stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 1 (118) Styczeń 2015

CROSS

ISSN 1427-728X

ROK XIII

Nr 1 (118)

Styczeń 2015 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ,

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 635 57 94

tel. kom. 668 764 654,
666 725 040

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

 Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Miesięcznik dofinansowuje

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

 

 

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych

 

aaa

 

Spis treści:

Europejskie święto strzelców

Piotr Łożyński

Goalballiści w słabej formie

Konrad Andrzejuk

Trzynaste mistrzostwa tancerzy

Adam Baranowski

Finały na najwyższym poziomie

Lubomir Prask

Pojedynki o Puchar

Piotr Dudek 

Wiadomości

Bajkał – błękitne oko Syberii

Monika Dubiel

Stawy do naprawy

(BWO)

Technika jazdy na nartach dla początkujących

Krzysztof Koc

Gramy w szachy 

Ryszard Bernard   

Gramy w warcaby

Jan Sekuła

Siatka ważniejsza niż matka 

Barbara Zarzecka

 

Na początek

aaa

 

strzelectwo

 

Europejskie święto strzelców

Jesienią 2013 r. zarząd Związku Kultury Fizycznej ,,Olimp” wystąpił do IBSA z wnioskiem o powierzenie mu organizacji IV Mistrzostw Europy Niewidomych i Słabowidzących w Strzelectwie Pneumatycznym. Związek dal się już poznać z dobrej strony jako organizator mistrzostw Polski i niewątpliwie to zaświadczyło o gotowości do przeprowadzenia imprezy tak dużej rangi. Wiosną 2014 r. zapadła pozytywna dla „Olimpu” decyzja i przygotowania do mistrzostw Europy mogły się rozpocząć.

Rozmowy z delegatem technicznym IBSA, Michaelem Whapplesem z Wielkiej Brytanii, dotyczące ostatecznego harmonogramu mistrzostw, trwały aż do połowy sierpnia. Postanowiono, że zawody zostaną rozegrane w następujących konkurencjach: kobiety – KPN 40 postawa stojąc, KPN 60 postawa leżąc oraz KPN 3x20 trzy postawy (leżąc, klęcząc, stojąc); mężczyźni – KPN 60 postawa stojąc, KPN 60 postawa leżąc i KPN 3x40 trzy postawy (leżąc, klęcząc, stojąc).

Termin wydarzenia ustalono na 19-24 listopada 2014 r. W skład komitetu organizacyjnego weszli członkowie zarządu Związku, pracownicy biura oraz trener kadry Wiesław Skalski. Honorowy patronat nad imprezą objęli: minister sportu Andrzej Biernat, wojewoda warmińsko-mazurski Marian Podziewski oraz prezydent Olsztyna Piotr Grzymowicz. Patronat medialny przyjęli: TVP Olsztyn, „Gazeta Olsztyńska” i Radio Olsztyn.

Zawody odbyły się w hotelu Star-Dadaj koło Olsztyna. Elektroniczna strzelnica, wypożyczona z Wojskowego Klubu Sportowego „Flota” Gdynia, została zainstalowana w przestronnej i wygodnej dla uczestników i kibiców hali sportowej.

Zespół sędziowski stanowili Andrzej Próchnicki – sędzia główny – oraz sędziowie stanowiskowi: Jerzy Kowalski, Jan Fedorowicz, Jan Kaźmierczak i Dariusz Mendrzejewski. Od strony technicznej nad przebiegiem zawodów czuwali Tomasz Monczkowiak i Krzysztof Harkowski. Imprezę poprowadzili spikerzy Michał Porycki i Lech Piotrowski. Delegatem technicznym IBSA był Timo Nyström.

Pierwsze dwa dni zarezerwowane były na przyjazdy, badania medyczne i badania techniczne sprzętu. Przydziału zawodników do grup startowych dokonywali lekarze desygnowani przez IBSA – Jose Doria z Portugalii i Natalya Petkova z Bułgarii, a badania przeprowadzono w olsztyńskiej Klinice Okulistycznej LENS. Niestety, kadra Polski została mocno okrojona, bo wielu zawodników nie zakwalifikowało się do żadnej z kategorii (B1, B2 i B3). Po bardzo restrykcyjnej weryfikacji do zawodów dopuszczono zaledwie 8 z 13 zawodniczek i 19 z 21 zawodników. Badania techniczne sprzętu strzeleckiego i broni przeprowadził Ryszard Taysner z Zielonej Góry – sędzia kontroli technicznej broni i sprzętu strzeleckiego z ramienia Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego. Wielu zawodników musiało dostosować strój strzelecki (kurtki oraz obuwie) do obowiązujących wymogów ISFF.

Uroczyste otwarcie mistrzostw odbyło się 20 listopada. Swoją obecnością zaszczycili je wiceprezes Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego Robert Szaj i dyrektor oddziału Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w Olsztynie Kamil Petynka. Pokaz artystyczny w wykonaniu zespołu Tony Lira z koła Polskiego Związku Niewidomych w Braniewie oraz sekcji tanecznej olsztyńskiego klubu „Warmia i Mazury” wprowadził wszystkich w dobry nastrój przed rozpoczęciem sportowych zmagań.

Trzeci dzień zawodów to rywalizacja w postawie stojąc. Kwalifikacje do finału udało się uzyskać trzem Polakom. W związku z tym, że kobiet startowało tylko osiem, w tej kategorii kwalifikacje były formalnością.

Złotym medalistą w postawie stojąc – z wyraźną przewagą nad rywalami – został reprezentant Słowacji Stefan Kopcik, srebrnym Jerzy Załomski, brązowym Pavel Kovać ze Słowacji. Wśród kobiet najlepsza była Lene Christiansen z Danii, srebro wywalczyła Anna Barwińska, która sprawiła sobie, jak i polskiej ekipie, wielką niespodziankę i radość. Brązowy medal zdobyła Maria Weber z Austrii.

Czwartego dnia rozegrano konkurencję w postawie leżąc. Tym razem do finału mężczyzn zakwalifikowało się pięciu Polaków. Poziom był wysoki. Po pasjonującej pogoni za Patrickiem Moorem z Austrii (medal srebrny) najlepszy okazał się Jerzy Załomski, dla którego był to już drugi medal na mistrzostwach. Brązowy medal trafił do Krzysztofa Ruszkiewicza ze Słupska. Zawodnik ten w eliminacjach ustanowił rekord Polski. Wśród kobiet rywalizacja była równie zacięta: złoto wywalczyła zdecydowanie najlepsza Maria Weber z Austrii, natomiast kolejne miejsca należały do Polek: srebro trafiło do Wiolety Zarzeckiej, a o brąz zaciekle walczyły Anna Barwińska i Janina Szymańska, która ostatecznie go zdobyła.

Piąty dzień europejskich rozgrywek to rywalizacja w konkurencji trzech postaw, w której finałów się nie rozgrywa. Zwyczajowo pierwsi rozpoczęli mężczyźni, i tak jak w dniu poprzednim, najlepszy okazał się Jerzy Załomski. Trzeba jednak przyznać, że miał sporo szczęścia. Gdyby nie jedno nieszczęśliwe „zero” Stefana Kopcika, to zawodnik Słowacji okazałby się zdecydowanie najlepszy, a tak – zajął tylko drugie miejsce. Trzeci był tym razem Czech Martin Adamek. W tym dniu kobiece podium zdominowały Polki, które nie oddały żadnego medalu rywalkom z zagranicy. Złoto wywalczyła Wioleta Zarzecka, srebro Janina Szymańska, a brąz Magdalena Dudowicz.

Po końcowym podsumowaniu wyników Polacy okazali się mało gościnni. Zdobyli aż 10 z 18 medali.

Marszałek województwa warmińsko-mazurskiego ufundował puchary dla najlepszych zawodników Warmii i Mazur – byli nimi Wioleta Zarzecka z klubu „Morena” Iława oraz Eugeniusz Barszczewski z klubu „Warmia i Mazury” Olsztyn. Wszyscy uczestnicy mistrzostw Europy otrzymali pamiątkowe upominki. Najlepszym zawodnikom wręczono puchary, medale i nagrody rzeczowe, które ufundowali przyjaciele „Olimpu” doceniający wartość tego ważnego europejskiego wydarzenia sportowego. Wśród nich znaleźli się: THZ „Incorsa”, PHU „Kasia”, PHU „Loko”, pensjonat „Adler”, hotel „Star-Dadaj”, Urząd Marszałkowski Województwa Warmińsko-Mazurskiego
i Urząd Miasta w Olsztynie. Serdeczne podziękowania należą się instytucjom, jak i wszystkim osobom, które pomogły w zorganizowaniu mistrzostw Europy.

Uczestnicy bardzo pozytywnie ocenili poziom organizacyjny i sportowy zawodów. I z pewnością dlatego namawiali, aby Związek starał się o organizację mistrzostw świata.

IV Mistrzostwa Europy

w Strzelectwie Pneumatycznym

19-24.11.2014  r., Dadaj

Klasyfikacja medalowa 

Lp.

Państwo

Medale

 

 

Złote

Srebrne

Brązowe

1.

Polska

3

4

3

2.

Słowacja

3

1

1

3.

Austria

3

1

1

4.

Dania

1

-

-

5.

Czechy

-

-

1

 

Klasyfikacja punktowa 

Lp.

Państwo

Punktacja

1.

Polska

110

2.

Austria

36

3.

Słowacja

26

4.

Dania

16

5.

Szwajcaria

15

6.

Czechy

9

7.

Finlandia

4

Piotr Łożyński

 

Na początek

aaa

 

goalball

 

Goalballiści w słabej formie

W dniach 22-23 listopada rozegrano pierwszą w historii oficjalną edycję Pucharu Polski w goalballu. Zawody odbyły się w dobrze znanym goalballistom Chorzowie. Przed imprezą mogło się wydawać, że będzie to turniej jak każdy inny. Grubo mylili się jednak ci, którzy tak sądzili.  

Do zawodów zgłosiło się 7 czołowych polskich ekip: Białystok, Bierutów, Lublin oraz po 2 drużyny Katowic i Wrocławia. Dokładnie te same zespoły zaprezentowały się w maju w Bierutowie podczas mistrzostw Polski. Zmienił się jednak skład osobowy kilku z nich. Wskutek niegroźnego na szczęście wypadku drogowego na miejsce nie dojechał Marcin Gibuła, czym osłabił swoją drużynę z Lublina. Swego rodzaju roszady dokonał Piotr Szymala – pierwszy atakujący Katowic i główny organizator turnieju – który postanowił tym razem wzmocnić rezerwy i wystąpił na pozycji centra w drugiej drużynie Katowic. Również mistrzowie Polski z Białegostoku dokonali przetasowań w swym składzie. Po odejściu z ekipy wieloletniego centra Tomasza Sokoła, na pozycji tej musiał zaprezentować się Konrad Andrzejuk, który przez kilka ostatnich lat grał na lewym skrzydle. Jego miejsce zajął Przemysław Augustyniak, zmieniany przez Radosława Popławskiego i tegorocznego debiutanta Kamila Radzewicza.

Komu te zmiany wyszły na dobre, miało się okazać w trakcie rozgrywek, które rozpoczynały się w sobotę z samego rana. Dziwnym trafem kolejny raz harmonogram meczów podczas zawodów rozgrywanych na Śląsku był taki sam. Szkoda, że od jakiegoś czasu planowanie turnieju wiąże się z rozpisywaniem kolejności meczów przez organizatora, bo często układana jest ona pod własną drużynę. Może warto wrócić do żywej jeszcze kilka lat temu tradycji, kiedy kolejność spotkań była ustalana w drodze losowania prowadzonego w obecności trenerów wszystkich drużyn. Dzięki temu – niezależnie od porządku rozgrywek – wygrać mieli najlepsi.

Jako pierwsi na boisko wyszli zawodnicy z Dolnego Śląska – Bierutów i Wrocław I. Bierutowianie od pewnego czasu czuli na plecach oddech chłopaków z Wrocławia. W tym roku to właśnie gracze ze stolicy regionu okazali się lepsi podczas mistrzostw Polski. Również tym razem nic nie wróżyło sukcesu drużyny Bierutowa, tym bardziej że na Śląsk przyjechała ona bez swojego najskuteczniejszego strzelca – Daniela Henke. Obie ekipy rozpoczęły mecz spokojnie. Bardzo niecelny atak po obu stronach nie sprzyjał podgrzewaniu atmosfery. Jednak wraz z upływem kolejnych minut bierutowianie zaczęli gromadzić niewielką przewagę. Trener Wrocławia Wacław Falkowski zdecydował się wpuścić na boisko Marcina Lubczyka, lecz obrona Bierutowa skutecznie radziła sobie z jego silnym atakiem. Dopiero w drugiej połowie wrocławianom udało się wyjść na prowadzenie. Jak się okazało – nie na długo. Bierutowianie szybko odrobili straty i w końcówce meczu udało się im uzyskać jednobramkowe prowadzenie. Próba zdobycia wyrównującej bramki przez Wrocław zakończyła się rzutem karnym, którego wykorzystaniem drużyna z Bierutowa przypieczętowała swoje zwycięstwo 6:4 i pokazała, że jeszcze nie oddała młodzieży panowania na Dolnym Śląsku.

Również w kolejnym meczu publiczność miała okazję podziwiać derby. Tym razem naprzeciw siebie stanęły zespoły Katowic I i Katowic II. W pierwszych minutach przebieg spotkania był zacięty, jednak sporą przewagę wypracował pierwszy zespół Ślązaków, który ostatecznie pokonał drugą drużynę 18:12. Nic dziwnego, wszak w zwycięskim składzie grało dwóch reprezentantów Polski – Łukasz Eitner i Marcin Lisowski.

W trzecim spotkaniu zmierzyły się zespoły z Polski Wschodniej – Białystok i Lublin – dwie najlepsze drużyny mistrzostw Polski. Z racji, że obie ekipy przyjechały do Chorzowa w osłabieniu, ciężko było przed meczem ocenić szansę którejkolwiek z nich. Pojedynek w pierwszej połowie przebiegał pod dyktando lublinian. Czterobramkowa strata na koniec pierwszej połowy wydawała się białostoczanom ciężka do odrobienia. Jednak w drugiej części meczu Lublin wyraźnie stracił siły. Konsekwentna gra zawodników ze stolicy Podlasia dała efekty i spotkanie zakończyło się wynikiem 16:14 na korzyść mistrzów Polski.

Jako ostatni do rywalizacji przystąpił młody zespół Wrocławia II, który w swym pierwszym meczu tych zawodów podjął Katowice II. Wrocławianie odrobili pracę domową zadaną podczas ostatnich mistrzostw i udowodnili w końcu, że potrafią nie tylko dobrze grać, lecz również wygrywać. Po zaciętej walce zespół Piotra Szymali uległ młodym wilkom z Dolnego Śląska 6:9. Na uznanie zasługuje postawa centra z Wrocławia Krystiana Kisiela, który drużynę zasilił niedawno, po przejściu z Lasek. Dobrze spisał się również Adrian Słoninka, który swe sportowe zacięcie z showdownu i piłki nożnej przenosi od niedawna również na goalballowe boisko.

Kolejne mecze przynosiły coraz więcej niespodzianek. Bierutów, po pomyślnej dla siebie inauguracji turnieju, wysoko uległ Katowicom II, nie sprostał również Wrocławiowi II i przegrał z najmłodszą drużyną rozgrywek 7:8. Katowice I pokonały Lublin, przegrały jednak 8:13 z Wrocławiem I. Po zakończeniu pierwszego dnia turnieju, który ciągnął się do późnych godzin wieczornych, każda z uczestniczących drużyn miała na swym koncie przynajmniej jedno zwycięstwo, ale niepokonany pozostawał jedynie Białystok, który w niedzielę miał się zmierzyć z Bierutowem i Katowicami I. Drużynie z Podlasia wystarczało zdobycie w tych meczach zaledwie jednego punktu, aby zapewnić sobie Puchar Polski.

Białostoczanie nie zamierzali jednak niczego odpuszczać i do meczu przeciwko Bierutowowi, inaugurującego drugi dzień rozgrywek, przystąpili w bojowych nastrojach. Ich przeciwnicy początkowo nie dawali sobie w kaszę dmuchać i skutecznie bronili dostępu do swojej bramki. W końcu jednak drużyna mistrzów Polski znalazła sposób na rywali i na kilka minut przed upływem regulaminowego czasu gry zakończyła spotkanie w myśl reguły, że mecz kończy się po uzyskaniu przez jedną z drużyn przewagi dziesięciu bramek. Zwycięstwo Białegostoku rozstrzygnęło kwestię pierwszego miejsca turnieju, jednak wcale nie wyjaśniło sytuacji w pozostałej części tabeli, w której robiło się coraz ciaśniej.

W kolejnym meczu Katowice I pokonały Wrocław II 12:7, po czym w rewanżu za ten wynik pierwsza drużyna Wrocławia rozprawiła się z rezerwami Katowic 11:6. W swym ostatnim turniejowym starciu białostoczanie podjęli Katowice I. Obu drużynom zależało na zwycięstwie w tym spotkaniu. Mistrzowie Polski chcieli zakończyć zawody z kompletem punktów, zaś katowiczanie walczyli o wyższe miejsce w klasyfikacji końcowej. Dlatego też przebieg spotkania już od pierwszych minut był fascynujący. Pomimo zmęczenia zawodnicy obu zespołów starali się dać z siebie wszystko. Wyrównana rozgrywka trwała aż do ostatnich minut, w których lepiej wypadli jednak bardziej doświadczeni zawodnicy z Białegostoku – w końcówce meczu wypracowali trzybramkową przewagę i wygrali 12:9, potwierdzając tym samym, że zasłużyli na Puchar Polski.

Z ostatnimi meczami turnieju swe nadzieje wiązali lublinianie. Wygranie pojedynków z dość słabo prezentującymi się podczas tych zawodów Katowicami II i Bierutowem zapewniłoby im drugie miejsce w końcowej klasyfikacji. Jednak głównemu snajperowi Lublina Markowi Mościckiemu zabrakło skuteczności i nie zdołał on poprowadzić swej drużyny do zwycięstwa. Lublin przegrał z Bierutowem 7:15 i z Katowicami II 8:11.

Wobec zaskakującego przebiegu zawodów o miejscach w tabeli decydował bilans bezpośrednich spotkań i bramek. Po przeprowadzeniu wyliczeń komisja sędziowska stwierdziła, że 2. miejsce przypadło drużynie z Bierutowa, która podobnie jak Wrocław I i Katowice I zakończyła zawody z 9 punktami na koncie. Gospodarze musieli ustąpić wrocławianom miejsca na najniższym stopniu podium. W dolnej części tabeli sytuacja była analogiczna: trzy zespoły zgromadziły po 6 punktów. Ostatecznie 5. miejsce przypadło Lublinowi, 6. wywalczyły Katowice II, zaś stawkę zamknęła druga drużyna Wrocławia. Mimo niekorzystnej klasyfikacji to właśnie Wrocław II zasługuje chyba na największą pochwałę. Młodym zawodnikom udało się wygrać dwa mecze z silnymi przeciwnikami, natomiast ich bojowa postawa w pozostałych spotkaniach napsuła nerwów również innym zespołom. Miejmy nadzieję, że pod okiem trenera Wacława Falkowskiego chłopaki nadal będą robić tak szybkie postępy.

Wicemistrzowi Polski – Lublinowi – na osłodę pozostał tytuł króla strzelców przyznany ich prawoskrzydłowemu Markowi Mościckiemu. Za najlepszego obrońcę zawodów uznano Ryszarda Guzowskiego z Bierutowa, zaś tytuł najwszechstronniejszego zawodnika otrzymał Łukasz Eitner z Katowic I. Wyniki turnieju pokazały, że polski goalball jest w nie najlepszej kondycji. Sytuacja, w której druga drużyna zawodów przegrywa z zespołem zamykającym stawkę, wbrew sugestiom niektórych obserwatorów nie była oznaką wzrostu poziomu gry, ale raczej jego wyrównywania – niestety w dół. Podczas Pucharu Polski każdy mógł wygrać z każdym, jednak nie tyle dzięki swoim wysokim umiejętnościom, ile raczej prostym błędom przeciwników. Drużyna z Białegostoku, zmagająca się z licznymi problemami, a przede wszystkim poważnymi brakami kadrowymi, przed zawodami za cel stawiała sobie najniższy stopień podium. Jak się okazało, będący w słabej formie białostoczanie zdeklasowali rywali. Miejmy nadzieję, że ten spadek poziomu okaże się tylko jednorazowym wypadkiem przy pracy. W przeciwnym razie stracimy szansę na dogonienie kiedykolwiek pędzącej wciąż naprzód czołówki światowego
goalballu.

I Puchar Polski w Goalballu

22-23.11.2014 r., Chorzów

Białystok     18 p.

Bierutów      9 p.

Wrocław I    9 p.

Katowice I   9 p.

Lublin          6 p.

Katowice II 6 p.

Wrocław II   6 p.

Konrad Andrzejuk

 

Na początek

aaa

 

taniec

 

Trzynaste mistrzostwa tancerzy 

Jak to jest przyjęte od wielu lat, z końcem listopada odbyło się turniejowe podsumowanie umiejętności tancerzy. Tym razem entuzjaści tanga i rumby spotkali się w Warszawie w dniach 27-30 listopada, by po raz trzynasty wyłonić mistrzów Polski Stowarzyszenia „Cross” w tańcu sportowym. Mistrzostwa to znakomita okazja do spotkania konkurentów z całego kraju, którzy podzielają podobną pasję. Poza tym rywalizacja o tytuły to szczególne emocje.

Turniej przyciągnął większą niż zwykle publiczność, a to za sprawą odbywającej się równolegle rywalizacji bezklasowych par tancerzy pełnosprawnych Polskiego Towarzystwa Tanecznego. Taka organizacja pozwala naszym parom na integrację oraz daje możliwość porównania umiejętności, zasmakowania atmosfery dużej imprezy. Turniej taneczny to także piękne widowisko, które miło podziwiać z perspektywy widza, ale też przyjemnie jest być jego uczestnikiem. Piękne, kolorowe i mieniące się suknie partnerek, olśniewające makijaże i dopracowane fryzury, wytworne stroje partnerów, elegancja w zachowaniu, ukłony, porywająca muzyka – tego wszystkiego naraz nie ma w żadnej innej dyscyplinie sportu. Do tego trudno jest się znudzić tańcem. Pary ciągle pracują nad swoimi choreografiami, dodają nowe, zaskakujące elementy, poprawiają technikę – zawsze można się zainspirować, podpatrzyć coś, nad czym popracuje się w nowym sezonie.

W mistrzostwach uczestniczyli reprezentanci klubów: „Karolinka” Chorzów, „Łuczniczka” Bydgoszcz, „Sprint” Wrocław, „Ikar” Lublin oraz gospodarze – pary z warszawskiej „Syrenki”. Odbył się również pokaz par nie uczestniczących bezpośrednio w rywalizacji turniejowej. Szkoda, że nie pojawili się nowi tancerze z krakowskiej „Nadziei”, którzy zapewne potrzebują jeszcze trochę czasu na przygotowania, by w przyszłym sezonie zaprezentować się od razu z jak najlepszej strony.

 Z tego miejsca należy podziękować wszystkim wymienionym klubom, że pomimo trudności i kosztów, jakich niewątpliwie wymaga prawdziwy trening taneczny, wciąż pozwalają tancerzom rozwijać tę jakże piękną pasję. Ośrodek przy Koźmińskiej w Warszawie jako jeden z nielicznych wspiera rozwój sportu tanecznego, widząc w nim również formę rehabilitacji młodzieży z wadami wzroku. Wspomnieć też należy o młodych zawodnikach bydgoskiej „Łuczniczki”. Mimo trudności przyjechali na mistrzostwa, zaprezentowali się bardzo dobrze i dają ruchowi tanecznemu nadzieje na przyszłość. Duża w tym zasługa opiekunek tej grupy, które co roku dbają, by nie zabrakło ich młodzieży na imprezie.

 Uczestników turnieju niezmiennie, jak dzieje się od lat, gościł ośrodek szkolno-wychowawczy dla słabowidzących z ulicy Koźmińskiej. Tam zawodnicy mieszkali i trenowali do turnieju głównego, który – też bez zmian – przeprowadzony został w hali Zespołu Szkół nr 75 przy ulicy Bartosika. Turniej oceniał pięcioosobowy zespół sędziowski.

W kategorii najmłodszych wygrała para gospodarzy Eryk Ozimek i Gabrysia Wilga. Skrzaty (taka nazwa tej grupy wiekowej już się chyba przyjęła) rywalizowały w kombinacji trzech tańców: walcu angielskim, cza-czy i sambie. U pozostałych medalistów w tej kategorii – Jurka Szarowa z Klaudią Muzińską i Dawida Turlińskiego z Olą Starzec (wszyscy z „Syrenki” Warszawa) – widać było efekty rocznego treningu. Jak podkreślała sędzia główny turnieju Ewa Gomółka, u wszystkich par znacząco wzrósł poziom umiejętności tanecznych, a według niej turniej był udany. W kategorii początkujący bis pary rywalizowały w kombinacji pięciu tańców – do wymienionych wyżej należy dodać jeszcze quickstepa i jive’a. Najlepsza była para z „Syrenki” – Mariusz Zacheja i Klaudia Chlewińska. Warto wyróżnić też parę Dawid Karasiński i Ewelina Pawlewicz. Stała partnerka Dawida zachorowała i przed startem odbyli z Eweliną tylko kilka treningów. Mimo to zastępczyni nie bała się wystąpić i zaprezentowała się bardzo dobrze. W ostatniej juniorskiej kategorii – szkolnej – zwyciężyli uczniowie trenujący w szkole na Koźmińskiej – Maciej Kurek i Ania Borysiak. Od kategorii średnio zaawansowanej zaczęła się rywalizacja w podziale na style taneczne standardowy i latynoamerykański. Tutaj zwyciężyli tancerze wrocławskiego „Sprintu” – Wojciech i Grażyna Walczykowie. W kategorii seniorów zaawansowanych i open najlepsi byli Marian i Janina Rosiek z „Karolinki” Chorzów. W ubiegłym roku zajmowali drugie miejsca w kategorii open, a teraz to zdecydowanie najlepsza para spośród wszystkich, jakie oglądaliśmy na mistrzostwach. W kategorii mix zaawansowany (jeden z partnerów nie ma orzeczonego stopnie niepełnosprawności) najlepsze były pary warszawskiej „Syrenki”: w standardzie zwyciężyli Adam i Anna Baranowscy, a w łacinie Jakub Woźniak i Alicja Pędowska. Obie zaawansowane kategorie prezentowały na parkiecie komplet dziesięciu tańców i tylko tutaj publiczność mogła oglądać spokojnego slowfoxa i ogniste paso doble.

Trzeba mieć nadzieję, że w przyszłym roku uda się przeprowadzić przynajmniej dwa turnieje, że pojawią się nowe pary i ta piękna dyscyplina, tak wiele dająca osobom z problemami wzrokowymi, jeszcze długo będzie gościć w kalendarzu imprez Stowarzyszenia „Cross”.

Tegoroczne mistrzostwa, których koordynatorem był Adam Baranowski, zostały dofinansowane przez PFRON.

 

XIII Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Tańcu Sportowym

27-30.11.2014 r., Warszawa

Junior skrzat 

1. Gabriela Wilga – Eryk Ozimek – „Syrenka” Warszawa

Junior szkolny 

1. Maciej Kurek – Anna Borysiak – „Syrenka” Warszawa

Początkujący bis 

1. Klaudia Chlewińska – Mariusz Zacheja – „Syrenka” Warszawa

Średnio zaawansowani

Standard

1. Grażyna Walczyk – Wojciech Walczyk – „Sprint” Wrocław

Latin

1. Grażyna Walczyk – Wojciech Walczyk – „Sprint” Wrocław

Senior zaawansowany

Standard

1. Janina Rosiek – Marian Rosiek – „Karolinka” Chorzów

Latin

1. Janina Rosiek – Marian Rosiek – „Karolinka” Chorzów

Mix zaawansowany

Standard

1. Anna Baranowska – Adam Baranowski – „Syrenka” Warszawa

Latin

1. Alicja Pędowska – Jakub Woźniak – „Syrenka” Warszawa

Wyniki finału open

Standard

1. Janina Rosiek – Marian Rosiek – „Karolinka” Chorzów

2. Anna Baranowska – Adam Baranowski – „Syrenka” Warszawa

3. Alicja Pędowska – Jakub Woźniak – „Syrenka” Warszawa

4. Agata Michałowska – Wojciech Chojnacki – „Ikar” Lublin

5. Magdalena Kubalska – Grzegorz Kubalski – „Syrenka” Warszawa

6. Grażyna Walczyk – Wojciech Walczyk – „Sprint” Wrocław

7. Ewelina Pawlewicz – Sebastian Damaszk – „Łuczniczka” Bydgoszcz

Latin

1. Janina Rosiek – Marian Rosiek – „Karolinka” Chorzów

2. Alicja Pędowska – Jakub Woźniak – „Syrenka” Warszawa

3. Anna Baranowska – Adam Baranowski – „Syrenka” Warszawa

4. Grażyna Walczyk – Wojciech Walczyk – „Sprint” Wrocław

5. Klaudia Chlewińska – Mariusz Zacheja – „Syrenka” Warszawa

6. Agata Michałowska – Wojciech Chojnacki – „Ikar” Lublin

Adam Baranowski

 

Na początek

aaa

 

showdown

 

Finały na najwyższym poziomie

W dniach 5-7.12.2014 r. we Wrocławiu w Dolnośląskim Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym nr 13 dla Niewidomych i Słabowidzących odbyły się mistrzostwa Polski w showdown. W turnieju finałowym wzięło udział 16 mężczyzn i 12 kobiet, reprezentujących kluby z Bydgoszczy, Lasek, Lublina, Olsztyna, Przemyśla, Słupska, Warszawy i Wrocławia.  

W trakcie trzech dni zmagań rozegrano 96 meczów. Przyjechała czołówka krajowych graczy. Prawo do udziału w finałach mieli najlepsi zawodnicy z poprzednich mistrzostw i najwyżej plasujący się uczestnicy dwóch turniejów półfinałowych – w Bydgoszczy i Wrocławiu. Z tej grupy jedynie Łukasz Skąpski – czołowy gracz Bydgoszczy – nie dojechał na mistrzostwa, ponieważ kilkanaście dni wcześniej został ojcem.

Rywalizacja była bardzo zacięta, a poziomu gry nie powstydziłyby się najlepsze europejskie kraje. Uwagę należy zwrócić na klub z Warszawy, z którego aż cztery zawodniczki dostały się do finałów. Widać w tym bardzo dużą i dobrą pracę trenerki Jolanty Szuby. Karolina Grzegrzółka nawiązuje już równorzędną grę z medalistkami MP. Świetnie zagrali młodzi zawodnicy z Lublina, prowadzeni przez trenera Michała Wrzesińskiego. Wiktor Wójcik i Partycja Bożek to przyszłość polskiego showdownu. Mają po 12 i 13 lat, a już potrafią grać jak równy z równym ze starszymi i silniejszymi od siebie.

Bardzo zaangażowani są również zawodnicy z Lasek. W tym roku aż dwóch zakwalifikowało się do finałów – Mateusz Papierski i Paweł Nowicki. Duże słowa uznania dla klubu z Przemyśla. Na półfinałach grali bardzo dobry showdown. Grzegorz Szydło – najlepszy zawodnik klubu – nie mógł jednak przyjechać z powodu zaplanowanej na ten czas operacji. Jego kolega Przemysław Knaź grał po raz pierwszy na tak prestiżowym turnieju i chyba zjadła go trema, bo zajął ostatnie miejsce.

Nie można nie wspomnieć o Słupsku i Arielu Kireszturze. Momentami jego gra wygląda już jak finał dużego europejskiego turnieju. Olsztyn reprezentowało małżeństwo Joanna i Jan Pożaryccy. Mimo że byli najstarsi w stawce, ich gra była niezmiernie dynamiczna i atrakcyjna. Asia zajęła 3. miejsce wśród kobiet. Do czołowych graczy należą zawodnicy z Bydgoszczy: Aleksandra Chrzanowska obroniła tytuł wicemistrzyni, a Patryk Iks zajął wysokie 4. miejsce. W tej ekipie również Sylwester Dołasiński prezentuje coraz lepszą formę i jedynie Jolanta Szapańska nie zagrała na swoim poziomie, ale trudno o dobrą grę ze złamanymi żebrami.

Jednak najsilniejszy klub jest wciąż we Wrocławiu: aż 7 zawodników i 3 zawodniczki wzięło udział w turnieju mistrzowskim. Całe podium mężczyzn: Adrian Słoninka, Łukasz Byczkowski, Krystian Kisiel, a także najlepsza Elżbieta Mielczarek oraz czwarta Monika Szwałek – to uczniowie lub absolwenci szkoły dla niewidomych we Wrocławiu. Takie wyniki są zasługą trenerów: Lubomira Praska, Bogdana Micorka i Macieja Piwowarskiego, jak również dyrekcji wrocławskiej szkoły, która stworzyła świetne warunki do trenowania.

Wszyscy medaliści w 2015 roku będą tworzyć kadrę Polski i mają szansę na wyjazd na MŚ do Seulu (8-18.05.2015).

IV Mistrzostwa Polski w Showdown

5-7.12.2014 r., Wrocław

Mężczyźni

Adrian Słoninka – Wrocław

Łukasz Byczkowski – Wrocław

Krystian Kisiel – Wrocław

Patryk Iks – Bydgoszcz

Adam Wołczyński – Wrocław

Wiktor Wójcik – Lublin

Ariel Kiresztura – Słupsk

Mateusz Papierski – Laski

Grzegorz Modrzyński – Wrocław

Sylwester Dołasiński – Bydgoszcz

Jan Pożarycki – Olsztyn

Wacław Karczewski – Lublin

Tomasz Winkler – Wrocław

Tadeusz Sypień – Wrocław

Paweł Nowicki – Laski

Przemysław Knaź – Przemyśl

Kobiety 

Elżbieta Mielczarek – Wrocław

Aleksandra Chrzanowska – Bydgoszcz

Joanna Pożarycka – Olsztyn

Monika Szawłek – Wrocław

Karolina Grzegrzółka – Warszawa

Patrycja Bożek – Lublin

Anna Borysiak – Warszawa

Jolanta Czapańska – Bydgoszcz

Patrycja Kaza – Warszawa

Sylwia Szatkowska – Słupsk

Agnieszka Bardzik – Warszawa

Martyna Hołub – Wrocław

Lubomir Prask

 

Na początek

aaa

 

bowling

 

Pojedynki o Puchar

Zawodnicy udający się na turniej do Płocka, rozgrywany od 28 do 30 listopada 2014 r., mieli świadomość, że będą uczestniczyli w nietypowej rywalizacji. Regulamin Pucharu Polski w bowlingu znacząco podnosi startującym adrenalinę. Tutaj nie wystarczyło zagrać dobrze w sześciu grach eliminacyjnych, aby odnieść sukces.

W typowej grze turniejowej walczy się na torze przede wszystkim ze swoją słabością. Bezpośredni rywal może grać w zupełnie innym czasie. Do chwili ogłoszenia wyników zazwyczaj trudno określić, kto zajął które miejsce. W rozgrywce pucharowej wygląda to jednak inaczej. Pierwsze gry eliminacyjne to niemal zwyczajny turniej. Najlepszy wynik nie przesądza o ostatecznym sukcesie, lecz stanowi swoisty handicap w dalszej rozgrywce. Im uplasowanie lepsze, tym krótsza droga do finału i szansa na spotkanie się na etapie pojedynkowym z potencjalnie słabszym przeciwnikiem. Drugi etap Pucharu to właśnie krótkie pojedynki według ustalonego schematu. Teoretycznie słabszy rywal może okazać się groźnym konkurentem, gdy odporność psychiczna staje się równie ważna jak sama technika gry. Przekonali się o tym niektórzy kadrowicze i aktualni mistrzowie Polski. Pomimo dobrych gier eliminacyjnych, w pojedynkach przepadli m.in:. Danuta Odulińska, Honorata Borawa, Grzegorz Kanikuła, Cezary Dybiński i Krzysztof Huszcza.

Zdzisław Koziej z „Hetmana” Lublin (aktualny mistrz Polski i mistrz Europy) może wiele zawdzięczać Mieczysławowi Kontrymowiczowi, gdyż kilka jego trafnych uwag uchroniło mistrza od wypadnięcia zupełnie poza podium. Mieczysław, wytrawny bowlingowiec, zna tajniki instruktażu dla grających bezwzrokowo w kategorii B1. Dzięki temu pomógł uzyskać cenne 3 punkty przewagi nad Szczepanem Polkowskim, a tym samym zdobyć brązowy medal. Był to jeszcze jeden przykład wielkiego znaczenia wiedzy i doświadczenia osoby asystującej. Podobnie Karolina Rzepa (B1, „Łuczniczka” Bydgoszcz) zawdzięcza swój złoty medal Kazimierzowi Fiutowi. Walka z Markiem Zwolenkiewiczem („Karolinka” Chorzów) mogła rozstrzygnąć się na jej korzyść dzięki zdecydowanej korekcie ustawienia barierki. Prawidłowa reakcja asystenta – już w samej końcówce ostatniej gry – spowodowała, że Karolina obroniła zeszłoroczny tytuł zwycięzcy Pucharu Polski.

W B2 obsada na podium również była mieszana. We wszystkich trzech kategoriach panie musiały zmierzyć się z mężczyznami. Oczywiście kobiety obejmowała zasada dodatkowych 10 punktów za każdą grę. Skład medalistów ten sam co rok temu. Zamiana nastąpiła tylko między 1. a 2. miejscem. Tym razem Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) uległ prezentującemu wspaniałą formę Stanisławowi Poświatowskiemu („Jaćwing” Suwałki). W finale o 3. i 4. miejsca konkurowały jeszcze Jadwiga Dudek („Pionek” Włocławek) i Dorota Kurek („Ikar” Lublin). Jadwiga pojedynek wygrała i przez to znalazła się na tym samym stopniu podium co podczas pierwszego Pucharu.

Po zakończonych eliminacjach najbardziej ekscytujące i zaskakujące bitwy można było oglądać w wykonaniu 12 zawodników kategorii B3. Z rywalizacji po kolei odpadali faworyci, aż wyłonił się niespodziewany skład finałowej czwórki. Ogromną odpornością psychiczną wykazała się Zofia Sarnacka („Warmia i Mazury” Olsztyn). Szkoda, że zabrakło jej zaledwie 2 punktów, by móc walczyć o 1. albo 2. miejsce. Wygrała za to swój pojedynek o brązowy medal ze Zbigniewem Strzeleckim („Karolinka” Chorzów) – i to we wspaniałym stylu ze średnią 211 p. z dwóch gier. Można powiedzieć, że dopiero ostatni rzut zadecydował o wyłonieniu zdobywcy Pucharu. Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów), który tydzień wcześniej wygrał turniej w Częstochowie, znów sięgnął po zwycięstwo. Dominik Czyż („Warmia i Mazury” Olsztyn) mimo bardzo dobrego występu zajął 2. pozycję.

Tak więc po zakończeniu rozgrywek mamy trzech nowych zdobywców Pucharu Polski. Zostali oni w sposób szczególny nagrodzeni przez trenera kadry i sędziego głównego zawodów Przemysława Antuszewicza. Niespodzianką dla nich były kule bowlingowe – cenny sprzęt, który być może przyda się już za pół roku na mistrzostwach świata w Korei Południowej.

II Puchar Polski w Bowlingu

28-30.11.2014 r., Płock

B1

1. Karolina Rzepa  („Łuczniczka” Bydgoszcz) 228 p.

2. Marek Zwolenkiewicz  („Karolinka” Chorzów) 209 p.

3. Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin) 275 p.

B2

1. Stanisław Poświatowski („Jaćwing” Suwałki) 425 p.

2. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 365 p.

3. Jadwiga Dudek („Pionek” Włocławek) 306 p.

B3

1. Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów) 338 p.

2. Dominik Czyż („Warmia i Mazury” Olsztyn) 335 p.

3. Zofia Sarnacka  („Warmia i Mazury” Olsztyn) 422 p.

Piotr Dudek

 

Na początek

aaa

 

wiadomości

 

Showdown

Holandia szczęśliwa dla Polaków

W dniach 10-14.12.2014 r. najlepsi polscy showdowniści pojechali do Holandii na prestiżowy turniej Ronde Venen Showdown Dutch Open. Z siedmiu europejskich krajów przyjechało 29 zawodników i 15 zawodniczek. Rywalizacja była naprawdę bardzo zacięta, ponieważ nie walczono wyłącznie o zwycięstwo, lecz również o punkty do europejskiego rankingu IBSA.

Dla polskich zawodników był to jak dotychczas jeden z najlepszych turniejów. Rewelacyjnie zagrała Elżbieta Mielczarek z Wrocławia – w całym turnieju straciła tylko jednego seta. Najlepsze swoje zawody rozegrali wszyscy mężczyźni. Adrian Słoninka grał jak natchniony, pokazując w każdym meczu inne zagrania i nową taktykę. Jedynie w meczu finałowym uległ drugiej rakiecie świata Leandrowi Sachsowi z Holandii. Łukasz Byczkowski zajął najwyższe w swojej karierze 3. miejsce i o mały włos nie był sprawcą wielkiej niespodzianki – w meczu półfinałowym prowadził już z Leandrem Sachsem 2:0, ale ostatecznie mecz przegrał 2:3. Rewelacyjny debiut zaliczył 17-letni Krystian Kisiel, który zajął bardzo wysokie 5. miejsce. Aleksandra Chrzanowska z Bydgoszczy, mimo że nie najlepiej rozpoczęła, zajęła liczące się 5. miejsce. Jedynie Joanna Pożarycka może czuć niedosyt. Turniej rozpoczęła od dwóch wygranych, natomiast w kolejnych meczach było już gorzej i koniec końców zajęła 12. miejsce.

To był ostatni turniej w 2014 roku. Obecny rok to jedna wielka niewiadoma. Mistrzostwa świata 2015 rozgrywane będą w Azji. Nie wiemy, jak kwestię startu reprezentacji widzi nasze Ministerstwo Sportu. Mamy nadzieję, że w Seulu nie zabraknie polskich zawodników i polecą do Korei Południowej, żeby między 8 a 18 maja rywalizować o najwyższe tytuły.

Ronde Venen Showdown Dutch Open

10-14.12.2014 r. Waverveen (Holandia)

Mężczyźni 

1. Leander Sachs – Holandia

2. Adrian Słoninka – Polska

3. Łukasz Byczkowski – Polska

4. Pierre Bertrand – Francja

5. Krystian Kisiel – Polska

6. Benjamin Neue – Niemcy

7. Michael Lapaz – Francja

8. Ondrej Kodet – Czechy

9. Luigi Abate – Włochy

10. Martin Osewald – Niemcy

11. Robert Glojnaric – Niemcy

12. Jeremy Travert – Francja

13. Thibaut le Brun – Francja

14. Bertrand Laine – Francja

15. Rinaldo Massola – Włochy

16. Denis Calonne – Francja

17. Pavel David – Czechy

18. Murat Altunok – Niemcy

19. Richard Gooijers – Dania

20. Fabio Santini – Włochy

21. Thomas Giese – Niemcy

22. Nicola Vincenti – Włochy

23. Constante Piantoni – Włochy

24. Antonio Michienzi – Włochy

25. Andreas Schmitz – Niemcy

26. Philip Naraschkewitz – Niemcy

27. Frank Wolkers – Holandia

28. Bjarne Rytter Sorensen – Dania

29. Vincenzo Di Bari – Włochy

Kobiety

1. Elżbieta Mielczarek – Polska

2. Antje Samoray – Niemcy

3. Graziana Mauro – Włochy

4. Nicky Corstanje – Holandia

5. Aleksandra Chrzanowska – Polska

6. Sevrine Mesnil – Francja

7. Sabrina Schmitz – Niemcy

8. Emanuela Pontiroli – Włochy

9. Helma van der Boom – Holandia

10. Daniela De Nuzzo – Włochy

11. Francesca Buttitta – Włochy

12. Joanna Pożarycka – Polska

13. Pasqualina Da Pozzo – Włochy

14. Brigitte Otto-Lange – Niemcy

15. Bettina Stefan – Niemcy

Lubomir Prask

 

Szachy

Lubelski „Ikar” mistrzem Polski

Na przełomie listopada i grudnia 2014 roku w Centrum Zdrowia i Aktywnej Rekreacji w Wągrowcu odbyły się drużynowe mistrzostwa Polski w szachach.

W minionym roku, po raz kolejny, zmienione zostały zasady ich rozgrywania. Dotychczasowy turniej dwunastu drużyn rozgrywany w dwóch grupach zamieniono na ligę dziesięciu reprezentacji klubowych. Zmniejszony o jednego zawodnika został też skład drużyny – grano na trzech deskach męskich i czwartej juniorsko-kobiecej. Z ligi spada jedna drużyna, a do kolejnych rozgrywek wchodzi reprezentacja klubowa z najwyższym średnim rankingiem ELO jej zawodników.

W Wągrowcu walkę o tytuł drużynowego mistrza Polski toczyli szachiści z Bydgoszczy, Dąbrowy Górniczej, Gdańska, Lublina, Nysy, Olsztyna, Poznania, Przemyśla, Słupska i Warszawy. Tytułu broniła reprezentacja „Syrenki” Warszawa. Walczyła w osłabionym składzie, bez Rafała Gunajewa, czołowego szachisty Polski. Na pierwszej szachownicy grał Piotr Dukaczewski, na drugiej Michał Wolański, na trzeciej Paweł Hagner i na desce juniorsko-kobiecej – Teresa Dębowska. Niestety, tytułu mistrza Polski nie udało im się obronić. Musieli uznać wyższość „Ikara” Lublin. Warszawiakom na otarcie łez pozostał fakt, iż jako jedyni wygrali bezpośredni pojedynek z mistrzem i żadnego nie przegrali.

W drużynie „Ikara” na pierwszej szachownicy grał Bartosz Pawelec, a na kolejnych – Zdzisław Wojcieszyn, Stanisław Niećko i Rafał Bojszczewski. Lublinianie grali równo i skutecznie. Pawelec i Niećko zdobyli po siedem punktów, Wojcieszyn sześć, a Bojszczewski wygrał wszystkie partie. To wystarczyło im do zdobycia tytułu mistrza Polski.

Słabiej tym razem grała reprezentacja olsztyńskiego klubu „Warmia i Mazury”, wielokrotnego drużynowego mistrza Polski. W jej składzie znaleźli się: Ryszard Suder, Tadeusz Żółtek, Bernard Olejnik i Joanna Malcer. Olsztyniacy wywalczyli trzecie miejsce.

Podobnie jak w górnej części tabeli, tak i w dolnej toczyła się zażarta walka – na górze o tytuł mistrza Polski, a na dole o uchronienie się od spadku. Los wskazał tym razem na „Podkarpacie” Przemyśl.

Obok punktacji drużynowej na turnieju w Wągrowcu prowadzona była również punktacja indywidualna na poszczególnych szachownicach. Najlepszym na pierwszej okazał się Piotr Dukaczewski z „Syrenki” Warszawa (8,5 p. z 9 partii), drugą wygrał Andrzej Sargalski z „Łuczniczki” Bydgoszcz (7 p. z 9 partii), a na trzeciej po siedem punktów zdobyli: Sylwester Barnowski z „Atutu” Nysa (z 8 partii) i Stanisław Niećko z „Ikara” Lublin (z 9 partii). Czwartą szachownicę – juniorsko-kobiecą – wygrał, zdobywając komplet punktów, Rafał Bojszczewski z „Ikara” Lublin.

Rozgrywki sędziował Zygmunt Wielecki z Gdańska i Stefan Polny z Poznania. Koordynatorem imprezy była Józefa Spychała.

Turniej drużynowy gromadzi największą ilość zawodników, dlatego na nim postanowiono uzupełnić skład komisji szachowej. Z pracy w niej, z przyczyn zdrowotnych, zrezygnował Rafał Gunajew. Decyzją zgromadzonych w Wągrowcu szachistów, do komisji, na miejsce Rafała, weszła Teresa Dębowska, która została jej przewodniczącą. Zastępcą jest Andrzej Sargalski, sekretarzem Jacek Stachańczyk z „Jutrzenki” Dąbrowa Górnicza, a członkami – Piotr Kulpiński z „Atutu” Nysa i Bernard Olejnik.

Drużynowe mistrzostwa

Polski w szachach

28.11-7.12.2014 r., Wągrowiec

1. „Ikar” Lublin 16 p. (duże punkty), 29 p. (małe punkty)

2. „Syrenka” Warszawa 15 p., 26,5 p.

3. „Warmia i Mazury” Olsztyn     14 p., 23 p.

4. „Atut” Nysa 12 p., 20 p.

5. „Jutrzenka” Dąbrowa Górnicza 9 p., 18 p.

6. „Łuczniczka” Bydgoszcz 7 p., 16 p.

7. „Tęcza” Poznań 7 p., 13,5 p.

8. „Zryw” Słupsk 5 p., 15 p.

9. „Jantar” Gdańsk 3 p., 10,5 p.

10. „Podkarpacie” Przemyśl 2 p., 8,5 p.

M. Dębowska

 

Bowling

Andrzejki na kręgielni w Częstochowie

Kiedy jesień szykuje się na powitanie zimy, nasi bowlingowcy zmierzają do Częstochowy. Turniej organizowany przez tamtejszy klub „Jutrzenka” bywa nazywany andrzejkowym, bo zazwyczaj kończy się szampańską zabawą w okresie świętowania popularnych imienin.

Niestety, tegoroczna impreza odbyła się w cieniu bardzo smutnego zdarzenia. W dniu rozpoczęcia zawodów, 20 listopada, zmarła nasza koleżanka i wieloletnia zawodniczka Edyta Siwek z Częstochowy. Edytkę pamiętamy jeszcze jako nastoletnią dziewczynę, odnoszącą szybko znaczące sukcesy w kręglach klasycznych, a później także w bowlingu. Była zawsze uśmiechnięta, nawet gdy coś nie poszło najlepiej. Otoczona troską mamy, Krystyny, rozwijała się sportowo, ale też mimo braku wzroku skończyła studia i pielęgnowała wiele pasji. Przedwczesna śmierć stanęła na drodze jej planom i marzeniom. W ten czwartkowy dzień straciliśmy ambitną zawodniczkę, kadrowiczkę, medalistkę mistrzostw Europy i wspaniałą koleżankę. Dzięki obecności w Częstochowie wielu kręglarzy niemal z całej Polski mogło wziąć udział w jej ostatnim pożegnaniu.

Mimo tak smutnych okoliczności turniej toczył się zgodnie z planem. Kiedy jedni zawodnicy uczestniczyli w uroczystości na cmentarzu, inni stawali do walki. Częstochowska siedmiotorowa kręgielnia to typowy obiekt rekreacyjny. Ręczne smarowanie torów nie daje szans na rywalizację na najwyższym poziomie. Pewnie z tego też powodu w rozgrywkach startowało niewielu kadrowiczów. Szkoda, że tak się stało, bo stracił na tym poziom sportowy imprezy. Ci, którzy zdecydowali się wystąpić, musieli przewidywać nietypowe zachowanie kuli na torze. Kręgielnia może również być miejscem fajnej zabawy. Może grało się na większym luzie, ale i tak wszyscy startujący starali się wkładać serce w każdy rzut. Wyniki były na średnim poziomie. Striki nie zdarzały się często, zwłaszcza w seriach, a jest to warunek niezbędny do uzyskania wysokich premii punktowych.

Po rezultatach widać, jak trudna jest gra na kręgielni sznurkowej. Nawet w kat. B3 mężczyzn nikt nie tylko, że nie przekroczył 1000 punktów, lecz w całych zawodach ani razu nie padło 900. Specjalista od kręgli klasycznych Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów) znowu stanął na najwyższym stopniu podium po starciu z bowlingowcami. W kat. B2 wygrał przedstawiciel gospodarzy – Jerzy Więckowski z Częstochowy, w kat. B1 – Szczepan Polkowski z iławskiego klubu „Morena”. Jedyną osobą, która w kategorii B3 powtórzyła zeszłoroczny sukces, była Łucja Grochowska-Pilzek z „Jutrzenki”. W B2 wygrała Jadwiga Dudek („Pionek” Włocławek). Najlepszą wśród czterech kobiet występujących w kategorii B1 była reprezentantka klubu „Karolinka” Chorzów Grażyna Krysiak.

Po zakończeniu gier odbyła się dekoracja zwycięzców – wręczenie dyplomów, medali i pucharów. Ogłoszenia wyników dokonała sędzia główny zawodów Joanna Staliś, która zdobywa kolejne doświadczenia w tej roli. Podobnie szlifowała swoje umiejętności Jolanta Maźniak, która debiutowała z pełnym sukcesem w roli koordynatora imprezy.

Może nie wszyscy mogli być zadowoleni ze swych osiągnięć na kręgielni, ale z pewnością każdy docenił zalety turnieju w Częstochowie. Lokalizacja kręgielni i hotelu była bardzo dogodna, tuż przy dworcu. Dla dźwigających własne kule i barierki miało to duże znaczenie. Dodatkowy atut to możliwość odwiedzenia klasztoru na Jasnej Górze, oddalonego 20 minut piechotą od miejsca zakwaterowania. Mieliśmy więc kolejną udaną, niestety ostatnią już w tym roku, imprezę bowlingową organizowaną przy wsparciu Stowarzyszenia „Cross”.

Piotr Dudek

XIV Ogólnopolski Turniej Bowlingowy Niewidomych i Słabowidzących

20-23.11.2014 r., Częstochowa

Kobiety

B1

1. Grażyna Krysiak („Karolinka” Chorzów)   452 p.

2. Marta Chałupka „Jutrzenka” Częstochowa) 383 p.

3. Maria Jedynak  („Atut” Nysa) 360 p.

B2

1. Jadwiga Dudek („Pionek” Włocławek) 873 p.

2. Maria Harazim („Karolinka” Chorzów) 710 p.

3. Helena Okrój („Elcross” Elbląg) 701 p.

B3

1. Łucja Grochowska-Pilzek („Jutrzenka” Częstochowa) 767 p.

2. Elżbieta Kaczor („Omega” Łódź) 745 p.

3. Krystyna Krajewska („Warmia i Mazury” Olsztyn) 725 p.

Mężczyźni

B1

1. Szczepan Polkowski („Morena” Iława) 660 p.

2. Marek Zwolenkiewicz („Karolinka” Chorzów) 595 p.

3. Franciszek Kała („Jutrzenka” Częstochowa) 533 p.

B2

1. Jerzy Więckowski („Jutrzenka” Częstochowa) 829 p.

2. Dariusz Malinowski („Cross Opole”) 812 p.

3. Marian Gręzak („Syrenka” Warszawa) 773 p.

B3

1. Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów) 887 p.

2. Władysław Szymański („Omega” Łódź) 867 p.

3. Mieczysław Klimczak  („Tęcza” Poznań) 864 p.

 

Kolarstwo

W mistrzowskim gronie

W dniu 28.11.2014 r. na torze kolarskim BGŻ Arena w Pruszkowie odbyło się uroczyste podsumowanie zeszłorocznego sezonu sportowego, zorganizowane przez Polski Związek Kolarski. Bohaterami spotkania byli najlepsi polscy kolarze. W gronie laureatów wyróżnionych okolicznościowymi statuetkami znaleźli się również medaliści mistrzostw świata w parakolarstwie.

Rok 2014, w którym Polski Związek Kolarski obchodził swoje 95. urodziny, został okraszony wieloma sukcesami sportowymi. Największym z nich był złoty medal zdobyty przez Michała Kwiatkowskiego w mistrzostwach świata elity w wyścigu ze startu wspólnego, a więc w najbardziej prestiżowej konkurencji kolarskiej. Spektakularne osiągnięcia zanotował również Rafał Majka, który odnosił zwycięstwa etapowe w słynnym Tour de France oraz wygrał Tour de Pologne. Na podium prestiżowych imprez stawali także polscy torowcy: Katarzyna Pawłowska (srebrny medal MŚ w scratchu), Eugenia Bujak (złoty medal ME w wyścigu punktowym) i Damian Zieliński (srebrny medal ME w sprincie), a także reprezentująca kolarstwo górskie Maja Włoszczowska (brązowy medal ME w XCO). Medalowe sukcesy odnosili też zawodnicy i zawodniczki z kategorii młodzieżowców, juniorów i juniorek, co pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość tej dyscypliny sportu.

Znaczący udział w tegorocznym dorobku polskich cyklistów mieli również przedstawiciele parakolarstwa. Na mistrzostwach świata w Greenville medale zdobyli zawodnicy klasy handcycling: Renata Kałuża (złoto w wyścigu ze startu wspólnego i brąz w wyścigu na czas), Rafał Wilk (złoto w wyścigu na czas) i Arkadiusz Skrzypiński (brąz w wyścigu ze startu wspólnego), a także reprezentanci Związku Kultury Fizycznej „Olimp”: Anna Harkowska (srebro w wyścigu na czas i srebro w wyścigu ze startu wspólnego) i tandem Marcin Polak – Michał Ładosz (brąz w wyścigu na czas). Polski Związek Kolarski docenił te sukcesy i zaprosił wymienionych medalistów na galę w Pruszkowie, włączając ich symbolicznie do kolarskiej rodziny. Zawodnicy ZKF „Olimp” czują tę przynależność nie tylko od święta, lecz zawsze, kiedy uczestniczą w mistrzostwach Polski i innych imprezach organizowanych przez naszą narodową federację kolarską. Mamy nadzieję, że współpraca „Olimpu” z PZKol. będzie kontynuowana i doskonalona, z pożytkiem dla wyników sportowych.

Przed kolarzami pracowity rok 2015, który będzie niezwykle ważny w kontekście kwalifikacji i przygotowań do igrzysk paraolimpijskich Rio de Janeiro 2016. Oby te trudne zadania szkoleniowe były realizowane w stabilnej sytuacji organizacyjnej i finansowej, której gwarantem jest Ministerstwo Sportu i Turystyki.

Mirosław Jurek

 

Na początek

aaa

 

turystyka

 

Bajkał – błękitne oko Syberii

Nazywany jest syberyjskim morzem albo błękitnym okiem Syberii. Według rdzennych mieszkańców – wyznających szamanizm Buriatów – Bajkał ma kształt orła z rozpostartymi skrzydłami, dlatego darzą go wyjątkową czcią.

Jest najstarszym i najgłębszym jeziorem świata, a pod względem powierzchni drugim w Azji i siódmym na świecie (ok. 31 tys. km kw.). Długie na 636 km, a szerokie na 79 km tektoniczne jezioro gromadzi w sobie jedną piątą światowych zasobów powierzchniowej wody słodkiej. Niemal ze wszystkich stron otaczają je góry. Na północnym zachodzie są to Góry Bajkalskie (do 2500 m n.p.m.), w których znajduje się Góra Czerskiego, nazwana tak na cześć polskiego zesłańca i słynnego badacza Bajkału Jana Czerskiego. Na zachodnim brzegu rozciągają się Góry Przymorskie, na północnym wschodzie Góry Barguzińskie (do 2800 m n.p.m.), a na południowym wschodzie góry Chamar-Daban (prawie 3000 m n.p.m.).

Pierwsze pomiary głębokości jeziora prowadzili już w XIX w. polscy zesłańcy: Benedykt Dybowski i Wiktor Godlewski. Jednakże dopiero badania przy użyciu nowoczesnych technologii pozwoliły ustalić, że w najgłębszym miejscu mierzy ono około 1650 m, co sprawia, iż jest największą na świecie kryptodepresją.

W połowie XX w. powstały na brzegach Bajkału miasta mające za cel eksploatację bogactw jeziora i jego okolic. W Siewierobajkalsku rozwinięto przemysł przetwórstwa rybnego, a w Bajkalsku stworzono ogromny kombinat celulozowo-papierniczy. Od 1996 r. Bajkał wraz z okolicą figuruje na światowej liście UNESCO. Nie przeszkadza to jednak pobliskim zakładom spuszczać do niego swych ścieków. I choć największy truciciel – bajkalska celulozownia – rok temu został zamknięty, to 6,5 mln ton toksycznego szlamu po półwiecznej pracy pozostało. Na szczęście unikalny ekosystem Bajkału radzi sobie z zanieczyszczeniami: w sposób wciąż nie do końca zrozumiały dla naukowców woda pozostaje czysta. 

Irkuck

Założony w połowie XVII w. jako punkt wypadowy do dalszej eksploracji dalekiej Azji oraz centrum zarządzania podbitymi terenami, Irkuck do dziś jest największym węzłem komunikacyjnym i kulturowo-gospodarczym centrum wschodniej Syberii. Można do niego dolecieć samolotem, dojechać autobusem lub samochodem, a także dotrzeć pociągiem, gdyż leży na trasie słynnej Kolei Transsyberyjskiej. Choć wielu turystów traktuje go jedynie jako punkt przesiadkowy w drodze nad Bajkał, warto poświęcić co najmniej jedeń dzień na zwiedzenie tego historycznego miasta.

Jedną z głównych atrakcji Irkucka jest tzw. sto trzydziesty kwartał, czyli dzielnica, do której przewieziono i gdzie odrestaurowano wszystkie zabytkowe drewniane domy. Koronkowe werandy, misternie rzeźbione podokienniki, nadokienniki i szczyty dachów, fantazyjnie pomalowane okiennice oraz ściany wywołują niekłamany zachwyt. Efekt psuje jedynie fakt, że urządzono w nich eleganckie sklepy i ekskluzywne restauracje, co wyraźnie kłóci się z ich ludowym charakterem.

Na uwagę z pewnością zasługują przepiękne cerkwie: Bogojawlieńska (objawienia), Spaska (Zbawiciela) i Kriestowozdwiżeńska (podniesienia krzyża). Ta ostatnia, zbudowana w stylu syberyjskiego baroku, aż kapie od złota i zdobień. Jej unikalny wystrój wraz z oryginalnymi malowidłami paradoksalnie ocalał. W czasach sowieckich urządzono tu muzeum ateizmu i dlatego jako jedyna spośród irkuckich cerkwi dotrwała do dziś w stanie niemal nienaruszonym. Przed cerkwią pręży się kamienny „babr”, czyli symbol miasta. Jest to skrzyżowanie tygrysa syberyjskiego z bobrem, powstałe na skutek urzędniczej pomyłki w dokumentach w trakcie nadawania miastu herbu.

W słoneczny dzień warto przejść się wzdłuż Angary bulwarem Gagarina, ulubionym traktem spacerowym mieszkańców Irkucka. Zaczyna się on od miejsca, gdzie dająca miastu nazwę rzeka Irkut wpada do Angary, i ciągnie się wzdłuż całego centrum. Po drodze miniemy pomnik majestatycznego imperatora Aleksandra III oraz monument założycieli miasta. Z pewnością zobaczymy także śmiałków kąpiących się w mroźnej rzece, gdyż mieszkańcy traktują bulwar jak plażę.

Jeśli dysponujemy większą ilością wolnego czasu, powinniśmy wybrać się do oddalonej nieco od centrum elektrowni wodnej. Rozlewająca się tam malowniczo Angara tworzy mnóstwo łach i wysepek. Można je podziwiać z wysokości tamy. W pobliżu stoi zacumowany i udostępniony do zwiedzania lodołamacz „Angara”, który przewoził zimą pociągi z jednego brzegu jeziora na drugi, zanim wybudowano okrążający Bajkał odcinek torów kolejowych.  

Listwianka

Do Bajkału wpada 336 rzek, a wypływa tylko jedna: Angara. I czyni to właśnie w Listwiance. Legenda głosi, iż rzeki to córki Bajkału. Wszystkie posłusznie przybyły na zawołanie ojca, jedynie Angara się zbuntowała – zakochana w Jeniseju, uciekła do niego. Rozwścieczony rodzic, chcąc zatrzymać krnąbrną córkę, cisnął jej na drogę skałę. Okazała się ona jednak niewystarczającą przeszkodą i nie powstrzymała zakochanej Angary, która obecnie beztrosko opływa leżący na jej środku głaz.

Listwianka to najpopularniejszy bajkalski kurort. Znajduje się ona zaledwie 60 km od Irkucka, z którego regularnie co godzinę przyjeżdżają do niej busy. Jest najłatwiej osiągalną nadbajkalską miejscowością, zarówno dla mieszkańców samego Irkucka, jak i przybyszy z reszty kraju. Listwianka zawdzięcza swą nazwę modrzewiowi (listviennica), który zapewne kiedyś gęsto porastał tę okolicę, choć dziś nie ma po nim ani śladu. Na jego miejscu wyrósł las hoteli, hosteli i kwater prywatnych. Między nimi, wzdłuż promenady, usadowiły się stragany z pamiątkami oraz biura podróży oferujące za astronomiczną sumę 8000 rubli wycieczki statkiem po bajkalskich wysepkach, np. Uszkani (ulubione miejsce wylegiwania się nerp, czyli bajkalskich fok). Spacerując po promenadzie, warto zatrzymać się przy którymś ze straganów sprzedających wędzone omule, czyli ryby występujące jedynie w Bajkale, i spróbować tego lokalnego przysmaku. Plaża jest dość wąska i kamienista, ale latem i tak wypełnia ją tłum rozentuzjazmowanych turystów. Stoją na niej rzędy drewnianych budek z trzech stron osłoniętych od wiatru i ludzkiego wzroku, w których można posiedzieć i w spokoju kontemplować piękno krajobrazu. Przyjemność taka kosztuje 100 rubli za godzinę. Mało kto o tym wie i nieświadomi niczego turyści biesiadują tam radośnie aż do chwili, kiedy zjawia się ponury Uzbek, by zgarnąć należność.

W Listwiance znajduje się nerparium, gdzie można obejrzeć sprawiający raczej smutne wrażenie show z udziałem bajkalskich fok, oraz muzeum przyrody Bajkału. Warto zajrzeć również do niewielkiej kolorowej cerkiewki słynącej z tego, że brali w niej śluby skazani na zesłanie dekabryści.  

Olchon

Na Bajkale leży 27 wysp, z których największą jest właśnie Olchon. Nazwa pochodzi od buriackiego słowa oj-chon, co znaczy „lasek”. Długa na około 72 km i szeroka na 14 km wyspa leży w środku długości Bajkału, przy jego północno-zachodnim brzegu. Niewielki akwen, jaki wyspa odcina od Bajkału (szeroki na 15 km, a głęboki na 200 m), nazywany jest przez miejscowych Małym Morzem. Ponieważ jest dość płytki i latem szybko się nagrzewa, turyści bardzo go lubią. Najwęższe miejsce to cieśnina Olchońskie Wrota, przez którą regularnie co pół godziny kursuje darmowy prom.

Wschodni brzeg Olchonu jest wysoki i urwisty, natomiast linia brzegowa od strony Małego Morza obfituje w zatoczki, plaże i przylądki. Dlatego jedynie zachodni brzeg wyspy jest zamieszkany. Znajduje się na nim kilka wiosek, z których największą, pełniącą rolę stolicy, jest Chużyr. Najbardziej na północ wysuniętym punktem jest skalisty przylądek Choboj, a na południe – przylądek Unszuj. Południową część wyspy porastają reliktowe stepy, które niegdyś pokrywały całą Azję Środkową, a obecnie zachowały się w niewielu miejscach. Resztę wyspy zajmuje sosnowo-modrzewiowa tajga.

Na Olchonie mieszka na stałe jedynie półtora tysiąca osób, z tego znaczna część w stolicy. Większość z nich to Buriaci, jedynie w Chużyrze spotkać można Rosjan. Jednym z nich jest prawosławny pop, który za czasów studenckich wiele podróżował i rozumiejąc tęsknotę młodych ludzi do włóczęgi (nawet przy niesprzyjającym stanie portfela), wybudował na terenie plebanii dom dla gości, w którym można mieszkać nieodpłatnie w zamian za pomoc w gospodarstwie. Mieszkańcy żyją głównie z rybactwa. Latem wypływają na jezioro swoimi zdezelowanymi motorówkami, a zimą wychodzą na lód. Na plażach często spotkać można groby, nierzadko podwójne czy potrójne, upamiętniające tych, co z połowu nie wrócili.

W Chużyrze znajduje się poczta, stacja benzynowa, biuro turystyczne organizujące wycieczki po Olchonie i okolicznych wysepkach, muzeum etnograficzne, kilka sklepów spożywczych (każdy jednak ma witrynę pełną pamiątek), a nawet kafejka internetowa. Obecnie bardziej niż połów ryb mieszkańcom opłaca się przyjmowanie turystów. Dlatego większość budynków we wsi to kwatery prywatne i hotele. Osoby, które wolą penetrować wyspę na własną rękę, mogą wypożyczyć rowery, motory, samochody, a nawet konie.

Główną atrakcją Olchonu jest położona na przylądku Burchan w pobliżu Chużyru skała Szamanka. Jest to marmurowa skała o dwóch szczytach, w części bliżej brzegu wysoka na około 30, a w dalszej na około 40 m. W tej pierwszej znajduje się słynna szamańska grota powstała na skutek erozji. W jej wnętrzu stoi kamienny stół do odprawiania szamańskich rytuałów. Miejsce to jest święte dla wyznających szamanizm Buriatów, ale również buddyści lubią tu medytować, ponieważ posiada ono niezwykłą energię. 

Święty Nos

Mierzący 52 km długości i 20 km szerokości Święty Nos jest największym półwyspem na Bajkale. Jest położony na wschodnim brzegu jeziora na terenie Zabajkalskiego Parku Narodowego. Dawniej był świątynią szamańską i miejscem pochówku szamanów. Buriaci wierzyli, że porastający go święty las jest zamieszkany przez duchy gór i wody, dlatego nie można było tam ani rąbać drewna, ani kosić trawy, a nawet zapuszczanie się w te strony bez pozwolenia było niebezpieczne.

Niegdyś Święty Nos był wyspą oddzieloną od lądu wąską cieśniną, ale osady i piaski nanoszone przez wpadającą nieopodal do Bajkału rzekę Barguzin uformowały przez setki lat, za sprawą sztormów i prądów, wąską piaszczystą mierzeję łączącą wyspę z brzegiem. W efekcie półwysep otaczają od wschodu Zatoka Cziwyrkujska, od południa Zatoka Barguzińska, a od północy i zachodu otwarty Bajkał.

Jak na tak niewielki obszar, Święty Nos prezentuje ogromne zróżnicowanie roślinności i ukształtowania terenu. Znajdziemy tam zarówno piaszczyste plaże z wydmami, jak i porośnięte mchami bagna. Gdzieniegdzie brzegi łagodnie schodzą do wody, a tuż obok urywają się stromymi zboczami. Las przechodzi z sosnowego w mieszany, w najwyższych punktach zamieniając się w ubogą tundrę.

Dostać się na półwysep nie jest prosto. W zasadzie jedyną możliwością jest dojazd samochodem, gdyż nie kursują tam ani pociągi, ani autobusy. Jest to miejsce warte odwiedzenia, zwłaszcza dla wielbicieli dzikiej przyrody, którzy nad kurorty przedkładają kontakt z naturą. Na półwyspie jest przygotowanych kilka miejsc do biwakowania. Obecnie znajdują się tu trzy niewielkie, niemal opuszczone wioski: Katuń, Monachowa i Karbulik. 

Przybajkale

Przybajkale to przede wszystkim góry. Osoby mające dość turystycznego szumu powinny wybrać się na północ w wyniosłe i dzikie pasma Gór Bajkalskich lub Barguzińskich, gdzie łatwiej spotkać niedźwiedzia niż innego podróżnika. Turyści gustujący w nieco bliższych cywilizacji okolicach, mogą wybrać się na niewymagający, lecz również dostarczający pięknych widoków treking w górach w pobliżu Listwianki. Ciekawostką jest położona w paśmie wschodnich Sajanów dolina wygasłych wulkanów. Kilka tysięcy lat temu na odcinku 70 km dolinami rzek Chi-Gola i Żomboloka płynęła rozgrzana lawa, która po zastygnięciu utworzyła niepowtarzalny krajobraz. Warstwa zastygłej magmy w najgrubszych miejscach ma nawet 150 m. Nad doliną górują stożki wygasłych wulkanów: Kropotkina i Pierietolczina. W nieczynnych kraterach utworzyły się niewielkie jeziorka, a ich brzegi porasta las brzozowo-modrzewiowy.

Ewenementem na skalę światową jest zwana „złotą klamrą w stalowym pasie Rosji” Kolej Krugobajkalska. Jest to fragment Kolei Transsyberyjskiej otaczający zachodni brzeg jeziora. Zaprojektowana i ukończona jeszcze za czasów carskich, jest niezwykłym zabytkiem architektury i inżynierii. Do jej budowy sprowadzono specjalistów z całej Europy. Trasę poprowadzono nad samym brzegiem wody. W górzystym terenie, żeby położyć tory, niejednokrotnie trzeba było kuć skały lub budować półki. W efekcie powstało 16 galerii, 248 wiaduktów oraz 39 tuneli, z których najdłuższy ma 777 m. Podczas modernizacji wybudowano nową, nieco oddaloną od brzegu linię, a starą mogą się dziś przejechać turyści na odcinku około 80 km ze stacji Sludianka do portu Bajkał. Widoki strzelistych szczytów z jednej, a otwartego Bajkału z drugiej strony zapierają dech w piersiach. Ze swymi smukłymi łukami mostów kolej równie malowniczo prezentuje się od strony wody. Aby obejrzeć ją w ten sposób, można z Listwianki wybrać się na rejs spacerowy wzdłuż zachodniego brzegu.

Wielbiciele folkloru powinni odwiedzić znajdujące się w połowie drogi między Irkuckiem a Listwianką muzeum etnograficzne w Talcach. Skansen składa się z czterech historyczno-kulturowych stref: rosyjskiej, buriackiej, ewenkijskiej i tufalarskiej. Można tam zobaczyć, jak wyglądają typowe czumy, czyli domostwa koczowniczych ludów Syberii, oraz jak na tych terenach budowano niegdyś pierwsze miasta. Interesujące są wystawy tematyczne poświęcone historii herbaty w Rosji czy dawnej modzie.

Jak widać, nad Bajkałem nuda nie grozi nawet najbardziej wymagającym turystom. Ma on mnóstwo do zaoferowania każdemu i o każdej porze roku.

Monika Dubiel

 

Na początek

aaa

 

zdrowie

 

Stawy do naprawy 

„Ale mnie połamało” – narzekamy często po porannym wstaniu z łóżka i sięgamy po maści, żele, plastry czy tabletki reklamowane na okrągło w radiu i telewizji. Niektóre pomagają, niektóre nie. Sprawcami naszego bólu są stawy.

Panewkowy, płaski, obrotowy, siodełkowaty, eliptyczny, zawiasowy – to tylko niektóre z nich. „Oprzyrządowane” ścięgnami i więzadłami, osłonięte torebkami, amortyzowane przez chrząstki i łękotki, łączą elementy naszego szkieletu, zapewniając im ruchomość i mechaniczne wsparcie. Umożliwiają zarówno ruch obrotowy, zginanie, prostowanie, przesuwanie, jak i przywodzenie i odwodzenie. Nawet zęby – co może się wydać dziwne – to także struktura stawowa: każdy z nich jest utrzymywany przez odpowiednie włókno.

O stawach przeważnie myślimy dopiero wtedy, gdy zaczynają szwankować. Na ból i „strzykanie” w kościach cierpi dziś 120 milionów Europejczyków, w tym 9 milionów Polaków. Bolące stawy należą do bardzo dużej grupy schorzeń (około dwustu) zwanych reumatycznymi. Ich przyczyn może być wiele. Z grubsza bóle stawów kończyn można podzielić na te o podłożu zwyrodnieniowym i te, których przyczyną są stany zapalne. Mogą być też spowodowane zmianami nerwowymi (na przykład rwa kulszowa), niektórymi chorobami skóry, problemami z żyłami (żylaki), urazami kości tworzących staw, zmęczeniem czy problemami z sercem. Na choroby reumatyczne cierpią zarówno osoby starsze, jak i młode, a nawet dzieci. Kobiety zapadają na nie trzy razy częściej niż mężczyźni.

Najbardziej powszechna jest choroba zwyrodnieniowa stawów, dotykająca 60-80 procent osób po 60. roku życia. Jest to „spadek”, jaki otrzymaliśmy w procesie ewolucji. Zaprojektowano nas do chodzenia na czterech kończynach, a chodzimy na dwóch. Dlatego zmiany zwyrodnieniowe występują głównie tam, gdzie pionowa postawa ciała wymusiła większe obciążenia: w kolanach i biodrach. W przebiegu choroby zwyrodnieniowej ulega zniszczeniu chrząstka stawowa. Staje się ona coraz mniej sprawna i nie jest w stanie dobrze amortyzować obciążeń. Skutkiem jest deformacja stawu, uszkodzenie kości podchrzęstnej, ścięgien, więzadeł czy torebki stawowej. Choroba najczęściej atakuje kolana, biodra, kręgosłup, stawy palców rąk i nóg. Związana jest z postępującym wiekiem, gdyż chrząstka w pewnym momencie zaczyna się po prostu szybciej zużywać. Zmiany zwyrodnieniowe pojawiają się wcześniej u osób z nadwagą i otyłością. Innymi czynnikami ryzyka są nieprawidłowe obciążenia i urazy. Winowajcą może też być niewłaściwe obuwie. Chodzenie na wysokich obcasach wymusza nie tylko nieprawidłowe ustawienie stopy, lecz także całego ciała, w tym najważniejszych stawów. Głównym czynnikiem wpływającym na pracę naszego układu ruchu jest właściwy poziom witaminy D. Zapewnia go słońce. W naszym klimacie nie rozpieszcza nas ono zbytnio, nie mówiąc o tym, że często nazbyt rygorystycznie przestrzegamy zaleceń dermatologów (wiadomo – czerniak) i ograniczamy nasz kontakt z promieniami ultrafioletowymi.

Staw musi się ruszać, inaczej „rdzewieje”. Dlatego lekarze duży nacisk kładą obecnie na to, by chorobę zwyrodnieniową leczyć kinezyterapią, czyli właśnie za pomocą ruchu, odpowiednich ćwiczeń. Stosuje się też krioterapię, czyli leczenie zimnem, zabiegi prądem, magnetoterapię lub laseroterapię, która działa przeciwbólowo i regenerująco. Nie zaleca się dziś stosowania preparatów doustnych zawierających m.in. glukozaminę. Polecane są raczej maści zewnętrzne z niesterydowych leków przeciwzapalnych. Jeśli to nie pomoże, pozostaje alloplastyka, czyli wszczepienie sztucznego stawu. Wiele osób w obawie przed skutkami zabiegu niepotrzebnie zwleka z decyzją. Doprowadzają się do całkowitego inwalidztwa, a wtedy rzeczywiście taka operacja może niewiele pomóc. Moja znajoma przez wiele lat wolała cierpieć, niż zdecydować się na endoprotezę. Jej kolano jest teraz w takim stanie, że jedyne, co zmniejsza bóle i pozwala jej jako tako funkcjonować, to blokady ze sterydów (zastrzyki do stawu kolanowego). Wiąże się jednak z tym ryzyko powikłań: infekcja, martwice aseptyczne i inne. Tę metodę leczenia trzeba więc stosować z umiarem.

Reumatoidalne zapalenie stawów (RZS) to przewlekła choroba zapalna atakująca nie tylko stawy, lecz wiele innych narządów. Jej przyczyny nie są w pełni znane. Istotą RZS jest wadliwe działanie naszego układu odpornościowego. Zamiast chronić, zaczyna on atakować własne tkanki, doprowadzając do zapalenia i uszkodzeń różnych organów. Podejrzewa się również negatywną rolę zakażeń, stresu i palenia papierosów. Charakterystyczne objawy to ból, sztywność oraz obrzęk stawów rąk i stóp. W latach 90. ubiegłego wieku na RZS chorowało w Polsce 220 tysięcy kobiet i 80 tysięcy mężczyzn. Szacuje się, że to schorzenie dotyka dziś blisko 1 proc. dorosłej populacji. Leczenie farmakologiczne polega na podawaniu sterydów, cytostatyków i leków biologicznych. Te ostatnie są w stanie skutecznie zablokować mediatory procesów zapalnych, które sieją w organizmach chorych największe spustoszenie. Niestety, w Polsce dostępność tej terapii jest ograniczona – w ten sposób leczy się zaledwie 1-2 proc. ogółu pacjentów. Dla porównania: w Czechach i na Węgrzech – 3-5 proc., w największych krajach UE – 11 proc., a w Norwegii – aż 30 proc.

Młodzieńcze idiopatyczne zapalenie stawów pojawia się przed 16. rokiem życia, częściej dotyka dziewczynki niż chłopców. Jest to, podobnie jak RZS, choroba autoimmunologiczna, choć wśród jej przyczyn rozważa się też rolę zakażeń pewnymi wirusami, stres i wpływ hormonów. Do chorób o podłożu autoimmunologicznym zalicza się też toczeń rumieniowaty układowy. To schorzenie tkanki łącznej, w którym dochodzi do uszkodzenia wielu tkanek i narządów. Szczyt zachorowań na reumatoidalne zapalenie stawów, młodzieńcze idiopatyczne zapalenie stawów czy toczeń przypada między 20. a 45. rokiem życia. Są to schorzenia nieuleczalne. Młodzi muszą chorobę oswoić i nauczyć się z nią żyć.

Spotykamy czasem pochylone osoby mające problemy z podniesieniem głowy. To znak, że cierpią na zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa (ZZSK).To przewlekła choroba powodująca jego uciążliwy ból i sztywność. W miarę jak postępuje, w rejonie połączeń kręgów tworzą się zespolenia kostne ograniczające ruchomość kręgosłupa. Innym poważnym wrogiem naszych stawów jest osteoporoza. Może prowadzić do złamań kości nawet przy niewielkim urazie. Najczęściej dotyczą one kręgosłupa, kości przedramienia i szyjki kości udowej. Nadmierna podatność kości na uszkodzenia wynika ze zmniejszenia ich gęstości mineralnej i zaburzenia struktury. Dotyka głównie kobiety w okresie menopauzy, czemu można zapobiec, stosując zastępczą terapię hormonalną. Na nasze stawy może też czyhać dna moczanowa – ogólnoustrojowa choroba metaboliczna. Objawia się ostrym stanem zapalnym w okolicach stawów, najczęściej stopy (czyli podagrą), rzadziej rąk, kolan i innych stawów. Odpowiedzialne za silny ból są kryształy kwasu moczowego, które gromadzą się w stawach i otaczających je tkankach. Ta dolegliwość wiąże się z naszym stylem życia – brakiem ruchu, obfitą, tłustą dietą i nadużywaniem alkoholu.

Znaczną część wymienionych chorób fundujemy sobie sami. Warto więc o nasze kości i stawy zadbać zawczasu. 90 procent naszej masy kostnej powstaje podczas pierwszych 20 lat życia. Dlatego rodzice są odpowiedzialni za stworzenie swoim dzieciom optymalnych warunków rozwoju w tym zakresie. Właściwa dieta i aktywność fizyczna to główne wymogi profilaktyki narządów ruchu.

Dowiedziono, że najkorzystniej jest, gdy aktywność fizyczna trwa przez cały okres dojrzewania, bo kości w okresie wzrostu są najbardziej podatne na mechaniczną stymulację. Ma to ogromne znaczenie dla przyszłości dzieci, gdyż nawet niewielkie zwiększenie masy kostnej szyjki kości udowej oznacza wielokrotne zmniejszenie ryzyka jej złamania w starszym wieku. Ćwiczenia świetnie wpływają również na chrząstkę stawową u dzieci, na jej grubość i przyrosty. To w przyszłości owocuje zmniejszeniem ryzyka wczesnego zwyrodnienia stawów. Podobnie jak właściwa dieta. Dzieciom i nastolatkom niezbędne są: wapń, witamina D i C, fosfor i kolagen. Głównym źródłem wapnia w codziennej diecie są mleko i jego przetwory (znacznie lepszy ser żółty niż biały!, jogurty, kefiry), a także warzywa strączkowe. Ale i później, już w dorosłym życiu, trzeba uważać na to, co jemy, bo obserwuje się, że dolna granica wieku osób cierpiących na choroby zwyrodnieniowe stawów bardzo się obniża. Do czynników, które psują nam stawy, dochodzi nieprawidłowy metabolizm związany z naszym sposobem odżywiania się, na przykład nietolerancja na pewne pokarmy, m.in. mleko, gluten, nadmiar cukru. Kiedy więc zacznie nas „strzykać” w kościach, warto zasięgnąć rady nie tylko ortopedy, lecz także dietetyka. Osoba z dolegliwościami reumatycznymi musi mieć świadomość pewnych ograniczeń w uprawianiu sportu. Ruch musi być dostosowany do możliwości ciała. „Jeśli ktoś ma zmiany zwyrodnieniowe w okolicy ścięgna Achillesa lub w stawie rzepkowo-udowym, to nie powinien uprawiać długodystansowych biegów, bo jeszcze bardziej zetrze sobie już sfatygowaną chrząstkę” – ostrzegają fizjoterapeuci. Ćwiczenia w siłowni, w trakcie których podnosimy ramiona powyżej 90 stopni, mogą z kolei spowodować zerwanie ścięgien w obrębie stawu ramienno-łopatkowego.

To nie oznacza, że mamy przestać się ruszać. Wprost przeciwnie – ruch powoduje wydzielanie się płynu stawowego. Jego działanie można porównać do wymiany oleju w samochodzie – staw pracuje wtedy lepiej. Dla osób starszych dotkniętych reumatyzmem najbardziej bezpieczną formą ruchu jest marsz – kilometr, dwa czy nawet więcej, w zależności od formy. Podobnie pływanie czy jazda na rowerze. Bieganie – już niekoniecznie. Na stawy i mięśnie świetnie wpływa nordic walking pod warunkiem, że wiemy, jak się posługiwać kijkami. Nieraz obserwuje się osoby, które wymachują nimi z wielkim zaangażowaniem, tyle że nieprawidłowo. „A wtedy można sobie zrobić krzywdę, na przykład zwiększyć ryzyko zespołu ciasnoty podbarkowej” – ostrzega na łamach tygodnika „Tylko zdrowie” Dariusz Straszewski, kierownik fizjoterapii w klinice ortopedii i medycyny sportowej Carolina Medical Center w Warszawie. „Wiele osób – mówi – zadaje pytanie, czy zmiany zwyrodnieniowe stawów można cofnąć za pomocą fizjoterapii. Na pewno można poprawić jakość chrząstki, jeżeli nie została ona jeszcze całkowicie wytarta. Widziałem wiele zdjęć rentgenowskich, na których zmiany zwyrodnieniowe się zmniejszały. Był to połączony skutek fizjoterapii, leczenia farmakologicznego i na przykład zastosowania odpowiedniej diety”.

Choroby reumatyczne są często niewidoczne. „Nie wyglądam na osobę chorą – mówi Marta Kotarba-Kańczugowska – co nie znaczy, że nie walczę codziennie z ograniczeniami wynikającymi z życia z toczniem”. Jest pomysłodawczynią kampanii „Reumatyzm ma młodą twarz”, która ma przełamać stereotypy i zwrócić uwagę na problemy, z jakimi borykają się na co dzień młodzi reumatycy. Chodzi m.in. o zapewnienie im wsparcia psychologicznego ze strony specjalistów. W RZS bolą nie tylko stawy. „Ryzyko depresji występuje tu prawie dwa razy częściej. To między innymi dlatego, że choroba przebiega bardzo różnie, z okresami zaostrzeń i remisji, często pojawiają się problemy związane np. z macierzyństwem” – mówią działaczki Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Młodych z Zapalnymi Chorobami Tkanki Łącznej „3majmy się razem”, które patronuje wspomnianej wyżej kampanii. Miejmy nadzieję, że przyniesie ona pozytywne efekty.

(BWO)

 

Na początek

aaa

 

ruszajmy się

 

Technika jazdy na nartach dla początkujących 

Bardzo popularne w okresie zimowym jest narciarstwo zjazdowe. Niestety, doniesienia ze stoków są niepokojące. Duża liczba wypadków i kontuzji to najczęściej efekt braku wyobraźni narciarzy i zbyt szybkiego tempa jazdy. Sport ten jest wymagający i do jego uprawiania trzeba się odpowiednio przygotować.  

Pisaliśmy już o odpowiednim przygotowaniu fizycznym przed wyprawą na zjazdówki oraz o doborze sprzętu zapewniającego maksimum bezpieczeństwa. Kolejnym kluczowym elementem jest stopniowanie trudności, tak by w każdym momencie jazdy mieć pełną kontrolę nad tym, co się dzieje. Ważny będzie wybór trasy i prędkości jazdy, z uwzględnieniem własnych umiejętności i możliwości. Decydująca w trudnych momentach może być odpowiednia technika jazdy. Niestety wielu narciarzy idzie na żywioł bez doskonalenia swoich umiejętności.

Pierwsze kroki na nartach należy stawiać pod okiem instruktora. Lekcje z doświadczonym nauczycielem należy powtarzać co jakiś czas, by wyeliminować pojawiające się błędy i poprawiać poszczególne elementy jazdy.

Na początku trzeba opanować podstawy poruszania się na nartach – w odpowiedniej kolejności, nie pomijając żadnego elementu. Warto być cierpliwym i na naukę poświęcić odpowiednio dużo czasu, tak by spokojnie opanować do perfekcji wszystkie niezbędne umiejętności narciarskie. Przedstawiamy opis podstaw techniki jazdy na nartach zjazdowych. 

Oswojenie ze sprzętem

Pierwszy etap nauki to zapoznanie się ze sprzętem. Zasady jego funkcjonowania należy opanować w teorii i praktyce. Uczymy się, jak zapinać i odpinać narty, jak prawidłowo trzymać kijki. Do ćwiczeń przygotowujących należy chodzenie w butach narciarskich, oswojenie ze ślizgiem, podchodzenie pod górę. 

Ćwiczenie równowagi

Doskonalenie równowagi to istotny element zarówno dla początkujących, jak i wprawionych narciarzy. Pierwsze ćwiczenia wykonuje się na płaskim terenie. Jest to np. stanie na jednej nodze, stanie na jednej narcie, ślizg na jednej narcie, półprzysiady, przysiady i wychylenia z utrzymaniem równowagi w zapiętych nartach – w ustawieniu szerokim i wąskim. 

Przemieszczanie się w płaskim terenie

Podstawowym sposobem przemieszczania się w płaskim terenie jest krok zwykły. Polega on na chodzeniu z wykorzystaniem fazy poślizgu. Ramiona pracują naprzemianstronnie, wspomagając ruch poprzez odepchnięcia kijkami. Szybszym sposobem jest poruszanie się tzw. bezkrokiem. To również świetny sposób na oswojenie się ze ślizgiem narciarskim. Technika bezkroku polega na ciągłym poruszaniu się za pomocą energicznych odepchnięć obydwoma kijkami. 

Zmiany ustawienia względem stoku

Podstawowym manewrem wykonywanym w płaskim terenie są zwroty przestępowaniem. Polegają na kątowym odstawieniu jednej narty, a następnie dostawieniu drugiej do położenia równoległego. Bardziej złożonym manewrem jest zwrot podskokiem. Polega na rotacji tułowia i skręceniu nart w powietrzu w taki sposób, by po lądowaniu być już skierowanym w inną stronę. 

Bezpieczne upadanie i podnoszenie się

Nauka bezpiecznego upadku jest istotna z dwóch względów. Po pierwsze – osoba początkująca zmniejsza stres i lęk przed wywróceniem się na stoku. Sprzyja to szybszemu i pewniejszemu opanowaniu kolejnych elementów jazdy na nartach. Po drugie – pozwoli na wytworzenie podświadomych reakcji, które zwiększą bezpieczeństwo podczas niekontrolowanego i nagłego upadku. Dlatego element ten należy wielokrotnie ćwiczyć. Pierwsze, co podczas bezpiecznego upadku należy wykonać, to jak najbardziej obniżyć środek ciężkości. Pozwoli to być jak najbliżej ziemi i lekko się na nią osunąć oraz utworzyć z ciała dość zwarty kształt, co zabezpieczy przed urazami kończyn. Należy upadać lekko ku tyłowi (nigdy w kierunku jazdy), wyraźnie na bok. Ciało powinno być rozluźnione i zetknąć się elastycznie z ziemią całą swoją linią poprzez biodro, bok i bark. Nie wolno wystawiać ramion w celu amortyzacji upadku – prowadzi to do groźnych urazów. Ćwiczenia rozpoczyna się od upadania w miejscu, a następnie w fazie ślizgu po wykonaniu bezkroku. Gdy nauka przenosi się na stok, po opanowaniu zjazdu tu również trzeba przećwiczyć upadanie. Ćwiczyć należy upadki do stoku podczas jazdy w skos oraz upadanie na obie strony podczas jazdy wzdłuż linii spadku stoku.

Oprócz upadku trzeba jeszcze opanować wstawanie. Skuteczne podnoszenie się ma również zapobiegać niekontrolowanym zjazdom. Zawsze powinno się ustawiać narty równolegle w poprzek stoku. Zapierając się kijkami po obu stronach, należy podnieść się do przysiadu, a następnie wstać. 

Podchodzenie w górę stoku

Istnieje kilka technik wykorzystywanych do podejścia pod górę. Można zastosować krok zwykły, wyćwiczony na płaskim terenie. Przy stromych podejściach należy poruszać się w skos stoku. Innym sposobem jest schodkowanie, czyli poruszanie się w górę lub w dół, gdy narty ustawione są prostopadle do linii stoku. Dolną nartę wspomaga zapierany o podłoże kijek. Podejście rozkrokiem (tzw. choinką) polega na nożycowym rozstawieniu nart i ustawieniu ich na wewnętrznych krawędziach. Kijki należy wbijać naprzemiennie poniżej nart i mocno się na nich zapierać. 

Zjazd w linii spadku stoku

Jest to pierwszy element jazdy, który powinniśmy opanować. Przed rozpoczęciem pracy nad tym elementem należy dobrze dobrać nachylenie stoku: musi on być na tyle łagodny, by pozwalał swobodnie stać i samoistnie wyhamować na wypłaszczeniu. Trasa powinna być równa i dobrze przygotowana. Należy rozpoczynać na płaskim odcinku i ruszyć poprzez odepchnięcie kijkami. Podczas jazdy narty ustawione są na szerokość bioder, ciężar rozkłada się na nich równomiernie, nogi lekko ugięte, tułów lekko pochylony w przód, ramiona skierowane w przód i do dołu, dłonie na wysokości bioder, kijki skierowane w tył do dołu. Po opanowaniu zjazdu w komfortowych warunkach czas przystąpić do doskonalenia w warunkach zmiennych. Należy dostosować pozycję i napięcie mięśniowe do napotkanych przeszkód, jak na przykład zmienne warunki śniegowe: wjazd ze śniegu ubitego w głęboki, wjazd na przeciwstok, jazda w pofalowanym terenie itp. 

Jazda w skos stoku

To bardzo ważny element. Prawidłowa jazda polega właśnie na poruszaniu się w skos stoku i zmianie kierunku. Poruszanie się w poprzek linii spadku pozwala na wytracenie prędkości i dostosowanie tempa jazdy do kąta nachylenia stoku. Im bardziej jest on stromy, tym głębsze powinno być poruszanie się dośrodkowe. Pierwsze, co należy przećwiczyć, to przyjmowanie pozycji do środka stoku w miejscu. Podczas jazdy należy zwrócić uwagę na dociążanie i krawędziowanie dolnej narty. Im bardziej ją dociążymy, tym większy łuk uda nam się osiągnąć. Podstawowym ćwiczeniem jest jazda w skos stoku aż do zatrzymania. Po nabraniu odpowiedniej prędkości, wysuwamy górną nogę (tę, w której stronę będziemy skręcać) lekko do przodu poprzez niewielkie ugięcie w kolanie. Cały ciężar ciała przenosimy na dolną nartę i krawędziując (stroną dośrodkową), zaczynamy jazdę po łuku do momentu, aż zaczniemy się poruszać w bok stoku, a nawet lekko w górę – do chwili całkowitego samoistnego zatrzymania. Ustawiamy się odpowiednio i powtarzamy w drugą stronę. Ważny przy tym ćwiczeniu jest dobór odpowiedniego terenu. Szeroki, łagodny, dobrze przygotowany stok jest warunkiem bezpiecznego opanowania tej umiejętności. Odpowiednio do postępów i wprawy należy nieustannie doskonalić ten element jazdy na nartach. Służą temu ćwiczenia, takie jak: odrywanie piętki górnej narty, odrywanie od ziemi całej górnej narty, jazda na jednej narcie (dolnej), w czasie jazdy zmiana toru przez odstawienie górnej narty i dostawienie dolnej, pogłębienie jazdy dośrodkowej przez regulację nacisku i krawędziowania dolnej narty, pogłębienie jazdy do środka stoku podskokiem. 

Przestępowanie

To również istotny element rzemiosła narciarskiego. Jest to podstawowa zmiana kierunku poruszania się w narciarstwie biegowym, ale umiejętność ta przydatna jest w narciarstwie zjazdowym. Ponadto, dzięki wyćwiczeniu tego elementu, szybciej uzyskamy pełną kontrolę nad nartami. Zmianę kierunku jazdy przestępowaniem wykonujemy do stoku. Jadąc w skos, należy cały ciężar ciała przenieść na nartę dolną, następnie unieść dziób narty górnej i odstawić ją nożycowo; po przeniesieniu ciężaru ciała na nartę odstawioną, należy szybko dostawić drugą nartę do pozycji równoległej. 

Krok łyżwowy

Wykorzystuje się go do przyśpieszenia jazdy w terenie płaskim lub lekko opadającym. Podczas jazdy na wprost z niewielką prędkością należy odstawić jedną nartę dziobem po skosie w bok i jednocześnie odepchnąć się kątowo z drugiej narty. Po odepchnięciu cały ciężar przenoszony jest na nartę wykroczną, na której wykonuje się poślizg. W czasie poślizgu dołączamy nartę odbijającą, ale nie stawiamy jej na śniegu, tylko rozpoczynamy cykl w drugą stronę. 

Pług

Jest to podstawowy sposób regulowania prędkości jazdy. Stosuje się go w łatwym terenie i na dobrym śniegu, przy małej prędkości oraz w początkowej fazie nauki. Ważne jest, by do ćwiczeń tego elementu wybrać łagodny, dobrze przygotowany stok. Technika polega na rozsuwaniu tyłów nart i zwiększaniu w ten sposób oporu powodującego spadek prędkości – reguluje się ją przez szerokość rozsunięcia, stopień zakrawędziowania oraz siłę nacisku. Istotne jest, by w żadnym momencie nie doprowadzić do skrzyżowania się dziobów. Aby opanować tę umiejętność, należy wykonać wiele ćwiczeń: w terenie płaskim przećwiczyć ruch odstawiania piętek nart, przechodzić podskokiem do ustawienia płużnego i równoległego nart. Gdy mamy opanowany ten element w miejscu, uczymy się go podczas jazdy – na początek w płaskim terenie po rozpędzeniu się bezkrokiem, następnie podczas zjazdów pługiem z łagodnego stoku. W łagodnym terenie należy ćwiczyć zwiększanie rozstawu piętek, przećwiczyć mocne przyhamowanie podczas jazdy w linii stoku (to samo do pełnego zatrzymania), zmianę jazdy w dół stoku z ustawienia równoległego do płużnego i na odwrót. 

Łuki płużne, czyli zmiana kierunku jazdy w pozycji płużnej

Wykorzystuje się zarówno rotację nogi, jak i jej dociążenie i przez to wymuszenie zmiany kierunku jazdy. Wykonuje się to nartą zewnętrzną w stosunku do zamierzonego skrętu. Aby manewr wykonać poprawnie, należy zwiększyć ugięcie tej nogi, prowadząc kolano do środka i ruchem skrętnym odchylić tył narty. Po uzyskaniu odpowiedniego promienia skrętu powracamy do pozycji wyjściowej. Opanowanie jazdy łukami płużnymi wymaga ćwiczeń. Ruch skrętny raz jednej, raz drugiej nogi należy przećwiczyć w pozycji płużnej bez nart, w samych butach narciarskich. Następnie to samo ćwiczenie wykonuje się podczas spokojnej jazdy. Kolejnym elementem jest jazda w skos stoku w pozycji płużnej, ze zwiększeniem skrętu do stoku aż do całkowitego zatrzymania. Gdy to opanujemy, możemy doskonalić jazdę łukami płużnymi, poruszając się blisko linii spadku stoku i stopniowo zwiększając amplitudę zmian kierunku jazdy. Kiedy już uda się przejechać łukami płużnymi wyznaczony tor w odpowiednim rytmie i z wyznaczoną prędkością, można przyjąć, że opanowało się ten element i pora rozpocząć ćwiczenia doskonalące jazdę na nartach.

Gdy amator narciarstwa przygotuje się odpowiednio fizycznie i w stu procentach opanuje wymienione elementy, jako początkujący narciarz może samodzielnie wybrać się na łatwy stok. Chociaż do sprawnej i w pełni swobodnej jazdy różnymi technikami jeszcze długa droga.

Krzysztof Koc

 

Na początek

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

O szachach z humorem

Z okazji Nowego Roku chciałbym o szachach napisać trochę inaczej i przedstawić Czytelnikom kilka humorystycznych epizodów – zasłyszanych i tych z własnego doświadczenia.

 

H. Fahrni – NN

Białe: Kd3, a4

Czarne: Kf1, h4

Pozycja pochodzi z partii granej na początku ubiegłego stulecia. Biały kolor miał szwajcarski mistrz Hans Fahrni, czarnymi grał początkujący amator. Aby wyrównać szanse, mistrz grał partię bez jednego skoczka. Figurę zdołał wprawdzie odzyskać, ale po wymianach powstała przedstawiona na diagramie przegrana dla białych końcówka pionkowa. Proste arytmetyczne wyliczenie pokazuje, że chociaż na ruchu są białe, to jednak czarne pierwsze dorabiają hetmana. Mistrz nie chciał jednak przegrywać (może grali na pieniądze?) i zdecydował się na oszustwo. Po specjalnie długim namyśle zagrał pionkiem, ale nie na a5, tylko w drugą stronę – na a3! Przeciwnik odpowiedział automatycznie 1…h4-h5 – też w drugą stronę! Dalej nastąpiło już gładko 2.a3-a2 h5-h6 3.a2-a1H+…

„Jak to jest?” – zdziwił się grający czarnymi. „Wydawało mi się, że ja pierwszy dochodzę do hetmana…”. Mistrz szybko ocenił sytuację i odpowiedział: „I tak by pan przegrał. Możemy zresztą sprawdzić”.

Ustawili ponownie pozycję. Fahrni zagrał znów 1.a4-a3, a jego skołowany przeciwnik odpowiedział tym razem 1…h4-h3 (oba pionki maszerują w jedną stronę!). Po dalszym 2.a3-a2 h3-h2 3.a2-a1H+ Kg2 4.Hg7+ Kh1 5.Hb2 Kg1 6.Ke3 h1H białe dały mata 7.Hf2. Amator szachów tak podsumował pojedynek: „No tak, rzeczywiście była przegrana. Jak to łatwo można się pomylić w obliczeniach…”.

Druga historia pochodzi z turnieju granego w Rosji w latach 80. minionego wieku.

Białe: Kd3, Wf2, Sa2, Sb4, d5, e4, f3

Czarne: Ke7, Wc8, Wd8, e5

Turniej dobiegał końca. To była już ostatnia partia. Grająca białymi młodziutka juniorka realizuje dużą przewagę materialną. Kibicuje jej wiele osób – partia ma duże znaczenie dla końcowego wyniku. Wśród kibiców jest też trener zawodniczki, zadowolony z jej dotychczasowej postawy. I wtem – w pozycji jak na diagramie – następuje 1.Sc6+?? W:c6 Trener chwycił się za głowę… Po chwili uspokaja się jednak. Pociesza się, że jeszcze nie jest tak źle – dwa pionki za jakość, tego się nie powinno przegrać. Remis też nie jest zły dla końcowego układu tabeli. Gra toczy się dalej. Juniorka, niezrażona wpadką, poczyna sobie nadal konsekwentnie 2.Sb4 Wcc8 3.Sc6+?? W:c6 I tu już szkoleniowiec nie wytrzymał. Podszedł do stojących obok szachownic, pozbierał wszystkie białe skoczki i rzucił je podopiecznej: „Weź jeszcze, weź wszystkie i tam podstaw!”.

Ta reakcja trenera była oczywiście bardzo impulsywna i trochę niegrzeczna, ale ja go rozumiem…

 

R. Bernard (Lech Poznań)

– S. Kornasiewicz (Górnik Czerwionka)

II liga, Lubniewice 1982

Białe: Kg2, Wa8, Gd6, d5, e4, f2, h2

Czarne: Kg8, Wf7, Gf8, a5, g5, h4

Tę historię już kiedyś opisałem w książce, ale tutaj chciałbym przedstawić jej rozszerzoną wersję. To był ważny dla mojej drużyny mecz. Grałem na drugiej szachownicy. Mistrz Stanisław Kornasiewicz (znany również jako działacz w środowisku głuchoniemych szachistów) był dla mnie niewygodnym rywalem. W trzech dotychczasowych pojedynkach tylko raz zdołałem zremisować. Tym razem udało mi się uzyskać przewagę i przejść do wyraźnie lepszej końcówki. Tempo gry wynosiło 2,5 godziny na 45 posunięć i w małym niedoczasie dochodziliśmy do pierwszej kontroli: 44...Kg7 Naturalne i oczywiste posunięcie 45.G:f8+ Naturalna i oczywista odpowiedź 45…W:f8

Białe: Kg2, Wa8, d5, e4, f2, h2

Czarne: Kg7, Wf8, a5, g5, h4

Odetchnąłem, że jest już po kontroli i wpadłem w kilkuminutowy namysł. Widząc, że wież nie wolno wymienić, w pierwszym odruchu chciałem zagrać 46.W:a5, ale nie spodobał mi się (nie wiem dlaczego…) wariant 46…Wf4 47.f3 g4 lub ewentualnie od razu 46…g4. W pewnej chwili nastąpiło „olśnienie” – przecież pionek a5 i tak nie ucieknie, nie ma się co spieszyć z jego zabraniem, trzeba najpierw zastosować profilaktykę… Wykonałem więc pospiesznie ruch 46.f3??? Jak tylko palce puściły pionka, ręka mi zadrżała… Zrozumiałem, że pozostawiłem pod biciem całą wieżę. Kątem oka spostrzegłem pełen współczucia wzrok siedzącego obok mnie lidera drużyny mm. Pawła Stempina, a potem radosny uśmiech na twarzy znanego sędziego i szachisty śląskiego Emila Oleja, który stał za plecami Kornasiewicza. Początkowo miałem zamiar natychmiast poddać partię, ale widzę, że przeciwnik myśli podejrzanie długo, a jego wzrok jest skierowany wyłącznie na skrzydło królewskie. Czyżby nie widział?! Z rozpaczą stwierdzam, że czarne nie mają innej możliwości, jak tylko ruch wieżą, nie sposób więc nie zauważyć, że wieże są na jednej linii… Wreszcie po jakimś 2-3-minutowym namyśle (dla mnie trwało to wieki!) nastąpiło 46…Wf4??? Z piersi wyrwało mi się westchnienie pełne ulgi. Kornasiewicz spojrzał na mnie zdziwiony… Błyskawicznie odpowiedziałem 47.W:a5 i po kilku jeszcze posunięciach doprowadziłem partię do logicznego (?!) końca. Przeciwnik cały czas był nieświadomy towarzyszących mnie i kibicom emocji. „Co, pierunie, wieży nie wzioneś?” – zaciągnął po śląsku po grze przesympatyczny, niestety nieżyjący już kapitan Emil Olej, na co Kornasiewicz replikował: „Jakiej wieży?”. Mecz wygraliśmy 5:1. W całej mojej szachowej praktyce było to największe przeoczenie, w dodatku z happy endem.

G. Nemes (Węgry) – P. Dukaczewski

Olimpiada IBCA, Laguna (Brazylia) 1996

Białe: Kh3, Wg4, g3, h4

Czarne: Kf7, Wa5

To była 7. runda olimpijskich zmagań. Przy stanie 3:0 dla Polski pozostała jeszcze ta ostatnia partia. Występujący na trzeciej szachownicy Piotr Dukaczewski nie grał tego dnia najlepiej i otrzymał przedstawioną na diagramie taką oto beznadziejną wieżówkę. Od tego jednak momentu Węgier zaczął grać bardzo słabo. Najpierw wpuścił czarnego króla przed piony, ale to jeszcze nie zmieniało oceny pozycji. Potem jednak Nemes pozwolił sobie piony zablokować królem i pozycja stała się remisowa. Mając lepszy czas, białe nie chciały się jednak pogodzić z remisem i zaczęło się bezmyślne wykonywanie byle jakich posunięć. Po kilkudziesięciu ruchach (przez ten czas król Węgra przemaszerował kilkakrotnie po całej szachownicy) białe doigrały się:

Białe: Kf2, Wg3, g4, h5

Czarne: Kg5, Wa4

W tym momencie Nemes miał jeszcze około osiem minut czasu do namysłu przed zakończeniem partii. Polak miał ich znacznie mniej – zaledwie cztery. 1...Kf4!? 2.Wg1?? Należało grać 2.Wg2 Kg5 lub 2.Kg2 Kg5, ale wtedy wszystko powtarzało się już po raz kolejny. Dodam, że po ciekawym 2.g5 Wa2+ 3.Ke1 K:g3 4.g6 partia kończyła się pokojowo 4…Kf3 5.g7 Ke3 6.Kd1 Kd3 7.Kc1 Kc3 i przegrywa próba 8.Kb1? Wb2+ 9.Ka1 (9.Kc1 Wg2) 9...Wg2 10.h6 Kb3 2...Wa2+ 3.Ke1 Kf3! i okazało się, że wygrywają... czarne 4.g5 Niczego nie zmienia 4.Wf1+ Ke3 4...Wa1+ 5.Kd2 W:g1 6.h6 Lub 6.g6 Wg5! z dalszym W:h5 6...W:g5 7.h7 Wh5 8.Kc3 W:h7 i na wiszącej chorągiewce czarne zdążyły dać mata. Mecz wygraliśmy do zera. Szkoda tylko, że następnego dnia ulegliśmy Ukrainie 1,5:2,5 i olimpijski medal nam uciekł.

Białe: Kh5, Wb8, f5, g5

Czarne: Kf7, Wa1, g7

Analogicznie do partii Dukaczewskiego zakończył się pewien pojedynek między dwoma zawodnikami III kategorii, jaki oglądałem w czasach młodości: 1.g6+? To wypuszcza wygraną. Prawidłowe było 1.Wb7+ Kf8 2.Kg6 Wa6+ 3.f6 1...Ke7 2.Wb7+ Kf6 3.Wf7+ Ke5 4.W:g7?? A to już jest katastrofa 4…Kf4! i białe poddały się wobec nieuchronnego mata.

I na koniec mała anegdota bez diagramu. W pracy szkoleniowej z młodymi szachistami staram się, poza wiedzą czysto szachową, wpajać również zasady fair play. W tym właśnie celu niedawno opowiedziałem młodziutkiej 10-letniej juniorce taką oto dość znaną historię.

Na jednym z młodzieżowych turniejów, w partii dwóch 7-latek, jedna z grających postawiła pod bicie hetmana i zaraz po wykonaniu posunięcia zaczęła płakać. Jej przeciwniczka miała dobre serce i widząc rozpacz partnerki, nie chciała wykorzystywać tak grubego błędu. Wstała od stolika i podeszła do sędziego: „Moja przeciwniczka podstawiła hetmana i płacze. Czy mogę jej pozwolić cofnąć posunięcie?”. „Niestety, dziecko, to jest zabronione. Takie są przepisy. Ruchów nie wolno cofać” – wyjaśnienie sędziego było stanowcze i jednoznaczne.

Cóż było robić, młoda szachistka wróciła do szachownicy, przy której wciąż szlochała partnerka, spojrzała na nią ze współczuciem, westchnęła i zabiła hetmana. Zaraz po wykonaniu tego posunięcia zapłakana twarzyczka przeciwniczki rozjaśniła się uśmiechem i po szybkim otarciu łez wzięła ona do ręki wieżę, postawiła na ósmej linii i z triumfem oświadczyła: „mat!”.

Po opisie tego wydarzenia zapytałem swoją podopieczną: „Powiedz mi, czy ta płacząca szachistka zachowała się sportowo?”. Odpowiedź juniorki była zaskakująca: „Dlaczego mi to trener wypomina?! Ja tak zrobiłam tylko raz, w Polanicy. Grałam nie z dziewczynką, tylko z chłopcem, podstawiłam nie hetmana, ale wieżę. I wcale nie płakałam, tylko zrobiłam smutną minę…”.

Ryszard Bernard

 

Na początek

aaa

 

Gramy w warcaby

Bardzo ważnym motywem w realizacji przewagi pozycyjnej jest prowadzenie gry o zdobycie większej przestrzeni na warcabnicy lub utrzymanie już zdobytych pozycji. Ustępowanie pola walki przeciwnikowi często kończy się niekorzystnym rezultatem pomimo bardzo dobrze rozgrywanej wcześniej partii. Nawet w pozycjach zamkniętych, do których zalicza się klasykę, strony powinny dążyć do utrzymania wzajemnej symetrii, by sytuacja nie wymknęła się spod kontroli
i nagle jeden z zawodników nie uzyskał zdecydowanej przewagi.

 

Krzysztof Furtak („Hetman” Lublin) – Edward Twardy („Sudety” Kłodzko)

Drużynowe mistrzostwa Polski

Sobieszewo 2014

1. 32-28 19-23 2. 28x19 14x23 3. 37-32 10-14 4. 34-30 14-19 5. 41-37 5-10 6. 46-41 10-14 7. 30-25 17-21 8. 31-26!

Białe nie powinny dopuścić do zagrania czarnych na 26, gdy mają podwieszonego pionka na 41.

8... 20-24

Korzystniejsze było 8... 21-27.

9. 26x17 12x21 10. 40-34! 7-12 11. 34-29! 23x34 12. 39x30 21-26 13. 44-40 16-21 14. 50-44

Lepsze było 14. 32-28.

14... 21-27 15. 32x21 26x17 16. 37-32 1-7 17. 41-37 18-23 18. 44-39 13-18 19. 39-34! 8-13 20. 34-29 23x34 21. 40x20 15x24

Po ostatnich wymianach białe zlikwidowały dominację czarnych w centrum. Żeby utrzymać te korzyści, trzeba było zagrać 22. 32-28 i kontrolować sytuację w centrum poprzez obronę pionka 28.

22. 45-40?

To zagranie daje czarnym czas na ponowne zajęcie centrum.

22... 18-23! 23. 40-34 4-10 24. 47-41! 2-8 25. 34-29?

Białe mogły ponownie zniwelować przewagę czarnych po 25. 32-28 23x32 26. 37x28.

25... 23x34 26. 30x39 12-18 27. 49-44 7-12 28. 33-29 24x33 29. 39x28

Po 29. 38x29 19-24 30. 29x20 10-15 czarne kontrolują ważne pole 24.

29. ... 17-22 30. 28x17 12x21 31. 44-39 11-16 32. 36-31 21-26 33. 41-36 8-12 34. 31-27 10-15 35. 32-28 18-23 36. 37-32 15-20

Przegrywało 36... 26-31 37. 39-34 31x33 38. 38x7.

37. 39-34 20-24 38. 34-30 13-18 39. 36-31 26x37 40. 42x31 9-13

Doszło do pozycji klasycznej, w której ważne jest kontrolowanie symetrycznej przestrzeni gry. Białe mają +5 temp, ale kontrolują oba narożniki, co rekompensuje im przewagę w rozwoju. W tej sytuacji ważne jest, aby nie dopuścić do zagrania 24-29, które utrudniłoby utrzymanie symetrii. Konieczne więc było zagranie 41. 43-39.

41. 31-26? 24-29! 42. 27-21??

Duży błąd pozycyjny, po którym czarne otrzymują bez walki dużą swobodę w centrum i są w stanie całkowicie kontrolować przebieg dalszych wydarzeń. Pomimo błędu w 41. posunięciu, można było jeszcze walczyć po 42. 43-39 29-33 43. 38x29 23x43 44. 48x39 6-11.

42... 16x27 43. 32x21 23x32 44. 38x27 19-23!

Przewaga czarnych jest bardzo duża. Całkowicie kontrolują centrum i mają dowolny wybór posunięć. Natomiast pozycja białych jest rozdzielona na dwie części, z pozbawionymi aktywności pionkami bandowymi.

45. 43-38 23-28!

Czarne nie pozwalają na ustawienie kolumny 21-32.

46. 21-16 6-11

Nawet przy tak dużej przewadze pozycyjnej czarne muszą pomyśleć o obronie na krótkim skrzydle, gdzie białe mogły atakować.

47. 16x7 12x1 48. 27-21 3-8 49. 21-16 1-6 50. 26-21 8-12

Atak białych został zatrzymany.

51. 21-17 12x21 52. 16x27 6-11 53. 27-21 18-23 54. 48-42 13-18 55. 42-37

Białe liczą na ewentualny błąd 55... 28-33 56. 21-16.

55... 11-17 56. 21x12 18x7 57. 38-32 28-33 58. 37-31 33-39 59. 31-27 39-44 60. 27-22 44-50 61. 32-28 23x32 62. 22-18 29-34 63. 30x39 50x4

I białe poddały się.

 

Leszek Stefanek („Hetman” Lublin) – Mikołaj Fiedoruk („Victoria” Białystok)

Indywidualne mistrzostwa Polski

Suwałki 2014

1. 33-29 19-24 2. 39-33 14-19 3. 44-39 19-23

Zwykle gra się od razu 3... 20-25 4. 29x20 25x14. Zagranie na 23 umożliwia białym zwiększenie tempa.

4. 32-28 23x32 5. 37x28 20-25 6. 29x20 25x14 7. 41-37 14-19 8. 37-32 10-14 9. 34-30 17-22 10. 28x17 12x21 11. 46-41 7-12 12. 31-27

Trochę zaskakujące posunięcie, gdy białe, mając dodatnie tempo, decydują się na zajęcie pola 27, jakby zmierzały do klasyki. Być może w ten sposób białe obroniły się przed postawieniem klina po 12... 21-27.

12... 1-7 13. 50-44 15-20 14. 30-25 20-24 15. 40-34

Jeżeli czarne zdecydowały się zagrać na pole 24, to żeby utrzymać równowagę w pozycji, należało bronić tego pionka, grając 15... 5-10. Tym bardziej że to czarne będą miały korzystniejszą sytuację, gdyby doszło do klasyki. Czarne nieoczekiwanie zagrały:

15... 24-30?

W ten sposób oddały białym przestrzeń do aktywnej gry w centrum. Już do końca partii białe nie pozwoliły na nawiązanie równorzędnej gry i zmuszały przeciwnika do ciągłej obrony.

16. 35x24 19x30 17. 41-37 30-35 18. 33-28 21-26?

Kolejne zagranie, które doprowadza do zwiększenia aktywności białych. Można było próbować odzyskać częściowo aktywność w centrum, grając 18... 5-10 i 19... 18-23.

19. 39-33 11-17 20. 44-40 35x44 21. 49x40 17-22 22. 28x17 12x21 23. 33-28! 5-10 24. 38-33 7-12 25. 42-38 2-7

Mając dużo swobody, białe umacniają się w centrum. Czarne nie są w stanie przeciwstawić się planom przeciwnika.

26. 43-39 14-19 27. 40-35 10-14

Po 27... 18-23 28. 34-30 powstaje groźba 29. 30-24.

28. 34-30 4-10 29. 47-42 18-23 30. 45-40 7-11 31. 40-34 12-18 32. 30-24!

Białe dyktują warunki gry, nie dając przeciwnikowi możliwości wyboru posunięć.

32... 19x30 33. 35x24 14-19 34. 34-30 10-15

Przez ponad połowę partii białe kontrolowały większą przestrzeń na warcabnicy, dzięki czemu doprowadziły do pozycji forsownie wygranej. Przykład ten pokazuje, jak ważnym zadaniem jest kontrolowanie zdobytych pozycji do końca.

35. 39-34?

To wyglądające logicznie posunięcie dopuszcza możliwość kombinacji i uwolnienia się czarnych spod nacisku. 35... 26-31 36. 37x17 11x31 37. 36x27 16-21 38. 27x16 18-22 39. 28x17 23-28 40. 32x14 9x40
i to białe musiałyby szukać trudnej drogi do remisu. Wygrywało 35. 25-20! Białe nadal utrzymują nacisk i grożą kombinacją 36. 30-25 19x30 37. 25x34 15x24 38. 28x30. Po 35... 23-29 36. 30-25 19x30 37. 25x12 8x17 38. 28-23 15x24 39. 23-19 24-30 40. 19x8 3x12 41. 33-28 pozycyjna przewaga białych jest bardzo duża. Pozostało 35... 8-12 36. 30-25 19x30 37. 28x17 11x31 38. 36x27 15x24 39. 25x34 18-23 40. 27-22 9-13 41. 48-43 13-19 42. 22-17 21x12 43. 33-29 24x44 44. 43-39 44x33 45. 38x7.

35... 8-12 36. 33-29?

Białe mogły nadal zachować dużą przewagę pozycyjną po 36. 34-29 23x34 37. 30x39 19x30 38. 25x34. Po zagraniu na 29 białe przede wszystkim tracą aktywność, a ponadto dają czarnym możliwość ustawienia całej serii kombinacji po 36... 12-17!!

36... 3-8?

Błąd, po którym czarne nie są w stanie wybronić się na remis. Po 36... 12-17 białym trudno byłoby znaleźć drogę do remisu. Przegrywa kombinacja 37. 27-22 18x27 38. 29x18 13x33 39. 24x4 17-22 40. 38x29 27x47 41. 4x31 47x35 z groźbą 42... 35-19. Niekorzystny dla białych jest wariant 37. 37-31 26x37 38. 42x31 21-26 39. 27-21 16x27 40. 32x12 23x43 41. 12x14 9x20 42. 25x14 26x37 43. 48x39 37-42. Pozostaje 37. 38-33 9-14! (Przegrywa 37... 17-22 38. 28x17 11x31 39. 36x27 23-28 40. 32x12 21x41 41. 42-37 41x32 42. 33-28 32x23 43. 29x18 13x22 44. 24x4). 38. 48-43 3-8!! i czarne grożą kombinacjami na każdy ruch białych: a) 39. 43-38 14-20 40. 25x14 19x10 41. 28x19 26-31 42. 37x26 15-20 43. 24x4 13x35 44. 4x22 17x48 45. 26x17 11x31 46. 36x27 48x30 b) 39. 43-39 14-20 40. 25x14 19x10 41. 28x19 26-31 42. 37x26 15-20 43. 24x4 13x35 44. 4x22 17x48 45. 26x17 11x31 46. 36x27 35-40 47. 34x45 48x36 c) 39. 36-31 14-20 40. 25x14 19x10 41. 28x19 15-20 42. 24x4 13x35 43. 4x22 17x48.

37. 27-22 18x27 38. 29x7 11x2 39. 37-31 26x37 40. 42x22 21-26 41. 34-29 9-14 42. 36-31 26x37 43. 32x41 8-12 44. 29-23 12-17 45. 22x11 6x17 46. 41-36 2-7 47. 36-31 7-12 48. 31-27 17-21 49. 38-32 12-17 50. 27-22 21-26 51. 22x11 16x7 52. 32-27 7-12 53. 48-42 14-20 54. 25x14 19x10 55. 28-22 10-14 56. 30-25

I czarne poddały się.

Jan Sekuła

 

Na początek

aaa

 

kultura

 

Siatka ważniejsza niż matka

„Myśl wyłącznie o celu, który chcesz osiągnąć i pracuj, ile sił, by zrealizować to, co sobie zaplanowałeś” – wszyscy znamy takie hasła z psychologicznych poradników, z warsztatów dla poszukujących pracy czy z amerykańskich filmów o gwiazdach showbiznesu.

Podobne, dziś bardzo modne, ale w tamtych czasach niezbyt popularne i dość bezczelne, podejście miał właśnie Hubert Jerzy Wagner – trener siatkówki, który w latach 70. osiągnął nieprawdopodobny sukces. W wieku 32 lat objął kadrę polskich siatkarzy i mimo że nie miał żadnego doświadczenia jako trener, sprawił, że nasza reprezentacja zaczęła wygrywać. Zdobyła m.in. mistrzostwo świata w Meksyku w 1974 r. i złoty medal olimpijski w Montrealu w 1976 r.

O tych spektakularnych zwycięstwach (ale i o równie spektakularnych porażkach) jest właśnie książka „Kat. Biografia Huberta Wagnera”, którą napisali wspólnie syn nieżyjącego już trenera – Grzegorz Wagner oraz Krzysztof Mecner, dziennikarz sportowy, redaktor naczelny „Magazynu Siatkówka”. Pozycja ta, wydana w minionym roku przez Bibliotekę Gazety Wyborczej, to lektura obowiązkowa dla fanów piłki siatkowej, szczególnie tych, którzy pamiętają sukcesy „złotej drużyny”. Ale nie tylko. Choć sporo tu branżowych terminów, faktów prosto z boiska – książka powinna spodobać się także tym, którzy nie bardzo orientują się w zasadach gry czy w historii polskiej siatkówki.

Bo to przede wszystkich opowieść o człowieku, o jego ogromnej sile oraz o umiejętności stawiania sobie celów i osiągania ich. Wagner był wytrwały, konsekwentny i niezwykle skuteczny. Podczas treningów nie akceptował sprzeciwu. „Możemy działać na zasadach demokratycznych, ale rację będę miał zawsze ja” – powtarzał swoim podopiecznym.

„Mówiono o nim, że jest katem, bo dręczył swoich siatkarzy. Bzdura. Kat nie ma prawa popełniać błędu – i właśnie tego mój ojciec oczekiwał od siebie i od innych. Dlatego został Katem” – tłumaczy Wagner junior.

Możemy oczywiście dyskutować, czy widzimy w tej historii siłę charakteru prowadzącą do zwycięstwa, czy chory perfekcjonizm, którego nie sposób udźwignąć i który musi w końcu zakończyć się porażką. A może jedno i drugie.

W każdym razie, jak mówi w jednym z wywiadów Grzegorz Wagner: „Nie ma innej drogi – żeby odnieść sukces, trzeba się temu w pełni poświęcić. O tym właśnie jest ta książka”.

Barbara Zarzecka

Książka Kat. Biografia Huberta Wagnera” autorstwa Grzegorza Wagnera i Krzysztofa Mecnera dostępna jest w księgarniach w wersji drukowanej oraz w postaci e-booka (format EPUB i MOBI).

 

Na początek