stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 10 (115) Październik 2014

Nr 10 (115) PAŹDZIERNIK 2014

ISSN 1427-728X

ROK XII

Nr 10/2014 (115)

Październik 2014 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ,

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 635 57 94

tel. kom. 668 764 654,
666 725 040

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

 

Miesięcznik dofinansowuje

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych

aaa 

 

Spis treści:

Amerykański sukces?

Mirosław Jurek

Dwa złote, cztery srebrne i sześć brązowych

Tadeusz Rodziewicz

Dziesięć lat minęło

Piotr Dudek

Wyjątkowe zawody

Piotr Dudek

Po raz pierwszy w Polsce

Mariusz Gołąbek

Bieg po mistrzostwo

Mariusz Gołąbek

Ping-pong w ciemnościach

Grzegorz Modrzyński

Wiadomości

Biegać każdy może 

Barbara Zarzecka

10 lat „Olimpu”

Michał Banaś

Niewidzialni

(BWO)

Chwyć za kijki

Krzysztof Koc

Gramy w szachy

Ryszard Bernard

Gramy w warcaby

Jan Sekuła

Szkolenie „Masz szansę” – kolejny nabór    

 

aaa

 

kolarstwo

 

Amerykański sukces?

Od 28 sierpnia do 1 września 2014 r. odbywały się w Greenville w USA mistrzostwa świata w parakolarstwie w konkurencjach szosowych. Wystartowało 321 zawodników z 44 krajów, wśród nich 14-osobowa reprezentacja Polski, w której znalazło się 9 zawodników ZKF „Olimp”. Kolarze z dysfunkcją wzroku przywieźli trzy medale: dwa srebrne Anny Harkowskiej i jeden brązowy tandemu Marcin Polak – Michał Ładosz.  

Jeszcze lepszym dorobkiem mogą poszczycić się reprezentanci PZSN „Start”, którzy wywalczyli cztery krążki: złoty i brązowy Renata Kałuża, złoty Rafał Wilk oraz brązowy Arkadiusz Skrzypiński. W punktacji medalowej Polska zajęła wysokie 7. miejsce w gronie 28 sklasyfikowanych krajów.

Tak brzmi krótki komunikat podsumowujący w liczbach najważniejszą tegoroczną imprezę parakolarską. Za tymi słowami i liczbami kryją się jednak interesujące treści. 

Mistrzostwa od kuchni

Spróbujmy sobie wyobrazić, jak właściwie wyglądają mistrzostwa świata w parakolarstwie. Trwająca zazwyczaj około tygodnia impreza zaczyna się od spraw proceduralnych: klasyfikacji medycznej zawodników, weryfikacji wcześniejszych zgłoszeń na podstawie licencji uprawniających kolarzy do startu oraz odprawy technicznej, na której ustalane są szczegółowe zasady organizacyjne i sportowe zawodów. Odbywają się również oficjalne treningi na zamkniętej dla ruchu trasie wyścigu. Potem następuje uroczysta ceremonia otwarcia i zaczyna się kilkudniowa rywalizacja sportowa.

Mistrzostwa to naprawdę duża impreza o zasięgu ogólnoświatowym, w której uczestniczy około pół tysiąca ludzi z prawie pięćdziesięciu krajów reprezentujących wszystkie kontynenty. Oprócz kolarzy większość ekip ma w swoim składzie również osoby wspomagające. W takim sztabie znajduje się zazwyczaj dyrektor sportowy, trener, lekarz, fizjoterapeuta i mechanik. Duże i bogate reprezentacje dysponują jeszcze większymi zespołami specjalistów i imponującym zapleczem technicznym, obejmującym zarówno sprzęt kolarski, części i narzędzia do jego przygotowania, jak i aparaturę do monitoringu wysiłku fizycznego oraz akcesoria medyczne i wyposażenie przydatne w odnowie biologicznej sportowców. Najsilniejsze teamy, wzorem kolarskich grup zawodowych, dysponują specjalistycznym transportem, w postaci autobusów, ciężarówek i mniejszych aut, przystosowanym do przewozu całego tego dobytku. W przypadku, gdy zawody odbywają się na innym kontynencie, powstają trudne do rozwiązania problemy logistyczne.

Na szczęście Greenville, 60-tysięczne miasto w Karolinie Południowej, jest bardzo dobrze skomunikowane ze światem i posiada wiele walorów sprzyjających organizacji imprez sportowych. Trasę wyścigów – dość trudną ze względu na pofałdowany teren i liczne zakręty – wyznaczono w odległości 7 mil od międzynarodowego lotniska i w sąsiedztwie dużego skupiska hoteli, w których bez problemu pomieścili się wszyscy uczestnicy mistrzostw. Gospodarze imprezy doskonale poradzili sobie również z innymi wyzwaniami organizacyjnymi, co sprawiło, że amerykańskie mistrzostwa można uznać za jedne z najlepszych w ostatnich latach. Ta wysoka ocena dotyczy także poziomu sportowego imprezy.

Kolarstwo to jedna z wiodących dyscyplin paraolimpijskich, w której na igrzyskach jest do zdobycia pięćdziesiąt kompletów medali. Nic dziwnego, że ambicją wielu krajów jest udział w podziale tych „łupów”. Dążąc do tego celu, angażują one duże środki finansowe w doskonalenie sprzętu, rozwiązania organizacyjne, metody treningowe i opiekę medyczną, co przekłada się na ciągły wzrost poziomu sportu kolarskiego. Podobne działania staramy się wdrażać również w Polsce, choć wydaje się, że naszymi największymi atutami pozostają wciąż talent i zaangażowanie zawodników.  

Pierwsze starty za oceanem

Tegoroczne przygotowania kadry kolarskiej „Olimpu” do MŚ przebiegały bez większych problemów. Najwięcej stresów przysporzyło nam ubieganie się o wizy amerykańskie. System informatyczny, który kieruje tą procedurą, okazał się trudny we „współpracy”, co spowodowało, że niezbędne dokumenty udało się załatwić zaledwie kilka dni przed wylotem i z konieczności lecieliśmy w trzech grupach. Największe kłopoty z dotarciem do celu mieli Anna Harkowska i jej trener, którzy utknęli na lotnisku w Waszyngtonie, przez co w efekcie zanotowali jednodniowe opóźnienie.

Greenville przywitało nas upalną i parną pogodą. Taka aura towarzyszyła nam przez cały okres 10-dniowego pobytu i – jak się wkrótce okazało – miała duży wpływ na przebieg rywalizacji.

Mistrzostwa zainaugurowali zawodnicy klasy handcycling, którzy w czwartkowy wieczór zmagali się w wyścigu sztafet. Polska drużyna w składzie: Renata Kałuża, Rafał Szumiec i Rafał Wilk zajęła 5. miejsce. Następnego dnia starty zawodników „Olimpu” zapoczątkowała Anna Harkowska (klasa WC5) wyścigiem na czas na dystansie 16,6 km (dwa okrążenia po 8,3 km). Nasza faworytka poradziła sobie znakomicie, wykręcając drugi czas. Uległa jedynie swojej odwiecznej rywalce Sarah Storey. Kolejność pierwszej trójki była następująca:

Sarah Storey (Wielka Brytania) 23:41,91

Anna Harkowska (Polska) 24:31,11 (+49,20)

Samantha Heinrich (USA) 25:06,33 (+1:24,42)

Pierwszy srebrny medal zdobyty dla Polski natchnął pozytywną energią nasze tandemy, które pomimo narastającego z minuty na minutę upału wystartowały w bojowym nastroju do wyścigu na 24,9 km (3 x 8,3 km). Międzyczasy po pierwszym i drugim okrążeniu, uzyskane przez Marcina Polaka i Michała Ładosza oraz Iwonę Podkościelną i Aleksandrę Wnuczek, podgrzewały emocje, bo dawały obu tandemom realne szanse na medale. Okazało się jednak, że sport miewa smak słodko-gorzki. Kiedy Marcin i Michał po zakończeniu rywalizacji cieszyli się z trzeciego miejsca, ich koleżanki klubowe z „Hetmana” Lublin przeżywały na trasie wyścigu prawdziwy dramat. W odległości trzech kilometrów od mety jadąca na drugiej pozycji tandemu Iwona Podkościelna nie była w stanie kontynuować wyścigu – zasłabła i została odwieziona karetką do szpitala. Po udzieleniu niezbędnej pomocy medycznej i szczegółowych badaniach przeprowadzonych w obecności Piotra Kosielskiego, lekarza naszej ekipy, pacjentka została zwolniona. Na pocieszenie dostała zaświadczenie o braku przeciwwskazań do udziału w zaplanowanym na niedzielę wyścigu ze startu wspólnego. Za przyczynę jej niedyspozycji uznano niekorzystny wpływ upału, jaki panował w trakcie rozgrywania zawodów.

Przeżywając niepowodzenie damskiego tandemu, nie zapominajmy o wielkim sukcesie teamu Polak – Ładosz. Wyniki tandemów męskich w wyścigu na czas były następujące:

Ivano Pizzi – Luca Pizzi (Włochy) 31:26,98

Vincent Ter Schure – Timo Fransen (Holandia) 31:40,77 (+13,79)

Marcin Polak – Michał Ładosz (Polska) 31:49,52 (+22,54)

11. Przemysław Wegner – Piotr Czopek (Polska) 33:13,61 (+1:46,63) 

Wygrać wyścig – trudna sztuka

W kolejnym dniu mistrzostw do rywalizacji w wyścigach na czas przystąpili handbikerzy. Polacy uzyskali dwa wspaniałe rezultaty. Rafał Wilk (klasa MH4) zdobył złoty medal, a Renata Kałuża (WH3) wywalczyła brąz. Niedzielne wyścigi ze startu wspólnego w klasach WC5 i B dawały nadzieję na pomnożenie dorobku medalowego polskiej reprezentacji. Najpierw do rywalizacji na dystansie 61,2 km stanęła Anna Harkowska, a wraz z nią peleton liczący 47 osób, w którym znalazły się kobiety z klas C4-5 oraz mężczyźni z klas C1-2. Wszyscy ścigali się wspólnie, ale klasyfikacja dla każdej grupy była oddzielna. Aby łatwiej było odróżnić poszczególne klasy, każda miała inny kolor kasków, a każdy zawodnik, co oczywiste, swój numer startowy umieszczony z tyłu na koszulce oraz na rowerze. Pomimo wysokiego tempa i wielu prób ucieczek o podziale medali zadecydował finisz z dużej grupy. W klasie WC5 tradycyjnie zwyciężyła Brytyjka Sarah Storey, Anna Harkowska potwierdziła swoją najwyższą klasę, zdobywając 2. miejsce, trzecia była Argentynka Mariela Delgado.

W wyścigach tandemów na 81,6 km (kobiety) i 102 km (mężczyźni) polscy zawodnicy zaliczani byli do faworytów, ale niestety nie sprostali tym oczekiwaniom. Obrończynie mistrzowskiego tytułu Iwona Podkościelna i Aleksandra Wnuczek jechały aktywnie i bardzo ambitnie, lecz poległy na finiszu i zajęły dopiero 7. miejsce. W wyścigu mężczyzn biało-czerwone koszulki widać było raczej na końcu peletonu. Nasi zawodnicy jechali zbyt pasywnie, aby skutecznie zareagować na ucieczkę dwóch tandemów, które uzyskały prawie 3 minuty przewagi i rozegrały walkę o zwycięstwo między sobą. Wygrali Hiszpanie w składzie Gonzales – Martin przed francuskim duetem Debeaupuits – Dhinnin; z peletonu najszybszy był tandem holenderski Oost – an Leeuwen. Ubiegłoroczni mistrzowie świata Marcin Polak i Michał Ładosz finiszowali na 6. miejscu, tandem Piotr Kołodziejczuk i Artur Korc zajął 7. pozycję, a Przemysław Wegner i Piotr Czopek zakończyli rywalizację 16. lokatą. W ostatnim dniu zawodów ponownie wielką formą błysnęły polskie handbiki: Renata Kałuża wygrała wyścig ze startu wspólnego, a Arkadiusz Skrzypiński (MH4) zdobył brązowy medal.

Mistrzostwa świata w Greenville były najważniejszą tegoroczną imprezą parakolarską, stanowiły jednocześnie element kwalifikacji do igrzysk paraolimpijskich w Rio de Janeiro. Zawody toczyły się przy silnej konkurencji, na wymagającej trasie i w trudnych warunkach atmosferycznych. Start ekipy „Olimpu”, która zdobyła trzy medale, pomimo niedosytu wyrażanego przez niektórych sceptyków, należy uznać za udany. Jest najwyższa pora na uświadomienie sobie, że każde miejsce na podium, zdobyte w tak trudnej dyscyplinie i przy wyrównanym poziomie światowej czołówki, jest ogromnym sukcesem.

Mirosław Jurek

 

aaa

 

pływanie

 

Dwa złote, cztery srebrne i sześć brązowych

Tyle medali przywieźli do kraju polscy pływacy z tegorocznych mistrzostw Europy. W klasyfikacji końcowej zajęli bardzo dobre 11. miejsce.  

Mistrzostwa Europy Międzynarodowego Komitetu Paraolimpijskiego (IPC) w pływaniu odbywały się w holenderskim Eindhoven w dniach 4-10 sierpnia 2014 roku. W tym czasie padły 24 rekordy świata, 42 rekordy Europy, a łącznie wręczono 161 kompletów medali. Obiekt, na którym ścigają się pływacy, to imponujących rozmiarów kompleks basenowy noszący imię Pietera van Hoogenbanda. Reprezentacja Polski na ME w pływaniu

Mateusz Bartnik (S9, „Start” Lublin)

Patryk Biskup (S9, „Start” Kalisz)

Jacek Czech (S2, „Integracja” Tarnobrzeg)

Zuzanna Filipiuk (S8, „Szansa Start” Gdańsk)

Karolina Hamer (S4, „Start” Katowice)

Oliwia Jabłońska   (S10, „Start” Wrocław)

Rafał Kalinowski (S10, KSI „Start” Szczecin)

Patryk Karliński (S10, PSSON „Start” Białystok)

Wojciech Makowski (S11, IKS AWF Warszawa)

Piotr Mejsner (S7, KSI „Start” Szczecin)

Joanna Mendak (S13, PSSON „Start” Białystok)

Krzysztof Paterka (S9, „Start” Poznań)

Marcin Potoczny (S8, „Start” Katowice)

Marcin Ryszka (S11, „Druga Strona Sportu” Kraków)

Krzysztof Stefanowski (S6, „Start” Wrocław)

Paulina Woźniak (S9, KSI „Start” Szczecin)

Kadra:

Wojciech Seidel (trener koordynator)

Hanna Klimek-Włodarczak (trener)

Grzegorz Musztafaga (trener)

Mirosław Fic (trener)

Robert Musiorski (fizjoterapeuta – utytułowany uczestnik wielu igrzysk paraolimpijskich w klasie S13)

Pierwszego dnia zawodów zaprezentowała się ósemka Polaków. Najlepiej spisał się Marcin Ryszka, który w finale 100 m stylem klasycznym uplasował się na piątej pozycji (SB11). Marcin trzy lata temu na ME w Berlinie wywalczył w tej konkurencji brązowy medal. Wówczas do wejścia na najniższy stopień podium wystarczył czas 1:23,06. W 2014 był wolniejszy o dwadzieścia trzy setne sekundy, co wystarczyło do zajęcia jedynie piątego miejsca. Troje naszych reprezentantów ukończyło zmagania pierwszego dnia na szóstej lokacie: finał 50 m stylem dowolnym zakończyła Oliwia Jabłońska (29,42 s), dla której była to rozgrzewka przed walką o złoto na 100 m stylem motylkowym. W finale zawodniczek klasy S8 na dystansie 100 m stylem grzbietowym zobaczyliśmy piętnastoletnią Zuzannę Filipiuk (1:29,97). Również szósty był Jacek Czech, który w finale 100 m stylem dowolnym klasy S2 uzyskał wynik 2:33,19. Na siódmym miejscu na 400 m stylem dowolnym uplasował się Piotr Mejsner (S7) z czasem 5:41,48. W kwalifikacjach nie powiodło się trzem Polakom: dziewiątą pozycję na dystansie 100 m stylem dowolnym w klasie S4 zajął Krzysztof Stefanowski (wynik 2:05,39, czym poprawił swój rezultat z czasu zgłoszenia). Do finału nie awansowali również pływacy z klasy S10 na 50 m stylem dowolnym – Rafał Kalinowski i Patryk Karliński, którzy uplasowali
się odpowiednio na dziewiątej (26,60 s) i dziesiątej (27,28 s) pozycji.

Drugi dzień przyniósł nam dwa medale – brąz na 50 m stylem dowolnym w klasie S2 wywalczył Jacek Czech, a następnie Oliwia Jabłońska złoto na swoim koronnym dystansie 100 m stylem motylkowym, ustanawiając w wyścigu finałowym nowy rekord Europy (1:07,90). Oliwia już trzy lata temu po raz pierwszy w swojej karierze, w wieku czternastu lat, zajęła trzecie miejsce na 400 m stylem dowolnym. Wicemistrzyni paraolimpijska igrzysk w Londynie (2012) i srebrna medalistka MŚ (Montreal 2013) w tym wyścigu sporo straciła na starcie, ale szybko wyszła na prowadzenie i po nawrocie wyprzedzała o dziewięć setnych sekundy obrończynię tytułu, Elodie Lorandi z Francji. Na drugiej długości basenu powiększała przewagę nad rywalkami.

Jacek Czech drugiego dnia zmagań zajął trzecie miejsce na dystansie 50 m stylem dowolnym w klasie S2, a warto nadmienić, że od czasu igrzysk w Londynie zrobił w tej konkurencji olbrzymi postęp. W Londynie zajął czwarte miejsce z czasem 1:06,41, a w wyścigu kwalifikacyjnym w Eindhoven 50 metrów pokonał w 1:02,05! Do finału awansował z drugim rezultatem, a szybszy był jedynie Rosjanin – Dymitrii Kokariew. W finale Jacek popłynął nieco wolniej (1:02,22) i zdobył brązowy medal.

W finałach rozgrywanych po południu wystąpili jeszcze dwaj Polacy. Krzysztof Stefanowski uplasował się na ósmej pozycji na dystansie 50 m stylem dowolnym (klasa S4, czas 59,28 s). Dwukrotnie startował Marcin Potoczny: na 100 m stylem motylkowym (SB5) był szósty (1:47,85), a na 50 m tym stylem (S6) – ósmy (49,75 s).

W sesji porannej tuż za podium uplasował się niewidomy Wojciech Makowski – zajął czwartą pozycję w finale 100 m stylem grzbietowym w klasie S11 (1:16,64), do brązu zabrakło dokładnie 3,2 s. Piąty w walce o medale na 400 m stylem dowolnym (S9) był Mateusz Bartnik (4:36,08). W kwalifikacjach 50 m stylem dowolnym (S4) odpadła bardzo doświadczona zawodniczka Karolina Hamer – zmagania skończyła na dziesiątym miejscu (1:02,04).

Trzeci dzień mistrzostw Europy był dla Asi Mendak dniem próby w wyścigu na 200 m stylem zmiennym (SM13). Walka była pasjonująca, pierwsza długość to bezwzględna dominacja Asi, w stylu grzbietowym wyprzedziła ją Niemka Elena Krawzow. Jej przewaga powiększyła się jeszcze w stylu klasycznym i na ostatnim nawrocie Mendak traciła dokładnie 2,25 s. Wtedy rozpoczął się fantastyczny finisz: ostatnie pięćdziesiąt metrów pokonała w czasie 34,82 s. Rezultat 2:38,67 dał jej złoto. Warto przypomnieć w tym miejscu, że Joasia w końcu ubiegłego roku przeszła poważną operację. Jak widać lekarze wykonali dobrą robotę, bo sprawność wróciła.

Piąte miejsce w finale 100 m stylem motylkowym (S8) wywalczyła najmłodsza w kadrze zawodniczka – Zuzanna Filipiuk (1:46,75). Również piąte miejsce zajął Marcin Ryszka, który na dystansie 200 m stylem zmiennym w klasie SM11 uzyskał 2:52,03. Szósty na 100 m stylem klasycznym był Rafał Kalinowski (SB9, czas 1:15,73). Piotr Mejsner zajął ósme miejsce w klasie SM7 na dystansie 200 m stylem zmiennym (3:09,77), zapewniając sobie tym samym jako jedyny Polak miejsce w popołudniowym finale czwartego dnia zmagań.

Cztery medale w ciągu dwóch godzin: srebrne wywalczyły Oliwia Jabłońska i Joanna Mendak, brązowe – Paulina Woźniak i Patryk Karliński. Zaczęło się od startu Pauliny Woźniak, która zdobyła brąz – w finale 100 m stylem klasycznym (SB8) uzyskała wynik 1:24,87. Wyprzedziły ją: rekordzistka świata i mistrzyni paraolimpijska Olesja Władykina z Rosji i Claire Cashmore z Wielkiej Brytanii. Brytyjka wystrzeliła i na ostatnich metrach finiszu dopadła słabnącą rywalkę. Okazało się, że obie dotknęły ściany jednocześnie i według regulaminu obydwie odebrały złote medale (pierwsze miejsce ex aequo).

Godzinę później na dystansie 50 m stylem dowolnym (S13) Joanna Mendak walczyła o swoje drugie złoto z Anną Kriwsziną z Rosji. Kilka metrów przed metą to Asia była na prowadzeniu i wydawało się, że kolejne złoto zawiśnie na jej szyi. Rosjanka jednak zaprezentowała znakomitą formę na finiszu, nie dając się wyprzedzić.

Patryk Karliński wywalczył pierwszy w swej karierze medal na imprezie rangi mistrzostw – ukończył z trzecią lokatą wyścig na dystansie 400 m stylem dowolnym (S10, 4:18,22). Chwilę potem na drugim stopniu podium w tej samej konkurencji stanęła Oliwia Jabłońska (4:44,04).

Polacy wystąpili tego dnia w ośmiu finałach. Niewiele brakowało, a zdobyliby kolejne medale. Na dystansie 100 m stylem grzbietowym w klasie S2 jako czwarty przypłynął Jacek Czech. Czasem 2:15,96 poprawił rekord życiowy, ale do podium zabrakło 1,69 s. Czwarte miejsce zajął Wojciech Makowski – finał 50 m stylem dowolnym w jego wykonaniu to 28,12 s – jak na pierwszy występ w kadrze Polski wynik wygląda bardzo obiecująco. Na 50 m dowolnym płynął również Marcin Ryszka, który ostatecznie zajął siódme miejsce z czasem 30,74 s. Krzysztof Paterka na dystansie 100 m stylem klasycznym w klasie SB8 zajął piąte miejsce. Krzysztof jednak potrafi zaskoczyć i zawsze pokazuje rywalom, że jest groźnym przeciwnikiem. Ósme miejsce w finale 200 m stylem zmiennym w klasie SM6 zajął Marcin Potoczny z wynikiem 3:38,98.

Piątkowa sesja finałowa przyniosła Oliwii Jabłońskiej drugie miejsce na 200 m stylem zmiennym (SM10). Tym samym zawodniczka z Wrocławia stanęła po raz trzeci na podium mistrzostw Europy w Eindhoven. Pomimo zwyżki formy, tego dnia Jacek Czech zaliczył kolejny występ na dystansie 50 m grzbietem na pechowym, czwartym miejscu. Sobota była dniem triumfu Wojtka Makowskiego. W pięknym stylu (czas 1:04,24) wywalczył w porannych finałach brązowy medal w wyścigu na 100 metrów stylem dowolnym w klasie S11.

Reasumując, występ reprezentacji można zaliczyć do bardzo udanych – zawodnicy wykonali pracę treningową głównie pod okiem trenerów klubowych, odbierając ostateczny szlif na dwóch zgrupowaniach tuż przed mistrzostwami zorganizowanymi przez PZSN „Start” w Ostrowcu Świętokrzyskim. Daje to obiecującą pozycję przed przyszłorocznymi mistrzostwami świata (Glasgow, Wielka Brytania), na których konkurować będziemy nie tylko o medale, lecz także o przydział miejsc na igrzyska w Rio de Janeiro.

Medale Polaków

Oliwia Jabłońska (SM10, S10): 100 m st. motylkowym S10 – złoty; 200 m st. zmiennym SM10 – srebrny; 400 m st. dowolnym    S10 – srebrny; 100 m st. dowolnym S10 – brązowy

Joanna Mendak (SM13, S13): 200 m st. zmiennym SM13 – złoty; 100 m st. dowolnym S13 – srebrny; 50 m st. dowolnym S13 – srebrny

Patryk Biskup (S9): 100 m st. grzbietowym S9 – brązowy; Wojciech Makowski    (S11); 100 m st. dowolnym S11 – brązowy

Patryk Karliński (S10): 400 m st. dowolnym S10 – brązowy

Jacek Czech (S2): 50 m st. dowolnym S2 – brązowy

Paulina Woźniak (SM9, SB8, S9): 100 m st. klasycznym SB8 – brązowy

Tadeusz Rodziewicz

 

aaa

 

kręgle

 

Dziesięć lat minęło

Kiedy kluby Stowarzyszenia „Cross” odebrały komunikat o jubileuszowej imprezie w Brzesku, nikt nie miał wątpliwości, iż będzie to wyjątkowe wydarzenie. Kto choć raz odwiedził tamtejszą kręgielnię, bez wahania podejmował decyzję o zgłoszeniu swojego uczestnictwa.

Koordynator brzeskich imprez i cały zespół członków klubu „Pogórze” Tarnów wraz z rodziną Curyłów zawsze dbali, aby wszystko zapiąć na ostatni guzik. Podczas obchodów dekady było podobnie.

Jak doszło do zorganizowania pierwszych turniejów i jak stopniowo się one rozwijały? – Zaczęło się w 1993 roku. Wtedy założyliśmy klub – opowiada twórca i koordynator zawodów Kazimierz Curyło, prezes „Pogórza”. – Najpierw zorganizowaliśmy wigilijny turniej dla czterdziestki zawodników, wszystkich z Tarnowa. Odbył się jeszcze na starej kręgielni, którą można by nazwać kuźnią, sądząc po sukcesach osiąganych później przez naszych członków – chwali się twórca turnieju. – Z czasem przybywało uczestników. Potem doszliśmy do wniosku, że do każdego turnieju warto dodać jakąś niespodziankę turystyczną. Tak to właśnie się zaczęło – wspomina Kazimierz Curyło.

Turniej to przede wszystkim rywalizacja na torach. Czarnym koniem jubileuszowych zawodów okazała się Jolanta Lewandowska z włocławskiego „Pionka”. Osiągnięty przez nią wynik to już niewątpliwy sukces, a do tego pokonała aktualną mistrzynię Polski Anię Barwińską oraz mistrzynię Europy Marię Harazim. A gra od niedawna. – Początki mojej przygody z kręglami to wrzesień ubiegłego roku, kiedy zaczęłam uczestniczyć systematycznie w treningach na kręgielni klasycznej w Brodnicy. Te małe sportowe sukcesy zawdzięczam sobie, ale też kolegom klubowym, którzy pomagają i zarażają swoim entuzjazmem – mówi zawodniczka z Włocławka. Uczestnictwo w zawodach i sama gra sprawiają jej wielką przyjemność. Docenia też wartość rehabilitacyjną sportu. – Pokonuję siebie, mówię: „Jola, spokojnie, dasz radę”. Energię czerpaną z rywalizacji wykorzystuje do pomocy innym członkom grupy brodnickiej. – Jednak najważniejsze, że można być z ludźmi. Teraz mam zawody w Tucholi i Tomaszowie – dodaje.

Obserwatorzy rywalizacji kobiet w kat. B1 z niedowierzaniem patrzyli, jak świetnie daje sobie radę Mieczysława Stępniewska z „Omegi” Łódź, która walczyła nie tylko z kręglami na torze, lecz także z kontuzją nogi. – Nie było aż tak wielkiej rywalizacji, bo kilka najlepszych koleżanek z mojej kategorii nie przyjechało – stwierdza skromnie. – Poza tym nie można się mazgaić – mówi twardo zawodniczka od dziecka borykająca się z cukrzycą, przez którą od dawna już nie widzi. – Dzisiaj jest łatwiej. Współczesne leki, aplikatory i glukometry znacznie ułatwiają mi życie. Po prostu nie biadolę i idę do przodu – dodaje zwyciężczyni z łódzkiej „Omegi”.

W tej samej kategorii, lecz wśród mężczyzn, rozegrał się zażarty bój pomiędzy dwoma mistrzami Europy: Janem Ziębą i Zdzisławem Koziejem. Panowie jak zwykle zaprezentowali świetną formę. O poziomie ich gry najlepiej świadczą wyniki – obaj zdobyli po 583 punkty. O kolejności na podium zdecydowała więc liczba zbitych dziewiątek. Najciekawsza była końcówka. Zdzisław miał dużą przewagę po trzech grach i wydawało się, że zwycięstwo ma już pewne, gdy tymczasem ostatecznie wygrał jego przeciwnik.

Niestety, w innych kategoriach nie było już tak wielkich emocji i superrezultatów na tablicy nie odnotowano. Ładną wygraną zaliczył Jan Smoła („Morena” Iława), choć zwycięstwo ułatwiła mu absencja dwóch faworytów kategorii B2. Niskie wyniki to też skutek wymagającej kręgielni. Wyraźnie stwierdził to sędzia główny zawodów Paweł Ciesielski, do niedawna trener kadry. Najwidoczniej nowe kręgle w nowych maszynach trzymały się mocno i tylko celny, silny rzut przewracał wszystkie dziewięć.

Ale zawody w Brzesku to coś znacznie więcej niż rywalizacja na kręgielni. Koordynator wciąż czymś zaskakiwał. Na początek zorganizowano wycieczkę do kopalni soli w Bochni. Przed wejściem do busa tylko Joli Sabaj udało się odgadnąć cel podróży.

Uroczysta kolacja to właściwie ciąg niespodzianek. Jubileuszowy turniej był również okazją do uświetnienia dziesięciolecia klubu „Pogórze” Tarnów. Oprócz sporych pucharów triumfatorzy otrzymali pomysłowe nagrody, a wszyscy uczestnicy miłe upominki. Burmistrz Brzeska uhonorował zawodników okolicznościowymi medalami. Nie zapomniano o podziękowaniach dla Włodzimierza Sajdycha, bezsprzecznie ojca kręglarstwa klasycznego w środowisku sportowców z dysfunkcją wzroku.

 Panie, które nie dotarły na turniej, niech żałują, bo straciły okazję, by dać się uwieść dźwiękom saksofonu orkiestry, a wszyscy inni nieobecni – by skosztować wspaniałego okolicznościowego tortu. O pozostałych kulinarnych szaleństwach miejscowej kuchni mógłby pisać tylko profesjonalista.

W wielu wypowiedziach, zarówno burmistrza, jak i dyrektora BOSiR czy członków „Pogórza”, dało się odczuć zadowolenie z owocnej pracy i wszechobecnej w klubie życzliwej atmosfery. Bez wątpienia jest to pokłosie starań całej rodziny Curyłów, która potrafiła przyciągnąć dużą liczbę nie tylko osób z niepełnosprawnością, lecz także zjednać sobie władze Tarnowa i Brzeska.

Impreza została dofinansowana przez Ministerstwo Sportu i Turystyki.

X Turniej w Kręglach Klasycznych Niewidomych i Słabowidzących

28-31.08.2014 r., Brzesko
Kobiety

B1

1. Mieczysława Stępniewska („Omega” Łódź) 429 p.

2. Barbara Szypuła („Karolinka” Chorzów)    293 p.

3. Salomea Walkowiak („Pogórze” Tarnów) 199 p.

B2

1. Jadwiga Dudek („Pionek” Włocławek) 580 p.

2. Jolanta Lewandowska („Pionek” Włocławek) 572 p.

3. Maria Harazim („Karolinka” Chorzów) 567 p.

B3

1. Emilia Sawiniec („Hetman” Lublin) 628 p.

2. Irena Curyło („Pogórze” Tarnów) 621 p.

3. Jolanta Krok-Sabaj („Podkarpacie” Przemyśl) 568 p.

Mężczyźni

B1

1. Jan Zięba („Karolinka” Chorzów) 583 p.

2. Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin) 583 p.

3. Szczepan Polkowski („Morena” Iława) 444 p.

B2

1. Jan Smoła („Morena” Iława) 643 p.

2. Teodor Radzimirski („Karolinka” Chorzów) 629 p.

3. Stanisław Fortkowski  („Pogórze” Tarnów) 600 p.

B3

1. Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów) 668 p.

2. Marek Halicki („Karolinka” Chorzów) 594 p.

3. Zbigniew Walczak („Omega” Łódź) 578 p.

Piotr Dudek

 

aaa

 

Wyjątkowe zawody

Areną rozgrywek jubileuszowego turnieju w kręglach klasycznych niewidomych i słabowidzących była oczywiście Tuchola. Państwo Sargalscy już dziesięć razy wystawiali statuetki słynnej bydgoskiej „Łuczniczki”, o które walczą kręglarze z całej Polski. Tuchola to także historyczne dla środowiska sportowców z dysfunkcją wzroku miejsce. To tutaj Andrzej Sargalski, obecny koordynator ds. kręglarstwa w Stowarzyszeniu „Cross”, inaugurował współpracę z Polskim Związkiem Kręglarstwa.

Niestety, forsowana inicjatywa, aby ponownie połączyć turniej „Łuczniczki” z drużynowymi mistrzostwami Polski, nie spotkała się z oczekiwanym odzewem władz Sekcji Sportu Niepełnosprawnych PZKręgl.
Tym sposobem dziecko pokazało żółtą kartkę swojemu rodzicowi…

O specyfice tutejszej kręgielni klasycznej pisano już wielokrotnie. Mimo upływu lat nie ustaje dyskusja na temat sukcesów lub porażek poszczególnych zawodników na jej torach. Wygrani mówią, że „tak się gra, jak dana kręgielnia pozwala”, inni – zwłaszcza przegrani – wskazują na nietypowe zakrzywienia poszczególnych torów. To fakt, iż w Tucholi trzeba dobrze pamiętać, na którym torze się gra. Tutaj niemal każdy rzut ma swoją historię. Prawie jak w bowlingu, należy analizować linię toczącej się kuli, aby w następnym rzucie skorygować popełnione błędy. Gracze uzyskujący tutaj bardzo dobre wyniki, swoje umiejętności zawdzięczają np. doświadczeniu gry na kręgielni nożycowej. Zarówno na kręgielni nożycowej, jak i parkietowej (ciągle funkcjonującej pod Poznaniem) wykorzystuje się w całkiem zamierzony sposób ukształtowanie toru. Ludzie pasjonujący się tym rodzajem kręglarstwa wskazują na niezwykłość tej techniki (nacisk na swoisty balans kuli na torze). Wielokrotnie namawiano dyrektora OSiR-u w Tucholi, aby przeprowadził remont kręgielni, polegający szczególnie na wyprostowaniu torów. Tak się jednak nie stało i temu właśnie Tuchola zawdzięcza swoją wyjątkowość. Na kręgielni w Tomaszowie rzecz polega na wypracowaniu pamięci mięśniowej, tak aby każdy rzut był niemal identyczny. Ta technika w Tucholi, zwłaszcza wśród zawodników grających wolniejszą kulą, niekoniecznie się sprawdza. Nieoceniona podczas turnieju była rola asystentów – każdy rzut to odrębne opowiadanie. Od chwili wyrzutu przydatny był opis całej drogi toczącej się kuli wraz ze sposobem jej wejścia w kręgle.

Tym razem najlepiej poradził sobie tutaj Tomasz Ćwikła z klubu „Morena” Iława. Jego wynik 702 zbitych kręgli wzbudził podziw. Szczególnie zachwycano się techniką gry tego zawodnika, który wyrasta na istotnego konkurenta w kat. B3. Również Bożena Rudko z „Moreny” może być zadowolona ze swojego występu. Ona także coraz pewniej pretenduje do loży faworytów w kat. B3. W kat. B1 bardzo ładnie zagrała Alicja Bury z „Syrenki” Warszawa. Wraz z Jurkiem Dołowym deptali Piotrowi Dudkowi po piętach, nie pozwalając na najmniejszą dekoncentrację. Gdyby Jerzy z „Warmii i Mazur” Olsztyn nie pogubił się na torze nr 2 (zagrał tylko 105 p.), to sukces miałby zapewniony. A właśnie „dwójka” ma swoją specyfikę, o której nie można zapominać. W pozostałych kategoriach wygrali właściwie faworyci: w kat. B2 wśród kobiet Jadwiga Dudek („Pionek” Włocławek), natomiast z mężczyzn najlepszy był Władysław Wakuliński z „Łuczniczki” Bydgoszcz.

Na zakończenie dekoracja i – jak zwykle – wspólne biesiadowanie. Wszyscy obdarowani nagrodami i upominkami, spełnieni i usatysfakcjonowani, wracali uśmiechnięci do domu.

X Puchar Łuczniczki w Kręglach Klasycznych Niewidomych i Słabowidzących

18-21.09.2014 r., Tuchola

Kobiety

B1

1. Alicja Bury („Syrenka” Warszawa) 630 p.

2. Regina Szczypiorska („Morena” Iława) 620 p.

3. Karolina Trojan („Łuczniczka” Bydgoszcz) 570 p.

B2

1. Jadwiga Dudek („Pionek” Włocławek) 664 p.

2. Barbara Kacprzak („Syrenka” Warszawa) 647 p.

3. Maria Kieloch („Morena” Iława) 642 p.

B3

1. Bożena Rudko („Morena” Iława) 679 p.

2. Emilia Sawiniec („Hetman” Lublin) 674 p.

3. Małgorzata Kasprzycka („Morena” Iława) 654 p.

Mężczyźni

B1

1. Piotr Dudek („Pionek” Włocławek) 681 p.

2. Jerzy Dołowy („Warmia i Mazury” Olsztyn) 603 p.

3. Artur Woszuk („Victoria” Białystok) 590 p.

B2

1. Władysław Wakuliński („Łuczniczka” Bydgoszcz) 664 p.

2. Grzegorz Kłos („Łuczniczka” Bydgoszcz) 650 p.

3. Jan Smoła („Morena” Iława) 642 p.

B3

1. Tomasz Ćwikła („Morena” Iława) 702 p.

2. Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów) 684 p.

3. Ireneusz Stankiewicz („Jaćwing” Suwałki) 628 p.

 

aaa

 

nordic walking

 

Po raz pierwszy w Polsce

Organizatorzy międzynarodowych mistrzostw Polski w nordic walking zaprosili do udziału w imprezie również zawodników Stowarzyszenia „Cross”. Po raz pierwszy wyłanialiśmy niewidomych i słabowidzących mistrzów Polski w tej dyscyplinie. Dziesięciu biegaczy z naszego środowiska przyjechało powalczyć o pierwsze w historii tytuły. Zawody odbyły się 30 sierpnia w Złotoryi.

Kilkunastotysięczna obecnie Złotoryja uzyskała prawa miejskie w XIII wieku. Swą nazwę wywodzi od szlachetnego kruszcu, który wydobywali tu przed wiekami niemieccy górnicy. Co roku organizuje się tutaj mistrzostwa Polski w wypłukiwaniu złota. Miasteczko urzeka pięknie zachowaną starówką, a z Baszty Kowalskiej można podziwiać panoramę okolic miasta, gdzie wyznaczono trasę rywalizacji w mistrzostwach w nordic walking.

Od kilku lat w Złotoryi funkcjonuje silny klub NW. Organizatorzy przygotowali dla zawodników trasy na trzech dystansach: 5, 10 i 20 kilometrów. Niepełnosprawni zawodnicy startowali na najkrótszym dystansie. Do pokonania mieli jedną pętlę niełatwej trasy crossowej. Gdzieniegdzie luźne kamienie, jedno strome podejście w połowie dystansu, a zaraz po nim ostry zbieg w dół po nierównościach łąki. Ostatnie dwa kilometry prowadziły już płaską nawierzchnią do mety.

Najpierw wystartowali sportowcy niepełnosprawni, za nimi młodzież i zawodnicy biorący udział w konkurencji na 10 kilometrów. Osobny start zaplanowano dla biegaczy na dystansie 20 km.

Grupa zawodników „Crossu” starała się zaprezentować jak najlepiej od strony sportowej, w bezpośredniej rywalizacji. Brylowali Paweł Piechowicz i jego przewodniczka Małgorzata Śmigielska (klub „Razem na szlaku” z Poznania). Okazało się, że już tu bywali i brali udział w rywalizacji „kijkarzy”. Paweł i Małgorzata to prekursorzy tej dyscypliny w środowisku niewidomych. Kilka lat temu podczas górskiego obozu wędrownego prezentowali uprząż umożliwiającą niewidomemu uprawianie nordic walkingu. Ich wspólne treningi i starty pozwoliły przez te kilka lat ulepszyć sprzęt przeznaczony dla sportowców z dysfunkcją wzroku.

Ewa i Grzegorz Bosek reprezentowali klub ”Łuczniczka” Bydgoszcz. Na co dzień trenują strzelectwo i NW. Ewa była jedyną startującą kobietą ze środowiska zawodników „Cross”. Klub „Syrenki” Warszawa reprezentowała kilkuosobowa grupa z koordynatorem imprezy, a jednocześnie czynnym uczestnikiem zawodów Wiesławem Miechem. Oprócz niego na starcie stanęli również Maciej Dąbrowski, Piotr Jankowski oraz Ola Karaś (tym razem jako zawodniczka na 10 km). W imprezie wziął także udział Mariusz Gołąbek z „Jantaru” Gdańsk i Zdzisław Mądry pełniący funkcję koordynatora „Cross” ds. nordic walking.

O 9.30 start! Ostro ruszył Zdzisław Mądry. Chodzi systematycznie z kijami już od kilku lat. Za nim podążali pozostali zawodnicy i młodzież szkolna. Trasę oznakowano taśmami, a w trudniejszych miejscach obstawiono wolontariuszami, którzy skrupulatnie informowali o kierunku i przebiegu wyścigu oraz zabezpieczali grożące wypadkiem miejsca. W kilku punktach stali sędziowie, którzy zwracali uwagę na prawidłową technikę chodzenia. Mariusz Gołąbek nareszcie doszedł Zdzisława, goniła ich grupka kilku zawodników.

Ostatecznie zwycięzcy wyłonili się po ostrym podejściu i zejściu. Po trzydziestu kilku minutach pierwszy minął metę Mariusz, za nim Zdzisław i Grzegorz. – Brakuje mi na tych zawodach wydolności, przejście 5 kilometrów w szybkim tempie nie jest łatwe, a i trasa też była wymagająca – przyznał po ukończeniu wyścigu Zdzisław Mądry. Ewa ostatecznie znalazła się w środku stawki. Początkowo szła za Wiesławem Miechem, ale potem nie wytrzymała tempa i trudów trasy. Kilka minut za nią na metę dotarli Paweł z Gosią. Para chciała pokazać się na zawodach z jak najlepszej strony. – Znam podobne trasy, bo sporo wędruję po polskich górach – wyjaśnia Paweł. – Denerwowały mnie luźne kamienie pod nogami, ale z pomocą Gosi daliśmy radę! – dodaje entuzjasta nordic walking.

Mariusz Gołąbek leczy kontuzję, stąd jego start w tych zawodach. Marsz nordic walking to dla niego doskonała forma uzupełnienia treningu biegowego. Na trasie obfitującej w trudne odcinki niełatwo było mu utrzymać wysokie tempo marszu i prawidłową technikę, jednak po zakończeniu wyścigu postanowili wraz z Wiesławem Miechem przejść pięciokilometrową pętlę jeszcze raz.

Po zawodach uczestnicy mieli czas na uzupełnienie płynów, do woli mogli korzystać z wody, owoców i słodyczy. Dekorację poszczególnych kategorii przerywał ulewny deszcz. Na szczęście było już po zawodach. Strach pomyśleć, co by się działo na tak wymagającej trasie podczas deszczu. Oprócz pucharów Stowarzyszenia „Cross” zawodnicy otrzymali od organizatorów ręcznie malowane wazony.

Po dekoracji, przy obiedzie, wszyscy planowali już kolejne starty w zawodach nordic walking. Paweł Piechowicz uprawia tę dyscyplinę od kilku lat, a jego przewodniczka Małgosia Śmigielska ma uprawnienia sędziowskie i instruktorskie. Zdzisław Mądry ma już pomysł na rozwój tego sportu w „Crossie”. Wypada mieć nadzieję, że dyscyplina na stałe zagości w kalendarzu mistrzostw Polski Stowarzyszenia „Cross”, tym bardziej że są wśród kadry instruktorzy nordic walking i ponad 800 zdeklarowanych członków tej sekcji.

Impreza została dofinansowana ze środków PFRON.

I Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących
w Nordic Walking (5 km)

30.08.2014 r., Złotoryja

Grupa T12 (słabowidzący)

Kobiety

Ewa Bosek (50:09) – „Łuczniczka” Bydgoszcz (puchar za udział przy braku regulaminowego minimum zawodniczek)

Mężczyźni

Mariusz Gołąbek (36:13) – „Jantar” Gdańsk

Zdzisław Mądry (40:44) – „Jutrzenka” Częstochowa

Grzegorz Bosek (41:41) – „Łuczniczka” Bydgoszcz

Grupa T11 (niewidomi):

Paweł Piechowicz – „Razem na szlaku” Poznań

Mariusz Gołąbek

 

aaa

 

biegi

 

Bieg po mistrzostwo

Za nami V Bieg na Szwederowie, zorganizowany m.in. przez Stowarzyszenie Kultury Fizycznej Niewidomych i Niedowidzących „Okullus” z Bydgoszczy oraz klub „Łuczniczka” Bydgoszcz. W ramach imprezy odbyły się również mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących w biegu na 10 kilometrów, które zorganizowali doświadczeni biegacze ze środowiska osób z dysfunkcją wzroku – Tomasz Chmurzyński i Krzysztof Badowski. Mistrzowskie zawody dofinansował PFRON w ramach projektu „Najlepsi spośród nas”.  

Sponsorami wydarzenia byli: miasto Bydgoszcz oraz firma „Netto”. Patronat honorowy objęli: prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski, marszałek województwa kujawsko-pomorskiego Piotr Całbecki i wojewoda kujawsko-pomorski Ewa Mes. Natomiast „Expres Bydgoski” i Telewizja Regionalna TVP to patroni medialni.

Odbyły się także biegowe imprezy towarzyszące dla dzieci i młodzieży z bydgoskich szkół, a organizatorzy przy okazji wspierali urodzone niedawno w Bydgoszczy czworaczki. Dla maluchów zbierano środki higieny. Przeznaczono też dla nich część wpisowego z opłaty startowej. Piękny pomysł łączenia rywalizacji sportowej ze wsparciem dla potrzebującej rodziny zyskał aprobatę wszystkich startujących.

Miłośnicy biegania mieli dylemat, bowiem tego samego dnia odbywał się też bieg „Bydgoska zadyszka”. Potwierdza to rosnącą popularność biegania w Polsce. 

Uczestnicy biegu pięć razy pokonywali
dwukilometrową pętlę wiodącą ulicami starego Szwederowa, po drodze mijając zabytkową wieżę ciśnień. Meta znajdowała w parku Dąbrowskiego. Pogoda w niedzielny poranek była niepewna, trochę się chmurzyło, trochę wiało, ale było ciepło. Godzinę przed biegiem zaczęło kropić, powietrze stało się wilgotne, więc pot lał się obficie, a to nie ułatwia biegania. Na trasę ruszyło prawie 250 zawodników. Najszybciej do mety dobiegł Sylwester Tuczyński z Bydgoszczy, wśród kobiet pierwsza była Wiktoria Górna, też z tego miasta.

Rywalizacja wśród niewidomych (T11) przebiegała pod dyktando Zbyszka Świerczyńskiego. Pozostali biegacze z tej grupy od początku oglądali tylko jego plecy. Przewaga rosła z każdym kilometrem i z przewodnikiem Jackiem Paczkowskim zdublowali nawet rywali ze swojej kategorii. O dwa pozostałe miejsca na pudle walczyli ze sobą zawzięcie – nie po raz pierwszy – Rafał Machnikowski i Grzegorz Powałka. Rafał zdołał utrzymać ponad trzydziestosekundową przewagę i dobiegł do mety jako drugi. Debiutant „Łuczniczki” Bydgoszcz Piotr Śliwiński znalazł się co prawda poza podium, ale należą mu się, podobnie jak jego przewodnikowi Mirkowi Szczęsnemu, słowa uznania za pokonanie trasy.

W grupie słabowidzących (T12) od początku ostre tempo narzucił Grzegorz Małowiecki. Tuż za nim biegł Wojciech Debner, a kilkanaście metrów dalej Mariusz Gołąbek. Grzegorz, pomimo stłuczenia żeber, trzymał swoje tempo, a z nim Wojtek. Po trzecim kółku Wojtek spadł na 3. pozycję, bo Mariusz zebrał się w sobie, wyprzedzając i jego, i Grzegorza. Ale cały czas byli blisko siebie. Ostatnie okrążenie nie przyniosło już zmian. Wzrosła jedynie przewaga Mariusza nad Wojtkiem, który po biegu stwierdził, że początek był za szybki – popełnił ten sam błąd, co w ubiegłym roku: „podpalił się” na pierwszych kilometrach. Za tą trójką, z dużą stratą czasową, dobiegł Michał Wolański, który biega tylko od czasu do czasu, bo jego pasją są szachy. Pozostali konkurenci pobiegli na miarę swoich możliwości.

Prawdziwą ozdobą mistrzostw była niedowidząca Anna Karaś ze Szczecina, która jako jedyna reprezentantka pań, w dobrym humorze dobiegła do mety. Brawo! Może to zmotywuje inne dziewczyny ze środowiska? Zapraszamy!

Zwycięzcy mistrzostw Polski w biegu na 10 km

14.09.2014 r., Bydgoszcz

Niewidomi (T11)

1. Zbigniew Świerczyński („Warmia i Mazury” Olsztyn)

2. Rafał Machnikowski („Łuczniczka” Bydgoszcz)

3. Grzegorz Powałka („Syrenka” Warszawa)

Słabowidzący (T12)

Kobiety

1. Anna Karaś (Szczecin)

Mężczyźni

1. Mariusz Gołąbek („Jantar” Gdańsk)

2. Grzegorz Małowiecki („Syrenka” Warszawa)

3. Wojciech Debner („Łuczniczka” Bydgoszcz)

Przeprowadzenie mistrzostw w Bydgoszczy to strzał w dziesiątkę. Organizatorzy zadbali o owoce, picie i jedzenie po biegu. Sprawnie odbyło się losowanie nagród wśród uczestników i dekoracja najlepszych zawodników. Dobry był też dojazd z różnych stron Polski i zakwaterowanie w hotelu „Brda” w pobliżu dworca PKP. W poprzednich latach sportowcy z trudem docierali na mistrzostwa do Klimontowa koło Sandomierza. W sobotę po południu zawodnicy mogli z pomocą przewodnika poznawać tutejszą starówkę. Jeszcze trwa miejscami jej rewitalizacja, ale już robi wrażenie. Brzegi rzeki Brdy przystosowano do spacerów, aktywności ruchowej i odpoczynku, w pobliżu rozlokowały się kluby i kawiarnie.

Doświadczenie Tomka i Krzysztofa oraz sztabu pomocniczego widać było na każdym odcinku organizacji imprezy. Po prostu „czują bluesa”. Dziękujemy za świetnie zorganizowane zawody!

Mariusz Gołąbek

 

aaa

 

tenis stołowy

 

Ping-pong w ciemnościach

W listopadowym numerze „Crossa” z 2013 roku opisywaliśmy mało jeszcze znaną w Europie modyfikację tenisa ziemnego do możliwości osób niewidomych. Pora przedstawić jego stołową odmianę. I nie chodzi tu wcale o popularny w naszym kraju showdown.

Tenis stołowy dźwiękowy jest dyscypliną bardzo młodą, powstałą w 2011 roku w ośrodku szkolno-wychowawczym dla dzieci niewidomych w podpoznańskich Owińskach. Jej twórcą jest Leszek Szmaj, tamtejszy wieloletni nauczyciel wychowania fizycznego i rehabilitant ruchu. Tak wspomina on okoliczności narodzin gry: − W październiku 2011 roku na jednej z lekcji wychowania fizycznego część widzących uczniów z klasy grała w tenisa stołowego. Gra była bardzo dynamiczna, trzymała w napięciu – relacjonuje wuefista. – Po lekcji podeszła do mnie grupa uczniów niewidomych z pytaniem, czy dałoby się dostosować tenis stołowy dla osób niewidomych, bo bardzo by chcieli rywalizować między sobą podobnie jak koledzy widzący. Obiecałem im, że przemyślę ten temat i postaram się im pomóc – dodaje nauczyciel.

Tak metodą prób i błędów powstał tenis stołowy dźwiękowy. Dzięki determinacji pomysłodawcy i wsparciu macierzystego ośrodka udało się już po dwóch latach zorganizować w Owińskach pierwsze mistrzostwa Polski. Chociaż ping-pong uprawiany jest jak na razie tylko przez młodzież uczącą się w kilku ośrodkach dla niewidomych, to pomysły na dalszy rozwój dyscypliny wykraczają już poza szkolne mury.

Jak każda forma aktywności fizycznej, tenis stołowy dźwiękowy wpływa pozytywnie na sprawność organizmu grających. Ćwiczy tak ważny w przypadku osób niewidomych słuch, poprawia sprawność manualną, refleks i koordynację słuchowo-ruchową, podnosi też koncentrację.

Dzięki temu, że nie wymaga wysiłku fizycznego, dyscyplinę mogą uprawiać osoby w różnym wieku, a także uczniowie na co dzień zwolnieni z lekcji wf.

Sport ten nie wymaga żadnego specjalistycznego sprzętu. Zawodnicy grają na zwykłym stole do ping-ponga, tyle że bez siatki. Dłonie służą do chwytania i podawania piłeczki, zastępując rakietki.

Poprawny rzut, zwany podaniem, to taki, kiedy piłeczka odbije się co najmniej dwukrotnie na połowie podającego. Jeśli zrobi to tylko raz, uznawany jest błąd – tzw. przekroczenie – i punkt otrzymuje przeciwnik. Karane przyznaniem punktu dla rywala jest również wybicie piłeczki na aut oraz dotknięcie jej ciałem, z wyjątkiem dłoni i przedramion. Piłeczka nie może się toczyć po powierzchni stołu; chodzi bowiem o to, aby – odbijając się – była słyszalna. Punkt zdobywa się, kiedy piłeczka podana w prawidłowy sposób przekroczy końcową linię stołu.Zawodnicy grają w zaciemnionych goglach jednosetowe pojedynki. W przypadku rozgrywek indywidualnych partia toczy się do 5 lub 15 punktów, w deblu do 15, a rywalizacja drużynowa – do 45 punktów.

Dyscyplina wciąż jest dopracowywana. Obecnie prowadzone są testy z wykorzystaniem sprzętu elektronicznego, mającego wesprzeć sędziego w pracy. Zainteresowani mogą uzyskać więcej informacji, pisząc na adres
leszekszmaj@wp.eu.

Tenis stołowy jest nie tylko kolejnym sposobem na urozmaicenie lekcji wychowania fizycznego, lecz także ciekawą formą rozrywki podczas różnego rodzaju obozów sportowych czy turnusów rehabilitacyjnych.

W dniach 19-20 września odbyły się II Mistrzostwa Polski w Tenisie Stołowym Dźwiękowym. Areną zmagań był ośrodek dla niewidomych w Owińskach. Do rywalizacji przystąpiło 41 zawodniczek i zawodników reprezentujących cztery ośrodki: Dąbrowę Górniczą, Kraków, Łódź i Owińska.

Zawodnicy na początku rywalizowali w czteroosobowych grupach, bez podziału na płeć. Zostali natomiast podzieleni ze względu na wiek: do 15. roku życia nieliczna grupa młodsza i powyżej tej granicy zdecydowanie dominująca liczebnie grupa starsza. Na tym etapie pojedynki toczyły się do 5 punktów. Po wyjściu z grup zawodnicy walczyli już w systemie pucharowym do 15 punktów. W finale spotkał się Wiktor Moszczyński z Łodzi z zawodnikiem gospodarzy Oskarem Piosikiem. Jak przystało na mecz tej rangi, pojedynek był bardzo wyrównany, a losy meczu ważyły się do ostatniego punktu. Ostatecznie wygrał zawodnik gości 15:14.

W deblu rywalizowało osiem par, po dwie z każdego ośrodka. Triumfował duet z Owińsk Oskar Piosik i Damian Królikowski, który w meczu o złoty medal pokonał 15:12 łódzki debel w składzie Kornelia Moszczyńska i Adam Uzarczyk.

Do rywalizacji drużynowej przystąpiły cztery ekipy. Do finału awansował zespół gospodarzy, który gładko pokonał mało jeszcze ograną drużynę z Krakowa 45:8, oraz zespół z Łodzi, który wygrał z Dąbrową Górniczą 45:26. Finał tych dwóch drużyn zapowiadał się bardzo interesująco. Niemal od początku przewaga była po stronie gości. Jednak zespołowi z Owińsk udało się doprowadzić do remisu 25:25 i od tej pory to on wyszedł na prowadzenie. Łodzianom starczyło jeszcze sił, aby wyrównać 36:36, ale ostatecznie drużyna z Wielkopolski pokonała ekipę z Łodzi 45:41.Na koniec należy podkreślić wspaniałą atmosferę mistrzostw. W trakcie zawodów dało się odczuć, że uczestnicy traktują turniej przede wszystkim jako dobrą zabawę. Organizatorzy postarali się o to, aby żaden z zawodników nie wyjechał z pustymi rękami. Każdy otrzymał pamiątkowy dyplom i zestaw upominków. Zwycięzcy natomiast odebrali medale, dyplomy i nagrody rzeczowe.

Klasyfikacja końcowa

Rozgrywki indywidualne (grupa starsza) 

1. Wiktor Moszczyński (Łódź)

2. Oskar Piosik (Owińska)

3. Damian Królikowski (Owińska)

Rozgrywki indywidualne (grupa młodsza) 

1. Patryk Walczak (Łódź)

2. Mikołaj Filuś (Owińska)

3. Kamila Walentynowicz (Łódź)

Rozgrywki deblowe

1. Damian Królikowski, Oskar Piosik (Owińska)

2. Kornelia Moszczyńska, Adam Uzarczyk (Łódź)

3. Ex aequo: Daniel Dymarczyk, Artur Kwiatkowski (Dąbrowa Górnicza) oraz Wiktor Moszczyński, Jakub Wiciński (Łódź)

Rozgrywki drużynowe

1. Owińska

2. Łódź

3. Dąbrowa Górnicza

Grzegorz Modrzyński

 

aaa

 

wiadomości

 

Bowling

Puchary rozdane

Rzeszowska kręgielnia Kula Bowling & Club gościła 73 zawodników z całej Polski, startujących w ogólnopolskim turnieju bowlingowym osób niewidomych i słabowidzących o Puchar Podkarpacia. W tym roku na podkarpackim turnieju odbyły się również eliminacje zespołów dwu- trzy- i czteroosobowych do drużynowych mistrzostw Polski. Zawody rozegrano w dniach od 12 do 14 września.

Była to piąta impreza z cyklu siedmiu ogólnopolskich turniejów organizowanych przez klub „Podkarpacie” Przemyśl w ramach projektu „Sport szansą na rozwój 2”, dofinansowanego ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

W piątek o godzinie 13:00 kierownik projektu Piotr Sęk uroczyście otworzył zawody i zaraz po inauguracji do zmagań stanęli pierwsi zawodnicy. Większych niespodzianek w klasyfikacji indywidualnej nie było, choć w kategorii B3 pewnym zaskoczeniem stało się zwycięstwo Zbigniewa Strzeleckiego, który uzyskał bardzo dobry wynik 1114 p. Z takim rezultatem zostawił za sobą Cezarego Dybińskiego i Grzegorza Kanikułę.

Zawodnicy rozpoczynający grę odczuwali ciężar podwójnej odpowiedzialności. Po pierwsze musieli uzyskać jak najlepszy wynik indywidualnie, a po drugie powinien on być na tyle wysoki, aby w połączeniu z wynikiem zgłoszonych partnerów dał awans do drużynowych mistrzostw Polski.

Struktura drużyn w poszczególnych kategoriach DMP

drużyny dwuosobowe (B1 + Bx)

drużyny dwuosobowe (B2 + B2)

drużyny trzyosobowe (B1 + B2 + B3)

drużyny czteroosobowe (B1 + B2 + B2 + B3)

Ogólnopolski turniej bowlingowy osób niewidomych i słabowidzących o Puchar Podkarpacia

12-14.09.2014 r., Rzeszów

Kobiety

B1

1. Mariola Maćkowiak („Łuczniczka” Bydgoszcz) 698 p.

2. Karolina Rzepa („Łuczniczka” Bydgoszcz) 672 p.

3. Karolina Trojan („Łuczniczka” Bydgoszcz) 340 p.

B2

1. Dorota Kurek („Ikar” Lublin) 810 p.

2. Anna Bryda („Hetman” Lublin) 801 p.

3. Mirosława Malcherek („Łuczniczka” Bydgoszcz) 799 p.

B3

1. Honorata Borawa („Łuczniczka” Bydgoszcz) 892 p.

2. Jolanta Krok–Sabaj     („Podkarpacie” Przemyśl)  881 p.

3. Aneta Łukasik („Karolinka” Chorzów) 785 p.

Mężczyźni

B1

1. Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin) 798 p.

2. Szczepan Polkowski   („Morena” Iława) 632 p.

3. Stanisław Chmura („Podkarpacie” Przemyśl) 625 p.

B2

1. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1081 p.

2. Stanisław Poświatowski („Jaćwing” Suwałki) 975 p.

3. Edward Wójcik („Hetman” Lublin) 906 p.

B3

1. Zbigniew Strzelecki     („Karolinka” Chorzów) 1114 p.

2. Cezary Dybiński („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1057 p.

3. Grzegorz Kanikuła („Hetman” Lublin) 1044 p.

Zawodnicy z pierwszych miejsc w poszczególnych kategoriach zdobyli Puchar Podkarpacia w bowlingu za rok 2014.

 Po zakończeniu rozgrywek indywidualnych rozpoczęły się finały drużynowych mistrzostw Polski, które rozegrano systemem półfinałów i finałów. Rywalizacja drużynowa była bardzo emocjonująca. Niech świadczy o tym fakt, że w finale B1+Bx o zwycięstwie pary „Hetmana” Lublin z parą „Łuczniczki” Bydgoszcz zdecydowały tylko 3 piny. W finale B2+B2 o wygranej drużyny „Warmii i Mazur” Olsztyn z drużyną „Jaćwinga” Suwałki zdecydowało 8 pinów.

Po zakończeniu rozgrywek następujące kluby mogły cieszyć się ze zdobycia tytułu drużynowego mistrza Polski na rok 2014:

Drużynowe mistrzostwa Polski w bowlingu osób niewidomych i słabowidzących

12-14.09.2014 r., Rzeszów

B1+Bx – Zdzisław Koziej, Grzegorz Kanikuła („Hetman” Lublin)

B2+B2 – Janina Szymańska, Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn)

B1+B2+B3 – Zdzisław Koziej, Mariusz Kozyra, Grzegorz Kanikuła („Hetman” Lublin)

B1+B2+B2+B3 – Zdzisław Koziej, Mariusz Kozyra, Edward Wójcik, Grzegorz Kanikuła („Hetman” Lublin)

Podczas uroczystego zakończenia wyniki obu turniejów przedstawił sędzia główny Przemysław Antusiewicz. Puchary Podkarpacia wręczył zwycięzcom prezes klubu „Podkarpacie” Przemyśl Stanisław Sęk, natomiast statuetki za zdobycie DMP wręczyła przewodnicząca Sekcji Niepełnosprawnych PZKręgl. Czesława Konieczna. Honorowy patronat nad turniejem sprawowali Maciej Szymański – dyrektor Oddziału Podkarpackiego PFRON, oraz Tadeusz Ferenc – prezydent miasta Rzeszowa.

Piotr Sęk

Zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej klubu „Podkarpacie”

www.podkarpacie-przemysl.org.pl – oraz klubowego profilu na Facebooku. Na stronie zamieszczony został materiał filmowy z turnieju o Puchar Podkarpacia, zrealizowany przez patrona medialnego zawodów – TVP Rzeszów.

 

Kolarstwo

Rowerowy finisz

Wrzesień obfitował w wiele wydarzeń kolarskich. W kolejne weekendy odbywały się ważne zawody: górskie mistrzostwa Polski w Borowicach, torowe mistrzostwa Polski w Pruszkowie oraz dwie imprezy z cyklu Pucharu Europy – w Belgradzie i w Pradze.

Rywalizacja o krajowe tytuły najlepszych „górali” rozstrzygała się na trudnej 14,5-kilometrowej pętli na trasie Borowice – Pogórzyn – Sosnówka – Borowice, zawierającej najważniejsze elementy charakterystyczne dla wyścigów tego typu: strome podjazdy, karkołomne zjazdy i niebezpieczne zakręty. Panie rywalizowały na dystansie dwóch okrążeń, a panowie mieli do pokonania 43,5 km. W wyścigu kobiet Iwona Podkościelna i Aleksandra Wnuczek (KKT „Hetman” Lublin) dość szybko uzyskały przewagę nad koalicją trzech tandemów reprezentujących klub „Warmia i Mazury” Olsztyn i systematycznie ją powiększając, niezagrożone dojechały do mety. Podczas wyścigu mężczyzn wielkie emocje zaczęły się w momencie, gdy w rowerze faworytów Marcina Polaka i Michała Ładosza pękł łańcuch, a rywale oddalali się w kierunku mety, zyskując cenne sekundy przewagi. Mechanik kadry Jerzy Stawiński błyskawicznie naprawił ten defekt, a pechowcy najpierw dogonili czołówkę, a potem skutecznie zaatakowali i sami odjechali konkurentom.

Górskie mistrzostwa Polski w kolarstwie tandemowym

6.09.2014 r., Borowice

Kobiety 

1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek 00:53:54,0 (KKT „Hetman” Lublin)

2. Marta Stramek – Katarzyna Pakulska 01:03:36,0 („Warmia i Mazury” Olsztyn)

3. Izabela Hillar – Magdalena Przeworska 01:06:47,0 („Warmia i Mazury” Olsztyn)

Mężczyźni

1. Marcin Polak – Michał Ładosz 01:16:23,0 („Hetman” Lublin)

2. Piotr Kołodziejczuk – Paweł Kowalkowski 01:17:18,0 („Warmia i Mazury” Olsztyn)

3. Piotr Urbanowicz – Marcin Wyżlic 01:18:53,0 („Warmia i Mazury” Olsztyn)

Podczas torowych MP rozegranych na pruszkowskim welodromie nie zabrakło emocji i dobrych rezultatów. Najcenniejsze wyniki są autorstwa tandemu Marcin Polak – Michał Ładosz, który uzyskał rekordowe czasy w eliminacjach sprintu na 200 m (11,08 s) i w wyścigu na 4 km (04:31,42). Najbardziej emocjonujące były pojedynki o brązowe medale na dystansie 3 km kobiet i 4 km mężczyzn na dochodzenie. W pierwszym wyścigu trwała zażarta walka pomiędzy tandemem olsztyńskim Izabela Hillar – Magdalena Przeworska a warszawskim Marta Michnowska – Agata Tomaszewska, w której szala zwycięstwa przechylała się raz w jedną, raz w drugą stronę. W drugim wyścigu Tomasz Olechno i Adam Marciniak („Omega” Łódź) próbowali rozstrzygnąć pojedynek z Damianem Szumigajem i Jarosławem Góreckim („Fizjotech” Warszawa) poprzez szybkie dogonienie rywali. Od startu narzucili szaleńcze tempo, lecz gdy już byli bliscy sukcesu, opadli z sił i sami zostali doścignięci przez konkurentów. Wyniki poszczególnych konkurencji są następujące:

XIV Torowe Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Kolarstwie Tandemowym

12-14.09.2014 r., Pruszków

Sprint kobiet 

1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek (KKT „Hetman” Lublin)

2. Anna Duzikowska – Aleksandra Stańczak („Warmia i Mazury” Olsztyn)

3. Izabela Hillar – Magdalena Przeworska („Warmia i Mazury” Olsztyn)

Sprint mężczyzn

1. Marcin Polak – Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin)

2. Daniel Roróg – Krzysztof Wolski („Omega” Łódź)

3. Tomasz Olechno – Adam Marciniak („Omega” Łódź)

1 km kobiet

1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek 01:16,19 (KKT „Hetman” Lublin)

2. Anna Duzikowska - Aleksandra Stańczak 01:20,36 („Warmia i Mazury” Olsztyn)

3. Marta Michnowska – Agata Tomaszewska 01:23,41(„Fizjotech” Warszawa)

1 km mężczyzn

1. Marcin Polak – Michał Ładosz 01:07,59 („Hetman” Lublin)

2. Tomasz Olechno – Adam Marciniak 01:08,50 („Omega” Łódź)

3. Daniel Roróg – Krzysztof Wolski 01:10,44 („Omega” Łódź)

3 km 

1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek (KKT „Hetman” Lublin)

2. Anna Duzikowska – Aleksandra Stańczak („Warmia i Mazury” Olsztyn)

3. Marta Michnowska – Agata Tomaszewska („Fizjotech” Warszawa)

4 km 

1. Marcin Polak – Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin)

2. Daniel Roróg – Krzysztof Wolski („Omega” Łódź)

3. Damian Szumigaj – Jarosław Górecki („Fizjotech” Warszawa)

Lubelskie tandemy górowały nie tylko nad krajowymi rywalami w walce o tytuły mistrzów Polski, lecz były także najlepsze w Pucharze Europy rozegranym w Belgradzie. W imprezie tej rywalizowano w wyścigu na czas na 11,6 km oraz w wyścigach ze startu wspólnego na dystansach 46,4 km (kobiety) i 58 km (mężczyźni). Polscy reprezentanci wygrali obie konkurencje i klasyfikację łączną zawodów:

Para-cycling European Cup

20-21.09. 2014 r., Belgrad

Kobiety 

1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek (Polska)

2. Emma Polushkina – Natalia Eliferova (Rosja)

3. Olga Kombarova – Svetlana Kosheleva (Rosja)

Mężczyźni 

1. Marcin Polak – Michał Ładosz (Polska)

2. Patrick Bitzinger – Peter Ochsenhofer (Austria)

3. Alexandr Erkulev – Sergey Shatrygin (Rosja)

Dzięki punktom zdobytym w Belgradzie tandem Polak – Ładosz zapewnił sobie 1. miejsce w tegorocznym rankingu UCI, natomiast duet Podkościelna – Wnuczek awansował na 4. pozycję w światowej hierarchii.

Tegoroczny sezon wyścigowy kolarze ZKF „Olimp” zakończyli startem w Pucharze Europy w Pradze w dniach 27-28.09.2014 r. na trudnej, pagórkowatej trasie wokół kompleksu sportowego Strahov. W kategorii kobiet zwycięstwami podzieliły się polskie tandemy: Izabela Hillar i Magdalena Przeworska wygrały wyścig ze startu wspólnego na dystansie 42 km, a Marta Stramek z Aleksandrą Stańczak były najlepsze w wyścigu na czas długości 8,4 km oraz w klasyfikacji łącznej zawodów. Wśród mężczyzn najlepsze wyniki z Polaków osiągnął tandem Piotr Urbanowicz – Michał Wyżlic, który zarówno w wyścigu masowym (58,8 km), jak i w czasówce (12,6 km) uplasował się na 3. pozycji, co dało mu 2. miejsce w klasyfikacji łącznej, za Austriakami Patrickiem Bitzingerem i Peterem Ochsenhoferem, a przed duetem słowackim w składzie Juraj Prager – Konstantin Kocian.

Mirosław Jurek

 

Szachy

Puchar Grunwaldu już nie w Dadaju

W tym roku Puchar Grunwaldu opuścił Dadaj koło Olsztyna, gdzie turniej ten odbywał się od wielu lat. Nowym miejscem rozgrywek był w dniach od 4 do 13 września pensjonat „Adler” w miejscowości Łajs (również w okolicach Olsztyna).

Wieś położona jest pomiędzy jeziorami Kośno i Łajskie, na granicy rezerwatu krajobrazowego Jezioro Kośno. Jest osadą turystyczną z pensjonatem i gospodarstwami agroturystycznymi. Przez Łajs przebiega trasa rowerowa (czerwona) z Olsztyna do Nowej Wsi, trasa piesza wokół jeziora Kośno (szlak niebieski) oraz trasa spacerowo-rowerowa Łajs – Tylkowo – Małszewo – Łajs. Tutaj rozpoczyna się także szlak kajakowy przez jezioro Kośno do Olsztyna. Miejsce zawodów i okolica bardzo się szachistom spodobały i w przyszłym roku ponownie chcą się tu spotkać.

Tegoroczny turniej rozgrywany był systemem szwajcarskim, na dystansie 9 rund. Sędziował go Andrzej Gula z Olsztyna. Żadnych szans nie dał rywalom Jacek Stachańczyk, aktualny mistrz świata. Kolejnych medalistów wyprzedził o dwa punkty. Zremisował jedynie z Ryszardem Suderem, który zajął drugie miejsce. Trzeci był Piotr Dukaczewski.

XXIX Turniej Szachowy o Puchar Grunwaldu

4-13.09.2014 r., Łajs k. Olsztyna

1. Jacek Stachańczyk    („Jutrzenka” Częstochowa)  8,5 p.

2. Ryszard Suder („Warmia i Mazury” Olsztyn)  6,5 p.

3. Piotr Dukaczewski    („Syrenka” Warszawa)  6,5 p.

4. Tadeusz Żółtek  („Warmia i Mazury” Olsztyn) 6 p.

5. Bartosz Pawelec („Ikar” Lublin) 6 p.

6. Michał Wolański („Syrenka” Warszawa) 5 p.

7. Tomasz Pawlik („Omega” Łódź) 5 p.

8. Marian Inglot („Podkarpacie” Przemyśl) 5 p.

9. Tadeusz Traczyk („Atut” Nysa) 4,5 p.

10. Jan Biskupski („Zryw” Słupsk) 4,5 p.

 

Coroczny turniej na Mierzei Wiślanej

Co roku w Krynicy Morskiej spotykają się szachiści i warcabiści na tradycyjnym turnieju imienia Ludwika Hutnera, wieloletniego trenera niewidomych szachistów i ich przyjaciela.

Organizatorem tegorocznych rozgrywek był klub „Elcross” Elbląg, a współorganizatorem – klub „Kormoran” Giżycko. Turniej odbył się w dniach od 9 do 14 września 2014 roku w ośrodku wypoczynkowym „Luxus”. Zwycięzcą turnieju szachowego został Paweł Hagner z warszawskiej „Syrenki”, a warcabowego – Ryszard Pawłowski z giżyckiego „Kormorana”.Sędzią głównym zawodów był Leon Miklosik z Poznania.

Ogólnopolski turniej szachowo-warcabowy im. Ludwika Hutnera

9-14.09.2014 r., Krynica Morska

Turniej szachowy

1. Paweł Hagner („Syrenka” Warszawa) 5 p. 

2. Józef Wyrzykowski („Łuczniczka” Bydgoszcz) 4,5 p. 

3. Krzysztof Zemła („Pionek” Bielsko-Biała) 3 p. 

4. Jerzy Jagiełło („Syrenka” Warszawa) 3 p.

5. Józef Łechtański („Elcross” Elbląg) 2,5 p.

6. Andrzej Gasiul („Kormoran” Giżycko) 2 p.

Turniej warcabowy

1. Ryszard Pawłowski („Kormoran” Giżycko) 12 p. 

2. Barbara Kacprzak („Syrenka” Warszawa) 11 p. 

3. Kazimierz Hanuszkiewicz („Elcross” Elbląg) 10 p. 

4. Ryszard Szachniewicz („Jaćwing” Suwałki) 10 p.

5. Sławomir Matusiak („Elcross” Elbląg) 10 p.

6. Stanisław Sroka („Kormoran” Giżycko) 9 p.

7. Antoni Fronczak („Elcross” Elbląg) 9 p.

8. Wacław Pakuła  („Elcross” Elbląg) 8 p.

9. Dorota Tkaczyk (Kielce) 8 p.

10. Kamila Świątkowska („Elcross” Elbląg) 8 p.

M. Dębowska

 

aaa 

 

kultura

 

Biegać każdy może

„Bieganie to najbardziej demokratyczny sport na świecie. Każdy może. I na każdego czeka nagroda. Na jednego rekord, na innego – poczucie samorealizacji, spełnienia, wszechogarniającego szczęścia na mecie” – przekonuje nas znana dziennikarka Beata Sadowska w wydanej w tym roku książce „I jak tu nie biegać”.

Autorka opisuje w niej, jak jej nienawiść do tego demokratycznego sportu stopniowo przerodziła się w miłość. Jej opowieść motywuje nas do ruszenia się z kanapy, ale też uczy, jak wykonać kolejny krok i kolejny, i kolejny...

Dziennikarka bieganie ukazuje nam też jako sposób na podglądanie świata. Florencja, Nowy Jork, Tokio, góry, plaże czy park w naszym miasteczku – każde z tych miejsc ma swój urok…

O książce możemy pół żartem, pół serio powiedzieć, że została napisana w odpowiednim tempie. Dynamiczny język i zdania pełne pozytywnej energii sprawiają, że można ją przeczytać w mig. Całość uzupełniają praktyczne porady trenera Kuby Wiśniewskiego, który odpowiada na tysiące pytań typowego amatora. Jak zacząć biegać, żeby nie skończyć na pierwszym treningu? Jak dobrać buty do biegania? Jakie ćwiczenia wykonywać między treningami? Jak mierzyć tętno? Co jeść przed, a co po treningu? – to tylko niektóre z nich.

Z podręcznika Sadowskiej dowiemy się więc wszystkiego o bieganiu, potem to już nie pozostaje nam nic innego, jak wskoczyć w wygodne buty i… do biegu, gotowi, start!

Barbara Zarzecka

 

Książka Beaty Sadowskiej „I jak tu nie biegać” dostępna jest w księgarniach również w audiobooku i e-booku.

 

aaa

 

historia

 

10 lat „Olimpu” 

W tym roku swoje 10. urodziny obchodzi Związek Kultury Fizycznej „Olimp” – organizacja aktywnie działająca na rzecz osób z dysfunkcją wzroku. Związek został utworzony 27 maja 2004 r. podczas zjazdu 26 założycieli, jednak oficjalnie funkcjonuje od 15 października 2004 r., czyli od dnia, w którym Związek Kultury Fizycznej „Cross” uzyskał wpis do Krajowego Rejestru Sądowego.

Pierwszy walny zjazd działaczy i wybór władz odbył się 23 kwietnia 2005 r. Głosem większości prezesem Związku został Piotr Łożyński, który pełni tę funkcję do dziś. Uchwalono również statut określający główne cele działania. Są nimi:

•        organizowanie i koordynowanie działalności w dziedzinie sportu, rehabilitacji i rekreacji w środowisku osób niewidomych i słabowidzących;

•        organizowanie współzawodnictwa sportowego osób niewidomych
 i słabowidzących;

•        działanie na rzecz swobodnego dostępu do dyscyplin sportowych, różnych form rekreacji i wypoczynku przez osoby niewidome i słabowidzące.

Po wyborach podjęto działania organizacyjne związane z utworzeniem biura Związku i jego wyposażeniem. Na starcie działalności „Olimp” zatrudniał tylko jednego pracownika biurowego, który dzięki uprzejmości Stowarzyszenia „Cross” korzystał z pomieszczenia i urządzeń biurowych należących do Stowarzyszenia. Od początku siedziba organizacji mieściła się w budynku Polskiego Związku Niewidomych przy ul. Konwiktorskiej 9 w Warszawie.

Rok 2006 okazał się dla Związku przełomowy za sprawą dofinansowania, które po raz pierwszy udało się uzyskać od Ministerstwa Sportu i Turystyki. Łączna dotacja wyniosła 150 tys. zł. Dzięki tym środkom możliwe było m.in.: zorganizowanie dwóch zgrupowań kolarskich, przeprowadzenie badań medycznych zawodników, udział w trzech zagranicznych wyścigach kolarskich z cyklu Pucharu Europy oraz występ w mistrzostwach świata w kolarstwie, podczas których zawodnicy reprezentujący Polskę i Związek zdobyli złoty medal w wyścigu ze startu wspólnego.

15 lipca 2006 r. miał miejsce nadzwyczajny zjazd delegatów, którego konsekwencją były zmiany we władzach, jak również zmiana nazwy Związku. Prezesem pozostał Piotr Łożyński, natomiast na wiceprezesów delegaci wybrali Zdzisława Mądrego i Wacława Morgiewicza. Sekretarzem generalnym został Adam Dzitkowski, a członkiem zarządu Józef Plichta. Ze względu na podobieństwo nazwy młodej organizacji i Stowarzyszenia „Cross” przemianowano ją na Związek Kultury Fizycznej „Olimp”.

W roku 2008 „Olimp” zrobił kolejny milowy krok w kierunku dalszego rozwoju. Było nim pojawienie się drugiego poważnego źródła finansowania działalności Związku w postaci Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Aktywność
w tamtym czasie skupiała się głównie na kontynuacji upowszechniania kultury fizycznej i sportu w środowisku osób niewidomych i słabowidzących. Dodatkowo przygotowywano wyczynowych kolarzy tandemowych do igrzysk paraolimpijskich. Rezultatem pozyskanego w 2008 roku dofinansowania było zorganizowanie: sześciu zgrupowań kolarskich, pięciu wyścigów zagranicznych, trzech imprez rangi mistrzostw Polski w kolarstwie, czterech imprez strzeleckich, w tym mistrzostw Polski i Pucharu Polski, szkolenia strzeleckiego, Pucharu Polski w warcabach, turnieju szachowo-warcabowego. Tradycyjnie już kolarze Związku poddani zostali kompleksowym badaniom, udało się też zakupić sprzęt kolarski i dwa komplety broni laserowej. W roku tym powiększyła się również kolekcja medali zawodników Związku: na najważniejszej imprezie sportowej osób niepełnosprawnych – igrzyskach paraolimpijskich w Pekinie – nasi kolarze tandemowi Andrzej Zając i Dariusz Flak zdobyli medal złoty, a Krzysztof Kosikowski i Artur Korc medal brązowy.

Kolejne lata to spokojny i systematyczny wzrost przychodów Związku, organizowanie cyklicznych imprez sportowych z dziedziny kolarstwa, strzelectwa pneumatycznego i laserowego, a także liczne sportowe sukcesy na arenie międzynarodowej: medale na mistrzostwach świata w parakolarstwie szosowym oraz trzy medale igrzysk paraolimpijskich Londyn 2012.

Powiększające się możliwości organizacyjne zaowocowały w 2013 roku rozszerzeniem działalności o dwie kolejne dyscypliny sportowe dostępne dla osób z dysfunkcją wzroku – do kolarstwa oraz strzelectwa dołączyły biatlon i triatlon. Obie raczkujące dyscypliny są w trakcie dynamicznego rozwoju. W 2015 roku planowana jest organizacja zawodów, które zostaną po raz pierwszy ujęte w oficjalnym centralnym kalendarzu imprez Związku. W bieżącym roku najważniejszym wydarzeniem będą niewątpliwie mistrzostwa Europy w strzelaniu pneumatycznym osób niewidomych i słabowidzących, które zostaną zorganizowane w dniach 19-24 listopada 2014 r. w Dadaju koło Olsztyna. Przedstawiciele „Olimpu” już od ubiegłego roku prowadzili rozmowy z IBSA mające na celu przyznanie Związkowi prawa do organizacji tej prestiżowej imprezy. Po spełnieniu wszystkich rygorystycznych kryteriów starania Związku zostały nagrodzone, dzięki czemu już za niespełna dwa miesiące będziemy cieszyć się w naszym kraju rywalizacją najlepszych strzelców Europy.

Związek z roku na rok coraz pełniej realizuje swoje cele statutowe, organizując coraz więcej imprez sportowych, sportowo-rekreacyjnych, obozów sportowych, zgrupowań i szkoleń. Zawodnicy niepełnosprawni mają możliwość przygotowania się do oficjalnych imprez najwyższej rangi, takich jak: mistrzostwa Polski, mistrzostwa Europy, mistrzostwa świata czy igrzyska paraolimpijskie. Obok aspektu sportowego należy też wspomnieć o pozytywnym aspekcie psychologicznym podejmowanych działań. Dzięki realizacji zadań dotyczących upowszechniania kultury fizycznej i sportu w środowisku osób niepełnosprawnych aktywizowana jest szeroka grupa niewidomych i słabowidzących. Zawodnicy przełamują bariery tkwiące w nich samych i kształtując swój charakter, uczą się samodzielnie radzić sobie z problemami i trudnościami codziennego życia.

Michał Banaś

 

aaa

 

zdrowie

 

Niewidzialni

Na tę chorobę nie wynaleziono dotąd skutecznego leku. Po raz pierwszy zdiagnozował ją w 1817 r. londyński lekarz James Parkinson, od nazwiska którego wzięła nazwę.

Ofiarami parkinsona było i jest wiele znanych i sławnych osób: papież Jan Paweł II, trzykrotny mistrz świata w boksie Muhammad Ali, znany z wielu seriali kanadyjski aktor filmowy Michael J. Fox. Także słynni tyrani: Mao Zedong, Breżniew, Franco i Hitler. Ostatnio prasa doniosła o samobójstwie popularnego aktora i komika Robina Williamsa, który zmagał się z depresją po zdiagnozowaniu u niego parkinsona. Nie tak dawno ze swego schorzenia zwierzył się polskim czytelnikom znany pisarz, laureat Nagrody Literackiej Nike Jerzy Pilch, autor m.in. powieści „Pod Mocnym Aniołem”, na podstawie której nakręcono film.

Niektórzy naukowcy byli zdania, że w powstawaniu tej choroby ma jakiś udział silna osobowość pacjenta. Szybko okazało się jednak, że parkinson atakuje nie tylko sławnych i bogatych, lecz może zagrażać każdemu z nas. Tymczasem nasza wiedza o nim jest niewielka: większość Polaków kojarzy chorobę z drżeniem rąk u ludzi spotykanych przypadkowo na ulicy lub w najbliższym otoczeniu. Tak się zresztą objawia jej najwcześniejsze stadium. Gdy osiągnie stadium zaawansowane, chorzy spędzają życie zamknięci w czterech ścianach. Zwykłe, codzienne czynności: chodzenie, mycie się, ubieranie, a nawet jedzenie i picie są dla nich niewykonalne. Skazani na inwalidztwo, utratę pracy, ból, są całkowicie uzależnieni od opiekunów. Dla społeczeństwa stają się niewidzialni.

Szacuje się, że w Polsce żyje dziś około 5 milionów osób po 65. roku życia. W ciągu najbliższych 16 lat ta liczba zwiększy się aż o 3,6 miliona. Można mieć pewność, że grupa ludzi cierpiących z powodu choroby Parkinsona również wyraźnie wzrośnie. Oprócz genów istotnym czynnikiem ryzyka jest w niej wiek. 1 procent – taki odsetek osób po sześćdziesiątce zapada na chorobę Parkinsona. Najprawdopodobniej 80 tysięcy osób zmaga się z nią obecnie w naszym kraju.

Parkinson polega na obumieraniu komórek nerwowych wchodzących w skład tzw. istoty czarnej mózgu. Produkują one dopaminę – substancję, która przekazuje informacje z jednej komórki nerwowej do drugiej. W mózgu osoby chorej na parkinsona wraz z ubytkiem dopaminy sygnały nerwowe stają się coraz słabsze. Efektem są: drżenie, napięcie mięśni i spowolnienie ruchów. Podobna destrukcja komórek nerwowych występuje na starość u każdego z nas, ale u chorych na tę chorobę proces degeneracji przebiega znacznie szybciej. Chodzi o to, by go spowolnić – co współczesna medycyna już potrafi. Warunkiem powodzenia jest jednak wczesne wykrycie choroby. Jak się ona objawia?

Symptomy parkinsona pojawiają się i narastają powoli, w ciągu kilkunastu lat. Objawami poprzedzającymi mogą być depresja, zaparcia, łojotokowe zapalenie skóry, drętwienie kończyn, dyskretne zaburzenia węchu i smaku. Potem chorzy zauważają u siebie pewne spowolnienie i niezgrabność ruchów. Występują zaburzenia pisania, tzw. mikrografia – bardzo drobne pismo. Niektórzy sądzą, że są to zmiany reumatyczne. Kolejne sygnały ostrzegawcze to zaburzenia równowagi lub trudności przy wstawaniu z łóżka czy z krzesła. Chód staje się szurający, kroki drobne, zauważa się trudności w rozpoczęciu ruchów. Pojawia się sztywność mięśniowa: bywa, że twarz robi się maskowata. Inne podstawowe objawy choroby to niestabilność postawy (tendencja do padania w różnych kierunkach), zaburzenia wegetatywne: ślinotok, łojotok, napadowe pocenie się, nietrzymanie moczu, pochylenie tułowia do przodu, niewyraźna cicha mowa, trudności przy przełykaniu, rzadkie mruganie, osłabiona pamięć i zdolność przypominania. W ciągu ostatnich kilku lat naukowcom udało się dowieść, że choroba Parkinsona tak naprawdę atakuje cały układ nerwowy. Charakterystyczne dla niej zmiany można znaleźć w komórkach nerwowych skóry i układu pokarmowego.

Podstawową metodą opóźniania postępów choroby jest doustne podawanie lewodopy – aminokwasu, który w mózgu ulega przekształceniu w dopaminę. Bywa jednak, że z czasem u niektórych osób lek ten, podawany nawet w ogromnych dawkach, przestaje działać. Wtedy próbuje się pobudzać mózg jednym z trzech nowoczesnych sposobów. Pierwszy to jego stymulacja przy pomocy elektrod. Wszczepione urządzenia działają na obszar mózgu kontrolujący ruch. Druga metoda polega na wkłuciu się pod skórę pacjenta i zainstalowaniu pompy podającej apomorfinę. Trzeci sposób to dostarczanie lewodopy bezpośrednio do jelita, gdzie jest wszczepiony specjalny zgłębnik.

Bywa jednak, że skutkiem ubocznym zażywania tych leków jest depresja, która często kończy się samobójstwem. Mimo to wiele osób dożywa późnego wieku, bo terapia i profilaktyka – ćwiczenia, wysokotłuszczowa dieta, picie czarnej kawy i zażywanie aspiryny – zdaniem fachowców mogą zapobiegać rozwojowi choroby. Przykładem może być wspomniany na wstępie bokser Muhammad Ali, obecnie 72-latek, który choć nie walczy już od dawna na ringu, funkcjonuje nie najgorzej. Lekarze są zdania, że nabawił się parkinsona na własne życzenie. W świecie sportowym głośno było o stylu walki, jaki uprawiał. Zachęcał przeciwnika, by ten zadawał mu ciosy w głowę i świadomie słabo się przed nimi bronił. Wygląda na to, że chorobę sprowokował u niego mechaniczny uraz mózgu. Z kolei przypadek Michaela J. Foxa podważa nieco tezę, że parkinson idzie zawsze w parze ze starością. Aktor (rocznik 1961) miał 29 lat, kiedy obudziwszy się w hotelu, zauważył, że jeden z palców ręki jest wykrzywiony do góry i nie sposób go wyprostować. Diagnoza była jednoznaczna, ale nie przekreśliła życia ani kariery Foxa. Występował jeszcze w wielu filmach i rozstał się z ekranem dopiero w 2000 roku. Trzy lata później wydał autobiografię „Szczęśliwy facet”, – która posłużyła jako scenariusz do głośnego filmu „Lucky Men”. Od kilkunastu lat Fox organizuje i sponsoruje różnego rodzaju akcje dobroczynne dla potrzebujących. Najlepszym przykładem z mojego własnego otoczenia, potwierdzającym przekonanie, że z parkinsonem wcześnie wykrytym da się żyć długo i w miarę sprawnie, był mój kolega, reporter i publicysta „Polityki” – Andrzej Krzysztof Wróblewski. Nie zawahał się przyznać publicznie do swojej choroby w artykule bynajmniej nieutrzymanym w hiobowym tonie. Żartował nawet, wspominając o kolejnych ograniczeniach życiowych, do jakich zmusza go choroba. Ogromne znaczenie przy walce z nią (dotyczy to zresztą większości poważnych schorzeń) ma psychiczne nastawienie pacjenta – mówią lekarze. AKW długo jeszcze spełniał się jako dziennikarz, dostosowując w miarę postępu choroby tempo pracy do swoich możliwości.

Lekarze i naukowcy na całym świecie starają się poznać genezę parkinsona, by móc znaleźć sposób na jego skuteczne leczenie. W Polsce pionierem operacyjnych metod terapii jest prof. Marek Harat, neurochirurg z Wojskowego Szpitala Klinicznego w Bydgoszczy. W końcu lat 90. odbył staż w szpitalu mw Toronto, gdzie był świadkiem zabiegu wprowadzenia elektrod do mózgu pacjenta. Był przekonany, że tak trudnej operacji nie mógłby sam przeprowadzić. Ale kiedy trzy lata później we Freiburgu zobaczył podobną operację, której efekty były natychmiastowe i spektakularne, postanowił zaryzykować. Na rok przed końcem ubiegłego wieku do bydgoskiego szpitala przywieziono 45-letniego mężczyznę. Lewa strona jego ciała drżała. Trzęsło się nawet szpitalne łóżko, na którym leżał. Lekarz przez niewielki otwór w głowie wprowadził elektrodę i puścił prąd. Po kilkunastu minutach drżenie ustało. Pacjent był przytomny i spokojnie podnosił dłoń. Wkrótce następni chorzy, którym nie pomogły leki, zaczęli się ustawiać w kolejce do prof. Harata. On sam, pytany o metodę zabiegu, tłumaczy, że po wprowadzeniu elektrody do mózgu próbuje zablokować prądem obszar, który odpowiada za chorobę. Nie jest to łatwe zważywszy, że z mózgiem jest inaczej niż na przykład z jamą brzuszną. Nie da się go otworzyć, przesunąć jego zawartości, nie uszkadzając jej, i zamknąć. W mózgu tor dostępu to tor zniszczenia – mówi. Ten zabieg wymaga ogromnej precyzji. W jej osiągnięciu pomagają rezonans magnetyczny i tomograf. Komputer przetwarza wyniki i wyznacza współrzędne dla miejsca zainstalowania urządzenia w mózgu. Gdy obliczenia są gotowe, lekarze wiercą otwór w głowie. Ten opis może budzić dreszcze, ale pacjent ma znieczuloną skórę głowy, a lekarze podają mu dożylnie leki przeciwbólowe. Najważniejsze, by zabieg okazał się skuteczny, co, rzecz jasna, nie zawsze się udaje. Podobne metody operacyjne prof. Harat stosuje z powodzeniem w przypadku leczenia ciężkich chorób psychicznych.

W ciągu ostatnich piętnastu lat w bydgoskiej klinice wykonano ok. 2,5 tysiąca takich zabiegów. Kiedyś pacjenci musieli sami płacić za stymulatory wszczepiane do mózgu (od 35 do 70 tysięcy złotych). Teraz refunduje je, choć ciągle w niewystarczającej ilości, NFZ. Klinika ma kontrakt na wszczepienie 19 takich urządzeń rocznie. Kolejka jest długa. Na zabieg w Bydgoszczy czeka ponad 180 pacjentów. Niektórzy zostali zakwalifikowani już sześć lat temu. Dla wielu z nich jest to jedyna nadzieja na normalne życie, dla „parkinsonowców” – na oddalenie w czasie skutków choroby. Być może już wkrótce uda się ją w pełni opanować, skoro – jak prorokują neurochirurdzy – na wyciągnięcie ręki jest leczenie poprzez stymulację mózgu również takich groźnych uzależnień, jak alkoholizm czy narkomania.

(BWO)

 

aaa 

 

ruszajmy się

 

Chwyć za kijki! 

Nordic walking zdobywa coraz większą popularność. Ta forma aktywności narodziła się w Skandynawii jako letnie uzupełnienie wyczynowego treningu narciarzy biegowych. Dzisiaj chodzenie z kijkami to głównie forma rekreacji uprawiana na szeroką skalę w Polsce i Europie.    

Nordic walking można trenować na różnym poziomie zaawansowania. O intensywności ruchu ćwiczący decyduje sam. Dlatego ta forma aktywności polecana jest każdemu, bez względu na wiek, stan zdrowia i sprawność fizyczną. Nordic walking nie jest trudny i można go opanować w 60 minut. Najlepiej pierwsze lekcje odbyć razem z instruktorem. Warto nauczyć się techniki od osoby wykwalifikowanej, bo później trudno jest wyeliminować nieprawidłowe nawyki. Jednak najważniejsza jest dobra zabawa i aktywność na świeżym powietrzu.

W zależności od intensywności i celu treningu, można wyróżnić kilka odmian nordic walkingu. Najłagodniejsza jest forma rehabilitacyjna, uprawiana najczęściej przez osoby po różnego rodzaju urazach i chorobach lub o słabej sprawności fizycznej i niskim poziomie siły mięśniowej. W tej odmianie istotne jest to, że w czasie marszu pracę nóg wspomaga praca ramion, które mają kontakt z podłożem za pośrednictwem kijków. Odciążone zostają stawy skokowe, kolanowe, biodrowe oraz kręgosłup. Ponadto prawidłowa technika wymusza wyprostowaną sylwetkę. Wszystkie te zalety sprawiają, że jest to sport wprost idealny dla osób starszych i otyłych. Dzięki kijom uzyskuje się większą stabilność i równowagę podczas marszu. W ten sposób czujemy się bezpieczniej. Nordic walking lepiej niż tradycyjne chodzenie usprawnia układ oddechowy i sercowo-naczyniowy. Jest to istotne w kompensowaniu siedzącego trybu życia i profilaktyce chorób cywilizacyjnych. Zajęcia z kijkami często prowadzi się na turnusach rehabilitacyjnych i zdrowotnych oraz obozach uaktywniających osoby starsze.

Najczęściej aktywność tę podejmuje się w celach zdrowotnych oraz po to, by przyjemnie spędzić czas na świeżym powietrzu. Takie podejście – jako do formy rekreacji ruchowej – jest najpopularniejsze. Najważniejsza jest swoboda ruchu, dotlenienie organizmu, dobre samopoczucie i dużo satysfakcji ze świadomej aktywności. Ćwiczenia nie powinny być zbyt obciążające i męczące. Najważniejsze, by czerpać radość z chodzenia w różnorodnym, naturalnym terenie oraz mieć dobrą zabawę w towarzystwie innych osób.

Bardziej wymagającą formą nordic walkingu jest trening aerobowy, czyli odmiana fitness. Marsz jest intensywniejszy, treningi są prowadzone systematycznie (przynajmniej trzy razy w tygodniu po 1,5 godziny), a ich celem jest poprawa kondycji, samopoczucia, ogólnej sprawności i spalanie tkanki tłuszczowej, co umożliwia uzyskanie bądź utrzymanie odpowiedniej sylwetki i estetycznego wyglądu. Trening nordic walking angażuje do 90 proc. mięśni szkieletowych. Przekłada się to na zwiększenie poboru tlenu o 20-60 proc. oraz większe o 20-40 proc. spalanie kalorii w porównaniu z tradycyjnym chodem. Aktywność tego typu w większości przypadków daje ćwiczącym dużo radości, satysfakcji oraz przynosi rezultaty w postaci uzyskania ładnego wyglądu, dobrego samopoczucia i poprawy wydolności sercowo-naczyniowej i oddechowej.

Najwyższą intensywnością charakteryzuje się trening typu sportowego, który ma na celu wzmocnienie mięśni kończyn górnych u sportowców oraz poprawę wytrzymałości ogólnej. Ćwiczenia są wyczerpujące. Do bardzo szybkiego marszu w urozmaiconym terenie (z maksymalną pracą ramion) wprowadza się cięższe ćwiczenia, jak trucht i bieg z kijami, maksymalne skoki z nogi na nogę z obszernym odepchnięciem kijami (tzw. wieloskoki), przeskoki na kijkach, podbiegi. Wykorzystywany jest jako uzupełnienie sportów wytrzymałościowych angażujących kończyny górne, takich jak: narciarstwo biegowe, kajakarstwo, wioślarstwo. 

Dobór sprzętu

Najistotniejszą sprawą jest dobór kijków. Analizując źródła fachowe i tabele zalecanej długości kijków w stosunku do wzrostu ćwiczącego, można spotkać się z różnymi wartościami. Większość z nich oscyluje w okolicach 2/3 wysokości ciała. Trzeba pamiętać, że długość dobiera się indywidualnie, biorąc również pod uwagę charakter i intensywność ćwiczeń oraz poziom wytrenowania. Początkującym łatwiej jest zaczynać na nieco krótszych kijach, wraz ze wzrostem poziomu zawansowania kije nieznacznie się wydłuża, tak by praca kończyn górnych była jak najbardziej efektywna, a technika i rytm marszu nie były zaburzone. Można kierować się również zasadą, że trzymając odpowiednio dobrane kije przed sobą, oparte pionowo o podłoże, powinniśmy uzyskać kąt prosty w łokciach. Ważnymi cechami, na które warto zwrócić uwagę przy ich doborze, są: masa, wytrzymałość i elastyczność. Ze względu na solidną konstrukcję najbardziej polecane są kije o stałej długości (jednoczęściowe). Wybrać można również bardziej uniwersalne kije teleskopowe, z regulowaną długością (mogą być przydatne w czasie nauki i doboru indywidualnej długości).

Często popełnianym błędem jest zakup kijów trekkingowych, przeznaczonych do wypraw górskich (wyglądają bardzo podobnie). Przy zakupie trzeba zaznaczyć, że chodzi nam o kije do nordic walkingu, oraz powiedzieć, w jakim charakterze będziemy ich używać. Na końcówki kijów można nałożyć gumowe „buciki”, które pozwalają na odpychanie się kijami od twardego podłoża, co sprawdza się w chodzeniu po mieście. Korzystanie z nich powinno być sporadyczne, ponieważ twarde podłoże negatywnie wpływa na stawy i kręgosłup. Nordic walking najlepiej sprawdza się w naturalnym terenie, gdzie kije po prostu są wbijane w ziemię. Naprawdę warto jest pofatygować się na trening do parku lub lasu. Ruch w tym terenie jest korzystniejszy, a natura pozytywnie wpływa na psychikę i pomoże rozładować stres. Istotną, często pomijaną sprawą jest dobór obuwia, które powinno być sportowe, zakryte, z miękką, sprężystą podeszwą. Podczas uprawiania nordic walkingu chodzi się „z pięty” i zbyt cienka, twarda podeszwa może powodować przeciążenia. Ubieramy się lekko, luźno, na sportowo. W zimie stosujemy kilka warstw, tak aby w zależności od intensywności marszu móc już w terenie regulować grubość ubioru. Ciepłe kurtki i płaszcze nie będą potrzebne, nasze ciało rozgrzeją pracujące mięśnie. Kluczowe jest zabezpieczenie dłoni, szyi i głowy. 

Technika nordic walkingu

Postawa w czasie marszu powinna być wyprostowana, a łopatki lekko ściągnięte, brzuch wciągnięty. Krok jest wydłużony, ważna jest właściwa praca stopy: stawia się ją płasko na pięcie, po czym następuje przejście przez śródstopie, na końcu wybicie z palców; czuje się przy tym lekki nacisk na duży palec. Tak stawiany krok przypomina nieco chód sportowy. Dla większej efektywności włącza się lekką rotację w miednicy, tzw. pracę biodrem. Ramiona pracują naturalnie w stosunku do nóg – naprzemiennie (prawa noga – lewa ręka). Łokcie lekko ugięte, rozluźnione (nie usztywniać ich i nie cofać ugiętych w tył), ręka naturalnie blisko biodra, nie wyrzucana zbytnio ani w górę, ani w przód (wystarczy do wysokości pępka – nie należy wbijać kijków ze znacznej wysokości i rozpędu, raczej blokować od razu na podłożu). Ruch ramion powinien mieć charakter wahadłowy, lekka rotacja w barkach i kręgosłupie pozwoli uaktywnić mięśnie tułowia. Dłoń powinna być oparta na paskach, lekko zaciśnięta na rękojeści. Wbicie kijka następuje pod kątem ostrym (końcówka kijka cofnięta względem rękojeści) na wysokości pięty stawianej z przodu stopy – w ten sposób aktywna praca ramienia powinna wypchnąć ciało w przód. Daje to efekt odciążenia i wydłużenia kroku, co pozwala uzyskać większą prędkość marszu. Ruch ręki powinien przebiegać blisko biodra i poza jego linię (ręka znacznie cofa się za ciało). Po zakończeniu odepchnięcia należy puścić rękojeść z tyłu, dzięki czemu dłoń odpoczywa, a kijek – ciągnięty na paskach – zostaje przeniesiony do przodu.

Najczęściej popełnianymi błędami są: brak aktywnego stawiania stopy (zaczynanie wyraźnie od pięty), brak aktywnej pracy ramienia (podpieranie się na kijkach zamiast odpychanie się nimi), zbyt krótka praca ramienia (na przykład tylko do biodra, bez przeniesienia dłoni w tył) oraz zła koordynacja ruchu – brak naprzemiennej pracy ramion i nóg (chodzenie sposobem: ta sama noga, ta sama ręka). Na wymienione elementy należy zwrócić szczególną uwagę już od początku treningów z kijkami. 

Ćwiczenia pomocnicze

• Marsz bez kijków (lub z trzymanymi w połowie długości), z naprzemianstronną pracą ramion, które tylko symulują odepchnięcie (poruszają się one jak wahadło w przód i w tył); w ćwiczeniu należy skoncentrować się na prawidłowej pracy stopą (pięta – śródstopie – palce), płaskim, długim kroku oraz prawidłowej koordynacji ruchów.

• Marsz z kijami za sobą (marsz z naprzemianstronną pracą ramion) – kije należy ciągnąć luźno za sobą, nie trzymając ich w dłoni i nie wbijając ich w podłoże. Ćwiczenie ma wymusić ustawienie kija pod kątem i przeniesienie go do przodu na paskach, z jednoczesnym ustawieniem ręki na odpowiedniej wysokości z przodu ciała.

• Ćwiczenie nacisku na pasek. Nie zaciskaj dłoni, maszeruj aktywnie, czując opór paska na nadgarstku, szczególnie pod koniec ruchu. Innymi słowy, należy odpychać się za pomocą paska, przy otwartej dłoni.

• Ćwiczenie koordynacji ruchu – prawidłowy pełny marsz z zatrzymaniem. W tym ćwiczeniu skupiamy się na pierwszym kroku, start z pozycji wysuniętej prawej ręki i lewej nogi – robimy trzy kroki – zatrzymanie i sprawdzenie ustawienia – lewa ręka i prawa noga – start – trzy kroki – zatrzymanie itd. Prawidłowy spokojny marsz z fazą trzymania rękojeści w czasie pracy ramienia w tył i przeniesienia za pasek w przód. Co kilka kroków zatrzymanie – noga z przodu na pięcie, sprawdzenie miejsca wbicia kijka oraz długości ruchu drugiej dłoni – marsz, zatrzymanie i kolejne sprawdzenie. 

Osoby niewidome uprawiają nordic walking!

Osoba niewidoma powinna poruszać się z przewodnikiem, który również idzie z kijami. Powinni być połączeni za ramiona lub nadgarstki za pomocą elastycznego paska. Należy pamiętać, że opcja połączenia za nadgarstki sprawdza się tylko przy podobnym wzroście. Pasek powinien napinać się w czasie skrętu w stronę przewodnika, w drugą stronę przewodnik spycha lekko niewidomego przedramieniem. Istotne jest, by maszerować obok siebie (ręka w rękę), a ruch zaczynać od przeciwnych nóg. Przewodnik utrzymuje rytm i długość kroków niewidomego (dopasowuje się do jego tempa). Powinien również instruować, przekazywać informacje o trasie, zapowiadać skręty i przeszkody oraz wybierać najbezpieczniejszą drogę. Brak specjalistycznych pasków to nie przeszkoda, można wykorzystać szerokie gumki lub bandaż elastyczny.

Trenując nordic walking, nie zapominajmy o rozgrzewce i ćwiczeniach rozciągających. Świetnie sprawdzają się ćwiczenia gibkości (z wykorzystaniem kijów jako przyboru) i ćwiczenia w dwójkach, kiedy przy rozciąganiu korzystamy z pomocy współćwiczącego. Miłej zabawy i przyjemnej aktywności!

Krzysztof Koc

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

Olimpijskie potyczki (cz. II)

W drugiej połowie olimpiady polscy szachiści w drużynach IBCA prezentowali się znacznie lepiej, wygrywając kilka ważnych partii. W 7. rundzie, dzięki ich dobrej grze, męska reprezentacja niewidomych pokonała w prestiżowym meczu ekipę IPCA (osoby z niepełnosprawnością narządu ruchu) 2,5:1,5.  

Przyjęty gambit hetmański

A. Obodczuk (IPCA – 2372) – P. Dukaczewski (IBCA – 2288)

1.d4 d5 2.c4 dc4 3.e4 c5 4.d5 Sf6 5.Sc3 b5!? Boczne, ostre odgałęzienie wariantu debiutowego. Zwykle gra się tutaj 5...e6 6.G:c4 ed5 6.Gf4 Jeśli 6.e5, to b4. Dobrą grę daje czarnym 6.S:b5?! Ha5+ 7.Sc3 S:e4 6...Ga6 7.a4?! Po tym ruchu czarne nie mają żadnych problemów debiutowych. Główny spór teoretyczny toczy się wokół pozycji powstającej po 7.e5 b4 8.ef6 bc3 9.bc3 gf6 7...b4 8.Sb5 G:b5 9.ab5 S:e4 (9...g5!?) 10.G:c4 Sd6 11.He2 S:c4 12.H:c4 Sd7 13.Wd1?! Lepsze 13.Sf3 Sb6 14.H:c5 H:d5 15.Ge3 z równą grą 13...g6 14.d6 e6 15.Sf3 Gg7 Rekompensata białych za pionka wydaje się wątpliwa 16.Gg5 Gf6?! Dokładniejsze było 16...Hc8!? 17.Ge7 G:b2 17.Gh6 Hb6 18.0–0 Wb8 (18...G:b2!?) 19.Hf4 H:b5 20.b3 Lepsze 20.Wfe1! przygotowujące atak na czarnego króla 20...He2 21.Wd2 (21.Wfe1 Hb2) 21…Ha6 22.We1 22…c4!? W dynamicznej pozycji białe zaczęły grać pasywnie 23.bc4?! Prawidłowe było 23.Sg5! c3 24.Wdd1 z groźbą 25.S:e6 23...b3 24.Wb1? Lepsze 24.c5 b2 25.Wb1 Ha2 26.Wdd1 24...b2 (24…Wb4!?) 25.Gg5?! (25.c5!) 25...Gc3 26.Wdd1 0–0 Czarne stoją wyraźnie lepiej, białe całkowicie przechodzą do defensywy 27.Sd2 (27.Ge7!?) 27…Ge5 28.Hh4 f6 29.Ge3 H:d6 30.G:a7 Wa8 31.Ge3 Sc5 32.G:c5 H:c5 33.Sf3 Wfd8 34.We1 Gc3 35.Wf1 Hf5 Z groźbą 35…Wa1 36.Hh3 H:h3 37.gh3 Wa1 38.c5 Wc8 0–1

R. Bernardi (IPCA – 2114) – J. Stachańczyk (IBCA – 2299)

Białe: Kh1, Hc7, We1, Wf1, Gg5, Sc3, a4, b2, c4, d5, g2, h3

Czarne: Kh8, Hd4, Wa8, Wf8, Gf5, Gg7, a6, b7, c5, d6, g6, h7

23...Gd3 Zasługiwało na uwagę 23...Ge5 lub 23...H:c4 24.W:f8+? Wpędza białe w kłopoty. Należało wybrać 24.Wf7! 24...W:f8 25.H:d6 Hf2 26.Wg1? Konieczne było 26.We7! Gf1 27.Hh2, np. 27…G:c4 28.Hc7 (28.d6? Gd4) 28...Gf1 29.Hh2 H:b2 30.Gh6! z dużymi szansami na remis 26...Gd4 27.Hh2 Nie ratowało 27.Wc1 Gf1 28.Hh2 G:c4 itd. 27...G:c4 28.d6 Ge6 29.Se4 Hf5 30.Gh6 H:e4 31.G:f8 Ge5! Oryginalny sposób złowienia hetmana 32.Wf1 G:h2 33.K:h2 Gd5 34.Wf2 Hd4 i czarne wygrały.

Oto kilka ciekawych pojedynków z końcowych rund olimpijskich zmagań:

W.P. Diaz Cesar (Madagaskar – 1769) – T. Dębowska (IBCA – 1708)

Białe: Kg4, Wb7, Wg6, e5, f4, g3, h5

Czarne: Kh8, Wc5, Wc8
54…Wc3!? Pozycja czarnych jest do poddania, ale była jeszcze ostatnia szansa… 55.Wgg7? Nieostrożny ruch. Czarny król znalazł się w pacie. Teraz trzeba tylko pozbyć się obu wież… 55...W:g3+! 56.K:g3 Wc3+ 57.Kg4 Wg3+ Pozycja jest wciąż wygrana dla białych, ale trzeba znaleźć sposób na uwolnienie się od „wściekłej” wieży. Białe nie poradziły sobie z tym problemem 58.Kf5 Wg5+ 59.Ke6 W:e5+ 60.Kd7 Wd5+ 61.Ke8? Wygrywało 61.Ke7! i po każdym następnym szachu można już wieżę zabić 61...Wd8+ 62.Kf7 Wf8+ 63.Kg6 Wf6+ 64.Kg5 Wf5+ 65.Kh4 W:h5+ 66.Kg3 Wh3+ Remisowało też 66...Wg5+ 67.Kf3 W:g7, ale ruch w partii prowadzi do tego samego rezultatu konsekwentniej. Biały król nie ma już możliwości ucieczki od wieży 67.Kf2 Wf3+ 68.K:f3 Remis.

Obrona sycylijska

am. O. Zambrana (Boliwia – 2472) – P. Dukaczewski (IBCA – 2288)

1.e4 c5 2.Sf3 Sc6 3.d4 cd4 4.S:d4 e5 5.Sb5 a6 6.Sd6+ G:d6 7.H:d6 He7 Grywa się tu także 7...Hf6 z podobnymi pozycjami co w partii 8.Hd1! Najlepsze. Po 8.H:e7+ Sg:e7 czarne szybko wyrównują grę, np. 9.Sc3 d5! 10.S:d5 S:d5 11.ed5 Sb4 8...Sf6 9.Sc3 d6 Na 9...h6 nieprzyjemne jest 10.Sd5 10.Gg5 Ge6 11.Sd5 G:d5 12.ed5 Sb8 13.Hf3 Białe zostały z parą gońców na dwa skoczki. Daje to małą przewagę pozycyjną, którą jednak trudno wykorzystać z uwagi na zamknięty charakter pozycji 13...Sbd7 14.0–0–0 h6 15.Ge3 0–0 16.g4 e4!? Zgodnie z zasadą: na atak pionkowy na skrzydle – kontra w centrum! 17.Hg3 Se5 18.g5 Solidniej wyglądało 18.Ge2, ale boliwijski arcymistrz chce jak najszybciej uzyskać atak na króla 18...hg5 19.G:g5 Sf3 20.h4 S:g5?! Ryzykowny ruch. Nie należało otwierać linii „h”. Po 20...Wac8 lub 20…Wfe8 czarne były bezpieczniejsze 21.H:g5? Znacznie silniejsze było 21.hg5 Sh7 22.Kb1, np. 22...H:g5 23.H:d6 Wad8 24.Hh2 z dużą przewagą 21...He5 22.H:e5 de5 23.Gh3?! Lepsze 23.Gg2 Sg4 24.Whe1. Ta i kilka następnych niedokładności pozwalają czarnym zmienić ocenę pozycji na swoją korzyść 23...g6 24.Whg1?! (24.Whe1) 24...Kg7 25.Wg5 Wh8 26.W:e5 W:h4 27.Gf1 Wf4 28.We7 W:f2 29.d6 b5 30.a4?! Lepsze 30.c4 Wc8 31.Wc7 30...g5 Przypuszczam, że obie strony były w niedoczasie i zmuszone do szybkiej gry 31.d7? Więcej szans dawało 31.Wc7, np. 31...g4 (31…e3 32.We7) 32.d7 S:d7 33.Wc:d7 g3 34.W7d2 W:d2 35.K:d2 (35.W:d2 f5) 35….Wd8+ 36.Ke2 W:d1 37.K:d1 ba4 38.c4 f5 39.c5 Kf6 z prawdopodobnym remisem 31...g4? Należało grać 31...Wd8 32.ab5 Kf8! 33.We5 W:d7! z wygraną pozycją.
32.c4? Po 32.d8H W:d8 33.W:d8 W:f1+ 34.Wd1 białe miały jeszcze szanse na ratunek 32...Kf8! 33.We5 S:d7 34.W:d7 (34.W:e4 Sc5) 34...W:f1+ 35.Kd2 We8 36.W:e8+ K:e8 37.Wd4 f5 Reszta jest już w miarę prosta 38.cb5 ab5 39.ab5 Wf2+ Możliwe było efektowne 39...g3! 40.b6 Wd1+! 41.K:d1 g2, ale i ruch w partii prowadzi do zwycięstwa 40.Kc3 Wf3+ 41.Kb4 Wd3 42.Wc4 Wd7 43.Wc5 e3 44.b6 We7 45.We5!? Ciekawy motyw, ale wyniku nie da się już zmienić 45...W:e5! 46.b7 We4+ 47.Ka3 Kf7 48.b8H e2 49.Hc7+ Kg6 50.Hd6+ Kh5 Teraz szachy się szybko kończą: 51.Hh2+ Kg5 albo 51.Hf6 e1H 52.H:f5+ Kh4 53.Hf6+ Kg3 54.Hd6+ Kg2. Białe poddały się. Kolejny arcymistrzowski skalp w dorobku Piotra Dukaczewskiego.

J. Stachańczyk (IBCA – 2299) – A. Agnelo (Angola – 2225)

Białe: Kf3, Wd3, Ge4, Gg1, a4, b5, f4, g5

Czarne: Kf7, Wd7, Gg7, Sd5, a7, b6, e6, g6

Białe zademonstrowały siłę pary gońców w końcówce 54.a5!? Gf8? Konieczne było 54...ba5! Program Houdini podaje taki skomplikowany remisowy wariant: 55.Wa3 Gc3! 56.G:d5 Gb4! 57.Gc6 Wd1! 58.We3 W:g1 59.Wd3 Gc5 60.Wd7+ Kf8 61.Wd8+ Ke7 62.Wd7+ Kf8 z wiecznym szachem. Ale w szachy grają ludzie… 55.a6 Gb4 56.Gf2 Ga5 57.Kg4 Gb4 58.Gd4 (58.Wh3!) 58...Gd6? Lepsze 58...Gc5 59.G:d5! Korzystny moment do wymiany gońca. Słabość czarnych pionków daje białym wygraną 59...ed5 60.f5 (60.Wh3!?) 60...We7 61.We3! W:e3 62.G:e3 Gc7 Groziło 63.G:b6 63.Gd4 Gb8 64.Gc3 Gc7 65.Gf6 Gb8 66.Gd8! Czarny goniec nie może się ruszyć z miejsca 66...d4 (66...Ke8 67.fg6) 67.fg6+ K:g6 68.Kf3 Kf5 69.Ke2 Ke5 Na ruch gońca rozstrzyga 69...G:b6 70.Kd3 Kd5 71.g6 1–0

A. Stolarczyk (IBCA – 1994) – Khan Nazrana (Bangladesz – 2001)

Białe: Kh1, Hc2, Wa1, Wd1, Ge2, Sd2, a3, b4, c5, e3f2, g2, h2

Czarne: Kh8, Hc7, Wb8, Wd8, Ge6, Sf6, a7, c6, e5, f5, g7, h6
21.Gc4 G:c4? Po takiej wymianie gońca czarne będą odczuwać trudności wskutek słabości pionka e5 oraz punktu d6. Należało grać 21...Gd5 22.G:d5 cd5 z szansami na wyrównanie 22.S:c4 Kh7 (22...Wd5!?) 23.Hc3 Sg4 Pionka e5 nie ma jak bronić 23...We8 24.Sd6 czy 23...Sd7 24.Wd6 24.Kg1 W:d1+ 25.W:d1 Wd8 26.Wd6! We8 27.h3 Sf6 28.S:e5 Pozycja czarnych się rozsypała. Dalsze straty materialne są nieuniknione 28...f4 Rozpacz 29.ef4 Sd5 30.Hd4 Sf6 31.W:c6 Hb7 32.Hd6 Hb5 33.Sg4 Wd8 34.S:f6+ gf6 35.Wc7+ Kg6 36.H:d8 1–0 

Obrona sycylijska

J.A. Rohl Montes (Wenezuela – 2390) – J. Stachańczyk (IBCA – 2299) [B51]

1.e4 c5 2.Sf3 d6 3.Gb5+ Sc6 4.0–0 Sf6 5.c3 Gd7 6.We1 a6 7.G:c6 Gambitowe odgałęzienie wariantu. Częściej grywa się tutaj 7.Ga4 lub 7.Gf1 7...G:c6 8.d4 G:e4 Skoczkiem bić pionka nie wolno 8...S:e4? 9.d5, ale możliwe jest 8...cd4 9.cd4 i dopiero teraz 9…G:e4 9.Gg5 Gd5 Po 9...Gc6 10.G:f6 gf6 11.d5 Gd7 12.Sbd2 naciski pozycyjne białych rekompensują brak pionka 10.Sbd2 e6 11.c4 G:f3 12.H:f3 Słabsze 12.S:f3?! Ge7 12...cd4 13.G:f6 gf6 14.H:b7 Wb8 Po 14…Hc8 15.Hd5 pionka też trzeba oddać 15.H:a6 Do tej pory obie strony grały według podręcznika. W partii Wen Yang – Wang Yue (2007) dalej nastąpiło 15.Hc6+ Hd7 16.He4 f5 17.H:d4 (Jeśli 17.H:f5, to Gg7 z następną roszadą) 17...Wg8 z niejasną pozycją 15...W:b2 16.Sb3?! Lepsze 16.Wab1 W:b1 (16...W:d2? 17.Hc6+) 17.W:b1 z wyrównanymi szansami 16...Gg7 17.Ha3 Wc2 18.S:d4 (18.Ha4+ Hd7) 18...W:c4 19.Sf5 0–0 20.S:d6 Pozycja jest trochę przyjemniejsza dla czarnych, gdyż w otwartych pozycjach goniec jest silniejszy od skoczka. Białe mają ponadto kłopoty z pionkiem a2 20...Wc6 21.Wad1 Ha8 22.Hb3 f5 23.Sb5 Wfc8 24.a4 Wa6 25.Wd7
25...Hc6?! Wypuszcza przewagę. Po 25...W:a4! 26.h3 (26.Sd6? Wa1!) 26…Wa1 27.Wdd1 W:d1 28.W:d1 Hb8 białe czekała długa obrona 26.Wed1 Wf8 27.h3 h6 28.W7d6 Hb7 29.Wd7 Hc6 30.W7d6 i zgodzono się na remis.

Obrona słowiańska

S. Mihajlov (Norwegia 3 – 2305) – J. Stachańczyk (IBCA – 2299)

1.d4 d5 2.c4 c6 3.Sf3 Sf6 4.Sc3 dc4 5.a4 Gf5 6.Se5 Sbd7 7.S:c4 Hc7 8.g3 e5 9.de5 S:e5 10.Gf4 Sfd7 11.Gg2 g5 Tak już nasz reprezentant grał w Tromso w II rundzie z gruzińskim arcymistrzem Nigalidze. W tamtej partii nastąpiło 12.Se3 gf4 13.S:f5. Norweg wybiera inne odgałęzienie wariantu 12.S:e5 gf4 13.S:d7

13...0–0–0! Bardzo oryginalne posunięcie. W przypadku 13...H:d7 14.H:d7+ G:d7 15.gf4 czarnym byłoby trudniej wykazać rekompensatę za pionka 14.Hd4 H:d7 15.H:f4 Po 15.H:h8 Hd2+ 16.Kf1 H:b2 17.We1 Gb4 18.Hf6 Hc2 atak czarnych jest bardzo groźny. Jeśli 15.H:d7+ W:d7 16.gf4, to 16…Gh6 17.e3 We8 18.0–0 Wd2 i aktywność czarnych figur ma większe znaczenie niż nikła strata materialna 15...Gd6 16.Hc1 Kb8 17.0–0 h5 W szybkiej partii Kramnik – Anand (2002) grano tu 17...He7 18.a5 a6, ale ruch Polaka jest równie silny 18.He3 Whe8 19.Hh6 Wh8 Zasługiwało na uwagę19...h4!? 20.H:h4 Wh8 21.Hf6 Gh3 20.He3 Ciekawie wyglądało 20.Hf6!?, ale w ostatniej rundzie olimpiady obaj grający byli pokojowo nastawieni… 20...Whe8 21.Hh6 Wh8 22.He3 Whe8 Remis.

Ryszard Bernard

 

aaa

 

Gramy w warcaby

Między 19 a 22 czerwca rozegrano w Gnieźnie VI Turniej Warcabowy o Drzwi Gnieźnieńskie. Impreza ma charakter integracyjny. Rokrocznie przyciąga całą czołówkę pełnosprawnych zawodników i zawodniczek oraz nieliczną grupę zawodników słabowidzących. Tym razem w konfrontacji nie wzięli udziału czołowi gracze naszego środowiska, a ci, którzy zdecydowali się przyjechać, w tabeli końcowej zajęli dalekie miejsca. Niektóre pojedynki mogą jednak zaliczyć do udanych. Zawodnik „Sudetów” Kłodzko Edward Twardy pokonał wielokrotną medalistkę mistrzostw Polski juniorek Monikę Pyrcz.

Edward Twardy – Monika Pyrcz

1. 32-28 19-23 2. 28x19 14x23 3. 34-30 10-14 4. 30-25 14-19 5. 25x14 19x10 6. 40-34 10-14 7. 45-40 13-19

Czarne dążą do szybkiego zbudowania silnego centrum. Można też było grać 7... 14-19, 8... 5-10 itd.

8. 50-45 8-13 9. 34-30

Lepszym rozwiązaniem było rozbijanie centrum czarnych poprzez 9. 34-29 23x34 10. 39x30

9... 2-8 10. 30-25 17-21 11. 40-34

Pozycja czarnych jest lepsza, jednak muszą one uważać, by nie dopuścić do zdobycia przewagi tempa przez białe.

11... 21-26?

Do tej pory czarne miały lepszą pozycję i 1 tempo więcej. Ostatnie ich zagranie umożliwia białym zdobycie +6 temp po 12. 33-28 23x32 13. 37x28 26x37 14. 41x32, po czym białe doprowadziłyby do wyrównania pozycji.

12. 34-30 12-17

Przychodzi wykonać takie posunięcie, ponieważ z powodu poprzedniego zagrania nie można grać 12... 11-17, na co nastąpiłoby 13. 37-32.

13. 30-24

Białe niepotrzebnie decydują się na stratę 4 temp. Lepsze było 13. 33-28 23x32 14. 37x28 26x37 15. 41x32.

13... 19x30 14. 25x34 7-12 15. 33-28! 23x32 16. 37x28 26x37 17. 41x32

Przewaga czarnych została zniwelowana. Teraz białe stoją lepiej w centrum i mają aktywniejszą pozycję.

17... 14-19 18. 46-41 5-10 19. 41-37 10-14 20. 38-33 17-22 21. 28x17 11x22 22. 43-38!

Białe ustawiły kolumny ograniczające możliwości gry w centrum czarnych.

22... 1-7 23. 44-40

Niedokładne zagranie likwidujące ważną kolumnę.

23... 18-23 24. 34-30

Czarne groziły uproszczeniami 24... 22-28 25. 33x22 23-29 26. 34x23 19x17.

24... 12-18 25. 49-43 7-12 26. 47-41! 15-20 27. 32-28! 23x32 28. 37x17 12x21

Po wybiciu czarnych z centrum białe mogą teraz przejąć inicjatywę i grać 29. 33-28! Na ewentualną odpowiedź czarnych 29... 4-10 można zagrać 30. 30-25! W partii białe zagrały niedokładnie:

29. 41-37 19-23 30. 30-25 14-19 31. 25x14 9x20

W otwartej pozycji czarne zdecydowały się na zwiększenie tempa.

32. 40-34 8-12 33. 34-30

Lepsze było 33. 34-29 23x34 34. 39x30

33... 20-24 34. 39-34 21-27 35. 33-29!

Ze strony czarnych groziła kombinacja 35... 27-32 a) 36. 38x27 23-29 37. 34x14 13-19 38. 14x23 18x49 39. 30x19 49x21 b) 36. 37x28 23x32 37. 38x27 24-29 38. 34x14 13-19 39. 14x23 18x49 40. 27-22 49-44.

35... 24x33 36. 38x29 12-17 37. 45-40 4-10 38. 43-38 10-15 39. 30-25 6-11 40. 35-30 16-21

Obie strony przeszły do ataku długiego skrzydła przeciwnika.

41. 40-35 17-22 42. 38-33 15-20

Czarnym zabrakło konsekwencji. Należało kontynuować atak 42... 23-28

43. 25x14 19x10 44. 37-31!!

Zawodnik „Sudetów” Kłodzko znany jest z dużego talentu w grze kombinacyjnej i w tej pozycji daje pokaz swych umiejętności. Czarne nie mogą odpowiedzieć 44... 21-26, na co nastąpi 45. 33-28 22x24 46. 30x8 i czarne nie mają dobrego wyboru posunięcia. Przegrywa również 44... 13-19 45. 33-28 22x24 46. 31x13 19x8 47. 30x28. Po 44... 3-8 45. 31-26 11-17 46. 42-37! dojdzie do związania 4 pionków. Czarne zagrały:

44... 23-28 45. 31-26 28x39 46. 26x6 39-44 47. 6-1 18-23 48. 29x9 3x14 49. 1-23 44-50 50. 34-29 50-44 51. 30-25 44-50 52. 23-1

Można było grać 52. 42-37, nie obawiając się 52... 50-45, po czym wygrywało 53. 37-32 i 54. 23-1

52... 22-28 53. 42-37 28-32 54. 37x28 50x6 55. 29-24 6-22? 56. 1-18

I czarne poddały się.

Bardzo dobrą partię rozegrał Zygmunt Brzeszcz z „Nadziei” Kraków. Przez większość partii dyktował warunki gry dużo wyżej notowanemu i bardziej doświadczonemu Eugeniuszowi Woźnicy. Ostatecznie o wyniku partii zdecydował błąd popełniony w niedoczasie przez zawodnika z Krakowa.

Eugeniusz Woźnica – Zygmunt Brzeszcz

1. 32-28 18-23 2. 38-32

Białe już na początku zdecydowane są przejść do klasyki.

2... 17-22

Próba odejścia od klasyki ze strony czarnych.

3. 28x17 12x21 4. 33-28

Białe kontynuują swój plan sprowadzenia partii do pozycji klasycznej.

4... 21-26!

Czarne mogą wykorzystać opóźnienie w rozwoju długiego skrzydła białych i podjąć próbę wiązania tego skrzydła.

5. 39-33 20-24?

To zagranie jest na rękę białym, które dążą do klasyki. Poza tym utrudnia czarnym realizację planu gry na drugim skrzydle, jakim było wiązanie długiego skrzydła przeciwnika.

6. 44-39 14-20 7. 42-38 10-14 8. 50-44 11-17

Lepsze było uwolnienie się od niekorzystnego układu na długim skrzydle poprzez 8... 23-29 9. 34x23 24-30 10. 35x24 20x18.

9. 31-27 17-21!

Aktywność długiego skrzydła białych została mocno ograniczona. Nie rozwiązuje problemu 10. 47-42, ponieważ na 11. 37-31 26x37 12. 42x31 nastąpi 12... 21-26!

10. 34-29 23x34 11. 40x29 24-30 12. 35x24 19x30 13. 47-42 7-12

Pozycja białych wygląda na silną, jednak ograniczenie aktywności na długim skrzydle zmusza je do gry prawą stroną. Naturalnym posunięciem było 14. 44-40. Białe zagrały:

14. 36-31?

Po tym posunięciu przewaga czarnych jest bardzo duża. Sześć białych pionków jest związanych przez trzy czarne i plan gry czarnych jest prosty: grać drugą stroną i redukować siły.

14... 6-11

Lepsze było 14... 20-25, które nie dopuszczało do 15. 44-40 lub 15. 45-40.

15. 41-36?

Białe nie wykorzystały możliwości zagrania na pole 40.

15... 20-25 16. 46-41 5-10?

Konieczne było 16... 30-35, które pozbawiało białe możliwości 17. 27-22.

17. 27-22

Teraz czarne nie mogą grać 17... 21-27 18. 32x21 16x18 z powodu odpowiedzi 19. 29-23 18x29 20. 33x35.

17... 1-6 18. 31-27 15-20 19. 36-31?

Białe ponownie doprowadziły do związania własnych pionków na długim skrzydle.

19... 12-17 20. 41-36 8-12 21. 29-23 12-18 22. 23x12 17x8 23. 44-40 10-15 24. 40-34 14-19 25. 45-40 30-35 26. 34-29 35x44 27. 39x50 19-24 28. 43-39 24-30 29. 39-34? 30x39 30. 33x44 25-30 31. 38-33 9-14

Lepsze było 31... 13-18 32. 22x13 8x19.

32. 42-38 3-9 33. 48-43 20-24 34. 29x20 14x25 35. 43-39 13-19 36. 22-18 19-24 37. 50-45 2-7! 38. 27-22?

 Pozycja czarnych jest wygrana. po 38... 8-12! białe nie unikną strat materialnych, gdyż nie mogą się bronić 39. 28-23, na co nastąpiłoby 39... 21-27 40. 32x21 26x19. Czarne nie wykorzystały tej możliwości i zagrały:

38... 21-27? 39. 32x21 16x27 40. 37-32 26x37 41. 32x21?

Powstała nietypowa, rzadko spotykana sytuacja, kiedy zawodnik nie zauważa bicia większości, w tym przypadku 41. 22x42. Po nieprawidłowym biciu białych pionek czarnych na polu 37. jest bardzo mocny.

41... 30-35 42. 28-23 11-16? 43. 33-28 16x27 44. 22x42 8-12 45. 38-32 9-13

Niepotrzebne uproszczenie. Lepsze było 45... 12-17 z groźbą ustawienia kolumny po 46... 7-11.

46. 18x9 4x13 47. 28-22 7-11 48. 32-28 11-17 49. 22x11 6x17 50. 45-40 13-18 51. 39-34 18x29 52. 34x23 25-30 53. 49-43

I czarne poddały się.

Jan Sekuła

 

aaa

 

Szkolenie „Masz szansę” – kolejny nabór

Stowarzyszenie „Cross” zaprasza osoby o znacznym lub umiarkowanym stopniu niepełnosprawności z tytułu utraty wzroku na szkolenie z zakresu obsługi komputera uzupełnione konsultacjami indywidualnymi z doradztwa zawodowego. Szkolenie ma na celu wyeliminowanie barier i ograniczeń w dostępie do informacji i komunikowaniu się ze światem oraz dostarczenie uczestnikom niezbędnych kwalifikacji zawodowych, ułatwiających wyjście z izolacji społecznej i zdobycie zatrudnienia na otwartym rynku pracy. Plan zajęć obejmuje tematy z zakresu obsługi udźwiękowionego komputera, szerokiego wykorzystywania zasobów internetu i podstaw tworzenia stron internetowych.

Projekt dofinansowany jest ze środków PFRON.

Szkolenie składa się z czterech tygodniowych zjazdów, które przeprowadzane będą w Centrum Szkoleniowo-Konferencyjnym przy ul. Odrębnej 4 w Warszawie (www.csk.oit.pl) w następujących terminach:

zjazd nr 1: 9-16 listopada 2014 r.

zjazd nr 2: 14-21 grudnia 2014 r.

zjazd nr 3: 18-25 stycznia 2015 r.

zjazd nr 4: 15-22 lutego 2015 r.

Każdy z uczestników projektu musi spełniać następujące warunki:

- posiadać aktualne orzeczenie o znacznym lub umiarkowanym stopniu niepełnosprawności z tytułu utraty wzroku;

- być osobą pełnoletnią;

- być członkiem Stowarzyszenia „Cross”;

- być osobą poszukującą pracy, niezatrudnioną;

- nie uczestniczyć w warsztatach terapii zajęciowej;

- nie uczestniczyć w zakładach aktywności zawodowej.

Przy rekrutacji pierwszeństwo będą miały osoby, które nie osiągnęły wieku emerytalnego.

Uwaga! W szkoleniu mogą brać udział uczestnicy poprzednich edycji projektu „Masz szansę”, natomiast uczestnik projektu nie może brać jednocześnie udziału w innych projektach dofinansowanych ze środków PFRON.

Formularze zgłoszeniowe znajdują się na stronie Stowarzyszenia „Cross” www.cross.org.pl w zakładce Aktualności – szkolenie z obsługi komputera. Zgłoszenie wraz z orzeczeniem o niepełnosprawności z tytułu wzroku, oświadczeniem zgody na przetwarzanie danych osobowych, oświadczeniem beneficjenta ostatecznego projektu „Masz szansę” oraz danymi uczestnika należy dostarczyć do biura Stowarzyszenia „Cross” w Warszawie najpóźniej do 22 października 2014 r. Komplet dokumentów zgłoszeniowych można dostarczyć osobiście lub e-mailem na adres: szkolenia@cross.org.pl, pocztą tradycyjną lub faksem na numer tel. (22) 887 63 67. Adres biura Stowarzyszenia „Cross”: ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa. O zakwalifikowaniu zdecyduje data wpływu dokumentów. Odpłatność za udział w szkoleniu „Masz szansę” wynosi 300 zł od uczestnika.

Więcej ważnych informacji i program szkolenia można znaleźć na stronie: www.cross.org.pl. W przypadku pytań lub wątpliwości prosimy o kontakt z biurem Stowarzyszenia „Cross” – telefonicznie: (22) 635 57 94 i (22) 635 76 18 lub na e-mail: szkolenia@cross.org.pl. Należy powoływać się na tytuł projektu: „Masz szansę” .

Serdecznie zapraszamy do uczestnictwa!