowej niewidomych i słabowidzących biathlonistów – Kazimierz Cetnarski. Był to przedostatni start Piotra Garbowskiego w sezonie zimowym 2016/2017. Pozostał tylko wyjazd do Pjongczang w Korei na próbę paraolimpijską. Trzymamy kciuki za start naszego reprezentanta podczas ostatniego w tym sezonie sprawdzianu i liczymy na dobre miejsce w ogólnej klasyfikacji Pucharu Świata w biathlonie.

Starty naszych zawodników są kwalifikacjami do zbliżającej się w roku 2018 paraolimpiady w Korei Południowej. Informacje medialne i relacje wideo z mistrzostw świata są dostępne pod adresem: https://www.paralympic.org/nordic-skiing/videos.

Piotr Sęk

 

Taniec

Po prostu walc

Początek 2017 roku był bardzo emocjonujący dla dwóch par ze środowiska tanecznego Stowarzyszenia „Cross”. Tancerze Wojciech Chojnacki i Agata Michałowska („Ikar” Lublin) oraz Adam Baranowski i Anna Baranowska („Syrenka” Warszawa, para mikst) uczestniczyli w turnieju integracyjnym North of England Winter Festiwal, który odbył się 29 stycznia 2017 roku w Manchesterze.

Impreza została zorganizowana pod auspicjami organizacji Inclusive Dance UK, która gromadzi wokół siebie trenerów tańca i rozwija taniec włączający w środowisku osób niepełnosprawnych w Wielkiej Brytanii. Spiritus movens tej organizacji jest Ray Bulpitt, sędzia i nauczyciel tańca. Do niedawna w kręgu zainteresowania IDUK byli przede wszystkim tancerze z niepełnosprawnością ruchową lub intelektualną, w ubiegłym roku na organizowany przez nią turnieju zostali zaproszeni również tancerze z niepełnosprawnościami sensorycznymi – niewidomi i głusi. Bardzo cieszy, że taniec niewidomych zatacza coraz szersze kręgi. Od dobrych kilku lat pary niewidome startują np. w turniejach na Słowacji.

Trzon imprezy stanowiły prezentacje duetów na wózkach bądź par osoba na wózku – tancerz pełnosprawny, z podziałem na kategorie określające stopień sprawności. Rywalizację ubarwiały pokazy i tańce zespołowe. Piękny pokaz umiejętności dał duet z Holandii. Nasze pary starały się zaprezentować z jak najlepszej strony,
chociaż były jedynymi z niepełnosprawnością wzroku, jakie uczestniczyły w tym turnieju. Start w imprezie poprzedziły intensywne treningi. Prezentacje taneczne obejmowały dwa style – standardowy i latynoamerykański, w każdym prezentowano pięć tańców, a sędziowie oglądali zawodników dwukrotnie – w rundzie rozgrzewkowej i finałowej. Dla tancerzy ciekawostką może być fakt, że tańce standardowe tańczone były w innej kolejności, niż jest u nas przyjęte, czyli nie: walc angielski, tango, walc wiedeński, fokstrot i quickstep, ale: walc angielski, tango, fokstrot, walc wiedeński i qiuckstep. Poza tym walc angielski to tutaj po prostu „walc”, ten drugi to „walc wiedeński” – to jasno definiuje ich hierarchię z punktu widzenia mieszkańców Albionu. Blok tańców latynoamerykańskich rozpoczynała cza-cza – jak u profesjonalistów, podczas gdy gdzie indziej na turniejach amatorów jest to samba.

 W obu stylach wygrali Adam i Anna Baranowscy, chociaż Wojciech Chojnacki i Agata Michałowska bardzo rozwinęli swoje umiejętności i depczą im po piętach. Nie wynik jednak był najważniejszy, ale możliwość zaprezentowania się międzynarodowej publiczności. Gościem turnieju był również Leonid Tarasow, założyciel WIDA – World Inclusive Dance Association – powstałej w 2015 roku organizacji mającej na celu stworzenie sieci ekspertów i wymianę doświadczeń z zakresu tańca integrującego tancerzy pełnosprawnych i niepełnosprawnych.

Tancerze do Polski wracali we wtorek, więc w poniedziałek po turnieju był jeszcze czas, by zwiedzić Manchester i skorzystać z zaproszenia na wspólny trening w Academy of Dance --– szkole tańca prowadzonej przez Raya Bulpitta.

W tym roku tancerze niewidomi i słabowidzący chcący prezentować swoje umiejętności poza granicami Polski będą mieli sporo ku temu okazji. Turnieje i sympozja taneczne organizowane są m.in. w Wiedniu (Inclusive Dance Symposium 9-10 czerwca, info@widance.net), w Stevenage pod Londynem (British Inclusive Dance Festival 2017, 14-15 października, inclusivedanceuk@gmail.com, www.inclusivedanceuk.uk) czy w Moskwie (V International Charity Inclusive Dance Festival, 28-31 października, info@inclusive-dance.ru, www.inclusive-dance.ru). Zainteresowani muszą się jednak liczyć z koniecznością poniesienia kosztów podróży czy kosztów udziału, jakie przewidzieli organizatorzy. W celu uzyskania szczegółowych informacji należy pisać na podane adresy e-mail bądź szukać szczegółów na stronach internetowych tych imprez.

Anna Baranowska

 

aaa

 

rekreacja

 

Szkolimy niewidomych animatorów turystyki

W latach 90. ubiegłego wieku PTTK wydało przewodnik dla organizatorów turystyki osób niepełnosprawnych. Prace prowadzono pod okiem profesora Tadeusza Łobożewicza z warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego, który był koordynatorem sporej grupy ludzi wchodzących w skład rady turystyki osób niepełnosprawnych. Antoni Szczuciński z Bielska-Białej ma w tej publikacji swój rozdział dotyczący osób niewidomych i słabowidzących.

I pomimo upływu bez mała 30 lat ten poradnik ciągle jest w olbrzymim stopniu aktualny, bo przez kolejne dekady organizowanych rajdów górskich, pieszych czy kajakowych dwudziestkąpiątką niepełnosprawnych opiekowało się maksimum czterech przewodników. To za mało, by zapewnić bezpieczeństwo.

W 2012 roku Związek Kultury Fizycznej „Olimp”, z jego szefem Piotrem Łożyńskim, zaczął robić rewolucję w turystycznym temacie. Opracowano program szkolenia ludzi ze środowiska niewidomych w prowadzeniu imprez turystyczno-rekreacyjnych. Pieniądze na program dał PFRON i ruszył on trzy lata temu.

Zapraszano ludzi z klubów zrzeszonych w „Olimpie”. Program pod nazwą „Zobaczyć więcej” ma wiele zajęć praktycznych, uczestnicy chętnie przyjeżdżają, ale część z nich wykrusza się. Do tej pory odbyły się trzy szkolenia, nie licząc sesji próbnej. Co roku prowadzi się sześć spotkań tygodniowych i tyle samo weekendowych. Wszyscy uczestnicy mają dysfunkcję wzroku. Słuchają wykładów, odbywają praktyki. Obecnie 70 osób bierze udział szkoleniach. Do tej pory odbywały się one w Olsztynie, Węgierskiej Górce, Milówce, Krakowie, Przemyślu, Poznaniu, Szczawnicy, Gdańsku i jeszcze w paru atrakcyjnych turystycznie miejscach. W każdym cyklu biorą udział 24 osoby. Na weekendowych sesjach ćwiczą trasy rekreacyjne, zwiedzają miejscowości itp. Niesamowity to pomysł, by niewidomi i słabowidzący (oczywiście z pomocą osób widzących) pomagali swoim koleżankom i kolegom w wyrwaniu się z domu, z czterech ścian, poznawaniu świata. – Rzeczywiście, pomysł to niezwykły – przyznaje Antoni Szczuciński, znany w środowisku popularyzator turystyki osób z niepełnosprawnościami. – Bowiem dla osób z dysfunkcjami turystyka jest bardzo uniwersalnym narzędziem rehabilitacji. Uprawianie tej formy aktywności fizycznej może ewoluować od rekreacyjnych spacerów aż po ekstremalne formy wędrowania – objaśnia pan Antoni.
– Może również, i tak jest najczęściej, zachęcić do uprawiania dyscyplin sportowych, a także utrzymywania koniecznej kondycji – dodaje.

Odporność na trudy, zaradność, koleżeńskość, ciekawość świata – z całą pewnością turystyka od początku istnienia jako forma aktywności wyzwala w człowieku istotne dla życia cechy charakteru. Dla seniorów turystyka bywa jedyną dostępną formą aktywności. Popularność dobiegającej właśnie końca kolejej edycji projektu „Zobaczyć więcej” potwierdza, że apetyt na rekreację wśród niewidomych nie maleje, a stąd już prosta droga do czynnego uprawiania sportu.

Andrzej Szymański

 

aaa

 

sylwetki

 

Kwadryga ze srebrną Irenką

Na początku tego roku wojewoda mazowiecki oraz Ministerstwo Sportu i Turystyki przyznali dziesięciu osobom zasłużonym dla Stowarzyszenia „Cross” Krzyże Zasługi – dwa złote, cztery srebrne i cztery brązowe. Wśród wyróżnionych znalazła się Pani Irena Tomal z Bielska-Białej.  

Któż to jest ta tajemnicza Irenka? Turyści górscy znają ją od lat, podobnie jak autor tego tekstu. Obowiązkiem redakcji „Crossa” jest pokazanie jej sylwetki, ale również innych, bo po stokroć na to zasłużyli.

Zaczęło się od Złotych Łanów

Przed laty panna Irena Tomal była pracownikiem kulturalno-oświatowym w bielskich domach kultury. Jeden z nich znajdował się na osiedlu Złote Łany, przy spółdzielni mieszkaniowej o tej samej nazwie. Organizował imprezy dla dzieci, seniorów, występy artystyczne itp. Otóż w tym samym budynku znajdowało się koło PZN. Któregoś dnia przyszedł do niej przewodniczący koła Antoni Żur.

 – Chodziło o sformułowanie pisma do jakiegoś urzędu. I tak 34 lata temu zaczęła się moja przygoda z niewidomymi. Byłam częstym gościem koła, czytałam książki, byłam przewodnikiem, załatwiałam różne sprawy urzędowe. W 1991 roku powstało Stowarzyszenie „Smrek” z przewodniczącym Jurkiem Pudełko. To on wcześniej zainicjował Rajdy Niewidomych Diabetyków, bo sam chorował na cukrzycę. W każdym razie z nim zaczęłam wyjeżdżać na kilkudniowe rajdy, a potem na dwutygodniowe turnusy młodzieżowe w Beskidzie Żywieckim – skromnie opowiada Pani Irena.

Cofnijmy się o kilkadziesiąt lat. Od 1977 roku zarząd Okręgu PZN w Bielsku, we współpracy z władzami Związku „Start” i oddziału PTTK, organizował Rajdy Inwalidów Niewidomych. Tu motorem napędowym był Antoni Szczuciński, za młodu harcerz, który niejeden nocleg na górskich szlakach spędził pod pierzyną z opadłych liści dębowych, klonowych i bukowych. RIN-y zakończyły się w roku 1991. W 15 edycjach tych górskich rajdów wzięło udział jakieś 1200 osób z dysfunkcją wzroku. Oczywiście część z nich nawet kilkakrotnie wędrowała karpackimi szlakami, w każdym razie dzięki RIN-om niewidomi nauczyli się trudnej turystyki górskiej. A kto im pomagał? Oczywiście przewodnicy: Franek Dobija, Stefania Kominek, Henryk Kunczer, Marian Wójcik, Feliks Mazurkiewicz, Jerzy Kapuściński, Janina Wodiczko i niezapomniany Jerzy Pudełko. Wszyscy oni już nie żyją, więc pochylmy głowę i pamiętajmy o nich.

Kwadryga w natarciu

Kiedy RIN „umarł”, Antoni Szczuciński and company nie zaprzestali starań o kolejne obozy, rajdy, wędrówki górskie. Aby się odbywały, konieczni byli sponsorzy i inne formy finansowania. Oczywiście uczestnicy dokładali się finansowo, ale nie pokrywało to w stu procentach wszystkich wydatków: noclegów, przejazdów, wyżywienia. To nas nie interesuje. Kierujemy się na inne tory – na ludzi, którzy są motorem napędowym turystyki kwalifikowanej niewidomych.

Co to jest kwadryga? Dyletantom wyjaśniamy: to wymyślony przez Rzymian dwukołowy pojazd konny zaprzęgany w cztery konie, powożony w pozycji stojącej na wojnie, na igrzyskach, podczas pochodów triumfalnych. Otóż od kilkunastu lat tą rzymską kwadrygą na beskidzkich szlakach są cztery osoby, wszyscy zawodowcy: Antoni Szczuciński, Marek Przewięźlikowski, Marysia Kulig i oczywiście Irenka Tomal. Nie raz i nie dwa wędrowałem z kwadrygą po górach i wracałem zdrowy oraz pełen wigoru do życia. Kto jest kim?

Marek, zawodowy przewodnik beskidzki z Nowego Sącza, przez długie lata prowadzi grupy niepełnosprawnych po górach. – To swoisty ewenement. Każdy człowiek z prowadzonej przez niego grupy od pierwszej chwili czuje do niego zaufanie. Gdy Marek jest zachmurzony, to grupie żyć się nie chce. Przychodzi taki „smuteczek”, że wszyscy – ludzie, psy i drzewa – milkną. Oprócz jednej osoby – Irenki. Ona jest słońcem całej grupy. Rozpędza Markowe przygnębienie i przywołuje słońce – tak obrazowo opowiada Antoni Szczuciński, jeden z kwadrygi.

Pani Tomal, która dość przypadkowo zaczęła wędrować z niewidomymi po górach, tak opisuje swoje wrażenia. – Od początku usiłowałam się wczuć w sytuację osoby niewidomej na turystycznym szlaku. Próbowałam różnych metod. Szłam pół kroku przed niewidomym, którego trzymałam za rękę, lub to on trzymał się mojego plecaka, kija lub paska. Wszystko zależało od terenu. Gdy był trudny, nie mówiłam, że przepaść, ale starałam się odgradzać osobę od uskoku. Nie raz były trudne momenty, na przykład przejście Śnieżnych Kotłów w Karkonoszach. Wtedy się bałam. Po każdym skończonym rajdzie potrzebowałam dwóch dni oddechu, by odreagować stres i napięcie. Przed tygodniowym czy dwutygodniowym rajdem szlifowałam kondycję, ale bez przesady. Każda wyprawa w góry, którą prowadził Marek, ubrany w czerwoną czapeczkę i czerwone ubranko, była metodycznie przemyślana. Nie od razu 25 km, ale 2,5 km. Powoli przygotowywaliśmy ludzi do marszu. On był strategiem. Pierwszego dnia sprawdzaliśmy obuwie, ubranie, medykamenty uczestników. O to ostatnie dbała już nasza Marysia Kulig – opowiada pani Irena.

Panią Marię poznałem podczas schodzenia do bazy w Beskidzie Sądeckim. Zaniemogłem, przytrafiła mi się kontuzja kolana i pani pielęgniarka z Piwnicznej zaopiekowała się mną jak co najmniej swym ślubnym. W 2016 były dwa przypadki złamań u uczestników: ramienia i palca. Marysia błyskawicznie zawiozła swym autem „ofiary” do Nowego Sącza, gdzie zaprzyjaźnieni lekarze w tempie ekspresowym zajęli się poszkodowanymi.

W górach, jak to w górach – pogoda jest zmienna. Kilka lat temu na Hali Boraczej grupę zaskoczyła burza. Z góry się lało, pioruny rozświetlały niebo, grzmoty ogłuszały nawet głuchych, a grupa pod komendą kwadrygi nie pękała – zmierzała w doliny, ubłocona i zziębnięta. A parę godzin wcześniej wszyscy wychodzili ze schroniska odpicowani, omijali kałuże i wystawiali buźki na jesienne słońce.

Nie dziwię się ludziom, którzy po zakończonej imprezie już ostrzyli sobie zęby na następną za rok, szykowaną przez Antoniego i Irenę. Ona zawsze była kierownikiem każdego obozu. Załatwiała prawie wszystko, poza wymarszem w trasy. Zakwaterowanie, wyżywienie, wspólne wieczorne muzykowanie, tańce, rozpoczęcie i zakończenie rajdu, wręczanie skromnych upominków. Oczywiście całość była pod kontrolą koordynatora Szczucińskiego. Śmiało można powiedzieć, że reszta kwadrygi pracuje w jego „winnicy”.

Przez te rajdy połączyło się węzłami małżeńskimi kilka par (w czym madame Irena miała swój udział), natomiast żadna się nie rozstała. Organizatorzy wspominają fajnych ludzi, którzy urozmaicali pobyt. Niezapomniany Jurek Pudełko, Krzysio Rutkowski z Łodzi (autor hymnu „Smreka”), również z Łodzi, niestety już świętej pamięci Tereska Wrzesińska, Zdzisław Kluczny ze Śląska, Boguś Sznajder z Kruszyny koło Brzegu (nieustannie kpił z cukrzycy), Zbigniew Janikowski, wiekowy 87-letni „Wujcio” – urodzony tramp, Zbyszek Szypuła zwany „Carrerasem”– trochę wiekowy, chodził z gitarą, a wcześniej rzucił picie, Mariusz Gołąbek – maratończyk, czy Marysia Słowińska poszukująca figury Nepomucenów… Byli też nieznośni uczestnicy, ale nie ma co o nich wspominać, bo 95 procent to radośni turyści.

Szczuciński podkreśla dwie z wielu zalet koleżanki Ireny T.: skromność i szczere oddanie osobom niepełnosprawnym. I uśmiech, i spokój!

Irena otrzymała już brązową odznakę PZN w 1988 roku, a złotą odznakę honorową Przyjaciel Niewidomych w 2015. Od wielu lat jest członkiem nadzwyczajnym Polskiego Związku Niewidomych. Pracuje zawodowo w Miejskim Domu Kultury w Kamienicy. Z trudem wyszarpuje urlop na crossowskie rajdy. Jej mąż Zdzisław czasami dokumentuje fotograficznie te imprezy. Wyprawa w 2012 roku w rumuńskie Karpaty była piękna. Wreszcie wyrwali się poza Beskidy.

Andrzej Szymański

 

aaa

 

turystyka

 

Perły Andaluzji: Granada

„Kto nie widział Granady, niczego nie widział” mówi hiszpańskie przysłowie. Jego prostotę przepełnia siła prawdy. A poeta andaluzyjski Manuel Machado opisuje ją jako „strumień łkający w ukryciu”. Już sama otaczająca ją okolica jest zachwycająca.

Góry Sierra Nevada z ośnieżonymi szczytami, z południowym pasmem przechodzącym w żyzną górską krainę Alpucharę, stanowią tło pięknej panoramy Granady. Costa Tropical – ciągnący się tutaj pas wybrzeża Morza Śródziemnego – to najsłoneczniejszy region, w którym uprawia się tropikalne owoce i warzywa, m.in. papaję i awokado. W architekturze i sztuce miasteczek i wsi tej prowincji zachowało się jeszcze sporo z arabskiego dziedzictwa. Wszak Granada była ostatnią ostoją Maurów. Niezwykłe jest też np. Gaudix, małe miasteczko przy dawnej rzymskiej Via Augusta, którego mieszkańcy żyją w otynkowanych na biało jaskiniach.

Piękno i urok Granady były często opiewane w poezji i pieśniach. Leżąca w urodzajnej dolinie nad rzeką Gentil, jest tajemnicza i nie od razu pokazuje całą urodę rozgorączkowanym i niecierpliwym podróżnym – swe wdzięki odsłania stopniowo. Niezapomniane, baśniowe widoki kolejnych dzielnic są jak sekwencje, kadry niezwykłego filmu, ze wzgórzami i szczytami Sierra Nevady na drugim planie. Kolory i postrzegane kształty zmieniają się w zależności od pory roku i dnia, a mogą wynagrodzić z ogromną nawiązką każdy trud wędrowca.

Na urodzie Granady decydujące piętno odcisnęła jej przeszłość. Pod arabskim panowaniem przeżyła najwspanialszy rozkwit kultury i sztuki islamu na ziemi hiszpańskiej. Przemyślny system nawadniania przyczynił się do rozwoju rolnictwa, kopalnie dostarczały złota, srebra i miedzi, rozwinęło się jedwabnictwo i handel, także z chrześcijanami. Liczba mieszkańców urosła do 400 tys. Działały szkoły, uniwersytet, mennica. Na najwyższym wzgórzu miasta powstała najwspanialsza rezydencja świata zachodniego – Alhambra. Ale rekonkwista była już nie do zatrzymania. W 1469 roku nastąpiło zjednoczenie Kastylii i Aragonii spowodowane małżeństwem Ferdynanda i Izabeli. Powstała zjednoczona Hiszpania. Ostatni władca arabski Boabdil musiał poddać Granadę Królom Katolickim. W 1492 roku stała się symbolem rekonkwisty, a w 1609 Maurowie zostali ostatecznie wypędzeni z miasta i całej Hiszpanii. Skutkiem był upadek rolnictwa, rzemiosła i handlu, co obniżyło znaczenie Granady na wiele lat. Dopiero gdy angielski pisarz Washington Irving wydał w XIX wieku swe „Opowiadania z Alhambry”, a malarze romantyzmu odkryli uroki orientu, Granada ze swą Alhambrą wróciła do łask i zainteresowania opinii światowej. Królowie Katoliccy – Izabela i Ferdynand – i ich następcy rozpoczęli budowę nowych obiektów, zwłaszcza katedr i pałaców, których styl miał być widocznym znakiem nowej epoki. W obrębie Alhambry rozpoczęto budowę potężnej katedry, a potem pałacu królewskiego Karola V.

Katedra stanowi symbol zwycięstwa chrześcijaństwa nad islamem. Jest w stylu gotycko-renesansowym. Do najciekawszych jej fragmentów należy fasada północna z bramą pokutników, nad którą postaci wyobrażające wiarę i sprawiedliwość trzymają kartusz sławiący Izabelę i Ferdynanda za ostateczne zwycięstwo nad Maurami. Następnie główna kaplica (Capilla Mayor) z posągami Królów Katolickich, Chrystusem i apostołami oraz cennymi obrazami z życia Marii i scenami Męki Pańskiej; w kaplicy południowej – bogato zdobiony ołtarz z figurą św. Jakuba na koniu depczącym Maura. W zakrystii stoi piękna i cenna rzeźba Niepokalanej oraz mieści się skarbiec z bogatą kolekcją malarstwa flamandzkiego. Wyróżniają się obrazy Rogiera van der Weydena – „Święta rodzina” i „Pieta” – uderzające precyzją w plastycznym odtworzeniu stanów ducha, obraz Hansa Memlinga „Zdjęcie z krzyża” (wspaniały i poruszający „Sąd ostateczny” pędzla tego malarza znajduje się w muzeum w Gdańsku) oraz tryptyk Dierica Boutsa, także pod tytułem „Zdjęcie z krzyża”. Przepiękne jest retabulum ołtarza głównego, renesansowe, z naturalistycznymi rzeźbami Jana Ewangelisty i Jana Chrzciciela, a także reliefy przedstawiające wjazd Królów Katolickich do Granady, życie Chrystusa i hołd Trzech Króli, sceny z Męki Pańskiej. Ale najbardziej frapująca jest Capilla Real – Kaplica Królewska z grobowcem Królów Katolickich. Kaplica olśniewa pięknem i prostotą, co było życzeniem Izabeli. Po wejściu zwiedzających zatrzymuje przepiękna krata, kuta w żelazie, oddzielająca chór, uważana za najwspanialszą w całej Hiszpanii. Jest niezwykle finezyjna – z figurami świętych i medalionami, scenami z życia Chrystusa oraz męczeństwa Jana Chrzciciela i Jana Ewangelisty. Biały, marmurowy grobowiec ozdobiony jest wieloma figurami i emblematami z pękniętym jabłkiem granatu symbolizującym pokonaną Granadę. Izabela ma złożone ręce i krzyż św. Jakuba, a Ferdynand miecz i order św. Jerzego. Pod głowami, niby ugięte pod ciężarem, marmurowe poduszki. Pod głową Izabeli bardziej – bo była w tym królewskim duecie osobą o dominującej osobowości i inteligencji. Obok w grobowcu spoczywają ich następcy: Joanna Obłąkana i Filip Piękny.

Alhambra – klejnot Granady

Przepychem i sławą nie dorównuje jej żaden inny monument na świecie. Twierdza prezentuje się z oddali, wznosząc się na tle Sierra Nevada. Jej widok nie w pełni przepowiada olśniewające, magiczne piękno kryjące się we wnętrzu, za wyniosłymi murami. Zbudowana na najwyższym w mieście wzgórzu, od północy do zachodu jest niedostępna, a od wschodu oddzielona od sąsiednich wzniesień przepastnym jarem. Jest obwarowanym miastem, z jednym zamkiem i pałacem nie do zdobycia. Przez 250 lat była siedzibą arabskich władców Granady z dynastii Nasrydów. Dopiero Królowie Katoliccy wzięli ją głodem. System akweduktów i cystern dostarczał wodę z Sierra Nevada. Z czasem w Alhambrze urządzono ogrody zwane Generalife. Klejnotem tego miejsca jest stary pałac królewski wzniesiony w XIV wieku. Zdobywcy Alhambry, oczarowani jego niepowtarzalnym pięknem, nie ośmielili się go zburzyć. Ten niesamowity kompleks od wieków wzbudza najwyższy zachwyt i podziw. „Rozsypują się sale i pałace, płowieją obrazy i freski, ale Alhambra pozostaje świadectwem wspaniałości i przepychu i porusza w duszy odwiedzającego niewidoczne struny”, napisał Irving w „Opowiadaniach z Alhambry”.

Najpierw przechodzę przez Bramę Sprawiedliwości z połowy XIV wieku. Pięć różnorako sklepionych pomieszczeń wiedzie do Alhambry. Na zworniku pierwszego podkowiastego łuku wykuta jest ręka Fatimy, której palce oznaczają pięć podstawowych zasad wiary islamu. Na drugim łuk ze wstęgą, a na kapitelach kolumn wykute islamskie wyznanie wiary: „Nie ma Boga prócz Allaha, a Mahomet jest jego Prorokiem”. Puerta del Vino – Bramą Wina przez Plac Cystern dochodzę do wschodniego muru Alhambry z trzema wieżami. Od zachodu wznosi się Wieża Wiatru, na której Ferdynand i Izabela w 1492 roku wywiesili swoją flagę. Z tego miejsca widać całą nizinę. Przez Bramę Broni, o słynnej konstrukcji stropu, opuszczam zamek – Alcazabę – i między murami patio i pałacem chrześcijańskim przechodzę do rezydencji książąt Granady. Jestem w Sali Audiencyjnej z XIII wieku. Cztery kolumny podtrzymują strop i belkowanie zdobione sztukaterią. Wspaniałe płytki ceramiczne z geometrycznymi wzorami zdobią ściany. Fantazyjny mihrab (wnęka od strony Mekki) z łukiem podkowiastym określa cel modlitewny przyległej sali. Stąd przez mały dziedziniec przechodzę do Złotej Komnaty – najbardziej imponującego dzieła arabskiej sztuki budowlanej. Jej południowa ściana, oparta na trzech stopniach, od cokołu z barwnymi azulejos aż do obramowania dwojga drzwi całkowicie pokryta jest filigranową, złoconą sztukaterią. Kompozycje złożone z geometrycznych, roślinnych i kaligraficznych elementów są pomieszczone w panelach, klinach, narożnikach i fryzach. Nad drzwiami na Dziedziniec Mirtowy widnieje inskrypcja ze słynnym wersetem tronowym Koranu: „Jego tron rozciąga się ponad ziemię i niebiosa, a troska o nie nie męczy Go. On jest Wysoki, Wielki”. Idę tajemniczymi korytarzami, które wiodą na dziedzińce wewnętrzne otoczone kolumnami. Z zewnątrz trudno dostrzec, jaki przepych kryje się za murami. I to jest to zakwefienie, jak u kobiet arabskich – intrygujące urokiem tajemnicy. Pośrodku zespołu pałacowego znajduję Dziedziniec Mirtowy (Patio de los Arrayanes) pachnący wonią przyciętych krzewów mirtu otaczających basen. Estetyczne doznania, wręcz literackie skojarzenia budzi kontrast między jego skromnymi, choć ascetycznie wspaniałymi dłuższymi ścianami bocznymi, z prostymi oknami i łukami a zachwycającymi krótszymi ścianami. Te, z szeregiem ażurowych łuków, cudownie przesiewających światło w rajską cienistość, wsparte są na białych, smukłych, marmurowych kolumnach. Wspaniały efekt tworzą sztukaterie w formie rombów i arabesek, odbijające się w wodzie niczym zasłony z wymyślnych koronek. Często wiejący zefirek marszczy i porusza wodę, a wtedy patio żyje i delikatnie oddycha, opowiadając w ciszy senne legendy o zamierzchłej, czarownej przeszłości. Wrażenie doskonałości potęguje drewniany strop z intarsjami w przebogato zdobionych niszach. Nad krótszą ścianą północną wznosi się wysoka, pokryta cynową blachą wieża Torre de Comares. Patio Mirtowe nie sposób opuścić z własnej woli i o własnych siłach. Dopiero goniący czas wymusza rozłąkę. Przechodząc salą de la Barca, z jej drewnianym stropem w kształcie łodzi, wchodzę do Sali Posłów (Salon de los Embajadores), znajdującej się w jednej z wież Alhambry. Każda ze ścian zawiera trzy wnęki, na ścianie zewnętrznej są to trzy nisze okienne, z których roztacza się bajeczny widok na całą dolinę. Powyżej cokołu z azulejos ściany pokrywa filigranowa, subtelna dekoracja z arabesek i motywów kaligraficznych, wykonana w stiuku. Komnatę zdobią liczne inskrypcje, wersety z Koranu i cytaty poetyckie. Tron panującego stał tu pod drewnianym stropem. Jest to arcydzieło intarsji. Kopuła z 8017 różnokolorowych kawałków drewna cedrowego, mahoniowego, hebanowego i innych do dziś stanowi niedościgniony wzór zdobienia reprezentacyjnych sal. Kawałeczki drewna są ułożone w siedem płaszczyzn tworzących skomplikowaną kompozycję z ośmio- i szesnastoramiennych gwiazd. Strop ma symbolizować siedem kręgów nieba i gwiazdy raju, a przekątne kopuły oznaczają cztery drzewa życia.

Szczytowym dziełem architektury Nasrydów jest otoczone kolumnami Patio de los Leones – Dziedziniec Lwów. W jego środku wznosi się fontanna podtrzymywana przez dwanaście lwów. Szpaler kolumn i subtelna, fantazyjna sztukateria, okalająca patio niczym kosztowna zasłona rozpięta między kolumnami, sprawiają wrażenie niebiańskiego przedsionka. Z paszcz lwów tryska woda w cztery strony świata. Lwy z fontanną są centrum tego miejsca, symbolizują dwanaście słońc zodiaku i dwanaście miesięcy. Brzegi misy fontanny ozdabiają strofy wielkiego poety Zamraka, który opiewa piękno ogrodu i porównuje je z wielkością Allaha i księcia. Dziedziniec Lwów oplatają cztery sale złączone z nim sztukateriami. Jedną z nich jest Sala Królów składająca się z trzech pomieszczeń przyozdobionych sztukateriami, połączonych łukami stalaktytowymi i zwieńczonych dekoracyjnymi kopułami. Obok sypialnie królewskie z polichromiami stropowymi na skórze, z niespodziewanymi tutaj przedstawieniami figuralnymi, w islamie przecież zakazanymi. Od północnej strony Dziedzińca Lwów usytuowana jest najbardziej imponująca część całego kompleksu – Sala Dwóch Sióstr. Nazwę wzięła od dwóch sióstr, które zmarły tutaj z tęsknoty za miłością. Podobno mogły jedynie przyglądać się scenom erotycznym w ogrodzie, nie mogąc w nich brać udziału. Komnata przykryta jest ogromną kopułą z dekoracjami, podzieloną na niezliczoną liczbę faset zestawionych pod różnym kątem, wyobrażających sklepienie niebieskie. Przez okna w kopule wpadają promienie słoneczne, potem księżycowe i tak wędrują przez fasety, że sklepienie zdaje się obracać. Kopuła ta jest jednym z najdoskonalszych dzieł sztuki islamu.

Południową galerią Dziedzińca Lwów przechodzi się do przepysznie wyposażonej kwadratowej Sali Abenceragów. Jej nazwa związana jest z historią pewnego rodu zamordowanego tu pod koniec arabskiego panowania. Tutaj również wspaniała kopuła z gwiaździście ułożonymi ornamentami i szesnastoma oknami. Tym, co zachwyca najbardziej, co jest istotą sztuki i architektury arabskiej i jej czarem, są ornamenty zdobień o powtarzających się motywach roślinnych, geometrycznych i kaligraficznych. Ornamentyka figuralna, przedstawieniowo-fabularna, zawierająca treści pojęciowe, jest zabroniona religią, bowiem tylko Allah może stworzyć żywą istotę, tchnąć w nią życie i duszę. Człowiek rzeźbą czy malowidłem popełnia świętokradztwo prowadzące do bałwochwalstwa. Powtarzalność, symetria i ascetyzm tematyczny wychodzą architekturze arabskiej na dobre. Mnogie zwielokrotnienie wywołuje u oglądających ekstatyczne wrażenie obcowania z nieskończoną doskonałością. Ornamenty zdobnicze pokrywają wszystko we wnętrzach islamskich budowli, nawet najmniejsze powierzchnie. Tworzywem są głównie płytki ceramiczne azulejos i sztukaterie stiukowe. Stiuk to masa z gipsu, wapna i piasku, w stanie wilgotnym dająca się dowolnie formować.

Po wschodniej stronie Alhambry rozciągają się ogrody z uroczym pałacem
del Partal. Pięciołukowy krużganek kolumnowy, będący wejściem do wieży Torre de lad Damas, czarownie odbija się w wodzie sadzawki otoczonej mirtem oraz nieodłącznymi lwami w milczeniu trzymającymi wartę. Tym, co jak deser zamyka wytworną ucztę obcowania z Alhambrą – cynobrowym lub czerwonym pałacem – są słynne mauretańskie ogrody Generalife. Ogrody to stały element arabskiej kultury w całej Andaluzji. Na czar ogrodów Generelife składają się: bogactwo barw zieleni i kwiatów, oszałamiający zapach, woda i cisza, zanurzone w intymności. Wcielono tu w życie arabskie wyobrażenia o ogrodzie jako o raju na ziemi, ze wspaniałą, kunsztownie dobraną roślinnością. Konstrukcję architektoniczną tworzą wiecznie zielone drzewa i krzewy symbolizujące niekończącą się wiosnę. Są ukształtowane w murale, arkadyjskie aleje, fantazyjne łukowe bramy. Feeria barw kwiatów upiększa i rozjaśnia wszechobecną zieleń. Woda dociera wszędzie kanałami, a jej bieg co jakiś czas przerywają szemrzące kaskady, fontanny, baseny. Kolorowe płytki azulejos okalają klomby, fontanny, tworzą schodki, piękne ławki czy inne elementy małej architektury. Swymi barwami harmonizują z całością, wyraziście odbijając się w wodzie. Gdy spaceruję po Generalife, mam wrażenie przebywania w ziemskim raju. Kolorowe, wykwintne ławki pod owocującymi i kwitnącymi jednocześnie drzewami pomarańczy, cyprysami i arkadami – zapraszają do pozostania. Orzeźwiające powietrze przepełnia woń pomarańczy, rozmarynu, jaśminu, mirtu i tymianku, woda szemrze i pluska w fontannach i kaskadach, nie gubiąc ciszy. Łagodny, chłodzący wietrzyk marszczy wodę, a rozsłonecznione ogrody, odbijając się w niej, drżą i subtelnie falują, tańczą i uśmiechają się do zwiedzającego z dumnym przekonaniem o swej urodzie. Nigdy nie wskoczyłbyś wtedy do takiego basenu, by nie zburzyć, nie zbrukać sacrum odbitego w nim piękna.

Zauroczenie egzotyką Granady i jej historią, cały ten orientalny romantyczny blask poraził i zainspirował Mickiewicza do napisania wiersza „Alpuchara”. W pięknych poetyckich strofach ukazał on przejmujący dramaturgią epizod upadku Granady. Wieszcz nasz swobodnie korzystał z praw licentia poetica. Oto król arabski Almanzor mści się na hiszpańskich zdobywcach. Pocałunkami i uściskami podstępnie, przy udawanym poddaniu się, zaraża swych wrogów dżumą. Tę naganną moralnie metodę kłamstwa i podstępu, zwaną w islamie ketman-nasz, poeta przeniósł na pole walki Litwinow z Krzyżakami, tworząc postać Konrada Walenroda, a „Alpuchara” znalazła swe miejsce w poemacie. W istocie Boabdil, ostatni emir Granady, poddając kraj, oddał klucze do miasta Ferdynandowi i Izabeli, Królom Katolickim, i z orszakiem opuścił miasto. Po czym z oddali, z przełęczy zwanej dziś Przełęczą Maura, patrzył po raz ostatni na piękną a utraconą Granadę. Kiedy gorzko zapłakał, jego matka rzekła: „Synu, nie płacz jak kobieta za czymś, czego nie potrafiłeś obronić jako mężczyzna”. Wspaniały, monumentalny obraz pędzla Ortiza „Poddanie Granady”, wiszący w granadzkiej katedrze w Kaplicy Królewskiej, przy marmurowych, niezwykłych w swym pięknie grobowcach Izabeli i Ferdynanda, dostarcza oglądającym wrażeń dojmujących, przenikających na wskroś ciało i duszę.

Stanisław Niećko

 

aaa

 

zdrowie

 

Wokół brzucha

Boli nas brzuch. Mamy wzdęcia i przykre skurcze. Cierpimy z powodu biegunek lub zaparć. Budzimy się w nocy, czując, że musimy iść szybko do toalety. Jeśli to zwykła niestrawność, pomagają herbatki z mięty, rumianku lub melisy. Gdy dolegliwości się powtarzają, a kuracja ziołowa nie przynosi ulgi, to znak, że w naszym brzuchu źle się dzieje.

 Wszystkiemu winny jest obecny styl życia: mało ruchu, zła dieta, ciągły stres.

W naszym przewodzie pokarmowym żyje około 2-3 kilogramów bakterii. Najlepiej rozwijają się wtedy, gdy dajemy im dobrą pożywkę, na przykład węglowodany. Przetwarzają je bez problemów, podobnie są wydalane. Jeśli jemy za dużo tłuszczów i białek, a do tego zjadamy je za późno (kolację tuż przed snem), nasze bakterie zamieniają je w produkty, które źle tolerujemy. Kwasy tłuszczowe wzmagają perystaltykę jelit i choć powinny być strawione w górnym odcinku przewodu pokarmowego (żołądek i dwunastnica), przesuwają się do jelit, gdzie zachodzi fermentacja, której skutki przykro odczuwamy. Tym gorzej, jeśli mamy niedobór enzymów trawiennych. Każdy z nas ma ich pewien zasób. Nie dają rady wtedy, gdy fundujemy im źle połączone potrawy (na przykład tłustą rybę i tłusty ser). Organizm nie nadąża wówczas z produkcją i wydzielaniem enzymów.

Jak jemy, tak się czujemy – głosi popularny slogan. Nasza flora jelitowa ciągle się zmienia. Niedyspozycje brzuszne zdarzają się przy różnych okazjach, na przykład w czasie urlopu, kiedy jemy nowe produkty, albo gdy w naszej diecie pojawią się nowalijki. Wystarczy wtedy przeczekać dwa, trzy dni i organizm przyzwyczai się do zmienionego menu. Bywa, że jesteśmy uczuleni na niektóre pokarmy, na przykład mleko (zawarta w nim laktoza może powodować biegunkę), orzechy, pieczywo i inne wyroby z mąki (jest w nich gluten, którego nietolerancja prowadzi do choroby zwanej celiakią. Pisaliśmy o niej obszernie w „Crossie” z lipca 2015 r.). W takich przypadkach wystarczy konsultacja z dietetykiem, który wykluczy z diety niebezpieczne potrawy. Nasz brzuch źle reaguje też na niektóre leki, m.in. na preparaty wapnia. Buntuje się najbardziej, kiedy przyjmujemy antybiotyki. Likwidują one nie tylko bakterie chorobotwórcze, lecz czynią także spustoszenie w naszym przewodzie pokarmowym. Żeby odbudować jelitową równowagę, konieczne jest równoczesne branie probiotyków. Są dostępne w aptece bez recepty.

Wielu z nas cierpi na zespół jelita nadwrażliwego. Jest to choroba czynnościowa związana głównie ze stresem. Może mieć postać biegunkową, zaparciową lub mieszaną. Ponad 90 procent osób nie ma tych objawów, kiedy mija pobudzenie nerwowe. Kobiety chorują dwa razy częściej niż mężczyźni. Młode lub w średnim wieku, zwykle pracoholiczki. Zdrowieją w czasie snu lub urlopu. Bóle brzucha, biegunki mogą się zdarzać także z powodu złych przyzwyczajeń dietetycznych, m.in. picia na czczo kawy, która pobudza nadmiernie perystaltykę jelit. Zaganiani w pracy, zapominamy często o tym, by odwiedzić toaletę, kiedy organizm sygnalizuje taką potrzebę. Efektem są zaparcia. Często wpadamy w panikę, gdy trwają dłużej. Podręcznikowa norma to wypróżnienie zarówno raz na trzy dni, jak i trzy razy na dobę. Każdy ma swój indywidualny rytm. Częste od niego odstępstwa i zmiany mogą być sygnałem, że w naszym przewodzie pokarmowym dzieje się coś złego.

W przypadku zespołu jelita nadwrażliwego zaleca się dietę o niskiej zawartości m.in. fruktozy i laktozy, bo są naturalną pożywką dla bakterii, które namnażają się w jelitach w błyskawicznym tempie. Powodują fermentację tego, co zjadamy, i gazy. Mamy wtedy wzdęcia i zaczyna nas boleć brzuch. Bakterie wydzielają toksyny, które mogą powodować skurcze i biegunkę. Dietetycy radzą, by osoby z zespołem jelita nadwrażliwego unikały jabłek, gruszek, śliwek, pestek, ziaren, suszonych owoców. Polecają chude mięso wołowe i drobiowe, twarde żółte sery, jajka, banany, grejpfruty, kiwi, cytryny, ananasy, pomarańcze, ogórki, pomidory, ziemniaki, marchew. Te produkty rzadko powodują wzdęcia.

Lekarze są zdania, że zażywanie leków przeciwbólowych na zaburzenia jelit nie ma sensu. Radzą, by sięgnąć po środki rozkurczowe. Dobre są też preparaty ziołowe tonujące pracę jelit. Dla przykładu: mięta i rumianek stymulują wydzielanie soku trzustkowego (enzym trawienny), poprawiają perystaltykę jelit, zmniejszają napięcie.

Znacznie trudniej poradzić sobie ze schorzeniami autoimmunologicznymi, które coraz częściej atakują nasz przewód pokarmowy. Należą do nich choroba Leśniowskiego-Crohna oraz wrzodziejące zapalenie jelita. Obie, paradoksalnie, biorą się stąd, że zanadto dbamy o czystość. Okazuje się, że częściej chorują ci, którzy w dzieciństwie żyli pod kloszem, niż ci ich rówieśnicy, którzy mieli kontakt z infekcjami zakaźnymi lub pasożytniczymi. Chorobę Leśniowskiego-Crohna trudno zdiagnozować, bo jej objawy bywają niespecyficzne. Najczęściej są to biegunki, wzdęcia, chudnięcie charakterystyczne dla wielu innych chorób. Dopiero badanie za pomocą rezonansu, tomografii czy enteroskopii może pomóc w rozpoznaniu. Schorzenie lokalizuje się zazwyczaj w końcówce jelita cienkiego, ale może także obejmować cały przewód pokarmowy. Zmiany zapalne błony śluzowej skutkują przetokami i ropieniami. Często dochodzą do tego inne powikłania. Wrzodziejące zapalenie rozwija się tylko w jelicie grubym, gdzie ofiarą również pada śluzówka. Objawami są biegunki z krwią, pozwalające szybko zdiagnozować chorobę, a badanie endoskopowe ostatecznie ją potwierdza.

W przypadku ostrego rzutu obu schorzeń stosuje się steroidy. Hitem ostatnich lat są leki biologiczne. „Przyduszają” one nadreaktywny układ odpornościowy, żeby nie atakował własnych tkanek. Czasem taka terapia wystarcza na rok, a nawet na lata remisji. Choć refundowana, nie jest jeszcze u nas standardem. Bywa, że pacjent trafia do lekarza po różnych niekonwencjonalnych próbach leczenia obu chorób (niektórzy przywożą z Niemiec jaja glisty świńskiej lub włosogłówki). Jeśli powikłania są bardzo poważne, do akcji wkracza chirurg. Wycina chory fragment i tworzy nową drogę wypróżniania na ścianie brzucha (tzw. stomia) – na kilka miesięcy, aby ochronić świeżą ranę, albo na stałe. Dzieje się tak w przypadku późno rozpoznanego raka jelita grubego, kiedy wycina się już fragmenty wraz z guzem. Statystyki odnotowują w Polsce ponad 17 tysięcy zachorowań rocznie. To schorzenie należy do nowotworów, których liczba przypadków rośnie na świecie w najszybszym tempie. Dotyka najczęściej osoby starsze. Czynniki ryzyka to otyłość, brak ruchu i spożywanie wysoko przetworzonej żywności z małą ilością błonnika. Rzadziej decydują predyspozycje genetyczne. Rak jelita grubego w postaci bezobjawowej rozwija się przez 3 do 5 lat. Niedrożność jelit, anemia, nagłe chudnięcie sygnalizują, że choroba jest już zaawansowana. Aby jej uniknąć, konieczne jest przeprowadzenie w odpowiednim momencie kolonoskopii (najlepiej między 55. a 64. rokiem życia). W Polsce wykonuje się 40 tysięcy takich badań rocznie w ramach profilaktyki. Pozwala ona na wczesne wykrycie w jelicie grubym polipów i ich usunięcie, co praktycznie zmniejsza do zera ryzyko późniejszego zachorowania.

Szacuje się, że ponad 40 tysięcy Polaków ma dziś wyłonioną stomię. Zmienia ona życie, ale nie aż tak, jak się przypuszcza. Ważne jest zachowanie odpowiedniej diety: posiłki należy rozłożyć na kilka małych porcji, jedzonych w regularnych odstępach czasu. Stomia nie wyklucza powrotu do aktywności fizycznej, nie oznacza rezygnacji z seksu, nie zamyka szans na macierzyństwo. Można z nią normalnie żyć. Niestety, stomicy często spotykają się ze stygmatyzacją i społecznym wykluczeniem. Fundacja STOMAlife organizuje kampanie mające na celu przełamywanie tabu związanego ze stomią.

Ostre bóle brzucha zazwyczaj wymagają szybkiej interwencji chirurga. Mogą być objawami takich ciężkich chorób, jak zapalenie wyrostka robaczkowego, niedrożność jelit czy perforacja przewodu pokarmowego – na przykład żołądka, w wyniku choroby wrzodowej. W przypadku ostrego zapalenia wyrostek trzeba wyciąć. Obecnie tych zabiegów jest mniej niż kiedyś. Przed laty wystarczało twierdzenie, że bardzo boli w prawej dolnej części brzucha i tzw. ślepa kiszka szła pod nóż jako zbędny organ. Okazało się jednak, że jest bardzo potrzebny. Wyrostek to wielkie siedlisko tkanki odpornościowej, która odgrywa znaczącą rolę w kształtowaniu właściwej pracy jelit. Tym samym po raz kolejny potwierdza się, że wszystkie części naszego organizmu są tak dobrane, by tworzyły zespół wspólnego działania i pomocy w razie zagrożenia całości.

BWO

 

aaa

 

ruszajmy się

 

Ćwiczenia stabilizacyjne 

Stabilizacja – w najszerszym znaczeniu – jest to stan równowagi, zatrzymania i utrwalenia jakiegoś położenia czy zjawiska. W sporcie są to ćwiczenia, które polegają na ustabilizowaniu całego ciała lub jego części za pomocą odpowiedniego napięcia mięśni.

W omawianym obszarze nie wykonuje się ruchu, więc praca mięśni jest statyczna. Najczęściej są to pozycje, do których utrzymania trzeba zaangażować znaczną część mięśni, często również tych, które są rzadko wykorzystywane do typowych czynności. W takich pozycjach można wykonywać dodatkowe ruchy lub wykorzystać niestabilne podłoże, by przy okazji kształtować równowagę i reakcję napięcia mięśniowego na zachwiania i zmiany położenia.

W sporcie zawodowym, a teraz także w amatorskim, coraz częściej stosuje się ćwiczenia stabilizacyjne. Okazuje się, że wzmocnienie całego aparatu mięśniowego, w tym mięśni głębokich i stabilizujących stawy, nie tylko pozwala osiągać lepsze rezultaty, lecz sprawia także, że rzadziej pojawiają się kontuzje stawowe lub mięśniowe. Przeciwdziała też drobnym dolegliwościom bólowym, przeciążeniom, bólom pleców i stawów. Dlatego te ćwiczenia powinni wykonywać zarówno zawodowi sportowcy, jak i ci, którzy nie ruszają się regularnie. Stabilizacją posługują się również rehabilitanci, którzy stosują tzw. ćwiczenia bierne. Kiedy pacjent nie jest w stanie wykonać odpowiedniego ruchu, ustawiają go w takiej pozycji, by biernie (bez ruchu) ćwiczył odpowiednie grupy mięśniowe. Ćwiczenia są bardzo proste i dla każdego. Poziom trudności można stopniowo zwiększać.

Najważniejszy w tego typu ćwiczeniach jest kręgosłup – trzon naszego ciała. W każdej pozycji staramy się, by utworzyć z ciała linię prostą, bez załamywania bioder, brzuch zawsze wciągnięty, jakbyśmy chcieli dotknąć pępkiem kręgosłupa. Oddychamy spokojnie i głęboko. Napinamy całe ciało. Wszystkie mięśnie stabilizują sąsiadujące stawy, zwracamy szczególną uwagę na lędźwie, brzuch i pośladki. Punkty podporu najczęściej prostopadle, czyli dłonie lub łokcie oparte o ziemię w linii z barkami. W pozycjach wytrzymujemy – w zależności od zaawansowania – od 15 do 60 sekund. Wzmacniamy ciało poprzez napięcie izometryczne, kształtujemy czucie głębokie (propriocepcyjne), które pozwala lepiej kontrolować ruchy, wyrabiamy odpowiednie automatyzmy mięśniowe, dodatkowo spalamy kalorie i modelujemy sylwetkę. Ćwiczenia te powinny być uzupełnieniem każdego rodzaju treningu lub oddzielną sesją wykonywaną regularnie, najlepiej codziennie.

Przykładowy zestaw ćwiczeń:

Deska to podstawowe ćwiczenie z tej grupy. Pozycja podporu w leżeniu przodem – opieramy na ziemi dłonie i stopy, uniesione ciało tworzy linię prostą od stóp do głowy, mięśnie napięte, brzuch wciągnięty. Wytrzymaj 15-30 sekund.

Można zastosować różne warianty deski:

– zamiast na dłoniach opieramy się na całych przedramionach;

– unosimy jedną rękę w przód (podpór na jednym ramieniu);

– unosimy wyprostowaną nogę w górę;

– odwodzimy nogę z boku;

– nogi ustawiamy w rozkroku;

– unosimy przeciwległą nogę i rękę;

– przywodzimy ugiętą nogę wzdłuż podłoża, kolanem w stronę ramienia.

W tych pozycjach wytrzymaj 10-20 sekund.

Deska bokiem. Podpór wykonujemy bokiem – opierając boczną część stopy i dłoń dolnego ramienia na podłożu, unosimy ciało, by utworzyło linię prostą w każdej płaszczyźnie. Brzuch wciągnięty, biodra nie załamują się w żadną ze stron. Górna stopa spoczywa na dolnej, ale jak ktoś ma z tym problem, może delikatnie skrzyżować nogi, górną stopę wysunąć lekko w przód i oprzeć wewnętrzną krawędzią o podłoże, wtedy obie stopy mają z nim kontakt. W tej pozycji należy wytrzymać co najmniej 15-30 sekund na każdą ze stron.

Można zastosować różne warianty deski bocznej:

– zamiast na dłoni opieramy się na całym przedramieniu;

– unosimy jedną rękę w górę;

– unosimy wyprostowaną nogę w górę (do rozkroku);

– uginamy dolną nogę i podpór wykonujemy na górnej stopie do pośladka;

– uginamy górną nogę i podpór wykonujemy na dolnej stopie do pośladka;

– unosimy zarówno nogę, jak i rękę w górę;

– przyciągamy ugiętą nogę, kolano w stronę klatki – wariant na dolną, jak i górną nogę.

W tych pozycjach wytrzymaj 10-20 sekund i oczywiście wykonaj to samo na drugą stronę.

Podpór w leżeniu tyłem – deska tylna. Zasada wykonania jest ta sama, opieramy na ziemi dłonie i stopy – uniesione ciało tworzy linię prostą od stóp do głowy, mięśnie napięte, brzuch wciągnięty, ale do podłogi zwrócone są plecy. Wytrzymaj tak 15-30 sekund.

Można zastosować różne warianty deski tylnej:

– zamiast na dłoniach opieramy się na całych przedramionach;

– unosimy jedną rękę w przód (podpór na jednym ramieniu);

– unosimy wyprostowaną jedną nogę w górę;

– odwodzimy nogę z boku;

– nogi ustawiamy w rozkroku;

– unosimy przeciwległą nogę i rękę;

– wszystkie wymienione wyżej warianty możemy zastosować przy nogach ugiętych (90 stopni w stawach kolanowych).

 Pozycja w klęku podpartym. Zasada taka jak w przypadku deski, natomiast w tej pozycji jest nam dużo łatwiej. Dłonie opieramy na ziemi, przez wyprostowane ramiona i przez klęk na kolanach ciało tworzy linię prostą od bioder do głowy. Mięśnie napięte, brzuch wciągnięty – wytrzymaj 15-30 sekund.

Można zastosować różne warianty tej pozycji:

– zamiast na dłoniach opieramy się na całych przedramionach;

– unosimy jedną rękę w przód (podpór na jednym ramieniu);

– unosimy wyprostowaną nogę w górę, do linii z ciałem;

– odwodzimy ugiętą nogę w bok (pozycja siusiającego psa);

– unosimy przeciwległą nogę i rękę.

Pozycja w leżeniu przodem. Leżąc na brzuchu, również możemy robić stabilizację całego ciała. Mięśnie napięte, brzuch wciągnięty – wytrzymaj 15-30 sekund.

Można zastosować różne warianty leżenia:

– unosimy jedną rękę w przód tuż nad ziemię, by nie łamać linii prostej;

– unosimy wyprostowaną nogę w górę tuż nad ziemię, by nie łamać linii prostej;

– unosimy przeciwległą nogę i rękę tuż nad ziemię, by nie łamać linii prostej;

– unosimy obie ręce w przód tuż nad ziemię, by nie łamać linii prostej;

– unosimy obie nogi w górę tuż nad ziemię, by nie łamać linii prostej;

– unosimy zarówno ramiona w przód, jak i nogi w górę tuż nad ziemię, by nie łamać linii prostej.

W tych ćwiczeniach zawsze staramy się wydłużyć swoje ciało.

Pozycje w leżeniu tyłem (czyli na plecach). Zachowujemy wszystkie zasady i napinamy całe ciało:

– unosimy tułów i ramiona do uzyskania kąta 45 stopni nad ziemią – nogi proste, tułów prosty;

– unosimy wyprostowane nogi do kąta 45 stopni nad ziemią – nogi proste, prosty tułów spoczywa na ziemi, brzuch wciągnięty;

– unosimy zarówno tułów, jak i ramiona do kąta 45 stopni nad ziemią, jednocześnie – unosimy wyprostowane nogi do kąta 45 stopni nad ziemią, zatrzymując się w tzw. scyzoryku – nogi proste, tułów prosty;

– to samo przy nogach ugiętych;

– unosimy biodra w górę, opierając stopy o podłoże – ciało w linii prostej, kark spoczywa na ziemi;

– to samo z jedną nogą uniesioną.

Pozycję deski można wykonać również na podwyższeniu, np. krześle. Lepsza jest jednak piłka rehabilitacyjna, dzięki której podpór jest niestabilny. W tych pozycjach na podwyższeniu mogą spoczywać ręce lub – w drugim wariancie – nogi.

Najważniejsza jest regularność i dobranie ćwiczeń do swoich możliwości. Powodzenia!

Krzysztof Koc

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

Wieża i pionki przeciwko dwom lekkim figurom

Wiadomo, że para lekkich figur jest cenniejsza od wieży z pionkiem. Nawet początkujący szachista nie wybierze białymi wariantu 1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gc4 Gc5 4.0-0 Sf6 5.Sg5?! 0-0 6.G:f7+? W:f7 7.S:f7 K:f7, gdyż wie, że daje on wyraźną przewagę przeciwnikowi. Wątpliwości pojawiają się natomiast przy walce dwóch lekkich figur z wieżą i dwoma pionkami. W grze środkowej taki układ sił prowadzi do wyrównanej gry, z lekkim wskazaniem na gońca i skoczka:

A. Kosteniuk – V. Cmilyte

Elista 2004

Białe: Kg1, Hd3, We1, We2, a2, b4, d5, f4, g2, h2

Czarne: Kg8, Hd7, Wa8, Gf6, Se7, b5, d6, f7, h7

Z uwagi na brak wolnych pionków i słabości na a2 i d5 czarne stoją trochę lepiej 27...Wc8 28.Kh1 Hb7 29.Hh3 Kg7 30.We3 Sg6 31.We4?! Powiększa przewagę czarnych. Po prawidłowym 31.f5 Se5 32.Wg3+ Kf8 33.H:h7 Ke7 34.Wg8 W:g8 35.H:g8 H:d5 36.a3 białe były bliskie wyrównania 31...Wc3 32.Hh5 Wd3?! Czarne nie wykorzystały okazji do zdobycia pionka po 32...Ha8! 33.Wd1 W:d1+ 34.H:d1 Se7 35.We3 H:d5? Zła decyzja. Hetmany należało zachować. Po 35...S:d5 36.Wd3 S:f4 37.Hg4+ Sg6 38.W:d6 Hc7 wciąż była niewielka przewaga 36.Wg3+ Kf8 37.Wd3? Białe rewanżują się błędem. Po 37.H:d5 S:d5 38.Wd3 S:b4 39.W:d6 Ge7 40.Wb6 S:a2 41.W:b5 powstawała remisowa końcówka 37...He4 38.W:d6 H:f4 39.Wd8+ Kg7 40.Wd3?! (40.He1) 40...H:b4 41.Wb3 Hc4 42.Hb1 Sd5 43.Wg3+?! Szanse na ratunek zachowywało 43.W:b5 43...Kf8 44.h3 Ge5 45.Wf3 f6 46.a3 Sf4 47.Hd1 Ke7 48.Hg1 Se2 49.Ha7+ Ke6 50.Hb6+ Kf7 51.Ha7+ Kg6 52.He3 Hc2 Po zdobyciu dwóch pionków czarne nie boją się końcówki, chociaż z hetmanami wygrana była łatwiejsza 53.Hd3+ H:d3 54.W:d3 Sc3 55.g4 Kg5 56.Wf3 Se2 57.Kg2 Sd4 58.Wc3 Kf4 59.Wc8 Gd6 60.a4?! (60.Wc3) 60…b4! Ale nie 60...ba4? 61.Wc4 z remisem 61.a5 b3 62.a6 Lub 62.Wc1 b2 63.Wb1 Ga3 64.a6 Sb5 62…b2 63.a7 b1H 64.a8H Hb2+ 65.Kh1 Kg3 0-1

S. Beck – H. Schmoll

Duesseldorf 2002

Białe: Kg1, Hd1, Wa1, We1, Gb2, Gg5, Sc3, Sd4, a3, b2, c2, e4, f2, g2, h2

Czarne: Kg8, Hd8, Wa8, Wf8, Gb7, Ge7, Sd7, Sf6, a6, b5, d6, e6, f7, g7, g7

1.G:e6 fe6 2.S:e6 Hb6 3.S:f8 W:f8 Jak ocenić decyzję białych? Taką operację w grze środkowej należy uznać za formę wymiany równowartościowych bierek 4.Ge3 Hc6 5.Sd5!? Białe dążą do redukcji materiału, nawet za cenę chwilowej utraty pionka. Po 5.f3 Se5 6.Gd4 Hc4 7.b3 Hf7 8.Hd2 Sh5 czarne figury stawały się groźne 5...S:d5 6.H:d5+ H:d5 7.ed5 G:d5?! Lepsze 7…Wc8! 8.c3 G:d5 8.Wad1 Gb7 9.Gf4 Wf7?! Lepsze 9...Gh4 10.g3 Gf6 11.W:d6 Sc5 i aktywność figur gwarantuje czarnym wyrównanie 10.G:d6 G:d6 11.W:d6 g6 12.Wde6 Sf6 13.We7 Sd5 14.W:f7 K:f7 15.f4 Białe uzyskały lepszą końcówkę, chociaż nie zdołały jej wygrać.

Z komentarzy do partii łatwo wywnioskować, że strona „lekkofigurowa” powinna dążyć do rozstrzygnięcia pojedynku w grze środkowej, natomiast końcówki są zdecydowanie korzystniejsze dla strony „wieżowej”. Dlatego też oddanie dwóch lekkich figur za wieżę i parę pionków powinno być połączone z szybkim przejściem do końcówki:

M. Tal – W. Sawon

Baku 1972

Białe: Kg1, Hc2, Wc1, Wc3, Gd3, Sc5, a4, b4, d4, e3, f2, g2, g3

Czarne: Kg8, He7, Wc8, Wc7, Gf7, Sf8, a6, b7, c6, d5, f6, g6, h7

24.S:b7! W:b7 25.G:a6 Wa8 Słabsze było 25...Wbc7 26.G:c8 W:c8 27.W:c6 26.G:b7 H:b7 27.Hb3! Wolne pionki powinny pozostać na szachownicy. W przypadku 27.W:c6?! H:b4 28.W:f6 Wa7 czarnym łatwiej byłoby się bronić 27...Wa6 Jeśli 27...Ge8, to podobnie jak w partii 28.b5 cb5 29.Wc7 28.b5 cb5 29.Wc7 Dobre było także 29.ab5!? Wa5 30.b6 29...Hb6 30.ab5 Wygrywało też 30.W1c6 H:c6 31.W:c6 W:c6 32.H:b5 i pionek a4 będzie kosztował figurę 30...Wa5 31.W1c6 Przejście do końcówki jest najprostszym sposobem realizacji przewagi 31…H:b5 32.H:b5 W:b5 33.W:f6 Ge8 Związane lekkie figury czarnych nie mogą sprostać wieżom: 33...Ge6 34.We7 Wb6 35.We8 itd. 34.Wc8 Kg7 Lub 34...Gf7 35.Wa6 Kg7 36.Wc7 Kg8 37.Wa8 35.Wf3 Wb1+ 36.Kh2 Sd7 37.W:e8 Sf6 38.We7+ 1-0

R. Chołmow – C. Ionescu

Baile Herculane 1984

Białe: Kg1, He2, Wd1, We1, Gc4, Sd4, a2, b2, c3, f2, g2, g3

Czarne: Kg8, Hc7, Wd7, Wd8, Gb7, Sf6, a7, b6, e6, f7, g7, h7

23.S:e6! fe6 W przypadku wtrącenia 23...Hc6 wygrywało 24.Gd5! S:d5 25.S:d8 W:d8 26.W:d5 24.G:e6+ Kf8 25.G:d7 W:d7 26.W:d7 H:d7 Białe mają wyraźną przewagę, chociaż trudno jest wyrobić wolnego pionka 27.f3 h5 28.He5 Kf7 29.c4 Gc8 30.b3 He6? Podobnie jak w poprzednich przykładach, wymiana hetmanów jest dla strony „lekkofigurowej” niekorzystna. Po 30...Hd2 31.We2 Hd3 32.Kh2 Gd7 przełamać obronę czarnych byłoby znacznie trudniej 31.Kf2 H:e5 32.W:e5 g6 33.Ke3 Hetmany zniknęły z szachownicy, król może aktywnie włączyć się do gry i pomóc wyrobić wolniaki 33...Sd7 Jeśli 33...Gf5, to 34.c5! Sd7 35.cb6! ab6 (35...S:e5? 36.ba7) 36.Wb5 i białe mają ułatwione zadanie 34.Wd5 Ke6 35.Kf4 Gb7 36.Wd2 Ke7 37.W:d7+? Niepotrzebne forsowanie pozycji. Po 37.g4 hg4 38.K:g4 Sf8 39.Kg5 białe powoli wygrywały bez żadnego ryzyka 37...K:d7 38.Kg5 a5 39.K:g6 Kd6? Czarne nie znalazły właściwego planu obronnego. Po 39...a4! 40.ba4 (Lub 40.K:h5 b5! 41.cb5 a3 z dalszym Gd5) 40...Ga6 można było uratować pół punktu: 41.K:h5 G:c4 42.g4 (42.a3 Gf1) 42…G:a2 43.Kg6 Gb3 44.f4 G:a4 45.f5 b5 46.Kg7 b4 47.g5 b3 48.f6 b2 49.f7 b1H itd. 40.K:h5 Kc5 (40...a4!) 41.g4 Gc8 Teraz już 41...a4 było spóźnione: 42.g5 b5 43.cb5 a3 44.g6 Gd5 45.g7 42.g5 Kb4 43.g4 Ka3 44.f4 1-0

M. Tal – A. Karpow

Leningrad 1973

Białe: Kg1, Hb5, Wb7, Wd1, a3, e4, f2, g2, h3

Czarne: Kg8, Hc2, We8, Gc7, Sf6, f7, g7, h7

Pozycja jest z pogranicza gry środkowej i końcowej. W poszukiwaniu przewagi białe wymieniły hetmany, oddając przy tym pionka 36.Hb1! H:b1 Nie wolno 36...Hc6?, bo 37.Wc1 37.Wd:b1 Gd6 38.a4! Ten oddalony wolny pionek jest ważniejszy od centralnego piechura 38...W:e4? Powinno doprowadzić do porażki. Znacznie lepsze było 38...S:e4 39.a5 Wa8 40.Wa1 Kf8 41.a6 Sc5 z wyrównaniem. Na jakość posunięć obu stron wpłynął niedoczas 39.Wd1 Po 39.a5! Wa4 40.Wb8+ Gf8 41.Wa8 Sd7 42.a6 g5 43.Wd1 sytuacja czarnych stawała się krytyczna 39...Se8 40.a5 Kf8 41.a6 Wa4 42.Wa7 Ciekawą alternatywą było 42.a7 Gc5 43.Wdd7 f6 44.Wf7+ Kg8 45.Kf1 i włączenie do gry króla powinno rozstrzygnąć 42...g5 43.Wa8 Ge5 44.g3? Po tym błędzie szans na wygraną już nie ma. Po 44.f4! W:f4 (Jeśli 44...gf4?, to 45.Wdd8. Po 44...Gd4+ 45.Kf1 gf4 46.We1 Ge3 47.Wb1 rozstrzyga groźba 48.Wbb8) 45.Wdd8 Gd4+ 46.Kh2 We4 47.a7 G:a7 48.W:a7 powstawała pozycja, w której szanse białych na wygraną były mniej więcej równe szansom czarnych na remis 44...Ke7 45.We1 f6 46.a7 Sc7 47.Wh8 W:a7 Remis.

R. Zelcic – A. Moisiejenko

Warszawa 2005

Białe: Kg1, Wd2, Wf1, a2, b2, c2, d3, g2, h2

Czarne: Kg5, We8, Ge6, Sg4, a7, b7, d4, d6, g7

Ta pozycja jest przykładem, że w niektórych sytuacjach strona „lekkofigurowa” nawet w końcówce może skutecznie walczyć o inicjatywę. Niezbędnym warunkiem do tego jest aktywność figur i trwała blokada pionków 26.c3 dc3 27.bc3 b5! Utrudnia marsz centralnych białych pionków 28.Wa1 Wc8 29.h3 Se5 30.a4 a6 W przypadku 30...ba4 31.W:a4 W:c3 32.W:a7 W:d3 33.W:d3 S:d3 34.W:g7+ Kf6 35.Wa7 Sc5 36.Kf2 S:e4+ 37.Ke3 Ke5 na szachownicy powstawała dynamiczna równowaga 31.ab5 ab5 32.d4 Sg6 Możliwe było 32...Sc4 33.Wf2 Wc7, ale czarne na c4 chcą postawić gońca 33.Wa5?! Strata tempa. Lepsze natychmiastowe 33.Wa6 W:c3 34.W:d6 Gc4 35.Wf2 Sf4 36.Kh2 z dalszym g2-g3 i białe na pewno nie stoją gorzej 33...Gc4 34.Wa6? Prawidłowe było 34.Wa7 We8 35.W:g7 W:e4= 34...Sf4 35.Kf2 (35.W:d6!?) 35…d5! Bardzo silne posunięcie dające już wyraźną przewagę czarnym 36.ed5 Przegrywa 36.e5? b4, a na 36.Wa7?! nastąpiłoby 36…de4 37.W:g7+ Kf6 38.Wg3 Sd5 36...S:d5 Lekkie figury stanęły na idealnych pozycjach, pionek c3 musi zginąć, a po nim taki sam los spotka pionka d4 37.Wa3 Lub 37.Wa7 g6 38.Wc2 Kf4 z groźbami 39....Ke4 i 39...Gd3 37...Wf8+ 38.Kg1 Po 38.Kg3 Se3 39.h4+ Kh5 40.Wb2 Sf1+ 41.Kh3 Wf4 42.g3 Wf3 czarne kończyły partię matowym atakiem 38...Wf1+ 39.Kh2 Wc1 40.Wa7 g6 41.Wb7 W:c3 42.Wb2 Wd3 43.W7:b5 Rozpacz, ale pozycja była już i tak nie do uratowania 43...G:b5 44.W:b5 W:d4 45.Wb2 Se3 46.Wb3 Kf4 47.Wb6 Wd1 48.g3+ (48.W:g6 Sf1+) 48...Kf5 49.g4+ Kf4 50.Wf6+ Kg5 51.Wa6 Kh4 52.We6 Wd2+ 53.Kg1 We2 0-1

Czasami interesujący nas układ sił bywa wstępem do innej nietypowej sytuacji materialnej na szachownicy:

W. Kramnik – D. Vocaturo

Olimpiada FIDE, Baku 1916

1.Ge7!? Prowadzi najpierw do pozycji, w której biała wieża walczyć będzie z parą lekkich figur 1...W:d4 Najlepsze. Po 1...Wd7? jest 2.G:f6 G:f6 3.S:e4, a 1...W:e7? 2.S:c6 bc6 (2...W:d2 3.S:e7+ Kf8 4.S:c8) 3.W:d8+ było gorszą dla czarnych wersją wariantu z partii 2.W:d4 W:e7 3.Wd8+ Se8 Nie wolno 3...We8? 4.W:e8+ S:e8 5.Wd8 4.S:e4 Ge6 5.Wa8 Grając 1.Ge7, białe doliczyły się do tej pozycji i uznały, że po gwarantowanym zdobyciu jeszcze jednego pionka uzyskują przewagę. Była to właściwa ocena sytuacji, chociaż czarne znalazły ciekawy motyw obronny związany z polowaniem na białą wieżę i wymuszający zmianę układu sił na szachownicy 5...Ge5 6.Wdd8 Kf8 7.W:a7 Gc7?! Niedokładność ułatwiająca białym realizację przewagi. Większy opór można było stawiać po wtrąceniu 7…Gf5! 8.Sg5 Gc7 9.Wda8 Gb6 10.W:a6 ba6 11.W:a6 Gd8 12.G:c6 Wc7 i silna para gońców dawała pewne nadzieje w walce z lawiną białej piechoty 8.Wda8 Gb6 9.W:a6 ba6 10.Sf6! Przeoczony przez czarne ruch, po którym ich figury zostają praktycznie zapatowane. Po słabszym 10.W:a6?! Wb7 sytuacja nie była jeszcze taka jasna 10...Gd7 11.b4 Wygrywało też 11.S:d7+ W:d7 12.G:c6, ale białe nie spieszą się z wymianami 11...c5 (11...Kg7 12.S:d7) 12.Sd5 Gc6 Jedyne. Po 12...We6 13.Wb8 Ga7 14.Wb7 ginął goniec 13.W:a6 G:d5 14.G:d5 Gd8 15.b5 Marsz pionków szybko prowadzi do zwycięstwa 15...Wd7 16.b6 Ke7 17.b7 Gc7 18.Wa8 Sf6 Lub 18...Wd8 19.a4 Sd6 20.a5 S:b7 21.Wa7! 19.Wc8 Gd6 20.Gc6 Wd8 21.a4 Sd7 22.a5 Gb8 23.a6 Se5 24.W:b8! Mała kombinacja efektownie kończy partię 24...W:b8 25.Gd5 i czarne poddały się. Grozi 26.a7, a w przypadku 25...W:b7 26.ab7 Sd7 27.Kg2 wynik gry jest przesądzony.

Powyższe przykłady dotyczą tylko walki wieży z gońcem i skoczkiem. Gra przeciwko parze skoczków czy parze gońców ma trochę odmienny charakter i wymaga oddzielnego omówienia.

Ryszard Bernard

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w warcaby

W tym odcinku prezentujemy analizę dwóch partii z ostatniego turnieju mistrzostw Europy weteranów, które we wrześniu 2016 roku odbywały się w niemieckim Korbach. W obu grali zawodnicy „Crossu”.

Zenon Sitarz – Barbara Graas

1. 34-29 17-22

Białe postanowiły nie wchodzić w teoretyczne warianty debiutu Kellera.

2. 32-28 12-17 3. 37-32 7-12 4. 41-37 1-7 5. 46-41 20-25 6. 29-24 19x30 7. 35x24

Powstała pozycja jak z debiutu holenderskiego. Białe odważnie postawiły piona klinowego, czarne natomiast spróbują
kontrgry na drugim skrzydle.

7… 14-20

Najodpowiedniejszy ruch, utrudniający swobodny rozwój pozycji białych.

8. 33-29 22x33 9. 39x28

Istniała też możliwość zagrania 8. 39-34 z podwójnym wybiciem 8… 20x29 9. 34x23 18x29 10. 33x24 22x33 11. 38x29. Białe mają klina, ale i piona niekorzystnie ustawionego na polu 29.

9… 18-22 10. 43-39 22x33 11. 39x28

Częściej spotykany ruch to 10. 38-33, utrudniający czarnym rozwój ich krótkiego skrzydła.

11… 17-21

Ruch na okrążenie pozycji białych.

12. 31-27 10-14 13. 36-31 14-19 14. 40-35 19x30 15. 35x24 21-26 16. 44-40

Należało zagrać 16. 41-36, uniemożliwiając tym samym ewentualne związanie swojego długiego skrzydła. Ruch w tej partii niezrozumiały z punktu widzenia strategii gry.

16… 11-17 17. 38-33 9-14 18. 42-38 4-10

Czarne przygotowują się do ataku skrzydła. Wydaje się, że korzystniejsza w omawianej pozycji była próba związania mało mobilnego centrum białych.

19. 49-44 17-21

Czarne w końcu ograniczyły aktywność białych na ich długim skrzydle.

20. 41-36 14-19 21. 40-35 19x30 22. 35x24 10-14 23. 44-40 5-10

Czarne wybrały plan ataku klina w celu osłabienia skrzydła przeciwnika.

24. 50-44 14-19 25. 40-35 19x30 26. 35x24 10-14 27. 44-40 14-19 28. 40-35 19x30 29. 35x24 3-9

Przy tego typu pozycjach i złoty pion jest potrzebny do ataku.

30. 28-23 9-14 31. 33-28 13-19 32. 24x13 8x19

Pozycja białych nie wygląda na bezpieczną: mają związane długie skrzydło, a ich krótkie skrzydło jest celem ataku czarnych. Jedynie centralne piony mogą zrekompensować te słabości.

33. 48-43 2-8 34. 47-42 8-13 35. 43-39 25-30

Sprytny ruch, pion na polu 30 może przeszkodzić białym w połączeniu swoich sił.

36. 38-33 20-25 37. 29-24

Czarne przygotowały tymczasowe poświęcenie, które jednak przy głębszej analizie okazuje się błędne.

37… 14-20 38. 24x35 19-24 39. 42-38

Cóż innego pozostaje – trzeba zwrócić otrzymanego piona.

39… 24-30 40. 35x24 20x18 41. 28-23

Idealne posunięcie. Czarne, postawiwszy klina, zyskują ogromną przewagę.

41… 18x29 42. 33x24 12-18

Powyższa pozycja jest już wygrana dla białych. Należało się nie spieszyć i zagrać: 43. 39-33 7-12 44. 33-29 12-17 45. 38-33 i na ruch 45… 17-22 nastąpiłoby 46. 29-23. Ruch w partii, mimo iż naturalny, nie daje zwycięstwa.

43. 27-22 18x27 44. 31x22 7-12 45. 39-33 25-30

Właśnie to poświęcenie sprawia, że pozycja jest nie do wygrania.

46. 24x35 12-18 47. 33-28 18x27 48. 28-23 6-11 49. 35-30 15-20 50. 30-25 13-19 51. 25x14 19x28 52. 32x23 27-31 53. 36x27 21x41 54. 14-10 41-47

Partia zakończyła się remisem.

0-2

Henk Grotenhuis – Leszek Stefanek

1. 34-29 19-23 2. 40-34 14-19 3. 45-40 19-24

Niezwykle pasywny ruch. Należało kontynuować 10-14… 5-10.

4. 50-45 20-25 5. 29x20 25x14 6. 33-29

Z tym ruchem można było się wstrzymać. Korzystniejsze było zagranie 6. 35-30 lub też harmonijnie 6. 32-28.

6… 14-19 7. 38-33 10-14 8. 35-30

Wprowadza słabego piona do gry.

8… 17-22 9. 42-38 11-17 10. 32-28 23x32 11. 37x28

Białe walczą o centrum.

11… 5-10 12. 30-24 19x30 13. 34x25 13-19 14. 38-32 19-23 15. 28x19 14x34 16. 40x29 10-14

Pozycja się rozluźniła, obaj gracze na nowo budują swoje formacje.

17. 32-28

Zdecydowanie lepiej wyprowadzić piona z pola 16 ruchem 17… 16-21.

17… 6-11 18. 41-37 8-13 19. 31-26 2-8 20. 37-32 1-6

Niepotrzebny ruch, wciąż korzystniej jest dążyć do pozycji klinowej.

21. 43-38 14-19 22. 47-42 4-10 23. 46-41 9-14 24. 29-24 19x30 25. 25x34 13-19 26. 41-37 18-23

Czarne złapały przeciwnika w kleszcze, co oznacza, że centralny pion 28 został ograniczony przez dwie kolumny czarnych: kolumnę na głównej linii 14-23 oraz kolumnę 11-22. Taki rodzaj związania jest niezwykle niebezpieczny i białe powinny jak najszybciej uciekać od tego schematu.

27. 37-31 12-18 28. 44-40 8-13 29. 48-43

Płynniejsze wydaje się zagranie 29. 49-43.

29… 3-8 30. 34-29 23x34 31. 40x29 19-23 32. 28x19 14x34 33. 39x30 8-12

Czarne aż zapraszają przeciwnika do wejścia w związanie nazywane rogatką. To jednak pułapka, która dla białych mogła się skończyć tragicznie, np. po 34. 32-27 nastąpi 34… 16-21 35. 27x16 22-27 36. 31x22 17x37.

34. 32-28 16-21

W tym momencie klin czarnych (pion na polu 27) nie będzie korzystny z powodu ich przeciążonego krótkiego skrzydła.

35. 45-40 10-14 36. 40-34 14-20 37. 34-29 20-25 38. 30-24

Ostatnim ruchem białe postawiły klina (pion na polu 24). W przeciwieństwie jednak do sytuacji czarnych klin ten jest bardzo efektywny. Ogranicza trzy piony czarnych, a ponadto nie blokuje innych pionów na krótkim skrzydle.

38… 13-19 39. 24x13 18x9

Jest prosta zasada – silnego piona należy spróbować wymienić.

40. 38-32

Bardzo przytomny ruch, utwierdzający słabe położenie czarnych kamieni na krótkim skrzydle.

40… 11-16 41. 29-24

To zagranie ponownie pozwala zająć klinowe pole. Oczywiście nie można zagrać 41… 16-21 z powodu prostej kombinacji.

41… 12-18 42. 43-38 9-13 43. 31-27 22x31 44. 36x27

Ta wymiana uniemożliwiła wybicie białego klina.

45… 17-22 45. 28x17 21x12 46. 33-28 7-11 47. 49-44

Pozycja jest dość klarowna. Białe przejęły wszystkie centralne pola (27, 28, 24). Czarne otrzymały bardzo słabą pozycję, w której piony bandowe 15 i 25 nie dają żadnych perspektyw na remis. Należało pogodzić się ze stratą piona i liczyć na pomyłkę przeciwnika.

47… 25-30 48. 24x35 15-20 49. 35-30 13-19 50. 28-22 18-23 51. 32-28 23x43 52. 42-38 43x21 53. 26x8 11-17 54. 22x11 6x17

Białe zdecydowały się na kombinację, w której otrzymały forsowną wygraną.

Wydaje się, że ruch 8-2 pozwalał szybko osiągnąć wygraną, np.: 55. 8-2 19-23 56. 30-25 23-28 57. 25x14 28-32 58. 2-24 i blokując piona czarnych, białe wygrywają.

W wariancie drugim 55. 8-2 19-23 56. 30-25 20-24 57. 2x30 17-22 58. 30-13 22-28 59. 13-27 czarne również nie przerwą się do damki.

55. 8-3 17-22 56. 3x25 22-27

W tej pozycji wygrana wydaje się już nieosiągalna.

57. 44-40 19-23 58. 40-34 27-32 59. 25-14 23-29 60. 34x23 32-38 61. 23-19 38-43 62. 19-13 43-49

Gracze zgodzili się na remis.

2-0

Damian Jakubik

 

aaa

 

kultura

 

Opowieść o tajemniczej Lady

„Lady A. ma swoje sposoby, by zafascynować, oczarować i uzależnić. Pomaga jej w tym skutecznie cała Przyroda, która – jak to celnie ujął mieszkający tam kiedyś Jacek Kaczmarski – jest fantasmagoryczna. Inna od wszystkich. Obezwładniająca, halucynogenna, odrealniona, często przerażająca. Potrafi otumanić jak prawdziwa femme fatale, przestraszyć jak zły sen. Jak to kobieta, lubi klejnoty i ma ich niemało: aż 15 spośród jej naturalnych skarbów znalazło się na liście światowego dziedzictwa kulturalnego i przyrodniczego. Wśród tych najważniejszych: parki narodowe Kakadu, Uluru-Kata Tjuta, Region Wyschniętych Jezior Willandra (jedno z najciekawszych miejsc archeologicznych świata), Wielka Rafa Koralowa i nieprzebrane bogactwa dzikiej Tasmanii”.

 Tą tajemniczą damą, która tak człowieka otumania, jest – jak już się Państwo domyślacie – Australia, a zakochany w niej mężczyzna to Marek Tomalik – podróżnik, dziennikarz prasowy i radiowy, z wykształcenia geolog, który odwiedza ją systematycznie od 1989 roku. O różnych obliczach swej przyjaciółki opowiada w książce „Lady A.”, wydanej przez wydawnictwo Bezdroża.

 Jego opowieść hipnotyzuje czytelnika. To nie jest zwykła relacja podróżnicza, to manifest uczuć – bardzo poetycki, delikatny, zmysłowy wręcz zapis wrażeń, pełen barw, smaków, dźwięków. Ilustracje muzyczne i cytaty angielskiego poety Wiliama Blake’a tylko podkreślają wdzięki pani A.

 Tomalik pisze z prawdziwą pasją i umie czytelnika nie tyle zaciekawić, co przelać na niego swoje emocje. Siedzimy zasłuchani i zupełnie nie zauważamy, kiedy przemyca w swej opowieści garść informacji o ojczyźnie kangurów. Wiedza sama wchodzi do głowy, a my po prostu dobrze się bawimy. Poznajemy mity i legendy rdzennych Australijczyków, nieznane nam rośliny i zwierzęta, a nawet przeszłość geologiczną kontynentu. I nabieramy przekonania, że rzeczywiście ta mieszkająca kilkanaście tysięcy kilometrów stąd „kobieta” jest wyjątkowa. Zresztą jak każda z nas.

Barbara Zarzecka

 

Książka „Lady Australia” Marka Tomalika, wydana przez Bezdroża w 2013 r., dostępna jest również w wersji dźwiękowej. Czyta autor.