Baner mistroszwa europy w showdown

Nr 8 (149) Sierpień 2017

 

CROSS 8/2017

ISSN 1427-728X

ROK XV

Nr 8 (149)

Sierpień 2017 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ,

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

  1. Konwiktorska 9, tel.: 22 412 18 80

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Grażyna Wojtkiewicz

Korekta

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

 Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Nakład: 900 egzemplarzy

Miesięcznik dofinansowuje

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

 

 

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych

 

aaa

 

Spis treści

Polacy na podium

Witalis Sapis

Opolski festiwal

Wojciech Puchacz

Holenderski wysyp medali

Mirosław Jurek

Pohalsować

Klaudia Maria Żelazowska

Wiadomości

Nie ma czasu na nudę   

Dariusz Rutkowski

Na serce i na łyżkę

BWO

Spalamy tłuszcz!

Krzysztof Koc

Gramy w szachy

Ryszard Bernard

Gramy w warcaby

Damian Jakubik

Polowanie na szczęście

Barbara Zarzecka

 

aaa

 

 

szachy

Polacy na podium

 

W pięknej macedońskiej miejscowości Ochryda (Ohrid) nad nie mniej pięknym jeziorem Ochrydzkim rozegrana została piętnasta już olimpiada szachowa niewidomych i słabowidzących. Nasza reprezentacja wywalczyła brązowy medal.

Polskę reprezentowali zwycięzcy mistrzostw Polski: Adam Czajkowski, Marcin Chojnowski, Anna Stolarczyk i Ryszard Suder, wzmocnieni przez arcymistrza Marcina Tazbira. Obok silnych reprezentacji Rosji i Ukrainy byliśmy jednym z pretendentów do medali. Nie należało też lekceważyć Serbii, Hiszpanii i Niemiec. W sumie przebieg rozgrywek potwierdził te przewidywania. Choć niewiele brakowało, aby do czołówki przebojem wdarł się zespół Indii. Ale i tak ekipę Indii śmiało można nazwać czarnym koniem tej olimpiady.

Rozgrywki toczyły się w hotelu Metropol, a uczestnicy zostali zakwaterowani w dwóch hotelach kompleksu Metropol Lake Resort: Metropol i Bellevue. Sędzią głównym był Ivan Kocovski z Macedonii, z którym miałem przyjemność zmierzyć się w 1988 roku w bezpośrednim pojedynku na Memoriale Dreszera w Gdyni. Partia zakończyła się remisem po 32 posunięciach.

Już pierwsza runda przyniosła sensacyjne zwycięstwo Indii nad silną reprezentacją Niemiec. Pozostali faworyci wygrali swoje mecze, ale tylko Ukraina wygrała do zera. My pokonaliśmy zgodnie z planem Chorwację, choć Anna nieoczekiwanie przegrała swoją partię. Przy dużej przewadze zaplątała się jednak później w komplikacjach. A oto próbka umiejętności Hindusów.

  1. runda

Szwecja – Rosja 0,5 – 3,5

Ukraina – Węgry 4 – 0

Wielka Brytania – Serbia 1 – 3

Polska – Chorwacja 3 – 1

Włochy – Hiszpania 1 – 3

Niemcy – Indie 1,5 – 2,5

Marcin Tazbir – Hinko Cajzler (2093) 1 – 0

Adam Czajkowski – Branko Began (1852) 1 – 0

Marcin Chojnowski – Milan Prpic  (1792) 1 – 0

Anna Stolarczyk – Miso Culjak (1679) 0 – 1

Kumar Pradhan Soundarya (1741) – Mirko Eichstaedt (2160)

1.d4 d5 2.c4 c6 3.Sf3 Sf6 4.Hc2 e6 5.g3 Gd6 6.Gg2 Se4 7.0-0 0-0 8.Sc3 f5 9.b3 Sd7 10.Gb2 He8 11.Sd2 Hh5 12.Sdxe4 dxe4 13.f3 Wf6 14.fxe4 Wh6 15.h3 Gxg3 16.exf5 Sf6 17.e4 Hh4 18.Se2 Gc7 19.e5 Se8 20.Gc1 Wh5 21.fxe6 Gxe6 22.Sf4 Wh6 23.Sxe6 Wxe6 24.Hf5 He7 25.Gg5 g6 26.Hf4 Sf6 27.Gxf6 Hd7 28.d5 cxd5 29.Gxd5 Wf8 30.Hg4 Wfe8 31.Wad1 Hc8 32.h4 Kf7 33.Gd8+ Kg7 1-0

Kolejna runda i kolejna sensacja. Tym razem Wenezuela pokonała Serbię. Pozostali faworyci wygrywają, choć najmniej pewnie Niemcy. My znów straciliśmy połówkę. W sumie jednak małe punkty nie miały w turnieju większego znaczenia, gdyż punktacja pomocnicza preferowała Buchholza, czyli rezultaty z przeciwnikami. Wynik co prawda nie odzwierciedla przebiegu meczu, bo o ile Tazbir i Czajkowski wygrali w miarę pewnie, to już w partii Chojnowskiego sytuacja była zmienna. Po uzyskaniu znacznej przewagi Marcin zrobił kilka słabych posunięć i stanął na pograniczu przegranej. Na szczęście przeciwnik nie zauważył wygrywającej kontynuacji. Podstawił figurę i poddał partię w obliczu ataku matowego.

  1. runda

Rosja – Hiszpania 3,5 – 0,5

Azerbejdżan – Ukraina    0,5 – 3,5

Serbia – Wenezuela 1,5 – 2,5

Bułgaria – Polska    0,5 – 3,5

Indie – Kosowo       4 – 0

Rumunia – Niemcy  1,5 – 2,5

Rasim Nizam (2158) – Marcin Tazbir 0 – 1

Aleksandar Todorov (1955) – Adam Czajkowski 0 – 1

Petko Patev (1874) – Marcin Chojnowski          0 – 1

Yordan Kirilov Georgiev (1786) – Ryszard Suder         ½ – ½

Partia z meczu Wenezuela – Serbia

Victor Abiad Parra (1902) – Nebojsa Djukic (2208)

1.e4 e6 2.d4 d5 3.Sc3 Sf6 4.e5 Sfd7 5.Sce2 c5 6.c3 Sc6 7.Sf3 cxd4 8.cxd4 f6 9.Sf4 Gb4+ 10.Gd2 He7 11.Sd3 Gxd2+ 12.Hxd2 fxe5 13.Sdxe5 Sdxe5 14.Sxe5 Sxe5 15.dxe5 0-0 16.Gd3 Gd7 17.0-0 Wac8 18.Wac1 a6 19.Wxc8 Wxc8 20.Wc1 Wxc1+ 21.Hxc1 Gc6 22.Hf4 Ge8 23.h4 h6 24.Hg4 Gf7 25.Hd4 Ge8 26.Hb6 g6 27.g3 Kg7 28.Ge2 g5 29.h5 Hd7 30.Hd4 Hc7 31.Kh2 b6 32.b4 a5 33.bxa5 bxa5 34.Gg4 Gf7 35.Gd1 Hc1 36.Hd3 Hb2 37.He3 Hxa2 38.Hf3 Hd2 39.Hf6+ Kg8 40.Gg4 Hb4 41.Gxe6 Gxe6 42.Hxe6+ Kf8 43.Hxh6+ Ke8 44.Hc6+ Ke7 45.h6 1-0

Indie i Wenezuela poniosły klęskę, ale wyniki nie oddają przebiegu meczów. My stosunkowo łatwo wygraliśmy ze Słowenią, choć niewątpliwie nie był to zbyt groźny przeciwnik. Pierwsze zwycięstwo odniósł Ryszard. Jak się niestety później okazało, były to dwa zwycięstwa – pierwsze i ostatnie. Szczęście miał Marcin Chojnowski, który dograł się do przegranej końcówki. Przeciwnik w niedoczasie za bardzo uprościł pozycję i stracił szansę na odniesienie zwycięstwa. Pewnie punktowali swych przeciwników Tazbir i Czajkowski.

  1. runda

Indie – Rosja 0 – 4

 Ukraina – Wenezuela 4 – 0

 Polska – Słowenia  3,5 – 0,5

Litwa – Serbia          0,5 – 3,5

 Hiszpania – Bułgaria 2,5 – 1,5

Niemcy – Chorwacja 3,5 – 0,5

Marcin Tazbir – Janez Mlacnik (1795) 1 – 0

Adam Czajkowski – Emil Muri (1920) 1 – 0

Marcin Chojnowski – Franc Mlacnik (2008) ½ – ½

Ryszard Suder – Aleksander Ursic (2000) 1 – 0

  1. runda

Rosja – Ukraina 1,5 – 2,5

Serbia – Polska 3,5 – 0,5

 Hiszpania – Azerbejdżan 2 – 2

Słowenia – Niemcy  2 – 2

Czarnogóra – Indie  1,5 – 2,5

Pavle Dimic (2349) – Marcin Tazbir ½ – ½

Damjan Jandric (2212) – Adam Czajkowski 0 – 1

Stefan Janjic (2147) – Marcin Chojnowski ½ – ½

Nebojsa Djukic (2208) – Ryszard Suder ½ – ½

Aleksander Ursic (2000) – Ryszard Suder (2095)

1.d4 Sf6 2.c4 g6 3.f3 d5 4.cxd5 Sxd5 5.e4 Sb6 6.Sc3 Gg7 7.Ge3 0-0 8.Hd2 Sc6 9.0-0-0 e5 10.d5 Sd4 11.h4 c6 12.h5 cxd5 13.hxg6 fxg6 14.Gh6 Hf6 15.exd5 Gxh6 16.Hxh6 Wf7 17.Sge2 Sf5 18.Hd2 Sc4 19.Hd3 Sfe3 20.We1 Gf5 21.Se4 Gxe4 22.Hxe4 Hb6 23.Hb1 Sxf1 24.Sc3 Sg3 25.Hc2 0-1

Prawdziwy turniej rozpoczął się dla nas w zasadzie od 4. rundy. I można powiedzieć, że był to początek udany i szczęśliwy. Marcin Tazbir uzyskał bardzo skomplikowaną pozycję, w której trudno było właściwie ocenić sytuację. Nie chcąc zbytnio ryzykować, zaproponował remis, na co jego przeciwnik przystał. Piękną partię rozegrał Adam, ale Marcin Chojnowski szybko znalazł się w tarapatach. Co prawda dzięki niezbyt dokładnej grze przeciwnika udało mu się przejść do końcówki z szansami na remis, to jednak sam popełnił w niej kilka niedokładności i gra przeszła do wygranej dla przeciwnika końcówki. Janjic, mając dwa piony więcej, wysunął jednak za daleko piona „h” i dzięki patowym możliwościom Marcin zdołał się uratować. Ryszard już po debiucie uzyskał nieco gorszą końcówkę. Przeciwnik szukał szans na wygraną, ale zamiast poprawić, pogorszył swoje położenie i w końcowej pozycji już szans na wygraną nie miał. W meczu na szczycie Ukraina pokonała Rosję, podobnie jak w ME w Warszawie. O wyniku zadecydowała partia Wassin – Pakhomov, w której czarne podstawiły prosty motyw taktyczny, w wyniku czego straciły jakość i pomimo heroicznej obrony nie zdołały się uratować.

Adam Czajkowski (2204) – Damjan Jandric (2212)

1.e4 c5 2.Se2 d6 3.g3 Sc6 4.Gg2 g6 5.c3 Gg7 6.d4 Sf6 7.0-0 0-0 8.h3 cxd4 9.cxd4 d5 10.e5 Se8 11.Sbc3 Sc7 12.Ge3 b6 13.Hd2 Sa5 14.b3 Ga6 15.h4 h5 16.Wfe1 Gc8 17.Sf4 Gb7 18.Gf3 Gh6 19.e6 Gxf4 20.exf7+ Wxf7 21.Gxf4 Hd7 22.We5 e6 23.Wg5 Kh7 24.Hd3 Wf5 25.Wxf5 exf5 26.Gxc7 Hxc7 27.Gxd5 Gxd5 28.Sxd5 Hd6 29.Sf4 Sc6 30.We1 Hxd4 31.Hf3 Wc8 32.Sxg6 Hg4 33.Hd5 Kxg6 34.We6+ Kg7 35.Hd7+ 1-0

  1. runda

 Ukraina – Polska 1,5 – 2,5

Wenezuela – Rosja 0 – 4

Indie – Azerbejdżan 3 – 1

Niemcy – Węgry 3 – 1

Serbia – Hiszpania 3,5 – 0,5

Oleg Tuka (2407) – Marcin Tazbir ½ – ½

Vladyslav Kolpakov (2079) – Adam Czajkowski 0 – 1

Ivan Yatsishin (2110) – Marcin Chojnowski ½ – ½

Lubov Zsiltzova-Lisenko (2194) – Ryszard Suder ½ – ½

W partiach Tazbira i Sudera padły bardzo szybkie remisy i najważniejsze wydarzenia w meczu rozegrały się na dwóch pozostałych szachownicach. Pewnie wygrał Adam i zapewnił nam co najmniej remis. Wszystko zależało teraz od partii Chojnowskiego, a tam powstała bardzo ostra pozycja, w której każdy błąd mógł prowadzić do porażki. W dużym niedoczasie Marcina to jednak przeciwnik go popełnił i Marcin został z wygraną końcówką i jakością więcej.Ze względu na sytuację meczową zaproponowaliśmy remis, który przeciwnicy zaakceptowali, oceniając, że nie ma szans na szczęśliwe dla nich zakończenie. Podsumowując, wygraliśmy kolejny ważny mecz, po raz kolejny dzięki zwycięstwu Adama. I na półmetku rozgrywek nasza sytuacja była znakomita: mieliśmy 10 punktów i wyprzedzaliśmy Rosję, Indie i Ukrainę (po
8 punktów). W dodatku mieliśmy tylko jedną przegraną partię. Czekał nas dzień wolny, a potem bardzo ważny mecz z Rosją, która podrażniona porażką, rozgromiła Wenezuelę.

  1. runda

Polska – Rosja 1,5 – 2,5

Ukraina – Indie 3,5 – 0,5

Niemcy – Włochy 3,5 – 0,5

Czarnogóra – Serbia 0 – 4

Hiszpania – Litwa 3,5 – 0,5

Marcin Tazbir – Alexey Smirnov (2427) 1 – 0

Adam Czajkowski – Stanislav Babarykin (2332) 0 – 1

Marcin Chojnowski – Yuri A. Meshkov (2328) 0 – 1

Ryszard Suder – Evgeniy Suslov (2313) ½ – ½

Adam Czajkowski (2204) – Vladyslav Kolpakov (2079)

1.e4 e6 2.d3 c5 3.g3 Sc6 4.Gg2 g6 5.Se2 Sge7 6.Sbc3 Gg7 7.Ge3 b6 8.d4 cxd4 9.Sxd4 0-0 10.f4 Gb7 11.0-0 Sxd4 12.Gxd4 Gc6 13.Wf2 Hc7 14.Gxg7 Kxg7 15.Hd4+ f6 16.Wd1 Wad8 17.Hc4 Hb7 18.Wfd2 Wc8 19.Sb5 Wcd8 20.Sd4 Kf7 21.Sxe6 dxe6 22.Wxd8 Wxd8 23.Wxd8 b5 24.Hd4 Hc7 25.c3 Ge8 26.Hd6 Ha5 27.Wb8 Gc6 28.Wh8 Hb6+ 29.Hd4 1-0

Pechowo przegraliśmy mecz, który mógł nam otworyć drogę do złotego medalu. Ważną partię wygrał Tazbir, wykorzystując niewielkie niedokładności przeciwnika. Szybko, niestety, w beznadziejnej pozycji stanął Chojnowski i został precyzyjnie wypunktowany. Ryszard bronił się bardzo dobrze i zasłużenie wywalczył remis. Wszystko zależało więc od partii Adama. A ta miała dramatyczny dla nas przebieg. Adam łatwo wyrównał grę po debiucie, ale póżniej popełnił kilka niedokładności i stał już wyraźnie gorzej. Przeciwnik, będący jednak w dużym niedoczasie, zaczął grać niezbyt dobrze i Adam doszedł do równej końcówki. Źle jednak ją ocenił i nie chcąc powtarzać posunięć, by nie dać przeciwnikowi szans na zastanowienie po wykonaniu kontrolnych 40 ruchów, wykonał fatalne posunięcie 36...a6, po którym białe łatwo wygrały. Turniej to jednak suma szczęścia i pecha i trudno byłoby powiedzieć, że fortuna nam nie sprzyjała. Mieliśmy sporo szczęścia w poprzednich meczach, więc wcześniej czy później musiał też przyjść pech. Obiektywnie biorąc, Rosjanie jako drużyna grali w tym turnieju lepiej i wygrali go zasłużenie.

Ukraina rozgromiła Indie, choć po bardzo zaciętej i wyrównanej grze. Decyduje jednak doświadczenie, a tego młodzi hinduscy zawodnicy jeszcze nie mają.

Marcin Tazbir (2514) – Alexey Smirnov (2427)

1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gb5 a6 4.Ga4 Sf6 5.He2 b5 6.Gb3 Gc5 7.c3 d6 8.0-0 0-0 9.d3 h6 10.Ge3 Gxe3 11.fxe3 Sa5 12.Gc2 c5 13.Sbd2 Sc6 14.Sh4 Sxe4 15.Sxe4 Hxh4 16.Sxd6 Gg4 17.Hf2 He7 18.Hg3 Ge6 19.Sf5 Hg5 20.Hxg5 hxg5 21.Sd6 f6 22.Se4 c4 23.Sc5 Gd5 24.d4 exd4 25.exd4 Wfe8 26.Wfe1 a5 27.Gg6 We7 28.Kf1 b4 29.Ge4 Gxe4 30.Sxe4 a4 31.d5 Se5 32.cxb4 Wd7 33.Sc3 Sd3 34.We4 Sxb4 35.Wd1 a3 36.bxa3 Wxa3 37.Wxc4 Sxa2 38.Se4 Wb3 39.d6 1-0

Stanislav Babarykin (2332) – Adam Czajkowski (2204)

1.e4 c5 2.Sf3 e6 3.g3 d5 4.exd5 exd5 5.d4 Sf6 6.Gg2 Ge7 7.0-0 0-0 8.dxc5 Gxc5 9.a3 Se4 10.b4 Ge7 11.Gb2 Gf6 12.Gxf6 Hxf6 13.Hd4 Gf5 14.Hxf6 Sxf6 15.Sd4 Ge4 16.Sd2 Gxg2 17.Kxg2 Sbd7 18.c4 dxc4 19.Sxc4 Wfd8 20.Wfd1 Se8 21.Sa5 Wdb8 22.Sdc6 bxc6 23.Wxd7 c5 24.Sc6 Wb6 25.Se7+ Kf8 26.Sd5 Wc6 27.Wc1 c4 28.b5 Wd6 29.Wxd6 Sxd6 30.a4 Wc8 31.Kf3 Wc5 32.Sc3 We5 33.Wd1 Ke7 34.Sd5+ Ke6 35.Sc7+ Kd7 36.Sd5 a6 37.Sb6+ Kc7 38.Wxd6 axb5 39.axb5 Wc5 40.Wc6+ Wxc6 41.Sd5+ 1-0

  1. runda

Rosja – Niemcy 3,5 – 0,5

Serbia – Ukraina 2,5 – 1,5

Wenezuela – Polska 1 – 3

Indie – Hiszpania 2,5 – 1,5

Harlen Jose Otero Munelo (2122) – Marcin Tazbir 0 – 1

Jose Angel Barreto Bastidas (2015) – Adam Czajkowski ½ – ½

Edgar Rivas Cabrera (2085) – Marcin Chojnowski 0 – 1

Victor Abiad Parra (1902) – Ryszard Suder ½ – ½

Rosja rozniosła kolejnego przeciwnika, tym razem zawsze groźną reprezentację Niemiec. Sensacją była zaś porażka Ukrainy z Serbią. My po trudnym meczu wygraliśmy z Wenezuelą. Tazbir przeszedł z debiutu do równej końcówki, w której wypunktował wszystkie niedokładności przeciwnika i wygrał. Adam, po porażce w poprzedniej rundzie, stracił niestety pewność siebie i stanął w gorszej pozycji. Na szczęście przeciwnik nie znalazł planu powiększenia przewagi i partia zakończyła się powtórzeniem pozycji. Chojnowski toczył wyrównaną walkę i zapowiadało się, że zremisuje, ale przeciwnik przeprowadził fatalną wymianę wież i sam pogrzebał swoje szanse. Ryszard uzyskał cień przewagi, ale nie przerodziła się ona w coś bardziej konkretnego, bo przeciwnik nie popełnił żadnego błędu. Stan tabeli po 7. rundzie wyglądał następująco: Rosja i Polska po 12 punktów, Ukraina, Serbia i Indie po 10 punktów. Rosja wyprzedzała Polskę, przede wszystkim dzięki wysokiej wygranej z Indiami.

Sergej Wassin (2289) – Damjan Jandric (2212)

Ukraina – Serbia

1.Sf3 Sf6 2.d4 g6 3.c4 Gg7 4.Sc3 d6 5.g3 0-0 6.Gg2 Sc6 7.h3 e5 8.Ge3 exd4 9.Sxd4 Se5 10.b3 a6 11.Hd2 Wb8 12.Gh6 c5 13.Gxg7 Kxg7 14.Sc2 Ge6 15.Wd1 Ha5 16.Se3 b5 17.f4 Sed7 18.f5 gxf5 19.0-0 Kh8 20.Sxf5 bxc4 21.bxc4 Gxc4 22.Sxd6 Ge6 23.Wf4 Wg8 24.g4 Wb4 25.Sce4 Sxe4 26.Gxe4 Se5 27.Wdf1 Hxa2 28.Hc3 Hb2 29.Sxf7+ Gxf7 30.Wxf7 Wxg4+ 31.hxg4 Hxc3 0-1

  1. runda

Rosja – Serbia 2,5 – 1,5

Polska – Indie 2 – 2

Niemcy – Ukraina 2 – 2

Hiszpania – Macedonia 3,5 – 0,5

Marcin Tazbir – Shirish Patil (1706) 1 – 0

Adam Czajkowski – Kumar Pradhan Soundarya (1741) ½ – ½

Marcin Chojnowski – Gangolli Kishan (1964) 0 – 1

Ryszard Suder – Joshi B Aryan (1703) ½ – ½

Rosja wygrała mecz z Serbią i praktycznie zapewniła sobie złoty medal. Oczywiście, teoretycznie zachowaliśmy szanse na jej wyprzedzenie, ale wiadomo było, że Rosja w ostatniej rundzie grać będzie z dużo słabszym przeciwnikiem, bo z całą czołówką już grała. Ukraina straciła tylko punkt, remisując z Niemcami i wydawało się, że kolejność medalistów jest ustalona. Na nieszczęście dla nas okazało się, że jest inaczej. Po 8. rundzie sytuacja była następująca: Rosja – 14 punktów, Polska 13, Ukraina i Indie po 11.

Zremisowaliśmy po ciężkiej walce z Indiami. Tazbir stosunkowo łatwo udowodnił swą przewagę, a Ryszard szybko zremisował. Dalsza część meczu nie była jednak tak dobra. Adam cały czas utrzymywał równą pozycję i nie udało mu się uzyskać nic więcej. Natomiast Chojnowski już w debiucie popełnił poważny błąd strategiczny i dostał pozycję bez żadnych perspektyw. Szybko stracił jakość i pomimo długiej walki nie miał szans na remis.

Oliver Mueller (2271) – Oleg Tuka (2407)

Niemcy – Ukraina

1.d4 Sf6 2.c4 e6 3.Sf3 Gb4+ 4.Gd2 Gxd2+ 5.Hxd2 0-0 6.Sc3 d5 7.g3 c6 8.b3 Sbd7 9.Gg2 b6 10.0-0 Gb7 11.cxd5 cxd5 12.Wfc1 a6 13.Sa4 Hb8 14.He3 Hd6 15.Se5 Wac8 16.Gf3 Gc6 17.Sxc6 Wxc6 18.Wxc6 Hxc6 19.Wc1 Hd6 20.Hc3 Wb8 21.e3 Kf8 22.Ge2 a5 23.Gb5 Ke7 24.Wc2 Se8 25.Hd3 Sef6 26.Gxd7 Sxd7 27.Hxh7 g6 28.Hh4+ Ke8 29.Hh8+ Ke7 30.Hh4+ Ke8 31.Hg4 Ke7 32.Hg5+ Ke8 33.Hf4 Ke7 34.Hxd6+ Kxd6 35.h4 Wh8 36.Kf1 Wb8 37.Ke2 Wg8 38.Sc3 g5 39.hxg5 Wxg5 40.Sb5+ Ke7 41.Wc6 Wg8 42.Sa7 Wb8 43.a4 Kd8 44.Wc1 Wa8 45.Sb5 Ke7 46.Wc6 Wh8 47.Sd6 Wb8 48.Kf3 f6 49.Sb5 Kf7 50.g4 Ke7 51.Kg3 Kf7 52.f4 Ke7 53.Kf3 Kf7 54.f5 exf5 55.gxf5 Wh8 56.Sc3 Wh5 57.Kg4 1-0

  1. runda

Włochy – Rosja 0,5 – 3,5

Polska – Niemcy 1,5 – 2,5

Indie – Serbia 1,5 – 2,5

 Ukraina – Wielka Brytania 3,5 – 0,5

Wenezuela – Hiszpania 1,5 – 2,5

Marcin Tazbir – Oliver Mueller (2271) ½ – ½

Adam Czajkowski – Mirko Eichstaedt (2160) 1– 0

Marcin Chojnowski – Thorsten Mueller (2110) 0 – 1

Ryszard Suder – Frank Schellmann (2041) 0 –1

Zgodnie z przewidywaniami, ekipy Rosji i Ukrainy wygrały łatwo swoje mecze, choć małymi wpadkami są urwane przez przeciwników połówki. Nam wystarczył remis do wywalczenia srebrnego medalu. Tazbir nie zdołał pokonać z uporem broniącego się przeciwnika, choć był moment, w którym mógł osiągnąć decydującą przewagę. Adam powrócił do swojej dobrej gry i wygrał bardzo dobrą partię. Ryszard jednak zapomniał o niuansach debiutowych w swoim koronnym debiucie i poniósł klęskę na samym początku partii.

Wszystko spadło więc na barki Marcina Chojnowskiego, który sobie z tą presją nie poradził. Przeciwnik bardzo słabo rozegrał debiut i wydawało się, że przegra w ciągu kilku posunięć. Niestety, Marcin zadowolił się pionem przewagi i zamiast atakować, zaczął się cofać. Wpadł w niedoczas i ostatecznie partię przegrał. Ta porażka pozbawiła nas srebrnego medalu. Trzecie miejsce na pewno nas nie satysfakcjonowało, ale patrząc obiektywnie, było dość sprawiedliwe.

Znakomicie grali Marcin Tazbir, który zdobył 7,5 punktu, i Adam Czajkowski – 7 punktów. Zaledwie pięćdziesięcioprocentowe wyniki Marcina Chojnowskiego i Ryszarda Sudera nie dały nam wyższej lokaty. Zagrali oni na swoim poziomie, ale aby osiągnąć więcej, należało ten poziom przekroczyć.

Mirko Eichstaedt (2160) – Adam Czajkowski (2204)

1.d4 Sf6 2.Sf3 g6 3.g3 Gg7 4.Gg2 0-0 5.0-0 d6 6.a4 Sa6 7.Sc3 d5 8.Gf4 Gf5 9.Sh4 Gg4 10.Hd2 Hc8 11.Wfe1 Wd8 12.Ge5 Ge6 13.Wad1 c5 14.Sb5 h6 15.Hc1 g5 16.Sf3 Gf5 17.Sd2 Gg6 18.c3 cxd4 19.Gxd4 Sc7 20.Sxa7 Hb8 21.Sb5 Wxa4 22.Ge5 Sfe8 23.Sxc7 Sxc7 24.Gxg7 Kxg7 25.e4 Gh5 26.f3 Se6 27.exd5 Wxd5 28.g4 Gg6 29.f4 Sxf4 30.Gxd5 Sd3 31.b4 Sxc1 32.Wxc1 Hf4 33.Sc4 Wa2 0-1

XV Olimpiada Szachowa Niewidomych i Słabo widzących Macedonia 2017

Klasyfikacja końcowa (wg punktacji Buchholza)

  1. Rosja 281,5 p.
  2. Ukraina 246,5 p.
  3. Polska 219,5 p.
  4. Serbia 219,0 p.
  5. Niemcy 180,5 p.
  6. Hiszpania 165,5 p.
  7. Indie 155,5 p.
  8. Azerbejdżan 160,0 p.
  9. Wenezuela 144,5 p.
  10. Litwa 137,5 p.
  11. Bułgaria 129,0 p.
  12. Włochy 129,0 p.
  13. Wielka Brytania 154,5 p.
  14. Macedonia 152,5 p.
  15. Rumunia 108,5 p.
  16. Słowenia 128,0 p.
  17. Szwecja 120,5 p.
  18. Węgry 108,5 p.
  19. Holandia 89,0 p.
  20. Mołdawia 71,5 p.
  21. Czarnogóra 114,0 p.
  22. Chorwacja 99,0 p.
  23. Turcja 71,0 p.
  24. Dania 53,5 p.
  25. RPA 52,0 p.
  26. Kosowo 32,0 p.
  27. Grecja 11,5 p.

Witalis Sapis

 

aaa

 

bowling

 

Opolski festiwal 

Sporo było w tym roku zamieszania wokół Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Za to nasze coroczne święto na kręgielni już po raz czwarty odbyło się zgodnie z planem – pod koniec lipca.

Był to pierwszy z zaplanowanych czterech turniejów bowlingowych Stowarzyszenia „Cross”. Lista chętnych do gry zapełniła się bardzo szybko. Koordynator Joanna Staliś po raz kolejny miała twardy orzech do zgryzienia, by przy dużym „popycie” na grę, a ograniczonej „podaży” podzielić miejsca jak najsprawiedliwiej. Turniej trwał dwa dni i upłynął pod znakiem sportowej rywalizacji, upałów i burz. Na szczęście kręgielnia była klimatyzowana, co wydatnie podniosło komfort gry i umożliwiło osiąganie dobrych, a nawet bardzo dobrych rezultatów. Dla części uczestników turniej był jednocześnie sprawdzianem formy przed zbliżającymi się mistrzostwami świata w bowlingu, organizowanymi w dalekiej Japonii. Po turnieju opolska kręgielnia stała się miejscem zgrupowania dla wyjeżdżającej na owe mistrzostwa kadry narodowej, skupionej przy Sekcji Niewidomych i Słabowidzących PZKręgl.

A same rozgrywki? Nie można przejść obojętnie obok gry pań z kategorii B1. Młode zawodniczki „Łuczniczki” Bydgoszcz ewidentnie zawładnęły opolskim podium. Karolina Rzepa, Magdalena Rataj i Katarzyna Świątek u siebie, w Bydgoszczy, wykonują kawał dobrej roboty. Kazimierz Fiut, ich wieloletni nauczyciel i opiekun podczas wyjazdów, może być dumny, bo bydgoski team nieustannie podnosi poprzeczkę reszcie zawodniczek z tej kategorii. Ręce same składają się do braw, kiedy ogląda się grę dziewczyn.

Podobnego przeświadczenia o znaczeniu systematycznej pracy i uporu w walce o jak najlepsze wyniki nabiera się, analizując gry Zdzisława Kozieja „Generała” z lubelskiego „Hetmana”. Wystarczy spojrzeć na rezultat końcowy: 909 p. Przy bardzo udanych dwóch grach – 180 p. i 187 p. – niejeden zawodnik z wyższej kategorii brałby jego wynik w ciemno. To jest zdecydowanie dobry prognostyk na wyjazd do Japonii.

Wracając do pań, w wyższych kategoriach również wygrały reprezentantki kujawsko-pomorskich klubów. W kategorii B2 zwyciężyła Jadwiga Rogacka z „Pionka” Włocławek, a w najwyższej kategorii B3 Honorata Borawa z „Łuczniczki” Bydgoszcz. O ile wynik Jadwigi to standard, o tyle rezultat Honoraty robi wrażenie. Uzyskała ona 1003 p., przy czym jedna z jej gier była wyśmienita i mogłaby pretendować do miana rekordu toru opolskiej kręgielni – zakończyła się na poziomie 225 p. – i była to najlepsza gra turnieju. Do takiego wyniku zbliżył się tylko Zbigniew Strzelecki „Zając”, który w najlepszej swojej grze uzyskał wynik 213 p. Wspomniana dwójka w ramach kategorii specjalnej „za najlepszą grę” otrzymała okolicznościowe statuetki. Chyba można przy tej okazji powiedzieć: drodzy gracze, macie co robić, bo standardy zostały właśnie wyznaczone.

W kategorii B2 mężczyzn zarysowuje się mocniej duet olsztyński składający się z Mieczysława Kontrymowicza i Stanisława Stopierzyńskiego. Choć Mietek nadal wygrywa turnieje, to trzeba sobie otwarcie powiedzieć, że jego klubowy kolega ma już tzw. momenty, a jedna z jego gier, w której osiągnął ponad 200 p., jest tego dowodem. Zdrowa rywalizacja, i to w jednym klubie, jest najlepszym bodźcem motywującym do coraz lepszej gry. Podobno ten, kto jest w rywalizacji na drugim miejscu, zawsze ma łatwiej, bo w pewnym momencie może zaskoczyć lidera i go pokonać. A więc, Mieciu, bądź czujny…

Rywalizacja w najliczniejszej, 23-osobowej grupie panów w kategorii B3 obfitowała w bardzo dobre rezultaty. Wystarczy wspomnieć, że barierę tysiąca punktów przekroczyło aż trzech zawodników. Zwyciężył Zbigniew Strzelecki, od tego roku reprezentujący klub „Omega” Łódź. Dzięki dwóm grom powyżej 200 p. uzyskał wynik 1073 p. Pomiędzy drugim a trzecim miejscem różnica wynosiła tylko 10 p. Tym razem lepszy w tej rywalizacji okazał się Albert Sordyl, może dzięki jednej z gier, która zakończyła się na 207 punktach. Na trzecim miejscu znalazł się w tym roku Cezary Dybiński z Olsztyna. Fajerwerków nie było, ale cała gra była równa i na dobrym poziomie.

W Opolu po raz pierwszy – dzięki dofinansowaniu z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Opolskiego – nagrody były bardzo trafione. Zdobywcy pierwszych trzech miejsc w każdej z kategorii poza dyplomami otrzymali puchary w kształcie i wielkości prawdziwych kręgli!

Przed zawodnikami jeszcze trzy turnieje organizowane przez Stowarzyszenie „Cross”. W czwartym kwartale czekają ich rozgrywki w Tarnowie, Rzeszowie i Częstochowie. I nie jest to lista zamknięta! Jeszcze w tym roku, dzięki projektom pisanym przez kluby, będzie szansa na zdobycie strike’a w Bydgoszczy i Bielsku-Białej. A to podobno nie koniec…

IV Ogólnopolski Turniej Bowlingowy Niewidomych i Słabowidzących

21-23.07.2017 r., Opole

Kobiety

B1

  1. Karolina Rzepa („Łuczniczka” Bydgoszcz) 669 p.
  2. Magdalena Rataj („Łuczniczka” Bydgoszcz) 610 p.
  3. Katarzyna Świątek („Łuczniczka” Bydgoszcz) 509 p.

B2

  1. Jadwiga Rogacka („Pionek” Włocławek) 928 p.
  2. Danuta Odulińska („Morena” Iława) 825 p.
  3. Ewa Szlachtowska („Pogórze” Tarnów) 815 p.

B3

  1. Honorata Borawa („Łuczniczka” Bydgoszcz) 1006 p.
  2. Zofia Sarnacka („Warmia i Mazury” Olsztyn) 903 p.
  3. Emilia Sawiniec („Hetman” Lublin) 814 p.

Mężczyźni

B1

  1. Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin) 909 p.
  2. Szczepan Polkowski („Morena” Iława) 749 p.
  3. Marek Zwolenkiewicz („Karolinka” Chorzów) 666 p.

B2

  1. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1086 p.
  2. Stanisław Stopierzyński („Warmia i Mazury” Olsztyn) 953 p.
  3. Mariusz Kozyra („Hetman” Lublin) 952 p.

B3

  1. Zbigniew Strzelecki („Omega” Łódź) 1073 p.
  2. Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów) 1034 p.
  3. Cezary Dybiński („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1024 p.

Wojciech Puchacz

 

aaa

 

kolarstwo

 

Holenderski wysyp medali

W terminie 30.06-2.07.2017 r. w Emmen w Holandii odbyła się trzecia i zarazem finałowa seria tegorocznego Pucharu Świata w parakolarstwie. Polska reprezentacja zdobyła w tej imprezie dziesięć medali, z których połowę wywalczyli zawodnicy ZKF „Olimp”.

Szosowy Puchar Świata rozgrywany jest w trzech konkurencjach, którymi są: indywidualny wyścig na czas, grupowy wyścig ze startu wspólnego i sztafetowy wyścig 3-osobowych drużyn złożonych z zawodników klasy handcycling. Dla kolarzy „Olimpu”, ścigających się w klasach WC5, WB i MB, przeznaczone są tylko dwa dni startowe, lecz program zawodów jest tak skonstruowany, że na imprezę trzeba poświęcić minimum tydzień. Siedem dni wystarcza, jeśli zawody odbywają się w Europie, natomiast wyprawa na inny kontynent trwa jeszcze dłużej. Tym razem nasza ekipa wyruszyła w drogę we wtorek z różnych rejonów Polski, a pierwszym celem samochodowej podróży była zachodnia granica państwa, przy której zaplanowaliśmy nocleg. Środa poświęcona była na przejechanie zagranicznej części trasy, zakwaterowanie w hotelu, przygotowanie sprzętu i lekki rozruch na rowerach. Czwartek to czas zgłoszeń do zawodów, oficjalnego treningu na trasie wyścigów oraz odprawy technicznej dla trenerów. Piątek i niedziela to dni wyścigowe, przedzielone sobotnim wypoczynkiem, a poniedziałek to kres drogi powrotnej do domu. Zanim to jednak nastąpi, w mojej relacji wracam do Emmen.

 To blisko 60-tysięczne miasto znajduje się w prowincji Drenthe położonej w północno-wschodniej części Holandii. Jest to zielony region z pięknymi krajobrazami, które podobno zainspirowały Vincenta van Gogha do poświęcenia się twórczości artystycznej. Walory turystyczne tej krainy najlepiej docenia się podczas wycieczek rowerowych, do których zachęca 2100 kilometrów wysokiej jakości dróg przeznaczonych do wyłącznej dyspozycji cyklistów. Dla uczestników Pucharu Świata organizatorzy przygotowali trasy na peryferiach miasta. Runda wyścigów na czas (8,6 km) i wyścigów ze startu wspólnego (7,1 km) przebiegała częściowo po dwupasmowej obwodnicy miejskiej, natomiast zaczynała się i kończyła w okolicy miejscowego stadionu piłkarskiego. To rozwiązanie okazało się bardzo praktyczne i funkcjonalne. Nowoczesny obiekt FC Emmen, otoczony obszernymi parkingami, stanowił bardzo dobre zaplecze organizacyjne dla tej dużej imprezy kolarskiej, w której wzięło udział 305 zawodników reprezentujących 32 kraje. Częścią wyścigowej infrastruktury na zawodach tej rangi są również wielkie namioty podzielone na boksy dla poszczególnych reprezentacji, w których zawodnicy przygotowują się do startu. Najważniejszym elementem tych przygotowań jest rozgrzewka na trenażerach, która odgrywa bardzo ważną rolę, szczególnie przed wyścigami na czas.

W piątkowe popołudnie dach nad głową podczas rozgrzewki bardzo przydał się naszym zawodnikom jeżdżącym na tandemach, ponieważ akurat przed ich startem nad okolicą przeszła gwałtowna ulewa. Więcej szczęścia do pogody miała startująca rano w sprzyjających warunkach atmosferycznych Anna Harkowska (klasa WC5). Fortuna sprzyjała jej również podczas wyścigu na dystansie 17,2 km, w którym uzyskała czas 24:09,67 i zdecydowanie pokonała rywalki. Stanęła na najwyższym stopniu podium w towarzystwie Amerykanki Samanthy Bosco (25:24,39) i Kanadyjki Nicole Clermont (26:04,81). Miejsce na pudle w swoich wyścigach na czas wywalczyli również kolarze ręczni, reprezentujący PZSN „Start” – Renata Kałuża (klasa WH3) i Rafał Wilk (klasa MH4), którzy zdobyli brązowe medale. Taki sam sukces osiągnął nasz tandem kobiecy w wyścigu na dystansie 25,8 km, gdzie wyniki były następujące:

  1. Katie-George Dunlevy – Eve McCrystal 34:17,47 (Irlandia)
  2. Lora Turnham – Corrine Hall 35:08,05 (Wielka Brytania)
  3. Iwona Podkościelna – Aleksandra Tecław 35:24,19 (Polska)

Nasze dziewczyny jak zwykle po mistrzowsku poradziły sobie z niebezpiecznymi zakrętami na mokrej i śliskiej trasie czasówki, lecz żeby zdobyć medal, oprócz nienagannej techniki musiały wykazać się też dobrym przygotowaniem fizycznym. Gorzej w tej próbie wypadły polskie tandemy męskie, które zajęły następujące pozycje: 4. miejsce Marcin Polak – Michał Ładosz, 5. miejsce Przemysław Wegner – Artur Korc, 12. Miejsce Adam Brzozowski – Tomasz Bala, 15. miejsce Piotr Kołodziejczuk – Roger Głowacki. Dwa pierwsze duety tylko nieznacznie przegrały walkę o miejsce na podium, co potwierdziło ich przynależność do światowej elity, natomiast dwa kolejne poniosły spore straty, co zwiastowało ich kłopoty również w następnym starcie. W sobotę zawodnicy „Olimpu” startujący w klasach WC5 i B mieli dzień odpoczynku, natomiast zawodnicy jeżdżący w klasie handcycling ścigali się w wyścigach ze startu wspólnego. Renata Kałuża i Rafał Wilk kontynuowali medalową passę, zajmując odpowiednio 3. i 2. miejsce w swoich grupach.

Niedzielne starty polskich reprezentantów przyniosły wielkie emocje i kolejne medale. Anna Harkowska ponownie nie dała szans rywalkom, tym razem na dystansie 71 km, i po samotnej ucieczce zwyciężyła z przewagą ponad 6 minut nad Samanthą Bosco (USA) i Caroline Groot (Holandia). W wyścigu kobiecych tandemów również nie zabrakło ucieczek i dramatycznych zdarzeń. Pecha miały dwa zespoły – Belgijki i Kanadyjki – które uczestniczyły w kraksie i musiały wycofać się z dalszej rywalizacji. Polski tandem, jadący bardzo czujnie i odważnie, wybrał ucieczkę, w której uczestniczyły również ekipy z Grecji, Irlandii oraz Wielkiej Brytanii. Przed decydującą rozgrywką z czołówki odpadły Brytyjki, a kolejność na mecie po emocjonującym finiszu była następująca:

  1. Katie-George Dunlevy – Eve McCrystal (Irlandia)
  2. Iwona Podkościelna – Aleksandra Tecław (Polska)
  3. Eleni Kalatzi – Argiro Milaki (Grecja)

W wyścigu mężczyzn, rozgrywanym na dystansie 106,5 km (15 okrążeń), Polacy byli bardzo aktywni i mieli decydujący wpływ na przebieg rywalizacji. Najpierw pierwszoplanową rolę odgrywał tandem Przemysław Wegner – Artur Korc, który zainicjował ucieczkę wraz z reprezentantami Kanady i Wielkiej Brytanii. Gdy uciekająca trójka miała już ponad minutę przewagi, z peletonu zaatakował hiszpański duet w składzie Ignacio Avilla Rodriguez – Joan Font Bertoli, z którym pojechał nasz tandem Marcin Polak – Michał Ładosz. Hiszpanie to bardzo utytułowani zawodnicy, wielokrotni medaliści i aktualni mistrzowie świata oraz srebrni medaliści igrzysk paraolimpijskich w Rio de Janeiro w wyścigu ze startu wspólnego. Natomiast Polacy to wielokrotni medaliści mistrzostw świata i aktualni mistrzowie w wyścigu na czas. Nic dziwnego, że współpraca tych dwóch tandemów okazała się owocna i dość szybko dogoniły one ucieczkę. Gdy wydawało się, że czołowa piątka, zgodnie współpracując, dojedzie do mety, zaatakował nasz duet Polak – Ładosz, a za nimi jak cień podążyli Hiszpanie i oba tandemy odjechały rywalom. Z pozostałej trójki odpadli Kanadyjczycy i na mecie w walce o medale rozegrały się dwa pojedynki – polsko-hiszpański i polsko-brytyjski. Wyniki tej rywalizacji były następujące:

  1. Marcin Polak – Michał Ładosz (Polska)
  2. Ignacio Avilla Rodriguez – Joan Font Bertoli (Hiszpania)
  3. Stephen Bate – Adam Duggleby (Wielka Brytania)

Przemysław Wegner i Artur Korc, którzy zajęli 4. miejsce, mogli pocieszyć się tym, że pokazali na tym wyścigu wielką moc, a finisz przegrali z rywalami z najwyższej półki, dwukrotnymi medalistami igrzysk paraolimpijskich w Rio de Janeiro – złotymi w wyścigu na czas i brązowymi w wyścigu ze startu wspólnego. Debiut w Pucharze Świata okazał się niezbyt udany dla pary Adam Brzozowski – Tomasz Bala (13. miejsce) oraz dla Piotra Kołodziejczuka i Rogera Głowackiego (16. miejsce). Oba tandemy, pretendujące do miejsca w narodowej reprezentacji na tegoroczne mistrzostwa świata, przekonały się, jak wysoki jest poziom światowej czołówki i jak wiele pracy jeszcze potrzeba, by do niej awansować.

Ostatnią konkurencją zawodów w Emmen był Team Relay – wyścig ze startu wspólnego na 9 okrążeniach, w którym startowały drużyny złożone z trzech zawodników zmieniających się po każdej rundzie na zasadzie sztafety. Wyścig rozpoczyna grupa, w której jest po jednym zawodniku z każdej drużyny, natomiast pozostali czekają w strefie zmian. Po przejechaniu pierwszego okrążenia każdy kończący je zawodnik zostaje w strefie zmian, a w jego miejsce wyścig kontynuuje drugi członek jego drużyny. Moment zmiany nadzorowany jest przez sędziów, którzy czuwają nad zachowaniem różnic czasowych wypracowanych przez ścigających się zawodników. Po ukończeniu przez swojego reprezentanta drugiego okrążenia każdy team dokonuje zmiany, wysyłając w bój trzeciego członka zespołu. Po przejechaniu przez niego trzeciego okrążenia przychodzi kolej na tego, który zaczynał wyścig i wszystko się powtarza. Jak łatwo policzyć, na każdego zawodnika z drużyny wypadają po trzy rundy wyścigowe, przeplatane odpoczynkiem w strefie zmian. Drużyny muszą przestrzegać kolejności zmian, a zawodnikom nie wolno zastępować partnerów i jechać na przykład dwie rundy z rzędu. Wyścig wygrywa drużyna, której zawodnik jako pierwszy minie linię mety dziewiątego okrążenia. W Emmen zwyciężyli Włosi, 2. miejsce zajęła reprezentacja Polski w składzie Rafał Szumiec, Renata Kałuża, Rafał Wilk, a na 3. pozycji uplasowała się ekipa Szwajcarii. W rankingu medalowym Pucharu Świata w Emmen, w którym sklasyfikowano 23 kraje, Polska z dorobkiem dziesięciu medali zajęła wysokie 6. miejsce. W klasyfikacji generalnej tegorocznego Pucharu Świata drugie miejsca w swoich klasach zajęły Anna Harkowska oraz Iwona Podkościelna z Aleksandrą Tecław, a na trzeciej pozycji uplasował się duet Marcin Polak – Michał Ładosz. Wyniki naszych zawodników trzeba ocenić bardzo wysoko. Przypomnieć należy, że wzięli oni udział tylko w dwóch z trzech tegorocznych zawodów Pucharu Świata. W tym roku na wszystkie starty zabrakło pieniędzy, a w przyszłym sezonie potrzeby finansowe będą jeszcze większe, ponieważ czeka nas podróż do Baie-Comeau w Kanadzie. W 2018 roku wyścigi Pucharu Świata będą punktowane w kwalifikacjach do Igrzysk Paraolimpijskich Tokio 2020, co powoduje, że udział w nich wydaje się koniecznością.

Mirosław Jurek

 

aaa

 

żeglarstwo

 

Pohalsować 

Żeglarstwo – jakże wspaniała dyscyplina sportu dla osób niewidomych i słabowidzących. Powiew wiatru, szum wody, komenda „prawy foka szot – wybierz” i już gotowi do działania!

Tegoroczny obóz żeglarski odbył się tradycyjnie na jeziorze Jeziorak, odmiennie jednak co do kwaterunku. Całe dwa tygod-nie członkowie Stowarzyszenia „Cross” spędzili w miejscowości Siemiany – w przytulnym azylu pensjonatu „U Dzidka”. Miejsce to pozwala na doskonałą integrację wszystkich załóg. Wytrawni halsownicy pojawili się na Jezioraku po raz kolejny, a ci, którzy stawiali pierwsze żagle, byli oszołomieni pięknem otaczającej przyrody.

Jachty obozowe cumowano w nowoczesnej ekomarinie. W tym roku dało się zauważyć wzrost aktywności w tym rejonie, miejsc dla nowo przybyłych niejednokrotnie brakowało. Bliskość innych jachtów zaowocowała nowymi znajomościami, a spontaniczny koncert obozowy zainicjowany przez Zbigniewa Olbrysia okazał się portowym hitem sezonu. Zebrani prosili o jeszcze i jeszcze. Końca nie było widać, a integracja trwała w najlepsze.

Pierwszego dnia komandor obozu Stanisław Piasek przydzielił ludzi do siedmiu załóg. W zgrupowaniu wzięło udział dwóch nowych kapitanów: Janusz Moszczyński na jachcie „Serenity 2” oraz Grzegorz Sikorski na jachcie, który dostosowany jest do pływania po morzach, przez uczestników nazwanym „Betoniakiem”. „Oazą” dowodził po raz kolejny Wojciech Kopczyński, Jolanta Kopczyńska miała pod opieką „Mango”, „Bugs” niezmiennie należał do Cezarego Królika. Była również nowoczesna konstrukcja Bogdana Balewskiego pod nazwą „Tuk” oraz Radosław Drzewicki z „Drewniakiem”.

Załoganci, którzy zaczynali przygodę z żeglarstwem, musieli zapoznać się z budową jachtu, z takielunkiem, różą wiatrów, nomenklaturą jachtingu, która po kilku dniach na łódce przestała wydawać się nie z tego świata. Znajomość zasad i przepisów bezpieczeństwa, jak i nauka wiązania węzłów są bardzo ważne w czasie trwania całego obozu. Zajęcia na wodzie odbywały się codzienne i trwały około pięciu godzin. Tegoroczna aura na szczęście była łaskawa dla amatorów wypraw na fali i tylko jednego dnia nie pozwoliła wypłynąć na jezioro. Dzięki optymalnej lokalizacji obozu udało się dotrzeć do najdalszych zakątków Jezioraka, a zwłaszcza północnej części akwenu. Zatoka Kraga, która przez jezioro Dauby łączy Jeziorak z kanałem Elbląskim, Chmielówka, Makowo, Matyty, Rudnia, Wieprz, Gubławki, wyspa Lipowy Ostrów, Bukowiec oraz wyspy Gierczak, rzadko uczęszczany, a przepiękny akwen wokół wyspy Kępka za Czaplakiem – zapełniły się uczestnikami.

Popołudniami żeglarze spędzali czas różnorodnie. Dużym zainteresowaniem cieszyły się gry planszowe i logiczne prowadzone przez „Drewniaka”. Szczególne zdolności w tej dziedzinie wykazywali Anna Jakubowska, Leszek Mystkowski i Tomasz Marciniak. Na „mnemospotkaniach” pojawiał się również sam komandor Stanisław Piasek, który swoim intelektem często zaskakiwał zebranych. Innym urozmaiceniem obozowych zajęć były partyjki brydża, który stał się nieodzownym elementem corocznych zgrupowań. Do tego piesze wycieczki nad balsamiczne jezioro Urowiec. Najbardziej upodobali je sobie Gerard Hinc, Anna Barwińska i Zbigniew Raczek. Wielkim urozmaiceniem obozu stał się dwudniowy XII Festiwal nad Jeziorakiem. Gospodarzem wieczoru był m.in. Jerzy Kryszak. Widzowie przy występach kabaretu Paranienormalni do godziny pierwszej w nocy płakali ze śmiechu, trzymając się za brzuchy. Alicja Majewska wraz z Włodzimierzem Korczem, Grzegorzem Turnauem i zespołem dali przepiękny koncert, czym wprowadzili wszystkich w cudowny nastrój. Termin obozu nieprzypadkowo spotkał się z tą właśnie niezwykłą atrakcją.

Natłok wydarzeń pozwolił na zorganizowanie tylko trzech ognisk, na których swoje pięć minut miał wieloletni uczestnik obozów Henryk Kulig. Czarek, kapitan „Bugsa”, na zmianę z Leszkiem Mystkowskim przygrywali na gitarze. Na siemiańskich wodach zaszczycił nas swoją obecnością wiceprezes Stowarzyszenia „Cross” Mirosław Mirynowski z żoną Izą oraz pieskiem Kwinto, który upodobał sobie hundkoję na jachcie. „Wiking” i Izabela zaprzysięgli powrót w te malownicze strony w przyszłym roku.

Solą żeglarstwa są regaty. Kultywujemy wyścig o puchar w ramach memoriału Adama Ćwikły, bo wszyscy popierają ideę uczczenia ludzi zasłużonych dla środowiska niewidomych. Regaty odbyły się przy wietrze o sile 4-5 w skali Beauforta – do takich warunków pogodowych potrzebna jest dobra zaprawa żeglarska. Przeżycia towarzyszące wyścigom były niezwykle emocjonujące. Odbyły się dwa biegi, które pozwoliły na rewanż między sternikami.

V Memoriał Adama Ćwikły

26-27. 07 2017 r., Siemiany

  1. „Tuk” – sternik Zbigniew Raczek
  2. „Drewniak” – sternik Tomasz Marciniak
  3. „Serenity 2” – sternik Anna Barwińska
  4. „Oaza” – sternik Henryk Kulig
  5. „Mango” – sternik Jerzy Saczyński
  6. „Bugs” – sternik Mirosław Mirynowski
  7. „Betoniak” – sternik Krzysztof Fogt

 

„Kto połknął bakcyla żeglarskiego, nie odpuści” – tak twierdzi Henryk Kulig. A w głowie już odzywa się melodia i takt:

Na Mazury, Mazury, Mazury, / Wypływamy tą łajbą z tektury, / Na Mazury, gdzie wiatr zimny wieje, / Gdzie są ryby i grzyby, i knieje. / Tam gdzie fale nas bujają, / Gdzie się ludzie opalają, / Wschody słońca piękne są / I komary…

Ahoj, przygodo! Do zobaczenia za rok!

Klaudia Maria Żelazowska

 

aaa

 

wiadomości

 

Kolarstwo

Lipiec w górach i na torze

W drugi weekend lipca kolarze ZKF „Olimp” wzięli udział w Pucharze Europy w słowackim rejonie turystycznym Vratna. Dwa tygodnie później w Pruszkowie odbyły się mistrzostwa Polski w konkurencjach torowych.

Dolina Vratna (750 m n.p.m) jest popularnym rejonem sportów zimowych. Znajduje się tu jedno z największych na Słowacji centrów narciarstwa, a także ośrodek turystyki i wypoczynku. W lecie są tu doskonałe warunki do jazdy na rowerze, co Słowacy wykorzystują, organizując Puchar Europy w parakolarstwie. Dolina Vratna, usytuowana we wschodniej części Małej Fatry w Centralnych Karpatach Zachodnich, uważana jest za najpiękniejszą na Słowacji. Leży zaledwie 70 km od przejścia granicznego w Zwardoniu, nic więc dziwnego, że polscy parakolarze chętnie uczestniczą w międzynarodowych wyścigach odbywających się po sąsiedzku. W poprzednich latach ZKF „Olimp” wysyłał na tę imprezę liczną ekipę, lecz w tym roku, z powodu trudności organizacyjno-finansowych reprezentowały nas tylko dwa tandemy. Można powiedzieć, że nie liczy się ilość, tylko jakość, czego potwierdzeniem są wyniki naszych zawodników. Zarówno w sobotnim wyścigu ze startu wspólnego (RR) na dystansie 54 km, jak i w niedzielnym wyścigu na czas (TT) na dystansie 11 km kolejność czołowej trójki była identyczna:

  1. Marcin Polak – Michał Ładosz 1:22:53 (RR) 14:28,45 (TT) (Polska)
  2. Adam Brzozowski – Tomasz Bala 1:28:03 16:18,74 (Polska)
  3. Milan Petrovic – Goran Smelcerović 1:40:58 17:11,89 (Serbia)

Tandemy, które tak udanie reprezentowały Polskę w Pucharze Europy, utrzymały wysoką formę i odegrały wiodącą rolę także w torowych mistrzostwach Polski, rozegranych dwa tygodnie później w Pruszkowie. Zawody te, zarówno w kategorii kobiet, jak i mężczyzn, przebiegały pod dyktando dwóch klubów: KKT „Hetman” Lublin i „Omega” Łódź. Liderzy podzielili się wszystkimi medalami, nie zostawiając nic dla pozostałych konkurentów.

Można powiedzieć, że w gronie medalistów w kategorii mężczyzn są starzy znajomi, bo ci sami zawodnicy stawali na podium torowych MP w 2016 roku. Analiza osiągniętych czasów pozwala wywnioskować, że tegoroczne mistrzostwa stały na nieco wyższym poziomie niż poprzednie w wyścigach mężczyzn na 1 km i 4 km, natomiast na niższym w wyścigach kobiet na 1 km i 3 km. Broniące tytułów mistrzowskich Iwona Podkościelna i Aleksandra Tecław w tym roku jeździły trochę wolniej prawdopodobnie dlatego, że nie czuły wystarczająco dużej presji ze strony rywalek. Z przykrością należy zauważyć, że w zawodach nie wystartował tandem Anna Duzikowska – Natalia Morytko, z którym wiązane były duże nadzieje na sukcesy w kolarstwie torowym. Na szczęście pojawiły się nowe kandydatki na przyszłe mistrzynie. Justyna Wilk i Katarzyna Makarewicz bardzo dobrze zaprezentowały się w swoim debiucie i mają wszelkie atuty, by osiągać sukcesy w przyszłych startach, czego im serdecznie życzę.

Sprint kobiet

  1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Tecław KKT („Hetman” Lublin)
  2. Justyna Wilk – Katarzyna Makarewicz (KKT „Hetman” Lublin)
  3. Izabela Strulak – Barbara Borowiecka („Omega” Łódź)

1 km kobiet

  1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Tecław 01:14,33 (KKT „Hetman” Lublin)
  2. Justyna Wilk – Katarzyna Makarewicz 01:26,86 (KKT „Hetman” Lublin)
  3. Izabela Strulak – Barbara Borowiecka 01:29,79 („Omega” Łódź)

3 km kobiet

  1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Tecław 03:49,25 (KKT „Hetman” Lublin)
  2. Justyna Wilk – Katarzyna Makarewicz 04:13,60 (KKT „Hetman” Lublin)
  3. Izabela Strulak – Barbara Borowiecka 04:41,46 („Omega” Łódź)

Sprint mężczyzn

  1. Marcin Polak – Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin)
  2. Tomasz Olechno – Adam Marciniak („Omega” Łódź)
  3. Adam Brzozowski – Tomasz Bala (KKT „Hetman” Lublin)

1 km mężczyzn

  1. Marcin Polak – Michał Ładosz 01:07,37 (KKT „Hetman” Lublin)
  2. Tomasz Olechno – Adam Marciniak 01:09,07 („Omega” Łódź)
  3. Adam Brzozowski – Tomasz Bala 01:10,08 (KKT „Hetman” Lublin)

4 km mężczyzn

  1. Marcin Polak – Michał Ładosz 04:26,44 (KKT „Hetman” Lublin)
  2. Tomasz Olechno – Krzysztof Wolski 04:49,81 („Omega” Łódź)
  3. Adam Brzozowski – Tomasz Bala 04:53,02 (KKT „Hetman” Lublin)

Mirosław Jurek

 

Nordic walking

Nordic walking jest w Polsce dość popularną formą aktywności fizycznej. Organizuje się coraz więcej imprez rekreacyjnych i sportowych z kijkami w roli głównej. Powstało też kilka organizacji wspierających, szkolących i propagujących ten sport. Dyscyplina rozwija się także w środowisku osób z dysfunkcją wzroku. Jeśli jednak nie liczyć mistrzostw Polski, to do ubiegłego sezonu na zasadach rywalizacji sportowej odbywał się tylko jeden bieg – w Porażynie, w ramach Pucharu Polski. Od 2017 roku zawody Pucharu Polski obejmują cykl imprez. Pierwsza z nich miała miejsce w Częstochowie, druga odbędzie się w Polanicy, a na finał wybrano Porażyn. To oznacza więcej startów, ale też więcej grup startowych. W kategorii mężczyzn i kobiet startują grupy: B1 (zawodnicy w goglach i z przewodnikami), B2 (zawodnicy z przewodnikami) oraz B3 (zawodnicy maszerują samodzielnie). Zwycięzca kategorii otrzymuje 100 p. rankingowych w klasyfikacji Pucharu Polski, drugi na mecie 80 p., a trzeci 60 p. Trenerzy i koordynatorzy imprez zgodnie twierdzą, że na rozwój nordic walkingu w środowisku powinno korzystnie wpłynąć utworzenie nowej kategorii startowej – juniorów, czyli zawodników do 18. roku życia.

Pierwsze zawody zaplanowane w tegorocznym cyklu odbyły się 28 maja w ramach III Otwartych Mistrzostw Częstochowy w Nordic Walkingu. Uczestnicy niewidomi i słabowidzący mieli do pokonania dystans 5 km. Dobrze przygotowana trasa, wytyczona na miękkim podłożu, ładna pogoda – czegóż chcieć więcej? Sukcesów sportowych oczywiście. Oto grono najlepszych:

Kobiety

B1

  1. Ewa Bosek – Arkadiusz Nieradko („Łuczniczka” Bydgoszcz) 41:04
  2. Katarzyna Wiśniewska – Elżbieta Garncarz (AZS DSW Wrocław) 45:37
  3. Wioleta Zarzecka – Dariusz Zarzecki (B3) („Morena” Iława) 46:04

B2

  1. Monika Łojba – Dominika Garncarz (AZS DSW Wrocław) 47:10
  2. Lidia Piechowicz – Barbara Staniszewska („Razem na Szlaku” Poznań) 50:27
  3. Irena Kocik – Grzegorz Kostrzewa („Jutrzenka” Częstochowa) 54:13

B3

  1. Małgorzata Strelczuk („KoMar” Piekary Śląskie) 38:52
  2. Małgorzata Mikołajczak (AZS DSW Wrocław) 40:17
  3. Małgorzata Adamiak („Omega” Łódź) 40:40

Mężczyźni

B1

  1. Krzysztof Janusik – Małgorzata Janusik („Jutrzenka” Częstochowa) 39:34
  2. Damian Ziarkowski – Dariusz Rutkowski (AZS DSW Wrocław) 43:58

B2

  1. Michał Grochowski – Paweł Garncarz (AZS DSW Wrocław) 35:39
  2. Adam Słowik – Mateusz Olendrzyński („Łuczniczka” Bydgoszcz) 39:46
  3. Jacek Białek – Katarzyna Białek („Omega” Łódź) 41:54

B3

  1. Jerzy Skwirut („Podkarpacie” Przemyśl) 34:06
  2. Józef Plichta („Sudety” Kłodzko) 37:09
  3. Władysław Szymański („Omega” Łódź) 37:14

Dariusz Rutkowski

 

aaa

 

rekreacja

 

Nie ma czasu na nudę 

Ogólnopolskie obozy sportowe organizowane przez Stowarzyszenie „Cross” cieszą się coraz większym zainteresowaniem ośrodków szkolno-wychowawczych. Na początku wakacji na taki obóz pojechali wychowankowie ośrodków z Bydgoszczy, Chorzowa, Dąbrowy Górniczej oraz Wrocławia. Główny cel – nauczenie się i doskonalenie techniki nordic walkingu. Czy misja zakończyła się sukcesem?

Ale może od początku. Niedługo po zakończeniu roku szkolnego wychowankowie czterech ośrodków przyjechali do hotelu w Lądku-Zdroju. Piękne górskie miejscowości – najpierw Lądek, a następnie Polanica-Zdrój – to wspaniałe miejsca pobytu uczestników, o których warto wspomnieć przy okazji relacji o nauczaniu i doskonaleniu dyscypliny. Jednak obóz nie ograniczał się do chodzenia z kijami. Zajęcia sportowe prowadzone były w grupach tematycznych: rowerowej, nordic walking, szachowej, nartorolkarzy, pływackiej, futbolowej oraz przy stole z piłkarzykami. Każda grupa zmieniała aktywność zgodnie z preferencjami. Celem obozu było także przygotowanie i przeprowadzenie zawodów w ramach nauczanych i doskonalonych form aktywności fizycznej. Ważne było, aby zarówno zawody na basenie, jak i przy stole z piłkarzykami rozegrane zostały przed zmianą miejsca zakwaterowania. 

Jak ryba w wodzie

Wszyscy wiemy, że pływanie osób z dysfunkcją wzroku jest konkurencją paraolimpijską. Zawodnicy z niepełnosprawnością rywalizują w tej dyscyplinie od I Igrzysk Olimpijskich w Rzymie (1960). Klasyfikacja IBSA (International Blind Sports Association) przewiduje trzy klasy startowe ze względu na stopień uszkodzenia wzroku – 11, 12 oraz 13, a także trzy w zależności od konkurencji: S – w stylach dowolnym, grzbietowym i motylkowym, SB – w stylu klasycznym oraz SM – klasyfikacja w stylu zmiennym. Reprezentanci Polski od wielu lat odnoszą sukcesy w pływaniu. Jednak każdy musi kiedyś rozpocząć doskonalenie umiejętności. Poziom pływacki uczestników obozu był bardzo zróżnicowany, od pływających świetnie po osoby, które dopiero zaczynały trening na basenie. W związku z tym realizowane zajęcia, a następnie zawody nie ograniczały się jedynie do pływania. Uczniowie mogli wykazać się w różnych konkurencjach, m.in. w pływaniu, torach przeszkód, ćwiczeniach oddechowych, a nawet w nurkowaniu. Rywalizacja na zawodach miała charakter drużynowy. Każdy członek zespołu mógł się przyczynić do końcowego sukcesu, nawet jeśli pływał jeszcze słabo. Rozegrano cztery konkurencje: dwie sztafety pływackie w dwóch formułach, dmuchanie piłeczki oraz – najbardziej chyba emocjonujące i zarazem widowiskowe – mecze siatkówki wodnej. Walka była bardzo zaciekła, o czym mogą świadczyć dyskwalifikacje wynikające z łamania przepisów. Po podsumowaniu wyników pierwsze miejsce zajęła drużyna z Wrocławia, drugie z Chorzowa, trzecie z Dąbrowy Górniczej, a czwarte z Bydgoszczy.

Zręczny futbol

Jeśli mówi się o piłkarzykach, to najczęściej kojarzy się ten termin z grą znaną z kolonii i ośrodków wczasowych, obecnie popularną również w pubach. Lecz mało kto wie, że jest to dyscyplina sportu zwana futbolem stołowym, na świecie znana jako foosball. Bardziej polskie, regionalne określenia to trambambula (Łódź), chłopki (Poznań), michały (Zagłębie). Stół, zazwyczaj o wymiarach 70 na 105 cm, jest otoczony bandami. Piłkę kontroluje się za pomocą tak zwanych grilli, do których przymocowane są figurki zawodników, najczęściej w ustawieniu 1-2-5-3. Celem gry jest strzelenie przeciwnikowi jak największej liczby goli i obrona swojej bramki. Gra jest bardzo szybka i emocjonująca. Turnieje rozgrywane są na różnym poziomie, do mistrzostw świata włącznie. W dyscyplinie tej nie ma oficjalnych adaptacji dla osób z niepełnosprawnością. Oczywiście osobom słabowidzącym gra się trudniej, ale podążanie wzrokiem za poruszającą się piłeczką i odpowiednie reagowanie mogą mieć walory terapeutyczne. I oczywiście dawać dużą przyjemność, szczególnie gdy wygra się mecz.

Do turnieju w piłkarzyki zgłosiło się dziewięć zespołów. W fazie eliminacyjnej, rozegranej systemem każdy z każdym, wszystkie rozegrały po osiem spotkań (bez konieczności odpadania z rozgrywek po przegranym meczu). Po kilkudniowych zmaganiach zakończona została faza eliminacyjna. I tu miła niespodzianka – wśród czterech drużyn walczących dalej o zwycięstwo znalazły się wszystkie ośrodki biorące udział w obozie. Po niezwykle emocjonujących półfinałach, w których spotkały się drużyny Wrocławia i Bydgoszczy oraz Chorzowa i Dąbrowy Górniczej, wyłoniono finalistów – Wrocław i Dąbrowę Górniczą. Ostatecznie zwyciężyła para z Wrocławia, a trzecie miejsce zajęli uczniowie z Chorzowa.

W drogę

Obóz to nie tylko zawody. Uczestnicy mogli też pojeździć na tandemach. Obecna na miejscu ekipa pilotów rotacyjnie zabierała uczestników na wycieczki rowerowe. Kolarstwo osób niewidomych i słabowidzących pojawiło się po raz  pierwszy na igrzyskach paraolimpijskich w Seulu w 1988 roku. Nasi zawodnicy, reprezentujący ZKF „Olimp”, odnoszą duże sukcesy podczas wielkich imprez międzynarodowych. I właśnie zachętą do zaangażowania się w sport kolarski było spotkanie z Grzegorzem Krejnerem – wybitnym polskim kolarzem. Pan Grzegorz był zawodnikiem, reprezentantem Polski startującym zarówno na szosie, jak i na torze. W 1998 roku wywalczył mistrzostwo Europy w sprincie olimpijskim, a w 2001 – brązowy medal mistrzostw świata w Antwerpii. Podczas spotkania opowiedział o treningu, zademonstrował sprzęt oraz udzielił wielu cennych rad i wskazówek dotyczących zarówno kolarstwa, jak i bycia sportowcem.

Nadszedł wreszcie czas, by opuścić gościnne progi Lądka-Zdroju. Droga do Polanicy nie była najkrótszą, a to za sprawą wycieczki do Złotego Stoku, gdzie obozowicze zwiedzili kopalnię złota. Przemierzyli 500-metrowy odcinek Sztolni Gertrudy. Oglądali tutaj bogatą ekspozycję map i planów kopalni z okresu od XVIII do XX wieku (w tym tajemniczą mapę Sztolni Czarnej) oraz  dawne narzędzia górnicze i hutnicze, minerały, lampy górnicze, piece, w których wytapiano złoto, a także XVIII-wieczny wózek do transportu rudy. Wspaniałą atrakcją był zjazd po specjalnie przygotowanej ośmiometrowej zjeżdżalni. Ostatnie 300 m trasy, która wychodziła na powierzchnię, uczestnicy przebyli Podziemnym Pomarańczowym Tramwajem. To było coś!

Polanica. Nowe miejsce i nowe możliwości. Pięknie położony ośrodek z domkami oraz – co ważniejsze ­– boiskiem do piłki nożnej!

Blind futbol

Piłka nożna jest dla wszystkich jej fanów – także tych z niepełnosprawnościami – tak samo atrakcyjna. Jednak należy pamiętać, że jest również piłka nożna dla osób zupełnie niewidomych. To piłka nożna 5-osobowa, której przepisy zbliżone są do futsallu.  Jest jedną z konkurencji paraolimpijskich. Podczas gry wszyscy czterej zawodnicy z pola noszą specjalne, nie pozwalające nic zobaczyć opaski na oczach. Dla ułatwienia gry i bezpieczeństwa boisko otoczone jest specjalnymi bandami, a piłka ma w środku dzwoneczki, aby była łatwiejsza do zlokalizowania dla piłkarzy. Osoby zbliżające się do piłki krzyczą „voy” (z hiszpańskiego „idę”), natomiast gracz posiadający piłkę nie używa tego słowa, ponieważ prowadzona piłka sama wydaje dźwięk. Grą sterują przewodnicy: z boku za bandą oraz za bramką przeciwnika (ten drugi nakierowuje atakującego na bramkę, podając m.in. jego pozycję, odległość od bramki i pozycje zawodników z przeciwnej drużyny. Podczas obozu grano w piłkę nożną typową dla osób słabowidzących.

Nartorolki

Bardzo rzadko są oddzielną konkurencją, najczęściej stanowią uzupełnienie treningu narciarzy biegowych. Na nartach biegowych, tak samo jak na nartorolkach – bo o nich mowa – jeździ się stylem klasycznym. Zawodnicy poruszają się po wytyczonych torach, a narty ustawione są równolegle. Jeździ się również stylem łyżwowym, w którym zawodnicy poruszają się na ubitej trasie, ustawiając narty pod kątem, podobnie jak łyżwy lub rolki. Bieg na nartach techniką klasyczną rozgrywany jest od I Zimowych Igrzysk Paraolimpijskich w 1976 roku, a bieg techniką łyżwową od roku 1992. Możliwość potrenowania na łyżworolkach stanowi doskonały wstęp do narciarstwa biegowego lub jego uzupełnienie.

W Polanicy do przeprowadzenia wyścigów wystarczył wyodrębniony fragment asfaltu. Oczywiście ze względu na bezpieczeństwo gracze startowali w kaskach i ochraniaczach. Zawodnik, jeśli była taka potrzeba, asekurowany był przez instruktora. Oceniane były drużyny, ale prowadzono też klasyfikację indywidualną.

Wyniki drużynowe

  1. Chorzów 3:48,55
  2. Wrocław 4:40,20
  3. Bydgoszcz 4:41,89
  4. Dąbrowa Górnicza 7:40,81

Najlepsze wyniki indywidualne

Dziewczęta

  1. Katarzyna Zielińska (Chorzów) 1:29,03
  2. Kamila Hora (Dąbrowa Górnicza) 1:49,34
  3. Wiktoria Kurlenda (Bydgoszcz) 1:54,42

Chłopcy

  1. Adrian Skrzypczak (Chorzów) 0:44,33
  2. Mateusz Olendrzyński (Bydgoszcz) 0:44,42
  3. Adam Skalski (Wrocław) 0:47,83

Bule dla wszystkich

Boccia wywodzi się od gry w bule. W wersji paraolimpijskiej gra przeznaczona jest głównie dla zawodników z mózgowym porażeniem dziecięcym, ale także dla osób z innymi dysfunkcjami ruchowymi. Na igrzyskach paraolimpijskich dyscyplina ta pojawiła się po raz pierwszy w 1984 roku w Nowym Jorku. Podobnie jak piłkarzyki, może być atrakcyjna, choć nie rozgrywa się oficjalnych zawodów dla osób z dysfunkcją wzroku. Celem graczy jest umieszczenie bil własnego koloru jak najbliżej celu – kuli (zależnie od wersji gry to „jack” lub „świnka”), która wyrzucana jest na boisko na początku gry przez któregoś z zawodników. Bile używane przez graczy są w dwóch kolorach: czerwonym i niebieskim. W wersji bule używa się metalowych kul różniących się fakturą. Po wyrzuceniu ostatniej bili sędzia oblicza wynik. Wynik punktowy jest sumą bil jednego koloru znajdujących się bliżej celu niż jakakolwiek inna bila drużyny przeciwnej.

Na obozie rozegrane zostały zawody kulami kolorowymi, na boisku pokrytym trawą. W emocjonujących rozgrywkach pierwsze miejsce zajęła drużyna z Chorzowa, drugie z Wrocławia, trzecie z Dąbrowy Górniczej, a czwarte drużyna z Bydgoszczy. 

Pobyt w Polanicy to nie tylko trening. To także wycieczki, które uatrakcyjniły obóz i dały czas na odpoczynek. Uczestnicy zwiedzili Polanicę, poszli pod pomnik niedźwiedzia – symbol uzdrowiska. Skorzystali także z atrakcji – letniego toru saneczkowego Góralka. Tor ma długość ponad 450 metrów, a zjeżdża się stalową rynną na specjalnych sankach, w których płozy zastąpiono kółkami. Podczas zjazdu można rozwinąć prędkość nawet 40 km na godzinę. 

Bardzo ciekawa była wycieczka do Kłodzka – wyprawa pociągiem zakończona zwiedzaniem twierdzy. Dla większości szczególnie atrakcyjne było przejście ponad kilometra z kilkukilometrowej sieci podziemnych chodników kontrminerskich, rozciągających się pod stokiem bojowym twierdzy. Wysokość korytarzy waha się od 90 do 180 cm. W części górnej można było zobaczyć, jak wyglądało życie żołnierzy w armii pruskiej. Ciekawe były pomieszczenia z postaciami żołnierzy podczas służby i posiłku. Można było obejrzeć i dotknąć armatę. Z górnych bastionów roztaczał się piękny widok na panoramę Kłodzka oraz najwyższe szczyty pasm górskich otaczających Ziemię Kłodzką. Jedną z większych atrakcji była możliwość wejścia na czołg T-34. Ten czołg w twierdzy kłodzkiej pełni szczególną rolę, gdyż budowla stanowiła ważny obiekt przy kręceniu jednego z odcinków serialu „Czterej pancerni i pies”.   

Przez cały czas obozu odbywały się zajęcia szachowe. Uczestnicy zapoznawali się z królewską grą i doskonalili jej tajniki. Nie jest to bez znaczenia dla Stowarzyszenia „Cross”, mamy wszak duże tradycje szachowe, a nasi zawodnicy zdobywają laury na wielu prestiżowych turniejach.

Najlepsi w turnieju szachowym

  1. Oskar Sówka (Dąbrowa Górnicza) 4,5 p.
  2. Michał Rosiak (Wrocław) 4,5 p.
  3. Paweł Hejna (Wrocław) 4 p.

Oczywiście w trakcie całego obozu odbywały się zajęcia z nordic walkingu. Uczestnicy zapoznali się z tajnikami marszu z kijami, elementami przepisów niezbędnych do prawidłowego pokonania trasy w trakcie zawodów. Zwiększali swoją wytrzymałość i utwierdzali się w przekonaniu, że chodzenie z kijkami nie jest trudne.

Nad sprawnym przebiegiem wszystkich szkoleń oraz podczas wycieczek i imprez nad uczestnikami czuwała kadra: trenerzy, wychowawcy, instruktorzy, piloci oraz wolontariusze. Wszystkim serdecznie dziękujemy.

Obóz niby długi, a jak szybko minął… Zwycięzcom zawodów gratulujemy, a wszystkich zapraszamy na kolejne imprezy, zarówno letnie, jak i zimowe.

Dariusz Rutkowski

 

aaa

 

zdrowie

 

Na serce i na łyżkę 

Pszczoły pojawiły się wcześniej niż dinozaury. Są na świecie od 120 mln lat. Najstarsze „zapiski” na ścianach jaskiń dotyczące miodu mają 10 tysięcy lat, choć pewnie zajadaliśmy się nim znacznie wcześniej. – Ul to najlepsza apteka – mówią jednym głosem uczeni, lekarze i dietetycy. Lecznicze właściwości miodu od dawna są doceniane w medycynie i kosmetyce. Czy umiemy z nich korzystać?

Miód to przetworzony nektar kwiatowy. Pszczoły przynoszą go do ula w wolu – czymś w rodzaju sakiewki, stanowiącym fragment układu pokarmowego. Nektar miesza się ze śliną owada i wzbogaca o różne enzymy. Tak przetworzony trafia do komórek w woskowym plastrze. Pszczoły odparowują z niego wodę, wachlując zdobycz skrzydełkami do momentu, aż zgęstnieje. To są ich zapasy jedzenia. Konserwuje je pszczela ślina, która działa podobnie do filtru – zatrzymuje na przykład metale ciężkie. Dzięki temu miód pochodzący nawet z ruchliwych terenów miejskich nie zawiera zanieczyszczeń. Ma natomiast rozmaite białka będące naturalnymi antybiotykami, które potrafią niszczyć bakterie, wirusy czy grzyby. Niedawno holenderscy uczeni odkryli w miodzie kolejne białka, które nazwano defensywą -1. Działają one na ściany komórkowe bakterii, powodując ich rozpad. Podobny rodzaj białka wytwarzają nasze białe ciałka krwi, będące częścią układu odpornościowego. Bakteriostatyczne właściwości miodu znane były już w starożytności. Smarowano nim rany, które dzięki temu szybciej się goiły. Dziś z miodu produkowane są opatrunki i plastry stosowane w leczeniu ciężkich owrzodzeń, odleżyn i tzw. stopy cukrzycowej. Miód łagodzi także infekcje dróg oddechowych. Jego dwie łyżeczki, podane pół godziny przed snem, osłabiają u dzieci przeziębieniowy kaszel.

Mamy w Polsce kilkanaście rodzajów miodu. Najbardziej popularny i powszechnie stosowany jest miód lipowy. Pomaga w leczeniu grypy, przeziębienia, kaszlu, angin, zapalenia zatok obocznych nosa. Działa napotnie, przeciwgorączkowo, wykrztuśnie, lekko nasennie i uspokajająco. Polecany w chorobach dróg moczowych i nerwicach. Podobne właściwości ma miód malinowy, który dodatkowo łagodzi nieżyty żołądka i jelit, wspomaga leczenie niedokrwistości. Miód wielokwiatowy, równie popularny jak dwa poprzednie (także z powodu stosunkowo niskiej ceny), jest pomocny przy chorobach wątroby i pęcherzyka żółciowego, zalecany w alergiach. Wspomaga mięsień sercowy. Podobnie jak miód rzepakowy. Ten dodatkowo obniża ciśnienie tętnicze krwi, wyrównuje niedobory potasu w organizmie, przyspiesza gojenie się ran, w oparzeniach zapobiega tworzeniu się pęcherzy. Do miodów z górnej półki (także cenowej) zalicza się miód akacjowy. Ze względu na delikatny smak i subtelny zapach jest szczególnie lubiany przez dzieci. Cechuje go niska aktywność antybiotyczna. Jest pomocny w leczeniu wrzodów żołądka i dwunastnicy, zapalenia błony śluzowej oraz stanów kurczowych jelita cienkiego i grubego, nadkwasoty żołądka, zaburzeń układu pokarmowego. Ułatwia zasypianie. Ma dużą zawartość fruktozy, dlatego może być stosowany przy niektórych rodzajach cukrzycy. Zupełnym przeciwieństwem akacjowego jest miód gryczany. Ma głęboką brązową barwę i drapie w gardle. Znawcy twierdzą, że jest niepodrabialny. Zalecany przy miażdżycy, nadciśnieniu tętniczym (duża zawartość rutyny), sprzyja odbudowie komórek kostnych i układu odpornościowego. Pomaga wzmocnić pamięć, osłabiony wzrok i słuch. Ma zastosowanie w leczeniu jaskry. Miód spadziowy cechuje wysoka aktywność antybiotyczna i bakteriobójcza, działa antyseptycznie, przeciwzapalnie i wykrztuśnie. Wspomaga system odpornościowy, jest zalecany w chorobach dróg oddechowych, serca, przewodu pokarmowego, układu nerwowego. Ostatnio bardzo modny (niestety, również drogi) jest miód wrzosowy. Lekarze polecają go pacjentom przy chorobach dróg moczowych, prostaty, przy kamicy nerkowej oraz zapaleniu jelit i biegunkach. Podobne działanie ma miód nawłociowy, pomocny przy leczeniu grypy i kataru. Miód koniczynowy działa wykrztuśnie, napotnie, przeciwzapalnie i moczopędnie. Jest skuteczny w zatrzymaniu moczu i leczeniu biegunek, zapalenia oskrzeli i wyczerpania nerwowego. Miód nostrzykowy dzięki zawartości kumaryny obniża ciśnienie krwi, działa uspokajająco i nasennie. Jest zalecany w nerwicy serca, zapobiega degradacjom mięśnia sercowego na tle miażdżycy oraz zakrzepowemu zapaleniu żył. Zmniejsza krzepliwość krwi. Można go stosować jako środek przeciwskurczowy w zakrzepicy i chorobie wieńcowej serca.

Miód jest dla pszczół pokarmem energetycznym. Natomiast pyłek kwiatowy, który przynoszą do ula, to pokarm białkowy. Znajdują się w nim tłuszcze, węglowodany, olejki eteryczne, naturalne antybiotyki, enzymy, hormony, kwasy organiczne. Naukowcy opisali ponad 300 związków chemicznych obecnych w pyłku. Zawiera on także wiele witamin, m.in. A, E, B1, B2, B6, B12, C, kwas foliowy, biotynę. Pszczelarze radzą, by pyłek kwiatowy zażywać przed posiłkami dwa, trzy razy dziennie przez dwa tygodnie, a potem zrobić dwa, trzy tygodnie przerwy. Zmielenie pyłku poprawi jego przyswajalność. Możemy go zmieszać z miodem lub jogurtem. Ważne, by wcześniej był na kilka godzin zalany zimną wodą, żeby napęczniał. Pyłek pszczeli możemy kupić w pasiekach.

Inną jego formą jest pierzga, zwana „owadzimi wekami”. To także pyłek zebrany z kwiatów, ale pszczoły konserwują go na zapas: zalewają miodem i zalepiają w komórce plastra. Dzięki bakteriom kwasu mlekowego ulega on fermentacji, podobnie jak nasze kiszone ogórki czy kapusta. Pierzga to rodzaj odżywki, którą karmione są larwy pszczół. My możemy ją stosować pomocniczo w przypadku anemii, depresji, stanu osłabienia, w schorzeniach układu krwionośnego. Wzmacnia po operacjach i zawałach serca. Działa hamująco na nowotwory, stąd podaje się ją czasem osobom przechodzącym chemioterapię. Dzięki temu rzadziej dotyka ich utrata białych krwinek po tym zabiegu. Jak stosować pierzgę? Jej czubatą łyżeczkę zalewamy wieczorem zimną wodą i rano wypijamy na czczo. Podobno taka mikstura połączona z miodem może skutecznie zastąpić kawę. Niestety, nie jest tania: 300 ml pierzgi kosztuje około 50 zł.

Najdroższym produktem jest mleczko pszczele – za 100 g trzeba zapłacić około 200 zł. Między innymi dlatego, że bardzo trudno jest je pozyskać. Z jednej dużej pasieki – i to tylko w określonym momencie – można mieć zaledwie kilkadziesiąt gramów. Mleczko jest wydzieliną z gruczołów młodych pszczół robotnic. Pozwala wyhodować królową – wyłącznie nim karmione są larwy przyszłych matek. Mleczko nie bez powodu nazywane jest eliksirem młodości lub życia, bo królowa pszczół żyje do 40 razy dłużej niż robotnice. Niektóre matki dożywają nawet pięciu lat. Ta świetna odżywka zawiera witaminy z grupy B, białka, aminokwasy, witaminy C, D, E, wapń, miedź, żelazo, fosfor i krzem. Po wyjęciu z matecznika mleczko trzeba od razu zamrozić i przechowywać w niskiej temperaturze. Ma kwaśno-cierpki smak i konsystencję budyniu. Lekarze zalecają je na problemy z krwią, kłopoty z nerkami i nerwami, przy schorzeniach przewodu pokarmowego, nadciśnieniu i miażdżycy oraz do walki z chorobami autoimmunologicznymi. Mleczko można kupić w aptece w postaci kapsułek, tabletek, w ampułkach, w syropie, a także wymieszane z miodem. Dawkowanie – po konsultacji z lekarzem.

Wszyscy chyba słyszeli o propolisie, choć niektórzy mylą go z woskiem. Propolis, zwany też kitem pszczelim, jest kleistą mazią pochodzącą ze zbieranych przez pszczoły substancji żywicznych z drzew, wymieszanych za pomocą żuwaczek z wydzielinami pszczoły. Służy on do uszczelniania i napraw różnych części gniazda, malowania, odkażania, a także balsamowania martwych intruzów, którzy wdarli się do ula i są zbyt duzi, by się ich pozbyć. Pszczoły pokrywają ich ciała propolisem, żeby się nie rozkładały. Ma on silne działanie bakterio- i grzybobójcze. Zanim wynaleziono penicylinę, propolis był powszechnie stosowanym naturalnym antybiotykiem na infekcje dróg oddechowych, rany i odparzenia, hemoroidy i choroby wewnętrzne. Pozyskiwanie propolisu, który może mieć różną barwę – od żółtej do prawie czarnej – jest bardzo żmudne. Pszczole zajmuje aż pół dnia przyniesienie do ula grudki tego specyfiku wielkości łebka od szpilki. Z jednej rodziny pszczelej można w ciągu roku uzyskać nie więcej niż 50-150 g propolisu. Ważne, by przechowywać go w suchym miejscu, w szczelnie zamkniętym słoiku i chronić przed słońcem. Żeby był skuteczny, musi być świeży: mniej więcej po roku traci swoje cenne właściwości. Propolis wchodzi w skład różnych maści i balsamów. Można też profilaktycznie żuć jego małą grudkę – pomaga we wczesnym przeziębieniu na ból gardła, na ból zębów czy nadżerki błony śluzowej w jamie ustnej. Możliwe są także zastrzyki z pszczelego jadu, ale lekarze ostrzegają, że u niektórych osób mogą wywołać silne reakcje alergiczne, groźne nawet dla życia. Z propolisu można też zrobić leczniczą nalewkę. 50 g specyfiku zalewamy 350 ml spirytusu i 150 ml wody. Trzymamy w ciemnej butelce w temperaturze pokojowej i mieszamy co kilka dni. Po dwóch tygodniach cedzimy. Zażywamy po kilkanaście kropel rozcieńczonych w wodzie lub nalanych na łyżeczkę cukru.

Na Zachodzie coraz większą popularnością cieszą się inhalacje z ula. W specjalnych kabinach ludzie oddychają powietrzem, które pszczoły wydmuchują ze swego domu, wentylując go. Są w nim pyłki, „opiłki” propolisu i substancje pochodzące z rozgrzanego pszczelego wosku. Ponoć taka mieszanka wpływa dobrze na nasze drogi oddechowe.

Miód i wszystkie substancje pochodne związane z jego wytwarzaniem przez pszczoły można przyrównać do apteki świetnie zaopatrzonej w naturalne medykamenty. – To zdrowy przysmak i najlepsze jedzenie „na pocieszenie” – twierdzą ci, którzy się do niego przekonali. Dzielą się też chętnie przepisami kulinarnymi z wykorzystaniem miodu. W niektórych restauracjach furorę robią na przykład żeberka wieprzowe i schab w glazurze z owoców i miodu. Miodem akacjowym wykańczane są sosy do mięs. Miód rzepakowy komponuje się dobrze z sosami do sałat. Akacjowy czy wielokwiatowy trafia na kromki chałki, do owsianki, jogurtu z owocami. Ten ostatni, podobnie jak biały ser, nabiera wykwintnego smaku, jeśli dodamy do niego gryczanego miodu. Polecam, bo od lat sama to praktykuję na śniadanie. Dobre gospodynie nie wyobrażają sobie prawdziwego piernika bez naturalnego miodu. Podobno świetnie smakuje napar imbirowy z odrobiną miodu i soku z cytryny. Taki napój wzmacnia odporność.

Skoro miód jest dobry prawie na wszystko, czy istnieje obawa, że jego nadmiar może nam zaszkodzić? Na szczęście trudno się przejeść miodem, bo jest on bardzo słodki oraz wysokokaloryczny (100 g to ponad 300 kcal), co hamuje zazwyczaj nasze łakomstwo.

BWO

 

aaa

 

ruszajmy się

 

Spalamy tłuszcz! 

Jednym z głównych powodów, dla których podejmujemy wysiłek fizyczny, jest chęć spalenia nagromadzonej nadwyżki podskórnej tkanki tłuszczowej. Nie da się wybiórczo spalić tłuszczu, np. tylko na brzuchu. Aby tego dokonać, należy przyśpieszyć metabolizm całego naszego ciała.

Najpierw trzeba pozbyć się tego, od czego przytyliśmy – bezwzględnie odstawić cukier, wszelkie słodycze i przetworzone produkty. Mimo że tłuszcz jest najbardziej kaloryczny, to – wbrew powszechnej opinii – nie od niego tyjemy, ale właśnie od cukru i węglowodanów, szczególnie tych łatwo przyswajalnych, o wysokim indeksie glikemicznym. Organizm nie jest w stanie wykorzystać takiej jednorazowej dawki energii, dlatego musi ją odłożyć „na później” w postaci komórek tłuszczowych.

Prawidłowe nawyki, które pomogą spalić tłuszcz:

– picie bardzo dużej ilości wody; warto wypijać dodatkową szklankę wody zawsze, gdy poczujemy głód;

– całkowita rezygnacja z cukru i słodyczy oraz białego pieczywa i białej mąki;

– oddzielanie w jednym posiłku węglowodanów (pieczywo, ziemniaki, makarony, kasze, ryż) od białek (mięso, jaja, ryby, nabiał, rośliny strączkowe);

– jedzenie jak największej ilości warzyw – do każdego posiłku dodawajmy świeże warzywa;

– spożywanie tłuszczów roślinnych na zimno, w formie olejów nierafinowanych i nieutwardzonych;

– unikanie smażenia; lepiej gotować lub piec, a jeżeli już trzeba, to smażmy na tłuszczach zwierzęcych, np. smalcu;

– wprowadzanie do diety jak największej ilości produktów przyspieszających metabolizm i spalanie tłuszczów – to produkty zawierające dużo błonnika i witaminy C, zioła, zielona herbata, kawa (bez cukru i mleka), cynamon, imbir, kurkuma, czosnek, chili, grejpfruty;

– wprowadzanie stałych godzin posiłków – jedzmy częściej mniejsze porcje.

Następnie należy zaszczepić sobie nawyk ruszania się. To nie mogą być treningi jednorazowe, ale codzienna i systematyczna praca nad sobą. Jeśli tylko możemy, to samochód zamieńmy na własne nogi lub rower. Na krótkie odległości przemieszczajmy się marszem, a na dłuższe rowerem. W każdej wolnej chwili starajmy się być jak najwięcej w ruchu.

W czasie przerw w pracy wykonujmy po kilka prostych ćwiczeń gimnastycznych. Nie ma się czego wstydzić, ale jeśli czujemy skrępowanie, wyginając się przy ludziach, to można ćwiczyć niepostrzeżenie: wznosy na palce nóg, wciąganie brzucha, napinanie mięśni, podnoszenie nóg podczas siedzenia na krześle itp. Rozmawiając przez telefon, spaceruj. Całkowicie zrezygnuj z windy – schody to twój najlepszy sprzymierzeniec.

Poszukaj ciekawej dla siebie formy aktywności, która będzie sprawiała ci radość. Na wszystkie wolne dni i urlop zaplanuj jakąś aktywność ruchową, np. chodzenie po górach, pływanie kajakiem, jazdę na nartach, wycieczki piesze i rowerowe itp. Najważniejszym punktem dnia powinien być trening. Istotne jest, żeby trenować codziennie, przynajmniej 30 minut. A jak dajemy radę i mamy czas, to jak najdłużej, nawet dwie godziny. Tłuszcz jest spalany głównie w czasie długotrwałych aktywności lub po bardzo intensywnych wysiłkach.

Sam trening ukierunkowany na spalanie tkanki tłuszczowej powinien trwać co najmniej 30 minut, bo po tym czasie organizm zaczyna sięgać do zapasów. Najlepsze są ćwiczenia aerobowe (tlenowe), w których organizm na bieżąco jest w stanie dostarczyć tlen potrzebny w procesach energetycznych – i tylko wtedy może korzystać z tłuszczów. Ćwiczyć należy w umiarkowanym tempie, na poziomie 70-80 procent tętna maksymalnego (HRmax). Czyli jeżeli przeciętna osoba ma maksymalne tętno na poziomie 200 uderzeń na minutę, to należy utrzymywać wysiłek na poziomie 140-160 uderzeń na minutę.

W czasie wysiłków beztlenowych – szybkościowych i siłowych – komórki mięśniowe mogą czerpać energię tylko z glukozy. Należy je stosować jak najczęściej. Podczas samego wysiłku nie spalimy tłuszczu, ale zaciągnięty dług energetyczny pozwoli spalać go jeszcze na długo po wysiłku. Ponadto cukier, który spożyjemy po treningu, nie odłoży się w postaci tłuszczu, tylko glikogenu, który magazynowany jest bezpośrednio w mięśniach i wątrobie. Wniosek z tego taki, że najszybsze efekty zobaczymy przy treningu interwałowym, kiedy szybkościowe i maksymalne wysiłki przeplatane są ciągłymi aerobami. Przerwy wypoczynkowe są niepełne i aktywne.

Początkujący powinni rozważnie wybrać aktywność. Najlepiej postawić na sport, który nie obciąża stawów i kręgosłupa, bo przy nadwadze i braku wcześniejszej aktywności jesteśmy bardziej podatni na urazy.

  1. Trzeba zacząć od spacerów – długich marszów w energicznym tempie; świetnie sprawdzi się również nordic walking.
  2. Jazda na rowerze angażuje duże grupy mięśniowe i szybko spala tłuszcz. Pedałować powinniśmy mocno, tak by cały czas utrzymywać lekką zadyszkę. Rowerek stacjonarny w czasie ulubionego programu telewizyjnego też świetnie się sprawdzi.
  3. Wprowadzić ćwiczenia domowe – wzmacniające i stabilizując różne partie ciała. Robimy przysiady, wypady, brzuszki, pompki, pozycję deski.
  4. Na początek dobrze jest zacząć od spokojniejszych aktywności. Świetnie sprawdzą się: joga, rozciąganie, pilates, ćwiczenia na piłkach gimnastycznych.
  5. Pływanie to jedna z najlepszych form aktywności, która pomoże spalić tłuszcz bez obciążania stawów. Szczególnie polecane jest osobom otyłym.

Jakie sporty powinniśmy wybrać, kiedy zależy nam na efektach? Najskuteczniejsze są sporty wytrzymałościowe i wytrzymałościowo-siłowe oraz interwałowe, jak gry. Na przykład: bieganie na dłuższych dystansach, narciarstwo biegowe, pływanie sportowe, kolarstwo sportowe, tenis, gry sportowe. W tych sportach stosuje się trening ciągły (aerobowy), interwałowy i siłowy. To najskuteczniejsza droga. Oczywiście te same metody można zastosować, wykonując określone zestawy ćwiczeń w siłowni albo na zajęciach fitness. Ich wybór zależy od naszej sprawności, możliwości czasowych i upodobań. Najważniejsza jest systematyczność – ćwiczenia powinny być nawykiem, jak mycie zębów.

Codzienna aktywność osób chcących szybko pozbyć się złogów tłuszczu ze swojego ciała powinna wyglądać następująco:

  1. 15 minut dziennie ćwiczeń siłowych, wzmacniających. Mogą to być ćwiczenia z obciążeniem lub ciężarami, ale równie skutecznie możemy unosić ciężar własnego ciała lub zastosować zestawy ćwiczeń stabilizujących i wzmacniających poszczególne grupy mięśniowe. Najprostsze ćwiczenia, do których potrzebujemy jedynie chęci, to: podskoki, bieg w miejscu z wysokim unoszeniem kolan, pajacyki, padnij-powstań (tzw. delfinki), brzuszki, wypady, przysiady, pompki, unoszenie nóg w leżeniu tyłem, podciągnięcia. Najlepiej serię takich ćwiczeń wykonywać codziennie rano, przed prysznicem, aby pobudzić całe ciało.
  2. Przynajmniej 30 minut aktywności typu kardio (w przemianach tlenowych), na 70 procent możliwości maksymalnych: bieganie (chodzenie lub nordic walking – dla początkujących), jazda na rowerze, pływanie, trening w siłowni na urządzeniach kardio (bieżnia, rowerek, wioślarz, orbitrek, stepper), trening typu fitness, aerobic w siłowni lub w domu według dowolnego programu, taniec, gry sportowe.
  3. Przynajmniej trzy razy w tygodniu robimy dodatkowy trening interwałowy lub obwodowy, który powinien trwać 20 minut. Można włączyć go do codziennej aktywności lub zaplanować jako oddzielną sesję, np. biegową, w siłowni, crossfit lub inną, w której powinny znaleźć się również ćwiczenia siłowe.

Wiele źródeł podaje, że nie należy ćwiczyć codziennie, a co drugi dzień, aby organizm zdążył się zregenerować. Tak naprawdę czas regeneracji każdego człowieka jest inny, zależy od wieku, stanu zdrowia, sprawności fizycznej, poziomu wytrenowania, diety, obciążeń fizycznych – objętości i intensywności wysiłków, i wielu innych. Jeśli celem jest redukcja tkanki tłuszczowej, należy ćwiczyć codziennie. Mogą to być lżejsze treningi. Trzeba wczuć się w swój organizm i kiedy naprawdę jest taka potrzeba, zrobić sobie dzień przerwy. Ważniejsza jest odpowiednia jakościowo dieta, która dostarczy wszystkich niezbędnych składników do procesu regeneracji, i zdrowy, odpowiednio długi sen. Propozycja tygodniowego rozkładu takiej regularnej aktywności to: 7 x 15 minut ćwiczeń wzmacniających (łącznie 1:45), 7 x 30 minut aerobów (3:30) i 3 x 20 minut treningu interwałowego i siłowego (1 godzina), czyli zaledwie nieco powyżej sześciu godzin ćwiczeń tygodniowo – mniej niż godzina dziennie. Kiedy naprawdę zależy nam na efektach, to ten czas poświęcony własnemu ciału wydaje się naprawdę krótki.

Podsumowując, najskuteczniejszą receptą na pozbycie się nadmiaru tkanki tłuszczowej jest odpowiednia dieta i regularna aktywność fizyczna plus zdrowy tryb życia. Różne diety cud, które redukują tkankę tłuszczową bez konieczności ćwiczeń, najczęściej prowadzą przy okazji do wyniszczenia i osłabienia organizmu, są uciążliwe, a po ich zaprzestaniu organizm i tak odbuduje zapasy z nawiązką. Należy stosować zasady zdrowego odżywiania i zrezygnować z produktów, które tak naprawdę są dla nas toksyczne i przynoszą więcej szkód niż korzyści i poza chwilowym zaspokojeniem głodu nic pozytywnego nam nie dają (fast food, przetworzona żywność z długą datą przydatności, dania instant, cukier, słodycze, oczyszczone z otrąb ziarna zbóż – biała mąka, biały ryż itp.) Z kolei pójście tylko w sport, bez zrównoważonej, pełnej składników odżywczych diety i bez zasad zdrowego stylu życia i regeneracji, również może doprowadzić do stanów patologicznych. Mogą pojawić się przeciążenia, kontuzje, przemęczenie lub tzw. przetrenowanie, co prowadzi do osłabienia i choroby.

W naszym ciele nie ma dróg na skróty. Tylko systematyczne i świadome wybory sprawią, że będziemy dobrze czuć się sami ze sobą i osiągniemy swój cel – spalimy tkankę tłuszczową i równocześnie zachowamy zdrowie, dobre samopoczucie i harmonię.

Krzysztof Koc

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

Krzyżowe związanie

Związanie jest jednym z najczęstszych motywów taktyki szachowej. Jest ono dla grającego bardzo nieprzyjemne, gdyż ogranicza aktywność figur i może doprowadzić do strat materialnych. Z tego powodu młodzi szachiści często (zwykle niepotrzebnie) wykonują profilaktyczne ruchy h2-h3 i a2-a3, broniąc się przed związaniem skoczka na f3 czy c3. Ciekawą i efektowną odmianą motywu jest związanie krzyżowe polegające na związaniu figury z dwóch stron. Oto prosty schemat takiego zjawiska:

  1. Bogatyriew – J. Zagorianski

1934

Białe: Kg3, Hd2, Wd7, f4, g2, h3

Czarne: Kh7, Hg1, Wa1, f7, g6, h6

Po 1...Wa3+ białe odpowiedziały nieostrożnie 2.Wd3? (prawidłowe było 2.Kg4) i po 2...Hd4! zostały zmuszone do kapitulacji, bo tracą wieżę albo hetmana za wieżę.

Przykład szkoleniowy

Białe: Kf2, He2, Wf6, Wg1, d4, e5, h3

Czarne: Kc8, Ha2, Wc7, Wf8, d5, e6, f7, h4

To jest bardziej efektowna wersja poprzedniego przykładu. W przypadku pozornie wygrywającego 1…Wc2? nastąpi 2.Wc1! i straty materialne ponoszą nie białe, ale czarne!

Przykład szkoleniowy

Białe: Ke2, He4, Wh4, a4, b5, c4, h3

Czarne: Ka7, He7, Wf6, a6, b7, c5

W tym przykładzie krzyżowe związanie musiało zostać odpowiednio przygotowane:

1...We6? 2.b6+! K:b6 Po 2...Kb8? 3.Wh8+ białe dają mata, a po 2...W:b6 3.H:e7 ginie hetman 3.Wh6! z wygraną.

  1. Makogonow – W. Czechower

Tbilisi 1937

Białe: Kf2, Hf6, Wd6, a3, b2, c4, e2, e3

Czarne: Kg8, Hg4, We8, c5, e4, g6, h6

Tutaj krzyżowe związanie białym nie pomogło: 1…Wf8 2.Wd8 Wydaje się, że biały hetman zostaje uratowany, ale… 2…Hh4+! wymusiło kapitulację.

Przykład szkoleniowy

Białe: Kg1, Hf3, Wd2, We1, Gb1, Sf5, b2, e4, f2, h2

Czarne: Kh8, Hb6, Wa8, Wf8, Gb3, Sc8, a4, b5, c7, e5, f6, h5, h7

Białe wygrywają po 1.Hg3 Wg8 2.Wd8! i czarne nie mają obrony przed 3.Hg7x! Jak widać, związany hetman też może dać mata!

  1. Gendel – W. Szuszkiewicz

Moskwa 1956

Białe: Kg1, Hc3, Wd3, Wf1, Gc4, Gg3, a4, e4, f2, f5, h4

Czrane: Ke7, Hh3, Wb8, Wg8, Gc5, Sh7, a5, c6, c7, d6, f7, h5

1...W:g3+! 2.W:g3 Wg8! i białe muszą oddać hetmana za wieżę (3.W:g8 H:c3).

  1. Borngasser – D. Weiner

1976

Białe: Kh1, Hh6, Wg1, Wg2, a2, b2, c4, d5, f6, h2

Czarne: Wg8, Hf3, Wf7, Wg3, a7, b6, c7, d6, e5

1.Hh3! Teraz liczba związań staje się rekordowa. Wykonane przez białe posunięcie jest jedynym prowadzącym do wygranej. W przypadku 1.He3 H:e3 2.W:g3+ H:g3 3.W:g3+ Kh7 czy 1.hg3 Wh7 2.H:h7+ K:h7 czarne nie stały gorzej 1...Wfg7!? Sprytna próba przesłonięcia linii „g” w nadziei na 2.fg7? W:h3 2.Hc8+ Kh7 3.fg7 W:g7 Z groźbą wiecznego szacha po 4...W:g2 5.W:g2 Hf1+ 6.Wg1 Hf3+ 4.Hh3+! Najprościej 4...H:h3 5.W:g7+ i czarne poddały się (5...Kh6 6.W1g6+ Kh5 7.Wh7+).

Krzyżowe związania mogą przybierać różne formy. Może ono na przykład występować po przekątnych. Bywają też sytuacje, gdy jedno z dwóch związań dotyczy obrony przed matem:

  1. Dahl – S. Schulz

Berlin 1956

Białe: Kg1, Hg3, Wa1, Wf1, Gb3, Ge3, a2, b2, c3, e5, f2, h2

Czarne: Kg8, Hd7, Wa8, Wf8, Ge7, Gg4, a6, b5, c6, f7, g7, h7

1.e6! G:e6 2.Gd4 f6 Po 2...g6 wygrywa 3.He5. Jeśli 2…Gg4, to 3.h3 3.Hg4! Kf7 4.Wfe1! i wobec podwójnego związania czarne muszą  ponieść duże straty materialne.

  1. Pidoricz – A. Czernousow

1981

Białe: Kg1, He2, Wf7, Gb2, Gb3, b4, c3, f2, g2, h3

Czarne: Kg8, Hc6, Wa8, Gb6, Gd5, b5, e5, g7, h7

1.Wc7! Wieżę trzeba oddać, bo przeszkadza na przekątnej a2-g8 1...G:c7 Lub 1...H:c7 2.G:d5+ 2.He4! Dobre jest też z tym samym efektem 2.Hf3! Czarne mają teraz przewagę wieży, ale muszą stracić znacznie więcej materiału 2...Kh8 3.G:d5 i 4.G:a8 lub 2…G:b3 3.H:c6

  1. Kogan – L. Shmuter

Rishon 1995

Białe: Kg1, Hb5, Wc1, Wc3, Sf3, a3, d2, e3, f2, g2, h3

Czarne: Kg7, Hd6, Wd5, Wd7, Sc6, a7, b7, c5, f7, g6, h7

1…Sd4! 2.ed4 cd4 3.Wc5! Jedyna obrona przed groźbami 3…W:b5 i 3…dc3. Wydaje się, że kombinacja czarnych była niepoprawna… 3...Wc7! Najważniejszy moment operacji taktycznej czarnych. Wskutek krzyżowego związania białe muszą ponieść duże straty 4.W:c7 (4.W:d5? W:c1+) 4...W:b5 i czarne wygrały.

Ryszard Bernard

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w warcaby

Warcaby uczą pokory. Tak niewiele dzieli wygraną od porażki. Przekonałem się
o tym ponownie na mistrzostwach Polski seniorów. W pozycji, w której miałem inicjatywę, nie potrafiłem pogodzić się z remisem i przegrałem z obecnym mistrzem Polski.

Łukasz Kosobudzki  – Damian Jakubik

  1. Indywidualne MP w Warcabach Stupolowych

28.06.2017 r., Grębiszew

  1. 35-30 20-25 2. 33-29 15-20 3. 29-23 18x29 4. 34x23 19x28 5. 32x23 25x34 6. 40x29

Gracze wybrali debiut Agafonowa. Takie ostre rozpoczęcie zmusza do wyboru planu gry między okrążeniem centrum a inną kontynuacją.

6… 16-21 7. 37-32 11-16 8. 41-37 6-11

Czarne, podobnie jak przeciwnik, rozwijają swoje krótkie skrzydło.

  1. 31-26 21-27 10. 32x21 16x27

Ciekawa pozycja – centralne piony kontra klin.

  1. 45-40 20-25 12. 40-34 13-18

Pozbywszy się piona z pola 20, czarne wiążą pozycję.

  1. 39-33 9-13 14. 34-30 25x34 15. 29x40 18x29 16. 33x24

Białe zamieniły wysuniętego piona na klina. Obustronny otwarty klin i cała gra dopiero przed nami.

16… 14-19 17. 37-32 19x30 18. 32x21 11-16 19. 40-35 16x27 20. 35x24 10-14 21. 44-40 13-18

Czas dosunąć wycofane piony. Pozycja dopiero się krystalizuje.

  1. 46-41 7-11 23. 43-39 8-13 24. 48-43 5-10 25. 50-44 1-7 26. 41-37 3-9

Z perspektywy czasu ruch zagrany za szybko.

  1. 40-34 10-15

Oczywiście nie można grać harmonijnego 28. 39-33 z powodu prostej groźby 27-31, po czym następuje 13-19.

  1. 34-30 18-23 29. 44-40 17-22 30. 40-35

Białe próbują ograniczyć czarne na ich długim skrzydle.

30… 13-19 31. 24x13 9x18 32. 37-31

Pozycja przemienia się w ostrzejszą, ze związanym klinem.

32… 4-9 33. 38-33 9-13 34. 42-37 11-17 35. 43-38 7-11 36. 39-34 14-20

Na atak 37. 30-25 białe odpowiedzą 23-28 z pionem zysku.

  1. 37-32 11-16 38. 32x21 16x27 39. 47-42 20-25 40. 49-43 23-28 41. 43-39 18-23

Istniała również inna kontynuacja: 41... 2-8 42. 33-29 13-19 43. 30-24 19x30 44. 35x24 8-13 45. 38-33 13-19 46. 24x13 18x9 47. 29-24 9-14 48. 33-29 12-18 49. 42-38 28-33 50. 39x28 22x42 51. 31x11.

  1. 33-29 12-18 43. 42-37 2-7 44. 39-33 28x39 45. 34x43 25x34 46. 29x40 23-28 47. 43-39 7-12

Czarne miały efektowną kombinację, która jednak nie dawała zwycięstwa: 47... 28-32 48. 37x28 22x42 49. 31x2 42-48 50. 2x30 48x25.

Niemożliwe jest powstrzymanie obu skrzydeł białych jedną czarną damką. Mimo że czarne dysponują jeszcze dwoma pionami, partia sprowadziłaby się do remisu.

  1. 26-21 25-3 52. 21-16 3-17 53. 35-30 18-23 54. 40-34 17-6 55. 30-24 6-28 56. 36-31 28-44 57. 31-27 44-28 58. 27-21 28-44 59. 34-29 23x34 60. 24-19 44-22.

Alternatywą było czekanie, ale oprócz remisu też nie można było nic więcej uzyskać.

47... 7-11 48. 39-33 28x39 49. 37-32 39-44 50. 32x23 44-50 51. 23-18 50-45 52. 18x9 45x4 53. 38-32 4-10 54. 32-27 22-28 55. 26-21 28-32 56. 27x38 10-23 57. 31-27 23-12 58. 27-22 12x26 59. 22-18 26-8 60. 36-31 15-20 61. 38-32 11-17 62. 32-27 20-25 63. 31-26 8-24 64. 35-30 25x34 65. 27-22 17x28 66. 18-12 24-2 67. 26-21 34-39 68. 21-16.

  1. 39-33 28x39 49. 40-34 39x30 50. 35x24

Bardzo dobra żertwa, tj. tymczasowe poświęcenie w celu korzyści pozycyjnych. Teraz czarne powinny pogodzić się z remisem i zagrać wybicie 50… 13-19 51. 24x13 18x9 52. 38-33 9-13 53. 33-28 i mają tylko nieznaczną przewagę. Niestety, czarne chciały więcej i zapłaciły za to najwyższą cenę.

50… 18-23 51. 37-32 13-18 52. 32x21 23-28 53. 24-19 15-20 54. 21-16 18-23 55. 19-13 23-29 56. 13-9 29-34 57. 9-4

Można było się pomylić 57. 9-3 i z wygranej zrobiłaby się przegrana 57… 28-23! 58. 3x28 22x42.

57… 34-40 58. 4x27 40-45 59. 27-4 45-50 60. 4-10 50-45 61. 10x46 20-25 62. 38-33 17-22 63. 16-11 12-17 64. 11-6 25-30 65. 46-32 45-1 66. 32-49 30-35 67. 49-44 1-40 68. 44-50 40-1 69. 33-28 22x33 70. 50x11.

Białe zwyciężyły. 2-0

Kolejny przykład znaczenia gry końcowej w warcabach. Nierzadko to właśnie tzw. końcówka decyduje o rezultacie partii.

 

Damian Jakubik – Natalia Sadowska

41 Indywidualne MP w Warcabach Stupolowych

30.06.2017 r., Grębiszew

  1. 32-28 17-21 2. 37-32 21-26 3. 32-27 26x37 4. 41x32

Rozwijanie długiego skrzydła.

4… 11-17 5. 46-41 6-11 6. 41-37 20-25 7. 37-31 1-6 8. 42-37 17-21 9. 47-42 21-26

Czarne ograniczają przeciwnika.

  1. 34-29 19-23 11. 28x19 14x34 12. 39x30 25x34 13. 40x29 10-14 14. 44-39 5-10 15. 39-34 15-20 16. 35-30 20-25

Teraz białe są ograniczone także na swoim krótkim skrzydle.

  1. 43-39 13-19 18. 45-40

Licząc na wymianę dwa za dwa, białe zagrałyby 19. 35-30 i następnie 20. 29-23. Czarne przytomnie ubiegły przeciwnika i same wykonały wybicie.

18… 18-23 19. 29x18 12x23 20. 40-35 10-15 21. 33-29 8-12 22. 29x18 12x23 23. 39-33 2-8 24. 49-44 15-20 25. 34-29 25x34 26. 29x40

Białe nie znajdują lepszego planu i uwalniają się ze związania. Tracą za to pozycję.

26... 8-13 27. 40-34 7-12 28. 44-39

Należało zagrać 28. 33-29 12-18 29. 27-22 18x27 30. 31x22 11-17 31. 22x11 6x17 32. 29x18 13x22 33. 32-27 22x31 34. 36x27

28... 20-24 29. 50-44 13-18 30. 34-30

Następna niewykorzystana szansa uniknięcia przyszłych komplikacji.

  1. 33-29 24x33 31. 39x28 14-20 32. 27-22 18x27 33. 31x22 11-17 34. 22x11 16x7.

30... 9-13 31. 33-28

To ostre wyjście być może również rozwiązałoby problemy białych: 31. 27-22 18x27 32. 31x22 11-17 33. 22x11 16x7.

Zamiast wymiany czarne również mogłyby zagrać równie agresywnie 32… 23-29
z niejasną pozycją.

31... 12-17 32. 38-33

Ta kontynuacja była bardziej naturalna i pozwoliłaby białym wyrównać pozycję: 32. 39-33 4-9 33. 44-39 17-22 34. 28x17 11x22 35. 39-34 6-11 36. 33-28 22x33 37. 38x20 14x25 38. 42-38 9-14.

32... 14-20 33. 42-38 17-22 34. 28x17 11x22 35. 30-25

  1. 48-42 Kuszący ruch, ale prowadził do natychmiastowej porażki z powodu spodziewanej żertwy.

35… 20-25 36. 39-34 22-28! 37. 33x22 24-29 38. 44-40 6-11 39. 30-24 19x39 40. 40-34 39x30 41. 35x33.

35... 4-9 36. 25x14 9x20 37. 48-42 3-9

Ruch w tę stronę nie dawał już białym szans na remis.

37... 3-8 38. 33-28 22x33 39. 39x28 24-29 40. 27-22 18x27 41. 31x22 16-21 42. 44-40 20-25 43. 40-34 29x40 44. 35x44 23-29.

Ruch zagrany w partii doprowadził do emocjonującej końcówki.

  1. 33-28

Jedna z możliwości ucieczki na remis, choć pozycja jest ciężka do gry: 38. 39-34 6-11 39. 44-40 9-14 40. 34-30 20-25 41. 33-28 25x45 42. 28x6.

38... 22x33 39. 39x28 24-29 40. 27-22 18x27 41. 31x22 16-21

Wydaje się, że białym przyszło się poddać, ale znalazły one jeszcze ciekawy sposób obrony.

  1. 35-30! 21-27

Oczywiście po ataku 42… 20-24 nastąpi poświecenie 43. 36-31 24x35 44. 31-27 i pozycja jest remisowa.

  1. 22x31 20-24 44. 28-22 24x35

Nie jest jasne, czy partia zakończy się pokojowo, czy też czarne osiągną sukces. Kilkanaście następnych ruchów odpowie na to pytanie.

  1. 22-17 29-34 46. 44-39 34x43 47. 38x49 35-40 48. 31-27 13-18 49. 42-38 9-13 50. 38-33 40-45 51. 27-21 19-24 52. 21-16 13-19 53. 32-27 24-30 54. 37-32 30-35 55. 33-28 26-31 56. 27-21 31-37 57. 32x41 23x32 58. 36-31

Zdecydowanie kluczowy moment w grze końcowej. Można było też spróbować

  1. 41-37 32x41 59. 36x47 35-40 60. 47-41 19-23 61. 41-36 23-28 62. 36-31 45-50
  2. 31-26 50-45. I można się poddać.

58... 32-38 59. 31-26

Ten ruch dawał szansę na remis: 59. 41-37 35-40 60. 31-27 38-43 61. 49x38 40-44 62. 16-11. Sporo jednak jeszcze wariantów przed nami.

59... 19-23 60. 41-37 35-40 61. 37-32 38x27 62. 21x32 23-29 63. 32-27 29-33 64. 27-21

Szczęście było tak blisko: 64. 16-11 45-50 65. 27-22 18x27 66. 11-7 27-32. Fortuna jednak lubi się zmieniać.

64… 45-50 65. 49-43 40-44 66. 43-38 33x42 67. 17-11 6x17 68. 21x23 44-49 69. 23-19 49-27 70. 16-11 50x6 71. 26-21 27x16 72. 19-14 6-28 73. 14-9.

Zamiast remisu – przegrana.

0-2

Damian Jakubik

 

aaa

 

kultura

 

Polowanie na szczęście

Co sprawia, że człowiek jest w pełni zadowolony z życia? Miłość? Pieniądze? Harmonia?

Odpowiedzi na to pytanie szuka amerykański dziennikarz Eric Weiner, autor „Geografii szczęścia”. Książka ta to opowieść o podróży do siedmiu krajów świata, w których jest największy wskaźnik „szczęścia krajowego brutto”, i do trzech, w których już tak różowo nie jest.

Autor bawi się z czytelnikiem w grę „polowanie na szczęście” – i jest to bardzo zabawna gra. Nasz przewodnik często żartuje, ironizuje, mruży oko do czytelnika, tak jakby chciał dać mu do zrozumienia, że te jego badania nie są zbyt poważne i tak naprawdę nie dadzą żadnej recepty na szczęście. Chociaż z pewnością otworzą nam oczy na pewne sprawy, może trochę zaburzą nasz światopogląd. Bo czym według tej książki, jej autora i bohaterów jest szczęście? W Holandii jest liczbą, w Szwajcarii – nudą, w Bhutanie – ideą polityczną, w Katarze - wygraną na loterii, na Islandii – porażką, w Tajlandii – brakiem myślenia, a w Indiach – sprzecznością. W Mołdawii – dla kontrastu – nie ma go wcale, bo jest gdzie indziej. Brytyjczycy podobno dysponują szczęściem uśpionym (czy uda się je obudzić pewnym niekonwencjonalnym eksperymentem?). A w Stanach Zjednoczonych tej najcenniejszej wartości jest dużo mniej, niż mogłoby nam się wydawać. Zresztą takich zaskoczeń dla zwykłego zjadacza chleba, który o badaniach nad szczęściem wie niewiele, jest w książce sporo. Okazuje się na przykład, że najszczęśliwsze kraje świata to niekoniecznie te, które kojarzą nam się ze słowem „raj”. To nie białe plaże, turkusowa woda i drinki z palemką. Szczęśliwi ludzie żyją na przykład na zimnej i przez kilka miesięcy prawie zupełnie pozbawionej słońca Islandii (w niektórych rankingach kraj ten jest nawet na pierwszym miejscu).

Kolejna niespodzianka: szczęście może być elementem gospodarki. W Bhutanie król wcielił w życie pomysł pomiaru postępu i rozwoju kraju na podstawie poziomu poczucia szczęścia i dobrostanu psychicznego obywateli, a nie tylko suchych wskaźników ekonomicznych.

Zaskoczyć czytelnika potrafią też sami autochtoni, których reporter zagaduje o stan ducha. Na pytanie, co jest źródłem poczucia szczęścia w Szwajcarii, jeden z jej mieszkańców odpowiada: „Czystość. Widziałeś nasze toalety publiczne?”.  „Osiągnąłem szczęście, ponieważ nie mam nierealistycznych oczekiwań” – mówi Bhutańczyk, natomiast Tajka przyznaje, że „Tajowie do niczego nie podchodzą poważnie. Nie przejmują się niczym. Akceptujemy wszystko takim, jakim jest”.

Ciekawi mnie, co odpowiedzieliby Polacy i co autor napisałby o naszym szczęściu narodowym. Chociaż może to nieważne, bo w ostatecznym rozrachunku i tak Weiner potwierdza nienową już tezę, że szczęście to stan umysłu i prowadzi do niego wiele dróg.

Książka Erica Weinera „Geografia szczęścia”, wydana przez Wydawnictwo Naukowe PWN, dostępna jest również w formie e-booka.

Barbara Zarzecka