stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

nr 10 (127) Październik 2015

CROSS

ISSN 1427-728X

ROK XIII

Nr 10 (127)

Październik 2015 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ,

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 635 57 94

tel. kom. 668 764 654,
666 725 040

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Grażyna Wojtkiewicz

Korekta

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

 Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Miesięcznik dofinansowuje

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

 

 

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych

 

aaa

 

Spis treści:

Adam Czajkowski wicemistrzem świata juniorów

M. Dębowska        

Polacy najlepsi w Europie

Leszek Stefanek

Na pełnych obrotach

Mirosław Jurek

Mistrzowie na krajowym podwórku

Mirosław Jurek

Brzeskie tradycje

Wojciech Puchacz

Niewidomi żeglują nocą 

Kazimierz Gąska

Wiadomości

Łupie w krzyżu

BWO

Tenis ziemny

Krzysztof Koc

Gramy w szachy 

Ryszard Bernard   

Gramy w warcaby 

Jan Sekuła

Śmierć nie zawsze jest pewna

Barbara Zarzecka

 

aaa

 

szachy 

 

Adam Czajkowski wicemistrzem świata juniorów 

Polskim niewidomym i słabowidzącym szachistom do kolekcji medali wywalczonych w turniejach międzynarodowych wciąż brakuje tylko złotego w rozgrywkach juniorskich. W tegorocznych mistrzostwach świata, które odbyły się w drugiej połowie sierpnia w Podgoricy, stolicy Czarnogóry, bardzo blisko najwyższego miejsca na podium był Adam Czajkowski z „Syrenki” Warszawa. Został wicemistrzem świata – do zdobycia złotego medalu zabrakło mu jedynie odrobiny szczęścia.

Historia szachowych mistrzostw świata juniorów liczy sobie trzydzieści lat. Pierwsze odbyły się w 1985 roku w Sztokholmie, w Szwecji. W sumie, do roku obecnego odbyło się trzynaście edycji tej imprezy. Przez pierwsze pięć lat mistrzostwa rozgrywano co roku. Później nastąpiła dziesięcioletnia przerwa w organizowaniu szachowego święta młodych. W roku 1999 Belgowie postanowili wskrzesić juniorskie rozgrywki. Na szóste mistrzostwa świata przyjechała wówczas rekordowa liczba 43 zawodników. Od tego momentu mistrzostwa świata juniorów odbywają się regularnie co dwa lata. Polacy nie wzięli udziału tylko w jednej ich edycji – w trzeciej. Odbyła się ona w roku 1987 w Marburgu, w Niemczech. W sumie nasi juniorzy podczas rozgrywek zdobyli sześć medali: trzy srebrne – Piotr Dukaczewski (1985,1986) i Adam Czajkowski (2015) oraz trzy brązowe – Jacek Pączek (1988) i Anna Stolarczyk (1999, 2003). Na mistrzostwach w Belgii w roku 1999 wprowadzono dodatkową klasyfikację – w kategorii do 18 lat. Pierwsze miejsce przypadło w niej Annie Stolarczyk.

Tegoroczne mistrzostwa miały odbyć się w dalekiej Argentynie. Polacy mieli w nich nie startować. Na szczęście na wiosnę tego roku zmieniono miejsce rozgrywek i przeniesiono je do Europy. Ich organizacji podjęła się Czarnogóra. Zawody ulokowano w bardzo dobrym, pięciogwiazdkowym hotelu Aurel, w stolicy kraju – Podgoricy.

W mistrzostwach wystartowało 13 zawodników. Polskę reprezentował 17-letni Adam Czajkowski. Towarzyszył mu trener Janusz Żyła z Wrocławia. Adam miał drugi numer startowy. Faworytem, z pierwszym numerem startowym, był Pavle Dimic z Serbii, który kilkanaście dni wcześniej, w mistrzostwach Europy we Francji, stanął naszemu reprezentantowi Piotrowi Dukaczewskiemu na drodze do medalu. Spotkali się w przedostatniej rundzie mistrzostw i Piotr pojedynek przegrał.

W Podgoricy Czajkowski i Dimic pierwsze dwie partie wygrali i spotkali się w trzeciej rundzie. Pojedynek miał zmienny przebieg i zakończył się remisem. Następnego dnia przeciwnikiem Polaka był Niemiec Mirko Eichstaedt. Mimo różnicy rankingowej – Czajkowski miał ELO 2073, a Eichstaedt 1997 – Adamowi nie udało się wygrać. Niemcy startujący na mistrzostwach byli dobrze przygotowani debiutowo. Adam zaliczył kolejny remis, a Dimic partię po partii wygrywał. Po siódmej rundzie wydawało się, że los pierwszego miejsca jest już rozstrzygnięty. Ale w szachach wszystko jest możliwe. W przedostatnim starcie Serb trafił na Hindusa Pradhana Kumara Soundarya. Ich ranking międzynarodowy dzieliła przepaść. Dimic miał ELO 2305, a Hindus 1547. Wydawało się, że wynik meczu jest z góry przesądzony. Jednak Soundarya zrobił sobie i wszystkim wielką niespodziankę i partię zremisował. W tym momencie Czajkowski, podążający w zwycięstwach tuż za Serbem, zrównał się z nim punktami. Przed nimi była ostatnia runda. Okazało się, że jeśli obaj swe partie wygrają, o tytule mistrza świata zadecyduje partia dwóch zawodników z dalszej części tabeli. Przy równej liczbie punktów decydowała dodatkowa punktacja. Czajkowski i Dimic ostatnią rundę wygrali, uzyskując po 8 punktów, ale więcej szczęścia miał Serb – w partii decydującej o złotym medalu padł wynik niekorzystny dla Adama. Przypadł więc mu tylko tytuł wicemistrza, mistrzem świata na dwa lata został Dimic. Brązowy medal wywalczył Niemiec Mirko Eichstaedt (7,5 p.).

Mistrzostwa w Podgoricy przebiegały w miłej atmosferze i były imprezą sympatyczną. Zdarzyło się wprawdzie parę niedociągnięć, ale wynikały one raczej z niewielkiego doświadczenia gospodarzy w organizowaniu tego typu rozgrywek – Czarnogóra jest samodzielnym krajem dopiero od dziewięciu lat.

Jedynym elementem, na który organizatorzy nie mieli wpływu, była pogoda. Młodzi szachiści rozgrywali swoje mistrzostwa świata w czasie, gdy Europę nawiedziła fala upałów. W stolicy Czarnogóry słupek rtęci poszybował wysoko. Było to dla nich bardzo uciążliwe. Zniechęcało do dłuższych wędrówek po mieście. W trakcie turnieju gospodarze zorganizowali dla uczestników autokarową wycieczkę po stolicy kraju. Podgorica nie jest zbyt ciekawym miastem, ale ma też swoje turystyczne perełki. Każdy, kto tu zawita, obowiązkowo musi „zaliczyć” Hram Hristovog Vaskresenja. Jest to nowoczesna, wielka i majestatyczna świątynia prawosławna, w nocy wspaniale oświetlona. Hram znajduje się blisko centrum miasta.

Aby uprzyjemnić sobie pobyt w Czarnogórze, Adam z trenerem wybrali się na krótką wycieczkę nad Adriatyk, do pięknej Budvy. Wędrując jej uliczkami, wzdychali z żalem, czemu nie grają w tej przyjemnej miejscowości.

To był czwarty start Adama w mistrzostwach świata.  Pierwszy raz zagrał w mistrzostwach w Sztokholmie w Szwecji w 2009 roku. Miał wówczas 11 lat. Dwa lata temu w Belgradzie był o krok od medalu. Przegrał wówczas ostatnią rundę i musiał zadowolić się dopiero piątym miejscem. Teraz, bogatszy o doświadczenia turniejowe, nie dał już go sobie odebrać. 

Mistrzostwa świata juniorów w szachach

19-29.08.2015 r., Czarnogóra

1. Pavle Dimic (Serbia) 8 p.

2. Adam Czajkowski (Polska) 8 p.

3. Mirko Eichstaedt (Niemcy) 7,5 p.

4. Rene Adivaman (Niemcy) 6 p.

5. Argirios Koumtzis (Grecja) 5 p.

6. Dimitrij Danilenko (Ukraina) 4,5 p.

7. Kumar Soundarya (Indie) 4,5 p.

8. Kumar Prachurya (Indie) 4,5 p.

9. Luis Diaz De La Guia (Hiszpania) 4 p.

10. Rościsław Tichonow (Rosja) 3,5 p.

M. Dębowska 


aaa

 

warcaby

 

Polacy najlepsi w Europie

W Ignatkach koło Białegostoku w dniach 29 sierpnia – 5 września 2015 roku rozegrane zostały IV Mistrzostwa Europy Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach Stupolowych.

Obsada zawodów, podobnie jak dwa lata temu w Augustowie, była okrojona. Ponownie dwie federacje warcabowe zrzeszające europejskich zawodników niewidomych i słabowidzących nie potrafiły dojść do porozumienia pomimo tego, że w obu główne role odgrywają polscy działacze. W tym samym czasie co mistrzostwa w Polsce odbyły się mistrzostwa świata niepełnosprawnych w Bułgarii, w których wystartowali m.in. silni niewidomi i słabowidzący zawodnicy z Rosji, Ukrainy i Mołdawii. W mistrzostwach Europy wzięły udział ostatecznie reprezentacje czterech krajów. Oprócz kadry Stowarzyszenia „Cross” w Polsce zagrały ekipy z Litwy, Kazachstanu i Białorusi. Z tego ostatniego kraju nie przyjechali jednak najlepsi zawodnicy, gdyż uczestniczyli w odbywających się równolegle mistrzostwach narodowych.

Warcabiści w Ignatkach rywalizowali w dwóch turniejach – kobiet i mężczyzn. Do zawodów stanęło osiem pań: pięć Polek, dwie Litwinki oraz jedna Białorusinka. Kobiety zagrały 7 rund systemem kołowym. Główną faworytką była obrończyni mistrzowskiego tytułu sprzed dwóch lat Ewa Wieczorek. Do miejsc na podium aspirowały też obie Litwinki, a także zdobywczyni Pucharu Polski Jadwiga Mróz (jedyna spoza kadry „Cross”). Tymczasem zupełnie niespodziewanie prawdziwą rewelacją mistrzostw okazała się zawodniczka „Hetmana” Lublin Barbara Wójcik. Tegoroczna wicemistrzyni Polski została dokooptowana do reprezentacji niemal w ostatniej chwili. Wójcik zagrała bez kompleksów i – przechodząc przez turniej jak burza – w efektownym stylu wywalczyła tytuł mistrzyni Europy! Tym samym udowodniła, że osoby, które głosowały za włączeniem jej do kadry, dokonały właściwego wyboru.

Trudno wyobrazić sobie lepszy debiut w reprezentacji Polski. Turniej zaczęła od zwycięstwa z koleżanką z pokoju, podopieczną Jana Sekuły Jadwigą Mróz. Więcej szans w tym pojedynku dawano doświadczonej zawodniczce „Atutu” Nysa. Ona też przez większą część partii wykazywała inicjatywę, ale w końcu to lublinianka przeważyła szalę zwycięstwa na swoją korzyść i zainkasowała pierwsze punkty w reprezentacji. W następnych dwóch partiach przeciwniczkami Wójcik były zawodniczki z zagranicy. Najpierw stoczyła bój z Litwinką Ireną Karsokaite. Partia była bardzo ostra, a pozycja na desce wręcz karkołomna, z obustronnym związaniem. I z tej partii Basia wyszła ostatecznie zwycięsko. W trzeciej rundzie wygrana przyszła jej nieco łatwiej. W pokonanym polu pozostawiła Białorusinkę Vitę Jakimczenko. Tymczasem Ewa Wieczorek również odniosła trzy zwycięstwa, chociaż nie przyszły jej bez trudności, bo już w pierwszej partii (z Jakimczenko) doszło do remisowej końcówki, w której jednak szczęście uśmiechnęło się do Polki.

Po trzech rundach Wójcik i Wieczorek prowadziły z kompletem punktów i wyprzedzały następną w tabeli Mróz już o trzy oczka. W środku turnieju, czyli w czwartej rundzie, Wójcik doznała swojej jedynej porażki – z Litwinką Violetą Benkunskiene. Pozycja na desce była podobnie ostra jak z Karsokaite, ale tym razem finał wypadł korzystnie dla Litwinki, która wygrała partię dzięki efektownej kombinacji. W tej rundzie cenny punkt straciła też Wieczorek, remisując z Mróz, jednak mimo to objęła samodzielne prowadzenie w tabeli. W piątej rundzie doszło do pojedynku na szczycie. Była to praktycznie partia decydująca o mistrzostwie Europy. Obu paniom udzieliły się emocje, bo ich gra niepozbawiona była prostych błędów pozycyjnych, co dziwi zwłaszcza w przypadku bardziej doświadczonej Wieczorek. Ostatecznie to Ewa nie wytrzymała presji i nie sprostała roli faworytki. W końcówce Basia dyktowała warunki i w ładny sposób wypunktowała rywalkę.

Do końca pozostały dwie rundy. Wójcik została liderką i do tytułu wystarczały jej trzy punkty, a miała grać z zajmującymi końcowe lokaty w tabeli Ewą Grabską i Władysławą Jakubaszek. Lublinianka nie bawiła się w żadne kalkulacje i obie przeciwniczki odprawiła z kwitkiem. W ten sposób zdobyła zupełnie niespodziewanie, aczkolwiek zasłużenie, tytuł mistrzyni Europy. Wieczorek również wygrała dwie ostatnie partie (z Karsokaite i Grabską) i pewnie uplasowała się na drugim miejscu. Ma już komplet medali z mistrzostw Europy. Wcześniej zajmowała bowiem po kolei miejsce trzecie, czwarte i pierwsze, a teraz stanęła na drugim stopniu podium. Mimo wszystko wynik Ewy to z pewnością porażka tak dla niej, jak i jej kibiców, tym boleśniejsza, że niedawno przegrała też walkę o Puchar Polski z Jadwigą Mróz. Warcabistka z Nysy miała duże szanse na brąz, ale w wygranej pozycji „podarowała” remis Litwince Benkunskiene, która dzięki temu obroniła pozycję z poprzednich ME w Augustowie. Poniżej oczekiwań i możliwości zagrały pozostałe dwie Polki. Grabska i Jakubaszek uzbierały zaledwie po 3 punkty i zamknęły turniejową tabelę.

IV Mistrzostwa Europy Niewidomych i Słabowidzących

w Warcabach Stupolowych

Turniej kobiet

1.  Barbara Wójcik (Polska) 12 p.

2.  Ewa Wieczorek (Polska) 11 p.

3.  Violeta Benkunskiene (Litwa) 8 p.

4.  Jadwiga Mróz (Polska) 7 p.

5.  Irena Karsokaite (Litwa) 7 p.

6.  Vita Jakimczenko (Białoruś) 5 p.

7.  Ewa Grabska (Polska) 3 p.

8.  Władysława Jakubaszek (Polska) 3 p.

W turnieju mężczyzn zagrało 20 zawodników, w tym dziewięciu Polaków, sześciu Litwinów, czterech Kazachów i jeden Białorusin. W tej liczbie znajdowało się pięciu zawodników całkowicie niewidomych, którzy tym razem rywalizowali w jednym turnieju ze słabowidzącymi, ale prowadzona była dla nich oddzielna klasyfikacja. Podobnie jak u kobiet grano 7 rund, ale systemem szwajcarskim. Naszym faworytem był dwukrotny mistrz Europy, obrońca tytułu Jan Sekuła. Za jego głównych rywali uchodzili Jurij Nossov z Kazachstanu, uczestnik turnieju finałowego MŚ pełnosprawnych, oraz wicemistrz z Augustowa, Litwin Richardas Valuzhis. Niespodziewanie już w pierwszej rundzie cenny punkt urwał Nossovovi nasz zawodnik Mirosław Grabski. W kolejnej doszło do interesującego pojedynku Valuzhis – Sekuła. Partia zakończyła się remisem, ale Polak był po niej niepocieszony, gdyż przez swój prosty błąd nie wykorzystał szansy na wygraną. Na stratach punktowych faworytów skorzystał aktualny mistrz Polski Leszek Stefanek. Dzięki sprzyjającemu kojarzeniu już po drugiej rundzie objął samodzielne prowadzenie (wygrał z Zygfrydem Lorochem i Edwardem Twardym). Fotel lidera utrzymał po kolejnej, trzeciej rundzie, po remisie z Sekułą. W absolutnie wygranej pozycji Sekuła znowu grał niedokładnie i nietrudno wyobrazić sobie jego nastrój po stracie drugiego już w tym dniu oczka.

Od trzeciego dnia turnieju rozgrywano już tylko po jednej rundzie dziennie. Czwarta runda przyniosła wiele rozstrzygających wyników. Stefanek w derbowym pojedynku zremisował ze Stanisławem Jędrzyckim. Po wygraniu swych partii doścignęli go Sekuła, Litwin Valuzhis oraz Kazachowie Nossov i Gennadij Nikiforov, mistrz świata niewidomych. Cała piątka miała teraz po 6 punktów. W piątej rundzie Sekuła pokonał Jędrzyckiego, Nossov wygrał z Valuzhisem, a Nikiforov po czterech godzinach gry przełamał opór Stefanka, ograniczając znacznie jego medalowe szanse. W przedostatniej odsłonie mistrzostw Sekuła pomścił kolegę z reprezentacji, pokonując Nikiforova. Niestety Stefanek w partii z Nossovem, mimo bardzo dobrej pozycji na desce, uległ ostatecznie swemu rywalowi, wpadając na kombinację. Nie pomógł tym samym Sekule, a sam pozbawił się wszelkich medalowych złudzeń.

W ostatniej rundzie trzymaliśmy zatem kciuki za Sekułę, któremu do tytułu potrzebny był remis z Nossovem. Obaj mieli po 10 p. i o dwa punkty wyprzedzali Nikiforova i Valuzhisa. Nasz zawodnik zagrał spokojnie. Przez całą partię kontrolował sytuację i bez zbędnego ryzyka osiągnął cel, dzieląc się z rywalem punktami. Nossov zapewnił sobie srebro, a brąz przypadł w udziale Valuzhisovi, który pokonał Mirka Grabskiego. Nikiforov tylko zremisował z Jędrzyckim i wystarczyło mu to do zajęcia czwartego miejsca w turnieju. Niemniej jednak zawodnik z Kazachstanu zapewnił sobie tytuł w kategorii niewidomych i powtórzył sukces z Augustowa. Tam, dwa lata temu, kroku dotrzymywał mu Jerzy Dzióbek, tocząc z nim wyrównane boje. Teraz między nimi była przepaść. Naszym niewidomym turniej zupełnie nie wyszedł. Wicemistrz świata Dzióbek zdobył zaledwie 1 p. po remisie ze swoim klubowym kolegą Zygfrydem Lorochem. Loroch był tylko o punkt lepszy od niego: do skromnego dorobku dorzucił remis z Twardym. W kategorii słabowidzących reprezentowało Polskę siedmiu zawodników – sześciu kadrowiczów oraz Mirosław Grabski. Nieobecnego Andrzeja Jagiełę zastąpił rezerwowy Edward Twardy. Nasz główny faworyt Jan Sekuła nie zawiódł i po raz trzeci sięgnął po mistrzowską koronę. Obrona tytułu nie przyszła mu lekko, ale na krótkim dystansie nie jest łatwo odrabiać nawet minimalne straty. Ważne, że po dwóch pechowych remisach potrafił się zmobilizować i popisać skutecznym finiszem.

Stanisław Jędrzycki wypadł na miarę oczekiwań. Przegrał tylko z Sekułą. Zbyt asekuracyjna gra nie pozwoliła mu na więcej niż 5. miejsce. Leszek Stefanek po dobrym starcie zgłosił medalowe aspiracje. Niestety, dwóch Kazachów boleśnie sprowadziło go na ziemię. Ryszard Biegasik i Edward Twardy zagrali na miarę swoich możliwości, ale bez rewelacji. Mający szansę na dobre miejsce Józef Tołwiński przegrał niespodziewanie w ostatniej rundzie z Litwinem Triusysem, co zepchnęło go w dolne rejony tabeli. Pochwalić należy natomiast Mirosława Grabskiego. Zawodnik spoza kadry poległ dopiero w ostatniej rundzie z silnym Valuzhisem. Przedtem zanotował serię sześciu remisów, z których co najmniej dwa miał szansę zamienić na zwycięstwa. Najcenniejszy punkt zdobył w pierwszej rundzie z późniejszym wicemistrzem Jurijem Nossovem.

Oceniając występ naszych zawodniczek i zawodników i ciesząc się słusznie ze zdobytych medali, nie należy zapominać, że do Polski nie przyjechało wiele czołowych europejskich warcabistek i warcabistów, znanych nam choćby z mistrzostw w Jarnołtówku (2010) czy w Truskawcu (2012), którzy bez wątpienia znacznie utrudniliby nam realizację sportowych celów.

IV Mistrzostwa Europy Niewidomych i Słabowidzących

w Warcabach Stupolowych

Turniej mężczyzn

1.    Jan Sekuła (Polska) 11 p.

2.    Jurij Nossov (Kazachstan) 11 p.

3.    Richardas Valuzhis (Litwa) 10 p.

4.    Gennadij Nikiforov (Kazachstan) 9 p.

5.    Stanisław Jędrzycki (Polska) 8 p.

6.    Mindaugas Triusys (Litwa) 8 p.

7.    Leszek Stefanek (Polska) 7 p.

8.    Justinas Kubilius (Litwa) 7 p.

9.    Remigijus Bagdonas (Litwa) 7 p.

10. Meirbek Nussipbayev (Kazachstan) 7 p.

11. Ryszard Biegasik (Polska) 7 p.

12. Jevgenij Bakłaga (Białoruś) 7 p.

13. Jonas Buivydas (Litwa) 7 p.

14. Edward Twardy (Polska) 6 p.

15. Józef Tołwiński (Polska) 6 p.

16. Mirosław Grabski (Polska) 6 p.

17. Marat Kurmanbekov (Kazachstan) 6 p.

18. Romualdas Kubilius (Litwa) 6 p.

19. Zygfryd Loroch (Polska) 2 p.

20. Jerzy Dzióbek (Polska) 1 p.

Klasyfikacja mężczyzn niewidomych

1.  Gennadij Nikiforov (Kazachstan) 9 p.

2.  Jonas Buivydas (Litwa) 7 p.

3.  Marat Kurmanbekov (Kazachstan) 6 p.

4.  Zygfryd Loroch (Polska) 2 p.

5.  Jerzy Dzióbek (Polska) 1 p.

Klasyfikacja medalowa państw

1. Polska 2-1-0

2. Kazachstan 1-1-1

3. Litwa 0-1-2

 

Mistrzostwa w Ignatkach, dofinansowane ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki, sędziował Litwin Jonas Ridzvanavicius.

Leszek Stefanek

 

aaa

 

kolarstwo

 

Na pełnych obrotach

Kadra kolarska ZKF „Olimp” nie zwalnia tempa i startuje w kolejnych imprezach. We wrześniu zawodnicy walczyli o punkty kwalifikacyjne do Rio de Janeiro na wyścigach w Niemczech, Republice Południowej Afryki i Czechach.

W terminie 4-6.09.2015 nasi zawodnicy wzięli udział w integracyjnych zawodach torowych „Cottbuser Nächte”. Tor kolarski w Cottbus ma 333 metry długości, betonową nawierzchnię i jest tylko częściowo zadaszony. Dach nad jezdnią toru i trybunami chroni od deszczu, lecz nie zabezpiecza przed podmuchami wiatru i niską temperaturą. „Cottbuser Nächte” to duża międzynarodowa impreza, mająca w swoim programie różnorodne wyścigi (m.in. sprint, keirin, eliminacyjny, madison, punktowy, omnium) rozgrywane przy silnej konkurencji z udziałem czołówki europejskiej. W tym doborowym gronie dobrze zaprezentowały się tandemy reprezentujące Wielką Brytanię, Holandię, Niemcy i Polskę, a ich rywalizacja dostarczyła sporych emocji licznie zgromadzonej publiczności. W finale wyścigu na 4 km spotkali się medaliści tegorocznych mistrzostw świata w tej konkurencji – złoci Stephen de Vries i Patrick Bos oraz brązowi Marcin Polak i Michał Ładosz. Naszym zawodnikom udał się rewanż za marcowe mistrzostwa w Apeldoorn i tym razem pokonali rywali. Uzyskali czas 4:32,729, który, biorąc pod uwagę zimną i wietrzną pogodę, należy uznać za bardzo dobry. Szóste miejsce zajął tandem Piotr Kołodziejczuk – Krzysztof Wolski, a na siódmej pozycji uplasował się również polski duet Tomasz Olechno – Adam Marciniak. Kolejny dzień zawodów nie był już tak radosny dla naszej ekipy. W wyścigu na 200 metrów ze startu lotnego (eliminacja sprintu) przy prędkości przekraczającej 60 km/h w rowerze Marcina Polaka i Michała Ładosza pękła rama i zawodnicy mieli groźny upadek. Pilot tandemu doznał bolesnych obtarć naskórka i stłuczeń, natomiast jego partner wyszedł z tej opresji bez szwanku, co w takiej sytuacji zakrawa wręcz na cud. W sprincie najlepszy wynik z polskich tandemów uzyskali Tomasz Olechno i Adam Marciniak, który ukończyli rywalizację na piątym miejscu. Zawodnicy ci byli też najszybszymi Polakami w wyścigu na 1 km, zajmując szóste miejsce.

W kolejny weekend w Pietermaritzburgu (Republika Południowej Afryki) odbył się wyścig szosowy Pucharu Świata. Polska ekipa pojechała tam walczyć o kolejne punkty kwalifikacyjne do paraolimpiady w Rio de Janeiro oraz o zwycięstwa w klasyfikacji generalnej PŚ. Sztuka ta najlepiej udała się Annie Harkowskiej (klasa WC5), która zdobyła komplet punktów, wygrywając wyścig na czas na dystansie 16 km oraz wyścig ze startu wspólnego na 55,35 km. Anna Harkowska dokonała rzadkiej sztuki – zwyciężyła we wszystkich wyścigach tegorocznego Pucharu Świata i zgromadziła w klasyfikacji generalnej maksymalną ilość 240 punktów. Drugie miejsce zajęła Niemka Kerstin Brachtendorf (196 p.), a trzecie Kanadyjka Nicole Clermont (136 p.). Końcowy sukces w Pucharze Świata odniósł również nasz tandem kobiecy, choć przewaga nie była duża, a walka o zwycięstwo trwała do samego końca. Iwona Podkościelna startująca w RPA z rezerwową pilotką Pauliną Cywińską zajęła czwarte miejsce w wyścigu na czas (24 km) i piątą lokatę w starcie wspólnym (73,8 km), co wystarczyło do zdobycia Pucharu Świata z dorobkiem 190 punktów. Drugie miejsce zajęły Holenderki Odette van Deudekom i Kim van Dijk (180 punktów), a trzecią lokatę Brytyjki Lora Turnham i Corrine Hall (140 punktów). Najmniej powodów do zadowolenia z wyprawy do RPA miał tandem Marcin Polak – Michał Ładosz, który zajął piąte miejsce w czasówce na 24 km i został zdyskwalifikowany w wyścigu ze startu wspólnego, w którym miał dwa defekty roweru. W efekcie tych zdarzeń nasi zawodnicy stracili miejsce na podium klasyfikacji generalnej i ukończyli rywalizację w Pucharze Świata na czwartym miejscu.

Strona organizacyjna zawodów nie odbiegała zbytnio od standardów europejskich, natomiast na poznanie walorów turystycznych RPA, jak to zwykle na imprezach kolarskich bywa, zabrakło czasu i możliwości. Jednak to nie koniec promocji parakolarstwa na Czarnym Lądzie – zgodnie z decyzją UCI Pietermaritzburg będzie gospodarzem jednej z edycji przyszłorocznego Pucharu Świata, a w 2017 roku szosowych mistrzostw świata.

Lepsze wspomnienia niż z RPA tandem Marcin Polak – Michał Ładosz będzie miał zapewne z Pragi, gdzie w ostatni weekend września odbył się Puchar Europy. Mistrzowie świata wygrali te zawody, zwyciężając zarówno w wyścigu ze startu wspólnego, jak również na czas. Takie same sukcesy w stolicy Czech odniosła Anna Harkowska oraz duet Iwona Podkościelna i Aleksandra Wnuczek. Ola wystartowała w tych zawodach jeszcze pod panieńskim nazwiskiem, choć niedawno wyszła za mąż. Jej małżonek Radosław Tecław to znany zawodnik i prawdziwy entuzjasta kolarstwa. Pod jego czujnym okiem Ola zapewne rozwinie swój sportowy talent i osiągnie wiele sukcesów. Życzymy młodej parze dużo zdrowia, wszelkiej pomyślności i spełnienia marzeń. 

Mirosław Jurek

 

aaa

 

Mistrzowie na krajowym podwórku 

Po bardzo udanych dla Polski mistrzostwach świata w Nottwil, na których kolarze tandemowi ZKF „Olimp” zdobyli trzy złote medale, bohaterów ze Szwajcarii mogliśmy podziwiać na krajowych imprezach.

W dniach 7-9.08.2015 r. odbył się XV Ogólnopolski Wyścig w Kolarstwie Tandemowym Niewidomych i Słabowidzących po Ziemi Kłodzkiej o Puchar Starosty Kłodzkiego. Imprezie szczególnego splendoru dodał udział świeżo upieczonych mistrzów świata: Iwony Podkościelnej i Aleksandry Wnuczek oraz Marcina Polaka i Michała Ładosza. Oba tandemy zdecydowanie górowały nad krajowymi rywalami, co potwierdza komplet zwycięstw na wszystkich etapach.

Wyścig rozpoczął się sześciokilometrową jazdą na czas, pod górę, na trasie Duszniki Zdrój – Zieleniec. Następnie kolarze rywalizowali na trudnej, górskiej rundzie Jaszkowa Górna – Drożków – Rogówek – Jaszkowa Górna, o długości 11 km; kobiety pokonywały ją czterokrotnie, mężczyźni sześciokrotnie. Ostatnim etapem wyścigu było kryterium uliczne w Kłodzku, gdzie panie ścigały się na dystansie 40 km, a panowie na 50 km.

 

Klasyfikacja końcowa wyścigu po Ziemi Kłodzkiej o Puchar Starosty Kłodzkiego

7-9.08.2015 r., Kotlina Kłodzka

Kobiety

1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek (KKT „Hetman” Lublin)

2. Anna Duzikowska – Ewa Kolbowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn)

3. Katarzyna Stenka – Dorota Gąsiewicz (KKT „Hetman” Lublin)

Mężczyźni

1. Marcin Polak – Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin)

2. Piotr Kołodziejczuk – Paweł Kowalkowski („Warmia i Mazury” Olsztyn)

3. Józef Plichta – Władysław Gładysiak („Sudety” Kłodzko)

W kolejny weekend kolarze tandemowi spotkali się w Karkonoszach na górskich mistrzostwach Polski. Miejscem rywalizacji zawodników „Olimpu” była dobrze znana z ubiegłych lat 14,5-kilometrowa runda Sosnówka – Borowice – Podgórzyn – Marczyce – Sosnówka. Wyścig kobiet odbywał się na trasie o długości 33,2 km, a mężczyzn – 47,7 km. I choć dystanse te wydają się stosunkowo krótkie, to sprawiły uczestnikom sporo kłopotów, bo górska trasa wszystkim wchodziła w nogi. Peleton szybko porwał się i większość tandemów kontynuowała jazdę samotnie. Na czele wyścigu znajdowali się Marcin Polak i Michał Ładosz i wydawało się, że niezagrożeni odniosą kolejne zwycięstwo. Jeszcze 4 km przed metą, na finałowym podjeździe z Sosnówki Dolnej do Sosnówki Górnej, mistrzowie świata mieli 30 sekund przewagi nad goniącym ich teamem Piotr Urbanowicz – Piotr Skarżyński. Uporczywa pogoń kolarzy olsztyńskiego klubu zaczęła przynosić rezultaty, różnica pomiędzy obu tandemami szybko malała i sensacja zawisła w powietrzu. Emocje trwały do samej mety, przewaga liderów stopniała do 4 sekund, lecz wystarczyła im do wygranej.

Górskie mistrzostwa Polski w kolarstwie tandemowym

niewidomych i słabowidzących

15-16.08.2015 r., Podgórzyn

Kobiety

1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek (KKT „Hetman” Lublin)

2. Marta Stramek – Anna Skalniak („Warmia i Mazury” Olsztyn)

3. Anna Duzikowska – Sylwia Woronecka („Warmia i Mazury” Olsztyn)

Mężczyźni

1. Marcin Polak – Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin)

2. Piotr Urbanowicz – Piotr Skarżyński („Warmia i Mazury” Olsztyn)

3. Piotr Kołodziejczuk – Roger Głowacki („Warmia i Mazury” Olsztyn)

W dniach 21-22.08.2015 r. w Pruszkowie rozegrana została kolejna ważna impreza kolarska – torowe mistrzostwa Polski. W głównych rolach ponownie wystąpili zawodnicy KKT „Hetman” Lublin, a najważniejszym wydarzeniem zawodów był rekord Polski ustanowiony na dystansie 4 km przez tandem Marcin Polak – Michał Ładosz rezultatem 04:22,045. Przyzwoity wynik uzyskał również tandem Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek, który w wyścigu na 3 km wykręcił czas 03:46,722. Miłym zaskoczeniem była doskonała postawa młodych debiutantek Katarzyny Stenki i Katarzyny Makarewicz, które zdobyły trzy medale.

XV Mistrzostwa Polski w Kolarstwie Torowym

Niewidomych i Słabowidzących

21-22.08.2015 r., Pruszków

Sprint kobiet

1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek (KKT „Hetman” Lublin)

2. Marta Stramek – Magdalena Przeworska („Warmia i Mazury” Olsztyn)

3. Katarzyna Stenka – Katarzyna Makarewicz (KKT „Hetman” Lublin)

Sprint mężczyzn

1. Marcin Polak – Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin)

2. Tomasz Olechno – Adam Marciniak („Omega” Łódź)

3. Piotr Urbanowicz – Dariusz Wojciechowski („Warmia i Mazury” Olsztyn)

1000 m kobiet

1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek (KKT „Hetman” Lublin) 01:15,349 

2. Katarzyna Stenka – Katarzyna Makarewicz (KKT „Hetman” Lublin) 01:23,415

3. Anna Duzikowska – Sylwia Woronecka („Warmia i Mazury” Olsztyn) 01:24,583

1000 m mężczyzn

1. Marcin Polak – Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin) 01:06,871

2. Tomasz Olechno – Adam Marciniak („Omega” Łódź) 01:09,179

3. Piotr Kołodziejczuk – Paweł Ciunel („Warmia i Mazury” Olsztyn) 01:12,613

3000 m kobiet

1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek (KKT „Hetman” Lublin)

2. Katarzyna Stenka – Katarzyna Makarewicz (KKT „Hetman” Lublin)

3. Marta Stramek – Magdalena Przeworska („Warmia i Mazury” Olsztyn)

4000 m mężczyzn

1. Marcin Polak – Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin)

2. Tomasz Olechno – Krzysztof Wolski („Omega” Łódź)

3. Piotr Urbanowicz – Dariusz Wojciechowski („Warmia i Mazury” Olsztyn)

Mirosław Jurek

 

aaa

 

kręgle

 

Brzeskie tradycje  

Już po raz 11. Brzesko koło Tarnowa było miejscem ogólnopolskiego turnieju w kręglach klasycznych niewidomych i słabowidzących. Imprezę zorganizowało Stowarzyszenie „Cross” przy współudziale tarnowskiego klubu „Pogórze”. Przez dekadę swego istnienia turniej zdobył liczne grono entuzjastów, ale zebrała się też grupa zawodników bojkotujących zawody. Ci pierwsi przyjeżdżają nawet z bardzo daleka, by sprawdzić swoje umiejętności na wyjątkowo wymagającej kręgielni.

Na tegoroczny turniej przyjechało ponad 80 zawodników i zawodniczek z 18 klubów zrzeszonych w Stowarzyszeniu „Cross”. Koordynator Kazimierz Curyło ze współpracownikami i rodziną zorganizowali turniej, w trakcie którego nikt się nie nudził. W czwartek i w piątek wieczorem dla chętnych przygotowano niecodzienny trening, gdyż na żadnej innej kręgielni klasycznej w kraju nie ma możliwości grania przy wyłączonym oświetleniu górnym. Jedynymi światłami są wtedy tablice z wynikami i różnokolorowe listwy ledowe umieszczone wzdłuż rynien po obu stronach torów. Taka iluminacja ułatwia utrzymanie prawidłowego kierunku rzutu i – jak relacjonowali uczestnicy treningu – tworzy zupełnie inny wymiar gry i orientacji w przestrzeni. Czegoś takiego nie spotkamy na zawodach. Oczywiście osoby niewidome nie mogły skorzystać z tej niecodziennej możliwości, jednak z zainteresowaniem śledziły grę i nasłuchiwały dźwięków zbijanych kręgli.

Jak to w Brzesku, nie mogło obejść się bez niespodzianki związanej z wycieczką. Nigdy nie wiadomo, dokąd wybiorą się uczestnicy. W tym roku zaskoczenie było podwójne. Obyło się bez jazdy busem, bo niespodzianka była tuż za rogiem, a dokładnie na tej samej ulicy, o jeden numer dalej. Wizyta w brzeskim browarze, który okazał się celem wycieczki, nie zdarza się codziennie. Licznej grupie kręglarzy udało się poznać tajniki produkcji napoju dla dorosłych, wytwarzanego w Brzesku nieprzerwanie od 1845 roku. Na początku wykładu o produkcji piwa uczestnicy poddani zostali testowi na rozpoznawanie smaków. Nie obyło się oczywiście bez prezentacji całego procesu powstawania piwa, wąchania ekstraktu z chmielu, próbowania np. ziaren, brzeczki czy podpiwka oraz drobnego piwnego poczęstunku. O wizycie można by oczywiście jeszcze pisać i pisać. Kto nie był, niech żałuje.

 Jednak wycieczka to tylko dodatek do tego, co najważniejsze, czyli do gry w kręgle. Rywalizacja była zacięta i w wielu przypadkach bardzo wyrównana do ostatnich rzutów. Już na samym początku turnieju, w „bloku śmierci”, jak niektórzy obserwatorzy go nazwali, zawodnicy kategorii B3 rozstrzygnęli między sobą kolejność miejsc na podium. Różnica punktowa między Zbigniewem Strzeleckim z „Karolinki” Chorzów a Danielem Jarząbem z „Tęczy” Poznań wynosiła tylko 13 p., natomiast trzeciemu w stawce, Albertowi Sordylowi z „Pogórza” Tarnów, do drugiego miejsca zabrakło zaledwie lub aż 12 p. Podobnie wysoki wynik 671 p., jednakże w kategorii B2, uzyskał Stanisław Fortkowski, kolega klubowy Alberta. Najciekawszą rywalizacją, jaką można było zobaczyć w Brzesku, był pojedynek zawodników kategorii B1. Zwycięzcą został reprezentant „Hetmana” Lublin Zdzisław Koziej, który uzyskał wynik 553 kręgle. Jego odwieczny rywal, Jan Zięba z „Karolinki” Chorzów, zmagał się nie tylko z przeciwnikami, lecz także z kontuzją. Mimo trzech szwów i zabandażowanej lewej dłoni nie odpuszczał i tylko trzech punktów zabrakło mu do wyrównania wyniku Kozieja. Trudno zgadnąć, o ile więcej kręgli udałoby mu się strącić, gdyby obie dłonie były w grze. Można powiedzieć, że Janek jest przykładem ogromnej charyzmy i zaciętości w walce, zarówno z przeciwnikami, jak i z własnymi trudnościami.

Wśród kobiet w kategorii B2 tylko Maria Harazim z „Karolinki” Chorzów przekroczyła magiczną dla pozostałych pań barierę 600 p. i uzyskała bardzo dobry rezultat 624 kręgli – tylko w jednej z gier strąciła ich aż 169. Zastanawiające są słabe wyniki pozostałych zawodniczek, zwłaszcza tych lepiej widzących. Być może przyczyną jest kręgielnia, która wymaga mocnych rzutów, lub po prostu brak umiejętności szybkiego dostosowania techniki gry w zależności od specyfiki torów.

Na uwagę zasługuje rywalizacja zawodniczek z kategorii B1, w której wynik najlepszych różnił się jedynie o cztery kręgle. Barbara Szypuła z „Karolinki” musiała zadowolić się drugim miejscem i ustąpić miejsca na podium Reginie Szczypiorskiej z „Moreny” Iława, która zdobyła 425 p.

Na zakończenie turnieju najlepsi z poszczególnych kategorii otrzymali dyplomy oraz nagrody rzeczowe ufundowane przez władze lokalne z Brzeska i Tarnowa. Puchary dla trzech najlepszych zawodników i zawodniczek zakupione zostały dzięki dofinansowaniu z Ministerstwa Sportu i Turystyki. Podsumowano również rywalizację pań i panów w mikstach przyjaźni, czyli kategorii stworzonej na potrzeby brzeskich zawodów. Jeszcze przed rozpoczęciem zmagań koordynator dobrał w losowaniu pary w każdej z trzech kategorii. Suma wyników w parze decydowała o zajętym miejscu. Dzięki tej dodatkowej klasyfikacji emocje towarzyszyły wielu osobom do końca zawodów. Jak widać po wynikach, było kilka niespodzianek, choć w zdecydowanej większości o dobrym miejscu decydowała gra męskiej części miksta. Jeśli w parze brakowało kobiety, jej miejsce zajmował inny zawodnik, jednak wtedy od sumarycznego wyniku odejmowano 40 punktów.

 Nie zabrakło również specjalnych nagród i wyróżnień. Za najbardziej „rozrzutnego” zawodnika turnieju uznano Marka Ptasińskiego z „Syrenki” Warszawa. Dlaczego rozrzutnego? Ano dlatego, że Marek na 120 oddanych rzutów aż 69 razy trafił celnie w rynnę. Za „młodych duchem i pozytywnie zakręconych” uznano Franciszka Kałę i Zbigniewa Kowalaka, nagrodzono ich za to dużymi brawami. Panowie pokazują, że w kręgle można grać mimo słusznego wieku.

Na zakończenie, by tradycji brzeskich spotkań stało się zadość, w goszczącym uczestników schronisku młodzieżowym zorganizowano uroczystą kolację. Jej głównym bohaterem była pogoda – upał, który mimo końca sierpnia nie odpuszczał, przez co niestety część osób szukała wytchnienia poza salą. Można powiedzieć, że tradycyjnie było tu wszystko, co być powinno na zawodach kręglarskich z kategorii upowszechniania sportu. Może więc warto w kolejnych latach częściej wracać do Brzeska?

XI Ogólnopolski Turniej Niewidomych i Słabowidzącyh

w Kręglach Klasycznych

27-30.08.2015 r., Brzesko

Kobiety

B1

1. Regina Szczypiorska  („Morena” Iława) 425 p.

2. Barbara Szypuła („Karolinka” Chorzów) 421 p.

3. Mieczysława Stępniewska („Omega” Łódź) 370 p.

B2

1. Maria Harazim („Karolinka” Chorzów) 624 p.

2. Anna Barwińska („Omega” Łódź) 585 p.

3. Jadwiga Dudek („Pionek” Włocławek) 561 p.

B3

1. Emilia Sawiniec („Hetman” Lublin) 590 p.

2. Zofia Sarnacka („Warmia i Mazury” Olsztyn) 564 p.

3. Jolanta Krok-Sabaj („Podkarpacie” Przemyśl) 559 p.

Mężczyźni

B1

1. Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin) 553 p.

2. Jan Zięba („Karolinka” Chorzów) 550 p.

3. Szczepan Polkowski („Morena” Iława) 523 p.

B2

1. Stanisław Fortkowski („Pogórze” Tarnów) 671 p.

2. Jan Smoła („Morena” Iława) 630 p.

3. Teodor Radzimierski („Karolinka” Chorzów) 613 p.

B3

1. Zbigniew Strzelecki („Karolinka” Chorzów) 687 p.

2. Daniel Jarząb („Tęcza” Poznań) 675 p.

3. Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów) 662 p.

Miksty przyjaźni

B1

1. Jolanta Nowacka („Cross Opole”, 352) i Jan Zięba („Karolinka” Chorzów, 550) 902 p.

2. Mieczysława Stępniewska („Omega” Łódź, 370) i Szczepan Polkowski („Morena” Iława, 523) 893 p.

3. Stanisław Chmura („Podkarpacie” Przemyśl, 367) i Mirosław Tarkowski („Pogórze” Tarnów, 490) 817 p.

B2

1. Maria Harazim („Karolinka” Chorzów, 624) i Jan Smoła („Morena” Iława, 630) 1254 p.

2. Danuta Odulińska („Morena” Iława, 530) i Wojciech Puchacz („Atut” Nysa, 601) 1131 p.

3. Anna Nowak („Podkarpacie” Przemyśl, 506) i Teodor Radzimierski („Karolinka” Chorzów, 613) 1119 p.

B3

1. Zofia Sarnacka („Warmia i Mazury” Olsztyn, 564) i Zbigniew Strzelecki („Karolinka” Chorzów, 687) 1251 p.

2. Jolanta Krok-Sabaj („Podkarpacie” Przemyśl, 559) i Daniel Jarząb („Tęcza” Poznań, 675) 1234 p.

3. Magdalena Kajzer („Karolinka” Chorzów, 521) i Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów, 662) 1183 p.

Wojciech Puchacz

 

aaa

 

żeglarstwo

 

Niewidomi żeglują nocą 

Pięć krzyżyków na karku, duży uszczerbek wzroku i zero doświadczeń w żeglowaniu! Uznałem, że to dostatecznie ważne powody, by skorzystać z okazji i wziąć udział w najbardziej ekstremalnych regatach śródlądowych w Polsce.

Niewidomy, a sternik

Ci, którzy bliżej znają Roberta Zarzeckiego, twierdzą, że najlepiej charakteryzuje go określenie „nieracjonalny optymista”. Szklanki do połowy puste w ogóle dla niego nie istnieją, są tylko szklanki do połowy pełne. Bo dlaczego miałoby coś pójść źle, skoro może pójść dobrze? Nic dziwnego, że przy takim nastawieniu udaje mu się dokonywać rzeczy na pozór niemożliwych.

Na przykład rok temu, w lipcu, na lotnisku Ułęż pod Dęblinem bez pieniędzy i bogatych sponsorów zorganizował motopiknik pod hasłem „Niewidomi za kierownicą”. Udało mu się przekonać wielu właścicieli drogich, a często unikatowych i wychuchanych samochodów, by na własny koszt, czasem z zagranicy, przyjechali na wspomniane lotnisko i pozwolili osobom niewidomym usiąść za kierownicą ich cacek. Dzięki temu miałem pewnie jedyną w życiu okazję na ostrą jazdę słynną corvetą, fordem mustangiem czy rajdową wersją fiata 125p, tą od zwycięskiego rajdu w Monte Carlo.

Z powodu retinopatii Robert od kilku lat funkcjonuje jako niewidomy, nie przeszkadza mu to jednak w realizowaniu rozlicznych pasji. Jedną z największych jest niewątpliwie żeglarstwo. I to takie bez taryfy ulgowej. Dlatego kiedy zaproponował mi udział w rozgrywanych w Giżycku najtrudniejszych śródlądowych regatach w Polsce, nie namyślałem się długo. Nocą żeglować nie wolno, ale te zawody trwają 24 godziny bez przerwy i jest to wyjątek od powszechnie obowiązującej reguły. Nocna żegluga pod dowództwem niewidomego sternika? To naprawdę wyglądało zachęcająco. Tym bardziej że z żaglami dotąd nie miałem do czynienia. Spakowałem więc śpiwór, kurtkę, trampki tudzież parę innych niezbędnych rzeczy i byłem gotów do drogi.  

Dezety

Dziś słowo „jacht” kojarzy się z czymś ekskluzywnym i drogim, ale nie zawsze tak było. Najstarszą i przez całe dziesięciolecia najpopularniejszą klasą jachtów w Polsce była właśnie ta określana literami DZ. Niektórzy twierdzą, że skrót ten miał oznaczać „Dziesięć Załogi”. Nie jest to pewne, ten typ łodzi w innych krajach nazywa się inaczej. Poza tym obecnie przepisy zezwalają na żeglowanie nią dwunastu osobom. Faktem natomiast jest, że w burtach są dulki na dziesięć wioseł. Dezeta to w istocie zwykła szalupa ratownicza, bez żadnych wygód, bez skrawka zadaszenia, o toalecie nawet nie wspominając. Jeżeli leje deszcz, to nie ma gdzie się schować. A jeżeli, jak w tym roku, niemiłosiernie praży słońce, to schronić można się tylko w cieniu żagli, jeśli akurat ma się szczęście siedzieć w odpowiednim miejscu. Jedyny luksus to suchy schowek na dziobie na rzeczy załogi. Są miejsca do siedzenia wzdłuż burt i ławki dla wioślarzy, ale między nimi sterczy metalowe pudło miecza, czyli podnoszonego kila. Ster na rufie obsługiwany jest za pomocą drążka, czyli rumpla, a nie koła. No i to, co chyba najważniejsze: dwa maszty, na których można rozpiąć trzy żagle o łącznej powierzchni około 30 m2. Właśnie one tę zwykłą łódź czynią jachtem. Przy 8,5 m długości i około 2,15 szerokości jednostka ważąca czasem, w zależności od stałego balastu, nawet 1800 kg nadaje się świetnie nie tylko do celów szkoleniowych, lecz i do żeglowania wzdłuż morskich brzegów. I choć są tacy, którzy wywodzą jej konstrukcję z łodzi wielorybników, jej obecną wersję najprawdopodobniej stworzono w Niemczech na początku XX wieku, by kształcić kadetów marynarki. Zresztą do dziś jest tam niezwykle popularna. W Polsce łodzie te coraz trudniej spotkać, prawdopodobnie zostało ich jeszcze niewiele ponad sto i dlatego od 14 lat mistrzostwa Polski w tej klasie jachtów odbywają się pod hasłem „Ratujmy Dezety”.

Zawody zwykle rozgrywane są z 15 na 16 sierpnia. Podczas 24-godzinnych regat do przepłynięcia jest około 100 km jeziorami pomiędzy Giżyckiem a Węgorzewem. Organizatorami są Międzynarodowe Centrum Żeglarstwa i Turystyki Wodnej w Giżycku oraz działająca przy nim Mazurska Szkoła Żeglarstwa. Na terenie Centrum działa też Polski Związek Żeglarzy Niepełnosprawnych. Obiekt może jednorazowo gościć 100 osób na wózkach inwalidzkich. Ale powiedzmy to sobie wyraźnie: regaty nie mają nic wspólnego ze sportem osób niepełnosprawnych. Tyle że jeden facet – Robert Zarzecki właśnie – uparł się, by brać w nich udział. A że na co dzień pracuje jako przewodnik po osławionej warszawskiej Niewidzialnej Wystawie i właściciele firmy wspierają jego zapał, to w tym roku już po raz czwarty w regatach wystartowała dezeta z „niewidzialną” załogą.

Podczas regat na łódce może płynąć od 8 do 12 osób. – Idea jest taka – mówi Robert – by za każdym razem co najmniej połowę „niewidzialnego” zespołu stanowili uczestnicy z dysfunkcją wzroku i aby jednocześnie na łodzi znaleźli się ludzie dopiero rozpoczynający przygodę z żeglarstwem.

Więc spełniam aż dwa warunki. Mój trzeci atut jest taki, że mam pięć krzyżyków na karku, czyli mogę być przykładem, że lepiej późno niż wcale.

A kto nie chciałby debiutować z przytupem na XIV Międzynarodowych Mistrzostwach Polski. Pokusie, by spróbować, tym trudniej się oprzeć, że pogoda bywa nieprzewidywalna i całodobowe żeglowanie potrafi zmienić się w prawdziwie ekstremalne doświadczenie, w istną szkołę przetrwania. Podobno tak było w ubiegłym roku: deszcz, wiatr, przejmujące zimno. W dodatku w nocy grot – największy żagiel – zerwał się i poleciał za burtę. Ale czyż nie po to jedzie się na takie regaty?  

Czwarta Szklanka

Życzliwi organizatorzy zawodów, czyli właściciele Centrum, udostępnili nam jedną z ośmiu posiadanych dezet – Czwartą Szklankę. Jeżeli jednak nazwa ta przywodzi komuś na myśl tylko „wyskokowe” skojarzenia, śpieszę z wyjaśnieniem, że na morzu tak zwanymi szklankami odmierza się godziny wachty. Gong po pierwszej z czterech godzin to „pierwsza szklanka”. Czwarty oznacza więc koniec wachty i odpoczynek, szczególnie gdy była to wachta nocna. Inne łodzie też noszą ciekawe nazwy: Balanga, W Tango, Bar Młodzieży, Harpagany, Hulaj Dusza, Zero Łosia...

Do giżyckiego ośrodka nad jeziorem Kisajno przybyliśmy dzień wcześniej, bo Robert chciał, byśmy trochę zapoznali się z łodzią i potrenowali. Przede wszystkim dlatego, że trasa regat zawsze prowadzi tak, że trzeba przepłynąć pod mostem, a nie da się tego zrobić bez umiejętności położenia masztów. W przeddzień zawodów, po nocy przespanej w namiocie, czyścimy więc naszą łódź z brudu, zeschłych liści, pająków i os. Wylewamy śmierdzącą wodę ze schowka na rufie, pobieramy dwa wiosła, bo regulamin tylko tyle dopuszcza (albo płyniesz na żaglach, albo na tych dwóch wiosłach) i wypływamy na Łabędzi Szlak. Mijamy jakieś wysepki porośnięte gęstwiną krzaków i drzew, wszystkie do siebie podobne. Gdy po jakimś czasie odwracam się, nie widać już ośrodka i nie mam pojęcia, pomiędzy które kępy trzeba się kierować, by trafić do domu. Na łodzi są oczywiście osoby, które nie mają problemów ze wzrokiem. Nie ma co udawać: ktoś musi czytać mapę, ktoś musi czuwać na dziobie i wypatrywać ewentualnych niebezpieczeństw, przeszkód. Nawet dobić do brzegu przystani po omacku jest raczej trudno. Na szczęście Waldek i Piotrek, którzy płynęli z Robertem także rok temu, dobrze sprawdzają się w tych rolach. A tacy jak ja dyletanci trzymają linki od żagli, gdy ćwiczymy zwroty. Pardon, to nie są linki, tylko szoty. Ten maszt bliżej dziobu to grotmaszt. Wiszą na nim dwa żagle – trójkątny z przodu to fok, a ten duży, czworoboczny, to grot. Górna krawędź grota jest jakby okuta metalową ramą – to gafel, a taki żagiel nazywa się gaflowym. Dzięki swojej konstrukcji żagiel może pracować większą powierzchnią. Żagiel na tylnym maszcie, również gaflowy, to bezan, ale ten, który okucie, a raczej coś w rodzaju rury ma też u dolnej krawędzi – to tak zwany bom. Zwykle jest dość nisko i łatwo przywalić w niego głową. Nazwa chyba jednak nie wzięła się od skojarzenia z odgłosem. I w przeciwieństwie do grota i foka, ma tylko jedną linkę, zwaną talią, a nie dwie, czyli szoty. Aha, i żagli się nie ciągnie ani nie puszcza, tylko wybiera lub luzuje. Więc jeżeli pada komenda „lewy grota luzuj!”, to luzujemy lewy szot grota. A jeśli usłyszymy „prawy foka – blacha!”, to napinamy prawy szot foka, ile się da, na blachę. Wanty, icki, topy, knagi... Półwiatr, bajdewind, fordewind, w mordę wind... Jezu, chyba nigdy nie poznałem tylu nowych słówek naraz! 

Mazurski maraton

Sobota, 15 sierpnia. Zapowiada się kolejny nieludzko upalny dzień – ze 35 stopni w cieniu. A ile w słońcu? Na wodzie jakby chłodniej, ale to zwodnicze, słońce i tak robi swoje. Więc ile zabrać wody? Jaki prowiant na ten upał? Konserwy? Owoce? Płynąć nas będzie ośmioro.

Z bosmanatu pobieramy dwa wiosła, koło ratunkowe i kapoki dla wszystkich, bo pomiędzy godziną 21 a 5 rano obowiązuje bezwzględny nakaz żeglugi w kapokach. W nocy na maszcie ma palić się światło. Robert załatwia jakiś halogen i akumulator. Około 11 odbywa się odprawa sterników. Wreszcie dowiadujemy się, dokąd mamy płynąć, gdzie są punkty kontrolne.

O 13:13 start. Najpierw trzeba z prawej strony opłynąć odległą o kilkaset metrów wielką czerwoną boję, a potem już gnać na północ, w kierunku Sztynortu, by przed nim odbić w prawo na jezioro Dargin, po czym położyć maszty, przecisnąć się pod mostem, na wiosłach przebić się wąskimi i zatrzcinionymi kanałami na Kirsajty i wyjść na Mamry. Potem zaraz odbić w prawo, kolejną wąską kiszką wpłynąć na jezioro Święcajty, przepłynąć je całe, bo na jego wschodnim brzegu jest wieś Ogonki, a w niej jakiś cypel czy hotel o nazwie Ognisty Ptak. To pierwszy punkt kontrolny. Potem należy wrócić na Mamry i pruć na północ, do Węgorzewa, wpłynąć na wiosłach w ujście Węgorapy i długim kanałem dotrzeć do przystani, gdzie jest drugi punkt kontrolny. Następnie można już po własnych śladach gnać w stronę Giżycka, czyli przeciąć Mamry na południe, przecisnąć się na Kisajno przez te wszystkie wąskie kiszki przy Kirsajtach i pod mostem, zostawić Sztynort po prawej stronie, minąć Dębową Górkę, przed naszym ośrodkiem opłynąć boję i zrobić jeszcze cztery rundki do Sztynortu i z powrotem, za każdym razem zdobywając potwierdzenie na punkcie kontrolnym. I tyle. A wypatrzeć w nocy Ognistego Ptaka? No problem!

Gnać, pruć, pędzić! Tylko jak tu gnać, skoro w tym upale prawie nie ma wiatru!

Patrzę na dziwny menuet 22 startujących dezet i niewiele z tego rozumiem. Jedni płyną w prawo, drudzy w lewo, robią jakieś zwroty, ale często nie w kierunku boi, którą mają opłynąć, tylko w przeciwnym. Jeszcze nie wiem, że na jeziorze najkrótsza droga z punktu A do punktu B jest często najmozolniejsza. I że trzeba płynąć oportunistycznie – tam, gdzie wieje. Wtedy jest szybciej. Jakoś nam to nie wychodzi. Nim z miejsca startu doczłapaliśmy się do Dębowej Górki, gdzie zaczyna wiać, niemal wszyscy już daleko uciekli, bo wcześniej złapali wiatr. Jedynie jakaś Agfa wlecze się jak my. Idziemy łeb w łeb, ale w końcu i ona nas prześciga, choć większość jej załogi to baby!  

Wytrwać do końca

Kilka godzin żaru lejącego się z nieba, wypita woda zaraz spływająca po plecach. Wreszcie trochę chłodniej. Już zaczynało zmierzchać, gdy przed Święcajtami wtarabaniliśmy się w kardynałki. To wystające z wody znaki kardynalne, ostrzegające przed jakąś poważną przeszkodą, grożącą uszkodzeniem łodzi. Może to być mielizna, podwodny głaz albo cały obszar głazów. Więc natychmiast podnieśliśmy miecz, by nim o coś nie zawadzić. Ale wtedy wystarczy byle podmuch w burtę i traci się kontrolę nad łodzią. Znów cała nadzieja w wiosłach.

W ciemnościach wypatrujemy Ognistego Ptaka. WOPR-owcy radzą kierować się bardziej na lewo, na zielone światło, bo płynąc wprost do celu, wpakujemy się na cypel porośnięty trzciną. Więc osiemnastoletni Waldek nieustannie sterczy na dziobie i podaje Robertowi namiary tego, co udaje mu się zobaczyć.

Wreszcie bezpiecznie omijamy cypel, dobijamy do pomostu i odbieramy pierwszą kartkę. Teraz w tył zwrot, ominąć te durne kardynałki, wrócić na Mamry i gnać do Węgorzewa. Północ już chyba minęła, gdy znów jesteśmy na Mamrach. Wreszcie jest przyjemnie. Wreszcie coś wieje i czuć na twarzy rześki oddech nocy. A gwiazdy takie wielkie: Wielki Wóz jakoś bliżej, niżej...Gwiazda Polarna jak na dłoni.

Plusk wody na dziobie. Dziwnie jest tak płynąć w ciszy, gdy wokół ciemność, a w pobliżu tylko niewyraźne cienie kęp krzaków i trzciny. Jakieś odgłosy, wyobraźnia pracuje. Coś zaraz zacznie łkać i jęczeć jak dusza strzelca ze „Świtezianki”. Zimne światło halogenu na maszcie prześwieca przez żagiel grota i rozsnuwa po łódce bladą, księżycową poświatę. Już wiem, że sternik to nie ten, kto trzyma ster, ale dowódca łodzi, odpowiadający za wszystko i wydający polecenia. Ten przy sterze nawet w dzień przeważnie niewiele widzi, bo żagle zasłaniają mu widok na to, co przed łodzią. Dlatego zwykle ktoś musi siedzieć na dziobie, „na oku”. Zatem nie ma przeszkód, by ster trzymał niewidomy, wręcz przeciwnie – lepiej wyczuwa kierunek wiatru i dostraja się do niego. Czuje też sygnały z rumpla.

Siedzę przy sterze, Piotrek cierpliwie koryguje, tłumaczy. Chyba już łapię, czuję, jak ster przenosi naprężenia wiatru na żaglach, jak łódź się zrywa do pędu, gdy chwytam wiatr. I to dygotanie rumpla, jakbym miał na postronku jakiegoś marlina albo inną naprawdę wielką rybę. Tylko dlaczego płyniemy do przodu, skoro wiatr wieje z godziny 10 albo 14? Gdyby wiał w rufę lub z boku, to wiadomo, ale od dziobu? To jakieś zawiłości fizyki, nic nie rozumiem. Halsowanie zygzakiem pod wiatr... Muszę to przemyśleć.

Węgorzewo. Na wiosłach wpływamy w ujście Węgorapy. „Jak korsarze do uśpionego miasta” – pomyślałem. Ale miasto nie śpi, w dali słychać odgłosy nocnej fety, a jest już chyba koło drugiej. Przeganiamy Agfę, bo pierwsi wracamy na Mamry i łapiemy wiatr. Ale depczą nam po piętach, gdy wreszcie z porządną prędkością suniemy w stronę Giżycka, w stronę mostu. Świta. Nie spałem nawet pięciu minut. Napoje energetyczne trochę pomogły. Zmęczenie, wargi spierzchnięte od gorączki dnia, za to nad ranem chłodno nawet w polarze i kapoku. Może to z niewyspania? Nerwy już puszczają i klnę jak szewc, gdy machając wiosłami, kolejny raz walę dłonią o obudowę miecza. Cholerne wiosła, zawsze za daleko, za blisko, za głęboko...

Już widno. Piękny wschód słońca jak żeglarska zapłata. Jakoś koło 9 zamykamy pętlę i robimy nawrót przed miejscem, z którego wyruszyliśmy przed 20 godzinami. Załoga Rekina startującego w kategorii open właśnie zbiera brawa – jako pierwsi z 22 załóg ukończyli regaty. My powinniśmy zrobić jeszcze cztery kursy do Sztynortu. Na to już nie ma szans, ale do czasu zamknięcia wyścigu próbujemy zrobić choć jeden. Około południa zdobywamy trzecią kartkę, więcej się nie da. Ale gdy wracamy, Mazury wreszcie odsłaniają całą swoją krasę. Woda w różnych możliwych odcieniach: od grafitu i zgaszonego granatu po malachitową zieleń. Srebrne rozbłyski słońca tańczą na każdym grzebyku fali. I wieje jak nigdy wcześniej. Mkniemy w pięknym przechyle chyba 45 stopni i wreszcie to jest to, bo łokieć z łatwością mogę zanurzyć w wodzie za prawą burtą. Już wiem, po co tu się przyjeżdża. Mam ochotę zerwać się i wykrzyknąć: Boże! Zmarnowałem 50 lat życia!

Kiedy około 13. podpływa do nas motorówka sędziów, jesteśmy na przedostatnim miejscu w naszej kategorii dezet klasycznych. Koniec. Czeka na nas grochówka i bigos. Nawodnić się trochę, zejść w jakiś cień. Odwiedzić wreszcie toaletę. Oddać wiosła, koło i kapoki do bosmanatu. I jeszcze na tej rozgrzanej patelni głównej kei jakoś przeżyć ogłaszanie wyników. Miły akcent, losowanie nagród, szansę ma każdy, kto dotrwał do końca. My dotrwaliśmy. Nagroda od Niewidzialnej Wystawy –
10 biletów wstępu dla drużyny, która zwyciężyła w naszej kategorii, czyli dla Pierwszej Szklanki.

Wieczór już prawie. Wiem, że jak teraz nie wejdę do jeziora, to z pewnością już dziś odpuszczę sobie mycie. Wchodzę, przekręcam się na plecy, ręce wyciągam za głowę jak na wygodnym i chłodnym materacu, a woda w kilka minut wyciąga ze mnie całe zmęczenie. Z około 100 km przepłynęliśmy jakieś 60-70. Upał, mozół wioseł, brnięcie przez trzciny i mielizny. Ale uzbierało się ładnych parę godzin, kiedy naprawdę dobrze wiało. Ekstremalnie ciężko nie było, ale lekko też nie. Jedno wiem na pewno: było warto.

Załogę Czwartej Szklanki stanowili: Robert Zarzecki (sternik), Piotr Woźniak, Barbara Zarzecka, Waldemar Celiński-Janowicz, Artur Pawlak, Natalia Noremberg, Jarosław Chmielewski oraz autor tej relacji.

Kazimierz Gąska

 

aaa

 

wiadomości

 

Bowling

W Pucharze „Łuczniczki” kadrowicze w głównych rolach

Medaliści mistrzostw świata w Seulu dominowali w kolejnym turnieju o Puchar „Łuczniczki”, rozegranym na bydgoskiej kręgielni „Broadway”.

Do rywalizacji zgłosiło się ponad 60 zawodniczek i zawodników z niepełnosprawnością wzroku. Przyjechali niemal z całej Polski. Reprezentanci Elbląga, Iławy, Lublina, Łodzi, Olsztyna, Opola, Piekar Śląskich, Poznania, Przemyśla, Radomia, Suwałk, Tarnowa, Włocławka i Warszawy w upalną sobotę 22 sierpnia 2015 r. starali się o jak najlepsze rezultaty w swoich kategoriach startowych. W tym gronie dobrze, mimo wakacyjnej przerwy, zaprezentowali się kadrowicze, wśród nich dwie reprezentantki gospodarzy – Karolina Rzepa (B1) i Honorata Borawa (B3). Aktualne mistrzynie kraju potwierdziły swój prymat, choć obie nie były do końca zadowolone z osiągniętych rezultatów. Rzepa potrzebowała aż dwóch gier, aby pokazać w pełni swoje umiejętności. Ostatecznie wygrała z rezultatem 687 p. (średnia 114,5), a drugą w klasyfikacji Reginę Szczypiorską z „Moreny” Iława wyprzedziła o 227 p. Borawa z kolei miała w kategorii B3 całkiem obiecujący początek, lecz później słabsze ostatnie dwie gry; wykulała 941 p. (średnia 156,8). Druga w klasyfikacji Jolanta Pazurkiewicz z „Warmii i Mazur” Olsztyn zaliczyła 860 p.

Kategorię B1 mężczyzn zdominowali zawodnicy „Hetmana” Lublin. Zdecydowane zwycięstwo odniósł medalista z Seulu Zdzisław Koziej – zebrał 797 p. i wyprzedził Krzysztofa Tarkowskiego (632 p.) oraz Stanisława Chmurę (618 p.).

W kategorii B2 kobiet triumfowała Janina Szymańska z „Warmii i Mazur” Olsztyn (850 p.) przed Heleną Okrój z „Elcrossa” Elbląg (825 p.) i Ewą Szlachtowską z „Pogórza” Tarnów (813 p.). Wśród mężczyzn na najniższym stopniu podium stanął przedstawiciel gospodarzy Arkadiusz Gęstwiński, zaliczając 1027 p. Ubiegłoroczny triumfator stoczył zaciętą rywalizację z dwójką medalistów mistrzostw świata w Seulu: Stanisławem Poświatowskim z „Jaćwinga” Suwałki (1119 p., średnia 186,5) i Mieczysławem Kontrymowiczem z klubu olsztyńskiego (1107 p., średnia 184,5). Tysiąc punktów przekroczył też czwarty w klasyfikacji Janusz Jeleń z „Moreny” Iława (1007 p., średnia 167,8).

W B3 mężczyzn, z najlepszym rezultatem imprezy – 1147 p. – zwyciężył Dariusz Chalecki z „Jaćwinga” Suwałki. Wyprzedził Krzysztofa Huszczę (1133 p.) i Dominika Czyża (1020 p.), klubowych kolegów z „Warmii i Mazur” Olsztyn. Dopiero na 4. pozycji uplasował się „seulczyk” Zbigniew Strzelecki z „Karolinki” Chorzów z 975 p.

Zwycięzcy poszczególnych konkurencji otrzymali pamiątkowe statuetki z rąk Andrzeja Sargalskiego, prezesa klubu, oraz jego żony Ewy, koordynatorki turnieju. O nagrody rzeczowe zadbał klub „Łuczniczka” Bydgoszcz. Zawody sfinansowane przez Stowarzyszenie „Cross” sprawnie przeprowadził popularny Maciej „Dziadek” Maćkiewicz.

Ogólnopolski turniej bowlingowy o Puchar „Łuczniczki”

22.08.2015 r., Bydgoszcz

Kobiety

B1

1. Karolina Rzepa  („Łuczniczka” Bydgoszcz) 687 p.

2. Regina Szczypiorska  („Morena” Iława) 460 p.

3. Irena Henisz („Morena” Iława) 381 p.

B2

1. Janina Szymańska („Warmia i Mazury” Olsztyn) 850 p.

2. Helena Okrój („Elcross” Elbląg) 825 p.

3. Ewa Szlachtowska („Pogórze” Tarnów) 813 p.

B3

1. Honorata Borawa („Łuczniczka” Bydgoszcz) 941 p.

2. Jolanta Pazurkiewicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 861 p.

3. Bożena Rudko („Tęcza” Poznań) 791 p.

Mężczyźni

B1

1. Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin) 797 p.

2. Krzysztof Tarkowski („Hetman” Lublin) 632 p.

3. Stanisław Chmura („Hetman” Lublin) 618 p.

B2

1. Stanisław Poświatowski („Jaćwing” Suwałki) 1119 p.

2. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1107 p.

3. Arkadiusz Gęstwiński  („Łuczniczka” Bydgoszcz) 1027 p.

B3

1. Dariusz Chalecki („Jaćwing” Suwałki) 1143 p.

2. Krzysztof Huszcza („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1133 p.

3. Dominik Czyż („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1020 p.

KAZ

 

Kręgle

Statuetki „Łuczniczki” rozdane

Bydgoski klub już po raz 10. był gospodarzem kręglarskiego turnieju niewidomych i słabowidzących o Puchar „Łuczniczki”. Imprezę rozegrano w dniach 10-13 września 2015 r. w Tucholi.

Do gościnnej stolicy Borów Tucholskich przybyło 65 zawodniczek i zawodników z całego kraju, którzy na kręgielni tamtejszego Ośrodka Sportu i Rekreacji stoczyli pod okiem wytrawnych sędziów: Ewy Iwickiej, Marzeny Krueger i Janusza Zawadzińskiego zacięte boje w kategoriach B1, B2 i B3.

Specyfika tucholskiej kręgielni bierze się z jej wyrobionych torów. Mocne rzuty nie przynoszą tu dobrych wyników, delikatne wypuszczenie kuli daje znacznie lepsze rezultaty. Najlepiej poradzili sobie z tym przedstawiciele „Warmii i Mazur” Olsztyn (pięć miejsc na podium) oraz „Pionka” Włocławek i „Tęczy” Poznań (po cztery miejsca). W grupie niewidomych Regina Szczypiorska z „Moreny” Iława, aktualna mistrzyni kraju, medalistka mistrzostw świata, pokazała, że doskonale radzi sobie w każdych warunkach. Niespodziewanie drugie miejsce w tej kategorii zajęła Bogumiła Kolatowicz z „Łuczniczki” Bydgoszcz, która po pewnej przerwie wróciła do kulania. Trzecia pozycja przypadła Alicji Bury z „Syrenki” Warszawa. Co ciekawe, na dwóch ostatnich miejscach uplasowały się Karolina Rzepa z „Łuczniczki”, mistrzyni Polski sprzed dwóch lat, która uzyskała swój najlepszy wynik na tej kręgielni, i Jolanta Nowacka z „Crossu Opole”, aktualna wicemistrzyni kraju. W grupie niewidomych mężczyzn wygrał doświadczony Piotr Dudek z „Pionka” Włocławek. Dudek wyprzedził swojego klubowego kolegę Grzegorza Lisińskiego oraz Jerzego Dołowego z „Warmii i Mazur” Olsztyn.

Najlepszego wyniku turnieju – 711 p. – nie wykulał żaden z panów, ale Jolanta Krok-Sabaj z „Podkarpacia” Przemyśl, zawodniczka w kat. B3. W tej samej kategorii mężczyzn o 7 p. mniej uzbierał Mieczysław Klimczak z „Tęczy” Poznań (10 dziewiątek). Dobre wyniki osiągnęli też Rafał Chaberski z „Warmii i Mazur” Olsztyn (680 p.) i Tomasz Ćwikła z „Moreny” Iława (670 p.). Najbardziej wyrównaną walkę stoczyli przedstawiciele kategorii B2. Wśród kobiet z bardzo dobrym rezultatem 695 p. triumfowała klubowa koleżanka Klimczaka – Aleksandra Jarząb, która wyprzedziła nieznacznie Janinę Szymańską z „Warmii i Mazur” Olsztyn i Jadwigę Dudek z „Pionka” Włocławek. U panów triumfował Mieczysław Kontrymowicz z „Warmii i Mazur” Olsztyn przed Sylwestrem Chmielewskim z „Pionka” Włocławek i Dariuszem Pilipczukiem z „Tęczy” Poznań.

Na najlepszych czekały statuetki „Łuczniczki” i nagrody rzeczowe, które wręczyli: Ewa Sargalska – koordynator turnieju, Andrzej Sargalski – prezes klubu „Łuczniczka” Bydgoszcz oraz sędziowie. Zawody zostały dofinansowane przez Ministerstwo Sportu i Turystyki.

X Ogólnopolski Turniej Kręglarski Niewidomych i Słabowidzących o Puchar „Łuczniczki”

10-13.09.2015 r., Tuchola

Kobiety

B1

1. Regina Szczypiorska  („Morena” Iława) 647 p.

2. Bogumiła Kolatowicz („Łuczniczka” Bydgoszcz) 621 p.

3. Alicja Bury („Syrenka” Warszawa) 605 p.

B2

1. Aleksandra Jarząb („Tęcza” Poznań) 695 p.

2. Janina Szymańska („Warmia i Mazury” Olsztyn) 684 p.

3. Jadwiga Dudek („Pionek” Włocławek) 680 p.

B3

1. Jolanta Krok-Sabaj („Podkarpacie” Przemyśl) 711 p.

2. Zofia Sarnacka  („Warmia i Mazury” Olsztyn) 667 p.

3. Małgorzata Nowak („Tęcza” Poznań) 611 p.

Mężczyźni

B1

1. Piotr Dudek („Pionek” Włocławek) 658 p.

2. Grzegorz Lisiński („Pionek” Włocławek) 620 p.

3. Jerzy Dołowy („Warmia i Mazury” Olsztyn) 596 p.

B2

1. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 667 p.

2. Sylwester Chmielewski („Pionek” Włocławek) 652 p.

3. Dariusz Pilipczuk („Tęcza” Poznań) 650 p.

B3

1. Mieczysław Klimczak  („Tęcza” Poznań) 704 p.

2. Rafał Chaberski („Warmia i Mazury” Olsztyn) 680 p.

3. Tomasz Ćwikła („Morena” Iława) 670 p.

KAZ

 

Brydż

W gościnnym Głębinowie

W dniach 4-7.09.2015 r. w Głębinowie nad pięknym Jeziorem Nyskim odbył się po raz szósty ogólnopolski turniej brydża sportowego parami niewidomych i słabowidzących. Turniej zorganizował  nyski klub „Atut”.

Przez ostatnie lata turniej najszlachetniejszej z gier karcianych zdobył liczne grono stałych uczestników, którzy w trakcie treningów i rozgrywek nawiązują kontakty z innymi brydżystami, doskonalą pamięć, umiejętność logicznego myślenia, koncentrację, zdolność podejmowania decyzji, wyobraźnię. W tym roku po raz pierwszy na zawodach w Głębinowie zagościły dwie pary z lubelskiego „Hetmana”, z których jedna, Michał Czarski i Krzysztof Furtak, zaliczyła spektakularny debiut, zajmując pierwsze miejsce. Dotychczasowym faworytom coraz trudniej wygrywać turnieje, czego najlepszym przykładem we wrześniowych rozgrywkach było rozdanie, w którym późniejsi zwycięzcy zmierzyli się z dwiema Halinami z Przemyśla, paniami Betlej i Budziak.

Halina Betlej na pozycji W z pełnym zaufaniem i singlem w kolorze poparła partnerkę, a ta bez problemów zrealizowała kontrakt, osiągając maksymalny wynik w rozdaniu. Ciekawe, czy grając w parze z partnerem, miałaby do niego takie samo zaufanie?

Turniej został objęty honorowym patronatem burmistrza Nysy Kordiana Kolbiarza. Dzięki dofinansowaniu imprezy przez gminę Nysa pięć najlepszych par otrzymało nagrody rzeczowe. Okazałe puchary wręczono zwycięzcom dzięki dofinansowaniu z Ministerstwa Sportu i Turystyki, a klub „Atut” Nysa ufundował drobne upominki dla pozostałych uczestników. Dekoracji najlepszych par dokonali koordynator turnieju Joanna Staliś oraz wiceburmistrz Nysy Piotr Bobak, który życzył wszystkim uczestnikom kolejnych sukcesów w rozgrywkach brydża sportowego.

Ogólnopolski turniej brydżowy parami

4-7.09.2015 r., Głębinów

1. Krzysztof Furtak – Michał Czarski („Hetman” Lublin) 75 p.

2. Edward Stankiewicz – Andrzej Stelak („Syrenka” Warszawa) 57 p.

3. Marek Benda – Jerzy Marszałkowski („Atut” Nysa) 55 p.

4. Andrzej Kużdżał – Romuald Dąbrowski („Atut” Nysa) 42 p.

5. Andrzej Wójcikowski – Józef Agopsowicz („Podkarpacie” Przemyśl/„Atut” Nysa) 42 p.

Romuald Dąbrowski

 

Kajakarstwo

Wiosła pod chmurką

Tegoroczny spływ kajakowy, który iławski klub „Morena” zorganizował dla swoich członków i sympatyków, przebiegał przy niesprzyjającej pogodzie. 22 kajakarzy, mimo wiatru i chmur na niebie, z zapałem wyruszyło na wody Jezioraka. Kajaki nadal cieszą się wielkim zainteresowaniem członków Stowarzyszenia „Cross”. Wszyscy żałowali, że nie zorganizowano w tym roku mistrzostw Polski w tej dyscyplinie.

Gdy wiatr wzmagał się na tyle, że uniemożliwiał przeprawę kajakiem, organizowano w zamian wycieczki piesze po okolicach Siemian. Uczestnicy obozu mieli też okazję spróbować strzelania z broni laserowej. Wieczorne śpiewanie szant przy akompaniamencie Stanisława Odulińskiego i Leonardy Pawłowskiej skutecznie rozgrzewało krtanie i serca. Nie obyło się również bez niespodzianek. Ostatniego wieczoru, przy kominku na zamku w Siemianach obozowiczów odwiedziły dwie tajemnicze postacie. Okazało się, że to przebrani uczestnicy spływu. W roli głównej jako „błękitna niewiasta” wystąpił Stanisław Piasek, zjawie towarzyszył partner w marynarskiej odsłonie. Każdy mógł zatańczyć z niezwykłymi przybyszami zza jeziora. Następnego poranka – wiosła w dół i cała naprzód! Ahoj, przygodo!

Klaudia Maria Żelazowska

 

Żeglarstwo

Słoneczne żagle

W sierpniu tego roku po raz kolejny na Jeziorak wypłynęły jachty dowodzone przez komandora Stanisława Piaska. Pierwsze dni XXVI Obozu Żeglarskiego Stowarzyszenia „Cross” upłynęły uczestnikom przy pochmurnej pogodzie, by w kolejnych rozgrzali się do czerwoności pod słonecznym niebem. Praktyczna nauka wiązania węzłów i nazewnictwa żeglarskiego jest nieodzownym elementem każdego szkolenia. Po przyswojeniu wiedzy czas wdrożyć ją w życie. Sternicy jachtów zadbali o to, by komfortowo i bezpiecznie czuli się nawet ci, którzy pierwszy raz mieli styczność z wodą i żeglowaniem.

Bazy obozu znajdowały się w Iławie i Siemianach. Rejsy na Hawaje czy Lipowiec są już tradycją zgrupowań, a więc i tym razem ich nie zabrakło. Solą żeglarstwa są regaty. Na tegorocznym obozie uczestnicy mogli się sprawdzić aż trzy razy. Regaty o Puchar Wielkiej Żuławy wiążą się z niedawno powstałym projektem budowy osady staropruskiej na wyspie Wielka Żuława i połączenia jej mostem ze stałym lądem. Zbudowany w tym miejscu most uniemożliwiłby opływanie największej wyspy śródlądowej pod żaglami. Regaty sfinansował burmistrz Iławy, a uczestnicy obozu wzięli w nich udział na znak protestu przeciw planowanej inwestycji. Pozostałe wydarzenia sportowe zorganizowane w ramach obozu to Memoriał Adama Ćwikły i regaty o Puchar Wójta Gminy Iława. Zacięta walka i chęć rywalizacji pozwoliły sprawdzić na wodzie wiedzę i umiejętności żeglarskie. Po zmaganiach rozpalano ogniska, na których nie brakowało tradycyjnych szant, śpiewanych przez Lenę Pawłowską przy akompaniamencie gitar Cezarego Królika i Roberta Kopczyńskiego. Ciąg wydarzeń na Jezioraku złożył się na jedyną imprezę żeglarską organizowaną w tym roku przez Stowarzyszenie „Cross”.

Klaudia Maria Żelazowska

 

aaa

 

zdrowie

 

Łupie w krzyżu

„Mieć plecy” w potocznej mowie znaczy, że znamy kogoś na tyle ważnego, że w razie poważnych tarapatów dzięki niemu wyjdziemy z nich obronną ręką. Plecy w dosłownym znaczeniu są ważką częścią naszego ciała, na nich bowiem spoczywa cały jego ciężar.

Największe obciążenia bierze na siebie dół pleców zwany kręgosłupem lędźwiowym. Złożoność budowy okolicy lędźwiowej sprawia, że nawet minimalne uszkodzenie którejś z jego struktur może powodować uciążliwe bóle i dyskomfort. Bóle pleców, barków i krzyża miewa siedmiu na dziesięciu mieszkańców świata. Co roku około dwóch milionów Polaków jest na zwolnieniu lekarskim z powodu chorób układu ruchu. Kiedyś dolegliwości tego typu dotykały osoby starsze, dziś nawet całkiem młode, przed trzydziestką, choć mówi się, że kręgosłup jest stworzony na 40 lat „użytkowania bez remontu”.

 Nasileniu zjawiska sprzyja współczesny styl życia. Na bóle krzyża, czyli odcinka lędźwiowego, latami pracujemy sami. Przez większą część dnia siedzimy: w pracy, przy posiłkach, w samochodzie, na zebraniu, na kanapie, nawet w wannie. – Taka „pozycja krzesła” nie jest dla nas fizjologiczna – tłumaczą lekarze. Obciążamy bowiem nadmiernie dolny odcinek kręgosłupa. W czasie siedzenia ciężar działający na jeden krążek międzykręgowy, potocznie zwany dyskiem, wynosi nawet 140 kg. Dla porównania: kiedy stoimy, jest to 100 kg, w pozycji leżącej – 25 kg. Bóle krzyża u kobiet mogą wynikać z chodzenia na wysokich obcasach. Uniesiona stopa powoduje, że ścięgno Achillesa skraca się, a po pewnym czasie jest w stałym przykurczu. Przez obcasy ciężar całego ciała przesuwa się ku przodowi. Dlatego pogłębia się naturalne wygięcie kręgosłupa w odcinku lędźwiowym. Najpierw pojawiają się kłopoty z prostowaniem stopy, potem – bóle krzyża.

Ortopedzi zwracają uwagę, że nie tylko siedzący tryb życia, lecz także pozycja, w jakiej siedzimy podczas pracy, wpływa na dyskomfort naszych pleców. Zalecają tzw. klękosiady. To rodzaj taboretu; siedząc na nim, ciężar ciała opieramy nie na kolanach, ale na guzowatości piszczeli. Na nich powinna się skupiać największa siła nacisku. Kolana mogą wtedy trochę ucierpieć, ale coś za coś: odciążając plecy – obciążamy bardziej kolana. Jeszcze lepsze jest siedzenie na dużej piłce – to wymusza bowiem na nas stałą zmianę pozycji, bycie w ruchu. Ale piłki nie bardzo się przyjęły, czemu trudno się dziwić: ludzie nie czują się komfortowo, siedząc na nich w biurze. – Trochę to dziwnie wygląda – mówią. Innym pomysłem na to, by mieć trochę ruchu na siedząco, jest biurko z pedałami. W najprostszej wersji to po prostu rower, na którego kierownicy zamontowano blat do pracy, a tylne koło postawiono na rolce umożliwiającej kręcenie nim w miejscu. (Rolki zmieniające zwykły rower w stacjonarny można kupić w sklepach sportowych). W bardziej zaawansowanych wersjach to osobne urządzenie, które umieszcza się pod biurkiem. Pomysł słuszny, tylko czy wysiłek umysłowy w czasie pracy biurowej da się zsynchronizować z pedałowaniem? Na razie brak informacji o tym, jak się ta idea przyjmuje w praktyce.

Narzekamy też na bóle w odcinku szyjnym. Winowajcy to internet, komórki i laptopy. Ich użytkownicy siedzą wciąż z nienaturalnie pochyloną głową. Obciążenia w tej części kręgosłupa są ogromne. Z kolei bóle w odcinku piersiowym kręgosłupa pojawiają się u osób młodych, nastolatków. Wynikają z wad postawy, często z powodu bocznego skrzywienia kręgosłupa. Chorzy odczuwają wtedy coś, co określa się ogólnym bólem pleców lub kłuciem w piersiach. Bóle pleców mogą być skutkiem nowotworów kręgosłupa oraz wad postawy. Może to też być objaw choroby zwanej postępującym zesztywnieniem stawów kręgosłupa. Kiedy nas łupie w krzyżu, często mówimy, że to zapalenie korzonków. Ortopedzi protestują, twierdzą, że nie ma czegoś takiego jak korzonki. – To wszystko – wyjaśnia w wywiadzie prasowym dr n. med. Michał Dziewulski („tylko zdrowie” z sierpnia br.) – są konsekwencje dyskopatii odcinka lędźwiowego kręgosłupa. Ostry ból promieniujący do kończyn może sugerować rwę kulszową, która jest konsekwencją dyskopatii, czyli schorzeń krążka międzykręgowego. Ból promieniuje wzdłuż dróg nerwowych.

Osoby cierpiące na ból pleców często zwlekają z wizytą u lekarza, starając się sobie ulżyć połykaniem leków przeciwbólowych lub smarowaniem różnymi żelami reklamowanymi w mediach. Tabletki, owszem, pomagają złagodzić cierpienie, ale nie rozwiązują problemu, a żaden żel nie wnika tak głęboko, by dotrzeć do krążków międzykręgowych. – Poprawę swojego stanu – mówi dr Dziewulski – można uzyskać tylko mozolnymi ćwiczeniami i wylanym potem. Pacjenci nie lubią, jak się o tym mówi w ten sposób, ale taka jest prawda. Gorset mięśniowy wokół kręgosłupa nie odbuduje się w nocy, podczas siedzenia za biurkiem czy pod wpływem leków. To muszą być tradycyjne ćwiczenia. Jakie? O tym decyduje lekarz po przeprowadzeniu dokładnego wywiadu z pacjentem. Bada jego odruchy neurologiczne, chód, siłę mięśniową, rotację w lewo i w prawo itd. Podstawą do postawienia diagnozy jest rentgen lub rezonans magnetyczny. Najczęściej lekarz zaleca choremu rehabilitację we własnym zakresie. Proponuje konkretne ćwiczenia, aktywność fizyczną. Najlepsze są basen, gimnastyka, jogging, sauna, kriokomora. W trudnych przypadkach, kiedy stan jest przewlekły, konieczna jest współpraca z fizjoterapeutą. W czasie zajęć z kinezyterapii stosuje on m.in. leczenie prądem, bodźce ciepło-zimno, masaże. Gdy i to nie pomaga, konieczny jest zabieg. Operacja to ostateczność – kiedy już naprawdę nie ma szans, by pomóc choremu w inny sposób, np. kiedy cierpi on na nawracającą rwę kulszową. Także u sportowców, którzy mieli nagły uraz. Ale zazwyczaj bóle są spowodowane przeciążeniami, przepracowaniem, a to nie wymaga zabiegu, tylko ruchu.

Nie należy bagatelizować bolących pleców, bo to prowadzi do utrwalenia dolegliwości i nigdy nie wiadomo, kiedy ona nas zupełnie rozłoży – ostrzegają lekarze. Od „chorych pleców” można dostać paraliżu ręki lub nogi. Pacjenci z rwą kulszową skarżą się nieraz na drętwienie kończyny, uczucie mrowienia, a nawet niedowład stopy – idąc, zahaczają palcami o podłogę. Wymaga to szybkiej interwencji lekarskiej, bo może doprowadzić do utraty władzy w stopie. Rokowanie rehabilitacji dla takich osób jest już gorsze. O tym, czy jest z nami tak źle, że musimy wezwać pomoc, może świadczyć centralizacja bólu. Jeśli koncentruje się on w jednym miejscu, to nie jest najgorzej, ale jeśli promieniuje do nogi czy ręki, to może oznaczać, że dysk wypadł nam całkowicie.

Pacjenci często boją się zabiegów operacyjnych. Lekarze obwiniają za to media, które, podobnie jak część neurologów, ortopedów czy fizjoterapeutów, z nieuzasadnionych powodów straszą chorych leczeniem neurologicznym i jego następstwami. Pacjenci obawiają się, że podczas operacji dojdzie do paraliżu kończyn dolnych w wyniku uszkodzenia rdzenia kręgowego.
– Tymczasem w odcinku lędźwiowym nie ma już żadnego rdzenia kręgowego – wyjaśniają specjaliści. Niedoinformowanie zwiększa tylko nieuzasadnione lęki. A najczęściej jest tak, że już następnego dnia po operacji pacjent wstaje i zaczyna powolną rehabilitację pod okiem fizjoterapeuty. Na koniec dostaje do domu wykaz ćwiczeń i potem już ćwiczy sam. Po miesiącu wraca do aktywnej pracy zawodowej. Może normalnie żyć, uprawiać sport, brać dzieci na ręce. Jedyne, czego lepiej unikać, to bieganie, także jogging, siłownia i sporty siłowe. Bardzo korzystne są basen i rower.

Są urządzenia odciążające kręgosłup lędźwiowy: specjalne pasy i tzw. sznurówki. Bywają bardzo pomocne w okresie, gdy zaczynamy dopiero wzmacniać mięśnie grzbietu czy brzucha. Warto z nich korzystać, gdy mamy pracę, w której dźwigamy lub nosimy ciężkie przedmioty. Pas odciąża kręgosłup. Należy jednak pamiętać, że jest on wskazany jedynie podczas pracy, bo pasy i sznurówki osłabiają mięśnie. W związku z tym należy z nich korzystać tylko doraźnie. Cały świat zmaga się z bólami krzyża. W USA, gdzie wiele osób ma nadwagę, „remont” kręgosłupa staje się poważnym problemem nie tylko społecznym, lecz przede wszystkim ekonomicznym. Państwo wydaje miliony dolarów na leczenie, rehabilitację, edukację, zwolnienia lekarskie itd. U nas, choć nie jest aż tak dramatycznie, sprawa z roku na rok robi się poważniejsza. Z danych ZUS na 2014 rok wynika, że wśród powodów, dla których Polacy idą na zwolnienie lekarskie, choroby układu kostno-stawowego, mięśniowego i tkanki łącznej zajmują trzecie miejsce. Wyprzedziły już, bardzo popularne dotąd, choroby układu oddechowego. Na zwolnienie z powodu bólu pleców idą głównie mężczyźni. Na podstawie danych ZUS powstał raport, z którego wynika, że jako przyczynę zwolnienia z pracy około 51 proc. pracowników w naszym kraju podało ból odcinka szyjnego kręgosłupa, 34 proc. odcinka dolnego, a 18 proc. – kręgosłupa piersiowego. Według danych ZUS koszty nieobecności w pracy lub obniżenia jej wydajności z powodu bólu pleców, przeliczone na statystycznego pracownika, wynoszą 551 zł.

Osoby z przewlekle bolącym krzyżem narzekają na trudności z dostępem do specjalisty. Także na brak orientacji, którego lekarza wybrać. Jedni idą po poradę do ortopedy, inni zapisują się do masażysty lub kręgarza (ci nie zawsze umieją fachowo udzielić im pomocy). Kiedy neurochirurdzy sugerują operację, pacjenci nie wiedzą, czy już się zdecydować, czy jeszcze poczekać, skoro inni przedstawiciele służby zdrowia ostrzegają ich przed przykrymi konsekwencjami. Póki te dylematy nie zostaną rozstrzygnięte, warto słuchać rad fizjoterapeutów, jak można sobie pomóc samemu i chronić kręgosłup od przeciążeń. Oto najważniejsze wskazówki.

Kiedy wykonujemy jakąś pracę, przy której dłużej stoimy, naprawdę warto pod jedną nogę podstawić podnóżek i mieć ją nieco wyżej. To doskonała pozycja np. do prasowania czy zmywania naczyń. Pracując w ogrodzie, nie schylajmy się na wyprostowanych nogach, ale kucajmy lub siadajmy w klęku. Ważne jest, by sport wybierać pod okiem specjalisty. Rower powinniśmy mieć dostosowany do wzrostu, tak samo jak kijki do nordic walkingu. Biegać lepiej nie po kostce brukowej czy asfalcie, ale po naturalnym podłożu. A kiedy nas krzyż nagle zaboli, najlepiej położyć się w tzw. pozycji krzesełkowej, czyli na płasko ze zgiętymi w kolanach nogami. Wtedy maleje nacisk na korzenie nerwowe.

Nasze plecy lubią sen. Jądro miażdżyste w kręgosłupie w 80 proc. zbudowane jest z wody. W ciągu dnia ulega dehydratacji: dysk się odwadnia i kurczy. Przez noc nabiera wody i rano jest znów gotowy do pracy.  

BWO

 

aaa

 

ruszajmy się

 

Tenis ziemny 

Tenis należy do najpopularniejszych dyscyplin sportowych. Wielu zawodników uprawia go profesjonalnie, idą za nim wielkie pieniądze, ma liczne grono kibiców oraz rzesze graczy amatorów, kochających ten sport bez względu na wiek. To dosyć, by warto było go poznać. Uprawianie tenisa sprzyja wszechstronnemu rozwojowi fizycznemu, kształtowaniu charakteru i woli walki. Opanowanie podstawowych umiejętności technicznych pozwala cieszyć się fascynującą rywalizacją.

W rozgrywce najczęściej uczestniczy dwóch zawodników rozstawionych po przeciwnych stronach siatki dzielącej boisko. W tenisie rywalizuje się indywidualnie (tzw. gra pojedyncza – singiel, oddzielnie kobiety, oddzielnie mężczyźni) lub dwójkami w tzw. deblu (gra podwójna, w parach kobiet lub mężczyzn) albo w mikście (w parach mieszanych). Używa się do tego specjalnej rakiety służącej do odbijania piłki tenisowej. Gra polega na przebijaniu piłki ponad siatką na pole przeciwnika. Trzeba to zrobić w sposób, który maksymalnie utrudni jej odbiór; liczy się siła, kierunek i zaskoczenie przeciwnika. Piłkę należy przebić po jednym odbiciu od podłoża lub bezpośrednio z powietrza, zanim dotknie ona kortu.

Do rozgrywek potrzebny jest kort tenisowy. Są różne rodzaje kortów, podzielone ze względu na podłoże. Wyróżnia się korty ziemne (na tzw. mączce), o nawierzchni
twardej (np. asfaltowej lub z tworzywa sztucznego) i trawiaste (trawa naturalna lub sztuczna). Wszystkie mają ten sam wymiar ograniczony liniami. Kort jest długi na 23,77 m, a w połowie długości przedzielony na dwa pola siatką zawieszoną na wysokości 91,5 cm. Szerokość boiska wynosi 8,23 m dla gry pojedynczej i 10,97 m w grze podwójnej. Dwie linie boczne tworzą tzw. korytarz deblowy, który stanowi część boiska w grze podwójnej. Wewnątrz pola gry znajdują się dodatkowe linie wyznaczające specjalny obszar. Jest to strefa, w którą należy wykonać pierwsze podanie, tzw. karo serwisowe (wymiary to 6,4 m długości na 4,12 m szerokości). Oprócz kortu do uprawiania tenisa potrzebny jest specjalistyczny sprzęt: rakieta i piłki. Rakieta składa się z rączki i ramy, w którą wpisana jest owalna główka z naciągiem. Naciąg to nylonowe struny przeciągnięte przez otwory w ramie główki i tworzące kratkę. Maksymalna dopuszczalna długość rakiety to 73,66 cm i szerokość 31,75 cm. Piłeczki tenisowe składają się z dwóch połączonych ze sobą połówek wulkanizowanego kauczuku, pokrytych mieszanką filcu i sztucznego włókna. Waga piłeczki musi wynosić pomiędzy 56 a 59,4 g, a rozmiar mieścić się w granicach 6,54 do 6,86 cm. Zaawansowani zawodnicy wykorzystują dodatkowy sprzęt, jak tłumiki drgań, wchłaniające pot owijki, które poprawiają chwyt rakiety, odpowiedni strój i buty czy chroniące przed potem opaski na czoło i ochraniacze na nadgarstki. W tenisa można grać w różnych rodzajach butów, najczęściej używa się specjalnych butów tenisowych o szerokich i płaskich podeszwach, które pomagają utrzymać stabilną pozycję. Sprzęt, dostępny też w wersji dla niewymagających, początkujących graczy jest stosunkowo tani. W koszty uprawiania dyscypliny wchodzi również wynajem kortów (40-60 zł za godzinę) oraz instruktorów i trenerów gry (50-80 zł za godzinę). Jednak są też nieprofesjonalne darmowe korty, np. na obiektach typu orlik. 

Zasady gry

Grę rozpoczyna się pierwszym podaniem, czyli serwisem. Podający zawodnik staje obiema stopami za linią końcową kortu. Wyrzuca piłkę do góry i uderza w nią rakietą, zanim spadnie na podłoże. Piłka musi przelecieć nad siatką i uderzyć w pole kara serwisowego przeciwnika po przekątnej kortu – wtedy serwis jest prawidłowy. Gdy podający zawodnik popełni błąd, ma prawo, bez żadnych konsekwencji, do drugiego serwisu. Dopiero nieprawidłowy drugi z rzędu serwis pozwala dopisać punkt przeciwnikowi. Mecz składa się z setów. Zazwyczaj zwycięża zawodnik, który jako pierwszy wygra dwa sety. Kobiety zawsze rozgrywają pojedynki do dwóch wygranych setów. Mężczyźni w większości profesjonalnych turniejów do trzech. W secie gra toczy się o zwycięstwo w poszczególnych gemach (częściach gry). Aby wygrać seta, trzeba mieć wygranych sześć gemów, ale z przewagą przynajmniej dwóch. Przy stanie 6:5 rozgrywa się dodatkowego gema, który daje możliwość wygrania seta w stosunku 7:5. Gdy jednak przeciwnik wyrówna, to przy stanie 6:6 rozgrywany jest jeszcze jeden gem, tzw. tie break. W nim walka toczy się do 7 zdobytych punktów, z zachowaniem zasady osiągnięcia dwupunktowej przewagi. Zwycięzca tie breaka wygrywa całego seta w stosunku 7:6. Gema wygrywa się, kiedy zdobędzie się 4 punkty. Pierwszy zapisuje się jako 15, drugi 30, trzeci 40, czwarty punkt to zwycięstwo gema. Wyjątkową sytuacją jest stan 40:40, zwany równowagą. Rozpoczyna się wtedy gra na przewagi, która toczy się do momentu, aż jeden z graczy osiągnie przewagę dwóch punktów. W grze podwójnej zasada ta nie obowiązuje. W poszczególnych gemach cały czas podaje jedna strona rywali. Zmiana serwisu następuje po każdym skończonym gemie. Wyjątkiem jest tie break, w którym podaje się na zmianę co 2 punkty. 

Historia gry

Początki tenisa wiążą się ze średniowieczną grą uprawianą przez mnichów w klasztorach w Europie. Piłkę uderzało się dłonią. Pierwsze wzmianki o tzw. grze dłonią znaleźć można w zapisach z XIV wieku. Koniec wieku XV i cały wiek XVI to złoty okres tej gry, powszechnie nazywanej wtedy „jeu de Paule”. Sport ten był bardzo popularny zwłaszcza we Francji, chętnie grano np. na dworze króla Ludwika XIV. Z czasem piłeczkę zaczęto odbijać drewnianymi rakietkami. Grę określano wtedy mianem prawdziwego lub królewskiego tenisa. Wkrótce wprowadzono do użytku skórzane rękawice, te natomiast w XVI w. zostały zastąpione przez prototypy pierwszych rakiet. Pierwsze piłki do tenisa były wykonane z drewna, z czasem ustąpiły one pola lepiej odbijającym się piłkom skórzanym wypełnionym celulozą. Gra szybko zyskiwała na popularności, zwłaszcza we Francji i w Anglii. Współczesna wersja tenisa powstała w Anglii w 1874 roku dzięki majorowi W. C. Wingfieldowi, który opatentował wówczas nową grę pod nazwą „lawn tenis”. Pierwsze rakiety były drewniane, a piłka gumowa, powleczona flanelą. Z biegiem czasu wprowadzone zostały rakiety metalowe i piłki takie, jak współczesne. Boisko do gry miało wówczas kształt dwóch trapezów złączonych podstawami, a od 1877 roku przybrało obecny kształt prostokąta. W tym samym roku w londyńskiej dzielnicy Wimbledon odbył się pierwszy turniej współczesnego tenisa. Turniej ten, rozgrywany corocznie, zyskał, wraz z trzema innymi: US Open (od 1881 r.), French Open (od 1891 r.) i Australian Open (od 1905 r.), największy prestiż. Czempionaty te tworzą tzw. Wielki Szlem. Do ważnych turniejów indywidualnych należą także kończące sezon Masters kobiet i mężczyzn. Rozgrywkami drużynowymi w tenisie są Puchar Davisa oraz Puchar Federacji (kobiety). 

Wpływ gry na organizm i zdrowie

Regularna gra w tenisa ma bardzo dobry wpływ na zdrowie i sprawność fizyczną. Mecze i zajęcia są dość długie, dzięki czemu kształtuje się wytrzymałość ogólna i polepsza się wydolność krążeniowo-oddechowa organizmu. Poszczególne wymiany mają charakter szybkościowy i szybkościowo-wytrzymałościowy, co wymusza pracę organizmu na najwyższych obrotach, a to z kolei sprzyja walce z otyłością i profilaktyce chorób cywilizacyjnych. Kształtuje estetyczną sylwetkę, zarówno u kobiet, jak i mężczyzn. Zmienność kierunku ruchu i tempo gry pozwalają lepiej niż w innych sportach poprawiać koordynację, zręczność, precyzję ruchu, szybkość, siłę, elastyczność i wydolność mięśni. Grę w tenisa poleca się szczególnie dzieciom, ze względu na jej prozdrowotny charakter i wszechstronny rozwój fizyczny, jaki zapewnia. Organizm szybko się hartuje i staje mniej podatny na zmęczenie, dotlenia się. Radosna rywalizacja pozwala również cieszyć się lepszą formą psychiczną i odreagować trudne sytuacje. Wzrasta apetyt, dzieci lepiej śpią, poprawiają wyniki w nauce dzięki lepszej pracy mózgu. 

Walory gry

Tenis od początku był grą wyższych klas społecznych. Dlatego w grze tej ważna jest etykieta, odpowiednie zachowanie. To elegancki sport. Dziś jest dostępny dla wszystkich i nie jest już elitarny, jednak nadal duży nacisk kładzie się na aspekty wychowawcze, poszanowanie przeciwnika i walkę w duchu zdrowej rywalizacji. To również gra, w której bardzo ważne, obok umiejętności, są cechy woli i charakter. Tenis to sport bezustannie zmuszający do podejmowania decyzji, przewidywania. Pomimo pozornej prostoty jest jedną z najtrudniejszych technicznie gier, bo poprawne odbicie należy połączyć z dynamiką ruchu, precyzją i siłą. Sympatycy tego sportu wymieniają wiele jego zalet, oprócz wspomnianych wcześniej. W wykonaniu amatorskim istnieje mniejsze ryzyko odniesienia kontuzji niż w innych, kontaktowych grach. Jest dobrym pomysłem na pozytywne rozładowanie nadmiaru energii czy agresji.

Tenis to styl bycia. Nie ma na co czekać, tylko przyłączyć się do szczęśliwie coraz szerszego kręgu sympatyków tej dyscypliny.

Krzysztof Koc

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

Rekompensata za hetmana

Hetman – najsilniejsza figura na szachownicy – ma swoją cenę. Zgodnie z punktacją określającą wartość bierek hetman to mniej więcej tyle co dwie wieże czy trzy lekkie figury. W partii szachowej powstają jednak czasami sytuacje, w których opłaca się „sprzedać” go za znacznie niższą cenę. Korzyści z takiej transakcji bywają różne, najczęściej są to: długotrwała inicjatywa, atak na króla, opanowanie lekkimi figurami silnych pól w centrum szachownicy czy groźba promocji pionka.

B. Spasski – S. Żuchowicki

Leningrad 1957

Białe: Kb1, Hh4, Wd1, Wf1, Gb3, Sf4, a4, b2, c2, g3, h2

Czarne: Kb8, Hc5, Wb4, We8, Ge5, Gg6, a5, b7, d6, f7, h6

Czarne mają silny atak. Grozi 31...W:b3 i 31...G:c2+ 31.S:g6! W:h4 32.S:h4 Oddanie hetmana za wieżę i gońca zagwarantowało bezpieczeństwo królowi. Teraz można rozpocząć aktywne działania po białych polach 32...f6 33.Sf5 h5 34.Wd5 Hc7 35.Wb5 b6 36.Se3 Białe całkowicie przechwyciły inicjatywę. Przewaga materialna czarnych jest nieodczuwalna 36...Gd4 Przerzut gońca na c5 prowadzi do utraty pionka. Nie wolno 36...G:b2? 37.Sd5, ale dokładniejsze od ruchu w partii było 36...Ka7 37.Sd5 Hd8 38.Wf4 Gc5 Lub 38...Ge5 39.Wh4 39.W:f6 We2 40.Wf7 Wf2 Na natychmiastowe 40...W:h2 z dużą siłą mogło nastąpić 41.Sf6, np. 41...Wf2 42.Sd7+ Kc8 43.S:b6+! 41.Wh7 W takich sytuacjach strona walcząca z hetmanem powinna unikać wymiany wież 41…W:h2 42.S:b6! G:b6 Po 42...H:b6 43.Gd5 H:b5 44.ab5 Kc8 (groziło 45.b6) 45.g4 białe powinny wygrać końcówkę 43.Gd5 Kc8 44.Wb7 He8 Po odejściu gońca rozstrzygało 45.Ge6+ 45.W5:b6 He1+ 46.Ka2 W:c2 47.Wa6 Wc7 48.Wb8+! Kd7 49.Wf8 Hb4? Lepsze 49...He5, na co nastąpiłoby 50.W:a5 i nie wolno 50...H:g3? bo 51.Wf7+ Kd8 52.Wa8+ 50.Wf7+ Kd8 51.Wf4! Ale nie 51.Wa8+? Wc8 52.Wf8+ Ke7 53.Wf:c8 H:a4+ 54.Kb1 Hd1+ i czarne ratują partię 51...Hd2 52.Wf8+ (52...Ke7 53.Wf7+ Kd8 54.W:d6+ itd.) 1–0

Obrona sycylijska

R. Neżmietdinow – O. Czernikow

Rostów nad Donem 1962

1.e4 c5 2.Sf3 Sc6 3.d4 cd4 4.S:d4 g6 5.Sc3 Gg7 6.Ge3 Sf6 7.Gc4 0–0 8.Gb3 Sg4 9.H:g4 S:d4 10.Hh4 Ha5 11.0–0 Gf6 12.H:f6!? W przypadku 12.Hh6 Gg7 13.Hh4 Gf6 czarne mogły szantażować remisem przez powtórzenie posunięć. Pół wieku temu to poświęcenie i cała partia zdobyły światowy rozgłos. Według współczesnej teorii debiutów to odgałęzienie wariantu, choć jest poprawne, nie daje białym przewagi 12...Se2+ Zysk ważnego tempa – biały skoczek będzie miał dłuższą drogę do pola d5. Po 12…S:b3? 13.H:e7 S:a1 14.Sd5 Hd8 15.Gd4! białe zwyciężały 13.S:e2 ef6 14.Sc3 Plan białych jest prosty: Sd5, Gd4 z zabraniem pionka f6. Za hetmana są tylko dwie lekkie figury, ale czarnym jest trudno się bronić 14...We8 Zasługuje na uwagę 14…d5!? 15.S:d5 Ge6 16.S:f6+ Kg7 17.Gd4 G:b3 pozwalające na ewentualny wieczny szach po 18.Se8+ Kg8 (18…Kh6? 19.ab3 Hb4 20.Gg7+ Kg5 21.Sf6 z rozstrzygającym atakiem) 19.Sf6+ 15.Sd5 We6 16.Gd4 Kg7 Czarne obroniły chwilowo punkt f6, ale ich figury zajęły bardzo pasywne placówki 17.Wad1 d6 18.Wd3 Wieża zmierza na f3. Pionek f6 jest nie do uratowania 18...Gd7 19.Wf3 Gb5 20.Gc3 Hd8 21.S:f6 Ge2? Przegrywający błąd. Do mniej więcej równej pozycji prowadziło 21...Wc8, np. 22.G:e6 fe6 23.Wd1 W:c3 24.bc3 Ha5 22.S:h7+ Kg8 Jeśli 22…K:h7, to 23.W:f7+ Kh6 24.G:e6 23.Wh3 We5 Lub 23...G:f1 24.Sg5 Kf8 25.Wh8+ z wygraną białych 24.f4 G:f1?! Lepsze 24...Wh5 25.Sf6+ Kf8 26.S:h5 gh5, ale partii to nie ratowało 25.K:f1 Wc8?! Dłużej można było się bronić w wariancie 25...Wh5 26.Sf6+ Kf8 27.S:h5 gh5 28.W:h5 Ke7 29.Wh7 26.Gd4 Dobre było też i 26.fe5 W:c3 27.Sf6+ 26...b5 Czarne są bezradne: 26...W:e4 27.Sf6+ 27.Sg5 Wc7 28.G:f7+ W:f7 29.Wh8+! Efektowna kombinacja na koniec 29...K:h8 30.S:f7+ Kh7 31.S:d8 W:e4 32.Sc6 W:f4+ 33.Ke2 i czarne poddały się.

A. Baburin – L. van Wely

Berlin 1991

Białe: Kg1, Hc1, Wa1, Wd7, Gd4, Gg2, Sc3, b4, c5, g3, h2

Czarne: Kg8, Hf6, Wb8, We8, Gb3, Gg7, a4, b5, c7, f4, f7, g6, h7

Czarne są bez figury i mają duże trudności. Odejścia hetmanem prowadzą do wyraźnej przewagi białych, np. 24…Hf5 25.G:g7 H:d7 26.Gf6 We3 (Końcówka po 26...He6 27.H:f4 He3+ 28.H:e3 W:e3 29.Kf2 jest wygrana dla białych) 27.Hf1 f3 (Zagrane, aby utrudnić wkroczenie hetmana na f4) 28.G:f3 Wbe8 29.Gg2 itd. W tej sytuacji trudno się dziwić podjętej decyzji: 24….H:d4+! 25.W:d4 G:d4+ 26.Kh1 Czarne za hetmana mają tylko wieżę i dwa pionki, ale aktywność figur i związanie po dużej przekątnej szybko pozwalają zmniejszyć straty materialne do minimum i zachować inicjatywę w grze 26…f3? Niedokładne posunięcie. Silniejsze było 26...We3! 27.Sd5 G:d5 28.G:d5 G:a1 29.H:a1 Wd8 z przewagą, np. 30.Gc6 f3 31.G:b5 W:a3! 32.Hf1 We3 33.G:a4 Wd2 34.Gc6 Wde2 czy 30.Hd4 We6! 31.c6 f3 32.Kg1 Wed6 27.Gf1? Po 27.G:f3! We3 28.S:b5! W:b5 29.Hd2! ocena pozycji zmieniała się zdecydowanie na korzyść białych, ale to jest wariant z komputera, trudny do znalezienia przy partii 27...Wbd8 Czarne figury panują na szachownicy, białe muszą ponieść straty materialne 28.G:b5 We3 29.H:e3 Po 29.Wb1 W:c3 30.Hf4 f2 31.Kg2 Gd5+ 32.Kf1 Ge6 czarne też odbierały poświęcony materiał i powinny wygrać 29...G:e3 30.G:a4 Ge6 Silna para gońców i groźny pionek f3 gwarantują zwycięstwo 31.Gc6 Wd3 32.Se4 Gh3 33.Sf6+ Kg7 34.Se8+ Kf8 35.G:f3 K:e8 36.a4 Wb3 37.a5 W:b4 38.a6 G:c5 i białe poddały się. 

Partia włoska

W. Knorre – M. Czigorin

St. Petersburg 1874

1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gc4 Gc5 4.0–0 Sf6 5.d3 d6 6.Gg5 h6 7.Gh4 g5 8.Gg3 Ofiara skoczka 8.S:g5 hg5 9.G:g5 jest groźna tylko przy zroszowanym czarnym królu. W naszej partii monarcha stoi jeszcze w centrum i do obrony można użyć wieży: 9...Wg8 10.h4 W:g5! 11.hg5 Gg4 12.Hd2 Sh5 i pozycja białych jest przegrana 8...h5!? 9.S:g5 Ostrożniejsze było 9.h4 Sh7 10.c3 9...h4! 10.S:f7 Białe muszą grać konsekwentnie. Po 10.G:f7+? Ke7 traciły figurę.

10...hg3! Jak najbardziej poprawne oddanie hetmana za jedną tylko lekką figurę! 11.S:d8 Gg4 12.Hd2 Po 12.S:c6 G:f2+ 13.W:f2 gf2+ 14.K:f2 G:d1 czarne zostawały z przewagą materialną 12...Sd4! Biały król znalazł się w dużym niebezpieczeństwie. Znaleźć ratunek jest bardzo trudno 13.Sc3? Prowadzi do szybkiego końca. Jedyne było 13.h3, co po 13…Se2+ 14.H:e2 (14.Kh1? W:h3+!) 14...G:e2 15.Se6 Gb6 16.Sc3 G:f1 17.K:f1 gf2 prowadziło do pozycji z wyrównanymi szansami 13...Sf3+! 14.gf3 G:f3 Przed matem nie ma obrony. Białe poddały się.

D. Navara – R. Kempiński

Gorzów Wlkp. 2014

Białe: Kb1, He2, Wd2, Wd5, Ge5, a3, b3, c2, e4, f2

Czarne: Kg8, Hb7, Wc6, Wc8, Gf6, a6, b5, g7, h4, h7

Pozycja białych jest bliska wygranej. Po 29.G:f6 W:f6 30.Wd7 Hc6 31.Hg4 Wf7 32.W:f7 K:f7 33.H:h4 miały przewagę materialną i pozycyjną. W partii przestawiły jednak posunięcia 29.Wd7? W:c2! Grom z jasnego nieba! 30.W:b7 Wc1+ 31.Ka2 G:e5 Za hetmana mają czarne tylko gońca, ale okazuje się, że wcale nie stoją gorzej 32.Wb2 Z nadzieją na oddanie jakości i uspokojenie sytuacji 32...h3! W przypadku 32...G:b2? 33.K:b2 h3 białe wygrywały po 34.Wb8! 33.Hh5 G:b2 34.We7 h6 35.e5! Do przegranej końcówki hetmańskiej prowadziło 35.We8+ W:e8 36.H:e8+ Kh7 37.K:b2 h2 38.K:c1 h1H+ 39.Kb2 Hh4. Ruch w partii ratuje pół punktu 35...G:e5 36.We8+ W:e8 37.H:e8+ Kh7 38.H:e5 Wc2+ 39.Kb1 W:f2 Wobec groźby marszu pionka h3 białe są zmuszone dawać wiecznego szacha 40.He4+ Kh8 41.He8+ Kh7 42.He4+ Remis.

V. Hort – P. Keres

Oberhausen 1961

Białe: gG1, hE2, Wb1, Gf2, d7, f3, g2, h2

Czarne: Kh8Wb8, Gf6, , Wa4, b2, c3, f5, g7, h6

W tej ostrej pozycji nastąpiło 40.He8+ Kh7 41.d8H W:d8 Ciekawe było 41...c2!? z pełną rekompensatą za… dwa hetmany. Białe musiałyby wówczas dawać wiecznego szacha po 42.Hh8+ Kg6 43.Hhe8+ Kh7 (43...Kg5? 44.Hd2+) 44.Hh8+ 42.H:a4 Wd2! Za hetmana mają czarne tylko dwa pionki, ale za to jakie! Grozi 43...c2 43.W:b2? Ułatwia zadanie przeciwnikowi. Główny wariant powstawał po 43.Hb5 c2 44.Hf1. Czarne musiałyby znaleźć wygrywające posunięcie 44...Wd5! Jest to jedyna prawidłowa droga przerzutu wieży na linię „a”, gdyż trzeba jeszcze chronić pionka f5. Dalej mogło nastąpić 45.Ge3 cb1H 46.H:b1 Wa5 47.Kf2 Kg8! (Ale nie 47...Wa1? 48.H:f5+ Kg8 49.He6+ z remisem) 48.Hd1 Wa1 49.Hd5+ Kh8 lub 45.g3 Wa5 46.W:b2 G:b2 47.Ge3 Wa1 48.H:a1 G:a1 49.Gc1 Gd4+ 50.Kf1 g5 z wygraną dla czarnych końcówką gońcową 43...cb2 44.Hb3 Wd8 Docelowym miejscem wieży jest pole a1 45.Hc2 Wb8! 46.Hb1 Jeśli 46.H:f5+, to g6 47.Hb1 Wa8 46...g6 Teraz już nie ma obrony przed Wa8-a1 47.g4 Wa8 48.Kg2 Wa1 49.Hc2 b1H 50.Hc7+ Gg7 51.Gd4 Hf1+ 52.Kg3 f4+ 53.K:f4 Hc1+ 0–1 

Obrona nowoindyjska

M. Tal – H. Hecht

Warna 1962

1.d4 Sf6 2.c4 e6 3.Sf3 b6 4.Sc3 Gb4 5.Gg5 Gb7 6.e3 h6 7.Gh4 G:c3+ 8.bc3 d6 9.Sd2 e5 10.f3 He7 11.e4 Sbd7 12.Gd3 Sf8 Zasługiwało na uwagę 12...g5 13.Gf2 Sh5 likwidujące nieprzyjemne związanie 13.c5 dc5 Lub 13...bc5 14.de5 de5 15.Ha4+ S8d7 16.Wb1 z nieprzyjemnymi naciskami białych 14.de5 H:e5 15.Ha4+ c6?! Prawidłowe było 15...S8d7 16.Wc1 0–0 z solidną pozycją 16.0–0 Sg6 Po 16...H:c3 17.Sc4 H:d3? 18.Wad1 czarne szybko przegrywały, np. 18...b5 19.W:d3 ba4 20.Sd6+ Ke7 (Lub 20...Kd7 21.S:b7+ Kc7 22.Wb1) 21.Sf5+ itd. 17.Sc4 He6 18.e5!? Wstęp do wielkich komplikacji, w których eksmistrz świata czuł się jak ryba w wodzie 18...b5 Po 18...S:h4 19.Sd6+ Kf8 silne było 20.Wae1! (20.S:b7?! H:e5) zostawiające odebranie figury na później 19.ef6!? Białych nie zadowala trochę lepsza końcówka po 19.Hb3 S:h4 20.Sd6+ Kf8 21.H:e6 fe6 22.S:b7 (22.ef6 Wd8!) 22...Sd5 23.S:c5 i postanawiają poświęcić hetmana. Partia grana była podczas olimpiady szachowej. Tal wspominał, że po 19.ef6 do stolika podszedł pełen temperamentu polsko-argentyński arcymistrz Najdorf i... pocałował go na znak podziwu dla podjętej decyzji 19...ba4 Po 19...0–0 przewagę dawało białym 20.Hc2 S:h4 21.Sa5 20.fg7 Wg8 21.Gf5! Puenta kombinacji! 21...S:h4! Po 21...H:c4 czarne miały przewagę całego hetmana, ale forsownie przegrywały 22.Wfe1+ He6 23.W:e6+ fe6 24.G:g6+ Kd7 25.Wd1+ Kc8 (Do mata prowadzi 25...Kc7 26.Gg3+ Kb6 27.Wb1+ Ka6 28.Gd3+) 26.Gf6 i za pionka g7 trzeba oddać wieżę. W przypadku 21...H:f5 22.Sd6+ Kd7 23.S:f5 S:h4 24.S:h4 W:g7 25.Sf5 czarne czekała gorsza końcówka 22.G:e6 Ga6! Wydaje się, że białe tracą figurę, ale Tal policzył dalej 23.Sd6+ Ke7 24.Gc4! W:g7 25.g3 K:d6 Tal w komentarzach uważał to zabicie za błąd, gdyż w tego typu sytuacjach goniec jest silniejszy od skoczka. Jego zdaniem należało wybrać 25...G:c4 26.S:c4 Wd8. Wydaje się jednak, że o wyniku partii zadecydowały dalsze niedokładności czarnych 26.G:a6 Sf5 (26...Wb8!?) 27.Wab1 f6?! Po 27...Se3!? 28.Wfe1 Sd5 29.Wed1 (29.c4?! Sb4) 29...Ke7 czarne były bliskie wyrównania 28.Wfd1+ Ke7 29.We1+ Kd6 30.Kf2 c4?! Czarne oddają pionka, aby uzyskać dla króla bezpieczne pole c5. Lepiej wyglądało 30...Wd7 31.g4 Se7 32.Wb7?! Po dokładnym 32.G:c4!? Sd5 33.G:d5 cd5 34.Wb4 białe zyskiwały ważne tempo w porównaniu z partią 32...Wag8! 33.G:c4 Lub 33.W:a7 Sd5 34.W:g7 W:g7= 33...Sd5 34.G:d5 cd5 35.Wb4 Wc8?! Czarne tracą okazję do korzystnej wymiany pionków. Po 35...f5! 36.h3 fg4 37.hg4 h5! 38.Kg3 hg4 39.fg4 Wc7 40.We3 a3 były duże szanse na pokojowe zakończenie gry 36.W:a4 W:c3 37.Wa6+ Kc5 38.W:f6 h5 39.h3 hg4 40.hg4 Para wolniaków gwarantuje zwycięstwo 40...Wh7 Po 40...d4 nastąpiłoby 41.We5+ Kc4 42.Wc6+ Kd3 43.Wd6 Wc2+ 44.Kg3 W:a2 45.Wed5 Wa4 46.g5 Kc3 47.f4 z wygraną białych 41.g5 Wh5 42.Wf5 Wc2+ 43.Kg3 Kc4 44.Wee5 d4 45.g6! Wh1 46.Wc5+ Kd3 47.W:c2 K:c2 48.Kf4 Wg1 49.Wg5 (49...W:g5 50.K:g5 d3 51.g7 d2 52.g8H d1H 53.Hb3+) 1–0

Ryszard Bernard

 

aaa

 

Gramy w warcaby

W dniach 4-7.06. 2015 r. w Gnieźnie rozegrano VII Turniej Warcabowy o Drzwi Gnieźnieńskie. Impreza ma charakter integracyjny. Nasi zawodnicy biorą w niej udział co roku, bo jest to okazja do zmierzenia się z najlepszymi. W tegorocznych rozgrywkach bardzo dobrze wypadł zawodnik „Sudetów” Kłodzko Edward Twardy, choć można powiedzieć, że był to dla niego turniej niewykorzystanych szans. Był autorem ogromnej niespodzianki, którą sprawił, osiągając remis ze świeżo upieczonym mistrzem Polski Łukaszem Kosobudzkim. A mógł tę partię przecież wygrać. Podobnie było w innych partiach – końcowe wyniki nie odzwierciedlały jego dobrej gry.

Łukasz Kosobudzki – Edward Twardy

1. 33-29 18-23

Mistrz Polski wybrał najostrzejszy debiut i nasz zawodnik odpowiedział niedokładnym zagraniem. Żeby uniknąć teoretycznych wariantów, lepiej było zdecydować się na kontynuację 1... 19-24 2. 39-33 14-19 3. 44-39 20-25 4. 29x20 25x14.

2. 29x18 12x23 3. 34-30! 20-24 4. 39-33 7-12 5. 32-28 23x32 6. 37x28

Białe już przejęły inicjatywę i czarne muszą bardzo dokładnie grać, aby nie dopuścić do narastania przewagi przeciwnika.

6... 1-7

Lepsze było 6... 13-18, żeby na 7. 41-37 mieć odpowiedź 19-23.

7. 41-37 17-21 8. 31-26? 13-18 9. 26x17 11x22 10. 28x17 12x21

Po niezbyt udanym zagraniu białych czarnym udało się nieco poprawić swoją pozycję.

11. 36-31 7-12 12. 44-39

W tej wyrównanej pozycji czarne zagrały:

12... 15-20?

i tym samym dały białym argument do gry na związanie długiego skrzydła. Można było utrzymać aktywność po 12... 9-23 i 13... 4-9.

13. 30-25! 9-13 14. 40-34! 2-7 15. 46-41 7-11 16. 45-40?

To posunięcie niczego do gry nie wnosi, a jak się później okaże, będzie przyczyną problemów białych. Lepsze było od razu 16. 34-30.

16... 21-26 17. 34-30 18-22 18. 31-27! 22x31 19. 41-36 12-18 20. 36x27 4-9 21. 37-31! 26x37 22. 42x31

Teraz czarne nie mogą wykorzystać kolumny 9-18 do wymiany, bo po 31-26 grupa pionków na krótkim skrzydle pozostanie nieaktywna.

22... 11-17 23. 38-32

Teraz pionek na 6 został praktycznie wyłączony z gry.

23... 18-23 24. 43-38

Z posunięcia na posunięcie możliwości gry czarnych są coraz bardziej ograniczane. Nie można np. zagrać 24... 13-18, na co białe przygotowały 25. 27-21 17x28 26. 33x15.

24... 6-11 25. 31-26 8-12

Na 25... 13-18 groziła kombinacja 26. 27-22 17x37 27. 38-32 37x28 28. 33x15.

26. 49-43 10-15 27. 33-28 13-18 28. 47-42 9-13 29. 42-37 3-9 30. 48-42 5-10 31. 50-45

Czarnym skończyły się rezerwowe posunięcia i teraz muszą oddać pionka.

31... 16-21 32. 27x7 12x1

Chociaż ma pionka więcej, mistrz Polski popełnia teraz duży błąd, który przesądza o wyniku partii. Tylko niedokładnej grze przeciwnika może zawdzięczać, że tę partię zremisował.

33. 39-34??

To zagranie uruchomiło związane wcześniej pionki długiego skrzydła czarnych.

33... 24-29! 34. 43-39 18-22

I białe znalazły się w sytuacji bez wyjścia. Jeżeli zagrają 35. 39-33, to przegrają po 22-27 36. 32x12 23x43 37. 34x23 19x39. W partii było:

35. 26-21 22x44 36. 40x49 17x26 37. 45-40

Sytuacja diametralnie się zmieniła. To czarne mają pionka więcej i powinny bez trudu doprowadzić partię do wygranej.

37... 1-7 38. 49-43 7-11

Czarne mogły poprawić aktywność swojej pozycji po 38... 23-28 39. 32x23 (39. 34x23 26-31) 29x18.

39. 43-39

Teraz zagranie 39... 23-28 prowadzi do straty pionka.

39... 20-24 40. 32-27 13-18

W bardzo trudnej sytuacji byłyby białe po 40... 11-17! Przegrywa 41. 27-21 13-18 42. 21x12 18x7 43. 38-32 29-33 44. 39x28 7-11 45. 42-38 11-16. Przegrywa również 41. 37-32 17-22 42. 27x18 23x12 43. 34x23 19x48 44. 30x17 48x45 45. 38-32 45-50. Przegrywa 41. 38-32 17-22 42. 27x18 13x22 43. 42-38 9-13 44. 39-33 13-18 a) 45. 32-28 23x41 46. 34x12 41-46 47. 12-7 22-28 48. 33x22 19-23 49. 30x28 46x1 b) 45. 25-20 14x25 46. 32-28 23x43 47. 34x5 25x45.

41. 38-32 11-17 42. 27-21 17-22 43. 21-16 22-27?

Z tą wymianą nie należało się spieszyć. Wygrana była po 43...15-20 44. 42-38 9-13 45. 39-33 10-15 46. 32-28 23x41 47. 34x12 41-47.

44. 32x21 26x17 45. 42-38 18-22 46. 37-31 22-28

Lepsze było 46... 9-13.

47. 39-33 28x39 48. 34x43 23-28 49. 43-39 15-20?

Tym posunięciem czarne ostatecznie wypuszczają wygraną. Szanse na zwycięstwo były jeszcze po 49... 19-23 50. 30x19 28-33 51. 19x28 33x42.

50. 39-34 29-33 51. 38x29 24x33 52. 30-24 19x39 53. 40-34 39x30 54. 35x13 14-19 55. 13x24 33-38 56. 24-20

I zawodnicy zgodzili się na remis.

Daria Babiak – Edward Twardy

1. 32-28 19-23 2. 28x19 14x23 3. 37-32 10-14 4. 41-37 14-19 5. 33-28

Białe, licząc na prostą kombinację, dają czarnym możliwość uzyskania kolejnych 2 temp.

5... 17-22! 6. 28x17 12x21

Być może białe liczyły na kombinację po 5... 17-21 6. 31-27 5-10? 7. 27-22 18x27 8. 38-33 27x29 9. 37-31 23x32 10. 34x5

7. 47-41 9-14?

Nie było powodów, żeby nie wyprowadzić pionka z 5.

8. 39-33 7-12 9. 44-39 4-9 10. 50-44 1-7 11. 31-27?

Wcześniejsze ustawienie kolumny po linii głównej sugerowało przygotowania białych do walki o centrum. Próba przejścia do klasyki jest błędnym planem z uwagi na niegrające pionki 46 i 41.

11... 21-26 12. 33-28 11-17 13. 27-21

Teraz białe w obawie przed związaniem długiego skrzydła rozbijają pozycję, co jest dla nich niekorzystne, bo nie będą w stanie utrzymać ważnych punktów w centrum. 13... 16x27 14. 32x21 23x32 15. 37x28 7-11 16. 41-37 5-10 17. 39-33 17-22! 18. 28x17 11x22 19. 21-16 19-23 20. 44-39 14-19 21. 34-29 23x34 22. 39x30 10-14 23. 30-25 19-23 24. 40-34 14-19 25. 25x14 9x20

Lepsze było 25... 19x10.

26. 43-39 6-11 27. 16x7 2x11!

Ważne, żeby w otwartej pozycji zwiększyć tempo.

28. 37-31

W tej trudnej dla białych sytuacji na długim skrzydle nie ma dobrych zagrań.

28... 26x37 29. 42x31 12-17!

Teraz widać skutki błędnego planu białych, którym była próba gry klasyki, a później uczieczka od tej decyzji poprzez rozbicie pozycji. Czarne, mając dużą swobodę w centrum, ustawiają kolejne kolumny i zwiększają przewagę.

30. 49-43 8-12 31. 46-41

Wykorzystując słabości w pozycji białych, którymi są nieaktywne pionki na długim skrzydle oraz brak kolumny 38-49, czarne stawiają klina.

31... 22-27! 32. 31x22 18x27 33. 41-37 17-22!

Czarne podpierają klina zgodnie z teorią i tym samym przygotowują się do zajęcia kolejnego ważnego pola – 28.

34. 37-31 23-28

Teraz wybór posunięć dla białych jest już bardzo mocno ograniczony.

35. 34-29 12-18

Niedokładne zagranie umożliwiające białym wybicie na 24. Konieczne było 35... 19-24.

36. 45-40?

Białe nie skorzystały z możliwości uproszczeń i czarne zagrały:

36... 19-24! 37. 40-34 13-19! 38. 34-30

Zagranie wymuszone, ponieważ groziło związanie 38... 19-23.

Czarne doprowadziły do sytuacji, w której mogły tę partię forsownie wygrać 38...20-25! 39. 29x20 15x24! 40. 31-26 25x34 41. 39x30 28x39 42. 43x34 18-23 a) 43. 48-42 11-17 44. 38-33 3-9 45. 30-25 9-14 46. 34-30 27-32 47. 33-29 23x34 48. 30x39 22-28 49. 42-37 32x41 50. 36x47 19-23 51. 47-42 28-32 52. 39-33 32-38 53. 33-28 23x32 54. 42x33 32-37 b) 43. 38-33 3-9 44. 48-43 9-14 45. 43-39 11-17 46. 30-25 23-29 47. 34x23 19x28 48. 35-30 24x35 49. 33-29 28-33 50. 29x38 35-40 51. 38-33 40-45 52. 33-29 45-50 53. 26-21 50x24 54. 21x12 24-2 c) 43. 30-25 3-9 44. 48-43 9-14 45. 43-39 11-17 46. 35-30 24x35 47. 38-33 19-24 48. 34-30 14-19 49. 39-34 23-28. W partii było:

38... 19-23? 39. 30x19 23x14 40. 29-24 20x29 41. 33x24 3-9?

Licząc się z wybiciem ważnego pionka 28, należało się przygotować do ponownego zajęcia tego pola 41... 18-23 42. 24-19 3-9 43. 19x10 15x4.

42. 39-33 28x39 43. 43x34 9-13

Jeszcze można było zagrać 43... 18-23

44. 34-29 14-20 45. 48-43

Wymiana 45. 29-23 nie była dla białych korzystna.

45... 20-25 46. 38-33 27-32 47. 43-39 11-17?

To zagranie znacznie ograniczyło aktywność pozycji czarnych i teraz do głosu dochodzą białe. Lepsze było 47... 13-19 48. 24x13 18x9 z możliwością oddania pionka i przejścia do damki.

48. 39-34 13-19 49. 24x13 18x9 50. 35-30 9-13 51. 29-23 22-28 52. 33x11 32-38 53. 11-7 38-42 54. 7-1 42-48 55. 31-26 15-20 56. 36-31 20-24?

Błąd, który ostatecznie rozstrzyga partię na korzyść czarnych. Remis był po 56... 13-18 57. 23x12 20-24 58. 30x19 48x17 59. 1-6 17-50 60. 26-21 50-45

57. 30x8 48x2 58. 31-27 25-30 59. 1-6 30-34 60. 6-50 34-40 61. 23-18 40-45 62. 18-12 2-19 63. 12-7 19-5 64. 7-2 5-46 65. 27-21 46-5 66. 21-16 5-46 67. 16-11 46-5 68. 11-6 5-46 69. 6-1 46-5 70. 26-21 5-46 71. 21-17 46-41 72. 17-12 41-46

I czarne poddały się wobec 73. 50-28 46x7 74. 2x11 45-50 75. 11-6.

Jan Sekuła

 

aaa

 

kultura

 

Śmierć nie zawsze jest pewna

„10 maja 1996 roku wysoko w Strefie Śmierci na Mount Evereście w straszliwej burzy śnieżnej zginęło dziewięć osób. Następnego dnia jedna z nich dostała szansę na drugie życie” – tak rozpoczyna się książka „Everest. Na pewną śmierć”. Opowieść ta to relacja Becka Weathersa, lekarza patologa, himalaisty, który przeżył wyprawę na najwyższą górę świata, chociaż po kilkunastu godzinach śpiączki hipotermicznej i przy głębokich odmrożeniach nikt nie dawał mu na to szans. Ratownicy, którzy go odnaleźli, uznali, że umiera i zostawili go na pewną śmierć. Jednak Beck obudził się, a ponieważ nikogo obok niego nie było, postanowił sam dotrzeć do obozu. Biorąc pod uwagę, że od trzech dni nie pił, od dwóch nie jadł, do tego prawie nic nie widział i miał odmrożone obie dłonie, był to nadludzki wysiłek.

Jednak Beck nie przedstawia siebie w roli bohatera, nie chełpi się swoimi osiągnięciami. Wręcz przeciwnie.

„Aby napisać taką książkę, musiałem się pogodzić z tym, że nie obejdzie się bez sportretowania własnej, głęboko poranionej duszy i że będzie to wymagać brutalnej szczerości, która w najlepszym wypadku pokaże mnie w niekorzystnym świetle i odsłoni te części mojego życia, z których nie jestem szczególnie dumny” – pisze.

Opowiada więc o obsesji na punkcie gór, o swoim egoizmie, uciekaniu od rodziny, a nawet o depresji, którą zaleczyć mogła tylko kolejna wyprawa. Wiele miejsca w książce poświęca swojej żonie Peach, dla której pasja Becka jest utrapieniem.

Książka ta jest swego rodzaju terapią dla autora, ale również czytelnikom może pomóc w ustaleniu życiowych priorytetów, tak by pasja wciąż pozostała pasją, a najbliżsi – najbliższymi. I choć nigdy nie wiemy, jak byśmy się zachowali w obliczu zagrożenia, warto sobie zadać pytanie z okładki: „Gdybyście wiedzieli, że za godzinę umrzecie, o czym byście myśleli? Co zaprzątałoby was w tych ostatnich chwilach?”. Próba odpowiedzi może nam powiedzieć wiele o nas samych.  

Barbara Zarzecka

Książka „Everest. Na pewną śmierć” Becka Weathersa oraz Stephena G. Michauda, wydana w 2015 r. przez Agorę, dostępna jest również w formie e-booka (w formatach: mobi, epub lub PDF). Historia tej wyprawy została także przedstawiona w filmie „Everest”, który 18 września wszedł na ekrany polskich kin.