stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 11 (116) Listopad 2014

CROSS

ISSN 1427-728X

ROK XII

Nr 11 (116)

Listopad 2014 r.

miesięcznik INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ,

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 635 57 94

tel. kom. 668 764 654,
666 725 040

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Miesięcznik dofinansowuje 

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

 

 

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych

 

Spis treści:

Mam szczęście, że trafiłam

na wspaniałych ludzi

Tadeusz Rodziewicz

„Victoria” bezkonkurencyjna

Leszek Stefanek

Polacy górą w Ostrawie

Adrian Hibner

Maraton atrakcji i niespodzianek

Mariusz Gołąbek

Wiadomości

Już nie ma ich wśród nas 

M. Dębowska

Skoki w dół 

Barbara Zarzecka

Kanadyjskie klony 

Andrzej Szymański

Czarna rozpacz

BWO

Zumba – antidotum na szarość

Krzysztof Koc

Gramy w szachy

Ryszard Bernard

Gramy w warcaby

Jan Sekuła

W jakich szkoleniach chciałbyś uczestniczyć?        

 

aaa

 

gość numeru

 

Mam szczęście, że trafiłam na wspaniałych ludzi

Wikipedia pisze o niej: „(...) polska niepełnosprawna (niedowidząca) pływaczka. Wielokrotna medalistka letnich igrzysk paraolimpijskich i mistrzostw świata. Jest absolwentką Zespołu Szkół nr 2 w Suwałkach – Liceum Ogólnokształcącego nr II im. gen. Zygmunta Podhorskiego. Studia z zakresu fizjoterapii rozpoczynała na AWF, następnie przeniosła się do „Almamer” – Szkoły Wyższej w Warszawie.

Karierę zaczynała w Międzyszkolnym Uczniowskim Klubie Sportowym “Olimpijczyk” w Suwałkach, by kontynuować ją w „Starcie” Białystok. Jej trenerem jest Edward Dec. Szkoliła się również pod kierunkiem Pawła Słomińskiego w AZS AWF Warszawa”.

Joasia Mendak, bo o niej tu mowa, jest posiadaczką trzech złotych medali, jednego srebrnego i dwóch brązowych, wywalczonych na najważniejszych w życiu każdego sportowca zawodach – igrzyskach paraolimpijskich. Jest osobą bardzo skromną i nieustannie uśmiechniętą. Zawsze ma czas porozmawiać z młodszymi pływakami. Po prostu nie da się jej nie lubić.  Z naszym „Aśkiem” rozmawia Tadeusz Rodziewicz.

 – W czasie przygotowań do zawodów przebywasz sporo poza domem. Jak sobie radzisz z rozłąką z najbliższymi?

Joanna Mendak: – Większość pracy, w sportowym żargonie tzw. bazy treningowej, zawodnicy wykonują w swoich macierzystych klubach sportowych. Ja trenuję w sekcji pływackiej „Olimpijczyk” w Suwałkach, gdzie na co dzień współpracuję z trenerem Edwardem Decem. Zgrupowania reprezentacji przed najważniejszymi zawodami sezonu organizowane są na pływalniach olimpijskich (długości 50 metrów) i mają służyć osiągnięciu najwyższej formy. Muszę przyznać, że obecnie jest zdecydowanie mniej dni, które spędzamy na obozach, a wiąże się to, niestety, z ograniczonymi funduszami na zorganizowanie szkolenia centralnego – chociaż trenerzy kadry narodowej stają na głowie, by zapewnić pływakom z reprezentacji jak najlepsze warunki do treningów w ramach przyznawanych dofinansowań.

Początki życia na walizkach były dość trudne, ponieważ do kadry narodowej dołączyłam w wieku 12 lat. Z biegiem czasu coraz bardziej świadomie zaczęłam podchodzić do wyjazdów na zgrupowania, bo wiedziałam, że są one niezbędnym elementem pracy, aby osiągnąć wynik sportowy, a co za tym idzie – szansą na medale mistrzostw Europy, mistrzostw świata czy igrzysk paraolimpijskich. Te, średnio licząc, dziesięć tygodni bezpośrednich przygotowań przedstartowych przed wylotem na zawody stało się dla mnie normą. Jestem bardzo blisko związana ze swoimi rodzicami i bratem, cenię sobie także wiele znajomości i tu pomocne są bardzo telefon i internet.

– Czy częste wyjazdy nie powodują problemów z nauką?

– Czasami bywało ciężko z nadrabianiem zaległości, ale pływacy należą do grupy dobrze zorganizowanych uczniów. Muszę przyznać, że w czasie mojej nauki w szkole ponadgimnazjalnej około 180 dni spędzałam na wyjazdach i wtedy dużą pomocą ze strony szkoły było przyznanie mi indywidualnego toku nauczania. Pomyślnie zdałam egzamin dojrzałości i kontynuowałam naukę na uczelni wyższej – obecnie jestem studentką ostatniego roku fizjoterapii (II stopnień studiów) w Olsztyńskiej Szkole Wyższej.

– Długo trenujesz?

– Połowę swojego życia. W tym roku, na początku grudnia, minie dokładnie 12 lat od mojego pierwszego startu na pływackich mistrzostwach świata osób niepełnosprawnych w Mar del Plata (Argentyna, 2002). Gdy miałam 6 lat, bliscy zaprowadzili mnie na pierwsze zajęcia nauki pływania.

– W jaki sposób wyczynowe treningi zmieniły Asię Mendak?

– Trudno jest mówić o sobie samej, chyba najbardziej wiarygodnej odpowiedzi udzieliłyby osoby, które znają mnie od lat, ale wydaje mi się, że nauczyły mnie systematyczności, współpracy z innymi, mimo że pływanie to sport indywidualny, oraz… (chyba) radzenia sobie w stresujących sytuacjach.

– Czy sukces, jakim jest zdobycie medalu mistrzowskiego, rekompensuje ból?

– Sportowcy świadomie godzą się na zadawanie sobie fizycznego bólu, na pobudki o 5.15, na przestrzeganie diety, więc jak najbardziej sukces wynagradza wszelkie wyrzeczenia.

– Mówi się, że sport osób niepełnosprawnych się profesjonalizuje. Czy czujesz się profesjonalistką?

– W coraz większym stopniu zauważa się wielopłaszczyznowe podejście do treningu, monitoring postępów treningowych poprzez śledzenie parametrów fizjologicznych, współpracę z fizjoterapeutami czy dietetykami. Korzystamy z najnowszych rozwiązań technologicznych w sprzęcie sportowym, kostiumach startowych. Uważam, że 11 treningów tygodniowo na pływalni plus trening uzupełniający na lądzie oraz zachowywanie wyżej wymienionych czynników świadczą o tym, że jest to sport jak najbardziej profesjonalny, wyczynowy.

– Jako medalistka wielu imprez światowych otrzymujesz stypendium. Stanowi ono niezły, w odniesieniu do polskich realiów, dochód.

– Skala wynagrodzeń bardzo się poprawiła, jednak nie zawsze jest kolorowo. Aby otrzymać stypendium przyznawane przez Ministerstwo Sportu i Turystyki za wysokie wyniki sportowe, trzeba – poza wywalczeniem medalu lub lokat od 4. do 8. – spełniać jeszcze kilka wymogów, na przykład taki, by w konkurencji startowała odpowiednia liczba zawodników z wymaganej liczby państw. Zdarza się, że zawodnik, mimo świetnych wyników, nie otrzymuje wynagrodzenia z przyczyn od niego niezależnych. Wtedy pozostaje satysfakcja i medal!

– Gdy rozmawialiśmy po igrzyskach w Londynie, wydawałaś się mocno zniechęcona do wyczynowego pływania i bliska decyzji o wycofaniu się z rywalizacji. Co wpłynęło na zmianę Twojego zdania?

– Tak, bardzo poważnie rozważałam możliwość przejścia na sportową emeryturę, ponieważ w roku olimpijskim – tuż przed igrzyskami w Londynie – męczyły mnie kontuzje. Przytrafiały się zmęczeniowe złamania kości śródstopia i urazy mięśni stawu ramiennego, które niestety zakończyły się zabiegiem operacyjnym i prawie roczną rozłąką z treningami i basenem. Mam to szczęście, że trafiłam na świetnych ludzi, którzy przekonali mnie, że mam duże szanse z powodzeniem rywalizować na kolejnych igrzyskach (i to w Rio de Janeiro!). Dałam się namówić – podejmuję wyzwanie!

– Nie wszyscy sportowcy po tak poważnej kontuzji wracają. Jak Ci się to udało?

– Najpierw współpraca z fizjoterapeutą, panem Michałem Galą, potem praca z trenerem przygotowania fizycznego Kamilem Goleniem z CRS „Clinik” w Warszawie. Oni zadbali, by mój staw ramienny wrócił do pełnej sprawności, a nie mieli łatwo, bo męczyli się ze mną osiem miesięcy. Następnie powolne wdrażanie się do reżimu treningowego w basenie pod okiem trenera Deca… i systematyczność. To wszystko przyniosło bardzo przyzwoite wyniki na tegorocznych ME w Eindhoven.

– Gratuluję wspaniałego występu na mistrzostwach Europy IPC. Jakie masz plany na następny sezon?

 – Dziękuję. W 2015 roku w kalendarzu imprez IPC widnieją mistrzostwa świata w Glaasgow (Wielka Brytania), które są o tyle ważną imprezą, że dają pierwszą szansę na wywalczenie kwalifikacji paraolimpijskiej do następnych igrzysk.

– Co możesz doradzić osobom słabowidzącym, które wahają się, czy zacząć przygodę ze sportem?

– Sport jest świetną przygodą, a nawet – mogę świadomie to powiedzieć – jest stylem życia. Pozwala poznać cudownych ludzi, pozwiedzać świat i niejednokrotnie przeżyć emocje niedostępne dla innych, takie jak wysłuchanie Mazurka Dąbrowskiego przy 15-tysięcznej publiczności. Magia! I co najważniejsze: nie poddawajcie się już na starcie. Początki są trudne, wymagają sporo zaangażowania, jednak nawet małe postępy dają wiele uśmiechu i satysfakcji.

– Wracając do nauki: jak widzisz swoją przyszłość po ukończeniu studiów?

– Może otworzę swój gabinet fizjoterapeutyczny albo podejmę współpracę z grupą sportowców. Czas pokaże. Przez najbliższe dwa lata priorytetem są treningi pływackie.

– Nie ciągnie Cię, by zacząć dzielić się z młodszymi pływakami swoim doświadczeniem?

– Może kiedyś podejmę wyzwanie – na razie chętnie spotykam się z młodymi ludźmi i opowiadam im o mojej przygodzie ze sportem, o treningu, zawodach i częstych wyrzeczeniach.

– Jednak rzucasz się w wir pracy: jesteś członkiem zarządu twojego macierzystego klubu…

– Myślę, że taka jest kolej rzeczy, gdy lubi się to, co się robi, i ceni się wolontariat ludzi współpracujących z klubem „Olimpijczyk” Suwałki. Mam świadomość, że czynna przygoda ze sportem zbliża się ku końcowi, więc powoli czas popatrzeć na pływanie z tej drugiej strony (przeważnie niedostępnej dla zawodników). Trenerzy starają się nie zaprzątać nam głowy wielostronicową papierologią, której jednak nie da się uniknąć, chcąc pozyskiwać dofinansowania, np. na wyjazdy. Nadal chcę przekonywać młodych ludzi do tak pięknej i wymagającej dyscypliny sportu, jaką jest pływanie i dlatego pomagam na poszczególnych etapach tworzenia struktury imprez sportowych, sędziuję na zawodach itp. Na razie to nic wielkiego, ale malutkimi krokami  idę do przodu.

– Startujesz w wyborach samorządowych. Jaki był motyw tej decyzji?

– Tak, podjęłam decyzję, by kandydować po raz pierwszy do Rady Miejskiej w Suwałkach. Dlaczego? Ponieważ jestem suwałczanką z urodzenia i wyboru – wróciłam do Suwałk po ukończeniu studiów licencjackich i skoro chcę tu mieszkać, to czemu by nie mieć większego, realnego wpływu na warunki życia w moim mieście? Po drugie: troszkę na przekór moim znajomym, którzy wiele decyzji dotyczących miasta oceniali krytycznie. Jak wiadomo – łatwo jest komentować, gdy samemu nie ponosi się za słowa odpowiedzialności. Chciałam pokazać, że trzeba mieć także odwagę społeczną, by kandydować. I po trzecie: myślę, że sporo pływaków potwierdzi zdanie, że jak mi na czymś zależy, to potrafię osiągnąć swój cel (i to nie tylko sportowy) gadaniem, gadaniem, aż przegadam argumentami!

– Życzę powodzenia, zarówno na pływalni, jak i w nadchodzących wyborach.

-                   Dziękuję.

 

aaa

 

warcaby

 

„Victoria” bezkonkurencyjna

W Gdańsku-Sobieszewie w dniach 5-14 października 2014 roku rozegrano XV Drużynowe Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach Stupolowych. Do prowadzonego przez siostry zakonne ośrodka rehabilitacyjno-wypoczynkowego na Wyspie Sobieszewskiej zjechało dwanaście najlepszych drużyn.

Po raz pierwszy w doborowym towarzystwie najlepszych warcabowych teamów znalazła się ekipa klubu „Syrenka” Warszawa, drugim beniaminkiem była drużyna „Tęczy” Poznań. Oba zespoły przyjechały jednak w składach, które z góry skazywały je na ostrą walkę o utrzymanie się w warcabowej elicie. Przewidywania się sprawdziły. Odstawały wyraźnie od pozostałych teamów i nie zdołały uratować się przed spadkiem. W roku przyszłym zabraknie ich wśród najlepszych. „Syrenka” urwała wprawdzie punkt Olsztynowi, ale ten grał jeszcze wówczas w trzyosobowym składzie, bo as drużyny Ryszard Suder jechał z turnieju szachowego w Niemczech i nie zdołał dotrzeć na pierwsze rundy.

Z pozostałych dziesięciu drużyn pięć liczyło się w walce o medale. Głównym faworytem była broniąca tytułu białostocka „Victoria”. Do podium aspirowały też wyrównane teamy z Przemyśla, Lublina, Bydgoszczy i Opola. Ostatni z wymienionych, wzmocniony młodym i dobrze rokującym Krzysztofem Pichlakiem, miał nadzieję na pierwszy od pięciu lat medal. W pozostałych czterech czołowych ekipach nie zaszły żadne personalne zmiany. Ci sami „starzy” znajomi – ciągle młodzi i jak zawsze żądni sukcesu.

Turniej rozegrano systemem kołowym. Pierwsza część rozgrywek to tradycyjnie walka czołowej szóstki rozstawionej według średniego rankingu zawodników z drużynami teoretycznie słabszymi. Strata punktu meczowego w tej fazie rywalizacji może okazać się później nie do odrobienia. Czołowe drużyny nie mogą sobie na to pozwolić. Walka trwa również o tzw. małe punkty, toteż nie ma partii nieważnych. Każdy punkcik może w końcowym rozrachunku mieć znaczenie!

Pierwsze trzy rundy przebiegły bez niespodzianek. Faworyci, choć nie zawsze bez problemów, powygrywali swoje pojedynki. Jednak już czwarta runda przyniosła nieoczekiwane rozstrzygnięcie w postaci remisu Opola z Nysą. Specyfiką derbów jest to, że zawsze wyzwalają w uczestnikach dodatkową motywację. Nysa nie po raz pierwszy odebrała punkty faworytom ze stolicy województwa. Znów, jak przed laty, bohaterem meczu został niedoceniany Tadeusz Lach, tegoroczny finalista IMP, który teraz zremisował z mistrzem świata Janem Sekułą. W szóstej rundzie, po remisie z nieprzewidywalnymi Suwałkami, cenny punkt meczowy straciła Bydgoszcz.

Po trzech dniach mistrzostw zakończyła się rywalizacja pomiędzy grupami silniejszą i słabszą. Z kompletem 12 punktów do decydującej batalii o medale przystąpiły trzy drużyny: Białystok (44 małe punkty), Lublin (39) i Przemyśl (również 39). Po 11 punktów zgromadziły ekipy z Opola (39) i Bydgoszczy (36). Szósty Olsztyn tracił do liderów aż 5 punktów meczowych i nie mógł już zagrozić czołówce.

Druga faza turnieju to bezpośrednie mecze o medale pomiędzy najsilniejszymi. Od siódmej rundy, czyli pierwszej finałowej, grano już – jak na asów przystało – tylko po jednym meczu dziennie. Był więc czas, aby zwiedzić Wyspę Sobieszewską i okolice, z czego wszyscy skwapliwie korzystali. Przy ładnej pogodzie popołudnia spędzali
na spacerach, wycieczkach rowerowych (organizator udostępniał sprzęt bezpłatnie), niektórzy zażywali nawet morskich kąpieli (Tomek Kuziel!). Część uczestników wybrała się na wycieczki do Gdańska, Krynicy Morskiej czy Sztutowa.

Już na początku starć finałowych miał miejsce wyczekiwany pojedynek pomiędzy mistrzem i wicemistrzem z ubiegłego roku. Wszyscy liczyli na wyrównany bój, a tymczasem Białystok rozgromił Przemyśl aż 7:1! Jedyny punkt dla pokonanych wywalczyła rezerwowa Maria Gawaluch-Mazur, która zremisowała z Ewą Wieczorek. Lublin uporał się z Bydgoszczą przy identycznej punktacji, chociaż walka była bardzo zacięta i trwała niemal trzy godziny.

W kolejnych dwóch rundach zanotowano m.in. następujące rozstrzygnięcia: Białystok – Bydgoszcz 7:1, Przemyśl – Opole 6:2 i Opole – Lublin 6:2. Niespodzianką był zwłaszcza ostatni z wymienionych wyników. W poprzednich dwóch latach Lublin wygrywał z Opolem 6:2. Teraz role się odwróciły. Sekuła trafił na Czarskiego, co nie było trudne, ponieważ „Hetman” postanowił w tym roku nie zmieniać ustawienia przez cały turniej. Prezes lubelskiego klubu zanotował do tej pory komplet (!) ośmiu zwycięstw i miał ochotę na kolejny skalp, a przynajmniej remis. Tym razem się jednak nie udało, a ponieważ pozostali lublinianie też nie mieli swojego dnia – skończyło się wysoką porażką. W ten sposób Opole zmniejszyło dystans do strefy medalowej z 3 do 1 punktu i przybliżyło się znacznie do upragnionego podium.

W przedostatniej rundzie Lublin poniósł drugą z rzędu porażkę, ulegając pechowo „Victorii” Białystok (szansę na remis wypuścił kończący mecz Krzysztof Furtak, który popełnił prosty błąd w końcówce partii z Józefem Tołwińskim). Szansy na dogonienie lublinian nie wykorzystało Opole, które jedynie zremisowało z walczącymi ambitnie o prestiż bydgoszczanami. Znajdujący się w silnym niedoczasie Kuziel zdążył przed opadnięciem chorągiewki zakończyć pokojowo partię z Pichlakiem i uratować remis także dla drużyny.

W tej sytuacji już na rundę przed końcem mistrzostw „Victoria” Białystok zapewniła sobie piąty tytuł w swej historii. Prowadziła w tabeli z 20 punktami (68 małych). Kolejne miejsca zajmowały: Przemyśl – 18 (57), Lublin – 16 (57) i Opole – 16 (56) punktów.

O pozostałych miejscach na podium miały zadecydować mecze: Białystok – Opole i Lublin – Przemyśl. Wygrana Opola zapewniłaby tej drużynie medal, ale walczący o „pietruszkę” Białystok miał szansę na historyczny wyczyn. Jeszcze nigdy żadna drużyna – odkąd w mistrzostwach gra ich dwanaście – nie odniosła kompletu zwycięstw. Teraz okazja była wyjątkowa, ale zaprzepaścił ją sam prezes klubu, rezerwowy Wacław Morgiewicz. Przegrał remisową końcówkę z... również rezerwowym, byłym prezesem opolskiego klubu Jerzym Gorczyńskim. Mecz zakończył się zatem wynikiem 4:4 ( m.in. remis Sekuły z Tołwińskim) i Białystok nie pobił rekordu. Opole mogło już tylko liczyć na zwycięstwo Przemyśla z Lublinem. Mecz ten przebiegał jednak od początku pod dyktando lublinian. Barbara Wójcik pokonała Helenę Poliniewicz i „Hetman” objął prowadzenie, którego nie oddał już do końca. Mimo pewnych kłopotów jej koledzy potrafili zremisować swe partie i zapewnić klubowi zwycięstwo oznaczające srebrny medal. Przemyśl musiał zadowolić się brązem, a Opole, podobnie jak rok temu, uplasowało się tuż za podium. Co ciekawe, w ostatnich czterech latach medaliści są ci sami: Białystok, Lublin i Przemyśl wymieniają się tylko kolorami medali.

„Victoria” Białystok potwierdziła swą supremację w kraju i tytuł zdobyła całkowicie zasłużenie. Kolejny raz okazało się, że przy wyrównanych składach o wyniku drużyny decydują kobiety. Na desce kobiecej triumfowała Ewa Wieczorek przed Barbarą Wójcik i Heleną Poliniewicz. Taka też była na mecie kolejność ich drużyn.

XV Drużynowe Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących

w Warcabach Stupolowych

5-14.10.2014 r., Gdańsk-Sobieszewo

1. „Victoria” Białystok 21 (72) p.: Ewa Wieczorek (20), Ryszard Biegasik (19), Józef Tołwiński (18), Mikołaj Fiedoruk (13), Wacław Morgiewicz (2)

2. „Hetman” Lublin 18 (62) p.: Barbara Wójcik (15), Michał Czarski (18), Leszek Stefanek (18), Krzysztof Furtak (11)

3. „Podkarpacie” Przemyśl        18 (60) p.: Helena Poliniewicz (14), Andrzej Jagieła (16), Stanisław Mazur (15), Zenon Sitarz (14), Maria Gawaluch-Mazur (1)

4. „Cross Opole” 17 (60) p.

5. „Łuczniczka” Bydgoszcz 13 (49) p.

6. „Jantar” Gdańsk 11 (44) p.

7. „Sudety” Kłodzko 9 (43) p.

8. „Atut” Nysa 9 (38) p.

9. „Warmia i Mazury” Olsztyn       8 (42) p.

10. „Jaćwing” Suwałki 5 (34) p.

11. „Syrenka” Warszawa 3 (20) p.

12. „Tęcza” Poznań 0 (4) p.

Wśród zawodników pozostałych drużyn (poza medalistami) najwięcej punktów indywidualnie zdobyli: Jan Sekuła (20), Edward Twardy (17), Stanisław Jędrzycki (16), Mirosław Grabski (15), Tomasz Kuziel (13), Jadwiga Mróz (13), Barbara Wentowska (13).

W miejsce zdegradowanych „Syrenki” Warszawa i „Tęczy” Poznań do grona ligowców powrócą w przyszłym roku „Zryw” Słupsk oraz klub z Kielc.

Zawody w Sobieszewie sędziował arbiter międzynarodowy Jan Kotek. Koordynatorem imprezy, zorganizowanej przez Stowarzyszenie „Cross”, a dofinansowanej przez PFRON był Jan Nafalski.

Leszek Stefanek

 

aaa

 

strzelectwo 

 

Polacy górą w Ostrawie 

(…) And I hope to see you next year! (I mam nadzieję, że spotkamy się w przyszłym roku!) – takimi słowami Martin Adamek wzniósł toast podczas uroczystego obiadu – tradycyjnie w Gospódce u Köhlera – kończącego czwarty już międzynarodowy turniej z cyklu Ostrava Cup w strzelectwie pneumatycznym niewidomych i słabowidzących w postawach stojąc i leżąc.

Polska ekipa przyjeżdża do Ostrawy od początku istnienia turnieju, czyli od 2010 roku. Jedynie w 2011, zamiast w Ostrawie, spotkaliśmy się z Martinem na mistrzostwach Europy w Nitrze. Skład naszej ekipy zmienia się co roku, chociaż mamy też weteranów – Aleksandrę Janczek i Jerzego Załomskiego, którzy brali udział we wszystkich edycjach Ostrava Cup. Analiza wyników wszystkich czterech turniejów wyraźnie pokazuje postępy poczynione przez strzelców. O zwycięstwie, podobnie jak w roku ubiegłym, zdecydowała liczba dziesiątek wewnętrznych. Dla najlepszych strzelców, szczególnie w postawie leżąc, zdobycie 600 na 600 p. nie stanowi żadnego problemu i może nie gwarantować miejsca na podium, bowiem takich rezultatów jest coraz więcej. W postawie stojąc wynik też jest już mocno wyśrubowany, o czym świadczy 595 p. wystrzelanych przez Aleksandrę Janczek. Warto dodać, że Polacy stanowią w tej dyscyplinie światową czołówkę, prawie zawsze zajmując miejsce na podium. Daje to spore nadzieje na zdobycie przez naszych medali na zbliżających się mistrzostwach Europy, które w tym roku odbędą się w Polsce.

Tegoroczny turniej Ostrava Cup – podobnie jak poprzedni – zdominowali Polacy. Brali w nim udział również reprezentanci Szwajcarii oraz czeski gospodarz imprezy. Niską frekwencję (wystartowało tylko ośmiu zawodników) usprawiedliwiają wspomniane już tegoroczne mistrzostwa Europy. Z tego też powodu odstąpiono od przeprowadzenia finałów, co przyczyniło się do rozegrania zawodów w rekordowo szybkim tempie. Nie obniżyło to jednak w żaden sposób poziomu, a rywalizacja, jak zawsze, była zacięta. Turniej rozegrano w kategorii open. Pierwszego dnia w postawie stojąc triumfowała Aleksandra Janczek, drugiego po złoto sięgnęła Maja Hoffman – reprezentantka Szwajcarii. Ostatecznie, już po raz trzeci, Puchar Ostrawy wywalczyła Aleksandra Janczek. Gratulujemy!

W trakcie zawodów firma Wings Group przeprowadziła pokaz nowego systemu umożliwiającego strzelanie osobom z dysfunkcją wzroku. System wykorzystuje podczerwień oraz specjalną kamerę. Na razie jest w trakcie testowania.

Warto zwiedzić Ostrawę, znajdującą się zaledwie kilkanaście minut jazdy samochodem od granicy z Polską. Miasto, położone na czeskiej części Śląska i Moraw, było jeszcze do niedawna ośrodkiem górniczym i przemysłowym. Przez ponad 230 lat, do 1994 roku, wydobywano tam węgiel. Obecnie Ostrawa otwiera swe podwoje głównie dla turystów, dlatego inwestuje w miejskie atrakcje, takie jak ZOO czy park miniatur Miniuni, oraz w renowację zabytków. Ostrawianie naprawdę mają się czym pochwalić: zamek, ratusz, pałac, rynek. Dużą popularnością cieszy się również turystyka poprzemysłowa. Godny polecenia jest tu Landek Park, który obok pomnika przyrody ze wzgórzem Landek, jest jednocześnie największym muzeum górnictwa w Czechach.

Do zobaczenia za rok, Ostrawo!

OSTRAVA CUP 2014

12-13.09.2014 r., Ostrawa

60 strzałów stojąc 

1.  Aleksandra Janczek – Polska 595 p.  

2.  Wioletta Zarzecka – Polska 591 p.  

3.  Jerzy Załomski – Polska 586 p. 

4.  Adam Kielar – Polska 583 p.

5.  Maja Hoffmann – Szwajcaria 580 p.

6.  Martin Adamek – Czechy 569 p.

7.  Claudia Kunz – Szwajcaria 569 p.

8.  Eugeniusz Barszczewski – Polska 552 p.

60 strzałów leżąc 

1.  Maja Hoffmann – Szwajcaria 600 p.

2.  Jerzy Załomski – Polska 600 p.

3.  Aleksandra Janczek – Polska 600 p.

4.  Wioletta Zarzecka – Polska 597 p.

5.  Adam Kielar – Polska 597 p.

6.  Eugeniusz Barszczewski – Polska 594 p.

7.  Martin Adamek – Czechy 587 p.

8.  Claudia Kunz – Szwajcaria 541 p.

Adrian Hibner

 

aaa

 

biegi

 

Maraton atrakcji i niespodzianek

Ostatni i najważniejszy akcent corocznego cyklu biegów długodystansowych ponownie – tak jak rok temu – miał miejsce 12 października w Poznaniu. Mistrzostwa Stowarzyszenia „Cross” w maratonie odbywają się tutaj już od 5 lat.

Organizatorzy od miesięcy zachęcali do udziału w imprezie. Na stronie internetowej poświęconej wydarzeniu umieszczali informacje, ciekawostki i zapowiedzi atrakcji towarzyszących biegowi. A było ich sporo. „Generalny sponsor funduje samochód do rozlosowania wśród wszystkich, którzy ukończą bieg” – w tym roku czas 3:13:50 i szczęście w losowaniu zapewniły komuś tę wygraną. Trasa biegu, na szóstym kilometrze poprowadzona przez murawę stadionu Lecha Poznań, również uatrakcyjniła wyścig. Każda kobieta wbiegająca na metę otrzymywała piękną różę, a biegające razem pary – dodatkowe upominki od sponsorów. Dla jednej z nich ten bieg był szczególny, bo zakończył się… zaręczynami. Narzeczony wręczył swojej wybrance pierścionek i poprosił ją o rękę tuż po wspólnym przekroczeniu linii mety.

Pogoda w dniu biegu była znakomita: rześko, lekki wiatr i niewiele słońca. Trasa przeważnie płaska, z podbiegami między 21. a 24. kilometrem i tuż po 32., nie była zbyt wymagająca. Zawodnicy mogli się odświeżyć i zaspokoić pragnienie i głód w rozlokowanych co 5 km punktach z wodą, napojami izotonicznymi, czekoladą, cukrem i owocami. Na trasie co krok liczne grupy kibiców dopingowały biegaczy. Usytuowanie mety na terenie Targów Poznańskich już trzeci rok sprawdza się idealnie. Dużo miejsca i hale do dyspozycji zawodników i organizatorów wszystkim zapewniają wygodę. W biegu sklasyfikowano 6326 osób. Zwyciężył Kenijczyk Kirui Kiprotich z czasem 2:13:28.

Grupa zawodników ze Stowarzyszenia „Cross” liczyła kilkanaście osób. Zabrakło w tym roku najlepszych biegaczy. Nie wystartowali z różnych względów – kontuzje, sprawy osobiste. Najbardziej okrojona okazała się grupa niewidomych: w Poznaniu wystartował tylko jeden zawodnik. Zbigniew Świerczyński tytuł mistrza Polski miał więc zagwarantowany bez względu na wynik. Szkoda, że zabrakło Grabińskiego, Rajczyby i pozostałych. Czas uzyskany przez Świerczyńskiego – 4:01:35 – nie robi wrażenia. Przyczyną słabszej formy zawodnika była przebyta infekcja, której konsekwencje dały znać o sobie w drugiej połowie dystansu. Dla porównania: czas z pierwszego etapu wynosił 1:48:35, natomiast w drugiej części 2:13:14.

– Bardzo osłabłem w drugiej połowie biegu i z trudem dotarłem do mety – tłumaczył Zbigniew tuż po wyścigu. – Przy braku rywali chciałem pobiec równo cały dystans. Niestety, nie dałem rady – przyznaje.

Grupa słabowidzących biegaczy była liczniejsza. Pod nieobecność najlepszych – Chmurzyńskiego, Łukaszewskiego i Ziółkowskiego – trudno było wskazać tych, którzy staną na pudle. Pozostawało poczekać do zakończenia zawodów i weryfikacji wyników. Okazało się, że najlepiej pobiegł Paweł Petelski, który jako jedyny zawodnik „Crossu” startował we wszystkich piętnastu poznańskich maratonach. W tym roku przebiegł go w czasie 3:12:45. Do życiówki zabrakło mu niecałej minuty.

– Solidnie przepracowałem sezon, omijały mnie kontuzje – mówił już na mecie. – Prawie idealnie rozłożyłem siły na cały dystans. Jedynie po czterdziestym kilometrze skurcz uda zatrzymał mnie na chwilę w miejscu.

Na szczęście Paweł sam udzielił sobie pomocy – jest masażystą; rozmasował obolałe udo i kontynuował bieg. Tak niewiele zabrakło do pobicia życiowego rekordu…

Drugi na mecie był Grzegorz Małowiecki. – Miało być poniżej 3:10! – narzekał Grzegorz, który liczył na lepszy czas. Do połówki szło mu idealnie (1:34), potem niestety było trudniej, a po 30. kilometrze uciążliwy ból śródstopia pozwolił biec z prędkością zaledwie 6 minut na kilometr i ukończyć wyścig z czasem 3:30:36. Trzecie miejsce zdobył niespodziewanie Krzysztof Badowski. Biegł spokojnie, swoim tempem, do mety. Po 22. kilometrze ze stawki odpadł Mariusz Gołąbek, któremu kontuzja nie pozwoliła na dalszą rywalizację. Biegu nie ukończyli też Michał Majchrzak i Wiesław Miech. To przesądziło o trzecim miejscu na mecie. Pozostali zawodnicy: Michał Wolański, Stanisław Spólnik, Tomasz Wypych pobiegli na miarę swoich możliwości.

Impreza została dofinansowana przez PFRON.

Mistrzostwa Stowarzyszenia „Cross” w maratonie

12.10.2014 r., Poznań

Niewidomi – T11

1. Zbigniew Świerczyński („Warmia i Mazury” Olsztyn)

Słabowidzący – T12

1. Paweł Petelski („Jantar” Gdańsk)

2. Grzegorz Małowiecki („Syrenka” Warszawa)

3. Krzysztof Badowski („Łuczniczka” Bydgoszcz)

Mariusz Gołąbek

 

aaa

 

wiadomości

 

Kręgle klasyczne, bowling

Dwumecz kręglarski

Połączenie rozgrywek w dwóch dyscyplinach – kręglach klasycznych i bowlingu – to specjalność tylko środowiska osób z niepełnosprawnością wzroku. Jak dotąd jedynie klub „Karolinka” z Chorzowa zdecydował się na zorganizowanie takiej imprezy. Jej przeprowadzenie to nie lada wyzwanie dla koordynatora, ale też dla zawodników. Oddalenie kręgielni od siebie o ponad 20 kilometrów, a do tego zakwaterowanie w jeszcze innym mieście nie zniechęciło entuzjastów owego sportu. Niestety, udział w turnieju trochę kosztował i w dodatku między 25 a 29 września nałożyły się terminy kilku imprez, więc w grach wzięło udział tylko 21 kręglarzy klasycznych i 36 bowlingowych. Frekwencję podnieśli kadrowicze, dla których start ten był obowiązkowym sprawdzianem.

Kręgielnia bowlingowa w Katowicach przy ul. Gliwickiej to nieco już wysłużony obiekt, dobrze znany naszym sportowcom, dlatego zachowanie kuli na torze zaskakiwało rzadko. Przełożyło się to na wysokie wyniki wielu grających. Szczególnie dobrze sprzyjające okoliczności wykorzystał Mieczysław Kontrymowicz, który uzyskał wspaniały rezultat 1239 p. Mieczysław ustanowił także rekord w jednej grze – 279 p. Jeszcze większą rewelacją można nazwać wynik Karoliny Rzepy w kat. B1. Jej 837 p. to życiówka sięgająca niemal mistrzostwa Europy. Zwycięstwo to jest równocześnie źródłem satysfakcji dla jej trenera i wychowawcy jeszcze ze szkoły w Bydgoszczy – Kazimierza Fiuta. Jak widać, ich wspólna praca przynosi coraz lepsze owoce, a młoda zawodniczka utrwala swoją pozycję na liście faworytów. W katowickiej części dwumeczu warto jeszcze odnotować­ bardzo dobre 1034 p. Danuty Odulińskiej (kat. B2) oraz 1140 p. Zbigniewa Strzeleckiego w kat. B3. Na torze bowlingowym pojawił się także Jan Zięba i od razu sięgnął po zwycięstwo, choć wynik 663 p. nie był rewelacyjny. Trzeba jednak dodać, iż bowling nie należy do specjalności mistrza Europy w klasyce.

Rozgrywkę drugiej części dwumeczu – w kręglach klasycznych – przeprowadzono na kręgielni w Łaziskach, gdzie można było grać nowocześnie, jak choćby w Brzesku czy Tomaszowie. Stąd też na tablicy wyników ukazały się rezultaty na podobnym poziomie. Na pierwszych pozycjach królowali kadrowicze. W kat. B1 ładnie zagrała Mieczysława Stępniewska z „Omegi” Łódź z bardzo wysokim wynikiem ostatniej gry – 160 zbitych kręgli. Wśród mężczyzn znów niepokonany był Jan Zięba. Maria Harazim odegrała się za przegraną z Brzeska i tym razem pokonała Jadwigę Dudek o 9 zbitych kręgli. Zacięty bój stoczyli natomiast liderzy kat. B2 mężczyzn. Zaledwie po kilka punktów różnicy dzieliło zwycięzców stojących na stopniach na podium. W kat. B3 bez rewelacji. Emilia Sawiniec z klubu „Hetman” Lublin zwycięstwo osiągnęła rezultatem 612 p., natomiast Albert Sordyl z „Pogórza” Tarnów wygrał z wynikiem 677 p.

W tym roku tradycyjny dwumecz został dodatkowo rozszerzony o klasyfikacje drużynowe. Z uwagi na wysoki koszt udziału właściwie tylko „Karolinka” wystawiła pełne składy drużyn. Pozostali, grający w większości w osłabieniu, nie mogli osiągnąć dobrego rezultatu. Konsekwencją tego była zdecydowana przewaga medalowa drużyn z Chorzowa. 

Wyniki turnieju bowlingowego w Katowicach

Kobiety

B1

1. Karolina Rzepa („Łuczniczka” Bydgoszcz) 837 p.

2. Karolina Trojan („Łuczniczka” Bydgoszcz) 510 p.

3. Grażyna Krysiak („Karolinka” Chorzów) 481 p.

B2

1. Danuta Odulińska („Morena” Iława) 1034 p.

2. Jadwiga Dudek („Pionek” Włocławek) 860 p.

3. Maria Harazim („Karolinka” Chorzów) 796 p.

B3

1. Aneta Łukasik („Karolinka” Chorzów) 933 p.

2. Jolanta Krok-Sabaj („Podkarpacie” Przemyśl) 902 p.

3. Jolanta Strusz („Karolinka” Chorzów) 611 p.

Mężczyźni

B1

1. Jan Zięba („Karolinka” Chorzów) 663 p.

2. Szczepan Polkowski („Morena” Iława) 657 p.

3. Marek Zwolenkiewicz („Karolinka” Chorzów) 581 p.

B2

1. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1239 p.

2. Janusz Jeleń („Morena” Iława) 1038 p.

3. Marian Gręzak („Syrenka” Warszawa) 977 p.

B3

1. Zbigniew Strzelecki („Karolinka” Chorzów) 1140 p.

2. Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów) 1048 p.

3. Krzysztof Huszcza („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1000 p.

Wyniki turnieju w kręglach klasycznych w Łaziskach

Kobiety

B1

1. Mieczysława Stępniewska („Omega” Łódź) 491 p.

2. Grażyna Krysiak („Karolinka” Chorzów) 185 p.

B2

1. Maria Harazim („Karolinka” Chorzów) 630 p.

2. Jadwiga Dudek („Pionek” Włocławek) 621 p.

3. Irena Zięba („Karolinka” Chorzów) 604 p.

B3

1. Emilia Sawiniec („Hetman” Lublin) 612 p.

2. Jolanta Krok-Sabaj („Podkarpacie” Przemyśl) 580 p.

3. Monika Grzybczyńska („Omega” Łódź) 578 p.

Mężczyźni

B1

1. Jan Zięba („Karolinka” Chorzów) 613 p.

2. Szczepan Polkowski („Morena” Iława) 516 p.

3. Marek Zwolenkiewicz („Karolinka” Chorzów) 383 p.

B2

1. Teodor Radzimierski („Karolinka” Chorzów) 665 p.

2. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 662 p.

3. Władysław Wakuliński („Łuczniczka” Bydgoszcz) 657 p.

B3

1. Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów) 677 p.

2. Marek Halicki („Karolinka” Chorzów) 559 p.

 

Bowling

Górskie rozgrywki

W ostatnich dniach września br. niewidomi i słabowidzący zawodnicy z całej Polski mieli możliwość rywalizować o bowlingowe trofea w samym sercu przepięknych Beskidów. Z okien hotelu, w którym zakwaterowano uczestników, tuż przy stacji kolejki górskiej na Szyndzielnię, rozpościerał się wspaniały widok na miasto i pasma górskie. Okoliczności sprawiły jednak, że na kręgielnię trzeba było jeździć aż do Czechowic-Dziedzic. Organizatorów z Bielska-­Białej zaskoczył nieoczekiwany remont obiektu w Bielsku. Niedogodność rekompensował podstawiany autobus, który dowoził na miejsce, natomiast powrotną drogę zawodnicy przebywali już dzielnie komunikacją miejską.

Zmiana kręgielni przyniosła również wiele pozytywów. Obiekt w Czechowicach- -Dziedzicach jest całkowicie nowy i posiada nowoczesną maszynę do smarowania firmy Kegel. Dzięki temu Tadeusz Rozmus, odpowiedzialny za rozgrywki z ramienia organizatora, mógł zadysponować dobre sportowe smarowanie, całkowicie zgodne z wymaganiami zapisanymi w regulaminie IMP. Właśnie tych zasad regulaminowych pilnował zespół sędziowski zawodów: Irena Curyło i Joanna Staliś. Dla obu pań był to debiut w tej roli, którego nie ułatwiał im brak nagłośnienia na kręgielni. Mimo to doskonale sobie radziły i prowadziły zawody bez żadnych przeszkód. Pomagało zdyscyplinowanie i duże obycie sportowe wszystkich uczestników rozgrywek.

Jednak nowa kręgielnia i dobre smarowanie nie gwarantują wysokich wyników. Z wymaganiami tutejszych torów najlepiej dał sobie radę Zbigniew Strzelecki. W uzyskaniu 1023 p. pomogły mu bieżące konsultacje z trenerem kadry Przemysławem Antuszewiczem. Poziom 1000 p. przekroczył w kat. B3 również Cezary Dybiński. W innych kategoriach wyniki były już znacznie niższe. Bez wątpienia większe ograniczenia wzrokowe utrudniają obserwację kuli toczącej się do kręgli. W bowlingu, zwłaszcza przy grze z rotacją, wykorzystuje się szczegóły zachowań kuli zaobserwowane przy poprzednim rzucie. Tutaj – w odróżnieniu od klasyka – wszystko się zmienia. Wysychający olej, dodatkowo rozciągany przez kule, wpływa na reagowanie z torem. Trudno także zachować powtarzalność prowadzenia ręki i nadgarstka. Trzeba przyznać, że coraz więcej naszych zawodników doskonali technikę gry w bowling. Nad podziw dobrze zagrał Szczepan Polkowski z klubu „Morena” Iława. Swoimi 790 punktami zadziwił nie tylko klubowych kolegów – sam także był zaskoczony.

Zawody w Bielsku-Białej pokazały także wielkie zacięcie i hart ducha niepełnosprawnych sportowców. Wielu z nich w ten weekend potrafiło zagrać zarówno w dwumeczu chorzowskim, jak i na kręgielni w Czechowicach-Dziedzicach. Najwytrwalsi dali radę dotrwać jeszcze do końca uroczystej kolacji, czyli do późnych godzin nocnych. Tuż przed kolacją odbyła się dekoracja zwycięzców i przekazanie nagród rzeczowych (przeszło trzydziestu!), o które postarał się organizator. Najhojniej obdarowani – Łucja Grochowska i Zbyszek Strzelecki – dołożyli do swojego bagażu drukarki komputerowe. Na zakończenie imprezy jej koordynator Ireneusz Kaczmarek zaprosił wszystkich za rok, aby ponownie rywalizować na torach i bawić się wspólnie w stolicy naszych Beskidów.

V Ogólnopolski Turniej Niewidomych i Słabowidzących w Bowlingu
Beskidy 2014

25-28.09.2014 r., Czechowice-Dziedzice

Kobiety

B1

1. Karolina Rzepa („Łuczniczka” Bydgoszcz) 760 p.

2. Karolina Trojan („Łuczniczka” Bydgoszcz) 463 p.

3. Barbara Szypuła („Karolinka” Chorzów) 350 p.

B2

1. Jadwiga Dudek („Pionek” Włocławek) 871 p.

2. Danuta Odulińska („Morena” Iława) 819 p.

3. Ewa Szlachtowska  („Pogórze” Tarnów) 775 p.

B3

1. Łucja Grochowska  („Jutrzenka” Częstochowa) 879 p.

2. Anna Miszelska („Syrenka” Warszawa)  759 p.

3. Katarzyna Majewska („Omega” Łódź) 650 p.

Mężczyźni

B1

1. Szczepan Polkowski („Morena” Iława) 790 p.

2. Stanisław Chmura („Podkarpacie” Przemyśl) 540 p.

3. Mariusz Podpora („Syrenka” Warszawa) 521 p.

B2

1. Janusz Jeleń („Morena” Iława) 933 p.

2. Stanisław Fortkowski („Pogórze” Tarnów) 860 p.

3. Piotr Dynda („Podkarpacie” Przemyśl) 847 p.

B3

1. Zbigniew Strzelecki („Karolinka” Chorzów) 1023 p.

2. Cezary Dybiński („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1003 p.

3. Władysław Szymański („Omega” Łódź) 994 p.

Mistrzowie pokazali klasę

Zawody bowlingowe w Olsztynie, organizowane pod okiem prezesa tamtejszego klubu Piotra Łożyńskiego, mają ugruntowaną tradycję. Tegoroczny Puchar Warmii i Mazur odbył się już po raz jedenasty i przyciągnął kręglarzy z wielu klubów. Każdy z 52 niewidomych i słabowidzących zawodników mógł zagrać po sześć gier na ośmiotorowej kręgielni Family Bowling Club.

Rozgrywki nad jeziorami nie przyniosły zaskakujących rozstrzygnięć – zwyciężyli niekwestionowani faworyci. Nic dziwnego, obsada była iście mistrzowska. Nieczęsto ma się okazję podziwiać na torach trzech aktualnych złotych medalistów mistrzostw Europy w kategoriach B1, B2 i B3, a do tego jeszcze złotą parę w kat. B2. Już ponad rok minął od chwili, kiedy Zdzisław Koziej, Jadwiga Dudek, Grzegorz Kanikuła oraz Mieczysław Kontrymowicz ze Stanisławem Poświatowskim odnieśli spektakularne sukcesy w Pradze. Swoją obecnością na zawodach podnieśli nieco poprzeczkę pozostałym graczom. Trenuje się jednak właśnie po to, by dorównać najlepszym, a ewentualne zwycięstwo nad liderem jeszcze zwiększa satysfakcję.

Tym razem jednak mistrz Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) nie dał szansy nikomu. Znów zagrał na wyśmienitym poziomie – 268 p. w jednej grze (wynik podobny jak niedawno w Katowicach). Zdobył łącznie 1200 p., czyli średnio 200 na grę. Nawet zawodnikom z kat. B3 bardzo rzadko się to zdarza. Przy asyście Mieczysława również znakomity rezultat odnotował Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin) – zdobył 820 p., czym znokautował rywali w kat. B1. Przedsmak swoich możliwości dał już dzień wcześniej wieczorem, gdy na treningu rzucił 212 p. Przy takim poziomie formy obu panów trudno będzie ich doścignąć w najbliższej przyszłości.

W kat. B3 mężczyzn po zwycięski puchar sięgnął Dariusz Chalecki („Jaćwing” Suwałki). Po rocznej nieobecności na torach powrócił w świetnym stylu do gry, o czym świadczą 1103 zdobyte punkty. Bardzo dobrze zaprezentowali się również pozostali członkowie suwalskiego klubu: Stanisław Poświatowski i Andrzej Świtaj, którzy zajęli kolejne miejsca na podium – tuż za Mieczysławem. Klub „Jaćwing” od zeszłego roku włącza się coraz aktywniej do rozgrywek bowlingowych i to z wielkimi sukcesami, a więc tym bardziej należy pogratulować jego prezesowi i zawodnikom.

Jadwiga Dudek („Pionek” Włocławek) z niezłym wynikiem pokonała wszystkie konkurentki z kat. B2. Honorata Borawa („Łuczniczka” Bydgoszcz) zagrała na wysokim poziomie (1027 p.) i udowodniła, że w kategorii B3 mogłaby z powodzeniem zmierzyć się z mężczyznami. Jej klubowa koleżanka Mariola Maćkowiak w kat. B1 również ograła rywalki z ogromną przewagą 325 punktów.

W tym roku bowlingowcy spotkają się jeszcze na imprezach klubów lubelskiego i częstochowskiego. Jest trochę czasu, aby poćwiczyć rzuty oraz dobijanie kręgli i zaskoczyć konkurencję.

Turniej dofinansowało Ministerstwo Sportu i Turystyki.

Turniej o Puchar Warmii i Mazur

18.10.2014 r., Olsztyn Kobiety

B1

1. Mariola Maćkowiak („Łuczniczka” Bydgoszcz) 690 p.

2. Regina Szczypiorska („Morena” Iława) 365 p.

3. Irena Henisz („Morena” Iława) 296 p.

B2

1. Jadwiga Dudek („Pionek” Włocławek) 833 p.

2. Mirosława Malcherek („Łuczniczka” Bydgoszcz) 776 p.

3. Anna Bryda („Hetman” Lublin) 731 p.

B3

1. Honorata Borawa („Łuczniczka” Bydgoszcz) 1027 p.

2. Krystyna Krajewska („Warmia i Mazury” Olsztyn) 751 p.

3. Marianna Dorociak („Morena” Iława) 739 p.

Mężczyźni

B1

1. Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin) 820 p.

2. Jerzy Dołowy    („Warmia i Mazury” Olsztyn) 596 p.

3. Mariusz Podpora („Syrenka” Warszawa) 492 p.

B2

1. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1200 p.

2. Stanisław Poświatowski („Jaćwing” Suwałki) 1066 p.

3. Andrzej Świtaj („Jaćwing” Suwałki) 955 p.

B3

1. Dariusz Chalecki („Jaćwing” Suwałki) 1103 p.

2. Zbigniew Strzelecki     („Karolinka” Chorzów) 1068 p.

3. Krzysztof Chuszcza („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1066 p.

 

Kręgle

 Zacięta walka na ziemi łódzkiej

Piękne lato mamy tej jesieni… Tak przynajmniej można było powiedzieć o pogodzie w Tomaszowie Mazowieckim między 9 a 12 października 2014 r. Uroków tej wspaniałej aury doświadczyli wszyscy uczestnicy ogólnopolskiego turnieju w kręglach, bowiem – jak co roku – właśnie w tym miejscu i czasie odbyły się zawody w kręglach klasycznych.

Ich koordynatorem była Anna Grabowicz – prezes klubu „Omega” Łódź, więc to do niej 65 zawodników z 13 klubów powinno skierować podziękowania za udany wybór terminu turnieju. Niestety nie wszyscy chętni mogli się stawić do gry. Kilku faworytów nie przyjechało; np. z powodu choroby Mieczysława Stępniewska, medalistka ME, służyła pomocą jedynie telefonicznie, gdyż to ona była częściowo odpowiedzialna za organizację turnieju.

Pod jej nieobecność łatwiej było wygrać konkurentkom z kat. B1. Zwyciężyła Jolanta Nowacka („Cross Opole”). Zabrakło również Zdzisława Kozieja, więc Jan Zięba („Karolinka” Chorzów) spokojnie mógł powalczyć o średnią 150 punktów, zostawiając tym samym pozostałych daleko w tyle. Jan był głównym pretendentem do odebrania pucharu za I miejsce, ale o kolejne dwa stopnie podium stoczyła się ciekawa walka, Dosłownie do ostatniego rzutu nie było wiadomo, czy srebrny medal zawiśnie na szyi Krzysztofa Tarkowskiego, czy też Szczepana Polkowskiego. Po dwóch grach Szczepan miał 40-punktową przewagę, ale zwyciężył jego przeciwnik i to zaledwie jednym punktem. W B2 panów pierwsze miejsce – po raz kolejny w tym sezonie – zajął Mieczysław Kontrymowicz („WiM” Olsztyn) z najlepszym wynikiem turnieju: 694 p.

Największa sensacja, o której bardzo miło mi pisać z racji przynależności do tego samego klubu, miała miejsce wśród kobiet w kat. B2. Na najwyższe uznanie zasłużyła Jolanta Lewandowska („Pionek” Włocławek), zdobywając 652 punkty. Tym bardzo dobrym wynikiem (jak na debiutantkę i na tę kręgielnię) Jola pokonała wszystkie trzy medalistki mistrzostw Europy! Do rywalizacji nie przystąpiła Irena Curyło, a miałaby z kim powalczyć, gdyż Emilia Sawiniec („Hetman” Lublin) uzyskała niezły rezultat ze średnią równo 160 p. W tej samej kategorii B3 wśród mężczyzn triumfował Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów). Zwycięstwo było pewne, gdyż zabrakło dwóch jego największych rywali: Zbigniewa Strzeleckiego i Grzegorza Kanikuły.

Zmagania na sześciotorowej kręgielni trwały od piątku do sobotniego popołudnia. A po wręczeniu medali, dyplomów, pucharów i nagród rzeczowych można było pobawić się na uroczystej kolacji przy muzyce. Dodatkową atrakcją wieczoru i powodem do świętowania były podawane na bieżąco komunikaty z meczu piłkarskiego Polska – Niemcy. Fetowanie zwycięstw – tych osobistych z kręgielni i tego z murawy Stadionu Narodowego – skończyło się po północy. W niedzielę jedni mogli już wypoczywać w swoich domach, kadrowiczów zaś przez trzy kolejne dni czekała ciężka praca na torach z trener Bożeną Polak.

Turniej dofinansowało Ministerstwo Sportu i Turystyki

Turniej w kręglach klasycznych

9-12.10.2014 r., Tomaszów Mazowiecki

Kobiety

B1

1. Jolanta Nowacka („Cross Opole”) 395 p.

2. Regina Szczypiorska („Morena” Iława) 380 p.

3. Karolina Trojan („Łuczniczka” Bydgoszcz) 355 p.

B2

1. Jolanta Lewandowska („Pionek” Włocławek) 652 p.

2. Jadwiga Dudek („Pionek” Włocławek) 650 p.

3. Anna Barwińska („Omega” Łódź) 634 p.

B3

1. Emilia Sawiniec („Hetman” Lublin)  640 p.

2. Zofia Sarnacka („Warmia i Mazury” Olsztyn) 616 p.

3. Jolanta Krok-Sabaj  („Podkarpacie” Przemyśl) 600 p.

Mężczyźni

B1

1. Jan Zięba („Karolinka” Chorzów) 601 p.

2. Krzysztof Tarkowski („Hetman” Lublin) 486 p.

3. Szczepan Polkowski („Morena” Iława) 485 p.

B2

1. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 694 p.

2. Władysław Wakuliński („Łuczniczka” Bydgoszcz) 658 p.

3. Teodor Radzimierski („Karolinka” Chorzów) 631 p.

B3

1. Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów) 678 p.

2. Tomasz Ćwikła („Morena” Iława) 656 p.

3. Władysław Szymański („Omega” Łódź) 636 p.

Piotr Dudek

 

Warcaby

Opole ma najlepsze warcabistki

Po czterech latach przerwy wznowiono rozgrywki w warcabach o drużynowe mistrzostwo Polski kobiet niewidomych i słabowidzących.

W ośrodku rehabilitacyjno-wypoczynkowym w Sobieszewie w dniach 14-20 października 2014 roku, tuż po zakończeniu rozgrywanej w tym samym miejscu ogólnej drużynówki, spotkały się teamy kobiece, by wyłonić spośród siebie najlepszą warcabową drużynę w środowisku. Niektóre zawodniczki przedłużyły pobyt na Wyspie Sobieszewskiej o kolejny tydzień...

Dotychczas mistrzostwa odbyły się tylko dwa razy – w roku 2009 i 2010. W następnych latach nie udało się pozyskać środków na ich zorganizowanie. Dopiero w tym roku starania działaczy o przywrócenie imprezy do kalendarza Stowarzyszenia „Cross” zostały zwieńczone sukcesem. Na jak długo – zobaczymy.

Uprawnionych do gry było 12 zespołów zakwalifikowanych na podstawie średniego rankingu trzech najlepszych zawodniczek każdego klubu. Tymczasem wystartowało tylko 10 drużyn z 9 klubów (Opole wystawiło dwa teamy). Z udziału w mistrzostwach zrezygnowały – z różnych przyczyn – tak silne kluby, jak „Atut” Nysa, ”Warmia i Mazury” Olsztyn czy „Hetman” Lublin. Mocno rezerwowy skład wystawiło „Podkarpacie” Przemyśl, dwukrotny srebrny medalista poprzednich czempionatów. Mogący liczyć się w stawce „Zryw” Słupsk zagrał bez swej liderki Bożeny Daleckiej. W tej sytuacji zdecydowanym faworytem był „Cross Opole”, dysponujący silnym i wyrównanym składem, z medalistkami mistrzostw Polski Ireną Ostrowską i Władysławą Jakubaszek oraz wielokrotną finalistką Barbarą Gołębiowską-Frygą.

Przewidywania okazały się słuszne. Opole od startu objęło prowadzenie i systematycznie powiększając przewagę nad resztą stawki, dotarło do mety z kompletem zwycięstw meczowych. Supremacja drużyny prowadzonej przez Jana Sekułę ani przez moment nie podlegała dyskusji.

Za plecami opolanek toczyła się rywalizacja o dwa pozostałe miejsca na podium. Srebro praktycznie już po kilku rundach zapewniły sobie warcabistki „Sudetów” Kłodzko, natomiast losy brązowego krążka ważyły się niemal do końca. Zupełnie nieoczekiwanie, jeszcze na dwie rundy przed finiszem, na trzecim miejscu znajdowała się ekipa z Kielc. Niestety, porażka z Suwałkami w ósmej rundzie przesądziła ostatecznie o spadku kielczanek na czwartą lokatę, którą i tak należy uznać za ich duży sukces. Wyprzedziły je warcabistki „Łuczniczki” Bydgoszcz po zwycięstwie ze Słupskiem 4:2. Dopiero na piątym miejscu ukończyły turniej zawodniczki „Jaćwinga” Suwałki, uważane za pretendentki do medalu. Niespodziewane porażki z początku mistrzostw z Przemyślem i Bydgoszczą sprawiły, że drużyna z województwa podlaskiego nie mogła już odrobić strat, a czary goryczy dopełniła przegrana z Kłodzkiem 0:6.

Zgodnie z nowym regulaminem, cztery najlepsze drużyny zagwarantowały już sobie udział w przyszłorocznej drużynówce kobiecej. Dzięki wygranej w Sobieszewie drużyna „Crossu Opole” skompletowała hat-tricka. Jest to jej trzecie zwycięstwo w trzecich DMP! Trzykrotnie w składzie złotej drużyny była Irena Ostrowska.

Indywidualnie najwięcej punktów zebrała Ewa Wieczorek z „Victorii” Białystok – 18 (komplet). Normy na III kategorię warcabową wypełniły: Barbara Leśkiewicz (Kielce) i Grażyna Jurgiel (Słupsk). Największymi zyskami rankingowymi mogą pochwalić się: Maria Górzna (+48), Barbara Gołębiowska-Fryga (+45), Irena Wnuk (+33) i Regina Godzik (+25).

Zawody dofinansowane przez PFRON sędziował Jerzy Gorczyński z Nysy. Koordynatorem mistrzostw zorganizowanych przez Stowarzyszenie „Cross” był Jan Nafalski.

III Drużynowe Mistrzostwa Polski Kobiet Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach

14-20.10.2014 r., Sobieszewo

 

1. „Cross Opole” I – 18 p. (46 małych punktów) – Barbara Gołębiowska-Fryga (17), Władysława Jakubaszek (16), Irena Ostrowska (13)

2. „Sudety” Kłodzko – 15 p. (41) – Maria Górzna (14), Irena Wnuk (14), Regina Godzik (13)

3. „Łuczniczka” Bydgoszcz – 11 p. (29) – Ewa Grabska (13), Danuta Biechowska (10), Czesława Łazuka (6), Alicja Müller (ns)

4. Kielce – 10 p. (24)

5. „Jaćwing” Suwałki – 9 p. (29)

6. „Podkarpacie” Przemyśl – 8 p. (25)

7. „Zryw” Słupsk – 7 p. (21)

8. „Victoria” Białystok – 5 p. (25)

9. „Tęcza” Poznań – 5 p. (20)

10. „Cross Opole” II – 2 p. (10)

Leszek Stefanek

 

Szachy

Dominacja Polaków na Pucharze Bałtyku

Siedmiu członków kadry szachowej Stowarzyszenia „Cross” uczestniczyło w dniach od 28 września do 4 października 2014 roku, w niemieckiej miejscowości Timmendorfer Strand, w V Szachowym Pucharze Bałtyku. Były to jednocześnie XV Międzynarodowe Otwarte Mistrzostwa Niemiec i mistrzostwa okręgu Północ-Wschód DSBS.

Turniej rozgrywany był w hotelu „Aura”. Uczestniczyło w nim 34 szachistów z 6 państw: Belgii, Holandii, Niemiec, Norwegii, Szwajcarii i Polski. Stowarzyszenie „Cross” reprezentowali: mistrz świata Jacek Stachańczyk, mistrz Europy Piotr Dukaczewski oraz Ryszard Suder, Marek Maćkowiak, Andrzej Migala i Adam Czajkowski. Rozgrywki przeprowadzono w dwóch grupach, na dystansie siedmiu rund. Grupa A grała systemem szwajcarskim, a grupa B systemem kołowym. Zawody sędziował Fritz Obert, który był jednocześnie organizatorem imprezy.

W pierwszej dziesiątce turnieju A znaleźli się wszyscy Polacy. Zwyciężył Piotr Dukaczewski przed Jackiem Stachańczykiem i Markiem Maćkowiakiem. Bardzo dobrze grał w Timmendorfer Strand 16-letni Adam Czajkowski, który zajął czwarte miejsce. Piąty był niemiecki szachista Dieter Riegler. Uzyskał on prawo gry w przyszłorocznych indywidualnych mistrzostwach Niemiec. Drugi najlepszy Niemiec – Frank Schellmann (8. miejsce) – zagra w 2015 roku w Dahne-Pokal. Najlepszym zawodnikiem turnieju B był Stein Bjornsen z Norwegii.

Pierwsi trzej zawodnicy w obu grupach otrzymali nagrody finansowe. Otrzymał ją także Aleksander Schneider, najlepszy junior gospodarzy turnieju. Ponadto wszystkim uczestnikom zawodów wręczono podczas ceremonii zakończenia imprezy upominki rzeczowe. Uczestniczył w niej Michael Langer, wiceprezydent Niemieckiego Związku Szachowego.

W czasie wolnym od gry hotel „Aura” organizował szachistom wycieczki w najbliższe okolice. Uczestnicy turnieju chętnie z nich korzystali. Miejscowość wypoczynkowa, w której odbywały się rozgrywki, leży na bałtyckim wybrzeżu, w pobliżu Hamburga.

Turniej dofinansowało Ministerstwo Sportu i Turystyki.

V Międzynarodowy Szachowy Puchar Bałtyku

28.09 – 4.10.2014 r., Timmendorfer Strand (Niemcy)

Grupa A

1. Piotr Dukaczewski – Polska 6 p.

2. Jacek Stachańczyk – Polska 5 p.

3. Marek Maćkowiak – Polska 5 p.

4. Adam Czajkowski – Polska 4,5 p.

5. Dieter Riegler – Niemcy 4,5 p.

6. Tadeusz Żółtek – Polska 4 p.

7. Ryszard Suder – Polska 4 p.

8. Frank Schellmann – Niemcy 4 p.

9. Andrzej Migala – Polska 4 p.

10. Heinz Engl – Niemcy 4 p.

Startowało 26 zawodników.

Grupa B

1. Stein Bjornsen – Norwegia 5,5 p.

2. Ursula Mikuszak – Niemcy 5,5 p.

3. Freddy Gromme – Szwajcaria 4,5 p.

Startowało 8 zawodników.

 

Turniej dwójek i trójek

Doroczny turniej zawodników posiadających drugą lub trzecią kategorię szachową odbył się w dniach od 11 do 19 października 2014 roku w pensjonacie „Gaborek”  w Krynicy-Zdroju. Głównym jego celem jest podnoszenie kategorii szachowych i poziomu gry.

Organizatorem turnieju był Jerzy Hanus z Kielc, a sędzią głównym rozgrywek Leszek Bakalarz. Zawody rozegrano systemem szwajcarskim, na dystansie 9 rund, tempem półtorej godziny na partię dla zawodnika.

W turnieju zwyciężył Kazimierz Kopeć. Drugie miejsce zajął Janusz Gaweł, a trzeci był Stanisław Wójcikowski. Wszyscy reprezentują klub „Podkarpacie” Przemyśl.

Turniej dofinansowało Ministerstwo Sportu i Turystyki.

Ogólnopolski turniej szachowy

kat. II i III

11-19.10.2014 r., Krynica-Zdrój

1. Kazimierz Kopeć („Podkarpacie” Przemyśl) 7 p.

2. Janusz Gaweł („Podkarpacie” Przemyśl) 6,5 p.

3. Stanisław Wójcikowski („Podkarpacie” Przemyśl) 6,5 p.

4. Piotr Chęciński („Pionek” Bielsko-Biała) 6 p.

5. Henryk Zapaśnik („Atut” Nysa) 5,5 p.

6. Stanisław Białas („Podkarpacie” Przemyśl) 5 p.

7. Grzegorz Bzowski („Jutrzenka” Dąbrowa Górnicza) 5 p.

8. Janusz Polakowski („Łuczniczka” Bydgoszcz) 5 p.

9. Adolf Jagiełło („Jantar” Gdańsk) 4,5 p.

10. Krystyna Perszewska („Jantar” Gdańsk) 4,5 p.

M. Dębowska 

 

Kolejny drużynowy turniej juniorów „Koźmińska 2014”

Tym razem nietypowo, bo w październiku, odbył się w Warszawie ogólnopolski drużynowy turniej szachowy juniorów „Koźmińska” 2014. Spośród sześciu uczestniczących drużyn pierwsze miejsce wywalczył team z krakowskiego klubu „Nadzieja”, druga była ekipa z Warszawy Koźmińska – „Syrenka” I, a trzecia pozycja przypadła drugiej drużynie z krakowskiej „Nadziei”. W tym roku gościliśmy także drużyny reprezentujące klub „Jutrzenka” Dąbrowa Górnicza.

Wzorem lat ubiegłych, przy okazji turnieju drużynowego sędzia główny Adam Umiastowski przeprowadził punktowy turniej indywidualny. Wzięło w nim udział 30 zawodników, którzy zgłosili się, by podjąć dodatkową rywalizację. Zwyciężył Bartłomiej Niesyczyński z „Nadziei” Kraków, drugie miejsca sędziowie przyznali Karolowi Urbaniakowi i Darii Rycharskiej z warszawskiej drużyny Koźmińska – „Syrenka”, a także Bartłomiejowi Kiełtowi z „Nadziei” Kraków. Turniej indywidualny pomyślany był również jako okazja do zdobycia wyższej kategorii szachowej. Na uwagę zasługuje kilka wyników: potwierdzona w PZSzach IV kategoria Piotra Pisarskiego oraz wypełnione normy na IV kategorię dwóch dziewcząt – Dominiki Jędrzejowskiej i Eweliny Faustynowicz. Kolejnych ośmiu uczestników wypełniło normy na kategorię V.

Nie wszystkie kluby mają w sekcjach szachowych aż tylu juniorów, by móc wystawić swoje drużyny. Zajęcia z dużą liczbą młodych adeptów królewskiej gry prowadzą ośrodki w Dąbrowie Górniczej, Krakowie, Warszawie oraz w Chorzowie. W innych klubach na poważnie grają pojedynczy juniorzy. Ta trudna dyscyplina wymaga samozaparcia, z pewnością jednak daje wiele satysfakcji, czego dowodem jest to, iż w środowisku osób z dysfunkcją wzroku jest wiodąca i zadomowiona od lat.

Impreza w ośrodku na Koźmińskiej jest dobrym miejscem na zdobywanie pierwszych szachowych doświadczeń turniejowych.

Na szczególną pochwałę zasłużyli młodzi zawodnicy z Dąbrowy Górniczej, dzielnie walczący z dużo bardziej doświadczonymi i o wiele starszymi kolegami. Kto wie, jakie trofea wywiozą z Warszawy za rok?

Przy okazji turnieju szachowego odbył się także indywidualny turniej w warcabach klasycznych dla uczniów z Warszawy i Lasek. Zwyciężył Michał Rowiński, uczeń ośrodka w Laskach. Turnieje koordynował Adam Baranowski.

Turniej dofinansowało Ministerstwo Sportu i Turystyki

AB

 

aaa

 

z żałobnej karty

 

Już nie ma ich wśród nas

Dwa lata temu na łamach „Crossu” pożegnaliśmy Irenę Wójcik, szachistkę bydgoskiej „Łuczniczki”, zmarłą we wrześniu 2012 roku. Od tego czasu w krainie wiecznych łowów dołączyli do niej i do zmarłego przed nią miesiąc wcześniej Emila Wysoczańskiego kolejni szachiści – Jan Zaleski, Bolesław Bieńko, Aniela Janiak, Eugeniusz Rutkowski i Józef Łechtański.

Emila Wysoczańskigo pamiętają starsi szachiści. Miał 72 lata, gdy po raz ostatni zagrał w turniejach dla niewidomych i słabowidzących szachistów. Było to w 2002 roku w Głuchołazach. Odbywał się tam wówczas półfinał mistrzostw Polski.

Emil mieszkał w Nowej Soli. Przez wiele lat reprezentował Wojewódzkie Zrzeszenie „Start” w Zielonej Górze. Po powstaniu Stowarzyszenia „Cross” grał w „Tęczy” Poznań. Był cichy, spokojny i lubiany przez wszystkich szachistów. Zmarł 12 sierpnia 2012 roku w wieku 82 lat, po długiej i ciężkiej chorobie.

Do pokolenia weteranów szachowych należał również Bolesław Bieńko, który zmarł kilka miesięcy po Emilu. Miał wówczas prawie 90 lat. To między innymi on tworzył historię szachów w środowisku niewidomych i słabowidzących. W roku 1952 startował w półfinale rozgrywanych w Bydgoszczy pierwszych szachowych mistrzostw Polski. Był osobą całkowicie niewidomą. Pod koniec swojej kariery szachowej grał w nieistniejącym już crossowskim klubie „Bryza” Szczecin. W drodze do wieczności, kilka miesięcy wcześniej, Bolesława poprzedził Zbyszek Bomba, jego szachowy kolega i prezes „Bryzy”. To po jego śmierci klub przestał istnieć. A mówią, że nie ma ludzi niezastąpionych…

16 sierpnia 2013 roku w wieku 77 lat zmarł Jan Zaleski, wieloletni członek klubu „Lajkonik” Kraków. Przyczyną były komplikacje po nieudanym zabiegu chirurgicznym. Pan Jan był graczem kulturalnym i spokojnym. Na turniejach długo i ze skupieniem rozważał każdy ruch do wykonania w partii. Był osobą słabowidzącą. Aby przybliżyć sobie obraz sytuacji na szachownicy, umieszczał szachy na maleńkim „rusztowaniu”. To był jego patent. We wspomnieniach pojawia się przede wszystkim charakterystyczny obraz pana Jana przy szachownicy i jego miły uśmiech.

Wiosną tego roku śmierć zabrała kolejnych dwóch szachistów – 17 kwietnia zmarła Aniela Janiak, a 12 dni później Eugeniusz Rutkowski.

Aniela należała do klubu „Cross Opole”. Była najstarszą zawodniczką wśród szachistek niewidomych i słabowidzących. Zmarła w wieku prawie 90 lat. Urodziła się 29 listopada 1924 roku. Była osobą niezwykłą, pełną humoru, radości i optymizmu. Posiadała ogromną życiową energię. Przez ostatnich kilkanaście lat uczestniczyła w szachowych mistrzostwach Polski kobiet, na których zawsze była duszą towarzystwa. Aniela lubiła grać w szachy. Na turnieje gotowa była jechać nawet przez całą Polskę, nie bacząc na trudy podróży i swój podeszły wiek. Aż osiem razy brała udział w turnieju o Puchar Prezydenta Świnoujścia. Jednak każdy kolejny rok życia ograniczał możliwości. W ubiegłym roku nie wybrała się już nad morze na kobiece mistrzostwa Polski. Bardzo chciała zagrać w tym roku w Wągrowcu. Tu było trochę bliżej. Los chciał jednak inaczej. Mistrzostwa były w lipcu, a Aniela niespodziewanie trzy miesiące wcześniej odeszła do wieczności. Tam czekała na nią Irenka Wójcik i z pewnością już razem, z góry, kibicowały swoim koleżankom szachistkom.

Mieszkała w Głuchołazach. Zmarła w wielkopolskiej Dobrzycy, w czasie pobytu u swojej córki. Tam też została pochowana. Myślę, że w pamięci i sercach szachistów zapisała się na długie lata.

Długo też pamiętać będziemy Gienia Rutkowskiego. Z pewnością był postacią barwną. Na turniejach szachowych budził skrajne emocje. Tak też zachowywał się w czasie gry. Po uzyskaniu lepszej pozycji na szachownicy lub wygranej partii tryskał humorem. Gdy przegrywał, bardzo mocno uderzał w zegar, a zbite figury często z hukiem lądowały na podłodze. Ale Gienia nie dało się nie lubić. Pod koniec życia trochę spokorniał, wyciszył się i bardzo dzielnie trzy lata walczył z chorobą nowotworową. Nie poddawał się, grał w szachy i jeździł na turnieje mimo poważnych utrudnień związanych ze zdrowiem. Ostatni raz zagrał w grudniu ubiegłego roku na drużynowych mistrzostwach Polski w Mielnie. Było to w czasie słynnego huraganu Ksawery. Podróż z przygodami zabrała mu kilkadziesiąt godzin. Pod jej koniec, mimo iż pociąg znowu utknął w śnieżycy, potrafił przechadzać się po nim z uśmiechem na ustach i żartować ze spotkanymi kolegami zdążającymi także do Mielna. Taki był Gienio – łatwo się nie poddawał. Grał najpierw w „Pionku” Bielsko-Biała, a później w gdańskim „Jantarze”. Żył 77 lat.

W ostatnim czasie bardzo zaskoczyła wszystkich śmierć Józefa Łechtańskiego z elbląskiego klubu „Elcross”. Na początku września grał jeszcze w Krynicy Morskiej, w turnieju szachowo-warcabowym im. Hutnera. W dniu śmierci, 9 października, wrócił z koncertu w teatrze, poczuł się gorzej i po przewiezieniu do szpitala zmarł. Jego śmierć po raz kolejny uświadomiła nam, iż każda chwila naszego życia może być tą ostatnią.

Cześć ich Pamięci!

M. Dębowska

 

aaa

 

kultura

 

Skoki w dół

„Siedziałem na ławce w parku. Sielski obrazek – ćwierkające ptaki, nieśmiało rozkwitające kwiaty, drzewa wypuszczające pierwsze listki. Kwietniowe słońce, które posyłało na ziemię pierwsze ciepłe promyki. Ale mnie wszystko przesłaniała szarość. Nie widziałem kwiatów i drzew. Nie słyszałem ptaków. Nie cieszyło mnie słońce – nie czułem jego ciepła. Marzłem. Moje ręce i nogi były stale zimne. Był we mnie niepokój, który czasem przybierał nawet formę paniki. Wszystko wydawało mi się ociężałe – moje ciało, moje myśli. Ciało było jednocześnie kompletnie wychudzone, a głowa ciężka. Wypadały mi włosy. Od tygodni nie czułem ani głodu, ani nawet apetytu. Nie mogłem już poskładać myśli. Czułem się potwornie. Apatycznie. Smutny. Wycieńczony. Całkiem samotny. Totalnie beznadziejnie”. Tak opisuje jeden ze swoich dni Sven Hannawald, znany skoczek narciarski, jeden z niewielu sportowców, którzy oficjalnie przyznali się do depresji i zdecydowali na leczenie. „Sven Hannawald. Triumf. Upadek. Powrót do życia” – taki tytuł nosi książka, w której znajdziemy powyższy fragment.

Diagnoza terapeutki Nory Maasberg, zajmującej się Hannawaldem, brzmiała: „ciężki przypadek depresji z syndromem somatycznym, nietypowa anorexia nervosa, wyraźny syndrom wypalenia”. „Czy ten smutny opis mojego stanu był rachunkiem, który wystawiło mi moje dotychczasowe życie?” – pyta skoczek. W innym miejscu pisze: „Drogo okupiłem bezgraniczne zaangażowanie w sport wyczynowy. Przerosły mnie niezwykle wysokie oczekiwania otoczenia. Ten niebezpieczny proces wślizgnął się niepostrzeżenie w moje życie i w końcu moja psychika pokonała ciało. Wylądowałem z niczym – sportowo i prywatnie”.

Biografia ta nie wydaje mi się żadnym chwytem marketingowym, próbą powrotu popularnego skoczka do mediów. Widzę w niej raczej element terapii (oby końcowy), podsumowanie pewnego etapu w życiu i szczerą chęć wsparcia innych chorych.

Biografia Hannavalda to dobra, mądra lektura, która w prosty, nienaukowy sposób da nam wyobrażenie na temat depresji i współtowarzyszących jej innych chorób psychicznych.

Jak czytamy we wstępie do książki, przeszło 40 proc. członków reprezentacji Niemiec liczy się świadomie z ryzykiem zdrowotnym, jakie musi ponieść dla dobra sportu. Prawie co szósty ma lęki egzystencjalne, 11 proc. cierpi na syndrom wypalenia. Jest to cena, jaką muszą zapłacić za to, by zaistnieć.

Przyznanie się publicznie do kryzysu psychicznego to bardzo odważny krok. I potrzebny, jak ocenia terapeutka Svena. „Pokazanie własnej autentycznej wrażliwości i doświadczenie współczucia ze strony innych oraz nowego, głębszego zainteresowania to coś, co potrafi uleczyć. W ten sposób Sven mógł rozwinąć zdrową wiarę w siebie i rozpoznać sens swojego kryzysu. Wielu ludzi doświadcza podobnych stanów, a jego przykład może pomóc innym” – pisze specjalistka.

Oczywiście na kartach książki znajdziemy również opisy związane z samą dyscypliną, jak pozycje przyjmowane na rozbiegu, sposoby układania ciała i rąk w locie, przepisy dotyczące nart i kombinezonów oraz sprytne próby ich obchodzenia, i wiele innych kwestii technicznych. Przypomnimy sobie również, jak swego czasu, zajadając bułkę z bananem, z zegarkiem w ręku czekaliśmy na „skoki”, by obserwować zmagania Hannawalda czy Małysza. I może zrobi nam się wstyd, że polscy kibice byli wobec Svaniego tacy niesprawiedliwi.

Barbara Zarzecka

Biografia „Sven Hannawald. Triumf. Upadek. Powrót do życia”, napisana przez skoczka wspólnie z Ulrichem Pramannem, wydana przez wydawnictwo Sine Qua Non w bieżącym, 2014 r., dostępna jest w księgarniach w formie drukowanej oraz elektronicznej.

 

aaa

 

turystyka

 

Kanadyjskie klony

 Zachwycające krajobrazy z nieskażoną surową przyrodą, niedostępnymi lasami, dzikimi jeziorami, piaszczystymi i klifowymi brzegami Atlantyku… Szczególnie pięknie jest tu jesienią, gdy czerwone klony żegnają się z listowiem, by za siedem miesięcy zazielenić się ponownie.

Zwiedziłem prowincję Nowa Szkocja – niewielki fragment tego drugiego co do wielkości terytorium kraju na świecie (prawie 10 mln km2). To najbardziej wysunięta na wschód część Kanady. Jest sześć razy mniejsza niż Polska i zamieszkuje ją zaledwie milion ludzi.  

Jak żyje prowincja?

W USA czy w Kanadzie wszystko jest większe niż w Europie: odległości, samochody, lasy, jeziora; nawet kobiety są większe, bo grubsze, a hamburgery ogromniaste. Duże odległości i przestrzenie powodują, że więź między ludźmi jest silniejsza niż w Europie. W Kanadzie nie ma uprzedzeń rasowych, tutaj od pokoleń wszyscy są imigrantami. Spośród 34 milionów obywateli do polskich korzeni przyznaje się 800 tysięcy. Nową Szkocję skolonizowali w 1604 roku Francuzi, kilka lat później dołączyli się Brytyjczycy i ostatecznie dopiero w 1867 roku przystąpiła ona do Konfederacji Kanady. Nowa Szkocja to jednocześnie nazwa półwyspu, z wybrzeżem liczącym 7600 km, otoczonego Oceanem Atlantyckim i połączonego z lądem przesmykiem szerokim na kilkadziesiąt kilometrów. Jego zachodnie wybrzeża zamyka zatoka Bay of Fundy. Rejestruje się tutaj największe pływy na Atlantyku, sięgające 12 metrów. Obserwowałem je w niewielkim porcie Hampton, gdzie przy nowym falochronie w ciągu doby kutry wędrowały kilkanaście metrów z piaszczystego dna w górę, do nabrzeża. W samej Bay of Fundy najbardziej spektakularne miejsce znajduje się w pobliżu przylądka Bra d’Or. W czasie przypływu w zatoce przybywa więcej wody niż we wszystkich rzekach świata razem wziętych. Trwają prace nad stworzeniem prototypu podwodnej turbiny przepływowej generującej prąd.

Środek półwyspu jest mocno zalesiony, niewysoki (do 532 m n.p.m.), z dzikimi, bagnistymi akwenami, do których dochodzi się po ogromnych głazach. Nie ma wiosek jak w Polsce, gdzie chałupa dotyka ogrodzonej płotem chałupy. W rozrzuconych osadach stoją drewniane domy obłożone białym sidingiem. Przed posesją – dwa, trzy auta, ale nie nówki. Wokół wystrzyżona trawa i trochę drzew owocowych, mało kwiatów i ogródków warzywnych. Klimat nie za bardzo sprzyja uprawom. Zima, wietrzna i wilgotna, trwa nawet pięć miesięcy. Lato krótkie, ciepłe, ale nie upalne, i mglista, słoneczna jesień (Indian Summer).

W górach na odludziu napotykałem marne domki, zaniedbane obejścia i tutejszą biedę, której za żadne skarby nie można porównać do polskiej. To bogata bieda. Są przegrani farmerzy z liczną rodziną, korzystający z opieki społecznej. Ubodzy rodzice to w większości niezaradne potomstwo. Ich dzieci nie idą do college’ów, kończą na stacjach benzynowych jako sprzedawcy czy pracownicy u Tima Hortona. I tu wyjaśnienie – to najbardziej popularna sieć barów w Kanadzie, która w ostatnim czasie lekko podupadła. Tim Horton został niedawno przejęty przez Burger Kinga (ogromna firma amerykańska) po to, by w Kanadzie płacić niższe podatki niż w USA. Majątek tych zjednoczonych firm ocenia się na 18 mld dolarów, a więc więcej, niż wynosi dochód narodowy w niektórych krajach. A tak na marginesie – marka Tim Horton powstała kilkanaście lat temu jako pomysł biznesowy dwóch osób: mieszkańca Middleton i hokeisty NHL Tima Hortona.

Nowa Szkocja to dziwna prowincja. Jej premierem został nie pracownik służb specjalnych (jak w największym kraju na świecie), ale mały biznesmen reperujący sprzęt gospodarstwa domowego. Ma dwanaścioro rodzeństwa, ale to może się wkrótce zmienić, gdyż jego brat, pracujący jako woźny w szkole, jest ciężko chory na raka. Natomiast ministrem zdrowia jest mężczyzna z Middleton, z którym co niedziela spotykałem się w kościele i przekazywaliśmy sobie znak pokoju. 

Co warto zobaczyć

Co można kupić za średnią miesięczną pensję, czyli 4500 dolarów? Inflacja w tym kraju jest bardzo niska, choć koszta wzrastają. Mój znajomy 25 lat temu wydawał wraz z żoną na jedzenie 60 dolarów tygodniowo, dzisiaj przynajmniej 150. Tanie są małże – 4 dol. za kilogram, homary – 9 dol. za funt, butelkę piwa można już kupić za 3-4 dol., litr benzyny za 1,35. Za średnią pensję obywatel Kanady może zatankować dwa razy więcej paliwa niż obywatel III RP! W dużych miastach w centrum, jak w Montrealu czy Toronto, ceny artykułów spożywczych są jednak wyższe nawet o połowę.

Lasy w tej prowincji są inne niż w Polsce. Gęste, mroczne, kamieniste, bagniste i pełne grzybów. Rydze, podgrzybki, borowiki, maślaki zbiera się koszami. Ale kto to robi? Emigranci z Polski i Niemiec. Przyjaciel, który mnie gościł, wspominał o dwóch Kanadyjczykach zbierających niektóre gatunki grzybów. Dość popularne są suszone kurki, które można kupić w większych sklepach spożywczych.

Jak las, to i zwierzęta. Przy odrobinie szczęścia można spotkać: jelenia, kojota, jeżozwierza, szopa, orły czy niedźwiedzia czarnego. Miś występuje dość często, lecz ma tchórzliwy charakter i na widok człowieka czmycha w uroczyska. Ale jeśli poczuje zapach miodu, to idzie na całość. W wielu miejscach przylegających do kompleksów leśnych pasieki ogrodzone są pastuchami elektrycznymi. Światowe Towarzystwo Ochrony Zwierząt (World Society for the Protection of Animals) wydało nawet specjalną broszurkę pt. „Bear Safe” informującą, jak zachować się w razie spotkania na ścieżce grizzli (autor dysponuje publikacją).

Przepiękna jest północna część Nowej Szkocji, wyspa Cape Breton i położony na niej Cape Breton Highlands National Park. Potężne wzgórza wysokości pół kilometra spadają urwiskami w atlantyckie głębie. Turyści walą tu przez cały letni sezon i... napotykają nie tylko niedźwiedzie. Kilka lat temu na jednym ze szlaków (Skyline) dwa kojoty zagryzły młodą wokalistkę country, która przyjechała do Nowej Szkocji na występy. Zwierzęta te są coraz większe, kiedy porównuje się ich wzrost i wagę w miarę przesuwania się na północ. Kojoty w Kalifornii są dwa razy mniejsze niż w Nowej Szkocji. Stwierdzono, że tutejsze osobniki skrzyżowały się z wilkami. Słychać je szczególnie jesienią, nawet w zaludnionych osadach. A i niedźwiedzie się pokazują. Mój przyjaciel ma licencję na odstrzał niedźwiedzi, więc jeśli jakiegoś upoluje, niezwłocznie damy o tym znać czytelnikom „Crossa”.

 Andrzej Szymański

 

aaa

 

zdrowie

 

Czarna rozpacz

Dni coraz krótsze, słońca jak na lekarstwo, deszcz, wiatr, ziąb – to wszystko funduje nam jesień. Dają o sobie znać dolegliwości, które przycichły latem. Życie też nas nie rozpieszcza, więc jeśli straciliśmy kogoś bliskiego, mamy kłopoty finansowe, oblaliśmy egzamin – mamy prawo do gorszego nastroju, nawet porządnego doła. Czy to tylko przejściowa chandra, czy początek depresji?

Nie ma ostrej granicy, która odróżnia te stany, ale dla specjalisty jest ona uchwytna. W powszechnej opinii depresja to po prostu bardzo głęboki, długotrwały smutek. Ale to tylko częściowa prawda. Według ekspertów co dziesiąty z nas doznaje w ciągu roku zaburzeń nastroju typu depresyjnego. Może to trwać od dwóch tygodni do wielu miesięcy (przeżywanie żałoby). W obu przypadkach nie ma w tym nic nienaturalnego. Problem zaczyna się wówczas, gdy przestaje nas cokolwiek cieszyć, bo jesteśmy przekonani, że nic nie ma znaczenia. To, co normalnie sprawia człowiekowi frajdę, choremu w depresji jawi się jako uciążliwy obowiązek. Towarzyszy mu smutek, który można nazwać cichą rozpaczą. Przestaje dawać sobie radę z dotychczasowymi zadaniami – w pracy i w życiu prywatnym. Czuje lęk, czy jest w stanie utrzymać rodzinę, czy potrafi być dobrym kumplem i czy w ogóle do czegokolwiek się nadaje. W efekcie takie osoby zamykają się w sobie, ograniczają kontakty, obojętnieją. Pytani o zdrowie, nawet się nie zająkną o smutku i kłopotach emocjonalnych. Nie odczuwają ich albo nie zdają sobie z nich sprawy. Często uskarżają się za to na bóle głowy i pleców, klatki piersiowej, dolegliwości żołądkowe i przewlekłe zmęczenie. Chudną i mają kłopoty z seksem. To tzw. maski depresji: ich ciało sygnalizuje, że z psychiką nie wszystko jest w porządku. Jeśli po „fizycznych” badaniach nie udaje się ustalić przyczyny tych kłopotów, lekarz pierwszego kontaktu powinien przekonać pacjenta do wizyty u specjalisty.

Częstym objawem depresji są problemy ze snem. Chorzy zazwyczaj zasypiają dość dobrze, ale budzą się w środku nocy lub bladym świtem. Mają wówczas mnóstwo czasu na rozpamiętywanie swego przegranego życia, zwalających się na nich problemów i własnej bezradności. Najwięcej przypadków depresji ujawnia się między 35. a 55. rokiem życia. To wtedy najczęściej zaczynamy się zderzać z trudnymi sytuacjami: chorobami, śmiercią bliskich, zmianami w pracy i w rodzinie. Często depresja jest skutkiem tego, że człowiek musi borykać się z poważnym, przewlekłym schorzeniem, jak rak, cukrzyca czy choroby serca. Zwłaszcza gdy wiąże się to z inwalidztwem, unieruchomieniem, bólem, uciążliwymi zabiegami. Czasem istnieje jeszcze bliższy związek między chorobami: zaburzenia hormonalne lub krążeniowe mogą bezpośrednio wpływać na fizjologię mózgu. Podobnie jak alkohol i niektóre leki. U podstaw depresji leżą bowiem zaburzenia procesów chemicznych w mózgu. Komórki nerwowe w naszym organizmie kontaktują się ze sobą za pomocą substancji zwanych neuroprzekaźnikami. Podczas depresji dochodzi do nieprawidłowego wydzielania lub odbierania niektórych z nich, m.in. noradrenaliny, serotoniny lub dopaminy. To może mieć podłoże genetyczne i w ogóle nie zależeć od zewnętrznych czynników. Stąd czasem zaskakujące depresje u osób, którym się dobrze wiedzie, są u szczytu powodzenia i sławy. Przykładem może być nasza „królowa śniegu”, wielokrotna mistrzyni świata Justyna Kowalczyk, którą przez lata podziwialiśmy jako kobietę sukcesu. Dla wielu szokiem było jej publiczne wyznanie, że miewała takie dni, kiedy jedynym widokiem był sufit w pokoju, bo nie miała siły wstać z łóżka (bo i po co?). Przez półtora roku samotnie zmagała się z depresją, która w końcu stała się ciężarem nie do udźwignięcia. Tomasz Kot, odtwórca postaci prof. Zbigniewa Religi w obsypanym nagrodami filmie „Bogowie”, w jednym z prasowych wywiadów przyznał, że przed laty, gdy grał główną rolę w innym filmie („Skazany na bluesa”), emocje, jakich doświadczał, wcielając się w postać Ryszarda Riedla, wokalisty, poety, narkomana, jego samego przyprawiły o głęboki „dół”.

– Depresja to złożona choroba i jej przyczyn można szukać na kilku poziomach: fizjologicznym, psychologicznym i społecznym – mówią lekarze. Ujawnieniu się choroby sprzyjają także pory roku. Wiosna i jesień są okresami zwiększonego ryzyka. Depresja może być wtedy reakcją na zmiany naszej fizjologii, wywołane wahaniami temperatury, zmianą diety lub ilości światła. Zimą na przykład występuje często przejściowe przygnębienie, tzw. depresja sezonowa. Cierpią na nią zwłaszcza mieszkańcy Północy (Skandynawia), przez większą część roku złaknieni słońca. U kobiet często występuje tzw. depresja poporodowa. Na zmiany hormonalne nakłada się wówczas u nich poczucie odpowiedzialności za dziecko i świadomość zmian na gorsze w życiu młodej mamy.

Z depresją wiąże się ryzyko śmierci samobójczej. Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że w ubiegłym roku samobójstwo popełniło 5193 Polaków i 903 Polki. Pięciokrotnie więcej mężczyzn niż kobiet, choć to kobiety częściej chorują (ale z wielu powodów, głównie rodzinnych, mają większą wolę życia na przekór wszystkim kłopotom). Ryzyko wystąpienia depresji szacowane jest na więcej niż 10 proc. w ciągu życia człowieka. U kobiet jest ono ponad dwukrotnie wyższe niż u mężczyzn. Te szacunki oparte są na stwierdzonych przypadkach choroby, a postawić diagnozę można tylko komuś, kto idzie do lekarza. Niestety, u nas wizyta u psychiatry jest często postrzegana jako coś wstydliwego („bo inni przypną mi łatkę wariata”), choć ostatnio coś się w tej mierze zmienia na lepsze. Na zwolnieniach lekarskich z powodu depresji było w ubiegłym roku blisko 94 tysiące Polaków.

Ważne, by zanim życie stanie się dla nas męczącym koszmarem, wcześniej samemu rozpoznać pierwsze, nieśmiałe objawy „głębokiego smutku”. Oto one: utrata radości życia, dostrzeganie głównie negatywnych stron zdarzeń – porażek i strat; problemy z pamięcią i koncentracją; trudności w podejmowaniu decyzji; bezpodstawny lęk, ciągłe uczucie niepokoju; utrata poczucia własnej wartości („jestem do niczego, jestem dla innych ciężarem”); nieuzasadnione lub przesadne poczucie winy; ograniczenie życia towarzyskiego; apatia, utrata zainteresowań; zmniejszony apetyt prowadzący do spadku masy ciała; problemy ze snem; gorsze samopoczucie rano niż wieczorem (w chorobach fizycznych zazwyczaj jest odwrotnie); bóle głowy, pleców, w klatce piersiowej, problemy z przewodem pokarmowym (mimo dobrych wyników badań); kłopoty z seksem. Jeśli obserwujemy u siebie utrzymujący się powyżej dwóch tygodni któryś z wymienionych objawów, powinniśmy skontaktować się z lekarzem.

Trzonem leczenia depresji jest obecnie farmakoterapia. Pierwsze leki przeciwdepresyjne pojawiły się ponad pół wieku temu. Były to tzw. preparaty trójpierścieniowe. Obecnie część z nich jest wycofywana. Ich wadą jest nieselektywność; działają „na wszystko”, więc dają szkodliwe efekty uboczne. W tej chwili w leczeniu depresji dominują leki bardziej wyspecjalizowane. Jakiś czas temu furorę zrobił prozac. Zaczęto go stosować głównie na Zachodzie jako cudowną pigułkę na szczęście i dobre samopoczucie. Przyjmowały go nawet osoby niedotknięte depresją, które chciały zapewnić sobie komfort psychiczny wbrew wszelkim zewnętrznym okolicznościom. Teraz sława prozacu przycichła; na rynku pojawiło się wiele innych leków skutecznie zwalczających depresję.

Przed erą leków szpitale psychiatryczne były pełne chorych, którzy tkwili tam latami. Ich życie było koszmarem. Teraz potrzeba hospitalizacji pojawia się znacznie rzadziej, a kuracje trwają krócej. Nie na wszystkich one jednak działają w ten sam sposób. Są przypadki, gdy choroba związana jest np. z różnymi problemami życiowymi. Wtedy bardzo dużą rolę odgrywa psychoterapia. Można ją zacząć jednocześnie z rozpoczęciem przyjmowania leków lub później, gdy pacjent będzie w trochę lepszej formie. W przypadku ciężkiej depresji, z myślami samobójczymi, pacjenci, którym nie pomagają leki, poddawani są elektrowstrząsom. Wbrew powszechnym opiniom, nie jest to torturą. Pacjent jest uśpiony, ma wiotkie mięśnie i nie cierpi. Ta metoda jest bardzo skuteczna, ale jej efekt utrzymuje się tylko przez trzy, cztery miesiące. Nie można jej często stosować, bo pogarsza pamięć.

Bardzo ważny dla osób cierpiących na depresję jest stosunek do nich najbliższego otoczenia. Prof. Łukasz Święcicki, ordynator Oddziału Chorób Afektywnych warszawskiego Instytutu Psychiatrii i Neurologii, jest autorem poradnika dla pacjentów i ich rodzin. Zaleca w nim, by nie przytłaczać chorego rozpędem i rozmachem swojego działania, nie robić za niego wszystkiego, pozostawić margines dla jego aktywności. – Nie uszczęśliwiaj na siłę, uzgadniaj z chorym zakres i kierunek pomocy – radzi profesor. Prawienie komunałów w rodzaju: „przecież nic ci tak naprawdę nie jest” i męskie rady: „weź się w garść” bardzo zrażają osoby chore, sprawiając, że czują się jeszcze bardziej niezrozumiane i samotne. Ważne, by pacjent wierzył lekarzom: antydepresanty nie działają błyskawicznie. Pierwsze oznaki poprawy przychodzą dopiero po kilku tygodniach kuracji. Dlatego najbliżsi nie powinni podważać autorytetu lekarza. Powinni go natomiast obowiązkowo informować, jeśli podopieczny wypowiada myśli samobójcze (nawet gdyby sam prosił o zachowanie tajemnicy). – W postępowaniu z chorymi na depresję – pisze profesor – najważniejsza jest wytrwałość i cierpliwość. Nie należy jej tracić w sytuacjach, kiedy wielokrotnie trzeba będzie zapewniać: „tak, wyzdrowiejesz, tak, to ci przejdzie”. Bo przy prawidłowym leczeniu przejdzie na pewno.

BWO

 

aaa

 

ruszajmy się

 

Zumba – antidotum na szarość

Nadeszła jesień. Przed nami wiele deszczowych i zimnych dni. Pogoda nie zachęca do wychodzenia na świeże powietrze również w bardzo długie wieczory. Niektórzy pewnie chętnie zaszyliby się w domu, spędzając ten czas przed telewizorem lub komputerem. Jest jednak wiele różnorodnych propozycji, które z pewnością oderwą nas od szarej rzeczywistości, dodadzą energii i pomogą zachować dobrą sylwetkę.    

Ciekawym sposobem na aktywne spędzanie wolnego czasu mogą być zajęcia zumby. Zumba to taniec zainspirowany rytmami latynoamerykańskimi oraz elementami fitness i aerobiku. Został opracowany w Kolumbii w latach 90. XX wieku przez tancerza i choreografa Alberto „Beto” Pereza. Podobno „Beto”, spiesząc się na zajęcia z aerobiku, które miał prowadzić, zapomniał specjalnie przygotowanych płyt z muzyką. Wykorzystał więc utwory latino, których często słuchał w samochodzie. Nowa forma ćwiczeń przypadła do gustu uczestnikom, więc instruktor postanowił ją szerzej rozwinąć. Obecnie zumba robi furorę w klubach fitness, do których ludzie tłumnie zapisują się na zorganizowane zajęcia prowadzone przez wyspecjalizowanych trenerów. Sekretem popularności zumby jest to, że pozwala uwolnić energię, rozładować stres i napięcie, a zarazem poprawić kondycję i zrzucić zbędne kilogramy.

Zumba charakteryzuje się szybkimi, energicznymi ruchami wykonywanymi w rytm muzyki. Łączy ze sobą aerobik, trening oporowy i interwałowy, a pobudzająca do życia muzyka dodaje energii i chęci do ćwiczeń. W jej rytm wykonywane są naprzemiennie ruchy o różnej intensywności, które doskonale poprawiają kondycję.

W zumbie wykorzystuje się taką muzykę, jak: merengue, salsa, cumbia, reggaeton, flamenco, samba, taniec brzucha, cza-cza, rumba, twist i wiele innych.

Schemat zajęć jest zwykle bardzo prosty. Trening każdorazowo zaczyna się od rozgrzewki, aby przygotować ciało do dalszego wysiłku. Później następuje część główna ćwiczeń. Tańczymy pojedynczo, naśladując ruchy trenera, który stoi przed nami. Jedną z najistotniejszych cech zumby jest jej prostota, która pozwala każdemu uczestnikowi na czerpanie przyjemności z wykonywanych ćwiczeń. Co kilka utworów następuje krótka przerwa. Zajęcia kończą się wyciszeniem i rozciąganiem.

Warto zaznaczyć, że zamiast chodzić na zajęcia do klubu fitness, możemy ćwiczyć również w domu. Wraz ze wzrostem popularności zumby, w internecie pojawiło wiele filmów prezentujących proste choreografie do największych hitów muzyki latynoamerykańskiej. Wystarczy uruchomić komputer i naśladować to, co robi instruktor.

Poza podstawowym typem zumby (Zumba Fitness lub Zumba Basic) wykształciły się także bardziej specyficzne jej rodzaje, których ciągle przybywa.

Zumba Gold – przeznaczona jest dla osób, które z różnych względów nie mogą sobie pozwolić na bardzo intensywny trening. Zwykle są to osoby starsze, kobiety w ciąży, chorzy na cukrzycę lub nadciśnienie, a także osoby, które od dawna nie ćwiczyły i chcą powoli wrócić do dawnej formy.

Zumba Toning – jest przeciwieństwem Zumby Gold. Są to bardzo intensywne ćwiczenia dla osób skoncentrowanych na spaleniu dużej ilości kalorii, intensywnym rzeźbieniu sylwetki, wzmacnianiu mięśni – a wszystko w formie dobrej zabawy. Ćwiczenia urozmaica się, dodając elementy takie jak trening z ciężarkami.

Zumbatomic – forma zumby stworzona specjalnie dla dzieci w wieku od 4 do 12 lat. Do tańca wplata się gry i zabawy.

Aqua Zumba – czyli klasyczna zumba zmodyfikowana do wymogów środowiska wodnego, z dodatkowymi elementami aqua aerobiku. Podczas ćwiczeń, dzięki oporowi stawianemu przez wodę, spala się więcej kalorii i kształtuje ogólną wydolność organizmu. Aby móc uczestniczyć w zajęciach, wymagana jest umiejętność pływania.

Zumba in the circuit – to forma treningu obwodowego, w którym wykonuje się 8-12 ćwiczeń uszeregowanych w jeden obwód angażujący różne grupy mięśni. Zajęcia trwają średnio 30 minut i oczywiście połączone są z krokami tanecznymi wykonywanymi do muzyki latino.

Zumba Sentao – to jeszcze mało znana odmiana zumby. Trenerzy w choreografii wykorzystują krzesła, przez co zwiększa się swoją siłę, poprawia równowagę, modeluje sylwetkę, a także podnosi wydolność fizyczną organizmu. Wszystko to w nowy, rzadko spotykany dotąd sposób.

Zumba powoli staje się stylem życia. Wydawany jest magazyn „Z-life”, można kupić płyty z muzyką do treningu lub ubrania firmowane jej specjalnym logo. W większych miastach chętnie organizuje się imprezy, tak zwane maratony zumby. Zwykle trwają około trzech, czterech godzin z przerwami, i skupiają miłośników zumby oraz instruktorów prezentujących swój styl i choreografię. Zaletą tej formy aktywności jest jej prosty charakter. Nie trzeba znać się na tańcu, ponieważ wykonywane kroki są bardzo łatwe do nauczenia oraz powtarzalne. Jest ona przeznaczona dla każdego, w zajęciach uczestniczą zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Nie ma także określonego przedziału wiekowego ani wymogów co do predyspozycji siłowych. W zumbie nie ma wartościowania „źle” lub „dobrze”, każdy porusza się tak, jak potrafi. To wszechstronny sport, który na pewno przypadnie do gustu każdemu.

Krzysztof Koc

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

Wieża przeciwko skoczkowi w końcówce

Wieża przeważnie zwycięża, jeśli pionki znajdują się na dwóch skrzydłach. Skoczek skuteczniej się broni, gdy piechota obecna jest tylko na jednej części szachownicy i pozycja ma charakter zamknięty. Obecność wolniaków u obu stron jest korzystna dla strony „wieżowej”. Generalnie skoczek w takich pozycjach radzi sobie gorzej od gońca. Wieża jest bardziej wartościowa od skoczka i pionka i równa sile skoczka z parą pionków. Są to jednak tylko ogólne reguły – wszystko zależy od konkretnej sytuacji na szachownicy.

W pozycjach z małą ilością materiału i z pionkami na jednym skrzydle wynik zależy od tego, czy strona wieżowa rozbije twierdzę przeciwnika:

M. Tajmanow – D. Bronstein

1946

(wariant z partii)

Białe: Ke5, Wa7, f4

Czarne: Kh6, Sh5, g6
Wygrana jest prosta – trzeba dojść do f4-f5 bez obawy o wymianę pionków: 1.Wb7 Wymusza ruch skoczkiem i daje ważne tempo do przerzutu wieży na linię „h” 1...Sg3 2.Wb3 Sh5 Jeśli skoczek oddali się od króla, wygrać będzie łatwiej 3.Wh3 Kg7 4.f5 Kf7 5.f6! i obronna pozycja czarnych została przełamana – wolny biały pionek szybko rozstrzyga.

Pozycja teoretyczna

Białe: Kf3, Wa4, f4

Czarne: Kf6, Se6, f5
Konieczność obrony pionka f4 uniemożliwia wygraną 1.Wa6 Kf7 2.Kg3 Kf6 3.Kh4 Kf7 4.Wa4 Kf6 5.Kh5 Sg7+ 6.Kh6 Se6 7.Kh7 Sf8+ 8.Kg8 Se6 9.Wa6 Ke7 i białe nie mogą wzmocnić pozycji.

Jednym ze sposobów realizacji przewagi jest oddanie jakości i przejście do pionkówki:

R. Bernard – K. Paćko

Krynica 1988

Białe: Kd5, Wa7, g4, h4

Czarne: Kf6, Sf7, g6, h6

Pozycja jest łatwo wygrana dla białych: 1.Wa6+ Kg7 2.Ke6 Sd8+ 3.Ke7 Sf7 4.Wa7 itd. Postanowiłem jednak uprościć sprawę i szybciej zakończyć grę poprzez przejście do końcówki pionkowej: 1.W:f7+? Pomysł był bardzo dobry, ale przy innej kolejności posunięć 1.g5+! hg5 2.W:f7+! K:f7 3.hg5 1...K:f7 2.g5 hg5? Czarne nie wykorzystały pomyłki przeciwnika. Po 2...Ke7! 3.Ke5 (Lub 3.gh6 Kf7 z prostym remisem) 3...h5! uzyskiwały opozycję i ratowały pół punktu 3.hg5 Ke7 4.Ke5 Kf7 5.Kd6 Kg7 6.Ke6 i białe wygrały (6...Kg8 7.Kf6 Kh7 8.Kf7 Kh8 9.K:g6 Kg8 10.Kh6! Kh8 11.g6).

 G. Kamski – W. Sałow

Buenos Aires 1994

Białe:  Kh2, Wa4, e5, g2, g4

Czarne: Kg7, Sg5, e6, f7, h4

52...Sh7! Ten skoczek zmierza na g6, aby zbudować twierdzę 53.Kh3 Więcej problemów mogła czarnym stworzyć wymiana pary pionków, chociaż i wówczas konieczność obrony punktu e5 udaremniała realizację przewagi: 53.g5!? S:g5 54.W:h4 Sh7 55.Wg4+ Kh8 56.Kg3 Sf8 57.Kf4 Kh7 (Nie wolno 57...Sg6+? 58.W:g6! fg6 59.Kg5 Kg7 60.g4 Kf7 61.Kh6 z wygraną białych) 58.Kg5 Kg7 59.Wg3 Sd7 (Ale nie 59...Sg6? 60.Kh5 z następnym W:g6) 60.Kf4+ Kf8 53...Sf8 54.We4 Sg6 Cel czarnych został osiągnięty 55.g5 Kg8 56.Kg4 Jeśli 56.W:h4, to nie 56...S:h4? 57.K:h4 Kg7 58.Kh5 Kh7 59.g6+ fg6+ 60.Kg5, ale 56…S:e5! 56...Kh7 57.Kf3 Kg7 58.Ke3 Kf8 59.Kd4 Ke7 i białe jeszcze przez prawie 30 posunięć bezskutecznie usiłowały przełamać obronną pozycję partnera: 60.Kc5 Kd7 61.Kb6 Ke7 62.Kc6 Kf8 63.Kd6 Kg7 64.We2 Kf8 65.Wf2 Kg8 66.Wf6 Kg7! Aby po 67.W:g6 móc odbić królem 67.Wf1 Kf8 68.Wf2 Kg8 69.Wa2 Kg7 70.Wa4 Kf8 71.We4 Ke8 72.Kc6 Ke7 73.Kc7 Kf8 74.Kd7 Kg7 75.Ke8 Kg8 76.We1 Kg7 77.We2 Kg8 78.Wf2!? Ostatnia próba 78...S:e5 79.Wf4 Kg7! 80.W:h4 Kg6 81.We4 Sd3 82.Ke7 K:g5!? Czarne nie chcą już dalej czekać i forsują wymianę pionków 83.We3 Lub 83.K:f7 Sf4 84.g3 Sh5 85.We3 Kg4 83...Sf4 84.Wg3+ Kf5 85.K:f7 e5 86.Wg8 S:g2!? 87.W:g2 e4 i zgodzono się na remis. Dalej mogło nastąpić 88.We2 Kf4 89.Ke6 Kf3 90.Wa2 e3 91.Ke5 e2 92.Wa1 Kf2 itd.

Często wynik zależy nie od techniki gry, ale od dokładnego policzenia złożonych wariantów. W takich sytuacjach pogubić się mogą nawet najlepsi:

Z. Kożul – S. Marjanovic

Nowy Sad 1985

(wariant)

Białe: Kf3, Se7, e3, f4, g3

Czarne: Kf1, Wc5, f5, h5

Czarne są na posunięciu. Skoczek nie może odejść z pola e7, ponieważ nastąpi rozstrzygające wtargnięcie wieży na drugą linię. W przypadku wyczekującego 1…Wa5 lub 1…Kg1 białe muszą więc szukać ratunku, poświęcając skoczka na polu f5 z dalszym e3-e4 lub g3-g4. W tym pierwszym przypadku wygrana jest łatwa. Oto przykładowy wariant podany przez Marka Dworeckiego: 1…Wa5 2.S:f5 W:f5 3.e4? Wa5 4.f5 Wa3+ 5.Kf4 Kf2 6.e5 Wf3+ 7.Kg5 Ke3 8.e6 Ke4 9.f6 Wf5+! 10.Kg6 Ke5. Gorsza dla czarnych jest ta druga możliwość z wymianą pionka h5: 1…Wa5 2.S:f5 W:f5 3.g4! hg4+ 4.K:g4 Wf8 (Lub 4…Wa5 5.f5 Ke2 6.f6 K:e3 7.f7 Wa8 8.Kf5=) 5.f5 Kf2 6.Kf4! z remisem. Jeśli jednak za wyczekujące posunięcie wybierzemy nie 1…Wa5, ale 1…Kg1!, to okaże się, że białe nie mogą pójść na wariant z g3-g4, bo decyduje wówczas ostatni czarny piechur: 2.S:f5 W:f5 3.g4 h4! 4.gf5 h3! Tak więc do wygranej prowadzi tylko ruch królem.

 

G. Sigurjonsson – L. Alburt

Reykjavik 1982

Białe: Kd1, Sa7, a4, b5, g2, h3

Czarne: Kg7, We8, f7, g6, h7

Dwa wolniaki wyglądają groźnie, ale nie dochodzą do celu, gdyż biały król jest za daleko. Duże praktyczne znaczenie ma możliwość wtrąconego szacha wieżą jako obrona przed taktycznymi motywami 32...Kf6 33.b6 Ke6 34.a5 Kd6 35.a6? Po wyczekującym 36.Kd2 Kc5 37.Kc3 białe powinny zremisować, gdyż czarnym trudno jest wzmocnić pozycję 35…Kc5 36.b7 Kb6 37.Sc8+ Lub 37.Sb5 Wd8+! (Ale nie 37...K:a6? 38.Sc7+) 38.Ke2 K:a6 37...Kc7 z następnym 38…We6 i oba wolniaki giną. Na ewentualne 38.a7 wtrącamy oczywiście 38…Wd8+! (38...K:b7? 39.Sd6+) i dopiero potem zabieramy pionka b7.

 

G. Matison

(studium – 1928)

Białe: Kf4, Sa5, c5, d6,

Czarne: Kg6, Wd1, a6, h5 

Tu pionki są podobnie zaawansowane, ale jeden z nich dochodzi do hetmana 1.c6! Nic nie daje 1.Ke5? h4 2.c6 h3 3.c7 h2= 1...W:d6 2.c7 Wf6+ (2…Wd4+ 3.Ke5) 3.Ke3! Niedobre jest 3.Ke5? Wf5+ 4.Kd6 Wf6+ 5.Kc5 Wf8 6.Sc6 h4 7.Sd8 Wf1! Król musi się uwolnić od szachów, wchodząc na linię „g”, ale tylko na pole g1: 3.Kg3? Wf8 4.Sc6 h4+! 5.Kg4 (Jeśli 5.K:h4?, to Kh7 6.Sd8 Wf4+ 7.Kg3 Wc4 i czarne nawet wygrywają) 5...h3 6.Sd8 h2 7.c8H h1H z remisem 3...We6+ W przypadku 3...Wf8 rozstrzyga 4.Sc6 z groźbą 5.Sd8 (4...Wc8 5.Se7+) 4.Kf2 Wf6+ 5.Kg1! Wypuszcza wygraną 5.Kg2? Wf8 6.Sc6 h4 7.Sd8 h3+! 5...Wf8 6.Sc6 We8! 7.Kf2! Nie wolno 7.Sd8? We1+ 8.Kf2 Wc1 Teraz król musi wrócić do akcji i pomóc dochodzącemu pionkowi 7...Wf8+ (7…h4? 8.Sd8) 8.Ke3 We8+ 9.Kf4 Wf8+ 10.Ke5 We8+ Lub 10...Wf5+ 11.Ke4 Wf8 12.Sd8 11.Kd6 Kf6 12.Sd8 We1 13.c8H Wd1+ 14.Kc7 Wc1+ 15.Sc6 i białe wygrywają. Koronkowa robota!

M. Carlsen – T. Radjabow

Linares 2009

Białe: Kg2, Wb4, f4, g5, h6

Czarne: Kh7, Sd6, a4, d5, g6

Czarne grają bez króla i jedyna ich nadzieja na remis to zdobycie wieży za jednego z wolniaków 45...d4! To stwarza białym najwięcej problemów technicznych. W przypadku 45...Sc4 46.W:a4 b2 47.Wb4 d4 48.Kf2 d3 49.Wb8! d2 50.Ke2 czarne wpadają w zugzwang i oba pionki giną 46.W:a4 d3 47.Kf3? Przyszły mistrz świata niedokładnie policzył wariant. Złe było również 47.Kf2? b2 48.Wb4 Se4+ 49.Ke1 d2+ 50.Kd1 Sc3+ 51.K:d2 b1H. Wygrywało natomiast 47.Kf1! Sb5 (Lub 47...b2 48.Wb4 Sc4 49.Kf2 d2 50.Ke2) 48.Wb4 Sc3 49.Ke1 i pionki giną 47...Sb5! 48.Wb4 Jeśli 48.Ke3 b2 49.Wb4, to Sc3! i białe muszą stracić wieżę 48...Sc3 49.Wb7+ Białe nie mają teraz wygrywającego Ke1, jak w wariancie podanym w komentarzu do 47 posunięcia. Nie wolno 49.Ke3? Sd5+ Nic nie daje 49.W:b3 d2 49...Kg8 50.Wb8+ Kh7 51.Ke3 b2! 52.Wb7+ (52.W:b2 Sd1+) 52...Kg8 53.Wb8+ Kh7 Remis.

 

A. Matanovic – B. Larsen

Portoroż 1958

Białe: Kd3, Wc1,b3, b4, d4, g3, h2

Czarne: Kd7, Sb5, a6, b7, d5, e6, g5, h5

Do zwycięstwa niezbędne jest przedarcie się wieży w głąb obozu nieprzyjaciela. Białe zdołały to uzyskać poprzez poświęcenie pionka 1.We1 Sd6 Aby na 2.We5 móc odpowiedzieć 2...Sf5 2.b5! ab5 (2...S:b5 3.We5) 3.Wa1! h4 Po 3...b4 Dworecki podaje taki charakterystyczny wariant: 4.Wa8 Sc8 5.Ke3 Kc7 6.h4! gh4 7.gh4 Se7!? 8.Kf4 Sc6 9.Wh8 S:d4 10.W:h5 S:b3 11.Wg5 i mimo przewagi materialnej czarnych, rozstrzyga ostatni biały pionek 4.gh4 gh4 5.Wa8 b4 6.Wa4?! Kc7 7.Ke2 Pionka zabrać nie wolno 7.W:b4? b5! 7...Kc6 8.Wa8 Sf5 9.Kd3 Kd7 10.Wb8 Kc7 11.Wf8! Kd6 12.Wf7 b6 13.h3 Czarne są w zugzwangu. Po 13....Kc6, podobnie jak w partii, rozstrzyga ofiara jakości 14.W:f5! ef5 15.Ke3 Kd6 16.Kf4 itd. 13...Sh6 14.Wf4! Obrona pionka d4 umożliwi królowi marsz na skrzydło 14...Sf5 15.Ke2 Ke7 16.Kf3 Kf6 17.Kg4 Kg6 18.W:f5! ef5+ 19.K:h4 i oddalony wolny pionek przyniósł białym zwycięstwo.

Ryszard Bernard

 

aaa

 

Gramy w warcaby

Między 16 a 23 sierpnia 2014 r. w Myszkowcach nad Soliną rozegrany został turniej w warcabach stupolowych o Puchar Podkarpacia. Udział wzięło w nim 27 zawodników i 18 zawodniczek z dwunastu klubów. Duży sukces odnieśli gospodarze, którzy zwyciężyli zarówno w kategorii mężczyzn, jak i kobiet. Pierwsze miejsca zajęli Andrzej Jagieła i Helena Poliniewicz. Cenne zwycięstwo odniósł Ryszard Walat nad wyżej notowanym czołowym zawodnikiem naszego środowiska Bernardem Olejnikiem.

Bernard Olejnik („Warmia i Mazury” Olsztyn) – Ryszard Walat („Podkarpacie” Przemyśl)

1. 32-28 19-23 2. 28x19 14x23 3. 34-29 23x34 4. 39x30 20-25 5. 44-39 25x34 6. 40x29 18-23

Przedwczesna wymiana. Można było próbować wykorzystać układ pionków 29, 35.

7. 29x18 12x23 8. 50-44 10-14 9. 37-32 14-19 10. 41-37 5-10 11. 46-41 10-14 12. 32-28

Zawodnicy bardzo zdecydowanie walczą o centrum.

12... 23x32 13. 37x28 7-12 14. 41-37 1-7 15. 37-32 17-22 16. 28x17 12x21 17. 33-28 21-26?

Ten atak daje białym możliwość wymiany niezbyt dobrze stojącego pionka 31.

18. 39-33! 26x37 19. 32x41! 7-12 20. 44-39 4-10!

Z lepiej ustawionym centrum białych czarne zamierzają walczyć poprzez wymianę.

21. 42-37 19-23 22. 28x19 14x23 23. 47-42 10-14?

Tym zagraniem czarne ostatecznie zrezygnowały z możliwości wymian po linii głównej, co powinno ułatwić białym przejęcie inicjatywy.

24. 33-28! 23x32 25. 37x28 12x18 26. 41-37?

Białe popełniają ten sam błąd i szanse obu stron się wyrównują.

26... 13-19 27. 45-40 8-13 28. 40-34 2-8 29. 37-32 18-22 30. 28x17 11x22

U czarnych powstał niewygodny do gry układ pionków 16, 22.

31. 39-33 8-12?

Pozycja białych jest wyraźnie lepsza, głównie z powodu złego ustawienia czarnych na krótkim skrzydle. Realizacja tej przewagi była możliwa po przeprowadzeniu pionka 42 na pole 31. Po 32. 42-37! czarne nie mogą odpowiedzieć 32... 16-21 z powodu 33. 37-31 21-26 34. 32-27. W partii było:

32. 43-39 6-11 33. 49-44 11-17 34. 33-28

Białe niepotrzebnie rezygnują z ważnych kolumn. Lepsze było najpierw 34. 36-31.

34... 22x33 35. 39x28 3-8 36. 44-39 14-20 37. 42-37 19-23 38. 28x19 13x24 39. 48-43 9-13

Pozycja białych jest lepsza z powodu nieaktywnej kolumny 15-24. Trzy pionki czarnych można odciąć dwoma białymi, grając 40. 34-30! – czarnym nie pozostaje nic innego, jak pozostawić wymianę, po której białe mają zagranie 39-34. Białe nie wykorzystały tej możliwości i zagrały:

40. 39-33 13-19 41. 43-39 8-13 42. 34-30?

W nieco lepszej pozycji białe decydują się na związanie, które jest dla nich niekorzystne.

42... 20-25 43. 39-34 13-18!

Teraz czarne zaczęły dyktować warunki gry, ponieważ kontrolują więcej przestrzeni na warcabnicy.

44. 37-31 17-21! 45. 32-28 12-17! 46. 31-26

Przegrywało również 46. 38-32 21-26 47. 31-27 26-31.

46... 21-27! 47. 26-21 17x26 48. 28-22 18-23 49. 22x31 26x37 50. 34-29 23x34 51. 30x39 16-21 52. 38-32 37x28 53. 33x22 19-23 54. 39-33 25-30 55. 33-29 24x33 56. 35x24 33-39 57. 24-19 23x14 58. 22-18 39-43 59. 18-12 43-48! 60. 12-8 14-19 61. 8-2 19-23 62. 2-7 23-28 63. 7-11 28-32 64. 11-16 21-27 65. 16-2 32-38 66. 2-35 48-26 67. 35-30 26-48 68. 30-35 15-20 69. 35-40 20-25 70. 40-35 48-26 71. 35-44 25-30 72. 44-40 30-35 73. 40-44 26-3

Lepsze było 73... 38-43 i białe nie mogą atakować 74. 44-49 26-21 75. 49x38 21-16.

74. 44-39 35-40 75. 39-11 3-21 76. 11-2 40-45 77. 2-24 38-43 78. 24-19 43-48 79. 19-46 45-50 80. 46-19 21-16 81. 19-8

i nie czekając na odpowiedź czarnych, białe poddały się. Mogło jeszcze nastąpić 81... 50-17 82. 8x49 48-43.

Interesującą partię na temat planu gry w pozycji z rogatką rozegrała wicemistrzyni Polski Władysława Jakubaszek.

Władysława Jakubaszek („Cross Opole”) – Halina Wójcik („Pionek” Bielsko-Biała)

1. 32-28 17-22 2. 28x17 11x22

W początkowej fazie partii bicie na pole 22 nie jest błędem, pod warunkiem, że czarne znają rozwiązania w tym debiucie i prowadzą bardzo dokładną grę.

3. 31-26!

Wykorzystując układ pionków 16, 22, białe przygotowują się już do założenia rogatki.

3... 7-11 4. 37-32

Zagranie to umożliwia czarnym postawienie klina po 4... 22-27. Lepsze było 4. 37-31.

4... 1-7 5. 41-37 19-23?

Żeby uniknąć rogatki, konieczne było 5... 22-27 6. 32x21 16x27 z równą pozycją.

6. 37-31 14-19

Jeszcze można było grać 6... 22-27.

Białe mogą założyć rogatkę na dwa sposoby: 1) poprzez 7. 32-27 i jest to związanie nieskuteczne, ponieważ czarne mogą się od razu uwolnić po 7... 16-21 8. 26x28 23x21 2) poprzez:

7. 32-28 23x32 8. 38x27

Białe osiągnęły równocześnie inny bardzo ważny cel, którym jest osłabienie centrum czarnych.

8... 10-14 9. 42-38 5-10 10. 47-42!

W pozycji z rogatką ważne jest wyprowadzanie pionków z trójnika w kierunku centrum, gdzie toczy się walka. Nie można było grać 10. 34-30, co prowadziło do uwolnienia z rogatki po 10... 16-21 11. 26x28 19-24 12. 30x19 14x21.

10... 11-17 11. 35-30?

Błąd, który czarne mogły wykorzystać do uwolnienia się ze związania 11... 17-21 12. 26x28 19-24 13. 30x19 14x21. Czarne mogły również grać 11... 20-25, dzięki czemu znacznie ograniczyłyby aktywność białych na krótkim skrzydle.

11... 19-24 12. 30x19 14x23 13. 34-29! 23x34 14. 39x30

Pozycja czarnych stała się trudna. Nie można grać 14... 13-19?, na co nastąpiłoby 15. 27-21 16x27 16. 33-28 22x33 17. 31x24 20x29 18. 38-32! i po atakach z pola 39 czarny pionek ginie. Na 14... 10-14 białe zagrają 15. 30-25, a po 14... 20-25 15. 44-39 25x34 16. 39x30 problemy czarnych pozostają nierozwiązane. W partii było:

14... 20-24? 15. 30x19 13x24

W pozycji z rogatką strona związana powinna systematycznie budować centrum, co mogłoby w pewnym momencie doprowadzić do uwolnienia. Odejście od tej zasady może tylko pogorszyć sytuację czarnych. Po ostatniej wymianie pionek 24 może stać się obiektem ataku ze strony białych.

16. 40-34 10-14 17. 45-40 14-20 18. 40-35 9-13 19. 34-30 7-11 20. 30x19 13x24 21. 44-39 8-13 22. 39-34 2-8??

Błąd rozstrzygający o wyniku partii. Można było jeszcze się bronić po 22... 4-10 lub 22... 3-8.

23. 34-30! 4-9 24. 30x19 13x24 25. 27-21 16x27 26. 33-28 22x33 27. 31x2 11-16 28. 38x29!

Białe traciły damkę po 28x30 20-25 29. 38x29 25x23.

28... 24x33 29. 50-44

Można było od razu atakować 29. 43-38.

29... 20-25 30. 43-38

Niedokładne zagranie. Lepsze było 30. 2-19 pozwalające uniknąć złapania damki.

30... 33-39 31. 44x33 9-14 32. 33-29 14-20 33. 29-24

Groziło złapanie damki po 33... 20-24.

33... 20x29 34. 42-37 3-9 35. 48-43

Konieczne było 35. 2-19, żeby nie dać czarnym możliwości konstruowania kolejnej groźby złapania damki.

35... 9-14 36. 46-41

Niepotrzebna strata czasu. Należało grać 36. 43-39 i po 36... 29-34 lub 37. 39-34 wszystkie groźby złapania damki zostałyby zażegnane.

36... 14-20!

Czarne kolejny raz ustawiły ten sam motyw złapania damki i białe ponownie muszą oddać pionka.

37. 35-30 25x34 38. 2-35

Lepsze było 38. 49-44 z możliwym wariantem 38... 20-25 39. 37-32 25-30 40. 2x35 34-40 41. 32-27 40x49 42. 38-32 49x38 43. 32x43 29-34 44. 35-49 z groźbą 27-22 i 43-39.

38... 12-18 39. 36-31

Białe dopuszczają możliwość kombinacji, która prowadzi do ich szybkiej wygranej 39... 34-39? 40. 43x21 16x47 41. 49-43 47x29 42. 43-38 29x31 43. 26x37.

39... 16-21 40. 31-27 21x32 41. 38x27 17-22 42. 27-21 22-28 43. 41-36 28-33 44. 35-44 34-40 45. 44x25 40-45 46. 49-44

Czarne zagrały:

46... 29-33

z zamiarem zlikwidowania pętli i po:

47. 44-40

poddały się.

Jan Sekuła

 

aaa

W jakich szkoleniach chciałbyś uczestniczyć?

Czy szkolenia z zakresu obsługi komputera są przydatne? Co sądzisz o potrzebie wsparcia w obszarze doradztwa zawodowego? A może interesują Cię kursy języków obcych?

Zapraszamy do wypełnienia ankiety dotyczącej szkoleń organizowanych przez Stowarzyszenie „Cross”. Twój udział w sondażu pomoże nam zaplanować i zrealizować kursy oraz zajęcia o ciekawym profilu, odpowiadające uczestnikom. Jeśli interesujesz się poradnictwem psychologicznym, chciałbyś poznać nowe dyscypliny sportowe (nordic walking, kręgle, warcaby, szachy, brydż itp.), zajrzyj na stronę internetową Stowarzyszenia www.cross.org.pl i wypełnij ankietę znajdującą się w zakładce Aktualności.

Interesuje nas również opinia na temat formy zajęć – wolisz cykliczne spotkania w niewielkich odstępach czasu czy może dłuższe, intensywne zjazdy, bardziej oddalone od siebie w czasie?

Odpowiedz na te i inne pytania i podziel się swoimi pomysłami. Wypełnij ankietę na stronie internetowej i stwórz razem z nami idealne szkolenie dla Ciebie!