Euro 2012 - Respect inclusion

stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 2 (83) Luty 2012

ISSN 1427–728X

ROK X

Nr2 (83)

Luty 2012 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO-SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00–216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9,  tel.: 022 635 57 94

tel.kom. 668 764 654,
666 725 040

e–mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Teresa Dębowska

Redaktor naczelna

Anna Amanowicz

Zastępca redaktor naczelnej

Skład i opracowanie graficzne:

Wojciech Górski

Druk: Wydawnictwa Polskiego Związku Niewidomych Spółka z o.o

Miesięcznik dofinansowują:

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Ministerstwo Sportu i Turystyki

 

Spis treści:

 

Debiut w świetnym stylu

Dariusz Rutkowski

Z radiem na stoku

Katarzyna Szulc

Udany początek sezonu

Teresa Dębowska

Treningi, starty, konkurentki

Katarzyna Rogowiec

Wioślarski show

Ryszard Koch

Kreatorzy sportowych sukcesów

Anna Amanowicz

Pierwsi instruktorzy bowlingu

Andrzej Szymański

Sześć miłości Mietka

Andrzej Szymański

Wspominam ze wzruszeniem

Mirosław Jurek

Sokole oko

BWO

Jak dbać o kręgosłup?

Krzysztof Koc

Gramy w szachy

Ryszard Bernard

Gramy w warcaby

Jan Sekuła

Kalendarium 2012

Imprezy międzynarodowe 

XXIV Letnie Igrzyska Paraolimpijskie

29.08-9.09.2012 r., Londyn (Wielka Brytania)

Lekka atletyka

Mistrzostwa Europy IPC 
16-19.06.2012 r., Stadskanaal (Holandia)

Kolarstwo

Zawody Pucharu Europy
5-6.05.2012 r., Słowacja

Zawody Pucharu Świata
25-27.05.2012 r., Włochy

Zawody Pucharu Świata
15-17.06.2012 r., Hiszpania

Zawody Pucharu Europy
23-24.06.2012 r., Niemcy

Wyścig dookoła Belgii       
14-15.07.2012 r., Belgia

Zawody Pucharu Europy   
29-30.09.2012 r., Czechy          

Kręgle

Mistrzostwa Europy
20-27.05.2012 r., Słowenia

Showdown

Międzynarodowy turniej
w showdown
20-22.04.2012 r., Praga (Czechy)

Mistrzostwa Europy
18-23.07.2012 r., Włochy

Szachy

Olimpiada szachowa IBCA
9-20.08.2012 r., Indie

Olimpiada szachowa FIDE
27.08-10.09.2012 r., Turcja

Warcaby

Mistrzostwa Europy
30.08-6.09.2012 r., Ukraina

Narciarstwo

Międzynarodowe zawody
w narciarstwie alpejskim
12-16.02.2012 r., Chamonix (Francja)

Zawody Pucharu Europy
w Narciarstwie Alpejskim
22-25.2012 r., Młyn (Czechy)

Finał Pucharu Europy
w Narciarstwie Alpejskim
26-30.03.2012 r., Auron (Francja)

Międzynarodowe zawody
w narciarstwie alpejskim
22-26.11.2012 r., Holandia

Zawody Pucharu Europy
w Narciarstwie Alpejskim
9-12.12.2012 r., Pitztal (Austria)

Międzynarodowe zawody
w narciarstwie alpejskim
12-17.12.2012 r., Kühtai (Austria)

 

Na początek

 

narciarstwo

 

Debiut w świetnym stylu 

Po zmianie przepisów w narciarstwie alpejskim osób niepełnosprawnych występują trzy kategorie: dysfunkcja wzroku, jeżdżący na stojąco oraz jeżdżący na siedząco (na monoski). Aby mieć możliwość startu w najbardziej prestiżowych zawodach IPCAS (International Paralympic Committee  Alpine Skiing), należy mieć wykupioną licencję zawodnika, a w przypadku narciarzy niepełnosprawnych – także przewodnika. O licencje takie występuje krajowa federacja sportu osób niepełnosprawnych.

Następnym krokiem jest dostarczenie krajowych wyników badań okulistycznych do weryfikacji w czasie badań przed pierwszymi zawodami w sezonie. Dalej są już tylko starty w zawodach IPCAS, podczas których można uzyskać punkty pozwalające na start w imprezach sportowych wyższej rangi (Puchar Europy, Puchar Świata, w przyszłym sezonie kwalifikacje paraolimpijskie). Wszystkie zawody IPCAS odbywają się na stokach z homologacją FIS – czyli tam, gdzie odbywają się zawody wysokiej rangi pełnosprawnych narciarzy. 

Po systematycznych treningach, odbywających się w sportowym kompleksie Dolnośląskiego Specjalnego Ośrodka Szkolno–Wychowawczego nr 13 dla Niewidomych i Słabowidzących we Wrocławiu, przyszedł czas na ćwiczenia na śniegu. Pierwszy trening na stoku w sezonie 2011/12 narciarze Cross Ski Team odbyli na lodowcu Kitzsteinhorn – w ośrodku narciarskim popularnie zwanym Kaprun (od nazwy miejscowości położonej poniżej lodowca). Przy pięknej słonecznej pogodzie na wysokości 3000 m nasi zawodnicy przygotowywali się do sezonu. Należało się najpierw „rozjeździć”, a następnie przećwiczyć jazdę z przewodnikiem na slalomach. W trakcie zgrupowania trzeba było zapoznać się także i „zaprzyjaźnić” z nowymi nartami. W myśl przepisów, w slalomie gigancie mężczyźni startują na nartach o długości powyżej 185 cm i promieniu powyżej 27 m. Są to narty trudne, bardzo wymagające i nie tolerujące błędów. Dlatego jedno zgrupowanie to zbyt mało, aby w pełni przygotować się do sezonu. Ale cóż, czasem realia są takie, a nie inne.  

Pierwsze zawody otwierające sezon IPCAS w slalomie odbyły się w holenderskiej hali narciarskiej Landgraaf w listopadzie 2011. Z Cross Ski Team na zawody wyjechało pięcioro narciarzy. W trakcie badań międzynarodowe grupy startowe uzyskali: Anna Kosińska – B2, Dawid Suchodolski – B2, Stanisław Kosiński  – B3, Tadeusz Sypień – B2 i Michał Grochowski – B2. Zawody stały na bardzo wysokim poziomie, a mimo to Anna Kosińska zdołała tam wywalczyć drugie miejsce i – co istotniejsze – uzyskać minimum pozwalające na start w slalomie w zawodach Pucharu Europy. Pozostałym naszym zawodnikom nie poszło już tak dobrze. Stanisław Kosiński zajął piąte i szóste miejsce, Tadeusz Sypień – piąte. Dawid i Michał nie ukończyli konkurencji. Wynikało to między innymi z faktu, że przed zawodami odbyło się tylko jedno zgrupowanie, a niektórzy zawodnicy rozpoczęli współpracę z nowymi przewodnikami. Z Polski startowali także zawodnicy niepełnosprawni ruchowo. Michał Chrobak jeżdżący na stojąco zajął 21 miejsce, a Igor Sikorski, jeżdżący na siedząco, miejsce 15. Pozostali zawodnicy nie ukończyli zawodów.

Pierwsze zawody Pucharu Europy, w których startowała Anna Kosińska, odbyły się w grudniu na austriackim lodowcu Pitztal. Na szczęście, kiedy inni zawodnicy startowali w slalomie gigancie, my mieliśmy czas na aklimatyzację (3440 m n.p.m.) i zapoznanie się ze stokami.  Pogoda była wymarzona – było dość zimno, ale świeciło słońce. Wykorzystaliśmy aurę i wjechaliśmy na lodowiec podziemną kolejką, poruszającą się wahadłowo pod kątem ok. 45 stopni  (w ustawionym pod kątem wagoniku podłoga jest pozioma!). Było ekscytująco!

Wreszcie przyszedł czas startu. Pierwsza tak poważna impreza, w której reprezentowaliśmy Polskę, walcząc z paraolimpijskimi reprezentacjami innych krajów. Mimo iż wcześniej braliśmy udział w międzynarodowych zawodach, emocje były olbrzymie  – przecież nie możemy przynieść wstydu sobie i wszystkim, którzy w nas wierzą. Pierwszy zjazd i pierwsza niespodzianka – druga lokata! Niedowierzanie i radość! Ale spokojnie, spokojnie, spróbujmy to utrzymać. Drugi zjazd i… w debiucie drugie miejsce! Pierwsze podium w tak poważnej imprezie, poprawienie rankingu i pierwsze punkty w Pucharze Europy. Jest wielka radość i napływ nowych sił w dążeniu do wymarzonego celu – igrzysk paraolimpijskich. I w tych zawodach brali udział reprezentujący nasz kraj narciarze z Polskiego Związku Sportu Niepełnosprawnych „Start”. Wielki sukces odniósł słabowidzący zawodnik Maciej Krężel z przewodniczką Anną Ogarzyńską, zajmując trzecie miejsce w slalomie i czwarte w slalomie gigancie. Jeżdżący na stojąco Michał Klos uplasował się w slalomie gigancie na miejscu 14., a Andrzej Szczęsny – na 10.  

Drugie zawody Pucharu Europy odbyły się w Austrii, w miejscowości Kühtai. Startowaliśmy tam dwukrotnie w slalomie. Były emocje, ale już nie takie, jak podczas pierwszego startu. Już nie byliśmy debiutantami, nie znanymi przez nikogo. Z dwóch startów jeden zakończył się sukcesem –  udało się stanąć na podium. Tym razem na trzecim miejscu. Drugiego slalomu, niestety, nie udało się ukończyć.

Po zawodach Pucharu Europy odbyły się zawody IPCAS w slalomie gigancie, w których można było uzyskać kwalifikacje do kolejnego etapu PE. W zawodach tych, obok Anny Kosińskiej, wystartował także Dawid Suchodolski z przewodnikiem Maciejem Grafem. Ania odnotowała tutaj kolejne sukcesy – dwukrotnie trzecie miejsce i – co ważniejsze – awans do Pucharu Europy. W drugim gigancie nasza narciarka przegrała z zawodniczką ze Słowacji (trzykrotną złotą medalistką z ostatnich igrzysk paraolimpijskich) oraz bardzo dobrze przygotowaną do sezonu zawodniczką z Rosji. Ucieszyła natomiast wygrana z drugą zawodniczką ze Słowacji, która w zeszłym roku była od nas lepsza. Awans do Pucharu Europy uzyskał także Dawid – pomimo zajęcia odległych miejsc, otrzymał odpowiednią liczbę punktów. Zawodnicy ze Stowarzyszenia „Start”, Maciej Krężel z przewodniczką Anną Ogarzyńską, zajęli czwarte i szóste miejsce w PE w slalomie, a w zawodach IPCAS, w slalomie gigancie, miejsca piąte i siódme. Jeżdżący na stojąco Przemysław Kluz w slalomie był czternasty i siedemnasty, a slalomie gigancie – szesnasty i dwudziesty trzeci. Michał Klos zajął w slalomie gigancie miejsce szóste i piętnaste, Andrzej Szczęsny w slalomie gigancie miejsce siedemnaste, a Amadeusz Iwanowski w slalomie gigancie miejsce dwudzieste drugie.

Kolejne zawody Pucharu Europy odbyły się we Włoszech na olimpijskiej trasie w Sestriere. Przepiękne widoki, piękna słoneczna pogoda i… najtrudniejsza trasa, na jakiej do tej pory startowaliśmy. Ania startowała w dwóch slalomach i w dwóch slalomach gigantach, Dawid, ze względu na brak kwalifikacji, tylko dwukrotnie w slalomie gigancie. W pierwszych startach oboje mieli zdecydowanie gorsze rezultaty. Ale każdy następny na trasie pełnej niespodzianek – stromej, pełnej garbów, wypłaszczeń i uskoków – pozwalał na zdobywanie doświadczeń, nabieranie śmiałości i uzyskiwanie lepszych wyników.  W slalomie Ania wywalczyła drugie i trzecie miejsce, w slalomie gigancie dwukrotnie była druga. Dawid w pierwszym starcie w Pucharze Europy zajął miejsce siódme, natomiast w drugim – czwarte. W zawodach brali udział także narciarze reprezentujący Polskę z PZSN „Start”. Jeżdżący na stojąco Michał Klos zajął w slalomie gigancie miejsce siedemnaste i czternaste, a  Andrzej Szczęsny w slalomie gigancie był szesnasty i piętnasty, w slalomie – czwarty i dziewiąty.

– Start w Pucharze Europy dał mi szansę na spełnienie marzeń – mówi Ania Kosińska, najlepsza debiutantka Pucharu – oraz wielką satysfakcję z tego, co robię. Cieszę się, że cały wysiłek włożony w trenowanie procentuje i jest widoczny na zawodach. Pozwolił mi stanąć na podium i pokonać jedną z groźniejszych rywalek. Zawodnik nieraz musi wybierać między dobrą zabawą i treningiem na siłowni. Ale nawet na treningu można się dobrze bawić – wszystko zależy od ludzi i własnego nastawienia. Start w prestiżowych zawodach wprowadza człowieka w niesamowity nastrój, budzi takie uczucia, których nie da się opisać. To trzeba przeżyć! Myślę, że ten Puchar Europy to właśnie początek mojej przygody z narciarstwem zjazdowym na wysokim poziomie.

Kończąc swoją wypowiedź, Ania dodaje: – Interesuję się przede wszystkim sportem. Treningi pochłaniają mi większość wolnego czasu. Bardzo lubię też spędzać czas z dziećmi – są niesamowite, podobnie pocieszne, jak pieski, które kocham. Ale najważniejsze jest to, że jestem ogólnie zadowolona z siebie i z tego, co robię.

 Bardzo cieszy postawa i wyniki naszych narciarzy i ich przewodników. Jeśli ktoś zapytałby, czego nam życzyć, odpowiedziałbym – przede wszystkim stabilnej sytuacji finansowej, która pozwalałaby planować i realizować zadania już od stycznia każdego roku. Właśnie wówczas jesteśmy w środku sezonu, który kończy się najczęściej w kwietniu. Teraz natomiast potrzeba nam dużej liczby treningów, aby również pozostali zawodnicy uzyskali awans do Pucharu Europy, a dystans do najlepszych zawodników świata cały czas się zmniejszał.               

Dariusz Rutkowski

 

Na początek

 

Z radiem na stoku 

Z Adamem Pawłowskim, 21-letnim studentem Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu, przewodnikiem słabowidzącego Stanisława Kosińskiego, rozmawia Katarzyna Szulc.

– Jak doszło do tego, że ze Stachem Kosińskim tworzycie dziś narciarski tandem?

– To był przypadek. Otóż na spotkaniu AZS-DSW poznałem Dariusza Rutkowskiego, który zaprosił mnie do Zieleńca, gdzie przeszedłem swoisty „sprawdzian”. Na nartach jeździłem co prawda od 8. roku życia, ale bardzo amatorsko. Prawdziwego narciarstwa posmakowałem dopiero podczas treningów z panem Darkiem. Pod jego okiem doskonaliłem własną technikę, ale też ćwiczyłem z zamiarem zostania przewodnikiem osoby słabowidzącej. Trwa to już trzeci sezon. Przez chwilę jeździłem z Tadeuszem Sypieniem, braliśmy nawet trzy razy udział w zawodach. Teraz ze Stachem, który studiuje na tej samej uczelni, i z którym nieźle mi się współpracuje. Odnotowaliśmy już trochę sukcesów. Największy w kwietniu 2011 r. – pierwsze miejsce na mistrzostwach Niemiec.

– Jak wyglądają wasze treningi?

– Staszek pracuje i mieszka w Lesznie. Trudno mu regularnie przyjeżdżać na treningi. Spotykamy się dwa razy w tygodniu na sali Dolnośląskiego Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego Nr 13 dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących we Wrocławiu. Tam trenujemy i trzymamy sprzęt. Ośrodek nas wspiera, dofinansowuje, pomaga w transporcie. Większość zawodników to uczniowie lub absolwenci tej szkoły. Na sali prowadzone są głównie zajęcia kondycyjne. Poprawiamy równowagę, ćwiczymy wytrzymałość i siłę, przede wszystkim w nogach. Trening polega na tym, żeby poprawić ogólną sprawność, by na stoku być coraz szybszym. Latem włączamy do ćwiczeń rower. W 2010 roku mieliśmy dwa wyjazdy rowerowe – jeden do Olejnicy, drugi do Zieleńca.

– Na czym polega współpraca na stoku? Przecież Stach bardzo słabo widzi.

– Mamy zestaw radiowy, który łączy się przez bluetooth. Dzięki temu utrzymujemy cały czas kontakt ze sobą i to działa w obie strony. Kiedy skręcam i zmieniam krawędź na nartach, mówię „hop” i dostaję po chwili zwrotną odpowiedź, że on trzyma się moich pleców. Jeżeli zbytnio odjeżdżam, dostaję polecenie, żebym zwolnił, gdy jadę za wolno – żebym przyspieszył. Teraz, kiedy już jesteśmy zgrani, bardziej zdajemy się na intuicję. Im większe doświadczenie, tym lepsze wyczucie partnera. Pracujemy nad tym na treningach. Wiemy, na co każdego z nas stać i na ile każdy z nas może sobie pozwolić. Sportowa jazda na nartach polega na częstych skrętach, wymuszonych ustawieniem tyczek. Jak się jedzie w slalomie, to jest „hop” – w prawo jedziemy, „hop” – w lewo jedziemy i „hop” – w prawo. Nie trzeba więcej mówić. Nie ma na to czasu. Oczywiście, jak się coś dzieje, na przykład zauważam dziurę, to natychmiast ostrzegam Stacha.

– Jaka powinna być między Wami odległość?

– Nie może być zbyt duża, bo to grozi dyskwalifikacją na zawodach. Może też spowodować, że Stach się pogubi. Ja go słyszę przede wszystkim przez radio, ale też, kiedy tylko mogę, odwracam się za siebie. Muszę poruszać się z taką prędkością, by on mógł bezpiecznie jechać za mną. Najlepsza odległość to dwa-trzy metry. Kiedy zwiększamy ten dystans, to już się coś zakłóca i Stach traci pewność siebie na stoku. Jeżeli jadę za wolno, to z kolei nie pozwalam Staszkowi w pełni wykorzystać swoich możliwości. Wielkiej filozofii w tym nie ma – trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć.

– Były jakieś porażki?

– Zdarzały się. A to nie dojechaliśmy do końca, a to ktoś się wywrócił na trasie. Staramy się jednak, żeby było jak najmniej wpadek. Zazwyczaj, jak zaliczymy porażkę jednego dnia, na przykład w slalomie, to w gigancie idzie nam bardzo dobrze. Po wpadce następuje wielka mobilizacja – nikt nie chce wrócić z zawodów z pustymi rękami.

Każdy sezon jest nadzieją na jakieś sukcesy. Bardzo nam zależy, żeby wystąpić w przyszłości na igrzyskach paraolimpijskich. Liczymy na to, że cały czas będziemy iść do przodu, że będziemy coraz lepsi i z biegiem czasu awansujemy do Pucharu Europy, może później do Pucharu Świata. Zobaczymy, czas pokaże. Konkurencja jest duża, zwłaszcza w Pucharach. Żeby dostać się do Pucharu Europy, trzeba mieć mniej niż 220 punktów. Punktacja polega na tym, że zdobywa się punkty karne w zależności od rangi zawodów i wyników wyżej notowanych zawodników. Dlatego im mniej punktów – tym lepiej. Próg 120 p. to awans do Pucharu Świata – to już jest sama czołówka. Nie wiadomo jeszcze, jaki będzie próg na igrzyska.

– Czy dużo osób słabowidzących startuje w zawodach?

– Na zawody w Polsce jeździ około 15 osób plus przewodnicy, czyli w sumie do trzydziestki. Żeby startować w zawodach punktowanych (IPC), trzeba przejść badania w Holandii i otrzymać licencję zawodnika (i przewodnika). Z naszej ekipy licencję ma Staszek Kosiński, Tadeusz Sypień, Dawid Suchodolski, Michał Grochowski i Ania Kosińska, która jeździ najlepiej z dziewczyn. Ale także nieźle radzą sobie: Magda Wierna, Beata Ożóg, Karolina Siuda i Rafał Kondraciuk. W większej grupie jeździmy razem na narty, na treningi. Nasze kontakty są bardzo przyjacielskie. I w ogóle jest fajnie. Wyczynowe narciarstwo to nie jest rekreacyjna jazda. To jest szybkość! Wchodzi w grę adrenalina – po to się uprawia ten sport. Pamiętam swoją radość, kiedy w 2010 roku na zawodach w Norwegii dojechaliśmy do mety i słychać było w głośnikach, że po pierwszym przejeździe prowadzimy. A potem, po drugim przejeździe, jeszcze większa radość, gdy ogłoszono, że jesteśmy zwycięzcami. Jak się jest na szczycie, na najwyższym podium, i to za granicą – to jest niesamowita satysfakcja!

– Jeździcie po całej Europie, kto to finansuje?

– Narciarstwo jest drogim sportem. Sprzęt, wyjazdy, często ponad 1000 km – to kosztuje. I to podwójnie, bo trzeba wyposażyć zawodnika i przewodnika. Finansuje nas Stowarzyszenie „Cross” z środków Ministerstwa sportu i Turystyki oraz Państwowego Funduszu Osób Niepelnosprawnych, pomagają nam również zaprzyjaźnione firmy oraz
AZS-DSW. Bywa, że brakuje pieniędzy na jakiś wyjazd, wówczas pan Darek zarządza zrzutkę. Ale jak już płacimy za coś, to nie są to duże pieniądze. Podobnie jest ze sprzętem. Sprzęt dostajemy od klubu. Nieraz też do niego dopłacamy. Narty, na których jeździmy ze Stachem, to jest sprzęt „z najwyższej półki”. Nie można go kupić w sklepie. Różnica między tym sprzętem a tak zwanym normalnym, sklepowym, jest taka, jak między ferrari a maluchem. Narty to 50 procent sukcesu. Do nich muszą być dopasowane dobre buty, które przeniosą ruchy zawodnika na deski.

– Zdarzały ci się kontuzje?

– Mnie nie. Kłopoty z kolanami miały Ania i Magda. U narciarzy to częste przypadki. Ale należy też uważać, żeby się nie przetrenować. W każdym sporcie trzeba znać swoje możliwości. Łatwo bowiem przesadzić i zrobić sobie krzywdę. My staramy się trenować mądrze. Staramy się również dostarczyć organizmowi to, co pozwala rozwinąć mięśnie, a więc: białko, węglowodany z niewielką ilością tłuszczu. O to już każdy dba we własnym zakresie.

– Dziękuję za rozmowę i życzę wielu sukcesów, w tym wyjazdu na igrzyska paraolimpijskie.

- Nie będę dziękował, by nie zapeszyć!

 

Przyjaciele i sponsorzy kadry narciarzy niewidomych i słabowidzących

• Dolnośląski Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy nr 13 dla Niewidomych
i Słabowidzących we Wrocławiu im. Marii Grzegorzewskiej,

• AZS Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu,

• Centralny Ośrodek Sportu AZS w Zieleńcu „Straszny Dwór”,

• Ośrodek Narciarski Nartorama w Zieleńcu,

• Winterpol Zieleniec,

• Ośrodek Narciarski Czarna Góra,

• COOL SPORT – dystrybutor HEAD w Polsce,

• firma Bergson,

• Elephant Pro-Sport Sp.J. - przedstawiciel TOKO,

• BeyondX Polska – narciarska odzież zawodnicza,

• firma MAZUR SP.J – serwis i sprzęt narciarski,

• firma ski4you – sprzęt narciarski,

• firma Avanti - Wojciech Zaczyk Zieleniec – szkolenie i serwis narciarski,

• firma HOLAN – sprzęt do komunikacji,

• firma Overlock – transport,

• firma IM MOTION - sprzęt i serwis rowerowy,

• firma i HARFA-HARRYSON – sprzęt i serwis rowerowy,

• firma Victory – odzież sportowa,

• firma Attique Studio Reklamy

• firma KoenigSerwis – serwis narciarski

 

Na początek

 

Udany początek sezonu 

Z wielkim zainteresowaniem śledzimy w redakcji występy naszych niepełnosprawnych narciarzy na zawodach światowej rangi. Ze szczególną uwagą przyglądamy się startom utytułowanej paraolimpijki Katarzyny Rogowiec, która już na początku sezonu osiągnęła znakomite rezultaty. Poniżej relacja z zawodów w Krainie Fiordów, gdzie u schyłku ubiegłego roku odbyła się pierwsza sportowa walka w Pucharze Świata.

Puchar Świata 2011/2012 w narciarstwie biegowym i biathlonie rozpoczął się w Sjusjoen, w Norwegii, w grudniu 2011 r. Na pierwszych pucharowych zawodach Polskę reprezentowali: Katarzyna Rogowiec (grupa zawodników stojących), Kamil Rosiek i Robert Wątor (grupa zawodników siedzących). W sportowej walce wspomagał ich trener Witold Koperniak i koordynator Stanisław Ślęzak.

W dniach 10-13 grudnia dobrze wystartowali biathloniści. Katarzyna Rogowiec wywalczyła 3 medale. Rozpoczęła od zwycięstwa na krótkim dystansie (6 km). Wyprzedziła Finkę Maiję Järvelä i Ukrainkę Julię Batenkową. Kamil Rosiek na dystansie 7,5 km był 17. W drugim dniu rywalizacji, w sprincie biathlonowym Kasia zajęła drugie miejsce. Pobiegła szybko, ale nie wychodziło jej strzelanie. Wygrała spokojniej strzelająca Finka i przejęła od Rogowiec koszulkę liderki w rankingu PŚ. Trzecia była Japonka Shoko Ota. Kamil Rosiek zajął 13. miejsce. Ostatnią konkurencją biathlonową, rozegraną trzeciego dnia zawodów, był bieg na długim dystansie (12,5 km dla kobiet i 15 km dla mężczyzn). Zwyciężyła najcelniej strzelająca Batenkowa. Pomimo 8 pudeł, druga była Rogowiec i powróciła na pozycję liderki w rankingu biathlonowego Pucharu Świata. Maija Järvelä strzelała równie dobrze jak Ukrainka, ale biegła za wolno i nie zdołała wywalczyć miejsca na podium. Kamil na swoim dystansie był 10.

Między 15 a 18 grudnia Katarzyna wybiegała trzy zwycięstwa w trzech rozegranych biegach: na 15 km techniką dowolną, w sprincie oraz w biegu na 5 km techniką klasyczną. Okazała się niezwyciężona. Stała się liderką również biegowego Pucharu Świata.

W biegu na 15 km wyprzedziła Batenkową i Järvelä, W sprincie także nie dała konkurentkom żadnych szans. O pierwsze miejsce pasjonującą walkę na finiszu stoczyła z Järvelä. – Finka, dotykając mojej lewej narty, zasygnalizowała mi, jak jest blisko. Nie wiem, jak to się stało, że udało mi się jeszcze tak poderwać do walki i zwyciężyć! – napisała na swoim blogu Rogowiec (www.katarzyna-rogowiec.pl). Trzecia była Japonka Shoko Ota. Kamil Rosiek na 15 km był piąty, w sprintach ósmy – rywalizację zakończył na półfinałach. Robert Wątor zajął odpowiednio 12. i 10. miejsce.

Ostatnim biegiem zawodów w norweskim Sjusjoen był bieg na 5 km techniką klasyczną dla kobiet i na 10 km dla mężczyzn. Kasia była w nim lepsza o 20 sekund od Ukrainki Batenkowej i o 52 sekundy od Norweżki Anne Karen Olsen. Kamil Rosiek uplasował się blisko podium – był piąty, Robert Wątor zajął miejsce 19.

Jak z powyższego wynika, tegoroczny sezon rozpoczął się dla Kasi Rogowiec nadzwyczaj pomyślnie. Wspaniałe wyniki na progu sezonu rokują dalsze sukcesy. Tym bardziej że przed nią następne ważne zawody. Najbliższe, to kolejna edycja Pucharu Świata, tym razem w amerykańskim Cable, gdzie razem z Kamilem Rośkiem, w towarzystwie trenerów Stanisława Ślęzaka i Witolda Koperniaka, będą reprezentować nasz kraj w narciarstwie biegowym i biathlonie. A już w marcu, w Vuokatti, finał Pucharu Świata. Do Finlandii, oprócz Kasi i Kamila, mają również pojechać: Klaudia Budny, Arleta Dudziak i Robert Wątor. Trzymajmy zatem kciuki za występy naszej utalentowanej narciarki i pozostałych polskich zawodników na tych prestiżowych imprezach.

Norweskie medale za pucharowe występy na deskach na początku sezonu narciarskiego to nie jedyne sukcesy utytułowanej paraolimpijki. W plebiscycie na najpopularniejszych sportowców Małopolski Katarzyna Rogowiec zajęła wysokie piąte miejsce. To ogromne wyróżnienie, zważywszy, w jak doborowym towarzystwie się znalazła. Pierwsze miejsce przypadło królowej narciarskich tras Justynie Kowalczyk, na drugim znalazła się tenisistka Agnieszka Radwańska, na trzecim – Kamil Stoch, rywalizujący w skokach narciarskich, czwarty był karateka Paweł Janusz.

Mamy nadzieję, że w tegorocznym sezonie nie tylko z wyżej wymienionych powodów będziemy jeszcze składać Kasi gratulacje.

Teresa Dębowska

 

Na początek

 

Treningi, starty, konkurentki 

Wspaniale jest wygrywać, ale trzeba pamiętać, że w narciarstwie, jak i każdej innej dyscyplinie sportu, zwycięstwa okupione są intensywnym i trudnym czasem przygotowań.

W cykl treningowy sezonu 2011/2012 w narciarstwie biegowym weszłam w pełni od lipca minionego roku. Starałam się nie zaniedbywać żadnego treningu. Mam za sobą miesiące biegania, pływania, łyżwo-rolkowania i narto-rolkowania, godziny ćwiczeń imitacyjnych i siłowych, które doprowadziły mnie na tzw. „pierwszy śnieg”. Były trzy obozy treningowe w Wiśle i setki schodków, „przeskakanych” w górę dla wzmocnienia nóg.

Niestety, pierwsze miesiące zimy 2011 nie obfitowały w śnieg. Niedługie okrążenia śniegu wyprodukowanego armatkami, zorganizowane przez ludzi pracujących dla Centrum Narciarstwa Biegowego i Biathlonu Austriackiego Tyrolu, musiało wystarczyć nam do przygotowania się do udziału w Pucharze Świata.

Dni na obozie nie różnią się znacznie od siebie. Rano rozruch, o 10.00 pierwszy trening (100-120 min.) i dwudziestominutowy trucht. Po obiedzie o 15.00 drugi trening – biathlonowy (50-70 min.), potem trucht (20 min.), a o 17.00 – basen. Po kolacji o 20.00 basen, sauna sucha, parowa i na podczerwień, ping-pong oraz wędrówki po górach.

Zdarza się, że trzeciego dnia już nie starcza energii, żeby po popołudniowym treningu popływać. Po 6 treningach na śniegu, nieprzyzwyczajone do niektórych ruchów mięśnie domagają się odpoczynku. Kładę się wtedy w pozycji horyzontalnej na łóżku, by zmęczonemu ciału zapewnić regenerację.

W tym sezonie w biegach wystartowały dziewczęta w grupach: LW6, LW8, LW9, LW4, LW5/7. Grupa LW6 to brak jednej ręki, albo ręka bezwładna, co uniemożliwia posługiwanie się nią kijem i dodatkowo skutkuje brakiem wymachu. Grupa LW8 to, na przykład, brak jednej ręki na odcinku do łokcia – niemożliwe jest wówczas posługiwanie się tą ręką kijem, ale możliwy jest skuteczny wymach, pomagający w utrzymaniu równowagi i zachowaniu właściwych pozycji ciała podczas biegu. LW9 to jednostronne osłabienie połowy ciała (zarówno ręki, jak i nogi) i w tym przypadku możliwe jest zazwyczaj posługiwanie się dwoma kijami. LW4 to amputacja jednej z nóg (zazwyczaj nie jest to tzw. „wysoka”, w okolicy biodra). I wreszcie LW 5/7 – czyli mój przypadek – obustronna amputacja lub niedowład, całkowicie uniemożliwiające posługiwanie się kijami podczas biegu. Naturalne jest, że dla każdej z tych klas ukształtowanie trasy będzie miało inne znaczenie. W mojej grupie, kiedy nie można pomóc sobie choćby jednym kijem, najtrudniej jest przemieszczać się na odcinkach płaskich. Grupie osób z problemami nogi czy nóg najtrudniej pokonywać wzniesienia, ma również znaczenie, czy podbieg jest mniej lub bardziej stromy.

W technice klasycznej stosuje się smary, klistry, których nie używa się przy przygotowywaniu nart do biegu techniką łyżwową. Są to specyfiki, które mają spowodować tzw. trzymanie, dające możliwość odbicia się z nogi i wymuszenie ruchu do przodu. Owo „trzymanie” z jednej strony musi być na tyle mocne, żeby, na przykład w moim przypadku, nie było konieczności uzupełniania tego odbicia kijem (którego przecież nie mam), a zarazem na tyle dostosowane do rodzaju śniegu i warunków pogodowych, aby narty nie oblepiały się, umożliwiając właściwy ruch i poślizg. Oczywiście decyzja, jakie stosować smary, ile, jak nałożyć te wszystkie warstwy, żeby w danych warunkach były skuteczne, jest w gestii specjalistów (w naszym przypadku serwismanem jest trener).

A teraz słów kilka o moich rywalkach. Z dużą przyjemnością obserwuję zmiany, również kadrowe, zachodzące w sporcie paraolimpijskim. Miło jest patrzeć na zawodników, którzy z wielką determinacją i zaangażowaniem pokazują swój wypracowany, coraz wyższy sportowy poziom. Są zawodniczki dobrze mi znane, ale też pojawiają się nowe twarze.

W Norwegii jedną z moich stałych konkurentek była Julia Batenkowa z Ukrainy (LW6). Jasnowłosa, o filigranowej figurze, zawsze uśmiechnięta, jest już utytułowaną zawodniczką. Nie ma ręki na wysokości ramienia. Cieszy się wśród narciarzy dużą sympatią. Drużyna ukraińska jest stosunkowo liczna. Na tych zawodach miejsce Oleksandry Kononowej (podczas Pucharu rodziła córkę) zajęła Iryna Bui (LW8). Ta osiemnastolatka z niedowładem dłoni okazała się być szczególnie dobrze przygotowana w biathlonie. Dobrze znane Japonki, Shoko Ota (LW8 – brak dłoni) i Momoko Dekijima (LW6 – bezwład ręki), są osobowościowo bardzo różne. Wynika to prawdopodobnie z tego, że Shoko dużą część sezonu trenuje w Finlandii, gdzie ukończyła studia, ponadto zna język angielski, więc swobodnie może się komunikować. Momoko zazwyczaj „po japońsku” spuszcza wzrok, kiedy ktoś przekroczy ową niewidzialną granicę bezpiecznej odległości, poza którą nie powinno się wykraczać.

W tym sezonie pojawiły się nowe Norweżki: Marie Karlsen (LW9 – jednostronny niedowład) oraz Anne Karen Olsen (LW6), która w biegu na 5 km techniką klasyczną wywalczyła 3. miejsce. Powiało dla mnie zagrożeniem na przyszłość. Finka – Maija wyszła za mąż i zmieniła nazwisko na Järvelä. W fińskiej reprezentacji trenują tylko 2 osoby: ona i jej kolega z drużyny. Maija biega z niedowładem dłoni (sklasyfikowana w grupie LW8). Nie jest zbytnio wylewna, co jest zgodne ze stereotypem Finów, a w bieganiu na nartach nie widzi nic szczególnego. – Bo przecież wszyscy biegają na nartach – mówi. I wreszcie Ekaterina Fedotova (LW5/7), Rosjanka, przyszła moja konkurentka w grupie zawodników biegających bez kijów. Drobniutka dziewczyna z niewykształconymi dłońmi. Bardzo zaangażowana, wręcz zawzięta. Miałam okazję to odczuć podczas półfinału sprinterskiego, w którym wystartowałyśmy razem, a w którym przez około 300 metrów nie mogłam jej „zgubić”. Zmęczył ją podbieg, a moich kilka mocniejszych odepchnięć pozwoliło mi oddalić się od niej po zwycięstwo.

Nieraz zastanawiam się, co takiego jest w sporcie, co nas przyciąga jak magnes? Oczywiście poza naturalną potrzebą i chęcią rywalizacji i jak najlepszego reprezentowania kraju. Odpowiedzi szukam, patrząc na zawodników i zawodniczki. Oni zostawiają z boku niesprawności w jakimś obszarze i realizują pasję, która z pozoru wydawała się nie do sforsowania. I uświadamiam sobie, że skoro oni i ja tyle zdołaliśmy osiągnąć w sporcie, to i w każdej innej dziedzinie też wiele potrafimy.

To tyle na początek sezonu. Mam nadzieję, że dalsze starty moje i kolegów będą na miarę udanego początku tego sezonu.

Katarzyna Rogowiec

 

Na początek

 

wioślarstwo

 

Wioślarski show 

Sukcesem zawodników Stowarzyszenia „Cross” zakończył się finał Pucharu Polski w Wioślarstwie Halowym, rozegrany 11 grudnia 2011 r. w Warszawie w Centrum Handlowym „Złote Tarasy”. W wyjątkowo eleganckiej oprawie nowoczesnego miejsca, położonego w centrum stolicy, przy zainteresowaniu widzów i w obecności znamienitych osobowości światowego sportu, wystartowała elita wioślarzy niepełnosprawnych. Zanim się tam znaleźli, odbyli wewnętrzne, krajowe eliminacje w Kaliszu i Toruniu.

Finał Pucharu Polski w Wioślarstwie Halowym to wielki show, z udziałem piosenkarzy, artystów kabaretu, przedstawicieli świata biznesu, sponsorów, polityków i sympatyków wioślarstwa, rozgrywany w obecności przedstawicieli ministerstw: Sportu i Turystyki oraz Edukacji Narodowej. Impreza jest świetną promocją wioślarstwa i ma charakter sportowo-rozrywkowy. Stanowi ponadto podsumowanie minionego sezonu wioślarskiego, za który wręczane są doroczne nagrody „Srebrnych i Złotych Wioseł” w różnych kategoriach wiekowych. Zawodnicy traktują udział w niej jako wyróżnienie. Jej rozrywkowy charakter polega na rozgrywaniu części wyścigów z udziałem VIP-ów, dla których skraca się dystans i dopuszcza do rywalizacji z takimi sławami światowego sportu, jak na przykład osada czwórki podwójnej mistrzów olimpijskich z Pekinu.

 Od lat dynamikę imprezie zapewnia para komentatorów: klasyk telewizyjnego i radiowego komentarza Henryk Urbaś i medalista olimpijski w konkurencji jedynek – Kajetan Broniewski. Ja prowadzę wyścigi z udziałem zawodników niepełnosprawnych. Zapraszają mnie, wychodząc z założenia, że mam doświadczenie w pracy z niepełnosprawnymi, co ma ułatwić im start w zawodach. Udzielane w trakcie wyścigu informacje dotyczące przebiegu walki bywają szczególnie ważne dla zawodników z dysfunkcją wzroku, ponieważ oni pozbawieni są możliwości kontrolowania przeciwników na wielkim ekranie, na którym od pierwszej sekundy rywalizuje ze sobą sześć łódek, nieustannie zmierzających do mety.

W wyścigach wszystko zaczyna się od procedury startowej, przebiegającej samoczynnie do chwili wyświetlenia się na ekranie słowa „start”. Ale to hasło trzeba widzieć! Teraz następuje opis sytuacji w torze wioślarskim, na którym rywalizują zawodnicy. Kto, i jaką pozycję zajmuje w danym momencie, kto kogo atakuje, ile minęło czasu, jak daleko do końca i jaki jest przewidywany efekt wyścigu – wszystko to należy przekazać w sposób dla każdego zawodnika zrozumiały i pozbawiony zbędnych emocji.

Zawodnicy niepełnosprawni kwalifikowali się do udziału w finale Pucharu Polski podczas dwóch ogólnopolskich eliminacji. W ich wyniku na starcie w Warszawie stanęło 12 osób. Oficjalnym dystansem wyścigów zawodników niepełnosprawnych jest 1000 metrów. Jednak przy aktualnym stanie liczebnym dyscypliny i potrzebie jej rozwijania motywujące i uzasadnione jest rozgrywanie zawodów w taki sposób, aby wszyscy uczestnicy kończyli je w tym samym momencie. Ergometry dają taką możliwość. Nie ma wówczas sytuacji, w której zawodnicy z większymi deficytami kończą wyścig samotnie, co nawet przy spontanicznym dopingu publiczności nie zawsze jest przyjemne i motywujące do udziału w następnych imprezach. Jednakowy dla wszystkich czas wyścigu – 4 minuty – jest nieco dłuższy dla mężczyzn, a krótszy dla kobiet w stosunku do tego, gdy wiosłują na oficjalnym dystansie 1000 metrów.

 W takich warunkach, wspólnie z pięcioma mężczyznami: Pawłem Wojdatem (B2) – Lublin , Adrianem Słoninką (B2) – Wrocław, Robertem Niesyczyńskim (B3) – Kraków, Pawłem Wilgą (B2) – Warszawa i Danielem Dymkiem (NTR) – Płock, wystartowała w pierwszym wyścigu Barbara Borkowska (B2) z „Łuczniczki” Bydgoszcz, najlepsza niepełnosprawna kobieta. Zaraz po starcie zaatakował Robert Niesyczyński i prowadził przez około 500 metrów. Za nim „płynęli” na ekranie Adrian Słoninka i Paweł Wojdat. Paweł przez cztery lata nabrał doświadczenia, pewności siebie i wiary w swoją wartość. Potrafi już rozgrywać wyścig zgodnie z wcześniej poczynionymi założeniami. Podobnie było i tym razem. Wiosłując równym tempem i siłą, po przepłynięciu około 600 metrów przewodził stawce i niezagrożony zwyciężył, osiągając wynik 1221 metrów. Za jego plecami trwała walka o drugie miejsce. Zwycięsko z niej wyszedł Adrian Słoninka – 1185 metrów, za nim był Robert Niesyczyński – 1179 metrów. Czwarty na mecie Paweł Wilga to najlepiej wyszkolony techniczne zawodnik niepełnosprawny w kraju – niestety, bez szans na dobry wynik. W obecnym wydaniu wioślarstwo halowe osób niepełnosprawnych, jak i sprawnych, faworyzuje zawodników o ciężarze ciała powyżej 80 kilogramów. Paweł Wilga waży około sześćdziesięciu pięciu. Startująca w tym biegu kobieta, Barbara Borkowska, wynikiem 1065 metrów zajęła miejsce piąte.

Drugi wyścig zgromadził na starcie szóstkę zawodników, wśród których znalazła się wielokrotna medalistka mistrzostw świata Joanna Pawlak (TR) i jej nowy partner w dwójce podwójnej Michał Gadowski (TR) – oboje ze Szczecina. Na ostatnich mistrzostwach świata w Bled ta dwójka zakwalifikowała się na igrzyska paraolimpijskie w Londynie. Oprócz nich, w wyścigu wystartowali: Angelika Biedrzycka (B3) – Warszawa, Magdalena Siuda (NTR) – Bydgoszcz oraz Jerzy Kulik i Leszek Niewiarowski (obaj R) – Płock. Zgodnie z oczekiwaniem, najlepszy wynik uzyskał Michał Gadowski – 1035 metrów. Drugi wynik, 978 metrów, zapisała na swoim koncie Angelika Biedrzycka, trzeci, 958 metrów – Joanna Pawlak, czwarty, 941 metrów – Magdalena Siuda. Piąte i szóste miejsce zajęli zawodnicy poruszający się na wózkach inwalidzkich, mający specjalnie przygotowane do startu ergometry wioślarskie: Jerzy Kulik (824 metry) i Leszek Niewiarowski (803 metry).

Druga w wyścigu, Angelika Biedrzycka (B3), to jedyna w kraju zawodniczka niepełnosprawna, startująca regularnie od trzech lat w regatach osób sprawnych. Wiosłuje na jedynce. Startuje w kategorii waga lekka (ciężar zawodnika do 56 kg), na klasycznym dystansie 2000 m, jak i w regatach długodystansowych, rozgrywanych na dystansie 8000 m. Jak z powyższego wynika, w wyścigach brali udział przedstawiciele wszystkich grup wioślarzy niepełnosprawnych konkurencji paraolimpijskich, poza Martyną Snopek, jedyną w kraju kobietą wiosłującą w kategorii „same ręce” (R), mieszkającą w Anglii.

W Pucharze Polski, jak i w eliminacjach, nie wystąpiło trzech członków reprezentacyjnej czwórki ze sternikiem: Tomasz Kwiatkowski (Bydgostia), Piotr Błażejczyk i Joanna Hantzchel („Start” Szczecin). Po powtórnie nieudanych mistrzostwach świata w Bled, szukać będą szczęścia w maju, w wyścigu ostatniej szansy, na zakwalifikowanie się do udziału w igrzyskach paraolimpijskich Londyn 2012. Mające się odbyć w dniach 27-28 stycznia we Wrocławiu mistrzostwa Polski w wioślarstwie halowym powinny wykazać, czy nie należy w składzie czwórki dokonać zmian personalnych tak, aby uwzględniały aktualnie najlepszych zawodników.

Ryszard Koch

 

Na początek

 

szkoleniowcy

 

Kreatorzy sportowych sukcesów 

Coraz więcej osiągnięć notują na swoich kontach nasi kadrowicze. Przywożą medale i tytuły z zawodów rangi krajowej, europejskiej i światowej. Nie są to sukcesy zdobywane ad hoc. Ich podstawą jest oczywiście talent, ale on nie wystarcza. Wysokie pozycje w sporcie okupione są różnego rodzaju wyrzeczeniami, swoistą dyscypliną życia codziennego zawodnika, a nade wszystko jego ciężką pracą treningową, którą kieruje i w której wspiera go trener.

Trener jest niewątpliwym współautorem osiągnięć sportowca. Jego kwalifikacje, talent i zaangażowanie to fundament, na którym zawodnik, krok po kroku, buduje swoją pozycję. Nie bez kozery mistrz olimpijski, stojąc na najwyższym podium, pierwsze słowa podziękowania kieruje pod adresem trenera.

Kim są ci, którym tak wielu zawdzięcza tak wiele, czyli trenerzy kadr narodowych zawodników niewidomych i słabowidzących? Być może trochę światła rzucą na nich poniższe notki biograficzne.

Lekka atletyka

Zbigniew Lewkowicz (ur. 26.06.1973 r. w Barlinku) – od 2004 r. trener koordynator kadry paraolimpijskiej w la (narząd wzroku), trener kadry narodowej PZSN „Start” (od 2000 r.), trener sekcji la Gorzowskiego Związku Sportu Niepełnosprawnych „Start” (od 1999 r.) i wiceprzewodniczący jego zarządu od drugiej kadencji. Wykształcenie wyższe pedagogiczne. Nauczyciel wychowania fizycznego, trener II klasy (lekkoatletyka), instruktor sportu osób niepełnosprawnych.

Przez 6 lat trenował piłkę nożną, a od 1996 r. – lekkoatletykę. W la (startował na 100, 200, 400 i 800 metrów oraz w pięcioboju) zdobył ogółem 33 medale, w tym 19 złotych, 11 srebrnych i 3 brązowe. Jego koronnymi konkurencjami były biegi średnie (400 i 800 m). W latach 1998-1999 był finalistą mistrzostw świata w biegu na 400 m.

Jego kontakt ze sportowcami z dysfunkcją wzroku rozpoczął się w 1999 r. od współpracy ze słabowidzącym Mirosławem Pychem, która zwieńczona została zdobyciem w 2000. roku przez tego zawodnika dwóch złotych medali na igrzyskach paraolimpijskich w Sydney. W następnym roku, już jako trener szkolenia centralnego, zalicza kolejny sukces. Na mistrzostwach Europy niewidomych i słabowidzących w Białymstoku (2001 r.) jego podopieczny znowu zdobywa złoto, i to trzykrotnie. Począwszy od 2001 r., Zbigniew Lewkowicz uczestniczył w wielu zawodach rangi mistrzowskiej, z których jego podopieczni przywozili medale: 2002 r. – MŚ IPC Lille (Francja), 2003 r.– ME IPC Assen (Holandia), 2004 r.– igrzyska paraolimpijskie Ateny, 2006 r. – MŚ IPC Assen (Holandia), 2008 r. – IP Pekin, 2009 r. – ME IBSA Rodos (Grecja), 2011 r. – MŚ IPC Christchurch (Nowa Zelandia), 2011 r. – MŚ Antalya (Turcja). Dorobek sportowy jego zawodników to kilkadziesiąt medali, zdobytych na zawodach międzynarodowych, i kilkaset na mistrzostwach Polski.

W 2001 r. Zbigniew Lewkowicz uzyskał tytuł „Trenera roku” w sporcie osób niepełnosprawnych na Ziemi Lubuskiej. Nagrodą za pracę trenerską był wybór na krajowego „Trenera roku 2002-2003”. Podczas podsumowania sezonu w latach 2004 i 2005 został „Trenerem roku” i zasiadł na trybunie honorowej trenerów plebiscytu na najlepszego sportowca Gorzowa Wlkp. W 2008 roku został odznaczony przez prezydenta RP Złotym Krzyżem Zasługi, a w 2009 r. – brązowym medalem „Za zasługi dla polskiego ruchu olimpijskiego”.

Pływanie

Waldemar Zbigniew Madej (ur. 28.03.1953 r. w Radomiu) – trener kadry narodowej niewidomych pływaków. Absolwent Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie (specjalizacja – pływanie). Trener klasy mistrzowskiej, starszy wykładowca Zakładu Pływania AWF Warszawa.

Pływaniem na poważnie zainteresował się w wieku 10 lat. Już jako junior przywoził medale z mistrzostw Polski, jako senior był ich finalistą. Reprezentował Polskę na zawodach międzynarodowych.

Pracę z niewidomymi pływakami rozpoczął w 1995 r. w Ośrodku dla Dzieci Niewidomych w Laskach, czyli w roku, w którym nastąpiło otwarcie tamtejszej pływalni. Obecnie prowadzi zajęcia w Laskach w ramach Uczniowskiego Klubu Sportowego.

Pod okiem trenera ćwiczą znakomici pływacy z dysfunkcją wzroku, medaliści igrzysk paraolimpijskich w Atenach i Pekinie, mistrzowie i rekordziści świata i Europy, wielokrotni rekordziści i mistrzowie Polski: Szymon Przybylski, Grzegorz Polkowski, Damian Pietrasik, Dawid Różański, Dawid Głowacki.

Za swoją działalność w dziedzinie sportu Waldemar Madej został uhonorowany Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, indywidualnymi Nagrodami I stopnia Ministra Edukacji Narodowej (12-krotnie) oraz Ministra Sportu i Turystyki. Do niego należy tytuł „Idol środowiska 2010”.

Szachy

Ryszard Bernard (ur. 21.08.1944 r. w Warszawie) – trener kadry narodowej niewidomych szachistów. Ukończył studia w Wyższej Szkole Ekonomicznej w Poznaniu, a następnie studium podyplomowe dla trenerów w warszawskiej AWF. Sportowe uprawnienia poszerzał również na kursie sędziowskim. W latach siedemdziesiątych był zawodnikiem kadry narodowej szachistów.

Pierwszy ogromny sukces trenerski przyniosła mu praca z Agnieszką Brustman (1982-1992), która wywalczyła tytuł mistrzyni świata juniorek do 20 lat (1982) oraz dwukrotnie (1986 i 1988) awansowała do ósemki najlepszych szachistek w świecie. Trenował w okresie juniorskim czołowe obecnie polskie szachistki: Iwetę Rajlich i Joannę Dworakowską. W czasie współpracy z nim zdobyły one arcymistrzowskie tytuły oraz osiągnęły znaczące sukcesy – Iweta Rajlich została mistrzynią Europy juniorek do 14 lat (1994), a Joanna Dworakowska dwukrotną mistrzynią Polski kobiet (1997 i 1998) oraz wicemistrzynią świata juniorek do 20 lat (1997) W latach 2002-2009 Ryszard Bernard był trenerem Marty Przeździeckiej, arcymistrzyni, reprezentantki Polski na olimpiadach i drużynowych mistrzostwach świata.

Ryszard Bernard był też trenerem kadry narodowej kobiet (1988-1994) oraz dyrektorem Młodzieżowej Akademii Szachowej (2001-2009). W latach 2002-2008 był głównym redaktorem 5 książek szkoleniowych, wydawanych przez PZSzach pod zbiorczym tytułem „Wybrane zagadnienia teorii i praktyki szachowej”. W 2008 roku przyznano mu tytuł honorowego członka Polskiego Związku Szachowego.

Ze środowiskiem niewidomych i słabo-widzących szachistów związany jest ponad 40 lat. Początkowo (od 1970 roku) zatrudniony był jako instruktor szachowy w poznańskim okręgu Polskiego Związku Niewidomych, potem, w latach 1971-1985, pełnił tę samą funkcję w Wojewódzkim Zrzeszeniu Sportowym „Start” w Poznaniu. Od 1986 roku zatrudniony jest w charakterze trenera kadry szachowej, początkowo w Polskim Związku Niewidomych w Warszawie, a od 1 czerwca 1992 roku w Stowarzyszeniu „Cross”.

W okresie jego działalności trenerskiej reprezentacja polskich szachistów niewidomych oraz poszczególni zawodnicy i zawodniczki odnieśli wiele wybitnych sukcesów sportowych. Do najważniejszych osiągnięć drużynowych należą medale na olimpiadach szachowych IBCA (złoty w 2004 r. i srebrny w 2000 r.) oraz Pucharach Świata – 2 złote w latach 2001 i 2005, 2 srebrne (1990, 2010) oraz brązowy (1997). Sukcesy indywidualne zawodników to: Piotr Dukaczewski – trzykrotne wicemistrzostwo świata niewidomych (2000, 2004, 2010) oraz złoty medal na mistrzostwach Europy w 2011 r., Ryszard Suder – brązowy medal na mistrzostwach świata w 1995 r., Tadeusz Żółtek – złoty medal na mistrzostwach Europy w 1999 r., Teresa Dębowska – mistrzostwo świata kobiet niewidomych (1986), dwukrotne wicemistrzostwo świata w latach 1989 i 1997 oraz brązowy medal mistrzostw świata w roku 1993. Ryszard Bernard jest też współautorem sukcesów aktualnej wicemistrzyni świata Anny Stolarczyk.

Międzynarodowa Federacja Szachowa Niewidomych (IBCA) wyznaczała go na kapitana i trenera reprezentacji męskich lub kobiecych tej federacji na wszystkie olimpiady FIDE w latach 1996-2010.

W latach 1985-2011 był 19 razy nagradzany przez Ministerstwo Sportu i Turystyki (lub odpowiednik tej instytucji) resortowymi dorocznymi nagrodami za wybitne osiągnięcia trenerskie, w tym 10 razy była to nagroda indywidualna I stopnia.

Za pracę trenerską odznaczony został Srebrnym (1997) i Złotym Krzyżem Zasługi (2011).

Kolarstwo

Mirosław Jurek (ur. 20.04.1958 r. w Warszawie) – trener kadry kolarskiej zawodników niewidomych i słabowidzących. Ukończył 5-letnie studia magisterskie na Warszawskiej AWF i 3-letnie zawodowe trenerskie we Wrocławiu. Już jako młodzik zaczął uprawiać kolarstwo wyczynowe, ścigał się również jako senior i zdobył jeden laur mistrza Polski. W kolarstwie torowym należał do szerokiej krajowej czołówki. Współpracę ze Stowarzyszeniem „Cross” rozpoczął na luźnych zasadach w 1998 r. Wystartował wówczas na II Mistrzostwach Polski Niewidomych w Kolarstwie Tandemowym jako pilot Henryka Groszkowskiego – zdobyli tytuł wicemistrzów Polski w jeździe na czas. W 2001 r. został powołany na trenera kadry kolarskiej niewidomych i słabowidzących. Przez 10 lat pracy udało mu się, wraz z mechanikiem Jerzym Stawińskim, stworzyć taki system działania w kolarstwie tandemowym, który przełożył się na sukcesy rangi światowej.

Do najważniejszych jego sukcesów trenerskich w pracy z kolarzami niewidomymi i słabowidzącymi należą osiągnięcia następujących sportowców:

– tandem Andrzej Zając i Dariusz Flak – złoty medal IP Pekin 2008;

– tandem Krzysztof Kosikowski i Artur Korc – brązowy medal IP Pekin 2008, 2 złote medale MŚ (Aigle 2006 i Bordeaux 2007), srebrny medal MŚ (Roskilde 2011), 2 brązowe medale MŚ (Bogogno 2009 i Baie-Comeau 2010), złoty medal ME (Alkmaar 2005);

– tandem Krzysztof Kosikowski i Robert Płotkowiak – srebrny medal ME (Teplice 2003);

– tandem Przemysław Wegner i Arkadiusz Garczarek – złoty medal MŚ (Bogogno 2009).

Kręgle

Paweł Ciesielski (ur. 15.08.1956 r. w Tomaszowie Mazowieckim) – trener kadry narodowej w kręglarstwie klasycznym. Ukończył technikum energetyczne o specjalności – chłodnictwo. Ma uprawnienia trenera kręglarstwa klasycznego.

Przygoda ze sportem zaczęła się w młodzieńczym wieku od siatkówki. W kręgle zaczął grać w wieku całkiem dojrzałym, ale od razu osiągał sukcesy. W drugiej połowie lat osiemdziesiątych XX w. był podstawowym zawodnikiem klubowej drużyny „Pilica”, która w kręglarstwie klasycznym zdobyła drużynowe wicemistrzostwo Polski mężczyzn. Jego osobisty sukces w tym sporcie to czwarta lokata w kraju w parach i kilkakrotne uczestnictwo w ścisłym finale mistrzostw Polski. Jako trener i sędzia pracował, z dużymi sukcesami, zarówno z kręglarzami niepełnosprawnymi, jak i pełnosprawnymi.

Przygodę ze sportowcami z dysfunkcją wzroku rozpoczął od sędziowania ich rozgrywek oraz udzielania zawodnikom rad i wskazówek. Od 2006 r. trenuje reprezentację narodową niewidomych i słabowidzących w kręglarstwie klasycznym. Wyszkolił grupę zawodników najwyższej próby: Annę Barwińską, Edytę Siwek, Jana Ziębę, Zdzisława Kozieja, Mieczysława Kontrymowicza. Dzięki wytężonej pracy trenera i drużyny, kręglarze zaczęli osiągać sukcesy, biorąc udział w finałach wszystkich zawodów mistrzowskich, przywożąc medale z mistrzostw Europy i świata, indywidualne i drużynowe.

Za zasługi dla sportu Paweł Ciesielski został uhonorowany Złotą Odznaką KS „Pilica”, nagrodami Ministerstwa Sportu i Turystyki, Urzędu Marszałkowskiego i miasta oraz Federacji Sportu, a także Złotą Odznaką Polskiego Związku Kręglarskiego.

Bowling

Witold Piotr Pankau (ur. 7.06.1955 r. w Pile) – trener kadry narodowej w bowlingu. Absolwent Wychowania Fizycznego w Poznaniu, nauczyciel w I Liceum Ogólnokształcącym w Pile, instruktor piłki siatkowej i bowlingu sportowego.

Własną przygodę z bowlingiem rozpoczął w 1999 r. w amatorskiej lidze w Poznaniu. Pierwszy sukces w tej dyscyplinie to wicemistrzostwo okręgu wielkopolskiego, najważniejszy – tytuł wicemistrza Polski w parach. Kolejny etap bowlingowej kariery to praca szkoleniowa, głównie z młodzieżą. Wspólnie z Markiem Charęzińskim wychowali najlepszą w kraju i czołową juniorkę Europy, Darię Pająk, oraz wielu medalistów mistrzostw Polski w różnych kategoriach wiekowych.

W 2009 r. przeprowadził kilkudniowe zgrupowanie kadry bowlingowej Stowarzyszenia „Cross”. Miał być krótki epizod, nowe doświadczenie, a skończyło się na objęciu w Stowarzyszeniu funkcji trenera kadry. Zaczęła się praca od podstaw, ale od początku założenie zostało postawione jasno: gra i kulanie będą prowadzone profesjonalnie.

Rok 2010 to pierwszy start reprezentantów Polski w bowlingu w mistrzostwach Europy i od razu 6 medali, w tym 2 tytuły mistrza Europy. Kolejne międzynarodowe zawody, tym razem mistrzostwa świata w Malezji, choć udane, pokazały, że zawodników kadry bowlingu czeka jeszcze wiele ciężkiego wysiłku i treningów.

W 2010 r. Witold Pankau otrzymał Nagrodę II stopnia Ministra Sportu i Turystyki za szczególne osiągnięcia szkoleniowe.

Strzelectwo

Wiesław Skalski (ur. 25.04.1951 r. w Olsztynie) – trener kadry Polski niewidomych i słabowidzących zawodników w strzelectwie sportowym Związku Kultury Fizycznej „Olimp” . Trener strzelectwa sportowego i laserowego Olsztyńskiego Klubu Sportowego „Warmia i Mazury”. Ma wykształcenie średnie techniczne. Od 1993 r. jest instruktorem strzelectwa sportowego LOK, zdobył też uprawnienia sędziego strzelectwa sportowego I klasy.

Od 1980 r. jest czynnym zawodnikiem w strzelectwie sportowym. Na swoim koncie ma wiele sukcesów, m.in. w 1984 r. zdobył w tej dyscyplinie tytuł mistrza Polski niepełnosprawnych. W okresie 1984-2001 był wielokrotnym medalistą, a obecnie jest aktualnym mistrzem województwa warmińsko-mazurskiego w strzelaniu z karabinu sportowego.

W latach 1992-2004 prowadził, jako trener, drużynę goalballu olsztyńskiego „Startu”. Ze strzelectwem osób niewidomych i słabowidzących związał się w 2009 r. Praca z drużyną strzelców klubu „Warmia i Mazury” zaowocowała wieloma mistrzowskimi tytułami: w 2009 r. olsztynianie zdobyli drużynowe mistrzostwo Polski w strzelaniu laserowym, w latach 2010-2011 – drużynowe wicemistrzostwo Polski w strzelectwie laserowym i pneumatycznym. W tych samych latach wielu zawodników olsztyńskiego klubu zdobywało indywidualne medale w obu rodzajach strzelectwa na mistrzostwach kraju i w Pucharach Polski. Natomiast najważniejszym do tej pory osiągnięciem kadry narodowej jest złoty medal mistrzostw Europy w strzelectwie pneumatycznym w konkurencji KPN-3x40 w 2011 r., którym uhonorowano w Nitrze Aleksandrę Janczek.

Za zasługi dla sportu Wiesław Skalski otrzymał Złotą Odznakę „Zasłużony Działacz Kultury Fizycznej” (2001 r.) i Złotą Odznakę Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego (2004 r.).

Narciarstwo

Dariusz Rutkowski (ur. 23.02.1967 r., Wrocław) – trener koordynator kadry „Cross” w narciarstwie alpejskim. Ukończył czteroletnie studia magisterskie na wrocławskiej AWF. W 2003 r. uzyskał tytuł doktora nauk humanistycznych w zakresie pedagogiki w Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie. Tam też specjalizował się w zakresie tyflopedagogiki, orientacji przestrzennej i rehabilitacji podstawowej osób niewidomych i słabowidzących. Jest instruktorem rekreacji i sportu w narciarstwie alpejskim. Sam uprawiał różne sporty amatorsko. Ze środowiskiem osób niewidomych i słabowidzących związany jest od 1990 r., gdy zaczął pracować jako wychowawca, a następnie nauczyciel w Dolnośląskim Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Niewidomych i Słabowidzących we Wrocławiu. Pierwsze zajęcia na śniegu z wychowankami ośrodka przeprowadził w 1997 r. podczas obozu zorganizowanego z Akademią Wychowania Fizycznego we Wrocławiu. Narciarstwo biegowe, zjazdowe i snowboard zaczęło się tam od zajęć zabawowych. Od samego początku Dariusz Rutkowski jeździł na nartach jako przewodnik. Przełom w narciarskiej przygodzie i poważniejsze traktowanie tej dyscypliny nastąpiły w 2004 r., kiedy grupa uczniów wzięła udział w zawodach w Norwegii. Potem były mistrzostwa Polski osób niepełnosprawnych w narciarstwie alpejskim i pierwszy zdobyty medal – brązowy (wówczas w barwach klubowych „Startu”). Nowy rozdział – zdecydowanie lepszy sprzęt, więcej zgrupowań – rozpoczął się w 2010 r., po zmianie barw klubowych na „Cross”. Pojawiły się lepsze wyniki i awanse, wśród których najważniejszy to awans dwójki podopiecznych trenera – Anny Kosińskiej i Dawida Suchodolskiego – do cyklu zawodów Pucharu Europy. W 2011 r. najlepszymi narciarzami okazali się: Anna Kosińska, Stanisław Kosiński i Dawid Suchodolski. Od rozpoczęcia działalności trenerskiej w „Crossie” podopieczni trenera Rutkowskiego wywalczyli 36 pozycji medalowych na mistrzostwa Polski, Czech, Niemiec oraz na międzynarodowych zawodach w Holandii, Austrii i Norwegii. Największym sukcesem jest zdobycie pierwszego i drugiego miejsca w Pucharze Europy przez Annę Kosińską, której trener Rutkowski jest także przewodnikiem.

Opracowała Anna Amanowicz

 

Na początek

 

Pierwsi instruktorzy bowlingu 

W grudniu ubiegłego roku i styczniu 2012 odbyły się w Warszawie dwa szkolenia instruktorów bowlingu dla osób ze środowiska inwalidów wzroku. Ta dyscyplina jest coraz bardziej popularna i można powiedzieć, że dorównuje kręglom klasycznym. Według szacunków, w bowling gra w Polsce około 250 osób, podobnie jak w kręgle, które jednak mają dłuższą historię w Stowarzyszeniu „Cross”. W obydwu kursach wzięło udział kilkadziesiąt osób z kilkunastu klubów.

Zajęcia teoretyczne odbywały się w ośrodku przy ulicy Odrębnej, a praktyczne na torze bowlingowym w Galerii Mokotów. Ta kręgielnia jest jedną z większych w stolicy. Ma 26 torów, tyle że w najbliższym czasie może zostać zamknięta, bo stan tych torów pozostawia wiele do życzenia. W Warszawie jest blisko 200 torów na siedmiu kręgielniach. Najbardziej reprezentacyjna, z 32 torami na dwóch poziomach, jest w klubie „Arco” przy Bitwy Warszawskiej 1920 roku.

Mistrz szkoli kadry

Zajęcia na obu kursach prowadził Przemysław Antuszewicz. Ma 36 lat, jest absolwentem AWF, a od dwunastu lat zawodowo zajmuje się bowlingiem. Ma prywatną szkołę – uczy grać młodych i starszych. Sprzedaje sprzęt: kule, buty i inne akcesoria. Do tego w każdy czwartek w stacji telewizyjnej Eurosport 2 komentuje zawody bowlingowe PBA. Jest też instruktorem, sędzią i od 10 lat czynnym zawodnikiem czołówki polskich bowlingowców. Od prestiżowego i największego amerykańskiego stowarzyszenia bowlingu (USBC) otrzymał certyfikat – „bronz level”. Przed nim jeszcze srebrny i złoty.

Z tych danych wynika jasno, że uczestnicy kursu nie mogli trafić na lepszego fachowca w branży. Zajęcia trwały dziesięć dni i wszystkim „studentom” wręczono dokument, uprawniający do prowadzenia rekreacyjnych zajęć bowlingowych w swoich klubach „crossowskich”. Inaczej mówiąc, zostali instruktorami, którzy są w stanie przekazać nabytą wiedzę amatorom bowlingu.

Program kursu był bardzo bogaty. Uczestnicy zapoznali się ze sprzętem do gry: z jego historią oraz rodzajami i typami kul, ich prawidłowym doborem, sposobami uchwytu. Dowiedzieli się, jak zbudowane są tory bowlingowe, o typach ich smarowań, o zasadach zachowania się na torze. W programie znalazły się fizyczne przygotowania do gry, prezentacja rodzaju ćwiczeń. Ważnym punktem zajęć było też przygotowanie psychiczne zawodnika, czyli tzw. mental game w bowlingu (pozytywne myślenie, opanowanie strachu i stresu, koncentracja itp.). Przyszłych instruktorów najpierw teoretycznie, a potem na torze – praktycznie, zapoznawano z celowaniem, prawidłowym chodzeniem, tempem, ruchem ręki, pozycją nadgarstka, wypuszczeniem kuli, pozycją końcową, rodzajem strików (strącenie wszystkich 10 pinów w pierwszym rzucie rundy), metodami spare (strącenie 10 pinów w jednej rundzie). Jednym słowem, wiedza, jaką opanowali uczestnicy, była pełna – niemal encyklopedyczna!

– Ten program został napisany przeze mnie i uwzględnia niepełnosprawność moich uczniów – mówi Przemek Antuszewicz. – Pierwszy raz miałem do czynienia z niewidomymi, kiedy z sześć czy siedem lat temu szef lubelskiego „Hetmana” Michał Czerski zaprosił mnie do siebie jako sędziego zawodów bowlingowych. Tam też poznałem czołową zawodniczkę tej dyscypliny Irenę Curyło. Zaraz potem z innymi trenerami zorganizowaliśmy zgrupowanie kadry B w Pile. Po kilku latach zajęć i obserwacji zauważyłem, że parę osób z tego środowiska gra na wysokim poziomie, jak choćby wspomniana Irena czy Mietek Kontrymowicz. Wcześniej, 5-6 lat temu, niewidomi grali statycznie, rzucając z miejsca kulę trzymaną dwoma rękami. Całkowicie niewidomym bardzo pomogła aluminiowa barierka, bowiem poprzez jej dotyk mogą określić kierunek rzutu. Ci ludzie dokonali bardzo dużego postępu w technice gry. Sporo trenują, po trzech, czterech latach ćwiczeń zdobywają doświadczenie. Mam nawet takich „uparciuchów”, którzy przychodzą prywatnie i proszą, bym ich trenował.

Według Antuszewicza, w bowling można grać niezależnie od wieku. Podaje przykład 102-letniej damy ze Stanów Zjednoczonych, która spędza sporo czasu na torze. Najcięższa kula waży 7,5 kg, ale w Galerii Mokotów rzucano lżejszymi, po 5 – 6 kg. Dla nowicjusza unieść ją w trzech palcach już jest wyczynem. Ale przy odpowiedniej technice i godzinach treningu kula nagle przestaje ważyć i chyżo mknie do celu, czyli 10 ustawionych pinów.

– Na kurs przyjechali ludzie zarówno z dużym doświadczeniem, którzy już mogą w swych klubach prowadzić rekreacyjne zajęcia bowlingowe, jak i mniej zaawansowani. Gdy udoskonalą swe umiejętności, za kilka lat też mogą uczyć innych – tłumaczy pan Przemek.

Na jedyne zastrzeżenia uczestników, że za mało było zajęć praktycznych, odpowiada: – Niestety budżet był taki, a nie inny, więc na jednym torze musiało grać po sześć, siedem osób.

Co mówią uczestnicy?

Irena Curyło gra w kręgle od lat ośmiu, w bowling od trzech. Była w tej grupie najbardziej zaawansowanych. W Tarnowie, skąd pochodzi, będzie jedynym i najlepszym instruktorem.

– Jestem zadowolona ze szkolenia. Przemek jest doskonałym nauczycielem. Każdego dnia po dwie godziny przekazywał nam tajniki tej dyscypliny. Na kręgielni eliminował złe nawyki, uczył prawidłowego ułożenia ciała i ręki podczas rzutu. Jasne, że trudno mu było ogarnąć wszystkich, bo jednak 20 osób to za dużo na cztery tory. W ciągu każdej sesji na osobę przypadało 50 rzutów. Dobrze byłoby za jakiś czas powtórzyć podobny kurs, ale już na wyższym poziomie – mówi czołowa zawodniczka polskiej kadry.

Z Częstochowy, z klubu „Jutrzenka”, przyjechała Edyta Siwek. Jest w grupie B1, ma poczucie światła. Od 2003 roku startuje w zawodach kręglarskich i bowlingowych. Jest po studiach i szuka pracy. Jak jej nie znajdzie, to zapisze się na fakultet dziennikarstwa i komunikacji medialnej. Na torze ćwiczy, korzystając z barierki, a trener tłumaczy jej, jak się ustawić do rzutu, jak skręcić ciało, ułożyć rękę, dłoń, nadgarstek.

– Cieszę się, że zakwalifikowano mnie na ten kurs – mówi drobna dziewczyna.

Przy barierce również ćwiczy Salomea Walkowiak z „Pogórza” Tarnów.

– Jestem osobą całkowicie niewidomą. Przez długi czas nie mogłam psychicznie dojść do siebie, aż trafiłam do klubu. Byłam na szkoleniu kręgli klasycznych w Tucholi i ta dyscyplina bardzo mnie zainteresowała. Zachwyciła atmosfera kręgielni, odgłos sunących po torze kul, spadających kręgli. Tutaj zauroczona jestem zajęciami prowadzonymi przez trenera. Świetnie tłumaczy, jak grać i zachowywać się na torze. Wreszcie po tym kursie przestanę udawać, że gram! – mówi pani Salomea.

Grażyna Sulęcka, szczupła blondynka, masażystka z Giżycka, nie wygląda na swój wiek, a na 10 lat mniej. W jej klubie jest około 60 członków, ona od niedawna należy do „Crossa”. Chętni grają na kręgielni w Rynie, bo w ich mieście jeszcze nie wybudowano ani jednego toru. Ona chciałaby się nauczyć dobrej techniki i przekazać zdobytą wiedzę koleżankom i kolegom z klubu.

– Ciekawe są zajęcia w Galerii Mokotów. Trener w sposób przystępny i cierpliwy przekazuje swe uwagi. Obawiałam się, że stanie nade mną z batem i będzie poganiał. A tu taka niespodzianka! – dziwi się Grażyna.

Andrzej Świtaj, 51-letni „rozwodnik do wzięcia” z Suwałk, od półtora roku regularnie trenuje w swoim mieście w centrum handlowym Plaza. Poza jedyną uwagą na temat zbyt krótkich zajęć na kręgielni, jest zadowolony z pobytu w stolicy.

– Wyjadę stąd wzbogacony o wiele rzeczy praktycznych. W suwalskim klubie „Jaćwing” nie ma instruktora i cieszę się, że będę mógł przekazać innym podstawowe zasady bowlingu. Nie tylko praktyczne, również teoretyczne. Każdy z naszej dwudziestki ma teraz znacznie więcej wiadomości o tej dyscyplinie niż przed kursem – zakończył nasze spotkanie Andrzej Świtaj.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Szymański

 

Na początek

 

wiadomości

Kręgle 

Ogólnopolski turniej w kręglach klasycznych

13-14.01.2011 r., Tomaszów Mazowiecki 

Kobiety

B1: 1. Mieczysława Stępniewska („Omega” Łódź) 499 p., 2. Barbara Szypuła („Karolinka” Chorzów) 489 p., 3. Edyta Siwek („Jutrzenka” Częstochowa) 424 p.

B2: 1. Anna Barwińska („Omega” Łódź) 664 p., 2. Joanna Staliś („Atut” Nysa) 649 p.,
3. Jadwiga Szuszkiewicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 573 p.

B3: 1. Łucja Grochowska („Jutrzenka” Częstochowa) 610 p., 2. Grażyna Burska („Omega” Łódź) 608 p., 3. Elżbieta Kłos („KoMar” Piekary Śląskie) 604 p.

Mężczyźni

B1: 1. Tadeusz Kolbusz („Cross Opole”) 456 p., 2. Sylwester Dołasiński („Bryza” Szczecin) 443 p., 3. Wiesław Nastarowicz („Omega” Łódź) 421 p.

B2: 1. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 678 p., 2. Władysław Wakuliński („Bryza” Szczecin) 651 p., 3. Mariusz Kozyra („Hetman” Lublin) 619 p.

B3: 1. Daniel Jarząb („Tęcza” Poznań) 696 p., 2. Zbigniew Strzelecki („Karolinka” Chorzów) 695 p., 3. Władysław Szymański („Omega” Łódź) 683 p.

Turystyka

Podczas konferencji prasowej pt. „Małopolski System Informacji Turystycznej przyjazny osobom niepełnosprawnym”, która odbyła się w Krakowie 15 listopada 2011 r., Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego przekazał tamtejszemu Ośrodkowi Szkolno-Wychowawczemu dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących 30 zestawów materiałów informacyjnych dotyczących Krakowa, Tarnowa i Nowego Sącza. Pomogą one dzieciom i młodzieży poznawać przestrzeń miast, a także posłużą jako pomoc w zajęciach z orientacji przestrzennej.

Zestaw materiałów informacyjnych dla osób z dysfunkcją wzroku opracowano w ramach projektu „Małopolski System Informacji Turystycznej”, realizowanego przez Urząd Marszałkowski województwa małopolskiego wraz z 25 jednostkami samorządu terytorialnego. Projekt jest współfinansowany ze środków unijnych.

We wszystkich jednostkach IT dostępne są materiały w alfabecie brajla oraz płyty DVD, na których znajdują się pocztówki głosowe, specjalne nagrania o charakterze binauralnym, dające iluzję bycia i poruszania się w nagrywanej przestrzeni. Dla osób słabowidzących powstał „Katalog największych atrakcji turystycznych Małopolski” w druku powiększonym. W sześciu największych jednostkach IT (Kraków, Tarnów, Nowy Sącz, Zakopane, Oświęcim, Wadowice) utworzone zostały specjalne stanowiska dla osób niepełnosprawnych, również dla osób poruszających się na wózkach, wyposażone w specjalistyczny sprzęt, dzięki któremu odwiedzający mogą samodzielnie przeglądać lub pobierać interesujące ich materiały (np. w postaci wydruków lub nagrań MP3).

Jednostki informacji turystycznej zaprojektowano z myślą o osobach poruszających się na wózkach. Wyposażono je w obniżone lady, przystosowane do ich obsługi, podjazdy dla wózków, podnośniki, dostosowano toalety.

Nowa wersja strony internetowej www.visitmalopolska.pl będzie zgodna ze standardem WAI. Jej główną zaletą będą liczne ułatwienia dla osób niepełnosprawnych, w tym zintegrowany syntezator mowy Ivona.

Jednym z założeń realizowanego projektu jest przybliżenie atrakcji turystycznych Małopolski osobom niewidomym i słabowidzącym, aby osobiście mogły przekonać się o pięknie tego regionu. Przed przystąpieniem do realizacji projektu przeprowadzone zostały szerokie konsultacje w środowisku osób niewidomych i słabowidzących. Dokonano analizy działań o podobnym charakterze zarówno w Polsce, jak i w innych krajach europejskich. Na ich podstawie stwierdzono, że MSIT jest pierwszym tego typu projektem realizowanym na skalę europejską.

– Widzimy mózgiem, nie oczami. Oczy to tylko końcówka, która daje impuls do mózgu. Gdy tego zmysłu zabraknie, wyostrza się zmysł dotyku. Dla osób z dysfunkcją wzroku to materiał bardzo pomocny nie tylko jako dla turystów, ale i mieszkańców, bo w ten sposób, poprzez plany i grafiki, mogą zobaczyć dotykiem, jak wygląda ich miasto – powiedział Jan Ortyl, prezes Okręgu Małopolskiego Polskiego Związku Niewidomych. Z kolei Łukasz Żelechowski, niewidomy podróżnik, zdobywca m.in. Aconcaguy, tak projekt ocenił: – Mnie, jako osobie niewidomej, ten przewodnik pokazuje Kraków od nowa. Materiały wzbogacone o opis dźwiękowy i słowny sprawiają, że stajemy się równoprawnymi turystami.

Punkty informacji turystycznej dysponują kompletem przewodników składających się z zestawu reliefowych (dotykowych z opisami brajlowskimi) oraz kolorowych map tyflologicznych, obrazujących strukturę centrum danego miasta i pozwalających poznać zarówno stosunki przestrzenne, jak i główne ulice, place, zabytki oraz inne informacje istotne dla potencjalnego turysty.

Drugim elementem przewodnika jest zestaw pięciu wybranych dla każdego miasta obiektów architektonicznych, które zostały przedstawione zarówno pod postacią grafiki reliefowej z opisem brajlowskim, jak i kolorowego obrazu danego obiektu. W zestawie znajdują się również broszury z opisami zabytków i potrzebnymi skrótami brajlowskimi.

Kolejnym elementem przewodnika jest płyta DVD. Zawiera ona absolutną nowość technologiczną, przeznaczoną dla odbiorców z dysfunkcjami wzroku – binauralne nagrania przestrzeni miejskich. Kilkadziesiąt miejsc w poszczególnych miastach zostało nagranych w taki sposób, iż podczas odsłuchu odbiorca otrzymuje iluzję znajdowania się w danym miejscu. Tego typu pocztówki dźwiękowe pozwolą turystom uzupełnić wiedzę uzyskaną poprzez dotyk oraz podzielić się wrażeniami z podróży z niewidomymi lub słabowidzącymi znajomymi.

 

Na początek

 

sylwetki

 

Sześć miłości Mietka 

Mieszkanie państwa Kontrymowiczów – Mieczysława i Janiny – w ośrodku PZN w olsztyńskich Nagórkach ma niewiele ponad 40 metrów kwadratowych. W dwóch pokoikach półki na ścianach uginają się od pucharów i dyplomów. Jest ich ponad dwieście. Pani Janina połowę oddałaby Orkiestrze Owsiaka (jak to odkurzać?), ale bohater tego opowiadania, chyba najbardziej wszechstronny słabowidzący sportowiec, nie pozwala. To jego skarby.

Mieczysław Kontrymowicz ma 52 lata, mierzy 182 cm, waży od 105 do 110 kilogramów. Jednym słowem wielki chłop. Rodzice pochodzą z Litwy i po wojnie zjechali na Warmię. Ale poznali się na Dolnym Śląsku i Miecio urodził się w Malczycach nad Odrą. Nie jest jedynakiem. Ma jeszcze dwie siostry. Kiedy miał trzy latka, „ojce” znaleźli robotę w pegeerze pod Dobrym Miastem na Warmii. Młody Kontrymowicz wykształcił się na ślusarza. Pracował najpierw w wyuczonym zawodzie, potem jako kierowca, jako palacz. Miał jeszcze inne plany. Po ukończeniu technikum rolniczego chciał zostać agronomem. Plany diabli wzięli, gdy 26-letni Miecio zaczął tracić wzrok. Mógł się tego spodziewać, bo u nich w rodzinie to schorzenie genetyczne. Matka też była osobą słabowidzącą.

Przyszło załamanie, ogromna depresja, wizyty u psychiatry. Najlepszym lekarzem okazała się matka. – Matula wzięła mnie za rękę, zawiozła do Olsztyna, do Tadeusza Milewskiego, a ten wskazał mi drogę. Zatrudnił przy budowanym ośrodku PZN w Nagórkach. Tam wkrótce z żoną otrzymaliśmy mieszkanie. No i najważniejsze, wskazał mi sport jako drogę rehabilitacji – opowiada Kontrymowicz.

To nie było tak, że sport czy wysiłek fizyczny był mu obcy. Jako pięcioletni dzieciak biegał zimą po śniegu na bosaka, w majtkach dookoła pegeerowskiej „rezydencji” i namawiał do tego nawet siostrę. Jako starszy chłopak pływał z koleżkami po pięć, sześć godzin w pobliskim jeziorku. I nie chorował!

Pierwsza i druga miłość

Od Milewskiego dowiedział się, że jest taka dyscyplina jak goalball, którą uprawiają niewidomi. Zapisał się do olsztyńskiego klubu i zaczął odnosić pierwsze sportowe sukcesy. Grał w reprezentacji kraju, jeździł na turnieje do Rosji, Anglii, Szwecji, Finlandii. Ten chłopak z PGR poznawał Europę, wyrwał się poza Dobre Miasto, poza Olsztyn. Idylla trwała jedenaście lat. Drużyna olsztyńska się rozpadła. Jemu przybyło lat i młodych konkurentów do reprezentacji. Czyli przyszła pora na skończenie tego etapu. Aha, w międzyczasie startował nawet w mistrzostwach Polski w LA w pchnięciu kulą i zdobył brązowy medal. Ale to epizod, który zakończył się kontuzją barku.

Druga miłość zaprowadziła go na jeziora. Jako uczestnik spływów kajakowych dowiedział się, że są mistrzostwa Polski w tej konkurencji. W 2003 roku zaczął się ścigać. – Jak ostrożnie obliczam, podczas kilku lat zdobyłem we wszystkich konkurencjach kajakowych ze 20 tytułów mistrza Polski. Miałem dobrze ponad 40 lat, kiedy pożegnałem się z kajakami.

Trzecia miłość

O bowlingu dowiedział się Kontrymowicz, wracając z turnieju goalballa w Monachium. Udał się na kręgielnię w Olsztynie i usiłował włożyć swe grube paluchy w kulę. Nie udało się. Poprosił właściciela o rozwiercenie otworów na jego palce. Po niecałym roku ćwiczeń „załapał się” do kadry narodowej. To był 2003 rok. Grał w kręgle klasyczne i bowling. W tej ostatniej dyscyplinie zdobył trzy medale na mistrzostwach Europy w Helsinkach w 2010 roku.

– Na ostatnich mistrzostwach świata w Kuala Lumpur w Malezji wypadliśmy słabo. Indywidualnie w B-2 byłem dopiero dziewiąty. Dobił mnie gorący, wilgotny klimat i nietypowa, stara kręgielnia. Ja gram technicznie, tam się nie dało. Wynik 3310 p. mówi sam za siebie. Dominowali Azjaci, którzy trenują na podobnego typu kręgielniach – mówi pan Mietek.

U siebie w Olsztynie od niedawna ćwiczy bowling na nowym, prywatnym obiekcie. Kręgle klasyczne trenuje w Brodnicy. Tam są świetne tory, ale trzeba dojechać 110 km z Olsztyna. Za dojazdy i trening na kręgielni trzeba zapłacić. Jedną trzecią pokrywa jego macierzysty klub „Warmia i Mazury”, resztę wykłada z własnej kieszeni. Na razie ma z czego, bo dostaje stypendium za wyniki sportowe. Zdarzyło się nawet tak, że finansował go Urząd Miasta, ale gdy zaczął się finansowy mortus, to prezydent zamknął kasę.

– Jeżeli mam wybierać między bowlingiem a kręglami klasycznymi, to wolę kręgle. Tam wszyscy mają równe szanse i decyduje technika. W bowlingu każdy zawodnik ma swoją kulę, gra się rotacyjnie, kula się kręci, a ja nie widzę, co ona wyczynia. Nie mam serca do bowlingu – zwierza się Mieczysław Kontrymowicz.

Czwarta i piąta miłość

Od dwóch lat pasjonuje go strzelectwo sportowe. Kiedy skończył z kajakarstwem, pomyślał o bardziej statycznej i mniej siłowej dyscyplinie. Wiosłowanie to spory wysiłek, dumał, a on już nie taki młody. Serce ma swoje lata i nie wytrzymuje dużych obciążeń. Regularnie bada się u lekarzy, robi testy wysiłkowe i czuwa nad swoim organizmem. Wiek wymaga szacunku. Po niedługim przygotowaniu dostał się do kadry. Najbardziej pociąga go strzelanie pneumatyczne. Kiedy ładuje śrutem broń, przykłada się, pociąga za spust i cieszy się z „10”.

 Sześć lat temu pan Miecio dowiedział się o klubie morsów, a właściwie o dwóch, bo tyle klubów jest w stolicy Warmii. Zainteresowało go zanurzanie się zimą w wodzie o temperaturze dwóch stopni Celsjusza. Nie bał się chłodu, bo po pierwsze urodził się 1 stycznia, a po drugie – od wielu lat regularnie gimnastykował się 10-15 minut na swym balkonie w miesiącach zimowych. Zadziwił olsztyńskich morsów, kiedy w przerębli wytrzymał 15 minut przy temperaturze powietrza minus 20 stopni. Tamci „wymiękli”, a on pluskał się w jeziorowej przerębli. Namówił nawet szefa ośrodka „Wodnik” w Tomaszowie Mazowieckim, do którego jeździ na turnieje kręglarskie, na „morsowanie” w Pilicy. Od wielu lat nie choruje i przez 33 lata pracy nigdy nie był na zwolnieniu lekarskim. Ba, jeszcze namówił żonkę do gimnastyki balkonowej i zanurzania się w przerębli. Jednym słowem – Kontrymowicz to okaz zdrowia.

– Gdyby nie ten słabnący wzrok, to mógłbym zaprząc się do pługa i orać pole – dumnie wypina pierś 105-kilogramowy mężczyzna.

Miłość szósta i ostatnia

 Mieczysław Kontrymowicz trenuje każdego dnia od czterech do pięciu godzin dziennie. Rano zostaje sam. Małżonka podąża do pracy w przedszkolu, córka z mężem i dzieckiem na swoim, a on zaczyna od gimnastyki, potem kręci 30 km na stacjonarnym rowerze (w ciągu roku pokonuje 13 tys. km), latem pływa 1,5 do 2 km w pobliskim jeziorze. Trenuje na kręgielni, ćwiczy w domu, strzela na strzelnicy. I… wszystkie treningi zapisuje w zeszycie. Sport pochłania mu masę czasu, którego często brakuje dla domu. Kiedy zatem w ubiegłym roku udało mu się wybrać z żoną na tygodniowy urlop do rodziny na Dolnym Śląsku, żona była szczęśliwa.

Szóstą miłością pana Mietka są ćwiczenia jogi. Medytacje pomagają mu w utrzymaniu dobrego stanu zdrowia psychicznego. Nawet jak jest na zawodach za granicą, wstaje o szóstej rano, zabiera karimatkę, gimnastykuje się, medytuje i czuje się silniejszy psychicznie. Radzi wszystkim niepełnosprawnym (sprawnym też), by zmuszali swe ciało do sprawności: sportowej, turystycznej, rekreacyjnej.

-     Wysiłek fizyczny zdecydowanie poprawia samopoczucie, ale też trzeba mieć silną wolę, by systematycznie ćwiczyć. Jesteśmy z żonką ludźmi wierzącymi i wiara pomaga nam w życiu. Co niedzielę jestem w kościele i dziękuję Bogu za sukcesy. Choć z drugiej strony niewierzący też zdobywają medale – refleksyjne zauważa Mieczysław Kontrymowicz.

Najważniejsze sukcesy sportowe Mieczysława Kontrymowicza

Kręgle klasyczne

I MŚ 2011, Bośnia i Hercegowina

- brązowy medal indywidualny

- brązowy medal drużynowy

X ME 2008, Węgry

- srebrny medal drużynowy

XI ME 2009, Polska

- brązowy medal drużynowy

Mistrzostwa Polski

- 4 tytuły mistrza Polski w latach 2007, 2008, 2009 i 2011

Bowling

ME Finlandia, 2010

- złoty medal indywidualny

- złoty medal drużynowy

- brązowy medal indywidualny

- brązowy medal drużynowy

Mistrzostwa Polski

- 5 tytułów mistrza Polski w latach 2006, 2007, 2008, 2010 i 2011

Andrzej Szymański

 

Na początek

historia

 

Przeżyjmy to jeszcze raz

Cykl artykułów wspomnieniowych zaczęliśmy od szachów. Tekst w tym numerze dotyczy kolarstwa. Wracamy pamięcią do bardzo ważnego momentu w jego
historii, do startu w ME w Holandii w 2005 r., gdzie zdobyliśmy pierwszy   złoty medal w kolarstwie tandemowym.

Wspominam ze wzruszeniem

Polskie kolarstwo tandemowe zadebiutowało w międzynarodowych imprezach najwyższej rangi udziałem w mistrzostwach Europy w Szwajcarii w 2001 roku oraz w mistrzostwach świata w Niemczech w roku następnym. W tamtym okresie cieszyliśmy się z samego udziału w prestiżowych zawodach, a kilka zdobytych lokat w pierwszej dziesiątce w konkurencjach torowych  i szosowych wydawało nam się sporym sukcesem.   

Już rok później  Krzysztof Kosikowski z pilotem Robertem Płotkowiakiem  zdobyli srebrny medal ME w czeskich Teplicach w wyścigu szosowym ze startu wspólnego, a w 2004 roku 12. miejsce w igrzyskach paraolimpijskich w Atenach. Jednak przełomowym momentem w historii naszej dyscypliny był, moim zdaniem, start w ME w Holandii w 2005 roku. Zawody te odzwierciedlały aktualny układ sił w światowej czołówce, ponieważ miały charakter otwarty i startowali w nich również kolarze z innych kontynentów – łącznie około 300 zawodników, reprezentujących ponad 30 krajów. Konkurencje torowe rozegrane zostały w Alkmaar, a wyścigi szosowe odbyły się w Stompetoren. Na torze objawił się talent młodego debiutanta Emila Stopierzyńskiego, który z pilotem Łukaszem Tunkiewiczem zajął 4. miejsce w sprincie i szóste na 1 kilometr. Jednak większe znaczenie dla przyszłości polskich tandemów miał debiut na tej imprezie dwóch pilotów – Artura Korca i Dariusza Flaka. W Holandii tandem Krzysztof Kosikowski – Artur Korc zasygnalizował wysoką formę już w torowym wyścigu na 4 km (rekord Polski i 9. miejsce) oraz w szosowej jeździe na czas (7. miejsce), ale pełnię swoich możliwości pokazał dopiero w wyścigu ze startu wspólnego na dystansie 106,5 km,  wygrywając go w pięknym stylu. Siódmą pozycję w tych zwodach zajęła para Tomasz Wiewióra – Krzysztof Rzepecki, a 11. lokatę tandem Henryk Groszkowski – Dariusz Flak. Wyścig w Stompetoren był momentem narodzin potęgi polskiego kolarstwa tandemowego. Od tej pory kolarze w biało-czerwonych koszulkach zaliczali się do faworytów wszystkich międzynarodowych szosowych wyścigów ze startu wspólnego, budząc respekt i uznanie rywali. Krzysztof Kosikowski i Artur Korc zapoczątkowali wspaniałą passę swoich sukcesów, na którą złożyły się złote medale MŚ (Aigle 2006 i Bordeaux 2007), brązowy medal igrzysk paraolimpijskich (Pekin 2008), brązowe medale MŚ (Bogonio 2009 i Baie-Comeau 2010) oraz srebrny medal MŚ (Roskilde 2011). Był to również początek drogi Dariusza Flaka do złotego medalu IP Pekin 2008, zdobytego w parze z Andrzejem Zającem.

ME w Holandii pozostawiły w mojej pamięci także wiele przeżyć pozasportowych. Zupełnie wyjątkowy był pensjonat, w którym mieszkaliśmy, ponieważ łączył w sobie funkcje hotelu i muzeum. Zgromadzono w nim mnóstwo eksponatów o charakterze artystycznym, ale również wiele przedmiotów codziennego użytku o walorach historycznych. Dużym zaskoczeniem był dla nas wielki jarmark staroci oraz  niepotrzebnych rzeczy, zorganizowany w okolicach Alkmaar, na którym zjawiły się setki, a może nawet tysiące oszczędnych i praktycznych Holendrów, sprzedających i kupujących  te różności. Wolne dni pomiędzy zawodami dały nam szansę na zwiedzenie Alkmaar, wypad nad Morze Północne oraz wycieczkę do Amsterdamu, gdzie odbywał się właśnie światowy zlot żaglowców. Być może to właśnie aura romantycznej przygody, spowodowana tymi atrakcjami turystycznymi, przekładała się pozytywnie na atmosferę wśród naszej drużyny. Pierwszy, historyczny złoty medal kolarzy dla Polski został przyjęty przez wszystkich członków ekipy entuzjastycznie, z autentyczną radością i dumą, której szczytowym wyrazem był  hymn narodowy odśpiewany podczas dekoracji. Dzisiaj te chwile wspominam ze wzruszeniem, ale i pewną dozą niepewności, czy aby pamięć mnie nie zawodzi. Dobrze, że pozostały fotografie i kaseta ze starodawnej kamery.

Mirosław Jurek

 

 

Na początek

zdrowie

 

Sokole oko 

Oczu używamy niemal bez przerwy. Jeśli z nimi coś nie tak, utrudnia nam to życie. Dlatego wzrok trzeba ćwiczyć, kontrolować, zwracać uwagę na warunki, w jakich pracujemy.

Zanieczyszczenie środowiska, długotrwałe obcowanie z komputerem, źle dobrane okulary, niedobór witamin A i E, niektóre choroby (cukrzyca, nadciśnienie, nadczynność tarczycy) – wszystko to negatywnie wpływa na nasz wzrok, powodując różne schorzenia oczu. Do najbardziej powszechnych należy zapalenie spojówek – wywołane przez bakterie i wirusy. Czujemy wtedy piasek pod powiekami, oczy nas „swędzą”, mamy przekrwione białka. Zalecone przez lekarzy krople lub maść z antybiotykiem po kilku dniach usuwają te dolegliwości. Aby do nich nie dopuszczać, wystarczy dbać o higienę oka: nie dotykać go brudnymi rękoma, od czasu do czasu przemywać np. solą fizjologiczną.

Inna dolegliwość, której nie należy lekceważyć, to tzw. zespół suchego oka. Kłopotom z odpowiednim nawilżaniem gałki ocznej mogą sprzyjać infekcje, alergie, przebywanie zimą w intensywnie ogrzewanych pomieszczeniach lub z silnie działającą klimatyzacją, długie siedzenie przed ekranem komputera i wyświetlaczami elektroniki użytkowej. Oko jest wtedy zaczerwienione, piecze, mamy wrażenie, że coś nas pod powieką uwiera. Te odczucia nasilają się pod wpływem dymu, wiatru, ciepła, silnego światła. Często towarzyszy im suchość w jamie ustnej, gardle i nosie. Leczenie suchego oka jest proste: w aptece, bez recepty, można kupić tzw. sztuczne łzy i zakraplać je kilka razy dziennie. Lekarze radzą, by nie wybierać tych najtańszych, które mogą zawierać środki konserwujące (niektóre z nich uczulają) oraz kropli obkurczających naczynia krwionośne (te, choć na początku pomagają, z czasem mogą prowadzić do uszkodzenia rogówki).

Przeciwieństwem suchego jest oko mokre. Powodem może być za duża produkcja łez lub ich nieprawidłowe odprowadzanie. Oko nadmiernie łzawi, gdy dostanie się do niego ciało obce lub zostaje uszkodzony nabłonek rogówki. Także – przy zapaleniu błony śluzowej nosa lub spojówek. Kłopoty z właściwym odprowadzaniem łez mogą być spowodowane wrodzonym zarośnięciem przewodów nosowo-łzowych lub urazem kości twarzy. Leczenie zależy od przyczyny nadmiernego łzawienia. W przypadku ciała obcego wystarczy jego usunięcie. Przy zwężeniu nabytym stosuje się irygację lub zabieg chirurgiczny.

Jęczmień to nie lada utrapienie. Jest to ropień spowodowany przez zakażenie bakteryjne, najczęściej gronkowcami. Usadawia się w okolicach górnej lub dolnej powieki, powodując zaczerwienienie, świąd, łzawienie, ból i opuchliznę, mogącą przysłonić oko. Leczenie polega na stosowaniu ciepłych kompresów lub maści okulistycznych na powieki. W przypadku jęczmienia wewnętrznego krople do przemywania oczu przyspieszają jego dojrzewanie i pomagają oczyścić oko. Po kilku dniach ropień znika. Jeśli zdarza się powtórka – konieczne są antybiotyki. Lekarze przestrzegają przed samodzielnym rozcinaniem jęczmienia i amatorskimi sposobami jego leczenia (np. pocieranie go obrączką ze szczerego złota). Niechcący jęczmień zewnętrzny może się przekształcić w tzw. gradówkę. Zalegająca treść ropnia podtrzymuje stan zapalny, powodując powiększanie się guzka powieki. W przypadku zakażenia może ulec samoistnemu przebiciu do worka spojówkowego. Gradówka przeważnie zanika stopniowo w ciągu jednego, dwóch miesięcy. Ale niekiedy konieczna jest interwencja chirurga.

Wytrzeszcz to nadmierne wysunięcie gałki ocznej ku przodowi. Powoduje ograniczenie ruchomości oka, obrzęk i przekrwienie powiek oraz spojówek, rzadkie mruganie, niedomykalność powiek, ból. Zwykle jest on spowodowany przez zmiany chorobowe zachodzące w oczodole (zapalne lub nowotworowe), urazy kości czaszki, poszerzenie naczyń żylnych w oczodołach lub nadczynność tarczycy. Nie leczony wytrzeszcz może doprowadzić do wysychania i uszkodzenia rogówki.

Jaskra i zwyrodnienie plamki żółtej (AMD) należą do najpoważniejszych chorób oczu. Szacuje się, że na pierwszą z nich w Polsce choruje, choć o tym nie wie aż do ślepoty – 900 tysięcy ludzi. Leczy się 80 tysięcy. Jaskra jest uwarunkowana genetycznie, rozwija się podstępnie i powoli, długo nie dając żadnych objawów. Niszczy nerw wzrokowy, powodując ślepotę. Wcześnie wykryta, może być dość prosto leczona: wystarczy regularnie zapuszczać do oka krople. Powstrzymują one rozwój choroby, choć nie cofną zniszczeń, jakie się już dokonały. Zwyrodnienie plamki żółtej (AMD oślepia już blisko milion Polaków) związane jest z wiekiem. Plamka żółta umieszczona jest w środku siatkówki i zarządza widzeniem centrum. Z czasem ulega zwyrodnieniu, które może mieć formę suchą lub mokrą. Pierwsza rozwija się wolno, nieraz latami, druga, wysiękowa, potrafi w ciągu kilku tygodni lub miesięcy spowodować trwałe uszkodzenie wzroku. Rzadko powoduje całkowitą ślepotę, ale ogranicza jakość życia, uniemożliwiając czytanie, prowadzenie samochodu, a nawet tak proste czynności jak włożenie wtyczki do kontaktu. Przez wiele lat nie leczono tego schorzenia, teraz próbuje się spowalniać postęp choroby, stosując laser lub specyfiki wstrzykiwane do oka. Każde leczenie AMD zaczyna się od odstawienia papierosów.

Zaćma, czyli mętnienie soczewki i zarastanie jej błoną, jest związana głównie ze starzeniem się organizmu, choć bywa, że cierpią na nią osoby młode i w średnim wieku. Widzimy coraz gorzej barwy i kontury, przez co świat staje się mniej rozpoznawalny. Dzięki nowoczesnym metodom wymiany soczewek naturalnych na sztuczne nasze widzenie wraca do normy.

Zez, astygmatyzm, nadwzroczność to najczęstsze wady, z którymi zmaga się nasz wzrok. Można je łatwo naprawić, stosując szkło korekcyjne, poprzez ćwiczenia i rehabilitację gałek ocznych oraz noszenie okularów. Gorzej z chorobami oczu. Tych nie należy lekceważyć ani leczyć po amatorsku. Na schorzenia uwarunkowane genetycznie nie mamy większego wpływu. Na wszystkie inne choroby oka – tak. Prof. Jerzy Szaflik, kierownik Katedry i Kliniki Okulistyki II Wydziału AM, krajowy konsultant w dziedzinie okulistyki, nieustannie przypomina o profilaktyce wzroku. – Jeśli z oczami wszystko w porządku – mówi – wystarczy pokazać się u okulisty co dwa, trzy lata. Natomiast po ukończeniu 45 lat powinno to być koniecznością, bo wtedy zazwyczaj pojawiają się problemy z ostrością widzenia. Oko, podobnie jak inne organy, należy ćwiczyć. Mechanizm akomodacji, wyostrzanie wzroku, polega na kurczeniu się i rozkurczaniu pewnego mięśnia w oku. Znana zabawa: patrzę blisko, patrzę daleko i znów patrzę blisko – to świetne ćwiczenie dla gałek ocznych. Możemy też patrzeć w prawo, w lewo, w górę, w dół, skosem do góry, skosem w dół. Kiedy siedzimy przy komputerze, wystarczy co pół godziny na 4-5 minut oderwać wzrok od monitora i popatrzeć na coś daleko za oknem, a po chwili na coś blisko nas.

To są sposoby ćwiczenia oczu. Trzeba to robić rozsądnie i z umiarem. Taki trening oczu jest szczególnie zalecany dla krótkowidzów, musi być jednak poprzedzony badaniem stanu siatkówki. Zarówno krótko-, jak i dalekowidzom świetnie robi patrzenie na zieleń (nawet na paprotkę w biurze). Natomiast niedobrze jest patrzeć na błyski odbitego światła, na przykład od mebli z lśniącą politurą, stołu, przy którym się czyta lub odrabia lekcje. Warto pamiętać o oświetleniu miejsca, przy którym pracujemy: dla praworęcznych światło powinno padać z lewej strony, dla leworęcznych – odwrotnie. Niewskazane jest wychodzenie z domu na ostre słońce bez okularów z odpowiednim filtrem (nie wystarczą ciemne szkiełka kupione na ulicznym straganie).

Często osoby, którym okulista zalecił noszenie okularów optycznych, zwlekają z decyzją, kiedy je założyć, bądź czynią to od czasu do czasu, kierując się przekonaniem, że nie należy rozleniwiać oka, ułatwiając mu patrzenie. Albo, choć wada wzroku się nasila – noszą ciągle te same, słabe szkła. To błąd. – Nie powinno się unikać korygowania wady wzroku i nie ma się co bać, że jeśli ulży się oczom, to wada wzroku będzie postępować szybciej. To tak nie działa – uspokajają okuliści.

Naszym oczom dobrze robi dieta bogata w witaminy A i E. Łosoś, tłuste ryby, zwłaszcza morskie, to nieocenione źródło dobrych dla wzroku witamin i kwasów. Luteina (jest m. in. w brokułach) wpływa korzystnie na ostrość widzenia. Zawierają ją także liczne suplementy diety dostępne w aptece bez recepty.

Jedna czwarta Polaków przyznaje, że ma problem z oczami, ale nic z tym nie robi. Aż 44 procent osób w wieku 16-45 lat potrzebuje korekcji wzroku. 30 procent warszawskich ośmiolatków ma wadę wzroku spowodowaną siedzeniem przed komputerem. Natura nie obdarzyła nas, niestety, sokolim wzrokiem. Tym bardziej musimy dbać o to, by ten, który mamy, służył nam długo i dobrze.

(BWO)

 

Na początek

 

ruszajmy się

 

Jak dbać o kręgosłup? 

Chociaż człowiek przystosowywał się przez tysiące lat do warunków, w jakich przyszło mu żyć, jego organizm nie jest w stanie zaadaptować się do zmiany stylu życia, które nastąpiło wraz z rozwojem cywilizacji i technologii w ostatnich dziesięcioleciach. Siedzący tryb życia, często występująca nadwaga i otyłość sprawiły, że współczesny człowiek zazwyczaj już w młodym wieku ma problemy z kręgosłupem. 

Częstymi dolegliwościami są bóle krzyża, dyskopatia i skrzywienia kręgosłupa. Istotne jest to, aby o tę bardzo ważną część ciała zadbać w momencie, kiedy funkcjonuje jeszcze w miarę prawidłowo.

Kręgosłup to kolumna zbudowana z 33-34 kręgów, podzielona na 5 zakrzywionych odcinków. Krzywizny te są fizjologiczne i zwiększają elastyczność kręgosłupa. Pomiędzy kręgami znajdują się krążki międzykręgowe (jest ich 23), tzw. „dyski”, zapewniające ruchomość, elastyczność i amortyzację. Cała ta skomplikowana struktura powiązana jest więzadłami, gwarantując stabilność i utrzymując kręgosłup w całości. Z kręgosłupem połączonych jest wiele stawów i mięśni. Stanowi on podporę dla głowy i wszystkich kończyn. W środku kręgosłupa znajduje się struktura nerwowa, czyli rdzeń kręgowy. Stąd wychodzą nerwy oplatające cały nasz organizm, odpowiadające za ruch, czucie i pracę narządów wewnętrznych. Kręgosłup stanowi „ramę” naszego ciała, dlatego od jego kondycji może zależeć funkcjonowanie całego organizmu. Trzeba zacząć się o niego troszczyć, gdyż lepiej zapobiegać niż leczyć.

Wszystko, co robimy w ciągu doby, ma wpływ na stan naszego kręgosłupa. Dlatego istotne są odpowiednie nawyki podczas codziennych czynności i właściwe zachowania, mające na celu ochronę przed przeciążeniem i urazem. Regularna aktywność fizyczna to jeden z ważniejszych czynników, który pozwoli utrzymać kręgosłup w dobrej sprawności. Niezwykle cenne w profilaktyce jest pływanie. Inne sporty też są wskazane, należy jednak unikać aktywności na twardej powierzchni, z gwałtownymi elementami, skokami. Aktywność nie może być nadmierna, gdyż prowadzi do przeciążeń mięśni i stawów. Korzystne są ćwiczenia rozciągające oraz wzmacniające mięśnie brzucha i grzbietu. Ćwiczenia te można samodzielnie wykonywać w domu.

Odpowiednie ułożenie ciała podczas snu zapewni dobrze dobrany materac (nie za miękki i nie za twardy), a niezbyt duża poduszka – ułożenie szyjnego odcinka kręgosłupa w linii prostej, niezależnie od tego, czy podczas snu leżymy na plecach, czy na boku. Negatywny wpływ na kręgosłup ma długotrwałe siedzenie. Należy tak dobrać wysokość krzesła i biurka oraz ustawienie monitora, by siedzieć maksymalnie wyprostowanym podczas pracy. Stawy kończyn dolnych powinny być ugięte pod kątem prostym. Korzystniejsze jest klęczenie na krześle lub siad klęczny z łokciami opartymi o biurko. Gdy przekonacie się do tej pozycji, odczujecie ulgę w dolnej części pleców. Należy też robić częste przerwy „na rozprostowanie kończyn” – można wtedy się przeciągnąć lub pospacerować po pokoju.

Należy zwrócić uwagę na codzienne czynności, których nie powinno się wykonywać w pozycji z zaokrąglonymi plecami. Gdy tak się dzieje, trzeba pomyśleć o podwyższeniu blatu w kuchni, deski do prasowania, wydłużeniu rurki odkurzacza, kija szczotki itd. Podnosząc ciężkie przedmioty, nie wolno pochylać się, prowadzi to do zaokrąglenia pleców. Należy je maksymalnie wyprostować, pogłębić lordozę lędźwiową (cofnąć biodra), a następnie podnosić poprzez ugięcie w stawach kończyn dolnych (tzw. „podnoszenie z nóg”).

Przy wystąpieniu jakichkolwiek dolegliwości bólowych należy niezwłocznie zgłosić się do specjalisty, by ustalić, jakie ćwiczenia stosować. Bywa bowiem, że niektóre ćwiczenia, pomagające przy jednych dolegliwościach, mogą szkodzić przy innych. Przedstawię państwu kilka prostych ćwiczeń i pozycji, które mogą pomóc utrzymać kręgosłup w dobrym stanie. Pamiętajcie o tym, by ćwiczyć systematycznie. Powodzenia!

Zestaw ćwiczeń dla dbających o kręgosłup:

• Wznosy ramion i nóg

Te ćwiczenia wykonujmy w leżeniu przodem (na brzuchu), albo w klęku podpartym. Należy unosić do góry, na zmianę, kończyny górne, a następnie, podobnie, kończyny dolne. W następnej serii to ćwiczenie wykonujemy unosząc kończynę górną równocześnie z przeciwną kończyną dolną. Należy pamiętać, że unosimy kończyny tylko na taką wysokość, by tworzyły z ciałem linię prostą. Postarajmy się jednocześnie dłonią sięgać jak najdalej w przód, a stopą jak najdalej w tył.

• Opady tułowia

W staniu, bądź klęku, opieramy dłonie o ścianę na wysokości bioder, po czym cofamy biodra w tył, aż plecy maksymalnie się wyprostują. Ważne jest, by stanąć, bądź uklęknąć, w odpowiedniej odległości od ściany.

• Wzmacnianie mięśni brzucha

Jest wiele wariantów wzmacniania tych mięśni. Proponuję tym razem położyć się na plecach, ułożyć ramiona wzdłuż ciała, wznieść ugięte nogi przynajmniej do pionu lub jeszcze dalej w stronę klatki piersiowej. Następnie wykonujemy serię skłonów tułowia z lekkim podnoszeniem barków nad podłoże.

• Skręty tułowia

W leżeniu tyłem (na plecach) uginamy prawą nogę tak, aby stopa spoczywała przy lewym kolanie. Następnie lewą ręką chwytamy za prawe kolano i przyciągamy je do podłoża w lewą stronę – miednica ma lekko się unieść, a plecy skręcić. Aby uzyskać większy skręt, prawy bark powinien spoczywać na podłożu. Ruch jest spokojny, kilka sekund leżymy w bezruchu, po czym zmieniamy stronę ćwiczenia.

• Skłony tułowia

Skłony boczne (w staniu lub siadzie skrzyżnym) – unosimy ramiona w górę z maksymalnym wydłużeniem ciała, a następnie delikatnie przeginamy się w jedną stronę, a po chwili w drugą.

W siadzie prostym uginamy jedną nogę w ten sposób, by podeszwą dotykać uda, a kolano było z boku. Wykonujemy skłon w stronę nogi wyprostowanej, starając się sięgnąć do stopy obydwiema dłońmi.

• Przyciąganie kolan do klatki piersiowej

W leżeniu tyłem chwytamy za podudzie lub kolano i maksymalnie przyciągamy je do klatki piersiowej. Aby zwiększyć skuteczność tego ćwiczenia, należy położyć się na stole tak, by druga noga swobodnie zwisała poniżej poziom stołu. Ćwiczenie wykonujemy kilkakrotnie na obie nogi.

• Unoszenie bioder

W leżeniu tyłem ustawiamy stopy na podłożu jak najbliżej pośladków. Unosimy biodra nad podłogę, aż do momentu utworzenia linii prostej pomiędzy barkami a kolanami (ciało proste). Zatrzymujemy się w tej pozycji na kilka sekund. Powtarzamy kilkakrotnie.

• Wyciąganie się w przód w siadzie klęcznym

W siadzie klęcznym ustawiamy stopy tak, aby tworzyły z nogą linię prostą – biodra cały czas spoczywają na piętach. W tej pozycji dłonie przesuwamy jak najdalej w przód po podłożu, wydłużając maksymalnie całe ciało. Głowę można spróbować oprzeć czołem na podłodze.

• Zwisy

Rozciągają całe ciało. Klasyczny zwis jest wówczas, gdy dłonie mamy nad głową, a ramiona proste. Można wisieć maksymalnie wyprostowanym lub wznieść kolana jak najwyżej. Wskazany jest również zwis w podporze, gdy na poręczach opieramy dłonie w okolicach bioder. W tej pozycji nogi wiszą luźno nad ziemią. Należy pamiętać, by utrzymywać proste, usztywnione ramiona.

• Krążenia i wymachy ramion w tył

Wyprostowanymi ramionami obszernie krążymy w tył. Wymachy ramion w tył wykonujemy na zmianę ugiętymi i wyprostowanymi ramionami.

• Leżenie na plecach

Samo leżenie też może być ćwiczeniem, kiedy ugniemy nogi. Najlepiej jak położymy je na podwyższeniu, np. krześle, w taki sposób, by uzyskać kąty proste w stawach biodrowych i kolanowych.

Krzysztof Koc

 

Na początek

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

Zasada dwóch słabości

Przy realizacji przewagi materialnej lub pozycyjnej często stosuje się zasadę dwóch słabości. Zgodnie z tą zasadą, w sytuacjach, gdy istnienie jednej słabości u partnera nie jest wystarczające do wygranej, należy wyrobić u partnera drugi obiekt ataku. Dopiero wówczas, lawirując między dwoma obiektami ataku, można przełamać system obrony. Termin „słabość” ma tu bardzo szerokie znaczenie. Może być nią wymagający obrony pionek, ale również – niewielka przewaga materialna czy pozycyjna (np. opanowanie wolnej linii, wolny pionek itp.)

Wyjaśnijmy tę zasadę na poniższym, klasycznym przykładzie:

M. Botwinnik – E. Zagorianski 1943

Białe: Kg1, He5, Wd1, Wd4, Gf3, a2, b3, e3, f2, g2, h3

Czarne: Kg8, Hc5, Wd8, Wd7, Ge6, a5, b6, d5, f7, g7, h6

Czarne mają słabego izolowanego pionka d5, ale jest on wystarczająco broniony i nie widać, jak zwiększyć na niego nacisk... 25.g4! Wstęp do wyrobienia drugiej słabości. Okaże się nią czarny król. Otwarcie linii „g” da białym możliwość bezpośredniego ataku. Czarne figury, związane koniecznością obrony pionka d5, nie będą w stanie wywiązać się z dodatkowych obowiązków 25...Hc6 26.g5 hg5 27.H:g5 Grozi 28.Wh4 i 29.Hh5 27...f6 28.Hg6 Gf7 29.Hg3 f5? Czarne chcą wziąć pod kontrolę pola e4 i g4, ale osłabiają przy tym osłonę pionkową wokół króla. Lepsze było 29...Ge6 30.Hg5 He6 31.Kh1! Teraz z decydującym efektem na linię „g” wkracza wieża 31...He5 32.Wg1 Wf8 33.Hh6 Atak na pionka b6 z jednoczesną groźbą 34.Wh4 33...Wb8 Jeśli 33...g6, to 34.h4 z dalszym h4-h5. Na 33...Wd6? rozstrzygało 34.W:g7+! H:g7 35.H:d6 34.Wh4 Kf8 35.Hh8+ Gg8 36.Wf4! Czarne obroniły króla, ale pojawił się kolejny obiekt ataku – pionek f5. Jego ocalić już nie są w stanie 36...Wbb7 37.Wg5 Wf7 38.Hh5 Ha1+ 39.Kg2 g6 (39...H:a2 40.G:d5) 40.H:g6 Gh7 41.Hd6+ Wfe7 42.Hd8+ i czarne poddały się.

Zasada dwóch słabości najczęściej stosowana jest w końcówce i z tej fazy gry pochodzą kolejne przykłady:

W. Fajbisowicz – H. Westerinen Wilno 1969

Białe: Kf3, Wd1, Ge4, a4, b3, c2, f4, g3, h4

Czarne: Kf6, We7, Gc3, a5, c7, c5, d6, g6, h5

Czarne mają dwie słabości pionkowe: a5 i g6. Wydaje się, że są one łatwe do obrony, ale białe, wykorzystując większą zdolność do manewrowania, skutecznie lawirują wokół nich: 44.Wd5 Podział ról – wieża atakuje punkt g6, król zmierza do pionka a5 44...Wg7 45.Wg5 Gd2 46.Ke2 Gc3 47.Kd3 Ge1 48.Kc4 Kf7 49.Kb5 Gc3?! Wydaje się, że białe nic nie uzyskały i czujność czarnych została uśpiona. Goniec powinien atakować pionka g3, aby utrudnić manewry białej wieży. Należało więc grać 49...Kf6 50.Kc6 Gf2, co zmuszało białe do szukania dalszego planu realizacji przewagi. Po ruchu w partii czarne tracą ważnego pionka a5 50.Wd5! Białe planują 51.Wd3 z dalszym c2-c3 i K:a5. Obrony przed tym nie ma i sytuacja czarnych wyraźnie się pogarsza 50...Ge1 51.Wd3 Kf6 52.c3 We7 53.Gb7 We2 54.K:a5 Wc2 Czarne przywracają wprawdzie równowagę materialną, ale groźny pionek na linii „a” gwarantuje białym wyraźną przewagę 55.Kb5 G:c3 Przeważnie łatwiej jest bronić się przy samych różnobarwnych gońcach na szachownicy, ale w tym wypadku, po wymianie wież 55...W:c3? 56.W:c3 G:c3 57.a5, wolniak szybko rozstrzygał 56.a5? Niedokładność niewykorzystana przez czarne. Lepsze 56.Gd5 Ge1 57.Kc6 z atakiem na pionka c7 56...Ge1? Po 56...c4! 57.bc4 Wb2+ z następnym 58...G:a5 szanse stron się wyrównywały 57.a6 c4 Za późno... 58.bc4 Gf2 (58...Wa2 59.Kc6) 59.Wa3 c6+ Lub 59...Ga7 60.Gd5 z dalszym Kc6 itd. 60.K:c6 W:c4+ 61.K:d6 Ga7 62.Gc6 Wb4 63.Kd7 Wb1 64.Wa5 Wb3 65.Wg5 We3 66.Kc7 We7+ 67.Gd7 Gf2 68.f5 We3 69.W:g6+ Kf7 70.Ge6+ Ke7 71.Wg7+ Kf8 72.Wf7+ Ke8 73.a7 i czarne poddały się.

W przytoczonej powyżej partii czarne miały już w swoim obozie dwie słabości. W większości wypadków trzeba jednak drugą słabość u przeciwnika wyrabiać:

E. Ubilawa – M. Dworecki Tbilisi 1979

Białe: Kd3, Wa6, Wb5, c4, d4, f2, g3, h2

Czarne: Kd7, Wc6, Wd6, b6, e6, f7, g7, h7

Białe naciskają na słabego pionka b6, ale czarne bronią go w wystarczający sposób. Nic nie daje 24.Wa7+ Wc7 i ewentualna wymiana wież tylko ułatwia obronę. Aby uzyskać realne korzyści z aktywniejszej pozycji figur, należy czarnym stworzyć drugą słabość na skrzydle królewskim. Jeśli tam pojawi się wolna linia, to na pewno zajmą ją białe, gdyż czarne bierki sparaliżowane są koniecznością obrony pionka 24.h4! Początek szturmu pionków, który ma na celu otwarcie linii 24...h6 25.h5 f5 Czarne nie chcą czekać bezczynnie na dalsze g3-g4, f2-f4, g4-g5. Ruch w partii pozwala królowi zająć ważne pole f6 26.f3 Ke7 27.g4 fg4 28.fg4 Kf6 Czarne zdołały obronić się przed g4-g5. Jeśli teraz 29.Wa7, to Wc8 i 30...Wcd8 z kontratakiem na pionka d4 29.Kc3! Białe chcą dojść do g4-g5 i otworzyć jeszcze jedną linię na skrzydle królewskim. Z linii „f” nie ma wielkich korzyści, np. 29.Wa1 Wc7 30.Wf1+ Ke7 z groźbami Wcd7 lub Wdc6. Jeśli z kolei 29.Wb1, to Kg5. Ruch w partii wpędza czarne w zugzwang i doprowadza do dalszego otwarcia pozycji 29...g6 Na 29...Ke7 nastąpiłoby 30.Wb1 Kf6 31.Wa7 z groźbą 32.Wf1+ Po 29...g5 możliwy był następujący wariant: 30.Wa7 (Grozi 31.Wh7) 30...Wd5!? 31.Wb1 e5 32.Wh7 ed4+ 33.Kd3 Wdc5 34.Wf1+ Ke6 35.We1+ Kd6 36.W:h6+ Kd7 37.W:c6 W:c6 38.We5 z wygraną pozycją 30.Kd3! Znów zugzwang 30...gh5 31.gh5 Ke7 Po wyczerpaniu ruchów pionkami, król zmuszony jest do ustąpienia. Białe zrealizowały swój plan. Mają do dyspozycji linię „g”, a ponadto pojawił się nowy obiekt ataku – słaby pionek h6 32.Wb1 Kd7 Więcej szans dawało 32...Wc5, na co, według Marka Dworeckiego, mogło nastąpić 33.Wa7+ Kf6 34.W:b6! W:b6 35.dc5 z zyskiem pionka 33.Wg1 Wc7 Teraz na 33...Wc5 nastąpiłoby 34.Wg7+ Kc6 35.Waa7 34.Wg6 Kc8 Lub 34...Wdc6 35.W:h6 W:c4 36.W:b6 35.Wg8+! Ważny moment w partii. W przypadku pospiesznego 35.W:h6?! Kb7 36.Wa2 Wcd7 i czarne figury niebezpiecznie się uaktywniały. Aby uniemożliwić taką kontrgrę, białe modyfikują plan i przed zabraniem pionka wymieniają najpierw jedną wieżę 35...Kb7 36.Wga8 Wdd7 Natychmiast przegrywało 36...Wcd7? 37.W6a7+ Kc6 38.Wc8+. Ciekawe, ale niewystarczające było 36..b5!? 37.W:d6 bc4+ 38.Kc3 K:a8 39.W:e6 i białe zdobywają pionka, zachowując bardzo aktywną pozycję figur 37.W6a7+ Kc6 38.W:c7+ K:c7 39.Ke4! Kolejne dokładne posunięcie. Białe nie spieszą się z zabraniem pionka. Po 39.Wh8?! b5 40.cb5 Wd5 41.W:h6 W:b5 u czarnych pojawiały się szanse na ratunek 39...Kd6 40.Wb8! Ostatnia ważna subtelność – biały król powinien mieć do dyspozycji pole e5. Wciąż przedwczesne było 40.Wh8?! Wg7 41.W:h6+ Wg4+ i król musi odstąpić na 3 linię 40...Kc6 41.Wh8 Teraz na 41...Wg7 nastąpi 42.W:h6 Wg4+ 43.Ke5. Czarne poddały się.

J. Aagaard – S.B. Hansen Kopenhaga 1997

Białe: Kf2, Wd2, Gd3, Sd4, a2, b2, c3, f3, g3, h4

Czarne: Kg7, We7, Gd7, Sb6, a6, b7, d5, f7, g6, h5

42.Sc2 Białe kierują swoje lekkie figury do ataku na izolowanego pionka d5 42...We8 43.Se3 Gc6 44.Ge2 Kf6 45.Wd4 Ke6 46.Gd1 Wd8 47.Gb3 Wd6 48.g4! Czarne figury zmuszone zostały do pasywnej obrony. Nadszedł czas na wyrabianie drugiej słabości 48...hg4 Ta wymiana jest konieczna. Groziło 49.gh5 gh5 50.Gd1 z dalszym f3-f4 i pionek h5 jest w niebezpieczeństwie 49.fg4 a5 50.Kg3 Gra się teraz trochę zaostrza, ale białe wciąż mają przewagę. Alternatywą było spokojne, profilaktyczne 50.a3 50...a4 51.Gc2 a3!? 52.ba3 Wd8 Czarnym udało się osłabić białą piechotę i też znaleźć obiekty ataku 53.Gb3 Wa8 54.h5! Teraz drugą „słabością” (a dokładniej mówiąc – drugim kłopotem czarnych) staje się wolny pionek na linii „h” 54...W:a3 55.h6 g5 Inaczej białe same zagrają g4-g5 56.Wd1?! Jak podaje komentujący partię Jacob Aagaard, znacznie silniejsze było 56.Wb4 Sd7 57.c4! Wówczas po 57...d4 58.Sc2 czy 57...dc4 58.S:c4 czarne nie miały szans na ratunek 56...Wa8 57.Wf1 Wh8 58.Sf5 Gd7 59.Gc2 Ke5 60.Wh1? Ostatni błąd, wypuszczający resztę przewagi. Białe rozważały 60.We1+ Kf6, ale nie zauważyły, że mają wówczas do dyspozycji silne 61.Sg7! z groźbą 62.Sh5x Po dalszym ewentualnym 61...Ge6 62.Sh5+ Ke7 63.Wb1 Sd7 64.h7 wciąż można było walczyć o wygraną 60...G:f5 61.G:f5 Sa4 62.h7 S:c3 63.Kf3 Pozycja stała się bardzo niejasna i przeciwnicy zgodzili się na remis.

A. Szirow – A. Kinsman Paryż 1990

Białe: Ke3, Wb1, Wb2, Gc4, a5, c5, d4, e4, f3, g3, h2

Czarne: Ke7, Wc7, Wd7, Gg6, a6, b7, c6, e6, f6, g7, g5

30.h4 Możliwe było alternatywne 30.f4, np. 30...g4 31.Ge2 f5 32.e5 i otwarcie linii poprzez h2-h3 powinno zadecydować o wygranej 30...gh4 31.gh4 Grozi 32.Wg1 31...Gf7 32.e5 f5?! Wyłącza gońca z gry. Lepsze 32...fe5 33.de5 Gh5 33.Wg2 g6? Znacznie silniejsze było 33...Kf8 lub 33...Wc8!? i jeśli 34.W:g7, to Wh8 35.Wh1 Whd8. Po ruchu w partii czarne miały złudzenie stworzenia nieprzystępnej pozycji 34.Wbg1 Wc8 35.W:g6! Najbardziej energiczny sposób realizacji przewagi. Mały szachowy paradoks – czarny goniec jest wyjątkowo pasywną figurą, a mimo to warto za niego oddać wieżę... 35...f4+ 36.Kd3 Wcd8 Również i po przyjęciu ofiary 36...G:g6+ 37.W:g6 Wh8 38.G:e6 Wdd8 39.Gf5 W:h4 40.Wg7+ wynik partii był przesądzony 37.Wf6 W:d4+ 38.Kc3 Wd1 39.Wg7 Wc1+ (39...Wf8 40.G:e6) 40.Kb3 Wb1+ 41.Kc2 Czarne złożyły broń. Dość typowe zakończenie partii. Pierwsza słabość powstała u czarnych na skrzydle hetmańskim, ale rozstrzygające działania nastąpiły w drugim rejonie szachownicy.

Ryszard Bernard

 

Na początek

 

Gramy w warcaby

Ważnym elementem w taktyce są poświęcenia. Poprzez przejściowe ofiarowanie kamienia można uzyskać pozycyjną przewagę lub zmianę typu pozycji, którą chcemy grać albo też wybronić się na remis z przegranej. Na ogół bierze się pod uwagę takie poświęcenia kamieni, które potrzebne są do przeprowadzenia kombinacji, a nie uwzględnia się zaskakujących, często pięknych poświęceń, które mogą zmienić obraz walki na warcabnicy. Oto interesujące przykłady partii, których przebieg pokazuje, jak znaczącą rolę w taktyce gry może odegrać poświęcenie.

Damian Reszka – Łukasz Kosobudzki

34. IMP w Warcabach, Murzasichle 2010

1. 32-28 17-22 2. 28x17 12x21 3. 34-29 21-26 4. 40-34 11-17 5. 45-40 17-22 6. 38-32 7. 43-38 20-24 8. 29x20 14x25

Ostatnia wymiana czarnych miała na celu odejście od teorii, ale w konsekwencji powstał słaby bandowy kamień na 25.

9. 31-27 22x31 10. 36x27 1-7 11. 49-43 10-14 12. 32-28 5-10 13. 37-31 26x37 14. 41x32 7-11 15. 46-41 11-17 16. 41-37 19-23

Mając słaby kamień na 25, czarne zdecydowanie unikają klasyki.

17. 28x19 14x23 18. 33-29 10-14 19. 35-30 17-22 20. 39-33 22x31 21. 37x26 14-19 22. 40-35 15-20 23. 44-39 20-24 24. 29x20 25x14

Czarnym udało się przemieścić bandowy kamień do centrum i to one uzyskały wyraźną przewagę. Białym nie pozostaje nic innego, jak przygotować kolumnę po linii głównej i poprzez uproszczenia dążyć do wyrównania.

25. 47-41 2-7 26. 42-37 7-11 27. 48-42 16-21 28. 26x17 11x22 29. 32-28 23x32 30. 37x17 12x21 31. 33-28 21-27!

Z powodu słabości na długim skrzydle białych oraz braku kolumny 38-49, kamień na 27 będzie stał bardzo dobrze. Nie można np.: 32. 28-22, z powodu 27-31 33. 22-17 31-36 34. 41-37 8-12 35. 17x8 3x12 z planem doprowadzenia kamienia 36 do damki.

32. 42-37 6-11

Na 33. 28-22 nastąpi 27-31 34. 37x26 18x27 z utrzymaniem przewagi czarnych. Nie można również 33. 37-32 27-31 34. 41-36 11-17 35. 36x27 18-22 36. 27x18 13x42

33. 30-24 19x30 34. 35x24 11-17 35. 50-44 4-10 36. 39-33 18-23 37. 28x19 14x23 38. 44-39 13-18! 39. 34-29 23x34 40. 39x30 18-23! 41. 30-25 10-15

Groziła kombinacja 42. 38-32 27x20 43. 25x5

42. 37-32 17-21! 

Mogłoby się wydawać, że czarne pozostawiły bez obrony kamień 23, ale to białe mają problem. Nie mogą atakować 43. 33-28, gdyż czarne zagrają na to 43… 27-31 44. 28x19 31-37 i odzyskają kamień z pozycyjną przewagą.

43. 43-39

Lepszego posunięcia nie widać. Jeżeli 43. 41-37 lub 41-36, to 43… 23-29 i białe tracą kamień albo kamień 26 przejdzie do damki.

43… 23-29!

Czarne poświęcają kamień, by go odzyskać z lepszą pozycją.

44. 24-19 27-31 45. 33x24 31-37 46. 41-36 37x28 47. 36-31

Inaczej czarne zagrają 21-27.

47… 21-26 48. 38-32 26x37 49. 32x41 28-32 50. 39-33

Czarne uzyskały znaczną przewagę za sprawą kamienia 28, jednak z powodu dużej różnicy w tempach (+9 na korzyść białych) tej partii wygrać już nie mogą.

50… 8-12 51. 25-20 12-17 52. 19-13 9x18 53. 20-14 17-22

I zgodzono się na remis.

Damian Reszka – Oskar Budis

35. IMP w Warcabach, Makowice 2011

1. 32-28 18-23 2. 33-29 23x32 3. 37x28 19-24 4. 39-33 14-19 5. 44-39 20-25 6. 29x20 25x14 7. 41-37 12-18 8. 37-32 7-12 9. 46-41 15-20 10. 41-37 10-15 11. 50-44 1-7 12. 35-30 4-10

Po 12… 20-25 nastąpiłoby 13. 30-24 19x30 14. 28-23 18x29 15. 33x35 i białe mają plan gry na słaby bandowy kamień 25.

13. 40-35

Zagranie 13. 30-25 dałoby czarnym możliwość korzystnej podwójnej wymiany 13… 19-23.

13… 16-21 14.44-40 19-23 15. 28x19 14x23 16. 33-28

Po 16. 31-26 21-27 17. 32x21 23-28 18. 33x22 18x16 z kolei u białych powstałby słaby bandowy kamień.

16… 9-14 17. 28x19 14x23 18. 31-26 11-16 19. 30-25 7-11 20. 25x14 10x19 21. 35-30 21-27 22. 32x21 16x27 23. 30-25

Białe wykorzystują złe ustawienie kamieni 15 i 5.

23… 15-20

Ta wymiana niewiele zmienia.

24. 25x14 19x10 25. 34-29 23x34 26. 39x30 17-21?

Tym posunięciem czarne przysparzają sobie problemów. Pilnym zadanie było uaktywnienie kamieni 10 i 5, które nie wyprowadzone, są słabością w pozycji.

27. 26x17 12x21 28. 40-34 10-14 29. 45-40 5-10 30. 30-25 11-16

Czarne ustawiły kolumnę 16-27, której aktywność jest niewielka, a dodatkowym problemem, który się pojawił w związku z wymianą 26… 17-21, jest słaby kamień na 6.

31. 38-33!

Teraz już nie można zagrać 31… 14-19? z powodu 32. 37-32.

31… 10-15 32. 40-35 18-22 33. 34-30 13-19 

W tego typu pozycjach do uzyskania przewagi przez białe potrzebny jest kamień na 29. Po 34. 33-29, czarne mają możliwość wymiany 34… 19-23 35. 29x18 22x13 i chociaż kamień 27 pozostanie słaby, to można go obronić, np.: 36. 37-31 8-12 37. 31x22 12-18 38. 42-37 18x27 39. 37-31 2-8 40. 31x22 6-11 41. 47-42 8-12 42. 42-37 12-17. W celu zajęcia pola 29 białe zastosowały piękne poświęcenie:

34. 33-28!! 22x33 35. 43-38

Przy jego pomocy rozmontowały zupełnie pozycję czarnych. Nie tylko mogą zająć pole 29, ale również grożą wygraniem nie bronionego kamienia 27.

35… 8-12

Na 35… 33-39 białe odpowiedzą 36. 30-24 19x30 37. 25x43 i kamień na 27 pozostaje bez obrony.

36. 38x29 6-11

Czarne podejmują próbę obrony kamienia 27.

37. 37-31 12-17 38. 31x22 17x28 39. 29-23! 28-32

Lepsze było 39… 28-33

40. 25-20!

Kolejne poświęcenie, które ostatecznie rozstrzyga o wyniku partii na korzyść białych.

40… 14x34 41. 23x14 34-39 42. 49-43 3-9 43. 14x3 39-44 44. 3x26 44-50 45. 42-38 32-37 46. 26x42 50-28 47. 42-31 15-20 48. 31-9 20-25 49. 9-18 16-21 50. 18-45 28-19 51. 43-39

I czarne poddały się, gdyż po kolejnym posunięciu białych 52. 39-34 nie są w stanie uniknąć strat.

Jan Sekuła

Na początek