stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 12, 1 (105, 106) Grudzień 2013, Styczeń 2014

CROSS

ISSN 1427-728X

ROK XI, XII

Nr 12/2013-1/2014 (105-106)

Grudzień 2013 r. – Styczeń 2014 r.

MIESIĘCZNIK

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I S£ABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 635 57 94

tel.kom. 668 764 654,

666 725 040

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Skład i opracowanie graficzne:

Wojciech Górski

Druk:

EPEdruk Spółka z o.o.

ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Miesięcznik dofinansowuje

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

 

 

 

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych

 

aaa

 

Spis treści:

 

Jak walczyć, to tylko fair play

AMA

Nic dwa razy się nie zdarza?

Lubomir Prask

W fabryce mistrzów świata

Konrad Andrzejuk

Drezdeński sukces

Teresa Dębowska

Puchar Polski, czyli bowling inaczej       

Piotr Dudek

W duecie

Piotr Dudek

Młodzież w natarciu, a seniorzy... na podium

Joanna Popławska

Wiadomości

Niespotykanie GLOBALny facet

Andrzej Szymański

Na narty do kolebki słynnej kolędy

Teresa Dębowska

Uwaga: grypa     

(BWO)

Jazda konna

Krzysztof Koc

Gramy w szachy

Ryszard Bernard

Gramy w warcaby

Jan Sekuła

Plebiscyt – Galeria sław polskich sportowców z niepełnosprawnością

Ankieta dotycząca czasopisma „Cross”

 

 

aaa

Życzenia

 

W ciągłym biegu, bez chwili dla siebie i bliskich – w drodze z pracy, ze szkoły do domu, na trening, załatwiając ważne sprawy – przystańmy na chwilę, by poczuć zapach świerkowych igieł, aromat korzennych przypraw, miodu i migdałów, gorzkiej skórki pomarańczy. Zachwyćmy się urokiem migotliwego śnieżnego kobierca, który skrzy się tysiącem świetlistych błysków. Poczujmy wyjątkowe ciepło i niezwykłą aurę Bożego Narodzenia.

Wszystkim Czytelnikom, współpracownikom czasopisma „Cross”, sportowcom i ich bliskim dziękujemy za pierwsze wspólne miesiące, życzymy radosnych, rodzinnych Świąt, spokoju i odpoczynku, by z nowymi siłami wkroczyć w kolejny rok.

Redakcja

 

aaa

wokół sportu

 

Jak walczyć, to tylko fair play

„Sport może angażować zarówno najszlachetniejsze uczucia człowieka, jak i najpodlejsze namiętności, może rozwijać w człowieku bezinteresowność, ale i miłość do zysku, może być rycerski, ale także skorumpowany”. Czy słowa Pierre’a de Coubertina oddają ducha sportu naszych czasów?            

Krąży wiele opinii dotyczących jego negatywnej kondycji, rodzą się pytania o kierunki dalszego rozwoju. Z przykrością trzeba przyznać, że idea fair play nie zawsze stoi na pierwszym miejscu w hierarchii wartości współczesnych sportowców, co potwierdzają niepokojące wydarzenia ze stadionów i innych obiektów sportowych. Przypadki łamania obowiązujących przepisów, niekontrolowanie własnych emocji, reprezentowanie wrogiej postawy wobec przeciwnika, brutalne faule i doping są oznaką głębokiego kryzysu w sporcie i odrzucenia obowiązujących w nim reguł.  Przeczą przede wszystkim personalistycznej wizji sportu i idei, w którą wierzą ludzie. Jeżeli przyjrzymy się jeszcze bliżej, dostrzeżemy takie zjawiska, jak: zwycięstwo nade wszystko, pogoń za rekordem, megalomania, komercjalizacja. Widoczny jest triumf taktycznej zapobiegliwości chytrego rozumu wśród wielu trenerów i organizatorów sportu. Sponsorzy traktują grę i wynik jak towar poddany prawu popytu i podaży. Sami sportowcy również wzruszają ramionami. Fair play? A jakie to przynosi korzyści w gonitwie za sławą i pieniędzmi? Czy zatem jesteśmy świadkami praktycznego odpływu tej idei?

Wielu obserwatorów zjawiska, którym jest sport, sądzi, iż jest to jednak tendencja przemijająca. Odrzucenie fair play musiałoby bowiem unicestwić sam sport. Odarty z takich wartości, jak: piękny gest, honorowa, zgodna z zasadami, lojalna, uczciwa gra, szlachetna postawa, poszanowanie przeciwnika, honorowe podejście do walki, panowanie nad złymi emocjami – pozbawiony byłby tego piękna, z którym kojarzony był przez wieki, które przyciągało do niego jak magnes zarówno zawodników, jak i widzów. Nic tak nie działa na wyobraźnię człowieka, jak zachowanie fair play wielkich i znanych sportowców.

Na igrzyskach w Melbourne w finale rzutu oszczepem, w którym prowadził Janusz Sidło, nie wiodło się Egilowi Danielsenowi. Ten drugi posługiwał się w konkursie starym rodzajem oszczepu, Sidło tzw. heldem, o bardziej aerodynamicznym kształcie. W przedostatniej kolejce Polak podał swój oszczep przejętemu niepowodzeniem Norwegowi. W chwili, gdy Danielsen rzucił, zerwał się wiatr i opływowy oszczep poszybował na zawrotną wówczas odległość 85,71 m! Był to jedyny znakomity rzut norweskiego zawodnika. Z nowszych przykładów można przytoczyć ten, którego bohaterami byli skoczkowie narciarscy – Adam Małysz i Sven Hannawald. Podczas konkursu skoków narciarskich o Puchar Świata w Zakopanem kibice wrogo zachowywali się wobec Niemca. Po zawodach Adam przeprosił Svena i zwrócił się do publiczności z apelem o godne zachowanie w trakcie zmagań, o pokazanie, że doceniając wszystkich zawodników, potrafią wytworzyć niezapomnianą atmosferę serdeczności i przyjaźni. Skutek był wręcz nieoczekiwany. Następnego roku w trakcie konkursu skoków w Zakopanem ludzie skandowali głośno imię Niemca, oklaskując go i dopingując. Hannawald zwyciężył, bijąc rekord skoczni. Na konferencji prasowej wyraził swój zachwyt atmosferą, jaką stworzyli mu kibice, przy okazji komplementując wszystkich i wszystko. Powiedział, że wielką przyjemnością jest skakać przed taką i dla takiej publiczności. Nasz mistrz dokonał rzeczy niebywałej: wpłynął na rzesze sympatyków skoków narciarskich tak dalece, że ich zachowanie i radość na Wielkiej Krokwi stały się wzorem dla innych.

„Coraz częściej mówi się o narastaniu brutalności we wszystkich zmaganiach sportowych. Twierdzę jednak, że potęguje ją bardziej publiczność niż zawodnicy. Mimo to fair play pozostaje fundamentalną regułą w sportowej rywalizacji. Bylibyśmy wszakże szczęśliwi, gdyby zasada czystej gry była naczelną również i w innych dziedzinach życia”. Są to słowa Antonio Samarancha (1920-2010), wieloletniego prezesa MKOl. Jak zatem sprawić, by pobożne życzenie hiszpańskiego działacza sportowego stało się ciałem? W wielu krajach, także w Polsce, pojawiają się inicjatywy promujące wartości fair play w sporcie, w edukacji i w życiu całych społeczeństw. W naszym kraju m.in. realizuje je Klub Fair Play Polskiego Komitetu Olimpijskiego, patronujący seminariom naukowym związanym z tą problematyką i stosownym konkursom dla dzieci i młodzieży. Środki społecznego przekazu ciągle nie wykorzystują należycie potencjału wartości, których nośnikiem jest fair play. Wydaje się jednak, że bardzo istotnym ogniwem oddziaływań wychowawczych jest przede wszystkim szkoła. To ona winna promować i rozwijać wśród uczniów postawy fair play, wykorzystując w tym celu działalność sportową. Bo – parafrazując znane powiedzenie – czego Jaś nauczy się za młodu, z tego Jan będzie czerpał w dorosłym życiu.

Przytoczmy zatem na zakończenie niniejszego wywodu dwie podstawowe tezy postępowania fair play.

Pragnąć szczerze walczyć z przeciwnikiem na zasadzie równych szans:

• nie korzystać z okoliczności, które odbierają rywalowi, w sposób przez niego niezawiniony, szansę zwycięstwa,

• nie pozwolić, aby na rezultat spotkania w sposób istotny wpłynął defekt sprzętu lub kontuzja, które mogą być naprawione lub których ujemne skutki mogą być złagodzone,

• starać się zmniejszyć ujemne skutki nieprzychylnego losu, którego ofiarą padł przeciwnik.

Nie być skrupulatnym do ostateczności w posługiwaniu się środkami zmierzającymi do osiągnięcia zwycięstwa:

• nie posługiwać się środkami, które chociaż nie są wyraźnie zabronione, niemniej nieprzewidziane regulaminem, stwarzają oczywistą nierównowagę szans,

• rezygnować dobrowolnie z pewnych korzyści, jakie może przynieść zbyt ścisłe stosowanie przepisów,

• przyjmować wszystkie nieprzychylne decyzje sędziów, ale też współpracować z sędzią i w pewnych przypadkach starać się taktownie i dyskretnie wpływać na zmianę tych decyzji, co do których jest się pewnym, że niesłusznie kogoś faworyzują.

Fair play jest zatem stałą i jednoznaczną rezygnacją ze zwycięstwa za wszelką cenę. Wynika z wymagań moralnych stawianych samemu sobie, ponieważ jej źródłem jest wewnętrzne przekonanie, że zwycięstwo osiągnięte w wyniku oszustwa, błędu sędziego lub dużej niesprawiedliwości nie stanowi prawdziwej wygranej.

Czy współczesny sport daje nadzieję, że zasady fair play nie są wielką humanistyczną utopią? Bądźmy optymistami, skoro sam wielki Pierre de Coubertin (1863-1937), ojciec nowożytnego ruchu olimpijskiego, wierzył, że dążenie do zachowania zgodnego z zasadami fair play leży w naturze każdego człowieka, a ujawnia się najpełniej i najbardziej rozwija w procesie wychowania sportowego, tutaj nabiera mocy, aby potem zaznaczyć swój wpływ także w innych dziedzinach życia.

Opracowała: AMA

(Źródło: Internet – m.in. referat „Fair play w sporcie i w edukacji dzieci i młodzieży szkolnej”)

 

aaa

 

showdown

 

Nic dwa razy się nie zdarza?

Nie dokonała tego jeszcze żadna zawodniczka w pięcioletniej historii zawodów European Top Twelve. Rok temu, kiedy startowała z 24. pozycji w rankingu (z dziką kartą), jechała wziąć porządną lekcję od najlepszych zawodniczek i... wygrała. Szczęście nowicjuszki? Nikt jej nie znał – po prostu udało się. W tym roku była już na drugim miejscu w rankingu – wszyscy wiedzieli, z kim grają. Jednak i tym razem była najlepsza! Elżbieta Mielczarek już po raz drugi wygrała najcięższy turniej showdown.

Na European Top Twelve (w skrócie: ETT) przyjeżdża 10 najlepszych zawodników i zawodniczek z rankingu IBSA oraz po dwie osoby z każdej kategorii z tak zwaną dziką kartą. Turniej ten jest punktowany na równi z mistrzostwami Europy i świata. Zawodnicy uważają go za najcięższy, a jednocześnie za najsprawiedliwszy, ponieważ każdy gra z każdym i żaden przypadek nie decyduje o zajmowanych miejscach. Mecze nie mają limitu czasu − gra się do trzech wygranych setów. Punktacja jest bardzo prosta: zwycięzca otrzymuje 1 punkt, a przegrany 0, bez względu na stosunek setów. We wszystkich innych turniejach można sobie pozwolić na przegraną w pierwszej rundzie, a i tak wyjść z grupy do kolejnej fazy i wygrać turniej. Na Top Twelve takiego komfortu nie ma i każdy mecz po prostu trzeba wygrać, żeby zająć jak najwyższą lokatę.

W tym roku ETT odbył się po raz pierwszy poza Szwecją. Organizacji podjęli się Włosi. W przepięknym Mediolanie w dniach 31.10-3.11.2013 r. rywalizowała cała śmietanka showdownistów z Europy. Nie dojechali tylko Słoweńcy i Niemcy. Napięcie i koncentracja zawodników i trenerów były wyczuwalne od samego początku. Tu nikt nie przyjeżdża dla zabawy. Połowa stawki chce (i tak naprawdę może) wygrać. Druga część pragnie koniecznie wygrać mecz z teoretycznie lepszym zawodnikiem. Rywalizacja jest ogromna. W ciągu dwóch dni każdy rozgrywa swoje 11 meczów, co daje 264 spotkania w całym turnieju. Starty rozpoczynają się codziennie o godz. 8.00 i trwają do 20.30. Na sześciu stołach sędziuje dwunastu sędziów. Na zmianę grają kobiety i mężczyźni. To naprawdę ogromny wysiłek dla zawodników.

– Lubię ten turniej, ponieważ gra się do trzech zwycięstw, co pozwala na ewentualne rozpracowanie przeciwniczki w pierwszych dwóch setach – opowiada Ela, dwukrotna triumfatorka zawodów. – Na normalnym turnieju już jest po meczu, a tu można jeszcze wygrać. Poza tym ja się tak nie denerwuję jak moje przeciwniczki. Nie śledzę wyników aż do zakończenia rozgrywek. Wychodzę na każdy mecz, jakby to był ten najważniejszy. Wiem też, że z każdym mogę wygrać, ale też przegrać – dodaje. Zawodniczka jest odporna psychicznie i ma umiejętność szybkiej koncentracji. Zdarzały się oczywiście i łzy po przegranym meczu, ale to ze sportowej złości, a nie z bezsilności. To typ sportowego „walczaka”.

Drugim polskim uczestnikiem tych elitarnych zawodów był Adrian Słoninka (oboje reprezentują wrocławski „Sprint” i są uczniami ośrodka szkolno-wychowawczego dla niewidomych we Wrocławiu). Adrian zajął 10. miejsce, dobrze przechodząc rywalizację. Po raz pierwszy miał okazję rozegrać aż 11 meczów, i to z najlepszymi zawodnikami w Europie. Nie był w stanie zaprezentować w stu procentach swoich umiejętności z powodu przymusowej przerwy w treningach. W przyszłym roku pokaże, na co go stać. To zawodnik o naprawdę wielkich możliwościach.

W ekipie z Polski znalazł się także Maciej Piwowarski. Został zaproszony do sędziowania w tym prestiżowym turnieju przez komisję sędziowską przy IBSA. Jego praca na zawodach została wysoko oceniona – być może w przyszłości będzie uprawniony do przyznawania kategorii sędziowskich w Polsce.

W 2015 roku IBSA organizuje w Korei  Płd. igrzyska dla niewidomych. Polscy zawodnicy z pewnością zakwalifikują się do tej ważnej imprezy.

 

European Top Twelve

31.10-3.11.2013 r., Mediolan, Włochy

Kobiety

 1. Elżbieta Mielczarek (Polska) 9 p. (10)

 2. Hanna Vilmi (Finlandia) 9 p. (10)

 3. Jaana Pesari (Finlandia) 8 p. (10)    

 4. Helma van der Boom (Holandia) 6 p. (10)

 5. Heidi Torn            (Finlandia) 5 p. (10)           

 6. Helena Krivácková (Czechy) 4 p. (10)

 7. Nicky Corstanje  (Holandia) 4 p. (10)

 8. Mariah Sethsen (Szwecja) 4 p. (10) 

 9. Anja S. V. Svendsen (Dania) 3 p. (10)

10. Tove Knudsen (Dania) 2 p. (10)                   

11. Emanuela Pontiroli (Włochy) 1 p. (10)

Mężczyźni

 1. Claudio Quitral (Szwecja) 10 p. (11)

 2. Matthieu Juglar (Francja) 8 p. (11)

 3. Leander Sachs (Holandia) 8 p. (11)

 4. Sven van de Wege (Holandia) 8 p. (11)

 5. Ari Lahtinen (Finlandia) 8 p. (11)

 6. Teemu RuoHonen (Finlandia) 6 p. (11)

 7. Maurizio Scarso (Włochy) 4 p. (11)   

 8. Marco Ferrigno (Włochy) 4 p. (11)     

 9. Juha Oikarainen (Finlandia) 4 p. (11)

10. Adrian Słoninka (Polska) 3 p. (11) 

11. Domenico Leo (Włochy) 2 p. (11)

12. Mitchell Snel (Holandia) 1 p. (11)

Lubomir Prask

 

aaa

 

goalball

 

W fabryce mistrzów świata

W połowie października, kilka tygodni po zakończeniu mistrzostw Polski i miesiąc przed rozstrzygnięciem rywalizacji o mistrzostwo Białorusi, grupa goalballistów z obu krajów postanowiła stworzyć transgraniczną drużynę. Cel − wspólny występ w rozgrywkach międzynarodowej ligi litewskiej, z której wywodzi się wiele gwiazd światowego formatu, między innymi zawodnicy, którzy w przyszłym roku będą bronić tytułu mistrzów globu.

Drużyna białostockiego „Startu” współpracę z Białorusinami nawiązała 4 lata temu. Od tego czasu oba zespoły regularnie spotykają się na zawodach i obozach sportowych. W tym roku pojawił się pomysł, by połączyć siły i wykorzystać atuty najlepszych zawodników, tworząc wspólną ekipę, która będzie mogła stawić czoła nawet najsilniejszym składom światowego goalballu.

Udział zawodników zagranicznych, zarówno w mistrzostwach Polski, jak i Białorusi, wykluczają regulaminy tych rozgrywek. Pozostało zatem szukać okazji do zaprezentowania się wspólnie w innych krajach. Postanowiliśmy skorzystać z zaproszenia Litwinów, tym bardziej że rywalizacja w lidze, w której występują goalballowe gwiazdy, to świetna okazja do sprawdzenia sił.Rozgrywki ligi litewskiej toczą się w dwu grupach, w których drużyny rywalizują między sobą podczas dwóch turniejów. Trzeci turniej, który ma na celu wyłonienie mistrzów, rozgrywany jest w czasie fazy play-off. Najlepsze ekipy z obu grup walczą wówczas w półfinałach i finałach rozgrywanych do dwóch zwycięstw.

Pierwszy turniej odbył się w Wilnie, w dobrze wyposażonej hali klubu „Sarunas”. Mimo że stolicę Litwy zamieszkuje niewiele ponad pół miliona osób, wileńscy goalballiści wystawili do rywalizacji o mistrzostwo swojego kraju aż 5 silnych drużyn! Dzwoniąca piłka cieszy się dużą popularnością w tym niewielkim państwie. W 2008 roku litewscy dziennikarze sportowi przyznali drużynie narodowej tytuł ekipy roku, niżej klasyfikując nawet reprezentację w koszykówce – dyscyplinie, na punkcie której szaleje cała Litwa.

Zespół występujący pod szyldem „Startu” Białystok trafił do grupy B, w której znalazły się również drużyny „Saltinisu” IV Wilno, „Perkunasu” Szawle, „Mesu” Kowno i gospodarzy – „Sarunas” Wilno. W drugiej grupie rywalizowały trzy zespoły „Saltinisu”. W ostatniej chwili z rozgrywek wycofał się „Pamarys” Poniewież.

Z Białegostoku przyjechali do Wilna: Konrad Andrzejuk, Paweł Brodowicz oraz trener drużyny – Henryk Andrzejuk. W sobotni poranek, 19 października, spotkali się na dworcu z białoruskimi kolegami – Rusłanem Kuźniecowem, Siergiejem Żytnikiem i Aleksiejem Karawikowem. Drużyna miała rozegrać pierwszy mecz dopiero o 14.00, więc zawodnicy wykorzystali przedpołudnie na regenerację sił po podróży.

Już od pierwszych minut rozgrywek dał się zaobserwować profesjonalizm − nie tylko rywalizujących drużyn, lecz przede wszystkim organizatorów i sędziów. Podczas turnieju respektowano wszystkie, nawet najbardziej szczegółowe przepisy międzynarodowego regulaminu gry. Komendy arbitrów były wydawane wyłącznie po angielsku, z zachowaniem wszystkich zasad sędziowania towarzyszących oficjalnym rozgrywkom na najwyższym poziomie. Bez wątpienia tak poważne traktowanie krajowych rozgrywek przygotowuje litewskich zawodników do zagranicznych występów. Jest to również doskonały sprawdzian dla miejscowych sędziów i trenerów, których nieprofesjonalne zachowanie może skutkować zasądzeniem rzutu karnego, a tym samym negatywnie wpłynąć na wynik meczu. Podczas polskich rozgrywek wciąż nie zwraca się zbyt wielkiej uwagi na respektowanie wszystkich przepisów. Ma to często swoje konsekwencje podczas występów międzynarodowych, gdy niezapoznani z angielskimi komendami zawodnicy i trenerzy nie zawsze są w stanie zachować się odpowiednio do sytuacji.

Podejście Litwinów do goalballu zasługuje na naśladowanie. Ich reprezentacja od kilkunastu lat jest istnym postrachem światowych boisk. Od 1998 roku nasi sąsiedzi nie schodzą z podium mistrzostw świata, w Sydney i Pekinie zdobywali srebrne medale paraolimpijskie, dorzucając do tego kilkakrotne mistrzostwo Europy. Jak to możliwe, że w kraju liczącym mniej niż 3 miliony mieszkańców udało się zbudować machinę produkującą mistrzów świata, którym przez lata nikt nie był w stanie zagrozić?

Wylęgarnią litewskich gwiazd jest zespół szkół dla osób niewidomych i słabowidzących oraz działająca przy nim drużyna goalballu, występująca pod szyldem „Sarunas” Wilno. To właśnie tam swe pierwsze kroki stawiali tacy zawodnicy, jak Mariusz Zibolis czy Genrik Pavliukianec, którzy stworzyli prawdopodobnie najsilniejszy duet w historii goalballu.

W szkole uczy się młodzież z całej Litwy. Najbardziej utalentowani chłopcy, którzy chcą się zajmować goalballem, ćwiczą 6 dni w tygodniu. Po ukończeniu nauki najlepsi otrzymują szansę gry w „Saltinisie” – drużynie, której zawodnicy mają monopol na występy w reprezentacji narodowej. Codzienne treningi w jednym klubie pozwalają na doskonałe zgranie i stworzenie świetnie funkcjonującego zespołu, nad którego postępami czuwa sztab trenerski z Karolisem Levickisem na czele.

W pierwszym meczu świeżo sformowanej drużynie przyszło się zmierzyć z ekipą „Saltinisu” IV. Trener postawił na białostoczan oraz Aleksieja Karawikowa, który zagrał na pozycji centra. Styl gry Litwinów zaskoczył zawodników, dało się również we znaki zmęczenie po podróży. Efektem było kilka błędów w obronie, popełnionych w pierwszych minutach meczu. Zawodnicy „Startu” szybko jednak zwarli szeregi i wykorzystali swój najsilniejszy atut, jakim jest atak. Pozwoliło to międzynarodowej drużynie wywalczyć pierwsze zwycięstwo z wynikiem 18:8.

W drugim meczu przeciwko „Perkunasowi” Szawle, kończącym sobotnie rozgrywki, szansę gry dostali Rusłan Kuźniecow i Siergiej Żytnik, którzy na co dzień reprezentują barwy „BelTIZu” Mińsk. Wspierał ich Paweł Brodowicz. Okazało się, że „świeży” zawodnicy sprawdzili się doskonale, już w pierwszej połowie spotkania kończąc mecz wynikiem 11:1. Dzień zakończony z kompletem punktów dawał drużynie powody do zadowolenia, Litwinom zaś udowodnił, że z debiutantami trzeba się liczyć.

Niedzielne rozgrywki rozpoczął mecz pomiędzy „Startem” Białystok a gospodarzami zawodów – „Sarunasem”. Młodzi zawodnicy z Wilna zaczęli bardzo dynamicznie, licząc na szybkie zdobycie kilku bramek i stworzenie bezpiecznego dystansu. Ta koncepcja jednak zawiodła. Białostoccy skrzydłowi silnymi i precyzyjnymi rzutami bezlitośnie wykorzystywali błędy przeciwników. Gospodarze już po kilku minutach opadli z sił, przypłacając nierozważną grę porażką 3:13.

Wyniki pierwszych meczów pokazały, że połączenie polskich i białoruskich sił było strzałem w dziesiątkę. O ile gra każdej drużyny z osobna ujawniała mankamenty, o tyle mieszanka silnego ataku Białostoczan i stabilnej obrony Białorusinów przyniosła bardzo pozytywne efekty.

Poziom białoruskiego goalballu wciąż pnie się w górę. Wszystko dzięki ambicji zawodników z Mińska i Witebska, którzy mimo licznych trudności postanowili wyrwać ze stagnacji tę dyscyplinę sportu w swoim kraju. Choć białoruscy goalballiści osiągają coraz lepsze rezultaty, tamtejsze władze sportowe nie chcą inwestować w piłkę dźwiękową. Z powodu braku środków Białorusini nie wzięli udziału w mistrzostwach Europy grupy C, które rozegrano we wrześniu w Wielkiej Brytanii. A mieliby duże szanse, by powalczyć tam o miejsce na podium, które zapewnia awans do rozgrywek wyższego stopnia i tym samym jest przepustką do rywalizacji z najlepszymi.

Na wileńskim parkiecie w swym ostatnim meczu drużyna „Startu” Białystok podjęła „Mes” Kowno. Rywale z Litwy pewnie zmierzali po ostatnie miejsce w grupie, przegrywając wszystkie dotychczasowe pojedynki. Zmiana tej tendencji była niewskazana. Drużyna w składzie: Paweł Brodowicz, Rusłan Kuźniecow i Siergiej Żytnik potrzebowała zaledwie 8 minut, aby zakończyć spotkanie wynikiem 10:0.

Kolejne wysokie zwycięstwo przypieczętowało dominację drużyny w grupie B. W grupie A pierwsze miejsce zajęła ekipa „Saltinisu” II Wilno. Na Litwę białorusko-polska ekipa powróci w marcu, aby bronić pozycji grupowego lidera i dalej nabierać szlifów przed finałową rozgrywką, którą zaplanowano na maj. Przyjdzie się w niej zmierzyć z trudniejszymi już przeciwnikami z grupy A.

Kolejnym przystankiem na sportowej mapie Europy będzie Witebsk, gdzie pod koniec listopada rozegrane zostaną otwarte mistrzostwa Białorusi. Udział w nich planują również białostoccy zawodnicy, tym razem − siłą rzeczy − bez wsparcia zagranicznych kolegów, którzy przystąpią do rywalizacji w barwach swych lokalnych klubów.

Tabela grupy B I rundy mistrzostw Litwy

19–20.10.2013 r., Wilno

1. „Start” Białystok 12 p.

2. „Saltinis” IV Wilno 9 p.

3. „Sarunas” Wilno 6 p.

4. „Perkunas” Szawle 3 p.

5. „Mes” Kowno 0 p.

Konrad Andrzejuk

 

aaa

 

szachy

 

Drezdeński sukces

Polscy niewidomi i słabowidzący szachiści zdobyli cztery medale – trzy indywidualne i jeden drużynowy – na I Szachowych Mistrzostwach Świata Niepełnosprawnych, które odbyły się w dniach od 21 do 29 października 2013 roku w Dreźnie. Miejscem rozgrywek był czterogwiazdkowy hotel „Ramada”.

W 2008 roku, po olimpiadzie szachowej FIDE, narodziła się idea zorganizowania wspólnych rozgrywek szachistów trzech rodzajów niepełnosprawności: niewidomych i słabowidzących, głuchych oraz niepełnosprawnych ruchowo. Od wielu lat drużyny reprezentujące Międzynarodowy Związek Niewidomych Szachistów (IBCA), Międzynarodowy Związek Szachistów Niesłyszących (ICSC) oraz Międzynarodowy Związek Szachistów Niepełnosprawnych Ruchowo (IPCA) grają z powodzeniem na olimpiadach FIDE. W ramach FIDE działa również komisja niepełnosprawnych szachistów. Jej przewodniczącym jest niemiecki arcymistrz Thomas Luther.

To on wraz z Dirkiem Jordanem, organizatorem olimpiady w Dreźnie i przewodniczącym komisji technicznej FIDE, wymyślił mistrzostwa niepełnosprawnych. Od narodzin pomysłu do jego realizacji upłynęło jednak kilka lat. W Dreźnie oraz podczas olimpiady szachowej w Chanty-Mansyjsku w 2010 roku odbyło się kilka spotkań, na których opracowywano zasady przyszłych rozgrywek. Brali w nich udział przedstawiciele wszystkich trzech międzynarodowych organizacji szachowych niepełnosprawnych. FIDE zatwierdziło mistrzostwa dopiero w roku 2012, na kongresie w Stambule.

W ich ramach prowadzona jest klasyfikacja indywidualna i drużynowa. Zwycięzca rozgrywek indywidualnych otrzymuje tytuł mistrza świata niepełnosprawnych w kategorii open. Jest to główne trofeum mistrzostw. Dodatkowo prowadzona jest klasyfikacja medalowa w poszczególnych rodzajach niepełnosprawności.

Rok wcześniej, w Dreźnie, odbył się międzynarodowy turniej niewidomych i słabowidzących, głuchych oraz niepełnosprawnych ruchowo, będący zwiastunem mistrzostw. Zmagania toczyły się według przygotowanego wcześniej regulaminu rozgrywek światowych. Wygrał arcymistrz Luther, zdobywając komplet punktów. Organizatorem turnieju był drezdeński klub szachowy ZMDI Schachfestival Dresden e.V., którego Luther jest członkiem.

Dwa lata później klub ten zorganizował także I Szachowe Mistrzostwa Świata Niepełnosprawnych. Szefem komitetu organizacyjnego mistrzostw był Dirk Jordan, a dyrektorem turnieju – Yvonne Ledfuss.

W Dreźnie zagrało dziesięciu polskich zawodników: siedmiu niewidomych i słabowidzących, dwóch niesłyszących i jedna osoba niepełnosprawna ruchowo.

Szachiści niewidomi i słabowidzący: Piotr Dukaczewski, Dawid Falkowski, Rafał Gunajew, Marek Maćkowiak, Andrzej Migala, Ryszard Suder i Jacek Stachańczyk reprezentowali Stowarzyszenie „Cross”, a szachiści niesłyszący: Krzysztof Chęciak i Jerzy Strzelecki – Polski Związek Olimpijski Głuchych. Małgorzata Napierała z Poznania sklasyfikowana została w grupie zawodników niepełnosprawnych ruchowo.

Mistrzostwa rozpoczęły się bardzo długą, barwną ceremonią otwarcia. Było wiele przemówień i różnorodnych pokazów artystycznych. Sakramentalną formułkę, otwierającą rozgrywki, wypowiedział Lakhdar Mazouz, przedstawiciel władz FIDE i prezydent federacji afrykańskiej. Otwarcie odbyło się wieczorem w dniu przyjazdu.

Około godzinny 22.00 tego samego dnia rozpoczęła się odprawa techniczna – również długa i nużąca. Prowadzona była w trzech językach: niemieckim, angielskim i rosyjskim oraz w języku migowym. Wiele czasu wymagały czynności techniczne, niezbędne na odprawie, oraz wyjaśnienie i rozstrzygnięcie różnorodnych kwestii. Jedną z nich było wychodzenie do toalety w czasie rundy. Korytarze w hotelu „Ramada” były bardzo długie, a sanitariatów w pobliżu sali gry brakowało. Mało tego – nie było ich nawet na tym samym piętrze. Skorzystanie z nich wymagało więc trochę czasu. Rozwiązano to w sposób następujący: osoba, która chciała skorzystać z toalety, wołała sędziego, ten zatrzymywał zegar i czekał na powrót zawodnika. Zegar zatrzymywany był w momencie, gdy przeciwnik zrobił ruch. Czas na skorzystanie z toalety był ograniczony – maksymalnie 15 minut. System ten w praktyce zdawał egzamin, ale niestety bardzo wydłużał czas gry. Jest on też ewenementem. Nigdy dotąd nie był stosowany.

Rundy turniejowe odbywały się zawsze w godzinach przedpołudniowych. Rozpoczynał je gong, słyszalny przez niewidomych i słabowidzących graczy, a także niepełnosprawnych ruchowo, oraz prezentacja multimedialna, sygnalizująca rozpoczęcie gry szachistom niesłyszącym.

Przy partiach granych przez zawodników niewidomych i słabowidzących byli obecni asystenci, którzy przestawiali posunięcia na szachownicy przeciwnika. Były to zazwyczaj dzieci, które nie prezentowały zbyt wysokiego poziomu gry. Początkowe rundy były więc trudne. W kolejnych postarano się bardziej wnikliwie dobierać asystentów do poszczególnych partii i rozgrywki zaczęły toczyć się bez większych problemów.

Turniej był krótki, 7-rundowy. To determinowało sytuację w rozgrywkach. Każda przegrana odsuwała zawodnika w dół tabeli i niekiedy brakło już czasu na odrobienie strat.

Polacy nie mieli zbyt wysokich numerów startowych i wydawało się, że nie mają szans na podium. Najwyżej sklasyfikowany był Rafał Gunajew – na miejscu ósmym. Wśród szachistów niewidomych i słabowidzących byli wszyscy członkowie rosyjskiej złotej drużyny z Saragossy. I tu okazało się, że życie lubi zaskakiwać – nasi zawodnicy uplasowali się na czołowych miejscach, a niektórzy z faworytów ledwie zmieścili się w drugiej dziesiątce turnieju.

Jak zwykle, dużo emocji dostarczyła ostatnia runda mistrzostw. Do tytułów mistrzowskich i miejsc medalowych pretendowało kilku graczy. Przed siódmą rundą najwięcej punktów ( 5,5 p.) miał Stanisław Babarykin z Rosji, aktualny mistrz świata niewidomych i słabowidzących juniorów. Teoretycznie miał najwięcej szans na zwycięstwo w rozgrywkach, ale skojarzony został z Piotrem Dukaczewskim, aktualnym wicemistrzem świata i mistrzem Europy. Ich największym konkurentem był niepełnosprawny ruchowo Andrei Obodczuk z Rosji (ELO 2414), który nie wykorzystał swej wielkiej szansy, jaką dało mu kojarzenie siódmej rundy. Trafił na słabszego przeciwnika – niesłyszącego Mohammadrezę Ghadimii z Niemiec (ELO 2146) i… tylko zremisował. Musiał zadowolić się tytułem wicemistrza, gdyż jego remis wywindował na najwyższy stopień podium Stanisława Babarykina, który również pokojowo, ale po zaciętej walce (z Piotrem Dukaczewskim) zakończył swą partię. On też został automatycznie mistrzem świata wśród niewidomych i słabowidzących, Andrei Obodczuk został mistrzem świata niepełnosprawnych ruchowo.

Kilka nierozstrzygniętych partii ostatniej rundy na czołowych deskach spłaszczyło wyniki końcowe turnieju. Dzielone były miejsca od drugiego do piątego (po 5,5 p.) i od szóstego do jedenastego (po 5 p.). Ostatnią partię – z niepełnosprawnym ruchowo Aleksandrem Balberowem z Rosji (5. miejsce w mistrzostwach) – zremisował też Jacek Stachańczyk. Dało mu to brązowy medal w klasyfikacji open i srebrny wśród niewidomych i słabowidzących. Piotr Dukaczewski, czwarty w openie, znalazł się w gronie medalistów w klasyfikacji IBCA. Zdobył medal brązowy. Pozostali zawodnicy Stowarzyszenie „Cross” zajęli miejsca następujące: Rafał Gunajew – 7., Ryszard Suder – 11., Marek Maćkowiak – 21., Andrzej Migala – 25., Dawid Falkowski – 38.

Mistrzem świata niesłyszących został Aleksander Gerasimow z Rosji. W kategorii open był szósty. Jerzy Strzelecki i Krzysztof Chęciak (aktualny wicemistrz świata niesłyszących) uplasowali się na miejscu 19. i 23.

Do klasyfikacji drużynowej można było zgłosić drużynę według następujących zasad: − jeśli w jej składzie był choćby jeden zawodnik z rankingiem ELO powyżej 2100, wszyscy zawodnicy musieli reprezentować ten sam kraj, − jeśli zawodnicy posiadali ranking poniżej 2100, można było dowolnie komponować składy drużyn.

Pierwsze miejsce zajęła rosyjska drużyna niewidomych i słabowidzących szachistów: Stanisław Babarykin, Juri Mieszkow, Aleksiej Pachomow i Sergiej Kryłow. Srebrny medal wywalczyli także Rosjanie (członkowie IPCA): Andrei Obodczuk, Aleksander Balberow, Dimitrij Scerbin i Sergiej Czapalin. Brązowy medal przypadł polskiej drużynie reprezentującej Stowarzyszenia „Cross”, w skład której wchodzili: Piotr Dukaczewski, Rafał Gunajew, Marek Maćkowiak i Dawid Falkowski. Druga polska drużyna w mieszanym składzie: Jacek Stachańczyk, Ryszard Suder, Andrzej Migala i Małgorzata Napierała zajęła miejsce piąte.

Reprezentacji Stowarzyszenia „Cross” towarzyszył w Dreźnie trener Artur Jakubiec. Przygotowania do partii tak licznej gromadki zawodników zajmowały mu całe popołudnia i wieczory. Zwykle wszystkim brakowało już czasu na indywidualne zwiedzanie Drezna, a wycieczki oferowane przez organizatorów były stosunkowo drogie. Polacy skorzystali tylko z jednej – zwiedzili galerię drezdeńską.

Na zakończeniu mistrzostw obecny był wiceprezydent FIDE Borys Kutin. W swym wystąpieniu podsumowującym rozgrywki zapowiedział, że impreza będzie kontynuowana pod auspicjami FIDE i odbywać się będzie co dwa lata.

Wielu osób zabrakło na pierwszych mistrzostwach, ale nowa impreza dopiero raczkuje. Sądzę, że każda kolejna jej edycja zyskiwać będzie na popularności i przyciągać coraz więcej graczy. Kolejna odsłona mistrzostw − także w Dreźnie.

I Mistrzostwa Świata Niepełnosprawnych w Szachach

21–28.10.2013 r., Drezno (Niemcy)

Wyniki turnieju open

1. Stanisław Babarykin (Rosja, IBCA) 6 p.

2. Andrei Obodczuk            (Rosja, IPCA) 5,5 p.

3. Jacek Stachańczyk (Polska, IBCA) 5,5 p.

4. Piotr Dukaczewski (Polska, IBCA) 5,5 p.

7. Rafał Gunajew (Polska, IBCA) 5 p.

11. Ryszard Suder  (Polska, IBCA) 5 p.

19. Jerzy Strzelecki (Polska, ICSC) 4 p.

21. Marek Maćkowiak (Polska, IBCA) 4 p.

23. Krzysztof Chęciak (Polska, ICSC) 4 p.

25. Andrzej Migala  (Polska, IBCA) 4 p.

38. Dawid Falkowski (Polska, IBCA) 3,6 p.

48. Małgorzata Napierała  (Polska, IPCA) 3 p.

Startowało 65 zawodników

Medaliści poszczególnych niepełnosprawności

Niewidomi i słabowidzący (IBCA)

1. Stanisław Babarykin (Rosja) 6 p.

2. Jacek Stachańczyk (Polska) 5,5 p.

3. Piotr Dukaczewski (Polska) 5,5 p.

Niepełnosprawni ruchowo (IPCA)

1. Andrei Obodczuk            (Rosja) 5,5 p.

2. Aleksander Balberow (Rosja) 5 p.

3. Ruben Bernardi  (Włochy) 5 p.

Niesłyszący (ICSC)

1. Aleksander Gerasimow             (Rosja) 5 p.

2. Mohammadreza Ghadimi (Niemcy) 5 p.

3. Wiktor Wareszkin (Rosja) 4,5 p.

Medaliści drużynowi

1. Rosja (IBCA) 18,5 p.

(Stanisław Babarykin – 6 p., Juri Mieszkow – 4,5 p., Aleksiej Pachomow – 4 p. Sergiej Kryłow – 4 p.)

2. Rosja (IPCA) 18,5 p.

(Andrei Obodczuk – 5,5 p., Aleksander Balberow – 5,5 p., Dimitrij Scerbin – 4,5 p., Sergiej Czapalin – 3 p.)

3. Polska (IBCA) 18 p.

(Piotr Dukaczewski – 5,5 p., Rafał Gunajew – 5 p., Marek Maćkowiak – 4 p., Dawid Falkowski – 3,5 p.)

Teresa Dębowska

 

aaa

 

bowling

 

Puchar Polski, czyli bowling inaczej  

Przez przeszło 10 lat zawody bowlingowe niewidomych i słabowidzacych odbywały się niemal według tego samego scenariusza. Zwycięzców wyłaniano, sumując cztery, a od kilku lat sześć gier w kategoriach B1, B2, B3, oddzielnie wśród kobiet i mężczyzn. Z uwagi na dużą liczbę uczestników (blisko 100 osób), turnieje trwały dwa, a nawet trzy dni. Bloki startowe, rozplanowane niemal od rana do wieczora, wyznaczały nawet bezpośrednim konkurentom spotkania dopiero podczas uroczystej dekoracji. W tym roku było zupełnie inaczej…

Zawodnik wchodzący na tor rywalizował jakoby wyłącznie sam ze sobą. Zdarzało się czasami, iż organizatorom udało się rozstawić przewidywanych pretendentów do zwycięstwa na torach leżących obok siebie – rywalizacja wówczas nabierała zupełnie innego kolorytu, a koledzy i kibice mieli pasjonujące widowisko. Turnieje organizowane przez Sekcję Bowlingu Sportowego PZKręgl. rozgrywane są natomiast systemem pojedynków. Wynik z sumy gier liczy się zazwyczaj jedynie na etapie kwalifikacji.

Z tego doświadczenia postanowił skorzystać Przemysław Antuszewicz – członek zarządu Sekcji Sportu Niepełnosprawnych PZKręgl., wieloletni działacz SBS i trener kadry niewidomych i słabowidzących. Zorganizowany przez niego Puchar Polski rozegrano w dwóch fazach. Wyniki pierwszej, prowadzonej w piątek i sobotę, niemal tradycyjnie były sumą sześciu gier, na które uczestnicy zapisywali się w dogodnym czasie. Druga część turnieju to coś zupełnie nowego.

Przybyli nie żałowali. Jak przewidział koordynator, już podczas eliminacji emocje osiągnęły wysoką temperaturę. Nie bez znaczenia była lokata zdobyta na tym etapie. Im wyższa pozycja w tabeli – tym łatwiejsza dalsza droga do finału. Pierwszych czterech miało nawet zapewnione od razu ćwierćfinały z pominięciem I rundy. Dalej już funkcjonował system dwuosobowych pojedynków. Znowu było warto wygrywać. Chwilowa słabość (bo to tylko dwie gry) i sytuacja staje się trudniejsza. Kiedy gra się na torze tuż przy swoim konkurencie, emocje sięgają zenitu, szczególnie, gdy jemu spadają kolejne striki z rzędu. Kto gra w bowling, ten wie, że striki w serii szybko windują wynik do góry. W tej sytuacji albo zachowujemy zimną krew i mobilizujemy się, albo zaczynają nam drżeć ręce i pogrążamy się na dobre. Kibice mają wówczas fascynujący show. Jak na dłoni widać, kogo szybko ponoszą nerwy, a kto potrafi przetrzymać kryzys.

Takich emocjonujących pojedynków było co najmniej kilka. Temperatura wzrastała w miarę zbliżania się do finału. Ale żeby do niego trafić w niedzielny poranek, trzeba było najpierw walczyć w I rundzie, następnie przejść kolejne dwie gry w ćwierćfinale, potem dwie w półfinale i – na sam koniec – dwie gry w walce o miejsca I, II oraz III i IV. Sumując, w Pucharze można było zagrać maksymalnie 14 gier.

Kolejną nowością, którą kadrowicze znają z mistrzostw Europy, była wspólna klasyfikacja kobiet i mężczyzn. Płeć piękna otrzymywała za to dodatkowo 10 punktów za każdą grę, zaś zawodnicy w kategorii B1 – 12 punktów.

Rozgrywka finałowa wyłoniła listę zwycięzców, która nie mogła być zaskoczeniem. W kat. B1 wygrała Karolina Rzepa („Łuczniczka” Bydgoszcz), która w pojedynku finałowym z Piotrem Dudkiem – jedynym mężczyzną w tej kategorii – zdobyła 272 p. W B2 Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn – 372 p.) wygrał ze Stanisławem Poświatowskim („Jaćwing” Suwałki – 307 p.). W kategorii B3 Cezary Dybiński („Warmia i Mazury” Olsztyn – 369 p.) znalazł się przed Zbigniewem Strzeleckim („Karolinka” Chorzów – 345 p.). Szkoda, że w zawodach zabrakło niektórych kadrowiczów, a nawet reprezentantów z ME. Szczególnie brakowało Grzegorza Kanikuły i Zdzisława Kozieja – dwóch złotych medalistów z Pragi, a równocześnie rekordzistów Europy.

Najlepiej specyfikę pucharową można przedstawić, porównując wyniki finalistów. I tak – Jadwiga Szuszkiewicz („Pionek” Włocławek), grając o III miejsce, osiągnęła wynik 424 p., a więc o 52 punkty więcej niż w walce o złoto. Podobnie w B3 – Dominik Czyż („Warmia i Mazury” Olsztyn) zajął III miejsce, mimo iż zdobył o 36 punktów więcej od Cezarego Dybińskiego z pierwszego miejsca. Kto przegrał walkę o puchar, żałował szczególnie, gdy zobaczył go w chwili dekoracji zwycięzców. Radość Karoliny, która aż przyklęknęła, odbierając go, osłodziła gorzki smak porażki. Puchar w kształcie złotego kręgla naturalnych rozmiarów w rękach Karoliny, Mieczysława i Cezarego – będzie zapewne przedmiotem ich dumy i ozdobą mieszkania na długi czas.

 

Puchar Polski w bowlingu

25-27 października 2013, Płock

Wyniki gry finałowej

B1

1. Karolina Rzepa (Łuczniczka” Bydgoszcz) 272 p.

2. Piotr Dudek („Pionek” Włocławek) 217 p.

3. Jolanta Nowacka            („Cross Opole”) 214 p.

B2

Mieczysław Kontrymowicz            („Warmia i Mazury” Olszyn) 372 p.

Stanisław Poświatowski („Jaćwing” Suwałki) 307 p.

Jadwiga Szuszkiewicz („Pionek” Włocławek) 424 p.

B3

1. Cezary Dybiński  („Warmia i Mazury” Olsztyn) 369 p.

2. Zbigniew Strzelecki („Karolinka” Chorzów) 345 p.

3. Dominik Czyż („Warmia i Mazury” Olsztyn) 405 p.

Piotr Dudek

 

aaa

 

kręgle

 

W duecie

Rywalizacja w parach to nowa i ciekawa formuła, znana w naszym środowisku zaledwie od ubiegłego roku. Pierwsze zawody tego typu były przeprowadzone w grudniu 2012 roku w Poznaniu na kręgielni Czarna Kula. Wówczas sami zawodnicy tworzyli drużyny ? niekoniecznie będące klubowymi. Jedynym kryterium doboru graczy była klasyfikacja w tej samej kategorii: B1, B2 lub B3. Konkurencja par obejmowała zatem dwie kobiety bądź dwóch mężczyzn, zaś miksty to pary mieszane. W podobny sposób zawodnicy dobierali się w bieżącym roku. Nie obyło się jednak bez drobnych nieporozumień…          

Zarówno tegoroczne, jak i ubiegłoroczne zmagania były koordynowane przez Małgorzatę Nowak z Poznania. Dzięki temu mieliśmy okazję poznać kręgielnię w Tarnowie Podgórnym. Utrudniony dojazd i stosunkowo wysokie ceny rekompensowała bardzo bliska lokalizacja hotelu.

Niestety organizacja tego typu zawodów okazała się niełatwym zadaniem. Nie uzgodnione często ze startującymi dobieranie par spowodowało wiele frustracji i niezadowolenia. Pomimo to udało się osiągnąć kompromis i można było stawać do rywalizacji ramię w ramię.

Gracze czuli się tu niemal jak na kręgielni w Tucholi. Nawierzchnie torów są prawie identyczne w obu obiektach, a co za tym idzie – i sposób wykonania pól rozbiegu jest podobny. Stąd też zawodnicy stosowali znajomą technikę gry. Kto dawał sobie radę w Tucholi i tutaj osiągał wysokie wyniki. Jako pierwszy barierę 700 kręgli pokonał Daniel Jarząb (kat. B3), zbijając ich dokładnie 729. Następnie − Jadwiga Szuszkiewicz (B2) – 717 p., Mieczysław Kontrymowicz (B2) − 723 p. i Irena Curyło (B3) – 706 p. W zachwyt mogło wprawić 748 zbitych kręgli Alberta Sordyla i 746 Zbigniewa Strzeleckiego z kat. B3. Wszystko to okazało się jednak niczym w porównaniu z 733 punktami Reginy Szczypiorskiej, zdobytymi w kat. B1! Trzeba dodać, iż Regina, grając całkowicie bezwzrokowo, pozostawiła w tyle wiele lepiej widzących koleżanek i kolegów, nawet tych zdobywających medale mistrzostw Europy. Bez wątpienia wpływ na wynik miała specyfika torów, ale wszyscy grali na tych samych i w identycznych warunkach. Takie tory zmuszają do głębokiego analizowania całej drogi toczącej się kuli − od chwili wyrzutu aż do kręgli. Regina – jak sugeruje łacińskie tłumaczenie jej imienia − zrobiła to po królewsku. Na zakończenie gry kibice zgotowali jej burzliwą owację.

Były to dopiero drugie takie mistrzostwa, stanowiące nowość dla niewidomych i słabowidzących kręglarzy. Tym razem możliwe było zestawianie drużyn z zawodników reprezentujących różne kluby, choć na bliżej niesprecyzowanych zasadach. Czy od przyszłego roku ta dowolność będzie zniesiona? Zgodnie z „Kręglarskim regulaminem sportowym”, drużyna powinna mieć charakter klubowy, a decyzja o wypożyczeniu zawodnika leży po stronie klubu i ma określoną procedurę.

W sumie w ciągu trzech dni w mistrzostwach wzięło udział 31 par i 26 mikstów. Sama formuła zawodów warta jest dalszego rozwijania i kontynuacji. Drugie koty za płoty! Za rok będzie sprawniej i jeszcze ciekawiej.

 

II Mistrzostwa Polski Par i Mikstów w Kręglarstwie Klasycznym

10-12.10.2013 r., Tarnowo Podgórne

Pary kobiet

B1

1. Regina Szczypiorska, Irena Henisz („Morena” Iława) 1273 p.

2. Karolina Rzepa, Karolina Trojan („Łuczniczka” Bydgoszcz) 1208 p.

3. Jolanta Nowacka („Cross Opole”), Mieczysława Stępniewska („Omega” Łódź)           1177 p.

B2

1. Anna Barwińska („Omega” Łódź), Janina Szymańska („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1355 p.

2. Jadwiga Szuszkiewicz, Jolanta Lewandowska („Pionek” Włocławek) 1349 p.

3. Maria Kieloch („Morena” Iława), Aleksandra Jarząb („Tęcza” Poznań) 1307 p.

B3

1. Monika Grzybczyńska („Omega” Łódź), Jolanta Krok-Sabaj („Podkarpacie” Przemyśl) 1372 p.

2. Irena Curyło („Pogórze” Tarnów), Emilia Sawiniec („Hetman” Lublin) 1366 p.

3. Małgorzata Nowak („Tęcza” Poznań), Bożena Rudko („Morena” Iława) 1290 p.

Pary mężczyzn

B1

1. Piotr Dudek, Grzegorz Lisiński („Pionek” Włocławek) 1289 p.

2. Zdzisław Koziej, Krzysztof Tarkowski („Hetman” Lublin) 1224 p.

3. Wiesław Nestarowicz („Omega” Łódź), Szczepan Polkowski („Morena” Iława) 1193 p.

B2

1. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn), Władysław Wakuliński („Łuczniczka” Bydgoszcz)   1412 p.

2. Jan Smoła („Morena” Iława), Teodor Radzimierski („Karolinka” Chorzów) 1368 p.

3. Grzegorz Nowak („Omega” Łódź), Wojciech Puchacz („Atut” Nysa) 1317 p.

B3

1. Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów), Grzegorz Kanikuła („Hetman” Lublin)           1427 p.

2. Daniel Jarząb, Mieczysław Klimczak („Tęcza” Poznań) 1378 p.

 3. Zbigniew Strzelecki („Karolinka” Chorzów), Jacek Nowacki („Cross Opole”) 1363 p.

Miksty

B1

1. Regina Szczypiorska, Szczepan Polkowski („Morena” Iława) 1322 p.

2. Mieczysława Stępniewska, Wiesław Nestarowicz („Omega” Łódź) 1260 p.

3. Karolina Rzepa („Łuczniczka” Bydgoszcz), Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin) 1256 p.

B2

1. Janina Szymańska, Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1393 p.

2. Anna Barwińska, Grzegorz Nowak („Omega” Łódź) 1356 p.

3. Maria Kieloch, Jan Smoła („Morena” Iława) 1350 p.

B3

Irena Curyło, Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów) 1454 p.

Teresa Ludwik, Zbigniew Strzelecki („Karolinka” Chorzów) 1377 p.

Monika Grzybczyńska, Władysław Szymański („Omega” Łódź) 1369 p.

Piotr Dudek

 

aaa

 

taniec

 

Młodzież w natarciu, a seniorzy... na podium

Sezon taneczny 2013 zakończyły 12. już mistrzostwa Polski Stowarzyszenia „Cross” w tańcu sportowym. Prym nadal wiodą pary z najdłuższym stażem, ale kto wie, czy Ksawery nie przywiał już nowego...         

Tym razem gospodarzem imprezy był Chorzów. Jak zawsze w tym mieście, turniejowi towarzyszyły doskonała organizacja oraz oprawa wydarzenia.

Duża grupa tancerzy przyjechała ze stolicy, z klubu „Syrenka”. Warszawiacy to pary w różnym wieku i stopniu tanecznego zaawansowania – do wyboru, do koloru. Byli także przedstawiciele Lublina, Krakowa i innych miast. „Karolinkę” Chorzów reprezentowali zarówno juniorzy, jak i seniorzy. Silna grupa młodzieży przybyła z Bydgoszczy.

Niespodziewanych emocji dostarczyła pogoda. Akurat w ten weekend nad Polską szalał huragan Ksawery i jak zwykle w takich sytuacjach szwankowała komunikacja. Wiele par miało trudności z dotarciem na miejsce, a kilka nie dojechało. Ofiarą aury padły pary zagraniczne, zarówno z Niemiec, jak i Słowacji, które przyjęły zaproszenie na mistrzostwa. Szkoda, bo może w końcu potwierdziłoby się w sposób niezbity, że gdzieś w Europie poza Polską tancerze niewidomi i słabowidzący trenują taniec towarzyski i będzie dla kogo zorganizować upragnione mistrzostwa Europy. Byłoby to z korzyścią dla rozwoju dyscypliny.

Zmagania parkietowe rozpoczęły dzieci z Warszawy. Dla tych 10-11-letnich szkrabów udział w mistrzostwach Polski to wielkie emocje i radość. Patrzenie, jak brykają po parkiecie, to ogromna przyjemność. W tej kategorii wygrali Jurek Szarow z Klaudią Muzińską; drugie miejsce zajęli Eryk Ozimek z Moniką Obarską. Po nich walczyli juniorzy początkujący w kombinacji 5 tańców – tutaj triumfowali Aleksander Wesołowski z Olgą Mertą z Chorzowa. Od następnej kategorii pary klasyfikowano w oddzielnych stylach − latynoamerykańskim i standardowym.

W grupie juniorów średniozaawansowanych fantastycznie zatańczyła para z Bydgoszczy – Ewelina Pawlewicz z Mateuszem Lewandowskim, którzy wygrali w obu stylach z Adrianem Błaszczykiem i Sandrą Walczak, także z „Łuczniczki”. Co więcej, w stylu latynoamerykańskim wygrali wszystkie 4 tańce na samych jedynkach (dla niewtajemniczonych: w finale sędziowie nie przyznają punktów, ale przypisują miejsce, więc „wygrać na samych jedynkach” oznacza, że wszyscy widzieli ich na 1. miejscu).

W kategorii senior średniozaawansowany odżyła rywalizacja wrocławsko-warszawska – z wynikiem na korzyść pierwszego z miast. W obu stylach wygrała para Wioletta Sulińska i Krzysztof Sydor, pokonując Agnieszkę i Marcina Kwolków z Warszawy.

W kategorii senior rywalizują ze sobą pary znające się od 12 lat, niemalże od początku istnienia tańca w „Crossie”. Mimo to nigdy nie wiadomo, kto wyjdzie zwycięsko z rywalizacji. W tym roku sędziowie po równo obdzielili startujących medalami: Janeczka i Marian Rośkowie z „Karolinki” Chorzów zostali mistrzami Polski w kategorii senior zaawansowany w stylu latynoamerykańskim, z kolei Joanna i Dariusz Popławscy zostali mistrzami w tej samej kategorii w stylu standardowym, a Janeczka z Marianem zajęli miejsce 2. Należą się im gratulacje, bo chyba jako jedna z nielicznych par crossowskich startują w turniejach Senior Hobby Polskiego Towarzystwa Tanecznego, zdobywają wysokie miejsca i klasy taneczne, walczą w mistrzostwach Polski Senior Hobby. Rywalizująca również w kategorii senior zaawansowany para z Lublina – Agata Michałowska i Wojciech Chojnacki – zajęła w obu stylach trzecie miejsce. Para ta ma o kilka lat krótszy staż taneczny.

Na koniec, jak zawsze, odbył się finał turnieju open. Wzbudza on największe emocje, bo konfrontuje tancerzy z różnych kategorii startowych, pokazując, kto naprawdę jest najlepszy. Już sam awans do finału bywa osiągnięciem. W finale stylu standardowego znalazły się 3 pary z Warszawy i po jednej z Wrocławia, Lublina i Chorzowa. Pierwsza trójka na podium to gospodarze i stolica. Wygrali warszawiacy Joanna i Dariusz Popławscy, 2. miejsce zajęli gospodarze − Janina i Marian Rośkowie, a 3. – znowu warszawiacy – Anna i Adam Baranowscy. W stylu latynoamerykańskim skład finału nieco się różnił. Znowu były 3 pary z Warszawy (ale tylko dwie takie same jak w standardzie), znowu po parze z Chorzowa i Lublina, jednak tym razem reprezentantów Wrocławia zastąpili Ewelina i Mateusz z Bydgoszczy (zajęli 5. miejsce). Tak jak w stylu standardowym, pierwsze i trzecie miejsce należały do Warszawy: wygrali Alicja Pędowska i Jakub Woźniak , 3. zajęli Joanna i Dariusz, a 2. miejsce – ponownie – zdobyli Janina i Marian.

Jak każe nasz zwyczaj, tańcem uczczono pamięć zmarłej we wrześniu koleżanki z parkietu, śp. Basi Stromskiej. Bardzo wzruszająca była rumba, którą wspólnie zatańczyły dla niej wszystkie pary. To był jej ulubiony taniec. Basia zawsze pomagała podczas chorzowskich turniejów, sprawowała opiekę medyczną nad tancerzami. Bez niej nie było już tak samo.

Koordynator imprezy – Czesława Konieczna zadbała, by tancerze między prezentacjami mogli odpocząć i zaproponowała kilka atrakcji. Turniej uświetniły pokazy taneczne, a honorowy patronat objął prezydent miasta.

Miłą niespodzianką dla wszystkich tancerzy były gadżety od miasta oraz drobne upominki od sponsorów, m.in. spółdzielni „Sanel” z Krakowa. Zwycięzcy otrzymali dyplomy, medale i pamiątkowe puchary.

W całej Polsce nie brakuje chętnych do tańca, do dyscypliny garnie się także młodzież. Oby z roku na rok było jej coraz więcej w naszych klubach. Liczę, że spotkamy się na kolejnych turniejach.

 

XII Mistrzostwa Polski Stowarzyszenia „Cross” w Tańcu Sportowym

5-9.12.2013 r., Chorzów

Junior skrzat – kombinacja 3 tańców:

1. Jerzy Szarow – Klaudia Muźińska („Syrenka” Warszawa)

Junior początkujący – kombinacja 5 tańców:

1. Aleksander Wesołowski – Olga Merta („Karolinka” Chorzów)

Junior średniozaawansowany:

Standard

1. Mateusz Lewandowski – Ewelina Pawlewicz („Łuczniczka” Bydgoszcz)

Latin

1. Mateusz Lewandowski – Ewelina Pawlewicz  („Łuczniczka” Bydgoszcz)

Senior początkujący – kombinacja 5 tańców:

1. Mariusz Zacheja – Klaudia Chlewińska („Syrenka” Warszawa)

Senior średniozaawansowany:

Standard

1. Krzysztof Sydor – Wioletta Sulińska („Sprint” Wrocław)

Latin

1. Krzysztof Sydor – Wioletta Sulińska („Sprint” Wrocław)

Senior zaawansowany:

Standard

1. Dariusz Popławski – Joanna Popławska („Syrenka” Warszawa)

Latin

1. Marian Rosiek – Janina Rosiek („Karolinka” Chorzów)

Mix zaawansowany:

Latin

1. Jakub Woźniak – Alicja Pędowska („Syrenka” Warszawa)

Open:

Standard

1. Dariusz Popławski – Joanna Popławska („Syrenka Warszawa”)

2. Marian Rosiek – Janina Rosiek („Karolinka” Chorzów)

3. Adam Baranowski – Anna Baranowska („Syrenka” Warszawa)

Latin

1. Jakub Woźniak – Alicja Pędowska („Syrenka” Warszawa)

2. Marian Rosiek – Janina Rosiek („Karolinka” Chorzów)

3. Dariusz Popławski – Joanna Popławska („Syrenka” Warszawa)

Joanna Popławska

 

aaa

 

wiadomości

 

Strzelectwo

Faworyci nie zawiedli

Strzelców w całym kraju czekał w sezonie jesiennym najważniejszy sprawdzian, stanowiący tym razem wyjątkowe wyzwanie ze względu na nową formułę zawodów. W dniach 24-27 października br. w Dadaju odbyły się I Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Strzelectwie Pneumatycznym w Trzech Postawach.

Panie strzelały w konkurencji KPn 3x20, a panowie KPn 3x40, oddając strzały kolejno w postawie klęcząc, leżąc i stojąc. Organizatorem zawodów był Związek Kultury Fizycznej „Olimp”, a głównym koordynatorem Piotr Łożyński. Sędziowie rzetelnie pilnowali przestrzegania regulaminu zawodów oraz przepisów Międzynarodowej Federacji Sportu Strzeleckiego (International Shooting Sport Federation, ISSF).

Zawody w takiej formule były organizowane w Polsce po raz pierwszy. Dotąd znali ją tylko uczestnicy mistrzostw Europy, rozegranych w 2011 roku w Nitrze na Słowacji. Dla większości startujących strzelców było to więc nowe doświadczenie, a zarazem spore wyzwanie. Nic dziwnego, że wszyscy podeszli tak poważnie do przygotowań. Rywalizacja sportowa stała na wysokim poziomie, a o zwycięstwach w poszczególnych postawach często decydowały dziesiętne części punktów.

Tradycyjnie faworytkami wśród pań były: Aleksandra Janczek („Karolinka” Chorzów), Wioleta Zarzecka („Morena” Iława), Magdalena Dudowicz („Sudety” Kłodzko) oraz Bożena Kruk („Warmia i Mazury” Olsztyn). Natomiast głównymi pretendentami do podium wśród panów byli: Jerzy Załomski („Pionek” Bielsko-Biała) oraz Adam Kielar („Podkarpacie” Przemyśl). Oczywiście faworyci nie zawiedli, a walka o medale trwała do ostatniego strzału.

Mistrzynią Polski została Aleksandra Janczek reprezentująca „Karolinkę” Chorzów − z wynikiem 623 p., a tytuł mistrza z wynikiem 1250,8 p. zdobył Jerzy Załomski z klubu „Pionek” Bielsko-Biała. O sporym pechu może mówić zawodniczka z Olsztyna – Bożena Kruk, której do brązowego medalu zabrakło jedynie 0,2 punktu.

Strzelectwo pneumatyczne wśród osób z dysfunkcją wzroku przeżywa w Polsce rozkwit. Cieszy więc fakt pojawiania się na kolejnych zawodach nowych uczestników, a sam ich poziom sportowy motywuje zawodników do jeszcze większej pracy na treningach. Obecnie żaden mistrz nie może spać spokojnie, gdyż czuje już na plecach oddech konkurentów.

Adrian Hibner

I Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Strzelectwie Pneumatycznym w Trzech Postawach

24-27.10.2013 r., Dadaj

Kobiety

1. Aleksandra Janczek („Karolinka” Chorzów) 623 p.

2. Wioleta Zarzecka („Morena” Iława) 620,2 p.

3. Magdalena Dudowicz (Kielce) 607,8 p.

Mężczyźni

1. Jerzy Załomski („Pionek” Bielsko-Biała) 1250,8 p.

2. Adam Kielar („Podkarpacie” Przemyśl) 1246 p.

3. Eugeniusz Barszczewski („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1221,6 p

 

Goalball

Młodzi pasjonaci dzwoniącej piłki

W wiele emocji i zwrotów akcji obfitował rozegrany 20.10.2013 r. międzynarodowy turniej w goalballu, którego gospodarzem był ośrodek szkolno-wychowawczy w Laskach, a organizatorem – Uczniowski Klub Sportowy „Laski”. W rozgrywkach uczestniczyła ekipa z Budapesztu, która 2 lata wcześniej, pokonując zespół gospodarzy po zaciętym finale i rzutach karnych, wygrała podobny turniej z okazji 100-lecia Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi. Z Polski przyjechały reprezentacje Katowic, Lublina i Szczecina. Rywalizacja zapowiadała się na niezwykle zaciętą.

Przed południem na sali gimnastycznej w pobliskim Izabelinie rozpoczęły się gry eliminacyjne. Tę rundę zwyciężył zespół z Katowic, który pokazując dobre przygotowanie, minimalnie pokonał zespół Laski  I. Drużyny te w ostatnich latach mierzyły się wielokrotnie i zawsze ich mecze były bardzo wyrównane. Dobrą dyspozycją w grze obronnej wykazali się goście z Węgier, którzy chcieli powtórzyć sukces sprzed dwóch lat. Do fazy finałowej awansował drugi zespół z Lasek, złożony z młodszych zawodników, który grał w mieszanym składzie razem z Anetą Wyrozębską. Zespół ze Szczecina zajął 5. miejsce.

Pomiędzy meczami juniorów odbyły się pojedynki młodzików z Lasek i Lublina. Dla większości z nich były to pierwsze zawody w życiu. Lepsze przygotowanie do gry na dużym, pełnowymiarowym boisku zaprezentował zespół z Lublina, który zwyciężył dwukrotnie.

Emocje zaczęły narastać podczas meczów półfinałowych. Katowice pewnie pokonały drugą reprezentację Lasek i awansowały do finału. Drugi półfinał to powtórka finału sprzed dwóch lat. Obie drużyny nie odpuszczały, Budapeszt wyrównał w końcówce i sędzia zarządził dogrywkę. Kibice oszaleli, kiedy zespół gospodarzy jako pierwszy znalazł drogę do siatki przeciwnika i zdobył złotą bramkę.

Finał to popis przede wszystkim kibiców, głównie gospodarzy. Zawodnicy Lasek, niesieni dopingiem, prezentowali świetną grę. Na 3 minuty przed końcem uzyskali przewagę dwóch bramek i zaczęli myśleć o złotym medalu. Jak się okazało − przedwcześnie, bo utrata koncentracji w końcówce pozwoliła Katowicom uzyskać przewagę psychiczną. Cierpliwie zdobywali kolejne bramki, a trzy gole w końcowej fazie meczu, razem z tym ostatnim na 10 sekund przed gwizdkiem, dały zespołowi z Katowic zwycięstwo w turnieju.

Wysoki poziom rozgrywek pokazuje rozwój zawodników. Szkoda, że liczba ośrodków, w których uprawia się tę dyscyplinę, nie zwiększa się. Jest to sport stworzony specjalnie dla osób niewidomych. Znakomicie sprzyja rehabilitacji, gdyż kształtuje wiele sprawności potrzebnych im w życiu, takich jak: orientacja przestrzenna, zmysł słuchu i lokalizowanie źródła dźwięku, zręczność, siła, wytrzymałość oraz koordynacja ruchowa.

Międzynarodowy turniej młodzieży niewidomej w goalballu

20.10.2013 r., Laski

Mecze eliminacyjne:

Laski I – Laski II 4:0

Budapeszt – Katowice 3:4

Laski II – Szczecin 9:2

Lublin – Laski U-13 13:3

Katowice – Laski I 3:2

Szczecin – Budapeszt 0:10

Laski II – Katowice 5:7

Laski I – Budapeszt 6:4

Katowice – Szczecin 11:2

Budapeszt – Laski II 6:3

Szczecin – Laski I 2:12

Półfinał I:

Katowice – Laski II 13:3

Półfinał II:

Laski I – Budapeszt 4:3 (po dogrywce)

Laski – Lublin U-13 4:6

Mecz o 3. miejsce:

Budapeszt – Laski II 10:4

Mecz o 1. miejsce:

Katowice – Laski I 7:6

Wyniki końcowe:

Katowice

Laski I

Budapeszt

Laski II

Szczecin

Najlepsi strzelcy turnieju:

Łukasz Ejtner (Katowice) 22

Gergely Gubo (Budapeszt) 17

Krystian Kisiel (Laski I) 15

Marcin Lisowski (Katowice) 15

Arkadiusz Duda (Laski II) 14

Najlepszy obrońca turnieju:

Krystian Kisiel (Laski I)

Krzysztof Koc

 

Spartakiada młodzieży w goalballu 2013

Podczas spartakiady osób niepełnosprawnych w Lublinie jedną z rozgrywanych dyscyplin był goalball. Na swego rodzaju nieoficjalne mistrzostwa Polski juniorów i młodzików przyjechała młodzież z całego kraju, głównie z ośrodków szkolno-wychowawczych, w których dzwoniąca piłka cieszy się największą popularnością.

Gra w goalball ma w Lublinie długoletnią tradycję. To właśnie tutaj zaczęto uprawiać i promować tę dyscyplinę. Reprezentanci Lublina najczęściej zdobywali mistrzostwo Polski i od lat stanowili trzon polskiej kadry narodowej.

W kategorii juniorów startowało 6 drużyn z 4 ośrodków, w kategorii młodzików 3 drużyny, w tym 2 wystawili gospodarze. W obu kategoriach grano systemem „każdy z każdym”. O mistrzostwie decydowały wyniki wszystkich meczów. Za zwycięstwo drużyna otrzymywała 3 punkty, za remis 1 punkt, za porażkę 0 punktów.

W kategorii młodzików do lat 13 zróżnicowanie poziomu gry było spore. Paweł Nowicki, który nie raz uczestniczył w rozgrywkach juniorskich, poprowadził zespół z Lasek do dwóch zwycięstw, bez straty gola, co w rezultacie dało mu złoty medal. Najwidoczniej inni zawodnicy dopiero zaczynają przygodę z tym sportem, a kilkuletnie doświadczenie Pawła oraz jego umiejętności wyróżniały się na ich tle.

Wśród juniorów było widać ogranie 3 drużyn, które od kilku lat uczestniczą w różnego rodzaju turniejach, również w rozgrywkach seniorów. Były to zespoły: Laski, Katowice I i Wrocław I. Prezentowały one dobre przygotowanie techniczno-taktyczne i boiskową rutynę. Wiadomo było, że te ekipy rozdzielą medale między siebie, ale każda z nich miała chrapkę na złoto. Zespół z Lasek nie zrewanżował się i podobnie jak w finale turnieju, którego był gospodarzem miesiąc wcześniej, uległ nieznacznie Katowicom. Po krótkiej przerwie musiał się zmierzyć z kolejnym faworytem. W końcówce meczu Laskom zabrakło sił i jedną bramką zwyciężył zespół z Wrocławia. Drużynę tę do zwycięstwa poprowadził Marcin Lubczyk, który został królem strzelców tych zawodów.

Mimo zaciętej rywalizacji na boisku turniej przebiegał w sportowej, koleżeńskiej atmosferze. Młodzież szybko się zintegrowała i nawiązała przyjaźnie, co było widoczne po każdym gwizdku kończącym mecze.

Spartakiada młodzieży w goalballu

15-17.11.2013 r., Lublin

Wyniki meczów w kategorii juniorów:

Wrocław I – Wrocław II 11:2

Katowice I – Katowice II 10:0

Lublin – Laski 3:11

Wrocław II – Katowice II 11:11

Laski – Wrocław I 7:8

Wrocław II – Katowice I 2:12

Wrocław I – Katowice II 10:0

Lublin – Wrocław II 4:14

Katowice I – Laski 8:5

Lublin – Katowice II 15:8

Katowice I – Wrocław I 4:7

Laski – Wrocław II 10:0

Wrocław I – Lublin 13:6

Laski – Katowice II 10:0

Katowice I – Lublin 3:0

Klasyfikacja końcowa w kategorii juniorów:

1. Wrocław I 15 p. (49:19)

2. Katowice I 12 p. (29:14)

3. Laski 9 p. (43:19)

4. Wrocław II 4 p. (29:48)

5. Lublin 3 p. (28:49)

6. Katowice II 1 p. (19:56)

Najlepsi strzelcy bramek:

1. Marcin Lubczyk (Wrocław I) 23

2. Marcin Lisowski (Katowice I) 15

3. Dominik Poncyleusz (Laski) 13

4. Patryk Potocki (Lublin) 13

5. Andrzej Wieczorek (Lublin) 13

6. Krystian Kisiel (Laski) 12

Wyniki meczów w kategorii młodzików:

Lublin I – Laski 0:10

Laski – Lublin II 10:0

Lublin I – Lublin II 10:0

Klasyfikacja końcowa w kategorii młodzików:

1. Laski 6 p. (20:0)

2. Lublin I 3 p. (10:10)

3. Lublin II 0 p. (0:20)

Najlepsi strzelcy bramek:

1. Paweł Nowicki (Laski) 14

2. Krzysztof Przystupa (Laski) 5

3. Hubert Bożek (Lublin I) 5

Krzysztof Koc

 

Biegi

Narodowe święto sportu

Kolejny sezon startowy za nami. Od lutego do listopada kręciła się „karuzela biegowa” w naszym kraju. Jedną z ostatnich imprez, w jakich startowali zawodnicy Stowarzyszenia „Cross”, był XXV Bieg Niepodległości w Warszawie. W tym roku znalazły się środki finansowe na zakwaterowanie, wyżywienie i opłatę startową zawodników z grupy upowszechniania i to oni tym razem przyjechali do stolicy.

Kilkanaście tysięcy osób zapisało się elektronicznie na bieg w bardzo krótkim czasie. Ze względu na ograniczone możliwości organizacyjne, po zaledwie 32 godzinach zamknięto listę startową. Podobnie jak w latach ubiegłych, i tym razem startujący otrzymali w pakietach białe lub czerwone koszulki biegowe. Przed startem zostali ustawieni tak, by utworzyć żywą biało-czerwoną flagę i z hymnem Polski na ustach, punktualnie o 11:11, ruszyć do biegu na dystansie 10 km. Niesamowite wrażenie! Niektórzy ze startujących z własnej inicjatywy przebierali się w barwy narodowe, wojskowe mundury, biegli z flagami Polski, by jeszcze bardziej podkreślić narodowy charakter Święta Niepodległości. Na trasie biegu pojawiła się postać marszałka Józefa Piłsudskiego. Jadąc w odkrytym samochodzie wojskowym, pozdrawiał kibiców i biegaczy.

Na mecie sklasyfikowano 10188 zawodników. Wiadomo, że grupa „zawodowców” walczyła ostro o zwycięstwo. Wśród mężczyzn zwyciężył Arkadiusz Gardzielewski z czasem 30:03. Kobietą, która pierwsza dobiegła na metę, była Olga Ochal (czas: 33:26). W biegu wystartował też premier Donald Tusk i wiele innych znanych osób. Przed startem prezes Rady Ministrów powiedział, że zadowoli go każdy wynik poniżej 53 minut (uzyskał czas 44 minuty 45 sekund). Zawodnicy z naszych klubów uzyskali następujące czasy i miejsca w klasyfikacji generalnej:

1. Marcin Grabiński 0:41:44 (668)

2. Grzegorz Wawro  0:42:44 (887)

3. Henryk Groszkowski 0:49:50 (3816)

4. Grzegorz Powałka 0:52:18 (4902)

5. Ryszard Sawa 0:56:26 (6780)

6. Piotr Jankowski 1:01:19 (8418)

7. Stanisław Spólnik 1:01:57 (8614)

8. Mariusz Zacheja 1:02:09 (8652)

9. Wiesław Miech 1:02:09 (8656)

10. Danuta Kosoń 1:02:50 (8810)

11. Stanisław Seniuk 1:12:12 (9909)

12. Aleksandra Karaś 1:17:49 (10107)

13. Maciej Dąbrowski 1:20:27 (10155)

14. Jan Michalik 1:26:57 (10177)

Marcin Grabiński i Stanisław Seniuk startowali z klubu „Karolinka” Chorzów, Grzegorz Wawro i Stanisław Spólnik to klub „Lajkonik” Kraków. Pozostali zawodnicy reprezentowali „Syrenkę” Warszawa.

Tego samego dnia w Gdyni odbył się również XVI Bieg Niepodległości. Tutaj podobnie na sportowo i aktywnie obchodzono to święto. Sygnałem do rozpoczęcia biegu był wystrzał z ORP „Błyskawica”. 5611 zawodników ruszyło ze skweru Kościuszki na 10-kilometrową trasę. Do mety dobiegły 5594 osoby. Zwyciężył Tomasz Grycko (czas: 30:25), wśród kobiet najszybsza była Marta Krawczyńska (33:51). Na 264 miejscu dobiegł Mariusz Gołąbek (40:11) z klubu „Jantar” Gdańsk.

W Warszawie zwiększono limit startujących o 3 tys. osób. W Gdyni zanotowano prawie stuprocentowy wzrost frekwencji. Polacy rozkochali się w bieganiu. Zachęcamy po raz kolejny zawodników różnych sekcji z naszego Stowarzyszenia do regularnego biegania na miarę swoich możliwości. Może spotkamy się na trasie któregoś z kolejnych biegów dla uczczenia niepodległości? Zawodnikom ze Stowarzyszenia „Cross” gratuluję sukcesów! I życzę szczęśliwego Nowego Roku!

Mariusz Gołąbek

 

Bowling

Puchar pamięci

W Rzeszowie zakończył się 9. turniej o Puchar Niepodległości, w którym uczestniczyło 96 zawodników z 16 klubów. Są to zawody z tradycją i cieszą się dużą popularnością – na turnieju lubelskiego klubu po prostu warto się pojawić. Co sprawia, że gracze z taką przyjemnością przyjeżdżają walczyć o puchar?

Od dziewięciu lat koordynatorem imprezy jest Michał Czarski – prezes klubu „Hetman” Lublin – związany ze Stowarzyszeniem „Cross” od 15 lat. Ten sympatyczny, zawsze uśmiechnięty „młodziutki” pięćdziesięciolatek zadbał o każdy detal i kolejny raz bardzo dobrze sprawdził się wraz ze swoimi klubowiczami w roli organizatora.

– To jest dziewiąta lekcja – powiedział Michał, kiedy analizował zakończony turniej. Chce eliminować drobne niedociągnięcia i nie powtarzać ich przy okazji następnych zawodów. Lubliniacy są pilnymi uczniami.

Jeśli sięgnąć pamięcią, pierwsze dwa turnieje w Lublinie były organizowane w listopadzie pod nazwą Puchar Ziemi Lubelskiej. Jeden z uczestników zaproponował zmianę nazwy na Puchar Niepodległości, wszak Lublin zapisał się w historii jako miejsce utworzenia pierwszego Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej. Trzeci turniej odbył się już pod nową nazwą i w okolicach 11 listopada.

W klubie „Hetman” dobrze wiedzą, jak ważny jest sport dla osób niepełnosprawnych i mimo problemów technicznych (zamknięcie kręgielni w Lublinie) nie zniechęcili się i zorganizowali turniej w Rzeszowie. Pracownicy kręgielni goszczącej niewidomych i słabowidzących zawodników byli pod ogromnym wrażeniem ich umiejętności, atmosfery w trakcie turnieju, radości, jaką sprawiała gra i, oczywiście, wysokich rezultatów. Mamy się czym pochwalić.

Najlepszą zawodniczką w kat. B1 okazała się Agnieszka Kozłowska („Pionek” Włocławek) z wynikiem 493 p., w kat. B1 mężczyzn nie pozwolił sobie odebrać zwycięstwa Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin) z wynikiem 707 p. W kat. B2 kobiet z pięknym rezultatem 1002 p. wygrała Jadwiga Szuszkiewicz z „Pionka” Włocławek, w tej samej kategorii startowej mężczyzn wytrwale walczył Stanisław Oduliński z „Moreny” Iława, który zwyciężył z wynikiem 996 p. Czempioni w kat B3 to Honorata Borawa z „Łuczniczki” Bydgoszcz z 1004 p. i Grzegorz Kanikuła z 1051 p. – zawodnik „Hetmana” Lublin.

Rozgrywki, zorganizowane profesjonalnie, odbyły się bez żadnych problemów – kręgielnia przygotowana fachowo, a organizatorzy zafundowali uczestnikom wspaniałą zabawę. Frekwencja wskazuje na ogromną potrzebę spotkań, wymiany doświadczeń, wzajemnego wsparcia i sportowej rywalizacji.

Michał Czarski w imieniu klubu „Hetman” już dziś zaprasza na 10. jubileuszowy Puchar Niepodległości do Lublina na nowiutką kręgielnię. Będzie się działo!

IX Puchar Niepodległości w Bowlingu

9-11.11.2013 r., Rzeszów

Kobiety

B1

1. Agnieszka Kozłowska („Pionek” Włocławek) 493 p.

2. Aleksandra Sipiora („Podkarpacie” Przemyśl) 409 p.

3. Anna Maciąg („Hetman” Lublin) 388 p.

B2

1. Jadwiga Szuszkiewicz („Pionek” Włocławek) 1002 p.

2. Danuta Odulińska („Morena” Iława) 952 p.

3. Dorota Kurek („Ikar” Lublin) 778 p.

B3

1. Honorata Borawa („Łuczniczka” Bydgoszcz) 1004 p.

2. Zofia Sarnacka („Warmia i Mazury” Olsztyn) 850 p.

3. Emilia Sawiniec („Hetman” Lublin) 807 p.

Mężczyźni

B1

1. Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin) 707 p.

2. Franciszek Kała („Jutrzenka” Częstochowa) 588 p.

3. Tomasz Borkowski („Ikar” Lublin) 574 p.

B2

1. Stanisław Oduliński („Morena” Iława) 996 p.

2. Edward Wójcik („Hetman” Lublin) 990 p.

3. Janusz Jeleń („Morena“ Iława) 943 p.

B3

1. Grzegorz Kanikuła („Hetman” Lublin) 1051 p.

2. Zbigniew Strzelecki („Karolinka” Chorzów) 957 p.

3. Władysław Szymański („Omega” Łódź)947 p.

Irena Curyło

 

Warcaby

Kadra w Grodnie

Na zaproszenie białoruskiej federacji niewidomych warcabistów w dniach 7-11 października 2013 roku gościła w Grodnie na Białorusi warcabowa reprezentacja Stowarzyszenia „Cross”.

W czasie pobytu rozegrano towarzyski mecz Polska-Białoruś. Wynik tej konfrontacji był sprawą drugorzędną, niemniej z satysfakcją możemy odnotować, że zdecydowane zwycięstwo odniosła nasza drużyna. Polskę w meczu reprezentowali: Ewa Wieczorek, Bernard Olejnik, Leszek Stefanek i Mikołaj Fiedoruk. Po drugiej stronie warcabowych stolików zasiedli: Wita Jakimczenko, Jewgenij Bakłaga, Igor Rosichin i Wiktor Czyż. W skład polskiej delegacji wchodzili jeszcze: Ewa i Andrzej Sargalscy, Leszek Łysakowski oraz kierownik ekipy Wacław Morgiewicz.

Kadra „Crossu” została przyjęta przez gospodarzy niezwykle ciepło i serdecznie. Spotkanie uświetnił uroczysty bankiet przy suto zastawionych stołach kawiarni „Żemczużyna”. Gościom do tańca przygrywał ludowy zespół „Radość”, który wykonał wiele znanych utworów, również w języku polskim. Wśród licznych toastów dominowały życzenia zacieśnienia kontaktów pomiędzy niewidomymi i słabowidzącymi warcabistami obu krajów.

Samo Grodno, którego początki sięgają XII stulecia, zrobiło na nas duże wrażenie. To 320-tysięczne, leżące nad Niemnem miasto od wieków związane było z polską historią. Od 1569 roku (unia polsko-litewska) aż do rozbiorów wchodziło w skład Rzeczpospolitej Obojga Narodów, a w okresie dwudziestolecia międzywojennego znajdowało się w granicach II Rzeczpospolitej.

Mieliśmy wiele okazji, by zwiedzić to ładne i zadbane miasto, gdzie nowoczesność przeplata się z historią. Piękne kościoły i cerkwie, pomniki, stary i nowy zamek, wspaniały kompleks obiektów sportowych klubu „Niemen”, ogromne przestrzenie i dużo terenów zielonych, a także spacer nad brzegiem Niemna to widoki i wrażenia, które na długo pozostaną w naszej pamięci.

Leszek Stefanek

 

Showdown

Tytuły zostają we Wrocławiu

Już po raz trzeci w dniach 5-8 grudnia odbyły się mistrzostwa Stowarzyszenia „Cross” w showdown. Podobnie jak przed rokiem, areną zmagań był hotel Olimp w Obornikach Śląskich. W finałach rywalizowało 10 kobiet i 16 mężczyzn reprezentujących 7 klubów.

Pierwszego dnia po kolacji, podczas odprawy, odbyło się losowanie grup. Finaliści zostali podzieleni na koszyki, zgodnie z miejscem zajmowanym w rankingu i aktualną formą. Chodziło o to, aby uniknąć grup bardzo mocnych i bardzo słabych. Emocje podczas losowania były jak najbardziej uzasadnione, gdyż tylko dwójka najlepszych zawodników z każdej grupy przechodziła do dalszł≤≤łej części turnieju i mogła walczyć o czołowe lokaty.

Nazajutrz o 10.00 rozpoczęły się pierwsze gry. Zawodnicy walczyli na czterech stołach. Już w fazie grupowej nie obyło się bez niespodzianek. Czarnym koniem wśród mężczyzn okazał się debiutujący na mistrzostwach Krystian Kisiel z Lasek. Choć w półfinałach był dopiero dziewiąty – otrzymał od trenera kadry dziką kartę i nie zawiódł pokładanych w nim nadziei. Zajmując pierwsze miejsce w grupie, wykorzystał swoją szansę i awansował do ćwierćfinałów.

Do czołowej ósemki nie awansował natomiast Dawid Młodnicki – czwarty zawodnik ubiegłorocznych mistrzostw.

Wśród pań bardzo dobrą grą zaskoczyła Joanna Pożarycka, startująca po raz pierwszy w finałach. Ona również przyjechała z dziką kartą. Trener kadry zauważył jej umiejętności na październikowym turnieju w Bydgoszczy. Tu zwyciężyła w swojej grupie, co dało jej prawo do udziału w półfinałach.

 Dla wielu osób – przede wszystkim mężczyzn – dzień był bardzo męczący, gdyż rozgrywali po 6 meczów.

Sobotnie starcia dostarczyły wiele emocji nie tylko zawodnikom, lecz także kibicom. Nadszedł bowiem czas decydujących rozstrzygnięć. Panie rozegrały mecze o miejsca od piątego do dziesiątego, a panowie dokończyli rywalizację o lokaty od piątej do ósmej. Mecze półfinałowe rozgrywane były już w systemie do trzech, a nie jak poprzednie – do dwóch wygranych setów. Niezwykle zacięty okazał się pojedynek o trzecie miejsce wśród kobiet. Zmierzyły się w nim Jolanta Szapańska i Joanna Pożarycka. Mecz był bardzo wyrównany − set za set. Ostatecznie, po zwycięstwie 3:2, brązowy medal wywalczyła Joanna Pożarycka z Olsztyna.

W pojedynku o trzecie miejsce mężczyzn zmierzyli się Łukasz Skąpski z Adamem Wołczyńskim. Mimo że przez większość starcia Łukasz Skąpski musiał gonić wynik, to dzięki swojej determinacji i dobrej grze ostatecznie zwyciężył w trzech setach.

W wielkim finale kobiet zmierzyły się Elżbieta Mielczarek i Aleksandra Chrzanowska. Po trzysetowym boju wygrała niepokonana w całym turnieju Elżbieta Mielczarek. Tym samym obroniła tytuł wywalczony w zeszłym roku, potwierdzając, że w kraju nie ma sobie równych. Finał mężczyzn rozgrywany był przy pełnej widowni i śmiało można go określić mianem starcia gigantów. Zmierzyli się w nim dotąd niepokonani Adrian Słoninka i Łukasz Byczkowski. Pierwsze dwa sety wygrał dotychczasowy mistrz, choć przyszło mu to z niemałym trudem. Jednak w dwóch kolejnych górą okazał się Łukasz Byczkowski. Emocje sięgnęły zenitu w tie-breaku. Dzięki zimnej krwi, imponującej grze w obronie i niesamowitej precyzji w ataku wygrał Łukasz Byczkowski z Wrocławia. W ten sposób, po dwóch latach panowania Adriana mamy nowego mistrza. Ten pojedynek na długo pozostanie w pamięci; panowie dali naprawdę fantastyczny popis. Turniej zakończył się oficjalną dekoracją zwycięzców.

III Mistrzostwa Stowarzyszenia „Cross” w Showdown

5-8.12.2013 r., Oborniki Śląskie

Kobiety

1. Elżbieta Mielczarek („Sprint” Wrocław)

2. Aleksandra Chrzanowska („Łuczniczka” Bydgoszcz)

3. Joanna Pożarycka („Warmia i Mazury” Olsztyn)

4. Jolanta Szapańska („Łuczniczka” Bydgoszcz)

5. Mariola Parobczak („Warmia i Mazury” Olsztyn)

6. Anna Borysiak („Syrenka” Warszawa)

7. Karolina Grzegrzółka („Syrenka” Warszawa)

8. Gizela Kołodziej („Sprint” Wrocław)

9. Monika Szwałek („Sprint” Wrocław)

10. Olga Dziedzic („Sprint” Wrocław)

Mężczyźni

1. Łukasz Byczkowski („Sprint” Wrocław)

2. Adrian Słoninka („Sprint” Wrocław)

3. Łukasz Skąpski („Łuczniczka” Bydgoszcz)

4. Adam Wołczyński („Sprint” Wrocław)

5. Patryk Iks („Łuczniczka” Bydgoszcz)

6. Krystian Kisiel (UKS Laski)

7. Wiktor Wójcik („Ikar” Lublin)

8. Grzegorz Modrzyński („Sprint” Wrocław)

9. Ariel Kiresztura („Zryw” Słupsk)

10. Dawid Młodnicki („Sprint” Wrocław)

11. Zbigniew Murawski („Łuczniczka” Bydgoszcz)

12. Dariusz Struk („Łuczniczka” Bydgoszcz)

13. Wacław Karczewski („Ikar” Lublin)

14. Jan Pożarycki („Warmia i Mazury” Olsztyn)

15. Łukasz Cichy („Łuczniczka” Bydgoszcz)

16. Paweł Rzeszotarski („Syrenka” Warszawa)

Grzegorz Modrzyński

 

aaa

 

sylwetki

 

Niespotykanie GLOBALny facet

Adam Andrzej Fijałkowski w wieku 64 lat, jako czwarty Polak, otrzymał w maju 2012 roku w Predazzo (Włochy) dyplom Global Worldloppet Skier numer 160 i został członkiem prestiżowego klubu narciarstwa biegowego. To wspaniałe wyróżnienie dostał za ukończenie w ciągu ostatnich 13 lat wszystkich biegów narciarskich z tej serii. Worldloppet ? Światowa Federacja Biegów Długodystansowych amatorów – zrzesza 135 tysięcy narciarzy z całego globu. Pan Adam przebiegł 15 maratonów: 11 w Europie oraz w Japonii, Australii, Kanadzie i USA. Jest w elitarnym gronie 181 biegaczy z całego świata z tym tytułem.

Swój pierwszy sukces odniósł w 2009 roku, kiedy to otrzymał (jako jedyny Polak) srebrny medal za ukończenie 10 krótkich biegów narciarskich (short distance races) z serii Worldloppet. Kolejnym wielkim wyróżnieniem był w tym roku złoty medal, który wręczono mu za ukończenie 10 długich maratonów. A najbliższym wyzwaniem będzie marcowy start w jubileuszowym 90. Vasaloppet w Szwecji na dystansie 90 km ? najstarszym, największym i najdłuższym biegu masowym na świecie. Przez zaśnieżoną Skandynawię pobiegnie do mety w Mora prawie 16 tysięcy zawodników. Narciarz Fijałkowski z Kozienic ma już numer startowy – 15343. Startuje bez przewodnika mimo dużej krótkowzroczności obu oczu (short-sightet) i w przypadku złej widoczności (padający śnieg, mgła) może mieć na tym morderczym dystansie spore kłopoty. Jego credo życiowe jest proste: nigdy nie rezygnować ze swych marzeń.

Andrzej Szymański: – Spotkaliśmy się 13 lat temu w kole PZN w Kozienicach.

Adam Fijałkowski: – Zgadza się. Pan mówił, że biega na nartach, a ja że też biegam. Początki mojej przygody ze sportem zaczęły się w Jeleniej Górze, skąd pochodzę. Miałem tam rewelacyjnych nauczycieli od wf-u, którzy wciągnęli mnie do świata sportu. Najpierw łyżwiarstwo na okolicznych stawach…

– A jakie to były łyżwy?

– Śniegówki. Przykręcało się je do butów specjalnym kluczykiem. A potem miałem jako jedyny w dzielnicy prawdziwe hokejówki. Wszyscy mi zazdrościli. W szkole dominowała lekka atletyka i do dziś pamiętam swój rekord na 60 metrów: 7,3 sekundy na żużlowej bieżni.

– W 1977 roku przyjechał Pan z żoną i trzyletnią córeczką Natalią do Kozienic, rezygnując z pracy w inwalidzkiej spółdzielni SIMET, zatrudniającej 1200 osób! Trzy lata później wystartował Pan w legendarnym Biegu Piastów w Jakuszycach, obok rodzinnej Jeleniej Góry.

– Namówił mnie do tych startów Bogumił Bujak – szef kieleckiego „Startu”. To wspaniały człowiek i nasza przyjaźń trwa do dziś. W Kozienicach, w spółdzielni inwalidów im. Zygmunta Starego, stworzyliśmy grupę niepełnosprawnych narciarzy i jeździliśmy na obozy zimowe. Pan Bujak to świetny instruktor – wiele nas nauczył. To dzięki niemu posmakowałem narciarstwa biegowego. Wcześniej jeździłem na zjazdówkach i przez siedem lat spędzałem sporo czasu na obozach w Zakopanem. Pierwszy mój start to Bieg Gwarków, a następny – Bieg Piastów. Oba na 25 km.

– Na jakich nartach wystartował Pan 36 lat temu? Pamięta Pan?

– Oczywiście. Na drewnianych „Gorcach” (215 cm długości), które kupiłem w komisie za stypendium z technikum chemicznego. Potem sprzęt załatwiał nam bezpośrednio w Szaflarach Bogumił Bujak. Smary kupowali jeleniogórscy koledzy w NRD. Dzisiaj zaopatruję się w sprzęt biegowy w czeskim Harrachovie. Po sezonie dają dużą „zlewę”, czyli upust.

– A co na to bieganie mówi żona?

– Magdalena (jesteśmy 40 lat po ślubie) teraz więcej biega, a raczej spaceruje na nartach, niż ja. Raz zdołałem namówić ją na bieg nauczycieli w Jakuszycach. Zajęła czwarte miejsce, ale na mecie powiedziała mi… nigdy więcej. Latem uwielbia rower. Jest emerytką po 26 latach pracy jako nauczycielka fizyki w kozienickim liceum. Jeździ w rodzinne strony – jeleniogórskie. Ja rzadziej, bo jeszcze muszę pracować półtora roku. Mamy dwie córki i sześć wnuczek. Same dziewczyny. Muszę się pochwalić, że całą rodzinkę zaraziłem bieganiem narciarskim! Każdy zimowy sezon kończymy w Jakuszycach „śnieżną majówką”.

– Jak Pan wspomina swą pierwszą pięćdziesiątkę w Jakuszycach?

– Przebiegłem pięć razy ten dystans, na sąsiedniej Jizerskiej Padesatce, też w Górach Izerskich – trzykrotnie. Trasy w Jakuszycach i Bedżichowie są przepiękne, ale też bardzo wymagające – nie należą do najłatwiejszych (bardzo długie podbiegi) i trzeba się solidnie do nich przygotować. W Kozienicach nie mam takich możliwości, by solidnie potrenować przed startami. Mój najlepszy wynik to 5 godzin 15 minut, więc wcale nie rewelacyjny. W Jakuszycach startowałem 28 razy, a 19 razy brałem udział w MP niepełnosprawnych na krótkich dystansach – pięciokilometrowych w grupie B2. Ścigałem się m.in. ze Stasiem Spólnikiem z Krakowa i raz mu dołożyłem na mecie. Mimo swojego wieku i niepełnosprawności wzrokowej nie narzekam na zdrowie. Kiedy nie biegam na nartach, uprawiam nordic walking, chodzę na pływalnię, jeżdżę na rowerze. Mamy z żoną za sobą wiele rajdów rowerowych, m.in. po krajach Beneluxu. Mieszkając w Kozienicach, nie mogę tak często trenować w górach jak moi koledzy z Czech czy Słowacji.

– Jacy koledzy z Czech czy Słowacji?          

– Jakieś 10 lat temu zapoznałem się z fajnymi, trochę ode mnie młodszymi narciarzami z tych krajów: Honzą Flaszarem, Karelem Rużiczką, Peterem Brecikiem i innymi. I jeżdżę z nimi, jako jedyny niepełnosprawny, na zawody po całej Europie. To są nieduże koszty, jeśli do busa ładuje się ośmiu chłopa i znajduje noclegi w najtańszych pensjonatach w Austrii, Niemczech czy Italii. Oni nieraz czekają godzinę czy półtorej na mnie na mecie. Klepią mnie po spoconych plecach i mówią: „Adam, spokojne, mamy czas”. Nie zapomnę tych biegów w Marcialonga we włoskich Dolomitach, Engadin Ski w Szwajcarii. Piękne widoki na 42-kilometrowej trasie. Skały, dolinki, wioski i tłumy ludzi na poboczu.

– Jeździ Pan po Europie i świecie z tymi Czechami, ale na takie wojaże trzeba mieć kasę. Jak Pan sobie daje z tym radę?

– Panie Andrzeju, ja pracuję już 48 lat i wszystkie oszczędności przeznaczam na te narciarsko-krajoznawcze wyprawy po Europie i świecie. Nie palę, nie piję i dzięki temu realizuję swoje marzenia. Bardzo wspiera mnie moja kochana rodzina, a dzieci zagadują: „Dziadek, gdzie teraz jedziesz? Ile ci kasy potrzeba?”. I nie dopytują, kiedy oddam. Może zdążę jeszcze za życia.

– Ile kosztuje taki wyjazd na biegi Wordloppet, np. Marcialonga we Włoszech czy Koenig Ludwig Lauf w Bawarii?

– Moi czescy koledzy kalkulują każdy wyjazd przed sezonem. 4-6-dniowy wyjazd na europejskie zawody kosztuje 700 złotych plus startowe – 50 euro. Bardzo drogie jest wpisowe na Vasaloppet (Bieg Wazów) – ponad 750 złotych. W zeszłym roku przebiegłem „krótki”, bo 45-km dystans HalvVasen w Szwecji i ten pięciodniowy wyjazd kosztował mnie około 3 tys. złotych. Ale było warto.

– Panie Adamie, ile kilometrów przebiegł Pan na nartach?

– Nie wiem. Policzę, jak przejdę na emeryturę. Odwiedziłem do tej pory 41 krajów na pięciu kontynentach, poznałem wspaniałych ludzi. Poza Europą startowałem w Japonii (ścigałem się z premierem Estonii), Australii (wbiegłem na nartach na Górę Kościuszki), w USA, Kanadzie. Marzą mi się biegi w Islandii, na Grenlandii, Spitsbergenie, w Pekinie, Argentynie…

– …Ale teraz chyba ten potworny wysiłek w Biegu Wazów to spore wyzwanie?

– Będę tam jechał z myślą, żeby go ukończyć tak jak wszystkie dotychczasowe, chyba że zdrowie mi nie pozwoli. Ten bieg to moje marzenie od 33 lat. Trzymają za mnie kciuki i życzą powodzenia znajomi z Worldloppet Federation. W „Ski Magazin” jest cała strona poświęcona mojej osobie, zatytułowana: „Marzenia Polaka o Vasaloppet”.

– To do kiedy będzie Pan biegał na nartach?

– Dopóki mi zdrowia i sił starczy, panie Andrzeju. Biegacze żyją dłużej!

Rozmawiał Andrzej Szymański, który również przebiegł w Jakuszycach

trzy pięćdziesiątki.

 

aaa

 

turystyka

 

Na narty do kolebki słynnej kolędy     

Alpejskie stoki Austrii to wymarzone miejsce dla narciarzy. Sezon trwa tu od wczesnej jesieni do późnej wiosny. Dla Polaków austriackie Alpy są najbliższymi dużymi i dobrze zagospodarowanymi górami. Narciarskie trasy są tu doskonale utrzymane i długie. Alpy zajmują ponad połowę Austrii i każdy może znaleźć dla siebie ulubione miejsce, do którego będzie z przyjemnością powracać. Choćby to, gdzie narodziła się „Cicha noc”, najsłynniejsza kolęda świata. Stało się to w roku 1816, w górskiej wiosce Mariapfarr, w alpejskiej dolinie Lungau na Ziemi Salzburskiej, położonej przy granicy z Niemcami. Dziś jest tam jej muzeum, do którego zaglądają chętnie narciarze i turyści przybywający do doliny i sąsiadującego z nią Obertauern.

„Stille Nacht”

„Cicha noc” jest fenomenem. Słychać ją było po obu stronach frontu na polach bitew I i II wojny światowej. Dziś rozbrzmiewa wszędzie. Nie ma sobie równej pod względem liczby wykonań, nie tylko wśród pieśni religijnych, ale w ogóle wśród utworów słowno-muzycznych stworzonych przez człowieka. Kolęda przetłumaczona została na kilkaset języków i dialektów. Ma swoje stowarzyszenie i muzea. Na Ziemi Salzburskiej, poza Mariapfarr, znajdują się one także w Salzburgu i Oberndorfie. Podobne muzeum powstało również w USA. Kolęda uznana została za dobro kultury światowej.

„Cichą noc” napisał ks. Josef Mohr, nieślubny syn hafciarki i dezertera z armii austriackiej. Święcenia kapłańskie otrzymał w roku 1815. Po nich skierowany został do pracy duszpasterskiej wśród górali alpejskich, do często nawiedzanego przez pielgrzymów kościoła w wiosce Mariapfarr. Tu mieszkał jego 86-letni wówczas dziadek. To ponoć pod jego wpływem, przed świętami Bożego Narodzenia w roku 1816 r., ksiądz Józef napisał tę piękną kolędę. Poszukiwanie kompozytora melodii jednak się nie powiodło, a on sam miał z tym duży problem. W 1818 roku ksiądz-poeta został przeniesiony do wioski Oberndorf koło Salzburga, gdzie pracował jako wikariusz tamtejszej świątyni św. Mikołaja. Tu na pasterce, w wigilię Bożego Narodzenia owego roku, pieśń ta rozbrzmiała po raz pierwszy, w aranżacji na dwa głosy, gitarę i chór. Aranżacji dokonał miejscowy organista Franz Gruber, który wykonywał partię basową. Ksiądz Józef śpiewał patię tenorową.

Kolęda spodobała się mieszkańcom Oberndorf bei Salzburg i wkrótce jej sława zaczęła zataczać coraz szersze kręgi. Obecnie śpiewa ją cały świat.

Słoneczna dolina Lungau

Dziś malownicza dolina Lungau, pod której urokiem narodziła się „Cicha noc”, dalej tchnie spokojem i atmosferą pełną romantyzmu. Na odpoczynek zimowy należy ją polecić zwłaszcza osobom, które cenią spokój, okazję do kontaktu z naturą i swoisty urok właściwy tradycyjnym alpejskim osadom. St. Margarethen, St. Michael, Mautendorf i Mariapfarr, leżące w dolinie, nie przypominają w niczym modnych alpejskich kurortów.

Dolina Lungau to najbardziej słoneczna kotlina Austrii. Leży na południu Ziemi Salzburskiej, pomiędzy pasmem Niskich Taurów i pasmem górskim Nockberge. Łatwo tu dojechać autostradą Tauernautobahn. To region bardzo atrakcyjny dla narciarzy, szczególnie do uprawiania narciarstwa biegowego. Znajduje się tu 100 km doskonale przygotowanych tras o rozmaitym stopniu trudności − do biegania krokiem klasycznym i łyżwowym, a także trasy górskie − z głębokim śniegiem. Najtrudniejszą jest 23-kilometrowa trasa Mautendorf – Hammer (1122-1300 m), a najwyżej wytyczoną jest średnio trudna 20–kilometrowa trasa Schoenfeld w St. Margareten (1730-2060).

Główne tereny narciarskie Lungau to: Aineck, Fannningberg, Katschberg, Großeck-Speiereck i Schönfeld-Karneralm. Z wyjątkiem Schönfeld-Karneralm, obowiązuje tu jeden skipass. Można też wykupić karnet obejmujący tereny narciarskie całej doliny i sąsiedniego Obertauern. Narciarze mają wówczas do dyspozycji 200 km tras zjazdowych.

Zimowe Obertauern

Na północ od Lungau, po drugiej stronie Taurów i 90 km na południe od Salzburga, leży Obertauern, cieszące się zasłużenie sławą jednego z najatrakcyjniejszych regionów narciarskich w Alpach. Łatwo tu dojechać samochodem z Wiednia lub Monachium. Dotrzeć tu też można dzięki tanim połączeniom lotniczym do Salzburga. Transport z lotniska do Obertauern i z powrotem jest dobrze zorganizowany.

Obertauern nazywane jest „austriacką miską śniegu”. To w Alpach najbardziej zaśnieżony rejon. Zimą zmienia się w bajkową krainę. Sezon narciarski trwa tu prawie 6 miesięcy – od listopada do maja.

Swą sławę Obertauern zawdzięcza także Beatlesom, którzy w marcu 1965 roku nakręcili tutaj swój film „Help”.

Otaczające miasteczko tereny narciarskie położone są na wysokości 1740-2350 m n.p.m. Jedyny w swoim rodzaju system wyciągów i tras pozwala na zrobienie − bez odpinania nart − narciarskiej rundy dookoła osady i powrót do stacji wyjściowej. To narciarskie koło, zwane tutaj „Tauernrunde”, obsługiwane jest przez 26 nowoczesnych kolejek linowych i wyciągów, łączących ze sobą 100 kilometrów narciarskich tras. Czerwona runda umożliwia jazdę zgodnie z ruchem wskazówek zegara, a zielona − w kierunku przeciwnym. Z każdego punktu Obertauern na stok można dotrzeć w ciągu kilku minut.

Ośrodek posiada 6 wyciągów orczykowych, 18 krzesełkowych i 2 kolejki linowe z małymi i dużymi gondolami. Ich łączna przepustowość wynosi 46058 osób/godz. Oznakowane trasy narciarskie mają łącznie 100 km długości (trudne − 4 km, średnie – 36 km i łatwe – 60 km). Najtrudniejszym zjazdem jest mierząca 2 km 937 m trasa Gamsleiten 2, z różnicą poziomów 362 m, prowadząca spod szczytu Gamsleitenspitz (2357 m). Uważana jest za jedną z najtrudniejszych w całych Alpach. Jest to prawdziwe wyzwanie dla ambitnych narciarzy. Liczne, długie zjazdy dla średnio zaawansowanych znajdują się głównie na stokach Seekarspitz (2350 m). Niebieskie trasy dla początkujących rozrzucone są po całym terenie narciarskim wokół osady. Najwięcej znaleźć ich można na południowy zachód od Obertauern. Wszystkie trasy są świetnie przygotowane. Gospodarze zadbali też o ich dobre oznakowanie.

Wyciągi i kolejki w Obertauern czynne są każdego dnia od 9.00 do 16.00. Dla amatorów szusowania pod rozgwieżdżonym niebem przygotowano oświetlony stok przy wyciągu Edelweissbahn, o długości 1,5 km, czynny w poniedziałki i czwartki od 19.00 do 22.00.

Zadowoleni z pobytu w Obertauern mogą być nie tylko narciarze alpejscy, ale także miłośnicy biegówek. Mają tu do dyspozycji 26 km tras biegowych, które wytyczone zostały na wysokości 1630-1840 m n.p.m. Miłośnikom pięknych pejzaży wspaniałych widoków dostarcza 10-kilometrowa wysokogórska trasa Gnadenalm-Loipe.

Od wiosny do jesieni narciarskie kolejki i wyciągi krzesełkowe służą piechurom i rowerzystom. W Austrii jest 7 tys. kilometrów szlaków pieszych i 2 tys. kilometrów szlaków rowerowych.

Obertauern nie zapomina także o dzieciach. Hotele i pensjonaty, specjalizujące się w wypoczynku rodzinnym, dokładają wszelkich starań, aby dla małych narciarzy był to niezapomniany czas. Podczas gdy rodzice oddają się białemu szaleństwu, 5 szkółek narciarskich zapewnia profesjonalną opiekę ich latoroślom. Dzieci uczą się tu jeździć na nartach i bawią się. Maluchy do 6 lat, jeżdżące w towarzystwie rodziców, mają zapewnione darmowe przejazdy.

Główną wadą Obertauern są dość wysokie ceny, nie tylko w hotelach i restauracjach, ale także na narciarskie karnety (skipassy). W obecnym sezonie są one następujące: karnet 1-dniowy – 41 euro, 2-dniowy − 81,50 euro, 3-dniowy − 117,50 euro, 4-dniowy − 151,50 euro. Dzieci płacą połowę ceny. Świetną ofertą jest karnet Salzburg Super Ski Card ważny od 3 do 14 dni, który umożliwia korzystanie ze wszystkich regionów narciarskich na terenie Ziemi Salzburskiej. Można go nabyć w kasach wszystkich wyciągów w regionach, które go honorują, lub zamówić przez internet na www.salzburgsuperskicard.com. Zainteresowani znajdą tu również informację o innych odmianach SSSC oraz aktualne ceny. Przykładowe ceny karnetu na obecny sezon: 3-dniowy – dorośli: 139 euro, dzieci (rocznik 1998-2007) – 69 euro, młodzież (rocznik 1995-1997) – 104 euro; 14-dniowy − dorośli: 416 euro, dzieci – 208 euro, młodzież – 312 euro.

W ramach skipassu możemy także korzystać z bezpłatnego transportu skibusami z Obertauren do okolicznych miejscowości, szczególnie tych w dolinie Lungau. Daje to możliwość potanienia naszego narciarskiego urlopu. Pokoje gościnne w góralskich chatach w Mautendorf czy Mariapfarr są zdecydowanie tańsze niż noclegi w hotelach i pensjonatach Oberntauern. Dodatkowym atutem jest też urokliwość tych miejscowości, wieczorna cisza i możliwość spacerów przy księżycu w otoczeniu majestatycznych szczytów.

Gdy odepniemy narty...

W Obertauern i okolicznych miasteczkach nie musimy się martwić, co zrobić z czasem wolnym po narciarskich ewolucjach. Intensywne życie towarzyskie tętni wieczorami we wszystkich pubach, dyskotekach i lokalach. Ich niezwykła atmosfera przyciąga wielu młodych ludzi. Bary i restauracje organizują dla swoich gości wiele atrakcji i programów rozrywkowych. Miłym zakończeniem dnia jest też wypad do schroniska i spędzenie tam wieczoru w nastrojowej atmosferze.

Osoby lubiące spędzać aktywnie czas znajdą też dla siebie wiele atrakcji. Mogą pojeździć na lodowisku na łyżwach lub zagrać w bawarską odmianę curlingu. Mogą wybrać się na sanki (są tu dwa tory saneczkowe i wypożyczalnia sanek) lub pograć w tenisa czy squasha. Można pójść na wędrówkę górską na rakietach śnieżnych lub pojeździć konno po zimowych górskich szlakach. Jest ich 26 kilometrów. Niezapomnianych wrażeń dostarczy też kulig w śnieżnej scenerii alpejskich szczytów.

Miłośnicy tradycji i poznawania nowych kultur znajdą w dolinie Lungau i Obertauren wiele wydarzeń ciekawych pod względem miejscowego kolorytu. Można wybrać się na jeden z targów, gdzie sprzedaje się regionalne, swojskie wyroby. Ważnym tradycyjnym wydarzeniem jest tutejsza parada w diabelskich maskach, odbywająca się na początku grudnia. Przyjeżdżający tu w okresie świątecznym mają okazję do zakupów na tradycyjnym austriackim jarmarku adwentowym.

Teresa Dębowska

 

aaa

 

zdrowie

 

Uwaga: grypa

Trwa sezon grypowy. Szczyt zachorowań przypada na okres od grudnia do marca. Czy jesteśmy przygotowani, by stawić im czoło? 

Grypa to jedna z najczęstszych chorób zakaźnych: ostra i wyjątkowo zarażliwa. Jej wirusy pędzą niczym ekspres. Podczas kichnięcia osiągają prędkość 167 km na godzinę, co oznacza, że pokonują 50 metrów w sekundę. W ubiegłym roku dopadły ponad 3 mln Polaków. Gdy złapiemy grypę, pojawiają się: gorączka, dreszcze, ból stawów lub mięśni, uczucie rozbicia i osłabienia, ból gardła, niewielki katar, suchy kaszel. Tym objawom mogą czasem towarzyszyć nudności lub wymioty, biegunka, ból brzucha. Choroba zwykle ustępuje po pięciu, siedmiu dniach, ale kaszel i złe samopoczucie trwają dłużej niż dwa tygodnie. Niewyleczona do końca grypa może spowodować groźne dla zdrowia i życia powikłania: zapalenie płuc i oskrzeli, ucha środkowego, mięśnia sercowego i osierdzia, mięśni, problemy neurologiczne. W ubiegłym sezonie, wcale nie najcięższym, z tego powodu zmarło w Polsce blisko 150 osób. Społeczne koszty związane z grypą (wizyty lekarskie, leczenie powikłań, hospitalizacja) i tzw. koszty pośrednie (zwolnienia lekarskie, absencja w pracy) są ogromne. Dla przykładu: w 2011 roku wyniosły one odpowiednio 423 mln złotych i 2,7 miliarda złotych.

Nic dziwnego, że jesienią epidemiolodzy biją na alarm, zachęcając nas do szczepień przeciwgrypowych. Te apele przynoszą mierne wyniki: z roku na rok maleje liczba osób, które dają się przekonać. Statystyka jest porażająca: cztery lata temu było to 7 proc., w sezonie 2010/11 – 5,2 proc., w ubiegłym – 3,75 proc. To nas lokuje na przedostatnim miejscu w Unii Europejskiej, przed Estonią.

Najczęstsze argumenty, jakimi posługują się przeciwnicy szczepień, to: brak przekonania co do skuteczności preparatu („zaszczepiłem się, a i tak łapię infekcję”), jest on niebezpieczny dla zdrowia („zachorowałem od szczepionki”), czerpią z niego korzyści jedynie firmy farmaceutyczne („nie będę im nabijać kieszeni”). Dramatyczny spadek liczby szczepień przeciwko grypie nastąpił po ostrym sporze wokół zakupu preparatów przeciwko wirusowi tzw. świńskiej grypy w sezonie 2009/10 i choć minister zdrowia Ewa Kopacz, nie bacząc na argumenty opozycji, odmówiła zakupu wielkiej partii szczepionki (w wielu krajach wylądowały one w koszu, bo okazały się niepotrzebne), awantura wokół tego nie przysłużyła się propagowaniu idei profilaktyki. Notabene, nasi lekarze i pielęgniarki też nie świecą w tej mierze przykładem: szczepi się ich ledwie 5-6 proc. (dla porównania: w Stanach Zjednoczonych – 40-50 proc. personelu medycznego).

– 61 procent dorosłych zaszczepiłoby się, gdyby zalecił im to lekarz rodzinny lub pielęgniarka – twierdzą eksperci z Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Grypy. I próbują przekonywać nieugiętych. Przyznają, że szczepionka przeciwko grypie przygotowywana na dany sezon nie zabezpiecza nas w stu procentach. Jej skuteczność wynosi 70-90 procent. To bardzo dużo. Ochronę przed infekcją uzyskujemy w ciągu dwóch, trzech tygodni i trwa ona zwykle sześć do dwunastu miesięcy. Dostępne na rynku preparaty – tłumaczą epidemiolodzy – nie są w stanie wywołać choroby, ponieważ zawierają jedynie fragment tzw. zabitego wirusa, niezdolnego do namnażania się. To, co bierzemy za chorobę, jest zwykle odczynem poszczepiennym: miejsce po ukłuciu robi się czerwone, obrzęknięte i boli (tego typu reakcję odczuwa ok. 65 proc. szczepionych). Rzadziej się zdarza, że dostajemy gorączki, boli nas głowa, mięśnie i stawy (dotyczy to mniej niż 15 proc. ogółu zaszczepionych, zazwyczaj są to małe dzieci i osoby szczepione pierwszy raz). Objawy te ustępują zazwyczaj po dwóch dniach. Szczepionki przeciwko grypie sezonowej są produkowane i stosowane od blisko 60 lat. Badania kliniczne i obserwacje po podaniu setek milionów dawek dowiodły, że są bezpieczne dla dzieci, dorosłych, kobiet w ciąży, przewlekle chorych, a nawet dla osób z upośledzoną odpornością. Zalecają je największe medyczne autorytety, w tym Światowa Organizacja Zdrowia.

Skuteczne szczepionki to często jedyny ratunek przed groźnymi chorobami, które w przeszłości dziesiątkowały ludność świata, m.in. ospą, dżumą, cholerą. Być może już wkrótce dzięki nim uda się pokonać plagę malarii, nękającą głównie kontynent afrykański. Co roku ta choroba zabija ok. 800 tys. ludzi na świecie, głównie dzieci do piątego roku życia. Jedna z firm farmaceutycznych, która nad antymalaryczną szczepionką pracuje już trzy dekady, zamierza zwrócić się do Europejskiej Agencji Medycznej o zgodę na jej sprzedaż w Unii Europejskiej. Światowa Organizacja Zdrowia zapowiedziała, że możliwe jest zarejestrowanie preparatu w 2015 roku. Niewykluczone, że wzbudzi on nieufność, tym bardziej że w naszej strefie geograficznej nie ma komarów wywołujących malarię. Co nie znaczy, że nie możemy na nią zachorować: dotychczasowe obowiązkowe szczepienia przeciw malarii dla wyjeżdżających do krajów nią zagrożonych nie są w stu procentach skuteczne.

Na razie „bunt antyszczepionkowy” w Polsce dotyczy głównie grypy. Ale, co niepokojące, zaczyna kiełkować także na innym polu profilaktyki chorób zakaźnych. Od jakiegoś czasu polscy rodzice rezygnują z obowiązkowych szczepień swoich dzieci w ciągu pierwszych dwóch lat ich życia. Moda przyszła zza oceanu, kiedy kilka lat temu jeden z uczonych ogłosił, że szczepionki na te zakaźne, groźne dla najmłodszych choroby wywołują u nich autyzm. Wkrótce obalono tę teorię, ale spowodowała ona zamęt w wielu umysłach. Podobnie jak organizowane w Stanach słynne ospaparties. (Rodzice celowo posyłają swoje dzieci na przyjęcia do ich chorych rówieśników, by się zaraziły i organizm sam wytworzył skuteczne na przyszłość przeciwciała).

– Zaniedbywanie profilaktyki może wkrótce doprowadzić do gwałtownego wzrostu zachorowań na choroby zakaźne – ostrzegają eksperci. Mniejsza, jeśli miałoby to dotyczyć tylko grypy i tylko rodzin sprzeciwiających się szczepieniom przyjętym w obowiązkowym kalendarzu (w ubiegłym roku zrezygnowało z nich w Polsce 4,2 tys. rodziców i liczba ta z roku na rok rośnie). Gorzej, gdy odsetek osób niezaszczepionych na danym terenie przekroczy 10 proc. Wtedy zarazki znów zaczynają być groźne. Są niebezpieczne zwłaszcza dla osób, których z powodu przewlekłych chorób lub wrodzonych wad systemu odpornościowego zaszczepić nie można. Polio i błonicę udało się pokonać, bo akcja masowych szczepień objęła niemal 100 proc. populacji. Niestety, nie można tego samego powiedzieć o odrze, krztuścu, śwince czy różyczce, przeciwko którym nie wszyscy chcą się uodpornić. Także o takich chorobach jak zapalenie płuc, wywołane przez pneumokoki, lub biegunki rotawirusowe, które dawno powinny się w naszym kalendarzu szczepień znaleźć. Przeciwnicy szczepień zdają się zapominać o tym, że chronią one nie tylko pojedyncze osoby, lecz przede wszystkim ogół społeczeństwa. Ustawowy obowiązek szczepień i kontroli epidemiologicznej wprowadzono przecież po to, aby przed chorobami zakaźnymi ustrzec zdrowych.

Wracając zaś do grypy, warto przypomnieć o tym, jak się mamy zachować, gdy na nią zachorujemy (obszernie na ten temat pisaliśmy przed rokiem: „Z grypą bez żartów” – „Cross”, nr 1/2013). U większości chorych wystarczy leczenie jej objawów: odpoczynek w łóżku, dużo snu, picie dużej ilości płynów (najlepiej ciepłej wody, wody z sokiem, mleka z miodem, łagodnych herbatek owocowych czy ziołowych), przyjmowanie leków przeciwgorączkowych i przeciwbólowych (na łamanie w kościach). Częste wietrzenie mieszkania i dbanie o to, by panowała w nim odpowiednia temperatura (co uzyskujemy, nie odkręcając kaloryferów „na całego” i ustawiając przy nich nawilżacze) – to jeden z ważnych wymogów higienicznych zalecanych przez lekarzy. Ostrzegają oni także, by w czasie choroby nie zażywać jednocześnie leków z różnych grup, np. aspiryny i paracetamolu. Pierwszy z wymienionych i jego odmiany handlowe (np. polopiryna, etopiryna) zawierają salicyl, który ma głównie działanie przeciwzapalne, drugi i jego pochodne (m.in. apap, coldrex, gripex, panadol, efferalgan) – działanie przeciwbólowe i przeciwgorączkowe. Wiele preparatów – pomimo różnych nazw – zawiera ten sam lek. Rzecz w tym, by przez pomyłkę nie przekroczyć dopuszczalnej dawki.

Grypa, podobnie jak przeziębienie, „wyleżana”, a nie „wychodzona”, mija po kilku dniach. W cięższych przypadkach i w razie wystąpienia powikłań konieczny jest kontakt z lekarzem, który może przepisać leki przeciwwirusowe.

(BWO)

 

 

aaa

 

ruszajmy się

 

Jazda konna

Konie od dawna służyły ludziom jako środek lokomocji oraz pomagały w pracach rolnych i przemysłowych. W nowoczesnym społeczeństwie jazda konna zachowała się jako dyscyplina sportowa, forma rekreacji ruchowej oraz pasja wielu ludzi.        

Jazda konna dostarcza mnóstwa pozytywnych doznań. Już samo obcowanie z końmi daje dużo satysfakcji. Zwierzęta te potrafią w szczególny sposób współpracować z człowiekiem. Także jazda jest bardzo ekscytująca. Dzięki interakcji jeździec-koń można prowadzić zwierzę w określonym kierunku i tempie. Jazda konna przez wielu ludzi uważana jest za sport ekstremalny, ponieważ wiąże się z pewnym ryzykiem. Koń, jako żywe stworzenie, nie zawsze jest przewidywalny. Można z niego spaść, a to w połączeniu z dużą prędkością niesie ze sobą ryzyko urazu. Jednak niektórzy lubią szybką jazdę, która dostarcza adrenaliny.

Zauważono, że ruch konia ma bardzo pozytywny wpływ na motorykę osoby go dosiadającej. Zaczęto wykorzystywać to w terapii osób niepełnosprawnych. Hipoterapia mocno się rozwinęła i wielu specjalistów ceni ten sposób usprawniania i oddziaływania na dzieci i osoby niepełnosprawne. Terapeutyczne działania jazdy konnej mają również pozytywny wpływ przy mniejszych dolegliwościach.

Jazda usprawnia i wzmacnia także osoby zdrowe. Wyrabia mięśnie łydek i ud, bardzo dobrze działa na brzuch i mięśnie górnych partii ciała, ma pozytywny wpływ na prawidłową postawę. Szczególnie zalecana jest osobom z wadami postawy. Angażowanie tak wielu mięśni związane jest zarówno z prowadzeniem konia, jak i utrzymaniem się w siodle. Szczególnie mocno pracują przy tym mięśnie nóg. Już na starcie nauki potrzebna jest wystarczająca sprawność fizyczna. Wymagane są także odpowiednie umiejętności. Warto podjąć trud i spróbować je posiąść.

Nauka podstawowych umiejętności jeździeckich wcale nie musi trwać długo, wszystko zależy od nastawienia i predyspozycji osoby uczącej się. Strach przed zwierzęciem albo upadkiem może jednak spowodować, że więcej czasu należy poświęcić na oswojenie z jazdą. Dlatego − podobnie jak z pływaniem − łatwiej jest nauczyć się tej umiejętności za młodu. Zdolna osoba po kilku lekcjach może się już wybrać na przejażdżkę, oczywiście razem z instruktorem, po lesie, łąkach czy innych terenach − czyli na tzw. cross.

Jedno, co odróżnia ją od innych sportów, to niezwykłe oddziaływanie psychologiczne. Niektórzy uważają, że uwrażliwia człowieka i wpływa na jego duchowość. Udowodniono również nieprzeciętne oddziaływanie antystresowe i antydepresyjne. Jednym słowem jazda poprawia w bardzo odczuwalny sposób samopoczucie. Kontakt z ciepłym ciałem konia i jego rytmiczne ruchy działają na człowieka kojąco, podobnie jak przyroda. Niezwykłych doznań może dostarczyć przejażdżka wcześnie rano, w momencie kiedy mgły ustępują i zaczyna świtać. Zachód słońca też jest ciekawym momentem, barwy w przyrodzie są wtedy szczególnie piękne. Niejedna osoba marzy o galopowaniu brzegiem morza albo jeziora podczas pięknego zachodu. Takie chwile zostają w pamięci na zawsze.

Jedyną wadą jest wysoka cena tego sportu. Konie są bardzo drogie w utrzymaniu, dlatego stajnie za wypożyczenie tych zwierząt sporo sobie liczą. Ponadto ważne jest wykupienie lekcji z instruktorem, i to nie tylko na początku. Również jak już opanujemy tę sztukę, warto jeździć z kimś doświadczonym. Trzeba dobrze poznać zachowania konia, by nie ponosić zbędnego ryzyka. Koń to wrażliwe zwierzę. Mimo swojej wielkości i siły jest bardzo płochliwy, co może być pewnym zaskoczeniem dla osoby dosiadającej jego grzbietu. Dodatkowo niezbędny jest odpowiedni ubiór zapewniający bezpieczeństwo i komfortową jazdę: toczek (chroni głowę przed urazem w razie upadku), odpowiednie spodnie (tzw. bryczesy) i buty (najlepiej wysokie – oficerki lub niskie, do których zakłada się dodatkowo ochraniacze na podudzia, tzw. sztylpy).

Jazda konna jest ciekawym, pełnym różnorodnych doznań sportem. Mimo że nie należy do najtańszych, polecam wszystkim, by spróbowali, bo naprawdę warto. Z powodzeniem można również jeździć zimą, szczególnie w śnieżnej scenerii jest bardzo przyjemnie. Ciekawą propozycją są obozy jeździeckie lub wędrowne albo wypoczynek w gospodarstwie agroturystycznym oferującym dodatkowo jazdę konną. Taki urlop gwarantuje wiele przeżyć oraz pozwala na odpoczynek psychiczny. Zachęcam do szukania odpowiednich dla siebie, ciekawych form rekreacji, tak by cieszyć się z życia i w pełni z niego korzystać.

Krzysztof Koc

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

Technika liczenia wariantów 

Jedną z najważniejszych cech silnego szachisty jest umiejętność trafnego wyboru posunięcia poprzez dokładne policzenie wariantu, jaki może w partii nastąpić. Do tego celu niezbędna jest przede wszystkim dobrze wyćwiczona wyobraźnia szachowa. Ponadto wymagane są również: dobra pamięć, rozwinięty zmysł kombinacyjny i zdyscyplinowanie w procesie myślenia. Chciałbym przedstawić kilka przykładów z praktyki szkoleniowej, które ilustrują typowe zasady i typowe błędy popełniane przy obliczaniu konsekwencji takiego czy innego posunięcia.

F. Bondarenko, M. Liburkin

(zakończenie studium, 1950)

Białe: Kf5, a6, b5, e4

Czarne: Kh2, Ga1, a7, b6

Na zadane pytanie, jaki będzie wynik partii po 1.e5 G:e5, większość młodych szachistów z niskimi kategoriami odpowiada, że pozycja jest remisowa. Taka ocena wydawana jest na podstawie policzonego prostego wariantu: 2.K:e5 Kg3 3.Kd6 Kf4 4.Kc6 Ke5 5.Kb7 Kd6 6.K:a7 Kc7 7.Ka8 Kc8 i biały król nie ma wyjścia ze skrajnej linii. Tymczasem pozycja jest wygrana dla białych pod warunkiem, że po 1.e5 G:e5 zagramy 2.Ke6! Gońca trzeba zostawić na szachownicy, aby opóźnił marsz czarnego króla do c7! Dalej może nastąpić: 2...Kg3 3.Kd7 Kf4 4.Kc8! Ale nie 4.Kc6? Gb8! 5.Kb7 Ke5 6.K:b8 Kd6 7.K:a7 Kc7= 4...Ke4 5.Kb7 Kd5 6.K:a7 Kc5 7.Kb7 i pionek dochodzi do hetmana. Przy liczeniu wariantów często się zapomina, że szachy to nie warcaby i bicie nie jest obowiązkowe. Grający liczy automatycznie: ja biję, on odbija itd., pomijając przy tym możliwość wykonania posunięcia wtrąconego czy też rezygnacji z zabrania bierki na rzecz innych korzyści.

Podczas liczenia wariantu nasza wyobraźnia powinna obejmować całą szachownicę. Grający przeważnie jednak ułatwia sobie zadanie i „widzi” w wyobraźni tylko ten wycinek pola bitwy, w którym toczy się akcja. Jest to bardzo niebezpieczne i stwarza ryzyko popełnienia dużego błędu.

W. Bron

(zakończenie studium, 1979)

Białe: Kg1, Wb8, Gc8,

Czarne: Kh3, Wf4, Sg4, h4

Na zapytanie, czy po 1…Wb4 czarne remisują, często padała następująca odpowiedź: „Ruch ten nie ratuje partii, bo białe grają nie 2.W:b4? z patem, ale 2.G:g4+ i teraz po 2…K:g4 jest 3.W:b4+, a po 2…W:g4 nastąpi 3.Wb3+ z wygraną”. Gracz liczący wariant nie obejmuje wyobraźnią całej deski, nie zauważa więc, że w tym drugim wariancie zabicie czarnych na g4 następuje z szachem… Prawidłowa odpowiedź jest inna: po 1…Wb4 wygraną białym przynosi 2.Ga6! (2…W:b8 3.Gf1x).

Jonsson – Pytel

1975

Białe: Kh1, Hd1, Wf1, Sf5, a2, b3, e2, g3, h2

Czarne: Kg8, Hc5, Wf8, Sg4, a5, b4, d5, g7, h7

Tutaj też na zadane ćwiczenie „Białe zaczynają i wygrywają” częsta odpowiedź brzmiała: „To jest proste: 1.H:d5+ H:d5 2.Se7+ Kh8 3.W:f8+ z matem…”. Dopiero po zwróconej uwadze szachista zauważał, że drugi ruch wariantu jest niezgodny z przepisami… Wygrana jest trudniejsza do znalezienia: 1.Hd4! z takimi możliwymi wariantami: 1...H:d4 2.Se7+ Kh8 3.W:f8x, 1...W:f5 2.H:c5 W:f1+ 3.Kg2 czy 1…Hc7

2.H:g4

Nie należą też do rzadkości przypadki, gdy szachista (z tzw. ogólnych założeń) nie bierze pod uwagę niektórych silnych, kandydujących do wykonania ruchów. Sam kiedyś byłem ofiarą takiej decyzji:

 R. Bernard – T. Lipski

Warszawa 1966

Białe: Kg1, Hd4, Wd1, We1, Ga3, Gc4, Sf3, a2, c3, f2, g4, h3

Czarne: Kg7, Hd8, Wa8, Wh8, Gc7, Gc8, Se5, a7, b7, d6, f5, g5, h6

Po 23.S:e5 de5 24.Hc5 Gb6, będąc w niedoczasie, natychmiast odrzuciłem możliwość 25.H:e5+, bo po 25…Hf6 nie ma żadnego szacha i grozi wymiana hetmanów bez zysków materialnych. Po rezygnacji z tej kontynuacji nie miałem więc szansy policzenia, że po dalszym 26.H:f6+! K:f6 27.Wd6+ Kg7 28.We7+ do zamatowania czarnego króla hetman nie jest potrzebny. Wybrałem inny forsowny wariant ze zdobyczami materialnymi 25.W:d8? G:c5 26.W:h8 G:a3 27.Wg8+ Kf6 28.Gb5 fg4 29.hg4 a6 30.Gd7 G:d7 31.W:a8 G:g4 32.Kg2 Ge6 i po dalszych niedoczasowych błędach tę partię zdołałem jeszcze przegrać...

W. Iwanczuk – W. Kramnik

1979

Białe: Kd3, Wg4, b4, g2

Czarne: Kh8, Gc3, a6, b5, d4, h7

A to jest przypadek, kiedy złudzenie optyczne zastępuje policzenie konkretnego wariantu. Na polecenie „Oceń pozycję po 1.W:d4 G:d4 2.K:d4” pada przeważnie szybka odpowiedź, że białe wygrywają, bo przecież oba czarne pionki na skrzydle hetmańskim szybko giną. Konkretne liczenie wykazuje natomiast, że wariant ten wcale nie prowadzi do zwycięstwa, gdyż po dalszym 2…Kg7 3.Kc5 Kf6 4.Kb6 Ke5 5.K:a6 Kf4 6.K:b5 Kg3 7.Kc4 h5 8.b5 h4 9.b6 K:g2 10.b7 h3 11.b8H h2 powstaje teoretycznie remisowa sytuacja.

Przy liczeniu wariantów przytacza się przeważnie zasady arcymistrza Kotowa, zalecającego następującą procedurę:

- określ posunięcia kandydujące do wykonania,

- ustal kolejność ich rozpatrywania,

- policz warianty po każdym z tych posunięć,

- warianty licz tylko jeden raz i do nich nie wracaj,

- po obliczeniach szybko decyduj się, jaki ruch wykonać.

Rady te są oczywiście bardzo cenne, ale mają też i swoje wyjątki. W opracowaniach na temat liczenia wariantów, zamieszczonych w miesięczniku „64”, rosyjscy szachiści, bracia Gulijewowie, podają taki przykład:

Białe: Kb1, Hd2, Wd1, Wd6, a3, b2, c2, f4, g2, h2

Czarne: Ke7, Hc5, Wb5, Wg4, a7, b7, e6, f5, f7, h4

Wieża na d6 przeszkadza w daniu mata (Hd8x), więc kandydatami są ruchy właśnie tą figurą. Nic specjalnego nie dają odejścia wieżą bez groźby, np. 1.Wa6 i 1 .Wd8, na co czarne mają w miarę bezpieczną odpowiedź 1…Kf6. Z tego samego powodu niczego nie wnosi 1.Wd7+ Kf6, a 1.Wb6? nawet przegrywa po 1…H:b6 i pole d8 jest chronione. Trzeba więc rozpatrzyć odejścia z tempem: 1.W:e6+ i 1.Wc6. W pierwszym przypadku po 1.W:e6+ K:e6! (Ale nie 1...fe6? 2.Hd8+ Kf7 3.Wd7+ z matem) nie widać korzyści dla białych: 2.Hd7+ Kf6 czy 2.Hd8!? W:b2+! 3.K:b2 Hb6+. Wariant po 1.Wc6 wygląda atrakcyjniej: 1…Hd5 (jedyne) 2.Wc7+ i teraz czarne przegrywają po 2...Kf6? 3.Hc3+, złe jest także 2...Kf8? 3.He2 czy 2…Ke8? 3.He2 i ginie co najmniej wieża, gdyż hetman nie ma odejścia broniącego jej. Do wygranej dla białych pozycji prowadzi także 2...Kd8?! 3.W:b7! W:b7 4.Ha5+ z dalszym 5.W:d5 i 6.H:d5. Niestety, jest też możliwość 2…Kd6! i najlepsze, co białe mogą wtedy uzyskać, to lepsza wieżówka po 3.W:f7 (Ale nie 3.He2? K:c7 4.W:d5 W:d5 i wygrać mogą tylko czarne) 3...H:d2 4.W:d2+ Wd5 5.Wf2. Gdybyśmy teraz kierowali się wyłącznie zaleceniami Kotowa, to należałoby zakończyć namysł i zagrać 1.Wc6, jako jedyne dające lepszą pozycję. Jeżeli jednak, wbrew zasadom, powrócimy do pozycji wyjściowej i zaczniemy ponowne poszukiwania, to nabyta wiedza o motywach taktycznych pozwoli nam znaleźć wygrywający ruch 1.c4!, który wprowadza zamieszanie w obozie czarnych. Jest zaatakowana wieża. Po 1…H:c4 2.W:e6+! nie ma ratującej odpowiedzi 2…K:e6, bo 3.Hd6x W przypadku odejść wieży (1…Wb6, 1…Wa5 czy 1…Wb3) rozstrzyga 2.Wc6! , gdyż przy pionku na c4 nie będzie już odpowiedzi 2…Hd5. Wygrywający ruch 1.c4 znaleźć „z marszu” jest praktycznie niemożliwe.

Aby dobrze policzyć warianty, znaleźć najlepsze ruchy dla obu stron, trzeba dobrze orientować się w szachowej taktyce. Musimy umieć stwarzać groźby i zauważać możliwości obrony przed nimi. Oto ćwiczenie na ten temat:

Topałow – Charłow

2000

Białe: Kg1, He2, Wa1, Wd1, Gc4, Gf4, Sc7, a2, b2, d4, f2, g2, h2

Czarne: Kg8, Hd8, Wc8, Wf8, Gd7, Ge7, Sf6, a7, b7, e6, f7, g7, h7

Spróbujmy policzyć warianty i ocenić pozycję po 1.d5 W:c7 2.d6. Grozi 3.dc7 oraz 3.de7 H:e7 4.Gd6. Po 2…G:d6 3.G:d6 czarne tracą jakość. Pozostaje więc tylko takie odejście wieży, które broni pola d6: 2…Wc6 3.de7 H:e7 4.Gb5 Ruch stwarzający kolejne zagrożenie – białe chcą odgonić wieżę od pola d6 4…Wb6 Jedyne 5.G:d7 S:d7 6.Hd2! Podwójne uderzenie. Ten ruch z daleka przewidzieć jest trudno. Białe chcą zagrać zarówno 7.H:d7, jak i 7.Gd6 6…e5 Znów jedyna obrona 7.Ge3 Z zamiarem zagrania 8.G:b6 lub 8.H:d7 7…Sc5 Nie ma innej możliwości 8.b4! Białe wykorzystują związanie 8…Se4 Jedyne – skoczek odchodzi z tempem na hetmana. W innym przypadku czarne tracą jakość 9.Hc2! Następne podwójne uderzenie. Grozi 10.G:b6 i 10.H:e4. Słabsze jest 9.Hd3? W:b4 10.a3 Wa4. Pole a4 musi być kontrolowane 9…W:b4 10.a3! Ostatni ruch długiego wariantu. Czarne muszą ponieść straty materialne – oddać jakość lub skoczka, bo wieża nie ma odejścia broniącego pola e4, ani też możliwości stworzenia własnej groźby.

Jak głęboko należy liczyć wariant? To zależy głównie od naszych możliwości. Jeśli wariant nie ma specjalnych odgałęzień, można go pociągnąć bardzo daleko. Jeśli natomiast po każdym posunięciu jest kilka odpowiedzi przeciwnika, to szybko się pogubimy i nasze obliczenia będą znacznie płytsze. Zalecane jest, aby dojść do pozycji, którą możemy trafnie ocenić.

Przy liczeniu bądźmy praktyczni. Jeśli doprowadzimy do wygranej pozycji, to możemy proces wyboru ruchu zakończyć. Kiedyś młody szachista pokazał mi kilka zakończeń partii ówczesnego mistrza świata Anatolija Karpowa, w których arcymistrz kończył grę, wybierając wariant z matem w 6 posunięciach, chociaż mógł zamatować wcześniej. Był zaskoczony, że Karpow nie widział najkrótszej drogi do wygranej. Nie ma jednak w tym nic dziwnego. Jeśli przy pierwszym kandydacie do wykonania doliczymy się do forsownego mata, to nie ma sensu szukać czegoś lepszego. Na razie jeszcze w szachach nie ma specjalnych premii za najszybsze zakończenie gry. Wystarczy tylko po prostu dać mata…

 

 

Sprostowanie:

W listopadowym numerze miesięcznika zamieszczony został komentarz do partii R. Gunajew – P. Dukaczewski, rozegranej w ramach tegorocznego Pucharu Grunwaldu. Tekst partii zaczerpnąłem ze strony internetowej ChessArbiter. Okazał się on jednak błędny. Kolejność posunięć 20 – 23 była inna: 20.S:d4 Gc6+ 21.Kg1 G:c5 22.Ga3 Ga7 23.Gd6 W:d6 i dalej już bez zmian. Podane więc przeze mnie komentarze są w tym fragmencie gry nieaktualne.

Ryszard Bernar

 

aaa

 

Gramy w warcaby

W dniach 21-29 września 2013 r. w Suwałkach rozegrano XIV Drużynowe Mistrzostwa Polski Stowarzyszenia „Cross” w Warcabach Stupolowych. Zwyciężyła drużyna „Victorii” Białystok, która dysponowała silnym, wyrównanym składem.  Rozegrano wiele bardzo interesujących partii pod kątem taktycznym.

Mikołaj Fiedoruk („Victoria” Białystok) – Edward Twardy („Sudety” Kłodzko)

1. 32-28 19-23 2. 28x19 14x23 3. 37-32 10-14 4. 41-37 5-10 5. 33-28

To posunięcie nie należy do silnych. Białe liczą na błąd 5... 14-19, po którym jest kombinacja 6. 28-22 itd.

5... 17-21!

Prawidłowa odpowiedź czarnych pozwala im zyskać kolejne 2 tempa.

6. 28x19 14x23 7. 39-33 21-26?

Z tym posunięciem nie należało się spieszyć. Teraz białe mogą zagrać 8. 47-41 i następnie 9. 32-28 z przewagą białych.

8. 44-39 9-14 9. 31-27

Niespodziewane zagranie, po którym białe mogą mieć tylko trudności. Białe próbują przejść do klasyki przy dodatnim tempie czarnych, co jest po części uzasadnione, ale decyzja jest przedwczesna, gdyż czarne nie zajęły jeszcze pola 19.

9... 4-9 10. 50-44 11-17!

Białe nie doczekały się zagrania na pole 19, a po ostatnim posunięciu czarnych grozi im związanie długiego skrzydła. Wyjściem z sytuacji jest wymiana na 21, po której czarne uzyskują lepszą pozycję z silnym centrum.

11. 27-21 16x27 12. 32x21 17-22 13. 21-16

Po wymianie na 21 białe zostały zmuszone do odejścia na bandę i czarne mają wybór, jak wykorzystać słaby bandowy kamień. Mogą go wymienić i zyskać 6 temp lub zostawić jako niegrającego.

13... 12-17 14. 34-29 23x34 15. 39x30 20-24! 16. 30x19 14x23

I czarne znów są w centrum.

17. 44-39 7-11 18. 16x7 1x12

Po tej wymianie tempo czarnych zwiększyło się do +10, co w pozycji otwartej daje im sporą przewagę.

19. 47-41 9-14

Lepsze było 19... 6-11, które nie pozwalało białym na korzystną wymianę 20. 37-31 26x37 21. 41x32, na co czarne mogłyby odpowiedzieć 21... 22-28

20. 35-30 6-11! 21. 30-25 13-19?

Zdecydowanie lepsze było 21... 14-19 i 22... 10-14

22. 40-34 8-13 23. 45-40 2-8 24. 40-35 15-20 25. 34-29 23x34 26. 39x30 10-15 27. 49-44 11-16?

Słabe posunięcie, po którym czarne straciły ważną kolumnę. Należało dalej koncentrować siły w centrum poprzez 27... 19-23, 28... 13-19, 29... 8-13, zwiększając nacisk na pozycję białych.

28. 44-40 17-21 29. 40-34 21-27?

W tym momencie pilną koniecznością było 29... 19-23!!, które nie dopuszczało do zagrania 30. 34-29. Czarne nie doceniły odpowiedzi białych i stało się.

30. 34-29!!

Przez długi okres gry czarne miały sporą przewagę, która topniała wskutek kilku słabszych ostatnich posunięć. Po dopuszczeniu białych do zajęcia pola 29 pozycja czarnych jest już przegrana.  Białe grożą związaniem długiego skrzydła 31. 30-24 19x30 32. 35x24, na co czarne nie mają dobrej odpowiedzi. Teraz jest już za późno na zagranie 30... 19-23, na co nastąpi 31. 33-28 22x24 32. 30x28 i kamień 27 ginie. Nie można go obronić poprzez 32... 18-22 33. 28x17 12x21 34. 37-31 26x37 35. 42x22. Przegrywa również 30... 16-21 31. 30-24 19x30 32. 35x24 12-17 33. 37-32 8-12 34. 32-28 13-19 35. 24x13 18x9 36. 41-37 9-13 (Po 36... 20-24 37. 29x20 15x24 białe odpowiedzą 38. 28-23 z groźbą 39. 33-28 i 37-31, nie można się obronić także po 36... 12-18 37. 28-23 9-13 38. 23x12 17x8 39. 29-23 8-12 40. 33-28 22x33 41. 38x29 3-8 42. 37-31 26x37 43. 42x22 21-26 44. 46-41 14-19 45. 23x14 20x9 46. 29-23 9-14 47. 41-37 15-20 48. 36-31 14-19 49. 23x13 20x9 50. 25-20) 37. 29-23 13-18 38. 33-29 22x24 39. 43-39 18x29 40. 37-31 26x37 41. 42x11. Nie rozwiązuje problemów czarnych poświęcenie 37... 26-31 38. 37x26 13-18 (Po 38... 20-24 nastąpi 39. 36-31 27x36 40. 23-18 12x32 41. 38x29) 39. 46-41 18x29 40. 33x24 20x29 41. 41-37 22x33 42. 37-31. W partii było

30... 3-9 31. 30-24! 19x30 32. 35x24 27-31 33. 36x27 22x31 34. 41-36 12-17 35. 36x27 18-23 36. 29x18 13x31 37. 24-19 14x23 38. 25x21 16x27 39. 37-32 31-36 40. 32x21 26x17 41. 33-28 23x32 42. 38x27

I czarne poddały się.

Po wielu latach nieobecności w środowisku warcabowym do gry wrócił Stanisław Jędrzycki, wzmacniając drużynę „Sudetów” Kłodzko. Wcześniej, grając wśród pełnosprawnych, zdobył dwa medale w indywidualnych mistrzostwach Polski.

Stanisław Jędrzycki („Sudety” Kłodzko) – Krzysztof Furtak („Hetman” Lublin)

1. 33-28 17-21 2. 31-27

Ulubioną pozycją mistrza Jędrzyckiego jest klasyka, do której dąży już od pierwszych posunięć.

2... 21-26 3. 37-31 26x37 4. 42x31 18-22

Lepszym sposobem na rozbijanie klasyki było 4... 19-23 5. 28x19 14x23

5. 28x17 12x21 6. 31-26 20-24 7. 26x17 11x31 8. 36x27 24-29 9. 34x23 19x37 10. 41x32 7-11?

Czarnym udało się rozbić klasykę i znacznie uprościć pozycję, ale już teraz należało skupić siły do walki o centrum.

11. 47-42 1-7 12. 39-33 7-12 13. 44-39 12-17? 14. 50-44!

Białe przygotowały się do ewentualnej wymiany czarnych na 22.

14... 17-21 15. 33-28 14-19 16. 46-41 10-14 17. 39-33 5-10 18. 44-39 2-7 19. 39-34 7-12 20. 49-44 12-18 21. 44-39

Czarne  stoją gorzej i powinny dążyć do wyrównania poprzez walkę o centrum. 21... 19-23 22. 28x19 14x23.

21... 21-26

Takim posunięciem czarne tylko dają czas białym do dalszego umacniania sił w centrum.

22. 41-37 18-22 23. 27x18 13x22 24. 28x17 11x22 25. 32-28!

Cztery tempa, które czarne zyskały, teraz muszą oddać, broniąc kamienia.

25... 16-21 26. 28x17 21x12 27. 38-32!

Białe grają na osłabione krótkie skrzydło czarnych.

27... 9-13 28. 33-28 4-9 29. 39-33 12-18?

Czarne jeszcze bardziej osłabiają swoją prawą stronę.

30. 32-27! 19-23 31. 28x19 14x23 32. 37-32

Grając na słabe skrzydło czarnych, białe powinny zagrać 32. 37-31. Po zagraniu na 32 powstała możliwość atakowania kamienia 27 po 32... 6-11, 33... 11-17, co prowadziło do wyrównania pozycji.

32... 10-14?

Czarne pozwalają związać się w klasykę, dając tym samym białym możliwość realizacji przewagi pozycyjnej.

33. 33-28 14-19 34. 42-38 15-20 35. 43-39 20-24 36. 34-30 6-11 37. 30-25 11-16 38. 48-42 8-12 39. 42-37 9-14

Nie można było grać 39... 12-17, na co białe przygotowały kombinację 40. 27-21 16x27 41. 32x12 23x34 42. 12x14 9x20 43. 25x14 34-39 44. 40-34 39x30 45. 14-10

40. 27-22 18x27 41. 32x21 23x34 42. 40x7 16x27 43. 7-2 19-23 44. 2-13 26-31 45. 37x26 27-32 46. 13-24 32-37 47. 24-47 23-29 48. 47x15 37-41 49. 26-21 41-46 50. 21-16

I czarne poddały się.

Jan Sekuła

 

aaa

 

Plebiscyt – Galeria sław polskich sportowców z niepełnosprawnością

Fundacja Sedeka ogłosiła Plebiscyt 40-lecia na 10 najwybitniejszych sportowców – medalistów igrzysk paraolimpijskich w latach 1972–2012. Zapraszamy na stronę internetową www.sedeka.pl/plebiscyt-paraolim- pijski, by  przyłączyć się do wyboru najbardziej zasłużonego sportowca z niepełnosprawnością. Głosowanie trwa!

 

aaa

 

Ankieta dotycząca czasopisma „Cross”

Stowarzyszenie „Cross” zaprasza do wzięcia udziału w badaniu ankietowym dotyczącym czasopisma „Cross”. Jesteśmy ciekawi opinii naszych Czytelników o jakości magazynu – zależy nam, aby zaglądali Państwo z przyjemnością na łamy „Cross-u”. Na stronie internetowej Stowarzyszenia w aktualnościach znajduje się link, który przeniesie Państwa do elektronicznej ankiety. Gdyby tak się nie stało, prosimy o przekopiowanie całego linku i umieszczenie go w oknie przeglądarki.

 

https://docs.google.com/forms/d/11mMmsVBPFqhDXlVFMbQIyAFAK1Pbz_wwMfnP3XAJvk/viewform

 

Wszystkim  bardzo serdecznie dziękujemy za poświęcony czas.