Baner mistroszwa europy w showdown

Nr 11 (152) Listopad 2017

CROSS

ISSN 1427-728X

ROK XV

Nr 11 (152)

Listopad 2017 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ,

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 412 18 80

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Grażyna Wojtkiewicz

Korekta

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

 Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Nakład: 900 egzemplarzy

Miesięcznik dofinansowuje

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

 

 

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych

 

aaa

 

Spis treści

Mamy mistrza!

Witalis Sapis

Najlepszy

Andrzej Szymański

Powrót do Łodzi

Wojciech Puchacz

Mistrzowska dycha

Georgina Myler

Wiadomości

Za wcześnie na mecie…

Marta Michnowska

Pożegnaliśmy Darka

Andrzej Szymański

Na dnie jurajskiego morza

Przemysław Barszcz

Karuzela w głowie

(BWO)

Wspinaczka – siła charakteru, nie wzroku

Przemysław Barszcz

Gramy w szachy

Ryszard Bernard

Gramy w warcaby

Damian Jakubik

Królowe gór

Barbara Zarzecka

 

aaa

 

­szachy

 

Mamy mistrza!

 

Po raz trzeci w historii i po raz trzeci w Dreźnie odbyły się szachowe mistrzostwa świata niepełnosprawnych. A że do trzech razy sztuka – udało się! Nasi reprezentanci po raz pierwszy na tej imprezie sięgnęli po złoto. I to aż… trzykrotnie.

Mistrzostwa odbywały się w hotelu Wyndham Garden, który był także miejscem zakwaterowania uczestników. Duża sala rozgrywek i imponująca liczba asystentów zapewniały zawodnikom dobre warunki do gry. Wśród uczestników byli reprezentanci trzech federacji: Międzynarodowego Komitetu Szachowego Głuchych – ICCD (The International Chess Committee of the Deaf) wraz z grającym prezydentem, Anglikiem Phillipem Gardnerem, Międzynarodowego Szachowego Stowarzyszenia Osób Niepełnosprawnych Narządu Ruchu – IPCA (International Physically Disabled Chess Association) z prezydentem Polakiem Zbigniewem Pilimonem, Międzynarodowego Stowarzyszenia Szachistów Niewidomych – IBCA (International Braille Chess Association), którego nie reprezentował żaden z członków prezydium, choć sekretarzem generalnym jest Niemka Christine Beutelhoff.

Reprezntacja Polski liczyła osiem osób. Początkowo miało grać pierwszych pięć osób z mistrzostw Polski – Adam Czajkowski, Marcin Chojnowski, Anna Stolarczyk, Ryszard Suder, Rafał Bojczewski – i trzy osoby z najwyższym rankingiem: Marcin Tazbir, Jacek Stachańczyk i Piotr Dukaczewski. Okazało się jednak, że nie mogą zagrać Czajkowski i Bojczewski. Ostatecznie, po rezygnacji pierwszego rezerwowego Andrzeja Migali, zastąpili ich Tadeusz Żółtek i Marek Maćkowiak.

Podział ekipy na dwa czteroosobowe zespoły nie był łatwy, gdyż połowa reprezentacji nie grała w ostatnich mistrzostwach Polski, a z drugiej strony właśnie ta połowa miała lepsze rankingi. Pewne przetasowania nastąpiły jednak ze względów zdrowotnych. Po pierwszej rundzie rozchorował się Marcin Chojnowski, któremu lekarz zalecił nawet rezygnację z gry w następnej rundzie. Marcin pokazał jednak silny charakter i z walki nie zrezygnował. Przed drugą rundą, przed podaniem ostatecznego składu drużyn, kłopoty zdrowotne zgłosił też Tadeusz Zółtek, który był planowany w pierwszym składzie. Pierwszym rezerwowym, w myśl przyjętego kryterium rankingowego, był Chojnowski, ale stwierdziłem, że istnieje ryzyko zarówno nieukończenia przez niego turnieju, jak i słabszej dyspozycji po chorobie. Ostatecznie więc składy drużyn zostały ustalone następująco: pierwsza drużyna – Tazbir, Stachańczyk, Dukaczewski i Maćkowiak, druga drużyna – Żółtek, Chojnowski, Suder i Stolarczyk.

Kłopot z ustaleniem składu mieli też Rosjanie, w efekcie czego zdecydowali się na skład bez Pakhomova, który zajął indywidualnie najlepsze miejsce z ich reprezentacji...

W rywalizacji drużynowej faworytami byli: Rosja (IBCA), Rosja (IPCA), Niemcy (IBCA) i nasza ekipa. W rywalizacji indywidualnej stawiano na Marcina Tazbira, Niemca Olivera Müllera i Rosjan: Andreja Obodczuka, Stanisława Babarykina, Yurija Meszkowa, Aleksieja Pakhomowa, Dimitra Scerbina i Evgenija Susłowa.

1. runda

Zoltan Raibl – Marcin Tazbir 0:1

Yuri A. Meshkov – Anna Stolarczyk 1:0

Piotr Dukaczewski – Istvan Vojan 1:0

Jacek Stachańczyk – Stefan Kewe 1:0

Tadeusz Żółtek – Uwe Röhrig 1:0

Marcin Chojnowski – Jarno Scheffner 1:0

Marek Maćkowiak – Daniel Flock 1:0

Ryszard Suder – Manuela Mekus 1:0

Bardzo dobry początek turnieju. Poza Anną Stolarczyk, która grała z jednym z faworytów, wszyscy pozostali wygrali swoje partie.

2. runda

Marcin Tazbir – Tadeusz Żółtek 1:0

Stanislav Babarykin – Marcin Chojnowski 1:0

Alexey Pakhomov – Marek Maćkowiak   ½:½

Evgeniy Suslov – Ryszard Suder ½:½

Frank Schellmann – Piotr Dukaczewski ½:½

Krzysztof Jurkiewicz – Jacek Stachańczyk 0:1

Anna Stolarczyk – Walter Goelles 1:0

Już w drugiej rundzie większość naszych zawodników dostała bardzo silnych przeciwników. Doszło też do pierwszego pojedynku derbowego. Marcin Chojnowski nie dał niestety rady Babarykinowi, który reprezentował naszych największych rywali ­– zespół Rosji (IBCA). Bardzo dobrą partię rozegrał Ryszard Suder, choć nie udało mu się ostatecznie wygrać. Poważne problemy mieli Piotr Dukaczewski i Marek Maćkowiak, ale obu udało się wyjść obronną ręką. Partia Maćkowiaka była kolejnym przykładem na to, że trzeba uczyć się elementarnych końcówek. Broniąc się, Marek przeszedł do końcówki, w której samym królem walczył z gońcem i skoczkiem przeciwnika. Okazało się, że Aleksiej dołączył do grona zawodników, którzy nie potrafili tej elementarnej końcówki wygrać. Doprowadził, co prawda, do krytycznej pozycji:

Białe: Kc6, Gc5, Sd5

Czarne: Ka8

…ale wygrać jej nie umiał. Co więcej, nie chciał się pogodzić z remisem, nawet po reklamacji 50 posunięć bez bicia i posunięcia pionem. Z możliwości odwołania się od decyzji sędziego (za jedyne 50 euro kaucji) jednak nie skorzystał.

Jak wygrać? Należy zmusić króla przeciwnika do przejścia do rogu, na który działa biały goniec, w tym wypadku najłatwiej na pole h8. Konkretnie:

1. Sc7 Kb8 2. Gb6 Kc8 3. Ga7 Kd8 4. Sd5 Ke8 5. Kd6 Kf7 6. Se7 Kf6 7. Ge3! Kf7 8. Gd4 Ke8 9. Ke6 Kd8 10. Gb6 Ke8 11. Sf5 Kf8 12. Gc7 Ke8 13. Sg7 Kf8 14. Kf6 Kg8 15. Kg6 Kf8 16. Gd6 Kg8 17. Sf5 Kh8 18. Ge7 Kg8 19. Sh6 Kh8 20. Gf6 mat

3. runda

Ryszard Suder – Zygmunt Wielecki ½:½

Tadeusz Żółtek – Anna Stolarczyk -:+

Marek Maćkowiak – Evgeniy Suslov 0:1

Piotr Dukaczewski – Jerzy Strzelecki 1:0

Jacek Stachańczyk – Marcin Tazbir 0:1

Marcin Chojnowski – Istvan Vojan 1:0

Pojedynki wewnętrzne w naszych ekipach. Co prawda jeden się nie odbył z powodu niedyspozycji zdrowotnej Tadeusza Żółtka. W drugim Marcin Tazbir wykorzystał niedokładności przeciwnika i pokonał Jacka Stachańczyka. Ryszard Suder pewnie zremisował po dość spokojnej grze. Natomiast Marek Maćkowiak podstawił piona w równej pozycji i przeciwnik pewnie go wypunktował. Piotr Dukaczewski i Marcin Chojnowski wygrali dość pewnie swe pojedynki.

4. runda

Marcin Tazbir – Viktor Varezhkin 1:0

Ryszard Suder – Yuri A. Meshkov ½:½

Evgeniy Suslov – Piotr Dukaczewski ½:½

Olaf Hoyer – Tadeusz Żółtek 0:1

Olga Gerasimova – Jacek Stachańczyk 0:1

Jerzy Strzelecki – Marek Maćkowiak ½:½

Anna Stolarczyk – Marcin Chojnowski 0:1

Kolejną partię wygrał Tazbir i został samodzielnym liderem z kompletem punktów. Pojedynki z szachistami IBCA z Rosji stoczyli Suder i Dukaczewski. Piotr miał wygraną pozycję, ale zagrał niedokładnie i przeciwnik się wywinął. Kolejną partię wygrał Stachańczyk i wraz z Dukaczewskim i Chojnowskim, który pokonał Annę, po zaciętej walce zgromadzili po 3 punkty.

5. runda

Ilia Lipilin – Ryszard Suder 1:0

Oliver Müller – Marcin Tazbir ½:½

Jacek Stachańczyk – Alexey Pakhomov 0:1

Piotr Dukaczewski – Marcin Chojnowski 1:0

Marek Maćkowiak – Anna Stolarczyk 1:0

Dość kiepska dla nas runda. Poza derbowymi pojedynkami nie wygraliśmy żadnej partii. Suder dał się oszukać w remisowej końcówce gońcowej. Tazbir musiał cały czas odpierać ataki bardzo dobrze grającego Niemca. A Stachańczyk, niestety, wybrał złą kontynuację w bardzo dobrej pozycji i stracił szansę na medal. Dukaczewski wygrał po bardzo wyrównanej grze i z 4 punktami zachował bardzo dobrą pozycję przed finiszowymi rundami, ustępując tylko o pół punktu prowadzącemu Tazbirowi.

6. runda

Marat Kozhamuratov – Ryszard Suder   ½:½

Marcin Tazbir – Stanislav Babarykin 1:0

Alexey Pakhomov – Piotr Dukaczewski 1:0

Thomas Rudolf – Jacek Stachańczyk 0:1

Ruslan Draganov – Marek Maćkowiak ½:½

Tadeusz Żółtek – Andrzej Kozicz ½:½

Anna Stolarczyk – Marina Kaydanovich 1:0

Marcin Chojnowski – Jerzy Strzelecki 1:0

Ważną partię wygrał Tazbir, czym zagwarantował sobie medal. Niestety, przegrał Dukaczewski. Tak jak i Stachańczyka, szans na medal pozbawił go Pakhomov. Co prawda to jedyna porażka w tej rundzie, bo wygrali Stachańczyk, Stolarczyk i Chojnowski.

7. runda

Denis Palin – Anna Stolarczyk 1:0

Ryszard Suder – Istvan Vojan 0:1

Yuri A. Meshkov – Marcin Chojnowski 1:0

Alexey Pakhomov – Marcin Tazbir ½:½

Jarno Scheffner – Tadeusz Żółtek 0:1

Piotr Dukaczewski – Andrei Obodchuk 0:1

Jacek Stachańczyk – Viktor Varezhkin 1:0

Marek Maćkowiak – Krzysztof Jurkiewicz ½:½

Finałowa runda nie była zbyt udana, bo przegraliśmy aż cztery partie. Najważniejsze jednak, iż po remisie Marcin Tazbir został mistrzem świata. Warto tu wspomnieć, że Pakhomov zagrał z wszystkimi zawodnikami naszej pierwszej drużyny i uzyskał wynik 3 z 4. Ważną partię wygrał też Stachańczyk, co dało mu ostatecznie 5. lokatę. Niestety, kolejną partię przegrał Dukaczewski i spadł na odległe 19. miejsce. Trzeba jednak przyznać, że nie miał on szczęścia do kojarzenia, które zresztą miejscami wyglądało bardzo dziwnie. Szanse na pierwszą dziesiątkę miał także Chojnowski, ale niestety również został ograny.

Dwa punkty zdobyte przez nasz pierwszy skład okazały się wystarczające do zdobycia złotego medalu również w klasyfikacji drużynowej. Po zdobyciu w 2016 roku drużynowego mistrzostwa Europy to kolejny wielki sukces naszej reprezentacji.

Zarówno w klasyfikacji indywidualnej, jak i drużynowej faworyci nie zawiedli. Marcin Tazbir wygrał zasłużenie. Spore szanse na medal mieli też Jacek Stachańczyk i Piotr Dukaczewski. W klasyfikacji drużynowej od pierwszej do ostatniej rundy trwała zacięta walka o zwycięstwo pomiędzy nami i IBCA-Rosja. W zasadzie można powiedzieć, że do ostatniej partii Babarykin – Wielecki Rosjanie mieli szansę na zrównanie się z nami i wtedy o zwycięstwie decydowałby system Buchholza, w którym punktacja też była dość podobna. Medale wręczano również w kategoriach niepełnosprawności. W tym roku zdarzyło się tak, że trzej najlepsi szachiści reprezentowali IBCA i to oni odebrali również medale w klasyfikacji niewidomych i słabowidzących.

Pewnym zgrzytem organizacyjnym było 40-minutowe opóźnienie zakończenia imprezy, jak również brak bazy z zapisami partii z całego turnieju. Na zakończenie dwie partie mistrza świata.

Tazbir – Żółtek

1. e4 Sf6 2. e5 Sd5 3. d4 d6 4. c4 Sb6 5. exd6 cxd6 6. Sc3 g6 7. Ge3 Gg7 8. Wc1 0-0 9. b3 Sc6 10. Sf3 Gg4 11. d5 Se5 12. Ge2 Sxf3+ 13. Gxf3 Gxf3 14. Hxf3 Sd7 15. 0-0 a6 16. Wfe1 Se5 17. He2 f5 18. Hd2 Hd7 19. a4 f4 20. Gxf4 Hf5 21. Gxe5 Gxe5 22. g3 Wf7 23. Se4 Gg7 24. f4 h6 25. a5 Waf8 26. He3 Hc8 27. c5 Hd8 28. Hd2 dxc5 29. Sxc5 Wf5 30. Wcd1 Hd6 31. b4 1-0

Tazbir – Varezhkin

1. e4 c5 2. Sc3 Sc6 3. Gb5 Sf6 4. Gxc6 dxc6 5. d3 e5 6. f4 Gd6 7. Sf3 Gg4 8. h3 Gxf3 9. Hxf3 exf4 10. Gxf4 Gxf4 11. Hxf4 He7 12. 0-0 Sd7 13. Sd1 0-0 14. Se3 He5 15. Hf2 g6 16. b3 Wae8 17. Wae1 b6 18. Kh1 h5 19. a4 We6 20. Sc4 Hg5 21. We3 Wf6 22. Wf3 Wxf3 23. gxf3 Hf4 24. Se3 f5 25. Sg2 Hd6 26. f4 Kh7 27. e5 He6 28. Sh4 Wd8 29. Sf3 He7 30. Hg2 Kh6 31. e6 Sf8 32. Hg5+ 1-0

 

III Mistrzostwa Świata Niepełnosprawnych w Szachach

5-13.10.2017 r., Drezno

Wyniki indywidualne

1. Marcin Tazbir – Poland IBCA Team 1 – 6 p. (32,5)

2. Oliver Müller – Germany IBCA Team – 6 p. (31,5)

3. Alexey Pakhomov – Russia IBCA – 5.5 p. (30)

4. Raphael Zimmer – Germany IPCA Team 1 – 5,5 p. (29)

5. Jacek Stachańczyk – Poland IBCA Team 1 – 5 p. (30)

6. Rasim Nizam – Bulgaria IBCA – 5 p. (29)

7. Andrei Obodchuk – Russia IPCA Team – 5 p. (28,5)

8. Artur Kevorkov – Germany ICCD Team – 5 p. (27)

9. Yuri A. Meshkov – Russia IBCA Team – 5 p. (25,5)

10. Zygmunt Wielecki – Poland IPCA Team – 5 p. (24,5)

19. Piotr Dukaczewski – Poland IBCA Team 1 – 4 p. (29,5)

21. Marek Maćkowiak – Poland IBCA Team 1 – 4 p. (26,5)

23. Marcin Chojnowski – Poland IBCA Team 2 – 4 p. (25)

33. Tadeusz Żółtek – Poland IBCA Team 2 – 3,5 p. (25)

...

45. Ryszard Suder – Poland IBCA Team 2   – 3 p. (27,5)

49. Anna Stolarczyk – Poland IBCA Team 2 – 3 p. (24)

Wyniki drużynowe

1. Poland IBCA Team 1 – 19 p. (118,5):

Marcin Tazbir 6 p. (32,5)

Jacek Stachańczyk 5 p. (30)

Piotr Dukaczewski 4 p. (29,5)

Marek Maćkowiak 4 p. (26,5)

2. Russia IBCA Team – 18 p. (119,5):

Yuri A. Meshkov 5 p. (25,5)

Ruslan Draganov 4,5 p. (30,5)

Evgeniy Suslov 4,5 p. (29,5)

Stanislav Babarykin 4 p. (34)

3. Russia IPCA Team 1  – 17,5 p. (103):

Andrei Obodchuk 5 p. (28,5)

Dmitrij Scerbin 4,5 p. (22)

Andrey Tersinsev 4 p. (27,5)

Denis Palin  4 p. (25)

Witalis Sapis

 

aaa

 

szachy

 

Najlepszy

Niewiele o nim wiemy, a jest najlepszym obecnie szachistą w środowisku osób z dysfunkcją wzroku. Reprezentuje nasz kraj przede wszystkim w rozgrywkach międzynarodowych. O kim mowa? Z Marcinem Tazbirem – mistrzem świata wśród szachistów z niepełnosprawnością – rozmawia Andrzej Szymański.

– Proszę powiedzieć kilka słów o sobie: ile Pan ma lat, skąd Pan pochodzi, wykształcenie, niepełnosprawność…

– Mam 29 lat, pochodzę z Piotrkowa Trybunalskiego. Ukończyłem studia wyższe na Politechnice Łódzkiej na wydziale International Faculty of Engineering (wykłady w języku angielskim), nazwa pierwszego stopnia studiów to Business&Technology, natomiast drugi stopień to Financial Management in Business. Mam umiarkowany stopień niepełnosprawności ze względu na stożek rogówki obojga oczu.

– Kiedy nauczył się Pan grać w szachy i kto się do tego najbardziej przyczynił?

– Kiedy miałem jakieś trzy i pół roku, grę pokazała mi babcia. Na początku była to zabawa – dostawianie figur itp. Na taki stan rzeczy zareagował mój tata, który uznał, że „oszukiwanie” jest mało pedagogiczne dla takiego brzdąca i wówczas szachy zaczęły się na poważnie.

– Mówią, że jest Pan „eksportowym zawodnikiem”, głównie występuje pan w turniejach międzynarodowych. To prawda?

– Pierwszy raz spotykam się z takim określeniem. Gram w kilku ligach zagranicznych oraz w lidze polskiej. Polska jest w Unii, czuję się Europejczykiem, więc gram tam, gdzie mi wygodnie.

– Jest Pan arcymistrzem i ma pan sporo sukcesów na koncie. Jakie są najcenniejsze?

– Arcymistrzem jestem od roku 2013. Do moich największych sukcesów zaliczam dwa medale akademickich mistrzostw świata w Guimaraes w 2012 roku – srebro w drużynie i brąz indywidualnie. Jeśli chodzi o najlepszy wynik w turnieju międzynarodowym, to na pewno jest to czwarte miejsce w jednym z najsilniejszych turniejów europejskich – Capelle la Granda z roku 2015.

– W Dreźnie został Pan mistrzem świata niepełnosprawnych w szachach. Jaki był dla Pana ten turniej, jacy przeciwnicy? Czy łatwo było zdobyć to pierwsze miejsce?

– W mistrzostwach świata miałem pierwszy numer startowy, zawsze trudniej gra się z takim obciążeniem – rolą faworyta. Właściwie dzieliłem pierwsze i drugie miejsce (pierwszą lokatę zająłem dzięki lepszej punktacji pomocniczej), co pokazuje, że sukces nie przyszedł łatwo.

– Jakie są Pana relacje z niewidomymi szachistami? Rywalizuje Pan z nimi? Których spośród nich najwyżej Pan ocenia?

– Jestem człowiekiem towarzyskim i staram się ze wszystkimi żyć dobrze. Jednak gdy przychodzi do rywalizacji, to wszelkie sympatie, ale i animozje znikają – liczy się zwycięstwo. Szczególnie cenię sobie znajomość z jednym z najwybitniejszych polskich szachistów wśród niewidomych – Piotrem Dukaczewskim. Rzadko można spotkać osobę o tak szerokich horyzontach.

 – Co dalej z Pana sportową karierą? Jakieś plany na przyszłość?

– Z uwagi na to, że zająłem się zawodowo trenowaniem juniorów, czasu na swój trening mam dużo mniej. Mam jeszcze jeden cel sportowy, którego nie udało mi się do tej pory osiągnąć. Jest to cel trudny, ale możliwy. Jeśli zdobędę ten mój Everest, to na pewno dam o tym znać.

 

aaa

 

bowling

 

Powrót do Łodzi 

W pierwotnym kalendarzu imprez sportowych Stowarzyszenia „Cross” nie było turnieju bowlingowego w Łodzi, jednak dzięki dodatkowym środkom finansowym z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych pod koniec października udało się jeszcze zorganizować ogólnopolski turniej bwlingowy w mieście filmu.

Po pięciu latach przerwy do Łodzi powrócili zawodnicy i zawodniczki reprezentujący kluby zrzeszone w Stowarzyszeniu „Cross”. Zapewne centralne położenie miasta i dobre warunki pobytowe skusiły do przyjazdu prawie dziewięćdziesiąt osób z całej Polski.

Zawody odbyły się na nowym dla crossowiczów obiekcie, jednak część ze startujących poznała już tę kręgielnię dzięki imprezom organizowanym przez Sekcję Niepełnosprawnych przy Polskim Związku Kręglarskim. W zawodach do dyspozycji grających oddano czternaście torów z dwudziestu czterech, jakie znajdują się w całym obiekcie. Taka liczba dostępnych torów pozwoliła organizatorom bardzo sprawnie przeprowadzić turniej. Dodatkowo Stowarzyszenie – po raz pierwszy na nowych zasadach – współpracowało z przedstawicielami SN PZKręgl przy jego organizacji. Gry łódzkiego turnieju posłużyły jako wyniki eliminacyjne do Pucharu Polski w bowlingu sportowym, organizowanym w tym samym czasie na łódzkiej kręgielni przez Sekcję Niepełnosprawnych PZKręgl. Zwycięska szóstka z każdej kategorii, spełniająca wymogi określone przez organizatorów Pucharu Polski, miała możliwość zagrania systemem pucharowym o miano najlepszego w danej kategorii.

Była to pierwsza zaplanowana i przeprowadzona w ten sposób impreza. Gry w ramach turnieju odbywały się zgodnie z obecnie obowiązującym regulaminem Stowarzyszenia „Cross”, jednakże rzuty w ramach Pucharu Polski rozgrywane były inną metodą, tzw. cross-line, która znacznie różni się od stosowanej na crossowskich imprezach. Prawdopodobnie w najbliższym czasie wprowadzone zostaną zmiany w regulaminie, umożliwiające stosowanie nowego systemu rozgrywek. Na pierwszy rzut oka może się on wydawać bardzo skomplikowany i niejasny, jednak głównym argumentem przemawiającym za jego wprowadzeniem jest fakt, iż gry są bardziej dynamiczne, ciekawsze i dają szansę rywalizacji na wielu torach, a nie jak dotychczas tylko na dwóch.

Zasady gry systemem cross-line można scharakteryzować następująco:

1. Wszystkie gry są rozgrywane systemem przemiennym na parze torów.

2. Zawodnicy z toru nieparzystego po pierwszej ramce grają kolejną na torze parzystym, natomiast zawodnicy z toru parzystego przechodzą na tor nieparzysty.

3. Zawodnicy rozgrywają po 5 ramek na każdym torze.

3. Po zakończeniu pełnej gry (10 ramek) zawodnicy rozpoczynają kolejną na torze, na którym skończyli grę poprzednią.

4. Rzut na niewłaściwym torze jest anulowany i zawodnik musi go powtórzyć na torze właściwym dla danej kolejki.

5. Na parze torów rozgrywane są dwie gry, po których następuje przejście na kolejną parę torów.

6. Zawodnicy z torów nieparzystych przesuwają się w lewo, natomiast zawodnicy z torów parzystych przesuwają się w prawo.

7. W zależności od liczby torów dopuszczonych do rozgrywek organizator każdorazowo określi, o ile torów zawodnicy się przesuwają.

Jak relacjonowali zawodnicy, którzy grali tym systemem w ramach Pucharu Polski, wystarczy zagrać raz, by zrozumieć system i nie chcieć wracać do starego sposobu gry.

Zwycięzcami poszczególnych kategorii mężczyzn w ogólnopolskim turnieju bowlingowym niewidomych i słabowidzących, a także Pucharu Polski SN PZKręgl okazały się w zasadzie te same osoby. Czy to przypadek? Raczej nie. Panowie Zdzisław Koziej – B1, Mieczysław Kontrymowicz – B2 i Albert Sordyl – B3 to starzy wyjadacze, reprezentanci kraju i multimedaliści imprez międzynarodowych. Mały niedosyt pozostawił nieco słabszy start Zbigniewa Strzeleckiego „Zająca”, który w tych zawodach zajął odległe miejsce i nie miał szansy zagrać w Pucharze Polski.

Z kronikarskiego obowiązku należy odnotować kilka bardzo dobrych rezultatów konkretnych gier: wynik 165 p. Zdzisława Kozieja w kat. B1, 228 p. Mieczysława Kontrymowicza w kat. B2 oraz niespodziewanie dobry rezultat Daniela Jarząba w kat. B3 – 219 p. Szkoda, że ten ostatni nie podjął rywalizacji również w Pucharze Polski.

W kategorii B2 kobiet tylko Dorota Kurek z „Ikara” Lublin powtórzyła swój wynik i dwukrotnie zajęła pierwsze miejsce. Był to jednocześnie najlepszy rezultat zawodów wśród pań. Dorota uzyskała wynik 978 p., przy czym należy podkreślić, że w jednej z gier przekroczyła granicę 200 p., i to aż o 11 kręgli.

W kategorii B1 zwycięskie puchary pojechały do Bydgoszczy. Karolina Rzepa, która wygrała turniej „Crossu”, w Pucharze Polski zagrała nieco gorzej i zamieniła się miejscami ze swoją klubową koleżanką Magdaleną Rataj, która w turnieju zajęła trzecie miejsce. Podobna zamiana między pierwszą a trzecią zawodniczką nastąpiła w kategorii B3. Honorata Borawa z „Łuczniczki” Bydgoszcz wygrała turniej w swojej kategorii z wynikiem 971 p., jednakże w Pucharze Polski to Zofia Sarnacka z olsztyńskiego klubu awansowała z trzeciego miejsca na szczyt podium. Zastanawiająca jest słabsza dyspozycja Jadwigi Rogackiej z „Pionka” Włocławek, która w Łodzi musiała dwukrotnie ustąpić miejsca lepiej dysponowanej Dorocie Kurek.

Podsumowując rozgrywki w Łodzi, trzeba zwrócić uwagę, że obiekt, na którym odbywały się zawody, nie należy do łatwych kręgielni, na których można osiągnąć rewelacyjne wyniki. Być może przyczyną było smarowanie na 41. Jak powiedział Mietek Kontrymowicz, który notabene uzyskał najlepszy wynik turnieju – „grało się jak na szkle”. Cóż, dobry zawodnik powinien dostosować się do obiektu, na którym gra, inaczej się nie da.

Przy okazji obu turniejów Sekcja Niepełnosprawnych PZKręgl na zebraniu swojego zarządu dokonała wyboru trenerów kadry narodowej. Trenerem kadry kręglarskiej została Bożena Polak, a trenerem kadry bowlingowej Krzysztof Olesiński.

Zorganizowanie dwóch imprez bowlingowych w jednym miejscu i czasie to owoc współpracy Stowarzyszenia „Cross” z Sekcją Niepełnosprawnych PZKręgl i dobry prognostyk na przyszłość. Podobne działania odniosą sukces, jeśli będą mądrze realizowane w odpowiednich do tego miejscach. Czekamy na następne inicjatywy, a na razie w listopadzie czekają nas jeszcze rozgrywki bowlingowe w Rzeszowie i Częstochowie. W grudniu będzie zaś szansa, by zagrać w kręgle klasyczne w Gostyniu. Czy organizator tej imprezy dotrzyma słowa i zagramy na nowym obiekcie w Lesznie lub Brodnicy?

Ogólnopolski turniej niewidomych i słabowidzących w bowlingu sportowym

27-29.10.2017 r., Łódź

Kobiety

B1

1. Karolina Rzepa („Łuczniczka” Bydgoszcz) 645 p.

2. Katarzyna Świątek („Łuczniczka” Bydgoszcz) 620 p.

3. Magdalena Rataj („Łuczniczka” Bydgoszcz) 521 p.

B2

1. Dorota Kurek („Ikar” Lublin) 978 p.

2. Jadwiga Rogacka („Pionek” Włocławek) 935 p.

3. Mirosława Malcherek („Łuczniczka” Bydgoszcz) 823 p.

B3

1. Honorata Borawa („Łuczniczka” Bydgoszcz) 971 p.

2. Jolanta Pazurkiewicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 915 p.

3. Zofia Sarnacka („Warmia i Mazury” Olsztyn) 864 p.

Mężczyźni

B1

1. Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin) 876 p.

2. Szczepan Polkowski („Morena” Iława) 709 p.

1. Stanisław Chmura („Podkarpacie” Przemyśl) 681 p.

B2

1. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1178 p.

2. Mariusz Kozyra („Hetman” Lublin) 1026 p.

3. Stanisław Stopierzyński („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1018 p.

B3

1. Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów) 1059 p.

2. Daniel Jarząb („Tęcza” Poznań) 1025 p.

3. Dominik Czyż („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1015 p.

Puchar Polski w bowlingu sportowym

Kobiety

B1    

1. Magdalena Rataj

2. Katarzyna Świątek

3. Karolina Rzepa

B2    

1. Dorota Kurek

2. Jadwiga Rogacka

3. Danuta Odulińska

B3    

1. Zofia Sarnacka

2. Jolanta Mazurkiewicz

3. Honorata Borawa

Mężczyźni

B1    

1. Zdzisław Koziej

2. Szczepan Polkowski

3. Krzysztof Tarkowski

B2    

1. Mieczysław Kontrymowicz

2. Stanisław Poświatowski

3. Stanisław Stopierzyński

B3    

1. Albert Sordyl

2. Dominik Czyż

3. Cezary Dybiński

Wojciech Puchacz

 

aaa

 

biegi

 

Mistrzowska dycha

W pierwszy weekend października w Bydgoszczy pojawili się amatorzy biegania. Stowarzyszenie „Cross” wraz z klubem „Łuczniczka” Bydgoszcz zorganizowały tu, można powiedzieć, że tradycyjnie, mistrzostwa Polski osób z dysfunkcją wzroku w biegu na 10 km.

Trasa zawodów została wytyczona na 5-kilometrowej pętli w bydgoskim Leśnym Parku Kultury i Wypoczynku Myślęcinek. To bardzo popularne miejsce wśród bydgoszczan lubiących aktywnie spędzać wolny czas. Lokalizacja jest dostępna i otwarta również dla osób z niepełnosprawnościami. Integracyjne place zabaw, różnorodne sprzęty treningowe czy dostosowane ścieżki dydaktyczne i turystyczne to atuty kompleksu Myślęcinek. I właśnie one zostały idealnie wykorzystane do wytyczenia pętli biegowej na potrzeby mistrzostw Polski niewidomych i słabowidzących. Trasa z asfaltową nawierzchnią, w większości płaska, z jednym intensywnym podbiegiem i zbiegiem, sprzyjała zawodnikom, o czym najlepiej świadczą wyniki końcowe.

Po wcześniejszej odprawie technicznej, punktualnie o 10.15 na linii startu stawiło się 35 zawodników i zawodniczek. W kategorii T12 (słabowidzący) wystartowało ich aż 27, w T11 (niewidomi) biegło 8 zawodników wraz z przewodnikami. W zawodach wzięli udział reprezentanci klubów z całej Polski. Zmagania do ostatnich metrów były bardzo zacięte. Dużą niespodzianką okazał się start młodego zawodnika „Łuczniczki” Mateusza Olendrzyńskiego, który ukończył bieg z czasem 0:47:41 i uplasował się na 6. miejscu wśród zawodników słabowidzących. Mateusz dopiero rozpoczyna swoją przygodę z bieganiem, więc tak dobry wynik juniora na dystansie 10 km rokuje pozytywnie na przyszłość. A trenować i ścigać się ma z kim. Tomasz Chmurzyński z „Łuczniczki”, który wygrał bieg z czasem 0:37:58, jest na razie niedoścignionym wzorem dla młodszych kolegów. Ten czterokrotny paraolimpijczyk (srebrny medalista z Atlanty), zdobywca medali mistrzostw świata i Europy w maratonie, nadal jest aktywnym biegaczem. W kategorii niewidomych wygrał zawodnik klubu „Warmia i Mazury” Olsztyn Zbigniew Świerczyński, który przybiegł na metę z czasem 0:46:00. Wśród kobiet najlepsza była Halina Strzelecka-Dragun, reprezentantka „Zrywu” Słupsk, która uzyskała czas 01:01:14.

Zawodnikom sprzyjało nie tylko otoczenie, lecz również pogoda. Gorący doping kibiców, a przede wszystkim kibicek również był nieoceniony. Ze względu na specyfikę biegu organizatorzy zapewnili dużą grupę wolontariuszy, bez których realizacja imprezy byłaby niemożliwa. Nad zdrowiem uczestników czuwała służba medyczna, a nad prawidłowością przebiegu zawodów obsługa sędziowska. A wszystkiemu przyświecała piękna idea integracji. Wspólny posiłek biegaczy, przewodników, wolontariuszy, obsługi biegu i organizatorów wyjątkowo wszystkich połączył. Uroczyste zakończenie mistrzostw odbyło się w obiekcie klubu Zawisza Bydgoszcz. Całość uwiecznił na zdjęciach Grzegorz „Wasyl” Grabowski, autor projektu Pasja Biegania – albumu prezentującego sylwetki biegaczy i imprezy biegowe. Integracja środowiska połączona z realizacją biegowej pasji to kwintesencja święta biegaczy, jakim są zawody. Zadbał o to organizator, członek Rady Krajowej Stowarzyszenia „Cross” Krzysztof Badowski.

Mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących w biegu na 10 km

6-8.10.2017 r., Bydgoszcz

T11

Mężczyźni

1. Zbigniew Świerczyński („Warmia i Mazury” Olsztyn)

2. Mariusz Zacheja („Syrenka” Warszawa)

3. Grzegorz Powałka („Syrenka” Warszawa)

T12

Kobiety

1. Halina Strzelecka-Dragun („Zryw” Słupsk)

2. Danuta Kosson („Syrenka” Warszawa)

3. Georgina Myler („Łuczniczka” Bydgoszcz)

Mężczyźni

1. Tomasz Chmurzyński („Łuczniczka” Bydgoszcz)

2. Jacek Ziółkowski („Syrenka” Warszawa)

3. Paweł Petelski („Jantar” Gdańsk)

Georgina Myler

 

aaa

 

wiadomości

 

Strzelectwo

Na drużynowym celowniku

Drużyny niewidomych i słabowidzących strzelców z całego kraju walczyły o miano mistrzów Polski w strzelectwie laserowym. Zawody rozpoczęły się w piątek 1 września spotkaniem zawodników i odprawą techniczną, a zakończyły śniadaniem 4 września. Osiem drużyn kobiecych i osiem męskich zmagało się w trzech konkurencjach: karabin, pistolet i dwubój. Podczas uroczystej kolacji, która zamykała dwa dni rywalizacji w nadmorskiej Ustce, najlepszym w każdej konkurencji zostały rozdane medale i puchary.

Wśród ekip kobiecych niepokonane okazały się zawodniczki z klubu „Morena” Iława – zgarnęły złote medale we wszystkich trzech konkurencjach. W skład mistrzowskiej drużyny weszły: Klaudia Maria Żelazowska, Marianna Dorociak i Regina Szczypiorska. Klaudia okazała się bezkonkurencyjna i została okrzyknięta najlepszą zawodniczką całych mistrzostw. W konkurencji karabinek uzyskała wynik 305,4 p., w potyczkach z pistoletem 292,4 p., a w dwuboju – 597,8 p.

Oprócz pań z Iławy na podium znalazły się jeszcze dwie drużyny: „Zryw” Słupsk i „Warmia i Mazury” Olsztyn. Zespół słupszczanek w składzie: Agnieszka Król-Jaśkiewicz, Izabela Mirynowska oraz Kamila Potasińska wywalczył dwa srebrne medale w konkurencjach karabin i dwubój oraz brąz w strzelaniu z pistoletu, natomiast drużyna z Olsztyna zajęła pozostałe medalowe miejsca. W składzie olsztynianek znalazły się: Barbara Dołowa, Bożena Kruk oraz Katarzyna Orzechowska.

Medale wśród mężczyzn podzieliły między sobą cztery drużyny – panowie ze Słupska, Olsztyna, Iławy oraz Bydgoszczy. Team „Zrywu” wystąpił w składzie: Robert Nawrocki, Ariel Kiresztura i Mirosław Mirynowski. Zespół „Moreny” zaprezentował się w składzie: Stanisław Piasek, Jarosław Czapski i Roman Jagodziński. Do składu drużyny „Warmii i Mazury” weszli: Krzysztof Ruszkiewicz, Piotr Miś oraz Jerzy Dołowy, a klub „Łuczniczka” reprezentowali: Grzegorz Kłos, Arkadiusz Gęstwiński i Zenon Wudzyński. W konkurencji karabinek podział medali przedstawiał się następująco: złoto – „Zryw” Słupsk, srebro – „Warmia i Mazury” Olsztyn, brąz – „Morena” Iława. Zawodnicy z Iławy zdobyli też dwa pozostałe złote medale – w konkurencji pistolet, pokonując drużyny z Bydgoszczy i Olsztyna, oraz w dwuboju, gdzie drugie miejsce zajęła drużyna ze Słupska, a trzecie z Olsztyna.

Zawody zorganizował Związek Kultury Fizycznej „Olimp” przy współudziale klubu „Zryw” Słupsk. Imprezę dofinansował Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Agnieszka Król-Jaśkiewicz

 

Szachy

Beskidzkie potyczki

W przepięknej jesiennej scenerii gór Beskidu Sądeckiego, w malowniczej Krynicy-Zdroju rozegrano w dniach 30.09-8.10.2017 r. turniej szachowy. Zawodom patronowało Stowarzyszenie „Cross”, a koordynatorem imprezy był Jerzy Hanus.

Zwycięzcy turnieju upatrywano w grupie sześciu graczy o najwyższym rankingu – i tak też rozstrzygnął się turniej. Wygrał Sylwester Barnowski przed Stanisławem Niećką, przy czym ich rywalizacja była niesłychanie wyrównana. Nie dość, że zdobyli obaj po 7 punktów, to równe mieli także dwie kolejne punktacje pomocnicze, tzw. mały Buchholz i duży Buchholz. I dopiero liczba wygranych (sześć) przy pięciu zwycięstwach Niećki zapewniła sukces zawodnikowi „Atutu” Nysa. Na osłodę zawodnikowi „Tęczy” Poznań pozostało zwycięstwo nad Barnowskim w ich bezpośrednim pojedynku.

Do grona sześciu „rankingowiczów” wdarli się przebojem czyniący stałe postępy Ryszard Grzywacz i rewelacja turnieju Andrzej Jagiełła, który niespodziewanie wygrał pełną dramaturgii i obustronnych błędów partię ze Zdzisławem Żarowem.

Zwycięzcy turnieju uhonorowani zostali pucharami. Rozgrywki współfinansowane ze środków MSiT i PFRON sędziował Tomasz Stefaniek, sędzia klasy międzynarodowej.

Najlepsza dziesiątka zawodników turnieju

1. Sylwester Barnowski („Atut” Nysa) 7,0 p.

2. Stanisław Niećko („Tęcza” Poznań) 7,0 p.

3. Wiktor Szydłowski („Lajkonik” Kraków) 5,5 p.

4. Jacek Ruszczycki („Lajkonik” Kraków) 5,5 p.

5. Zdzisław Żarow („Lajkonik” Kraków) 5,5 p.

6. Ryszard Grzywacz („Omega” Łódź) 5,5 p.

7. Andrzej Jagiełła („Podkarpacie” Przemyśl) 5,5 p.

8. Emil Przewoźnik („Łuczniczka” Bydgoszcz) 5,0 p.

9. Mirosław Modoński („Beskidek” Żywiec) 5,0 p.

10. Mirosław Kopiec („Lajkonik” Kraków) 5,0 p.

Stanisław Niećko

 

Szachy/warcaby

Maraton szachowo-warcabowy nad Bałtykiem

W dniach 18-25.08.2017 r. w Ośrodku Wypoczynkowym „Lazur” w nadmorskiej miejscowości Poddąbie odbył się ogólnopolski turniej niewidomych i słabowidzących w szachach i warcabach. Głównym organizatorem zawodów było Stowarzyszenie „Cross”, zaś współorganizatorem klub „Zryw” ze Słupska.         

W zawodach wzięło udział aż 71 zawodników z blisko 20 klubów, w tym 23 szachistów i 48 warcabistów. Zainteresowanie turniejem dalece przekroczyło plany i możliwości finansowe koordynatora Mirosława Mirynowskiego. Na szczęście udało się zwiększyć limit miejsc dofinansowanych ze środków MSiT i PFRON, dzięki czemu można było przyjąć tak liczne grono miłośników tych logicznych gier. Nie bez znaczenia była tu lokalizacja zawodów – Poddąbie. Mała, spokojna osada nadmorska z kilkudziesięcioma położonymi w lesie domkami letniskowymi, 200 do 400 m od brzegu. Czysta morska woda zwabia w te okolice nawet foki, które nad Bałtykiem należą do rzadkości. Miejscowość otoczona jest rzadko spotykanym nad morzem bukowo-sosnowym lasem poprzetykanym wielkimi dębami. Główną atrakcją Poddąbia jest przede wszystkim położenie tej miejscowości oraz piękna, piaszczysta i szeroka plaża, niezatłoczona i strzeżona latem. Poddąbie to najładniejsza miejscowość na polskim wybrzeżu, miejsce idealne dla osób szukających spokoju i odpoczynku. Na stałe mieszka tu tylko osiem rodzin – dwadzieścia kilka osób. Tutaj kończy się droga, a dalej jest już tylko piękna plaża i niesamowite widoki z piaszczystego klifu. Już 6 km na wschód zaczyna się wpisany na listę UNESCO Słowiński Park Narodowy z ruchomymi wydmami, jedynymi w Europie, należącymi do największych atrakcji regionu. Ponadto latarnia morska w Czołpinie i piękne widokowo szlaki piesze, m.in. na udostępnionym turystom ogromnym byłym terenie wojskowym, skąd rozpościerają się fantastyczne widoki na morze, wydmy, górę Rowokół i jeziora Gardno, Dołgie Małe i Dołgie Wielkie.
W Poddąbiu natknąć możemy się na grobowiec megalityczny i pozostałości kamiennych kręgów sprzed pięciu i trzech tysięcy lat, które skrywają się w lesie w pobliżu ulicy Wczasowej. Natomiast przy ulicy Plażowej można dostrzec pozostałości niewielkiego cmentarza rybaków i rozbitków, który był używany dwieście lat temu.

Turnieje zostały przeprowadzone systemem szwajcarskim (kojarzenie komputerowe) na dystansie 7 rund. Tempo gry wynosiło 90 minut na partię dla zawodnika. Rywalizacja przebiegała w sportowej i przyjacielskiej atmosferze, a losy zwycięstwa ważyły się do ostatnich partii.

Turniej szachowy sędziowali Witalis Sapis i Brunon Studziński, a turniej warcabowy Anna Chylewska-Sroka i Sylwia Dęga-Zamrzycka.

Najlepsza dziesiątka turnieju szachowego

1. Jacek Ruszczycki („Lajkonik” Kraków) 5,5 p.

2. Tadeusz Traczyk („Atut” Nysa) 5,0 p.

3. Zdzisław Żarow („Lajkonik” Kraków) 5,0 p.

4. Rajmund Filipiak („Atut” Nysa) 4,5 p.

5. Wiktor Szydłowski („Lajkonik” Kraków) 4,5 p.

6. Werner Mettel („Zryw” Słupsk) 4,5 p.

7. Stanisław Huzarski („Zryw” Słupsk) 4,0 p.

8. Tadeusz Gryglewicz („Zryw” Słupsk) 4,0 p.

9. Józef Wyrzykowski („Łuczniczka” Bydgoszcz) 4,0 p.

10. Kazimierz Bińkowski („Omega” Łódź) 4,0 p.

Startowało 23 zawodników.

Najlepsza dziesiątka turnieju warcabowego

1. Stanisław Mazur („Podkarpacie” Przemyśl) 11 p.

2. Zenon Sitarz („Podkarpacie” Przemyśl) 11 p.

3. Petronela Dapkiewicz („Jaćwing” Suwałki) 10 p.

4. Ryszard Pawłowski („Kormoran” Giżycko) 10 p.

5. Antoni Ignatowski („Jaćwing” Suwałki) 10 p.

6. Mieczysław Kaciotys („Jantar” Gdańsk) 10 p.

7. Halina Kasperczyk („Atut” Nysa) 10 p.

8. Maria Gaweluch-Mazur („Podkarpacie” Przemyśl) 9 p.

9. Zygmunt Myszka („Zryw” Słupsk) 9 p.

10. Barbara Wentowska  („Jantar” Gdańsk) 9 p.

Startowało 48 zawodników.

Tuż po zakończeniu turnieju ogólnopolskiego rozegrano w dniach 25-31.08.2017 r.
wojewódzki integracyjny turniej szachowo-warcabowy „Bałtyk 2017”, którego organizatorem był klub „Zryw” Słupsk. Impreza była dofinansowana ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, będących w dyspozycji Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego, oraz ze środków miasta Słupska.
Podobnie jak w turnieju ogólnopolskim rozgrywki zostały przeprowadzone systemem szwajcarskim na dystansie 7 rund. Tym razem zmieniono tempo gry na 45 minut, zaś dla osób niewidomych tempo wynosiło godzinę. Rywalizację szachową zdominowali zawodnicy „Zrywu” Słupsk, którzy zajęli wszystkie miejsca w pierwszej dziesiątce. W turnieju warcabowym siły rozłożyły się już bardziej równomiernie. Oto wyniki:

Najlepsza piątka turnieju szachowego

1. Stanisław Huzarski („Zryw” Słupsk) 5,5 p.

2. Jarosław Borowski („Zryw” Słupsk) 5,5 p.

3. Roman Staruch („Zryw” Słupsk) 5,0 p.

4. Jerzy Rutkowski („Zryw” Słupsk) 5,0 p.

5. Jerzy Jaroszewicz („Zryw” Słupsk) 4,0 p.

Najlepsza piątka turnieju warcabowego

1. Zygmunt Myszka („Zryw” Słupsk) 11 p.

2. Mieczysław Kaciotys („Jantar” Gdańsk) 10 p.

3. Mirosław Mirynowski („Zryw” Słupsk) 9 p.

4. Krzysztof Kusowski („Jantar” Gdańsk) 9 p.

5. Werner Mettel („Zryw” Słupsk) 9 p.

Izabela Mirynowska

Pojedynki w Wągrowcu

Nad roztaczającym jesienny urok Jeziorem Durowskim, w lubianym przez crossowiczów Wągrowcu na Pałukach rozegrano w końcówce października turnieje szachowy i warcabowy dofinansowane ze środków PFRON. W sumie wzięło w nich udział 40 osób, w tym 11 pań. Uczestników gościł przychylny graczom i funkcjonalny Ośrodek Rehabilitacyjno-Wypoczynkowy „Wielspin”.

W turnieju szachowym grało 12 osób. Szalę zwycięstwa na swoją stronę przechylił ostatecznie weteran batalii i bitew szachowych, ale młody duchem, werwą i pomyślunkiem Zdzisław Żarow. Z siedmiu gier uzyskał 6 punktów. Tylko dwa remisy to wynik świetny, pokazujący jego dużą przewagę nad pozostałymi uczestnikami. A wśród nich błyszczał Kazimierz Bińkowski – najstarszy z graczy, osoba pełna kultury i uroku osobistego, o których często w ferworze walki przy desce młodsi zapominają, co odrobinę smuci. Przesympatyczny, uśmiechnięty od ucha do ucha pan, a jego partie wręcz przebojowe, grane są z wielką determinacją, bojowością, nieustępliwie.

Nie mniej zacięty i emocjonujący był turniej warcabowy. Całością imprezy zarządzała pani Józefa Jóźko – sprawnie i bezproblemowo. Turniej szachowy sędziowała Małgorzata Napierała, a warcabowy Leon Miklosik. Zwycięzcy uhonorowani zostali pucharami i nagrodami, które trafiły także do pozostałych uczestników. Wyniki obydwu imprez przedstawiają się następująco:

Turnieje szachowy i warcabowy

23-30.10.2017 r., Wągrowiec

Wyniki turnieju szachowego

1. Zdzisław Żarow 6,0 p.

2. Stanisław Niećko 5,0 p.

3. Rajmund Filipiak 4,5 p.

4. Kazimierz Bińkowski 4,5 p.

5. Józef Wyrzykowski 4,5 p.

6. Tadeusz Gryglewicz 4,5 p.

7. Krzysztof Zemła 4,0 p.

8. Leonarda Liszewska 3,0 p.

9. Damian Buczak 3,0 p.

10. Renata Namyślak 1,5 p.

11. Zofia Cieplak 1,5 p.

12. Ewa Chociszewska 0,0 p.

Wyniki turnieju warcabowego

1. Krzysztof Pichlak 14 p.

2. Leszek Żygowski 11 p.

3. Jan Łuszcz 10 p.

4. Barbara Kacprzak 10 p.

5. Lesław Kozik 9 p.

6. Antoni Lewek 9 p.

7. Michał Ciborski 8 p.

8. Wacław Żarski 8 p.

9. Halina Wójcik 8 p.

10. Andrzej Szczakowski 8 p.

11. Aleksander Banaszkiewicz 8 p.

12. Stanisław Sroka 7 p.

13. Jan Łazuka 7 p.

14. Michał Jurewicz 7 p.

15. Tadeusz Rozmus 7 p.

16. Piotr Kacprzak 7 p.

17. Czesław Wiszniewski 7 p.

18. Anna Wewersowicz 6 p.

19. Ryszard Górski 6 p.

20. Błażej Mirek 6 p.

21. Stanisław Rokicki 6 p.

22. Anna Korbela 5 p.

23. Adam Dyczka 5 p.

24. Dorota Markier 4 p.

25. Teresa Wincewicz 4 p.

26. Zbigniew Raczek 4 p.

27. Zygmunt Skwira 3 p.

28. Bożena Graf 2 p.

 

Showdown

Półfinały za nami

Znamy już finalistów tegorocznych mistrzostw Polski w showdownie. Po dwóch październikowych półfinałach dofinansowanych ze środków PFRON wyłoniono grupę najlepszych, która zmierzy się w grudniowym finale, tocząc bój o miano indywidualnego mistrza Polski.

Półfinał bydgoski, dla zawodników z Polski północnej, odbywał się w weekend 13-15 października, a wrocławski, dla zawodników z południa, dwa tygodnie później – 27-29 października. W każdym brało udział 38 zawodników i zawodniczek z całego kraju. Celem rozgrywek było wyłonienie z każdego turnieju trzech kobiet oraz pięciu mężczyzn, którzy obok zawodników kadry będą mieć prawo startu w tegorocznych finałach mistrzostw Polski w showdownie, zaplanowanych w Bydgoszczy w dniach od 1 do 3 grudnia.

Gracze reprezentowali dziewięć klubów zrzeszonych w Stowarzyszeniu „Cross”. Były to: kluby gospodarzy – „Sprint” Wrocław i „Łuczniczka” Bydgoszcz, nie mogło zabraknąć też przedstawicieli „Warmii i Mazur” Olsztyn, „Podkarpacia” Przemyśl, „Syrenki” Warszawa, „Jutrzenki” Częstochowa oraz „Zrywu” Słupsk. Bardzo licznie reprezentowany był „Ikar” Lublin, w którym po przedwczesnej i nieodżałowanej śmierci wieloletniego trenera i przyjaciela młodzieży Michała Wrzesińskiego pałeczkę lidera przejął bardzo aktywny Sebastian Michailidis. Swoją jednoosobową reprezentację wystawił także po raz pierwszy klub z Kielc.

Turnieje eliminacyjne oraz turniej finałowy rozgrywane są według systemu opracowanego i zaakceptowanego przez IBSA. Kobiety i mężczyźni grają w dwóch odrębnych kategoriach, bez podziału na wiek i poziom dysfunkcji wzroku. W celu wyrównania szans wszystkie grające osoby zobligowane są przystępować do rozgrywek w zaczernionych goglach, które w zupełności uniemożliwiają widzenie. System opracowany jest w ten sposób, że zawodnicy przystępujący do turniejowych zmagań w pierwszej rundzie podzieleni są na cztery grupy. Zawodnicy w grupach ustawieni są według rankingu powstałego w trakcie zeszłorocznego finału oraz obu półfinałów. Do drugiej rundy przechodzi ósemka najlepszych z rundy pierwszej. Zawodnicy z dalszych miejsc rozgrywają mecze o miejsca od dziewiątego w dół. Pierwszych ośmiu zawodników rozgrywa mecze w dwóch grupach, ustalając swoją pozycję w ćwierćfinale. Czwórka najlepszych przechodzi do fazy półfinałowej, a pozostałych czterech rozgrywa mecze o miejsca od piątego do ósmego. W półfinale rozgrywane są dwa równoległe mecze, których zwycięzcy przechodzą do finału. Zawodnicy, którzy przegrali swoje mecze, grają między sobą o miejsca trzecie i czwarte. System ten jest analogiczny dla kobiet i mężczyzn.

Turnieje rozgrywane były na trzech stołach w Bydgoszczy oraz na czterech we Wrocławiu. Sędziowało sześciu wieloletnich i doświadczonych arbitrów showdownu. Oba półfinały charakteryzował bardzo wysoki poziom rywalizacji. Zawodnicy wykazywali się niesamowitą determinacją i wolą walki, której mogliby im pozazdrościć niejedni pełnosprawni sportowcy. Turniejowe zmagania odbywały się w bardzo przyjaznej atmosferze. Na szczególną uwagę zasługują reprezentanci „Ikara” Lublin, którzy mimo niewielkiego doświadczenia w grze zajęli bardzo wysokie pozycje. Dziką kartę otrzymał Daniel Kuźniar. W trakcie mijającego sezonu wykazywał się ogromną aktywnością i nie omijał niemal żadnego krajowego turnieju. Do finału zakwalifikowało się 11 mężczyzn oraz 6 kobiet, którzy obok członków kadry tworzą grupę finalistów.

Finaliści mistrzostw Polski  w showdownie 2017

Kobiety

1. Elżbieta Mielczarek, „Sprint” Wrocław

2. Patrycja Bożek, „Sprint” Wrocław

3. Joanna Pożarycka, „Warmia i Mazury” Olsztyn

4. Monika Szwałek, „Sprint” Wrocław

5. Agnieszka Bardzik, UKS Laski

6. Patrycja Kaza, „Syrenka” Warszawa

7. Mariola Parobczak, „Warmia i Mazury” Olsztyn

8. Agata Popławska, „Ikar” Lublin

9. Paulina Krupa, „Syrenka” Warszawa

10. Nicola Perec, „Sprint” Wrocław

11. Jolanta Szapańska, „Łuczniczka” Bydgoszcz

12. Marzena Kołodziej, „Ikar” Lublin

Zawodniczki rezerwowe

1. Ewa Ćwiek, „Podkarpacie” Przemyśl 

2. Katarzyna Stenka, „Ikar” Lublin

3. Klaudia Sasin, „Syrenka” Warszawa

4. Angelika Szymonik, „Jutrzenka” Częstochowa

Mężczyźni

1. Krystian Kisiel, „Sprint” Wrocław

2. Adrian Słoninka, „Sprint” Wrocław

3. Łukasz Byczkowski, „Sprint” Wrocław

4. Roland Świstek, „Łuczniczka” Bydgoszcz

5. Ariel Kiresztura, „Zryw” Słupsk

6. Adam Wołczyński, „Sprint” Wrocław

7. Przemysław Knaź, „Podkarpacie” Przemyśl

8. Wojciech Łuc, „Podkarpacie” Przemyśl

9. Mateusz Papierski, UKS Laski

10. Łukasz Cichy, „Łuczniczka” Bydgoszcz

11. Tomasz Winkler, „Sprint” Wrocław

12. Sylwester Dołasiński, „Łuczniczka” Bydgoszcz

13. Wacław Karczewski, „Ikar” Lublin

14. Tadeusz Sobczak, „Warmia i Mazury” Olsztyn

15. Paweł Wojdat, „Ikar” Lublin

16. Paweł Ejzenberg, „Warmia i Mazury” Olsztyn

17. Grzegorz Szydło, „Podkarpacie” Przemyśl

18. Dariusz Konopa, „Zryw” Słupsk

19. Dawid Wasilewski, „Ikar” Lublin

20. Daniel Kuźniar, „Podkarpacie” Przemyśl (dzika karta)

Zawodnicy rezerwowi

1. Mariusz Walasek, „Ikar” Lublin

2. Damian Szliben, „Łuczniczka” Bydgoszcz

3. Szymon Budzyński, „Ikar” Lublin

4. Marcin Lubczyk, „Sprint” Wrocław

 

aaa

 

z żałobnej karty

 

Za wcześnie na mecie… 

Tysiące przebiegniętych kilometrów, setki godzin wytrwałych treningów i dziesiątki zapisanych sportowymi emocjami stron. W październiku odszedł na zawsze jedyny w swoim rodzaju biegacz „Jantara” Gdańsk i długoletni współpracownik magazynu „Cross” – Mariusz Gołąbek.

21 października 2017 r. w wieku zaledwie 55 lat zmarł świetny sportowiec, zaangażowany działacz, autor relacji z imprez biegowych. Pozostawił w żalu żonę i córkę.

W Stowarzyszeniu Mariusz udzielał się od ponad dekady. Uczestniczył w prawie wszystkich biegowych przedsięwzięciach sekcji lekkoatletycznej „Crossu”, ale też w niejednej masowej imprezie biegowej. Poważnie się do nich przygotowywał, trenował regularnie i z ogromną skrupulatnością. Na co dzień pracował jako masażysta, ale w tygodniowym rozkładzie zajęć zawsze znajdował czas na sport. Nie tylko aktywność planował z rozmysłem. – Do każdego wyjazdu Mariusz był doskonale przygotowany, studiował plany miast, wyznaczał nam trasy spacerów, wyszukiwał ciekawe miejsca do zwiedzania i organizował wspólny czas wolny od treningu – wspomina kolegę Krzysztof Badowski z bydgoskiej „Łuczniczki”. Biegali razem ramię w ramię ponad dziesięć lat, dziewięciokrotnie wspólnie startowali w maratonie w Rzymie. – Był wspaniałym kompanem, zawsze służył całej ekipie za przewodnika, potrafił nas zmotywować do spontanicznych przedsięwzięć. Nigdy nie zapomnę, jak po 42 km morderczego biegu ulicami Berlina namówił mnie do pójścia na dyskotekę dla uczestników imprezy. Nie sądziłem, że mnie przekona, byłem ledwo żywy. A jednak! Wracaliśmy wyczerpani po biegu i zabawie ostatnim metrem. Pamiętam to jak dziś… – dodaje członek zarządu ZKF „Olimp”.

W relacjach biegaczy Mariusz powraca jako świetny sportowiec, który potrafił wszystkich zachęcić do aktywności, ale przede wszystkim sympatyczny facet zarażający uśmiechem. Krzysztof i Mariusz – rywale z tej samej kategorii startowej – poznali się w 2005 r. podczas obozu biegowego w Szklarskiej Porębie. – To było moje pierwsze crossowskie zgrupowanie, on już wtedy biegał, zaczął może rok wcześniej. Niesamowity człowiek: miły i pełen humoru, niezwykle zaangażowany. Byliśmy z tego samego rocznika – wspomina Krzysztof. Choć Mariusz sam był słabowidzący (cierpiał na zanik nerwów wzrokowych), gdy któremuś z niewidomych kolegów z teamu brakowało przewodnika na bieg, zawsze służył pomocą. Nie dość, że od startu do mety dawał z siebie wszystko, to miał czas jeszcze przeprowadzić kilka wywiadów z uczestnikami biegu i spisać wrażenia na gorąco – z każdej imprezy przygotowywał sportową relację dla Czytelników „Crossa”. Jako autor tekstów był bardzo skrupulatny, a jego artykuły cechowała konkretność, co nie oznacza, że brakowało w nich emocji, nierozerwalnie przecież związanych ze sportem. Bynajmniej! Czytając dynamiczne sprawozdania Mariusza, niejeden poczuł atmosferę współzawodnictwa i śledził zmagania zbliżających się do upragnionej mety biegaczy aż do ostatniej linijki tekstu.

– Z Mariuszem startowałem w tej samej kategorii, więc naszą relację w dużej mierze kształtowała rywalizacja – wspomina Jacek Ziółkowski, crossowski biegacz z Warszawy. – Jednak gdy dowiedziałem się o jego śmierci, poczułem się, jakbym stracił prawdziwego kompana, w końcu tyle lat biegaliśmy w jednym teamie – przyznaje maratończyk warszawskiej „Syrenki”. Po ukończeniu tegorocznego morderczego biegu w Zamościu, składającego się z kilku etapów, swoje osiągnięcie zadedykował właśnie Mariuszowi Gołąbkowi.

Mariusz był także prawdziwym ambasadorem środowiska sportowców z niepełnosprawnością wzroku, rokrocznie startował w maratonie w Nowym Jorku, reprezentując niewidomych i słabowidzących lekkoatletów. Najbardziej lubił biegać – także na nartach, od kilku lat próbował swych sił na biegówkach. – Był samoukiem, zaczynał na starych radzieckich nartach i choć było ciężko, w trenowaniu był niezwykle wytrwały, wprost niezłomny – opowiada Krzysztof Badowski. – Na początku nie umiał hamować i zaliczył niejeden upadek. Jako jedyny zawodnik ze środowiska startował w Biegu Piastów na morderczym dystansie 50 km – wspomina. To właśnie między innymi dzięki Mariuszowi udało się reaktywować narciarstwo biegowe w Stowarzyszeniu, zorganizować obóz szkoleniowy i zawody. To również jemu, zupełnie zasłużenie, udało się stanąć na najwyższym stopniu podium w I Mistrzostwach Niewidomych i Słabowidzących w Narciarstwie Biegowym w swojej kategorii. Przed nim było jeszcze wiele sportowych sukcesów – na mecie życia znalazł się stanowczo zbyt wcześnie. Z ujmującym uśmiechem na twarzy i medalem na piersi – takim go zapamiętamy.

Marta Michnowska

 

aaa

 

z żałobnej karty

 

Pożegnaliśmy Darka

 Siódmego sierpnia tego roku na suwalskim cmentarzu pochowano 51-letniego Dariusza Chaleckiego. Pożegnało Go prawie 300 osób. Rodzina, znajomi, władze miasta. Nowotwór pokonał Darka w ciągu paru miesięcy.

 Kim był? Andrzej Świtaj, wiceprezes klubu „Jaćwing”, tak Go wspomina: – Trafił do naszego Stowarzyszenia prawie pięć lat temu. Wcześniej założył w mieście Suwalskie Stowarzyszenie Bowlingu i został jego prezesem. Poznaliśmy się na kręgielni w Centrum Handlowym Plaza, gdzie trenowali nasi niepełnosprawni zawodnicy – opowiada. – Okazało się, że ma dysfunkcję wzroku, więc zaproponowaliśmy Mu wstąpienie do „Jaćwinga”. Bez namysłu to uczynił i wzbogaciliśmy się o dobrego zawodnika – dodaje działacz z Suwalszczyzny. W swej kategorii B3 Darek zdobywał medale na mistrzostwach Polski. Był lubiany za skromność i empatyczną postawę, niezwykle pomocny, zwłaszcza wobec całkowicie niewidomych kolegów z klubu. Sam nie widział na jedno oko. – Był człowiekiem aktywnym i ambitnym. Jego pasje i zainteresowania zmieniały się co jakiś czas, ale jeżeli na czymś mu zależało, nie odpuszczał, zanim nie doszedł do perfekcji.

O utraconym mężu z bólem opowiada Pani Grażyna. – Z wykształcenia był elektrykiem, ale przekwalifikował się na elektronika, elektromontera. Był samoukiem tak dokładnym i precyzyjnym, że nie miał problemu ze znalezieniem roboty. Zakładał alarmy, monitoring. Rozchwytywano Go. W Suwałkach był rozpoznawany wszędzie – wspomina żona, z którą przeżył wspólnie 30 lat.

Darek zarażał swymi pasjami całą rodzinę, żonę i dwoje dzieci. Na zawodach narciarskich Family Cup sięgali po najwyższe w swym regionie trofea. Grali w siatkówkę, tenisa ziemnego, latem próbowali swych sił w windsurfingu, zimą grali w hokeja. Poza tym ten człowiek uwielbiał wędkowanie na bogatej w jeziora Suwalszczyźnie. Lubił rywalizację i świetnie sprawdzał się jako organizator. Godziny spędzał na kręgielni, a potem przy komputerze, śledząc materiały szkoleniowe. Uczył się tej dyscypliny. Jako jedyny w mieście zrobił międzynarodowy kurs instruktora bowlingu. Dzielił się ze wszystkimi zdobytą wiedzą. Powołał dziecięcą szkółkę bowlingową. W tym roku wybrano Go do władz Polskiego Związku Kręglarskiego.

Andrzej Świtaj wspomina ostatnie mistrzostwa Polski w bowlingu, rozegrane na przełomie lipca i sierpnia tego roku w Łodzi. – Dwa dni mieszkaliśmy razem w pokoju. Grał do końca, nie poddawał się, chociaż już nie czuł się najlepiej. Marzył o starcie w Monachium, w połowie sierpnia, na mistrzostwach świata weteranów. Przegrał z chorobą. Nie zapomniano o Nim. Chwilą ciszy na niemieckiej kręgielni uczczono Jego pamięć…

A ja Darka pamiętam sprzed dwóch lat, z zawodów w Suwałkach. Robiłem materiał o tamtej imprezie i chwilę pogadaliśmy. Sprawiał wrażenie skromnego, wyciszonego faceta, jakby odrobinę nieśmiałego w rozmowie z dziennikarzem „Crossa”. I taki pozostanie w pamięci ludzi, którzy Go lepiej i dłużej znali.

Andrzej Szymański

 

aaa

 

natura i sport

 

Na dnie jurajskiego morza 

180 milionów lat temu obszar, który dzisiaj nazywamy Jurą Krakowsko-Częstochowską, stanowił dno ciepłego pradawnego morza, zamieszkałego przez najosobliwsze stworzenia, które trudno nawet sobie wyobrazić. Muszle, skorupy i szkielety rodzących się i ginących w praprzeszłości pokoleń belemnitów, amonitów, wężowideł, gąbek i ostrygowych ławic wyścielały kolejnymi niezliczonymi warstwami dno jurajskiego morza.

Z czasem wapienne szczątki uformowały zadziwiające formacje skalne, które po opadnięciu morza i wyrzeźbieniu przez lodowce tworzą niepowtarzalny krajobraz labiryntu dolinek, ostańców, baszt i skalnych wychodni wynurzających się z zieloności ciepłolubnych grądowych lasów i kserotermicznych słonecznych muraw, przeplecionych krystalicznie czystymi potokami.

Nagromadzenie tysięcy wapiennych skał sprawiło, że podkrakowskie dolinki stały się jednym z najpopularniejszych centrów wspinaczkowych w Polsce. To miejsce dla rodzin z dziećmi, dla początkujących wspinaczy i dla mistrzów, którzy tutaj mogą zmierzyć się z najtrudniejszymi drogami lub wytyczyć kolejne. Piękno krajobrazu sprawiło, że w roku 2013 okolice te zajęły pierwsze miejsce w plebiscycie „7 nowych cudów Polski” czasopisma „National Geographic Traveler”.

Dolina Będkowska

Pierwszy atak na skałę proponuję przypuścić w Dolinie Będkowskiej. To tu wznosi się Sokolica – najwyższa ściana na Jurze, 70 metrów wapiennego wyzwania. Chociaż Dolina Będkowska nie straciła dzikiego, naturalnego charakteru, jest w niej sporo ułatwień dla turystów i wspinaczy. Dnem doliny, na całej długości jej głównego korytarza, przebiega droga. Ruch samochodowy na znacznym odcinku jest ograniczony, możliwy jest jednak dojazd do gospodarstwa Brandysówka, zlokalizowanego w samym sercu doliny, u podnóża majestatycznej Sokolicy. Brandysówka oferuje noclegi, rozległe pole biwakowe, na którym można rozbić namiot albo zaparkować kampera, wyżywienie (w tym grill) i duży, ukryty w zieleni parking, na którym nie brakuje miejsca nawet w słoneczne weekendy. U samego podnóża Sokolicy znajduje się plac zabaw dla dzieci – oczywiście ze ścianką wspinaczkową. Z nieco szerszej w tym miejscu doliny roztacza się wspaniała panorama – wznosząca się na wyciągnięcie ręki ściana Sokolicy. Na początek warto po prostu siąść u jej podnóża z kubkiem herbaty i poczuć rosnącą adrenalinę. Lub zrelaksować się i pomarzyć o dawnych czasach – na szczycie Sokolicy bowiem znajdują się pozostałości wczesnośredniowiecznego grodziska.

Niedaleko od Brandysówki działa gospodarstwo rybackie, czyli kompleks stawów zasilany przez potok Będkówka (źródła potoku położone są w dolinie, nieco powyżej, i ze względu na bardzo nieliczną zabudowę niesione przez niego wody są całkowicie czyste). Gospodarstwo oferuje możliwość wędkowania albo urządzenia sobie pikniku w malowniczych okolicznościach przyrody. Eksplorując Dolinę Będkowską, można także zaparkować samochód w jej górnej części, pod skałą Łabajową, lub w części środkowej – w Będkowicach przy cmentarzu albo obok remizy strażackiej. Dobrą bazą wypadową są także schroniska młodzieżowe w niewielkiej, cichej wiosce Łazy w północnej części doliny: „Małgosia” oraz „Skała”.

Dolina Będkowska, położona około 20 kilometrów na północny zachód od Krakowa, dostępna jest zarówno od północy, od strony drogi nr 94 Kraków – Olkusz, na przykład przez Jerzmanowice i Łazy, jak i od strony południowej, zjazdem z trasy nr 79 Kraków – Krzeszowice w kierunku Niegoszowic i Brzezinki. Do mekki wspinaczy łatwo też dostać się z Krakowa licznymi busami i podmiejskimi autobusami albo rowerem popedałować spokojnymi, bocznymi drogami (ta ostatnia opcja jest zresztą w weekendy szczególnie popularna). Przez dolinę przebiega poprzecznie żółty szlak turystyczny Dolinek Jurajskich, prowadzący z Będkowic do Szklar, natomiast wzdłuż całej doliny wędrować można wygodnym niebieskim szlakiem Warowni Jurajskich (z miejscowości Rudawa do szosy krakowsko-olkuskiej). Od głównego dna doliny, liczącego 7 kilometrów długości, odchodzą liczne ścieżki, umożliwiające dotarcie w odleglejsze zakątki.

Nagły Atak Murarza

Ducha wolności skałkowych wspinaczy z Doliny Będkowskiej można poczuć już podczas wyboru dróg wspinaczkowych, których na każdej większej skale mamy do dyspozycji kilkadziesiąt: Lot Świstaka, Wiosenne Palenie Trawy, Murarz II – Decydujące Starcie, Będkowski Playboy itp. Druga co do popularności w dolinie skała – Baszta Będkowska – z racji osobliwego kształtu została przez wspinaczy przechrzczona i obecnie nawet w oficjalnych przewodnikach najczęściej występuje pod nazwą Dupa Słonia. Tak, z pewnością już od czasów międzywojennych „Pokutników” wspinaczka w Dolinie Będkowskiej skupiała ludzi niezależnych, z silnym rysem oryginalności…

Eksploracja skałek rozpoczęła się przed I wojną światową i szybko zyskała na popularności. Wielu polskich wspinaczy, jak zresztą ma to miejsce do dziś, traktowało jurajskie skałki na równi z innymi miejscami o światowej renomie i jeżeli nie zdobywali akurat Mont Blanc albo Czomolungmy, najchętniej pokonywali przewieszki właśnie w podkrakowskich dolinkach. Powstała w roku 1924 w Krakowie (ach, te zwariowane lata dwudzieste…) sekcja taternicka Akademickiego Związku Sportowego skierowała swoje kroki na skałki. I okazało się, że jest to teren wymagający, bo mimo taterniczego przygotowania azetesiacy nie zdobyli na przykład będkowskiej Iglicy. Udało się to dopiero następnej słynnej grupie – wspomnianym „Pokutnikom”, którzy ostatecznie rozsławili skałki. Przydomek „Pokutników” nadała im miejscowa ludność dziwiąca się ludziom, którzy w czasie wolnym, kiedy porządny człowiek wsuwa schabowego lub trawi go w spokoju, wędrują po dolinkach obwieszeni zwojami lin i pobrzękują żelaziwem, jakby odprawiali ciężką pokutę.

Pod barwnymi nazwami kryją się konkretne drogi. Drogi wspinaczkowe, podobnie jak pokonujący je ludzie, są żywą częścią doliny: ewoluują i zmieniają przebieg wraz z doskonaleniem umiejętności wspinaczy i przełamywaniem barier psychologicznych. Cały czas wytyczane są też nowe. Do oceny trudności drogi stosuje się specjalne skale, przy czym na Jurze najczęściej jest to skala Kurtyki, zwana „krakowską”, opracowana przez jednego z najwybitniejszych światowych wspinaczy i himalaistów – Wojciecha Kurtykę. Dolina Będkowska oferuje drogi od bardzo łatwych po najtrudniejsze, jak na przykład znajdująca się niemal u szczytu skali Próba Turinga, wyceniona na VI.6+, dostępna jedynie dla osób bardzo zaawansowanych, o umiejętnościach Spidermana.

Wspinaczka skałkowa w dolinkach jest godnym polecenia pomysłem na wolny czas, tym bardziej że nie wymaga dużych inwestycji w sprzęt: na większości skał w Dolinie Będkowskiej niezbędne minimum to 50 metrów liny, 14 ekspresów (podwójnych karabinków złączonych pętlą z taśmy, wykorzystywanych do montowania punktów asekuracyjnych) oraz podstawowy zestaw kości (aluminiowych kostek, które można szarpnięciem zablokować w szczelinie)
i pętli. Wyjątkiem jest Sokolica, do wspinania na którą potrzebna jest lina 60-metrowa i zestaw 18 ekspresów. A także uprząż, kask, buty…

Wypławek alpejski z krasowego wywierzyska

Dolina Będkowska to nie tylko wspinaczka. Wędrując w górę potoku Będkówka, którego czyste, zimne, natlenione wody zamieszkuje będący postglacjalnym reliktem rzadki wypławek alpejski (płaziniec, czyli robak płaski), miniemy wodospad Szum, a w końcu, jak prawdziwi eksploratorzy, dotrzemy do źródła. Źródło potoku Będkówka, uznane za pomnik przyrody, samo w sobie jest zjawiskiem osobliwym. Ma bowiem formę wywierzyska, czyli źródła krasowego – sporego zagłębienia w ziemi, z którego spomiędzy wapiennych skał wybija na powierzchnię woda tak czysta, że spragniony wędrowiec może zaspokoić pragnienie, pijąc prosto ze źródła. Dolina Będkowska to nie tylko to, co nad ziemią, to także zadziwiający świat niezliczonych podziemnych jaskiń, korytarzy i szczelin, wiodących coraz dalej i głębiej. Większość z nich zachowała całkowicie naturalny, dziki charakter, wiele z pewnością czeka na odkrycie – ale eksploracja jaskiń jurajskich to osobny temat.

Przemysław Barszcz

 

aaa

 

zdrowie

 

Karuzela w głowie 

Jeśli zawroty głowy zdarzają się rzadko, nie ma powodu do zmartwień. Organizm wysyła nam wtedy sygnał, że coś nie poszło, jak trzeba: może jesteśmy głodni, wypiliśmy za mało płynów, mieliśmy ciężki dzień w pracy, ktoś zadrasnął na parkingu nasz samochód albo omyłkowo zażyliśmy podwójną dawkę leku na nadciśnienie. Kiedy jednak często kręci się nam w głowie, do tego mamy mdłości i tracimy równowagę, może to być objaw rozwijającej się podstępnie choroby neurologicznej, okulistycznej, laryngologicznej lub kardiologicznej.

Osoby, które mają zawroty głowy i zaburzenia równowagi, stanowią 7 procent pacjentów w gabinecie lekarzy rodzinnych oraz od 12 do 15 proc. u otolaryngologów. Zawroty głowy wynikają z dysfunkcji układu równowagi. Składa się na niego wiele struktur, narządów, ale też połączeń nerwowych, które ze sobą wzajemnie współpracują. Są to m.in. narząd równowagi w uchu wewnętrznym, czyli błędnik, ośrodkowy układ nerwowy – głównie móżdżek i ośrodki korowe w mózgu, narząd wzroku i receptory czucia głębokiego w stawach. Te wszystkie narządy przekazują razem informacje o położeniu i ułożeniu ciała względem otoczenia, o ruchu, o ustawianiu głowy w stosunku do całego tułowia. Jeśli w tej komunikacji coś się zepsuje i „współpracownicy” zaczynają przekazywać sobie sprzeczne sygnały, następuje desynchronizacja objawiająca się zawrotami głowy. Dzieje się tak, jak w przypadku choroby lokomocyjnej: oko rejestruje otoczenie trochę inaczej niż błędnik, co stwarza iluzję ruchu, chociaż się wcale nie poruszamy. Widać to dobrze, gdy siedzimy w pociągu, a pociąg na sąsiednim torze zaczyna ruszać. Wydaje nam się wtedy, że to my jedziemy. Zawroty głowy z punktu widzenia laryngologicznego – tłumaczą lekarze – to wyłącznie iluzja ruchu wirowego. Mamy wrażenie, że cały świat się wokół nas kręci lub my wokół jakiejś przestrzeni. Przy zaburzeniach błędnika podaje się pacjentom leki objawowe, najczęściej betahistynę. Rozszerza ona naczynia krwionośne i usprawnia mikrokrążenie, przez co zwiększa przepływ naczyniowy w obrębie błędnika. Osłabia też nieprawidłową aktywność nerwów. Chory musi zwolnić tempo życia, ograniczyć wysiłek fizyczny i zacząć stosować odpowiednią dietę. Niewskazana jest, na przykład, wysokosodowa, bogata w sól.

Jednym z objawów towarzyszących zawrotom głowy jest pobudzenie układu powodującego odruch wymiotny. Ośrodek nerwowy odpowiedzialny za ten odruch mieści się w rdzeniu przedłużonym. Bodźce, które do niego docierają, pochodzą z tylnej ściany gardła czy układu pokarmowego oraz z błędnika. Dlatego wymioty są typowym objawem choroby morskiej lub lokomocyjnej. Podaje się wówczas leki wyciszające ten nieprzyjemny odruch. W leczeniu zawrotów głowy pochodzenia błędnikowego dużą rolę odgrywają czas, spokój, wyciszenie. Niestety, nie da się chorego narządu wymienić na nowy ani drogą przeszczepu, ani na wzór implantów ślimakowych do ucha – zastąpić go sztucznym błędnikiem. W sytuacji, gdy mimo wielu prób nie udaje się poprawić działania tego narządu równowagi i cierpimy na bardzo intensywne zawroty głowy, lekarze chirurgicznie uszkadzają błędnik, by już nie przekazywał sprzecznych informacji. Wtedy inne narządy muszą sobie bez niego poradzić, a pacjent musi nauczyć się funkcjonowania w nowej sytuacji – unikania ruchów, które powodują zawroty głowy, na przykład nagłego wstawania, szybkiego obracania się na bok, nieprawidłowej pozycji podczas siedzenia przy biurku. Z chorymi przeprowadza się też trening habituacyjny, czyli ćwiczenia i czynności, które przywracają błędnik i cały układ równowagi do właściwych ruchów. To tak, jakby nastrajało się go na nowo. Można to porównać do ćwiczeń astronauty lecącego w kosmos, który musi się odpowiednio zachowywać w stanie nieważkości. Osoby z zaburzeniami błędnika, w zależności od wieku, stopnia nasilenia choroby lub dodatkowych schorzeń, dochodzą do siebie w różnym tempie: od kilku dni do paru tygodni czy miesięcy. Ci, którym mimo terapii nie udaje się osiągnąć pełnej sprawności, też mogą funkcjonować, ale z różnymi ograniczeniami.

Neurologiczne zawroty głowy zwykle rozwijają się powoli, rzadko trwają kilka sekund, częściej kilka tygodni, miesięcy, a czasem parę lat. Zwykle towarzyszą im: ból głowy, mroczki przed oczami, podwójne widzenie, zaburzenia jego ostrości, oczopląs. – Neurologiczne zawroty głowy – mówi w wywiadzie na łamach prasy
dr. n. med. Anna Błażucka, dyrektor warszawskiego Instytutu Diagnostyki i Leczenia Bólu – mogą przebiegać z niedowładami kończyn, zaburzeniem koordynacji ruchów, zaburzeniami mowy, jej rozumienia, opadnięciem powieki górnej, zwężeniem źrenicy, zapadnięciem gałki ocznej. Zawroty głowy mogą mieć też podłoże psychologiczne. Współtowarzyszą im lęk, kołatanie serca, przyspieszony oddech, duszności, mrowienie ust, rąk i nóg. Objawy te występują częściej w ciągu dnia.

Zawroty głowy pochodzenia neurologicznego często są spowodowane chorobami naczyniowymi mózgu. Należą do nich: ostre lub przewlekłe zaburzenie krążenia mózgowego, czyli niedokrwienie tkanki mózgowej, udar mózgu, obecność licznych drobnych zmian niedokrwiennych w obrębie tkanki mózgowej, wylew krwi do mózgu. Nadciśnienie tętnicze, choroba niedokrwienna serca, migotanie przedsionków, hipercholesterolemia, cukrzyca, zaburzenia krzepliwości krwi, nikotynizm – te wszystkie czynniki ryzyka udaru mózgu mogą być przyczyną naczyniowych zawrotów głowy. Z innych chorób można wymienić migrenę, guzy mózgu, stwardnienie rozsiane (w przebiegu tej ostatniej choroby pojawiają się u ok. 60 proc. pacjentów, ale mogą też być jej pierwszym objawem), padaczkę i schorzenia zwyrodnieniowe, np. chorobę Parkinsona. Ale także zmiany zwyrodnieniowe kręgosłupa szyjnego mogą powodować krótkotrwałe zawroty głowy. Wiąże się to z uciskiem na tętnice kręgowe i niedostatecznym dopływem krwi do mózgu. Dzieje się tak na przykład, gdy odchylamy głowę na bok lub do tyłu (tzw. objaw śledzenia samolotu), tylko do tyłu, np. podczas wieszania firanek lub mycia włosów u fryzjera (tzw. objaw salonu piękności) albo w trakcie wykonywania ruchu obrotowego głową. Wśród guzów wywołujących zawroty głowy najczęściej wymienia się te umiejscowione w pobliżu nerwu słuchowego lub na nim. Wtedy „karuzeli w głowie” towarzyszy osłabienie słuchu w jednym uchu, pisk lub inne dźwięki w tym uchu, w późniejszym okresie – zaburzenia chodu.

Większość schorzeń wywołujących zawroty głowy można rozpoznać na podstawie szczegółowego wywiadu oraz badania pacjenta. Podstawowe znaczenie ma opis tego zjawiska: charakter, nagłość wystąpienia, częstotliwość, czas trwania, pora i pozycja występowania, objawy towarzyszące, czynniki nasilające i zmniejszające, inne choroby i leki, jakie przyjmujemy. Istotne znaczenie ma to, czy przy zamknięciu oczu nasila się zawrót głowy. Neurolog w czasie badania ocenia, jakie odchylenia od normy w układzie nerwowym wpływają na „karuzelę w mózgu”. Dla przykładu: oczopląs w trakcie zawrotów może wskazywać na uszkodzenie błędnika lub móżdżku czy też pnia mózgu. W diagnozie może pomóc tzw. próba Romberga, czyli stanie na baczność z otwartymi i zamkniętymi oczami. Każdy z nas, jeśli był u neurologa, zapewne pamięta, jak lekarz polecał nam, byśmy dotykali palcem nosa, mając raz otwarte, raz zamknięte oczy. W ten sposób ocenia się koordynację ruchów. Delikatne nakłuwanie „szpilką”, uderzanie w kolana „młoteczkiem” sprawdzają różne rodzaje czucia, odruchy, napięcie mięśniowe. W przypadku stwierdzenia odchyleń konieczne jest wykonanie badań obrazowych mózgu – tomografii komputerowej lub rezonansu magnetycznego.

Nie zawsze specjalista potrafi natychmiast postawić diagnozę co do przyczyn zawrotów głowy. Czasem potrzebna jest wizyta u laryngologa, internisty, psychiatry, okulisty czy kardiologa. Ci ostatni tłumaczą, że zawroty głowy, zasłabnięcia czy omdlenia mogą być objawem słabości układu krążenia. – Ta słabość może być przewlekła, jeśli serce jest niezdolne do normalnej pracy, na przykład po zawale, zapaleniu mięśnia sercowego w wyniku ciężkiego przebiegu grypy. Może być również konsekwencją wrodzonych chorób mięśnia sercowego, o których często dowiadujemy się przypadkiem. Zawroty głowy mogą także wynikać z zaburzeń rytmu serca, zarówno gdy bije ono za wolno, jak i za szybko. Można się o tym przekonać, wykonując popularne badanie Holtera (nosimy przez dobę lub dłużej przypięty elektrodami do ciała rejestrator pracy serca). Niedociśnienie lub zbyt wysokie ciśnienie tętnicze może też prowokować zawroty głowy. Podobnie jak miażdżyca w tętnicach wieńcowych, powodująca ich zwężenie, co utrudnia swobodny dopływ krwi do głowy. Zawroty głowy mogą się też wiązać z wadami budowy serca. Dotyczy to szczególnie zwężenia zastawki aortalnej.

Przyczyn „karuzeli w głowie” jest tak wiele, że już samo ich wyliczanie może nas przyprawić o prawdziwy zawrót głowy. Nie należy panikować, ale gdy często miewamy takie przypadłości, wypada ich nie lekceważyć. Wczesna i trafna diagnoza daje szansę na skuteczne ich opanowanie.

(BWO)

Korzystałam z informacji opublikowanych w dodatku „Gazety Wyborczej” – „Tylko zdrowie”.

 

aaa

 

ruszajmy się

 

Wspinaczka – siła charakteru, nie wzroku 

Według definicji wspinaczka to poruszanie się w terenie stromym na tyle, że konieczne jest użycie rąk przynajmniej po to, żeby utrzymać równowagę. W wersji ekstremalnej to właśnie na rękach zawieszone jest całe ciało.

W ostatnich latach wspinaczka przestała być sportem elitarnym, uprawianym tylko przez wąskie, zamknięte grono wtajemniczonych. Mimo to nie straciła nic na atrakcyjności, wręcz przeciwnie. Im więcej wspinaczy, tym więcej pomysłów, którą drogą można jeszcze pójść.

Jak twierdzą trenerzy i właściciele szkółek, wspinaczka może być równie łatwa jak… wchodzenie po schodach i jest dostępna dla każdego – od dziecka stawiającego pierwsze kroki po osoby w wieku zaawansowanym, które nadal czują potrzebę aktywności fizycznej. Co więcej, wspinaczka stała się modna – zamiast na tradycyjną siłownię albo do studia fitness, po pracy albo po szkole wybieramy się na ściankę, żeby poćwiczyć, zrelaksować się i spotkać z przyjaciółmi. Czy nasza wspinaczka pozostanie formą odpoczynku po pracy umysłowej i sposobem na dobrą formę, czy stanie się czymś więcej, zależy wyłącznie od nas. We wspinaczce nie ma granic, których nie dałoby się przesunąć, i nie ma osoby, która przy odpowiedniej wytrwałości nie potrafiłaby tego zrobić. To sport zróżnicowany jak żaden inny, w którym znajdzie się miejsce dla każdego.

Blind climber

Erik Weihenmayer to amerykański wspinacz, który zdobył Koronę Ziemi – najwyższe szczyty górskie siedmiu kontynentów, w tym Mount Everest, czyli przekraczał wysokość, od której zaczyna się strefa śmierci. W swoim życiu walczył też jako wrestler w amerykańskich zapasach i pływał jako kajakarz górski najtrudniejszymi trasami, włączając Wielki Kanion Kolorado – ale to osobna historia.

Wróćmy do wspinaczki. Erik jest niewidomy. Wspina się nie mimo to, lecz właśnie dlatego. Sport zaczął uprawiać jako nastolatek, ale tak na poważnie dopiero wtedy, kiedy stracił wzrok. Jak mówi Erik, naturą skały jest stabilność, skała daje oparcie, dzięki któremu można poczuć się pewnie. We wspinaczce najważniejszy jest pewny chwyt, miejsce, które można wyczuć palcami lub chociażby końcem jednego palca, i wesprzeć się na nim lub zawisnąć. A potem kolejny chwyt i kolejny w drodze na szczyt, niezależnie od tego, czy jest to ośmiotysięcznik, skałka czy ścianka. Ważny jest więc chwyt i silne palce zdolne utrzymać ciało, na tyle doświadczone, ale i wyczulone, by odnaleźć drogę, wyczuć ją opuszkami i paliczkami i przekazać informację od czubków palców dalej, przez ramiona aż do mózgu – by sięgnąć następnego punktu zaczepienia. We wspinaczce wysokogórskiej ważnych jest jeszcze wiele umiejętności i cech, które sprawiają, że ktoś jest wspinaczem. Niewidomy Erik Weihenmayer ma je wszystkie. Kiedy w 2002 roku zdobył Koronę Ziemi, był jedną z zaledwie 150 osób w historii, którym udało się tego dokonać. W roku 2017 na Mount Everest wspiął się Andy Holzer, niewidomy wspinacz z Austrii.

Moda na ściankę

Z jednej strony wspinaczka przyciąga największych indywidualistów szansą na zrealizowanie potrzeby wolności. Śledząc niektóre wyczyny, trzeba powiedzieć, że bardziej szaleni od wspinaczy nie mogą być nawet fanatycy wingsuitu skaczący z niebotycznych urwisk w strojach przypominających wiewiórkę polatuchę. Z drugiej strony wspinanie się może być po prostu rekreacją, relaksem, dostępnym dla każdego sposobem na poprawę formy, pomysłem na piknik z przyjaciółmi.

Co jeszcze jest fajne we wspinaczce? Można wspinać się w grupie, ale jest to sport indywidualny, a w dodatku tak zróżnicowany w swoich odmianach, że ćwiczyć ją można dosłownie w każdych okolicznościach i wszędzie. Do boulderingu wystarczy większy głaz albo niewysoki kawałek skalnej ściany, a nawet kilka uchwytów zamontowanych na ściance o wysokości standardowego mieszkania – nic zresztą nie stoi na przeszkodzie, żeby taką ściankę rzeczywiście w domu zamontować. Bouldering odkryłem dzięki koleżance, która opowiadała, że rozkłada ochronną matę i trenuje bezpiecznie bez lin i uprzęży na wysokościach, które pozornie nie kojarzą się ze wspinaczką. Pozornie, gdyż w rzeczywistości taka pozbawiona ryzyka forma wspinaczki pozwala na szlifowanie techniki i wytrzymałości. Dla końcówek palców i ramion nie ma znaczenia, czy muszą utrzymać ciężar naszego ciała sto metrów czy dwa metry nad ziemią. Bouldering uprawiają mistrzowie i początkujący, zawodowcy i amatorzy. To sport niedrogi i łatwo dostępny w licznych klubach. Coraz częściej można ćwiczyć na niewysokich, odpowiednich do tego ściankach w parkach miejskich, a nawet na placach zabaw.

Idealnym przyrządem do fundamentalnych ćwiczeń wspinaczkowych jest drążek zamontowany we framudze drzwi. Podstawą jest wzmocnienie palców – tu pomysłowość nie ma granic. Ja ćwiczyłem, podciągając się na gzymsie nad drzwiami w… toalecie biura, w którym pracowałem. Drążek to tysiąc możliwości: podciąganie nachwytem, podchwytem, podciąganie tak, aby drążek mieć za karkiem, podciąganie z nogami skierowanymi pod kątem prostym do przodu, z obciążeniem, zwisanie na dwóch rękach lub na zmianę – na lewej, a potem prawej…

Polska szkoła

Początki oczywiście bywają trudne. Jeżeli jednak postawimy na wytrwałość i obudzimy w sobie sportowego ducha, z czasem ćwiczenie zmienia się w nawyk, a później w potrzebę, której zaspokajanie przynosi szczęście, wewnętrzny spokój i satysfakcję z rosnącej sprawności i coraz większej kontroli nad własnym ciałem. Ruch i wysiłek, we wspinaczce szczególnie łączące się ze zdobyciem konkretnego, wyznaczonego celu, uruchamiają wydzielanie endorfin – hormonów szczęścia.

Klasyką wspinaczki jest z pewnością wspinaczka skałkowa. Absolutnie bezkonkurencyjni polscy wspinacze, twórcy niedoścignionej polskiej szkoły himalaizmu, autorzy pierwszych wejść i niesamowitych osiągnięć: Wanda Rutkiewicz, Jerzy Kukuczka, Wojciech Kurtyka i wielu innych – nie szkolili się na dalekich wyprawach ani w specjalnych ośrodkach treningowych. Pracowicie, metr po metrze, chwyt po chwycie, „rzeźbili” skałę w dolinkach podkrakowskich.

Wspinaczka skałkowa, oprócz ćwiczenia samej techniki, daje poczucie zmagania się ze skałą, z naturą. Jest szansą na poznanie sprzętu wspinaczkowego, a także pracy z ubezpieczającym partnerem. Buduje zaufanie do osoby na drugim końcu liny i uczy odpowiedzialności za partnera. Skałki są bramą do największych, najtrudniejszych szczytów. Drogę od wspinaczki skałkowej do najwyższych gór i ekstremalnych wyzwań dokumentuje znakomity cykl TVP „Himalaiści” – polecam każdemu.

Wspinaczka wysokogórska, na kilku tysiącach metrów nad poziomem morza, to przede wszystkim walka ze zmęczeniem, zimnem, brakiem tlenu, osłabieniem. Jest całkowicie dostępna dla osób niewidomych, kwestia widzenia schodzi na dalszy plan. Tu liczy się przede wszystkim charakter: zdobywanie najwyższych szczytów to często kilka godzin wspinania i reszta doby, podczas której człowiek leży w śpiworze i koncentruje się, żeby doczekać, tracąc możliwie mało energii, do następnego dnia i następnych dwóch-trzech godzin wspinania do kolejnej bazy. Albo, pomimo wielomiesięcznych przygotowań, podejmuje decyzję o odwrocie.

Gdzie w Polsce wspinać się w plenerze

Mekką wspinaczy jest położona na południu Polski Jura Krakowsko-Częstochowska ze swoimi wapiennymi skałkami i setkami tras. Tereny piękne krajobrazowo, łatwo dostępne (prawie wszędzie można dotrzeć samochodem), oferujące atrakcje dla osób doświadczonych i początkujących. Przy okazji wycieczki w te strony warto zwiedzić Ojcowski Park Narodowy ze słynnym zamkiem w Pieskowej Skale i Maczugą Herkulesa – skałą wyglądającą istotnie jak gigantyczna, przecząca prawom grawitacji, tkwiąca cieńszym końcem w ziemi maczuga (chociaż akurat na nią wspinać się nie wolno).

Wielu zwolenników mają leżące w Sudetach Góry Sokole, nazywane Sokolikami. Granitowe skały przypominają swoim charakterem Tatry, są więc często miejscem treningów przed wyprawą na tatrzańskie ściany.

Tatry to już duże wyzwanie. W naszych najwyższych górach oprócz wykazania się techniką, kondycją i wytrzymałością trzeba w każdej chwili być przygotowanym na załamanie pogody i skrajnie trudne warunki, które mogą okazać się zbyt ciężkie nawet dla najbardziej doświadczonych. Mimo że Tatry chronione są jako Tatrzański Park Narodowy, w całym paśmie znajdują się tysiące dróg wspinaczkowych o różnym stopniu trudności.

Sprzęt

Jeżeli ktoś jest gadżeciarzem, w przypadku wspinaczki ma szansę się spełnić. Co więcej, może czuć się w pełni usprawiedliwiony, bo od sprzętu zależy bezpieczeństwo wspinacza, jego zdrowie, a nawet życie. Wyjątkiem jest bouldering, w którym w niektórych wersjach specjalistyczny sprzęt nie jest potrzebny (chociaż buty wspinaczkowe opinające stopę, lekkie, z miękką, umożliwiającą czucie gumową podeszwą z pewnością pomogą).

Wraz ze wzrostem wysokości sprzęt nabiera znaczenia: na ściance oprócz butów będą to liny, uprząż, przyrząd asekuracyjny blokujący nas na linie w momencie spadania. Na klubowych ściankach sprzęt można pożyczyć. Jeżeli nie mamy partnera do pomocy z liną, zawsze znajdzie się trener, który nam pomoże.

Wejście na skałki pociąga już za sobą konieczność skorzystania z wyposażenia typowo wspinaczkowego: kasku, haków, kostki, pętli, karabinków, ekspresów, ringów i spitów… Jeżeli ściana jest tak wysoka, że pokonanie jej wymaga więcej niż jednego dnia, potrzebny jest namiot ścianowy, czyli portaledge. Jest to lekka, składana platforma, którą można nieść ze sobą (a raczej podciągać w miarę wspinania na linie), by zawiesić ją na skale setki metrów nad powierzchnią ziemi, żeby odpocząć, zjeść albo… na niebotycznej wysokości rozbić namiot.

Kiedy mamy już sprzęt, plan, a przede wszystkim poczujemy zew skały i wewnętrzną moc, pozostaje ruszać na ścianę i zaliczać kolejne stopnie trudności w drodze do perfekcji. Na początek znajdźmy najbliższy klub ze ścianką i wybierzmy się tam. Poczujmy atmosferę, poznajmy ludzi – to naprawdę dobra zabawa!

Przemysław Barszcz

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

 

Pozycje z małą przewagą pionkową w centrum

Tego typu sytuacje powstają w kilku wariantach w partii hiszpańskiej i w obronie Philidora. Najczęściej omawiana struktura pionkowa w centrum wygląda następująco:

Białe: Ke1, a2, b2, c2, e4, f2, g2, h2

Czarne: Ke8, a7, b7, c7, d6, f7, g7, h7

Jeśli taki układ pionków powstaje we wczesnym stadium gry, bardzo niebezpieczny dla czarnych jest plan z długą roszadą białych i dalszym szturmem pionkowym na skrzydle królewskim:

Obrona Philidora

J. Lautier (2663) – J. Dorfman (2617)

Mistrzostwa Francji 2002

1.e4 e5 2.Sf3 d6 3.d4 ed4 4.S:d4 Sf6 5.Sc3 Ge7 6.Gf4 Białe planują Hd2, 0-0-0 z dalszym atakiem pionkami f2-f3, g2-g4, h2-h4 itd. Goniec nieprzypadkowo staje właśnie na polu f4. Ma on utrudnić przeciwnikowi kontratak na drugim skrzydle. Czarnym niełatwo jest włączyć do ataku hetmana, bo ruch pionkiem c7 osłabia punkt d6, w który celuje goniec 6...0-0 7.Hd2 Sc6 W przypadku próby walki o centrum 7…d5 8.Sdb5! (jeszcze jedna korzyść z pozycji gońca na f4) 8…Gb4!? 9.0-0-0!? powstają korzystne dla białych komplikacje 8.0-0-0 S:d4 9.H:d4 Ge6 10.f3 Sd7 Z ideą wymiany czarnopolowych gońców po 11...Gg5 11.He3! Gf6 12.g4 a6 Jeśli natychmiast 12...Ge5, to 13.Gg3 z dalszym Ge2 i f3-f4. W tym układzie wymiana gońców na polu g3 otwiera białym linię „h” do ataku 13.g5 Ge5 Czarne dopięły swego – wymiana gońców jest teraz nieuchronna, ale białe wciąż mają inicjatywę 14.h4 He7 15.Gh2 Białe nie chcą oddawać przewagi pionkowej w centrum po 15.G:e5. Grożąc ruchem f2-f4, wymuszają wymianę na polu h2 15...G:h2 16.W:h2 Se5 17.Ge2 f5 Jeśli 17...b5, to 18.f4 Sc4 19.G:c4 G:c4 20.h5! i na 20…b4? jest 21.h6! 18.f4 Sc6 19.h5! fe4 20.h6 g6 Czarne zdołały się uchronić przed otwarciem linii, ale kosztem osłabienia czarnych pól wokół króla 21.S:e4 d5 22.Sc5!? Białych nie zadowala zdobycie jakości po 22.Sf6+ W:f6 23.gf6 H:f6. Wolą przejść do ostrej końcówki z pionkiem więcej 22...Wae8 23.Gf3 Gf7 24.H:e7 W:e7 25.S:b7 Wb8 26.Sc5 Wb5 27.Sd3 Sd4 28.Gg4 Obaj grający byli już w niedoczasie i to tłumaczy pewne niedokładności przy realizacji przewagi 28...We4 29.Wf2 Ge6 30.Se5! Sf5 Na 30...G:g4 31.S:g4 W:f4 am. Lautier zamierzał grać 32.W:d4 W:d4 33.Sf6+ Kf7 (33...Kh8? 34.Sd7!) 34.S:d5+ Ke6 35.S:c7+ z wygraną wieżówką 31.c3 Wb6 32.Gf3 W:f4 33.W:d5 Wd6 34.Wc5 Se3 35.Wd2 Wf5 i teraz najprościej prowadziło do celu 36.Wd4! W:g5 37.W:c7. Białe zagrały słabiej 36.b3?! W:g5 37.We2 i przełamywanie oporu czarnych trwało znacznie dłużej.

Jeśli obie strony zroszowały już w krótką stronę, to białe muszą grać aktywnie na obu skrzydłach:

Partia hiszpańska

J. Ibarra Jerez (2496) – I. Teran Alvarez (2442)

Mistrzostwa Hiszpanii 2008

1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gb5 d6 4.d4 Gd7 5.Sc3 Sf6 6.0–0 Ge7 7.We1 ed4 8.S:d4 S:d4 9.H:d4 G:b5 10.S:b5 0-0 11.Gf4 Sd7 Czarne chcą ustawić gońca na f6, ale tracą przez to kontrolę nad polem d5 12.Wad1 a6 13.Sc3 We8 W przypadku 13...Gf6 gra mogła potoczyć się następująco: 14.Hd2 We8 15.Sd5 G:b2 16.Wb1 Ge5 17.W:b7 c6 18.G:e5 S:e5 19.Se3 i białe stoją trochę lepiej 14.Hb4 Wb8 15.Sd5 Gf8 Bardziej konsekwentne było 15…Gf6 16.Ha5 Wc8 17.We2 c6!? 18.H:d8 We:d8 19.Se3 Dzięki słabości na d6 białe mają lepsze szanse 19...We8 20.f3 We6 21.c4 g6 22.Wed2 Se5 23.b3 b5 24.Wc2 h6 25.Kf2 h5 26.h3 Wa8 Pozycja czarnych wygląda solidnie, ale jej największym mankamentem jest brak aktywnego planu. Muszą czekać na poczynania białych. Białe zaś, zgodnie z zasadą „nie spieszyć się”, rozpoczynają manewrową grę, szukając dalszych słabości w obozie przeciwnika 27.Gg5 f6 28.Gf4 Kf7 Po 28...bc4 29.S:c4 S:c4 30.W:c4 problemy czarnych rosły 29.g4 hg4 30.hg4 Wc8 31.Ke2 Wee8 32.g5 f5? Ta próba zaostrzenia pozycji pogarsza sytuację. Lepsze 32...bc4 33.bc4!? fg5 34.G:g5 Ke6 35.f4 Sf7 z pasywną obroną 33.ef5 gf5 34.Kf2? Białe nie wykorzystały sytuacji. Dużą przewagę dawało 34.G:e5!, np. 34…W:e5 35.f4 We4 36.Kf3 Kg6 37.Sg2 lub 34...de5 35.S:f5 Kg6 36.Sd6 G:d6 37.W:d6+ K:g5 38.Ke3 34...Kg6? Lepsze 34...bc4 35.bc4 Ke6 35.Sg2 Kf7 36.Sh4 Ke6? A to już jest przegrywający błąd. Po 36...Sg6 37.Kg3 S:h4 38.K:h4 Ge7 39.Kg3 Wg8 można było skutecznie się bronić 37.c5! Związany czarny skoczek znalazł się w niebezpieczeństwie 37…Ge7 Lub 37...dc5 38.We2 Gd6 39.Sg6 38.We2 Wh8 39.cd6 1-0

Pewną odmianą interesującej nas struktury jest poniższa sytuacja powstająca w wielu wariantach partii hiszpańskiej:

Białe: Ke1, a2, b2, c2, e4, f2, g2, h2

Czarne: Ke8, a7, c6, c7, d6, f7, g7, h7

W takiej pozycji plan z długą roszadą i atakiem na króla jest możliwy, chociaż trochę ryzykowny. Otwarta linia „b” daje czarnym nadzieję na kontratak. Białe mają za to większe możliwości atakowania słabej piechoty przeciwnika. Dużą pozycyjną groźbą jest ruch e4-e5, gdyż po wymianie na e5 obnażona zostaje słabość zdublowanych pionków.

Partia hiszpańska

A. Szirow (2710) – K. Kuderinow (2432)

Puchar Świata, Chanty-Mansijsk 2005

1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gb5 d6 4.d4 ed4 5.S:d4 Gd7 6.Sc3 Sf6 7.G:c6 bc6 8.Hf3! To silne posunięcie stwarza groźbę e4-e5 i przygotowuje długą roszadę 8...c5 Po 8...Ge7? 9.e5! de5 (9...Sd5 10.S:c6!) 10.S:c6 G:c6 11.H:c6+ Sd7 12.Ge3 0-0 13.0-0-0 Gd6 14.Se4 czarne ponosiły straty materialne 9.Sf5!? G:f5 10.ef5! Przygotowanie szturmu pionkowego na skrzydle królewskim. Niewiele dawało 10.H:f5?! Hd7 11.Hf3 Hg4 10...Wb8 Groziło 11.Hc6+ 11.b3 Ge7 12.Gb2 d5! W przypadku 12...0-0? 13.0-0-0 dojście do d6-d5 byłoby utrudnione 13.0-0-0 c6 Teraz to czarne mają przewagę pionkową w centrum. Jak się jednak okaże, czarny klin pionkowy narażony jest na kombinacyjne zniszczenie 14.g4 0-0?! Naturalne, ale bardzo ryzykowne. Król dobrowolnie wchodzi pod atak białej piechoty. Lepiej wyglądało 14...h6 15.h4 Sd7 16.Whe1 0-0 i ofiara figury 17.S:d5 cd5 18.H:d5 G:h4!? (18…Sf6 19.He5) 19.H:d7 Hg5+ nie miała rozstrzygającego charakteru 15.g5 Sd7 16.f6 Gd6 Lub 16...gf6 17.S:d5! cd5 18.W:d5 z silnym atakiem 17.h4 Ge5 18.Hf5 Wb7 Jeśli 18...g6, to 19.Hh3 z dalszym h4-h5 19.h5 Ha5 20.Wh3 Hb4 W przypadku 20…gf6 komentujący partię am. Postny podaje taki efektowny wariant: 21.gf6 Kh8 (Lub 21...G:f6 22.Wg3+ Kh8 23.H:f6+! S:f6 24.S:d5) 22.Wg1 Hc7 23.Wg7 S:f6 24.Se4! G:b2+ 25.K:b2 de4 26.H:f6 z wygraną. 21.S:d5! Ta ofiara wisiała w powietrzu 21...G:b2+ 22.K:b2 cd5 23.fg7 K:g7 24.W:d5 Ha4 Alternatywą było przejście do przegranej wieżówki po 24...Sb6 25.h6+ Kg8 26.Hf6 Sc4+ 27.Kc1 He1+ 28.Wd1 He5 29.bc4 H:f6 30.g:f6 25.Whd3 Wd8 26.h6+ Kg8 27.He5! f6 28.He7 1-0

Partia hiszpańska

J. Timman – B. Spasski

Linares 1983

1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gb5 a6 4.Ga4 d6 5.G:c6+ bc6 6.d4 ed4 7.H:d4 c5 8.Hd3 g6 W poprzednich przykładach czarne miały skoczka na f6 i gońca na e7.Tak stojące figury wzajemnie sobie przeszkadzały. Tutaj Spasski ustawia bierki elastyczniej: goniec staje na g7, skoczek na e7 9.Sc3 Gg7 10.Gf4 Se7 11.0-0-0 Białe wybierają ostrą pozycję z różnostronnymi roszadami. Spokojne 11.0-0 0-0 12.Wad1 Sc6 13.Sd5 Ge6 (13...G:b2? 14.c3) prowadziło do równej gry 11...0-0 12.Hd2 Lepsze 12.e5 Gf5 13.He3 We8 14.ed6 cd6 15.Whe1!? (15.G:d6?! Sd5!; 15.W:d6?! Ha5) z niewielką przewagą 12...We8 Ideą posunięcia jest nie tylko nacisk po linii „e”, ale również uniknięcie wymiany gońców 13.Gh6 Gh8 Ten goniec jest bardzo ważny w ataku na białego króla i trzeba go zachować na szachownicy 14.h4 Wb8 15.a3? Ten dziwny ruch jest prawdopodobnie obroną przed ewentualną przyszłą kombinacją 1….W:b2 2.K:b2 Hb8+ i 3…Hb4. Znacznie energiczniejsze było oczywiście 15.h5 Gg4 16.hg6 S:g6 z ostrą pozycją 15...Ge6 16.Sg5 Hc8 17.S:e6 H:e6 18.Kb1? Białe dążą do ustawienia króla na a1 i wieży na b1. Zabiera to jednak zbyt dużo czasu, a w dodatku wcale nie gwarantuje bezpieczeństwa monarchy. Ostre 18.h5 Sc6 19.hg6 hg6 20.f4 dawało na pewno więcej szans 18...Wb7 19.Ka1 Web8 20.Wb1 Sc6 Obrona przed Se5-c4 21.f4 Gd4?! Na 21...Sa5 nastąpiłoby 22.f5, ale po 21...G:c3 22.H:c3 Sd4 23.Hd3 Wb3! pozycja białych stawała się krytyczna 22.Hd3 a5 Przygotowanie ruchu Sc6-b4! Po 22...G:c3 możliwe było 23.bc3, bo pionek e4 jest broniony 23.Hh3 Lub 23.Wh3 Sb4! 24.f5 S:d3 25.fe6 W:b2! 26.W:b2 G:c3 itd. 23...f5 24.Whe1 Po 24.ef5 gf5 25.Hg3+ Kf7 kontrgra białych się kończyła 24...Sb4! 25.ab4 ab4 26.Sa4 Lub 26.Sa2 Wa7 27.Hb3 H:b3 28.cb3 W:a2+! 26...Wa7 27.Hb3 c4 28.Ha2 Wba8 29.ef5 W:a4 0-1

Partia hiszpańska

R. Bernard (2350) – W. Yanez (2070)

Benasque 1995

1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gb5 d6 4.d4 Gd7 5.Sc3 Sf6 6.0-0 ed4 7.S:d4 Ge7 8.G:c6 bc6 9.Hf3 Sg4?! Obrona przed ewentualnym e4-e5. Ten jednak ruch po roszadzie czarnych nie jest taki groźny: 9…0-0! 10.e5 de5 11.S:c6 G:c6 12.H:c6 Hd6 13.Hc4 Hb6 itd. 10.Sf5?! Liczyłem wariant ze zdobyciem pionka 10.S:c6! S:h2 11.H:f7+! K:f7 12.S:d8+ G:d8 13.K:h2, ale niepotrzebnie obawiałem się pary czarnych gońców w końcówce 10...G:f5 11.H:f5 Ciekawą alternatywą było 11.ef5!? Se5 12.He4 0-0 13.Gf4 z atakiem na czarne pionki 11...h5?! Po 11...Hd7 lub 11…Hc8 przewaga białych była symboliczna 12.Ha5 Początek polowania na pionki. Nie wolno 12.h3 Se5 13.f4? g6! i ginie hetman 12...Gf6 13.Ha4 0-0?! Wątpliwe poświęcenie. Lepsze 13...Hd7 14.h3 G:c3!? 14.h3 Se5 15.f4 Sd7 16.H:c6 Gd4+ 17.Kh2 We8 18.Gd2 Sf6 19.Wae1 Wb8 Ponieważ nic nie daje natychmiastowe 19...Sg4+?! 20.Kg3!, czarne postanowiły włączyć do ataku jeszcze wieżę 20.b3 We6 Grozi 21...d5 21.Hc4 Sg4+!? 22.Kg3! Po 22.Kh1 Sf2+ 23.Kh2 Sg4+ był remis. Król odważnie idzie do przodu 22...Gf6 Po 22...Wg6 liczyłem 23.hg4 W:g4+ 24.Kf3 Hh4 25.Ke2!? W:g2+ 26.Kd1 i król ucieka w bezpieczne rejony szachownicy 23.hg4 Gh4+ 24.Kf3 hg4+ 25.Ke2 Możliwe było także 25.K:g4 G:e1 26.G:e1 Hd7 27.f5, ale białe wybrały solidniejsze miejsca dla króla 25...G:e1 26.W:e1 c6 27.Kd1 d5 Rozpaczliwa próba skomplikowania gry 28.ed5 cd5 29.S:d5 W:e1+ (29...Wd6 30.We5) 30.G:e1 Wb7 31.Hd3 a5 32.c4 i białe wygrały.

Ryszard Bernard

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w warcaby

Tym razem ponownie analiza partii z popularnego turnieju, zwanego potocznie „Firlejem”.

Józef Bajdak – Leszek Żygowski

Puchar Ziemi Lubelskiej

29.04.2017 r., Firlej

1. 32-28 18-23 2. 33-29 23x32 3. 37x28 19-23 4. 28x19 13x33 5. 39x28 17-22 6. 28x17 12x21

Partia dopiero co się rozpoczęła, a już obaj zawodnicy wymienili po cztery piony.

7. 38-32 21-26 8. 41-37

Korzystniej było zagrać 32-28 i rozwinąć długie skrzydło.

8… 16-21 9. 31-27 11-16 10. 44-39 7-11 11. 39-33 9-13 12. 50-44 4-9 13. 44-39 1-7 14. 49-44 14-19 15. 42-38

Mając na uwadze opóźnionego piona 46, lepiej nie spieszyć się z tym ruchem. Lepszy jest plan 15. 33-28... 16. 37-31.

15… 10-14 16. 47-42 5-10 17. 33-28 7-12

Białe: 46, 48, 42, 43, 44, 45, 36, 37, 38, 39, 40, 32, 34, 35, 27, 28

Czarne: 2, 3, 6, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 19, 20, 21, 26

Zawodnik grający białymi pionami wszedł w pozycję bliską klasycznej. Białe mają jednak odstającego piona na polu 46 oraz zdublowanego przez piona 36 piona 27.

18. 38-33 2-7 19. 34-29 19-23 20. 29x18 13x31 21. 36x27 26-31 22. 37x17 11x31 23. 42-37 31x42 24. 48x37

Białe: 46, 43, 44, 45, 37, 39, 40, 32, 33, 35, 28

Czarne: 3, 6, 7, 8, 9, 10, 12, 14, 15, 16, 20

Po serii wymian pozycja wydaje się nieco gorsza dla białych z powodu braku rozwinięcia ich krótkiego skrzydła. Obiektywnie oceniając, wszystko jeszcze przed nami.

24… 16-21 25. 40-34 6-11 26. 34-29 11-16 27. 37-31 20-25 28. 44-40 14-20 29. 40-34 9-13 30. 31-27 21-26 31. 46-41 12-17 32. 41-37 17-21 33. 43-38 20-24 34. 29x20 15x24

 

 

Białe: 45, 37, 38, 39, 32, 33, 34, 35, 27, 28

Czarne: 3, 7, 8, 10, 13, 16, 21, 24, 25, 26

Przewaga temp na niekorzyść czarnych. Białe mogą teraz w prosty sposób wypchnąć przeciwnika z centralnych pól: 35. 28-23 10-14 36. 34-29 14-20 37. 39-34 13-19 38. 23x14 20x9 39. 29x20 25x14 i dalej nacierać na długie skrzydło czarnych.

35. 34-29 10-15 36. 29x20 25x14

Zdecydowanie lepiej było zbić 15x24 i spróbować uzyskać klasyczną pozycję.

37. 45-40 14-20 38. 40-34 7-12 39. 33-29 3-9 40. 38-33 12-17 41. 34-30 20-24 42. 29x20 15x24 43. 30x19 13x24 44. 27-22

Bardziej naturalny wydawał się następujący wariant: 44. 39-34 9-14 45. 27-22 8-13 46. 22x11 16x7 47. 28-23 7-12 48. 34-30 13-19 49. 33-28 12-18 50. 23x12 21-27 51. 32x21 26x8 Pozycja jest remisowa.

44... 8-13 45. 22x11 16x7 46. 28-22 9-14 47. 39-34 7-12 48. 22-17

Białe: 37, 32, 33, 34, 35, 17

Czarne: 12, 13, 14, 21, 24, 26

48… 14-19

Przegrywa natychmiastowo. Należało wykorzystać zasadę tzw. bicia większości
i czeka nas interesująca końcówka: 48... 26-31 49. 17x10 31x42 50. 10-4 42-48 51. 4-27 48x25 52. 27x16 25-3 53. 16-7 3-17 54. 32-28 17-8 55. 7-2 8-26 56. 2x30 26-42 Remis.

49. 17x8 13x2 50. 34-29 19-23 51. 29x20 21-27 52. 32x21 26x17 53. 20-14 17-22 54. 14-10 22-28 55. 33x22 23-29 56. 10-5 29-33 57. 5-32 33-39 58. 32-49 2-7 59. 22-17.

Białe wygrały.

2-0

Michał Czarski – Józef Bajdak

Puchar Ziemi Lubelskiej

26-04-2017 r., Firlej

1. 32-28 20-24 2. 37-32 18-23 3. 34-29 23x34 4. 40x20 15x24 5. 41-37 12-18 6. 28-22 17x28 7. 32x12 7x18

Podobnie jak w poprzedniej partii gracze szybko rozmieniają pozycję.

8. 45-40 19-23 9. 40-34 14-19 10. 34-29 23x34 11. 39x30 18-23 12. 46-41 1-7 13. 33-28 23x32 14. 37x28 13-18 15. 41-37 7-12 16. 37-32 19-23 17. 28x19 24x13

Dość pasywne zagranie.

18. 44-39 10-14 19. 39-33 18-23 20. 50-44

Białe szybko pozbywają się formacji 50-45, zwanej olimpikiem. W klasycznej pozycji olimpik jest niezmiernie ważny, możemy więc powiedzieć, że białe podjęły ryzykowną decyzję.

20… 12-18 21. 44-39 11-17 22. 42-37 5-10 23. 47-41 10-15

Białe: 48, 49, 41, 43, 36, 37, 38, 39, 31, 32, 33, 35, 30

Czarne: 2, 3, 4, 6, 8, 9, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 23

Obaj zawodnicy grają bardzo niecierpliwie. Wymiana prześciga następną wymianę. Nie ma żadnego zaostrzenia, co skutkuje równą pozycją.

24. 33-28 4-10 25. 28x19 14x23 26. 39-33 9-14 27. 32-28 23x32 28. 37x28 18-23 29. 28x19 13x24 30. 30x19 14x23
Mamy 30. ruch, pozostało po 9 pionów z każdej ze stron. Pozycja bardzo uproszczona.

31. 41-37 10-14 32. 37-32 8-13 33. 33-28 13-19 34. 31-27 17-21 35. 38-33 15-20 36. 43-39 20-24 37. 49-43 6-11 38. 27-22 21-26 39. 39-34 11-17 40. 22x11 16x7 41. 43-39 7-12 42. 48-43 12-18

Białe: 43, 36, 39, 32, 33, 34, 35, 28

Czarne: 2, 3, 14, 18, 19, 23, 24, 26

43. 34-30

Błąd, który przesądził o losach partii. Białe nie dysponują siłami na swoich skrzydłach. Należało więc uciekać z klasycznej pozycji. 43. 34-29 23x34 44. 39x30 2-7 45. 43-38 18-23 46. 28-22 7-11 47. 22-18 23x12 48. 32-28 3-9 49. 28-23 19x39 50. 30x10 9-14 51. 10x19 39-44 52. 19-14 44-49 53. 38-33 49-16 54. 36-31 26x37 55. 14-10.

Białe: 33, 35, 10

Czarne: 11, 12, 37, damka na polu 16

Pozycja jest napięta. To w tym wariancie białe mają jakiekolwiek szanse na remis.

43... 3-8 44. 30-25 8-12 45. 43-38 2-7 46. 39-34 7-11 47. 36-31 26x37 48. 32x41 23x43 49. 34-29

Białe szukają ratunku.

49… 14-20 50. 25x23 43-48 51. 29x20 18x38 52. 20-14

Białe: 41, 35, 14

Czarne: 11, 12, 38, damka na polu 48

W tym momencie możemy wyróżnić dwa główne warianty gry końcowej. 52... 38-43 53. 14-9 43-49. Pozycja jest wygrana dla czarnych.

52… 38-42 53. 14-9 48-25 54. 9-4

54. 9-3 11-17 55. 35-30 25x34 56. 3-14 42-48 57. 14-28 17-21 58. 28-32 21-26 59. 41-36. Również i tu białe nie mają już szans na remis.

54... 42-48

Czarnym pozostało dograć partię do końca.

55. 4-27 11-16 56. 27-22 25-14 57. 41-36 14-23 58. 22-33 23-45 59. 33-20 12-17 60. 20-15 17-22 61. 15-10 22-27 62. 36-31 48x26 63. 35-30 45-23 64. 10x21 26x35

Czarne zwyciężyły.

0-2

Damian Jakubik

 

aaa

 

kultura

 

Królowe gór

„Jeśli bardzo chcesz, to zgoda: opowiem ci o pasji. O tym, czym pasja jest dzisiaj, w czasach, w których trudno znaleźć dwie godziny, żeby usiąść i pogadać. O tym, jak to jest, kiedy liczą się odwaga i spontaniczność, przychodzi spać pod stołem w schronisku i przeżywać tydzień za pięć euro po to tylko, żeby zaznać przygody” – opowiada Izabela Czaplicka, której pasją jest wspinaczka wysokogórska i skałkowa. Jest ona jedną z bohaterek książki „Himalaistki” Mariusza Sepioły.

Reporter zebrał w niej czternaście poharatanych historii, czternaście dających w kość lekcji życia, czternaście opowieści o pasji, która nigdy nie umiera. „Himalaistki” to portrety kobiet, które po prostu lubiły mieć pod górkę. Na podstawie ich życiorysów można byłoby nakręcić wspaniałe, pełne pięknych zdjęć i dramatycznych scen filmy. Raz w górę, raz w dół. Walka z samą sobą i z męskim środowiskiem, spontaniczne wyprawy i małe próby stabilizacji, ucieczki i powroty, a czasem konieczność pozostania tam, w górze, na zawsze.

Nie jest żadną tajemnicą, że każda kobieta, która się wspina, musi być silna, musi potrafić przezwyciężać swoje słabości, a czasem nawet – przechytrzyć śmierć. Nie każdej się to udaje. Dlaczego, mimo tak dużego ryzyka, kobiety te zostawiają dom, mężów, dzieci, by się wspinać? Czy przed czymś uciekają, czy za czymś gonią? A może ani jedno, ani drugie?

W książce ukazano sylwetki najlepszych polskich himalaistek: Haliny Krüger-Syrokomskiej, Anny Okopińskiej, Dobrosławy Miodowicz-Wolf, Wandy Rutkiewicz, Alicji Bednarz, Ewy Panejko-Pankiewicz, Joanny Piotrowicz, Kingi Baranowskiej, Agnieszki Bieleckiej, Izabeli Czaplickiej, Aleksandry Dzik, Katarzyny Skłodowskiej, Małgorzaty Jurewicz i Sylwii Bukowickiej. To one budowały legendę światowego himalaizmu, pokazując, że nie tylko Polak, ale i Polka potrafi. Szkoda, że na kartach książki zabrakło sylwetek Krystyny Palmowskiej i Anny Czerwińskiej – panie nie zgodziły się na reportaż, twierdząc, że już wystarczająco dużo o nich napisano. W rezultacie bohaterek jest tyle, ile ośmiotysięczników. I choć żadna z nich nie zdobyła Korony Himalajów, każda jest niekwestionowaną królową gór.

Książkę „Himalaistki. Opowieść o kobietach, które pokonują każdą górę” Mariusza Sepioły wydało wydawnictwo Znak we wrześniu 2017 r. Reportaże dostępne są również jako e-book (formaty epub i mobi).

Barbara Zarzecka