stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 12 (141) Grudzień 2016

CROSS 12/2016

ISSN 1427-728X

ROK XIV

Nr 12 (141)

Grudzień 2016 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ,

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9,

tel.: 22 635 57 94

tel. kom. 668 764 654, 666 725 040

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Grażyna Wojtkiewicz

Korekta

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

 Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Nakład: 900 egzemplarzy

Miesięcznik dofinansowuje Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych 

 

 

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych

 

aaa

 

 

Spis treści

Piękny jubileusz 

Anna Baranowska

Na gorąco 

Andrzej Szymański

Mistrzostwa świata w Olsztynie 

Andrzej Szymański

Najlepsi na parkiecie 

Anna Baranowska

Wiadomości

Praca pozwala mi zapomnieć o chorobie 

Andrzej Szymański

Ćwierć wieku pod żaglami 

Wojciech Kopczyński

Słaba krew

BWO

Jak nie przytyć w święta 

Krzysztof Koc

Gramy w szachy 

Ryszard Bernard

Gramy w warcaby

Damian Jakubik

Zaproszenie na ogólnopolski turniej w szachach i warcabach          

 

aaa

 

Drodzy Czytelnicy!

Zapatrzmy się w blask pierwszej gwiazdy na granacie nieba, zasłuchajmy się w anielski ton cichej kolędy i zaufajmy mocy białego opłatka. Niech te święta będą prostym cudem pojednania i miłości, radosnym rodzinnym czasem wytchnienia i odpoczynku. Przyjmijcie życzenia błogosławieństwa Bożego dla Was i Waszych najbliższych, zdrowia, szczęścia
i sukcesów w pracy, na arenach sportowych i w życiu osobistym. A po szampańskiej zabawie do rana – brawurowego ślizgu w Nowy Rok,
bo przed Wami kolejne wyzwania!

Marta Michnowska w imieniu redakcji

 

aaa

 

jubileusz

 

Piękny jubileusz

Czas sprzyjał Stowarzyszeniu Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących „Cross” i pozwolił dopisać kolejne lata na kartach jego pełnej sukcesów historii. 2 grudnia 2016 r., dokładnie pięć lat od obchodów poprzedniego jubileuszu, sportowcy, działacze i zaproszeni goście spotkali się na uroczystej gali, aby świętować ćwierćwiecze naszej organizacji.

Uroczystość odbyła się w Centrum Szkoleniowo-Konferencyjnym przy ul. Odrębnej 4 w Warszawie, miejscu od lat znanym członkom „Crossu”. Na wypełnionej po brzegi sali znaleźli się przedstawiciele ojców założycieli Stowarzyszenia, obecne jego władze, członkowie zarządów klubów, trenerzy, sportowcy i entuzjaści turystyki. Doniosłość wydarzenia podkreślała obecność reprezentantów władz państwowych oraz instytucji i organizacji współpracujących ze Stowarzyszeniem „Cross” i wspierających je finansowo. Obecni byli: rzecznik prasowy Ministerstwa Sportu i Turystyki Katarzyna Kopeć-Ziemczyk, przedstawicielka Państwowego Funduszu Rehabilitacji osób Niepełnosprawnych Agnieszka Łukaszewska, prezes Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego Łukasz Szeliga, sekretarz generalny Polskiego Związku Niewidomych Elżbieta Oleksiak, dyrektor biura Organizacji Pracodawców Zatrudniających Osoby Niewidome Marian Leszczyński.

Prezes Stowarzyszenia „Cross” Józefa Spychała powitała wszystkich zebranych, jednak – jak podkreśliła – w pierwszej kolejności „tych od czarnej roboty”, którzy na co dzień pracują na rzecz organizacji i tego, by osoby z niepełnosprawnością wzroku mogły żyć aktywnie i realizować swoje pasje. Dyrektor biura Stowarzyszenia „Cross” Przemysław Warszewski odczytał referat przybliżający historię rozwoju Stowarzyszenia na przestrzeni lat. Po nim Katarzyna Kopeć-Ziemczyk odczytała list ministra sportu i turystyki Witolda Bańki skierowany do uczestników i organizatorów obchodów jubileuszu. Minister w swoim liście podkreślił integrującą rolę sportu, który pomaga wyjść z izolacji społecznej, i rolę rywalizacji, która jest przede wszystkim pokonywaniem samego siebie. Agnieszka Łukaszewska w imieniu PFRON podziękowała zebranym za 25 lat aktywnej pracy na rzecz osób niewidomych i życzyła sukcesów w kolejnych latach działalności. Podobne podziękowania i życzenia zawierał list sekretarza stanu, pełnomocnika rządu ds. osób niepełnosprawnych Krzysztofa Michałkiewicza, skierowany do zgromadzonych. Prezes Łukasz Szeliga podkreślał, że sportowcy niewidomi są inspiracją dla innych osób, pokazują, jak dalece człowiek może się rehabilitować poprzez sport. Życzenia i słowa uznania w podobnym tonie przekazywali także inni zaproszeni goście.

Gorąco przyjęte zostało wystąpienie Tadeusza Milewskiego, pomysłodawcy utworzenia Stowarzyszenia, który przez pierwsze osiem lat stał na jego czele. Prezes Józefa Spychała powitała szacownego gościa w sposób szczególny, podkreślając jego zasługi dla rozwoju sportu i turystyki osób niewidomych i słabowidzących, a wszyscy zebrani na sali uhonorowali go gromkimi
i długimi brawami. W swoim przemówieniu wyraził radość, że pierwotna idea, jaka przyświecała założeniu Stowarzyszenia, jest nadal żywa, że przez lata tak bardzo się ono rozwinęło i okrzepło. Opowiadał o początkach jego istnienia, o pierwszym biurze zlokalizowanym w baraku przy Polskim Związku Niewidomych, które mogło zacząć tu działać dzięki przychylności Stanisława Kotowskiego. Podkreślał, że dzięki mnogości dyscyplin, turystyce kwalifikowanej, a także dopełniającej działalności Związku Kultury Fizycznej „Olimp” każdy, kto zechce, znajdzie swoje miejsce w tej pięknej aktywności człowieka, jaką jest ruch i sport, może być czynnym zawodnikiem czy turystą i czerpać z tego radość. Po wystąpieniu, ponieważ zbliżały się urodziny Tadeusza Milewskiego, uczestnicy obchodów odśpiewali mu tradycyjne „Sto lat”.

Nastąpił wreszcie podniosły moment wręczenia 42 wyróżnionym członkom medali okolicznościowych z okazji 25-lecia Stowarzyszenia „Cross”. Odznaczenia wręczały Katarzyna Kopeć-Ziemczyk i Agnieszka Łukaszewska. Na ręce trenera kadry szachistów Witalisa Sapisa przekazane zostały dyplomy od Ministerstwa Sportu i Turystyki dla zawodników złotej polskiej drużyny I Drużynowych ME Niewidomych i Słabowidzących w Szachach.

Akcentem artystycznym kończącym poranną część uroczystości był występ folkowej „Kapeli Drewutnia”, która gra muzykę z pogranicza polsko-ukraińskiego. Brawurowo wykonane skoczne melodie i chwytające za serce pieśni ludowe tak spodobały się publiczności, że bisom nie było końca. Zespół gra na instrumentach akustycznych, często unikatowych, wywodzących się z terenów, z których pochodzi prezentowana muzyka. W swoim dorobku ma wiele nagród, występował za granicą. W jego składzie są również muzycy niewidomi.

W godzinach popołudniowych odbyło się spotkanie z władzami Stowarzyszenia. Był to czas, by porozmawiać o bieżących problemach, o planach pracy na najbliższą przyszłość, a także przedstawić ustalenia mające usprawnić pracę. Mówiono m.in. o pomyśle wprowadzenia przedpłat na udział w imprezach, aby rozwiązać problem nieprzemyślanego blokowania miejsc, a także o potrzebie takiego planowania wydarzeń sportowych i turystycznych, aby nie pokrywały się czasowo – umożliwi to udział w imprezach większej liczbie chętnych. Poinformowano również zebranych, że Rada Krajowa uchwaliła nowy regulamin wyboru komisji sportowych.

O godzinie 18 rozpoczęła się uroczysta kolacja i wieczorek taneczny. Wspaniała zabawa trwała aż do północy.

Uhonorowani medalami 25-lecia Stowarzyszenia „Cross”

1. Krzysztof Badowski – „Łuczniczka” Bydgoszcz

2. Anna Barwińska – „Omega” Łódź

3. Irena Curyło – „Pogórze” Tarnów

4. Kazimierz Curyło – „Pogórze” Tarnów

5. Michał Czarski – „Hetman” Lublin

6. Adam Dzitkowski – „Victoria” Białystok

7. Stanisław Fortkowski – „Pogórze” Tarnów

8. Andrzej Gasiul – „Kormoran” Giżycko

9. Anna Grabowicz – „Omega” Łódź

10. Sławomir Gruszkowski – „Omega” Łódź

11. Jerzy Hanus – „Nadzieja” Kraków

12. Krystyna Has – „Morena” Iława

13. Franciszek Kała – „Jutrzenka” Częstochowa

14. Małgorzata Kasprzycka – „Morena” Iława

15. Maria Kieloch – „Morena” Iława

16. Piotr Łożyński  – „Warmia i Mazury” Olsztyn

17. Leszek Łysakowski – trener

18. Janina Maksymowicz – „Elcross” Elbląg

19. Zdzisław Mądry – „Jutrzenka” Częstochowa

20. Tadeusz Milewski – „Warmia i Mazury” Olsztyn

21. Mirosław Mirynowski – „Zryw” Słupsk

22. Wacław Morgiewicz – „Victoria” Białystok

23. Maria Paduszyńska – Kielce

24. Tadeusz Piotrowski – „Zryw” Słupsk

25. Józef Plichta – „Sudety” Kłodzko

26. Zdzisław Porochnicki – „Jutrzenka” Częstochowa

27. Stanisław Poświatowski – „Jaćwing” Suwałki

28. Dariusz Rutkowski – trener

29. Karolina Rzepa – „Łuczniczka” Bydgoszcz

30. Włodzimierz Sajdych – „Omega” Łódź

31. Stanisław Sęk – „Podkarpacie” Przemyśl

32. Józefa Spychała – „Tęcza” Poznań

33. Joanna Staliś – „Atut” Nysa

34. Mieczysława Stępniewska – „Omega” Łódź

35. Janusz Stolarski – Kielce

36. Brunon Studziński – „Zryw” Słupsk

37. Antoni Szczuciński – „Smrek” Bielsko-Biała

38. Andrzej Świtaj – „Jaćwing” Suwałki

39. Irena Tomal – „Smrek” Bielsko-Biała

40. Ewa Wieczorek – „Victoria” Białystok

41. Roman Wrześniewski – „Jaćwing” Suwałki

42. Janusz Żydek – Kielce

Anna Baranowska

 

aaa

 

jubileusz

 

Na gorąco 

Na gali Stowarzyszenia „Cross” spotkali się zarówno działacze pamiętający początki organizacji, jak i ci reprezentujący młodsze pokolenie crossowców. Oto, co mówią o swoich doświadczeniach w pracy klubowej.  

Mirosław Mirynowski, prezes klubu „Zryw” Słupsk z nowej, młodej fali.

– Prezesem zostałem 10 lat temu. W 2006 roku w klubie było zaledwie 20 aktywnych członków, dzisiaj jest ich 80. Przez te lata wprowadzaliśmy nowe dyscypliny sportowe. Zaczynaliśmy od szachów, warcabów i kręgli. Potem doszło strzelectwo laserowe i pneumatyczne oraz showdown. W tej ostatniej dyscyplinie mamy już osiągnięcia. Cieszę się z większej aktywności ludzi. Myślę, że przyczyniają się do tego instruktorzy. Mamy wspaniałą trenerkę strzelectwa – Mirosławę Sagun-Lewandowską. To trzykrotna olimpijka, medalistka mistrzostw świata i Europy. Zachęciła kilka osób do poważnego zajęcia się sportem.
W warcabach jest to Anna Chylewska-Sroka, w szachach – Witalis Sapis.

25-lecie Stowarzyszenia „Cross” to święto wszystkich niewidomych i słabowidzących sportowców i turystów. Stowarzyszenie robi dobrą robotę, zachęcając do ruchu i wyciągając bierne dotąd osoby z niepełnosprawnością wzroku z czterech ścian. W naszym słupskim klubie pracuje siedem niepełnosprawnych osób. Każda z nich odpowiada za swój odcinek roboty. Ja sam od 14 lat pracuję jako terapeuta z dziećmi autystycznymi. A w klubie staram się rozwijać wszystkie dyscypliny sportowe. Sam gram w warcaby, pokochałem strzelectwo i oczywiście showdown, którego jestem opiekunem w „Crossie”.

Stanisław Piasek – „Morena” Iława, weteran ze starego rozdania.

– Oj, to dawne 90. lata. Od początku byłem w prezydium „Crossu” i zajmowałem się nowymi dla niewidomych dyscyplinami sportu, głównie kajakarstwem i żeglarstwem. I cieszę się, że odkryłem talent Jadwigi Szuszkiewicz (potem Dudek). Złapała bakcyla kajakarstwa, a potem kręglarstwa (jest mistrzynią Europy) i bowlingu (jest wicemistrzynią świata w tej dyscyplinie). I takich osób jak Jadwiga odkryłem więcej. W klubie „Morena” próbowałem też rozwijać narciarstwo biegowe, ale to nie był dobry pomysł na Mazurach. Raz jest zima śnieżna, a przez dwa, trzy sezony – plucha.

Od kiedy istnieje klub, starałem się namawiać organizatorów obozów dla dzieci i młodzieży, żeby położyli większy nacisk na rekreację i sport, a nie tylko na spacery i leniwy odpoczynek. Zauważyłem, że w ciągu ostatnich lat rozwijają się nowe dyscypliny sportowe, a młodzieży jakby mniej. I stwierdzam również, że nastolatki, owszem, dają się namówić do treningów, nawet do zawodów, ale nie w swoim mieście. Nie wiem, czy to jest wstyd, by pokazać publicznie swoją niepełnosprawność?

Jestem optymistą, jeżeli chodzi o istnienie i rozwój Stowarzyszenia. Pod jednym warunkiem – kluby muszą dostać pomoc finansową w opłacaniu wyjazdów na zawody i na wynagrodzenie instruktorów. Sport w małym mieście (szczególnie osób niepełnosprawnych) nie znajdzie sponsorów. Czekamy na przełom w pomocy finansowej PFRON i Ministerstwa Sportu i Turystyki. Tu nie chodzi o żadne duże pieniądze…

Notował Andrzej Szymański

 

aaa

 

strzelectwo

 

Mistrzostwa świata w Olsztynie

Tego jeszcze nie było w stolicy Warmii i Mazur. Po udanych mistrzostwach Europy w strzelectwie pneumatycznym niewidomych i słabowidzących, rozegranych w Dadaju w listopadzie 2014 roku, IBSA przyznała Związkowi Kultury Fizycznej „Olimp” organizację mistrzostw świata w tej dyscyplinie.

Dlaczego te europejskie były tak udane? Ich organizacja – według delegata technicznego IBSA Michaela Whapplesa – była wzorowa. Startowało siedem reprezentacji: z Austrii, Słowacji, Danii, Szwajcarii, Czech, Finlandii i oczywiście gospodarze znad Wisły (a raczej Łyny, nad którą leży Olsztyn). Na tamtych mistrzostwach zdecydowanie dominowała Polska. Zdobyliśmy wtedy dziesięć medali z osiemnastu (w tym trzy złote) i w punktacji medalowej zdecydowanie wygraliśmy z rywalami (Polska – 110 p., druga Austria – 36 p.). Startowało osiem zawodniczek i dziewiętnastu zawodników.

Listopad 2016 – Olsztyn

Nad Łynę przyjechało osiem reprezentacji, w założeniu: ze świata (wcześniej chęć startu zgłosiło jedenaście drużyn). Tylko z jakiego świata? Głównie z Europy! Dania, Szwajcaria, Austria, Finlandia, Czechy, Hiszpania, Polska. „Ze świata” pojawiła się tylko Malezja w osobach dwóch braci Abdullahów – Azahariego i Amira. Z zagranicy strzelało jedenastu zawodników, z Polski – dwudziestu.

Trenerem 12-osobowej kadry strzelców pneumatycznych jest Wiesław Skalski z Olsztyna. – Na dobrą sprawę ta dyscyplina sportowa zaczęła się rozwijać w środowisku niewidomych i słabowidzacych w 2010 roku. I nie tylko w klubie „Warmia i Mazury”, który jest w czołówce krajowej, ale w innych w całym kraju – mówi pan Wiesław. – Strzelanie pneumatyczne jest coraz bardziej popularne. W 2015 roku obliczyłem, że przynajmniej raz w zawodach krajowych startowało 73 strzelców. Oczywiście drugie tyle trenuje w klubach. Wiek nie odgrywa znaczącej roli, jak w sportach siłowych czy dynamicznych. Przypomnę, że złoto z pistoletu szybkostrzelnego na igrzyskach w Monachium w 1972 roku zdobył Józef Zapędzki (pełnosprawny). Miał wtedy 43 lata! Strzelectwo wymaga precyzji, skupienia i systematyczności. Nie siła, dynamika czy nerwowość – tłumaczy trener.

Trzydniowy maraton strzelecki

Olsztyńskie mistrzostwa świata rozgrywano w dniach 9-12 listopada w hali Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Przepisy ISFF zezwalają na rozłożenie strzelnic wszędzie, ale przy ścisłym zachowaniu warunków bezpieczeństwa. Dlatego też konieczna jest odpowiednia obsada sędziowska, a cała obsługa musi wykazać się pełną fachowością. Ci ludzie zjechali z całego kraju, delegowani z Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego.

Zawodnicy strzelają do tarcz z odległości 10 metrów. Strzela się z trzech postaw: stojącej, leżącej (modyfikacja polega na strzelaniu na siedząco, łokcie opiera się o stolik jak w pozycji leżącej) i klęczącej. Kobiety oddają 40 strzałów, mężczyźni – 60. W finale po ośmiu strzałach odpada najsłabszy, po dziesięciu drugi, po dwunastu kolejny. Dwudziesty strzał wyłania mistrza. Najbardziej mordercza jest konkurencja łączona, rozgrywana ostatniego dnia mistrzostw. W ciągu 2,5 godziny sportowcy oddają 120 strzałów w trzech wspomnianych wcześniej postawach.

Sędzia główny strzelań, 30-letni Patryk Brzeziński z Wrocławia, wprowadzi nas w technikę tej dyscypliny, rozwijającej się w środowisku crossowskim od 6 lat. Był reprezentantem Polski w strzelaniu, ukończył studia trenerskie na AWF w swoim mieście i ma uprawnienia sędziego głównego. – Po raz pierwszy sędziuję tak wysokiej rangi zawody dla niepełnosprawnych i obserwuję, że ci ludzie mają wysoką determinację do sportu i osiągają znakomite wyniki – mówi pan sędzia.

Strzela się ze śrutu do tarcz metalowych o średnicy 15 cm. Oczywiście niewidomi i słabowidzący, naprowadzając karabinek na cel, posługują się jedynie słuchem. Dzięki specjalnym sensorom podczerwieni lub czujnikom światła są w stanie to zrobić. Do tego urządzenia podłączone są słuchawki. Przed oddaniem strzału, kiedy broń nakierowana jest na centrum tarczy, dźwięk staje się coraz bardziej intensywny i wyższy, piskliwy.

To droga dyscyplina. „Wiatrówki” są o niebo droższe od tych rekreacyjnych, spotykanych w sklepach sportowych. Nie 200, 300 czy 500 złotych, ale nawet od 1,5 do 2 tysięcy euro. Strzela się głównie z broni niemieckiej – karabinka pneumatycznego firmy Anschutz. Przyrządy celownicze są austriackie. Śrut niemiecki lub czeski. To nie koniec wydatków, jakie ponoszą kluby zajmujące się tą dyscypliną sportu. Dodatkowe wyposażenie to strój. Ktoś nieświadomy by zapytał – po co strzelcowi specjalne ubranie? Przepisy międzynarodowe określają wymogi dotyczące ubioru. Jak się stoi, siedzi czy klęczy przez ponad dwie godziny i mierzy do celu, to pewne grupy mięśni poddaje się dużemu wysiłkowi. Aby je wzmocnić, trzeba je wesprzeć. Kurtki pomagają trzymać broń, bo mają odpowiednie protektory na ramieniu, łokciu i ochraniacz na kręgosłup. Trzeba chronić odcinek lędźwiowy kręgosłupa. Broń ma swoją wagę i strzelec czuje ją po kilkudziesięciu minutach. Dochodzą jeszcze rękawice, spodnie mające odpowiednio sztywne zamki. Do tego specjalistyczne buty. Summa summarum – trzeba dorzucić jeszcze do broni 3500 złotych. Przed każdymi zawodami sędziowie skrupulatnie kontrolują odzież. Sprawdza się nawet naciąg kurtki, by nie była za bardzo opięta.

Zawodniczki, zawodnicy

Trener kadry Wiesław Skalski ze swej 12-osobowej ekipy wyróżniał Krzysztofa Ruszkiewicza, Wiolettę Zarzecką, Anię Barwińską i Basię Rup. I właśnie ta Baśka wygrała konkurencję strzelania na stojąco. Rozmawiamy w przerwie zawodów.

– Mam umiarkowany stopień utraty wzroku. Kilka lat temu zaczynałam od strzelania laserowego. Potem spróbowałam z bronią pneumatyczną. Klub miał jej cztery sztuki. Szło mi dobrze, szczególnie owocna była współpraca z trenerem Zbigniewem Sebzdą. Jestem trochę zaskoczona, że po dwóch latach treningów zostałam mistrzynią świata. Mam pracę w telemarketingu, no i męża od dwóch miesięcy – chwali się pani Basia.

Gratulujemy jej złota i małżonka i udajemy się na spotkanie z delegatem IBSA, Ferrolem van Hoerenem z Holandii. Szczupły pięćdziesięciolatek od dekady obserwuje zawody strzeleckie niepełnosprawnych i ma doświadczenie w ocenie każdej imprezy. Pozytywnie wypowiada się o organizacji tych mistrzostw świata. Zapytany przez reportera „Crossa” o skromną obsadę zagranicznych ekip, odpowiada: – To duże wyzwanie zachęcić niewidomych do uprawiania tej dyscypliny. Trzeba zainwestować w drogi sprzęt, zatrudnić trenerów, jeździć na zawody. Nie każdy kraj stać na finansowy wysiłek, by rozwijać ten sport niepełnosprawnych. Zobaczymy za kilka lat, może strzelanie będzie bardziej dostępne?

Przy rozmowie była obecna Wioletta Kotynia, która sędziowała te zawody. Pani Wiola (chyba mogę ją tak nazwać) pochodzi z Sulejówka, od 15. roku życia uprawiała strzelectwo w CWKS Legia. Była mistrzynią na olimpiadzie młodzieży. Wyjechała do Kanady i tam została wicemistrzynią tego ogromnego kraju.

– Byłam w szoku, kiedy dowiedziałam się, że niewidomi strzelają z karabinka pneumatycznego. Jak poznałam system i technikę zawodów, to wiedziałam, czego się po tych ludziach spodziewać.  Atmosfera jest tu kapitalna, wszyscy są dla siebie mili i otwarci, niezależnie od poniesionych porażek czy zdobytych medali – mówi pani sędzia.

Przykładem jest Patrick Moore z Austrii. Zdobył złoto w strzelaniu na stojąco, a dwa lata wcześniej na mistrzostwach Europy w Dadaju miał srebrny krążek w konkurencji leżąc. Uradowany, opowiadał mi o planach na przyszłość. Ma nadzieję, że strzelectwo pneumatyczne zostanie dyscypliną paraolimpijską, może już w Tokio?

Piotr Łożyński podsumowuje

Tak mówi do zebranych: – Zorganizowaliśmy największą imprezę dla niepełnosprawnych w Olsztynie. Myślę, że przyczyniły się do tego mistrzostwa Europy sprzed dwóch lat. Zostały ocenione wysoko i dlatego IBSA powierzyła nam imprezę o charakterze światowym. I z tego zadania wywiązaliśmy się dobrze. Oczywiście kosztowało to nas, myślę o „Olimpie”, ale też o władzach miasta – sporo wysiłku. Bardzo życzliwie potraktowali nas: prezydent miasta – pan Piotr Grzymowicz, dyrektor biura sportu w urzędzie miasta – pani Alicja Dzietowiecka, gospodarz OSiR – dyr. Jerzy Litwiński. Ta impreza była promocją dla miasta, ale też pokazała społeczeństwu, jak osoby niepełnosprawne potrafią rywalizować w tak niecodziennej dla widzących dyscyplinie jak strzelectwo pneumatyczne. Dzięki mediom: prasie, telewizji, lokalnej rozgłośni radiowej – ludzie zostali poinformowani o naszej rywalizacji sportowej.

Mistrzostwa świata niewidomych i słabowidzących w strzelectwie pneumatycznym 2016

7-13.11.2016 r., Olsztyn

Kobiety – postawa stojąc 

1. Barbara Rup (Polska) 202,2 p.

2. Anna Barwińska (Polska) 197,7 p.

3. Klaudia Kunz (Szwajcaria)    179,6 p.

Mężczyźni – postawa stojąc 

1. Patrick Moor (Austria) 207,6 p.

2. Krzysztof Ruszkiewicz (Polska) 202,2 p.

3. Martin Adamek (Czechy) 181,6 p.

Kobiety – postawa leżąc 

1. Wioletta Zarzecka (Polska) 211,4 p.

2. Edyta Kazberuk (Polska) 209,0 p.

3. Barbara Rup (Polska) 188,6 p.

Mężczyźni – postawa leżąc 

1. Kurt Martinschitz (Austria) 211,9 p.

2. Krzysztof Ruszkiewicz (Polska) 211,7 p.

3. Jerzy Załomski (Polska) 190,5 p.

Kobiety – trzy postawy (leżąc, klęcząc, stojąc) 

1. Wioletta Zarzecka (Polska) 625,4 p.

2. Barbara Rup (Polska) 622,9 p.

3. Claudia Kunz (Szwajcaria) 620,8 p.

Mężczyźni – trzy postawy (leżąc, klęcząc, stojąc) 

1. Krzysztof Ruszkiewicz (Polska) 1258,8 p.

2. Jerzy Załomski (Polska) 1257,0 p.

3. Patrick Moor (Austria) 1256,0 p.

Andrzej Szymański

 

aaa

 

taniec

 

Najlepsi na parkiecie

W ostatni weekend listopada w Warszawie odbyły się XV Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Tańcu Sportowym. Zaskakująca choreografia, piękne stroje i zacięta rywalizacja – widzowie mogli jak zwykle liczyć na świetny pokaz.

Uczestnicy przyjeżdżali do Warszawy w piątek. Na miejscu zakwaterowania, w ośrodku szkolno-wychowawczym dla dzieci słabowidzących, czekała na nich sala gimnastyczna, na której można było popracować jeszcze nad szczegółami układów tanecznych przed głównym turniejem, zaplanowanym na niedzielę, tradycyjnie w hali sportowej szkoły przy ul. Bartosika. Wśród 19 par znaleźli się przedstawiciele klubów z Chorzowa, Lublina, Bydgoszczy, Krakowa, znacząco przeważały jednak pary ze stolicy, wspierane przez młodzież z ośrodka na Koźmińskiej. Mistrzostwom „Crossu” towarzyszył turniej klubu tanecznego „Sukces” z Warszawy. Kibice jednych, jak i drugich tancerzy szczelnie wypełnili widownię i hojnie obdzielali brawami wszystkie pary.

Występy oceniał pięcioosobowy skład sędziowski. Rywalizowano w stylach standardowym i latynoamerykańskim – zależnie od kategorii w czterech lub pięciu tańcach, a w kategorii junior w kombinacji 5 tańców z obu stylów. Pary rozpoczynające swoją taneczną przygodę zaprezentowały się w pokazach. W czołówce naszych tancerzy niewiele się zmieniło i miejsca na podium tasowały się między zwycięzcami z ubiegłych lat. O wynikach w obu turniejach open decydowały czasem tzw. małe punkty, co oznacza, że poziom był dość wyrównany. W najważniejszym i najliczniej obsadzonym turnieju open 8 tańców w obu stylach wygrali Janina i Marian Rośkowie z chorzowskiej „Karolinki”.

Wszyscy uczestnicy mistrzostw otrzymali pamiątkowe dyplomy oraz płyty z kolędami przekazane przez Krakowską Spółdzielnię Niewidomych „Sanel”. Najlepszych tancerzy uhonorowano pucharami i medalami. Turniej dofinansowały PFRON oraz Ministerstwo Sportu i Turystyki, nad jego organizacją czuwał Adam Baranowski.

To jedyny turniej tańca sportowego rozegrany w tym roku pod auspicjami Stowarzyszenia „Cross”. Trudno w tej sytuacji nie zauważyć, że dyscyplina przeżywa kryzys. Bywały lata, że turniejów było kilka. W nielicznych klubach trenują jednak pary początkujące, które nie czuły się jeszcze na siłach, by podołać turniejowym wyzwaniom. Tancerze z dłuższym stażem tanecznym próbują swoich sił poza granicami Polski, w Wielkiej Brytanii i Słowacji, na turniejach integracyjnych osób z niepełnosprawnością, gdzie taniec niewidomych i słabowidzących dopiero wchodzi na parkiety. Są więc chęci i trzeba mieć nadzieję, że mały jubileusz 15 lat tańca w „Crossie” nie jest ostatni.

XV Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Tańcu Sportowym

25-28.11.2016 r., Warszawa

Junior szkolny – kombinacja 5 tańców 

1. Maciej Kurek – Marta Kapczyńska („Syrenka” Warszawa)

2. Dawid Sadowski – Klaudia Bieżuńska („Syrenka” Warszawa)

3. Dawid Turliński – Klaudia Muzińska („Syrenka” Warszawa)

Open 8 tańców – latin 

1. Marian Rosiek – Janina Rosiek („Karolinka” Chorzów)

2. Adam Baranowski – Anna Baranowska („Syrenka” Warszawa)

3. Dariusz Popławski – Joanna Popławska („Syrenka” Warszawa)

Open 8 tańców – standard

1. Marian Rosiek – Janina Rosiek („Karolinka” Chorzów)

2. Dariusz Popławski – Joanna Popławska („Syrenka” Warszawa)

3. Adam Baranowski – Anna Baranowska („Syrenka” Warszawa)

Open 10 tańców – latin

1. Dariusz Popławski – Joanna Popławska („Syrenka” Warszawa)

2. Adam Baranowski – Anna Baranowska („Syrenka” Warszawa)

3. Marian Rosiek – Janina Rosiek („Karolinka” Chorzów)

Open 10 tańców – standard

1. Marian Rosiek – Janina Rosiek („Karolinka” Chorzów)

2. Adam Baranowski – Anna Baranowska („Syrenka” Warszawa)

3. Dariusz Popławski – Joanna Popławska („Syrenka” Warszawa)

Senior zaawansowany latin

1. Dariusz Popławski – Joanna Popławska („Syrenka” Warszawa)

2. Marian Rosiek – Janina Rosiek („Karolinka” Chorzów)

3. Wojciech Chojnacki – Agata Michałowska („Ikar” Lublin)

Senior zaawansowany standard

1. Marian Rosiek – Janina Rosiek („Karolinka” Chorzów)

2. Dariusz Popławski – Joanna Popławska („Syrenka” Warszawa)

3. Wojciech Chojnacki – Agata Michałowska („Ikar” Lublin)

Senior średniozaawansowany latin

1. Mariusz Zacheja – Małgorzata Cicha („Syrenka” Warszawa)

2. Marcin Kwolek – Agnieszka Kwolek („Syrenka” Warszawa)

Senior średniozaawansowany standard 

1. Mariusz Zacheja – Małgorzata Cicha („Syrenka” Warszawa)

2. Marcin Kwolek – Agnieszka Kwolek („Syrenka” Warszawa)

Anna Baranowska

 

aaa

 

wiadomości

 

Szachy

Berlińskie potyczki

W turnieju szachowym LiraH 2016 wzięło udział 175 zawodników z aż 19 krajów świata, w tym m.in. z Polski. Wśród uczestników było 9 arcymistrzów, 3 mistrzów międzynarodowych, 10 mistrzów FIDE i 2 mistrzynie FIDE. Stowarzyszenie „Cross” reprezentowali: Ryszard Suder, Marcin Chojnowski, Marek Maćkowiak, Sylwester Barnowski i Zdzisław Żarow.

Turniej rozegrano w sali Gemeinschaftshaus Lichtenrade. Warunki do gry były bardzo dobre. Najlepsi zawodnicy wyróżnieni zostali miejscami na scenie, co nie było jednak korzystne z punktu widzenia kibiców – wstęp na nią mieli tylko zawodnicy i oglądanie najlepszych szachistów w akcji okazało się niemożliwe. Nie brakowało za to miejsca dla chcących analizować partie po ich zakończeniu, można też było skorzystać z bufetu, który oferował napoje, ciasta i ciepłe przekąski po przystępnych cenach.

Zgodnie z przewidywaniami turniej wygrali arcymistrzowie Boris Chatalbaszew (Bułgaria) i Hovhannes Gabuzjan (Armenia) – obaj uzyskali po 7,5 punktu z 9 partii. Pół punktu mniej mieli arcymistrzowie Hannes Stefansson (Islandia), Henrik Teske (Niemcy) i Andriej Kowaliew (Białoruś). Najlepiej wśród reprezentantów „Crossu” wypadł Ryszard Suder, który zdobył 5,5 punktu i zajął 45. miejsce. Wygrał on dwie partie, a siedem zremisował. I chociaż w kilku partiach miał wyraźnie lepsze pozycje, to nie udawało mu się wykorzystać tych szans. Po 5 punktów zdobyli Marcin Chojnowski (51. miejsce) i Zdzisław Żarow (68. miejsce). Walczyli oni bardziej bezkompromisowo – Marcin zremisował dwie partie, a Zdzisław nie uzyskał żadnego remisu. Marek Maćkowiak z 4,5 punktu zajął 73. miejsce, choć początek turnieju miał bardzo udany i długo utrzymywał się w czołowej dwudziestce. Również 4,5 punktu zdobył Sylwester Barnowski (84. miejsce).

Poniżej partia naszego zawodnika z jednym ze zwycięzców turnieju.

Gabuzjan – Maćkowiak, 3. runda 

1. Sf3 g6 2. e4 Gg7 3. d4 d6 4. Sc3 Sf6 5. h3 c6 6. Gd3 O-O 7. O-O b5 8. e5

dxe5 9. dxe5 Sd5 10. Sxd5 Hxd5 11. He2 Hd8 12. a4 b4 13. Gc4 a5 14. Gg5 Ga6 15. Wad1 Hc7 16. Gxa6 Sxa6 17. e6 Sc5 18. exf7+ Wxf7 19. b3 Gf6 20. Wfe1 Sd7 21. Sd4 Sf8 22. Gh6 Wd8 23. Hc4 c5 24. Sf3 Wc8 25. Sg5 Gxg5 26. Gxg5 e6 27. Gh6 Kh8 28. c3 We8 29. cxb4 axb4 30. Wa1 e5 31. f4 Wfe7 32. Gg5 We6 33. Wxe5 Hg7 34.Wae1 Wxe5 35. fxe5 Wxe5 36. Wxe5 Hxe5 37. Hf7 Sd7 38. Gh6 He1+ 39. Kh2 He5+ 40. Gf4 Hd4 41. He8+ Kg7 42. He7+ Kg8 43. He6+ Kg7 44. Gd6 1-0

Lichtenrader Herbst 2016

22-30.10.2016 r., Berlin

1. Boris Chatalbaszew (Bułgaria) 7,5 p.

2. Hovhannes Gabuzjan (Armenia) 7,5 p.

3. Hannes Stefansson (Islandia) 7 p.

...

45. Ryszard Suder (Polska) 5,5 p.

...

51. Marcin Chojnowski (Polska) 5 p.

68. Zdzisław Żarow (Polska) 5 p.

73. Marek Maćkowiak (Polska) 4,5 p.

84. Sylwester Barnowski (Polska) 4,5 p.

Witalis Sapis

Mirosław Kopiec niespodziewanym zwycięzcą ćwierćfinału

O szansę gry w półfinale mistrzostw Polski niewidomych i słabowidzących w szachach walczyło 25 zawodników z 11 klubów. Do turnieju mogli przystąpić szachiści z rankingiem ELO poniżej 1700 p. Na liście startowej pojawiły się nieznane dotychczas nazwiska oraz zawodnicy bez kategorii szachowych i rankingów ELO (FIDE). Wyłanianie siedmiu najlepszych mogło więc zakończyć się niespodzianką.

Po raz pierwszy ćwierćfinał mistrzostw Polski odbył się w Lądku Zdroju. Jest to najstarsze uzdrowisko w Polsce, położone w Kotlinie Kłodzkiej, w Sudetach Wschodnich, w dolinie rzeki Białej Lądeckiej. Natura hojnie obdarowała Lądek Zdrój wyjątkowym mikroklimatem oraz unikatowymi wodami termalnymi i leczniczymi. W części uzdrowiskowej miasta znajduje się przepiękna pijalnia wód leczniczych „Wojciech’’ i wspaniały park. Sam hotel, w którym odbywał się turniej, położony jest na skraju części zdrojowej Lądka, nad brzegiem Białej Lądeckiej, i otoczony jest pięknymi lasami. Warto wspomnieć, że uczestnicy zawodów mieli możliwość korzystania z hotelowych obiektów – basenu, jacuzzi, sauny, jak również siłowni.

Ćwierćfinał rozgrywany był systemem szwajcarskim, na dystansie 9 rund – co podniosło ciężar gatunkowy zawodów (często rozgrywanych jest 7 rund), tempo gry wynosiło 90 min na zawodnika. Faworytami turnieju byli Mieczysław Kaciotys z „Jantaru” Gdańsk i Grzegorz Bzowski z „Jutrzenki” Dąbrowa Górnicza. Mieczysław Kaciotys utrzymywał się w ścisłej czołówce turnieju i przez cały czas grał na stole nr 1. Rozpoczął bardzo dobrze: wygrał trzy pierwsze partie, następne trzy zremisował, a w 7. rundzie pokonał rewelację turnieju i finalnie zwycięzcę rozgrywek – Mirosława Kopca, zawodnika bez rankingu i kategorii szachowej. Wydawało się, że po tym zwycięstwie Kaciotys wygra ćwierćfinał. Tak jednak się nie stało, bo turniej bez niespodzianek to nie turniej. W ostatniej rundzie przegrał ze Stanisławem Raczkiem z klubu „Beskidek” Żywiec i ostatecznie uplasował się na 2. miejscu. Tym sposobem Stanisław Raczek niespodziewanie awansował na 3. pozycję. Drugi z faworytów, Grzegorz Bzowski, grał w pierwszej fazie turnieju słabo jak na swoje możliwości, czego skutkiem była sensacyjna przegrana z o wiele niżej notowanym zawodnikiem Józefem Malinowskim z „Atutu” Nysa. W ostatniej rundzie doszło do bardzo ciekawego pojedynku między Grzegorzem Bzowskim i Damianem Baryłą z „Karolinki” Chorzów. Pierwszy walczył o wejście do półfinału, a drugi o podium, nawet to najwyższe (przy dobrych dla niego rozstrzygnięciach na innych szachownicach). Tym razem rutyna i umiejętności Bzowskiego przeważyły, wygrał i zakwalifikował się do półfinału. Damian Baryła spadł na miejsce czwarte. Do dalszych rozgrywek przeszedł niespodziewanie, ale zasłużenie Mirosław Miodoński z „Beskidka” Żywiec, podobnie jak Jerzy Gorczyński z „Atutu” Nysa, który bardzo dzielnie walczył w każdej partii. W tym ćwierćfinale żadnemu z zawodników nie udało się uchronić od porażki: Kopiec przegrał z Kaciotysem, Kaciotys z Raczkiem, Raczek z Kopcem, Baryła z Bzowskim, a Bzowski z Malinowskim.

Funkcję sędziego pełnił Jerzy Hanus, który sprawnie poprowadził turniej, dzięki czemu rozgrywki przebiegały w miłej i sportowej atmosferze.

Ćwierćfinał mistrzostw Polski niewidomych i słabowidzących w szachach

05-12.11.2016 r., Lądek Zdrój

Zawodnicy awansujący do półfinału 

1. Mirosław Kopiec („Jutrzenka” Dąbrowa Górnicza) 7,0 p.

2. Mieczysław Kaciotys („Jantar” Gdańsk) 6,0 p.

3. Stanisław Raczek („Beskidek” Żywiec) 6,0 p.

4. Damian Baryła („Karolinka” Chorzów) 6,0 p.

5. Grzegorz Bzowski („Jutrzenka” Dąbrowa Górnicza) 5,5 p.

6. Mirosław Miodoński („Beskidek” Żywiec) 5,5 p.

7. Jerzy Gorczyński („Atut” Nysa) 5,5 p.

Mieczysław Kaciotys 

 

Warcaby

Triumfatorka ćwierćfinału

Niespodziewanym zwycięstwem Barbary Wentowskiej zakończył się rozegrany w dniach 19-26 listopada 2016 roku w hotelu Mir-Jan w Lądku Zdroju turniej ćwierćfinałowy XXI Indywidualnych MP Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach Stupolowych. Zawody przeprowadzono systemem szwajcarskim na dystansie 9 rund. Tempo gry wynosiło 90 minut.

 Grono warcabistów mogących pokusić się o miejsce w awansującej do półfinału czołowej szóstce było w tym roku liczne. Wśród 32 startujących (w tym 8 kobiet) znalazło się m.in. 12 zawodników z III kategorią oraz dwie zawodniczki z I kategorią warcabową. Reprezentowanych było 16 klubów Stowarzyszenia „Cross”.

Rozstawiona z nr. 3 Barbara Wentowska („Jantar” Gdańsk) przez cały turniej utrzymywała się nad kreską i nawet porażka w piątej rundzie z Antonim Lewkiem („Cross Opole”) nie wytrąciła jej z rytmu. Zebrane w ostatnich czterech pojedynkach 7 p. sprawiło, że nie tylko osiągnęła cel w postaci awansu do półfinału (nie po raz pierwszy zresztą), lecz zdołała jeszcze wygrać cały turniej! O dużym pechu może mówić Zygmunt Brzeszcz („Nadzieja” Kraków), który po porażce z Wentowską w ostatniej rundzie wypadł z czołowej szóstki. Podobna historia zdarzyła się rok temu, kiedy to, również w ostatnim pojedynku, szans na awans pozbawił go Krzysztof Kusowski. A w obu przypadkach Brzeszczowi wystarczał remis. Z kolei rozstawiony dopiero z nr. 14 Kusowski powtórzył ubiegłoroczny sukces, ponownie przechodząc pierwszą eliminację. Kolega klubowy Wentowskiej wypełnił przy okazji normę na III kategorię warcabową.

Jeszcze większą niespodzianką wydaje się awans do półfinału Roberta Sobczyka (nr 16). Po piątej rundzie plasował się on w dolnej połówce tabeli, jednak cztery ostatnie partie należały do niego. W ostatniej pokonał faworyzowanego Stanisława Raczka, którego można określić mianem największego przegranego ćwierćfinału. Warcabista „Beskidka” Żywiec jeszcze po siedmiu rundach był w ścisłej czołówce turnieju, ale w dwóch ostatnich partiach nie zdobył żadnego punktu, przegrywając niespodziewanie z niżej notowanymi rywalami – Kusowskim i Sobczykiem.

Pewny awans wywalczyli natomiast, zaliczani do faworytów, Bogdan Marszałek, Antoni Lewek i Janusz Żydek. Zawodnicy ci ponieśli tylko po jednej porażce. Marszałka zdołał pokonać Władysław Hudziec, Lewka – Marszałek, a Żydka – Wentowska. Największe zyski rankingowe zanotowali: Krzysztof Kusowski (+34), Stanisław Mastek (+30), Barbara Wentowska (+26), Robert Sobczyk (+26) i Antoni Lewek (+25). Oprócz Kusowskiego normy na wyższe kategorie warcabowe wypełniły: Zofia Cieplak („Cross Opole” – III) i Anna Grzempowska („Sudety” Kłodzko – IV).

Ćwierćfinał mistrzostw Polski niewidomych i słabowidzących w warcabach

19-26.11.2016 r., Lądek Zdrój

Zawodnicy awansujący do półfinału 

1. Barbara Wentowska („Jantar” Gdańsk) 14 p.

2. Bogdan Marszałek („Hetman” Lublin) 13 p.

3. Antoni Lewek („Cross Opole”) 12 p.

4. Janusz Żydek (Kielce) 12 p.

5. Krzysztof Kusowski („Jantar” Gdańsk) 12 p.

6. Robert Sobczyk („Jutrzenka” Częstochowa) 12 p.

Zawodnicy rezerwowi: 7. Władysław Hudziec (Kielce) – 11 p., 8. Zygmunt Brzeszcz („Nadzieja” Kraków) – 11 p., 9. Stanisław Raczek („Beskidek” Żywiec) – 10 p., 10. Henryk Zapaśnik („Atut” Nysa) – 10 p.

Zawody w Lądku Zdroju sędziował Jan Kotek. Koordynatorem turnieju był Józef Plichta.

Leszek Stefanek

 

Biegi

Dwudziesta Piętnastka w Bełchatowie

Ostatnie w tym roku zawody biegowe rangi mistrzostw Polski Stowarzyszenia „Cross” odbyły się w Bełchatowie. Lekkoatleci z dysfunkcją wzroku gościli na jubileuszowej XX Bełchatowskiej Piętnastce. Organizację mistrzostw dofinansował PFRON.

Dzień przed zawodami lało jak z cebra. Crossowscy biegacze zostali zakwaterowani w hotelu „Dworek Stara Szkoła”, gdzie koordynator Wiesław Miech przekazał wszystkim najważniejsze informacje organizacyjne i pakiety startowe. Biuro zawodów zorganizowano w hali sportowej znakomitej drużyny siatkarzy „Skry” Bełchatów. Na miejscu startu wszystkim pomagali wolontariusze. Ponad tysiąc kilkuset biegaczy mogło wybierać między dwoma dystansami: 15 i 5 kilometrów. Zawodnicy „Crossu” do pokonania mieli trzy pięciokilometrowe pętle. Kibice mogli doskonale obserwować przebieg rywalizacji, bo poranek w dniu zawodów zaskoczył wszystkich słoneczną i rześką pogodą.

Bieg ruszył punktualnie o 12. Po 45 minutach i 47 sekundach jako pierwszy metę przekroczył Polak Andrzej Starzyński. Pozostawił za sobą pięciu Ukraińców i Belga. Z międzyczasów wynikało, że do połowy dystansu biegli w grupie, potem Polak narzucił takie tempo, które tylko on sam był w stanie wytrzymać. Dwie Pol-
ki – Ola Lisowska z Olsztyna i Karolina Giza z Radomska – z takim samym czasem 54:08 wbiegły na metę jako pierwsze wśród kobiet. O zwycięstwie Oli zadecydowała stopklatka. Za nimi trzy Ukrainki. Ton rywalizacji w grupie słabowidzących (T12) nadawał Tomasz Chmurzyński. Z każdym kilometrem powiększał przewagę nad pozostałymi zawodnikami i czasem 58:31wywalczył kolejne mistrzostwo. O drugie miejsce walczyli Paweł Petelski i Jacek Ziółkowski. Ziółkowski na 5. kilometrze miał 10 sekund przewagi, ale na dziesiątym o 12 sekund szybszy był już Petelski. Na trzeciej piątce dołożył jeszcze kilkadziesiąt sekund i został wicemistrzem Polski. Paweł wywalczył też pierwsze miejsce w swojej kategorii wiekowej. Zmęczony Ziółkowski z czasem 1:01:52 był trzeci. Pomyłka na trasie i brak determinacji wyeliminowały z rywalizacji o medale Mariusza Gołąbka z „Jantaru” Gdańsk (1:02:10). Piąty z czasem 1:05:08 przekroczył metę Zenon Dudka z „Syrenki” Warszawa, a szósty był Krzysztof Badowski z „Łuczniczki” Bydgoszcz (1:10:58). Z dużymi stratami kolejno dobiegli: Michał Majchrzak i Stanisław Spólnik („Lajkonik” Kraków), Wiesław Miech i Piotr Jankowski – obaj z „Syrenka” Warszawa. Po porażce z Mariuszem Zacheją w Poznaniu żądny rewanżu był niewidomy Zbigniew Świerczyński z Czerska. W Bełchatowie rywalizował jednak tylko z Grzegorzem Powałką z Warszawy, bo Mariusza wyeliminowała kontuzja. Świerczyński z dużą przewagą kontrolował bieg. Uzyskał czas 1:17:24 i stanął na najwyższym stopniu podium. Powałka prawie szesnaście minut po nim (1:33:08) był drugi w T11.

Tak zakończył się ostatni w tym roku bieg o mistrzostwo. Podczas dekoracji zawodnicy odebrali pamiątkowe puchary. Koordynatorowi imprezy pomagała Ola Karaś.

Gratulujemy zwycięskim zawodnikom Stowarzyszenia „Cross” wywalczonych w tym sezonie tytułów, a wszystkim pozostałym wspaniałej sportowej rywalizacji! 

Mistrzostwa Stowarzyszenia „Cross” w biegu na 15 km

19-20.11.2016 r., Bełchatów

T12

1. Tomasz Chmurzyński  („Łuczniczka” Bydgoszcz) 58:31

2. Paweł Petelski („Jantar” Gdańsk) 1:01:16

3. Jacek Ziółkowski („Syrenka” Warszawa) 1:01:52

T11

1. Zbigniew Świerczyński („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1:17:24

2. Grzegorz Powałka („Syrenka” Warszawa) 1:33:08

Mariusz Gołąbek

 

Strzelectwo

Coraz popularniejszy laser

Tegoroczne finały mistrzostw Polski w strzelectwie laserowym odbyły się w Ustce. Po eliminacjach nadzieje na świetne wyniki były bardzo duże. Zawody rozegrano w pełnej formule, co w obliczu awarii sprzętu samo w sobie było już prawdziwym mistrzostwem. Odbyły się trzy dziesięciostrzałowe kolejki z broni krótkiej i długiej, oddzielnie w kategorii kobiet i mężczyzn.

Zarówno organizatorzy, jak i zawodnicy narzucili sobie ogromną dyscyplinę. Dzięki skróceniu przerw do minimum, bardzo szybkim zmianom na stanowiskach oraz ciągłej pracy komisji sędziowskiej zawody przebiegały niezwykle sprawnie. Wszyscy pozostawali w pełnej gotowości, aby od razu stanąć do rywalizacji. O spacerach, morzu, jodzie można było zapomnieć. Regulaminowe oklejanie oczu (opcja miękkich gogli zakładanych pod gogle narciarskie nie została jeszcze wpisana do regulaminu) odbywało się przed wejściem do sali strzeleckiej. Najważniejsze, że mimo trudnych warunków organizacyjnych nikt nie narzekał i nie było protestów. Świadczy to o postępującej profesjonalizacji zawodników.

Uczestnicy oceniali jednak zgodnie, że sprzętowi, którego elektroniczne lata płyną szybciej niż kalendarzowe, przydałby się „lifting” i solidny przegląd. Okazuje się, że coraz większą popularnością wśród amatorów strzelectwa cieszy się rozpowszechniony i tani trening na symulatorze laserowym. Staje się on podstawą wypracowywania formy w pokrewnych dyscyplinach strzeleckich. Pogląd ten ma potwierdzenie w wynikach, a laser zyskuje uznanie nawet u trenerów osób widzących, którzy zastanawiają się, jak wpleść go w trening dzieci.

Mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących w strzelectwie laserowym

30.09-2.10.2016 r., Ustka

Pistolet kobiet

1. Klaudia Maria Żelazowska („Morena” Iława) 293,1 p.

2. Edyta Derig („Sudety” Kłodzko) 221,6 p.

3. Maria Ciupińska („Sudety” Kłodzko) 221,3 p.

Karabinek kobiet

1. Klaudia Maria Żelazowska („Morena” Iława) 303 p.

2. Edyta Derig („Sudety” Kłodzko) 293,8 p.

3. Marianna Dorociak („Morena” Iława) 282,9 p.

Dwubój kobiet

1. Klaudia Maria Żelazowska („Morena” Iława) 596,1 p.

2. Edyta Derig („Sudety” Kłodzko) 515,4 p.

3. Krystyna Myśliwiec („Podkarpacie” Przemyśl) 499,1 p.

Pistolet mężczyzn

1. Jerzy Załomski  („Pionek” Bielsko-Biała) 276,7 p.

2. Arkadiusz Gęstwiński  („Łuczniczka” Bydgoszcz) 257,6 p.

3. Ryszard Kawka („Pionek” Bielsko-Biała) 255,6 p.

Karabinek mężczyzn 

1. Jerzy Załomski („Pionek” Bielsko-Biała) 308,1 p.

2. Piotr Staniszewski („Zryw” Słupsk) 299,5 p.

3. Ryszard Kawka („Pionek” Bielsko-Biała) 294,5 p.

Dwubój mężczyzn

1. Jerzy Załomski  („Pionek” Bielsko-Biała) 584,8 p.

2. Arkadiusz Gęstwiński  („Łuczniczka” Bydgoszcz) 551,6 p.

3. Ryszard Kawka („Pionek” Bielsko-Biała) 550,1 p.

Wojciech Kopczyński

 

aaa

 

sylwetki

 

Praca pozwala mi zapomnieć o chorobie 

Rozmowa z Piotrem Łożyńskim, prezesem Związku Kultury Fizycznej „Olimp”

– Piotrze, kto wymyślił „Olimp”?

– Działacze sportowi, którzy w zamyśle mieli stworzenie nowej organizacji sportu wyczynowego osób niepełnosprawnych. Miała się ona nazywać Polski Związek Sportowy Osób Niewidomych i Słabowidzących. Okazało się jednak, że te zamiary są bezskuteczne. Na przeszkodzie stanęło Ministerstwo Sportu, a przede wszystkim „Start”, który nie zamierzał oddać organizacji dyscyplin uprawianych przez niewidomych. W 2004 roku działacze crossowscy – Józefa Spychała, Wacław Morgiewicz, Adam Witkowski i jeszcze kilku innych – powołali „Olimp”.

– Czy „Cross” konkuruje dziś z „Olimpem”?

– Ustaliliśmy wspólnie zakres działania i podział dyscyplin sportowych. „Olimp” przejął kolarstwo wyczynowe i rozwijające się strzelectwo laserowe, a potem pneumatyczne. Dzisiaj doszły biathlon i triathlon. Jesteśmy w niezłej kondycji finansowej. Realizujemy zadania ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki, PFRON i funduszy europejskich.

– Największe triumfy, jak pamiętam, odnosili kolarze tandemowi.

– Tak, to nasza perełka przynosząca od wielu lat sukcesy na paraolimpiadach, mistrzostwach świata, wyścigach zagranicznych. Dołączyli do nich w 2009 roku strzelcy pneumatyczni. Dwa lata temu zdobyliśmy medale na zorganizowanych u nas mistrzostwach Europy. Nasi zawodnicy: Jerzy Załomski, Wioleta Zarzecka, Krzysztof Ruszkiewicz, Anna Barwińska, Janina Szymańska, Magda Dudowicz – zdominowali te zawody. IBSA przyznała nam organizację mistrzostw świata w strzelectwie pneumatycznym. Odbyły się od 7 do 13 listopada w Olsztynie. I to jest kolejny sukces, spadł na nas grad medali.

– Czy „Olimp” ma wystarczającą liczbę instruktorów?

– Strzelectwo to żmudna konkurencja, dla cierpliwych, wymagająca wsparcia wytrawnych trenerów. I takich nasze kluby zatrudniają. W kolarstwie Mirosław
Jurek, Marian Kowalski, Grzegorz Krejner, a w strzelectwie Wiesław Skalski.

– Piotrze, kiedy trafiłeś do Polskiego Związku Niewidomych?

– W 1980 roku, ale kłopoty ze wzrokiem miałem dużo wcześniej. Zanim zacząłem jeździć na tandemach, a stało się to w 2004 roku, wcześniej grałem w szachy, na takim średnim poziomie. Rozmiłowałem się też w brydżu sportowym. Jednak najbardziej wciągnęło mnie kolarstwo. Byłem w sile wieku, osiągnąłem dobry poziom krajowy i nawet startowałem w kadrze narodowej. Pilotów miałem kilku, ale największe sukcesy odnosiłem z Piotrem Czopkiem. Zdobyliśmy wicemistrzostwo Ameryki, stawaliśmy na pudle w zawodach krajowych. Zebrało się ze 20 medali, łącznie z wyścigami na torze czy sukcesami drużynowymi. Teraz, ze względów zdrowotnych, na tandemie jeżdżę tylko turystycznie i amatorsko.

– No tak. Kilka lat temu dopadła cię choroba…

– Ujawnił się nowotwór. Walczę z nim od kilku lat. Na razie to walka skuteczna. Ale na ile mój organizm wytrzyma te próby? Dopiero co skończyłem długą sesję terapii chemicznej – 13 wlewów. To ciężkie przeżycie, bo chemia maksymalnie demoluje organizm. Ale jednocześnie jest dla mnie ratunkiem. Pozbawia mnie sił, wprowadza w stany niechęci do wszystkiego. Jestem osłabiony i odrętwiały. Nie jest to miłe.

– Ile miałeś lat, jak cię dopadła ta „łajza”?

– Stało się to w 2010 roku, miałem 53 lata.

– Masz jakieś plany na przyszłość związane z pracą, z relaksem?

 – W brydża grywam namiętnie, może mniej w naszym środowisku, ale z widzącymi bardzo chętnie. Teraz skupiam się na tym, aby być aktywnym i nie zostać z chorobą sam na sam. Uczestniczę w życiu społecznym i zawodowym. Współpraca ze „Startem”, jak wcześniej mówiłem, układa się marnie. W tym roku, kilka miesięcy temu, mieliśmy przykre wydarzenie. W wyborach do Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego działacze „Startu” w ewidentnej zmowie wycięli kandydatów środowiska niewidomych: Józię Spychałę i mnie. I teraz w PKParze są dominującą grupą. Nie mogę zrozumieć ich postępowania. Wygląda na to, że chcą zawładnąć całym sportem niepełnosprawnych w Polsce. Po co to robią? Przecież od 25 lat z powodzeniem działa „Cross”, od 12 „Olimp”. Pozwólmy każdej grupie niepełnosprawnych działać według własnego uznania.

– Ilu członków zrzesza „Olimp”?

– W „Crossie” jest 40 klubów, w „Olimpie” 28.

– Które są wiodące?

– Kolarstwo to „Hetman” Lublin, którego szefem jest Andrzej Góźdź. Są tam mistrzynie i mistrzowie świata. Drugi w kolejności to tandemowy klub Olsztyn, choć po zakończeniu kariery przez Kosikowskiego i przeze mnie nie mamy doskonałych kolarzy tandemowych. Za to dwa srebra Ani Harkowskiej na paraolimpiadzie w Rio to ogromny sukces całego klubu. Zawsze jest ochota na więcej, tym bardziej że do kolejnego medalu (brązowego na torze) zabrakło jedynie 0,004 sekundy! Jednak biorąc pod uwagę, w jakim tempie rośnie poziom zawodników, śrubowane są kolejne rekordy świata, to zdobycie dwóch srebrnych medali jest wielkim sukcesem i należy go bardzo szanować.

– Jaki jest przepis na taki wyczyn?

– Ania jest, przede wszystkim, zawodniczką bardzo pracowitą i pełną profesjonalizmu. Przygotowanie do sezonu, treningów, każdych zawodów jest dla niej rzeczą najważniejszą. Marzy o kolejnych sukcesach i te marzenia spełnia. Tak jak w tym roku, kiedy pierwszy raz pokonała na mistrzostwach świata na torze swoją największą rywalkę Sarę Storey i zdobyła złoty medal. Obserwuję Anię przez te wszystkie lata i przychodzi mi na myśl jedno określenie doskonale ją charakteryzujące: wybitny sportowiec. Wystarczy wspomnieć, że od 2010 roku zdobyła 5 srebrnych medali paraolimpijskich oraz 1 złoty, 13 srebrnych i 1 brązowy medal na mistrzostwach świata, to robi wrażenie.

– Na wyniki sportowców składa się zazwyczaj również praca sztabu specjalistów…

– My jako klub staramy się wspierać Anię w miarę naszych możliwości. Zarówno od strony administracyjnej, wnioskując o stypendia sportowe, jak i od strony czysto sportowej, poczynając od sprzętu, możliwości udziału w zgrupowaniach czy też zaopatrzenia w stroje sportowe. Bardzo ważną rolę w rozwoju Ani odgrywa jej trener Marian Kowalski i to ten swoisty tandem trenera i zawodniczki staramy się wspierać.

Prezydent naszego miasta, pan Piotr Grzymowicz, zaprosił Anię na spotkanie wszystkich olimpijczyków i paraolimpijczyków, którzy wystąpili w Rio. W trakcie tej uroczystości sportowcy i trenerzy odebrali gratulacje od pana prezydenta i okolicznościowe statuetki. Dzień później wszyscy zostali zaproszeni na specjalne posiedzenie Rady Miasta Olsztyna. Warto wspomnieć, że Urząd Miasta wspiera Anię stypendium sportowym już od kilku lat. Wiadomo, że potrzeby sportowca na takim poziomie są ogromne, lecz w naszej opinii miasto wspiera Anię na miarę swoich możliwości. My natomiast chwalimy się jej sukcesami, gdzie tylko możemy, aby jak największa liczba osób dowiedziała się o jej ogromnych sukcesach. Nakład pracy, jaki włożyła w swoje sukcesy, i jej talent do tego sportu zasługują na docenienie. Zarówno Ania, jak i trener Marian Kowalski otrzymali od naszego klubu stroje kolarskie.

– A co z innymi dyscyplinami w „Olimpie”?

– Silne sekcje strzeleckie to „Podkarpacie” Przemyśl, „Pionek” Bielsko-Biała, „Zryw” Słupsk, „Morena” Iława, „Łuczniczka” Bydgoszcz, „Warmia i Mazury” Olsztyn.

– Macie rekreację w „Olimpie”?

– Nie. Skupiamy się na zawodach sportowych. Może małą formą rekreacji jest strzelectwo laserowe.

– Jak wygląda twoje życie rodzinne?

– Wszystko jest OK i cieszę się, że jestem dziadkiem. Wnusio ma ponad rok, a w drodze jest następne maleństwo.

– Masz kontakty z Tadeuszem Milewskim, omnibusem okręgu warmińsko-mazurskiego PZN i współzałożycielem „Crossu”?

– On jest emerytem i człowiekiem orkiestrą. Pracuje i działa społecznie.

– Przypomnij, jakie pełnisz funkcje zawodowe i społeczne.

– Jestem prezesem Okręgu Warmińsko-Mazurskiego PZN, prezesem „Olimpu”, członkiem Rady Krajowej „Crossu” i szefem olsztyńskiego klubu sportowego „Warmia i Mazury”. Wspólnie z innymi działam, by zapewnić niepełnosprawnym szkolenia, wyjazdy na zawody i generalnie tworzymy takie koło zamachowe wyrywające ich z pieleszy domowych.

– Na co „Olimp” przeznaczyłby dodatkowe pieniądze, oczywiście gdyby takowe się znalazły?

– Więcej byłoby imprez sportowo-rekreacyjnych. Kasa poszłaby też na zakupy sprzętu strzeleckiego. To są drogie rzeczy. Karabinek z celownikiem kosztuje 12 tysięcy złotych. Tandemy się zużywają. Nie wystarczy kupić rower i złożyć go. Za chwilę przetrą się gumy, zerwie łańcuch… itd. Oczywiście cieszymy się z tego, co mamy, ale marzenia zawsze wybiegają poza rzeczywistość!

– Dziękuję za rozmowę i życzę zdrowia.

Rozmawiał Andrzej Szymański

 

aaa

 

turystyka

 

Ćwierć wieku pod żaglami

Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że idea rozpowszechnienia sportów wodnych wśród niewidomych to niepotrzebne ryzykanctwo i nonszalancja. Czas pokazał, że płonne były wszystkie obawy. Lata praktyki udowodniły, że da się przelicytować atrakcje związane z długimi morskimi rejsami. Egzotyczne nazwy greckich wysp czy skandynawskich portów tylko z imion są bardziej atrakcyjne. Co zatem od tylu lat niezmiennie ciągnie ludzi na Mazury? Jak doszło do tego, że żeglarstwo stało się dyscypliną sportową niewidomych?

O to, co łączy, a co różni, a także o to, co wyróżnia dzisiejsze obozy żeglarskie Stowarzyszenia „Cross”, Wojciech Kopczyński pyta Stanisława Piaska – ich pomysłodawcę, gorącego propagatora i organizatora.

– 25 lat temu, czyli w zamierzchłej przeszłości według nastolatków, znalazł się Pan w grupie osób wyznaczających nowe trendy w sporcie niewidomych.

– W 1992 r. pierwsze prezydium „Crossu”, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom zainteresowanych sportem osób z dysfunkcją wzroku, przydzieliło mi jak na tamte czasy nowatorskie zadanie. Chodziło o znalezienie oraz dostosowanie do potrzeb niewidomych nowych dyscyplin sportowych. Królowały wtedy szachy, warcaby, a z imprez plenerowych zlot gwiaździsty, organizowany przez Tadeusza Milewskiego, czy RIN (Rajd Inwalidów Niewidomych – przyp. red.) – dzieło Antoniego Szczucińskiego. Nietrudno się domyślić, że jako absolwent AWF Warszawa, pedagog i osoba, która codziennie przechodzi koło jeziora, skoncentrowałem się na tym, co mokre lub śliskie. Wybór padł na moje pasje, czyli żeglarstwo, kajakarstwo i narciarstwo, od których choroba nie mogła mnie odciągnąć. Łącząc wiedzę, umiejętności i praktykę zdobytą w różnych sytuacjach życiowych, napisałem program pierwszego obozu żeglarskiego.

Od tamtego czasu obozy ewoluowały. Niezmienne pozostały jednak założenia szkoleniowe i fakt, że chętnych jest zawsze więcej niż miejsc na łodziach. Ponadczasowy okazał się pomysł, aby szkolić osoby z dysfunkcją wzroku w charakterze wykwalifikowanego członka załogi. Uczestnicy, obcując na co dzień ze sprzętem, z wodą, zbierają nowe doświadczenia i zdobywają nowe umiejętności. Pod czujnym okiem kadry samodzielnie sterują. W bezpiecznych warunkach przełamują bariery i stereotypy. Obozy to nie tyle fajne przejażdżki, ile forma rehabilitacji. Zauważają i podkreślają to uczestnicy różnych spływów, np. Jakub Leśniak na łódce akceptuje tylko rolę aktywnego członka załogi. Taka postawa z czasem stała się podstawą rywalizacji sportowej.

– Pierwszy obóz to cztery jachty, obecnie jest ich siedem. Jak udaje się pogodzić zainteresowania i oczekiwania czterdziestu osób?

– Podstawą zadowolenia jest dobra, przemyślana organizacja dnia. Przy układzie zajęć wiodących, takich jak żeglowanie, prace bosmańskie czy szeroko pojęta nauka, nie można zapomnieć o czasie na zajęcia własne. Wszystko musi być atrakcyjne. Na przykład sterowanie jachtem. Na dużych akwenach część jednostek ma system nawigacji zintegrowany z kołem sterowym. Zastosowanie takiego systemu na jeziorach jest na razie niemożliwe. Akweny są zbyt małe. Wiatr nie wieje stale w tym samym kierunku, co zmusza do ciągłego halsowania. Wydawać by się mogło, że o sterowaniu przez całkowicie niewidomego nie ma mowy. A tu wręcz przeciwnie. Na małych jednostkach wszystko dzieje się dużo szybciej i jest bardziej odczuwalne. Osoby widzące kierunek wiatru określają po układzie fal lub po ickach (kawałki taśmy lub nitki przywiązane do want), a ci z większymi wadami wzroku i bez tego radzą sobie dobrze. Sternik czuje wiatr na twarzy, niejednokrotnie słyszy bryzę zbliżającą się do jachtu. Operując szotem grota, rejestruje siłę, jaką musi wkładać w jego utrzymanie. Trzymając ster, a nie koło sterowe, czuje opory wody na płetwie. Przy złym trymowaniu żagli lub złym kierunku względem wiatru łódź sama podpowiada, co jest nie tak. Na zamkniętych akwenach, takich np. jak jeziora Widłąg czy Płaskie, samodzielnie świetnie dają sobie radę nawet całkowicie niewidomi. Kiedy płynie się na wiatr, wystarczy określić im położenie innych jednostek oraz rodzaj, czas i miejsce zwrotu, a potem kapitan może oddać się błogiemu lenistwu. Wystawiane przez nas zaświadczenie „Wykwalifikowany członek załogi” Anna Dzitkowska, Paweł Wawrzyczek, Wojtek Puchacz, Kasia Śmierciak, Karolina Kapuścińska potraktowali jako pierwszy etap edukacji i dziś, po zdaniu dodatkowych egzaminów, żeglują samodzielnie.

– Sterowanie to atrakcja dla sternika, a co z pozostałymi?

– Cierpliwie czekają na swoją kolejkę, bo steruje każdy. Poza tym nie można nie doceniać roli załogi. Wachtowy system pracy na żaglowcach zmusza większą liczbę osób do pomocy nie tylko przy stawianiu i marlowaniu żagli. Przy masie żaglowca trudno również mówić o aktywnym balastowaniu i dla części załogantów największą atrakcją staje się wybijanie szklanek. Małe, lżejsze łódki przy większej ilości zwrotów nie pozwalają zbyt długo posiedzieć w jednym miejscu. W kokpicie jest ciągły ruch. Załogę przesadza się lub zmienia miejscami w zależności od kierunku i siły wiatru. Sprawdza się refleks przy silniejszych, bardziej niespodziewanych podmuchach. Osoba w kabinie jest również elementem balastu, i to aktywnego. Jej położenie (czasami dosłownie) decyduje o wzdłużnym wypoziomowaniu kadłuba. Na pokładzie ze względów bezpieczeństwa niczego się nie knaguje, co daje dodatkowo pracę szotmenom. Krótsze rejsy, międzylądowania w atrakcyjnych miejscach wymuszają dodatkowo na wszystkich większą ilość prac bosmańskich i portowych.

O lenistwie nie ma mowy. Nie wiem więc, skąd słowa szanty „Hiszpańskie dziewczyny” o leniwych rejsu godzinach. Na pewno nie z jezior. Nawet najdłuższy – bo z Iławy do Siemian – i wydawać by się mogło najnudniejszy rejs wzbudza emocje. Starsi stażem uczestnicy, tacy jak Anna Barwińska czy Ryszard Wółczyński, wiedzą, że niekorzystny układ wiatru może dwukrotnie wydłużyć czas niezbędny do pokonania tej trasy.

– Dawniej wachtowy system obozu był bardziej oczywisty?

– Nowe miejsce biwakowania, infrastruktura i koszty po trosze stwarzały, a po trosze wymuszały konieczność wykazania się dodatkowymi umiejętnościami i talentami. Elementem może nawet bardziej od pływania motywującym załogę do pracy zespołowej była wachta w kuchni. Każda miała swój tajny przepis na superśniadanie i jeszcze lepszą kolację, mogła wykazać się talentami kulinarnymi. Dwa posiłki w ciągu dnia robiliśmy całkowicie samodzielnie. Na placki ziemniaczane z ogniska, „białe szaleństwo” autorstwa Bogdana Karpińskiego, placki po węgiersku, kapustę z żeberkami, żurek – kilkakrotni uczestnicy czekali cały rok. Twierdzili, że choćby po to warto wracać do Iławy. Obecnie ograniczamy się jedynie do pomocy przy wydawaniu posiłków.

– Co jeszcze uległo zmianie w ciągu tych lat?

– Dawniej obozy miały jedną bazę. Umiejscowione prawie w połowie jeziora Jażdżówki zapewniały swobodę, azyl i dużo możliwości żeglowania. Obecnie, po zmianach gospodarczych, obozy odbywają się po połowie w Iławie i Siemianach. Jest to najkorzystniejszy układ. Iława oferuje łatwiejszy do żeglugi akwen. Nikomu nie sprawia problemu dojazd. Noclegi w ośrodku znajdującym się na obrzeżach miasta, tuż nad wodą, dają możliwość korzystania z szerokiej oferty atrakcji i imprez dodatkowych. Siemiany to bliższy kontakt z naturą. Duże rozlewiska, szerokie przestrzenie, które dają swobodę żeglowania. Wymagają jednak większych umiejętności.

– Obozy to ludzie, którzy tworzą ich atmosferę.

– Niezmienny jest ich muzyczny charakter. Edukację zaczął Adam Ćwikła. Pięknie brzmiał w duetach z Leonardą Pawłowską. Tworzył aranżacje szant na gitarę i skrzypce, by grać razem z Anią Olbryś. Obecnie niezastąpiony Cezary Królik z Robertem Kopczyńskim uczą piosenek żeglarskich, aby przed ogniskami utrwalić lub wzbogacić repertuar. A lista osób utalentowanych muzycznie jest dużo dłuższa. Anna Żelechowska, Lech Mystkowski, Hubert Czapik, który wykazał się również talentem akordeonisty, Janusz Kowalik, Tomasz Błaszkowski – to część z nich. To dzięki ich pracy śpiewamy wszystkie zwrotki bardziej znanych szant. Do weteranów obozowego grania zalicza się jeszcze Henryk Kulig. Śpiewem czas przy ogniskach umilała Anna Bisińska. O niespotykany na biwakach repertuar dbał Wiesław Pawlak. Śpiewając tenorem „Granadę” oraz różne arie operowe, wzbudzał uznanie nie tylko członków obozu, ale i osób postronnych. Aktorskie występy na najwyższym poziomie prezentowała Krystyna Karolczuk.

Obóz to również instruktorzy. Izabela Tomzik mówiła: „Po raz pierwszy spotkałam się z tak doskonałą opieką ze strony kadry. Wszystko odbywało się fachowo, ale zarazem przystępnie i, co najważniejsze, ciekawie”. Celina Żak: „Na takim obozie byłam po raz pierwszy. Przekonał mnie do niego kolega. Chciałabym tu być stale. Bez problemu znalazłam swoje miejsce w załodze. Czułam się potrzebna i odniosłam sukces zespołowy”.

– Wszechstronna edukacja stała się podstawą rywalizacji.

– Brak wiatru to przyjacielskie pływanie na silnikach. A gdy wieje tak jak trzeba, to przynajmniej na początku jest sielanka i śpiewy. Wszyscy płyną równo, nie ma rywalizacji. Potem bardzo naturalnie, w sposób prawie niezauważalny, gdy ktoś się lekko wysforuje, zaczynają się ciche regaty. I większego znaczenia nie ma to, że łódki są różnego typu, a zwycięzca pierwszy dopłynie do pomostu. Wszyscy podglądają, wybierają najlepszy kurs. Steruje oczywiście kursant, nawet gdy za rufą robi się biało, a woda zaczyna wpływać do kokpitu. W tym roku Zenon Tyburc, sternik nie powiem zwycięskiej, ale pierwszej w marinie Siemiany żaglówki o dźwięcznej nazwie Kapusta, oddał ster Kasi Kapuścińskiej tuż przed cumowaniem i… wygrał prawo wyboru miejsca do cumowania. Ale oprócz tego mamy również oficjalne regaty, w których biegi krótsze i dłuższe, na żaglach, a czasem na pagajach, pozwalają podtrzymać ducha rywalizacji. Dawniej wzbogacono je o konkurs wiedzy, w moim przekonaniu jeden z ważniejszych punktów obozu, bo dający motywację do nauki, integrujący załogi i pozwalający wykazać się umiejętnościami każdemu. Obecnie głównymi punktami rywalizacji są Memoriał Adama Ćwikły i Bieg o Błękitną Wstęgę Jezioraka.

– A inne atrakcje?

– Dla jednych może to być na przykład spanie na łodzi. Łagodne kołysanie, świeża bryza wspaniale relaksują. No chyba że dmucha trochę bardziej, do tego od rufy, lub w porcie ma się muzykalne inaczej towarzystwo i o wypoczynku trudno mówić. Czasami rozmiary koi i jej umiejscowienie stają się również utrapieniem. I tu z pomocą przychodzi obóz stacjonarny. Rejsu w połowie się nie przerwie i przy złej pogodzie trzeba swoje wycierpieć. Do wysoko położonych miejsc trudniej dojść, a z tych na dole korzysta nie tylko właściciel. Więc gdy na łódce robi się za ciasno, zawsze można wrócić na ląd, gdzie w szafie leżą ładnie poukładane rzeczy, a do toalety są dwa kroki.

Również oferta zajęć dodatkowych z roku na rok jest coraz szersza. Kółko brydżowe, którego jestem zagorzałymi fanem, miało i ma wielu amatorów: Teresa i Lech Mystkowscy, Anna Jakubowska, Jurek Saczyński, Henryk Szumiński, Zbigniew Olbryś, Mieczysław Kaciotys to część z nich. Co roku powstają nowe propozycje, które są odpowiedzią na aktualne zapotrzebowanie. Nowością tego roku były gry planszowe, którymi zajmował się Radek Drewniak. Na żeglarzach testowano również leśne trasy i możliwość ich pokonania na rowerach, co było próbą przed przyszłym sezonem.

Innymi słowy, obozy oferują obecnie więcej i bardziej różnorodnych atrakcji niż inne tematycznie zbliżone formy wypoczynku, ale bez drobnych uciążliwości, za którymi tęsknią tylko prawdziwe wilki morskie. Dzięki temu osoby określające swój stosunek do wody, podobnie jak Irena Henisz, jako „nierozsądnie bojaźliwy” mogą się przełamać i zacząć realizować nowe pasje.

– Kogo, poza osobami pracującymi przy obozach, można uznać za współtwórców ich sukcesów?

– Obozy są nierozerwalnie związane z Iławą. Wiele osób się z nimi identyfikuje, wspomaga ich realizację. Pomoc uzyskujemy wszędzie, gdzie o nią prosimy. Pomaga nam Związek Gmin Jeziorak z dyrektorem Rafałem Wisińskim, z otwartymi ramionami przyjmuje nas wójt gminy Krzysztof Harmaciński. Od 14 lat mamy w nim sponsora nagród i pucharów, nasi zwycięzcy są wyróżniani na scenie podczas Dni Siemian.

– Czy równie dobrze rozwinęły się inne pomysły?

– Narciarstwo przegrało walkę z trudnościami finansowymi i pogodą. Były organizowane obozy w Białej Farmie, Międzybrodziu, Zakopanem, jednak ich koszty, a przede wszystkim problemy w propagowaniu ciążyły na tej dyscyplinie od początku. Być może gdyby było nas stać na wyjazd do Saint Moritz w Szwajcarii, gdzie odbywało się szkolenie dla przyszłych instruktorów, to po wyposażeniu przez IBSA w tyczki akustyczne wszystko potoczyłoby się inaczej. Obecnie tą dyscypliną zajmuje się ZKF „Olimp” w ramach biathlonu. Mocno pomaga mu w tym współczesny sprzęt treningowy, który nie wymaga śniegu.

– A kajakarstwo? Tereny piękne, jednak nie wszyscy mogą mile wspominać pobyt tutaj.

– Faktycznie, w latach pięćdziesiątych ówczesny biskup Karol Wojtyła był u nas i zanotował stratę (skradziono mu kajak), jednak obecnie wszyscy wyjeżdżają zadowoleni i bogatsi o nowe wrażenia, a nie cudzą własność. Na przestrzeni lat przepłynęliśmy Jeziorak i pobliskie akweny wzdłuż i wszerz. Z Iławy Kanałem Karnickim pływaliśmy w kierunku Elbląga do pochylni oraz do Ostródy z biwakiem w Starych Jabłonkach. Na bazie wielu spływów rozwinęła się idea mistrzostw Polski niewidomych i słabowidzących w kajakach płaskodennych. Po chwilowej zapaści widać stopniowy postęp i 14. MP nie powinny być zagrożone.

Tych, którzy na obozach lub zawodach w Iławie jeszcze nie byli oraz tych, którzy byli, ale chcą zobaczyć, w którą stronę ewoluowały, zapraszamy na Mazury. Przy dużej konkurencji trzeba się bardzo starać, aby utrzymać ich dobrą markę, co jedynie dobrze wróży przyszłości tych imprez. Kto przyjedzie i spojrzy na wodę, tego urzeknie szum wiatru, rozkocha się w łagodnym ruchu fal i będzie mu całkowicie obojętne, gdzie i na czym zacumuje, byleby z workiem żeglarskim. Z tradycyjnymi życzeniami stopy wody pod kilem zachęcam do wszelkich form sportu i turystyki wodnej.

 

aaa

 

zdrowie

 

Słaba krew 

W historii mody bywały okresy, w których bladolicość uchodziła za synonim elegancji i dobrego tonu. Panie woalkami zasłaniały twarz przed słońcem, a makijaż uzupełniały pudrem. Smagła cera kojarzyła się z prostactwem i wsiowym rodowodem, zaś „interesująca bladość” z bogatym życiem wewnętrznym pań i bujnym towarzyskim panów. Gorzej, gdy w obu przypadkach była to nierozpoznana anemia.

Jej objawy w początkowym etapie choroby są mało charakterystyczne. Uczucie osłabienia, zadyszka, bóle głowy, rozdrażnienie bez powodu – to się przytrafia codziennie każdemu z nas. Później są bardziej niepokojące sygnały. Mamy dziwaczne zachcianki kulinarne: chęć na kredę, ziemię, krochmal, papier, lód. Takie spaczone łaknienie nazywa się pica (od łacińskiej nazwy sroki – ptaka o niewybrednym apetycie). Pica bywa jednym z najwcześniejszych objawów niedokrwistości. Inne to utrata kondycji i urody. Skóra jest blada, w kącikach ust tworzą się zajady, powstają zmiany w śluzówce języka, gardła i przełyku, powodujące ból i trudności w czasie jedzenia. Paznokcie stają się cienkie, pękają i rozdwajają się. Włosy matowieją i wypadają. Serce zaczyna wariować – pojawia się arytmia. To wszystko może świadczyć o tym, że brakuje nam żelaza. Jest to najbardziej powszechny rodzaj anemii.

Żelazo jest nam potrzebne jak tlen. Jest niezbędne do wytworzenia hemoglobiny, barwnika, który wiąże tlen i umożliwia jego dotarcie do wszystkich komórek. Bez żelaza nasz organizm staje się słabo odżywiony i mało wydajny. Najpierw topnieją zapasy żelaza gromadzone w szpiku kostnym. Potem jego poziom spada na tyle, że utrudnia to produkcję hemoglobiny. Przyczyną niedostatku tego pierwiastka może być dieta uboga w żelazo. Zdarza się to dość rzadko, głównie u wegan i wegetarian. Częściej powodem jest niewystarczające wchłanianie żelaza z przewodu pokarmowego. Dotyka ono osób po wycięciu żołądka lub fragmentu jelit, chorujących na ich przewlekłe schorzenia zapalne, chorobę Leśniowskiego-Crohna lub też tych, których sok żołądkowy jest niedostatecznie kwaśny. Osoby z upośledzonym wchłanianiem żelaza zazwyczaj nie przyswajają też kwasu foliowego, co dodatkowo utrudnia produkcję krwinek. Nieleczona celiakia (nietolerancja glutenu), która powoduje zanik kosmków jelitowych, może także ograniczać wchłanianie substancji odżywczych. Kolejną przyczyną niedoborów żelaza jest jego przewlekła utrata na skutek krwawienia, np. z przewodu pokarmowego lub podczas obfitych miesiączek. Zdarza się też, przy dużym wysiłku, w okresach intensywnego wzrostu, podczas ciąży i karmienia piersią, że zapotrzebowanie na żelazo gwałtownie rośnie, a sposób odżywiania nie pozwala go pokryć.

Drugą co do częstości występowania jest anemia zapalna. Rozwija się w wyniku długo trwających chorób, którym towarzyszą stany zapalne, na przykład nowotworów, reumatoidalnego zapalenia stawów, tocznia rumieniowatego, zapalnych chorób jelit, przewlekłych, nawracających infekcji (zapalenia kości, szpiku, dróg moczowych), zapalenia wątroby typu C, przewlekłej choroby nerek. Podczas reakcji zapalnych wątroba produkuje duże ilości tzw. białek ostrej fazy, które wykorzystują jony żelaza. To utrudnia zarówno syntezę hemoglobiny, jak i wydalanie żelaza z organizmu.

Inny typ anemii to niedokrwistość megaloblastyczna. Mamy z nią do czynienia wówczas, gdy zostaje zaburzona produkcja czerwonych krwinek w szpiku z powodu niedoboru witaminy B12 lub kwasu foliowego (bywa, że jednego i drugiego). Powstają wtedy bardzo duże, zdeformowane krwinki, niewydolne i krótko żyjące. Chory odczuwa duszność, osłabienie i rozdrażnienie. Jego skóra robi się bladożółta, język wygładzony, czerwony i piekący. Charakterystycznym objawem jest utrata poczucia smaku. Chorego dręczą biegunki i brak apetytu. Chudnie. Może odczuwać mrowienie dłoni i stóp, mieć niedowład oraz problemy z chodzeniem i utrzymaniem równowagi. U niektórych osób może się pojawić uczucie przechodzenia prądu wzdłuż kręgosłupa przy pochylaniu głowy, a także zaburzenia dotyku. Objawy neurologiczne – zaburzenia psychiczne, osłabienie pamięci – występują dlatego, że witamina B12 nie tylko odgrywa ważną rolę w procesie krwiotwórczym, lecz wpływa również na funkcjonowanie układu nerwowego. Anemia megaloblastyczna może towarzyszyć także cukrzycy typu 1, chorobom tarczycy bądź przyjmowaniu leków, które zaburzają metabolizm kwasu foliowego i witaminy B12. Zapasy kwasu foliowego gromadzone przez organizm wynoszą zaledwie stukrotność dziennego zapotrzebowania. Przy niewłaściwej diecie wyczerpują się w ciągu trzech miesięcy. Zasoby witaminy B12 zabezpieczone przez wątrobę wystarczają do prawidłowej produkcji krwi przez ponad trzy lata.

Anemia hemolityczna spowodowana jest przedwczesnym rozpadem (hemolizą) krwinek czerwonych. Czas ich życia skraca się ze 120 do zaledwie kilku dni. Organizm nie nadąża z produkcją nowych. Nietrwałość krwinek może wynikać z wad ich budowy albo z niedostatków pewnych enzymów. Do przedwczesnej hemolizy mogą się też przyczyniać niektóre leki, czynniki zakaźne (wirusy, bakterie, pasożyty), toksyny (np. jad żmii) albo przeciwciała pochodzące z krwi matki (konflikt serologiczny u noworodków). Chorzy na ten rodzaj anemii mogą mieć żółtaczkę, powiększoną śledzionę, kamicę żółciową. W wyniku zatrucia produktami rozpadu krwinek może się pojawić wysoka gorączka, dreszcze, a nawet utrata przytomności. Także – niewydolność nerek. Ryzyko zachorowania jest wyższe u osób, których krewni cierpią na anemię.

Niedokrwistość aplastyczna spowodowana jest tym, że szpik kostny nie produkuje komórek krwi, zarówno białych, jak czerwonych, oraz płytek krwi. Czynnikami, które go niszczą, mogą być: promieniowanie (na przykład praca przy źle zabezpieczonym sprzęcie rentgenowskim), choroby wirusowe (HIV, zapalenie wątroby), zatrucie lekami, a nawet ciąża. Niedostatek leukocytów powoduje zwiększoną podatność na zakażenia i częste gorączki, brak płytek krwi stwarza skłonności do krwawienia, pojawienia się wybroczyn na skórze i błonach śluzowych. Niedokrwistość aplastyczna jest bardzo ciężką, ale na szczęście rzadką chorobą. Może jednak zagrażać życiu na skutek ciężkich zakażeń grzybiczych lub sepsy.

Równie rzadkim rodzajem anemii jest niedokrwistość syderoblastyczna. W jej przypadku żelazo nie zostaje wykorzystane do produkcji krwinek, ale odkłada się w organizmie, głównie w wątrobie i śledzionie, obciążając te narządy. Może to prowadzić do cukrzycy, upośledzenia tolerancji glukozy, niewydolności serca, arytmii. Bywa, że pojawiają się wymioty i bóle nóg. Przyczyną choroby mogą być mutacje genetyczne związane z płcią męską, wówczas atakuje ona już we wczesnym dzieciństwie. Gdy pojawia się później, spowodowana jest zazwyczaj zatruciem cynkiem lub ołowiem, nadużywaniem alkoholu, leków, hipotermią albo niedoborem miedzi w organizmie.

Talasemia – niedokrwistość Morza Śródziemnego, jest wrodzonym defektem genetycznym, spowodowanym zaburzeniami syntezy hemoglobiny. W zależności od rodzaju wywołującej ją mutacji daje objawy o różnym stopniu nasilenia. Należą do nich: mniejsza liczba czerwonych ciałek krwi, powiększenie wątroby i śledziony oraz choroby kości. Postać ciężka jest rzadka, ale może powodować niewydolność serca. Z kolei jej najlżejsza odmiana (talasemia minor) to łagodna niedokrwistość, dająca jednocześnie zwiększoną odporność na chorobę wieńcową oraz na malarię.

Anemia sierpowata, uwarunkowana genetycznie, występuje głównie w środkowej i zachodniej Afryce. Rzadko dotyka rasy białej. Polega na tym, że krwinki czerwone przybierają sierpowaty kształt (stąd nazwa), przez co skraca się czas ich życia (z 90-120 dni do 10-20 dni). „Szczepy” przylegają do ścian naczyń, co sprzyja tworzeniu się skrzeplin i zatorów. Chorzy skarżą się na bóle stawów i kości, zakażenia, obrzęki dłoni i stóp. Zatory mogą spowodować zawał serca, udar mózgu i niewydolność wielu narządów, głównie nerek. Zagrożony uszkodzeniem jest również wzrok. Chorym przetacza się krew lub przeszczepia szpik. Niedawno okazało się, że anemia sierpowata może unieszkodliwić raka. Skrzepy, w jakie sklejają się w naczyniach chore krwinki, szczególnie szybko gromadzą się wokół zmian nowotworowych. Zbijają się w grudki wokół guza i obumierają, uwalniając toksyczne żelazo. Lekarze starają się wykorzystać ten mechanizm przy opracowywaniu onkologicznych terapii.

Średnie dzienne zapotrzebowanie na żelazo wynosi dla mężczyzn 6 mg, dla kobiet w wieku 19-50 lat 7 mg, a po 50. roku życia – 6 mg. Kobiety w ciąży powinny go spożywać aż 23 mg. (Niemal cztery na dziesięć pań w ciąży ma anemię). W zapobieganiu niedokrwistości ważna jest odpowiednia dieta, bogata w żelazo. Występuje ono w pożywieniu w dwóch postaciach: hemowej i bezhemowej. To pierwsze jest znacznie bardziej przyswajalne. Znajdziemy je w małżach (największa procentowo zawartość), ostrygach, podrobach, wołowinie, wieprzowinie, drobiu i rybach. Żelazo niehemowe zawierają jaja, produkty mleczne i roślinne.

Z potraw jarskich najwięcej tego pierwiastka mają płatki śniadaniowe wzbogacone w żelazo. W dalszej kolejności – orzechy i ciemnozielone warzywa (szpinak, natka pietruszki). To, czy żelazo zostanie przez nas przyswojone, w dużym stopniu zależy od tego, na ile zrównoważona i różnorodna jest dieta. Mięso i ryby ułatwiają jego wchłanianie także z innych potraw. Żelazo ze szpinaku zostanie lepiej przyswojone, jeśli zjemy go z łososiem, a nie tradycyjnie – z jajkiem. Pokarmy bogate w witaminę C działają w podobny sposób. Gotowanie w żelaznych garnkach zwiększa zawartość żelaza w potrawach. Lekarze, walcząc z anemią u mieszkańców kambodżańskiej dżungli, oferują im żelazne rybki do gotowania zupy. Rybka ma kilka centymetrów, kosztuje tylko półtora dolara, a przyrządzona na niej zupa zaspokaja do 75 proc. dziennego zapotrzebowanie na ten pierwiastek. Nietypowa rybka starcza na ponad trzy lata gotowania. Pomysł „zupy na gwoździu”, którego autorem jest kanadyjski uczony, przyjął się wśród biednej kambodżańskiej społeczności, której nie stać ani na dietę bogatą w mięso, ani nawet na kupno żelaznych garnków. W Polsce, w okresie PRL, łódzki Instytut Medycyny Pracy proponował wzbogacenie bułek w żelazne mikrodrobiny, by poprawić stan zdrowia włókniarek. Były próby, ale pomysł się nie upowszechnił. Warto wiedzieć, że w anemii niekorzystne jest picie kawy, herbaty i innych napojów z kofeiną, bo osłabiają przyswajanie żelaza.

W zapobieganiu tej chorobie niemałą rolę odgrywają witamina B12 i kwas foliowy. Pierwszą zawiera mięso, nabiał, jaja i ryby. Kwas foliowy można znaleźć w zielonych liściastych warzywach, a także w szparagach, awokado, bananach, soku pomarańczowym, suszonej fasoli, grochu czy w drożdżach. Postać syntetyczna jest dodawana do handlowych produktów zbożowych. Żeby żelazo zostało wbudowane w hemoglobinę, konieczna jest witamina B2 zwana ryboflawiną. Jej źródłem są produkty mleczne, wątroba i płatki zbożowe. W tworzeniu czerwonych ciałek krwi biorą udział także mikroelementy: miedź, cynk i kobalt. Miedź można znaleźć w owocach morza, pomidorach i awokado. Cynk – w kaszy gryczanej, razowym pieczywie, polędwicy, jajach, pestkach dyni, kapuście i żółtym serze. Kobalt – w grzybach, podrobach, cykorii i szpinaku.

Mówi się, że krew jest darem życia. Warto o nią dbać, żeby nie osłabiała naszego organizmu, lecz dawała mu siłę. 

BWO

Na podstawie dodatku do „Gazety Wyborczej” – „tylkoZdrowie”, lipiec 2015 r.

 

aaa

 

ruszajmy się 

 

Jak nie przytyć w święta

Święta Bożego Narodzenia to przez każdego najbardziej wyczekiwany czas. Wszyscy chcą je przeżyć wyjątkowo oraz odpowiednio się do nich przygotować. Zazwyczaj najwięcej uwagi poświęcamy przygotowaniom kulinarnym – gotujemy i kupujemy zwykle za dużo, bo przecież w święta niczego nie może zabraknąć...

Większość z nas cierpi z przejedzenia. Tradycyjne dwanaście potraw zajadamy jeszcze ciastem. Po świętach zaczynamy panikować, że za dużo przytyliśmy i nie zdołamy wrócić do formy przed imprezą sylwestrową. Spróbujmy przekonać się do innego scenariusza, w którym od początku panujemy nad sytuacją i nie tracimy nic z przyjemności jedzenia i świątecznej atmosfery.

Aby nie przytyć, trzeba wiedzieć najważniejsze – co i jak jemy. Jeżeli mamy wpływ na świąteczne menu, możemy postarać się o wersje light tradycyjnych potraw. Nie chodzi o to, aby zrezygnować ze świątecznych dań, ale przyrządzić je w inny sposób. Mięsa i ryby należy gotować i piec – smażenie w panierce zwiększa ich kaloryczność i sprawia, że stają się ciężkostrawne. Należy je spożywać zawsze w towarzystwie warzyw i owoców. Ciasta przygotować, używając zdecydowanie mniej cukru niż zazwyczaj, skorzystać z mąki razowej lub orkiszowej. Zamiast majonezu i śmietany używać do sałatek jogurtu. Do dań nie podawać dodatkowych węglowodanów w postaci pieczywa, ziemniaków czy makaronów.

Jeść należy powoli, dobrze przeżuwając, rozmawiając, odkładając sztućce. W ten sposób dajemy sobie szansę, by poczuć zarówno przyjemność z jedzenia, jak i szybko uzyskać uczucie sytości. Jedząc łapczywie, nawrzucamy dużo jedzenia do żołądka, zanim zdąży on wysłać sygnał do mózgu, że jest najedzony. I wtedy zazwyczaj się przejadamy.

Dobrze jest również jeść mniej, a częściej. To jedna z podstawowych rad dietetycznych do zastosowania w życiu. W święta, kiedy stoły uginają się pod ciężarem potraw, należy dozować małe porcje co 2-3 godziny. Mamy wtedy szansę spróbować wszystkiego i się nie przejeść. Kiedy nawet małe porcje różnych produktów, np. sałatek, mięs, ciast, zjemy naraz, będzie nam ciężko wszystko dobrze strawić. Dzięki częstym posiłkom nie przyzwyczajamy organizmu do odkładania na później, co oznacza mniejsze przekształcanie energii w tłuszcz.

Nie należy głodzić się przed wigilią. Głodówka zwolni metabolizm oraz sprawi,
że łapczywie będziemy chcieli się najeść. Zjedzmy zarówno śniadanie, jak i lekki obiad. Mamy wtedy większą szansę na zdrowy rozsądek podczas samej wigilii.

Kolejna uniwersalna rada, którą warto stosować na co dzień, a szczególnie w momentach przejedzenia – to picie wody. Wypełniony żołądek daje poczucie sytości – gdy będzie w nim woda, po prostu mniej zjemy. Podczas świąt należy przed każdym posiedzeniem przy stole wypić jedną lub dwie szklanki wody. Dużym błędem jest popijanie sokami i napojami, które są bardzo kaloryczne, zawierają dużo cukru i sprzyjają odkładaniu tłuszczu. Najlepsza jest woda, ewentualnie niesłodzony napar z rumianku, melisy lub mięty. Pomiędzy posiłkami można pić herbatę – gdy dbamy o linię i zdrowie, to oczywiście bez cukru.

Dodatkowo pomocne w trawieniu będą świeże warzywa i owoce, które zawierają dużo błonnika i wypełniają jelita bez dodatkowych dużych ilości kilokalorii. Zawierają one dużo wody, witamin i soli mineralnych, które na dodatek odżywiają nasz organizm.

Nie powinno się pić alkoholu, gdyż jest on bardzo kaloryczny: 1 g alkoholu to około 7 kcal. Na dodatek ma bardzo wysoki indeks glikemiczny. Znaczy to, że cukier szybko przechodzi do krwi i będzie odkładany w postaci tłuszczu. Spożywany podczas posiłku, sprzyja tyciu. W Polsce niestety spożycie alkoholu na jednego mieszkańca jest bardzo wysokie, a w święta na wielu stołach pojawiają się wysokoprocentowe trunki. Jeżeli naprawdę nie wyobrażacie sobie świętowania bez procentów, to należałoby wszystkie trunki zastąpić winem – jest najmniej kaloryczne i pije się je w znacznie mniejszych ilościach.

Mniej wytrwali mogą zastosować kilka psychologicznych sztuczek. Jedzenie z małego talerzyka i małych naczyń wizualnie zmienia obraz posiłku. Porcje wydają się wtedy o wiele większe, niż są w rzeczywistości. Do jedzenia powinniśmy usiąść zrelaksowani – stres i nerwy powodują większe łaknienie. Picie wody podczas posiłku małymi łykami spowoduje, że szybciej się najemy. Aby jeść wolniej, możemy: dokładnie przeżuwać, odkładać sztućce, a nawet jeść lewą, mniej sprawną ręką. Należy delektować się smakiem, celebrując każdy kęs. Udowodniono również, że ostre dania szybciej sycą, dlatego dobrze jest użyć do przygotowania potraw dużej ilości przypraw.

Jeśli zależy nam na zachowaniu sylwetki po Bożym Narodzeniu, należy poczynić przygotowania już wcześniej. Przed świętami dobrze byłoby zrobić ciężki trening. Chodzi o to, żeby spalić zawarty w mięśniach glikogen (zapasy cukru). Energia, którą przyswoimy podczas świątecznych posiłków, w pierwszej kolejności posłuży do odbudowy glikogenu mięśniowego, co sprawi, że nie odłoży się w postaci tłuszczu. Bardzo dobry byłby trening siłowy całego ciała, w którym należy ćwiczyć wszystkie partie, ze szczególnym uwzględnieniem dużych grup mięśniowych: nóg, ramion i tułowia, używając do tego dużego obciążenia. Liczba powtórzeń powinna prowadzić do wyczerpania mięśni. Sposobem na „wyssanie” glikogenu z mięśni może być także trening wytrzymałościowy, np. bieg na znaczną odległość (półmaraton – 21 km) lub inny wyczerpujący, długotrwały wysiłek.

Po każdym posiłku zamiast na drzemkę lub przed telewizor warto udać się na wspólny, rodzinny spacer. To świetna integracja, a lekki ruch i świeże powietrze wspomogą trawienie, spalimy trochę z tego, co spożyliśmy, bo zwiększymy metabolizm naszego ciała. Oczywiście, im większą odległość pokonamy, tym więcej kalorii się pozbędziemy. Ważne, żeby był to świąteczny zwyczaj: po odejściu od stołu automatycznie ubieramy kurtki i wychodzimy.

Do świąt trzeba podejść spokojnie, bo stres sprzyja wzmożonemu podjadaniu. Cieszmy się z wolnego czasu i spotkań z bliskimi, starając się nie przeholować. Wybierajmy zdrowsze rozwiązania. Nie należy panicznie wskakiwać na wagę po każdym posiłku – najlepiej w ogóle się nie ważyć. Po świętach na pewno przybyło kilka kilogramów, ale nie wszystko zostało zamienione w tłuszcz. Warto zastosować dietę bogatą w błonnik, by pozbyć się wszystkiego, co zalega po świętach w jelitach.

Dużo wolnego czasu to okazja do większej aktywności. Narty, łyżwy, jogging lub ćwiczenia w domu to świetny pomysł na radosne spędzenie wspólnego czasu i spalenie znacznych ilości kalorii. Dominują tu narty biegowe, na których możemy spalić nawet ponad 600 kcal przez godzinę biegu. W mieście wspólne wyjście na lodowisko ucieszy najmłodszych, a starszym włączy „tryb spalania” w ciele. Jeżeli za oknem jest biało, to nawet wyjście na sanki będzie świetnym treningiem pobudzającym spalanie tkanki tłuszczowej i tego, co zjedliśmy. Najczęściej sanki ciągniemy za sobą albo zjeżdżamy na nich z górki, na którą trzeba podejść. Gdy pogoda nie zachęca do wyjść, można całą rodziną wybrać się na pływalnię lub po prostu poćwiczyć w domu. Warto wprowadzić sportową rodzinną rywalizację: zawody w robieniu pompek lub przysiadów, skakaniu na skakance, robieniu brzuszków, kręceniu hula hop itp. Takie konkursy to zdrowa alternatywa dla gier komputerowych lub planszowych, które najczęściej nas pochłaniają. A może warto pomyśleć, by pod choinką znalazł się jakiś sportowy gadżet lub przyrząd do ćwiczeń, który przez święta byłby testowany przez wszystkich członków rodziny?

Postarajmy się być kreatywni podczas nadchodzących świąt Bożego Narodzenia i nastawmy się na ruch, bo to doskonała integracja i dobra zabawa. Aktywność fizyczna to najlepszy środek przeciwdziałający świątecznemu przejadaniu się i przybieraniu na wadzę. Powodzenia.

Krzysztof Koc

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

Zygmunt Siluk (1940-2016)

W październiku dotarła do nas smutna wiadomość. W Elblągu zmarł Zygmunt Siluk, wieloletni członek kadry narodowej, reprezentant Polski na drużynowych mistrzostwach świata (1990, 1994) i na olimpiadzie w 1992 roku. Trzykrotnie zwyciężał w Pucharze Grunwaldu. Był świetnym szachowym taktykiem, doskonale sobie radził w obronie, wiele partii zwyciężał z kontrataku. Chciałbym przedstawić Czytelnikom krótki wybór Jego partii.

Obrona sycylijska

N. Dragun – Z. Siluk

Segovia 1990

Ta zwycięska partia w meczu z ówczesną Jugosławią walnie przyczyniła się do zdobycia przez Polskę srebrnego medalu w pierwszych drużynowych mistrzostwach świata 1.e4 c5 2.Sf3 d6 3.d4 cd4 4.S:d4 Sf6 5.Sc3 a6 6.f4 Hc7 7.Ge2 e5 8.Sb3 b5 9.a3 Ge7 10.0-0 Gb7 11.Gf3 Sbd7 12.He2 0-0 13.Kh1 Sc5 Czarne wyszły z debiutu z dobrą pozycją 14.Gd2 Wad8 15.Wac1 ef4 16.G:f4 Se6 17.Ge3 Lepsze 17.Gd2, aby uniemożliwić zagranie d6-d5: 17...d5? 18.ed5 S:d5 19.S:d5 G:d5 20.Ga5 17...d5! 18.ed5 S:d5 19.S:d5 G:d5 Czarne przechwyciły inicjatywę 20.Sd2 He5 21.G:d5 W:d5 22.c4 Wd7 23.Sf3 He4 24.cb5 Wd3 (24...Hd3!?) 25.Wce1 Lepsze 25.Wfe1 ab5 26.Hc2! z groźbą 27.Se5! 25...ab5 26.Se5!? Teraz na 26.Hc2 była odpowiedź 26...Hc4 26...Wd5 27.Sc6 Gd6 28.Hf2? Po prawidłowym 28.Gg1 H:e2 29.W:e2 Wc8 30.Wc1 Kf8 białe przechodziły do trochę gorszej końcówki 28...Wh5! Okazuje się, że punktu h2 nie ma jak bronić. Czarne uzyskują wygraną pozycję 29.Hf3 W:h2+ 30.Kg1 Hh4 31.g3 G:g3 32.Se7+ H:e7 33.H:g3 Wh5 34.We2 Hc7 Czarne były w niedoczasie i stąd tendencja do uproszczeń przy przewadze materialnej. Biały król jest jednak pozbawiony osłony pionkowej i szybciej wygrywał atak na króla, np. 34...f5!? 35.Wfe1 Hf7 36.Gd2 f4 37.Hb3 f3! itd. 35.Gf4?! S:f4 36.W:f4 Hc1+ 37.We1 Hc5+ (37...H:b2!?) 38.Kg2 Wg5 39.Wg4 Hd5+ 40.Kf2 Hd2+? Niedoczasowy błąd. Natychmiast kończyło grę 40...Hf5+ 41.We2 W:g4?! (41...Wf5+!) 42.H:g4 Hd6 43.Hf5 b4 44.a4 g6 45.Hb5 h5 46.a5 Wolny pionek daje białym pewne nadzieje na ratunek 46...Kh7 47.Hc4 Kg7 48.We4 Wd8 49.H:b4 Hh2+ 50.Kf1 Wd1+ 51.We1 Wd3 52.He4 Wd2? (52...Wg3!) 53.We2 Wd1+ 54.We1 W:e1+ Lepsze 54...Wd6. W końcówce hetmańskiej wolny zaawansowany pionek białych bardzo utrudnia wygraną 55.K:e1 H:b2 56.Ha8? Po 56.Ha4! h4 57.a6 sytuacja stawała się niejasna. Po błędnym ruchu hetman staje na drodze pionka, co daje czarnym decydujące tempo 56...h4! 57.Kf1 Szybko przegrywało 57.a6 h3 58.a7 h2 57...h3 58.Kg1 g5 59.a6 g4 60.He4 Hc1+ 61.Kh2 Hd2+ 62.Kh1 f5 63.He7+ Po 63.Hb7+ Kg6 64.a7 rozstrzygało 64...g3 63...Kg6 64.He6+ Kg5 65.He7+ Kf4 66.Hc7+ Kf3 67.Hb7+ Kg3 68.Hb3+ Kh4 Szachy się skończyły. Białe złożyły broń.

Obrona sycylijska

Z. Siluk – R. Rehorek

Segovia 1990

1.e4 c5 2.Sc3 Sc6 3.Sf3 d6 4.d4 cd4 5.S:d4 Sf6 6.Ge2 e5 7.Sb3 Ge6 Dokładniejsze jest 7...Ge7, co po 8.Gg5 0-0 9.0-0 daje możliwość 9…S:e4! 8.Gg5 Ge7 9.0-0 0-0 10.Hd2 h6 11.G:f6 G:f6 12.Wad1 G:b3?! Szkoda tego gońca. Należało zdecydować się na 12...Ge7 13.Sd5 Gg5 14.Hd3 a5 z równą pozycją 13.ab3 Sd4 14.Gc4 a6 15.Gd5?! To jest miejsce dla skoczka. Białe wkrótce dojdą do tego wniosku 15...Hc7 16.Gc4 Gg5 17.f4! Gd8 (17...G:f4? 18.W:f4) 18.Kh1 b5 19.Sd5 Hc5 20.Gd3 ef4 21.b4! W przypadku natychmiastowego 21.H:f4 Sc6 22.c3 Se5 czarny skoczek stawał na silnej obronnej pozycji 21...Hc6?! Tu hetman przeszkadza własnemu skoczkowi w przerzucie na pole e5. Lepsze 21...Hc8 22.H:f4 Wa7? Przeoczenie 23.c3? Tak czasami bywa. Szachista, zaabsorbowany swoim planem gry (w tym przypadku atakiem na króla), nie zauważa „pobocznych” motywów. Po 23.Hf2! Gb6 24.c3 ginęła czarna figura 23...Se6 24.Hg4 Sc7 25.Se3 Gg5?! Po 25...g6 26.Sf5 h5 27.Hg3 Se6 sytuacja czarnych też była bardzo zła, ale można było bronić się dłużej. 26.Sf5! Wstęp do rozstrzygającego szturmu 26...Se8 (26...g6? 27.H:g5!) 27.h4 Gd8 28.S:h6+ Kh7 (28...Kh8 29.Hh5) 29.e5+! K:h6 30.W:f7! Grozi 31.Hg6x 30...de5 31.W:f8 g6 32.Ge4 1–0

Obrona sycylijska

Z. Markov – Z. Siluk

Olimpiada IBCA, Can Picafort 1992

1.e4 c5 2.Sf3 d6 3.d4 cd4 4.S:d4 Sf6 5.Sc3 e6 6.Gg5 a6 7.f4 Ge7 8.Hf3 Hc7 9.0-0-0 Sbd7 10.g4 Jugosłowiański szachista znany był z bardzo agresywnego stylu gry, stąd wybór jednego z najostrzejszych wariantów obrony sycylijskiej 10...h6 11.Gh4?! Niedokładność dająca czarnym dobrą pozycję. Konieczne było 11.G:f6 G:f6 12.h4 11...g5! 12.fg5 Se5 13.Hg3 Sf:g4 14.g6?! Po 14.gh6 G:h4 15.H:h4 He7 czarne stały trochę lepiej, ale było to mniejszym złem 14...fg6 15.Gb5+? Ta ofiara jest niepoprawna. Należało zdecydować się na spokojne 15.G:e7 H:e7 16.Ge2 15...ab5 16.Sd:b5 Hc5 17.G:e7 K:e7 18.Wd4 Po 18.S:d6 He3+ czarne wymuszały wymianę hetmanów 18...Gd7 19.b4 Hb6 20.W:d6 He3+ Dalej jest już proste 21.H:e3 S:e3 22.Wb6 Wab8 23.Sd6 S5c4 24.S:c4 S:c4 25.Wb5 G:b5 26.S:b5 Wa8 0-1

Z. Siluk – G. Draghici

Drużynowe mistrzostwa świata, Ustroń 1994

Białe: Kg1, Hc2, Wa1, Wf1, Gb2, Ge2, Sf3, Sg2, a2, b3, c4, d4, e3, f2, g3, h4

Czarne: Kg8, Hh5, Wa8, Wh6, Gc8, Gd6, Se4, Sg4, a7, b7, c6, d5, e6, f5, g5, h7

Król jest w niebezpieczeństwie, ale białe bronią się dokładnie 17.Se5! gh4 18.gh4 G:e5 19.de5 Gd7 20.Hd3 Sg5!? 21.e4! Sf7? Złe było 21...S:e4? 22.f3, na 21...de4 lub 21...fe4 nastąpiłoby 22.Hg3; ale po najsilniejszym 21...f4! 22.G:g4 H:g4 23.f3 Sh3+ 24.Kh1 Hg3 25.He2 Kh8 z dalszym Wg8 czarne wciąż miały inicjatywę 22.ed5 Kh8?! Kolejny błąd, ale i po 22...cd5 23.cd5 Wg6 24.Hg3 białe powinny zwyciężyć 23.f3 Sg:e5 24.He3 Do szybkiej wygranej prowadziło 24.de6 G:e6 25.f4 Hg6 26.Hh3, ale obaj zawodnicy mieli bardzo mało czasu na zegarze 24...f4 25.H:f4 Kg8 26.Kf2 ed5 27.Wg1 Teraz czarny król jest w niebezpieczeństwie 27...Wg6 28.Se3 dc4 29.S:c4 We8 30.Wg5? Niedoczasowy błąd, na szczęście niewykorzystany przez czarne 30...W:g5 Dobre było także 30...S:g5!? 31.hg5 Sf7! 31.hg5 Hg6? (31...Sg6!) 32.S:e5 He6 33.Gc4 H:e5 34.G:f7+ 1-0

Z. Siluk – D. Falkowski

Mistrzostwa Polski, Krzyżowniki 2007 

Białe: Kh2, Hd1, Wb1, Wf1, Gd2, Gg2, Sd5, Sf3, a2, b2, c4, d3, e4, f2, g3, h3

Czarne: Kg8, Hd7, Wa8, Wf7, Gg7, Sc6, Se7, a7, b7, c7, d6, e5, f5, g5, h6

14.G:g5!? Odważne intuicyjne poświęcenie. Zygmunt Siluk lubił ryzyko. Alternatywą było spokojne 14.b4 Sd4 15.S:d4 ed4 16.f4 14...fe4 15.de4 Sg6? Czarne godzą się na grę bez pionka. Po zabraniu gońca możliwy był następujący wariant: 15...hg5 16.S:g5 Sd4 17.Hh5 (Równie dobre jest 17.S:f7 G:f7 18.f4!?) 17...G:d5 18.ed5 Wf6 19.Hh7+ Kf8 20.f4 (Jeśli białe zadowala remis, to można zagrać 20.Hh5 z groźbą 21.Sh7+, co wymusza powtórzenie posunięć po 21…Kg8 22.Hh7+) 20...ef4 21.Ge4! z trudną do oceny pozycją 16.Ge3 Waf8 17.Sg1 Sd8 18.b3 Kh7 19.f4? Błąd, po którym gra zaczyna się od nowa. Prawidłowe było 19.Hh5 19...G:d5! 20.f5! Białe chcą osłabić pozycję króla. Po 20.ed5 ef4 czarne odbijały pionka w lepszej sytuacji niż po ruchu w partii 20...Gc6 21.fg6+ K:g6 22.W:f7 W:f7 23.Gf3! Kh7 24.Gg4 He7 25.Gf5+ Kh8 26.Hh5 Wf6 27.g4 W:f5? Niepotrzebna ofiara. Groźbę g4-g5 można było odeprzeć poprzez 27...Ge8 28.Hh4 Se6, np. 29.g5 Wf8 30.G:e6 H:e6 31.gh6 Gf6 i stojący za białym pionkiem czarny król czuje się bezpiecznie 28.H:f5 Hf7 29.Wd1 He7 30.Se2 Se6 31.Sg3 Sd4 32.Hf2 Hh4 33.Wf1 Kh7 34.Hf7 Hd8 35.Sh5 1-0

Z. Wojcieszyn – Z. Siluk

Mistrzostwa Polski, Krzyżowniki 2007 

Białe: Kg1, Hd2, Wa1, Wh1, Gg2, Se3, Sg3, a2, b2, c3, d5, e4, f3, h4
Czarne: Kg7, Hf8, Wa8, Wf6, Gd7, Sd3, Sg8, a7, b5, c4, d6, e5, g6, h7

24...W:f3! Jak najbardziej poprawna ofiara jakości 25.G:f3 H:f3 26.Sef1 h5 Możliwe było także 26...Sf6 27.He3 Hf4! 27.He2 Hf4 28.He3 (28.b3!?) 28…S:b2 29.H:f4 ef4 30.Se2 Sd3 Gra przeszła do końcówki z materialną równowagą, w której czarne mają dużą przewagę pozycyjną 31.Sd2 Sf6 32.Wf1 S:e4 Ta kombinacja nie była wymuszona (32…We8), ale jest charakterystyczna dla kombinacyjnego stylu zawodnika grającego białymi 33.S:e4 We8 34.S:f4 Jeśli 34.S:d6, to 34...W:e2 35.Wh2 We5 34...W:e4 35.S:d3 cd3 36.Wd1 Gf5 37.Wh2 Wieża w końcu wchodzi do gry, ale białe nie mają obiektu ataku 37...We5 38.a4 W:d5 39.ab5 W:b5 40.Wa2 a5 41.Kf2 We5 42.Wda1 Wc5 Z technicznego punktu widzenia lepiej było zabrać drugiego pionka 42...We4 43.W:a5 W:h4 43.W:a5 W:c3 44.Wa7+ Kf6 45.Ke3 Wc4 46.W7a4 Wc2 47.W4a2 Lub 47.Wd4 We2+ 48.Kf4 Wh2 49.W:d6+ Ke7 47...Ke5 48.Wa5+ d5 49.W5a2 d4+ 50.Kf3 Gg4+ 51.Kg3 Ke4 52.Wa8 d2 53.We8+ Kd3 54.Wa3+ Wc3 0–1

Z. Siluk – D. Falkowski

Koszalin 2008 

Białe: Kg1, Hc2, Wa1, Wf1, Gc1, Gc4, Sd2, Sf3, a2, b2, c3, f2, g2, h2

Czarne: Kg8, Hh5, Wa8, We8, Gc5, Gg4, Sc6, Sf6, a7, b7, c7, f7, g7, h7

Zygmunt Siluk małą wagę przywiązywał do debiutów i często otrzymywał gorsze pozycje. Bronił ich jednak niezwykle skutecznie 13.h3 Gf5 14.Gd3 G:d3 15.H:d3 Wad8 16.Hc2 We2 17.Ha4 Wde8?! Lepsze było natychmiastowe 17...b5 18.b4 b5 19.Hb3 Zasługiwało na uwagę 19.Ha6!? Gb6 20.a4 19...Gb6 20.a4 ba4?! Druga niedokładność, po której białe wyrównują szanse. Należało zagrać 20...Hg6 z bardzo nieprzyjemną groźbą 21...Hg3 i skutecznym atakiem na pionka f2 21.H:a4 Se5 22.Sd4 Sd3 23.S2f3! Po błędnym 23.S:e2? W:e2 atak czarnych szybko rozstrzygał 23...W2e4 24.Gd2 Sd5 25.Hb5 Pozycja się zaostrzyła, białe też stworzyły groźby 25...c5? Konieczne było 25...S5f4, co po 26.H:h5 S:h5 27.Ge3 prowadziło do równej końcówki 26.H:d3 cd4 27.cd4 Lepiej wyglądało 27.c4 Sf4 28.G:f4 W:f4 29.c5 27...Hg6?! (27...Hf5!?) 28.Se5! He6? Jedyne było 28...W:d4, ale po wymianie ciosów 29.H:d4! G:d4 30.S:g6 G:a1 31.W:a1 hg6 32.W:a7 powstawała wygrana dla białych końcówka 29.H:e4 f6 30.Wae1 fe5 31.de5 Gc7 32.f4 h6 33.Kh1 Kh8 34.Wf3 1-0

Ryszard Bernard

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w warcaby

W jednym z turniejów cyklu Pucharu Świata doszło w tym roku do pojedynków młodości z doświadczeniem. Poniżej analiza dwóch partii warcabistów ze środowiska „Crossu”, którzy za przeciwników mieli zawodników młodzieżowej kadry Polski.

Jakub Gazda – Ryszard Suder

Polish Open 2016, 07.09.2016 r., Karpacz

1. 31-26

Debiut bandowy.

1… 17-21

Czarne nie przyjęły propozycji i wymieniwszy bandowego piona, sprowadziły partię na inne tory.

2. 26x17 12x21 3. 34-29 7-12 4. 40-34 19-24?

Niezrozumiały ruch, taka półrogatka nie jest efektywna. Przy wiązaniu przeciwnika w rogatkę lub półrogatkę należy najpierw usunąć piony z głównej linii. W tym przypadku są to piony 14, 10 i 5.

5. 45-40 14-19 6. 50-45 20-25

Bardzo pasywne zagranie czarnych.

7. 29x20 25x14 8. 35-30

Wyprowadza słabego piona z pola 35.

8… 1-7 9. 40-35 21-26

Niepotrzebny ruch. Bezzasadne granie na bandy nie poprawia pozycji czarnych.

10. 44-40 11-17 11. 30-25 17-21 12. 32-28

Lepiej zagrać 19-23 z aktywnym biciem do środka, niż nabijać przeciwnikowi tempa.

12… 18-23 13. 36-31

Białe wykorzystały szansę na rozwinięcie swojego długiego skrzydła.

13… 23x32 14. 37x28 26x37 15. 41x32 12-18 16. 46-41 7-12 17. 41-37 19-23

Czarne odpowiadają podobnie.

18. 28x19 14x23 19. 34-29 23x34 20. 40x29

Walkę o centrum wygrały białe. Pion na polu 29 dominuje w centrum warcabnicy. Ponadto białe przewyższają przeciwnika w rozwoju o 6 temp.

20… 10-14

Ruch 15-20 pozwala na szybszy rozwój skrzydła.

21. 45-40 14-19 22. 25-20 15x24 23. 29x20

Niestandardowa idea opanowania pola 15 w celu utrudnienia czarnym gry na długim skrzydle.

23… 5-10 24. 20-15 10-14 25. 35-30 18-22 26. 40-34 22-27

Przeciwnik odpowiedział tym samym i też ograniczył długie skrzydło białych.

27. 34-29 12-18 28. 39-34 6-11 29. 30-25 21-26 30. 32x21 16x27

W tym momencie pozycja wygląda na równą. Białe ograniczyły przeciwnika na ich długim skrzydle. Podobnie zrobiły czarne na przeciwnym. Ta tylko różnica, że białe mają wsparcie innych centralnych pionów. Nic nie wskazuje na to, że za chwilę czarne znajdą się w krytycznej sytuacji.

31. 38-32 27x38 32. 43x32

To wyzwala z ograniczenia.

32… 11-16 33. 42-38 8-12 34. 49-43 12-17 35. 43-39 17-21 36. 32-28 2-8 37. 38-32 8-12 38. 48-42 12-17 39. 42-38

Teraz widać dokładnie przewagę białych. Wyparły one przeciwnika ze swojego długiego skrzydła i opanowały centralne pola 28 oraz 29. W następnych krokach będą próbowały zdobyć trzecie ważne pole numer 27.

39… 18-23 40. 29x18 13x22 41. 34-29 9-13 42. 47-41 3-9 43. 41-36 13-18 44. 36-31 9-13 45. 39-34 4-9 46. 34-30

Czarnym brakuje już ruchów. Nie pozostaje nic innego jak tylko desperacko przedrzeć się na damkę i liczyć na błąd przeciwnika.

46… 21-27 47. 32x23 16-21 48. 28x17 19x39 49. 38-33 39x28 50. 29-23 21x12

Bicie w drugą stronę też nie daje większych szans na remis.

51. 23x32 12-17 52. 32-28 13-18 53. 31-27 9-13 54. 30-24.

Czarne poddały partię.

2-0

Leszek Stefanek – Marta Bańkowska

Polish Open 2016, 07.09.2016 r., Karpacz

1. 32-28 18-22 2. 37-32 12-18

Gracze rozpoczęli partię od otwarcia holenderskiego.

3. 32-27?

Tak jak w poprzedniej partii, podobnie i w tej białe złapały przeciwnika w półrogatkę. Piony na polach 5 i 10 są jednak zbędnym balastem przy tego typu związaniu.

3… 19-23 4. 28x19 14x23 5. 31-26 22x31 6. 26x37

Bardzo pasywne wybicie.

6… 10-14 7. 37-32 14-19 8. 41-37 16-21

Czarne korzystają z okazji i wyprowadzają słabego piona, który na polu 26 jest znacznie silniejszy.

9. 46-41 21-26 10. 34-29 23x34 11. 39x30 5-10 12. 30-25 10-14 13. 40-34 7-12 14. 34-30

Najwyraźniej białe próbują ruchami na bandę ograniczyć mobilność długiego skrzydła czarnych.

14… 1-7 15. 44-39 18-23 16. 32-28 23x32 17. 37x28 12-18 18. 41-37 7-12 19. 50-44 2-7

Wyczekujący ruch czarnych.

20. 38-32 20-24 21. 43-38 18-23

Partia z otwartej zmieniła się w klasyczną.

22. 49-43 11-16 23. 44-40 17-21 24. 36-31 12-18 25. 31-27 7-11

Praktycznie symetryczna, zamknięta pozycja klasyczna z równą liczbą temp po obu stronach. Z tą tylko różnicą, że czarne mają nieefektywnego piona na 15 przy pionie 24, ale za to możliwość wykorzystania olimpika (ułożenie pionów 6-11). Natomiast białe nie mają zbędnego balastu na polu 36, ale za to ich olimpik (45-40) nie ma na razie szans zostać wykorzystany.

26. 47-41 14-20 27. 25x14 9x20

Czarne postanowiły włączyć do gry swoje długie skrzydło.

28. 30-25 4-9 29. 25x14 9x20 30. 41-36 8-12 31. 40-34 24-29

Inna kontynuacja partii mogła wyglądać tak: 31... 12-17 32. 28-22 17x28 33. 33x22 (tzw. wyjście Gestema) 11-17 34. 22x11 6x17 35. 34-30 20-25 36. 38-33 25x34 37. 39x30 15-20 38. 30-25 3-8 39. 25x14 19x10.

Pozycja wygląda na wyrównaną: czarne mają nieaktywnego piona na 17, za to białe niekorzystne położenie piona 36, zablokowanego przez piona 27.

32. 33x24 20x40 33. 45x34

Bicie do tyłu wydaje się naturalne przy pozycjach klasycznych, ale zawodzi z powodu groźby ataku na długie skrzydło białych.

33… 15-20 34. 34-29 23x34 35. 39x30 18-23 36. 27-22

To ostre wtargnięcie białych wydaje się w tej pozycji uzasadnione. Grożą one teraz prostym uderzeniem 22-17, a w przypadku wiązania 12-17 łatwo oswobodzą się ruchem 22-18.

36… 11-17 37. 22x11 6x17 38. 36-31 20-24 39. 43-39 12-18 40. 39-34 3-9 41. 31-27 9-14 42. 38-33 24-29!

Ciekawe poświęcenie ze strony czarnych. Bywały partie, w których podobne poświęcenie decydowało o wygraniu potyczki.

43. 33x24 17-22 44. 28x17 21x12 45. 42-38 23-28 46. 32x23 18x20 47. 38-33 20-25 48. 33-28?

Bardzo słaby ruch, który może doprowadzić do porażki białych.

48… 13-18

Oczywiście nie można 28-22 z powodu prostej większości 16-21.

49. 37-32 12-17 50. 48-42 16-21!

Czarne ponownie zaskakują. Poświęcenie piona znacznie komplikuje białym drogę do remisu.

51. 27x16 26-31 52. 42-38 31-36 53. 32-27 36-41 54. 38-33

Znów grożą tzw. większości.

54… 14-20 55. 33-29 19-23! 56. 28x19 18-22 57. 27x18 20-24 58. 29x20 25x12

59. 30-24 41-47 60. 34-29

Czarne do tego momentu grały bardzo dokładnie i doprowadziły do wygranej pozycji.

60… 12-18?

Błędny ruch, który kosztował czarne zwycięstwo. Wygrywało: 60... 47-36 61. 16-11 17x6. Powstaje książkowa końcówka.

Pierwszy wariant: 62. 24-19 36-47 63. 29-23 47-41 64. 35-30 6-11 65. 30-25 11-17 66. 25-20 12-18 67. 23x21 41x25.

Drugi wariant: 62. 24-20 36-41 63. 20-15 41-5 – i tu można wybrać dwie kontynuacje: (a) 64. 35-30 12-17 65. 30-24 5-28 66. 24-20 28-5 67. 29-24 5-41 68. 24-19 41x25 69. 15-10 25-9 (i białe muszą się poddać); (b) 64. 29-24 5-41 65. 35-30 41-28 66. 30-25 12-17 67. 25-20 28-5 68. 20-14 5x30 69. 15-10 30-19 (białe nie mogą zrobić damki ani na polu 46, ani na 47 z powodu prostej łapanki).

61. 35-30 47-36 62. 16-11 17x6 63. 24-19 6-11 64. 30-25 18-23 65. 19x28 36-41 66. 29-23

Remis.

1-1 

Damian Jakubik

 

aaa

 

Ogólnopolski turniej w szachach i warcabach

Serdecznie zapraszamy na ogólnopolski turniej w szachach i warcabach, który odbędzie się w dniach 26-31.12.2016 r. Istnieje możliwość przedłużenia pobytu i udziału w balu sylwestrowym w Ośrodku Rehabilitacyjno-Wypoczynkowym „Wielspin”, ul. Jeziorna 16,
62-100 Wągrowiec, www.wielspin.pl/wagrowiec – wówczas wyjazd przypada 02.01.2017 roku.

Organizatorem turnieju jest Stowarzyszenie Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących „Cross”, a jego koordynatorem Józefa Spychała (tel. 509 816 704, xmysza@o2.pl).

Przyjazd na turniej: 26.12.2016 (od kolacji).

W turnieju mogą uczestniczyć osoby ze znacznym i umiarkowanym stopniem niepełnosprawności z tytułu wzroku, należące do Stowarzyszenia „Cross”. Liczba miejsc dla przewodników jest ograniczona i koordynator przydziela je tym uczestnikom, którym najbardziej potrzebna jest pomoc przewodnika.

Zgłoszenia do turnieju prosimy przesyłać do dnia 20.12.2016 na adres mailowy:
xmysza@o2.pl, z podaniem imienia, nazwiska, stopnia niepełnosprawności oraz informacji, czy uczestnik będzie grał w szachy czy w warcaby.

Opłata za udział w turnieju (26-31.12.2016 r.) wynosi 100 zł za osobę (również za opiekuna), płatne gotówką na miejscu lub przelewem na konto Stowarzyszenia „Cross”.

Dodatkowa opłata za przedłużenie pobytu i udział w balu sylwestrowym (31.12.2016-02.01.2017 r.) wynosi 340 zł za osobę, płatne na miejscu tylko gotówką.

Można przyjechać tylko na turniej lub tylko na bal sylwestrowy albo na obie imprezy. Prosimy o informację w zgłoszeniu.

Każdy zawodnik zobowiązany jest zabezpieczyć komplet szachów lub warcabów.

Nagrody: puchary za pierwsze trzy miejsca w turnieju szachowym, jak i warcabowym.

Koordynator

Józefa Spychała

Kontakt do Stowarzyszenia „Cross”:

e-mail: biuro@cross.org.pl lub  skfsit.cross@wp.pl